poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 41

W środku rozdziału jest link do piosenki, jak jej nie włączysz to ukatrupię.
________________________________________________________


Ashton zauważył jak zareagowałam na jego słowa. Przejął się widząc moje zachowanie, a nawet wystraszył myśląc zapewne, że zemdleję. Zacisnęłam dłonie na brzegu pomostu. Milczałam zastanawiając się, co powinnam powiedzieć; zrobić. Niecodziennie osoba siedząca tuż obok ciebie wyznaje ci, że zabiła człowieka.
To nie było normalne.
Spędzałam czas nad wodą z kryminalistą. Bawiłam się w jakąś chorą sielankę, zamiast uciekać gdzie pieprz rośnie, zanim sama mogłam stać się ofiarą. Problem tkwił w tym, że nie potrafiłam dopuścić do mojego umysłu takiej teorii. Serce górowało nad rozumem, byłam kompletnie zaślepiona lub rozważałam po części opcję numer dwa, czyli przypadek. Nie mogę osądzać Ashtona nie znając całej tej historii. To mógł być wypadek, a ja wyciągałam niepotrzebne wnioski. Dobrze wiem, ile ten chłopak przeszedł. Musiałam wziąć pod uwagę wszystko, naprawdę wszystko. To zbyt poważna sprawa.
- Jak to się stało? - zapytałam drżącym głosem, nie patrząc na wyraz jego twarzy.
- Pewnego dnia, kiedy wróciłem do domu moja mama płakała. Zapytałem co takiego się wydarzyło, a ona odpowiedziała, że ojciec po raz kolejny zostaje w szpitalu na noc. Czasami myślała, że ją zdradza, ale to akurat były jej urojenia. Za jedyną jego zdradę uznawałem pracę. Pojechałem więc do szpitala. Pokłóciliśmy się i wyszedłem koło dwudziestej trzeciej. Tego samego dnia spotkałem Sean'a wraz z Logan'em. Wtedy wszystko się zaczęło... - opowiadał, a ja intensywnie słuchałam wypowiadanych przez niego słów - Byłem wkurwiony, smutny i zmęczony. Nie mogłem znieść tego, jak stary traktuje mnie i matkę. Miał nas całkowicie w dupie. Zapragnąłem odetchnąć, no wiesz, wyluzować. Przed opuszczeniem szpitala ukradłem kilka fiolek z morfiną. Przystanąłem koło jednego niewielkiego budynku, aby wstrzyknąć sobie małą dawkę. Akurat przechodził starszy Fletcher, który poprosił, abym sprzedał mu dwie fiolki. Oczywiście, że się zgodziłem, w końcu miałem z tego kasę. Zaczęliśmy rozmawiać... a później spotykać się w różnych okolicznościach - jego głos wydawał się być spokojny, dopóki nie przeszedł do puenty - Robiliśmy wiele głupich rzeczy. Kradliśmy samochody, sprzedawaliśmy narkotyki, ostro imprezowaliśmy. Sean nigdy nie zabił nikogo, kto był czysty lub przypadkowy. Zawsze z jego rąk ginęły osoby, które zaszły mu za skórę - wyjaśnił, przełykając ciężko ślinę - Gdy byliśmy u jednego dillera, zaskoczył nas atakiem swoich ludzi. Jeden z nich rzucił się na mnie z nożem. Szarpaliśmy się, dopóki ja nie przechwyciłem narzędzia i nie wbiłem go w jego brzuch.
- Działałeś w obronie własnej - wytłumaczyłam.
- On nie był jedyną osobą, którą zabiłem - prychnął, jakby moja próba stawiania go w dobrym świetle była co najmniej absurdalna - Później stało się to dla mnie rutyną.
Przytaknęłam z żalem. Nie umiałam określić swoich odczuć. Rozczarowałam się. Cząstka mnie liczyła, że to była jednorazowa sytuacja z której łatwo przyjdzie mi wybronić Ashton'a. Powinnam była spodziewać się takich wyjaśnień zamiast siedzieć zszokowana całą historią chłopaka. Wyidealizowałam go, a teraz dostawałam za swoje.
- Dlaczego mówiłeś mi, że nie jesteś mordercą, kiedy byłam w twoim mieszkaniu?
- Ponieważ rozmawialiśmy o zabójstwach, które opisywali w gazetach, a ty stwierdziłaś, że to moja sprawka. Nie zamordowałem tych ludzi.
- Nie, stwierdziłam, że jesteś mordercą mając na myśli ogół - wywróciłam oczami nie mogąc znieść faktu, że Ashton ma trudności z przyznaniem się do winy.
- Najwyraźniej skłamałem, ups - odpowiedział beznamiętnie - Zabiłem parę osób na zlecenie i kilku dillerów, to chciałaś usłyszeć? - spytał pretensjonalnie.
- Żałujesz tego chociaż? - zapytałam.
Ashton milczał, jakby zastanawiał się nad moim pytaniem. Wiedziałam, że nie będzie dla niego proste, ale musiał mi to powiedzieć. Musiał mi dać nadzieję na szansę sprowadzenia go na dobrą drogę. Bo tego właśnie chciałam. Pomóc mu.
- Tak... - szepnął. Zdołałam ledwie usłyszeć jego słowo - Jakbym mógł nie żałować? Życie uciekiniera wcale nie jest takie cudowne - zaśmiał się nerwowo - Ale czasu nie cofnę.
- Możesz przestać..
- To nie takie proste, czasem tego nie kontroluję... - wymamrotał zaciskając dłonie w pięści, a po chwili rozluźniając je - Gdy Logan cię przetrzymywał, pojechałem tam wraz z chłopakami. Cal i Luke zajęli się tobą, ja z Michael'em zaś złożyliśmy wizytę Logan'owi i jego ludziom. Gniew był na tyle silny, że w geście zemsty zabiłem jego człowieka...
- Jezu... - wydałam z siebie jęk przerażenia.
- Są tematy oraz rzeczy, którymi można łatwo mnie wkurzyć... - odparł - Zabranie mi ciebie było jednym z nich...
Nie wiedziałam jak powinnam reagować. Ashton zabijał ludzi. Nie mogłam go bronić, nie zdobyłabym nawet argumentów. Już brakło mi słów. W myślach błądziło tylko jedno słowo: przestępca. Powinnam uciekać? Tak przynajmniej podpowiadał mi rozum. Serce miało zupełnie inne zdanie.
Ashton żałuje tego co zrobił. Nie cofnie czasu, to oczywiste, ale czuje się z tym źle, a przecież to już krok do sukcesu. Poznałam go, otworzył się przede mną. Wiem, jaki jest. Nie mogę patrzeć na niego tylko przez pryzmat zbrodni, jakie dokonał. Oczywiście są one ważne, ale patrząc na całokształt... czy na pewno był temu całkowicie winien? On i tylko on? Nie, nie sądzę.
- Chciałabym wracać... - mruknęłam niespokojnie.
- Boisz się mnie? - zapytał cicho. Pokręciłam przecząco głową, chociaż nie wyglądało to zbyt pewnie. Mimo wszystko po prostu wolałam wrócić do domu i przemyśleć sobie wszystko, zanim powiedziałabym coś, co mogłoby urazić Ashton'a lub zepsuć naszą relację.
Aczkolwiek zdążyłam to zrobić szybciej niż myślałam, że jestem w stanie. Ashton widząc moją nieśmiałość, wstał gwałtownie z miejsca, kierując się w stronę lasu. Poszłam za nim, próbując dotrzymać mu kroku.
Odebrał moją prośbę w zły sposób. Nie miałam w zamiarze go urazić. Po jego twarzy mogłam uznać, że jego nastrój uległ zmianie i wcale nie chciał kontynuować ze mną rozmowy. Zmartwiłam się.
Znaleźliśmy się przy samochodzie. Ashton wsiadł nie otwierając mi drzwi ze strony pasażera. Czuł się urażony od momentu, gdy poprosiłam go o powrót. Zajęłam miejsce tuż obok.
- Jesteś na mnie zły? - spytałam.
- Nie - rzucił podczas przekręcania kluczyka w stacyjce. W radiu usłyszałam znaną każdemu piosenkę Arctic Monkeys - R U mine.
- To dla mnie coś nowego... - urwałam, ale Ashton zignorował mnie i wysiadł, nawet o tym nie informując. Blondyn otworzył maskę samochodu. Wyglądało na to, że coś było nie tak. Przez chwilę spoglądał na maszynę, ale wydaję mi się iż stwierdził, że wystarczy poczekać na rozgrzanie silnika.
- Co się stało? - zadałam kolejne pytanie, na które chłopak tym razem nie udzielił odpowiedzi - Ashton - powiedziałam jego imię - Ashton do cholery! - powtórzyłam.
Blondyn gwałtownie pociągnął w dół swoją rękę z hukiem zamykając maskę.
- Co chcesz usłyszeć Caitlin?! Nie liczyłem na pieprzone wyrazy współczucia, ale myślałem, że chociaż mnie zrozumiesz zamiast siedzieć przerażona, jakbym miał za chwilę poćwiartować cię na kawałki! - wydarł się, wyraźnie sfrustrowany.
- To nie tak! - próbowałam załagodzić sytuację.
- A jak? Hm? Nie przerażam cię? No powiedz! Boże, jesteś tak słaba.. ludzie mogliby żywić się twoim strachem - jego głos był pełen pogardy, przelewał na mnie całą swoją złość.
- Nieprawda!
- A co? Może jesteś silna? - parsknął śmiechem.
- Przestań się na mnie wyżywać, Ashton!
- Użalasz się nad sobą i płaczesz w tęsknocie za rodzicami, to nazwiesz siłą? Proszę cię.
Zamachnęłam się, a po chwili moja ręka zetknęła się z policzkiem chłopaka. Jego twarz odwróciła się pod wpływem silnego uderzenia, a lekko czerwony ślad pozostał na skórze. Wkurzył mnie. Nie potrafiłam się powstrzymać. Wmawiał mi coś, o czym nie miał zielonego pojęcia. W dodatku robił to z premedytacją.
Ashton obdarzył mnie morderczym spojrzeniem. Moment później jego palce zacisnęły się na moich ramionach. Obrócił mnie wokół, a następnie popchnął na samochodu. Zetknęłam się plecami z autem, kładąc się na nim. Ashton stał nade mną, wciąż mnie trzymając.
- Widzisz? Jesteś impulsywna, tak samo jak ja. Łatwo tracisz panowanie nad sobą, robisz to, co ja - wkurzasz się i dajesz ponieść emocjom - wyjaśnił - Dlatego nigdy nie testuj mojej cierpliwości, Caitlin. Nigdy. - zagroził.
Ashton po raz kolejny chciał udowodnić swoje racje. Niestety, stało się na odwrót.
- Uważasz, że to ja jestem słaba? Spójrz na siebie, Ashton! - warknęłam - Jedyne co posiadasz to siła fizyczna. Może i działałam pod wpływem impulsu, ale ty również to robisz. Zobacz jak z łatwością mogę wyprowadzić cię z równowagi. Jesteś słaby psychicznie, bardzo słaby - mówiłam patrząc mu prosto w oczy.
- Nie jestem! - uderzył moimi rękoma o maskę - Jestem taki tylko i wyłącznie przy tobie! - wydarł się, zaciskając swoje palce o wiele mocniej na moich nadgarstkach. Poczułam ból.
Ashton wciąż ściskał moje ręce nie pozwalając mi się wyswobodzić. Ciemne, przerażające oczy lustrowały moją twarz. Oddychał ciężko. Od jego ciała biło ciepło.. co ja gadam, gorąc! Patrzył na mnie wściekle, z pogardą. Leżałam na masce nieruchomo, czekając na jakąkolwiek reakcję blondyna.
Po chwili ciemność w jego oczach powoli zanikała. Spuścił wzrok, rozluźniając swój uścisk. Następnie znowu spojrzał na mnie, tym razem bardziej błagalnie, jakby z desperacją.
- Mam ochotę zrobić to, czego nie powinienem... - wyszeptał, spoglądając nieśmiało w moje oczy.
Zadrżałam. Zaczął mnie przerażać.
- Za.. za..zabić mnie? - wyjąkałam.
- Nie...
- Więc co? - spytałam zdziwiona.
- Chciałbym cię pocałować - oświadczył.
 Nie byłam na to przygotowana. Ashton pochylił się nade mną zbliżając swoją twarz. Złączył nasze usta w delikatny, ale subtelny pocałunek. Jego usta były takie miękkie i ciepłe. Dreszcz przeszył moje ciało. Jego palce całkowicie puściły moje ręce, przemieszczając się na moje biodra. Moje dłonie przesuwały się po jego ramionach, pędząc w górę do samej szyi. Oddałam się chwili. Nie protestowałam, tak jakbym potrzebowała tej bliskości, jakbyśmy oboje jej potrzebowali.
Ashton przerwał pocałunek, patrząc na mnie nieśmiało.
- Przepraszam, to było głupie, ja.. - zaczął się plątać.
- Nie przestawaj - mruknęłam, gładząc jego policzek.
Tym razem ja złożyłam na jego ustach pocałunek, dodając mu odwagi. Wplotłam jedną dłoń w jego włosy, a drugą zaś przejeżdżałam po jego klatce piersiowej. Nasze wargi łączyły się ze sobą, niczym idealnie do siebie dopasowane. Ashton przysunął mnie do siebie, zmniejszając między nami odległość. Jego dłoń wodziła po mojej nodze, a opuszki palców łaskotały skórę na moim udzie. Powoli zbliżał się do swojej koszulki, którą miałam na sobie. Z łatwością podwinął ją, dostając się pod materiał.
Oboje powinniśmy przewidzieć, że to w końcu się wydarzy. Słabość.. byliśmy nią. On był moją słabością, a ja byłam jego. Doprowadzał nas do szaleństwa fakt, że jesteśmy blisko, a zarazem daleko. Muszę przyznać, że nasza relacja nie była zwykła. Jeszcze kilka minut temu miałam ochotę rzucać obelgami na lewo i prawo w człowieka, którego właśnie całowałam. W ciągu każdej jednej sekundy, gdy jego piękne usta zostawiały ścieżkę mokrych pocałunków na mojej szyi zapominałam o wszystkim, całym tym przeklętym świecie. Nie miało dla mnie znaczenia jaką jest osobą. Dystans między nami znikał. Z mojej pamięci wylatywał każdy fakt na jego temat. Nie miało dla mnie znaczenia, że był kryminalistą, że śledził mnie, zastraszał oraz porwał, a już nie wspominając o tym, że przez niego prawie zostałam zamordowana.
To było coś.. innego. Zaczynałam patrzeć na niego w nowy dla nas sposób. Nie mam pojęcia czy to było złe czy nie, ale podobało mi się.
Ponownie oderwaliśmy się, łapczywie łapiąc do ust powietrze.
Na twarzy Ashton'a pojawił się łobuzerski uśmiech. Moje oczy znowu spotkały się z jego. Tym razem miałam szansę oglądać przez dłuższą chwilę błysk w oku blondyna, który widziałam wcześniej. To tak jak odnalazłby szczęście.
- Rozumiem, że lecisz na mnie tak samo jak ja na ciebie? - spytał, dysząc.
- Romantyk - zadrwiłam - Wiesz, że są lepsze określenia?
- Wyglądam ci na poetę, żeby rzucać jakimiś frazesami na lewo i prawo? - skwitował, ukazując szereg śnieżnobiałych zębów. Palcami odgarnął kosmyk moich blond włosów opadających na twarz. Musnął moje usta, szybko się od nich odrywając, jakby chciał, abym prosiła o więcej.
- Kretyn - burknęłam.
- Prostaczka.
- Cham!
- Blondynka.
- Gbur.
- Wkurwiasz mnie, jak tyle gadasz - mruknął, następnie znowu wpijając zachłannie swoje usta w moje. Traciłam przy nim głowę, naprawdę. Każdy pocałunek był pełen namiętności, pożądania. Cała złość, która niedawno jeszcze nam towarzyszyła odeszła. Istne szaleństwo.
Przy nim czułam się, jakbym była w zupełnie innym świecie. W miejscu, gdzie nie ma problemów, jesteśmy tylko ja i on, bez żadnych czarnych scenariuszy, wad czy złej przeszłości. Szkoda, że była to jedynie utopia.
W kieszeni Ashton'a rozbrzmiał telefon. Piękna wizja dnia momentalnie zapadła się pod ziemię.
- To Luke - oznajmił.
Odebrał telefon i odszedł porozmawiać ze swoim przyjacielem. Zeszłam z maski samochodu, kierując się do wnętrza, na siedzenie. Ułożyłam swoje włosy, które przedtem były w delikatnym nieładzie. Czekałam na Ashton'a spokojnie siedząc i patrząc na las przez który wcześniej przechodziliśmy. Uśmiechałam się lekko i szczerze.
Byłam szczęśliwa.
Cieszył mnie fakt, że przyjechaliśmy tutaj. Dowiedziałam się o rzeczach, które przerażały mnie do szpiku kości, jednak przeżyłam również coś wspaniałego. Martwi mnie fakt, że Ashton jest osobą taką jaką jest, aczkolwiek łączy nas coś więcej niż tylko zwykła znajomość. Nie mogę tego powstrzymać. To już się stało. Poza tym, Irwin sam stwierdził, że jestem jego słabością. Wykorzystam to. Pomogę mu stać się lepszym, bo wiem, że tego chce.
Nie spostrzegłam kiedy Ashton zajął miejsce na siedzeniu od strony kierowcy.
- Musimy jechać, Hemmings znów coś wymyślił - burknął niezadowolony, dociskając pedał gazu.
Ryk silnika wydobył się z pod maski samochodu. Daję słowo, że jeśli mieszkaliby tu jacyś ludzie - usłyszeliby ten wóz pomimo głośnego słuchania muzyki.
Przytaknęłam na słowa Ashton'a. Zapięłam pasy i cierpliwie czekałam, aż ruszy. On jednak wciąż siedział, zamyślony.
- Caitlin.. - ledwo usłyszałam, jak wyszeptał moje imię.
- Tak?
- Całowałaś się ze mną - oświadczył, a ja zamarłam kompletnie nie wiedząc o co mu chodzi. Był pijany? Uważał, że ja jestem pijana i nieświadoma tego, do czego właśnie doszło?
- Wow, brawo geniuszu.
- Nie, znaczy.. - wycofywał swoje słowa - Chodzi mi o to, że.. wyznałem ci, że kogoś zabiłem. Ja jestem złym człowiekiem, zrobiłem wiele okropnych rzeczy kilku osobom, a nawet i tobie. Całowałaś mnie i wciąż tutaj jesteś. Ja.. chciałbym wiedzieć.. - jąkał się - Podobają ci się bad boy'e? - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. Nie usłyszałam dawno większej głupoty. - Żartuję - odpowiedział, znów przybierając poważną postawę - Jak to jest, że widzisz we mnie coś dobrego, czego nie widzą inni?
Jego pytanie mną wstrząsnęło. Sama zastanawiałam się nad tym wszystkim kilkakrotnie, dzień w dzień. Po pewnym czasie uzyskałam swoją odpowiedź, a przynajmniej takie jest moje podejrzenie. Dopóki nie upewnię się, pozostaje mi oznajmić Ashton'owi tylko jedno.
Złapałam chłopaka za rękę, mocno ściskając. Spojrzałam w jego piękne, piwne oczy mające w sobie ogrom nadziei. Znów ujrzałam ten błysk, który tym razem pozostał na dłuższą chwilę.
- Czasami oczy nie widzą tego, co widzi serce - wyszeptałam.
Pocałowałam jego policzek. Ashton wypuścił powietrze z ust, uśmiechając się nieświadomie. Miło było widzieć jego szczęście. Bo to właśnie motywowało mnie do walki.
Walki z jego ciemną stroną życia, którą chciałam oświetlić.
Moje sumienie nie dawało mi spokoju. Przez ten cały czas pamiętałam o słowach Logan'a. Musiałam wyznać prawdę Ashton'owi, ale było to dla mnie zbyt trudne. Zwłaszcza teraz, kiedy między nami układało się tak dobrze. Nie potrafiłam tego zepsuć.
Bałam się to zepsuć.

_______________________________________________
Przepraszam za drugą część rozdziału, może być chaotyczna, słowa mogą się powtarzać i w ogóle. Nie miałam siły trochę tego edytować dokładniej... 
---------------------------------------------
Już to widzę.. po prostu widzę XD




TAK! NIE ŻARTUJĘ! TO NIE PRIMA APRILLIS, PO CZTERDZIESTU ROZDZIAŁACH SPECJALNIE DLA WAS, ŚMIAŁO MOŻECIE MIEĆ CASHTLIN FEELS BO NARESZCIE DOSZŁO DO TEGO CHOLERNEGO POCAŁUNKU!
Mam nadzieję, że wszystko u Was spoko? :D


________________________________

D Z I Ę K U J Ę za 700 tysięcy wyświetleń! Boże święty, nie mogę w to uwierzyć! Czuję się jakbym w totka wygrała hahahaha! Serio. Jesteście niesamowici, dziękuję Wam za to.



Dzisiaj brak ogłoszeń parafialnych. Jedynie same przypomnienia:

- Spotkanie 12 lipca - kolumna Zygmunta przy schodach - godzina 16.00
- NOWY ROZDZIAŁ NA TŁUMACZENIU HISZPAŃSKIM <KLIK>
- Ruszam z Psycho za 2 dni! Link <TUTAJ> i <TUTAJ>
- Ruszyłam z opowiadaniem z Calumem! Link TUTAJ (tylko na wattpad)
- BĘDZIE DRUGA CZĘŚĆ CIENIA! Więcej informacji wkrótce!
- Na razie nie będę dostępna na twitterze - perfcalvm, ani na portalu ask.fm. Będę przesiadywała na drugim koncie.

I think that's all.


L O V E  Y O U  A L L.