poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 41

W środku rozdziału jest link do piosenki, jak jej nie włączysz to ukatrupię.
________________________________________________________


Ashton zauważył jak zareagowałam na jego słowa. Przejął się widząc moje zachowanie, a nawet wystraszył myśląc zapewne, że zemdleję. Zacisnęłam dłonie na brzegu pomostu. Milczałam zastanawiając się, co powinnam powiedzieć; zrobić. Niecodziennie osoba siedząca tuż obok ciebie wyznaje ci, że zabiła człowieka.
To nie było normalne.
Spędzałam czas nad wodą z kryminalistą. Bawiłam się w jakąś chorą sielankę, zamiast uciekać gdzie pieprz rośnie, zanim sama mogłam stać się ofiarą. Problem tkwił w tym, że nie potrafiłam dopuścić do mojego umysłu takiej teorii. Serce górowało nad rozumem, byłam kompletnie zaślepiona lub rozważałam po części opcję numer dwa, czyli przypadek. Nie mogę osądzać Ashtona nie znając całej tej historii. To mógł być wypadek, a ja wyciągałam niepotrzebne wnioski. Dobrze wiem, ile ten chłopak przeszedł. Musiałam wziąć pod uwagę wszystko, naprawdę wszystko. To zbyt poważna sprawa.
- Jak to się stało? - zapytałam drżącym głosem, nie patrząc na wyraz jego twarzy.
- Pewnego dnia, kiedy wróciłem do domu moja mama płakała. Zapytałem co takiego się wydarzyło, a ona odpowiedziała, że ojciec po raz kolejny zostaje w szpitalu na noc. Czasami myślała, że ją zdradza, ale to akurat były jej urojenia. Za jedyną jego zdradę uznawałem pracę. Pojechałem więc do szpitala. Pokłóciliśmy się i wyszedłem koło dwudziestej trzeciej. Tego samego dnia spotkałem Sean'a wraz z Logan'em. Wtedy wszystko się zaczęło... - opowiadał, a ja intensywnie słuchałam wypowiadanych przez niego słów - Byłem wkurwiony, smutny i zmęczony. Nie mogłem znieść tego, jak stary traktuje mnie i matkę. Miał nas całkowicie w dupie. Zapragnąłem odetchnąć, no wiesz, wyluzować. Przed opuszczeniem szpitala ukradłem kilka fiolek z morfiną. Przystanąłem koło jednego niewielkiego budynku, aby wstrzyknąć sobie małą dawkę. Akurat przechodził starszy Fletcher, który poprosił, abym sprzedał mu dwie fiolki. Oczywiście, że się zgodziłem, w końcu miałem z tego kasę. Zaczęliśmy rozmawiać... a później spotykać się w różnych okolicznościach - jego głos wydawał się być spokojny, dopóki nie przeszedł do puenty - Robiliśmy wiele głupich rzeczy. Kradliśmy samochody, sprzedawaliśmy narkotyki, ostro imprezowaliśmy. Sean nigdy nie zabił nikogo, kto był czysty lub przypadkowy. Zawsze z jego rąk ginęły osoby, które zaszły mu za skórę - wyjaśnił, przełykając ciężko ślinę - Gdy byliśmy u jednego dillera, zaskoczył nas atakiem swoich ludzi. Jeden z nich rzucił się na mnie z nożem. Szarpaliśmy się, dopóki ja nie przechwyciłem narzędzia i nie wbiłem go w jego brzuch.
- Działałeś w obronie własnej - wytłumaczyłam.
- On nie był jedyną osobą, którą zabiłem - prychnął, jakby moja próba stawiania go w dobrym świetle była co najmniej absurdalna - Później stało się to dla mnie rutyną.
Przytaknęłam z żalem. Nie umiałam określić swoich odczuć. Rozczarowałam się. Cząstka mnie liczyła, że to była jednorazowa sytuacja z której łatwo przyjdzie mi wybronić Ashton'a. Powinnam była spodziewać się takich wyjaśnień zamiast siedzieć zszokowana całą historią chłopaka. Wyidealizowałam go, a teraz dostawałam za swoje.
- Dlaczego mówiłeś mi, że nie jesteś mordercą, kiedy byłam w twoim mieszkaniu?
- Ponieważ rozmawialiśmy o zabójstwach, które opisywali w gazetach, a ty stwierdziłaś, że to moja sprawka. Nie zamordowałem tych ludzi.
- Nie, stwierdziłam, że jesteś mordercą mając na myśli ogół - wywróciłam oczami nie mogąc znieść faktu, że Ashton ma trudności z przyznaniem się do winy.
- Najwyraźniej skłamałem, ups - odpowiedział beznamiętnie - Zabiłem parę osób na zlecenie i kilku dillerów, to chciałaś usłyszeć? - spytał pretensjonalnie.
- Żałujesz tego chociaż? - zapytałam.
Ashton milczał, jakby zastanawiał się nad moim pytaniem. Wiedziałam, że nie będzie dla niego proste, ale musiał mi to powiedzieć. Musiał mi dać nadzieję na szansę sprowadzenia go na dobrą drogę. Bo tego właśnie chciałam. Pomóc mu.
- Tak... - szepnął. Zdołałam ledwie usłyszeć jego słowo - Jakbym mógł nie żałować? Życie uciekiniera wcale nie jest takie cudowne - zaśmiał się nerwowo - Ale czasu nie cofnę.
- Możesz przestać..
- To nie takie proste, czasem tego nie kontroluję... - wymamrotał zaciskając dłonie w pięści, a po chwili rozluźniając je - Gdy Logan cię przetrzymywał, pojechałem tam wraz z chłopakami. Cal i Luke zajęli się tobą, ja z Michael'em zaś złożyliśmy wizytę Logan'owi i jego ludziom. Gniew był na tyle silny, że w geście zemsty zabiłem jego człowieka...
- Jezu... - wydałam z siebie jęk przerażenia.
- Są tematy oraz rzeczy, którymi można łatwo mnie wkurzyć... - odparł - Zabranie mi ciebie było jednym z nich...
Nie wiedziałam jak powinnam reagować. Ashton zabijał ludzi. Nie mogłam go bronić, nie zdobyłabym nawet argumentów. Już brakło mi słów. W myślach błądziło tylko jedno słowo: przestępca. Powinnam uciekać? Tak przynajmniej podpowiadał mi rozum. Serce miało zupełnie inne zdanie.
Ashton żałuje tego co zrobił. Nie cofnie czasu, to oczywiste, ale czuje się z tym źle, a przecież to już krok do sukcesu. Poznałam go, otworzył się przede mną. Wiem, jaki jest. Nie mogę patrzeć na niego tylko przez pryzmat zbrodni, jakie dokonał. Oczywiście są one ważne, ale patrząc na całokształt... czy na pewno był temu całkowicie winien? On i tylko on? Nie, nie sądzę.
- Chciałabym wracać... - mruknęłam niespokojnie.
- Boisz się mnie? - zapytał cicho. Pokręciłam przecząco głową, chociaż nie wyglądało to zbyt pewnie. Mimo wszystko po prostu wolałam wrócić do domu i przemyśleć sobie wszystko, zanim powiedziałabym coś, co mogłoby urazić Ashton'a lub zepsuć naszą relację.
Aczkolwiek zdążyłam to zrobić szybciej niż myślałam, że jestem w stanie. Ashton widząc moją nieśmiałość, wstał gwałtownie z miejsca, kierując się w stronę lasu. Poszłam za nim, próbując dotrzymać mu kroku.
Odebrał moją prośbę w zły sposób. Nie miałam w zamiarze go urazić. Po jego twarzy mogłam uznać, że jego nastrój uległ zmianie i wcale nie chciał kontynuować ze mną rozmowy. Zmartwiłam się.
Znaleźliśmy się przy samochodzie. Ashton wsiadł nie otwierając mi drzwi ze strony pasażera. Czuł się urażony od momentu, gdy poprosiłam go o powrót. Zajęłam miejsce tuż obok.
- Jesteś na mnie zły? - spytałam.
- Nie - rzucił podczas przekręcania kluczyka w stacyjce. W radiu usłyszałam znaną każdemu piosenkę Arctic Monkeys - R U mine.
- To dla mnie coś nowego... - urwałam, ale Ashton zignorował mnie i wysiadł, nawet o tym nie informując. Blondyn otworzył maskę samochodu. Wyglądało na to, że coś było nie tak. Przez chwilę spoglądał na maszynę, ale wydaję mi się iż stwierdził, że wystarczy poczekać na rozgrzanie silnika.
- Co się stało? - zadałam kolejne pytanie, na które chłopak tym razem nie udzielił odpowiedzi - Ashton - powiedziałam jego imię - Ashton do cholery! - powtórzyłam.
Blondyn gwałtownie pociągnął w dół swoją rękę z hukiem zamykając maskę.
- Co chcesz usłyszeć Caitlin?! Nie liczyłem na pieprzone wyrazy współczucia, ale myślałem, że chociaż mnie zrozumiesz zamiast siedzieć przerażona, jakbym miał za chwilę poćwiartować cię na kawałki! - wydarł się, wyraźnie sfrustrowany.
- To nie tak! - próbowałam załagodzić sytuację.
- A jak? Hm? Nie przerażam cię? No powiedz! Boże, jesteś tak słaba.. ludzie mogliby żywić się twoim strachem - jego głos był pełen pogardy, przelewał na mnie całą swoją złość.
- Nieprawda!
- A co? Może jesteś silna? - parsknął śmiechem.
- Przestań się na mnie wyżywać, Ashton!
- Użalasz się nad sobą i płaczesz w tęsknocie za rodzicami, to nazwiesz siłą? Proszę cię.
Zamachnęłam się, a po chwili moja ręka zetknęła się z policzkiem chłopaka. Jego twarz odwróciła się pod wpływem silnego uderzenia, a lekko czerwony ślad pozostał na skórze. Wkurzył mnie. Nie potrafiłam się powstrzymać. Wmawiał mi coś, o czym nie miał zielonego pojęcia. W dodatku robił to z premedytacją.
Ashton obdarzył mnie morderczym spojrzeniem. Moment później jego palce zacisnęły się na moich ramionach. Obrócił mnie wokół, a następnie popchnął na samochodu. Zetknęłam się plecami z autem, kładąc się na nim. Ashton stał nade mną, wciąż mnie trzymając.
- Widzisz? Jesteś impulsywna, tak samo jak ja. Łatwo tracisz panowanie nad sobą, robisz to, co ja - wkurzasz się i dajesz ponieść emocjom - wyjaśnił - Dlatego nigdy nie testuj mojej cierpliwości, Caitlin. Nigdy. - zagroził.
Ashton po raz kolejny chciał udowodnić swoje racje. Niestety, stało się na odwrót.
- Uważasz, że to ja jestem słaba? Spójrz na siebie, Ashton! - warknęłam - Jedyne co posiadasz to siła fizyczna. Może i działałam pod wpływem impulsu, ale ty również to robisz. Zobacz jak z łatwością mogę wyprowadzić cię z równowagi. Jesteś słaby psychicznie, bardzo słaby - mówiłam patrząc mu prosto w oczy.
- Nie jestem! - uderzył moimi rękoma o maskę - Jestem taki tylko i wyłącznie przy tobie! - wydarł się, zaciskając swoje palce o wiele mocniej na moich nadgarstkach. Poczułam ból.
Ashton wciąż ściskał moje ręce nie pozwalając mi się wyswobodzić. Ciemne, przerażające oczy lustrowały moją twarz. Oddychał ciężko. Od jego ciała biło ciepło.. co ja gadam, gorąc! Patrzył na mnie wściekle, z pogardą. Leżałam na masce nieruchomo, czekając na jakąkolwiek reakcję blondyna.
Po chwili ciemność w jego oczach powoli zanikała. Spuścił wzrok, rozluźniając swój uścisk. Następnie znowu spojrzał na mnie, tym razem bardziej błagalnie, jakby z desperacją.
- Mam ochotę zrobić to, czego nie powinienem... - wyszeptał, spoglądając nieśmiało w moje oczy.
Zadrżałam. Zaczął mnie przerażać.
- Za.. za..zabić mnie? - wyjąkałam.
- Nie...
- Więc co? - spytałam zdziwiona.
- Chciałbym cię pocałować - oświadczył.
 Nie byłam na to przygotowana. Ashton pochylił się nade mną zbliżając swoją twarz. Złączył nasze usta w delikatny, ale subtelny pocałunek. Jego usta były takie miękkie i ciepłe. Dreszcz przeszył moje ciało. Jego palce całkowicie puściły moje ręce, przemieszczając się na moje biodra. Moje dłonie przesuwały się po jego ramionach, pędząc w górę do samej szyi. Oddałam się chwili. Nie protestowałam, tak jakbym potrzebowała tej bliskości, jakbyśmy oboje jej potrzebowali.
Ashton przerwał pocałunek, patrząc na mnie nieśmiało.
- Przepraszam, to było głupie, ja.. - zaczął się plątać.
- Nie przestawaj - mruknęłam, gładząc jego policzek.
Tym razem ja złożyłam na jego ustach pocałunek, dodając mu odwagi. Wplotłam jedną dłoń w jego włosy, a drugą zaś przejeżdżałam po jego klatce piersiowej. Nasze wargi łączyły się ze sobą, niczym idealnie do siebie dopasowane. Ashton przysunął mnie do siebie, zmniejszając między nami odległość. Jego dłoń wodziła po mojej nodze, a opuszki palców łaskotały skórę na moim udzie. Powoli zbliżał się do swojej koszulki, którą miałam na sobie. Z łatwością podwinął ją, dostając się pod materiał.
Oboje powinniśmy przewidzieć, że to w końcu się wydarzy. Słabość.. byliśmy nią. On był moją słabością, a ja byłam jego. Doprowadzał nas do szaleństwa fakt, że jesteśmy blisko, a zarazem daleko. Muszę przyznać, że nasza relacja nie była zwykła. Jeszcze kilka minut temu miałam ochotę rzucać obelgami na lewo i prawo w człowieka, którego właśnie całowałam. W ciągu każdej jednej sekundy, gdy jego piękne usta zostawiały ścieżkę mokrych pocałunków na mojej szyi zapominałam o wszystkim, całym tym przeklętym świecie. Nie miało dla mnie znaczenia jaką jest osobą. Dystans między nami znikał. Z mojej pamięci wylatywał każdy fakt na jego temat. Nie miało dla mnie znaczenia, że był kryminalistą, że śledził mnie, zastraszał oraz porwał, a już nie wspominając o tym, że przez niego prawie zostałam zamordowana.
To było coś.. innego. Zaczynałam patrzeć na niego w nowy dla nas sposób. Nie mam pojęcia czy to było złe czy nie, ale podobało mi się.
Ponownie oderwaliśmy się, łapczywie łapiąc do ust powietrze.
Na twarzy Ashton'a pojawił się łobuzerski uśmiech. Moje oczy znowu spotkały się z jego. Tym razem miałam szansę oglądać przez dłuższą chwilę błysk w oku blondyna, który widziałam wcześniej. To tak jak odnalazłby szczęście.
- Rozumiem, że lecisz na mnie tak samo jak ja na ciebie? - spytał, dysząc.
- Romantyk - zadrwiłam - Wiesz, że są lepsze określenia?
- Wyglądam ci na poetę, żeby rzucać jakimiś frazesami na lewo i prawo? - skwitował, ukazując szereg śnieżnobiałych zębów. Palcami odgarnął kosmyk moich blond włosów opadających na twarz. Musnął moje usta, szybko się od nich odrywając, jakby chciał, abym prosiła o więcej.
- Kretyn - burknęłam.
- Prostaczka.
- Cham!
- Blondynka.
- Gbur.
- Wkurwiasz mnie, jak tyle gadasz - mruknął, następnie znowu wpijając zachłannie swoje usta w moje. Traciłam przy nim głowę, naprawdę. Każdy pocałunek był pełen namiętności, pożądania. Cała złość, która niedawno jeszcze nam towarzyszyła odeszła. Istne szaleństwo.
Przy nim czułam się, jakbym była w zupełnie innym świecie. W miejscu, gdzie nie ma problemów, jesteśmy tylko ja i on, bez żadnych czarnych scenariuszy, wad czy złej przeszłości. Szkoda, że była to jedynie utopia.
W kieszeni Ashton'a rozbrzmiał telefon. Piękna wizja dnia momentalnie zapadła się pod ziemię.
- To Luke - oznajmił.
Odebrał telefon i odszedł porozmawiać ze swoim przyjacielem. Zeszłam z maski samochodu, kierując się do wnętrza, na siedzenie. Ułożyłam swoje włosy, które przedtem były w delikatnym nieładzie. Czekałam na Ashton'a spokojnie siedząc i patrząc na las przez który wcześniej przechodziliśmy. Uśmiechałam się lekko i szczerze.
Byłam szczęśliwa.
Cieszył mnie fakt, że przyjechaliśmy tutaj. Dowiedziałam się o rzeczach, które przerażały mnie do szpiku kości, jednak przeżyłam również coś wspaniałego. Martwi mnie fakt, że Ashton jest osobą taką jaką jest, aczkolwiek łączy nas coś więcej niż tylko zwykła znajomość. Nie mogę tego powstrzymać. To już się stało. Poza tym, Irwin sam stwierdził, że jestem jego słabością. Wykorzystam to. Pomogę mu stać się lepszym, bo wiem, że tego chce.
Nie spostrzegłam kiedy Ashton zajął miejsce na siedzeniu od strony kierowcy.
- Musimy jechać, Hemmings znów coś wymyślił - burknął niezadowolony, dociskając pedał gazu.
Ryk silnika wydobył się z pod maski samochodu. Daję słowo, że jeśli mieszkaliby tu jacyś ludzie - usłyszeliby ten wóz pomimo głośnego słuchania muzyki.
Przytaknęłam na słowa Ashton'a. Zapięłam pasy i cierpliwie czekałam, aż ruszy. On jednak wciąż siedział, zamyślony.
- Caitlin.. - ledwo usłyszałam, jak wyszeptał moje imię.
- Tak?
- Całowałaś się ze mną - oświadczył, a ja zamarłam kompletnie nie wiedząc o co mu chodzi. Był pijany? Uważał, że ja jestem pijana i nieświadoma tego, do czego właśnie doszło?
- Wow, brawo geniuszu.
- Nie, znaczy.. - wycofywał swoje słowa - Chodzi mi o to, że.. wyznałem ci, że kogoś zabiłem. Ja jestem złym człowiekiem, zrobiłem wiele okropnych rzeczy kilku osobom, a nawet i tobie. Całowałaś mnie i wciąż tutaj jesteś. Ja.. chciałbym wiedzieć.. - jąkał się - Podobają ci się bad boy'e? - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. Nie usłyszałam dawno większej głupoty. - Żartuję - odpowiedział, znów przybierając poważną postawę - Jak to jest, że widzisz we mnie coś dobrego, czego nie widzą inni?
Jego pytanie mną wstrząsnęło. Sama zastanawiałam się nad tym wszystkim kilkakrotnie, dzień w dzień. Po pewnym czasie uzyskałam swoją odpowiedź, a przynajmniej takie jest moje podejrzenie. Dopóki nie upewnię się, pozostaje mi oznajmić Ashton'owi tylko jedno.
Złapałam chłopaka za rękę, mocno ściskając. Spojrzałam w jego piękne, piwne oczy mające w sobie ogrom nadziei. Znów ujrzałam ten błysk, który tym razem pozostał na dłuższą chwilę.
- Czasami oczy nie widzą tego, co widzi serce - wyszeptałam.
Pocałowałam jego policzek. Ashton wypuścił powietrze z ust, uśmiechając się nieświadomie. Miło było widzieć jego szczęście. Bo to właśnie motywowało mnie do walki.
Walki z jego ciemną stroną życia, którą chciałam oświetlić.
Moje sumienie nie dawało mi spokoju. Przez ten cały czas pamiętałam o słowach Logan'a. Musiałam wyznać prawdę Ashton'owi, ale było to dla mnie zbyt trudne. Zwłaszcza teraz, kiedy między nami układało się tak dobrze. Nie potrafiłam tego zepsuć.
Bałam się to zepsuć.

_______________________________________________
Przepraszam za drugą część rozdziału, może być chaotyczna, słowa mogą się powtarzać i w ogóle. Nie miałam siły trochę tego edytować dokładniej... 
---------------------------------------------
Już to widzę.. po prostu widzę XD




TAK! NIE ŻARTUJĘ! TO NIE PRIMA APRILLIS, PO CZTERDZIESTU ROZDZIAŁACH SPECJALNIE DLA WAS, ŚMIAŁO MOŻECIE MIEĆ CASHTLIN FEELS BO NARESZCIE DOSZŁO DO TEGO CHOLERNEGO POCAŁUNKU!
Mam nadzieję, że wszystko u Was spoko? :D


________________________________

D Z I Ę K U J Ę za 700 tysięcy wyświetleń! Boże święty, nie mogę w to uwierzyć! Czuję się jakbym w totka wygrała hahahaha! Serio. Jesteście niesamowici, dziękuję Wam za to.



Dzisiaj brak ogłoszeń parafialnych. Jedynie same przypomnienia:

- Spotkanie 12 lipca - kolumna Zygmunta przy schodach - godzina 16.00
- NOWY ROZDZIAŁ NA TŁUMACZENIU HISZPAŃSKIM <KLIK>
- Ruszam z Psycho za 2 dni! Link <TUTAJ> i <TUTAJ>
- Ruszyłam z opowiadaniem z Calumem! Link TUTAJ (tylko na wattpad)
- BĘDZIE DRUGA CZĘŚĆ CIENIA! Więcej informacji wkrótce!
- Na razie nie będę dostępna na twitterze - perfcalvm, ani na portalu ask.fm. Będę przesiadywała na drugim koncie.

I think that's all.


L O V E  Y O U  A L L. 

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 40

Mjuzik klik


Hurstville... znowu.
Nie sądziłam, że jeszcze zawitam do tego domu, ale los lubi płatać nam figle, nieprawdaż?
Pierwszy raz od kilku dni czułam się wyspana. Powodem tego było normalne, miękkie i wygodne łóżko. Leżałam komfortowo na materacu przykryta kołdrą w kolorze beżu, podziwiając sufit. Spałam w innym pokoju. Ten, który zniszczyłam nie został jeszcze wyremontowany. Ashton stwierdził, że lepiej będzie jak przenocuję w jego sypialni. Nie trudno było zauważyć, że byłam zmęczona i obolała, a podróż wykończyła mnie całkowicie. Chłopak chciał, abym wypoczęła. Uznał więc, że jego pokój będzie najlepszym miejscem.
Pokój Ashton'a był duży, urządzony w skromny sposób. Na wprost wejścia znajdowało się łóżko. Pod ścianą w kolorze błękitu po lewej stronie ustawiona była ogromna szafa z dużą ilością książek na półkach. Nigdy nie pomyślałabym, że Ashton lubi czytać. Może wcale tego nie robił, a literatura stała tu jedynie dla dobrego efektu? Ciemnobrązowe meble dodawały temu pomieszczeniu trochę mroku, aczkolwiek nie budziły jakiejś odrazy czy przerażenia. Wszystko wyglądało naturalnie, schludnie i klasycznie, co było całkowicie nie w stylu Ashton'a.
A może po prostu go nie znałam?
Zeszłam na dół, gdzie panowała cisza. Słychać było jedynie dźwięk muchy przelatującej przez korytarz do salonu. Przez chwilę wydawało mi się, że wszyscy domownicy ulotnili się, ale huk, który doszedł z kuchni rozwiał moje wątpliwości.
- Baranie, obudzisz ją! - krzyknął Luke.
- Morda! - odpysknął mu Calum.
Ruszyłam więc do kuchni wolnym krokiem, podsłuchując rozmowę przyjaciół Irwin'a. W ciągu kilku sekund padła z ich ust masa wyzwisk i obelg. Ich sposób okazywania sympatii był naprawdę dziwny. Postanowiłam utrzymać dobry kontakt z chłopcami, zwłaszcza wtedy, gdy sprawa z Logan'em była napięta. Nie tylko ja i Ash zaczynaliśmy od nowa. Wszyscy musieliśmy rozpocząć nowy etap, zapominając o poprzednim. Rozgrzebywanie starych problemów w niczym nam nie pomoże, a gdy uda nam się trzymać razem - możemy zyskać o wiele więcej.
- Tak właściwie, to już nie śpię - oznajmiłam po wejściu do pomieszczenia w którym znajdowali się najmłodsi z domowników.
Kuchnia wyglądała tak samo. Nic nie uległo zmianie. Słońce przebijało się przez okno, oświetlając meble w kolorze mahoniu. Przy stoliku siedział Luke. Byłby to codzienny widok blondyna, gdyby nie fakt, że czytał książkę, a w dodatku o tematyce psychologicznej. Sądzę, że ten chłopak skrywa więcej sekretów niż może mi się śnić.
Myślałam, że już nic nie może mnie zaskoczyć. Zmieniłam zdanie, kiedy mój wzrok przeniósł się na Calum'a... całkiem nagiego. (sorry, muszę ale > klik hahahhaha)
- Wow - wykrztusiłam z siebie.
Na szczęście brunet stał tyłem. Właściwie nie pogardziłabym, gdybym widziała jego twarz czy resztę ciała będącą na przodzie. W końcu jestem dziewczyną, a on facetem. Czemu ta sytuacja miałaby mi nie sprzyjać? Chłopak odwrócił jedynie głowę. Zauważając, iż przyglądam mu się, szybko chwycił za leżące na kuchennym blacie naczynia zakrywając swoje pośladki oraz... genitalia. Zrobiło się dość niezręcznie. Na policzkach Calum'a pojawiły się wypieki. Pewien czas staliśmy w ciszy, wymieniając się spojrzeniami. Nie muszę chyba mówić, że Hood wyglądał komicznie zakrywając się srebrnym garnkiem oraz czarną patelnią.
- Mówiłem wam, żebyście... - zza moich pleców wyłonił się Michael, przerywając milczenie. Zatrzymał się na widok Calum'a, a po chwili wybuchł śmiechem. Luke dołączył do ciemnowłosego. Ich przyjaciel natomiast utrzymywał powagę, a nawet czuł się nieco zażenowany. - Oh, Caitlin mam nadzieję, że nie czujesz się zawstydzona. Uznaj to za dzienną rutynę Cal'a - odezwał się Clifford, próbując powstrzymać się od dalszego śmiechu.
- Pójdę się ubrać.. - burknął pod nosem brunet.
Obszedł nas, obijając naczyniami o ścianę. Rozległo się kilka dźwięków tłuczonych naczyń, na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Po raz kolejny Calum nie wyglądał na rozbawionego całą sytuacją. Zazwyczaj to on żartował. Widocznie nie preferował wyśmiewania się z niego.
- To normalne? - zapytałam.
- Oh, nie - odparł Mike - Zdecydowanie nie - potwierdził.
- Cal kiedyś próbował być normalnym - wtrącił Luke - Przetrwał minutę. Istna katorga, nie stary? - Hemmings spytał głośno, chcąc mieć pewność, że Calum idący na górę usłyszy jego pytanie.
- Mam uraz do dzisiaj! - usłyszeliśmy w odpowiedzi.
Kąciki moich ust uniosły się. Ich poczucie humoru czasami było nieznośne, ale w tym wypadku - adekwatne. Zdarzało mi się je lubić. W dodatku przyjaciele Ashton'a jak na razie traktowali mnie z sympatią, nie wyrażali się bezczelnie w stosunku do mnie. Do tej pory nie mogłam im niczego zarzucić. Zwłaszcza Luke. Ten człowiek zachowywał się jak moja prywatna opiekunka.
- Chcesz coś zjeść? - blondyn wstał od stołu, zamykając książkę. Skierował się  idąc w stronę lodówki, aby być gotowym do przyrządzenia mi jakiegoś posiłku.
- Nie.. nie - pokręciłam przecząco głową, nie mogąc uwierzyć w jego zmianę - Chciałabym porozmawiać z Ashton'em... - mruknęłam.
- Jest w garażu - oznajmił.
Wyminęłam Michael'a, posyłając mu słaby uśmiech. Nie tracąc czasu ruszyłam do garażu na spotkanie z Ashton'em. Miałam nadzieję, że nie będziemy toczyć sporów czy wojen. Sporo minęło od ostatniej naszej kłótni, a ja nie miałam w zamiarze tego wszystkiego zepsuć. 
Weszłam do garażu. Muszę przyznać, że był on ogromny. Silne, rażące oczy lampy oświetlały pomieszczenie. Znajdowało się w nim wiele samochodów o różnych markach. Mogłam odnaleźć starsze roczniki, jak i najnowsze auta, które niedawno wyszły na rynek. Ashton miał gust. Każda maszyna była inna, niepowtarzalna i oryginalna. Nie zauważyłam dwóch podobnych wozów. Wszystkie znacząco różniły się od siebie.
Spostrzegłam rozwiane na kilka stron ciemne blond loki. Zawołałam chłopaka, a jego głowa uniosła się. Miał na sobie czarną koszulkę z podwiniętym kilkakrotnie rękawem. W prawej dłoni trzymał klucz, zaś lewa podtrzymała podniesioną do góry maskę.
Wsunęłam ręce do kieszeni spodni, powoli krocząc po schodach oświetlonych wbudowanymi lampkami. Idąc w stronę Ashton'a przyglądałam się samochodom. Oczarowało mnie kilka wozów.
- Fajne "fury" - pochwaliłam używając slangu. Ashton parsknął śmiechem. Zapewne zrobiłam z siebie idiotkę, ale przynajmniej wywołałam uśmiech na jego twarzy.
Irwin opuścił lewą dłoń tym samym zamykając maskę przepięknego mustanga. Nigdy wcześniej nie dane mi było zobaczyć tego samochodu na żywo. Samo patrzenie na wóz przyprawiało o dreszcze, a co dopiero jazda.
- Jak się czujesz? - zapytał ignorując mój komentarz.
- Będziesz od teraz pytał mnie o to codziennie? - odpowiedziałam unosząc brwi i zaciskając usta. Oparłam się o blat stolika na którym pełno było różnych narzędzi.
Chłopak pokręcił przecząco głową.
Obserwował jak kątem oka oglądam samochód przy którym jeszcze chwilę temu operował. Mustang zdecydowanie przykuł moją uwagę. Wyglądał staro, ale jednocześnie świeżo. Nie znałam się na autach, ale moja słabość do tego typu wozów była ogromna.
- A więc mustang.. - westchnął, uderzając lekko nogą w przedni zderzak - Dostałem go od dość dzianego wujka. Wymęczył to cacko, a później oddał z powodu znudzenia. Cud, że jeszcze działa.
- Jest...
- Genialny - wyjął mi słowo prosto z ust, kończąc zdanie - Wiem - pokiwał głową, po czym spojrzał na mnie - Chcesz się przejechać? - zaproponował.
- T...tym? - wyjąkałam.
Ten samochód jest jak antyk - nietykalny, nadaje się tylko do muzeum, aby ludzie mogli podziwiać jego piękno ujęte w prostocie. W dodatku możliwe, że jest niesprawny. Ashton sam to powiedział, a teraz chce nim jeździć? On naprawdę jest nienormalny!
- Tak, przewiozę cię - oznajmił, odkładając klucz, który trzymał w ręku na stół - Spokojnie, jeszcze jeździ - starał się rozluźnić atmosferę - Przy okazji pokażę ci jedno z ciekawszych miejsc w Hurstville.
Zgodziłam się. Gdy usłyszałam, że Ashton ma zamiar przedstawić mi cokolwiek związanego z życiorysem uznałam, że jest to świetny pomysł. Pragnę poznać go bliżej. Liczyłam, że Irwin otworzy się przede mną i poszerzy moją wiedzę na temat jego osoby. W końcu wszystko miało się zmienić.
Nasza podróż nie trwała długo. Przejazd zajął nam jakieś dwadzieścia minut. Mustang to naprawdę wspaniały samochód. Jazda nim była lekka, cicha i przyjemna.
Ashton zatrzymał auto przed lasem. Przez moment zastanawiałam się, czy aby na pewno jestem bezpieczna. Widząc jego rozluźnienie pomyślałam, że po prostu panikuję. Postanowiłam mu zaufać, więc po co do jasnej cholery zaczęłam dramatyzować? To tylko las. Kilka drzew, nic poza tym. Przecież nie chce mnie tutaj zakopać żywcem, prawda?
Prawda?
Ashton wysiadł z samochodu, rozglądając się. Gdy nikogo nie zauważył, popatrzył na mnie. Nie ruszyłam się z miejsca, nie mogłam. Jakby całe moje ciało odrętwiało, wbiło się w siedzenie i za żadne skarby nie chciało się ruszać z samochodu. To miejsce mnie przerażało. Było cicho i ponuro, otaczały nas jedynie krzaki i drzewa. Nie miałam możliwości wezwania pomocy, jeśli byłaby taka potrzeba.
- Cait? - spytał niepewnie - Wszystko w porządku?
Odwróciłam moją głowę, obdarowując blondyna wzrokiem pełnym obaw.
- Nie zamierzasz mnie zabić? - zapytałam cicho.
- Dlaczego przyszło ci to do głowy? - potrząsnął głową, gdy usłyszał moje słowa.
Otworzyłam drzwi mustanga. Po chwili znalazłam się na zewnątrz samochodu. Obeszłam go, podchodząc do Ashton'a. Denerwowałam się. Nie powiedział mi o swoich zamiarach więc skąd miałam wiedzieć o jakie miejsce może mu chodzić? W jego opinii las jest interesujący, w mojej już niekoniecznie.
- Gdyby nie fakt, że moje życie to ostatnio jeden wielki rollercoaster, w którym raz jest dobrze, a raz ledwo uchodzę z życiem, prawdopodobnie nic takiego nie przyszłoby mi na myśl widząc las - zakpiłam.
- To nie jest zwykły las - oburzył się - Chodź ze mną.
Ashton chwycił moją dłoń. Przyjemne prądy przeszły przez moje ciało, wywołując lekki uśmiech na mojej twarzy. Trzymał mnie pewnie, jakby obawiał się, że za moment zgubię się w gąszczu zarośli albo tego całego mroku. Prowadził mnie ścieżką, wydeptaną przez ludzi między krzewami. Szliśmy kilkanaście minut w milczeniu. Zadawałam pytania, jednak Irwin na żadne nie odpowiedział. Wydawało mi się, że nie chciał nic zdradzać. Czułam się jak na randce z horroru. Chłopak gwarantuje, że za chwilę dotrzemy do wspaniałego miejsca, a tymczasem prowadzi mnie do starego, opuszczonego domu w którym zamierza posiekać dziewczynę na części. Tak, powinnam się leczyć. Ashton nie jest psychopatą, który łaknie mojej krwi. Powinnam się uspokoić i przestać panikować. On po prostu chce mi coś pokazać.
Ciężko jednak nie myśleć negatywnie, gdy przeszło się przez różne straszne sytuacje przypominające popieprzony thriller. Jakby ciemność nie przerażała mnie do szpiku kości, moja reakcja byłaby zupełnie inna. Zwyczajna.
Zgaduję więc, że przez wszystkie wydarzenia z mojego życia doznałam fobii. Idąc z Ashton'em w głąb lasu moje myśli coraz bardziej mnie przerażały. Czułam narastający chłód. Moje całe ciało było zimne, pomimo słonecznego i ciepłego dnia. Przez mój umysł przelatywały różne sceny z seriali kryminalnych.
Dotarliśmy na miejsce. Zrozumiałam, dlaczego Ashton odpowiadał ciszą na każde zadane mu pytanie.
Moim oczom ukazało się piękne, krystalicznie czyste jezioro. Słońce unosiło się nad widnokręgiem nadając wodzie koloru pomarańczy. Niewielkie fale tworzyły się pod wpływem lekkiego wiatru. Szum obijał się o moje uszy wraz ze śpiewem ptaków, a także szelestem liści. Stałam jak zahipnotyzowana wpatrując się w zjawisko.
Przed spotkaniem z Ashton'em nigdy nie byłam w Hurstville. Nie wiedziałam, że skrywa ono tak wiele sekretów. Rzadko również bywałam nad wodą. Nadopiekuńczość moich rodziców nie pozwalała im puścić mnie ze znajomymi nad rzekę czy morze. Widok wschodzącego słońca nad spokojnym jeziorem był więc kompletnie mi nieznajomy. Cieszę się, że mogłam jednak zobaczyć coś tak wspaniałego.
Ponura wizja tego miejsca diametralnie zmieniła się. Zapomniałam o drodze, którą musiałam pokonać, aby tutaj dotrzeć. Mój organizm zaczął wracać do normy. Znów poczułam ciepło i spokój.
Ashton puścił moją dłoń. Zobaczyłam jak zbliża się do wody.
- Co robisz? - zapytałam.
- Nie masz ochoty popływać? - zawrócił, zbliżając się do mnie.
Pokręciłam przecząco głową.
Ashton ściągnął swoją koszulkę przez głowę, rzucając ją na trawę. Nie mogłam oprzeć się pokusie spojrzenia na jego umięśnioną klatkę piersiową. Była idealna. Krótkie spojrzenie na zarysowany sześciopak na brzuchu chłopaka sprawił, że moje policzki oblał rumieniec. Odwróciłam wzrok, aby nie okazać mojego zainteresowania Ashton'em, a raczej jego wyglądem. Co do charakteru wciąż miałam kilka drobnych wątpliwości.
- Cóż... szkoda, bo ja mam - wzruszył ramionami.
Nie spostrzegłam, kiedy jego dłonie zatrzymały się po obu stronach mojej talii. Uniósł mnie do góry, a następnie przerzucił przez bark. Próbowałam wyswobodzić się, aczkolwiek siła Ashton'a była nie do przebicia. Na pewno ćwiczył na siłowni lub samodzielnie. Świadczyły o tym spore mięśnie na jego ramionach. Uderzałam pięściami w jego plecy krzycząc i protestując. To nie tak, że bałam się wody. Ja po prostu nie chciałam pływać.
Nie z nim.
Nie w ubraniach.
Nie teraz.
Poczułam na nowo chłód oraz wilgoć. Znalazłam się w wodzie wraz z nim. Postawił mnie na ziemi, kiedy uznał to za stosowne. Zamoczyłam całe ubranie. Wybiegłam z lodowatego jeziora, gdy tylko moje stopy dotknęły dna. Piszczałam jak zdesperowana nastolatka. Drżałam z zimna. Z moich szortów oraz koszulki ściekała woda.
- Kretyn! - fuknęłam, zauważając jak Irwin się śmieje - Dlaczego to zrobiłeś!? - krzyknęłam.
Ashton również wyszedł z wody, a wtedy jego mięśnie napięły się. Możliwość oglądania takiego Ashton'a nie powinna mi się nigdy przytrafić.
- Oh, no wiesz.. tak dla zabawy - odpowiedział, uśmiechając się cwaniacko - Teraz spędzimy razem więcej czasu. Zanim wrócisz do domu, będziesz musiała wyschnąć do końca.
- Czemu? - zmarszczyłam brwi, pytając.
- Jak wejdziesz mokra chłopaki pomyślą, że spociłaś się z podniecenia - powiedział, a potem puścił mi oczko.
Zmierzyłam Irwin'a wzrokiem. Z każdym jego złośliwym komentarzem czar pryskał. Miałam nadzieję, że kiedyś zakończą się jego bezczelne żarty. Widocznie dziecinność tkwiąca w tym człowieku nie zamierza zniknąć. W moich myślach obrzucałam go najgorszym obelgami. Chociaż raz mógłby okazać trochę więcej kultury i szacunku.
Ashton rzucił w moją stronę swoją suchą koszulkę.
- Masz, przebierz się - nakazał.
- Tu? - spytałam - Przy tobie?
- Przepraszam, że nie ma większej i lepszej publiczności. Mam się o nią postarać? - zakpił, krzyżując ręce, jakby czekał aż zacznę przed nim zdejmować ubrania. Liczył na prywatny striptiz? Wow... nie doczekał się.
Po raz kolejny zirytował mnie swoim aroganckim zachowaniem. Zdaje mi się, że muszę po prostu przywyknąć do jego stylu bycia, wahań nastroju i braku otwartości. Ashton był jaki był.
Zostawiając go samego przy jeziorze, ruszyłam w krzaki, jak najdalej od chłopaka. Szybko przebrałam koszulki w lesie i wróciłam do miejsca, w którym zostawiłam blondyna. Siedział na pomoście, wpatrując się w przestrzeń. Zajęłam miejsce tuż obok niego, trzymając w rękach swoją mokrą koszulkę.
- Żałuję, że dałem ci tą bluzkę - powiedział, skanując wzrokiem moje ciało.
- Jest ci zimno? - spytałam zdezorientowana. Byłam gotowa mu ją zwrócić. Wytrzymałabym w swoim ubraniu. Na dobrą sprawę słońce nie zamierzało zachodzić za chmury więc szybko bym wyschła.
- Nie, po prostu wyglądałaś bardzo seksownie cała mokra.
Nie wytrzymałam. Zacisnęłam dłoń w pięść, a potem uderzyłam w ramię Ashton'a. Blondyn jęknął, śmiejąc się. Uwielbiał mnie drażnić. Denerwowanie kogoś słabszego było dla niego lepszym zajęciem niż cokolwiek. Nie wiem, co sprawiało mu w tym wszystkim taką radość.
Ashton po kilku minutach spoważniał. Siedział cicho machając nogami nad taflą wody i wpatrując się w słońce. Mrużył oczy, marszcząc także czoło i obserwował szybujące po niebie ptaki. Westchnął cicho, zanim się odezwał.
- Przyjeżdżałem tu z ojcem.. na ryby - wyznał - Byłem młodszy, lubiłem spędzać z nim czas. Mama jeździła z nami, opalała się przy brzegu słuchając radia w którym leciało All about you - McFly. Zakładała zawsze śmieszny kostium kąpielowy, jednoczęściowy.. w groszki. - uśmiechał się, wspominając - Próbowała przypominać Marylin Monroe, ale wyglądało to zupełnie inaczej.. gorzej.
- Tęsknisz za tym? - zapytałam.
Skinął głową.
Ashton rzucił małym kamyczkiem, puszczając tak zwaną kaczkę. Kamień odbił się kilka razy na tafli wody, następnie spadając na dno.
- Chciałbym cofnąć czas - odezwał się - Nie wiem czy miałbym w ogóle taką okazję, skoro ojciec siedział non stop w tej pierdolonej pracy - powiedział przez zaciśnięte zęby - Ale jeśli nie mógłbym zmienić tego, co się wydarzyło, chciałbym chociaż powiedzieć mu, że go kochałem... - mruknął - Bo tak właśnie było. Kochałem i nienawidziłem własnego ojca. Gdy potrzebowałem, gdy zbaczałem ze swojej ścieżki schodząc na tą złą, nie było nikogo, kto złapałby mnie za rękę i z powrotem zaprowadził na właściwą drogę - jego smutny głos obijał się o moje uszy niczym echo - Chciałem żeby raz pochwalił mnie za dobrą ocenę w szkole albo zganił za nieposprzątany pokój. Tylko raz, czy tak wiele oczekiwałem? On zaś przychodził do domu, jadł i szedł spać, a na drugi dzień z samego ranka znów jechał do pracy - opowiadał z żalem.
Dotknęłam ramienia blondyna, wypowiadając błagalnie jego imię. Ciemne, pełne bólu oczy spotkały się z moją troską. Nieznajomy błysk w jego tęczówkach przypominający iskierkę światła pojawił się znienacka, ale równie szybko zniknął. Ashton spuścił wzrok, poczynając przyglądanie się swojemu odbiciu w tafli.
- Nie wyobrażasz sobie jak ciężko jest mi rano spojrzeć w lustro - westchnął - Widzę potwora...
- Nie jesteś potworem - odparłam - Jesteś człowiekiem, który popełnił kilka błędów.
- Pozbawienie kogoś życia nie jest błędem, jest wyrokiem - mruknął - A ja nie byłem upoważniony, żeby go wydać..
- O czym ty mówisz? - spytałam szeptem.
- Caitlin.. ja zabiłem człowieka - oświadczył po raz pierwszy od naszej całej znajomości.
Zakręciło mi się w głowie. Poczułam się słabo, gdy usłyszałam te słowa. Gdzieś w moim umyśle byłam świadoma, że policja nie ściga Ashton'a bez żadnej przyczyny, ale chyba nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że był on w stanie zabić człowieka.
Wzięłam głęboki wdech zatrzymując powietrze w płucach. 

______________________________________________________________________
Here it issssssss.
Nie najgorzej... chyba?
Sorry, ostatnio dużo się u mnie dzieje. Ciągle latam po mieście szukając pracy i jeżdżę samochodem jak pokraka. Jeśli są tu osoby z Warszawy - nie musicie się bać na ulicach, jeżdżę eleczką 30 na godzinę utrudniając ruch hahaha, przejechać was nie przejadę, no.
------------------------
Jak niektórzy dobrze wiedzą - na twitterze sprawdzam prawie codziennie tag/hasło Cień, #cień, Cienia, Cieńfamily etc. Niestety.. moje rozczarowanie osiągnęło szczyt. Wkurwiłam się na portal twitter ze względu na to, że zrobił ogromny chaos jeśli chodzi o tagi. Teraz wchodząc na opcję "ALL" aby zobaczyć wasze wszystkie posty dotyczące opowiadania widzę... dosłownie ALL czyli wszystko. Retweety, fav'y i posty każdego z Was. Istny burdel, wierzcie mi. W dodatku widzę tam też siebie, swoje retweety i fav'y. Szlag mnie trafia, bo nie widzę niczego chronologicznie. Jeśli nie odpowiem na jakiś tweet czy nie retweetnę i nie favnę ( a robię to z większością, bo staram się czytać wszystko ) to wybaczcie mi, ale po prostu tego NIE WIDZĘ. Waszych wiadomości jest masa (co bardzo mnie cieszy, uwielbiam widzieć ich multum) i dziękuję za to, ale niestety... taki jest nowy twitter.
------------------------

Ostatnio dodałam na mój profil na Wattpadzie tzw. one-shot'a. Nie dotyczy on 5sos, ale bardzo chciałabym żebyście go przeczytali. Nie jest on w tematyce Cienia, poruszam trochę ważny temat mając na celu podbudowanie kilku osób, którym życie daje w kość. Bardzo mi zależy na tym, abyście go zobaczyli. To mój pierwszy one-shot, pierwsza praca związana z tematem samobójstw oraz autoagresji i jest dla mnie bardzo ważna. Pisałam tą opowieść z serducha.

LINK > KLIK
(Możecie sobie w roli chłopaka wyobrażać również któregoś z sosów, jak kto woli)

---------------------- 
Przechodzę dalej.
Pisałam niedawno chyba, że planuję małe spotkanie z osobami czytającymi Cienia. Tak żeby pogadać, poszwędać się, poprzytulać i posłuchać Cuddling with the Giant haha. (Nie, to nie jest żaden zlot fanów (nawet nie wiem jak mogło to przyjść komuś do głowy but okay) żeby zaraz nie było sapów, że "łooo kim ty jesteś że niby jakieś zloty robisz z fanami co, łooo weź żal łooo idź sobie wyjdź i koś trawę na balkonie łoooo itd - nie, po prostu chcę się spotkać z osobami, które również chcą się spotkać w nieco liczniejszej grupie. Spotykałam się już z niektórymi osobami z twittera więc czemu miałabym się nie spotkać z Wami?)

Obgadując sprawę z dziewczynami z zespołu, które będą mi towarzyszyć oraz po ankiecie przeprowadzonej na grupie, zdecydowałyśmy iż spotkanie będzie 12 lipca o godzinie 16.00. Spotkamy się na starówce (standardowe miejsce EHHEHEHE) przy kolumnie Zygmunta (prawdopodobnie przy schodach od strony mostu żeby nie było, tych przy prawym pasie jezdni) na dole, na górze bez znaczenia. XD

Także:
12 lipca
16.00
Starówka, kolumna Zygmunta - schody.

Jeśli ktoś chce przyjść - zapraszam. Ponudzimy się razem.

---------------------------------

Dziękuję Wam za 150 tysięcy wyświetleń na Wattpad! Nie wiem czy ktokolwiek ma tyle wyświetleń, ale jestem na pewno pierwszą osobą z fanfiction o sosach! Nawet nie wyobrażacie sobie jaka jestem z tego powodu szczęśliwa. Jesteście najwspanialsi, najcudowniejsi i najukochańsi! Bez Was nie byłoby tego wszystkiego. Zawdzięczam Wam naprawdę wiele, pamiętajcie o tym.
Bardzo Was kocham!! xx

ps. Dzisiaj prawdopodobnie 1 rozdział angielskiego tłumaczenia! Zapraszam do sprawdzania <klik>, wszystkie tłumaczenia mają już ponad tysiaka wyświetleń, oprócz szwedzkiego... trzeba to naprawić!
<klik> Działamy, działamy... ^^
ps2 za błędy przepraszam. I love you all, wybaczycie mi prawda? *_*

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 39

Uwaga! Jest scena zabójstwa. #JUSTSAYING
Muzyka - Klik

Kilka tygodni temu.

Zatrzymaliśmy się naprzeciwko skrzynki pod wysokim napięciem, przyczepionej do jednej ze ścian budynku w którym Caitlin była przetrzymywana przez Logan'a. Michael bez problemu ją otworzył. Wykorzystując swoją siłę, szarpnął za kłódkę i wyrwał ją wraz z zamkiem "drzwi".
- Możesz mi przypomnieć, dlaczego to Luke wyciąga z Calum'em Caitlin, a nie ja? - odezwał się Michael w trakcie sprawdzania kabli.
- Wiem, że Hemmings jest tępy - odparłem - Ale Cal nie pozwoli sobie na żaden błąd, a ty jesteś potrzebny tutaj - oznajmiłem, szukając wzrokiem przycisku do wyłączania prądu.
- A czy możesz przypomnieć mi, dlaczego z wami współpracuję? - tym razem głos zabrał George. Tak, ten George działający mi na nerwy, którego najchętniej obdarłbym ze skóry. Czy mógłby się zamknąć i pomagać zamiast pytać o pierdoły?
- No nie wiem.. - udałem zamyślonego - Może dlatego, że jesteś pierdolonym kolegą Caitlin i sam nas wszystkich w to wpakowałeś?
- Oh, ja? Przepraszam, ale kto kazał mi kłamać i sam to robił?
- Posłuchaj, gnoju.. - już rozpoczynałem grozić chłopakowi, kiedy Michael wtrącił się i przerwał dyskusję.
- Zamknijcie pyski, chyba, że bardzo chcecie, aby nas usłyszeli - warknął ciemnowłosy, poirytowany -  Chociaż sądzę, że to już się stało i za chwilę będziemy mieli towarzystwo - stwierdził, po czym wskazał palcem na jeden z przycisków - To ten.
- Świetnie - klasnąłem w dłonie zadowolony - Georgey, zrób tą przysługę i naciśnij magiczny guziczek, kiedy twój telefon zawibruje, a na wyświetlaczu pojawi się nie kto inny, a Ashton Irwin - nakazałem - Gdy zadzwonię drugi raz, włącz awaryjne zasilanie - pokazałem chłopakowi niewielką dźwignię po lewej stronie - A następnie spieprzaj stąd, ewentualnie wystrzelaj wszystkich, którzy staną ci na drodze - wzruszyłem ramionami - Druga opcja jest chyba ciekawsza, Mikey? 
Ciemnowłosy prychnął, kręcąc głową. Najwyraźniej rozbawiła go moja opinia, która była szczera i całkiem poważna. George skinął, czym zgodził się na moje warunki. Wraz z Michael'em ruszyliśmy wgłąb korytarza. Nie mogłem się doczekać spotkania z Logan'em. Jeśli tylko coś zrobił z Caitlin, zapłaci mi za to. Za samo jej porwanie nie wypuszczę go wolno.
Miałem jednak nadzieję, że dziewczyna jest cała i zdrowa, a Calum z łatwością zabierze ją z tego miejsca. Prawdopodobnie już opuszczali budynek. W końcu miał to zrobić przed wyłączeniem światła. Liczyłem tylko na Luke'a, aby niczego więcej nie spieprzył. Ostatnio miał do tego tendencję. Chciałem zapewnić Caitlin bezpieczeństwo. Zbyt wiele przeszła, żeby po raz kolejny cierpieć. 
Odblokowałem swoją komórkę, gdy do moich uszu zaczęły dochodzić męskie głosy. Śmiech, głośna muzyka i tłukące się szkło. Logan zamiast sprawowania opieki nad Caitlin, dobrze się bawił. 
Oparłem się o ścianę, nasłuchując rozmów osób, będących w pomieszczeniu. Michael stał tuż za mną, osłaniając mnie. Wychyliłem lekko głowę, aby zbadać teren. Spostrzegłem siedzącego na kanapie Logan'a, popijającego piwo. Przy stoliku dwóch nieznanych mi facetów grało w pokera. Zastanawiałem się, jaki był sens gry z pokera bez kobiet. Dwóch innych ludzi stało pod ścianą, rozmawiali i śmiali się dość głośno. 
Nagle światło zgasło, a muzyka przestała grać. Zapadła chwilowa cisza, ale Logan przerwał ją swymi bluzgami i dezorientacją. Poirytowany mówił szybko, myśląc co powinien robić. Kretyn, nie wiedział nawet co się dzieje. 
Wykonałem kolejne połączenie do George'a, zanim Fletcher był w stanie oprzytomnieć i wydać rozkaz swoim ludziom. Wolałem, żeby wszyscy zostali w pomieszczeniu. Wyszedłem zza ściany, stając w progu. Michael ustawił się obok mnie. Czułem jego lekkie uderzenie w moje ramię. Dodawał mi wsparcia. Był gotowy. Co do mnie? Hm, wydaję mi się, że ja również byłem. Nienawidziłem starć z przyjaciółmi, ani z nowymi, ani ze starymi. Logan nie pozostawiał mi wyboru. Jego duma zabraniała mu odpuszczać w jakiejkolwiek sytuacji. Zawsze pragnął być najlepszy. Nie zauważał jednak, iż to go gubi. Traci ludzi po kolei. Z tego co zauważyłem - nie przeszkadza mu to. Popełnia więc wielki błąd, samemu nigdy nie wygra. 
W pokoju nastała jasność. Jak się spodziewałem, ciemne oczy bruneta stały się szerokie, gdy zobaczył moją osobę. Zadrżał, kiedy posłałem mu piorunujące spojrzenie. 
- Andy! - zawołał do jednego ze swoich ludzi, a ten sięgał po broń.
- Michael, czynisz honory? - spytałem niewzruszony tym ruchem. Przewidziałem każdy jego krok.
Mój przyjaciel, trzymający już w dłoni pistolet wycelował w nogę chłopaka, a następnie oddał strzał. Blondyn o atletycznej budowie krzyczał, upadając na ziemię. Widziałem jak Logan szuka w kieszeni telefonu, aby wezwać wsparcie. Kiedy ruszyło kolejnych dwóch mężczyzn, nie pozostałem obojętny. Michael strzelił do kolejnego człowieka Logan'a, natomiast ja postanowiłem zająć się tym w inny sposób. 
Brunet nie wyższy ode mnie, zbliżał się chcąc zadać mi cios. Zrobiłem szybki unik, następnie chwytając go za materiał koszuli. Szarpnąłem nim, popychając na ścianę. Jęknął, kiedy plecami uderzył o nierówno wyłożone kamienie. Zza pleców wyciągnąłem nóż, przytykając mu go do gardła.
- Odrąbię mu łeb - zagroziłem, patrząc na przerażonego Logan'a - Masz trzy sekundy, aby rzucić telefon.
Fletcher ściskał  w dłoni komórkę, zaciskając szczękę. Był między młotem, a kowadłem. Wiedział, że jeśli tego nie zrobi zabiję jego człowieka, a później zajmę się nim. Nie mógł zrobić nic innego, jak tylko się poddać. Nawet wsparcie nie pomogłoby mu w powstrzymaniu mnie. 
Nagle komórka uderzyła o stół. Logan posłusznie odłożył ją, krzyżując ręce. Patrzył na mnie z pogardą, jakby nie był w stanie znieść kolejnej porażki. 
Bez wahania przeciągnąłem nóż, wzdłuż szyi mężczyzny. Blada skóra rozciągnęła się, a spod niej zaczęła wylewać się krew. Strumieniami spływała po klatce piersiowej chłopaka. Kilka chrząknięć wyleciało z jego ust, ostatnim tchem. Jego oczy patrzyły na mnie. Takie puste, bez duszy. Ciało osuwało się po ścianie, aż dotarło do podłogi. Powieki opadły, a głowa przechyliła się na bok. 
Umarł. 
Nie miałem skrupułów. Nie dziś, nie teraz, nie w tej sytuacji. Nie mogłem odpuścić Fletcher'owi sprzeciwienia się zasadom. Musiał ponieść konsekwencje. Caitlin była, jest i będzie naznaczona, co oznacza tylko jedno - należy do mnie. Nie można mi jej tak po prostu odebrać.
Wyjąłem chusteczkę i wytarłem nóż. Odwróciłem się do zszokowanego moim ruchem Logan'a. Był przekonany, że nie zabiję tego człowieka. Cóż... ludzie zaskakują.
- Widzisz, mam dzisiaj wyjątkowo zły dzień - uśmiechnąłem się - Może gdybyś przywitał mnie nieco grzeczniej okazałbym ci więcej szacunku. 
- Nie ujdzie ci to na sucho Irwin - wysyczał, chcąc mnie wystraszyć.
- Tak jak tobie porwanie Caitlin. Wiesz, co się dzieje, kiedy ktoś łamie zasady - pouczałem go niczym małe dziecko.
- Tych zasad już nie ma pierdolony kretynie! - wydarł się - Zniknęły razem z twoim wyjazdem.
- Niestety... mylisz się. Zasady ustalał Sean, a ty je naruszyłeś. Co jeśli twój braciszek się o tym dowie? - zapytałem melodyjnie, z nutką humoru.
Logan rzucił mi wrogie spojrzenie. Jego strach przed Sean'em był dla mnie komiczny. Starszy Fletcher nie budził we mnie grozy. Uważałem go za interesującego człowieka, a w dodatku przyzwoitego. Nie rozumiem, czemu Logan tak bardzo czuł przed nim respekt. Sean był osobą taką samą jak my. Nieciekawa przeszłość, pasja do samochodów, fascynacja bronią i złe towarzystwo. Ja i on mieliśmy dużo wspólnego. Zawdzięczam mu wiele, chociaż powinienem go także nienawidzić. W końcu to przez niego, albo dzięki niemu - zależy jak kto myśli - znalazłem się tutaj, w ekipie.
- Po cholerę ci ona? Chcesz stworzyć rodzinkę, wziąć ślub i żyć szczęśliwie? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia - Ty idioto - prychnął - W tej branży nie ma szans na związek i akurat ty powinieneś to wiedzieć. Nie jesteś w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa - mówił kpiąco -  Już niedługo będziesz ją odwiedzał na cmentarzu - zaśmiał się.
Jego słowa spowodowały wrzenie w moich żyłach. Cisnąłem pięścią w bruneta, nie zastanawiając się nad tym co robię. Jego szczęka przechyliła się pod wpływem siły mojego uderzenia. Podniosłem kolano, pchając je w brzuch bruneta. Zasłużył na to. Odepchnąłem go od siebie. 
- Milcz - zagroziłem.
Nieświadomie balansował, próbując dojść do krzesła. Jego palce ścisnęły blat stołu, opierając się o niego. Splunął krwią na podłogę. Otarł czerwone usta materiałem koszulki, a następnie podniósł wzrok. Ta cała sytuacja nadal go bawiła. 
- Taka jest prawda, Irwin - odparł - Nie możesz jej nic zaoferować poza niebezpieczeństwem. Sprawiasz jej same kłopoty, nie widzisz? Przez ciebie jest w takiej sytuacji. To twoja wina, tylko i wyłącznie twoja. 
Zrobiłem krok do przodu w kierunku bruneta, aby ponownie wyładować na nim swoje emocje. Ręka Michael'a znalazła miejsce na mojej klatce piersiowej, blokując mi przejście. Odwróciłem twarz w jego stronę. Jego mina mówiła sama za siebie. Jakby miał wypisane na czole "Nie daj się sprowokować, Ashton". Zatrzymałem się. 
To właśnie była taktyka Logan'a. Grał na czas. Próbował mnie prowokować, abym spędził w tym miejscu więcej czasu. Prawdopodobnie miał jeszcze jakieś nadzieje na wezwanie posiłków. Na szczęście Michael zareagował w porę. Właśnie dlatego był tu ze mną. Często ponoszą mnie nerwy, łatwo jest mnie wkurzyć. On zaś wie, kiedy mnie powstrzymać. Mógłbym rzec, że zazwyczaj jest on "Mózgiem operacji".
- Nudzisz mnie, Fletcher - wymamrotałem ociężale, wracając do mojego byłego kumpla - Zajmij się sobą, a Caitlin zostaw, bo jest moja - oświadczyłem - Nawet nie potrafisz o nią zadbać, zostawiłeś ją z Ticks'em - powiedziałem, spoglądając na niego z politowaniem - Tego idiotę jest tak łatwo zdjąć - westchnąłem, czym tylko zdenerwowałem Logan'a.
- Myślisz, że wygrywasz, co? Że jesteś najlepszy? - dopytywał z zawiścią.
- Nie, stary - odparłem - Ja to wiem - powiedziałem pewnie - A teraz, radziłbym ci się zmywać, bo za chwilę wpadną nieproszeni goście - oznajmiłem, słysząc syreny alarmowe.
Tak, właśnie tak. Wezwałem policję. Nie byłbym sobą, gdybym nie dodał do całej sytuacji nutki adrenaliny. Poza tym... widok uciekającego Logan'a jest zawsze bezcenny. Nigdy nie umiał stawić czoła policji. Jego strach przed więzieniem był ogromny. Gdy tylko stróże miasta byli w pobliżu chłopak nie pisał się na żadne akcje. Tchórzył. 
Logan słysząc dźwięk syren policyjnych naprawdę się przeraził. Jego ciało drżało, jakby za chwilę miał umrzeć. Zaczął zbierać wszystkie swoje rzeczy ze stołu i pakować je do plecaka. Cholera, jaki on był przerażony. Nie mogłem powstrzymać śmiechu. 
Poklepałem Michael'a po ramieniu informując go, że nasz czas dobiegł końca. Odwróciliśmy się, zmierzając do wyjścia. Ja jednak zatrzymałem się na moment.
- Logan - zawołałem, a chłopak oderwał się od pakowania rzeczy - To nie jest koniec.
Ostatnie słowa padły przed naszym wyjściem.
Radiowozy policyjne obstawiły cały budynek. Nie było łatwo się z niego wydostać. Nie miałem innych możliwości, jak otwarcie ognia i szybkie przemieszczenie się do samochodu. Cholerni agenci specjalni. Są jak małe mrówki, a zarazem niczym wrzód na dupie. Bywają wszędzie, nie odpuszczając. Ja również mam temperament tego typu, więc nie wyobrażałem sobie poddać się i wyjść z podniesionymi rękoma. Nie złapali mnie za pierwszy razem, nie złapią i za dziesiątym. 
Wybiegliśmy z budynku, uciekając sprintem w stronę pola. Zostawiliśmy auto w lesie, byliśmy zmuszeni przebiec około dwieście metrów. Gdy nie zatrzymaliśmy się na prośbę władz, ci zaczęli do nas strzelać. Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Jeśli którykolwiek z nich uważał, że powstrzyma mnie to przed ucieczką - był w błędzie. Jakbym nie raz uciekał.
Niczego się nie nauczyli.
Durnie. 
Kiedy byliśmy już prawie przy lesie, szczęśliwi, cali i zdrowi, padł strzał.
Zawyłem z bólu, czując pieczenie na ramieniu. 
Dostałem.
Ścisnąłem dłonią moje zakrwawione ramię, biegnąc dalej. Nie mogłem pozwolić sobie na przerwę. Przeklinałem ten dzień. Sam ich zwabiłem, to wszystko działo się z mojej inicjatywy. 
Chyba to ja jestem tutaj jedynym durniem.
Zająłem miejsce na siedzeniu pasażera, rzucając Michael'owi kluczyki. Nie było okazji, abym dał któremuś z moich przyjaciół prowadzić swoje auto. Samochody traktowałem jak świętość. Tym razem sytuacja była wyjątkowa. Nie byłem w stanie kontrolować pojazdu. 
Michael spisał się w tej roli wyśmienicie.

Podniosłem maskę Mustanga z sześćdziesiątego siódmego rocznika, oglądając jego silnik. Kochałem samochody, zwłaszcza tego typu - głośne, szybkie i bezkompromisowe. Muszę przyznać, że należałem do swego rodzaju kolekcjonerów. Ten wóz można by okrzyknąć zabytkiem. Wygrałem go kilka miesięcy temu na wyścigu w Brisbane, ale nigdy nie miałem okazji dokładnie mu się przyjrzeć czy nawet przejechać nim.
Stał w garażu taki, jakiego go dostałem - bez żadnych poprawek, obróbek, remontu ani przeglądu. Dopiero tego dnia postanowiłem go obejrzeć.
Brak wspomagania układu kierowniczego, to jeden z wielu plusów tego auta. Dzięki temu, można lepiej wyczuć samochód podczas szybkiej jazdy, czego właśnie oczekuję. Uwielbiam mieć kontakt z wozem, porozumiewać się z nim.
Zauważyłem lekką korozję na progach, ale da się to zrobić. Wystarczy przyprowadzić tutaj Luke'a, zajmie się tą sprawą od razu. Jego pasja do szybkich i klasycznych wozów jest o wiele większa od mojej. Dotykał każdego mojego auta. Traktował je jak swoje dzieci. Gdybym powiedział, że były dla niego jak dziewczyny - kłamałbym, gdyż kobiety zmieniał często, samochody zaś rzadko.
Felgi chromowane, stalowe o średnicy piętnastu cali. Piękny napis "MUSTANG" na tyle wozu. Przyznaję, byłem oczarowany.
Wróciłem wzrokiem do silnika, który robił wrażenie. Silnik V8 289. Delikatnie gładziłem dłonią po elementach tego samochodu. Był idealny.
- Chciałeś coś? - usłyszałem niski, nastoletni głos Luke'a.
Nie odwracając głowy, wiedziałem jak był ubrany. Te pieprzone stare, dziurawe dżinsy poznawałem z daleka, patrząc tylko kątem oka. Pognieciona, niebieska koszula w kratę i jakiś brudny t-shirt. Kiedy on go w ogóle prał?
- Mustang ma zniszczone progi - rzuciłem, zamykając maskę - Zajmiesz się tym, prawda?
- Jasne - odparł, wzruszając ramionami.
Zdjąłem ze swojego barku ścierkę, pobrudzoną smarem i przetarłem swoje dłonie czystym fragmentem materiału wciąż przypatrując się samochodowi ze skupieniem. Musiałem zapełnić sobie myśli czymś zupełnie innym, aby słowa Logan'a sprzed tygodnia odeszły w niepamięć. Sprawiało mi to jednak trudność, gdyż za każdym razem kiedy próbowałem o nich zapomnieć, ktoś lub coś przypominało mi o tym.
- Ashton? Czy słowa Logan'a...
- Tak - powiedziałem - Wciąż o tym myślę, Luke - oparłem się o samochód - Wiem, że to dupek, który chce mi pograć na nerwach, ale ma rację. Nie mogę zapewnić Caitlin przyszłości. Ona nawet nie będzie przy mnie całkowicie bezpieczna.
Blondyn zszedł ze schodów, zmierzając w moim kierunku. Jak miał w zwyczaju, podrzucał w dłoni zapalniczkę. Można uznać to za jego tik. Zawsze musiał mieć zajęte ręce, jeśli aktualnie nie naprawiał wozu albo nie zabawiał się kobietami.
- Więc co zamierzasz, po tym wszystkim? Obiecałeś ją chronić, a teraz tak po prostu każesz jej spadać? Adios? Narka? Bye?
- Nie wiem, cholera, nie wiem! - krzyknąłem, łapiąc się za głowę - Nie mogę pozwolić, aby podobne zdarzenia jak to kilka tygodni temu miały miejsce.
- To moja wina - mruknął, spuszczając głowę - Sorry, Ash.. powinienem był jej bardziej pilnować.
Wyrzuty sumienia nie odstępowały Luke'a na krok. Nadal czuł się winny.
Zawiódł mnie, owszem. Ale nie jestem w stanie wściekać się na niego. Nasza relacja jest o wiele silniejsza. Nie można tego nazwać przyjaźnią. Cała nasza czwórka to wielka rodzina, trzymająca się razem. Jakbym miał wykluczyć go z ekipy - sam czułbym się źle. Wybaczę mu wszystko. W końcu on poświęcił dla mnie również wiele.
- Nie, Luke - zabrałem głos - Nie zadręczaj się - pocieszyłem - Najważniejsze, aby Cait była bezpieczna teraz. Logan tak łatwo nie odpuści, dopóki jej nie dostanie. Mogę na ciebie liczyć?
- Oczywiście, ale musisz mi coś obiecać.
- Co takiego? - spytałem zdziwiony. Luke rzadko zwracał się do mnie z prośbą.
- Nie zostawiaj jej - poprosił.
Wziąłem głęboki wdech. Hemmings to powiedział. Luke Robert Hemmings we własnej osobie.
Coś musi w tym być.
Coś musi być w nas.

*pochyła czcionka - retrospekcja*

______________________________________________________
Okay so um.. rozdział przejściowy.
Nie mam jakiś większych zażaleń. Co do tego rozdziału jestem neutralna. Nie należy do najlepszych, ale najgorszy chyba też nie jest.

DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ ZA 140 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ NA WATTPAD I TU PONAD 600 TYSIĘCY. Zaczynam powoli wierzyć w milion, co jest hm... jak dla mnie niemożliwe i niewiarygodne! Milion wyświetleń miały chyba same tłumaczenia więc.. um.. nie, dobra, rozmarzyłam się trochę.


Tłumaczonka mają się S U P E R ! :) Dziękuję Wam za każde wejścia. Jest to naprawdę niesamowite i czuję się wyróżniona. Nigdy nie będę w stanie podziękować Wam wystarczająco. Jesteście najlepsi, powtarzam to cały czas i mam nadzieję, że wierzycie w moje słowa bo tak po prostu jest.

Przepraszam, że nawalam teraz trochę z tłumaczeniem The ripper > JUTRO POWINNO SIĘ POJAWIĆ! Ostatnio jestem zabiegana i ciężko mi się uporać ze wszystkim.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO IRENA @dfcgvyhjn. Masz urodziny 23 czerwca, ale już teraz składam Ci życzenia. :) Spełnienia marzeń, dużo sukcesów w życiu i szczęścia jak najwięcej! :)

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO @Un_touched ponieważ masz urodziny już jutro! Tobie również życzę samych sukcesów, jak najlepszych wyników w szkole, szczęścia, zdrowia, pomarańczy i niech Ci Cień nago tańczy! :)

Wiem, że dzisiaj ma urodziny także Julka (JullkaTW, nie wiem czy dobrze napisałam haha) Więc Tobie również życzę wszystkiego najlepszego. Pamiętam Cię bardzo dobrze z twittera (często rzucasz mi się w oczy, a to w interakcjach, a to na timeline) Spełnienia marzeń, wszystkiego co najlepsze. :)

Oraz STO LAT DLA WSZYSTKICH INNYCH OSÓB CZYTAJĄCYCH CIENIA, KTÓRZY MAJĄ DZIŚ URODZINY! (Wiem, że jest jeszcze kilka osób, niestety nie jestem w stanie z pamięci wypisać, ale tak, wiem, że tu jesteście!)

So.. rozdział dedykowany solenizantom!


Kochani, jeśli zależy Wam na sprowadzeniu 5SOS do Polski, dołączcie do tej grupy > KLIK

+ NIE USUNĘŁAM/ZAWIESIŁAM TWITTERA, zmieniłam nazwę z HYPEASH na PERFCALVM.

Oh i jeszcze jedna sprawa!
Jeśli są tutaj osoby z Warszawy (okolic) Planuję małe spotkanie po 30tym czerwca. Dokładną datę będę ustalała na grupie <tutaj> i później podam datę na blogu oraz dziewczyny prawdopodobnie podadzą na fanpejdżu <tutaj>. Jeśli ktoś chciałby się spotkać, pogadać to byłoby super. Dodatkowo postaram się zaciągnąć zespół Cuddling with the Giant ze sobą więc pośpiewamy piosenki sosów i spędzimy miło razem czas. 
Dziewczyn możecie posłuchać tutaj: 

She looks so perfect.

Amnesia

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 38

Playlista do rozdziału: KLIK (Otwórz, albo Cię zatłuke i potłuke. No i naśle Logan'a)
Rozdział dedykuję Kasi - ThatKatherina, dzięki której w niedzielę będę miała przyjemność obejrzeć na żywo koncert zespołu The 1975. Sądzę, że nie wyobrażasz sobie jak wdzięczna jestem. To spełnienie marzeń, zobaczyć ich na żywo.
____________________________________________________________

Otworzyłam zaspane oczy, a światło lampy wiszącej na suficie uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. Minęły trzy tygodnie, a ja nadal nie pamiętałam o silnych żarówkach szpitalnych. Mrugnęłam kilkakrotnie, a kiedy przyzwyczaiłam się do oświetlenia mogłam dokładnie wszystko widzieć. Aparatura szpitalna wciąż działała, biała kanapa stała w tym samym miejscu, a za oknem słońce zachodziło. Zbliżał się wieczór. Zegarek wskazywał godzinę dwudziestą.
Leżałam przykryta białą, gładką kołdrą. Łóżko było zbyt twarde, aby uznać je za wygodne. Opierając się łokciami, podsunęłam się do góry, aby zostać w pozycji siedzącej. Dopiero wtedy spostrzegłam leżącą na moim łóżku brąz czuprynę. Wypielęgnowana ze świeżym manicurem dłoń spoczywała tuż blisko mojej. Mogłam przysiąc, że usłyszałam chrapanie.
- Cassie.. - mruknęłam, ale dziewczyna nie zareagowała - Cassie! - krzyknęłam.
Brunetka podniosła swoją głowę, piszcząc i kręcąc nadpobudliwie głową. Zachowywała się, jakby wybuchł pożar, daję słowo. Rozglądała się niczym szalona po pokoju, a gdy w końcu spostrzegła, że nic się dzieje, a ja najzwyczajniej w świecie obudziłam się, westchnęła. Odsunęła się do tyłu, mając prawdopodobnie na celu oparcie się na krześle, ale zapomniała, iż jest to taboret. Spadła na ziemię, robiąc dużo hałasu.
Wywróciłam teatralnie oczami, wiedząc co teraz będzie miało miejsce.
No cóż... Ameryki nie odkryłam.
Drzwi mało nie wyleciały z zawiasów, kiedy Luke wpadł do mojego pokoju, sprawdzając pomieszczenie. Tak, był moim ochroniarzem na zmianę z Calum'em. Oni mieli najmniejsze zatargi z policją więc mogli się pokazywać publicznie. O każdy wyścig czy zbrodnię podejrzewano jedynie Ashton'a. A on natomiast wciąż się ukrywał. Nie widziałam go od mojej ucieczki. Czasami zastanawiałam się, czy list gończy to jedyny powód dla którego nie chce mnie odwiedzić.
A więc Luke. Tak, bywał tutaj najczęściej. Wydaję mi się, że dręczyło go sumienie. Czuł się winny całej sytuacji, czego kompletnie nie rozumiem, gdyż sama zdecydowałam o ucieczce. Może mnie nie dopilnował, ale to wszystko było w moim planie. Naprawdę nie powinien czuć się z tym źle. Jeśli ktokolwiek był winny tej całej sytuacji to tylko i wyłącznie Caitlin Teasel, czytaj ja.
- Poważnie?! - spytał blondyn patrząc na leżącą na podłodze Cassie - Możesz sobie nie robić jaj, myślałem, że coś się do cholery dzieje! - skarcił dziewczynę, wyraźnie poirytowany.
- Palant - syknęła - Dżentelmen by mi pomógł.
Kiedy Luke ruszył, aby podnieść Cassie, ona poradziła sobie sama. Otrzepała swoje nowe spodnie, prawdopodobnie z jakiegoś drogiego sklepu, po czym podniosła taboret i ponownie zajęła na nim miejsce. Zlustrowała wzrokiem blondyna, po czym odwróciła się mało nie uderzając go włosami. Wiedziałam, co teraz sobie myśli : Kretyn, kutas, frajer, ale taki przystojny - to właśnie tok myślenia Cassie. Znam ją zbyt dobrze. Sam jej wyraz twarzy wskazywał na to, że mimo wszystko Luke wydawał jej się atrakcyjny. Cassie ścisnęła moją dłoń, przyglądając się mojej twarzy troskliwie.
- Jak się czujesz? - zapytała szeptem.
- W porządku - odpowiedziałam pewnie - Brzuch mnie boli, ale noga coraz mniej.
- Jesteś pewna, że dzisiaj chcesz wyjść? Wiesz, że...
- Tak - odparłam, prawie nie dając jej skończyć pytania - Zbyt długo tutaj siedzę i głupieję, dobrze wiesz, że nie cierpię tego miejsca - przywołałam wspomnienia związane z rodzicami oraz wypadkiem.
- Możesz zamieszkać u mnie, wiesz o tym?
- Nie wiem, co sprawia, że jesteś tak głupia - wtrącił Luke, będąc wciąż w pomieszczeniu - Ale to działa - stwierdził - Ona nie może jechać do ciebie, chcesz żeby ten fiut po nią wrócił i posiekał na kawałki? Sorry, ale ja takie rzeczy wolę oglądać w telewizji, nie na żywo. Teasel wraca do Hurstville. - oświadczył, aczkolwiek moim zdaniem była to bardziej decyzja. Nie wziął pod uwagę mojego zdania. Zapewne gdybym się nie zgodziła, chłopcy zabraliby mnie siłą.
Popatrzyłyśmy z przyjaciółką na siebie, a następnie obrzuciłyśmy Luke'a naszym gniewnym spojrzeniem. Jego komentarze były niesmaczne, a w dodatku zbędne. On nawet nie zastanawiał się nad tym co powiedział. Czasem chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że nadal tutaj jestem, a mój słuch nie jest najgorszy.
Musiałam przyznać, że ten chłopak inteligencją pasował do Cassie idealnie. Zachowywał się dokładnie jak ona. Mówił wszystko, co przyszło mu do głowy, nie bacząc na opinię innych, ani ich uczucia. Cóż, dorównywał mojej przyjaciółce.
Moje racje udowodniła sama Cassie swoją kolejną wypowiedzią.
- Może zadzwonię po ciotkę Eleanor?
Powoli zaczynałam odnosić wrażenie, iż moja przyjaciółka oraz Hemmings toczą jakiś tajemny spór o tytuł najgłupszego na tej półkuli. Kompletnie nieznana mi rywalizacja wcale nie należała do interesujących, ale była zacięta. Naprawdę zaczęłam zastanawiać się, kto jest tu durniejszy.
- Tak, pewnie, śmiało - prychnęłam - Opowiedz jej, jak jakiś psychopata mało mnie nie zgwałcił i nie poćwiartował. Nie zapomnij dodać, że wyglądam jak siedem nieszczęść. Oh i przekaż jej, że po tych informacjach może dostać zawału, bo przecież pewnie nie czeka na lepszą informację - ironizowałam nie mogąc się powstrzymać. Tylko Cassie mogła wpaść na tak idiotyczny pomysł. Obie znamy moją ciotkę i dobrze wiemy jak może zareagować na takie doniesienia. Jestem jej najbliższą rodziną, nie mam w zamiarze wprowadzenia jej do grobu.
- Sorry, Cait... - mruknęła brunetka.
- Po prostu nikomu o tym nie mów - poprosiłam - Dla ciotki wyjechałam i tyle.
Dziewczyna skinęła głową.
Po kilku minutach w moim pokoju zjawił się lekarz. Starszy, sympatyczny pan niskiego wzrostu ze stetoskopem na szyi przejął się moim stanem, gdy przyjechałam do szpitala. Niestety nie miałam możliwości wyznania, co takiego mi się przydarzyło. Może to nawet i lepiej. Nie mogłam wyjawić nikomu, co się stało. Gdyby policja się dowiedziała Logan byłby ich celem, a następnym byłby Ashton.
Doktor Leighter, bo tak miał na nazwisko przeprowadził wszystkie potrzebne badania i rozpoczął moje leczenie. Doprowadzenie mnie do stanu stabilnego zajęło mu kilka tygodni. Przyznam, że te dni nie należały do najlżejszych. Jednego razu bywało lepiej, innego gorzej. Moje życie jakoś się wiodło,nie najlepiej, ale jakoś. Problem w tym, że niczego nie da się zapomnieć.
Nie było sposobu, abym nie myślała o trzech dniach męczarni. Możliwe, że fizycznie czułam się lepiej, ale w mojej głowie wciąż słyszałam śmiech Conor'a. Moje ciało, mimo że obmyte z wszelkich brudów wcale nie wydawało się czyste. Miejsca w których Ticks śmiał mnie dotknąć na zawsze pozostaną oznaczone, niczym blizny. Nie wymażę z pamięci momentu w którym Logan biczował mnie, czy wbił nóż w moją nogę. Nie zapomnę, kiedy wyznał mi, że jest zabójcą ojca Ashton'a. Na zawsze zapamiętam wszelkie krzywdy, poniżenia i każde słowo.
W każdym bądź razie ten przemiły staruszek, któremu włosy powoli siwiały sprawił, iż mogłam już wyjść ze szpitala i odpoczywać poza instytucją. Niezmiernie się cieszyłam. Nie należę do fanów szpitali, a zwłaszcza, że kilka lat temu spędziłam w jednym z nich sporo czasu. O niczym innym nie marzyłam, jak o opuszczeniu tego miejsca, przespaniu się na wygodnym łóżku i zjedzeniu czegoś smacznego.
Gdy tylko uzyskałam wypis od doktora, skierowałam się wraz z Lukiem i Cassie do wyjścia z budynku. Po drodze napotykaliśmy pacjentów ubranych w szpitalne szlafroki. Spacerowali, a także rozmawiali z zachowującymi spokój lekarzami w fartuchach. Widok ludzi sprawiał, że czułam się nieco bezpieczniej. Miałam świadomość, że Luke był obok, jednak po ostatnich wydarzeniach wolałam mieć większe zabezpieczenie. Dzięki przechadzającym się po korytarzach osobom w razie potrzeby mogłabym poprosić ich o pomoc. Aczkolwiek uważam, że Logan nie byłby na tyle głupi, aby przyjechać po mnie do szpitala. Sądzę, że wie, iż Ashton w dalszym ciągu sprawuje nade mną opiekę.
Bałam się spotkania z Ashton'em. Moje uczucia były mieszane. Nie do końca wiedziałam, czego powinnam się teraz spodziewać. Zamierza mnie porwać, znowu? Chce, abym wyjechała? Puści mnie wolno? Da mi wybór?
Gdybym miała powiedzieć, że nie chcę go widzieć - skłamałabym. Stracił moje zaufanie, a przynajmniej nie jest w jego całkowitym posiadaniu. Może mała cząstka mnie wciąż wierzy w jego dziesięcioprocentową dobroć, ale nie jest to przecież sto procent.
Wychodząc na zewnątrz poczułam, że żyję. Wciągnęłam czyste powietrze do swoich płuc. Czułam woń świeżo skoszonych trawników, a także zapach piekącego się na rożnie kurczaka w budce znajdującej się naprzeciwko. To takie miłe uczucie, ujrzeć światło dzienne po tak długim czasie. Doświadczałam życia na nowo.
Dłoń Luke'a umiejscowiła się na moich plecach. Blondyn rozglądał się na prawo i lewo, sprawdzając czy nikt nas nie śledzi. Dbał o mnie, jak nigdy dotąd. To dość zabawne, ale zachowywał się tak, jakbym była jego małym oczkiem w głowie. W szpitalu nawet mnie karmił. Nie wspominam już o rozmowie, którą z nim odbyłam. Usłyszałam chyba dwieście razy słowo "przepraszam" z jego ust. Zdaje mi się, że dostał sporą reprymendę od Ashton'a. Zarówno Calum jak i Luke byli dla mnie mili. Nie rzucali żadnych sprośnych żartów czy chamskich komentarzy. No.. oprócz dnia dzisiejszego.
Ruszyliśmy kamienną ścieżką w kierunku ulicy. Mijaliśmy ławki, na których spoczywali pacjenci szpitala będący pod opieką pielęgniarzy. Siedzieli pośród roślinności, oglądając zachód słońca. Dziedziniec, bo chyba tak mogę nazwać plac należący do szpitala urządzony był skromnie, ale z klasą. Różnorodne drzewa przerzedzały się stopniowo. Kolorowe kwiaty zostały odgrodzone, aby nikt nie miał możliwości ich zniszczenia. Utrzymano ład oraz czystość.
Po opuszczeniu terenu szpitala, skręciliśmy w prawo. Nie miałam pojęcia, dokąd nas prowadzi Luke. Zdałam się jedynie na niego, sądzę, że innej opcji nie posiadałam. Domyślałam się jedynie, że idziemy do chłopców. Wchodziliśmy w alejki, w których było mało osób, a za moment nie było ich w ogóle.
Luke obejmował mnie, pomagając mi iść. Zauważył, że chodzenie sprawia mi ogromną trudność, ze względu na nogę w której miałam sztylet. Rozumiał to i pozwolił mi na trzymanie jego ramienia podczas naszej drogi.
Kiedy doszliśmy do ciemnej alejki za terenem szpitala, słyszałam parę głosów. Docierając do miejsca, spostrzegłam całą, brakującą trójkę ekipy. Zauważając mnie, każdy z nich zamilkł. Zlustrowałam ich wzrokiem, czekając.
- Zostawimy was - wymamrotał Michael, dając swoim spojrzeniem do zrozumienia, że wszyscy poza mną i Ashton'em mają się rozejść. Każdy posłusznie wykonał jego polecanie i po krótkiej chwili zostaliśmy sami.
Ashton stał odwrócony tyłem. Nagle rzucił papierosa na asfalt, następnie przydeptując go nogą. Jego głowa była spuszczona, jakby wpatrywał się w ziemię, ale ja wiedziałam, że wcale tego nie robił. On po prostu grał na czas, myśląc, co powinien mi powiedzieć. Po raz pierwszy widziałam, jak jego kaptur spoczywa na plecach, nie okrywając głowy. Drapał się po karku, przenosząc ciężar swojego ciała z jednej nogi na drugą. Gdy nareszcie zdecydował się odwrócić, zamarł na mój widok. Z początku myślałam, że zobaczył ducha, ale po kilku sekundach dotarło do mnie, co tak zszokowało chłopaka.
W ciągu trzech tygodni całe moje ciało nie wróciło do "stanu normalności". Szrama na nodze wciąż była bardzo wyraźna, warga cały czas napuchnięta, a policzek siny od uderzeń. Nie wspominam już o wszelkich zadrapaniach w wielu miejscach. Owszem, rzucało się to w oczy, a już zwłaszcza blizny na twarzy. Nawet najlepszy podkład czy puder nie zdołałby ich zakryć.
Ashton stał osłupiały, patrząc na mnie z przerażeniem. Wydaję mi się, że nie wyobrażał sobie, iż mogę być w takim stanie po tylu tygodniach. Zobaczyłam ból w jego oczach, kiedy podniosłam koszulkę i ukazałam siniaki po licznych uderzeniach. Lekarz zdiagnozował złamane żebro. To tylko dowodzi, jak bardzo Conor i Logan mnie skatowali. 
Zabierałam się za zsuwanie fragmentu materiału dresowych spodni, aby przedstawić Ashton'owi moją ranę na udzie, ale szybko mnie powstrzymał.
- Nie... - mruknął.
Zdecydowałam, że oszczędzę mu tego widoku. Wystarczy mi to, że sama muszę znosić swoje odbicie w lustrze. Jednakże nie sprawiało mi to wielkiego problemu. Rany tak czy siak zagoją się po pewnym czasie.
Ashton otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Powtórzył tą czynność około dwóch razy. Zauważyłam, że trudno mu jest znaleźć słowa, skonstruować zdanie czy w ogóle skomentować całe zajście w jakikolwiek sposób.
- Pozwól więc, że ja zacznę - odezwałam się, ratując go od wypowiedzi - Nie zamierzam cię przepraszać, za to, że uciekłam - powiedziałam, czując pieczenie pod powiekami - Nie zamierzam przepraszać również za to, że ci nie ufałam, bo miałam ku temu powody - mówiłam, a blondyn chciał mi już przerwać - Ale przepraszam, że tamtego dnia nie pozwoliłam wyjaśnić ci całej sytuacji, co być może zmieniłoby wiele rzeczy oraz przepraszam, że rzucałam obelgami na ledwo i prawo, nie wiedząc praktycznie niczego na twój temat.
- Ty mnie przepraszasz? - zaśmiał się nerwowo - Ty mnie? - spytał, jakby dla pewności. Zdawał się nie wierzyć w to, co właśnie usłyszał - W mordę, Caitlin - wydusił z siebie, patrząc błagalnie - Zrujnowałem ci życie, zmieniłem je w piekło, a nawet prawie cię go pozbawiłem. Jedyną osobą, która powinna przepraszać, w ogóle błagać o wybaczenie jestem ja - powiedział załamującym się głosem - Przepraszam, że nadużyłem twojego zaufania, że zachowywałem się jak dupek, że kłamałem na każdym możliwym kroku, że wyrządziłem ci krzywdę - wymieniał, a jego oczy się zaszkliły - Że przeze mnie spędziłaś trzy tygodnie w szpitalu...
- Nie chcę twoich przeprosin - warknęłam.
Zapadła kilkuminutowa cisza. Dłonie Ashton'a drżały. Spuścił wzrok, nie mogąc na mnie patrzeć. Nie sądzę, że powodem tego było obrzydzenie do mojej osoby. Czuł się winien, a mój wygląd jedynie to potęgował. 
Ja natomiast starałam się utrzymać spokój, co było naprawdę wyczynem. Lekarz zabronił mi wzmożonego denerwowania, jednak w moim przypadku było to po prostu niewykonalne. 
- Wiesz, co teraz będzie się działo? Oni mnie zabiją, przy najbliższej okazji- przerwałam milczenie.
- Nie zrobią tego, nie pozwolę im - odpowiedział z pewnością w głosie, w pełni świadomy tego, jak wielkie są jego słowa - Nie pozwolę, aby ktokolwiek ponownie cię skrzywdził, obiecuję.
- Nasłuchałam się już twoich obietnic - mruknęłam, odwracając wzrok, gdy poczułam spływające łzy po moich policzkach.
- Caitlin, wiem, że spieprzyłem. Proszę, wybacz mi - mówił - Pozwól mi siebie chronić, daj mi jeszcze jedną szansę. Dobrze wiesz, że potrzebujesz mnie tak, jak ja potrzebuję ciebie.
Zamilkłam. Ashton spuścił wzrok. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała powoli, równomiernie. Dał mi czas, którego właśnie w tej chwili pragnęłam. Decyzja, którą miałam podjąć... ponowne wpuszczenie go do mojego życia nie należała do najłatwiejszych. Miał rację. Potrzebowałam go. Sama nie poradzę sobie z Logan'em i Conor'em na karku, a policja skoro nie złapała ich wcześniej - nie złapie ich i teraz. Jednak czy powinnam dać Ashton'owi szansę? Zastanawiałam się. Mój rozum wykłócał się z sercem.
Nie.
Tak.
Dwie krótkie odpowiedzi, a wymagają tak wielkiego zastanowienia. A im dłużej próbujesz znaleźć wyjście, tym więcej znajdujesz argumentów. Cholera. Oboje siebie potrzebujemy, ale oboje dobrze wiemy, że nie jest tego jeden powód, a kilka. Czy to jest dobre? Czy to jest złe?
Jestem człowiekiem.
Człowiekiem, który popełnia błędy.
Bo jakim byłabym człowiekiem, gdyby moje życie było idealne?
Możliwe, że popełniam błąd. Możliwe, że będę tego żałować.
Ale żyje się tylko raz.
- Możesz coś dla mnie zrobić? - wypowiadając te słowa, moje serce biło mocniej. 
- Wszystko, co tylko zechcesz - odpowiedział cicho.
- Przytul mnie - pisnęłam błagalnie.
Nie minęła sekunda, a umięśnione ramiona Ashton'a objęły mnie, obdarowując kojącym ciepłem. Zacisnęłam dłonie na jego kurtce, chcąc być jak najbliżej jego ciała. Schowałam twarz w jego klatce piersiowej, rozpłakując się. Przyciągnął mnie do siebie, słysząc mój szloch. Między nami nie było już żadnej odległości. Nasze ciała stykały się, jakby nie chciały się rozłączyć. Działały podobnie do magnezu.
Potrzebowałam jego bliskości. Nie wiem dlaczego, ale po prostu tak było.
Nie czułam żadnych motylków w brzuchu, ani ogromu szczęścia.
Czułam coś innego, lepszego.
Czułam się bezpiecznie.
- Powiedz mi, że będzie dobrze - powtarzałam cichutko, zostawiając łzy na materiale jego koszulki. 
Ciężko mi określić moje uczucia do Ashton'a. W mojej głowie panuje wielki chaos. Świadomość, że jest złym człowiekiem krąży po moich myślach, ale wtedy pojawia się zrozumienie jego czynów. Nienawidzę go, ale również lubię. Mogłabym toczyć nieustanną dyskusję ze sobą na temat jego osoby, jednak zawsze ona kończyłaby się kontrargumentem. Pojawia się to przeklęte "ale", które nie pozwala mi całkowicie go znienawidzić. Zapewne on ma ten sam problem. Nie raz dochodziło do sytuacji, w których na pewno miał mnie dość i chciał rozszarpać, aczkolwiek tego nie zrobił.
- Zapłacą mi za to - wymamrotał do mojego ucha - Tak bardzo mi przykro.
Dłoń Ashton'a błądziła po moich plecach. Pomimo ubrania, jego dotyk docierał do ran od biczu. Nie towarzyszył mi ból, raczej nic negatywnego. To było pozytywne uczucie, jakby opuszki jego palców chciały zatuszować blizny. 
- Wołałam cię - mówiłam płacząc - Czekałam z nadzieją aż przyjdziesz.
- Przepraszam, Caitlin, przepraszam - wypowiadał te słowa desperacko - On się ukrył, a ja nie miałem możliwości zareagować wcześniej. Proszę, wybacz mi - powiedział cicho, jakbym tylko i wyłącznie ja miała go usłyszeć.
- Nie mogę, jeśli znowu zamierzasz mydlić mi oczy kłamstwami - uniosłam swój wzrok, patrząc na twarz Ashton'a przepełnioną smutkiem.
- Nie okłamię cię nigdy więcej - odparł, kiedy nasze oczy się spotkały - Ale musisz odpowiedzieć na jedno moje pytanie.
Blondyn złapał mnie za rękę, tworząc między nami dystans. Zdenerwowanie na nowo ogarnęło moje małe ciało. Co on zamierzał zrobić? Co powiedzieć?
- Jakie? - spytałam niepewnie.
Irwin zamknął oczy, biorąc głęboki wdech, po czym spojrzał na mnie. Sprawiał wrażenie zestresowanego. Bałam się, że za moment zdradzi mi życiowy sekret czy powie coś, co mnie naprawdę zaboli. Ciężko było mu zadać jedno, krótkie pytanie. Ścisnął moją dłoń mocniej, jakby chciał upewnić się, czy jestem na to gotowa. Pokiwałam lekko głową, dodając mu otuchy.
- Jeżeli pokażę ci moją mroczną stronę.. - zaczął, jąkając się - ...prawdziwego siebie...  - kontynuował, przerywając co chwilę - Czy zostaniesz ze mną i nie uciekniesz? - skończył. Patrzyłam prosto w jego piwne oczy. Tak bardzo obawiał się straty, odrzucenia, braku akceptacji. Przypominał małe dziecko obawiające się odejścia matki. Nie mogłam znieść tego widoku. W takich chwilach myśl, że Ashton może być zły odchodziła. Moje serce łamało się na kilka malutkich kawałków.
- Nie zostawię cię, Ashton. Przez ten cały czas byłam z tobą, żyjąc ze świadomością, że jesteś kryminalistą, czemu miałabym odejść teraz?
- Bo moja przeszłość nie należy do kolorowych...
- Nie ma to dla mnie znaczenia - odpowiedziałam, sama nie wiem dlaczego w taki sposób - Moja przeszłość również jest szara - wyjaśniłam.
Blondyn przycisnął mnie do siebie, jakbym miała za chwilę zniknąć. Oplotłam rękoma jego kark.
- Nie zostawię cię - powtórzyłam kilka razy.
Wsłuchiwałam się w przyśpieszone bicie serca Ashton'a.Tak przyjemnie było tkwić w jego ramionach. Po raz pierwszy poczułam się potrzebna. A w dodatku komuś, kto do tej pory musiał radzić sobie sam.
Staliśmy samotnie pośrodku ciemnej alejki, którą oświetlała mała latarnia migocząca od czasu do czasu.
Tego dnia, ten jeden uścisk zmienił wszystko, a ja nie potrafiłam już tak po prostu odpuścić sobie chłopaka, który wywrócił mój świat do góry nogami.

"I need a light to guide me 
to your heart"


___________________

Piszę tą notatkę drugi raz tak samo jak rozdział za co serdecznie przepraszam, bo wiem, że się spóźniam. Niestety (nie będę teraz owijać w bawełnę i "galopować się" w słowach) blogspot/internet są na tyle zjebane, że nie zapisały mi tego, co poprawiałam SPECJALNIE PRZED MOIM CHOLERNYM WYJŚCIEM o 15tej i teraz musiałam robić wszystko od nowa.
Jestem więc nieco wściekła, bo niektórzy sami zapewne wiedzą jak to jest. Piszesz coś, co ci się podoba, to się kasuje, a potem piszesz to od nowa i wiesz, że jest gorsze, już Ci się nie podoba, nie jest wystarczające. 
Właśnie mam tak w tej chwili. Chce mi się szczerze płakać. Nie uważam, że ten rozdział jest zły, bo znalazłabym gorsze. Chodzi o to, że po prostu poprzednia edycja była lepsza i boli mnie to, że została niezapisana. 
Na następny raz więcej nie będę zostawiała rozdziału w blogspocie. Mam nauczkę.

No i teraz od nowa cała notatka (super... czujecie ten sarkazm?)

Wohoo! Cashtlin moments, wow, wow, wow. Końcówka tego rozdziału jest po prostu dla mnie masterem. Zwłaszcza ostatnie zdanie. Jest po prostu takie awww. Nie wiem, co jeszcze mogę powiedzieć hm.. 

UWAGA! POSZUKUJĘ!
- Osoby biegle posługującej się językiem angielskim. ( najlepiej takiej, która używa go na codzień lub mieszka w kraju anglojęzycznym - w sumie wychodzi na to samo, prawie)
- Osoby, która ZNA język angielski na poziomie.. hm... takiej, która mogłaby tłumaczyć treści polskie na angielski [(1-2 strony wattpad na tydzień) nie trzeba znać go perfekcyjnie w tym wypadku, gdyż będzie tzw. "beta" robiąca korekty, jeśli będą jakieś błędy]
- Szabloniarni, szabloniarki, która zrobi mi szablon od ręki (w czasie tydzień-2 tygodnie)
Osoby zainteresowane niech napiszą na twittera lub e-mail paulineszek@op.pl , twitter perfcalvm i piszą mi od razu czym są zainteresowani. Wtedy podam szczegóły.

Nie wiem jaki był trzeci punkt już kurwa mać nie pamiętam. Prawdopodobnie o czymś zapomniałam.
Dzisiejszy dzień jest dla mnie najszczęśliwszym dniem i oczywiście pechowym bo 13ty piątek.
Zakończyłam kurs teoretyczny z prawka, dostałam pracę, jadę w niedziele na koncert - żyć nie umierać!
Jedynym minusem jest ten rozdział, ale no.. żyć nie umierać właśnie.

Za wszelkie błędy przepraszam, wróciłam ze szkolenia 2h temu, zjadłam coś i została mi godzina na szybką edycję. Niestety...
żyć nie umierać.

K O C H A M   W A S. 

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 37

Przeczytaj notkę pod rozdziałem, albo cię ukatrupię.
ps. Wszystkiego najlepszego czytelniczko @BlaBlaBla9806! Spełnienia marzeń i samych sukcesów w życiu.
Uwaga! Rozdział znowu zawiera brutalne sceny (raczej mniej brutalne niż poprzedni, ale są pewne wątki, no jaką kto ma psychikę nie) więc czytasz na własną odpowiedzialność.

Muzyka > <klik> (wybierana na szybko, mam nadzieję, że pasi)

Zaniemówiłam. Moje ciało jakby przykleiło się do ściany, kiedy Logan wyznał, co zrobił Ashton'owi. On nic o tym nie wiedział. Nie miał pojęcia, że jego dawny przyjaciel zabił mu ojca. Jego życie było istnym piekłem, nie potrafił się odnaleźć. Zrobiło mi się przykro. Logan wyznał to z taką swobodą, jakby nie miało to dla niego największego znaczenia, a niestety miało. Dla Ashton'a.
Do moich oczu napłynęły łzy.
- On uważał cię za przyjaciela - powiedziałam załamującym się głosem, prawie szlochając.
- Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi - warknął brunet, posyłając mi wrogie spojrzenie - Nie waż się tak mówić.
- On ci ufał, pierdolony psychopato! - krytykowałam.
Logan sięgnął do kieszeni z której wyciągnął broń. Odbezpieczył pistolet, celując we mnie. Zacisnął na nim palce. Widząc przerażenie w moich oczach, uśmiechnął się szeroko. Nie byłam jednak jedyną osobą w tym pomieszczeniu, którą dopadł strach. W tym chłopaku tkwił on również. Czułam to. Jego dłoń drżała, jakby pierwszy raz miała wystrzelić w kogoś pocisk. Wyglądał jak wariat. Sprawiał wrażenie chorego psychicznie.
Mijały sekundy, minuty, a Logan wciąż trzymał w ręku broń.
W jego spojrzeniu widziałam ból, złość, ale i tchórzostwo. Gdyby chciał - strzeliłby. Jego palec nawet nie ciągnął za spust.
- Dlaczego? - spytałam cicho nie spuszczając wzroku z chłopaka - Dlaczego go zabiłeś?
- Chętnie ci opowiem, moja milutka Caitlin - odparł - I tak wszystkie informacje zabierzesz do grobu.
Logan puścił pistolet, który upadł na ziemię. Broń znajdowała się teraz po środku nas. Oboje mieliśmy ją prawie że na wyciągnięcie ręki. Nie odważyłam się jej chwycić. Brunet zaś zajął miejsce na krześle, stojącym przy stoliku. Wyjął ze swojej kieszeni nóż, który najwyraźniej mu przeszkadzał podczas siedzenia i odłożył go na blat stołu. Skrzyżował swoje ręce, przyglądając mi się. Przełknęłam ciężko ślinę, uspokajając się. Czułam, że umrę. Przyzwyczaiłam się do bólu. Jeśli znów chciałby mnie skrzywdzić, owszem - cierpiałabym, ale nie tak bardzo jak za pierwszym razem. Nie mógł mnie już przerazić.
- Zacznijmy więc od początku - oznajmił głośno - Ashton pojawił się w tym biznesie jakby znikąd i od razu zrobił furorę - powiedział z pogardą - Wtedy było nas więcej, a całym gangiem dowodził mój starszy brat - Sean. Gdy dowiedział się, że stary Irwin'a jest lekarzem, a jego synek ma dostęp do wszystkich leków, stwierdził, że ten kutas nam się przyda. Wziął go do ekipy - wysyczał przez zaciśnięte zęby ostatnie zdanie, a następnie kontynuował - Sean był nim zachwycony. Uznał, że przyda mu się kolejny diller, ale z czasem Ash zaczął jeździć z nim na akcje. Wtedy zauważył jego potencjał. Irwin rzucał pomysłami na lewo i prawo, wykonywał swoje zadania z perfekcją. Policja nigdy nie mogła doszukać się pieprzonych dowodów, nigdy nie złapała go za rękę, wszyscy więc nazywali go Cieniem. - mówił - W końcu Sean dostał lepszą robotę w Stanach. Nawet nie wyobrażasz sobie jak podekscytowany byłem. Mój brat zostawi mi królestwo, myślałem, będę rządził w tym mieście. A tymczasem co? On oddał gang i wszystkie jego sprawy temu frajerowi - wykrzyczał ostatnie zdanie - Zawsze trzymaliśmy się razem, zawsze! A on mnie zdradził..
Mięśnie na ramionach Logan'a napięły się, a oczy pociemniały. Przepełniała go nienawiść, czysta nienawiść.
- Chciałeś się zemścić? - zapytałam.
- Po części - odpowiedział - Ale bardziej zależało mi na tym, aby zniknął z miasta. Wtedy ja bym przejął rządy. Jego matka nie była chętna do wyjazdu, czuła się zbyt dobrze w tym miejscu. Wiedziałem, że kiedy wrobię Ash'a w zabójstwo odwróci się od niego. Myślałem nad kimś innym, ale tego dnia Irwin przyszedł i powiedział, że jego ojciec nie da mu więcej leków. To była idealna okazja i osoba. Jego matka od początku podejrzewała, że ma związek z mafią i nie pochwalała tego. To było do przewidzenia, że uwierzy iż jej synalek jest mordercą.
Brakowało mi tchu. Myślałam, że za chwilę dostanę zawału. To było dla mnie za dużo. Ten człowiek był chory. Chłopak z problemami, niełatwą przyszłością. Wszystko go przytłoczyło, zwariował. Zbyt wielkie ambicje i myśl, że jest niepokonanym zapanowały nad nim, sprawiając, że nie myślał logicznie. Nie jestem pewna, czy on jest świadomy czego się dopuścił. Zamordował ojca przyjaciela. Jego psychika została zniszczona. Przemawia przez niego jedynie chęć zemsty na Ashton'ie za coś, czemu nie był nawet winien.
Bo niby jaką ponosił winę? Był po prostu dobry, lepszy od niego.
Nie usprawiedliwiam Ashton'a. Fakt, że wpadł w takie towarzystwo i nie wyraził chęci z jego wyjścia jest dowodem na to, że również nie należy do tych "dobrych". Ale rozumiem go po części. Nie miał w domu łatwo. Rodzice nie zwracali na niego uwagi, ojciec ciągle był zajęty pracą, a matka nie posiadała nad swoim synem kontroli. Ash był nastolatkiem, liczyła się dla niego zabawa. Szukał atrakcji, robił co chciał. Na pewno kreował się na buntownika. Większość osób w tym wieku tak robi. Nic dziwnego, że wpadł w kłopoty.
Nie zmienia to jednak mojego zdania. Ich życie to jakiś wielki koszmar. Pułapki, oszustwa, zdrady i sekrety. Brak zasad, albo zasady, które wcale nie powinny nimi być. Nie zdołałabym wytrzymać w takim świecie. Świecie, gdzie toczy się walka na śmierć i życie, gdzie nie ma możliwości na popełnianie błędów. W co ja się wplątałam...
- Czemu więc więzisz tu mnie? Jakie mam znaczenie w tym wszystkim? - zadałam kolejne pytanie.
- Ty aniołku, pokrzyżowałaś moje plany - burknął - Na początku traktowałem cię jak kolejną idiotkę, która nawinęła mi się na palec - mówił obojętnie - Musiałem cię usunąć, takie były zasady. W tym czasie do miasta wrócił Ashton, o czym na początku nie wiedziałem. Temu skurwielowi zachciało się zabawy. Myślałem, że ktoś ze mną pogrywa, więc za wszelką cenę chciałem cię dorwać. Widzisz, to jak wyścig szczurów - prychnął - Pojawiły się jego psiaki, będące wszędzie tam, gdzie ty. Uznałem to za wyzwanie, więc sięgnąłem po inne środki. Musiałem wiedzieć o tobie wszystko, zanim on to zrobi, a żebym mógł jakoś w końcu zabrać cię do nieba - po tych słowach kąciki jego ust uniosły się - Oczywiście, byłem szybszy. Wysłałem Ticks'a, aby poszperał tu i ówdzie. Dowiedziałem się, że ojciec Ashton'a cię operował - brunet machał ręką, gestykulując - Impulsywnie kazałem mu spalić kartę szpitalną i podłożyć nową, bez nazwiska lekarza. Byłem na przegranej pozycji, popełniłem błąd. Wiedziałem, że teraz narobiłem tylko chętki Ash'owi na wtajemniczenie się w sprawę twojej osoby. Widząc moją determinację, nie śniło mu się odpuścić. Nie byłem przygotowany na to, aby poznał prawdę. Nie mogłem dopuścić do tego, aby pomyślał, że ja byłem winny śmierci jego ojca, to było za wcześnie. Dlatego musiałem jak najszybciej znaleźć cię i cię zabić, aby pozbyć się największej poszlaki - skończył swoją opowieść - I nareszcie ten dzień nadszedł.
- Skoro chcesz mnie zabić, po co zamierzasz mówić mu, że zabiłeś jego ojca? - spytałam, nie rozumiejąc jego planu.
- Aby zabić i jego - mruknął, a ja wzięłam głęboki wdech - Widzisz, Ashton widocznie ma do ciebie jakąś słabość. Zrezygnował z wymiany, co hm - prychnął - Zainteresowało mnie. Zapewne niedługo wpadnie tu z wizytą, aby mi ciebie zabrać.Niestety, ty już będziesz martwa, a on dowie się prawdy i dołączy do ciebie. Gdybym cię zabił i pozwolił mu żyć ciągle by tutaj krążył, chcąc poznać prawdę o tobie. Kiedyś musi się skończyć jego żywot.
- Ty jesteś popierdolony, powinieneś się kurwa leczyć! - krzyknęłam.
- To możliwe - wzruszył ramionami.
- Ashton cię zabije - syknęłam - Nie jesteś w stanie go pokonać, zobacz ile razy próbowałeś.
- Zamknij się! - rzucił, wstając gwałtownie z miejsca.
- Bycie okrutnym, wcale nie oznacza, że nie masz słabości - kontynuowałam bez zawahania - Kiedy Ashton tu przyjdzie i dowie się prawdy, nie będziesz w stanie go powstrzymać.
Logan zabrał broń z podłogi, chowając ją do kieszeni.
- On jest niczym w porównaniu do mnie - powiedział ze spokojem - Ticks! - zawołał, a jego przyjaciel pojawił się w pomieszczeniu - Zasłużyłeś na nią, spraw proszę, żeby umierała w boleściach. Zwłoki zostaw, albo porób zdjęcia, a potem ją wyrzuć. Niech Irwin zapamięta ten obraz do końca życia, który na szczęście już się zbliża.
Przez cały ten czas Ashton tkwił w nieświadomości. Myślał nawet, że mógł zamordować własnego ojca. Kilka lat ludzie nim pomiatali, nazywając go przestępcą i ojcobójcą, a tymczasem on nie był niczemu winien. Uważał Logan'a za swojego przyjaciela od samego początku, natomiast Fletcher zniszczył mu życie, zamienił je w piekło. Ashton stał się złym człowiekiem, zgorzkniałym, chamskim, bezczelnym, bezdusznym człowiekiem, który nie miał nawet ochoty żyć. Całe te lata tkwił w niewiedzy, błądząc po świecie i szukając odpowiedzi na dręczące go pytania z nadzieją, że kiedyś pozna prawdę. Wątpię, czy śniło mu się, że może być ona tak brutalna.
Logan zniknął za drzwiami, a zamiast niego w progu pojawił się roześmiany Ticks. W jego oczach widziałam podniecenie, a w jego uśmiechu triumf. W końcu Logan pozwolił mu na to, czego pragnął od samego początku mojego przyjazdu do tego miejsca.
Brunet zamknął drzwi na klucz i zaczął iść w moim kierunku.
Nie mogłam patrzeć na tą parszywą gębę. Ciężko mi było znieść fakt, że nareszcie dopiął swego i dobierze się do mnie.
Kiedy jego dłoń dotknęła mojego uda, przeszedł mnie dreszcz. Zaklęłam w duchu. Boże, dlaczego mi to robisz? Wszystko, ale nie to. Cała moja szczęka trzęsła się, a klatka piersiowa nerwowo unosiła. Łzy spływały po moich policzkach. Nie patrzyłam na dumnego z siebie Conor'a. Spoglądałam w sufit nie chcąc widzieć, co on robi. Pozwalałam mu na wszystko. Nie miałam wyboru. Niemożliwym było uciec. Moje nogi były odrętwiałe, pokaleczone i słabe. Nie utrzymałabym się na nich dłużej niż pięć czy dziesięć minut. Nie byłam w stanie zaprotestować. W moim ciele brakowało sił.
Brzydziłam się nim. Każdym jego dotykiem, słowem, pocałunkami. To było ohydne. Zero przyzwoitości, okrzesania. Traktował mnie jak zwykłą szmatę, którą ma szansę się pobawić. Najgorsze doświadczenie mojego życia.
- Zostaw - wymamrotałam w pół przytomna, widząc jak jego ręka wodzi po moim biodrze.
- Chcę cię zasmakować, mała - mruczał do mojego ucha, potęgując moją histerię.
- Powiedziałam, zostaw! - pisnęłam, starając się odepchnąć chłopaka jak najdalej, byle tylko zwiększyć dystans.
Conor uderzył pięścią w mój brzuch.
Jęknęłam, a z moich ust wylała się krew. Zgaduję, że mój stan zdrowia był bliski krytycznemu. Nigdy nie przeżywałam takiej katorgi.
Pokręciłam głową, powoli przymykając oczy. Gdy Ticks zauważył moją słabą przytomność wstał i podszedł do stołu na którym stało dość duże, żółte wiadro. Nie widziałam go przedtem. Złapał kubeł w dłonie. Wrócił do mnie, po czym przechylił pojemnik, a lodowata woda oblała moje zmasakrowane ciało. Przezroczysta i bezwonna substancja zmieszała się ze strugą czerwonej krwi, spływającą po moim ciele.
- Pobudka królewno! - wydarł się, rzucając wiadro, które z hukiem uderzyło o ścianę - Chcę, żebyś była przytomna jak będę sprawiał ci przyjemność.
Podniósł swoje dłonie i zacisnął je na moich zranionych nadgarstkach. Zostawiał na mojej pulsującej szyi mokre pocałunki. To było tak cholernie przykre. Ta cała bezradność z mojej strony. W duchu krzyczałam, pragnęłam go uderzyć, a nawet zabić.
Brunet zaczął rozpinać swoje spodnie. Mój wzrok słabł, widziałam jedynie jego ruchy. W pewnym sensie cieszyłam się, gdyż nie musiałam oglądać jego odrzucającej twarzy.
Kiedy powrócił do dotykania mnie, pozostałam obojętna, jakbym była nieprzytomna, ale świadoma. Czułam jego dłoń na mojej skórze, pod koszulką. Mówił mi jak bardzo mnie pragnie, jaka gorąca jestem i jak wiele rzeczy za chwilę ze mną zrobi. Milczałam, wpatrując się w jeden punkt zalana łzami. Nie wykonywałam żadnych ruchów. Nie sprawowałam już władzy nad moim ciałem. Jakby moja dusza jedynie tkwiła w nim, próbując walczyć. Dusza jednak nie miała wystarczającej siły. W mojej głowie pozostała pustka. Nie myślałam. Moje nadzieje odeszły w niepamięć. Część mnie umierała, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Nigdy w życiu nie czułam się tak naruszona. Zamykałam się w szklanej kuli z której nie było wyjścia.
To był mój koniec.
- Szkoda, że musisz umrzeć - opuszki jego palców nawiązywały kontakt ze skórą na moich udach - Robilibyśmy to codziennie - ścisnął dłońmi moje uda, a z rany na nodze znowu polała się krew.
Czerwony płyn rozlewał się po moim ciele, ale to nie zniesmaczyło chłopaka. Jak mógł mi to robić? Czym sobie na to zasłużyłam?
Zdjął swoją koszulkę, ukazując swój sześciopak. W innej sytuacji, z inną osobą na pewno podziałałoby to na mnie pobudzająco i uznałabym ten ruch za atrakcyjny. Przygryzł dolną wargę skanując moje ciało. Był niczym zahipnotyzowany, jakby nic nie mogło go powstrzymać.
Rozszerzył moje nogi. Oddychałam ciężko, zaczynając obserwować każdy jego ruch. Nie, proszę, nie... nie chciałam tego, naprawdę nie chciałam. Jego ręce zabrały się do rozpinania mojego rozporka. Próbowałam go powstrzymać, ale Conor był zbyt silny, a ja za słaba. Oddychał szybko w mój obojczyk, nie mogąc się doczekać, aż dobierze się do moich majtek. W jego oczach widziałam ekscytację i podniecenie.
Zsunął ze mnie ubranie, wbijając palce w moje biodra. Pragnął mnie skosztować, usłyszeć mój krzyk.
Wydałam z siebie ostatni krzyk rozpaczy.
Kiedy już przestałam liczyć na ratunek, a Ticks był blisko swojego celu rozległo się pukanie do drzwi. Zdezorientowany Conor odsunął się ode mnie, zauważając iż pukanie przerodziło się w dobijanie i odwrócił swoją twarz w kierunku drzwi. Po zignorowaniu hałasu, ten pojawił się znowu, nie odpuszczając. Brunet zniecierpliwiony uderzył pięścią w ścianę, tuż nad moją głową. Przeklął głośno. Naprawdę się wkurzył.
Gdy Ticks znalazł się przy drzwiach i otworzył je, po drugiej stronie nie zastał nikogo.
- Co do cholery... - powiedział sam do siebie, rozglądając się na obydwie strony.
Zadrżałam słysząc huk. Conor nagle upadł na ziemię tuż przede mną. Patrzyłam na jego ciało, nie mając świadomości co się dzieje. Umarł? Zemdlał? Ktoś go uderzył, albo zabił? Czemu się nie rusza?
Postać ubrana na ciemno pojawiła się w progu drzwi.
- Kurwa, zawsze chciałem to zrobić - wymamrotał - Wspaniałe uczucie.
Zacisnęłam usta, nie chcąc wydać z siebie krzyku ani płaczu. Ciężko było mi rozpoznać ten głos z tak daleka. Niewielka lampka oświetlała pokój. Miałam cichą nadzieję, że napastnik Ticks'a mnie nie widzi i zignoruje miejsce idąc dalej. Byłam wystraszona, nie wiedziałam kto to, ani czego chce. Starałam się wydawać jak najmniej ruchów i dźwięków. Aczkolwiek postać podeszła do mnie. Z jego postury mogłam wywnioskować iż był mężczyzną. Miał zaciągnięty na głowę kaptur. Odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy, dotykając później mój policzek. Poczułam skórzany materiał, miał na sobie rękawiczki. Opuścił głowę, patrząc na moją ranę.
- Niedobrze.. - szepnął, a następnie wziął mnie na ręce.
- Ashton? - zapytałam szepcąc.
- W tej chwili mogę być Ashton'em, a nawet i Beyonce, ale koncert dam później jeśli pozwolisz - odezwał się cichym, aroganckim, jednak z nutką flirtu głosem. Od razu wiedziałam z kim mam do czynienia.
W nie mniej niż piętnaście minut znaleźliśmy się na zewnątrz budynku w którym się znajdowałam. Poczułam chłodny podmuch wiatru, przyprawiający mnie o dreszcze. Calum, bo to właśnie on mnie uratował, niósł mnie do srebrnego, matowego samochodu, którego silnik już się rozgrzewał. Brałam do swoich ust jak najwięcej świeżego powietrza mało się nie krztusząc. Tak bardzo mi tego brakowało.
Calum posadził mnie na tyłach wozu, siadając obok mnie. Zamknął za sobą drzwi.
- Boże... - usłyszałam kolejny męski głos.
- Nie rozczulaj się tylko jedź - rozkazał brunet, zdejmując z siebie czarną bluzę oraz rękawice.
- Ale Ash kazał...
- Hemmings, ślepy jesteś? Ona musi jechać do szpitala!
- Szpitala?! - pisnął, jakby po raz pierwszy słyszał to słowo.
- Tak, szpitala kretynie.
- A kto z nią do tego szpitala wejdzie, zastanawiałeś się nad tym pało?
- Ty - powiedział obojętnie.
Calum urwał długi materiał swojej koszuli. Przełożył go przez moją nogę, a następnie zawiązał, uciskając krwawiące udo. Po wyjściu z tej piwnicy na nowo zaczęłam odczuwać intensywny ból.
- Po prostu jedź, Luke - powiedział błagalnie Calum - Zobacz w jakim ona jest stanie, wykrwawi się na śmierć za moment.
- Ash... - majaczyłam - Ashton... ja muszę mu powiedzieć...
Zamknęłam oczy, gdy blondyn ruszył z piskiem opon. Opadłam z sił.
________________________________________________

Wiem, wiem, tragedia, masakra W S T Y D.
Pisałam go dzisiaj. Honestly.
Straciłam jakoś wenę. Chyba pisanie w tak krótkim czasie mi nie wychodzi. Nie zdążyłam nawet się obejrzeć, a minęły dni, które wyznaczyłam sobie na napisanie rozdziału. Ten czas zbyt szybko leci.
Dlatego teraz informuję > NOWY ROZDZIAŁ 16/17 CZERWCA.
Są dwa powody:
1. Jak widzicie idzie mi coraz gorzej i potrzebuję coraz więcej czasu (nie oszukujmy się, naprawdę idzie mi teraz gorzej)
2. Zapisałam się na kurs jazdy. Zajęcia mam codziennie od 18.00-21.00, a te godziny to godziny w których zazwyczaj pisałam rozdział. Teraz będę musiała się zbierać, aby robić to w nocy. Na szczęście zajęcia kończą mi się w następnym tygodniu, a od 16tego zaczynam praktykę, którą mam w ciągu dnia. (Trzymajcie kciuki jakby co, jeździłam może z dwa razy samochodem - współczuję instruktorowi nauczania mnie)

!!PROŚBA DO WAS!! 
A raczej do niektórych z Was. Proszę, czytajcie te cholerne notatki, które piszę, bo nie piszę ich tak do siebie, tylko z jakiegoś powodu, aby Wam coś przekazać. I przekazuję:
Błagam nie pytajcie mnie na ask'u, ani na twitterze kiedy nowy rozdział.
Wstawiłam licznik, pod poprzednim rozdziałem napisałam jak sprawy się mają, a i tak w ciągu tygodnia dostałam z 15 takich zapytań.
Nie zdajecie sobie sprawy jak mnie to spowalnia. Odczuwam ogromną presję i nie jestem w stanie wydusić nic z siebie. A czytać wiadomości czytam, bo ciężko tego nie robić skoro mam je w skrzynce lub mentions.

Kolejna sprawa.
Na początku nie byłam do tego przekonana, ponieważ zazwyczaj opowiadania nie miały fanpejdży etc. Ale w sumie skoro głupie teksty nauczycieli czy dupa laski ze studniówki mają fanpejdże na fejsbuku... no nieważne, nie pisałam tego hahaha. W każdym bądź razie.
Jak niektórzy wiedzą jest fanpejdż Cienia na facebook'u. I tak jak pisałam, nie byłam do niego przekonana, ale teraz? Wiecie ile jest lajków? Prawie 1,000! KURWA TYSIĄC!! No jestem naprawdę w szoku, zaszczycona i jest mi niezmiernie miło. W dodatku jest już kilka lajków z innych krajów. M E G A.
Jeśli ktoś jeszcze nie lajkuje, to link [tutaj]

A teraz przechodzę do ogłoszeń parafialnych dotyczących mojej twórczości (tak, będę się reklamowała, jeśli Cię to nie obchodzi, możesz zjechać niżej)
A więc...
Co do pytań o następne fanfiction. Kiedy skończę sprawę Psycho, Skyline i Cienia i napiszę tak no z 5-6 rozdziałów drugiej części Cienia, co już robię to wtedy wystartuję z kolejnym fanfiction, bo mam jeszcze kilka w kieszeni. Nie będzie ono jednak już dotyczyło 5SOS, sądzę, że 3 ff z 5sos mi wystarczą. Nie chcę popaść w monotonię. Ewentualnie po drodze napiszę jakieś krótkie z Calum'em, nie chcę żeby miał mi za złe, że z nim nie ma żadnego. Love you Cal, wiem, że i tak tego nie czytasz.
Na razie nie zdradzę z kim będzie kolejne fanfiction, nie wiem też czy nie będzie znajdowało się ono tylko na wattpad, zobaczę. Ale spokojnie, z pisania nie zrezygnuję, także jeśli są tu stali czytelnicy moich twórczości, którzy są już po lekturze nawet YNT, to zostaję z Wami.

Zapraszam na moje dwa inne opowiadania.
PSYCHO [Michael Clifford]
wattpad || tumblr
SKYLINE [Luke Hemmings]
wattpad || tumblr
Oraz opowiadania, które mam przyjemność tłumaczyć.
The Ripper [Ashton Irwin] > fajne, polecam, w stylu Psychotic jak ktoś czytał.
wattpad
Player [Beau Brooks] > Kto jest ze mną od roku lub nawet półtora roku, wie, że jestem założycielką Janoskians Poland (nie, już tam nie adminuję) I wie, że po YNT tłumaczyłam Player'a, tłumaczenie zaniechałam, ale wracam do niego, także chętnych zapraszam > WATTPAD

Info! Skyline oraz Psycho będą tłumaczone na angielski. PRZEZE MNIE. Spokojnie, spokojnie, dzięki uprzejmości tłumaczki angielskiej wersji Cienia, będzie ona taką jakby "betą". Przed publikacją będzie mi sprawdzała pracę, czy aby są bez błędu, więc jeśli ktoś chciał wjechać z tekstem > jesteś pewna, że chcesz to robić? co jeśli będziesz miała błędy? nikt nie będzie tego czytał to odpowiadam tak słoneczka, jestem pewna ehehhehe.
Jeśli ktoś chce może zobaczyć sobie angielskie okładeczki i angielskie opisiki do Psycho [tutaj] i Skyline [tutaj] Oczywiście do wejścia nie zmuszam, ale jest mile widziane, zawsze to jakiś skok do góry.
Jak widzicie jestem "zalatana", ale lubię to. Bo kiedy nie mogę pisać Cienia, a mam wenę na Psycho piszę Psycho, a kiedy nie mam weny na Psycho, piszę Skyline, a jak nie mam na żadne to sobie tłumaczę. Muszę mieć zajęcie, lubię mieć zajęcie.
A jestem trochę aspołeczna (nie no dobra, czasami wychodzę z domu luz)

Zapraszam na tłumaczenia Cienia:
włoskie
hiszpańskie
angielskie
szwedzkie
niemieckie

Jak wygląda sprawa tłumaczeń, podaję, jeśli kogoś to interesuje i chciałby wiedzieć jak toczą się sprawy Cieniucha.
Włoskiemu Cieniowi idzie najlepiej, ma prawie 2 tysiące odczytów i miejsce w rankingu. #64.
Angielskie ma prawie 800 wyświetleń
Hiszpańskie prawie 500 wyświetleń.
Niemieckie ponad 600 wyświetleń, miejsce w rankingu #955
Szwedzkie ponad 600 miejsce #17

Włoskie było w rankingu o wiele wyżej, widziałam! :D
Co mogę powiedzieć? Jestem mega zadowolona. W większości fanficów jest dopiero prolog/1 rozdział i jest już tyle wyświetleń. Uwierzcie mi, o wyświetlenia na WATTPAD jest naprawdę trudno, a to ogromny sukces, zwłaszcza jeśli chodzi o inny język. Także naprawdę super.
Sprawa wyświetleń z Polski.
Od początku zdawałam sobie sprawę, że ich będzie najwięcej. Dlaczego? Bo to początki, tak musi po prostu być! Opowiadanie musi się jakoś wybić. "Nie od razu Rzym zbudowano". Polskie odczyty, to fundament reszty. Za nimi będą pojawiać się i już pojawiają się zagraniczne. Angielską wersję i Włoską na pewno czytają osoby z krajów anglojęzycznych i Włoch. Mam tego potwierdzenia, także śpię spokojnie. ;) Może nie jest tych osób wiele, może jest ich pięć, może dziesięć, nie dbam o to. Jestem z siebie dumna nawet jeśli czyta je jedna osoba. Poza tym - świadczą o tym również wyświetlenia. Wątpię, żeby 20 czy 30 osób z Polski, czytelników Cienia siedziało 24/h na tłumaczeniach i nabijało te odczyty. Wiem, że na pewno niektórzy z Was wchodzą tam od czasu do czasu, za co bardzo dziękuję, ale nie wierzę, że tylko Polacy tak wchodzą :D
Podsumowując.
Wyświetlenia Polskie mi nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie - Wasze wyświetlenia są potrzebne.
Czemu?
Na wattpad jest mała zasada "Im więcej głosów i odczytów tym wyżej jesteś w rankingu" Niezależnie z jakiego kraju wejścia pochodzą. Te odczyty pną nas wyżej, dzięki nim opowiadanie pojawia się w kategoriach dodatkowych "Na Topie" i "Rekomendowane". Im więcej wejść, im więcej osób wchodzących, im więcej głosów tym wyżej w rankingu opowiadanie jest i więcej osób je widzi.
Także przechodząc już do końca mojego wywodu:
Jeśli chcecie - wchodźcie w tłumaczenia i pomagajcie mi wspinać się małymi kroczkami wyżej i wyżej. Udostępniajcie linki, gdzie tylko możecie.
Ale!
Tylko jeśli tego chcecie. Ja Was nie zmuszam. Nie chcę, żebyście robili coś, bo ja mam taki kaprys i koniec. Nie, nie. To tylko według Waszego uznania. Chcecie pomóc? Bardzo dziękuję, postaram się odwdzięczyć przy najbliższej okazji. Nie? Oczywiście rozumiem i respektuję to. Nie mam z tym kłopotu.

--------------------------
Takim sposobem notka jest prawie tej samej długości co rozdział. To tylko udowadnia jak bardzo spierdoliłam sprawę, aczkolwiek proszę o jeszcze jedną szansę.
Obiecuję, że zrobię wszystko, aby następny rozdział był dłuższy.
I w ramach przeprosin powiem, że....
Shipperzy Cashtlin będą mieli co czytać!!! 38 to będzie mój ulubiony rozdział. Niektórym z Was zależy na pocałunku Cashtlin, albo na scenie +18 (powtarzam, YOU NEED JESUS) ale dla mnie ten rozdział będzie po prostu piękny, a piękne będzie jego zakończenie. Słowa będą piękne. :)

Tyle ode mnie. Cyaaaa!! xx