środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 31

Nasz pokój wyglądał jeszcze gorzej niż recepcja znajdująca się na parterze. Ściany koloru białego były malowane może jakieś dziesięć lat temu; widniały na nich liczne plamy oraz zadarcia. Łóżko dla dwojga, mała szafka nocna, niewielkie radio dla jakiejkolwiek rozrywki - to całe bogactwo tego miejsca. Naprzeciwko łóżka mieściły się drzwi prowadzące do łazienki. Cały motel wymagał generalnego remontu. Nic tutaj nie przykuwało uwagi, ani nie sprawiało iż czułam się komfortowo. Mogłam śmiało stwierdzić, że właściciel nie należał do najbogatszych i nie miał możliwości na unowocześnienie zajazdu. Stare, drewniane okna, brak zasłon oraz firanek mówiły same za siebie. To był mój pierwszy i ostatni wieczór tutaj. Nie zamierzałam za żadne skarby wracać do tego miejsca.
Podczas gdy ja oglądałam pokój, Ashton starał się wyszukać jakąkolwiek stację radiową, aby przerwać panującą między nami niezręczną ciszę. Uderzał kilkakrotnie w radio, jednak bez skutku. Udało mu się odnaleźć jedną, a w dodatku jedyną stację, która zdecydowanie mu nie pochlebiała. Prezenterzy puszczali na niej tylko i wyłącznie popowe kawałki, a Ashton nie należał do grona fanów owej muzyki. Zdecydował się zostawić grający sprzęt, aby zabić nudę oraz czas płynący wyjątkowo wolno.
Wizja przebywania w tym miejscu, słuchając utworów gatunku POP, co gorsza w towarzystwie mojej osoby nie odpowiadała blondynowi w zupełności. Z niecierpliwością czekał na pojawienie się muzyki rock'owej, aczkolwiek tylko się zawiódł. Śmiało wyrażał swoje niezadowolenie z tego powodu non stop marudząc i negatywnie komentując wszystkie piosenki.
A teraz nowy hit zespołu The Vamps - She was the onePowiedział zachęcająco prezenter, ale nie zachwycił swoimi słowami naburmuszonego Ashton'a. Nie znał tej piosenki i z tego co mogłam wywnioskować - w ogóle nie chciał poznawać.
Ashton rzucił się na łóżko wsłuchując się w utwór, który grało radio. Ja natomiast widząc jak chłopak nieudolnie próbuje skontaktować się z przyjaciółmi, zdecydowałam się wziąć prysznic. Zasięg był wyjątkowo słaby; byliśmy skazani na siebie. Szczerze wątpiłam, iż Irwin będzie w stanie cokolwiek z tym zrobić. Mógł jedynie chodzić po całym pokoju, licząc na cud.
Zaczęłam stawiać kroki w kierunku łazienki, nie chcąc rozmawiać z Ashton'em, kiedy nie miał nastroju. Jego komórka cały czas dawała znać, iż nie ma możliwości wykonania połączenia, a to tylko potęgowało jego złość. Wolałam zrelaksować się chociaż przez chwilę w ciszy, nie musząc słuchać jego narzekań i docinków. Moje pragnienie rekreacji niestety szybko się skończyło. Opuszkami palców dotknęłam klamki, która po kilku sekundach z hukiem runęła na podłogę. Moje usta samoczynnie otworzyły się z wrażenia, a ciało Ashton'a poderwało się na łóżku. Blondyn zaczął się głośno śmiać; tak, że złapał się za brzuch, odczuwając ból. Kiedy on miał niezły ubaw, ja przeklinałam w duchu cały motel. O niczym innym nie marzyłam jak o najszybszym wyjeździe z tego miejsca. Tym razem naprawdę miałam nadzieję, że Irwin dodzwoni się do swoich przyjaciół, którzy nas stąd zabiorą.
Śmiał się gardłowo, mając trudności z oddechem. Poza moją niezdarnością, rozbawił go na pewno fakt, że mamy tak ogromnego pecha. Gdy próbował coś powiedzieć, wspomnienie widoku opadającej klamki powracało i znowu przedrzeźniał mnie swoim nieznośnym chichotem.
Podniosłam klamkę leżącą na ziemi, po czym dokładnie ją obejrzałam. Nie było możliwości naprawy drzwi, gdyż brakowało śrubek. Nawet jeśli bym je znalazła - nie miałabym czym ich wkręcić. Mogłam jedynie ubolewać nad wszystkim, co spotkało mnie, a także Ashton'a w dniu dzisiejszym.
- Obiecuję, że nie wejdę do łazienki podczas twojej kąpieli - przysiągł. Spojrzałam na niego z wymalowaną wątpliwością na twarzy. To było największe kłamstwo jakiego mógł się dopuścić. - Poważnie! Mam ważniejsze sprawy do roboty - fuknął, wywracając oczami.
Ashton spuścił wzrok, skupiając się na wyświetlaczu swojej komórki. Wzięłam głęboki wdech, licząc, że naprawdę nie wtargnie do łazienki podczas mojego prysznica, a potem weszłam do środka, przymykając drzwi.
Wnętrze łazienki również nie należało do najciekawszych - z resztą jak cały motel. Nie spodziewałam się oczywiście pięciogwiazdkowego hotelu z ekskluzywnymi apartamentami, ale to miejsce miało więcej wad niż zalet, o ile w ogóle posiadało jakąś zaletę. Wystarczyła mi jednak ta niewielka kabina prysznicowa, która jakimś cudem zmieściła się w klitce nazywaną łazienką.
Złapałam za końcowy materiał mojej bluzki, a następnie zdjęłam ją. W odbiciu lustra spostrzegłam absorbujące spojrzenie Ashton'a. Przytknęłam koszulkę do mojej klatki piersiowej, po czym odwróciłam głowę, patrząc na niego błagalnie.
- Możesz nie podglądać? - poprosiłam.
- Ale ja nie podglądam - odparł oburzony moim oskarżeniem.
- Więc czemu tak patrzysz? - spytałam.
- Jak? - droczył się.
- Dokładnie tak! - krzyknęłam rozgniewana.
- To nie ja!
- Tak? - zapytałam wściekła - A niby kto?!
- Moje oczy - odpowiedział z uśmiechem, po czym oblizał spierzchnięte usta, pożerając moje ciało wzrokiem.
- To nadal ty... - mruknęłam, chcąc uderzyć się w głowę.
Nie mogłam uwierzyć, że muszę spędzać z tym człowiekiem noc w jednym pokoju, a do tego muszę dzielić z nim łóżko.
Domknęłam drzwi, a później przystawiłam do nich buty. Na moje szczęście utrzymywały drzwi i nie pozwalały im się odsunąć. Zdjęłam swobodnie ubrania i rzuciłam je również pod drzwi, aby nie mogły się otworzyć. Weszłam do kabiny i odkręciłam ciepłą wodę. Bez przeszkód mogłam się odświeżyć. Poczułam się o wiele lepiej, mimo że wciąż musiałam spędzać czas w motelu ze złośliwym Ashton'em Irwin'em. Zdecydowanie wolałam, kiedy byliśmy w większej grupie.
Zdziwił mnie fakt, że obsługa (której właściwie nie znalazłam) zostawiła ręczniki. Obwinęłam się jednym z nich, natomiast drugi nałożyłam na głowę. Zaczęłam suszyć włosy, pocierając o nie ręcznikiem. Kilka kropel wody spływało z mojego ciała na kafelki, mocząc podłogę. Przez chwilę myślałam, że jestem w moim mieszkaniu, gdyż miałam naprawdę podobną posadzkę.
Ashton przerwał mi osuszanie, pukając w drzwi przed wejściem.
- Mogę? - usłyszałam jego ciężki, dojrzały głos.
- T-tak - wydukałam, będąc nieco zażenowaną. Za chwilę miałam stać przed chłopakiem w samym ręczniku, czego nie robiłam codziennie. Zgodziłam się, bo nawet jeśli bym odmówiła, Irwin i tak wszedłby do łazienki.
Blondyn przekroczył próg drzwi, stając naprzeciwko mnie. Zeskanował moje ciało od stóp do głowy z wyraźnym zainteresowaniem. Miałam wrażenie, że wzrokiem zdejmuje ze mnie ten biały ręcznik, a jego wyobraźnia właśnie teraz rozpoczyna swoje działania. Nie chciałam wiedzieć, co chodzi po jego głowie. Zrobiło się naprawdę niezręcznie.
- Ekhem - chrząknął Ashton - Chciałem... chciałem zapytać... Boże, Caitlin jakie ty masz boskie nogi - rzucił, a moje oczy otworzyły się szerzej wraz z ustami. Czy ja się przesłyszałam, czy on powiedział to na głos?
- O co chciałeś zapytać? - spytałam, ignorując jego komentarz. Podrapałam się po karku, przygryzając wargę. Gdybym nie przyznała, że ten komplement mi pochlebił musiałabym być wredna. To było miłe z jego strony, ale nie mogłam pozwolić sobie na nic więcej. Nie łączy nas nic poza... właściwie co nas dokładnie łączy? Oh, właśnie. Nadal tego nie wiem! Przebywanie z Ashton'em sam na sam przez kilkanaście godzin to idealna okazja na zadanie mu kilku pytań. Chyba właśnie znalazłam plus tego miejsca.
Starałam się nie patrzeć prosto w oczy Ashton'a, gdyż miałam świadomość jak to może się skończyć. Oglądałam wiele filmów, a motyw chłopak - dziewczyna - motel miały znajome zakończenie. Wolałam sobie tego oszczędzić.
Irwin zdjął z siebie koszulę, a następnie rzucił w moją stronę. Gdybym jej nie złapała, prawdopodobnie wylądowałaby na mojej twarzy. Czerwona koszula w czarno-białe poziome i pionowe paski, tworzące kratki pachniała męskimi perfumami, pachniała nim.
- Nie masz w czym spać, więc możesz wziąć moją koszulę - zaproponował - No chyba, że wolisz spać nago, nie będę miał nic przeciwko.
Skrzywiłam się, patrząc na blondyna niczym na wariata. Nawet w takich sytuacjach nie może opanować swoich popędów i obrzydliwych komentarzy.
Ashton spostrzegł niewielkie zadrapania na moim ramieniu, które były spowodowane zbyt szybką jazdą. Kiedy otarł samochodem o mur, ja uderzyłam się o drzwi. Zdarłam trochę skórę, ale to nic wielkiego. Miewałam gorsze obrażenia.
Blondyn przejechał dłonią po ranie, powodując dreszcze na mojej skórze. Nie były one wywołane przerażeniem; wręcz przeciwnie, ogarnął mnie spokój, a nawet i przyjemność, kiedy gładził palcami zadarcia, które właściwie powinny parzyć.
Na twarzy Ashton'a pojawił się uśmiech. Nie patrzył na mnie, jego wzrok wbity był w miejsce, które właśnie dotykał.
- Co? - szepnęłam, widząc jak jego kąciki ust unoszą się.
- Nic - powiedział równie cicho - Po prostu.. nic..
Blondyn wzdrygnął się, jakby na chwilę odpłynął. Gdy tylko się ocknął, zabrał swoją rękę. Wsadził dłonie w kieszenie, kręcąc głową w stronę drzwi czym dał mi znać, iż się ulatnia. Skinęłam głową, ściskając jego koszulę. Kiedy tylko opuścił łazienkę, narzuciłam na siebie jego ubranie, zapinając dla bezpieczeństwa wszystkie guziki, prócz jednego przy kołnierzu. Nie sprawdzałam rozmiaru tej koszuli, jednak była na tyle duża, że sięgała mi do ud. Stałam boso, na zimnej terakocie, poruszając palcami stóp w celu ich rozgrzania. Nie chciałam, aby całkowicie mi odmarzły.
Zebrałam swoje rzeczy z podłogi i opuściłam łazienkę, wracając do pokoju w którym miałam spędzić noc z Ashton'em. Ten siedział na łóżku, rozmawiając przez telefon prawdopodobnie z Calum'em. Poinformował go o aucie, a także o naszym pobycie. Z tego co wywnioskowałam jego przyjaciele mieli przyjechać po nas z samego rana. Cieszyłam się z tego powodu, gdyż wątpię, że umiałabym wytrzymać w tym miejscu dłużej niż dwadzieścia cztery godziny.
Usiadłam po drugiej stronie łóżka i zaczęłam skubać końcówkę pościeli. Nie zanosiło się, abyśmy mieli iść spać. Radio wciąż grało, a miejsce spania nadal było zaścielone. Liczyłam, że podczas mojej nieobecności Ashton naszykuje wszystko, jednak jak zwykle się zawiodłam.
Blondyn rozłączył się, rzucając telefon na ziemię. Zastanawiałam się, czy on dba o jakąkolwiek rzecz, która jest jego, ale odpowiedź była prosta. Popatrzył na mnie i przez chwilę zawiesił swój wzrok na koszuli w którą byłam ubrana.
- Muszę przyznać, że wyglądasz seksownie - stwierdził, na co odpowiedziałam lekkim uśmiechem - Coś się stało? - spytał, gdy zobaczył, że nie jest mi do śmiechu.
- Zawiodłam się na Dan'ie - odparłam, spoglądając na Ashton'a ze smutkiem - Liczyłam, że zrozumie wszystko i to zaakceptuje, a tymczasem on żyje w swojej bajce, myśląc, że między nami wszystko będzie idealnie..
- Nie wszyscy wokół ciebie są przyjaciółmi, Caitlin - rzekł blondyn, siląc się na uśmiech.
- Znałam go dość długo, naprawdę mu ufałam - wymamrotałam.
- Chodź tu - poprosił, a w odpowiedzi otrzymał moje zdziwione spojrzenie - No dalej, nic ci nie zrobię - wywrócił oczami.
Przeszłam na drugą stronę łóżka, siadając naprzeciwko Ashton'a. Chłopak sięgnął po moje dłonie, a następnie potarł je o swoje i uścisnął. Spojrzał prosto w moje oczy, a następnie odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy, zaciągając go za ucho.
- W przyjaźni nie liczy się to, kogo znasz dłużej. Liczy się to, kto przyszedł i cię nie zostawił w trudnej chwili.
Uśmiechnęłam się sztucznie, po czym spuściłam wzrok.
Dan był osobą, na której zawsze mogłam polegać. Razem przechodziliśmy przez trudne chwile i byliśmy dla siebie wsparciem. Ciężko pogodzić mi się z rozłąką. Wiem, że jest szansa na to, aby wszystko naprawić, jednak na tą chwilę nie potrafię tego zrobić. Jego całkowita obojętność na moje zdanie oraz bezmyślność mogła doprowadzić mnie, Ashton'a, a nawet moją ciotkę do ogromnych kłopotów. Gdyby policja dojechała wcześniej, rozpoczęliby akcję w barze. Znając żywiołowość Ashton'a, mogło być naprawdę niebezpiecznie.
Rozczarował mnie swoim zachowaniem, a także brakiem zaufania. W końcu na tym polega przyjaźń. Nie szukałam pomocy, nie potrzebowałam jej, więc dlaczego reagował? Całe to zdarzenie było nie potrzebne.
- Dziękuję - powiedział Ashton, wyrywając mnie z zamyśleń.
- Co? - potrząsnęłam głową, marszcząc czoło - Za co?
- Słyszałem, że mnie broniłaś podczas kłótni z tym chłopakiem - objaśnił - Nie musiałaś.
- Nie miał racji - burknęłam - Zrobił dokładnie to, co mówiłeś... - wyszeptałam, spoglądając na blondyna - Oceniał cię, nie znając twojej historii...
Ashton skinął głową z uśmiechem. Nie patrzył na mnie, rozglądał się po pokoju. Z wyrazu jego twarzy mogłam wywnioskować, że nie był zdziwiony reakcją Dan'a, jakby miał już kilkakrotnie z czymś takim styczność. Nie robiło to na nim wrażenia, w ogóle się nie przejął tym, co mu powiedziałam. Wydaje mi się, że to ze względu na przyzwyczajenie.
Widziałam ból w jego oczach nie raz. Mimo, że się uśmiechał, gdzieś głęboko w sercu wspomnienia nadal go męczyły, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zapewne właśnie uśmiech był dla niego łatwiejszy, niż objaśnianie, co go dręczy. Należał do typu ludzi utrzymujących swoje cierpienie wewnątrz. Sądzę, że mógłby się otworzyć, ale tylko osobie, której ufałby ponad wszystko. Możliwe, że opowiedział o swoich uczuciach przyjaciołom, jednak na pewno tkwi w jego myślach kilka rzeczy, które zachował dla siebie.
Zawsze myślałam, że to ja mam w życiu najgorzej, że to moje życie jest pasmem nieszczęść i cierpień. Nie wyobrażałam sobie większego piekła, dopóki nie spotkałam Ashton'a. Poza utratą ojca został wrobiony w jego śmierć, znienawidzony przez społeczeństwo oraz wsadzony do więzienia. Nigdy nie rozmawiałam z nim na ten temat, ale wydaje mi się, że to właśnie tam spędził kilka lat. To przykre.
- Zabiłbyś Dan'a? - rzuciłam nagle, a oczy blondyna skupiły się na mojej twarzy - Gdybym cię nie powstrzymała?
- Prawdopodobnie - odpowiedział cicho.
- Nie byłoby ci szkoda? Nie miałbyś wyrzutów sumienia? - zapytałam.
Zaprzeczył.
- Dlaczego?
- Widzisz... żyjąc w tym świecie nauczyłem się wielu rzeczy. Jeśli miałbym użalać się nad każdą osobą, która w moim otoczeniu zginęła, zapewne sam był się zabił z powodu depresji - mówił - Uczucia nas niszczą.
- Mylisz się.. - wtrąciłam - Uczucia sprawiają, że jesteśmy ludźmi, nawet te negatywne.
- Sądzę, że moglibyśmy długo rozmawiać na ten temat, ale Hood i Hemmings mają wpaść koło piątej, więc lepiej żebyś się wyspała - wstał z łóżka, a ja przeszłam na drugą stronę.
Ashton trzymając dłońmi końce kołdry, rzucił nią w powietrzu. Flanelowy materiał w kolorze bieli idealnie rozłożył się na łóżku. Klasnął ochoczo w dłonie, pokazując przygotowane łóżko. Podszedł do radia, ściszając je maksymalnie. Ostatni raz wyjrzał przez okno, sprawdzając czy aby policja nas nie śledziła, po czym przystanął przy nocnym stoliku. Siedziałam na łóżku, przyglądając się Ashton'owi. Zdjął ze swojego nadgarstka zegarek i rzucił go na stolik, jakby nie miał żadnej wartości. Na pewno tak myślał, mając tyle pieniędzy nie jest ciężko kupić sobie identyczny gadżet, a nawet droższy. Wyciągnął z kieszeni spodni portfel i również odłożył go na stolik. Gdy pozbył się wszystkich rzeczy, zabrał się za ubrania.
Zacisnął palce na materiale koszulki, a następnie ściągnął ją przez głowę zostając w samych spodniach, które chwilę później również wylądowały na ziemi. Było blisko, a zachłysnęłabym się powietrzem oglądając jego umięśnioną klatkę piersiową wraz z widoczną literą V tuż nad bokserkami. Wpatrywałam się w blondyna z szeroko otwartymi ustami, nie mogąc uwierzyć własnym oczom w to, co widzę. Muszę przyznać, że pierwszy raz widziałam tak wysportowanego mężczyznę poza gazetami, filmami czy internetem. Skarciłam swoje myśli i odwróciłam twarz, czując jak policzki mnie pieką. Walczyłam ze sobą, aby tylko nie spojrzeć w jego kierunku. Wiedziałam, że w końcu będę musiała to zrobić, jednak powstrzymywałam się z całej siły chcąc zachować resztki swojej godności do ostatniej chwili. To zły człowiek, Caitlin... nie możesz tak o nim myśleć.. zły człowiek... powtarzaj... - mówił mój rozum, jednak nic nie zmieniało faktu, iż jego ciało było... idealne.
Mój wzrok pragnął tego widoku, ale umysł nie pozwalał mi na odwrócenie się, dopóki nie byłam w stanie patrzeć na niego całkiem naturalnie, bez żadnego zainteresowania.
- Um.. - wymamrotałam - Ash... - zaczęłam, powolnie odkręcając głowę w jego stronę. Wolałam z nim porozmawiać niż pożerać jego ciało wzrokiem, to zawsze jakaś odskocznia.
- No? - zapytał obojętnie, przez co kompletnie pozbawił mnie pewności siebie.
- Cze...cze...czemu oddałeś mi samochód Ticks'a? - wydukałam, patrząc jak czarne dżinsy opadają na podłogę.
- Jak to czemu? Przecież twoje volvo było chujowe - odparł, czym przywrócił mnie na ziemię.
- Słucham?! - oburzyłam się.
Volvo S40 było moim pierwszym samochodem. Odkładałam na niego przez kilka miesięcy, ponieważ jedna moja pensja nie była wystarczająca, aby zakupić sobie auto. Miał dla mnie ogromną wartość, w tym sentymentalną. Samochód był w moim posiadaniu przez prawie trzy lata. Związałam się z tym wozem.
- Hej! - krzyknęłam, a potem sięgnęłam po poduszkę - To mnie zabolało! - rzuciłam prosto w chłopaka.
- Oh, a więc tak się chcesz bawić? - uśmiechnął się zadziornie, odrzucając poduszkę.
Ashton wskoczył na łóżko i podążył do mnie. Złapał dłońmi za moje nogi, przysuwając mnie bliżej i kładąc na materacu. Chwycił moje nadgarstki, mocno je ściskając. Ułożył je po obu stronach łóżka nie dając mi szans na wyswobodzenie się. Jego twarz znajdowała się nad moją twarzą. Przysunął się na tyle, aby dzieliły nas jedynie centymetry. Bystre, koloru bursztynu oczy badały moją skórę, niczym rentgen. Mój oddech przyśpieszył z każdym zbliżeniem jego ciała do mojego.
- No i co teraz, hm? - spytał Irwin wyraźnie zadowolony sytuacją w której się znaleźliśmy - Nawet nie wyobrażasz sobie ile mógłbym rzeczy zrobić z tak atrakcyjną, a zarazem bezbronną dziewczyną - wymruczał do mojego ucha.
Moje serce wariowało. Nie byłam przekonana, jaki był tego powód, bo znalazłabym ich kilka. Czy to jego bliskość budziła we mnie takie emocje, czy może przerażenie jego słowami? Mój wzrok błądził po jego ustach, za chwilę wracając do oczu, które tylko obserwowały moją reakcję. Chyba znalazłam odpowiedź na swoje własne pytanie.
Wprowadzanie mnie w taki stan ewidentnie sprawiało Ashton'owi satysfakcję.
- Jesteś aż tak zdesperowany? - zadałam pytanie, mając nadzieję, że zabrzmiałam obojętnie. Chciałam dać mu do zrozumienia iż w zupełności nie działa na mnie w ten sposób, jaki myśli, mimo że sama do końca nie byłam tego pewna.
- Jeśli chodzi o ciebie, owszem - odparł, ignorując sarkazm w moim głosie - Jesteś inna... - wyszeptał.
- Co masz na myśli? - spytałam, drżącym głosem.
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, w pokoju rozbrzmiał telefon. Nasze głowy automatycznie zwróciły się w kierunku grającej komórki, która pomogła nam wrócić do rzeczywistości. W duszy dziękowałam Bogu za ten znak, który przerwał działania Ashton'a. To zdecydowanie mogło się źle skończyć dla nas obojga.
Blondyn puścił moje nadgarstki, a następnie zszedł ze mnie i pognał do telefonu odbierając go. Mówił gniewnym, zirytowanym głosem, który wyraźnie wskazywał na to, iż ktoś go wkurzył. Zadawał masę pytań, chcąc znać jak najwięcej szczegółów. Zastanawiałam się, czy jest zły przez to, że coś się stało czy może przez to iż osoba dzwoniąca przerwała nam... rozmowę.
Zgaduję jednak, że była to opcja numer jeden. W ciągu całej dyskusji przez telefon Irwin nawet na mnie nie spojrzał. Wywnioskowałam, że toczy kolejną dyskusję z Calum'em, bo kilka razy mówił do niego po nazwisku. Był całościowo pochłonięty tym, co jego przyjaciel miał do przekazania.
Korzystając z okazji wyszłam z pokoju, przymykając drzwi od łazienki. Odkręciłam wodę, która strumieniem wyleciała z kranu prosto do zlewu. Podłożyłam dłonie formując je w koszyk, aby nalać niewielką ilość kranówki. Oblałam swoją twarz, dokładnie ją przemywając. Zakręciłam kurek, następnie opierając się o zlew. Popatrzyłam w swoje odbicie, ciężko oddychając.
Co właściwie tutaj się wydarzyło? Czy ja i Ashton? Czy my? 
W mojej głowie pojawiały się liczne pytania.
- Nie.. - powiedziałam cicho - Kpił ze mnie, jak zawsze - mruknęłam, potrząsając głową.
Wytarłam ręcznikiem twarz, później go odwieszając. W międzyczasie usłyszałam rozmowę Irwin'a.
- Świetnie, a dowiedzieliście się co z lekarzem, który ją ratował? - zapytał Calum'a spokojnym głosem - Mhm, dobra.. pogadamy jak wrócę. Do zobaczenia.
Zakończył dialog ze swoim przyjacielem, po czym się rozłączył. Wyszłam z łazienki, zatrzymując się tuż za drzwiami i krzyżując ręce. Spojrzałam na niego pytająco.
- O jakim lekarzu mówiłeś Calum'owi?
- O twoim - burknął
- Jak znalazłeś dokumenty ze szpitala, na temat mojego wypadku?
- Oh, to broszka Michael'a, ma swoje sposoby. Nie ma tam nic specjalnego, nie wpisali nawet nazwiska tego, który cię operował - odparł wzruszając niedbale ramionami, idąc do łóżka, a następnie kładąc się w nim.
- Po co ci jego nazwisko?
- Może być kluczem do moich pytań - wymamrotał, przez co ledwo go usłyszałam - Kładziesz się czy nie? - spytał nerwowo, układając się na materacu.
Mruknęłam przytakując. Zadziwił mnie swoją odpowiedzią, ale nie dlatego, że nie podał mi dokładnych informacji znalezienia dokumentu, lecz faktem, iż nie było w nich wszystkiego. Dodatkowo doszukiwał się danych tego mężczyzny, jakby miało to dla niego wielkie znaczenie. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego w karcie nie został podany lekarz. Pomyślałam, że mógł być to najzwyklejszy w życiu przypadek, ale coś nie pozwalało mi całkowicie w to wierzyć. Wręcz przeciwnie, chętnie zbadałabym tą sprawę. Wszystko co działo się wokół mnie w danym czasie nie pozwalało mi wierzyć w przypadki, a zwłaszcza, że w tą sprawę zamieszany był również Ashton Irwin.
Znalazłam sobie miejsce w łóżku, odwracając się plecami do Ashton'a. Nie minęła minuta, a ręka chłopaka objęła mnie w talii, przyciągając do siebie. Westchnęłam ciężko.
- Zabierz te łapsko - fuknęłam.
- Śpisz ze mną, mogłaś się na to przygotować - odpowiedział rozbawionym głosem.
- Pamiętasz ten dzień, kiedy wróciłeś pijany i w bezczelny sposób przystawiałeś się do mnie, jeśli mogę to tak określić? Chętnie powtórzę czynność, której wtedy się dopuściłam - ostrzegłam.
Blondyn zsunął swoją rękę i odwrócił się do okna. Przez chwilę mamrotał coś pod nosem, aż w końcu zamilkł. Uśmiechnęłam się, czując pełną satysfakcję z wygranej, która nie zdarza mi się za często. Na szczęście tym razem udało mi się w stu procentach pokonać temperament Ashton'a. Jeden do zera dla Caitlin!
Sen pochłonął nas bardzo szybko z powodu zmęczenia. Nie pamiętam nawet, o której dokładnie położyliśmy się spać. Zarówno ja, jak i Ash pragnęliśmy jak najszybciej zakończyć ten dzień.

___________________________________________________________________
Okej, więc...
To jest chyba pierwszy raz, kiedy dodaję rozdział będąc w słabym nastroju.
Jestem zła, ale głównie jest mi przykro. Dlaczego? Otóż dlatego, że są tutaj osoby, które kompletnie nie szanują mnie i mojej pracy. Nie mówię tu o wszystkich, tylko o niektórych i sądzę, że te osoby będą dobrze wiedzieć iż o nich mówię.
Na całym blogu jest informacja o prawach autorskich. Można ją spotkać po prawej stronie oraz w zakładce "Opis". Przypominałam też na twitterze, pod rozdziałami i nawet raz chyba w komentarzu. Dalej nie dociera do niektórych co to oznacza.
Nie chodzi o samo kopiowanie treści. Chodzi również o kopiowanie fabuły, pomysłu. Co innego inspirowanie, a co innego zżynanie historii, która jest zawarta w opowiadaniu. Wczoraj spotkałam się z kolejnym blogiem, który idzie ścieżką Cienia.
Wyjaśnijmy coś sobie:
Nie mam, naprawdę nie mam nic do osób, które mają w swoich opowiadaniach motyw gangów, zabójstw, wyścigów i innych pierdół. To dość popularne, każdy ma do tego prawo, nie czepiam się, bo nawet nie mam o co, byłoby to co najmniej bezpodstawne. Ja nawet czytam takie blogi, a także wspieram (i tutaj pozdrawiam autorki fanfiction Cross, czekam na więcej), ale wkurwia mnie, naprawdę wkurwia, jeśli wchodzę na jakiś blog i czytam to, co jest zawarte w moim prologu (ta sama sytuacja).
Nie wiem już co z tym zrobić, skoro moje gadanie nic nie daje. Nie dość że żyję i tak już w stresie przez tą pierdoloną maturę, to jeszcze muszę przejmować się takimi rzeczami. Bzdety pomyślicie... ale nie, to nie są bzdety. Jeszcze żeby chociaż ktoś się spytał o moje zdanie, albo uwzględnił, że to i to było pisane na podstawie Cienia czy inspirowane nim, nie - po co? Jak wy byście się czuli, gdyby ktoś zżynał waszą pracę i zbierał za to laury?
Stwierdziłam, że mam dość. Jest taka opcja na blogspocie jak zgłoszenie ze względu na naruszenie praw autorskich. Nie będę wchodzić w dyskusję z osobami, które cokolwiek wzięły z Cienia, bo to się mija z celem. Nie chce mi się też sprawdzać kolejnych opowiadań, które dostaję od znajomych, gdyż widzą podobieństwo. (tak, znajdują to inni, nie ja, niestety to nie moje "widzi mi się"). Jeśli osoby, które cokolwiek ściągnęły z Cienia nie zmienią treści/fabuły (jak widzicie, nie chcę żebyście usuwali bloga, wystarczy że zmienicie to i owo) po prostu zgłoszę to na blogspocie bo szkoda mi nerwów.
I to nie jest tak, że uważam się za Bóg wie kogo. Ja po prostu oczekuję szacunku.
Nie będę tutaj wymieniać blogów, które proszę o zmianę. Sądzę, że osoby o których mówię będą wiedziały, że to właśnie do nich kieruję swoje słowa. W żadne konflikty czy dyskusję nie zamierzam wchodzić, załatwiam to łatwo, prosto i szybko. Najwyżej, jeśli to nic nie da usunę bloga. Będzie mi szkoda, ale skoro nic nie działa no to niestety...
To tyle na ten temat.
Możliwe, że się trochę uniosłam - wybaczcie, ostatnio jestem nerwowa bo nie mam lekko. :/
___________________________________________________________
Teraz ta milsza część.
300,000, 58,000,1,000,200 to liczby, którymi mnie zszokowaliście. Wyświetlenia - blog, wyświetlenia wattpad, liczba czytający, komentarze pod ostatnim rozdziałem. Nie wiem, co mogę powiedzieć, gdyż sądzę iż dziękuję to za mało. Dodało mi to trochę więcej sił przed maturą. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym mieć to za sobą!! Jestem taka zdenerwowana...
Dziękuję wam, że wciąż jesteście ze mną. Dziękuję, że są także nowe osoby, witam was! Mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej. Kocham was wszystkich, choćby nie wiem co.
Co jeszcze z ogłoszeń parafialnych...
Oh, nie... Caitlin nie będzie z Michael'em w ciąży. W ogóle niestety ale nie będzie żadnej Caitlael (nie wiem jak to shippować?) thing. Role-Playery trochę oszukują i zmieniają fabułę.
Powstała grupa na facebook'u <KLIK> Można mnie tam znaleźć.
PRZEPRASZAM JEDNĄ OSOBĘ!! Której imienia, ani user'a z twitter'a nie pamiętam, ale mam nadzieję, że to przeczyta. Wiem, że wiszę ci dedykację urodzinową. Jestem tak zabiegana, że no.. wstyd mi przyznać, ale wyleciało mi z głowy. Mam nadzieję, że odezwiesz się albo na CieńNEWS albo na moje prywatne konto, postaram się jakoś wynagrodzić ci tą wpadkę.
Powstał nowy role-player Logan'a co na pewno zauważyliście - @LoganCien.
Pewnie mam wam jeszcze parę rzeczy do przekazania ale wyleciało mi z głowy.
Ah! Nowy rozdział... chciałabym jak najszybciej, ale 5tego zaczynam teksańską masakrę piłą mechaniczną. Egzaminy kończę 8ego. Kolejny i ostatni mam 13tego, może w międzyczasie uda mi się napisać rozdział i coś dodać. Jeśli nie - będzie po 13tym.

KOCHAM WASSSSSSSSSSSSSS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
#CieńFamily love forever.

Rozdział 30

Aby wczuć się w klimat, włącz muzykę zalinkowaną w treści rozdziału. (Radziłabym przyciszyć głośnik tak btw bo może trochę dać po uszach ^^)
___________________________________________________________________
W duchu miałam ogromną nadzieję, że się przesłyszałam. W prawdzie pojawiła się również w mojej głowie myśl, iż Cassie zmyśla, chce mnie nabrać lub po prostu potrzebuje psychiatry.
- Żartujesz sobie - stwierdziłam, nawet nie pytając.
- Mówię poważnie, Caitlin. Wiedział na którą godzinę masz robotę i był wręcz pewny, że przyjdziesz z nim. Od razu po waszym wejściu wykręcił numer i odszedł, co na pewno zauważyłaś. Zadzwonił na psiarnie.
- Ale po co do cholery?! - wydarłam się, a kilka głów klientów odkręciło się w naszą stronę.
Ashton zmarszczył czoło, bacznie mi się przyglądając. Byłam na straconej pozycji. Kiedy on się dowie, rozniesie cały bar, mnie i wszystko wokół. Na samą myśl o tym, co mogłoby się tutaj za moment wydarzyć przeszywały mnie dreszcze. Przełknęłam z ogromną trudnością ślinę, patrząc na mroczne, pytające spojrzenie Ashton'a. Moje ręce zaczęły drżeć, a oczy szukać innego punktu zaczepienia. Nie mogłam teraz patrzeć na blondyna, budziło to we mnie większe przerażenie niż zwykle.
Czułam jak powoli zaczynam się gotować w swoim własnym ciele. Każdy organ wykręcał się, powodując nieprzyjemne doznania. Spojrzałam na zegarek, którego wskazówka co sekundę przesuwała się. Czas... czas... czas...
Ruszyłam w kierunku Dan'a. Złapałam kołnierzyk jego białej koszulki polo, po czym zacisnęłam dłoń w pięść. Zabrałam chłopaka na zaplecze, gdzie oczekiwałam na wyjaśnienia.
- Jedno... małe... pytanie... - wysyczałam powolnie przez zaciśnięte zęby - Czy ty do reszty zgłupiałeś Dan?! - krzyknęłam.
- To chyba ja powinienem ciebie o to zapytać, Cait! - odkrzyknął - To kryminalista, jest poszukiwany w całym Sydney, masz tego świadomość?
- Tak - odparłam, wzruszając ramionami - No i? To wciąż mój problem, nie twój.
- Obudź się cholera! - potrząsnął mną brunet - Cassie, przemów jej do rozumu - zawołał do brunetki, która nawet nas nie słuchała.
- Jest dorosła, Dan - powiedziała znudzona, kręcąc głową.
- Odwołaj psy - warknęłam.
- Nie - zaprotestował.
- Posłuchaj, jeśli tego nie zrobisz albo ja cię zatłukę, albo on - wskazałam na celującego w bilę Ashton'a, a później wróciłam wzrokiem do Dan'a.
- Moja mama powiedziała, że jest poszukiwany listem gończym - Dan starał się podać mi jak najwięcej argumentów przeciwko Irwin'owi.
- Może jeszcze kilka tygodni temu przejęłabym się tym wszystkim, ale teraz gówno mnie to obchodzi! - odparłam głośniej - Nie wiesz, czemu się z nim trzymam
Przeczesałam dłońmi włosy, zaczynając chodzić od ściany do ściany. Próbowałam cokolwiek wymyślić, jednak nic nie przychodziło do mojej głowy. Tak bardzo chciałam przekonać Dan'a, aby odwołał wezwanie. Policja mogła wpaść w każdej chwili. Ashton jest w barze, ciotka jest w barze, WSZYSCY SĄ W BARZE. Wyrobię temu miejscu taką renomę, że wszyscy mieszkańcy Sydney do końca życia zapamiętają to wydarzenie, a Eleanor mnie znienawidzi do końca życia. Ona mnie po prostu zabije , o ile nie zrobi tego Ashton!
- Caitlin - usłyszałam ciężki, mrożący krew w żyłach głos, którego akurat teraz wolałam nie słyszeć. Odwróciłam się, stojąc twarzą w twarz z Ashton'em. Patrzyłam za jego plecy próbując uniknąć przeszywającego mnie spojrzenia. Blondyn dotknął dłonią mojego podbródka unosząc go, tak aby nasze oczy się spotkały. - Co się dzieje? - zapytał ze spokojem, jednak wiedziałam, że za chwilę wywołam w nim burzę.
- Za moment zjawi się tu policja - oświadczyłam zrezygnowana, spuszczając wzrok - Dan ją wezwał - dodałam cicho.
Ashton popatrzył na mojego byłego przyjaciela. Wyminął mnie, a następnie podszedł do niego. Pociągnęłam rękaw jego koszuli, ale nie zdołałam go zatrzymać. Mruknęłam pod nosem jego imię, dość błagalnie, nie chcąc żadnej burdy. Blondyn był od niego wyższy o pół głowy. Spoglądał na niego pogardliwie, ale z nutką uśmiechu na twarzy.
- Zgaduję, że jesteś Dan - powiedział, kiedy znalazł się naprzeciwko Radley'a - Miło mi, Ashton - wyciągnął zza spodni pistolet, przystawiając go do głowy chłopaka. Wbijał swój wściekły wzrok w bruneta, wprowadzając go w paraliż.
Z ust Cassie wyleciał cichy jęk, który stłumiła poprzez zamknięcie ust dłońmi. Moje oczy zaś stały się o wiele szersze. Natychmiastowo podbiegłam do obu chłopaków, zaciskając swoje ręce na nadgarstku Ashton'a. Posłałam mu błagalne spojrzenie, licząc że jakimś cudem go zmiękczę. Irwin jednak ściskał broń w ręku i z pełną swobodą celował prosto w Dan'a. Próbowałam opuścić jego ramiona, ale sztywno utrzymywały się w linii prostej. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że Ashton mógłby teraz zastrzelić Dan'a, czy w ogóle zrobić mu krzywdę. Musiałam go powstrzymać. Wiedziałam, że chłopak zawinił, ale wciąż był dla mnie w pewnym sensie ważny, jak miałabym pozwolić na coś takiego?
- Przyprowadzę funkcjonariuszy prosto do ciebie, jeśli zaraz nie opuścisz tej broni - zagroziłam mówiąc stanowczo.
Blondyn spojrzał na mnie, otwierając usta aby coś powiedzieć, jednak chwilę później zamknął je i opuścił rewolwer. Ashton wsunął za swoje spodnie czarny pistolet. Naciągnął swoją koszulkę, a następnie kurtkę, aby broń, którą trzymał przy sobie nie była widoczna. Odszedł od Dan'a, tworząc między nimi dystans. Uniósł swoje ręce, machając dłońmi.
- Zadowolona? - spytał zgryźliwie.
Skinęłam głową. Cała nasza trójka odetchnęła z ulgą, ale nie na długo. Pozostała wciąż sprawa policji. Przeczesał niezdarnie włosy dłońmi, próbując ułożyć w głowie jakiś plan. Patrzyłam na niego z nadzieją, iż uda mu się cokolwiek wymyślić i wyjść z tej chorej sytuacji. Opierałam się o ścianę, czując jak zaczyna kręcić mi się w głowie od przypływu adrenaliny. Naprawdę modliłam się, aby policja nie znalazła tu Ashton'a, bo nie tylko on był miał problemy. Każdy będący aktualnie w barze na pewno zostałby przesłuchany, łącznie ze mną. Moje aktualne położenie jest fatalne, więc jeśli wyjawiłabym parę faktów policji, skazałabym się na śmierć.
-Wychodzimy - rzucił wyraźnie rozgniewany, po czym zakręcił się wokół własnej osi i skręcił do wyjścia.
- Co? - spytałam cicho.
Ashton zatrzymał się. Odwrócił swoją głowę w moją stronę, patrząc pytająco.
- No chyba nie myślałaś, że cię tu zostawię - prychnął, podchodząc do mnie i łapiąc mnie za rękę.
Swoim spojrzeniem dałam Cassie do zrozumienia, że nie ma się czym martwić. Przyzwyczaiłam się do aroganckiego zachowania Irwin'a, więc nie reagowałam na jego bezczelne gesty. Skinęłam głową w kierunku blondyna, mówiąc mu, iż możemy ruszać. Ashton objął mnie ramieniem, uśmiechając się. Wsunął na swój nos czarne okulary przeciwsłoneczne. Biło od niego pewnością siebie, co wywołało grymas na mojej twarzy. Za moment miała zjawić się policja, a on w pełni rozluźniony wychodził z baru, jakby był zwykłym człowiekiem.
Znaleźliśmy się na zewnątrz baru. Przeszliśmy na drugą stronę ulicy, podążając na parking. Ashton milczał, ale dziecięcy, złośliwy uśmieszek nie znikał z jego buzi. W oddali słyszałam syreny policyjne, co tylko wywołało we mnie większe obawy. Ashton odczuł moje drżenie. Przejechał dłonią po moich plecach, chcąc mnie uspokoić. Duża dłoń z długimi palcami dotknęła mojego ramienia, delikatnie je ściskając. Miałam wrażenie, że denerwuję się za nas oboje.
- Uspokój się, wszystko będzie dobrze - mruknął, dostrzegając moje poruszenie - Wsiadaj - nakazał, kiedy byliśmy już przy samochodzie. Pociągnęłam za klamkę znajdującą się po stronie kierowcy, ale Ashton gwałtownie przymknął drzwi, nie pozwalając mi wsiąść. - Z drugiej strony - dodał, abym tym razem zrozumiała. Obeszłam samochód, a gdy dostałam się do poprawnych drzwi, powtórzyłam czynność tym razem je otwierając. Blondyn oglądał parking, jakby był na wycieczce krajoznawczej i wcale nie zamierzał zająć miejsca za kierownicą. Wyciągnął paczkę papierosów, chcąc zapalić kolejnego Marlboro. Wykrzywiłam usta, marszcząc przy tym pytająco brwi. Czekałam na jego reakcję, jakikolwiek ruch, słowo. Nic.
- Na co czekasz? - spytałam pragnąc sprowadzić go na ziemię.
Dźwięk policyjnego radiowozu był coraz bardziej wyrazisty. Nie dało się ukryć, byli już blisko. Mogłam nawet stwierdzić, że została im do przejechania jedna wąską uliczka i dokładnie za dwie minuty będą na miejscu.
- Na spektakl, moja droga... - odparł szarmancko, uśmiechając się szeroko.
Jego przedłużanie całego wydarzenia zakończyło się, gdy po raz ostatni wypuścił dym ze swoich ust, a następnie rzucił papierosa na ziemię, przydeptując go butem. Miał długie stopy, zupełnie jak nogi. Nie miałam pojęcia jaki numer buta nosi, ale zgadywałam że waha się on między dziesiątym, a jedenastym rozmiarem.* Pokręcił głową, a jego fryzurę rozwiał delikatny wiatr, kiedy zauważył niebiesko-czerwone, migoczące światła nad parkingiem. Klasnął optymistycznie w dłonie.
Ashton zajął miejsce za kierownicą. Ustawił każde lusterko pod swoim względem. Włączył radio, które grało właśnie 30 seconds to Mars - Attack na jednej z rock'owych stacji. Odpalił samochód, ale ryk silnika zagłuszyła muzyka, dochodząca z każdej możliwej części samochodu. Czułam jak moje siedzenie drży pod wpływem dźwięków piosenki. Irwin wycofał auto, wyjeżdżając z miejsca, które wcześniej było przez nas zajmowane. W głębi duszy miałam nadzieję, że gliny zjawią się po naszym zniknięciu.
- Zakryj się, nie chcesz być zapewne poszukiwaną - poradził Ashton, rzucając w moją stronę koszulę, którą zdjął. Przykryłam nią twarz, wiedząc, że moje modlitwy nie spełnią się i jestem stracona.
Spotkaliśmy się z radiowozem, opuszczając parking. Kątem oka spojrzałam na blondyna, który opuszkiem palca pogłośnił muzykę. Nacisnął przycisk po jego prawej stronie, a szyba zaczęła się opuszczać. Jego lewa dłoń ściskała kierownicę, natomiast prawa znalazła się poza samochodem. Ashton odwrócił swoją rękę w kierunku stojącego obok samochodu, po czym pokazał środkowy palec prosto do funkcjonariuszy. Docisnął pedał gazu, wyjeżdżając z piskiem opon przed nich i czym prędzej rozpędził się, rozpoczynając ucieczkę.
- Zwariowałeś!? - krzyknęłam panicznie.
Chłopak zignorował mnie, skupiając się na drodze. Wyjechał na główną ulicę, gdzie wiele osób wracało swoimi autami z pracy. Jechał prosto, nie mając pojęcia dokąd prowadzi nas droga. Co chwilę zerkałam w lusterka, aby sprawdzić czy radiowozy wciąż nas ścigają. Policjanci nie odpuszczali. Wcale nie byłam zdziwiona z tego powodu, nie mogli znaleźć Ashton'a przez kilka lat. Dobrze się ukrywał.
Blondyn wymijał każdy samochód z gracją, jakby miał szybką jazdę we krwi. Zwinnie manewrował kierownicą, jego ruchy były płynne i dobrze przemyślane. Nie odczuwałam żadnych szarpnięć, ani uderzeń czy potarć o inne wozy. Nie oznaczało to jednak, że siedziałam w samochodzie ze spokojem. Wręcz przeciwnie, byłam bliska zawału widząc na liczniku prędkości liczbę sto osiemdziesiąt, która w ogóle nie mogła nazywać się stałą, gdyż wciąż wzrastała. Moje serce uderzało jak szalone, szybko i mocno. Miałam wrażenie, że za chwilę wyleci z mojego ciała. Wbijałam w paznokcie w skórzane siedzenie, co chwila przymykając oczy. Ciężko było mi nie patrzeć na drogę, strach przed wypadkiem był silniejszy. Wolałam widzieć drogę przede mną.
Ashton zaś w ogóle nie przypominał osoby zdenerwowanej. Jego łokieć spoczywał na wnęce otwartej szyby. Głowa ruszała się w rytm muzyki, a oczy sprawnie kontrolowały wszystko, co działo się na jezdni. Pośpiewywał kolejną z piosenek 30 seconds to Mars, będąc całkowicie rozluźnionym. Od czasu do czasu spoglądał na mnie. Zdenerwowanie i stres, które widział nie robiło na nim zupełnie wrażenia.
- Możesz trochę zwolnić? - zapytałam paranoicznie.
- Gonią nas dwa radiowozy, a ty chcesz żebym zwolnił? - spytał, co zabrzmiało niedorzecznie. Przyznaję, w mojej głowie brzmiało to zdecydowanie lepiej. - Może jeszcze mam im pozwolić na to, żeby podjechali do nas i im pomachasz? - zadrwił. Zawstydzona palnięciem takiej głupoty zamilkłam.
Faktycznie, jechały za nami już dwa policyjne samochody. Wcześniej był tylko jeden, ale najwyraźniej wezwano wsparcie. Podążaliśmy cały czas główną drogą. Prosta, czteropasmowa autostrada kierowała nas na Newcastle. Dziękowałam Bogu, że Ashton nie doprowadził jeszcze do karambolu. Złamał od groma przepisów, ale kto by się tym przejmował podczas pościgu? Prócz mnie właściwie..
Starałam się myśleć o wszystkim, aby tylko zapomnieć o aktualnej ucieczce przed policją. Po moich myślach krążyły nawet kołysanki z dzieciństwa. Próbowałam przypomnieć sobie parę bajek, czy jakikolwiek film i opowiadać sobie samej jego fabułę. Nie stanowiło to jednak perfekcyjnej odskoczni.
Ashton otworzył pewien schowek, będący między nami w trakcie jazdy.
- Cholera, to żart? Gdzie butle?! - wydarł się, zdziwiony brakiem butelek.
- Co za butle znowu?
- Nitro - odrzekł, wracając do kontrolowania drogi.
- Co?! Czy to w ogóle legalne?! - spytałam przerażona faktem, że chciał jeszcze przyśpieszyć na drodze pełnej aut w których znajdowały się rodziny, dzieci, a także zwykli ludzie.
- A czy uważasz, że legalne jest jechać dwieście na godzinę przy ograniczeniu do sześćdziesięciu? - odpowiedział pytaniem, znowu robiąc ze mnie idiotkę - Musimy ich zgubić.
- Więc skręć w prawo - rzuciłam.
- Jesteś pewna?
- Tak, skręć w prawo, a potem w uliczkę po lewo - poinstruowałam.
Ashton posłuchał moich porad i przy najbliższej okazji agresywnie skręcił w niewielką uliczkę między budynkami. Na całej ulicy rozległy się dźwięki klaksonów oraz piski opon samochodów jadących obok nas. Na moment zablokowaliśmy przejazd i zatrzymaliśmy auta, powodując korek. Przejechaliśmy również na jednym z czerwonych świateł. Z moich ust uciekł głośny krzyk, gdy nasze auto prawie uderzyło w sklep spożywczy. Na szczęście Ashton w ostatniej chwili wykręcił kierownicę i wjechał w ulicę, ocierając się jedynie o mur obok, którego przejeżdżaliśmy. Szybko zapanował nad wozem, abyśmy mogli spokojnie przejechać resztę drogi. No... zależy jak każdy definiuje słowo "spokojnie".
- Jesteś nienormalny! - krzyknęłam.
- A wiesz co w tym wszystkim jest najlepsze? - zapytał dumny z siebie - Jestem całkowicie tego świadomy.
Irwin starał się zgubić radiowozy wjeżdżając w najmniejsze ulice. Co chwila skręcał, aby zmylić policję depczącą nam po piętach. Rozpoznawałam niektóre budynki, więc pomagałam mu wyjechać z labiryntu przecznic.
Nie patrząc na progi drogowe**, z rozpędem wyjechaliśmy z mniejszych ulic. Jakimś cudem, zawieszenie wciąż się trzymało. Przecięliśmy główną drogę, wpadając w kolejne ulice, tym razem zapełnione domkami jednorodzinnymi. Ashton od razu skręcił na jedną z szos blisko lasu, aby policja nas nie zauważyła. Pewnym trafem udało nam się całkowicie oderwać od radiowozów.
Ashton zwolnił, gdy zauważył że ilość paliwa znacznie maleje. Jego twarz wyraźnie pobladła, a on sam nie wyglądał na zadowolonego. Walczyłam sama ze sobą, aby nie zapytać co się dzieje, ale ciekawość wzięła górę.
- Coś nie tak?
- Kurwa - przeklnął.
- Hm?
- Zgaduję, że mamy dziurawy bak - oświadczył.
- Co?!
- Pieprzony Ticks... - warknął, uderzając dłońmi w kierownicę - Musimy gdzieś zaparkować.
- Co ma Ticks do tego? - spytałam jeszcze bardziej zaintrygowana jego słowami.
- To jego wóz.
- Co?!
- Hemmings wygrał go w wyścigu. Tak, nielegalnym i jeśli znowu powiesz "CO", przysięgam, że zostawię cię w lesie, który chwilę temu minęliśmy.
Uderzyłam głową o oparcie siedzenia. Wypuściłam z ust powietrze będąc kompletnie załamaną. A więc Ashton zdecydował się oddać mi samochód Ticks'a w dodatku niesprawny. Wątpię, czy w ogóle do niego zajrzał. Skoro nie zauważył uszkodzonego baku, zgaduję że nie.
Odrzuciłam myśli o samochodzie, zastanawiając się co teraz z nami będzie. W końcu mamy zostawić samochód i iść pieszo do.. właśnie dokąd? Mamy spędzić noc w aucie, a może nawet i na ulicy? Ja nawet nie miałam pojęcia, gdzie jesteśmy. Paliwa starczyło nam może na 10 minut jazdy, a do Hurstville było zapewne jakieś osiem godzin. Wpakowaliśmy się w najgorsze bagno.
Ashton zostawił samochód między blokami do których zajechaliśmy. Ukrył go za kontenerami. Oczywiście pudła ze śmieciami nie zakryły wozu całkowicie, ale to zawsze coś. Poprosił, abym zabrała wszystkie swoje rzeczy i zaczekała na niego. Nie mając dokąd pójść, zostałam z chłopakiem mając nadzieję, że on ma jakiś plan. Sam nas w to wpakował.
Ruszyliśmy w drogę po prostu idąc. Nie rozmawialiśmy za dużo. Ashton pytał jedynie o jakieś pobliskie miejsca do noclegu, tyle samo razy ile ja jego. Wzajemnie liczyliśmy, że może któreś z nas wie, gdzie wylądowaliśmy. Zdecydowanie znajdowaliśmy się w jednym z gorszych miejsc, ponieważ Irwin nie mógł nawet złapać zasięgu.
Spędziliśmy na pieszej podróży około godziny. Dochodziła dwudziesta pierwsza, a nasza dwójka nadal błąkała się po ulicach nieznanej nam dzielnicy w poszukiwaniu noclegu. Czułam każdy mięsień w moich nogach. Ból spowolnił moje tempo. Oddalałam się od Ashton'a, dopóki nie zauważył, że mój stan nie należy do najlepszych. Cierpliwie poczekał na mnie, a później pilnował kroku, aby nie stracić mnie ze swoich oczu.
- Daleko jeszcze? - zapytałam marudnym tonem.
- Nie wiem - odparł bezradnie.
- Wiesz chociaż, gdzie jesteśmy?
- Może w Narnii.. - odpowiedział z zamyśleniem.
- Poważnie - wymamrotałam, nie mając siły na żarty.
- No to może Nibylandia..
- Przestań ze mną pogrywać! Gdzie jesteśmy?!
- A kto to kurwa wie?! Wyglądam ci na google maps?! - wydarł się blondyn, zirytowany.
Zatrzymałam się, krzyżując dłonie.
- Jesteś pewny, że mam odpowiadać na to pytanie? - zapytałam, a kąciki moich ust uniosły się.
Prawdę mówiąc, Ashton wiedział o mnie wszystko. Mogłam więc uważać go za google czy encyklopedię, skoro znał mój adres zamieszkania, szpital w którym miałam wypadek, prawdopodobnie miejsce mojego urodzenia i wiele innych rzeczy. Skoro zebrał te informacje, dlaczego miałby nie mieć pojęcia, gdzie się aktualnie znajdujemy?
- Nie wierzę, że uciekaliśmy przed policją - zaczęłam zrzędzić - Do tego znajdujemy się... hm... na jakimś zadupiu, bo komuś zachciało się rajdów, a w dodatku...
- Wiesz Caitlin... - przerwał mi blondyn - Jesteś o wiele atrakcyjniejsza, kiedy nic nie mówisz - stwierdził.
Chciałam odpowiedzieć na tą obelgę, ale powstrzymałam się. Zacisnęłam szczękę, powtarzając w głowie, że Ashton chce mnie tylko sprowokować i powinnam milczeć. W pewnym sensie dałam mu satysfakcję, ponieważ zrobiłam to, o co "poprosił". Nie odezwałam się więcej.
W oddali spostrzegliśmy ogromny, neonowy napis. Widząc nazwę Ballys Motel natychmiastowo pokierowaliśmy się w stronę budynku. Zarówno ja jak i Ashton byliśmy szczęśliwi, że znaleźliśmy miejsce do spania. Robiło się naprawdę późno, a możliwość przeżycia nocy na świeżym powietrzu nie należała do atrakcyjnych. Mimo, że przy moim boku był przestępca, który na pewno przetrwałby w takich warunkach, wolałam spędzić noc w zamkniętym pomieszczeniu niż pod mostem.
Nie był to motel wysokich lotów. Był dość skromny. Wnętrze budynku urządzone było w prosty sposób. Na parterze znajdowała się recepcja, oraz nieduży sklepik, gdzie można było znaleźć różne drobiazgi, a także przekąski. Przy blacie stała starsza pani w beżowo - czarnej sukience i butach na płaskiej podeszwie. Wyglądała na zmęczoną, a także znudzoną. Gdy nas zauważyła, wyprostowała się i poprawiła swoje ubranie. Nerwowo podsunęła do góry okulary spadające z jej nosa, następnie uśmiechając się sztucznie.
Ashton zdjął charakterystyczny kaptur z głowy. Ciągnąc mnie za rękę, wspólnie podeszliśmy do recepcji, gdzie znajdowała się kobieta i oczekiwała na rozmowę z nami.
- Chciałbym wynająć pokój dla dwóch osób z dwoma łóżkami - oznajmił Irwin.
- Przykro mi, ale nie ma u nas takich pokojów - odparła cienkim głosem staruszka, wzruszając ramionami.
- Jak to nie ma? - zapytał blondyn oburzony informacją.
- Wolny jest aktualnie pokój dwuosobowy z jednym łóżkiem.
- Niech mnie pani posłucha... - warknął Ashton, wyciągając powoli broń.
Widząc jego reakcje na słowa kobiety, złapałam go za rękę i powstrzymałam przed wyjęciem pistoletu. Nie chciałam awantury, a już tym bardziej wezwania policji. W dodatku ta pani na pewno miała dość siedzenia i obsługiwania klientów, więc wolałam oszczędzić jej kłopotów.
- Bierzemy - wtrąciłam, piorunując Ashton'a wzrokiem.
Blondyn wsunął broń z powrotem do spodni, spoglądając na mnie znacząco.  Wyjął portfel zadowolony z podjętej przeze mnie decyzji i zapłacił za jedną noc spędzoną w tym motelu.





* - Rozmiar 10/11 to rozmiary amerykańskie, polskie odpowiedniki tych rozmiarów to 45/46, Ashton ma rozmiar buta 11 (informacja z updates)
**- podziękowania dla mojej prawej ręki - horansplash która znalazła tą bogatą nazwę w googlach, ponieważ żadna z nas nie wiedziała jak się oficjalnie nazywają wzgórza spowalniające auta. HAHA!

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 29

Szliśmy ciemną uliczką w ciszy, kierując się na parking. Teren na którym znajdowało się kilka samochodów oświetlały niewielkie lampy, niekiedy rażące po oczach. Jedyne co dało się usłyszeć to szum liści znajdujących się na drzewach. Panował spokój.
Szedłem równo z Michael’em, natomiast Calum i Luke wlekli się za nami. Wiedzieli, co za chwilę będzie miało miejsce, ich twarze mówiły same za siebie. Przerażenie w ich oczach było tak silne, że dotykało nawet mnie. Nie chcieli w tym uczestniczyć, więc po prostu zwolnili tempo i zostawili naszą dwójkę samych, abyśmy ucięli sobie pogawędkę, która od początku nie miała należeć do najmilszych.
- Nie wierzę, że to zrobiłeś - rozpoczął Michael, mówiąc wściekle.
Wywróciłem oczami, chcąc powiedzieć iż znowu zaczyna swoje nudne pouczenia, ale nie miałem na to sił. Wolałem, żeby wygłosił swój pieprzony monolog o tym, jakim jestem idiotą i dał sobie spokój. Zacząłem szukać wzrokiem mojego samochodu, całkowicie ignorując słowa przyjaciela. Liczyłem, że sobie pogada i skończy temat nie zwracając nawet uwagi na to, czy go słucham czy nie.
Michael nie mógł pogodzić się z podjętą przeze mnie decyzją. Szczerze mówiąc, ja również.
Akceptacja żądania Logan’a była impulsem. Sam do końca nie wiem, dlaczego zgodziłem się na wymianę. Działałem pod wpływem chwili i wiem, że popełniłem błąd, ale nie da się go teraz cofnąć. Podczas wypowiadania moich słów myślałem jedynie o incydencie, który wydarzył się dziś. To wszystko zamydliło mój umysł. Przekląłem siebie samego w myślach i ugryzłem się w język, bo tylko tyle mogłem wtedy zrobić. Kompletnie zapomniałem, dlaczego nawiązałem kontakt z Caitlin oraz po co trzymam ją tak blisko siebie. Zrobiłem z siebie kretyna i mam tego świadomość.
- Dobrze wiesz, co Logan chce zrobić z Caitlin! - wydarł się przystając, kiedy ja wciąż szedłem - Irwin, kurwa! - zawołał, zatrzymując mnie - Poświęcisz tyle miesięcy ratowania tej dziewczynie dupy, dla jednej nędznej informacji, która w dodatku może być fałszywa?!
Odwróciłem się, po czym podążyłem w stronę ciemnowłosego. Złapałem skrawki materiału jego kurtki, zaciskając dłonie. Pchnąłem go na mur, zrobiony z szarych cegieł. Moja cierpliwość dobiegła końca. Miałem dość słuchania, jaki to jestem zły i jakie błędy popełniam. Każdy dobrze wiedział, że jedyne na czym mi zależy to odnalezienie sprawcy zabójstwa mojego ojca. Dojdę do tego choćby po trupach. Sam się na to pisał, a teraz nagle podąża uczuciami? Współczuciem dla tej dziewczyny?
Wszedł na naprawdę delikatny i wrażliwy dla mnie temat, przez co sam mnie sprowokował. Nie zamierzałem mu tego odpuścić. Powinien być wdzięczny, że doszło jedynie do szarpaniny, bo mogłem się posunąć jeszcze dalej.
- Słuchaj, Clifford - warknąłem, mierząc go wzrokiem - Sama się w to wpakowała - odparłem - Nikt nie mówił, że wyjdzie z tego cało.
Michael zacisnął swoje dłonie na materiale mojej koszulki, a potem odepchnął mnie od siebie. Z determinacją cisnął pięścią w moją twarz. Cichy jęk wyleciał z moich ust. Pod wpływem uderzenia moja głowa przekręciła się. Ciemnowłosy złapał dłońmi moje ramiona, a następnie rzucił na maskę czerwonego audi. Na całym parkingu rozległ się irytujący dźwięk autoalarmu. Kiedy już chciałem wstać, Michael jeszcze raz położył mnie na auto, ciągnąc mnie później do góry i opierając o boczne drzwi samochodu.
- To ty mnie posłuchasz - syknął - Wróciłeś tu, bo zachciało ci się wyjść z tego bagna. Akcja z rodzicami miała być ostatnią, czyż nie? Uratowałeś tą dziewczynę, co miało być początkiem twojej wielkiej przemiany i co? Znowu wracasz do tego samego? Ona nie jest zabawką, a ty nie będziesz się nią bawił, rozumiesz? Posłałeś ją na śmierć baranie! - krzyczał - Myślisz, że Logan ma coś dla ciebie? Gówno prawda! Jedyne, czego on chce to twojego zniknięcia. Więc lepiej, żebyś miał jakiś plan, bo nie zamierzam znowu staczać się na dno, ani nie zamierzam tobie na to pozwolić, tak samo, jak nie pozwolę ci na krzywdzenie niewinnych osób.
Michael spojrzał na mnie pogardliwie, po czym mnie puścił. Przytknąłem swoją dłoń do policzka, na którym wcześniej wylądowała pięść mojego przyjaciela. Splunąłem na ziemię śliną zmieszaną z krwią. Prawdopodobnie wypłynęła z moich słabych dziąseł. Oboje oddychaliśmy nierówno, próbując się uspokoić, jednak było nam ciężko.
To nie pierwsza sytuacja i zapewne nie ostatnia, która doprowadziła do rękoczynu. Nie raz zdarzało się, że któryś z naszej czwórki obrywał za swoją głupotę. Zazwyczaj ja byłem tym, który zadawał cios, ale tego dnia uległo to zmianie. W pełni zasłużyłem i nie wypieram się tego. Popełniłem błąd, duży błąd za który powinienem był oberwać o wiele mocniej.
Ciemnowłosy przebiegł palcami po swoich włosach, ciągnąc za ich końcówki. Nie spojrzał na mnie więcej Odwrócił się na pięcie i kontynuował drogę do mojego wozu. Zatrzymał się przed nim dosłownie na sekundę, aby powiedzieć ostatnie słowa.
- Wiesz, Ashton… - popatrzył na unoszący się na niebie księżyc - Czasami twoją siłę ukazuje fakt, że potrafisz sobie coś odpuścić, a nie posiadanie broni czy wielkich mięśni - oświadczył.
Patrzyłem jak chłopak wsiada, zaciskając szczękę. Autoalarm, który wciąż dawał o sobie znać doprowadzał mnie do szału. Nie mogłem już dłużej znieść tego dźwięku, zwłaszcza, że byłem wkurzony zaistniałą sytuacją. Uderzyłem nogą agresywnie w oponę, a następnie pięścioma w maskę samochodu, jednak to nie pomogło. Dyszałem, jak po przebiegnięciu maratonu. Miałem trudności ze złapaniem głębszego oddechu. To wszystko zdecydowanie nie było na moje nerwy.
- Stary, w porządku? - spytał Calum, dotykając mojego ramienia.
- A gdzie byłeś wcześniej, durniu? - prychnąłem, zrzucając jego rękę.
Podążyłem za Michael’em. Luke zdecydował się wracać Nissan’em, a Calum postanowił mu towarzyszyć. Żałowałem, że nie zamieniliśmy się osobami towarzyszącymi, bo moja jazda przebiegła w zupełnej ciszy, przez co nie myślałem o niczym innym, jak o Caitlin, mając w dodatku wyrzuty sumienia.
Gdy dojechaliśmy do willi, każde z nas bez słowa udało się do swoich pokojów. No.. może oprócz mnie. Przechodziłem korytarzem, kierując się do swojej sypialni, kiedy ujrzałem uchylone drzwi pokoju gościnnego. Dostrzegłem niewielkie światło wewnątrz pomieszczenia. Stałem przez chwilę patrząc na wejście i myśląc, czy powinienem tam zajrzeć. Miałem nadzieję, że Caitlin nie przyszło do głowy uciec, bo doprowadziłaby mnie tym do białej gorączki. Ostatnią rzeczą, której teraz potrzebuję, to problemy tego typu.
Oparłem dłoń o drzwi, a te odsunęły się, wydając nieprzyjemne skrzypienie. Mała lampka znajdująca się na szafce nocnej była zapalona, a tuż obok na łóżku leżała blondynka. Wyglądało na to, że śpi. Przekroczyłem próg pokoju, podchodząc bliżej, aby sprawdzić czy faktycznie Caitlin zasnęła. Przekonałem się, że miałem całkowitą rację.
Usiadłem na skraju łóżka, przyglądając się śpiącej dziewczynie.
Jej wyraz twarzy był spokojny, wyglądała tak bezbronnie. Opuszkami palców przejechałem po jej policzku, który w niektórych miejscach był mokry; musiała płakać. Jej skóra była miękka, niczym jedwab, nieskazitelna. Była taka piękna, jak mały, słodki anioł. Delikatne, blond kosmyki opadały na jej twarz.
- Przepraszam - wyszeptałem, patrząc na niewinną dziewczynę.
Przykryłem Caitlin kocem, który znalazłem na krześle. Nie przerywając snu, wtuliła się w niego niczym małe dziecko. Uśmiechnąłem się pod nosem, widząc całe zajście. Coraz bardziej było mi jej szkoda. Nie mogłem zrozumieć samego siebie. Dlaczego zgodziłem się na to wszystko? Gdzie miałem głowę? Gdzie był mój rozum? Nigdy sobie tego nie wybaczę.
Jedno jest pewne - rozegram to po mojemu, a Caitlin nie oddam po dobroci.

Caitlin’s POV


Obudziłam się w całkowicie nasłonecznionym pokoju. W końcu zmieniła się pogoda, pochmurne dni odeszły, a nastały te ciepłe oraz słoneczne. Przeciągnęłam się w łóżku, czując się pierwszy raz od kilku dni wyspana. Nie męczyły mnie koszmary, a co lepsze - nic mi się nie śniło.
Męczyło mnie jednak wczorajsze zajście. Nie chciałam wkurzyć Ashton’a, a na pewno nie do tego stopnia. Wiedziałam, że teraz nasze relacje znacznie się pogorszą, chociaż jeszcze przed dniem wczorajszym myślałam, że już gorzej między nami być nie może. Musiałam go przeprosić, aby ulżyć samej sobie. Tkwiły we mnie ogromne wyrzuty sumienia. Są różne typy ludzi, jedni uznają to za naruszenie prywatności, inni nie. Ashton’owi moje wejście do pokoju jego rodziców bardzo przeszkadzało, więc postanowiłam, że będę na tyle mądrą iż ustąpię i wysilę się na słowo “przepraszam”.
Ruszyłam więc z pokoju w poszukiwaniu blondyna, który zapewne nie jest w najlepszym humorze. Zeszłam na dół, gdzie nie było nikogo poza malującą paznokcie Giną. Po wczorajszym wyjściu Ashton’a i jego przyjaciół, myślałam, że ta dziewczyna zagada mnie na śmierć. Opowiedziała mi o swojej znajomości z Irwin’em od początku do końca ze szczegółami. Poznałam całą historię ich romansu, dowiedziałam się jak dobry jest w łóżku, jak szybko doszła podczas seksu z nim, oraz jak cudowny był ich stosunek w samochodzie. Oczywiście, nie wierzyłam w większość z jej opowieści, ponieważ widząc ich relacje mogłam śmiało stwierdzić, że były wyssane z palca, aczkolwiek nie miałam wątpliwości, że na pewno uprawiali seks. Niekoniecznie jednak chciałam znać tego szczegóły.
Wróciłam na piętro, sprawdzając każdy pokój, omijając oczywiście sypialnię rodziców Ashton’a szerokim łukiem. Nie ryzykowałabym ponownego wejścia do tego pomieszczenia. Podróżując po sypialniach, napotkałam śpiących chłopców, a między innymi Luke’a i Michael’a. Nie spostrzegłam jedynie Calum’a. Kiedy dotarłam do ostatnich drzwi, otworzyłam je. W oddali, w progu drzwi balkonowych spostrzegłam siedzącego na zimnych kafelkach Ashton’a, popalającego swoje ulubione Marlboro. Przesiadywał tam sam, wpatrując się w niewielki ogród na terenie posiadłości. Starałam się rozgryźć, czy w ogóle zauważył, że właśnie wtargnęłam do pomieszczenia.
Przeszłam przez cały pokój, który nie był sypialnią Ashton’a, lub po prostu na to nie wskazywał. Wyglądał na zwykły, gościnny pokój, podobny do mojego, różnił się tylko małymi szczegółami.
Miał inny kolor ścian, natomiast rozłożenie mebli było identyczne.
- Ashton - mruknęłam, kiedy stałam tuż obok chłopaka.
- Czego chcesz? - spytał gburowato.
- Chciałam przeprosić, no wiesz.. za wczoraj - rzuciłam, patrząc na niego smutno - Głupio wyszło.. przepraszam, nie chciałam naruszyć twojej sfery prywatności.
- Powinnaś iść - odparł bezinteresownie, jakby nie słysząc moich słów.
- Naprawdę mi przykro - powtórzyłam.
- Tam są drzwi - wskazał palcem, odwracając się i kompletnie ignorując to, co mówiłam.
Zacisnęłam dłonie, patrząc na niego z irytacją. Przyszłam go przeprosić, płaszczyć się przed nim, a on kolejny raz mnie zignorował w dodatku z bezczelnością. Automatycznie zaczęło się we mnie gotować. Ten chłopak przyprawiał mnie o palpitacje serca. Staram się utrzymać z nim minimalnie dobre relacje, ale on sam mi na to nie pozwala.
- Okej, serio?! - zapytałam, znowu formując dłonie w pięści, a za chwile je prostując - Posłuchaj kurwa! - krzyknęłam, a Ashton wstał z miejsca.
- Nie podnoś na mnie głosu - syknął, zbliżając się do mnie.
Było za późno, żebym przejęła się jego ostrzeżeniem. Widziałam już każdy stopień jego wściekłości, więc nie mógł mnie już zaskoczyć.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić - warknęłam, tym razem sama podchodząc do chłopaka jeszcze bliżej. Zmniejszyłam między nami dystans potęgując jedynie złość wiszącą w powietrzu. Nie przejęłam się zbytnio. Tym razem przyszedł czas na odwet, za wszystkie kłótnie, które Ashton rozpoczął i wygrał.
- Nie tylko ty straciłeś ojca. Ja straciłam dodatkowo mamę, ale nie stałam się przez to arogantką, która ma w dupie uczucia innych! - wydzierałam się, kiedy Ashton stał nieruchomo, przyglądając mi się ze zdziwieniem - Obudź się, Ashton, bo nie jesteś do kurwy nędzy pępkiem świata! Może i źle zrobiłam, wchodząc do tego pokoju, ale ty również święty nie jesteś! Nie będę już przypominać ci o tym, jak kilkakrotnie włamałeś się do mojego mieszkania. W dodatku jestem pewna, że robiłeś o wiele gorsze rzeczy, o które w ogóle się nie czepiam! - zakończyłam swój monolog, prawie tupiąc nogą, jak obrażona, mała dziewczynka. Czułam jak skóra moich policzków zaczyna mnie piec. Zgaduję, że byłam cała czerwona na twarzy. Moje ciśnienie znacznie podskoczyło, ale musiałam w końcu powiedzieć co myślę. Naprawdę żałowałam, że naruszyłam jego prywatność, ale nie mogłam znieść jego przesadnej obrazy. Wiele osób na świecie straciło rodzica lub rozdziców i żyje z tym dalej, ten człowiek również powinien zacząć, inaczej straci wszystkich wokół tylko i wyłącznie przez swoje nieodpowiednie nastawienie.
Chłopak spuścił wzrok, gdy zauważył, że czekam na jego odpowiedź. Byłam gotowa na przeprowadzenie ostrej wymiany zdań, ale z tego co zdążyłam zauważyć, to tym razem Ashton nie był na to przygotowany. Zauważyłam, że jest coś, co go dręczy i nie jest w stanie toczyć ze mną kłótni. Najzwyczajniej w świecie odpuścił, zostawiając każdą obelgę w swoich myślach.
Odwróciłam się i skierowałam do drzwi. Nie miałam tu czego szukać. Stwierdziłam, że widocznie tego dnia nie mam możliwości na normalną rozmowę z moim prześladowcą, a także porywaczem. Właściwie, nie miałam możliwości nawet na kłótnię, na nic. Ashton zdecydowanie nie wyglądał na osobę chętną do dyskusji tego dnia. Wręcz przeciwnie - był bardzo aspołeczny, jakby nic go nie interesowało prócz samotności. To było coś dziwnego, niespotykanego.
Widząc jego obojętność i brak zainteresowania również zrezygnowałam z drążenia tematu. Chciałam już opuścić pokój, gdy Irwin nagle mnie zatrzymał.
- Mogę ci zadać pytanie? - usłyszałam za sobą, przez co przystanęłam.
Zgodziłam się, wracając na poprzednie miejsce. Ashton ponownie usiadł, po czym poklepał dłonią płaszczyznę obok. Usiadłam naprzeciwko niego, czekając na pytanie, które właśnie chciał rzucić. Chłopak zastanawiał się przez chwilę, czy na pewno chce ze mną rozmawiać przez co milczał, jednak przełamał się po kilku sekundach i zabrał głos.
- Czy kiedykolwiek czułaś się samotnie, będąc w zatłoczonym pokoju? - zapytał. Wypuściłam powietrze z ust, myśląc nad odpowiedzią, której od razu nie uzyskał. Właściwie mogę uznać, że nawet na nią nie czekał. - Ja tak - odpowiedział sam na swoje pytanie -  Czułem się tak, kiedy każdy sąsiad, albo sąsiadka wytykali mnie palcami, nazywając mordercą własnego ojca.
- Przykro mi - mruknęłam.
- Mi nie - urwał - Nigdy nie wiesz jak bardzo jesteś silny, dopóki siła to ostatnie co ci zostało. Dzięki tym ludziom, właśnie tego się dowiedziałem - oświadczył, zaciągając się papierosem, jak to miał w zwyczaju robić.
- Czy ja mogę zadać ci pytanie? - spytałam, a chłopak skinął - Czy kiedyś zatrzymałeś się i myślałeś nad tym, jak złe jest to, co robisz?
- Tak - odparł - Dlatego właśnie wyjechałem z Sydney.
- A więc nie było cię tutaj?
- Nie. Byłem w Brisbane przez dłuższy czas, wróciłem kilka miesięcy temu - objaśnił blondyn - Masz jeszcze jakieś pytania? - zapytał, kiedy przez dłuższy czas milczałam, próbując wszystko połączyć w jedną całość.
- Czy to wszystko.. czy to się kiedyś skończy? - zapytałam nieśmiało, bojąc się reakcji Ashton’a.
Ten zaś uśmiechnął się pod nosem, po czym spojrzał w niebo zapadając w głębokie myślenie. Zastanawiałam się, czy ma wahania aby powiedzieć mi prawdę, czy może myślał o czymś zupełnie innym. Był całkowicie rozluźniony, a nawet rozbawiony, jakby coś sobie przypomniał. Moje serce zabiło dwa razy mocniej, rozmyślając nad tym, co za chwilę odpowie mi Ashton. Bałam się usłyszeć odpowiedź “Nie”. Brak powrotu do mojego zwykłego, szarego życia byłby dla mnie katorgą. Nie wyobrażam sobie jazdy z Hurtsville do pracy, a po pracy powrotu w towarzystwie któregoś z ludzi Ashton’a jako pewnego rodzaju eskorty. Nie wyobrażam sobie również mieszkania w domu Irwin’a całe życie, będąc non stop pod jego okiem, nie posiadając własnego kąta, żyjąc z osobami z którymi wcale nie chcę żyć. To właśnie dlatego nie byłam do końca pewna, czy chcę tej odpowiedzi, ale skoro zapytałam, to pewna część mnie na pewno jej pragnęła.
- Zabawne, zdawało mi się, że zadasz inne pytanie..
- Jakie? - spytałam zdziwiona, a zarazem ciekawa jego odpowiedzi.
- Na przykład, czy lubię Eminema - chłopak ledwo wykrztusił z siebie te słowa, tłumiąc śmiech. Po chwili pozwolił mu swobodnie wylecieć ze swych ust. Siedziałam nieruchomo, patrząc jak rozbawiony Ashton prawie wala się po ziemii ze śmiechu. Po kilku minutach kąciki moich ust same z siebie uniosły się, przypominając sobie całą historię z samochodu. Blondyn natomiast nie mógł się opanować. Zakrywał usta dłońmi, aby chociaż trochę się uspokoić, ale moje słowa naprawdę go bawiły. Wywróciłam teatralnie oczami, a potem uderzyłam go łokciem w ramię. Irwin kilka razy kaszlnął, spoglądając na mnie, ale widząc moje piorunujące spojrzenie spuścił głowę, dochodząc do absolutnej powagi i bawiąc się palcami dłonii. Sprawiał wrażenie zdenerwowanego. Wiedziałam, że za moment coś z siebie wykrztusił i miałam rację.
- Przepraszam - mruknął.
- Za co?
- Za wszystko - wyszeptał blondyn, co całkowicie mnie zszokowało. Po raz drugi w ciągu naszej znajomości usłyszałam to słowo. Kompletnie nie wiedziałam jak się zachować, mając świadomość, że to właśnie od niego usłyszałam znowu przeprosiny. - Spieprzyłem ci życie - wyrzucił z siebie, wzdychając.
- Nie jest najgorzej - odparłam.
- A co uważasz za najgorsze? - prychnął - Wiesz, co miałem ochotę ci zrobić, kiedy stałaś tak po prostu w pokoju moich rodziców? O niczym innym nie myślałem, jak o wyrządzeniu ci krzywdy - oświadczył z obrzydzeniem, ale nie ze względu na mnie tylko na siebie. Wyraźnie było mu głupio, albo po prostu źle czuł się z tym, co zaszło wczorajszego dnia.
- Ale mnie nie skrzywdziłeś, to się liczy - powiedziałam, akcentując ostatnie słowa. Dotknęłam dłonią jego ramienia, a następnie je pocieszająco pocierając.
Sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Może po prostu było mi go szkoda? Może odczuwałam, że faktycznie było mu przykro? Wciąż miałam wątpliwości, a w mojej głowie nadal tkwiła myśl, iż jest to kolejny podstęp Cienia. Mimo, że brzmiał dość wiarygodnie, nawet to nie pozwalało mi ufać mu bezgranicznie. Rozum zdecydowanie zabraniał mi zatracenia w swej wierze, jednak serce podpowiadało, że chłopakowi jest w tej chwili naprawdę ciężko i ma świadomość swoich błędów. Wiem jaką krzywdę wyrządziła Irwin’owi społeczność, ale nie mogę zapomnieć o przestępstwach, których się dopuścił.
Nie wiem sama, co powinnam myśleć. Ciężko mi zrozumieć tego człowieka, ciężko jest mi z nim żyć czy nawet rozmawiać. Czuję ogromną pustkę, niewiedzę. Nie wiem co jest prawdą, a co kłamstwem. Za każdym razem muszę być ostrożna na to, co robię lub co mówię. To mnie irytuje.
Zabrałam swoją dłoń, kiedy głowa Ashton’a zwróciła się w moją stronę, spoglądając również na gest, do jakiego się posunęłam. Przełknęłam nerwowo ślinę, po czym splotłam swoje dłonie, kładąc je na uda. Ścisnęłam palce mocno, jakbym chciała zadać sobie ból, za karę. Nie powinnam była go w ogóle dotykać.
Kurczowo trzymałam ręce blisko siebie, aby po raz kolejny nie zrobić czegoś głupiego. Chłopak ponownie odwrócił się w kierunku nieba i ciężko wdychając powietrze, oglądał je.
Było bezchmurne, całkowicie błękitne niczym najczystszy ocean. Szybujące po nim ptaki ozdabiały ten idealny, piękny obraz trwającej wiosny. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu rozkoszując się tym widokiem i rozmyślając. Sądzę, że zastanawialiśmy się nad tym samym, ale żadne z nas nie umiało rozmawiać o tym na głos. To był jeden z naszych problemów. Wszystko byłoby o wiele prostsze, gdybym była doinformowana. Mogłabym pomóc, przedyskutować z nim parę kwestii, coś zmienić. Nasza znajomość na pewno wyglądałaby zupełnie inaczej, jednak Ashton całkowicie zablokował dostęp do siebie. Był skryty, zamknięty w sobie, nie zamierzał się nawet otworzyć, a przynajmniej nie na mnie.
Uznałam, że nie ma sensu dalej siedzieć w ciszy. Wstałam z miejsca i ostatni raz zerknęłam na Ashton’a, a następnie na ogród. Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym przekroczyłam próg drzwi balkonowych. Zatrzymałam się, a swój wzrok przeniosłam na blondyna. Zawołałam go, a ten odwrócił się, spoglądając na mnie smutno.
- Jestem pewna, że znajdziesz sprawcę śmierci ojca i wszystko wyjaśnisz - powiedziałam pogodnie.
- Skąd wiedziałaś, że o to mi chodzi?
- Intuicja - mruknęłam, posyłając chłopakowi uśmiech.
Pozbawiając nas niezręczności, ruszyłam do drzwi prowadzących na korytarz piętra domu. Ciągnęłam już za klamkę, gdy tym razem Ashton zawołał mnie, zatrzymując.
- Gdybyś ty miała podobną sytuację ze śmiercią rodziców… gdyby ktoś ich zamordował, a ty miałabyś możliwość poznania tego skurwiela, ale musiałabyś poświęcić swój czas, pewne rzeczy… osoby… co byś zrobiła? - usłyszałam zza swoich pleców.
- Ruszyłabym dalej - odpowiedziałam - Nie wrócę im życia, a próbując się mścić mogę skrzywdzić innych - dokończyłam swoją wypowiedź, patrząc na zrezygnowanego chłopaka.
Ashton sprawiał wrażenie toczącego w sobie walkę. Wydawało mi się, że zastanawia się nad dokonaniem wyboru, a to naprawdę go dobijało. Zapewne był między młotem, a kowadłem, bo bez przyczyny nie zadałby takiego pytania. Odpowiedziałam na nie szczerze, powiedziałam co myślę. Na miejscu Ashton’a naprawdę odpuściłabym sobie pościg za mordercą jego ojca. On na pewno nie chciałby, aby jego syn wylądował w więzieniu za jakiekolwiek zabójstwo. Swoją zemstą Ash pogorszy tylko sytuację. Czy nie lepiej po prostu powiedzieć “dość” i zacząć żyć?
- Naprawdę kibicuję ci, abyś wyrównał rachunki z winowajcą, skoro bardzo tego chcesz, ale uważam, że powinieneś po prostu odpuścić - poradziłam.
Blondyn skinął głową, akceptując, a raczej przyjmując do wiadomości moje zdanie.
~*~
Nadchodziło południe. Wszyscy byli zabiegani, jakby miało stać się coś ważnego. Nikt nie zwracał uwagi na to co robię ani co mówię. Jedyną osobą mającą dla mnie czas była Gina, a jej towarzystwo zdecydowanie mi nie odpowiadało. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego.
Dziewczyna siedziała w swoim pokoju, na parapecie. Brunetka słuchała głośno muzyki, prostując przy tym swoje włosy. Była ubrana w czarną ramoneskę, zwykły t-shirt z nadrukiem oraz czarne spodnie. Prawdopodobnie gdzieś wychodziła, bo przedtem widziałam ją w szarych, znoszonych dresach i rozczochranych włosach, a teraz zdecydowanie się szykowała.
Miałam ochotę śmiać się na cały dom, kiedy Gina stroiła się do lustra, robiąc przy tym różne miny. Nie chciałabym jej obrazić, ale fakt faktem - zachowywała się, jakby szła do burdelu, jedynie strój nie pasował do klimatu tego miejsca.
Nie mogłam dłużej jej oglądać, działało to na mnie zbyt negatywnie. Przedostałam się do swojego pokoju, skąd zabrałam torebkę. Znalazłam swoją starą, dżinsową kurtkę i wcisnęłam ją na siebie. Ledwo mi się to udało, ponieważ była już trochę za mała, jednak miałam do niej zbyt wielki sentyment. Przypominała mi o dniu przed wypadkiem, właśnie wtedy ją nosiłam na sobie.
Wraz ze swoimi rzeczami zeszłam na dół, gdzie miałam czekać na Ashton’a. To właśnie z nim dzisiaj jechałam do pracy. Odwoził mnie, ale nie wracał później do Hurstville. Postanowił pooglądać mnie w czasie roboty, a przy okazji pograć trochę w bilard i pozałatwiać kilka spraw na mieście - tak właśnie to ujął. Po części czułam dyskomfort, a zarazem zdenerwowanie, bo nie oznaczało to niczego dobrego, jednak odepchnęłam od siebie złe myśli. To Ashton Irwin, po nim można się przecież wszystkiego spodziewać. Gdybym była w niebezpieczeństwie, dałby mi to do zrozumienia, nieprawdaż? Właśnie, mogłam myśleć o BEZPIECZEŃSTWIE jakie zapewnia mi Irwin, lub sprawia tego pozory. Czego więc miałam się obawiać? Jak na razie nie zanosi się na to, aby pragnął mojej śmierci. W sumie.. wracając do przeszłości, zdarzyło mu się to tylko i wyłącznie raz, dość niedawno. Sądząc po jego zmianach nastroju, odrzucił już tą myśl.
Wyszłam przed dom, niecierpliwiąc się. Czekałam już kilkanaście minut. Ashton rzadko się spóźniał, co tylko spotęgowało moją irytację, zwłaszcza, że byłam pewna iż nie dojedziemy na czas.
Gdy znalazłam się na zewnątrz, ujrzałam czarny, połyskujący samochód, kompletnie nie przypominający mojego Volvo. Otworzyłam oczy szerzej, myśląc, że śnię. Nigdy wcześniej takie piękne auto nie znajdowało się w pobliżu mojej osoby, no chyba, że mówimy o wystawach. Zaklęłam w myślach widząc takie bóstwo przed sobą. Ten wóz był wręcz idealny.
Ashton oparł się o maskę samochodu, szeroko uśmiechając. Skrzyżował swoje ręce, oglądając moją zszokowaną twarz. Jestem pewna, że już zdążył zauważyć ten szaleńczy błysk w oku na widok takiego cuda. Zastanawiało mnie tylko jedno... Czy to oznaczało, że dzisiaj będziemy jechać tym wozem? Naprawdę?
- Gdzie.. gdzie.. moje volvo? - wydukałam nie odrywając wzroku od auta.
- Z brzydkiego kaczątka w łabędzia - oznajmił - Wybacz, ale twoje volvo s40 poszło na złom, przedstawiam BMW Concept Gran Coupe.
- Żartujesz? To moje auto?! - pisnęłam podekscytowana, poczynając obchód samochodu.
Blondyn skinął.
Podarował mi auto, auto za prawie czterdzieści kawałków! Nadal nie mogłam w to uwierzyć! Zastanawiałam się przez moment, czy ten wóz nie jest kradziony, ale to było wręcz niemożliwe. Przypomniałam sobie, gdy Gina mówiła, iż dom należał do rodziców Ashton’a, więc prawdopodobnie jego ojciec zapisał mu w testamencie coś więcej niż tylko to. Ten chłopak musiał być naprawdę cholerym milionerem.
- Taki mały prezent, to nic wielkiego - wzruszył ramionami.
Nic wielkiego? Dla niego samochód wartości czterdziestu tysięcy to nic wielkiego? Moje Volvo było za jakieś cztery tysiące, a do tego było używane! Odkładałam na nie pieniądze przez jakieś sześć miesięcy! A teraz nowe BMW jest moje? Chyba śnię!
- Nic wielkiego?
- Oh błagam cię - prychnął - W garażu mam jeszcze Skyline’a, Porsche i parę innych nowych sztuk - oznajmił, a moje oczy tylko się zwiększały. Myślałam, że żartuje.
Rzucił w moją stronę kluczyki, które ze zwinnością złapałam. Od razu wsiadłam do samochodu, aby zobaczyć go od środka. Siedzenia wyłożone były skórą w kolorze beżu. Cały panel był czarny. Samochód posiadał automatyczną skrzynię biegu, ogrzewanie, a także klimatyzację. Czułam się jak w jakimś programie, w którym robią z ludzi żarty. Byłam pewna, że ktoś wyjdzie z kwiatami, a potem oznajmi, że zabiera moje upragnione auto.
Sama w sobie czułam się źle, siedząc w tak… bogatym wozie. Ten samochód dużo kosztował, dużo wymaga, a w dodatku nie dołożyłam się do jego kupna. Nie jestem źle wychowana. Skoro nie dałam na niego pieniędzy, nie mogłam go także posiadać.
- Ja.. ja.. nie mogę tego przyjąć - wyjąkałam.
- Więc po prostu je ode mnie pożycz, oddasz kiedy będziesz chciała - powiedział Ashton, siadając na miejscu pasażera.
Uśmiechnęłam się do blondyna, a ten mi zawtórował. Nasze oczy po raz pierwszy spotkały się na dłuższą chwilę. Wpatrywałam się w duże, piwne tęczówki Irwin’a, które ewidentnie lśniły. Nigdy nie widziałam tak pięknego błysku w oku. Mijała sekunda za sekundą, a my nie odrywaliśmy od siebie wzroku. W końcu jednak ten moment musiał nastąpić, a gdy oboje się ocknęliśmy, Ashton wymamrotał speszony - No odpalaj, chcesz się spóźnić kurwa?
Około godziny osiemnastej znaleźliśmy się pod pub’em ciotki Eleanor. Zaparkowałam równo nowe BMW, ale w innym miejscu na parkingu. Nie chciałam, aby każdy widział czym dzisiaj przyjechałam. Ciotka od razu zauważyłaby, że coś jest nie tak. Sama nie zarobiłabym na takie auto przy mojej marnej pensji. Zamartwianie nie wyjdzie jej na zdrowie, więc tym bardziej musiałam je ukryć o wiele dalej.
Gładziłam opuszkami palców kierownicę, bijącą świeżością. Wcale nie miałam ochoty wysiadać z tego magicznego samochodu. Co więcej, Ashton musiał wyciągać mnie z niego praktycznie siłą, obiecując, że będę nim jeszcze jeździć długi czas. Postanowiłam zaufać mu w tej sprawie i opuściłam pojazd, ale z ogromnym smutkiem. Ten wóz był dla mnie niczym dziecko, którego nie chciałam zostawić w samotności. Dodatkowo blondyn zabrał mi kluczyki, bo przecież miał zamiar załatwiać pewne sprawy.
Udałam się więc do baru bez samochodu, jedynie z optymistycznym nastawieniem i nadzieją na spokojny wieczór.
Zazwyczaj mam przeczucia, że dane dni będą naprawdę do bani. Tego dnia widocznie “zepsułam się”, bo nie byłam w ogóle świadoma, co się szykuje.
Ashton otworzył przede mną drzwi. Przekroczyłam próg baru, automatycznie żałując swojego czynu. Stojący przy samym barze Dan wraz z Cassie jako pierwsi rzucili mi się w oczy. Wiedziałam, że to nie będzie dobry wieczór, zwłaszcza, jeśli są razem. Wzięłam głęboki wdech. Musiałam zmierzyć się z obojgiem, co było dość trudne, zwłaszcza, że ja byłam jedna. Ashton nie przejął się ich obecnością. Zawiadomił mnie jedynie, co zamierza robić i o której wyjdzie. Podążył do stołu bilardowego, rozpoczynając grę. Ja natomiast ruszyłam do znajomych, przygotowując się na małą wojnę. Prawdopodobnie nie przyszli do pub’u bez powodu, co jeszcze bardziej mnie martwiło. Gdy tylko wzrok mój, jak i mojej przyjaciółki spotkały się, przez moje ciało przeszły dreszcze. Zmierzyłyśmy się wzajemnie wzrokiem, mówiąc sobie tym samym, że musimy wiele wyjaśnić.
- A więc to prawda? - spytała Cassie, widząc mnie i Ashton’a razem.
- O czym ty mówisz i w ogóle co tutaj robisz? - odpowiedziałam pytaniem.
- Ty i Cień, jesteście ze sobą - stwierdziła, patrząc z przerażeniem.
- Co?! - pisnęłam.
Pociągnęłam brunetkę za ramię, przechodząc z nią na zaplecze baru.
- Dan powiedział, że ty i on… jesteście parą - oświadczyła.
Wywróciłam oczami. Dan był na tyle głupi, aby poskarżyć się Cassie, licząc, że ona odciągnie mnie od Ashton’a. Mogłam to przewidzieć. Sama dziewczyna stwierdziła, że nie była w stanie mu uwierzyć i nawet tego nie zrobiła, bo znała moją wcześniejszą sytuację związaną z Irwin’em. Nie zmieniało to faktu, że Dan posunął się za daleko.
- Więc, nie. Nie jesteśmy ze sobą. Ashton mi pomaga - popatrzyłam na brunetkę z politowaniem - Jak w ogóle mogłaś tak chociaż przez moment pomyśleć Cassie?
- W takim układzie lepiej się zmywajcie.
- Co? Dlaczego? - uniosłam brwi, będąc zaciekawioną jej stwierdzeniem.
- Bo nadopiekuńczy Danny zadzwonił po policję tuż po waszym wejściu - oznajmiła brunetka.
Jedno wiedziałam na pewno. Ashton mnie zabije.CHAM!!!

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 28

*Uwaga! Rozdział zawiera dużą ilość wulgaryzmów.*

ASHTON'S POV.

Nie mogłem powstrzymać emocji, które mną targały. Byłem w szale, wściekły i rozczarowany zachowaniem Caitlin. Ten pokój był dla mnie czymś więcej niż tylko czterema ścianami. To było miejsce moich rodziców, pomieszczenie w którym miałem możliwość poczuć ich bliskość, która już dawno odeszła w niepamięć. Tu pozostały wszystkie wspomnienia z nimi związane, a zwłaszcza z moją matką, która wyprowadziła się tuż po tym jak zostałem oczyszczony z zarzutów. Wynosząc się, nie zabrała ani jednej rzeczy z domu poza ubraniami. Pozostawiła dom, a także mnie. Wszystko zostało tutaj. Zamknęła pewien dział w którym nie znalazła miejsca dla swojego syna. 
Ściskałem ręce Caitlin, utrzymując ją w bezruchu. Płakała, krzyczała, łkała... ale nie miało to dla mnie w tej chwili największego znaczenia. Nikt nie postawił swojej wścibskiej nogi w tym pokoju, nikt oprócz niej. Miałem ochotę sprawić jej ból, aby poczuła to, co ja w tej chwili. W mojej głowie widziałem tyle możliwości. Próbowałem powstrzymać swoje okropne myśli, ale gdy tylko powracał obraz blondynki sięgającej po ramkę ze zdjęciem moich rodziców, złość narastała. To miało zbyt wielkie znaczenie, abym mógł odpuścić. 
Moja skóra płonęła, a serce biło niczym szalone. Dziewczyna próbowała się wyrwać, jednak na marne, byłem dla niej zbyt silny. Na jej nadgarstku pojawiły się blizny od mojego uścisku, które na pewno szybko nie znikną. Rozglądała się z przerażeniem po pokoju, szukając jakiejś broni, którą mogłaby mnie obezwładnić czy pomocy. Mój ciężki oddech obijał się o jej ciało, pozostawiając ciepłe ślady. Cały drżałem, zupełnie jak ona. Przez dłuższy czas ignorowałem jej prośby i błagania, blokowałem ich dojście do mojej głowy. 
Gdy jednak moje ciemne jak noc oczy spotkały się z jej przepełnionym smutkiem spojrzeniem, usłyszałem ją.
- Ashton, proszę, nie krzywdź mnie - jej słowa odbiły się niczym echo. 
Powoli rozluźniałem uścisk przypominając sobie wszystkie chwile spędzone z Caitlin, a także wszelkie informacje o niej. Nie chciałem jej zrobić krzywdy, nie chciałem niczego złego. Moje emocje wzięły górę, to był impuls. Postanowiłem ją chronić, a teraz sam zacząłem stwarzać niebezpieczeństwo. Ona była taka niewinna, bezbronna... cholera, dlaczego tak zareagowałem?
Nie spostrzegłem, kiedy w pokoju pojawił się Michael. Zabrał moje ręce z Caitlin, przenosząc je za moje plecy i ściskając. Nie opierałem się, jak zazwyczaj, kiedy mój przyjaciel starał się opanować sytuację. Przepchnął mnie na drugą stronę pokoju, aby zwiększyć dystans pomiędzy mną a dziewczyną. Stanął naprzeciwko nas, upewniając się, że nic więcej się nie wydarzy.
- Wyjdź, Caitlin - rozkazał blondynce, gdy ta przejeżdżała opuszkami palców po swoich nadgarstkach, na których zostawiłem obrażenia.
- Ale... 
- WYJDŹ DO CHOLERY! - wydarł się na dziewczynę, a ta od razu wybiegła z pokoju. 
Ledwo łapałem oddech. Chodziłem od ściany do ściany próbując się uspokoić i zapomnieć o tym, co właśnie miało miejsce. Nie potrafiłem. Kurwa, nie na tym mi zależało, nie chciałem żeby tak wyszło, ale sama mnie do tego zmusiła! Mogła się nie pchać do tego pokoju! Jej przeklęta ciekawość! Byłem w stanie ją zabić! 
- Czy ciebie popierdoliło stary?! - Michael zwrócił się do mnie.
Nie odpowiedziałem. Podszedłem do drzwi i uderzyłem w nie pięścią, aby cała adrenalina i złość mogła ze mnie zejść. Kopnąłem w nie z całej mojej siły, a następnie ponownie uderzyłem płaskimi dłońmi. Powtórzyłem kilka razy wszystkie czynności, dopóki białe, drewniane drzwi nie wyleciały z zawiasów i nie runęły na ścianę. Gdy to się stało, oparłem się o framugę, dysząc. 
- Nie mogłem się powstrzymać, ona tu weszła i... coś we mnie strzeliło, dostałem furii, rozumiesz? Wiesz, ile to miejsce dla mnie znaczy, Mike, doskonale o tym wiesz do kurwy nędzy! - krzyczałem, nie mogąc się uspokoić. 
- Wiem, Ash, spokojnie - mówił łagodnie, a jego dłoń znalazła się na moim ramieniu - Ale... zapanowałeś nad sobą..
- Nie mam pojęcia jak to się stało - powiedziałem, przeczesując ręką swoje włosy - Gdy popatrzyłem w te oczy pełne bólu, poczułem coś, coś dziwnego...
- Żal?
- Nie, nie potrafię tego określić... - wymamrotałem - Kurwa, czemu ta kretynka tutaj weszła...
- To nie jej wina, nie pokazaliśmy jej całego domu, Ashton.
- Gówno mnie to obchodzi! Nie musiała widzieć całości! Na co jej to? Ma siedzieć w swoich pieprzonych czterech ścianach i mi nie przeszkadzać, jasne?!
Michael pokręcił głową niezrozumiale. 
- Irwin, zależy ci na niej, w głębi duszy, gdzieś tam w środku ciebie, dobrze o tym wiesz, tylko jeszcze nie umiesz tego przyznać.
- Co ty pieprzysz? - spytałem oburzony - Dobrze, wiesz, że mam ją w dupie.
- Ta? Więc po co nadal ją chronisz?
- Bo Logan jej chce, jasne? Tylko dlatego!
- Pewnie, mów mi jeszcze - parsknął.
- Oh, zamknij się Clifford. Mamy teraz większe problemy. Dostałem cynk, że Hemmings będzie się dziś ścigał z Ticks'em - oznajmiłem, podrzucając telefonem.
- Luke? To niemożliwe, skąd on miał kontakt z Connor'em?
- Właśnie, to jest nasza mała zagadka, mordeczko - klasnąłem ochoczo w dłonie - Ale jeśli ten sukinsyn przegra jedno z moich aut... osobiście wykopię mu dół - zagroziłem dość poważnie - Zwijamy się - zarządziłem, chcąc opuścić już pokój. Zatrzymałem się w progu, oglądając drzwi oparte o ścianę. - Przy okazji powiedz Ginie, żeby wybrała się na małe zakupy i załatwiła nowe drzwi.
***

Miejsce wyścigu jak zwykle było to samo. Hurstville nie należało do wielkich miasteczek, posiadało tylko kilka ostrych zakrętów czy interesujących skrzyżowań. Minusem tego miejsca był niewielki ruch, przez co jazda mogła być nudna. Adrenalina wśród kierowców nie działała tak, jak powinna. Kiedyś wyścigi tutaj były codziennością, ale odkąd mój głos, oraz Logan'a ucichł, zaprzestano jazd. Ludzie od dawna czekali na takie widowisko. Krzyki, gwizdy, oklaski - to była największa motywacja dla osób startujących w tej rzeźni. Żadnych zasad, tylko ty, auto i wygrana. Zwycięzca zabierał wóz przegranego, a to oznaczało ogromną porażkę dla tego, który dał się wyprzedzić. Nikomu nie życzyłem utraty samochodu, ale cóż... każdy musiał kiedyś przegrać. Dopiero wtedy możesz uczyć się na błędach i małymi kroczkami dojść na podium. 
Latarnie oświetlały jezdnię. Było naprawdę zimno, a w dodatku ciągle padał deszcz. Warunki nie były dogodne, ale dzięki nim wyścig stawał się jeszcze ciekawszy. Osobiście uwielbiałem taką pogodę. Pulsująca coraz szybciej krew w żyłach za każdym razem, gdy nic nie widząc wyprzedzałem jadące przede mną auta dawała mi ogromną satysfakcję. Zrozumie to jedynie prawdziwy kierowca, który czuje niezwykłą więź ze swoim samochodem, nikt inny.
W oddali spostrzegłem Luke'a stojącego przy jednym z najlepszych wozów, jakie kiedykolwiek mogłem zdobyć. Nissan Skyline R34 - auto wygrane w Melbourne. Japończyk, który wcześniej był jego posiadaczem niestety nie dojechał nawet do mety. Pech sprawił, że jego nitro niestety nie działało, a dodatkowo miał dziurawy bak. Ogarnęła mnie wtedy przykrość, ze względu na pech dzieciaka, ale po pięciu minutach, kiedy dotarło do mnie, że to cacko za chwilę będzie w moich władaniach, żal zniknął, a pustkę zapełniło wielkie szczęście. Dbałem o ten wóz, jak o własne dziecko. To była perełka, którą miałem w posiadaniu zaledwie dwa lata i nie chciałem stracić. 
Luke dokonał dobrego wyboru, ale nie byłem przekonany czy on jest odpowiednią osobą do sterowania taką maszyną. Blondas sam puścił się na głęboką wodę, kompletnie nie wiedząc w co się pakuje. To akurat nie dziwiło mnie w żadnym wypadku. Lucas Hemmings był zwyczajnym idiotą, a do tego wariatem. Najpierw robił, dopiero potem zabierał się za myślenie.
Hemmings był najmłodszym z naszej ekipy. Calum był starszy od niego o kilka miesięcy, ale poziomem inteligencji zdecydowanie się różnili. Hood mógł pochwalić się większą dojrzałością, a przynajmniej zachowywał pozory. Luke natomiast wyrobił sobie opinię typowego szczeniaka, nie mającego pojęcia o niczym i którego łatwo wyprowadzić z równowagi. Jestem przekonany, że to właśnie z tego powodu podjechał pod linię startu, aby się ścigać. Dał się sprowokować Ticks'owi, a w akcie "zemsty" wyzwał go lub zgodził się na pojedynek. Jeśli to nie jest wyrazem głupoty, to nie mam pojęcia, co może nim być. 
Razem z Clifford'em podeszliśmy bliżej, odnajdując w tłumie Calum'a. Brunet trzęsł się z zimna, ubrał się dość letnio. Założył na siebie jedynie t-shirt z logiem All Time Low, a do tego czarne, przetarte spodnie. Vansy, które miał tego dnia na nogach, już dawno mu przeciekły, jednak nie zdawał się tym przejmować. Kosmyki jego czarnych jak smoła włosów przykleiły się do jego twarzy, po której spływały krople deszczu. Wpatrywał się w poczynania Luke'a z wymalowanym zmartwieniem na twarzy. Blondyn sprawdzał opony w samochodzie, po czym zajrzał pod maskę, aby mieć świadomość z czym ma do czynienia. Cała nasza trójka obserwowała to, modląc się, aby młody Hemmings nie zrobił z siebie pośmiewiska. 
Poklepałem po plecach Calum'a, stojąc tuż obok niego. Nie dało się nie zauważyć, że najlepszy przyjaciel, a nawet "brat z innej matki" Luke'a nie był zachwycony jego decyzją. 
- Z Ticks'em? - spytałem, spoglądając w przestrzeń.
Calum przytaknął niezadowolony. 
- Wiesz, że to jego decyzja? 
- Wiesz, że nie da rady? - prychnął Hood, patrząc na mnie pogardliwie - Ashton, serio? W bajki wierzysz? To Luke, pierwszy raz w R34, nie jeździ tak jak Ty.
- Nie wiesz, co ten wóz potrafi - odparłem, uśmiechając się pod nosem - Luke może wygrać ten wyścig z palcem w dupie, jeśli tylko trochę się wysili. 
- Oszczędź sobie, Irwin - usłyszałem za moimi plecami. Odwróciłem się, gdy z tłumu wyszedł nie kto inny, jak Logan Fletcher wraz ze swoją żałosną świtą. Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Był tak bardzo pewny siebie. Niczego innego nie można było się po nim spodziewać. Zlustrował wzrokiem mnie, a następnie moich przyjaciół i prychnął pogardliwie. Wyjął z kieszeni swoich spodni paczkę Marlboro. Wyciągnął z niej jednego papierosa, wsadzając go w usta. Podpalił szluga zapalniczką, po czym wciągnął do swoich płuc nikotynę. Jestem pewny, że w głowie zadawał sobie liczne pytania, po co tu przyjechał, skoro i tak jest wielkim władcą Sydney. Kretyn, myśli, że od tak można sobie przejąć miasto. - Lepiej już się pogódź ze stratą Nissan'a. 
- Hm.. - mruknąłem, spuszczając głowę. Ten człowiek zdecydowanie nie wiedział, co i do kogo mówi. Mój stary przyjaciel miał za wysokie mniemanie o sobie, a w dodatku uważał mnie za idiotę. Za dobrze znałem Luke'a, a także ten samochód, żeby martwić się o tą całą rozgrywkę. - Skoro jesteś taki pewny, podwajam stawkę - zwycięzca bierze dwa auta. Bez osoby towarzyszącej - ogłosiłem, a przez publikę przeszedł zszokowany jęk, niczym echo, a za moment gromkie brawa przeplatane z okrzykami. Podniosłem jedną brew, unosząc głowę i patrząc prosto w oczy Logan'owi. Wyprostowałem się, krzyżując ręce w oczekiwaniu na jego odpowiedź. Zaproponowałem widowisko, na które od dawna czekał, więc liczyłem, że się zgodzi. Jak zwykle, miałem rację.
Logan nie miał wątpliwości. Jego przekonanie, iż ten wyścig jest jedynie formalnością był podstawowym błędem. Za bardzo przewyższał swoje możliwości, a także Ticks'a. Ja natomiast znałem swoich ludzi oraz przyjaciół na wylot i wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić. Może Calum nie miał tyle zaufania do jazdy Hemmings'a, ale ja nie raz byłem świadkiem jego popisów. Chłopak często wykorzystywał okazję, aby wkraść się do garażu i wypróbować nowe auta. Szło mu naprawdę dobrze, więc czemu miałbym nie dać mu szansy? 
Tłum rozpoczął skandowanie, gdy tylko oba samochody znalazły się na linii startowej. Ticks szczerzył się, jakby już wygrał oba moje wozy, mimo, że wyścig nawet się nie rozpoczął. Dupek, strasznie działał mi na nerwy. Oczy świeciły mu się, jak podczas wygranej w totka. Liczył na zwycięzstwo, ze względu na swoje Porsche 918. Niedoczekanie tego pchlarza, wygrana przejdzie mu koło nosa. Możesz mieć najlepszy samochód na świecie, ale jeżeli nie masz umiejętności... nawet najnowocześniejszy sprzęt ci nie pomoże. Muszę przyznać, że moim największym marzeniem, był solidny wpierdol dla tego gościa. Nikt nie działał mi na nerwy tak, jak on.
Wszyscy byli podekscytowani i ciekawi wyniku, zwłaszcza, że stawka była tak wysoka. Stałem przy samochodzie, czekając aż Luke dokończy jego przegląd. Kiedy to się stało, podszedł do mnie, a ja uścisnąłem blondyna i szepnąłem mu do ucha.
- Posłuchaj szczeniaku, zapierdole cię, jeśli przegrasz ten wyścig rozumiesz? - zapytałem cicho, a mój przyjaciel skinął przerażony. Zaśmiałem się. - A teraz parę rad. Czekaj z nitro, pamiętaj, nigdy za wcześnie, a także za późno i nie daj się wytrącić z równowagi, koncentracja najważniejsza. Wycisz się, cały umysł, wsłuchaj w silnik i skup się na drodze. Tylko to ma się dla ciebie liczyć, Hemmings. Ty, auto i prędkość macie być jednością. Ustal sobie granice, jedynie po to, aby je przekraczać.
- Dzięki, Irwin - mruknął.
- Znam twoje możliwości, skop temu fiutowi dupsko - powiedziałem, szczerząc się i ściskając dłoń blondiego. Ten odpowiedział mi uśmiechem, a po chwili zajął miejsce w samochodzie, począwszy od rozgrzania silnika. Zauważyłem zestresowanie chłopaka. Zdawał sobie sprawę, że nie chcę widzieć przegranej i liczę na jego rozwagę oraz umiejętności. Wziął kilka głębokich wdechów, a po chwili zamknął oczy, całkowicie się wyciszając. Robił to, o co go prosiłem. Dzięki temu, czułem się o wiele spokojniejszy, aczkolwiek gdybym powiedział, że w ogóle się nie przejmowałem - skłamałbym. Bądź co bądź, moim zadaniem było zachować zimną krew. Ostatnią rzeczą, której Luke w tym momencie potrzebował to większa ilość zdenerwowania, chociaż wydaje mi się, że bojaźń pobudziłaby jego zmysły.
Wsadziłem dłonie do kieszeni i odszedłem na bok, dołączając do tłumu. Za moment miało się wszystko wydarzyć - wielki wyścig. Rozległ się ogrom wrzasków oraz gwizdów, kiedy na środek wyszła szczupła, rudowłosa dziewczyna z białą chustą. Czerwona spódniczka ledwo zakrywała jej pośladki, a bikini, które miała na sobie było zdecydowanie za małe. Byłem zdumiony faktem, że jej piersi jeszcze się nie ukazały, bo było ku temu naprawdę blisko. Sądzę, że to zdarzenie sprzyjałoby każdemu mężczyźnie na miejscu, jednak to nie ona była przyczyną, dla której się tutaj zgromadziliśmy. Wróćmy więc do rzeczywistości. 
Wymieniłem znaczące spojrzenia ze stojącym naprzeciwko Logan'em. Spokojnie dopalał swojego papierosa, niczym się nie przejmując. Przyznam, że było mi go trochę szkoda. Arogancja i zarozumiałość gubiła Fletcher'a na każdym kroku. To smutne, aczkolwiek sam wybrał taką drogę. Tkwił w swoim egoistycznym świecie i nikt nie mógł tego powstrzymać. Niesamowite, jak człowiek może siebie zniszczyć tak łatwo, a zarazem tak szybko. 
Gdy tylko chustka poszła w dół, rozległ się mocny pisk opon, a oba samochody wyższej klasy ruszyły ze swoich miejsc pozostawiając ślady na asfalcie. Kąciki moich ust powędrowały w górę na widok bardzo dobrego startu Luke'a. Maszyna, którą kierował ruszyła niczym rozśwścieczony potwór. Zastanawiając się, czy Hemmings na pewno wie, co robi, oglądałem jak auta znikają z mojego pola widzenia. Wozy mknęły przez wąskie uliczki, a także główne trasy wyjazdowe Hurstville. Każdy z obecnych liczył na jakieś utrudnienia - policję, dużą ilość turystów jadących w kierunku Sydney główną trasą czy natrętnych przechodniów. My tymczasem modliliśmy się, aby nasz brat dojechał cały i zdrowy na metę. 
Luke i ja, mieliśmy kilka wspólnych cech, w większości tych negatywnych. Jedną z nich była impulsywność. Głupie, małe słowo potrafiło doprowadzić nas do szału w przeciągu kilku chwil. Aby nie być takim samokrytycznym wobec siebie, obaj byliśmy także osobami zawziętymi. Kiedy już coś robiliśmy - robiliśmy to do końca, dodatkowo z najlepszym efektem. W głębi duszy więc wierzyłem, iż uda mu się zwyciężyć. Jazda samochodem, zwłaszcza w nielegalnym wyścigu jest jak dążenie do celu - po trupach, mimo że to złe, ale tak właśnie trzeba. Tutaj nie ma zasad, nie dba się o dobro innych. 
Chłopak świetnie poradził sobie z przeszkodami. Ten dzieciak był zdolny, a także miał potencjał. Odkąd pamiętam, Luke'a ciągnęło do szybkich wozów. Przyjął moje wskazówki i włączył nitro w idealnym czasie. Moje auto przekroczyło jako pierwsze linię mety. Hemmings docisnął pedał gazu, aby zatrzymać się niedaleko. Uniosłem głowę, obdarowując Logan'a triumfalnym uśmiechem. Następnie, ruszyłem w kierunku Luke'a. Nie wychodził z samochodu. Siedział sztywno w fotelu, kurczowo ściskając kierownicę. Patrzył w przednią szybę na skandujących ludzi. Jego wzrok był całkowicie przerażony. Na skórze spostrzegłem przechodzące przez jego ciało dreszcze. Oddychał pośpiesznie, biorąc krótkie wdechy i gwałtownie wydychając powietrze przez otwarte usta. Widocznie nie tylko ja nie wierzyłem w jego zwycięstwo. 
- Miałeś szczęście - mruknąłem, otwierając drzwi i pomagając przyjacielowi wysiąść. Chwyciłem jego górną część bluzy, a następnie praktycznie wyrzuciłem go z auta. Luke był w takim szoku, że sam nie mógł sobie poradzić z wyjściem. - Dobra robota - pogratulowałem chłopakowi, po czym odsunąłem się, gdy zleciała się reszta ekipy. 
Czarne Porsche zatrzymało się tuż za samochodem Hemmings'a. Rozwścieczony Ticks wysiadł ze swojego auta, mając ochotę zabić Luke'a na miejscu. Już kroczył do blondyna, kiedy zatrzymałem go jednym ruchem. Wyprostowałem rękę, blokując niskiemu chłopakowi przejście. Odbił się od ramienia niczym piłeczka ping pong'owa i przystał, posyłając mi wrogie spojrzenie.
- Nie radziłbym - powiedziałem, spogladając na niego z opanowaniem. 
- To miało być fair?! Ten kutas miał nielegalne nitro! - wydarł się. Mało brakowało, a tupnąłby nogą, przypominając małe dziecko. Było blisko, aby ślina spływała po jego twarzy. Nie śmiałbym wtedy wątpić, że ten człowiek miał wściekliznę. 
Rozległ się głośny śmiech tłumu. Connor nie mógł pogodzić się z przegraną, przez co wymyślał argumenty, które w żadnym stopniu nie sprzyjały zmianie werdyktu. W oczach każdego wyszedł na wariata. Wiele osób zastanawiało się, czy ten chłopak jest tu pierwszy raz. Przez swoje pytanie pogorszył tylko swoją sytuację. Czekałem tylko, aż w jego oczach pojawią się łzy.
- Ticks, chciałbym ci przypomnieć, bo jak widzę - zapomniałeś... W tych wyścigach nie ma zasad - oznajmiłem, krzyżując ręce na piersi i patrząc jak wierny kundel Logan'a tylko się pogrąża. 
- Pierdol się, Irwin - warknął cały czerwony. Brunet obrócił się i począł kierować się do porsche. Zaciśnięte pięści wskazywały na to, że nie jest zwyczajnie zły. Jest po prostu wściekły i rozczarowany swoją przegraną. - Nici z wozów, fałszywe pajace! - zawołał, zajmując miejsce w aucie. 
Uśmiechnąłem się pod nosem. Czekałem na odrobinę rozrywki. 
- Calum - zawołałem - Ty czy ja? 
- Stary, jeszcze pytasz? - mój przyjaciel pojawił się obok mnie, następnie wyjmując ze swojej kieszeni broń - O niczym innym nie śniłem od kilku miesięcy - powiedział Hood uradowany.
Nie wahając się, Calum wycelował w koło samochodu, wystrzelając potem pocisk. Powietrze szybko uleciało, a z opony nie pozostało nic innego, tylko flak. Nie mogłem opanować swojego śmiechu na widok napinających się mięśni Connor'a. Wbijał swój ciężki, ciemny wzrok w Calum'a ledwo łapiąc oddech. 
Chłopak wysiadł z auta, wyjmując pistolet. Uniósł swoją rękę i wycelował narzędzie prosto we mnie. Parsknąłem, oglądając jego desperację. 
- Zabiję cię jak psa! - wydarł się. 
- Fletcher, powiedz swojemu dzieciakowi, żeby zważał na słowa - poprosiłem, patrząc na stojącego obok Logan'a. W ogóle nie reagował na całe zamieszanie, co mnie zdziwiło. Wiedziałem, że moje życie od dawna nie ma dla niego znaczenia, ale nie spodziewałem się, że pozwoli na to, aby jego człowiek podnosił na mnie głos, a co dopiero broń. 
- To lepiej ty, Irwin, wracaj tam skąd wróciłeś - syknął.
- Błąd... - szepnąłem. 
Rozłożyłem ręce, a cały tłum równo wyciągnął swoje rewolwery kierując je na Logan'a oraz Connor'a. Brunet momentalnie opuścił swoją rękę, patrząc z otwartymi ustami na stojących za mną ludzi. Gwarantuję, że miał już pełne gacie. Widząc ich miny, odczuwałem ogromną satysfakcję. Śmiałem się wraz z przyjaciółmi prosto w ich zdezorientowane twarze.
- To, że przywłaszczyłeś sobie Sydney, nie znaczy, że Hurstville jest również twoje Fletcher. Masz pecha, ponieważ cieszę się tutaj dużym poważaniem - poinformowałem mojego byłego przyjaciela - A ty, Connor.. schowaj lepiej tą zabawkę, albo moi znajomi odeślą cię na Hawaje... w częściach. 
- Dlaczego nie znikniesz do cholery, co Irwin? Chciałeś spokoju, więc czego jeszcze szukasz w tej branży? - zapytał mnie Logan.
- Winnego - odparłem.
- A więc po to wróciłeś... 
- Dostałem bardzo interesującą informację podczas pobytu w Brisbane. Zabójca mojego ojca jest w Sydney, a ja chętnie zamienię z nim kilka słów. Nie żebym szukał zemsty, prawda? 
- Widzisz, pomógłbym, ale dopóki masz coś, co jest moje...
- A ty nadal swoje Fletcher... nie rozumiesz, że jest naznaczona? Takie zasady, stary - burknąłem, chcąc skończyć już dyskusję z chłopakiem. Nudziło mnie jego towarzystwo oraz powtarzanie rozmów. Ile mogłem mu jeszcze tłumaczyć, że Caitlin nigdy nie będzie jego? - I lepiej o niej zapomnij, bo jeśli jeszcze raz zobaczę cię przy niej - nie będzie przyjemnie. 
- Co jest, Cień już nie lubi gierek? 
- Każdy jest więźniem własnej gry - odpowiedziałem obojętnie - Nie prowokuj mnie, Logan - ostrzegłem - Bo wiesz, że nie każda moja sztuczka jest bezpieczna. 
- A co, jeśli wiem, kto zabił twojego tatusia? - spytał, a ja uniosłem głowę.
Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem. To nie możliwe. Nie mógłby. Jakim cudem? Szukałem tak długo tego pieprzonego mordercy, a teraz byłbym blisko jego znalezienia? O niczym innym nie śniłem, jak o poznaniu człowieka, który ośmielił się zniszczyć całe moje życie. Zrównał je z ziemią w ciągu kilku nieszczęsnych minut. Odkąd dowiedziałem się o śmierci ojca, nie zaznałem prawdziwego szczęścia. Każdą możliwą samotność wykorzystałem na myśli o osobie, która stała się moim celem. Obiecałem sobie, że znajdę go i zadam tyle cierpienia, ile on sprawił mi. Nie mogłem uwierzyć, że Logan od teraz jest moją odpowiedzią. 
Podszedłem do bruneta i ścisnąłem materiał jego koszulki. Przepchałem go do samochodu, szybkim ruchem kładąc na maskę. Chłopak uderzył na nią z hukiem. Ticks podążył w naszym kierunku, aczkolwiek przystanął, gdy Calum przytknął do jego głowy pistolet, zabraniając jakiegokolwiek ruchu. Przyparłem Logan'a do maski, gapiąc się poniżająco w jego ciemne oczy. Umiejscowił swoje dłonie na moich nadgarstkach, szukając wyjścia z mojego uścisku, ale byłem zbyt silny. Podniosłem go, a następnie znów rzuciłem na maskę, pozbawiając energii. 
Temat, który poruszył był moją słabością. Jeśli ktokolwiek zaczynał rozmowę o mojej przeszłości, szedł najłatwiejszą drogą do wyprowadzenia mnie z równowagi. Nie panowałem nad sobą, kiedy chodziło o moich rodziców. To było dla mnie zbyt wiele. Spędziłem kilka lat, żeby oczyścić się z zarzutów wśród mieszkańców Hurstville. Ludzie w tym czasie zmieszali z błotem. Rzucali obelgami na prawo i lewo, nie martwiąc się o moje uczucia. Zostałem okrzyknięty mordercą, mimo, że wtedy miałem czyste konto. Nie pozostało mi nic innego, jak zemsta na człowieku, który zrobiła z mojego życia piekło. 
- Blefujesz - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Wiem więcej, niż ci się wydaje, Irwin - odparł Fletcher, uśmiechając się bezuczuciowo.
- Gadaj - ryknąłem, szarpiąc chłopaka. 
- Wszystko ma swoją cenę - wykrztusił.
Puściłem Logan'a, odsuwając się od niego. Przeczesałem dłonią włosy, czekając aż mój były przyjaciel się określi. Pieprzony szantażysta. Gdyby nie chodziło o moich rodziców, już dawno byłby w drodze powrotnej do Sydney. 
W tym momencie cena nie grała roli. Zrobiłbym wszystko, żeby tylko dostać odpowiedzi. Zgodziłbym się nawet na zabicie przechodniego, chociaż wiem, że stałbym się wtedy tym, kim nigdy nie chciałem być. Musiałem jednak znać prawdę, to trwało zbyt długo. Brak informacji zabija mnie od środka, wypalam się, staję się inną osobą. Odpowiedzi mnie uspokoją, zrobię to, co planowałem od tych paru lat, a następnie wrócę do normalności. Potrzebuję ich. 
- Podaj cenę - zapytałem spokojnie.
- Już ci mówiłem, że masz coś mojego - kąciki jego ust poszły w górę, gdy zauważył, iż domyśliłem się czego chce.
- Dlaczego tak bardzo zależy ci na Caitlin? - spytałem.
- A tobie?
- Nie zależy mi na niej - fuknąłem. 
- Powiedzmy, że jest dla mnie jak mała, tykająca bombka zegarowa - mówił melodyjnie - I zależy mi, żeby nie wybuchła - wyprostował się, otrzepując swoją kurtkę, która była w piachu - Więc? 
- Ashton, nawet o tym nie myśl - usłyszałem głos Michael'a zza pleców.
- Zgoda - rzuciłem - Niech będzie, Fletcher - zaakceptowałem żądanie Logan'a.

______________________________________________________________

Ogłaszam przerwę!

Przerwa trwa do maja ( nie podaję dokładnej daty, bo nie wiem jeszcze) Powód? Jestem w klasie maturalnej! Kwiecień to mój miesiąc, muszę skupić się na nauce prezentacji maturalnej. Mam egzaminy już w maju. Obiecuję, że wrócę, bo Cienia nie zostawię. Mam nadzieję, że zrozumiecie. Kocham was i dziękuję za wszystko. Xx