sobota, 29 marca 2014

Rozdział 26

To było wszędzie. Gdzie się nie obejrzałam, widziałam swoją twarz. Krzyczałam. Tłumiłam swój pisk poprzez przykładanie ręki do ust. Łzy napłynęły do moich oczu. To było straszne. Wiedziałam, że Ashton miał swój sposób na śledzenie mnie czy zdobywanie przeróżnych informacji na mój temat, ale nigdy nie przypuszczałam, że będę miała okazję zobaczyć coś tak przerażającego. Na cienkich linkach przymocowanych do ścian wisiały moje zdjęcia, zrobione w prawie każdym miejscu. Podczas drogi do baru, na parkingu, w kawiarni wraz z Cassie, nawet w moim mieszkaniu. Nie miałam odwagi dotknąć kawałka papieru, który znajdował się nad moją głową. Miałam ochotę spalić to całe pomieszczenie, zrównać je z ziemią. Wiedział o mnie wszystko, dosłownie wszystko - w co dziś jestem ubrana, dokąd idę, z kim będę rozmawiać za minutę, do kogo dzwoniłam godzinę temu, co jadłam na śniadanie, jaki mam dzisiaj humor. Śledził mnie i moje dni od początku do końca. 
Złapałam się za głowę, kiedy świat zaczął wirować przed moimi oczami. W moim ciele wręcz buzowało, to był za duży przypływ emocji. Oparłam się o jeden z pobliskich stolików i wzięłam kilka głębokich wdechów. Gdy uniosłam głowę, spostrzegłam niewielkie światło w dalszej części pokoju. Przeszłam przez rozwieszone zdjęcia, obijając się o nie, a niektóre nawet zrywając. Nie miało to dla mnie znaczenia. Czy Ashton by mnie tu znalazł, czy nie i tak się o tym dowie. Nie zamierzałam tego ukrywać. 
Im więcej czasu spędzałam w tym miejscu, tym bardziej czułam się okropnie. Pięć stojących na biurku monitorów, ustawionych w delikatne półkole mówiły same za siebie. Laptop ustawiony przed nimi był włączony. Usiadłam przy komputerze, a następnie przejechałam opuszkiem palca po touchpadzie, aby wygaszacz zniknął. Światło rozbłysło, a na ekranie pojawił się kompletnie nieznany mi program. Na środku ukazało się powiadomienie. 
"Mów do mikrofonu"
Prędko odnalazłam po swojej prawej stronie niewielki mikrofon, który zakurzony leżał obok całego sprzętu. Ustawiłam go blisko swojej twarzy, aby sprawdzić, co takiego kryje w sobie program. Domyślałam się, co może za tym stać, dlatego też wahałam się. Nie wiem, czy chciałam poznać tyle sekretów na raz. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy próbowałam przemówić. Bałam się, tak bardzo się bałam, bo byłam prawie pewna tego, co za chwilę miałam usłyszeć. Oparłam się plecami o krzesło, aby zwiększyć dystans między mną, a mikrofonem i chcąc podjąć szybką decyzję. Czas leciał, a ja nie miałam go zbyt wiele, nawet nie wiedziałam o której Ash wróci. W końcu zbliżyłam się drugi raz do mikrofonu.
- Raz, dwa, trzy... Chryste... - powiedziałam, kiedy usłyszałam swój zniekształcony głos dochodzący z laptopa. 
Schowałam twarz w dłonie. Byłam całkowicie załamana. Jak mogłam się tego nie spodziewać? To było do przewidzenia, w końcu musiał mieć wszelkie informacje z jakiegoś źródła, a to właśnie było jego centrum. 
Zamknęłam program, a za nim pojawił się kolejny. Wszystkie monitory nagle się powłączały, a obraz na ich ekranach ukazywał różne miejsca. Moje osiedle, parking przy barze, klatkę schodową, osiedle przy bloku, w którym znajdowało się mieszkanie Ashton'a oraz ogród domu. Miał nade mną kontrolę dwadzieściacztery godziny na dobę, dlatego tak szybko interweniował. Wiedział, co i kiedy powinien robić, panował nad wszystkim. 
Zminimalizowałam program, a moim oczom pokazał się pulpit pełen folderów. Otworzyłam pierwszy lepszy, gdzie znalazłam pliki audio. Kliknęłam dwukrotnie myszką i cierpliwie czekałam, aż ścieżka dźwiękowa się załaduje. Nie miałam już siły na płacz, chciałam po prostu wiedzieć jak więcej, dopóki miałam na to szansę.
- O mój Boże, Dan!
- W porządku. Chociaż nie powiem, trochę mnie wystraszyłaś.
- Tak jak Ty mnie. Jak się tu dostałeś?
- Nie zamknęłaś drzwi
Rozmowa z Dan'em odtwarzała się w kółko, zanim jej nie zatrzymałam. Podsłuch, założył podsłuch w moim domu. W miejscu, gdzie czułam się bezpiecznie, w mojej prywatnej oazie ciszy i spokoju. Nie spodziewałam się, że ktoś może aż tak zakłócać czyjąś przestrzeń. Ogarnął mnie nieprzyjemny chłód. Czułam się źle, zbierało mi się na wymioty.  
Nad monitorami znajdowała się tablica korkowa, oraz ogromna mapa. Wywieszone były tam zdjęcia, różne rozpiski. Nie tylko dotyczące mnie, dotyczyły Cassie, Dan'a, moich rodziców, ciotki, wszystkich znajomych z którymi kiedykolwiek utrzymywałam kontakt. To było gorsze miejsce, od jakiegokolwiek pomieszczenia tajnych agentów. 
W jednej chwili zaznaczyłam wszystkie foldery i usunęłam je z komputera. Nie chciałam tego oglądać, ani słuchać. Nie miałam zamiaru pozwolić również na to, aby Ashton wciąż miał te foldery w posiadaniu. 
Nie byłam na tyle głupia, żeby nie domyślić się, że Irwin mógł zrobić sobie kopie. Było tu pełno szafek oraz szuflad, więc czym prędzej zabrałam się za ich przeszukiwanie. Znalazłam stertę dokumentów dotyczących moich szkół, miejsc zamieszkania. Ashton dokopał się nawet do mojego aktu urodzenia, zamieszkania oraz paszportu. Zastanawiałam się, czy jest jakakolwiek rzecz dotycząca mojej osoby, której jeszcze nie miał. Usiadłam na podłodze i rozłożyłam wszelkie kartki papieru, jakie udało mi się znaleźć. Czytałam każdą, mając cichą nadzieję, że to jakiś żart. Myślałam, że może wydrukował jakieś fikcyjne, kompletnie sfałszowane dokumenty, jednak wszystko się zgadzało. 
W oczy rzuciła mi się jedna kartka, której dawno nie widziałam. Informacje ze szpitala, o moim wypadku. Wyciągnęłam rękę w jej kierunku, kiedy nagle usłyszałam trzask drzwi.
- O kurwa... - powiedział Michael, widząc mnie siedzącą na ziemii z wszystkimi plikami informacji oraz burdel jaki zrobiłam w tym pomieszczeniu - Nie.. nie.. nie.. nie.. to nie tak miało być... - powtarzał co chwilę, gdy zaczął zbierać wszystko z podłogi i układać na swoje miejsce. 
- Długo zamierzaliście to przede mną ukrywać? - spytałam patrząc, jak chłopak stara się zrobić porządek.
Michael zatrzymał się. Złość ogarnęła jego ciało. Jego oczy były ciemne, a mięśnie napięte. Podszedł do mnie i szybkim ruchem pociągnął za rękę, zmuszając mnie do powstania. Ścisnął moje ramiona, a następnie przyciągnął do ściany. Nie sprawił mi tym wielkiego bólu, aczkolwiek przywołał strach, którego jeszcze niedawno próbowałam się wyzbyć.
- Ashton miał ci wyjaśnić w swoim czasie - warknął - On mnie zabije rozumiesz?! - krzyknął.
Puścił moje ręce, a jego pięść uderzyła o ścianę. Zadrżałam, kiedy odgłos ciężkiego uderzenia obił się o moje uszy. Zamknęłam na chwilę oczy, aby przejąć kontrolę nad swoim roztrzęsionym ciałem. Ogarnęło mnie uczucie bezsilności. Nie chciałam sprawić Michael'owi problemu, zwłaszcza po naszej ostatniej rozmowie. Wydawał się w porządku. Muszę jednak dbać o siebie, a to zdecydowanie jest moją korzyścią. Powinnam była się dowiedzieć o tym miejscu, Ashton powinien był powiedzieć mi o nim już dawno. Oni wszyscy sami sobie na to zasłużyli. 
Usłyszeliśmy krótki, ale zdecydowany trzask drzwiami, a już później znajomy śmiech, który niósł się po domu, na górze. Wymieniliśmy ze sobą znaczące spojrzenia.
Ashton wrócił.
- Nie wiem, kto ma bardziej przejebane, ty czy ja - zastanawiał się Michael drapiąc się po karku.
Krzyki Irwin'a stawały się coraz wyraźniejsze. Nie rozumiałam co mówił, ale wiedzieliśmy jedno - zbliża się do spiżarni. W całym pomieszczeniu panował ogromny bałagan. Byłam zdezorientowana, roztrzęsiona, w szoku. Wyobrażałam sobie jedynie, co Ashton zrobi, kiedy mnie tutaj zobaczy. 
- Wyjdź stąd - nakazał Clifford.
- Co? - zapytałam zdziwiona.
- Po prostu wyjdź, zamknę drzwi od środka, a ty powiesz mu, że nie dostałaś się tutaj. Inaczej nas pozabija.
- Uważasz, że po tym wszystkim boję się śmierci, albo jego?! - oburzyłam się.
- Mam to gdzieś! Ty nie nadużyłaś jego zaufania! 
Wywróciłam teatralnie oczami. Wielkie mi nadużycie zaufania - powiedziałam w myślach. Bo co? Bo nie chodził za mną krok w krok i pozwolił mi na chwilę zostać samej? Był jedyną osobą, która dała mi trochę przestrzeni, więc Ashton powinien mu być za to wdzięczny, że chociaż na chwilę poczułam się tutaj dobrze. Znalazłam to miejsce przypadkiem, a jak sam Michael powiedział - Ashton miał mi je pokazać, więc prędzej czy później i tak bym je zobaczyła. To bez znaczenia czy teraz, jutro czy po jutrze. 
Po kilku prośbach Michael'a zgodziłam się wyjść. Dłońmi przetarłam swoje policzki, po których jeszcze spływały łzy. Ciemnowłosy przekręcił klucz w zamku i zamknął się w środku poczynając układać wszystkie dokumenty. Ja zaś nie słysząc głosu Ashton'a wspięłam się po schodach, a po chwili znalazłam się w salonie, gdzie nikogo nie było. Sprawdziłam każdy zakamarek pokoju, ale nie znalazłam ani jednej osoby. 
Nagle moje uszy zarejestrowały huk w kuchni, więc od razu pognałam w jej kierunku. Moim oczom ukazał się stojący ledwo na nogach Ashton. Na podłodze leżały naczynia, które - jak zgaduję, przed chwilą zrzucił. Spoglądał na nie uśmiechając się niczym małe dziecko. Podniósł jedną nogę i już miał ją opuścić na talerze, kiedy panele zaskrzypiały pode mną. Chłopak od razu odwrócił swoją twarz w moją stronę. Wciągnęłam powietrze do ust i zatrzymałam je, jakby to miało mi w jakiś sposób pomóc stać się niewidzialną. 
Włosy Ashton'a były w ogromnym nieładzie. Po raz pierwszy kaptur nie zajmował miejsca na jego głowie, a spoczywał na plecach. Odkąd znam blondyna, jeśli miał na sobie kurtkę, miał również na głowie kaptur. Jego oczy były zaczerwienione oraz przymrużone. Bujał się na prawo i na lewo wciąż ukazując swój śnieżnobiały uśmiech. Nie wiem, co mogło go tak bawić, ale to raczej wie jedynie on sam. Ze swoich doświadczeń mogę śmiało powiedzieć, że po alkoholu śmieszyć może nawet głupie krzesło, a on zdecydowanie był pijany.
- Wow, nie powinnaś już spać? Dawno po wieczorynce skarbie - mówił ciężko, plątał mu się język.
- Po pierwsze, nie mów do mnie kochanie, a po drugie mógłbyś się łaskawie zająć moją sprawą, zamiast balować? - spytałam zirytowana, opierając się o framugę - Jesteś kompletnie zalany! - stwierdziłam.
- Jesteś słodka, jak się złościsz - wymamrotał, kierując się w moją stronę. 
- Sugeruję ci położyć się spać, chyba masz problemy ze wzrokiem i równowagą - zauważyłam, po czym wycofałam się.
- Tak uważasz? - spytał, nie zwalniając kroku.
Napotkałam za sobą ścianę, o którą się obiłam. Oboje znaleźliśmy się w korytarzu. Ashton był coraz bliżej, aż w końcu znalazł się obok. Oparł swoje ręce o ścianę, blokując mi drogę ucieczki. Był ode mnie wyższy prawie o głowę i patrzył na mnie z góry. Skrzywiłam się, gdy poczułam dużą ilość alkoholu, która od niego biła. Jego ciało było rozgrzane, z resztą moje również. Gotowało się we mnie, bo wiedziałam do czego ten człowiek jest zdolny, a po pijaku? Mogło być znacznie gorzej. 
- Więc teraz gdzie? - ciepło jego oddechu przez moment gościło na mojej skórze - Twoje łóżko, czy może moje? - pytał.
Jego dłoń przeniosła się na moje biodro, delikatnie je gładząc. Zasypywał moje policzki oraz szyję pocałunkami. Nie próbowałam się uwolnić, ponieważ wiedziałam, że i tak Ashton jest ode mnie silniejszy, nawet jeśli jest pod wpływem. Ściskał mój nadgarstek, utrzymując go wciąż przy ścianie. 
- Dość - warknęłam.
- Caitlin - zamruczał do mojego ucha,  przyciągając mnie do siebie. Pochylił się, aby patrzeć prosto w moje oczy. Jego wzrok był łagodny, pełen spokoju z nutką rozbawienia. - Nawet nie wiesz, jaką mam ochotę teraz cię przelecieć... 
Moje oczy rozszerzyły się, gdy usłyszałam jego śmiałe wyznanie. Zaśmiał się szczeniacko widząc moją reakcję i nadal nie miał zamiaru wypuścić mnie ze swoich ramion. Tym razem przegiął. Ten dzień był kompletną porażką, a on sam to potęgował. Postanowiłam dać mu nauczkę raz na zawsze i wpadłam na bardzo dobry pomysł.
- Naprawdę? - zapytałam delikatnym z nutką flirtu głosem. 
Rozluźniłam się i przestałam wyrywać, aby Ashton uwierzył, że jestem zainteresowana jego propozycją. Jego oczy rozbłysły z prędkością światła, a on sam najwyraźniej uważał, że udało mu się w końcu mnie zdobyć. Jego dłoń wodziła po moich plecach podrywając powolnie koszulkę, aby dotknąć mojego ciała. Na twarzy pojawił się uśmiech, a w jego myślach na pewno wyobrażał sobie "nasze sceny". Niestety, będąc pijanym jest bardzo naiwny. 
- Tak... - wymruczał, kiedy opuszkami palców krążył po mojej skórze pnąc się w górę do mojego stanika. Podskoczyłam, gdy chłopak znalazł zapięcie i od razu zdecydowałam, że to właśnie teraz jest TEN czas.
- Sądzę, że jeśli jesteś obolały, to będzie ci ciężko.. - powiedziałam, patrząc prosto na jego zdezorientowaną twarz. 
- Ale ja nie jestem obolały - rzucił kompletnie zdziwiony.
- Oh, teraz już jesteś - odparłam pewnym siebie tonem.
Moje kolano w przeciągu sekundy uderzyło w krocze Ashton'a. Jego ręka natychmiastowo wysunęła się spod mojej koszulki. Chłopak odsunął się ode mnie, zaczynając jęczeć i zwijać się z bólu. Wsunął dłonie między nogi i zacisnął je, mając prawdopodobnie nadzieję, że zmniejszy ból jaki spowodowało moje uderzenie. Padł na kolana, po czym całkowicie położył się na ziemii , bełkocząc coś po pijaku. Skrzyżowałam ręce i oparłam się o ścianę, stojąc nad nim. Patrzyłam, jaki "Ashton Cień Irwin" jest teraz bezbronny, bo położyła go dziewczyna, w dodatku jednym ciosem. Miałam ochotę roześmiać się na cały dom, ale zwołałabym tym samym wszystkich. Zostawiłam tą przyjemność Ashton'owi. Swoimi krzykami obudził już hipotetycznie pół sąsiedztwa. Pochyliłam się nad blondynem, a następnie poklepałam go po plecach. Uśmiechnęłam się szeroko, pełna szczęścia, że chociaż raz to ja byłam górą. Ashton posłał mi wrogie spojrzenie, próbując wstać, jednak nie szło mu najlepiej. 
- Mam radę - zaczęłam, prostując się - Nigdy nie mów, że jestem słaba - warknęłam. 
Czym prędzej pognałam do swojego pokoju, mając nadzieję, że Ashton nawet nie starał się podnieść. Na szczęście, słyszałam jedynie krzyki, które po kilku minutach ucichły. Zamknęłam drzwi na klucz, aby mieć pewność, że Irwin nie będzie chciał zrobić mi jakiegokolwiek żartu, czy w ogóle mnie zabić, co byłoby bardzo prawdopodobne, skoro pierwszy raz dałam mu w kość. Nie była to jednak jednorazowa akcja, to był dopiero początek. 
Nigdy nie uważałam się za słabą osobę. Straciłam swoich rodziców - osoby, które dały mi życie oraz obdarowały mnie ogromną miłością. Ubolewałam i wciąż ubolewam nad tym, ale to nie jest oznaką słabości. Wspomnienia wciąż kumulują się w mojej głowie, wracając i przypominając mi o przeszłości. Nie kontroluję tego. Mam słabsze dni, każdy człowiek je ma, ale czy osobie "słabej" jaką to mnie określił Irwin, udałoby się podnieść po takim kopniaku od losu? To był cios, a jednak dałam sobie radę, co jest największym dowodem na to, że jestem silniejsza niż komukolwiek się wydaje. Po prostu jeszcze tego nie udowodniłam, ale mój czas powoli nadchodzi. 

***

Wiedziałam, że Ash już nie śpi. Dochodziła godzina jedenasta, więc wątpiłam, że ktokolwiek w tym domu spędzał jeszcze czas w łóżku. Miałam świadomość, że gdy tylko zejdę na dół, Irwin napadnie na mnie, krzycząc, bluzgając i wyzywając od najgorszych. Odkryłam jego mały sekret, a do tego spuściłam mu łomot, miałam przerąbane. Nie czułam się z tym źle, bo postąpiłam słusznie. Powinnam znać prawdę, a on powinien dostać to, na co zasłużył i tak właśnie się stało, chociaż uważam, że to o wiele za mało. 
Niewielki strach siedział w moim ciele, mimo, że próbowałam go zwalczyć. Nie mogłam wciąż bać się Ashton'a, bo właśnie przez to miał nade mną przewagę. 
Pokierowałam do spiżarni, gdzie właśnie znajdował się Ashton. Byłam przekonana, że Michael od razu da mu znać, że niestety, ale odnalazłam jego tajne miejsce do śledzenia mojego życia. Trzymając się za poręcz, powolnie schodziłam po schodach, które skrzypiały pod moim ciężarem. Pomimo nowości, jaka tętniła od tego domu, schody były porażką. 
Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie mogłam zawrócić. Musiałam przejść przez tą burzę, która za moment miała mieć miejsce. 
Ashton opierał się o ścianę, oglądając pokój. Jego wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego, był wściekły, że ktoś naruszył coś, co było w jego posiadaniu. Wpatrywał się w starannie, jednak źle poukładane dokumenty, które wczoraj rozrzuciłam oraz w pusty folder wyświetlony na monitorze. 
- Zamierzałeś w ogóle mi powiedzieć? - spytałam, a jego głowa natychmiast uniosła się i odwróciła w moją stronę.
- Caitlin - warknął.
- Nie oczekuję przeprosin - prychnęłam - Nie oczekuję niczego poza odpowiedziami na moje pytania. 
Widząc spokój wymalowany na mojej twarzy, on sam złagodniał. Nie okazywał już tętniącej od niego frustracji. Kilka sekund milczał, jakby ogarniał swoje myśli i próbował znaleźć kontrolę nad swoimi emocjami. Najwyraźniej udało mu się, ponieważ przerwał dzielącą nas ciszę.
- Jakie masz pytania? - rozpoczął blondyn bezkonfliktowo.
- Skąd wiedziałeś, gdzie aktualnie przebywam, dokąd jadę? 
- To akurat było banalne - powiedział śmiejąc się - Znałem twoją rejestrację, namierzałem cię przez satelitę, a właściwie Michael to robił - wzruszył ramionami.
- A kiedy nie jechałam autem? - wypytywałam.
- Śledziłem cię - odparł - Ja, albo moje wtyczki.
- Skąd miałeś mój nowy numer? 
- Kamery
- Już rozumiem - szepnęłam, wbijając wzrok w ziemię - Wiesz wszystko, nawet jeśli nie jesteś obok, to dlatego nazywają cię Cieniem...
- Wow - rzucił, a jego oczy stały się szersze - W końcu to załapaś - klasnął w dłonie, nabijając się.
Do moich oczu powolnie napływały łzy, ale powstrzymałam je. Po raz kolejny dałabym mu satysfakcję, pokazałabym swoją słabość. Zacisnęłam pięści, a każdy mięsień mojego ciała napiął się pod wpływem nerwów. Znalazłam równowagę, dzięki której zaczęłam panować nad emocjami. Rozluźniłam się, odnajdując spokój. Zwilżyłam moje spierzchniałe usta, które zazwyczaj w takiej sytuacji drżały. Policzki nie zdążyły zacząć mnie piec, jak zawsze, gdy Ashton rzucał w moją stronę obelgi.  Wzięłam głęboki wdech, a zła energia opuszczała mój organizm. Nie dam się sprowokować, bo tego właśnie oczekuje Ashton, tym żyje, tego pragnie - upokarzać ludzi. 
Odwróciłam się na pięcie i udałam się w kierunku schodów, powtarzając w myślach "Uspokój się". Tylko to ratowało mnie przed wybuchem i kolejną kłótnią z Irwin'em, czego on właśnie chciał. Liczył, że po raz kolejny mnie rozzłości, a nasza dwójka znowu zatoczy kółko, z którego nie ma wyjścia. 
- Jestem pod wrażeniem - usłyszałam za sobą jego pełny rozbawienia głos - Mała Caitlin nie zamierza się sprzeczać? Gdzie twoje łzy, słońce?
Kąciki moich ust uniosły się. Pokręciłam głową. Zacisnęłam dłoń na poręczy. Stałam tam krótką chwilę w milczeniu. Wiedziałam, że dalej będzie próbował dopiąć swego. Uniosłam głowę, zerkając na drzwi przez które zamierzałam za moment przejść. Zanim to zrobiłam, postanowiłam nie ignorować tej wypowiedzi. Dokładnie przemyślałam to, co wyszło później z moich ust. 
- Nie, nie jestem taka jak ty. Nie zależy mi na nieszczęściu innych. - rzuciłam - A co do łez... to chyba je ode mnie pożyczyłeś wczoraj, kiedy zwijałeś się z bólu na podłodze - powiedziałam triumfalnie, tym razem odwracając role. Teraz to ja prowokowałam jego do dalszej kłótni, czego kompletnie się nie spodziewał, gdyż zamilkł. Nie był przygotowany na taką reakcję, liczył na coś zupełnie innego. 
Pognałam na górę, aby zakończyć jak najszybciej naszą konwersację, która nie prowadziła do niczego dobrego. Może nie było to wystarczające, aby raz na zawsze dał sobie spokój z ciętymi komentarzami, ale na pewno dałam mu tym do myślenia. Sama moja postawa wyraźnie go zszokowała. Po raz pierwszy nie popłakałam się, niczym mała, bezbronna dziewczynka. 
W salonie znajdowała się większość ekipy, wraz z Lukiem. Chłopak opierał się o parapet, przygryzając dolną wargę, w której znajdował się jego kolczyk. Spoglądał co chwilę na zegarek, jakby się gdzieś śpieszył. Chwilę później zjawił się Calum, zakładając niezdarnie kurtkę. Szturchnął blondyna, a ten odepchnął go od siebie. Zaczęli się przepychać i śmiać. Zachowywali się jak typowi gimnazjaliści. Wyszli z domu, kierując się do zupełnie nieznajomego mi auta. 
Michael siedział na fotelu słuchając wciąż mówiącej o swoim ostatnim chłopaku Giny. Nie wyglądał na zainteresowanego. Wpatrywał się w zgaszony kominek, całkowicie odbiegając od otaczającego go świata. Co kilka sekund potakiwał, chyba nawet nieświadomie. Podpierał twarz dłonią, padając ze zmęczenia. Nie myślałam, że rozmowa z tą dziewczyną może aż tak nudzić i męczyć. Ona tego nie zauważała. Wciąż gadała, gadała i... gadała.  Obserwowałam, jak Clifford śledzi wzrokiem unoszący się dym spod popalonego drewna, ewidentnie licząc na jakiś cud. Gina była ostatnią osobą, która zapewniała mu rozrywkę. 
Z hukiem zamykając drzwi od spiżarni, Ashton wpadł do salonu. Słońce przebijające się przez okno rzuciło trochę światła na jego odznaczające się kości policzkowe. Jego włosy opadały na lekko zmaszczone czoło. Krzywe i zirytowane spojrzenie tylko potwierdzało, że moje słowa nie zostały zapomniane. Szybkim ruchem zgarnął kluczyki oraz dokumenty ze stolika. Podszedł do wieszaka, po czym zdjął swoją kurtkę i zarzucił na siebie.
- Zbieraj się, Teasel - rozkazał. 
- Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Odwiozę cię do pracy.
- Miałam tam wrócić dopiero za tydzień.. - mruknęłam.
- Ale wrócisz dzisiaj, masz pięć minut - burknął rozdrażniony. 
Zwinnie wyminął kanapy ułożone wokół kominka i wyszedł z domu. Wsiadł do samochodu, a następnie włączył radio, podgłaśniając muzykę. Michael popatrzył na mnie pytająco, a ja jedynie wzruszyłam ramionami, udając, iż nie mam pojęcia, co ugryzło chłopaka. Ruszyłam do pokoju, nie dając Ashton'owi większej ilości powodów do bycia złym. Zabrałam z pomieszczenia najważniejsze rzeczy i spakowałam do torby. Chwilę później, siedziałam w samochodzie Ashton'a, który nawet nie śmiał się do mnie odezwać.

***

Do baru ciotki zostało jedynie dziesięć kilometrów. Grająca w samochodzie muzyka nie dawała mi się skupić na własnych myślach. W mojej głowie huczało od powtarzających się bitów. Radio ustawione było na maksymalną głośność. Ashton oddał swoje całkowite skupienie drodze, nie zwracając na mnie uwagi. Od czasu do czasu spoglądałam na niego kątem oka, licząc, że może w końcu się odezwie, jednak na marne. Nie miał tego nawet w zamiarze.
Westchnęłam cicho, wpatrując się w okno. Ta muzyka działała mi bardziej na nerwy niż sam Ashton. Nie wiedziałam, co to za piosenka, ale wytrącała mnie z równowagi. Wysunęłam palec i nacisnęłam na niewielki guzik, wyłączając całe radio. Odczułam ulgę, kiedy zapadła cisza. Uśmiechnęłam się do siebie i wróciłam do śledzenia drogi. Nie minęła jednak minuta, a Irwin ponownie je włączył. Spojrzałam na niego pretensjonalnie, podczas gdy chłopak znów patrzył na jezdnię. Powtórzyłam czynność, na co blondyn zareagował tak, jak wcześniej.
- Dupek - prychnęłam.
- Co powiedziałaś? - zapytał, patrząc na mnie ze złością.
- To co słyszałeś - warknęłam.
- Odwołaj to.
- Nie licz na to.
- Odwołaj, Caitlin - powiedział z nutką grozy w głosie. 
- Ani mi się śni - odpowiedziałam akcentując każde słowo.
Stopa Ashton'a dociskała pedał gazu, a prędkość na liczniku rosła. Nie spuszczał ze mnie wzroku, nie zwracał uwagi na drogę, mimo, że wciąż przyśpieszaliśmy. W moim gardle nagle zrobiło się sucho. Otworzyłam usta, aby nabrać trochę powietrza, ponieważ to, które wpadało nosem, w zupełności mi nie wystarczało. Co chwila patrzyłam na drogę i na Ashton'a. Widząc strach w moich oczach, posłał mi triumfalny uśmieszek. 
- Zwolnij - nakazałam, jednak chłopak w ogóle nie słuchał, co się do niego mówi. 
Zaczął wymijać auta jadące przed nami, wciąż utrzymując swój wzrok na mojej osobie. Wbiłam paznokcie w siedzenie, kiedy panika w moim ciele poczęła narastać. On był nieobliczalny! Szybkimi ruchami zmieniał pasy, jakby bawił się w jazdę slalomem. Piski opon przyprawiały mnie o mdłości. Nie dbał o to, czy jedzie przed nami samochód osobowy, autobus czy tir. Nie mogłam znieść widoku przesuwającej się strzałki prędkości na coraz większe liczby. Robił wszystko, żebym tylko odpuściła. 
- Ashton, zabijesz nas do cholery! - wydarłam się, widząc jak licznik wskazuje liczbę dwieściedwadzieścia. Chwyciłam chłopaka za rękę, łapiąc z nim kontakt wzrokowy - Przestań!
Gwałtownie wykręcił kierownicę. Samochód przekręcił się o dziewięćdziesiąt stopni, po czym zatrzymał go na środku parkingu. Nie zauważyłam nawet, kiedy na niego wjechał. Siedziałam prosto, dysząc. Moja klatka pośpiesznie unosiła się i opadała. Czegoś takiego jeszcze w życiu nie doświadczyłam. Pot spływał z mojego czoła, a mózg próbował powrócić do funkcjonowania. 
Ashton siedział ze spokojem, trzymając dłonie na kierownicy. Spuścił wzrok, czekając aż się uspokoję. Jego włosy były mokre, kilka kosmyków opadało na spocone czoło. Normował swój oddech, który również nieco przyśpieszył. Puściłam jego rękę, uderzając o oparcie fotela. To było niczym oszukać przeznaczenie.
- Wyjaśnimy sobie coś - rozpoczął - Nie zależy mi na nieszczęściu innych - krzyknął - Chcę sprawić, żebyś była silniejsza, chronię cię, więc okaż mi chociaż trochę wdzięczności i nie grzeb w brudach, które powstały tylko i wyłącznie przez ciebie! Mam plan! Próbuję to wszystko odkręcić więc jakbyś mogła, daj mi ten pierdolony czas, żebym mógł wszystko wyprostować! - wydarł się, a ja się wzdrygnęłam. 
- Idź do diabła - warknęłam, a potem odwróciłam swoją twarz w stronę blondyna - Ty i te twoje plany, idźcie do diabła. 
Pociągnęłam za uchwyt, a drzwi auta otworzyły się. Zabrałam swoją torebkę i opuściłam wóz idąc w stronę baru. Przetarłam dłonią policzki, biorąc kilkanaście krótkich wdechów. Szłam szybkim krokiem, nie czekając na Ashton'a. 
Myślałam, że za chwilę mój atak paniki przerodzi się w coś większego. Mało nie dostałam zawału. Niczego tak się nie boję, jak szybkiej jazdy, ciemności i pająków. To było niedojrzałe i niepoważne. Nie miałam ochoty w ogóle z nim rozmawiać na jakikolwiek temat. Ten człowiek powinien się leczyć.
- Caitlin! Caitlin, czekaj! - słyszałam jego błagalny głos - Stój - jego dłoń znalazła się na moim nadgarstku i obróciła do siebie. 
- Czego?! - spytałam podnosząc głos.
- Przepraszam... - szepnął - To było głupie. Wiem, że to wszystko jest dla ciebie trudne...
- Trudne? - prychnęłam, wyrywając się z uścisku blondyna - Co jest dla mnie trudne, Ashton? Bo właśnie ja nie wiem! - uniosłam ręce w geście bezradności - Nie wiem nic, rzucasz hasłami, odpowiadasz wymijająco na moje pytania, wywozisz mnie poza miasto, znęcasz się nade mną psychicznie, nie masz pojęcia jak się czuję, ani co jest dla mnie trudne, jasne?! 
- Problem w tym, że ja sam nie jestem pewny, czego tak naprawdę chcą od ciebie ci ludzie - wyjaśnił. Moja dolna warga automatycznie powędrowała w dół. Złapałam się za głowę, a z ust wyleciał cichy jęk. Oparłam się o pierwsze, zaparkowane z brzegu auto, aby się nie przewrócić.  Zaczęło kręcić mi się w głowie.
- Więc czemu mnie wywiozłeś z Sydney? Czemu w ogóle mnie chronisz?
- Wiem, że chcesz odpowiedzi, ale nie mogę tutaj ci ich dać, okej? 
- Wiesz, czego chcę? Mojego normalnego życia! - krzyknęłam, a łza popłynęła z mojego oka.
- Oh, błagam cię - rzekł wyniośle chłopak wywracając oczami - Wyrwanie się ze zwykłej, szarej codzienności, zwłaszcza tak nudnej jak twoja to przyjemność!
- Wyrwanie się, a nie porwanie przez psychopatów!
- Uznam to za komplement - odparł Ashton, ukazując swój śnieżnobiały uśmiech, jednak widząc moje niezadowolenie znów spoważniał - Będziesz wolna - oznajmił - Postaram się o to, masz moje słowo, ale skończmy już toczyć te wojny. Mnie też to męczy, okej?
- Ciebie? No szczerze w to wątpię, bo moim zdaniem czerpiesz z tego ogromną przyjemność - skwitowałam krzyżując ręce. 
- Może czasem - rzucił, a ja spiorunowałam go wzrokiem - Przestanę, obiecuję. To co? Zgoda? Zero kłótni? Im lepsze będziemy mieli relacje, tym szybciej pozbędziemy się problemu, nie uważasz? - blondyn wyciągnął ku mnie dłoń.
- W porządku - uścisnęłam jego rękę z lekkim grymasem - A teraz chodźmy do baru. 
Ashton po raz pierwszy zachował się jak dżentelmen i otworzył przede mną drzwi. Weszliśmy do środka.  Prawie każdy stolik był zajęty. Grupa mężczyzn po prawej stronie robiła najwięcej hałasu, grając w pokera. Reszta klientów sączyła swoje napoje, czytała gazetę lub po prostu wsłuchiwała się w stare piosenki country. Tleniona blondynka stała przy jednym ze stolików, obsługując nowo przybyłych facetów. Pochylała się nad każdym z nich, ukazując swój dekolt. Piskliwym głosem próbowała z nimi flirtować, co nie za specjalnie jej wychodziło. Ten widok przyprawiał mnie o mdłości. Oznajmiłam Ashton'owi, że idę zawiadomić ciotkę o moim przybyciu, na co ten skinął i powędrował do stołu bilardowego. Ja przeszłam na zaplecze, gdzie odnalazłam rudowłosą. Poinformowałam kobietę, że jestem gotowa do pracy, co ją naprawdę ucieszyło. Od razu wyciągnęła z szafy mój uniform. Wręczyła mi strój i poprosiła o przebranie, a ja wykonałam jej polecenie. Związałam włosy w kucyk, aby nie przeszkadzały mi w pracy. Dopięłam białą, gładką koszulę na ostatni guzik po czym podciągnęłam spódniczkę. 
W barze panował harmider. George ledwo to kontrolował, zdecydowanie nie należał do typu przywódcy. Zazwyczaj nie musiał sprawdzać się w tej roli, gdyż to ja wyznaczałam zadania. Co chwilę wycierał pot ze swojego czoła, był ewidentnie zmęczony. Wyglądał na wykończonego, nawet kiwnięcie palcem byłoby dla niego zbyt wielkim wysiłkiem. Musiałam go odciążyć. Miałam pewność, że pracował od samego rana z taką samą ilością ludzi, jaka była tu w tym momencie. 
Potarłam twarz dłońmi, a następnie podeszłam do bruneta, który wcześniej mnie nie zauważył. Poprosiłam, aby przeszedł za bar, a ja wraz ze sztuczną blondynką zajęłyśmy się stolikami. Wyciągnęłam swój notes z kieszeni spódnicy oraz długopis, a potem ruszyłam do stołu bez złożonego zamówienia. 
- Witam, czym mogę służyć? - spytałam kulturalnie, będąc przygotowana do notowania zamówienia.
- Cześć - usłyszałam ciężki, męski głos. 
Uniosłam swoją głowę, a moje oczy ujrzały Dan'a. Siedział w rozkroku, stukając palcami w blat stołu. Patrząc na mnie, miał otępiały wyraz twarzy, co od razu mi się nie spodobało. Nie znaczyło to nic dobrego. 
- Co tam? - spytałam siląc się na uśmiech.
- Co to za facet? - brunet skinął w kierunku Ashton'a. 
- Nikt specjalny - odparłam. 
Nagle usłyszałam chrząknięcie. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Ashton wszystko słyszał, gdyż stał niedaleko. To miało prawdopodobnie oznaczać ostrzeżenie. Chciał, żebym uważała na to, co mówię. Bał się, że powiem Dan'owi, kim jest? Totalnie oszalał. Dan jest ostatnią osobą, którą bym w to wplątała. Nie ma zielonego pojęcia o Cieniu, gangach i różnych tego typu rzeczach. W życiu nie skrzywdziłabym go w taki sposób. Skoro nic nie wie, wolę, żeby tak zostało. To najlepsze wyjście. 
- Widziałem, jak razem wchodziliście - zauważył, patrząc na mnie podejrzliwie.
- No i? - burknęłam - Zamawiasz coś czy nie?
- Caitlin do cholery, co się dzieje? - Dan spytał szeptem i złapał mnie za nadgarstek - Byłem w twoim mieszkaniu, jest puste, na sprzedaż, gdzie ty teraz mieszkasz?
- Puszczaj - wyrwałam się - Nie twój interes, dobra? A teraz spadaj.
- Caitlin... - mruknął.
- Skarbie! - zawołał melodyjnie Irwin, a po chwili jego ręka spoczywała na moim biodrze - Porwę ją na chwilę, chyba to nie problem? - zadał pytanie Dan'owi, patrząc na niego morderczym wzrokiem. Gdy ten się zgodził, Ashton pociągnął mnie na drugą stronę baru, trzymając za rękę. 
- Co to ma być? To ten twój misterny plan? - zapytałam oburzona zachowaniem chłopaka.
- Będę tu o siedemnastej - rzekł, wyciągając z kieszeni mój telefon - Zwracam ci komórkę - oddał sprzęt prosto w moje ręce - Ufam ci, nie zrób nic głupiego, bo jeśli cię tu nie będzie, pierwszą osobą, która za to zapłaci będzie ten chłoptaś. 
Przystanęłam na jego warunki. Tym razem to Ashton zrobił duży krok do przodu. Skoro oddał mi moją komórkę, to oznacza, że zarówno on nabrał do mnie zaufania, jak i ja do niego. Nie jest to może coś wielkiego, ale ma dla mnie ogromną wartość. Oddaje mi chociaż kawałek normalnego życia, które prowadziłam przed tymi wszystkimi zdarzeniami z jego udziałem. Jestem mu wdzięczna za to, że pomimo ciężkiego charakteru wysila się na jakieś minimalne dobre uczynki.
Jak bardzo muszę być głupia, żeby być wdzięczna za jakąkolwiek rzecz zrobioną przez Ashton'a? Bardzo, ale ten człowiek różni się od normalnych ludzi. To kryminalista, właśnie dlatego powinnam doceniać każdą jego szlachetność, nawet tą najmniejszą. 
- Do zobaczenia, kochanie - powiedział głośniej blondyn, po czym musnął mój policzek - Postaraj się nie tęsknić... - szepnął do mojego ucha, zostawiając jeszcze jeden pocałunek na mojej szyi. 
Odepchnęłam delikatnie Ashton'a, a ten posłał mi szeroki uśmiech. Zarzucił kaptur na swoją głowę, a potem zgarbiony opuścił bar mojej ciotki. Z rękoma w kieszeniach, wędrował rozbawiony na parking. Miał długie, smukłe nogi i robił ogromne kroki. Odprowadzałam go wzrokiem, dopóki nie zniknął mi z oczu. 
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ashton zachowywał się tak zabawnie. Nie miałam dla niego znaczenia, ale zapewniał mi rozrywkę próbując ze mną flirtować. Stosował typowe "końskie zaloty". No może poza sytuacjami, w których ewidentnie starał się do mnie dobrać. Gdyby nie jego dziwne nastroje, mogłabym uznać, że jest całkiem fajny i atrakcyjny. 
O czym ty mówisz Caitlin? Odezwał się głos w mojej głowie, a ja automatycznie zeszłam na ziemię. Potrząsnęłam głową, a później odwróciłam się w stronę Dan'a. Był cały blady. Jego usta były otwarte, a on sam stał nieruchomo. Zgaduję, że nie spodziewał się takiego widoku. 
- Cait, słuchaj... - obok mnie pojawił się George.
- Jesteś z nim?! - krzyknął pełen złości Dan, podchodząc do nas.
- Możesz się tak nie drzeć? To miejsce publiczne - odparłam.
- Odpowiedz. 
- A jakie to ma znaczenie? - zapytałam, patrząc na niego z niezrozumieniem.
- Caitlin, ty go chociaż znasz? To jakiś psychopata! - krzyknął, prawie że przytupując nogą.
Właśnie w tej chwili przypomniała mi się moja rozmowa z Ashton'em, przez którą kompletnie przestałam słuchać tego, co mówi Dan. Odbiegłam w zupełnie inny świat, wspominając naszą wymianę zdań pod moim blokiem, kiedy to przechodzący obok Irwin'a ludzie spoglądali na niego z przerażeniem. Jego słowa były prawdziwe, miał dowody, racje. Nie do końca poznałam go jako człowieka, ale nie zmienia to faktu, że ludzie oceniali go po wyglądzie, nic nie wiedząc o jego historii. To właśnie teraz zrobił Dan.
Uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc na pusty notes. 
- Co cię tak śmieszy? - Dan skrzyżował swoje ręce. Spiorunował mnie wzrokiem i czekał na odpowiedź, a ja tylko zerkałam na niego z rozbawieniem.
-  Ludzie cię nie znają, a od razu oceniają, czy to według ciebie nie jest śmieszne? - powtórzyłam słowa, które Ashton skierował do mnie. 
On mnie poznał. Nie oceniał mnie od razu. Dowiedział się o mnie wszystkiego, a dopiero później wyciągnął wnioski. Ashton był inny, nie był zepsuty jeśli chodzi o zawieranie jakichkolwiek znajomości, o myśli. Dopiero teraz to zrozumiałam.
- Czy ty siebie słyszysz?
- Tak, o to chodzi, że tak. Nie znasz go, jaki jest twój problem Dan? 
- Chcę cię chronić.
- Nie - odpowiedziałam - Chcesz mnie mieć dla siebie. Tak się składa, że ten chłopak zna się na ochronie i bezpieczeństwie lepiej niż ty, więc odpuść sobie, bo i tak nie zmienisz mojego zdania.
- Tobie kompletnie odbiło - brunet wywrócił teatralnie oczami.
- Powinieneś już iść. 
- Co?
- Twój czas minął, Dan. Jestem zajęta. 
Schowałam swój notes do kieszeni. Wróciłam za bar i czekałam tam, dopóki mój przyjaciel, a raczej były przyjaciel nie wyszedł. Ta znajomość była tylko zwykłym przyzwyczajeniem. Więź, która kiedyś była między nami, umknęła. Nie życzyłam Dan'owi źle, nadal będę go chronić, aby nie wplątał się w takie bagno, w jakim tkwię ja. Był jednak jak reszta, pusty wewnątrz. 
Ashton nie jest aniołem i nigdy nim nie będzie. Nie znam go bardzo dobrze, ale zdążyłam poznać jakąś jego minimalną część. Może nie podlega on jeszcze mojej ocenie, gdyż nie wiem, jakim konkretnie jest człowiekiem, ale jeśli popełnił w życiu parę złych czynów, to musiał mieć ku temu powody. Dopóki ich nie poznam, nie zamierzam go skreślać. 
Zaczęłam przyjmować zamówienia, podczas gdy George obsługiwał klientów za barem. Mijały minuty, godziny... dzień się niesamowicie dłużył. Kiedy ruch był znacznie mniejszy, oboje zajęliśmy się obsługą kasy, tocząc przy tym dyskusję na temat mojego nowego miejsca zamieszkania. George przyznał, że był w szoku, gdy obroniłam Ashton'a, sam się tego nie spodziewał. Nie jestem jakąś jego wielką zwolenniczką, ale skoro mamy rozejm, tego zamierzam się trzymać. Opowiedziałam mojemu koledze o Hurstville, oraz ogromnej willi, która jest... niewiadomo czyja. Nadal tego nie odkryłam. George uważnie mnie słuchał, jakby chciał zapamiętać jak najwięcej szczegółów z moich opowieści. Może chciał mi pomóc? Kiedy czegoś nie zapamiętał, od razu prosił abym powtórzyła całą wypowiedź. W międzyczasie opowiadaliśmy sobie różne kawały. George mówił mi także o historiach, jakie ostatnio wydarzyły się w Sydney. Nie ominęło mnie zbyt wiele, aczkolwiek wolałabym być świadkiem tych różnych, śmiesznych akcji. 
- Poproszę whisky - usłyszałam za plecami męski głos. 
Odwróciłam się, a przy barze siedział nieziemsko przystojny brunet, o ciemnych, brązowych oczach. Patrzył pewnie w moje oczy, powoli ukazując śnieżnobiały uśmiech. Miał idealne kości policzkowe, które podkreślały całą twarz. Perfekcyjnie ułożone włosy, podniesione do góry z dodatkiem żelu dodawały mu męskości. Ubrany był zwyczajnie, jak typowy chłopak, którego można spotkać na ulicy, ale mimo wszystko te zwykłe ciuchy na nim wyglądały inaczej, lepiej. 
Przygryzłam dolną wargę, nieśmiało spoglądając na bruneta. Trwało to chwilę, gdyż George gwałtownie szturchnął mnie w ramię. Kiedy na niego popatrzyłam morderczo, chłopak wyglądał jakby zobaczył ducha. Posłałam mu pytające spojrzenie, na które nie odpowiedział. Stwierdził jedynie, że potrzebuje się przewietrzyć i odszedł. Ja zajęłam się zamówieniem. 
- Taka piękna dziewczyna w barze? - zapytał zachrypiałym, seksownym głosem.
- Taki przystojny facet w barze?
- Potrzebuję się napić, aby lepiej myśleć - odparł.
- Od kiedy po alkoholu myśli się lepiej? - zaśmiałam się.
- Patrząc na ciebie, dzisiaj chyba nie będę w stanie myśleć w ogóle - powiedział chłopak, a ja poczułam jak moje policzki stają się coraz bardziej gorące. 
- Jestem Caitlin - przedstawiłam się.
- Logan, Logan Fletcher, miło mi.
____________________________________________________________________


Rozdział nie wyszedł mi tak, jak to sobie wyobrażałam, ale gorzej być chyba nie może. :) Chcę wam podziękować, bo zrezygnowałam z informowania, a mimo wszystko pod ostatnim rozdziałem było te 90 komentarzy, co mnie niezmiernie cieszy, bo dzięki temu wiem, że ktoś tutaj jednak bezinteresownie wpada. Naprawdę jesteście niesamowici i najwspanialsi.
Lepszych czytelników mieć nie można! You're cool, you're cool... and oh, you too!

Powstały role-player'y! O czym właśnie miałam ogłosić. 
Jeśli ktoś chce założyć konto role-player >> ŚMIAŁO! Nie musicie nawet pytać o zgodę, po prostu założcie, follownijcie, a ja o nim napiszę :)

Dziękuję za wsparcie, wszystko i w ogóle, jesteście fantastico!
+ zagłosujcie w ankiecie u góry jeśli czytacie :)
+ jutro #CieńQA o 18! :) 

piątek, 21 marca 2014

Rozdział 25

Dziewczyna nawet na mnie nie spojrzała. Mruknęła coś pod nosem, a następnie pociągnęła Ashton'a za sobą i zaczęła zatruwać mu życie swoją paplaniną. Nigdy w życiu nie spotkałam się z tak gadatliwą osobą. Myślałam, że to Cassie jest największą plotkarą na świecie, ale zdecydowanie się myliłam. Gina po prostu nie mogła się zamknąć. Nikogo nie słyszałam tak często jak jej, w dodatku mówiła o głupotach. Opowiadała Ashton'owi o tym, jak kupiła nowy lakier do paznokci, czy jak spaliła sobie włosy. Chłopak nawet nie wykazywał zainteresowania, bezczelnie i wyraźnie zbywał ją, jednak ta nie odpuszczała. Uparcie starała się zwrócić jego uwagę. 
- Wchodź, ona jeszcze musi trochę potruć - powiedział Calum, kiedy zauważył jak przyglądam się Ginie. Michael zaś wziął moje rzeczy i pognał do środka. On również nie wyrażał jakiegoś wielkiego zachwytu na widok brunetki. Chyba nie wzbudzała u żadnego z chłopaków większego zainteresowania. Była tu, bo była.
Wnętrze domu prezentowało się znakomicie. Wchodziło się od razu do salonu, w którym znajdował się kominek oraz kilka kanap wokół niego. Wyglądało to całkiem przytulnie, jakby nie patrzeć na porozrzucane czipsy, opakowania po papierosach i kolejne butelki alkoholu. Wyobraziłam sobie siedzącą tam rodzinę, śmiejącą się do siebie i spędzającą wspólnie czas w czystym pomieszczeniu, przy rozpalonym kominku. W głębi duszy sama marzyłam o takiej chwili z moimi rodzicami. Korytarz, którym później przechodziłam wyglądał zupełnie inaczej. Tętnił żywymi kolorami znajdującymi się na ścianach. Były one pokryte licznymi rysunkami oraz napisami. Graffitti. Chwilę później znaleźliśmy się w przestronnej kuchni pełnej dębowych mebli w kolorze jasnego brązu. W zlewie leżało kilka brudnych naczyń, a śmietnik obok był zapełniony. Zastanawiałam się, ile czasu Gina tu pomieszkiwała i czy w ogóle robiła cokolwiek w tym miejscu poza siedzeniem. Michael poprowadził mnie na górę, gdzie szłam kolejnym korytarzem, jednak o wiele dłuższym niż tym na dole. Zgaduję, że za każdymi zamkniętymi drzwiami, a było ich około siedmiu, mieściły się pokoje każdego z chłopaków, a także gościnne. Ciemnowłosy otworzył drzwi na samym końcu, po czym wszedł do środka, a ja tuż za nim. Moje oczy ujrzały eleganckie wnętrze, którego ściany wyłożono matową tapetą w kolorze morelowym. Pod szerokim oknem, które rozświetlało cały pokój swoje miejsce znalazło podwójne łóżko. Obok niego stała niewielka szafka nocna, a na niej lampka. W drugiej części pokoju była ogromna szafa na ubrania oraz drzwi do łazienki. Na ścianie wisiał telewizor plazmowy i różne pozdzierane plakaty. Na pewno nie zostały zawieszone tu wczoraj, czy tydzień temu. Wyglądały na naprawdę stare, jakby miały z rok czy nawet dwa. Michael postawił moją walizkę wraz z torbą w kącie, a następnie oznajmił mi, iż tu będę przez kilka dni mieszkać. Postawiłam jeden krok do przodu, a drewniane, wypolerowane panele zaskrzypiały pod moim ciężarem.  Ten pokój pomimo schludności i porządki wydawał się pusty oraz bez życia. Miałam świadomość, że nie mogę się spodziewać czegoś lepszego po pokoju gościnnym, ale czułam się w nim nieswojo. 
Zanim jednak mogłam się rozgościć, podążyłam na dół, gdyż zawołał nas Ashton. Zostałam zaprowadzona tym razem do jadalni, która była nadzwyczaj skromna. Okna były przysłonięte brązowymi zasłonami, a małe lampki przymocowane do ścian lekko oświetlały pomieszczenie nadając mu klimat. Podeszłam do pustego krzesła i usiadłam na nim. Reszta domowników również zajęła swoje miejsca. Pech sprawił, że siedziałam naprzeciwko Ashton'a oraz Giny. Jedyny plus jaki udało mi się odnaleźć, to fakt, że nie siedział obok mnie. Sądzę, że to skończyłoby się zdecydowanie gorzej. Na stole leżało kwadratowe pudełko, a obok niego dzban z wodą. Nie mogłam spodziewać się normalnego obiadu, więc od razu zgadłam, że w pudełku znajduje się pizza. Na szczęście po drugiej stronie stołu stał również kubełek z KFC, co bardziej mnie ucieszyło. Swoje miejsce znalazła również jakaś tania, beznadziejna sałatka, ale lepsze to niż nic. Każdy zaczął się rozporządzać i pakować na swój talerz to, na co miał właśnie ochotę. Sięgnęłam po kubełek skrzydełek kurczaka po czym wzięłam kilka z nich i umiejscowiłam na swoim talerzu. Dodałam do nich mało zachęcającej sałatki, a potem wzięłam kromkę chleba. Nalałam do swojej szklanki wody i rozpoczęłam wraz z resztą konsumpcję. Wszyscy byli wyjątkowo głodni, ta podróż nas wykończyła. Oczywiście znalazła się osoba, które była nadaktywna i była nią Gina. Nawet przy stole nie dawała nam odpocząć i ciągle gadała o mało istotnych rzeczach. Znałam tą dziewczynę mniej niż godzinę, a już miałam dość.
- A skąd wy się znacie tak w ogóle? - spytała przesłodzonym głosem robiąc maślane oczy do Ashton'a. Ten zaś wymienił ze mną spojrzenia ewidentnie nakazując mi milczeć. 
- Z imprezy - odparł z obojętnością.
- A wy? - odezwałam się, co zezłościło Ashton'a. 
- Oh, no wiesz... bywało się tu i tam - zaśmiała się brunetka - Poznaliśmy się na jednej z imprez no, a później już zostaliśmy parą... - rozpoczęła swą opowieść, ale Irwin szybko jej przerwał.
- Po czym zerwaliśmy - dokończył piorunując dziewczynę spojrzeniem. Gina od razu zamilkła i zajęła się obiadem tak jak wszyscy. Zrobiło się naprawdę niezrecznie. Spuściłam wzrok, a moje oczy zaczęły wpatrywać się w jedzenie, które zostało na moim talerzu. Nikt więcej nie odezwał się słowem dopóki nie skończyliśmy posiłku. 
Po skończonym obiedzie Calum wraz z Michael'em zabrali się za sprzątanie. To był śmieszny widok, od którego nie mogłam się oderwać. Miałam ogromną ochotę podokuczać chłopakom, którzy stali przy zlewie i szorowali talerze przekomarzając się, a także obrażając. Zrozumiałam, że taka jest właśnie ich natura - zachowanie godne dwunastolatków. 
Ashton założył swoją ciemną, skórzaną kurtkę, która opinała się na jego szerokich ramionach. Nasunął na swoją czuprynę kaptur, a spod niego wystawało jedynie kilka kosmyków jego blond, pokręconych włosów oraz mroczne spojrzenie przyprawiające zwykłego przechodnia o ciarki. Z kieszeni swoich spodni wyjął paczkę papierosów po czym zaczął przeliczać ile sztuk mu jeszcze zostało. W drugiej dłoni trzymał zapalniczkę, której chwilę później użył, aby zapalić tak zwanego "szluga". Spostrzegłam, że kieruje się w stronę wyjścia, więc czym prędzej odsunęłam się od stołu i pognałam za nim. Zniknął za drzwiami, zamykając je z hukiem, jednak to nie powstrzymało mnie przed rozmową, mimo, że wiedziałam iż nie będzie to proste. Pociągnęłam za klamkę i wyszłam na zewnątrz. Blaski słońca uderzyły prosto w moje oczy na chwilę mnie oślepiając. Zeszłam ze schodów podtrzymując się poręczy i wyszukałam wzrokiem Ashton'a, który podążał w kierunku bramy.  Przez chwilę dostrzegłam w nim drobną atrakcyjność. Szedł zgarbiony,ubrany w białą koszulkę idealnie przylegającą do jego klatki piersiowej.  Czarne rurki opinały jego szczupłe nogi, skórzana kurtka dodawała mu charakteru, takiego, na jaki sobie zapracował. 
- Ashton! - krzyknęłam podążając za chłopakiem, który nawet nie zwolnił swojego tempa - Ashton, stój do cholery! - wydarłam się głośniej, na co zareagował blondyn.
Irwin zatrzymał się, a następnie odwrócił z ogromnym grymasem na twarzy, jakby sama moja osoba działała mu na nerwy. Jego wahania nastroju powoli zaczynały mnie denerwować. Raz był miły, a raz irytujący, a znowu innego dnia miły i irytujący. Nie mogłam zrozumieć, czy to ja tak na niego działam, czy on po prostu taki jest.
Blondyn uniósł swoje dłonie, czekając na moją wypowiedź. Nie chciałam go dłużej zatrzymywać, więc od razu przeszłam do rzeczy.
- Po co mnie tutaj przywiozłeś? - spytałam, podchodząc do niego bliżej. 
- Hm, no nie wiem... - powiedział, zaciągając się papierosem i patrząc w niebo - Może, żeby nikt cię nie znalazł? - odpowiedział z ironią, przenosząc swój wzrok na mnie.
- Pytam poważnie, miałeś dać mi odpowiedzi na pytania.
- Nie zadałaś ich.
- Cały czas to robię! - oburzyłam się - W co ty grasz, Ashton? - zadałam kolejne pytanie zmęczonym, pełnym bezradności głosem.
- W grę, w której nie ma miejsca dla takich osób jak ty - warknął, lustrując mnie wzrokiem.
- Czyli jakich?
- Naiwnych, wrażliwych, lekkomyślnych, uczuciowych, niezdarnych, słabych... - wymieniał, jednak zatrzymał się, kiedy tylko odwróciłam wzrok. Nie mogłam słuchać dłużej tych określeń. Zdawałam sobie sprawę, że część nich jest jak najbardziej trafna, ale nie zgadzałam się z kilkoma, a przede wszystkim z jednym.
- Nie jestem słaba - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Więc dlaczego nie powiesz mi tego prosto w twarz? Bo masz łzy w oczach? 
 - A ty? - wyrzuciłam z siebie, wracając do patrzenia prosto na blondyna. Odgarnęłam kilka kosmyków, które pod wpływem wiatru znalazły się na mojej twarzy. Podniosłam brwi i wysiliłam się na lekki uśmiech - Dlaczego ty niczego mi nie powiesz? Bo się boisz? Może to właśnie ty jesteś słaby Ashton - skwitowałam. 
Blondyn spojrzał na mnie gniewnie, a następnie odwrócił się w stronę słońca, aby przybrać postać obojętną, wyluzowaną, która zupełnie odepchnęła słowa przed chwilą przeze mnie wypowiedziane. Po raz kolejny wciągnął nikotynę do swoich płuc, skracając sobie życie. Wypuścił ze swoich ust dym, a ja poczułam jego intensywny zapach. Jego twarz złagodniała, jakby tytoń przyniósł mu ulgę.
- Powiem - urwał, zbywając mnie wzrokiem - Ale nie teraz..
- I kto tu jest słaby - prychnęłam, patrząc na chłopaka pogardliwie.
Melodyjny śmiech Ashton'a rozniósł się po całym terenie posiadłości. Tym razem był to inny rodzaj śmiechu, nie wyrażający pogardy czy poirytowania. Rozbawiła go moja odważna postawa.
- Więc udowodnij mi, że się mylę - powiedział, ukazując swój szeroki, śnieżnobiały uśmiech do którego chwilę później dołączyły głębokie dołeczki. Nałożył na swój nos czarne okulary i jeszcze raz spojrzał na grzejące nasze ciała słońce. Ruszył w kierunku furtki, a po chwili zniknął za bramą, zostawiając mnie samą. 
Westchnęłam cicho, wiedząc, że teraz muszę wrócić do środka i zmierzyć się z jego przyjaciółmi. Nie zwracając na siebie większej uwagi wróciłam do domu, po czym pognałam do pokoju. Zamknęłam go. Nie spoglądając na godzinę, położyłam się do łóżka. Wiedziałam, że to w nim będę tutaj spędzała najwięcej czasu, tak jak w poprzednim mieszkaniu. Wierciłam się kilkanaście minut, aż w końcu zapadłam w sen. 
Kiedy się obudziłam za oknem było ciemno, a jedyne co zdołałam usłyszeć to delikatny szelest liści. Księżyć unosił się na niebie coraz wyżej. Wstałam z łóżka, a moje nogi zaczęły sunąć się po zimnych panelach. Dotarłam do drzwi, które następnie otworzyłam i opuściłam pokój. Znalazłam się po środku ciemnego korytarza. Nie miałam pojęcia, gdzie można zapalić światło. Oparłam swoją dłoń na ścianie i wodząc nią szłam przed siebie dopóki nie znalazłam schodów prowadzących na dół. Ostrożnie zeszłam po kawałkach drewna. Na końcu korytarza zauważyłam migoczące się światło, więc zdecydowałam się sprawdzić, czy Ashton już wrócił. Pewna siebie przeszłam do salonu, gdzie ktoś się znajdował. Gdy się tam dostałam, nikogo nie było. Poszukiwałam wzrokiem kogokolwiek, ale widziałam jedynie palący się kominek. Panowała przerażająca cisza. Mimo, że w domu było ciepło, ja odczuwałam ogrom zimna. Dreszcze przechodziły po całym moim ciele. Bałam się. Od dawna nie czułam się bezpiecznie, nawet we własnym mieszkaniu, więc dlaczego miałabym być bezpieczna tutaj?
- Halo? Jest tu ktoś? - spytałam, jednak nie dostałam odpowiedzi - Pięknie, nie dość, że mnie przywieźli na jakieś pieprzone odludzie, to jeszcze zostawili samą - uderzyłam płaskimi dłońmi o uda - Idioci - skwitowałam. 
Nagle czyjeś dłonie znalazły się na moich plecach. Z moich ust wydobył się głośny krzyk, który mógłby obudzić pół sąsiedztwa. Zaczęłam się szarpać będąc gotową do ucieczki, ale mój napastnik złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Ugryzłam się w wargę, aby stłumić kolejny krzyk, który miał wydobyć się z moich ust. Usiłowałam uwolnić się z uścisku, jednak był zbyt silny. Z pomocą osoby, która właśnie mnie trzymała odwróciłam się i ujrzałam jego twarz. Zamilkłam, kiedy zobaczyłam przed sobą Michael'a, a moje usta rozwarły się. Chłopak tak samo zszokowany wypuścił mnie ze swoich ramion i dał mi trochę przestrzeni. Staliśmy kilka sekund w milczeniu, ale Michael przerwał ciszę swoim śmiechem. 
- Gdybyś widziała swoją minę - mówił wciąż śmiejąc się - Byłem w kuchni i chciałem spytać co się dzieje, a wtedy ty.... 
Nie mógł dokończyć zdania, bo tak bawiła go ta sytuacja. Oburzona, skrzyżowałam ręce i stanęłam prosto, mierząc go wzrokiem. Serce wciąż waliło mi jak oszalałe. Wystraszyłam się! Myślałam, że to jakiś popapraniec próbujący mnie zabić. W tym miejscu, z tymi ludźmi dosłownie wszystko jest możliwe, więc miałam swoje powody! Nie mogłam uwierzyć, że to jedynie durny żart Michael'a. Daję słowo, że gdybym miała w sobie więcej siły, albo była facetem - porządnie dałabym mu w ten ucieszony pysk. 
Z drugiej strony... muszę mu przyznać rację. Moje zachowanie na pewno było śmieszne. Gdy tylko sobie przypomnę, jak krzyczałam i wzywałam pomoc, aż sama mam ochotę się śmiać. Wracając myślami do tej sytuacji, na mojej twarzy niespodziewanie pojawił się uśmiech, co zauważył Michael. Wskazał na mnie dłonią i wrócił do przypominania sobie tego zdarzenia. 
- Widzisz, nawet ciebie to bawi! 
- Skończ - szepnęłam ostro.
Usiadłam na fotelu tuż przy palącym się kominku. Wysunęłam dłonie w stronę ognia i zaczęłam się ogrzewać. Kąciki moich ust uniosły się, gdy przypomniałam sobie jak ojciec zabierał mnie na ogniska. Grał wtedy na gitarze, specjalnie dla mnie, ponieważ wiedział, że uwielbiam jak spełnia swoje pasje. Jedną z nich była właśnie muzyka. Skakałam wokół płonących kawałków gałęzi, śpiewając i tańcząc. Te chwile już nie wrócą, ale na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Lubię wracać do wspomnień. 
- Gdzie są wszyscy ? - spytałam powracając do rzeczywistości, kiedy ciemnowłosy usiadł naprzeciwko mnie. 
- Na imprezie z Ash'em - odpowiedział.
- Czemu ciebie tam nie ma? 
- Rozumiem, że mnie nie lubisz, ale żeby wypędzać z domu, którego jest się gościem...
- Nie to miałam na myśli, ja... - zająknęłam się, a na swoich policzkach poczułam ciepło. Oblałam się rumieńcem ze wstydu, to było zbyt śmiałe pytanie.
- Wiem, żartowałem - zaśmiał się Mike, a ja odetchnęłam.
- Mam świadomość, że mi nie pomożesz, ale może chociaż dasz wskazówkę... czego chce ode mnie Ashton? - zapytałam nie patrząc na chłopaka. Strzelałam kostkami w palcach mając cichą nadzieję, że dowiem się czegoś interesującego. 
- Dowiesz się w swoim czasie, Caitlin. 
- Nawet nie zdołam policzyć, ile razy już słyszałam te słowa. 
- Nie należymy do najprzyjemniejszych osób na tej ziemii - zaczął Michael - Ashton w szczególności - wywrócił oczami, jakby wiedział, że mówi coś oczywistego - Ale zapewniam cię, że on nie chce ci zaszkodzić.
- Taaaaaa - przeciągnęłam - Co do jego charakteru i bycia "miłym" to zdecydowanie nie należy do przyjemnych, nawet was traktuje jak marionetki - rzuciłam oskarżycielsko.
- Dlaczego tak uważasz?
- Wydaje wam rozkazy, rzuca się non stop, no traktuje was jak psy, a wy na to pozwalacie! - krzyknęłam z oburzeniem.
- To nie tak, my się przyjaźnimy. Znamy się prawie od dziecka, Ash kiedyś uratował każdego z nas w jakiś sposób, a my mu się owdzięczyliśmy i odwdzięczamy nadal. 
- Jak to? - spytałam, ciągnąc dyskusję.
- To długa historia i sądzę, że on sam niedługo ci ją przedstawi - ciemnowłosy powiedział ze spokojem, posyłając mi uśmiech.
Siedzieliśmy przy kominku przez dobrą godzinę. Podczas całego pobytu w towarzystwie Ashton'a i jego ekipy nigdy nie czułam się tak dobrze. Michael był bardzo sympatycznym człowiekiem. Pomimo rzucania sarkastycznych i pełnych chamstwa komentarzy, było można porozmawiać z nim na każdy temat. Czasem wymsknęło mu się parę głupich słów, ale mimo wszystko sprawił, że po raz pierwszy zapomniałam o tym, dlaczego znalazłam się w tym miejscu i z tymi ludźmi. Pokazał mi swoją prawdziwą twarz, bardzo zabawnego i pełnego życia chłopaka. Miałam wrażenie, że znam tego człowieka kilka lat. Zdecydowanie różnił się od Ashton'a. Może na początku nie byłam skłonna do rozmowy i nie chciałam się otworzyć, ale Michael bardzo łatwo mnie rozgryzł i przekonał do siebie. Oczywiście nie zyskał mojego całkowitego zaufania, ale mój rozum podpowiadał mi, że mogę wierzyć w jego słowa. Jest jedyną osobą, która zdecydowała się na dalszą rozmowę ze mną. Nie zostawił mnie tu samej i nie znalazł dla siebie zajęcia, towarzyszył mi i sam pociągnął dyskusję. To wiele dla mnie znaczy. 
Michael był zabawny. Pomimo swojego wieku wciąż kochał robić różne, dziwne rzeczy, które zazwyczaj robią tylko dzieci. Poza graniem na playstation, lubi spędząć czas na oglądaniu bajek czy żartowaniu z sąsiadów. Zdążył mi opowiedzieć, jak obrzucił dom swojej ciotki papierem toaletowym, kiedy ta stwierdziła, że słabe oceny dostają tylko głupi ludzie. Tym czynem chciał udowodnić jej, że tylko inteligentna osoba wpadłaby na taki pomysł. Jego styl idealnie odwzorowywał osobowość. Nosił zwykłe koszulki z komicznymi nadrukami lub logami zespołów czy bajek. Czasami zakładał luźne, o rozmiar za duże swetry, a jego włosy były istnym artystycznym nieładem - w różnych odcieniach. Sądzę, że byłby zdolny do zrobienia sobie na głowie tęczy. 
- Niech ci się nie wydaje, że będę teraz dla ciebie miły! Czasem potrzebujesz reprymendy - ostrzegł mnie Michael podczas naszej rozmowy. 
- Wy również! Myślicie, że jak macie broń to wam wszystko wolno! - rzuciłam chłodno, po czym oboje się roześmialiśmy. Nie trwało to jednak długo, gdyż mój mózg przetrawił to, co właśnie powiedziałam na głos, a na język cisnęło mi się pytanie, które prowadziło znowu do poważnej rozmowy - Michael, czy ta broń jest wam potrzebna do zabójstw? - wydukałam nieśmiało. 
- Nie mogę powiedzieć, że od broni, którą posiadamy nikt nie zginął. To nie jest pytanie, na które mógłbym odpowiedzieć tak lub nie. Kto tego nie doświadczył, nie zrozumie. Musiałabyś poznać całą historię, aby móc nas oceniać. Ja nie mogę ci jej opowiedzieć, wybacz Caitlin.
- Rozumiem... - wyszeptałam, odwracając głowę do okna. Widziałam odbijający się w szybie płonący kominek, co wciąż sprawiało, że czułam się w porządku. Im więcej jednak myślałam, tym bardziej było źle. 
- W porządku? - spytał Clifford, bo tak właśnie miał na nazwisko.
- Kiedy Ashton celował do mnie z broni... bałam się, wiesz? - wydusiłam z siebie.
- On by cię nigdy nie skrzywdził, Caitlin - odparł chłopak - Ashton jest impulsywny i popełnia błędy, ale nie zależy mu na twojej śmierci. On cię naprawdę lubi i chroni.
- Jakoś tego nie widać - prychnęłam.
- Nie powinienem ci tego mówić, ale jego zachowanie jest spowodowane śmiercią ojca - wyjaśnił Michael, a moja twarz gwałtownie odwróciła się w jego stronę. Byłam w szoku - Zabili go, a wszystkie podejrzenia poszły na jego syna. Wszyscy ludzie go nienawidzili. Jak ty byś się czuła, gdyby twoi sąsiedzi uważali, że zabiłaś któregoś z rodziców? 
- Nie musisz pytać - mruknęłam - Powiedzmy, że rozumiem, dlaczego stał się takim człowiekiem, ale ja mu nic nie zrobiłam.
- Będzie lepiej, Caitlin - poklepał mnie po ramieniu ciemnowłosy, a ja zdobyłam się na lekki uśmiech - Ale teraz muszę spadać spać, ty też powinnaś. 
- Dzięki - odparłam - Posiedzę tu jeszcze chwilę.
Michael wstał z miejsca i ruszył na górę, natomiast ja zostałam przy kominku wciąż mu się przyglądając. W moich myślach pojawiły się kolejne pytania. Kto zabił ojca Ashton'a? Dlaczego wszyscy uważali, że to właśnie on go zabił?
Siedziałam na kanapie otulona kocem. Popijałam herbatę będąc całkiem sama ze swoimi myślami. Powoli zaczynała mnie boleć głowa od napływu tych wszystkich informacji. Wciąż nie rozumiałam, co ja mam z tym wszystkim wspólnego, jak tu się znalazłam i dlaczego. Co chwila bawiłam się splecionymi palcami, aby oderwać się od rzeczywistości, wszelkich dylematów i pytań. Moja głowa opierała się o fotel, a oczy wciąż wpatrywały się w idący w górę, a po chwili w dół ogień. Byłam wyspana, do tego teraz - całkiem sama. Mogłam rozmawiać jedynie sama ze sobą, czego właśnie nie chciałam. Nie wiedziałam już co mogę ze sobą zrobić poza wgapianiem się w okno, czy komin. Zajęłam się więc przeglądaniem ścian, oraz każdych możliwych przedmiotów znajdujących się w salonie. Chodziłam po pokoju kręcąc się i wiercąc, z nadzieją na znalezienie zajęcia. 
Mój wzrok spostrzegł drzwi, ukryte tuż za kominkiem. Podniosłam brew, zadając sobie pytanie co takiego może tam być. Żaden z mieszkańców nie pokazał mi znajdującego się tam miejsca. Nie muszę chyba mówić, że wykorzystałam tą okazję? Bez wahania podniosłam się z miejsca i pobiegłam w stronę schodów, wchodząc na kilka stopni. Upewniłam się, że światło na górze jest zgaszone, co oznaczało, że Michael śpi. Wróciłam na dół, po czym podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę. Zamknięte. Zaklęłam w myślach.To spowodowało, że stałam się jeszcze bardziej zainteresowana tym pomieszczeniem. Zaczęłam nerwowo podnosić figurki umiejscowione na półce obok w poszukiwaniu klucza. Gdy zsunęłam z miejsca doniczkę z obumarłym już kwiatem znalazłam to, czego właśnie szukałam.
- Caitlin, jesteś geniuszem - wyszeptałam pochwalnie sama do siebie.
Otworzyłam drzwi drżącymi dłońmi i popchnęłam je do przodu. Nie zobaczyłam niczego poza ciemnością. Wyciągnęłam nogę w stronę wnętrza, jednak ona wciąż była w powietrzu. Pociągnęłam ją do dołu, a wtedy odnalazłam podłoże, co oznaczało schody. Jeszcze raz odwróciłam się w stronę salonu, ale po Michael'u nie było widać śladu. Zdecydowałam się zejść na dół, aby sprawdzić co takiego tam się znajduje. Zamknęłam za sobą drzwi. Odnalazłam prędko zapalnik światła, dzięki czemu mogłam spokojnie stąpać po stopniach bez obawy na upadek. 
Trafiłam do spiżarni. 
Serio, spiżarnia... Powiedziałam zawiedziona w myślach. Liczyłam na coś ciekawszego. Było tam naprawdę zimno. Nie zauważyłam nigdzie kaloryferów, czy jakiegokolwiek ogrzewania. Przetarłam dłońmi zmarźnięte ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka. Rozejrzałam się dookoła i podążyłam dalej, gdzie znalazłam półki ze słoikami. Ogórki, pieczarki, butelki wina... Kręciłam się po pomieszczeniu przeglądając zapasy, które chłopcy tu zgromadzili. Kilka skrzynek piwa, czipsy, ciastka, żelki.. nic, co by mogło wzbudzić podejrzenia, co mogłoby pozwolić mi na węszenie. Jedyne co przykuwa moją uwagę, to fakt iż ten dom jest ogromny. Nie wiem kogo stać na taką posiadłość, ale nie wierzę, że mogłaby ona być własnością Ashton'a. 
Gdy już miałam wychodzić, pod schodami zauważyłam kolejne drzwi. Złapałam się poręczy, rozważając możliwość wyjścia, lub przejścia do kolejnego pomieszczenia. Co jeśli znowu miałabym się rozczarować? Co, jeśli powinnam zobaczyć każdy kąt tego domu? Co jeśli ktoś mnie przyłapie? Co jeśli to moja jedyna szansa? Ciekawość wzięła górę i czym prędzej podeszłam do drzwi znowuż to ciągnąc za klamkę. Były drewniane, w dodatku stare i zakurzone, miałam ogromny problem z ich otwarciem. Spięłam wszystkie mięśnie i uderzyłam całym ciałem o wejście, aż udało mi się przepchać do środka. Nie uchroniło mnie to przed upadkiem. Pod wpływem siły runęłam na ziemię, a z moich ust wyleciał cichy jęk. Podłoga była umazana błotem, zmieszanym z piaskiem. Jakby nikt tutaj w życiu nie sprzątał. Wstałam, po czym otrzepałam się. Obtarłam kolana, jednak to był mój najmniejszy problem. Gdy już doprowadziłam się do porządku, podniosłam głowę.
To co zobaczyłam przeraziło mnie do granic możliwości. Czułam, jak powoli staje mi się gorąco, a twarz czerwienieje. Gdyby ktoś mógł mnie w tej chwili widzieć, co było akurat bardzo możliwe, stwierdziłby, że wyglądam jakbym zobaczyła ducha. I miałby rację. Może nie zobaczyłam ducha, ale na pewno moja reakcja byłaby identyczna. Tu było wszystko, tu byłam ja w każdym możliwym tego słowa znaczeniu. 

________________________________
Ten rozdział nie należy do ciekawszych, ponieważ wy wiecie więcej niż wie Caitlin. :) Teraz ona dopiero zaczyna węszyć. Jak myślicie? Co zobaczyła Caitlin? Mam nadzieję, że znowu posypią się tweet'y w teoriami! Obserwuję taki #Cień , cień, cienia, Ashton, Caitlin, #CieńFF :) 
Dziękuję za taką ilość komentarzy! Za głosowanie w ankietach no za wszystko. Jesteście najwspanialszymi czytelnikami! Lepszych nie mogłam sobie wymarzyć. W dodatku każdy z was jest wspaniały jako człowiek i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. xx
Chętnie podpowiadam na pytania na ask'u > http://ask.fm/putyourgundown :)
Dziękuję za wszystko jeszcze raz, bardzo was kocham. xx
Jeśli czytasz > skomentuj & obserwuj - tylko minutka :) x

ps. Niektórzy szukają mnie na fejsbuku. Nie przyjmuję do znajomych, od razu mówię. Można jedynie obserwować mój profil. Jeśli ktoś chce, to oczywiście podam mu link. Wystarczy napisać na twitterze. 

sobota, 15 marca 2014

Rozdział 24

Po skończeniu czytania przeczytaj proszę notkę pod rozdziałem, ważne.


CAITLIN'S POV

Chodziłam od jednej ściany pokoju do końca drugiej martwiąc się nieobecnością Ashton'a. Nie wracał od ponad dwóch godzin. Co chwilę spoglądałam na zegarek licząc minuty, a nawet sekundy od naszego ostatniego spotkania. Reszta zaś nie przejmowała się jego brakiem. Luke oraz Calum rozpoczęli grę w fifę na playstation, natomiast Michael postanowił zrobić sobie coś do jedzenia. Czasem spoglądałam na każdego z nich kątem oka nie rozumiejąc kompletnie ich zachowania. Co jeśli George'owi coś się stało, a Ashton pojechał po niego i teraz obaj są w tarapatach? Czemu oni w ogóle nie przyjmują takiej opcji do wiadomości tylko prowadzą zwykłe życie?
Apropo zwykłego życia... coś tu jest nie w porządku. Cassie inaczej opisywała mi wielkiego, strasznego Cienia, który po swoich ofiarach nie pozostawia suchej nitki. Jeśli Ashton miałby być właśnie takim człowiekiem, to sądzę, że jego przyjaciele również. Tymczasem oni są normalnymi, nudnymi nastolatkami, lubiącymi pograć od czasu do czasu na konsoli. Podczas spędzania w ich towarzystwie tych kilku dni, nie zauważyłam niczego niepokojącego poza byciem nieuprzejmym. Oni nawet z wyglądu nie przypominają gangsterów chcących mojej śmierci! 
- Wiesz, że możesz usiąść? - przerwał moje rozmyślania Michael, a ja odwróciłam głowę w jego kierunku.
- Wiem - rzuciłam zirytowana. 
Miałam ochotę dodać do mojej wypowiedzi o wiele więcej, jednak powstrzymałam emocje. Wiedziałam, że moja impulsywność nie będzie wróżyła nic dobrego więc postanowiłam być spokojna, dopóki Ashton nie wróci do domu z jakąkolwiek informacją o George'u. 
Nie mając kompletnie kontroli nad tym co właściwie robię, usiadłam przy stoliku naprzeciwko Michael'a. Ciemnowłosy spojrzał na mnie jak na wariatkę, po czym powrócił do konsumowania kanapki. Położyłam łokcie na blacie stołu, a dłońmi podparłam brodę. Siedziałam na wprost zegarka, wsłuchując się w dźwięk przechodzących z sekundy na sekundę wskazówek. Mijała kolejna godzina, a zdenerwowanie kłębiące się w moim ciele wzrastało. 
Gdzie on do cholery jest? Ile to może trwać? 
- Nie denerwuj się tak - wtrącił Michael widząc jak mój wzrok szuka punktu zaczepienia.
- Nie denerwuję - zaprzeczyłam
- W ogóle... - mruknął melodyjnie
Naszą rozmowę przerwało przekręcanie klucza w zamku. Ruszyłam z miejsca, gdy tylko drzwi się otworzyły, a w ich progu stanął George. Kiedy zobaczyłam jego posiniaczoną twarz zakryłam usta dłonią, aby stłumić żałosny jęk, który właśnie miał z nich wylecieć. Opuchnięta i rozcięta, krwisto czerwona warga jako pierwsza rzuciła mi się w oczy. Po chwili spojrzałam na siniak tuż pod okiem, który widniał na większej części twarzy. Zaklęłam w duchu. Byłam przekonana, że to robota Ticks'a i jego paczki, zapłata za pomoc w mojej ucieczce. 
Podeszłam do bruneta i uściskałam go. Wyglądał fatalnie, ale byłam wdzięczna Bogu, że w ogóle żyje. Do mojej głowy przychodziły różne, dziwne i tragiczne myśli, które nie wróżyły nic dobrego, ale jak widać skończyło się tylko na obiciach. Oczywiście nie jestem tym usatysfakcjonowana, aczkolwiek cieszę się, że widzę go tutaj, przede mną niż w szpitalu czy co gorsze... w grobie. 
Westchnęłam głęboko zaciskając dłonie na bluzie George'a. Stęchły zapach, zmieszany z nikotyną, który bił od niego przyprawiał mnie o dreszcze. Gdzie oni go do cholery trzymali? Chciało mi się płakać, bo było mi po prostu przykro, że tak się stało. Czułam się winna i odpowiedzialna za to wszystko, co przydarzyło się George'owi, chociaż z drugiej strony... nadal nie wiem skąd zna Ashton'a...
- Odwieź go za pół godziny - mruknął Irwin, a następnie rzucił kluczyki od wozu w stronę Calum'a. Chłopak wydał z siebie przeraźliwy dźwięk, gdy te uderzyły o jego głowę. - Mógłbyś się zająć tym czym powinieneś - warknął Ashton piorunując przyjaciela wzrokiem, co mną wstrząsnęło.
Był zły, a raczej wściekły. To było widać od razu. Myślałam, że jeśli Calum odpowie mu coś niestosownego do aktualnej sytuacji, Ashton za chwilę eksploduje i nie będzie przyjemnie. Nie zwracał uwagi na nikogo. Przeszedł obok nas, a potem pokierował się w stronę balkonu, otwierając go i zatrzymując się w progu. Skrzyżował ręce, napinając swoje mięśnie i wpatrywał się w przestrzeń ze skupieniem, jakby zastanawiał się nad czymś bardzo ważnym. Jego klatka piersiowa unosiła się powoli, a za chwilę opadała. Wydawało mi się, że chciał unormować swój oddech i opanować się, ale sprawiało mu to ogromną trudność. Wzburzenie, które mu towarzyszyło było ogromne. Coś... lub ktoś... musiał naprawdę zaleźć blondynowi za skórę.
Pociągnęłam George'a za rękaw jego bluzy i zaprowadziłam do pokoju, w którym ostatnio gościłam. Zanim rozpoczęłam z nim rozmowę, zamknęłam drzwi po czym upewniłam się, że nikogo nie ma w pobliżu. Wspólnie zajęliśmy miejsca na łóżku i posłaliśmy sobie znaczące spojrzenia. 
- Skąd znasz Ashton'a? Jesteś jednym z nich? - zaczęłam zasypywać mojego kolegę pytaniami.
- Nie - odparł kręcąc głową - Wpadł do baru i zapytał gdzie jesteś. Odpowiedziałem mu, że wyjechałaś do Melbourne i wtedy kazał mi do ciebie zadzwonić, abyś określiła się w którym miejscu dokładnie się znajdujesz - objaśnił chłopak drapiąc się po karku. Był cały brudny, a jego ubrania podarte i pogniecione. 
- Nie zrobił ci krzywdy? - zapytałam zdziwiona.
- Nie, pomógł mi. Jakiś typ zabrał mnie do pewnej nory i trzymał kilka dni. Ash przyjechał i wydostał mnie stamtąd - opowiedział brunet - Cait, wszystko z tobą w porządku? - spytał, a ja popadłam w zamyślenie.
Czy wszystko ze mną w porządku? Zależy pod jakim względem, ale wiem, że nie mogę rozgadywać się teraz o moim obecnym położeniu i sytuacji. Ashton naraził George'a na niebezpieczeństwo, a ja mogłabym zrobić to samo mówiąc mu o wszystkim. Nie chcę, żeby ten chłopak był częścią tego... czegoś. Oddech uwiązł w moim gardle, jakby całe ciało powstrzymywało mnie od ujawnienia paru faktów. Milczenie w tej chwili było jak najbardziej odpowiednie. Tylko ja byłam zaplątana w swoje chore życie, nikt inny. 
- Tak, jest okej - wydukałam - Jeśli Ashton zrobił coś...
- Nie, Cait. On jest spoko - stwierdził mój przyjaciel, a ja zaniemówiłam.
Spoko? Spoko?! Jak ten człowiek może być spoko?! Jak można określić mordercę, przestępcę i nie wiadomo kogo jeszcze słowem "spoko", a już zwłaszcza po jednym czy dwóch spotkaniach? George naprawdę nie wiele wie o Irwinie jak i jego przeszłości. 
Jego stwierdzenie naprawdę mnie oburzyło. Spuściłam wzrok, gdyż korciło mnie, aby go oświecić. Ostatnimi siłami powstrzymywałam się głośno przełykając ślinę, aby słowa, które chciały wylecieć z moich ust zostały jedynie w głowie.
Popatrzyłam z troską na George'a. Jego wzrok miotał się po białych ścianach oglądając pokój. Nigdy wcześniej go nie widział, to miejsce było dla niego nowe. Nie wiem, dlaczego Ashton go tutaj przyprowadził skoro chce zostać w ukryciu i pragnie, aby jak najmniej osób wiedziało o jego istnieniu. Ufa mi na tyle, żeby zaufać moim znajomym? Czy może to jego kolejna sztuczka? Po dzisiejszym zachowaniu chłopaka ciężko stwierdzić co planuje. 
George nie wyglądał znowu na przerażonego. Rozumiem, że facet inaczej reaguje na tego typu sytuacje, ale zachowywał spokój, jakby miał już styczność z porwaniami czy pobiciami. Zastanawiało mnie to, jednak nie mogłam nawet przez sekundę w to uwierzyć. Przecież to George, typowy flirciarz, który wykonuje swoją pracę i ma talent do podrywania. Nie miał z tym nic wspólnego, został wkręcony w takie samo gówno jak ja, a teraz oboje musimy jakoś znaleźć drogę powrotną do naszego normalnego życia.
On nie powinien się tutaj znaleźć. Nie mogę puścić płazem Ashton'owi tego, że wciągnął George'a do tej całej farsy. Ani on, ani żaden z moich znajomych nie pownien wiedzieć o tym, co tak naprawdę dzieje się w moim życiu, bo mam świadomość, czym to grozi. Męczą mnie ogromne wyrzuty sumienia, że cokolwiek powiedziałam Cassie, a teraz grono doinformowanych znowu się powiększa. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby któremuś z nich coś by się stało. Jeśli ktokolwiek ma ucierpieć, to tylko i wyłącznie ja, bo to mój problem, nie ich. 
- Przepraszam... - szepnęłam, a głowa George'a uniosła się. Jego brązowe jak czekolada oczy obdarzyły mnie zdziwionym spojrzeniem, nie wiedząc o co mi chodzi. 
- Za co? - zapytał zaskoczony.
- Ashton niepotrzebnie cię w to wkręcił... 
- Caitlin, przestań! Jeśli miałbym wybór i tak bym ci pomógł.
Wtuliłam się w jego klatkę piersiową z zaszklonymi oczami. Moje dłonie po raz kolejny znalazły swe miejsce na jego pogniecionej koszulce. Czułam jak ręce George'a przesuwają się po moich plecach w górę i w dół. Zacisnęłam powieki, a z moich oczu wypłynęła jedna łza. 
- Csii.. - mruknął George, kiedy zaciągnęłam nosem. 
Bałam się. Tak bardzo bałam się wszystkiego, co aktualnie działo się wokół mnie. To był istny horror. Próbowałam być silna, ale to mnie męczyło. Byłam zwykłą kelnerką w pub-ie zarabiającą na mieszkanie i marzącą o jak najlepszych studiach, a teraz? Jestem jakimś cholernym celem grupy ludzi prawdopodobnie chcących mnie zabić. Nie wiem nic poza tym, nie dostaję odpowiedzi, które miały pojawić się już dawno. Moje życie uległo diametralnej zmianie, a ja nie miałam na to wpływu. A może jednak miałam?
- Nie chcę przeszkadzać... - usłyszałam za swoimi plecami głos Calum'a. Oderwałam się od George'a, a następnie odwróciłam się w jego stronę. Stał oparty o framugę, w progu drzwi ze skrzyżowanymi rękoma, a także nogami. Opierał ciężar swojego ciała na jednej ze stóp oraz ścianie. 
- Niedługo się zobaczymy - mruknęłam patrząc niepewnie na swojego przyjaciela, a on skinął głową z uśmiechem. 
Oboje ruszyliśmy z miejsca i przeszliśmy przez korytarz, aż do drzwi wyjściowych. Ostatni raz przytuliłam George'a później dając mu odejść. Wymieniliśmy ze sobą znaczące spojrzenia. Pomachałam chłopakowi, gdy drzwi powolnie się zamykały. Po chwili zniknął za nimi wraz z Calum'em, a ja zostałam sama. No cóż.. nie do końca, gdyż byli ze mną Michael, Luke, a także Ashton. Gdy tylko na niego spojrzałam, nie miałam żadnych wątpliwości, co teraz się stanie.
Uformowałam pięści z dłoni, po czym pokierowałam się do salonu, gdzie znajdowała się cała trójka. Złość w moich żyłach zaczęła rosnąć w zastraszającym tempie. Oddychałam coraz ciężej, mimo, że naprawdę chciałam zachować zimną krew i się uspokoić. Byłam wściekła na Ashton'a. Nie dawał mi żadnych odpowiedzi, a w dodatku wciągnął w to wszystko bliską mi osobę. Byłam coraz bardziej zdenerwowana tym, że na każdym kroku wykorzystywał moją cierpliwość i sprawdzał ile jeszcze mogę znieść. Przestałam się bać Irwin'a, miałam go już dość. 
- Co ty do cholery sobie uważasz?! - zapytałam podniesionym głosem, uderzając pięścią w stół. 
Ashton bez większego zainteresowania obdarzył mnie swoim spojrzeniem, po czym podniósł brwi czekając na moją dalszą wypowiedź. 
- Jak śmiałeś wpleść w to George'a?! Widziałeś jak wyglądał?! To wszystko twoja wina! - wydarłam się na chłopaka, który po chwili zaczął się śmiać. 
- Moja wina? - spytał rozbawiony - To ty sama się w to wpieprzyłaś, mogłaś być bardziej uważna, a teraz... no cóż... płać za swoją głupotę skarbie - powiedział blondyn puszczając przy tym oczko.
- Palant - warknęłam.
- Idiotka
- Kretyn
- Do tego niewdzięczna
- Jesteś bezczelny
- A Ty naiwna i łatwowierna
- Cham! - krzyknęłam.
- Pretensjonalna blondynka - burknął.
Przepływająca przez moje ciało krew zagotowała się, a nerwy puściły. Gwałtownie podniosłam moją prawą rękę do góry. Zamachnęłam się i pociągnęłam ją do przodu, aby uderzyć Ashton'a prosto w twarz. W ostatnim momencie jego dłoń zamknęła się na moim nadgarstku i powstrzymała wymierzony cios. Wykręcił moją rękę, sprowadzając ją z powrotem na dół. Jęknęłam pod wpływem bólu, który mi zadał. Nie spodziewałam się takiej reakcji z jego strony. Mój krzyk nie powstrzymywał go od robienia mi krzywdy. Dopiero po kilku sekundach, gdy Michael zainterweniował, chłopak puścił mnie, a ja przejechałam opuszkami palców po czerwonych pręgach piekących moją skórę. 
- Nigdy więcej nie waż się tego robić - wysyczał grożąc mi palcem.
W jego oczach zobaczyłam coś innego... przerażającego. Szybko przybrały kolor ciemny, ciemniejszy niż kiedykolwiek mogłam zauważyć. Teraz to widziałam, jawną wściekłość, którą mi określił. Pokazał  swoją prawdziwą twarz, oblicze, które przede mną ukrywał. Patrzył na mnie pogardliwie, jakby był gotów do zrobienia najgorszego. Wydaje mi się, że mógłby mnie zabić bez skrupułów, przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała z ogromnym ciężarem. Zaciskał swoje zęby powolnie przełykając ślinę. Wybrałam zły dzień i zły moment na upust swych emocji, ale nie mogłam dłużej czekać, ani się poddać. Chciał obudzić we mnie strach, bo właśnie to było jego asem w rękawie. Przerażanie innych, aby go odrzucali, byli jego podwładnymi. Na mnie przestało to już działać, przełamałam się. Skoro byłam gotowa na uderzenie Ashton'a, byłam również gotowa na toczenie z nim dalszej walki. 
- Bo co? - prychnęłam obdarowując go również uśmiechem - Wycelujesz do mnie ze swojego pistoleciku? - spytałam krzyżując dłonie oraz patrząc na chłopaka z obojętnością - A może wypalisz? - prowokowałam - Śmiało. 
Całemu zdarzeniu oczywiście przyglądali się Luke, a także Michael. Nie komentowali niczego, a także nie wtrącali się. Po prostu patrzyli na nas z zaciekawieniem. Jestem pewna, że gdyby była taka możliwość to najchętniej wzięliby popcorn i oglądali nas niczym w kinie. Kiedy jednak spiorunowałam ich wzrokiem, odwrócili się, a potem zajęli fifą. 
- Mógłbym - stwierdził Ashton podchodząc bliżej. 
Opuszkami palców zaczął przejeżdżać po moim ramieniu i lustrować je wzrokiem. Kąciki jego ust uniosły się, gdy dłoń podążała coraz wyżej, a za nią wzrok. Gdy dotknął mojego policzka, spojrzał w moje oczy bez jakichkolwiek uczuć.
- Ale tym razem wolałbym posunąć się do bardziej kreatywnego pomysłu - wyszeptał.
Popatrzyłam na blondyna z obrzydzeniem. Moje ręce umiejscowiły się na jego klatce piersiowej i odepchnęły od siebie. Fuknęłam pogardliwie, kiedy on roześmiał się na całe mieszkanie. Dla niego to wszystko było grą, zabawą, która zapewniała mu rozrywkę. 
- Jesteś obleśny.
- Przynajmniej nie jestem tępą blondynką, która jest jak wrzód na dupie - szydził wzruszając ramionami. Odwrócił się na pięcie, chcąc pokierować się w stronę korytarza. Myślał, że zakończymy na tym naszą dyskusję, a ja dam sobie spokój, jednak miałam w zanadrzu coś jeszcze. Jedno określenie, którego nie zdążyłam przy nim użyć, a teraz właśnie była idealna okazja. W mojej głowie pojawiły się przez kilka sekund wątpliwości. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł - wypowiedzieć słowa, których później mogę bardzo żałować, aczkolwiek przypomniała mi się każda obelga rzucona w moją stronę. To wystarczało, abym przestała się wahać.
- Morderca - odpowiedziałam na jego komentarz śmiało i wyraźnie akcentując każdą literę.
Ashton zatrzymał się gwałtownie, natomiast jego przyjaciele spojrzeli na mnie ze strachem. Stałam pewnie, ale nieruchomo w oczekiwaniu na ruch chłopaka. Ten zaś odwrócił się. Jego wzrok zatrzymał się na pewnym obrazie, który o dziwo nie był mi znany. Lubiłam malarstwo i zazwyczaj przeglądałam różne dzieła, ale to akurat widziałam po raz pierwszy. Oczy Ashton'a nie ukazywały złości, ani smutku. Był spokojny. 
- Kochanie... - rozpoczął cicho - Nazywają mnie różnie, jednak ten przydomek zdecydowanie nie należy do mnie.
Irwin spuścił wzrok i pokierował się do wyjścia. Odszedł. 
Wciąż stałam jak osłupiała nie mogąc uwierzyć w to, co teraz się stało. Uderzyłam w jego uczucia? Uraziłam go? Jego w ogóle da się urazić? To było dla mnie szokujące. Ashton nie rzucił w moim kierunku żadnej obelgi. Po prostu wyszedł, do tego całkiem spokojny i opanowany, jakby cała złość, która jeszcze chwilę temu buzowała w jego ciele zwyczajnie uleciała. 
Opuściłam ramiona wzdychając. Przeczesałam dłonią opadające na moją twarz kosmyki włosów. Oparłam się o blat stolika, a na mojej twarzy wymalował się grymas. Luke i Michael wciąż wpatrywali się we mnie, jakby zobaczyli ducha. 
- Co? - burknęłam wrednie.
- Mogłaś tego nie mówić - odparł Luke wstając. 
Blondyn pokręcił głową, po czym udał się na zewnątrz za Ashton'em. Zmarszczyłam brwi przekręcając głowę i pytająco spoglądnęłam na Michael'a. Ten nic nie odpowiedział, podszedł do lodówki z której wyjął schłodzoną wodę mineralną, a potem usiadł przy stoliku skupiając się tylko i wyłącznie na butelce.
- No co? - ponowiłam pytanie - Może nie mam racji?!
- No właśnie nie masz - rzucił Mike wraz z pochmurnym spojrzeniem - Nic o nim nie wiesz.
Nie mogąc dłużej znosić towarzystwa żadnego z tych chłopaków powróciłam do pokoju w którym dane mi było żyć. Z impetem trzasnęłam drzwiami, po czym rzuciłam się na łóżko. Schowałam twarz w poduszce, a następnie krzyknęłam jak najgłośniej mogłam. Pragnęłam wyzbyć się tych wszystkich negatywnych emocji, które wciąż znajdowały się w moim ciele. Miałam ochotę rzucać każdą rzeczą znajdującą się w tym pomieszczeniu, zniszczyć meble, wybić okna, rozbić wazony i zdewastować ściany. 
Przewróciłam się na plecy, aby móc patrzeć na sufit. Zaczęłam zastanawiać się nad słowami Michael'a. Miał rację, nie wiem zbyt wiele o Ashton'ie, ale czy to oznacza, że nie mogę uważać, iż jest mordercą? Widziałam artykuły z gazet, a także internetu, które ewidentnie wskazują, że jest zabójcą. Dlaczego więc Mike upiera się, że nie mam racji? Czy to możliwe, że wszystkie informacje, które czytałam nie są o Ashton'ie? Jeśli nie są, to kim jest Ashton i kogo tak naprawdę szuka policja? Kto stoi za tymi wszystkimi morderstwami?
Dochodziła godzina dwudziesta. Moje oczy stały się ciężkie. Powieki powolnie same opadały, a energia znikała. Tego dnia wydarzyło się zbyt wiele rzeczy, abym mogła dalej funkcjonować. Nie spostrzegłam, kiedy zasnęłam...

***
Poranne słońce dało się we znaki, gdy tylko otworzyłam zaspane oczy. Kilka razy ziewnęłam, po czym przeciągnęłam się na ogromnym łóżku i rozprostowałam kości. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie, który wskazywał na godzinę dwunastą. Mimo tak później pory za nic nie chciałam wychodzić z łóżka. Kolejny dzień spędzony w towarzystwie prześladowczej czwórki wcale mi się nie uśmiechał, a już zwłaszcza, jeśli miałam go spędzić z Ashton'em. Nie chciałam z nim rozmawiać. Nie mam wyrzutów sumienia, wręcz przeciwnie - jestem z siebie dumna, że udało mi się w pewnym stopniu uciszyć. Przynajmniej mam taką nadzieję. 
Głośne śmiechy dochodziły zza drzwi, prawdopodobnie z kuchni. Wiedziałam, że już nie usnę i muszę w końcu skonfrontować się z całą czwórką chłopaków. To było dla mnie trudne. Wyjść z pokoju, udać się do salonu i rozpocząć kolejną, kilkugodzinną walkę "o przetrwanie". Niestety, takie właśnie było następstwo. Wstać, przeżyć, iść spać. Musiałam się ruszyć, czy tego chciałam, czy nie.
Przeciągnęłam koszulkę przez głowę, aby ją ściągnąć. Usnęłam we wczorajszych rzeczach, więc wypadałoby założyć coś świeżego. Podeszłam do szafki i wyciągnęłam z niej zwykłą, męską koszulkę oraz legginsy. Przebranie zajęło mi jakieś trzy minuty, następnie usiadłam przy lustrze i związałam włosy w kucyk. Przeczesałam rzęsy tuszem, który później rzuciłam w kąt i ostatni raz obejrzałam się w swoim odbiciu. Włożyłam na nogi moje stare, znoszone trampki kupione kilka lat temu na jednym z bazarów. 
Pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi. Śmiechy stały się głośniejsze, a ja mogłam zgadywać, kto jest właśnie w kuchni. Byłam pewna, że znajduje się tam Michael. Jego głos jest mi najbardziej znajomy poza Ashton'em, którego również dało się usłyszeć. W głębi duszy miałam malutką nadzieję, że są tam wszyscy poza nim. Widocznie los zdecydował na naszą konfrontację.
Robiłam małe, krótkie kroki, aby przedłużyć sobie podróż do chłopaków. Pech sprawił, że mieszkanie nie było na tyle duże, żebym mogła iść tam przez godzinę, albo pół. Kiedy byłam za ścianą, wzięłam głęboki wdech, po czym podniosłam głowę i wyprostowałam się. Pewnie i z godnością weszłam do pomieszczenia w którym znajdowała się cała paczka, poza Lukiem. Ich twarze odkręciły się w moją stronę. Każdy z nich począł lustrować mnie wzrokiem. Patrzyli na mnie, jakbym była jakimś kawałkiem mięsa. Wywróciłam teatralnie oczami i ominęłam ich, przechodząc na drugą część pomieszczenia.
- Serio, dziękuję Bogu za to, że ktoś wymyślił coś takiego jak legginsy - rozpoczął Calum, a na mojej twarzy automatycznie pojawiło się niezadowolenie.
- Zgadzam się, Hood - przytaknął Ashton - Caitlin, masz zajebisty zderzak.
- Jestem głodna - zakomunikowałam kompletnie ignorując ich zaczepki.
- Ślepa jesteś czy jak? - spytał Calum - Stoisz obok lodówki, wyglądamy ci na służących? 
- Muszę odpowiadać? - odpysknęłam, a na twarzy bruneta pojawił się lekki uśmieszek.
- Uczy się - stwierdził cicho Michael przybijając piątkę ze swoim przyjacielem. 
Nie zwracając większej uwagi na chłopców, otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej kilka produktów. Gdy Mike oraz Cal zauważyli, że rozpoczęłam robienie kanapek szybko się ulotnili, jakbym ich znudziła brakiem zainteresowania kłótnią. Ja zaś nie przejęłam się ich odejściem. Stwierdziłam, że chętnie zjem tosty i zajęłam się ich przygotowaniem. To dla mnie idealne śniadanie. Zabrałam się za smarowanie kromek chleba masłem kompletnie odlatując do innego świata. 
Powróciłam szybko na ziemię, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. 
- Poważnie Teasel, wyglądasz z rana bardzo atrakcyjnie - Ashton zamruczał do mojego ucha. Odwrócił mnie, abym stała przodem do niego i zbliżył się na tyle, że dzieliły nas jedynie centymetry - Nie chciałabyś wiedzieć, jak brudne myśli mam w tej chwili - szeptał. Schował swoją twarz w zagłębieniu mojej szyi. Jego ciepły oddech obijał się o moją skórę przyprawiając mnie o dreszcze. Nóż, który wcześniej trzymałam w dłoni upadł na podłogę brudząc ją masłem. Czułam jak Ashton uśmiechnął się widząc moją reakcję na jego bliskość. W pewnym momencie jego gorące wargi przylgnęły do mojego ciała. Zostawiał mokre pocałunki na mojej szyi, a także blisko ucha. Zamknęłam oczy pragnąc zebrać siły, jednak pewna część mnie uciekała do minimalnej przyjemności jakiej właśnie doznawałam. Gdybym powiedziała, że Ashton nie jest w żadnym wypadku przystojny i w ogóle mi się nie podoba - skłamałabym. Pamiętałam natomiast w jakich okolicznościach się poznaliśmy, a także, że jest on winny wszystkiego czego doświadczyłam. W dodatku był dla mnie nieprzyjemny i rzucał obelgami w moją stronę jak tylko się dało. Odrzuciłam więc wszystkie myśli, które podpowiadały mi, abym uległa chłopakowi. 
Odepchnęłam Ashton'a z całych moich sił. Między nami pojawiła się bezpieczna przestrzeń. Blondyn zaczął się śmiać. Oblizał swoje usta, a następnie przygryzł dolną wargę lustrując mnie wzrokiem. 
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj! - ostrzegłam stanowczo.
- Wiem, że ci się podobało. 
- Brzydzę się tobą - warknęłam, patrząc na niego z pogardą. 
- Udajesz niedostępną, podoba mi się.
Podniosłam z podłogi nóż. Podeszłam do zlewu i przemyłam go, po czym schowałam, a kanapki włożyłam do tostera. Nie chcąc patrzeć na Ashton'a, który najwyraźniej był z siebie dumny, gdyż udało mu się wywołać u mnie zakłopotanie i zdenerwowanie, odwróciłam się do niego tyłem w oczekiwaniu na jedzenie. Gdyby blat szafki, o którą właśnie się opierałam był zrobiony z gąbki, prawdopodobnie byłaby ona już dziurawa. Wbijałam paznokcie w drewniany mebel mając nadzieję, że Irwin za chwilę sobie pójdzie. Z dnia na dzień miałam go coraz bardziej dosyć.
- Wyjeżdżamy dziś skarbie - oznajmił siadając przy stole. Zrobił to specjalnie, ponieważ wiedział, że właśnie tam miałam za moment jeść. 
- Ty wyjeżdżasz - odwróciłam się w jego stronę 
- Oh, znowu musimy to przerabiać? - spytał.
W tym samym czasie wyjęłam swoje tosty, przeniosłam je na talerz i zajęłam miejsce naprzeciwko niego. 
- Potraktuj to jako porwanie - Ashton klasnął ochoczo w dłonie licząc, że przystanę na jego propozycję.
- Nigdzie się nie ruszam - powiedziałam bezinteresownie pochłaniając kawałek kanapki.
- Jesteś pewna? - Blondyn zmarszczył brwi, a potem wyjął ze swojej kieszeni broń. Rozsiadł się, a pistolet położył na stole. Popatrzył na mnie triumfalnie - Chcesz mnie sprowokować? Jest nowa, chętnie sprawdzę jak się z niej strzela. 
Nie odpowiedziałam. Wpatrywałam się w niego z pogardą. Na mojej twarzy widniał ogromny grymas. Po raz kolejny to zrobił. Groził mi. 
- Masz dwadzieścia minut, smacznego - powiedział.
- Już się najadłam - syknęłam, po czym rzuciłam talerzem na drugi koniec stołu. Wstałam z miejsca i podeszłam do chłopaka - Pierdol się, wracam do domu - poinformowałam przez zaciśnięte zęby. 
Pobiegłam do pokoju. Spakowałam swoje rzeczy w szybkim tempie, wrzucając ubrania i kosmetyki po prostu do walizek. Nie miałam czasu na układanie. Chciałam się jak najszybciej stąd ulotnić. Jeśli Ashton chce mnie przy sobie zatrzymać, to nie zrobi tego bez wojny. Nie zamierzam się tak łatwo poddać. Skończyłam tą głupią grę. Wolę radzić sobie sama, czy grozi mi to śmiercią, czy nie. 
Szarpnęłam walizką ciągnąc ją w stronę wyjścia. Ashton stał przy drzwiach, przyglądając mi się. Musiałam wyglądać naprawdę komicznie. Niska, blondynka taszczy ogromną walizkę przez wąski korytarz. Uderzałam co chwilę o ścianę nie mogąc zachować równowagi. Przystanęłam przed samymi drzwiami. Spojrzałam jeszcze raz na Ashton'a, który nie protestował. Położyłam dłoń na klamce, a on ani drgnął. Przełknęłam głośno ślinę, ale bez wahania otworzyłam drzwi i przeszłam przez nie. Chłopak zrobił to samo. Nie gonił mnie, po prostu szedł nie odzywając się. 
Zastanawiałam się, czy naprawdę pozwala mi odejść, czy może będzie kontynuował swój spacer aż do mojego mieszkania. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, przez co trudno mi było odczytać jakiekolwiek intencje. Mój rozum podpowiadał mi, że Ashton na pewno nie odpuścił i ma plan. Zgaduję, że znowu będzie mnie kontrolował na odległość lub przez swoich przyjaciół. 
W głębi duszy byłam z siebie dumna. Postawiłam na swoim i udowodniłam mu, że nie jestem taka słaba. Uważał mnie za szarą myszkę, ale bardzo się pomylił. 
'Utarłaś mu nosa Caity' - głos w mojej głowie z uciechą mi gratulował.
Poradzę sobie sama. Wiem to. Zgłoszę wszystko na policję, a Ticks nigdy więcej nie będzie mnie męczył. Tak, tak właśnie zrobię. Cassie radziła mi policję od samego początku, a ja powinnam była jej posłuchać. Teraz mogę naprawić swoje błędy i tak zamierzam zrobić. Chcę żyć normalnie. Bez obaw o włamania, czy zabójstwa. Nie chcę być zastraszana, ani porywana. 
Z dumą wyszłam z budynku w którym znajdowało się mieszkanie Ashton'a. Odetchnęłam z ulgą, a następnie nałożyłam na nos okulary przeciwsłoneczne. Pogoda była idealna. Zero wiatru, słońce unoszące się nad przepięknym miastem i czyste, świeże powietrze. Kątem oka spojrzałam na Irwin'a, który wyjął ze swojej kurtki papierosa i potem go odpalił. Przystanął pod klatką i spojrzał na mnie. Wysunął swoją rękę oraz kiwnął głową, dając mi do zrozumienia, że mogę sobie iść. Posłałam mu szeroki, śnieżnobiały uśmiech. Chłopak odwzajemnił go po czym usiadł na murku, wciąż mi się przyglądając. Stwierdziłam, że czeka na moje odejście więc postawiłam krok do przodu, a później następny i następny. Cieszyłam się z wolności jak małe dziecko. Jeszcze raz odwróciłam się w kierunku Ashton'a, ale jego już tam nie było. Moje usta utworzyły literę 'o'. Zatrzymałam się i poczęłam rozglądać, gdzie on się podział. Był tam dosłownie sekundę temu! 
- Oh, Caitlin, cześć - usłyszałam za moimi plecami Luke'a. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Jak miło cię widzieć, podwieziemy cię - powiedział Calum, który nagle znalazł się obok mnie.
- Zapraszamy - wtrącił Michael, łapiąc mnie za ręce i ciągnąc mnie do samochodu.
Gdy doszliśmy do auta od razu wiedziałam kto siedzi za kierownicą. Calum i Luke wzięli mój bagaż, natomiast Michael wprowadził mnie do pojazdu. Próbowałam kontrolować złość, która natychmiastowo napłynęła do mojego ciała. Miałam ochotę zabić Ashton'a. Od początku to planował, dlatego był taki zadowolony. Skoro nie poszłam z nim po dobroci postawił na siłę. 
Blondyn siedział na miejscu kierowcy z ogromnym uśmiechem na twarzy. Widziałam przez lusterko jak na mnie patrzy, jednak nie miałam zamiaru utrzymać z nim kontaktu wzrokowego. Nie dam mu satysfakcji z tego, że udało mu się po raz kolejny ze mnie zakpić. Moja twarz cały czas była odwrócona w stronę okna. Siedziałam spokojnie, co chwilę zaciskając pięści. Liczyłam, że tym sposobem cała zła energia ze mnie uleci. 
- No chyba nie myślałaś, że puszczę cię wolno - prychnął Irwin.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam się pogrążać jeszcze bardziej. Tak, właśnie tak myślałam. Miałam nadzieję, że Ashton sobie odpuścił i wreszcie po wszystkich upokorzeniach da mi święty spokój, którego potrzebuję. Pomyliłam się. 
Ruszyliśmy spod bloku, gdy tylko Calum wsiadł do auta. Nie miałam pojęcia, czemu Luke został, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia. Byłam wściekła na siebie, a także na Ashton'a. Muszę się z nim zgodzić, jestem naiwna. Uwierzyłam, że daje mi wolność. To przecież nigdy się nie wydarzy, chyba, że właśnie on będzie miał taki kaprys. Ja nie mam nic do gadania. 
Opuściliśmy miasto. Jechaliśmy ponad cztery godziny przez drogę, której nigdy wcześniej nie widziałam. Podróż była długa i nudna. Po obu stronach widniał jedynie las, nie mogłam się doszukać żadnych tabliczek, oznaczeń. Na ulicy było pusto, żaden samochód nie przejeżdżał obok, ani żaden nie jechał za czy przed nami. Michael siedzący obok mnie spał, Calum słuchał muzyki, a Ashton prowadził ze skupieniem. Oparłam głowę o siedzenie nie mogąc już znieść tej podróży. Irytowałam się samym przebywaniem z nimi w jednym aucie. Modliłam się, aby było już nie daleko. Potrzebowałam wysiąść i oddalić się, pobyć sama. 
Po kolejnej godzinie w końcu pojawiła się tabliczka. Hurstville - 10 kilometrów. Pierwszy raz słyszałam o takim mieście. Lasy zniknęły z pola widzenia, a zastąpiły je dość spore budynki. Bloki, firmy, korporacje, sklepy, domy... te wszystkie budowle zaczęły pojawiać się przed moimi oczami po dziesięciu minutach od oznakowania. Uważnie przyglądałam się każdemu szczegółowi, chcąc zapamiętać jak najwięcej, tak na wszelki wypadek. 
Chwilę później zatrzymaliśmy się przed jedną z większych widzianych przeze mnie willą. Ashton wysiadł z samochodu, aby otworzyć bramę po czym wrócił i wjechał autem na teren posiadłości. Momentalnie wyszłam z wozu. Mogłam stanąć o własnych nogach, nie rezygnowałam z okazji. 
Dom był duży. Składał się z dwóch pięter oraz garażu mieszczącego na oko cztery pojazdy. Na przodzie willi wybudowany został taras przez który prawdopodobnie wchodziło się do środka. Jedynie przy nim zdążyłam zauważyć schody. Na drugim piętrze znajdował się balkon i aktualnie był otwarty, co oznaczało, że ktoś musi tu pomieszkiwać. Nie byłam przekonana, czy jestem w stanie wytrzymać z kolejną dręczącą mnie osobą, ale zgaduję, że nie miałam większego wyboru. Na zewnątrz budowla wyglądała elegancko. Wszystko było wykończone, ściany starannie pomalowane na kolor biały, natomiast dach koloru czarnego, kontrastujący z błękitnym niebem. Najnowsze modele okien, drzwi antywłamaniowe... Zastanawiało mnie, kto jest właścicielem tego wszystkiego. Osoba, która była posiadaczem takiej posiadłości musiała naprawdę dobrze zarabiać.  
Ashton złapał mnie za ramię i pociągnął na tył domu. Znajdował się tam niewielki ogródek, oczywiście zabudowany oraz przymocowany basen. Kilka butelek po piwie leżało na trawie w różnych miejscach. Wydawało mi się, że ktoś nie zdążył jeszcze posprzątać po ostatniej imprezie.
- Ashti! - usłyszałam typowo dziewczęcy pisk za sobą. Moment później szczupła brunetka obejmowała Ashton'a z całych sił, jakby był całym jej światem. Musiała go nie widzieć sporo czasu, ewidentnie tęskniła. Nie rozumiem tylko, jak można tęsknić za tak obrzydliwym, pełnym okropieństwa człowiekiem? Widocznie musi mieć bardzo zbliżony charakter do niego.
Była ładna, a właściwie śliczna. Miała średniej długości, lokowane, brąz włosy, które idealnie układały jej się wokół twarzy, co do kosmyka. Okrągła buzia, na której gościł piękny, promienisty uśmiech. Nie należała do najwyższych, ale nie była także niska. Jestem pewna, że stosuje jakąś dietę, bo płaskim brzuchem na pewno mogłaby się pochwalić nawet teraz. Ubrana w czarną ramoneskę, obcisłe dżinsy oraz zwykły top z dużym dekoltem. Nie mogła oderwać swojego wzroku od Ashton'a, który ledwo zdjął ją z siebie. Nie był zachwycony jej powitaniem, zdecydowanie była mu obojętna. 
- Caitlin, poznaj Ginę.. - mruknął Ashton, jakby niezadowolony jej obecnością.


________________________________________________________
Dobra, na wstępie: wybaczcie, nie zdążyłam edytować drugiej części, gdyż wybiła 21:30 a już nie chciałam wam przedłużać bo i tak długo czekaliście.
Ogłoszenia parafialne:
1. Kończę z informowaniem. Wybaczcie, ale touchpad działa tylko na dotyku (te dwie pałki, w sensie małe prostokąty są zepsute i ciężko mi się kopiuje), po drugie informuję ponad/prawie 300 osób, już nawet nie będę liczyła, jakaś 1/4 nawet nie wchodzi pewnie, z 20 osób ma zmienione nick'i a mi się nie chce z tym cackać bo właśnie przez to spóźniam się z rozdziałami. Zmienianie, dopisywanie, usuwanie, pracochłonne...
2. Cień jest nominowany na Blog Miesiąca w kolejnym Spisie. Ostatnio miał 300 głosów w ankiecie za co nawet nie wiem jak dziękować. Jesteście najlepsi! Jeśli chcecie powtórzyć NASZ SUKCES (bo to nie jest mój sukces tylko wasz, wy się do tego przyczyniacie) to głosujcie TUTAJ w ankiecie po lewo.
3. JUTRO!!! Na koncie twitterowym @CIENNEWS będę odpowiadała na pytania dotyczące cienia. Już dziś możecie dodawać pytania. Wystarczy dodać do tweet'a TAG #CienQA , wybiorę około 5-10 pytań i na nie odpowiem, żeby porozwiewać wasze wątpliwości. Odpowiadać będę jutro koło 19! :)
4. Dziękuję jeszcze raz 5 seconds of summer Polska (widziałam ostatnio screena z poprzedniej notki, hihi, jestem jak Ashti, widzę wszystko) oraz 5SOS Fanfiction PL za udostępnienie. 
5. Specjalne, najspecjalniejsze podziękowania dla:
CIEBIE.
Za to, że jesteś cierpliwy/a, czekasz i rozumiesz mnie. Za to, że wchodzisz, komentujesz i tweetujesz.
DZIĘKUJĘ ZA TWEET'Y!! CZYTAM WSZYSTKO!! JARAM SIĘ JAK PISZECIE O CIENIU JAK POCHODNIA, JARAM SIĘ JAK PISZECIE DO MNIE, JARAM SIĘ JAK WY SIĘ JARACIE BO SIĘ TEŻ ZDARZA, JARAM SIĘ WAMI. 
No jaram się kurwa wszystkim. 
Nie przedłużam bo i tak się spóźniłam.
Hope you like it and enjoy it
KOCHAM WAS!!!!!!!!!!!!!
ALOHA
HIYA
HI
OR 
HEY
Jak możecie to skomentujcie proszę, to tylko minutka. I jak macie konta na bloggerze/google to dodajcie cienia do obserwowanych hihih