sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 29

Szliśmy aleją parku przez pół godziny, aż wreszcie Calum zdecydował się zająć miejsce na którejś z mijanych ławek. Podróżując nie mówił o sobie, a raczej o dniach nieobecności. O tym, gdzie przebywał, co zwiedzał i w jaki sposób szukał informacji na własną rękę, bo w pewnym momencie przestał wyrzucać z głowy swoje poprzednie życie, czyli bycie swego rodzaju bandziorem, który szuka zaczepki. Gdy nie potrafił stanąć oko w oko z męczącymi go myślami, szedł w miasto, a upust swoim emocjom dawał znajdując równego sobie gościa albo nawet silniejszego, aby tylko stanąć do walki. Bójka kończyła się zazwyczaj przegraną Caluma, który wracał do mieszkania swojego kumpla zakrwawiony oraz posiniaczony, ale czuł ulgę, ponieważ ból fizyczny przysłonił cierpienie psychiczne. A Calum cierpiał bardzo, tylko nie umiał tego przyznać. 
- Kiedy kumpel Josha powiedział, że zna Willa, ale nazwał go Jackiem to od razu pojechałem do tego wariata - oświadczył - Liczyłem na wyciągnięcie większej ilości informacji, ale..
- Calum - szepnęłam cicho, przerywając chłopakowi. Spojrzał na mnie pytająco, a ja popatrzyłam na niego nieśmiało. Chciałam rozpocząć rozmowę, dla której przyszliśmy do parku, ale bałam się, że Hood może zareagować negatywnie. Mimo wszystko musiałam dowiedzieć się, dlaczego Calum stał się osobą zamkniętą. 
Widząc mój wzrok, ciemnowłosy sam zaczął swoją opowieść, bez mojej prośby. 
- Zamierzałem zostawić rodzinę dla Ashtona, ale to ona zostawiła mnie... - mruknął, a chwilę później poznałam całą historię.
Wydarzenie miało miejsce kilka lat temu, kiedy Calum był jeszcze urwisem poszukującym wrażeń. Uwielbiał piłkę nożną, imprezy i swoich znajomych, z którymi spędzał ogromną ilość czasu - zwłaszcza z Ashtonem. Wiedzieli o sobie wszystko. Nie ukrywali swoich tajemnic rodzinnych, a wręcz przeciwnie, dzielili się nimi, dyskutowali  i wspólnie rozwiązywali problemy, bo tak powinni robić prawdziwi przyjaciele. Pewnej ciepłej nocy, Calum jak zawsze zostawił uchylone okna, a później poszedł wziąć prysznic. Gdy wrócił, na jego łóżku siedział roztrzęsiony Luke. Jego nieułożone włosy, potargane i brudne ubrania świadczyły tylko o tym, że znów wpakował się w tarapaty. Serce Caluma niemal stanęło, kiedy zobaczył swojego drugiego przyjaciela w takim stanie. 
- Jak się tutaj dostałeś? - zapytał, a jego słowa brzmiały niepewnie, jakby odpowiadał przed nauczycielką matematyki z prostego równania, kompletnie nie znając tabliczki mnożenia i nie mając pewności co do swych obliczeń. Ale on po prostu bał się usłyszeć, że Luke wspiął się po domku na pierwsze piętro i przeszedł oknem do jego pokoju po raz kolejny. Przecież powtarzał mu, że drzwi zawsze stoją dla niego otworem i nie musi narażać się na niebezpieczeństwo. Ale tym razem wcale nie chodziło o bycie bezpiecznym. Luke nie miał odwagi stanąć w drzwiach domu Caluma i czekać na przywitanie przez jego mamę, która spojrzałaby na niego ze wzrokiem pełnym przerażenia.
- Sam wiesz - palnął - Oglądałeś wiadomości? 
Calum zmarszczył czoło, zerkając na blondyna. Nie rozumiał, co mają media do jego wizyty. Zdenerwowanie Luke'a nie pozwoliło mu jednak na bezczynne stanie i gapienie się. Sięgnął po pilota, a później przełączył kanał na pierwszy lepszy związany z informacjami ze świata. To co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
- Dziewiętnastolatek zabił własnego ojca, Ashton Irwin zostanie skazany, a może uniewinniony... - wyszeptał tekst, który odnalazł wzrokiem na dolnym pasku ważnych wiadomości - Co to do cholery ma znaczyć? - spytał Calum, odwracając się do przyjaciela.
- Ktoś go wrobił, Cal - odparł drżącym głosem - On go nie zabił, ale pójdzie siedzieć... - powiedział, a potem powtarzał to zdanie jeszcze około stu razy, gdy już po pierwszym rozpłakał się niczym małe dziecko. Calum objął swojego przyjaciela i starał się uciszyć, aby rodzice nie dowiedzieli się o jego sekretnej wizycie. Był w szoku, nie wiedział co powinien myśleć, ale na pewno do jego głowy nie wpadł pomysł, iż Ashton zamordował ojca. Znał go za dobrze, żeby pomyśleć o takiej głupocie. Irwin nie należał do grzecznych, wyrachowanych i kochanych dzieciaków, ale nigdy nie podniósł ręki na ojca, czy matkę. Miał pewność, że doszło do nieporozumienia, tragicznego nieporozumienia. 
Siedzieli w ciszy przez około godzinę. Ciemnowłosy obejmował ramieniem swojego przyjaciela, który szlochał mu w koszulę. Zawsze to on pocieszał Caluma, stawiał go na nogi swoimi motywującymi cytatami, a wtedy role się odwróciły. Obaj nie mieli pojęcia co robić, jak pomóc swojemu kumplowi z paczki.
- Uniewinnią go... muszą. - powiedział cicho Calum - A wtedy wyjedziemy.
Zaskoczony Luke popatrzył na Caluma, a ten zanim przyjaciel zdąrzył zapytać skąd taki pomysł, odpowiedział mu.
- Znajdą cokolwiek i wypuszczą Asha - oświadczył - Ale tylko sąd go uniewinni, nie ludzie. Poza tym, to był jego ojciec. Za wszelką cenę będzie chciał znaleźć mordercę. 
Luke z początku wahał się, jednak doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji i wiedział, że Calum ma rację. Media, a także ludzie nie dadzą Ashtonowi spokoju. On sam nie zaśnie nocą myśląc, że człowiek, który zabił jego ojca chodzi spokojnie po świecie. Mogli dyskutować na ten temat godzinami, ale tylko jedno wyjście zdawało się słuszne. Wyjazd, ucieczka, poszukiwania winnego. I w końcu podjęli decyzję. 
Hemmings pognał do Michaela, aby poinformować go o planach i zapytać, czy weźmie w nich udział. Około piętnastu minut opracowywali telefonicznie plan, działając za plecami kumpla, z którym nie mieli zupełnie kontaktu, bo na komisariacie był nieosiągalny. Kiedy skończyli, zabrali się za realizację. 
Calum rozpoczął pakowanie. Wrzucał ubrania do torby, nie zwracając uwagi na ich ułożenie. Liczył się czas. Proces miał swój początek za dwa dni, a trwać miał około czterech godzin. Głęboko w duszy modlił się, aby znaleźli chociaż jedną małą rzecz, która odciąży Ashtona od sprawy. Sami zamierzali wziąć w niej udział, jako świadkowie z nadzieją, że pomogą przyjacielowi w wydostaniu się z tarapatów. 
Wtem w pokoju rozległ się dziewczęcy głos.
- Co ty u diabła wyrabiasz? - spytała zadziwiona zachowaniem brata Mali.
- Zamknij się - próbował uciszyć dziewczynę, ale ona miała o wiele więcej pytań niż Calum mógł sobie myśleć.
- Uciekasz? Zostawiasz nas? To przez Irwina? Pomagałeś mu w zabójstwie? Jesteś mordercą? 
Calum przerwał swoje pakowanie, żeby pójść do dziewczyny i zamknąć mieszczące się za jej plecami drzwi. Zmierzył czarnowłosą wzrokiem, a następnie poprosił grzecznie o spokój.
- Ktoś go wrabia - oznajmił. 
- Jasne - prychnęła - Irwin ma na drugie imię kłopoty, a ty dobrze o tym wiesz. To on wpakował cię w towarzystwo starszego Fletchera i pewnie znowu to zrobi. 
- Co ty pieprzysz, Mali? - Chłopak starał się pohamować przed wrzaskiem, ale jego siostra zaczynała działać mu na nerwy - Ashton nie ma wpływu na to, z kim się kumpluję. Gdybym nie chciał, nie trzymałbym się z żadnym Fletcherem. Poza tym, to moja sprawa! Irwin jest moim przyjacielem, a przyjaciół nie zostawia się w potrzebie.
- A ja twoją siostrą! - krzyknęła - Rodziną, Calum! Rodziną!
- Rodzina powinna rozumieć.
- I trzymać się razem. - Mali nie dawała za wygraną.
- Daj spokój, Mali. 
Hood machnął ręką na swoją siostrę i powrócił do pakowania. Sądził, że akurat ona zrozumie jego decyzję, bo sama uratowała swoją przyjaciółkę przed agresywnym chłopakiem. Winę za rozbicie wazonu na jego głowie w obronie własnej wzięła na siebie, żeby uratować Liz przed karą, gdyż miała już bójkę na koncie. Zachowała się odważnie i lojalnie, więc dlaczego Calumowi nie chciała pozwolić na zrobienie czegoś podobnego?
- Powiem rodzicom - zagroziła, próbując powstrzymać swojego brata.
- Śmiało - parsknął - Ich oburzenie czy brak zgody nie zmieni mojej decyzji.
Nastała cisza. Mali szukała w głowie innego pomysłu, który pomógłby jej zatrzymać Caluma, ale nic nie przychodziło do jej umysłu. Nie potrafiła pogodzić się z myślą, że Calum wybiera przyjaciela zamiast swojej rodziny.  Nie mogła zrozumieć, dlaczego to robi, ale on miał swoje powody. Ashton nie raz rezygnował z rodziny, aby pomóc swojemu kumplowi w potrzebie, bo ten także wpadał w niezłe tarapaty. Gdy przyjechał dla niego do Melbourne, żeby oddać pieniądze dillerowi za narkotyki, które skradziono Calumowi, ten nie mógł wyjść z podziwu. Ashton przyjął kilka ciosów na siebie. Wyszedł ze złamaną ręką, stracił w pewnym stopniu swoją godność, ale uratował przyjaciela przed śmiercią, czego Calum nigdy nie zapomniał. Uważał, że nastał moment, aby odwdzięczyć się Irwinowi za wszelką pomoc.  
- W takim układzie, nigdy więcej mnie nie zobaczysz.. - rzuciła Mali, uznając, że jest to jej jedyna deska ratunku.
Calum zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzaniem, jaka to Mali jest głupiutka mimo swojego wieku. Była starsza o dwa lata, ale przywiązana do swojego brata niczym malutka dziewczynka czująca potrzebę posiadania wsparcia rodzeństwa. Calum natomiast kochał siostrę, aczkolwiek działał na własną rękę, bo nie chciał wplątywać rodziny w tak skomplikowane sprawy, jaką była sprawa Ashtona i zabójstwa jego ojca. Wolał rozwiązać zagadkę z przyjaciółmi, nie narażając najbliższych na niebezpieczeństwo. Mali niestety nic z tego nie rozumiała. 
- Idź już spać, pleciesz bzdury - poradził jej, nie wierząc w jej groźby. 
- Jeszcze się przekonamy.
Burknęła, a później wyszła z pokoju swojego brata, pozwalając mu kontynuować poprzednią czynność. 
- To były jej ostatnie słowa... - powiedział cicho Calum, obracając palcami bransoletkę z imieniem siostry - Nigdy więcej jej nie zobaczyłem...
Siedziałam w zdumieniu, przyglądając się ciemnowłosemu. Miałam masę pytań, ale nie wiedziałam czy powinnam je zadawać, widząc stan Caluma. Jego twarz wydawała się być zmęczona, a oczy smutne, przepełnione żalem i wyrzutami sumienia, bo gdyby nie jego zawziętość i brak wiary w słowa siostry, może wszystko potoczyłoby się inaczej. Tymczasem on uznał, że Mali rzuciła słowa na wiatr, a ona nie żartowała. Zagroziła bratu, a że nie posłuchał.. musiał ponieść tego konsekwencje. 
- Zostawiła nas dzień później - kontynuował - Planowaliśmy ucieczkę z chłopakami po trzech dniach od procesu, jeżeli Ashton miałby zostać uniewinniony. Mali zniknęła dzień po naszej rozmowie. Brakowało jej rzeczy, pieniędzy również. Rodzice przeszli przez załamanie. Nie chciałem uciec, chociaż musiałem. Powiedziałem, że jadę do Europy, na studia. Sprzeciwiali się, ale nic nie podejrzewali, bo kiedyś napomknąłem, że jeżeli miałbym studiować to właśnie tam. 
- A więc odwiedzasz ich?
- Dzwoniłem.
- Przestałeś? - dopytywałam.
Calum przytaknął. 
- Wątpię, że nie domyślili się, że to ja jestem pomocnikiem wielkiego Cienia.
- Nawet jeśli, to wciąż twoi rodzice, którzy kochają cię i chcą utrzymywać z tobą kontakt - próbowałam przekonać Caluma - Warto z nimi porozmawiać. Stracili już jedno dziecko, na pewno nie chcą stracić drugiego.
- Stracili je przeze mnie.
- Nie, Calum - zaprotestowałam - Mali podjęła decyzję, nie ty. I wiem, że ciężko ci z tym żyć, bo nie jesteś w stanie zatrzymać wyrzutów sumienia, ale one powinny zniknąć, bo nic złego nie zrobiłeś. 
- Szkoda, że ja nie potrafię myśleć o tym w taki sposób... - szepnął.
Rozumiałam już wszystko i było mi przykro, gdy oceniałam Caluma jako wrednego i podłego człowieka bez uczuć. On miał uczucia, ale skrywał je, bo kiedy tylko otworzył się na ludzi, do jego drzwi pukało rozczarowanie. Zaufanie, jakim obdarowywał kogokolwiek zostawało wystawiane na próbę. To smutne, ale prawdziwe. Nie sądziłam, że musiało go spotkać tyle przykrości. Jego siostra zniknęła, być może nie żyje, a on nie ma kontaktu z rodzicami, bo uważa się za winnego. Dlatego nie dopuszczał mnie do siebie.
Wraz z Calumem ruszyliśmy w kierunku głównej ulicy, wolnym krokiem zwiedzając okolice Sydney. Po raz pierwszy czułam się swobodnie rozmawiając z Hoodem, który również nie wydawał się spięty. Właściwie uważałam, że chłopak otworzył się na mnie i mówił to, co leżało na jego sercu. 
- Dowiadując się o fałszywej śmierci Ashtona coś we mnie pękło - wyznał, po spuszczeniu głowy - Ufałem mu i sądziłem, że on ufa także mi, a tymczasem wziął Luke'a i kazał mu milczeć. To było dla mnie bolesne, zwłaszcza że tyle poświęciliśmy dla siebie nawzajem. 
- I wszyscy siedzieliście w tym razem.. - dodałam. 
Calum skinął głową.
Zatrzymałam się, a ciemnowłosy po chwili zrobił to samo. Na samą myśl, ile przykrości spotkało mnie oraz Caluma, łzy pojawiły się w moich oczach. Zdołałam jedynie powiedzieć, że jest mi przykro. Hood objął mnie ramieniem, a potem przytulił. Niesamowite, jak osoba po tylu przejściach potrafi dać jeszcze mnóstwo ciepła i czasem uśmiechnąć się szczerze. Przechodził przez piekło, zarówno teraz jak i wcześniej. Ból był nie do zniesienia, a jednak radził sobie z nim. Podziwiałam go, naprawdę.
- Ashtonowi zależy na tobie.. - jego głos obił się o moje ucho, a oczy rozszerzyły się, gdy dotarło do mnie co przed chwilą przekazał. Pozwoliłam mu mówić dalej. - Byłem zły, kiedy wygarnąłem ci, że jesteś głupia i nic nie warta. Odsuwałem cię od siebie, bo przypominasz Mali. Ona była taka porywcza, naiwna, ale zdeterminowana, a także silna, jak ty. Bałem się, że ty też kiedyś znikniesz, albo Ashton...
- Mnie zniszczy? - spytałam.
- On nie niszczy ludzi, ludzie zniszczyli jego - odpowiedział Calum, gdy odsunął się ode mnie - Popełnia błędy, chwyta się ostatnich desek ratunku i na swój sposób próbuje chronić bliskich, bo myśli że krzywdzi nas będąc w pobliżu. 
Zauważyłam, że Calum miał rację. Ashton znikał, trzymał się z daleka zawsze, gdy coś się działo, żeby nie narazić nikogo na niebezpieczeństwo. To jego ścigali, nie nas, a więc stał na uboczu, działając po kryjomu. Nie zwróciłam na to uwagi wcześniej. Nie mogłam stwierdzić, że postępował słusznie, jednak przypomniały mi się słowa Michaela - nie patrząc na działania, widzimy intencje, a intencje Ashtona są dobre. Są szlachetne i piękne. 
Gdy już miałam zapytać Caluma, co zamierza zrobić tuż po naszym spacerze, dźwięk mojego telefonu przerwał ciszę na ulicy. Szybko odnalazłam komórkę i zerkając na wyświetlacz, spostrzegłam numer Luke'a. Odebrałam połączenie.
- Gdzie jesteś?! - wrzasnął do słuchawki blondyn.
- W parku, z Calumem - spojrzałam na Hooda, który nie okazał swojej złości, gdy wypowiedziałam jego imię. 
- Zaraz tam będę - oświadczył Hemmings poważnym tonem.
- Co się stało? - zapytałam. 
Po chwili telefon wysunął się z mojej dłoni. Niewielki sprzęt upadł na ziemię, rozbijając się na części. Byłam pewna, że w przeciągu sekundy zbladłam. Nabrałam powietrza do ust, po czym zatrzymałam je w płucach. Bicie mojego serca przyśpieszyło. Wiadomość od Luke'a spowodowała, że ledwo utrzymywałam się na nogach. Calum na widok mojego zachowania, objął mnie w pasie ratując przed upadkiem.
- Caitlin?! - wykrzyczał w przerażeniu moje imię.
- Logan... - wyszeptałam.
- Jest tutaj?! - spytał, ale pokręciłam głową - Więc co z nim?
- Nie żyje...


______________
Przepraszam za liczne powtórzenia etc, ale pisałam dziś bardzo bardzo na szybciutko. :( 


W przeciągu kilku miesięcy (2-3) "Cień" zostanie wydany w postaci e-booka, natomiast w wydaniu książkowym pojawi się nieco później, na przełomie sierpnia lub września.
Gratulować możecie tylko sobie, bo dzięki Wam Cień pojawi się w postaci książkowej. Jestem w trakcie kończenia tekstu. Możecie być z siebie dumni.