sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 3

Tego dnia przemieszczała się przy pomocy komunikacji miejskiej. Prawie jak zwyczajna nastolatka siedziała na miejscu pasażera mając w uszach słuchawki, z których płynęły jej ulubione utwory muzyczne. Zmienił się jedynie jej wiek oraz okoliczności. I chociaż tęskniła za byciem młodą dziewczyną, która za zadanie miała tylko uczęszczanie do szkoły; gdyby miała okazję cofnąć czas, nie zrobiłaby tego. A jeśli jakimś sposobem byłaby do tego zmuszona, nie zmieniłaby żadnej decyzji, jaką podjęła w przeciągu ostatnich lat.
Pod jej pachą znajdowała się kartoteka Ashtona. Sam Dave przekazał ją do rąk brunetki i mimo że chciała spytać, jakim cudem w tak szybkim czasie udało mu się zdobyć ten dokument, po prostu wyszarpnęła go z dłoni szefa i wyszła bez słowa. Nie poddawała się lekturze; postanowiła że na samym początku porozmawia z klientem, żeby przeprowadzić pewną analizę polegającą na chęci współpracy.
Kiedy autobus przywiózł ją na miejsce, podziękowała kierowcy za bezpieczną podróż i opuściła pojazd, ruszając w krótką pieszą podróż, prosto do bram więzienia mieszczących się trzy ulice dalej. Mimo głośnego słuchania muzyki czuła, że ktoś za nią idzie. Kątem oka zerkała na mur na którym odbijał się cień. Nie była przewrażliwiona, ani przezorna. Już w autobusie miała wrażenie bycia obserwowaną. Przyśpieszyła kroku wiedząc, że za zakrętem już będzie u celu. Weszła w ulicę po prawo, podeszła do ogrodzenia i zadzwoniła pod informację. Zanim jednak ktoś odebrał, odwróciła się żeby sprawdzić czy nie ma za sobą "ogona". Nikogo nie było.
- Kto? - znudzony męski głos dobiegł z niewielkiego głośnika ukrytego w domofonie.
- Levinson - odparła, pokazując wizytówkę do kamery umieszczonej poniżej głośnika.
Długi nieprzyjemny świst odblokowujący zamek w drzwiach rozbrzmiał, a Addelaine pociągnęła za klamkę i przeszła na teren więzienia. Zamykając za sobą, znów wzrokiem wróciła do skrzyżowania, które mijała. Tym razem spostrzegła tam stojącego mężczyznę. Na głowie miał kaptur; nie było możliwości dojrzeć jego twarzy, ale Addelaine wiedziała, że patrzy na nią. Po jej ciele przebiegły nieprzyjemne dreszcze, a połykana ślina z trudem przeszła przez gardło. Czym prędzej pobiegła w stronę budynku, odwracając się jeszcze kilka razy. A on tam stał, w bezruchu, odprowadzając ją tylko wzrokiem.
Zanim wprowadzono Ashtona do pokoju przesłuchań, brunetka siedziała i zastanawiała się nad zaistniałą sytuacją. Miała to do siebie, że potrzebowała wszystko przeanalizować, a zwłaszcza momenty, ruchy, gesty i zachowania, których nie spodziewała się, bądź były dla niej obce. Potrzebowała wiedzieć, bo bez wiedzy czuła się naga. Wiedza stanowiła jej tajną broń, a także element zaskoczenia. Możliwe, że tego typu potrzeba była w pewnym sensie efektem ubocznym studiów psychologicznych, ale Addelaine po prostu fascynowały i interesowały zachowania ludzkie, czy też sekrety, mimo że ciekawość od początku uważała za pierwszy stopień do piekła. Ale nawet piekło nie budziło w niej lęku lub odrazy. Kiedyś obawiała się straty i samotności, ale kiedy już doświadczyła tych dwóch niezbędnych elementów życia, przestała odczuwać strach. Była gotowa na wszystko, w tym na śmierć.
Drzwi otwarły się, a blondyn w więziennym stroju wszedł do pomieszczenia, a następnie usiadł naprzeciwko swojej adwokatki.Od razu spojrzał na zegarek wiszący nad dużym szklanym oknem, aby móc liczyć czas. Minęło dopiero trzydzieści sekund przebywania w towarzystwie panny Levinson, a Ashton już miał ochotę wrócić do celi, położyć się na twardym łóżku i przespać resztę dnia, jak to miał w zwyczaju robić. Addelaine zakłócała jego porządek i była niczym, jak przeszkodą w jego życiu, której musiał się pozbyć.
- Panie Irwin, zdobyłam pańską kartotekę na nasze szczę...
- No proszę, pani poprzednikom nie udało jej się odnaleźć - wtrącił - To już czas, aby zgłosić się po nagrodę Nobla za znajdywanie rzeczy zagubionych.
Addelaine zignorowała komentarz swojego klienta i rzuciła teczkę na stół, po czym otworzyła ją. Wzrokiem przebiegła po zawartych wewnątrz informacjach, a potem przerzuciła kartkę, aby dojść do wiadomości, które stanowiły punkt przewodni jej dzisiejszego spotkania z więźniem.
- Zgodnie z zapisem, ma pan na koncie dziesięć zabójstw, około pięciu podejrzeń, kilka napaści oraz kradzieży - wymieniała kobieta sugerując się aktami.
- Tylko dziesięć? - spytał, a w jego głosie dało można było usłyszeć zaskoczenie - Chyba pominęli drugą połowę.
Addelaine popatrzyła na blondyna z politowaniem, a ten jedynie wzruszył ramionami i uśmiechnął się złośliwie.
- Zanotowano, że z kilku zostałeś oczyszczony, co jest połową naszego sukcesu - rzuciła ostro, zaciskając zęby, żeby żadne z wulgaryzmów, jakie cisnęły się na jej język, nie zostały wypowiedziane głośno. Ashton przemilczał oświadczenie Addelaine, pozwalając jej mówić dalej. - Będziemy omawiać kolejno każde przestępstwo, więc chciałabym abyś przygotował się do rozmowy - oznajmiła spokojnie, po czym kontynuowała - Najmniejsze detale czy wspomnienia będą miały największe znaczenie.
- Co, jeżeli nie zgadzam się na takie warunki? - zapytał.
- Powiedzmy, że nie masz wyboru - odparła.
Blondyn prychnął. Postukał palcami o blat stolika i popatrzył w górę, jakby analizował to, co przed chwilą dane mu było słyszeć. Addelaine stawiała warunki, a ten fakt już nie przypadł mu do gustu. Nachylił się ku kobiecie, wbijając swój morderczy wzrok prosto w jej oczy. Twarz blondyna spoważniała, a tęczówki pociemniały. Rozbawienie, jakie towarzyszyło mu jeszcze chwilę temu, zniknęło, a zastąpiło je poirytowanie, złość i chęć zatracenia się w uczuciu, którego dawno nie doświadczył, ponieważ od pewnego czasu nie zrobił nikomu krzywdy i... brakowało mu tego. Tęsknił za wypełniającą jego ciało adrenaliną dodającą siły i pchającą go ku zbrodni.
- Mógłbym cię zabić - wyznał szeptem, jednak pewna siebie postawa, jaką utrzymywał przerażała, ponieważ każdy głupi widząc takie zachowanie Ashtona wiedział, że nie żartował. - Najpierw zająć się ochroniarzem, a potem przycisnąć cię do ściany, zacząć dusić i czekać, aż po raz ostatni spróbujesz wypuścić powietrze z ust.
Brunetka utrzymywała kontakt wzrokowy ze swoim klientem, nie okazując żadnej reakcji. Nie przejęła się słowami, jakie wypłynęły z jego ust. Addelaine była typem człowieka, którego rzadko udawało się przestraszyć. Jej praca wymagała cierpliwości, opanowania i bycia gotowym na różne okoliczności. Do jej skrzynek ciągle trafiały listy z pogróżkami, a raz zdarzyło się włamanie do mieszkania. W swoim krótkim życiu spotkała się z wieloma sytuacjami oraz nieprzyjemnymi słowami. Ostrzeżenia Ashtona nie wywarły na niej żadnego wrażenia. Były niczym piosenka, którą udało jej się usłyszeć po raz kolejny. I niestety, chociaż kiedyś żywiła do niej jakieś uczucia, tym razem była jedynie nudną, nic nie znaczącą melodyjką, która powtórzyła się.
Ashton natomiast tracił panowanie nad sobą, bo nie potrafił wyprowadzić adwokatki z równowagi. Im bardziej chciał, aby rzuciła wszystko i poddała się, tym dłużej siedziała z nim w pokoju przesłuchań walcząc o jego sprawę.
- W porządku - warknęła, dając Ashtonowi nadzieję na zakończenie rozmowy poprzez swój ton. Obdarował kobietę pełnym zainteresowania spojrzeniem i oczekiwał puenty powoli uwalniając swoją radość. Addelaine jednak rozluźniła ciało, a później oparła plecy o tył krzesła, skrzyżowała ręce na piersi i popatrzyła na swojego klienta ze sztucznym uśmiechem na ustach. - Mam jeszcze jedno pytanie - oświadczyła, a wtedy blondyn wywrócił oczami chcąc dosłownie zapaść się pod ziemię, byle nie słyszeć głosu tej upartej i natrętnej panny. - Jakie są twoje plany na przyszłość?
Ashton zerknął na nią, ale ta ani drgnęła. Podniósł głowę, a swoim wyrazem twarzy próbował dać adwokatce do zrozumienia, że jej pytanie jest zupełnie bez sensu. W końcu jego domem było od paru lat więzienie, więc jakim cudem miał w ogóle myśleć o innej przyszłości niż spędzenie reszty życia za kratkami? Addelaine nie dawała za wygraną i wpatrywała się w mężczyznę, oczekując odpowiedzi. Założyła nogę na nogę, zerknęła na zegarek na którym ujrzała godzinę trzecią w południe, ale nie ruszyła się z miejsca. Najpierw musiała usłyszeć odpowiedź, która miała za zadanie ją usatysfakcjonować. A Ashton milczał, szukając haczyka jaki z pewnością zostawiła w swoim zapytaniu Levinson. Usilnie próbował odgadnąć jej zamiary i chociaż nic nie wskazywało na to, że były złe, w jego umyśle paliła się ostrzegawcza lampka.
- Panie Irwin, to dosyć proste pytanie - przerwała ciszę brunetka - Proszę jedynie otworzyć się i powiedzieć, co chciałby pan robić w przyszłości - powiedziała grzecznie, wciąż się uśmiechając.
- Nie wiem - burknął Ashton z premedytacją, aby tylko doprowadzić do spięcia w ich konwersacji.
- Owszem, wiesz - odparła, jednak tym razem jej głos nie był delikatny lub przyjemny. Mówiła zdecydowanie, a słowa które padały z jej ust nie zostały wymyślone podczas krótkiej ciszy. Były szczere, a przede wszystkim prawdziwe, zrzucające maskę za którą krył się Ashton. - Moi klienci pragną mieć dom, rodzinę u boku, pracę...
- Świetnie - prychnął, po czym na jego ustach zagościł triumfalny uśmiech, bo Addelaine pomyliła się i udowodniła, że nic o nim nie wie, jak każdy człowiek, którego ostatnio spotykał - Tylko, że ja tego nie pragnę.
Brunetka odpowiedziała na stwierdzenie swojego klienta również tym samym uśmiechem. Mało brakowało, a roześmiałaby się wniebogłosy wrzeszcząc: Ha! Tu cię mam! Cichutko jedynie zachichotała, przysłaniając usta dłonią. Potem znów spotkała się z jego spojrzeniem, zmieszanym, pełnym niezrozumienia i oczekującym wyjaśnień.
- Wiem - szepnęła - Bo już to miałeś - odpowiedziała - Pragniesz czegoś innego, Ashton. A tym czymś jest szczęście.
Ashton otworzył usta ze zdumienia. Już miał coś powiedzieć, jednak Addelaine zamknęła akta w taki sposób, jakby zakończyła ich całą dyskusję. Spakowała rzeczy do torby i nałożyła marynarkę na ramiona. Irwin wciąż siedział zaskoczony, próbując zrozumieć w jaki sposób to właśnie ona rozszyfrowała go. Szybko, sprawnie i bez problemu obnażyła go przed nim samym. Jak, do jasnej cholery, jak?
- Przez twój brak chęci do współpracy tracimy czas, Irwin - powiedziała - A czas zabiera szczęście. Nie musisz być szczęśliwym w tym momencie, pracując ze mną. Możesz się rozkoszować tym uczuciem później, ale najpierw musisz na nie zapracować. - oznajmiła, po czym dodała krótko, kładąc nacisk na to jedno znaczące słowo - Teraz.
Brunetka zostawiła swojego klienta samego, ku przemyśleniu swojego zachowania. Opuściła drugie miejsce pracy w pośpiechu i skierowała się na przystanek autobusowy. Siadając na ławce, odetchnęła, jakby dopiero teraz spadł z jej serca wielki ciężar, jakim było spotkanie z Ashtonem. Ta wizyta była niczym walka o przetrwanie. Mimo że trwała zaledwie piętnaście minut, wyczerpała kobietę psychicznie. Addelaine nie mogła doczekać się, aż wróci do domu, położy się w łóżku i zaśnie, żeby wreszcie odpocząć.
Niestety jej marzenia o wypoczynku przerwał nagły dźwięk telefonu. Mozolnie wyjmowała komórkę z kieszeni, ale kiedy przeczytała na wyświetlaczu adresata połączenia, od razu nacisnęła zieloną słuchawkę i przycisnęła smartfona do ucha.
- Mam coś dla ciebie - usłyszała.
- Jestem nieco zajęta - odparła.
- Rzucisz wszystko, gdy powiem ci o informacji jaką dostałem.
- Nie sądzę - burknęła i już miała odsuwać telefon, aby przerwać tę krótką konwersację, kiedy ostatnie słowa tajemniczego mężczyzny zmieniły jej zdanie.
- Dotyczy Fletchera - oznajmił szybko.
O mały włos, a Addelaine stanęłoby serce.
- Już jadę.
_________________________


WYGRAJ MOJĄ KSIĄŻKĘ "CIEŃ"!
WEŹ UDZIAŁ W KONKURSIE!
KLIKNIJ TUTAJ