poniedziałek, 27 lipca 2015

Epilog

muzyka: klik

24 grudnia 2016, Adelaide.


Droga Caitlin,
Dobry wieczór, bo mam nadzieję, że otworzyłaś ten list dopiero wieczorem, siedząc na parapecie i popijając gorącą herbatę, gdyż to ona jest odpowiednia na jesień i cały chłód, jaki zawitał do Sydney. Właściwie nie wiem czy jest chłodno, ale przynajmniej tutaj owszem. Zwłaszcza w celi. Nie widziałem nieba od dwóch tygodni, bo wycofali mi możliwość wyjścia na spacerniak. Nie pytaj z jakiego powodu, to nie ma znaczenia. W sumie cieszę się, że już nie mogę tam przebywać. Przyrzekłem sobie, że dzień w którym ujrzę światło słoneczne, a moją skórę muśnie wiatr będzie dniem w którym zobaczę również Ciebie więc cierpliwie czekam. Stevie wciąż działa w mojej sprawie. Wysyła mnóstwo podań i oświadczeń, w tym odroczenia lub zmniejszenia wyroku. Prawie codziennie przychodzi informować mnie na bieżąco, na czym stoję. Wiem, że na razie nie możemy liczyć na kaucję - tak mówił, ale ile w tym prawdy? Pojęcia nie mam, ale Stevie wydaje się być całkiem w porządku, jak na prawnika. Ba, nie rzucił mojej sprawy po miesiącu, wciąż się stara. Mam nadzieję, że tym razem coś z tego wyjdzie. 
Liczę na przepustkę, chociaż na same święta. Chciałbym je spędzić właśnie z Tobą, Caitlin. Dodatkowo w towarzystwie Caluma i Michaela. Oczywiście na samym początku poszlibyśmy na cmentarz, żeby wypić za zdrowie Luke'a... czy to nie głupi pomysł? Cassie dołączyłaby do nas, nie miałbym nic przeciwko. Najważniejsza byłabyś tylko Ty, jak zawsze. Dlatego postanowiłem to zrobić, dla Ciebie. Pragnę wyjść z tego bagna i udowodnić Ci, że Cień już dawno nie żyje, a ja jestem znów zwykłym człowiekiem, który zakochał się w Tobie po uszy i jest Ci wdzięczny za ratunek. Bo tak, uratowałaś mnie, Caitlin. Wyciągnęłaś mnie z tego bagna, w którym siedziałem. Pokazałaś mi czym jest dobro, przyjaźń i miłość. 
Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo za Tobą tęsknię. Cierpię nie dostając od Ciebie wiadomości już trzeci miesiąc, ale doskonale rozumiem przez co przechodzisz. Jesteś zła, to jasne. Jednak uwierz mi, jedyną osobą, o której myślałem unosząc ręce byłaś Ty i Twoje dobro oraz bezpieczeństwo. Nie mogłem pozwolić Ci uciekać z miasta, razem ze mną, bo takie prowadziłem życie. Chciałem z nim nareszcie skończyć, bo nie mógłbym żyć z myślą, że poświęciłabyś dla mnie swoje szczęście. Robiłaś tak wiele razy, za wiele. Ja zmarnowałem swoje życie, ale Ty? Ty masz czyste konto i musisz z tego skorzystać. Chciałbym, żeby nasze losy potoczyły się inaczej, abyśmy teraz siedzieli na ganku naszego domu wspominając wspaniałe wesele, jakie urządzili nam przyjaciele, bo tak... chciałbym żebyś została moją żoną, chociaż wiem, że beznadziejnie brzmi to w tym liście. Kocham Cię i nie przestanę. Umieram tutaj bez Ciebie. Moje usta pragną dotknąć Twoich, moje dłonie chcą spleść nasze palce, a moje oczy są w stanie widzieć tylko Twoją twarz...
Słyszałem, że willa w Hurstville zostanie wykupiona.  Jest mi żal, ale z drugiej strony cieszę się, że już nigdy tam nie wrócę. Ten dom przypominał mi o wszystkich złych rzeczach. Marzy mi się zacząć od nowa, a inne gniazdko to dobry start, nie uważasz?
Mam nadzieję, że łzy nie kłębią się w Twoich oczach, a smutek nie gra w Twojej duszy. Bądź uśmiechnięta cały czas i czerp z życia jak najwięcej, a kiedy wrócę, będziemy dzielić się tą rozkoszą i szczęściem, masz moje słowo. Nie złość się na Michaela i Caluma za ich nadopiekuńczość. Przyznaję, kazałem im mieć na Ciebie oko. Sprawdzają się w swych rolach. 
Nie myśl o mnie za dużo, nie zadręczaj się. Nim się obejrzysz, znów będę obok. Pomyśl o tym w inny sposób. W naszym związku nie ma monotonii. Czas leci, a wraz z nim akcja, to czyni nas wyjątkowymi. Dlatego wiesz co? Słyszałem wiele historii miłosnych. Od rodziny, znajomych, czy też przypadkowych osób. Ale żadna nie będzie tak wyjątkową, jak nasza. 
Kocham cię.
Ashton.

Calum zaciągnął nosem patrząc na wygrawerowaną inskrypcję. Przetarł załzawione oczy materiałem koszulki. Ukucnął przy grobie, po czym wsunął kopertę pod doniczkę nowych kwiatów. Jeszcze raz przeczytał imię i nazwisko spisane na marmurze, a potem wstał cofając się o dwa kroki. Spojrzał w niebo, które z minuty na minutę coraz bardziej ciemniało. Deszcz nadchodził, ale nawet gdyby zamierzał spaść już za moment, Calum zostałby tyle czasu, ile zdecydował sobie poświęcić na wizytę.
- Wszystko ssie – warknął – Nienawidzę tu przychodzić i zostawiać ci tych pieprzonych listów. – wyznał – Nawet, kiedy cię z nami nie ma, wciąż mnie wkurwiasz.
Chociaż nigdy tak naprawdę nie działała mu na nerwy. Próbował zatrzymać uczucie, którym darzył blondynkę, ale nie potrafił. Lubił ją, cenił i uważał za kogoś więcej niż zwykłą dziewczynę znalezioną przez Ashtona. Żadna nie zdobyła się na odwagę, aby się z nim kłócić, a co dopiero, żeby wymierzyć mu siarczysty policzek za zgryźliwość i bezczelność, a Caitlin to zrobiła. Z tego powodu jej śmierć wstrząsnęła nim tak, jak wszystkimi.Nie mógł wybaczyć sobie tego, że nie było go wtedy w szpitalu. Nie powstrzymał jej, nie poprosił, żeby wypłakała się na jego ramieniu tak jak ona, błagała jego, aby w końcu się otworzył. Nie zrobił tego samego dla niej, nawet nie przyszło mu to do głowy. Głównie dlatego sumienie nie dawało mu spokoju. Czuł się winny, ale również oszukany. Gdy ktoś daje porady, powinien sam się do nich stosować. Tymczasem Caitlin tłumiła w sobie żal, dopóki nie skrzywdziła samej siebie, a sama ostrzegała Caluma. 
 - Wiesz, że będziemy musieli mu w końcu powiedzieć? – szepnął Michael, kładąc dłoń na barku swojego przyjaciela, a Hood dopiero wtedy zorientował się, że nie był sam.
- Stracimy go na zawsze – mruknął Calum – Ona dała mu coś, czego my nie potrafiliśmy.
- Nadzieję, dobroć, wiarę…. – wymieniał Michael.
- Dlaczego do cholery odeszła?! – rzucił z pretensją Calum – Dlaczego?
- Bo kiedy człowiek traci wszystko, traci również grunt pod nogami – odparł wzdychając ciężko, zapoczątkowując pięciominutową ciszę, którą sam później przerwał zmieniając temat - A więc co chcesz zrobić, Cal? – spytał Clifford – Będziemy mu mydlić oczy? Do końca życia?
Hood wzruszył ramionami.
- Nie powiem mu, że jedyna osoba, która trzyma go przy życiu postanowiła strzelić sobie w łeb po tym jak dostał dożywocie, bo zrobi to samo – wyjaśnił – Więc jeśli chcesz go zabić, zrób to, ale ja wolę przynosić listy niż szykować kolejny pogrzeb. A przynajmniej nie chcę szykować go dla Ashtona.
Calum odwrócił się i chwiejnym krokiem podążył w stronę wyjścia. Zatrzymał go krzyk Michaela, a potem jego pytanie.
- A dla kogo? – usłyszał za swoimi plecami.
Kąciki ust Caluma uniosły się mimowolnie. Zwrócił się ku zdezorientowanemu przyjacielowi.
- Chodź ze mną i przekonaj się, Clifford – powiedział, czekając aż Michael go dogoni.
W przeciągu godziny znaleźli się na pustkowiu, gdzie można było zobaczyć jedynie pole i kilka drzew. Calum prowadził swojego przyjaciela wydeptaną przez przechodniów ścieżką, która tak naprawdę nie kierowała ich do miejsca, które ciemnowłosy zamierzał pokazać. Była mylną drogą do opuszczonego domu. Gdy do niego dotarli, Calum nagle skręcił w stronę gąszczu drzew. Michael nieco zdenerwowany kroczył za Hoodem, nie mając pojęcia, co chłopak wyprawia. Po dziesięciu minutach przypomniał sobie, że kiedyś już tutaj był. Niedaleko znajdował się bar, z którego ratowali Caitlin oraz Theresę. W dzień wszystko wyglądało inaczej.
Calum przystanąwszy, oparł się o kawał muru, spoglądając na Michaela.
- I co? – zapytał Clifford.
Brązowooki wzruszył ramionami, a następnie zrobił kilka kroków w przód. Ukucnął i po omacku odnalazł haczyk zamontowany przy klapie umiejscowionej w ziemi, po czym przyciągnąwszy go do siebie, otworzył wejście do podziemi.
- Stała tutaj chata, ale została rozwalona przez samolot, który się tutaj rozbił dziesięć lat temu – wyjaśnił – Została piwnica.
- W porządku, ale nadal nie rozumiem dlaczego tutaj jesteśmy – odparł Michael, drapiąc się po głowie – Kręcisz jakiś horror? Dokument? Interesują cię takie sprawy? Nigdy o tym nie wspominałeś…
Calum pokręcił głową, a potem wskazał ręką na wejście do piwnicy, zapraszając kolegę do środka. Chwilę później znaleźli się na dole, gdzie było puste pomieszczenie. No, może nie do końca puste.
Na środku pokoju stało krzesło, a na nim siedział nikt inny, jak winowajca kilkumiesięcznego zamieszania. Uniósł głowę, obdarowując dwójkę chłopaków piorunującym, ale mimo wszystko zmęczonym spojrzeniem. Ciężko oddychał, brakło mu tchu. Ręce miał związane. Wodę oraz jedzenie dostawał raz dziennie, ponieważ Calum zamierzał utrzymać go jeszcze przy życiu.
- Co za niespodzianka – wycharczał słabo.
- Nie zabiłeś go?! – spytał Michael, będąc niesamowicie zaskoczony widokiem tak osłabionego Connora.
- Jeszcze nie – odparł Calum dumnie.
- Czy dziś dostąpię zaszczytu? – odezwał się Connor.
Calum lekkim krokiem obszedł Ticksa, oglądając jego ciało i stan. Nie musiał być lekarzem, żeby wiedzieć, że dni tego człowieka są już policzone. On jednak nie zamierzał kiwnąć palcem, aby skrócić jego żywot.
- Zabicie cię, byłoby dla ciebie nagrodą, sukinsynu – syknął Hood prosto do ucha swojego wroga i poklepał go po ramieniu – Bóg zdecyduje, kiedy tu zdechniesz. Może dziś, może jutro, kto wie? – droczył się.
- Pieprz się – Connor wysilił się na skomentowanie wypowiedzi rywala.
- Jesteś tu dopiero trzy tygodnie, a już tak bardzo narzekasz? Dama z ciebie.
A wtedy Connor zamilkł, jakby miał już dość rozmowy. Spuścił głowę, wziął głęboki wdech i przymknął oczy, nie mając siły dłużej utrzymywać powiek, chociaż ledwo zaczął to robić. Calum zaś rozkoszował się tym widokiem. Jego cierpienie przynosiło ciemnowłosemu ogromną satysfakcję. Gdy udało się schwytać Ticksa, długo myślał nad tym, co powinien z nim zrobić. Miał szczęście, że Sean dał mu prawo wyboru, możliwość zemsty.
Calum przez jeden dzień siedział w swoim pokoju, zastanawiając się nad karą. Przypominając sobie, jak Ashton szukał winnego śmierci ojca w celu zemsty, powiedział sobie, że nie chce reszty życia spędzić w nienawiści. Wtedy pomysł tortur wypadł z jego głowy, a pojawiło się coś zupełnie nowego.
Do tej pory Connor spędzał swoje gorsze dni w ciemnościach. Tego dnia, gdy odwiedził Ticksa wraz z Michaelem, stwierdził że nadszedł czas na fazę drugą.
Calum podszedł do ściany, przy której wmontowany był włącznik do światła. Sam zajął się oświetleniem. Palcem dotknął przycisku, a lampka zwisająca na suficie zapaliła się, oświetlając pokój. Każda ściana była zapisana. Cytatami, historiami, słowami kierowanymi do Ticksa, które miały przypominać mu o każdej złej rzeczy, której się dopuścił. Michael czytał słowo po słowie, z otwartymi ustami. Były tam dialogi pomiędzy Caitlin, a Ashtonem, a także ich rozmowy przyjacielskie. 
- Sam to zrobiłeś? – spytał, a Calum skinął.
W tym samym momencie Ticks się zaśmiał.
- Co to ma być?
- Lampka będzie się palić wystarczająco długo, abyś mógł spotkać się z wyrzutami sumienia i poczuciem winy – objaśnił Hood – Będą nachodziły cię wspomnienia, jedno po drugim. Zniszczą cię od wewnątrz, pokażą jakim jesteś potworem – mówił z nienawiścią w głosie, utrzymując kontakt wzrokowy z mordercą – Aż w końcu pękniesz, bo nie zniesiesz tego wszystkiego.
- Jesteś walnięty – prychnął – Myślisz, że będę żałował tego, co zrobiłem?
- Ja to wiem – powiedział pewnie – I mam nadzieję, że ten żal cię zeżre od środka, bydlaku – syknął, a po chwili zacisnął dłoń w pięść i trafił nią prosto w policzek bandyty, który od razu po oddanym ciosie stracił przytomność.  – Poniosło mnie – mruknął, ocierając opuszkami palców kości na dłoni.
Michael oglądał jeszcze przez moment dzieło przyjaciela, jednak sam czuł się wystarczająco źle. Wystarczyło dziesięć minut, a miał dość i pognał do wyjścia, żeby opuścić piwnicę. Zaczerpnął świeżego powietrza. Calum zjawił się kilka minut później i objął chłopaka, aby dodać mu sił. Obaj czuli się beznadziejnie, oszukując przyjaciela i żyjąc w żałobie po stracie jego dziewczyny. 
Calum sięgnął do kieszeni, a następnie wsunął klucze w dłoń Michaela. Gdy ten zobaczył, klucze od domu w Hurstville, zaskoczony spojrzał na przyjaciela pytając.
- Ty chyba...
- Wyjeżdżam - oznajmił Hood.
- Czemu?
- Muszę naprawić błąd, który popełniłem lata temu - odparł - Niedługo znów się spotkamy, Mikey.
Ciemnowłosy odszedł do samochodu, zostawiając Clifforda w osłupieniu. Nie myślał o tym, co teraz będzie, ale o tym, co nadchodziło. Wszyscy się poddali. Ashton idąc do więzienia, Caitlin popełniając samobójstwo, a Calum wyjeżdżając. Każde z nich uciekło, a Michael zastanawiał się czy nie powinien pójść ich śladem. Może ucieczka nie rozwiązuje problemów, aczkolwiek pomaga odpocząć od rzeczywistości, która tak przerażała. 




Trzecia część Cienia: Gra Mroku już w październiku. Również na TYM blogu i na Wattpad. 
Dziękuję Wam za wspólną przygodę, która jeszcze będzie trwać. :) Pozdrawiam, życzę udanych wakacji i ślę dużo miłości. :)