piątek, 1 kwietnia 2016

Rozdział 7

I znów to samo. Czuła się, niczym w filmie, który ktoś cały czas cofał, żeby zobaczyć swoją ulubioną scenę po raz kolejny. Jak gdyby uparcie zatrzymywano czas w tej samej sekundzie, kiedy wchodziła do pokoju, siadała na krześle, rozkładała dokumenty i czekała na jego wejście.
Przeklęte deja vu, można byłoby powiedzieć, ale Addelaine miała świadomość, że to wszystko wydarzyło się już wcześniej i działo się teraz.
A wczoraj miał być ostatni raz, gdy miała się z nim widzieć. Ostatnia wymiana zdań i spojrzeń. Tymczasem wróciła, zaskakując nie tyle co samą siebie, a Ashtona, który sądził, że pozbawił ją motywacji i determinacji na zawsze.
Zaklął pod nosem, rzucając pogardliwe spojrzenie w ścianę. Czy to możliwe, że nie chciał, aby Addelaine zobaczyła złość w jego oczach? Dlatego to nie na nią spojrzał z gniewem? Mimo wszystko, nie ukrył swojego rozczarowania. Myślał, że ma uciążliwą i nieustępliwą adwokat z głowy i już nigdy więcej nie będzie musiał siedzieć na wykładach, które nazywała spotkaniami. Levinson również nie sądziła, że ich drogi ponownie się splotą, dopóki nie korzyści, które zaistniały niespodziewanie. Musiała jedynie się postarać, a także sprawić, żeby sam Irwin zaczął współpracować, co do tej pory jej nie wychodziło.
- Co sprawiło, że zmieniłaś zdanie? - zapytał, starając się zabrzmieć, jak najbardziej obojętnie, ale skoro zadał takie, a nie inne pytanie, nie mógł łudzić się, że Addelaine nie zauważyła jego ciekawości.
Westchnęła ciężko, ponieważ, aby odpowiedzieć na jego pytanie musiała wrócić do przeszłości. W jej umyśle pojawił się obraz sekretarki padającej na ziemię tuż po strzale. Strzale, który pozbawił Levinson rozwiązania zagadki.
Policjanci fotografowali martwe ciało dziewczyny oraz badali miejsce zbrodni. Addelaine w tym czasie stała po drugiej stronie parkingu. Jej ramiona okrywał ciepły polarowy koc, który dostała tuż po przyjeździe pogotowia oraz pobliskiego patrolu, który później zadzwonił po swoich kolegów. Oferowano jej również herbatę, ale trzy razy zdołała odmówić, chociaż wszyscy wiedzieli, że jest uzależniona. Towarzyszył jej Dave, który głównie milczał, a kiedy się odzywał, zadawał konkretne pytanie lub subiektywnie oceniał sytuację.
- Uważasz, że to Sean? - spytał wprost, widząc konsternację wymalowaną na twarzy swojej podopiecznej.
- Oczywiście, że tak - burknęła - Wiele rzeczy na to wskazuje. Pytanie pozostaje tylko, dlaczego tak bardzo chce odsunąć mnie od sprawy Ashtona.
Brunetka zastanawiała się, czy to na pewno chodzi o nią. A może to Ashton był celem, a może oni oboje? Wiedziała jedno, nie mogła pozwolić na to, aby Sean miał przewagę. Zbyt długo pracowała na jego uwagę i nareszcie ją uzyskała. Całkiem niespodziewanie, ale udało się. Wystarczyło jedynie wykorzystać sytuację.
- Bo wie, że jesteś w stanie ją wygrać - odparł Dave - Boi się.
Ale czy ktoś taki, jak Fletcher mógł się bać?
- Myślisz, że wie o mnie tyle, co ja o nim? - rzuciła nieśmiało, jakby odpowiedź Dave'a mogła ją przerazić.
- Sądzę, że wie o wiele więcej. - wymamrotał pod nosem.
- W takim układzie wie, że się nie poddaję.
Addelaine zrzuciła z ramion kocyk i oddała go w ręce Dave'a.
- Muszę się zobaczyć z Irwinem - oznajmiła - Jutro. Przygotuj papiery.
Mężczyzna uniósł brwi i otworzył usta ze zdziwienia. Nagle jakby ogłuchł, albo zapomniał języka, bo kompletnie nie rozumiał, co jej słowa mają znaczyć.
- Ale zrezygnowałaś...
Brunetka wzruszyła ramionami, a na jej twarzy wymalowała się sztuczna bezradność.
- Sorry - rzuciła smutno - Nieaktualne.
Levinson zrobiła kilka kroków w przód i była gotowa wyjść, ale szef zatrzymał ją. Złapał za rękę i odwrócił w swoją stronę, patrząc błagalnie na młodą adwokat.
- W takim razie sam cię odsunę od tej sprawy Addelaine - zagroził Dave - To zachodzi za daleko, nie wyobrażam sobie, żebym mógł zrzucić na ciebie... - Zaczął swój monolog, a Levinson przystanęła i patrzyła na niego z politowaniem, ale nie przerywała. Pozwoliła mu skończyć paplaninę o tym, jak nie chciałby, aby wpadła w kłopoty, ponieważ jest dla niego naprawdę ważną osobą i nie tylko zwykłym pracownikiem. Znała tę śpiewkę na pamięć i wierzyła w każde słowo, jednak Addelaine była niczym kot. Zawsze sama podejmowała decyzje i chodziła swoimi drogami. Jeżeli postanowiła, że nie da za wygraną zwłaszcza, kiedy chodzi o Seana, po prostu tego nie zrobi. I choćby waliło się i paliło, ona zdania nie zmieni.
- Nie możesz, Dave - mruknęła - Sam mnie do niej zbliżyłeś.
Uścisnęła jego dłoń, po czym ruszyła w kierunku policjantów, aby spytać, czy jeszcze potrzebują jej na miejscu zbrodni. Po spisaniu zeznań, była wolna, więc nie musiała ślęczeć do końca procesu badania parkingu.
Addelaine wróciła myślami do rzeczywistości, gdy usłyszała głośne chrząknięcie. Ashton gapił się na nią, czekając na wyjaśnienia.
- Miałam chwilę załamania - skłamała, ale z uśmiechem na ustach - Już minęła, możemy więc wrócić do pracy, Irwin.
Była niesamowicie dobrą aktorką. Nie mrugała, nie pociła się, nie szukała wzrokiem punktu zaczepienia, nie robiła niczego, co wskazywałoby na to, iż kłamie. Mogła powiedzieć wszystko, a nawet przyznać się do zbrodni, której nie popełniła, a każdy uwierzyłby w jej zeznania. To również powód dla którego Dave z początku pokładał w niej nadzieje. Była wiarygodna i czegokolwiek by nie nie zrobiła, wierzył, że wyciągnęłaby Ashtona z więzienia. Kłamstwem lub prawdą. Nie miało to dużego znaczenia.
- Dziś porozmawiamy o Seanie Fletcherze - oświadczyła ze swobodą w głosie, jakby Ashton nie miał wyjścia, tylko musiał zacząć gadać.
- Po co? - Blondyn oburzył się.
- Ponieważ bardzo chciałabym się z nim spotkać - odpowiedziała melodyjnie, po czym oparła łokcie na blacie stołu, a dłonie ułożyła pod podbródkiem.
Ashton roześmiał się głośno, patrząc na kobietę z niedowierzaniem. Pierwszą myślą, jaka przyszła mu do głowy, było stwierdzenie, iż Addelaine jest zwyczajnie szurnięta, albo narwana. Strzelał również, że życie jej nie miłe i ma w głębokim poważaniu, czy chodzi po tej planecie czy nie. Bo kto normalny chciałby stanąć oko w oko z Seanem Fletcherem? Tylko wariat, który nic o nim nie wiedział. A Ashton był pewien, że Addelaine doskonale znała Fletchera chociaż z opowieści lub kartotek. Miała świadomość, jakiego typu jest człowiekiem, o ile można było go w ogóle w ten sposób nazywać. Musiała mieć naprawdę nierówno pod sufitem, żeby rwać się na takie zadania specjalne.
Jednak ona cierpliwie czekała, aż blondyn uspokoi się i opanuje śmiech, ponieważ wcale nie żartowała. Dopiero po kilku minutach dotarło do Ashtona, że Addelaine była śmiertelnie poważna.
- Sean nie spotyka się z nikim - wyszeptał - A ty jesteś nienormalna, skoro pakujesz się w takie sprawy.
- Bronię mordercy, który w dodatku ma miano psychopaty, a ty śmiesz mi mówić, że jestem nienormalna, bo chcę się spotkać z kolejnym psychopatą? - zapytała - Mój drogi, taki zawód.
- Sean nie jest kolejnym psychopatą - wtrącił - Jest czymś o wiele gorszym.
Kobieta uniosła głowę, rzucając łagodne spojrzenie swojemu klientowi. Jej błękitne oczy mogły przeszyć każdego na wskroś, ale nie Ashtona. On był zbyt twardy, chociaż tym razem... zmiękł.
- Widzę, że jednak jesteś skory do rozmowy - uśmiechnęła się triumfalnie Addelaine, mówiąc.
- Jeżeli coś dla mnie zrobisz - zażądał.
A ona poszła na układ, nie mając świadomości, w co takiego się pakuje.