poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział 17


muzyczka: klik

Obracałam w dłoni szklankę, siedząc na krześle tuż przy barze. Przyglądałam się swojemu niewyraźnemu odbiciu, zastanawiając się nad sensem ostatnich wydarzeń. Kto podpalił samochód Willa? Czym się kierował? W pomieszczeniu było ciemno, nie zapalałam świateł, gdyż naiwnie liczyłam, że ciemność pomoże mi się skupić. Nie rozwiązałam zagadki, nie doszukałam się wskazówek. W zamian za to, straciłam tylko czas, co robiłam już od dawna.
- Mój drogi Boże! - usłyszałam przerażony i zaskoczony głos ciotki, której chwilę później klucze od baru wypadły z rąk. Uderzyły o posadzkę, wydając dźwięk brzęczenia, podobny do obijanych o siebie małych dzwoneczków
- Ciebie też miło widzieć, ciociu - mruknęłam pod nosem nie odwracając się. Pozostałam w tej samej pozycji. Zgarbiona, oparta o blat stołu. Zmieniłam wyjątkowo punkt widzenia i patrzyłam teraz na szklankę, jak na zwykłe szkło. Tak, jakbym tylko się zamyśliła, bądź podziwiała naczynie bez zbędnej analizy.
- Caitlin, co tutaj robisz? - spytała chcąc wyjść na zdziwioną, jednak nie zdołała ukryć swojego strachu. Nie byłam tym zdziwiona. Sama wystraszyłabym się, gdybym wróciła do domu o piątej rano, a w salonie znalazłabym na przykład Cassie - czytającą lub piszącą coś na kartce. To byłoby czymś zupełnie nie podobnym do mojej przyjaciółki. Ciotka musiała mieć więc identyczne odczucia. Około trzeciej w nocy przyjechałam do zamkniętego pubu, aby wypić połowę butelki whisky, a następnie gapić się w szklankę i nie robić nic poza dogłębnym myśleniem. Nie poznawała mnie, ale mogłam ją pocieszyć tym, że nie była sama. Ja również nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
- Zapomniałam o oddaniu ci kluczy do lokalu - napomknęłam, unosząc rękę. Na palcu prawej dłoni zawiesiłam plik kluczyków: od furtki, głównego wejścia, schowka, piwnicy, łazienki i biura. Uśmiechnęłam się krzywo, ale rudowłosa oglądała moje plecy zamiast twarzy. Niczego nie dostrzegła.
- Wszystko w porządku?
- Nie - odpowiedziałam krótko i zwięźle. Nie przyjechałam tu na pogawędkę, ani na wysłuchiwanie kazań. Wpadłam się napić, poszukać weny i tyle. Gdybym miała opowiadać ciotce o tym, jak aktualnie się miewam, sądzę, że następnym krokiem byłoby zawiezienie tej biednej kobiety do szpitala. Gdy Ashton umarł, a policja przyszła do baru w celu zadania mi kilku pytań, powiedziałam ciotce, że zostałam porwana, a Cień uratował mi życie. Nie skłamałam, ale nie wyznałam także całej prawdy. W moim umyśle ten pomysł nie istniał, zarówno wtedy, jak i teraz. - Ale dam sobie radę.
- Wiem o tym - jej głos stał się nagle łagodny i pełen spokoju - Zawsze sobie radziłaś, nawet w najgorszych momentach.. - kobieta podeszła bliżej - Czy jest coś, co mogłabym dla ciebie zrobić?
Nie jesteś w stanie zrobić niczego, abym poczuła się lepiej. To zdanie pojawiło się w moich myślach, wypowiedziane smutnym tonem. Eleanor była niezaprzeczalnie jedną z niewielu wspaniałych osób, które urodziły się na tym świecie, ale niestety nie była super bohaterką, która mogłaby pstryknąć palcem i sprawić, że problemy rozpłynęłyby się w powietrzu. Jej porada musiała wynikać ze znajomości tematu, a ja nie potrafiłam usiąść swobodnie przy herbacie i opowiedzieć od początku o tym, co wydarzyło się rok temu. Nie chciałam jej mówić o Ashtonie, o jego szantażach, porwaniu mnie, zabójstwach, o których mówił. Chwalenie się tym, że w jakiś sposób pocałował mnie, a ja nawet nie ukrywałam, że czułam się wtedy dobrze kopałoby mój grób. Całowałam się z przestępcą, między nami zniknęła pewna bariera, polubiłam go. W mojej głowie te wypowiedzi brzmiały wystarczająco beznadziejnie. Jedyną rzeczą, którą mogłam jej wyznać był mój pół związek z Willem. Pół, bo przecież określenie naszej relacji wciąż wymagało spotkania i szczerej rozmowy, a tego jeszcze nie zdążyliśmy wykonać.
- Will, um... - zaczęłam.
- Oh, dziecinko - rudowłosa westchnęła, a później przysiadła się do mnie - Nie on pierwszy i nie ostatni.
- Tak, ale wcześniej myślałam, że to on jest tym, który zostanie ze mną bez względu na to, czy jest dobrze czy źle.
- Serce czasem płata figle - Eleanor pogładziła moją dłoń - Przyjdzie czas, kiedy ktoś wejdzie do twojego życia i pokaże ci dlaczego inne twoje związki nie miały szans.
- Wydaje mi się, że już ktoś to zrobił.
Zacisnęłam usta, tworząc z warg cienką linię. Modliłam się, żeby ciotka wpadła w zamyślenie, a moje słowa przemknęły obok jej uszu. Nie starczyłoby mi sił na opowieść o Ashtonie, nawet w roli tajemniczego wielbiciela, czy sekretnego kochanka.
- A więc? Daj temu uczuciu szansę - rzuciła tak prosto i trywialnie.
- Nie mogę - szepnęłam.
- Czemu?
- Bo ono nie ma szans stania się rzeczywistością... - mruknęłam, myśląc o człowieku, który już nigdy nie stanie przed moimi oczami - Zmieńmy temat - pokręciłam głową, żeby wymazać obraz Ashtona ze swojej głowy - Jakieś wieści o George'u?
- Chce szybko wrócić do pracy, ale lekarze mu zabraniają - oznajmiła jakby znużona jego brakiem cierpliwości, jednak po chwili posmutniała - Tak mi przykro, że stała mu się krzywda przed moim barem.
- Zaraz... - ciotka zwróciła moją uwagę - Pobili go tutaj? W dzień morderstwa dziewczyny z mojej firmy, tak? - dopytywałam dla pewności.
Eleanor pokiwała twierdząco głową.
- Później zjawił się Will i badał sprawę... - kontynuowała.
- Will wiedział o pobiciu?! - wstałam miejsca zaskoczona słowami kobiety. Mój chłopak nic nie wspominał o wcześniejszym pobycie w barze. - Cholera...
Zaklęłam, gdy mnie olśniło. Zerwałam się z miejsca, po czym wybiegłam z budynku w poszukiwaniu mojego auta, nie zwracając uwagi na krzyki ciotki.
~*~
Odkąd zjawiłam się na komisariacie w ramach osoby przesłuchiwanej, nie potrafiłam spędzać czasu sama ze sobą. Moje myśli gnały w szalonym tempie, niszcząc mnie jako człowieka. Nie chciałam dłużej zadręczać się pytaniami, a także analizą odpowiedzi, które dostałam. Wolałam odpocząć, ale w towarzystwie. Z tego powodu, od trzech dni zamieszkiwałam u Cassie.
A ona zachowywała się gorzej niż moja ciotka.
- Potrzebujesz czegoś? Lody? Jakiś fastfood? Może czekoladki? - dopytywała, irytując mnie bardziej niż nigdy dotąd.
- Mówię ci po raz szósty, że wszystko ze mną w porządku - odparłam, siląc się na uśmiech.
- Caitlin - brunetka podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem - Zamieszkałaś u mnie, a teraz twierdzisz, że twój chłopak pobił twojego kolegę, nic nie jest w porządku - stwierdziła.
- Dobra, jestem trochę zagubiona, zadowolona? - wywróciłam oczami - Szukam powodu dla którego Will mógłby to zrobić. Co, jeśli oszalał i to on jest Cieniem numer dwa? W dodatku Michael ma dzisiaj przyjechać i zabrać mnie na prawdziwy grób Ashtona. Calum powiedział, że jak tak bardzo im nie wierzę mogę go odkopać, ale wątpi, że Ash byłby szczęśliwy.
- No cóż, ja bym nie była.
- Ja także, dlatego chciałam zapobiec rozkopywaniu grobu na cmentarzu - wyjaśniłam - Ale cały wysiłek poszedł na marne, a zresztą i tak go tam nie było - wzruszyłam ramionami - Nieważne. Spójrz, George zostaje pobity, Will zjawia się chwilę później na miejscu. Możliwe, że go pobił, bo jakoś wszedł mu w drogę, a potem wrócił, żeby zatrzeć ślady. Przecież powiedziałby mi, że tam był, a tego nie zrobił.
- Proponuję czekoladki - powróciła do poprzedniego tematu - I dobre wino, najlepiej czerwone.
Westchnęłam, chowając twarz w dłonie.
- Will wysadziłby swoje auto sam? - zapytała spoglądając na mnie z politowaniem. Zamilkłam, ponieważ nie umiałam uzasadnić tego zdarzenia tak samo, jak nie potrafiłam znaleźć powodu dla którego Will mógłby chcieć mnie krzywdzić. - Odpocznij, Cait - poradziła przyjaciółka - Od tego wszystkiego nie myślisz logicznie. Dziś jest ciężki dzień, przygotuj się, a ja zajmę się resztą, w porządku?
Zgodziłam się. Nie miałam wyjścia. Cassie postanowiła; wiedziała, że teraz najbardziej jej potrzebuję, bez znaczenia, w jakiej formie. Mętlik w mojej głowie musiał zniknąć, zanim kompletnie bym zwariowała. Ale ciężko mi było odrzucić myśl, że mój chłopak nie maczał palców w pobiciu George'a. Bo jeżeli tak było, to znaczyło, że George podpadł, a już na pewno nie bez przyczyny. A tą przyczyną prawdopodobnie była sprawa Cienia.
Cassie ucałowała moje czoło zawiadamiając cicho, że za niedługo powinna wrócić. Ja w tym czasie zamierzałam się przebrać, aby Michael nie czekał na mnie, kiedy przyjdzie. Zdecydowałam, że opowiem mu o swoich podejrzeniach, ponieważ zawsze na nim polegałam. Nie wyśmieje mnie, a przede wszystkim nie pozostanie obojętny. Sprawdzi czy moje podejrzenia są słuszne, czego potrzebuję.
Tak, wypuścili ich. Policja nie posiadała żadnych dowodów na dokonanie jakiegoś nowego przestępstwa. Areszt byłby zbędny, bo chłopcy nie powiedzieliby, gdzie ukryli ciało Ashtona. On znaczył dla nich więcej, niż dwadzieścia cztery godziny za kratkami. Poświęciliby się, gdyby istniała taka potrzebna. Jednak komisarz miał świadomość, że może jedynie dyskutować i rzucać groźbami. Nie doprowadziliby go do zmarłego przyjaciela, znał tą solidarność. Policję traktowali jak największych wrogów. Nie ufali nikomu, a w szczególności Willowi.
Właściwie, sprawili, że ja również przestałam mu ufać. Stałam się dociekliwa i podejrzliwa wobec własnego chłopaka, ale coś po prostu tutaj nie grało. Wiedziałam już, co przede mną ukrywał. Nie chciał mi powiedzieć o pustym grobie od razu, bo szukał wskazówek. Ale coś nie pozwalało mi myśleć, że to był jego jedyny sekret. Zdawało mi się, że miał ich o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać. Dlatego chcę mieć go na oku. To wydaje się głupie, że mój procent zaufania do własnego chłopaka jest niski, ale muszę przyznać, że nauczyłam się jednej ważnej rzeczy od Ashtona.
Nie wszyscy wokół ciebie, są twoimi przyjaciółmi.
Niektóre z wypowiedzianych przez niego słów pamiętam tak dobrze, jak swój numer telefonu. Zabawne, że w niektórych sytuacjach wydają się one prawdziwe i użyteczne.
Wybrałam numer Michaela, Ze słuchawką przy uchu podążyłam do przestronnego pokoju Cassie, którego wnętrze znów zostało zmienione przez ów właścicielkę. Dziewczyna udekorowała pomieszczenie według nowej, nieco ostrzejszej wizji. Ściany oblepiła plakatami, co przypominało mi o starym mieszkaniu Ashtona. Poznawałam osoby ze zdjęć. Cassie nie słuchała tych zespołów, byłam tego pewna. Ten wystrój przygotowała dla Luke'a, aby mu zaimponować. Prawdopodobnie nawet przejrzała wikipedię, żeby mieć małe pojęcie o tym, co zdobi jej ściany. Szaleństwo. Pomimo mojej całej sympatii do młodego Hemmingsa, której może nie okazywałam, ale gwarantuję - ona w minimalnym stopniu istniała, nie śmiałabym twierdzić, że jest on wiernym kochającym chłopakiem. On i Cassie zdecydowanie nie pasowali do siebie, ale nikt nie umiał powiedzieć tego na głos.
Porozwieszane lampki nad łóżkiem dodawały klimatu, jednak kontrastowały z wydrukami rockowych zespołów. Cassie starała się połączyć swój świat ze światem Luke'a, ale zamiast harmonii, w pokoju uzyskała tylko chaos i zakłócenia. Ona zaś tego nie widziała, bo była wystarczająco zadurzona w Luke'u, aby móc przestać myśleć racjonalnie. Tak właśnie działała miłość - jak choroba, a Cassie była chodzącym dowodem na moje stwierdzenie.
Pognałam do pokoju, w celu wyboru ubrań. Nie zamierzałam stroić się niczym na pokaz mody czy inny ważny bądź jak kto woli - mniej ważny jubileusz. To był ostatni dzień w którym konfrontowałam się z Ashtonem (co prawda martwym, ale to nadal wyglądało na pewnego sensu spotkanie). Piżama nie była najlepszym strojem na miejsce, gdzie został ktoś pogrzebany. Zamknęłam się w pokoju, po czym zaczęłam grzebać w szafie.
- Hej, Cait, jestem w drodze - po drugiej stronie usłyszałam ciężki głos Clifforda.
- Nie musisz się śpieszyć, jestem w lekkim... nieładzie - podsumowałam swój wygląd - Długo będziemy jechać na ten cmentarz?
- Właściwie, nie będziemy nigdzie jechać - wyjaśnił krótko, co wprowadziło mnie w osłupienie.
- Co? Czemu? - dopytywałam.
- Po prostu czekaj na mnie w domu, dobrze? - oznajmił chcąc zabrzmieć spokojnie, jednak słyszałam jak jego głos drży.
Rozłączył się.
Zmarszczyłam brwi, oglądając jak numer Michaela znika z ekranu mojego telefonu. Patrzyłam na komórkę pytająco, jakby ona miała mi pomóc w rozszyfrowaniu przyjaciela Ashtona.
Ściągnęłam z wieszaka zwiewny, o rozmiar za duży biały t-shirt. Zabrałam z półki dżinsy, a później wygrzebałam z końca szafy Cassie starą znoszoną skórzaną kurtkę, którą kiedyś lubiłam pożyczać. Idąc ścieżką porozrzucanych po podłodze ubrań, dotarłam do łazienki, której wejście było w pokoju i zamknęłam się tam, przebierając.
Spojrzałam w lustro, oglądając dokładnie swoją twarz. Dopiero teraz dostrzegłam podkrążone oczy, oraz długie zniszczone włosy. Wyglądałam beznadziejnie, jakbym nie zmrużyła oka od kilku dni. Faktycznie, nie mogłam spać, ale nie sądziłam, że można to zauważyć tylko na mnie spoglądając.
W moich uszach ponownie rozbrzmiał dźwięk telefonu. Byłam święcie przekonana, że to czekający pod domem Cassie Michael, który mówiąc "jestem w drodze" miał na myśli "jestem dwie ulice od celu". Odebrałam przychodzące połączenie.
- Nie jestem jeszcze gotowa - zaśmiałam się nerwowo do słuchawki - Musisz poczekać.
- Problem w tym, moja droga Caitlin, że nie mam czasu - zachrypiały głos odpowiedział na moje powitanie.
- Ty - syknęłam.
- Widzę, że się stęskniłaś.
- Nie do końca - starałam się zabrzmieć obojętnie.
- Szkoda, liczyłem na miłe pożegnanie.
Pożegnanie? O czym on mówi? pomyślałam, ale nie odważyłam się zapytać. Coś podpowiadało mi, że wolę zignorować ten komentarz.
- Tik... tak... tik... tak... - naśladował dźwięk ruchu wskazówek zegara, przypominając mi o wiadomości, którą kiedyś mi dał.
- Myślisz, że wystraszysz mnie tak, jak Cassie? - prychnęłam.
Około tygodnia temu Cassie otrzymała anonimową przesyłkę. Nie zawiadomiła mnie, gdyż jak stwierdziła "miałam gorsze problemy i jedna paczka w tą czy w tamtą znaczenia nie robi". Niestety, było zupełnie inaczej. Czarna róża zwiastująca śmierć przeraziła moją przyjaciółkę do tego stopnia, że przestała odbierać listy. Rozkazała listonoszowi wrzucać je przez płot do ogródka. W każdym razie żart tajemniczego prześladowcy przebiegł pomyślnie, bo Cassie zjadł strach.
- Nie chcę cię wystraszyć, Caitlin - zaśmiał się, jakbym powiedziała coś nadzwyczaj głupiego.
- Więc czego chcesz?
- Chcę cię zabić - wymruczał, a w jego głosie wyczułam podniecenie. Sycił się moim przerażeniem, tym dreszczykiem emocji, który wywoływał. Wydawało mi się, że adrenalina buzowała w jego ciele, kiedy tylko miał okazję mnie straszyć. Wiedziałam, że pragnął usłyszeć mój wrzask, a następnie błaganie o pomoc, kiedy piętro niżej któreś drzwi zamknęły się z hukiem.
____________________________________________________________________________


Bry! Jeszcze jeden rozdział i kończymy dział 1! Jak myślicie, świeczka dla Caitlin zgasła? A może to kolejna groźba rzucona na wiatr? Czyżby Michael wpadł do domu? Czy faktycznie prześladowca zdecydował się nareszcie uderzyć? Dowiecie się w następnym rozdziale Pułapki! Huhu, brzmi jak jakiś spot reklamowy.
Anyway, chyba nie mam dzisiaj nic do przekazania poza ruszeniem z Fill me in. Pierwszy rozdział w styczniu, na razie jest prolog. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Jest trochę w klimatach Cienia, ale luźniejsze. Dużo humoru, bohaterowie mają po części zbliżone charaktery.

Dziękuję za komentarze i przepraszam, że na nie nie odpisuję. Problem tkwi w tym, że mój laptop jest zepsuty i działa przez 5-10 minut lub na trybie awaryjnym pół godziny w tempie gorszym niż żółwi. Opowiadania piszę na służbowym lapie w pracy xD (taki ze mnie pracuś haha)

Następny rozdział w Wigilię! L o v e  y o u! :)
PP xx.
Irwinxhat