poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 45

Edited: Piosenka do rozdziału, bo jedna czytelniczka stwierdziła, że pasuje, a ja nie miałam czasu wybrać <klik>


Ashton's POV

Przyjaciel.
Kim on jest?
Czy taką osobą nie powinien być człowiek, który poszedłby za tobą w ogień?
Który nigdy nie okłamałby cię? Nie skrzywdziłby w żaden sposób?
Więc dlaczego do jasnej cholery on mi to zrobił? Uważałem go za osobę, której mogłem ufać, a on mnie zdradził. Na samo wspomnienie o nim, szlag mnie trafiał. Jakim cudem byłem tak ślepy i głupi? Czemu nie zauważyłem, że ten bydlak śmieje się prosto w moją twarz, w duchu nabijając się z mojej naiwności?
Przechodziłem obok baru, w którym pracowała Caitlin, zastanawiając się nad całym swoim życiem. Nie mogłem uwierzyć we wszystko, co aktualnie działo się wokół mnie. To jakaś paranoja, jedna wielka paranoja. Życie robi sobie ze mnie żarty, wystawia mnie non stop na próby, których ja nie wytrzymuję. Bo jak mogę przyjmować tak silne ciosy? Nawet najlepszy bokser byłby w stanie utrzymać się przy napływie tak mocnych uderzeń. Chociaż, jeśli chodzi o ból fizyczny, on zawsze jakoś przejdzie. Ale psychiczny? Wariuję, nie potrafię się trzymać, nie chcę.
- Irwin! - usłyszałem za swoimi plecami.
Od razu poznałem ten głos. Nie zwolniłem tempa. Spuściłem głowę, zakładając kaptur. Udałem, że nic do mnie nie dotarło. Towarzyszył mi brak czasu. Za dużo spraw krążyło wokół mnie, abym teraz mógł zatrzymać się na pogaduszki czy ciasto z herbatką. Chłopak jednak nie odpuścił, kilka razy zawołał mnie po imieniu. Gdy jednak zobaczył mój brak zainteresowania, zaczął biec w moim kierunku, chcąc mnie dogonić. W kieszeni bluzy zaciskałem już pięści. Wybrał nieodpowiedni moment.
Kiedy jego dłoń dotknęła mojego ramienia, puściły mi nerwy. Obróciłem się. Popchnąłem bruneta na najbliższy mur. Przycisnąłem swoją rękę do jego szyi, a drugą zaś trzymałem ciało. Byłem wściekły, a ten gnój tylko potęgował mój gniew. Czego chciał ode mnie akurat dzisiaj? Powinien był najpierw sprawdzić, czy mój humor nadaje się na rozmowę zamiast zaczepiać mnie na starcie.
- Posłuchaj, kundlu - syknąłem do jego ucha - Nie zabiłem cię ze względu na Caitlin, ale jak widzisz teraz jej tu nie ma - oświadczyłem grzecznym tonem, aby uświadomić dzieciaka - Ten dzień jest dla mnie bardzo pechowy, więc jeżeli za moment nie zabierzesz swojego zawszonego tyłka z mojej drogi... - urwałem, odsuwając się od niego tak, aby spojrzeć mu w oczy - Twoje wnętrzności wylądują na tym chodniku w przeciągu trzydziestu sekund - zagroziłem, puszczając chłopaka i czekając aż pójdzie.
- Caitlin nie jest z tobą? - spytał, jakby chciał się upewnić. W dodatku zmieniał temat, co nie spodobało mi się, gdyż moim aktualnym marzeniem było jego odejście.
Wziąłem powietrze do ust, a po chwili je wypuściłem. Odnosiłem wrażenie, że mały Georgey jest ślepy. Przez umysł przeszła mi także myśl, że Bóg nie podarował mu mózgu, tak samo jak Ginie, chociaż on wyglądał na trochę mądrzejszego od niej. A może po prostu udawał?
- A widzisz ją tutaj? Z tego co wiem, nie jest posiadaczką pelerynki niewidki - zadrwiłem.
- Ashton, musisz ją znaleźć - jego ton wydał się poważny; uniosłem brew - Logan chce ją porwać. Ma wtyczkę, która o wszystkim go informuje.
Ponownie przycisnąłem chłopaka do ściany. Moje oczy w ciągu kilku sekund stały się ciemne. Poczułem, jak moje ciało przepełnia niezwykły gorąc, a żyły szybko pulsują.
- Jaką wtyczkę? - zapytałem przez zaciśnięte zęby.
W tym samym czasie zadzwonił mój telefon. Posłałem pogardliwe spojrzenie ledwo oddychającemu George'owi. Odebrałem przychodzące połączenie od Luke'a.
- Osobiście wykopię ci dół, jeżeli przynosisz mi kolejne złe wieści - pogroziłem.
- Stary, Cait i Cal zniknęli - oznajmił mi Hemmings.
- Jak to zniknęli? - zapytałem zaskoczony, przenosząc swój wzrok na George'a.
- Drzwi były otwarte, w mieszkaniu nikogo nie ma, a na podłodze jest krew - zdawał relację Luke, denerwując mnie.
Doskonale wiedziałem, co to oznacza. Ten przeklęty gówniarz mówił prawdę.
- Logan - warknąłem, czując jak moje całe ciało zaczyna się gotować. Nie przewidziałem tego. Kolejny błąd, który popełniłem. Zachowałem się niedojrzale, miałem ochotę zrobić sobie krzywdę.
Splunąłem na chodnik.
- Jedź do Hurstville - zarządziłem, rozłączając się tuż po wypowiedzianych słowach.
Ruszyłem w kierunku parkingu, nie zwracając uwagi na George'a. Wysłałem wiadomość Michael'owi, aby jak najszybciej zlokalizował mojego wroga. Nienawiść w moim ciele wzrosła. Nie marzyłem o niczym innym, jak o rozerwaniu Logan'a Fletcher'a na strzępy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że czułem, iż właśnie to zrobię, gdy tylko go zobaczę. Powiedziałem Caitlin, że nie zabiję tego szmaciarza, a tymczasem mój umysł pokazywał mi scenę, podczas której ginie z moich rąk.
Wyjechałem na drogę, ze zwiększoną prędkością.
Dociskałem pedał gazu z każdą myślą o Fletcherze, nie mogąc znieść swojej porażki. Wskaźnik na liczniku prędkości unosił się, a samochód przyśpieszał. Nie dbałem o to. Nawet gdybym spowodował wypadek, miałbym to gdzieś. Gdzieś w mojej głowie ukazywał się obraz więzionej Caitlin, a także Calum'a i tylko on ratował mnie przed popełnieniem samobójstwa albo zrobieniem innego głupstwa. Nie mogłem ich zostawić. Zbyt wiele dla mnie znaczyli.
Miałem nadzieję, że dopadnę tego gnoja i zadam mu tyle bólu, na ile zasłużył. Przez ten cały czas oszukiwał mnie, nie mając żadnych wyrzutów sumienia. A teraz pogrywa ze mną, porywając moich przyjaciół. Nie ma pojęcia do czego jestem zdolny, zwłaszcza, gdy moim ciałem włada tylko i wyłącznie złość. Ciężko kontrolować moje nerwy. Mimo że nie chciałem zranić Caitlin, miałem cichą nadzieję, że gdy zobaczę Logan'a - zabiję go.
Nawet nie spostrzegłem, kiedy zjechałem na drugą stronę autostrady. Dopiero, gdy samochód naprzeciwko jechał prosto na mnie, obudziłem się, jakby ze snu i zacząłem kontrolować jazdę. Jak najszybciej przeniosłem się na swój pas. Oczywiście kierowca auta nie oszczędził sobie trąbienia na mnie, niczym na wariata. Skierowałem się na pobocze, a następnie zatrzymałem.
Oparłem swoją głowę o kierownice, ciężko oddychając. To było za wiele. Myśl, że mam spotkać się z człowiekiem, który zabił mojego ojca i zamienił moje życie w piekło; sprawić mu cierpienie, a później po prostu oddać policji mnie niszczyła.
Nie mogłem tego zrobić, nie potrafiłem. Chęć pocięcia go na kawałki i wysłania w pudle na komisariat była ogromna. Najchętniej zamordowałbym całą jego rodzinę. Zmiażdżyłbym go, jak okropnego robaka, szkodnika, który nie jest potrzebny na tym świecie. Zawadza, jest przeszkodą.
Wysiadłem z wozu. Musiałem uspokoić swój puls oraz nerwy. Bez Caitlin było o wiele ciężej. W myślach wymieniałem powody, dla których powinienem zwolnić tempo, zrobić krok do tyłu i wziąć głęboki wdech, a później zacząć działać. Calum i ona byli jednym z nich, aczkolwiek silniejszym okazywał się kontrargument, czyli morderca mojego ojca i chęć zemsty na nim.

~*~

Kiedy tylko samochód zatrzymał się na terenie posiadłości, wysiadłem z niego i pognałem do domu. Drzwi otworzyłem z hukiem, żeby dać znać domownikom, iż mój humor jest poniżej poziomu zerowego. Nie miałem czasu na pogaduszki, ani nic z tych rzeczy. Teraz moim obowiązkiem było znalezienie Calum'a oraz Caitlin.
Korytarzem biegł Michael. W dłoniach trzymał stertę kartek. Ominął mnie, prosząc, abym poszedł za nim. Skierował się do salonu. Rzucił dokumenty na kanapę, zabierając z nich jedynie niewielką mapę. Rozłożył ją na stole. Na papierze pozaznaczał różnymi kolorami miejsca, gdzie samochód Logan'a był ostatnio widziany. Opuszkami palców śledziłem narysowaną flamastrami drogę przejazdu Nissana Pathfinder'a.
- Wiezie ich do lasu? - spytałem zaskoczonym głosem, jakby sam siebie - Mało oryginalne.
- Bawi się w seryjnego mordercę - zaśmiał się Michael.
W tym samym czasie, usłyszeliśmy hałas, dźwięk uderzenia. Dobiegał on zza drzwi. Razem z Michael'em popatrzyliśmy w stronę wejścia. Staliśmy, niczym wryci. Ktoś uderzył w drzwi? Po chwili klamka opadła, a zdyszany Luke wpadł do domu, prawie padając na ziemię. Jego blond włosy opadły na czoło; po twarzy spływał pot. Hemmings spojrzał w naszym kierunku z przerażeniem, jakby niósł ze sobą jakąś straszną wiadomość. Moje ciśnienie natychmiastowo podniosło się. Z zainteresowaniem przyglądaliśmy się młodszemu przyjacielowi, który przypominał spanikowanego nastolatka.
- Ash, przysięgam, że jechałem tak szybko, jak mogłem. Gdybym wiedział, że on tam się zjawi to... - mówił szybko, sepleniąc i plącząc się.
- Okej, wyluzuj - powstrzymałem go przed kolejnymi wyjaśnieniami - Wiem, że to nie twoja wina, jasne?
Luke oparł dłonie na swoich kolanach, próbując złapać oddech. Wyglądał na człowieka, który dosłownie kilka sekund temu skończył swój pierwszy maraton. Wydawało mi się, że jest nieco rozczarowany sam sobą, że po raz kolejny nie podołał zadaniu. Poklepałem blondyna po ramieniu, aby dodać mu otuchy. Żaden z nas nie spodziewał się tak szybkiej reakcji Logan'a - nawet ja. Zazwyczaj jego zagrania były opóźnione, ale najwyraźniej wziął parę lekcji od swojego brata. Być może przestudiował jego pamiętniki, o ile Sean takowe pisał. Sam by się nie nauczył.
Od samego początku pobytu Caitlin w szpitalu, Lucas stał się nadopiekuńczy. Rozumiałem go, męczące wyrzuty sumienia nie pozwalały mu na normalne życie. Chciał zapewnić Caitlin bezpieczeństwo, tak, jak ja. Dbał o nią, zamartwiał się, a przede wszystkim - pilnował się, aby nie popełnić błędu.
Nie zrobił tego.
Przenieśliśmy się do garażu. Otworzyłem wszystkie szafki. Luke oraz Michael rozpoczęli pakowanie, a ja zabrałem się za wybór sprawnych i szybkich aut. Miałem ich masę, a wiedziałem, że tego dnia przydadzą się najlepsze. W głowie ułożyłem plan, który skończy się dla nas wszystkich szczęśliwie, jeżeli tylko się powiedzie.
Do garażu nagle wpadła Gina, która wcześniej była dziwnie nieobecna. Z uniesioną brwią oglądała nasze poczynania, pytając chłopaków, co takiego robią. Idiotka. Widziała przecież, że pakują broń do toreb, więc po jaką cholerę zadawała tak tępe pytania? Liczyła na jakąkolwiek dyskusję z nami? Właśnie w tej chwili? Kretyn zauważyłby, że jesteśmy zajęci.
Brunetka oparła się o ścianę, wołając mnie. Oczekiwała odpowiedzi na swoje pytania. Cmoknęła ustami, ponaglając mnie. Zdobyła nareszcie moją uwagę. Odwróciłem wzrok, patrząc ze znudzeniem na dziewczynę.
- Gdzie jedziecie? - zapytała piskliwym głosem.
- Uratować Caitlin, Logan ją ma - odparłem, wracając do pracy.
Podniosłem maskę jednego z wozów, aby sprawdzić jego silnik oraz poziom oleju. Przyglądałem się maszynie, nie chcąc pominąć nawet małego szczegółu, który mógłby zaważyć na tej akcji. Musieliśmy wykonać naszą robotę szybko i sprawnie. Nie było czasu na pomyłki.
- Oh - mruknęła, grzebiąc w tylnej kieszeni swoich spodni - Przykro mi.
- Dlaczego? - spytałem, zanim ona zdążyła zacząć kolejny temat, żeby nam poprzeszkadzać.
Poszedłem na tyły samochodu, obejrzeć zawieszenie. Gdy uznałem, że ten wóz będzie idealny na jazdę po lesie, otworzyłem bagażnik, pozwalając chłopakom pakować torby.
- Gdyż jej nie uratujecie - dziewczęcy głosik momentalnie zmienił się w dojrzały i głęboki.
Nim zareagowałem, Gina twardo ściskała w swojej dłoni pistolet, celując we mnie. Zatrzymałem się, ale kompletnie nie przejąłem. Stwierdziłem, że może po prostu ma okres, który oddziałuje na jej nastrój. Widocznie udzielił jej się nasz, przejęła się, zwariowała i nie kontroluje swoich emocji. Cóż, mamy jednak ze sobą coś wspólnego.
- Zawsze jesteś taka głupia, czy robisz sobie czasami dzień wolny? - zapytał Luke, śmiejąc się.
Razem z Michael'em odpowiedzieliśmy tym samym. Nikt nie spodziewał się, że Gina mówi poważnie i ma ze sobą pewien problem. Dopiero, gdy wystrzeliła pocisk w oponę mojego mustanga, zrozumiałem, że nie żartuje. Wiedziała, jak można mnie zranić. Powietrze zaczęło uchodzić z opony, a gniew pulsujący w moich żyłach wrósł.
- Nie zrobiłaś tego... - wysyczałem, pełny złości.
- Czas wyrównać rachunki, Ashton - powiedziała dziewczyna, celując następnie w Luke'a.
Dzięki Bogu blondyn schował się za czarnego Range Rover'a w ostatniej chwili. Gdyby tego nie zrobił, Gina postrzeliłaby go w pierś. Wątpię, żeby udało mu się wtedy przeżyć. Znając jej szczęście - trafiłaby prosto w serce. Skończyło się na stłuczonej szybie samochodu, za co i tak wkurzyłem się niesamowicie. Zapłaci mi za to wszystko.
- Popierdoliło cię?! - wydarłem się - Jakie rachunki? Gdzie twój mózg do cholery?!
- Już nie pamiętasz? - spytała, patrząc na mnie z nienawiścią.
- Gina, zwariowałaś - wtrącił Michael.
- Stul pysk! - krzyknęła, kierując na niego pistolet - Ten sukinsyn zabił osobę, która była dla mnie wszystkim! - oznajmiła w końcu.
Osłupiałem. Kompletnie nie wiedziałem, o kim mówi ta dziewczyna. Kilka minut zastanawiałem się, czy nie zwariowała, bo na to wyglądało. Nie przypominałem sobie, abym zabił kogokolwiek z jej przyjaciół albo rodziny. Nic z tych rzeczy. Strzelałem do ludzi tylko w ostateczności, a moje ofiary mógłbym zliczyć na palcach. Na pewno pamiętałbym kogoś, kto miałby powiązania z Giną. Nic jednak nie przychodziło do mojej głowy. Jeżeli czegoś nie pamiętałem - nie miało to miejsca.
- Nikogo nie zabiłem - broniłem się - W ostatnim czasie zginęła tylko jedna osoba - człowiek Logan'a, nikt inny - wyjaśniłem.
- A co powiesz na chłopaka z ciemnej ulicy, który błagał o życie? - zapytała, podnosząc brew. W jej oczach zauważyłem kłębiące się łzy, czekające tylko na przepłynięcie przez policzki - To był mój chłopak ty świnio - obraziła mnie - Człowiek, dla którego oddałabym życie, a ty tak po prostu go zabiłeś.
- Pierdol się, Gina - odparłem - Nie zabiłem żadnego chłopaka z ciemnej ulicy - odpowiedziałem - Radziłbym ci zaprzestać czytania kryminałów, bo masz rozdwojenie jaźni albo zacznij opisywać lepiej osoby, bo twój chłopczyk z ciemnej uliczki, którego pewnie znalazłaś w bajce, nic mi nie mówi.
- To było kilka miesięcy temu, kiedy wróciłeś do Sydney - mówiła - Po zabójstwie swojego tatusia...
- Nie zabiłem go - wtrąciłem, a moje dłonie formowały się w pięści - Logan to zrobił.
Oczy Giny stały się szersze. Opuściła broń. Sprawiała wrażenie zaskoczonej, jakby ta wiadomość do niej nie dotarła lub znała zupełnie inną wersję. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała. Cały czas patrzyła na mnie z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Zadziwiające, jak jedna informacja potrafi wywołać takie emocje u człowieka. Zastanawiałem się, czy oprócz najbliższych mi osób jakakolwiek inna osoba wątpiła w to, że ja dopuściłem się ojcobójstwa. Chyba nikt poza nimi. Wszyscy tępo wierzyli w to, co wypisywały media. Każdy z tych ludzi, czytając te bzdety, podpisywał się pod nimi, nie znając prawdy. Nikt nie chciał jej poznać. Wystarczały im wszelkie artykuły, czy programy telewizyjne.
Jacy ludzie są żałośni.
To dlatego właśnie szukałem zdrajcy, aby udowodnić im wszystkim błąd; pokazać głupotę. Głupotę, która nie zna granic. Moja sytuacja pokazuje jedynie, jakie życie jest niesprawiedliwe, a raczej ludzie. Ale na jedno i to samo wychodzi, bo w końcu to ludzie tworzą społeczność, a społeczność sprawia, że życie staje się okrutne. Bo to ludzie są okrutni. Ludzie to potwory, które są w stanie cię zniszczyć, bo mają taki kaprys; taki charakter.
Wystarczy jedna osoba, która nie chce pozostawić po tobie suchej nitki, a za nią pójdą miliony. Bo przecież nieliczni mają swoje własne zdanie. Po co myśleć samemu, skoro ktoś robi to za ciebie? Idziesz za tłumem, większością, masz szanse na wygraną - to jest najważniejsze. Skoro jesteś wygranym, to co innego może się jeszcze liczyć? Nie ma znaczenia, czy krzywdzisz kogoś niewinnego. To wygrana ma sens. Wystarczy, że zamydlisz komuś oczy; komuś, kto jest łatwowierny i naiwny. Czy nie jest to proste? Jest.
Dlaczego?
Bo taka właśnie jest większość.
Naiwna, głupia i ślepa.
Moja sytuacja jest tego dowodem.
- Logan mówił... - szepnęła, ale zdołałem usłyszeć jej słowa.
- A więc masz kontakt z Logan'em - skrzyżowałem ręce, podnosząc brew.
Nie spodziewałem się, że Gina kiedykolwiek będzie dyskutować z Logan'em. Zawsze powtarzała, że nie cierpi jego osoby. Trzymała się blisko niego, aby mieć dostęp do narkotyków, nic poza tym. Odkąd nasza sprawa stanęła na cienkiej linii, odsunęła się od mojego byłego przyjaciela, a przynajmniej tak twierdziła.
- Brawo - prychnęła - A jak myślisz, skąd wiedział, gdzie znajduje się aktualnie Caitlin? - zapytała, a wtedy moje usta otwarły się. Nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie powiedziała ta dziewczyna.
- Byłaś jego wtyczką... - mruknąłem, nie do końca pewny swoich słów, jakbym mówił coś niemożliwego.
Skinęła.
Patrzyłem na nią. Bez żadnych emocji; bez pogardy; bez uśmiechu, ani złości. Prawdopodobnie nie dotarły do mnie z początku jej słowa. Wyciszyłem się na moment, blokując reakcje. Pytałem się w myślach, czy dobrze usłyszałem. Może chciała tylko mnie sprowokować? Nie wiedziałem.
- Blefujesz - burknął Michael.
- Ty naprawdę uważasz, że nie byłam w stanie zrobić czegoś takiego? - spytała, kierując swoje słowa do ciemnowłosego - Dwa tygodnie po nieobecności Mark'a, Logan przyszedł do mnie, zawiadamiając iż widział, jak Ashton postrzelił mojego faceta. Zaoferował pomoc przy zemście, więc czemu miałabym nie wziąć w tym udziału?
- Ponieważ to nie ja go zabiłem, a ten kretyn, ty tępa idiotko! - wybuchłem - Jeszcze nie chwytasz? Logan chce tylko jednego - władzy - dojdzie do niej po trupach, zniszczy każdego! Myślisz, że jego pragnieniem było ci pomóc? W takim układzie musisz mieć orzecha zamiast mózgu! - krzyczałem.
- Stary, nie mogę uwierzyć, jakim cudem spoufalałeś się z taką kretynką - usłyszałem głos Luke'a zza samochodu. Wciąż chował się za autem, bojąc się o swoje życie.
- Zamknij się! - razem z Giną zganiliśmy młodego.
- Gina, Ashton tego dnia wrócił do Sydney, a tej nocy spotkał Caitlin, uciekającą przed Logan'em, który zapewne był winny śmierci twojego chłopaka - tłumaczył Michael, dyplomata - Zamordował ojca Ashton'a, żeby uniemożliwić mu dalszą kontrolę miasta.
- Nie wierzę - odparła.
Wyciągnąłem swoją broń, kierując ją na Ginę. Dziewczyna zadrżała, myśląc, że za chwilę jej żywot się zakończy.
- Gówno mnie obchodzi, czy wierzysz w to, czy nie - zabrałem głos - Mogę ci spisać nazwiska osób, które zabiłem, ale gwarantuję ci, że twojego chłoptasia na niej nie ma. Nigdy bym cię nie skrzywdził, Gina, bo stanowiłaś dla mnie tak samo ważną osobę, jak inni. Do dzisiaj - powiedziałem.
Odłożyłem pistolet na stolik, spoglądając na nią. W moich oczach można było zobaczyć rozczarowanie. Kolejna osoba, która mi nie ufała; kolejna, która zdradziła. Zawiodłem się na niej. Pomimo jej głupoty, uważałem ją za przyjaciółkę, w końcu łączyło nas coś więcej jeszcze kilka miesięcy temu.
- Opuścisz ten dom. Nie chcę cię więcej widzieć. - oznajmiłem, będąc śmiertelnie poważnym.
Przełknęła ślinę. W tym momencie udowodniłem jej, że nie miałem nic wspólnego ze śmiercią jej chłopaka, a ona dobrze o tym wiedziała. Miała również świadomość, że zraniła mnie w pewien sposób i nie wybaczę jej zdrady. Mogła od razu porozmawiać ze mną na ten temat, a tymczasem wolała mścić się za morderstwo, z którym nie miałem nic wspólnego. Byłem jedynie w połowie jego świadkiem.
Nie przeprosiła, bo nie widziała w tym sensu, ja również. Wyszła z garażu, gdy łzy zaczęły spływać po jej policzkach i poszła spakować swoje rzeczy. Wzruszyłem ramionami, powracając do poprzedniej czynności. Nic innego nie pozostało mi do roboty. Musiałem wdrążyć swój plan w życie. Skupianie się na negatywach nie wyszłoby mi na dobre.
Torby zostały załadowane do dwóch samochodów. Czułem się bezpieczniej, mając dwa pojazdy do dyspozycji niż jeden.
Luke szykował się do odjazdu. Wsiadł do auta, zamykając drzwi. Odpalił samochód, a następnie otworzył okna. Założył okulary przeciwsłoneczne, w których zazwyczaj jeździł. Nie wiem, o co dokładnie chodziło - czy próbował poddać się najnowszym trendom, czy może starał się wykreować na czarny charakter. Zapalił jednego papierosa, czekając tylko na moje pozwolenie dotyczącej wyjazdu.
Podszedłem do drzwi od strony kierowcy. Hemmings brał właśnie kolejnego bucha.
- Gotowy? - zapytałem, a chłopak skinął - Dzisiaj masz dodatkową robotę.
- Co? - odparł zdziwiony - Chcesz zrobić to dzisiaj?
- Tak - potwierdziłem - To idealna okazja - mruknąłem.
Uderzyłem płaską dłonią o drzwi auta, dając Luke'owi znak gotowości. Blondyn włączył muzykę w radiu. Wrzucił bieg wsteczny, a później wyjechał z garażu. Wykonałem ten sam ruch, kiedy wraz z Michael'em zajęliśmy miejsca w drugim samochodzie.
Wiedziałem, że to będzie jedna z trudniejszych akcji w całym moim życiu.

_____________________________________________________
Hm, nie mam nic do dodania. Chyba nawet mi wyszedł ten rozdział, myślałam, że będzie gorzej.
Przepraszam, że niektórych wystraszyłam usunięciem swojego twittera. Potrzebowałam tych 3-4 dni bez swojego profilu. I odpoczęłam, chociaż trochę. Także teraz już jestem, dziękuję za wsparcie, jakie otrzymałam od Was. Czytałam wszystkie wiadomości, jesteście wspaniali.

A więc... aby się odwdzięczyć... PROMO 2 części! Jesteśmy przed samym finałem wow wow, a więc mogę już udostępnić mały sneak peak nadchodzącej części. ZWIASTUN DOPIERO PO KOŃCU PIERWSZEJ CZĘŚCI, TO NIE JEST ZWIASTUN, TO TYLKO PROMO!:)
Promo, a także zwiastun autorstwa genialnej @sekjut, bardzo dziękuję! Love you!
Na nową część zostanie również zmieniony szablon, a żeby trochę zmienić wygląd, bo jak dobrze wiecie - szybko się nudzę wszystkim.



KOCHAM WAS!
Dziękuję za prawie milion i prawie 250 tysięcy na wattpad!