środa, 19 listopada 2014

Rozdział 14

Gdy wysiadłam z radiowozu fala zimnego powietrza uderzyła w moją twarz. Narzuciłam na ramiona bluzę i ignorując nieprzyjemny wiatr powędrowałam w stronę drzwi wejściowych. Przeklęty szpital Księcia Walii, że też zabrali George'a akurat tutaj. To była najgorsza placówka z możliwych. Ich sprzęt medyczny nie należał do najbardziej rozwiniętych technicznie. Nie rozumiałam, jakim cudem ten szpital jeszcze istnieje i nie został zamknięty. O jego sterylności oraz bezpieczeństwie pacjentów również mogłabym się rozwodzić, ale czas pędził. Musiałam przeboleć fakt, że George'a leczono właśnie w tym miejscu, a nie innym.
W korytarzu siedziało kilku pacjentów; niektórzy w białych szlafrokach, a reszta zaś obolała czekająca na przyjęcie. Tak to wyglądało. Prędzej można było tu umrzeć niż doczekać się przyjęcia. Skręcało mnie od środka, kiedy musiałam mijać tych schorowanych ludzi, którym brakowało sił na życie. Lekarze biegali po różnych salach, nie zwracając uwagi na nowe osoby wymagające pomocy. To okropne, a jednak prawdziwe.
- George Brooks - podałam imię i nazwisko swojego przyjaciela, przystając przy recepcji. Kobieta w średnim wieku o dosyć męskiej posturze zmierzyła mnie wzrokiem, po czym prychnęła. Zsunęła teczki, które leżały na jej biurku, a potem zabrała je i przeszła do drugiego pomieszczenia, gdzie zaczęła sortować dokumenty. Wymieniłam spojrzenia z Willem, który był tak samo zaskoczony jej bezczelnym zachowaniem. Zacisnęłam usta, aby nie zrobić sceny. Nie byłam sama w pomieszczeniu, a poza tym przywiózł mnie funkcjonariusz, któremu nie zamierzałam szargać dobrego imienia. Powstrzymałam się od awantury, ale nie czekałam na wielki powrót królewny zwanej pielęgniarką. Pociągnęłam Willa za sobą w kierunku korytarza z pokojami pacjentów. Przecież George musiał leżeć w którymś z nich.
Otwierałam każde drzwi kolejno, skoro nikt nie wyrażał chęci, aby ułatwić nam odnalezienie przyjaciela. Zaglądałam do pokoi, mimo że po pierwszym wejściu zdążyło mnie zemdlić. Przerażał mnie syf, jaki tu panował. Brudne podłogi, pomazane ściany. Gdybym mogła, wydostałabym George'a jak najszybciej i przeniosłabym go do normalnego szpitala, gdzie dbają o czystość, ale przede wszystkim o dobro pacjentów.
George wypoczywał w ostatnim pokoju na końcu korytarza. Jęknęłam, kiedy moje oczy ujrzały jego posiniaczoną twarz. Fioletowo-zielone plamy różnego kształtu, które widniały na skórze były ogromne. Powieki miał przymknięte, jakby z ciężarem spoglądał na otaczający go świat. Usta lekko otwarte; wdychał przez nie powietrze, mogłam to usłyszeć. Leżał na plecach, prosto, ale ta pozycja na pewno nie należała do najwygodniejszych. Jego ręka spoczywała na brzuchu. Czasami zaciskał dłoń dając znak, że odczuwa ból w okolicach żeber.
Z grymasem obejrzał się w moim kierunku. Po rozpoznaniu mojej twarzy, wyciągnął ku mnie dłoń, ale schował ją, gdy ujrzał wchodzącego do sali Willa. Ostatnią osobą, jaką chciał zobaczyć był pewnie policjant, ale nie miał innego wyjścia. Will przyjechał służbowo, wybadać sprawę i rozpocząć dochodzenie. Możliwe, że to pobicie miało związek z Ashtonem. Jako funkcjonariusz prowadzący akta Cienia, obowiązkiem Willa było kopanie głębiej.
Brytyjczyk wyprostował się i uniósł głowę. Wypychając pierś do przodu, wszedł do pomieszczenia obojętnym krokiem, rozglądając się. Przybrał tą jedną z kilku zawodowych min, która miała za zadanie budzić respekt. George słabym wzrokiem śledził każdy jego ruch. W powietrzu wyczuwałam pewne napięcie, a to nie wróżyło niczego dobrego.
- Jak się czujesz? - przełamałam lody, zanim Will powiedziałby coś głupiego.
- Tak, jak wyglądam. Fatalnie. - odparł - Ale nie martw się, nie pierwszy i nie ostatni raz oberwałem. Dobrze, że tobie się nic nie stało, słyszałem o morderstwie..
- Podejrzewamy, że pobić cię mogła ta sama osoba, która zabiła dziewczynę - wtrącił Will, wyjmując swój notes - Pamiętasz cokolwiek? Kolor oczu? Ubrań? Jakieś znaki szczególne? - dopytywał chłopak.
- Nie - burknął brunet - Przypomina mi się tylko i wyłącznie brytyjski akcent - warknął, patrząc na funkcjonariusza ze złością. Uniosłam brew i odwróciłam się w stronę Willa. Wymalowany spokój na jego twarzy sprawiał, że nie obawiałam się niczego. Nie śmiałam nawet pomyśleć o jakimś powiązaniu, bo nie jeden Brytyjczyk szlaja się po ulicach Sydney. Spojrzał na mnie, a później wzruszył ramionami.
- Coś poza tym?
- Nie sądzę, uderzał po oczach, stąd te siniaki - odparł brunet.
- No nic... - mruknął, zamykając zeszyt - Złapiemy drania tak czy siak. Wrócimy do tej rozmowy.
Will próbował dowiedzieć się czegoś więcej. Rzucał przelotnie pytaniami, w trakcie mojej rozmowy z Georgem, jednak ten nie odpowiadał, bądź robił to, ale wymijająco. Nic nie rozumiałam z jego opowieści. Nie powiedział, co się wydarzyło, ani jak doszło do bójki. Może nie miał ochoty wspominać tej sytuacji lub miała ona drugie dno, o którym nie chciał mówić mi albo policjantowi. Na pewno nie zamierzałam dać George'owi prawo do milczenia. Jeżeli sprawa była związana ze mną, musiałam o tym wiedzieć. A jeśli z Ashtonem, tym bardziej.
Blondyn skinął głową, sygnalizując, że czas na niego. Barman nie wyrażał zainteresowania rozmową, więc uznaliśmy, że nic tu po nas. Ucałowałam czoło George'a szepcząc, aby trzymał się i pozostał silny. Obiecałam mu również, że postaram się wpaść jeszcze dzisiaj wieczorem. Zabrałam swój płaszcz. Kiedy Will opuścił pomieszczenie, George zawołał mnie po raz ostatni.
- Caitlin, on coś ukrywa - wyszeptał barman - Nie jesteś bezpieczna.
Zdenerwowałam się tą informacją. Popatrzyłam na niego niepewnie, pytając o czym mówi. George powtórzył swoje słowa, jakby nic więcej nie mógł dodać. Dawał mi wskazówkę, a do rozwiązania miałam dojść sama. Problem w tym, że do końca nie potrafię określić, czy uwierzyłam w te słowa. Komu nie ufałam bardziej? George'owi, a może Willowi? Ani jednemu, ani drugiemu nie wierzyłam w stu procentach, więc ciężko było mi wziąć do serca słowa byłego kolegi, a także w ogóle o nich zapomnieć.
Nie odpowiedziałam mu. Wyszłam, po czym dołączyłam do Willa i razem udaliśmy się do jego prywatnego samochodu. Przez całą drogę obserwowałam go z tyłu, zastanawiając się czy kiedykolwiek mógłby mnie skrzywdzić. Will wydawał się być wiernym facetem, honorowym, szczerym i sympatycznym. Nigdy nie stawiałam go w złym świetle, nawet nie pomyślałabym o tym. Faktycznie, ostatnio zachowywał się dziwnie. Okłamywał mnie, unikał. Możliwe, że za jego nieobecnością coś stało bądź stoi nadal, a ja nie mam o tym zielonego pojęcia.
- Odwiozę cię do domu - zaproponował, a ja się zgodziłam. Nie widzieliśmy się długo, a poza tym mogłam z łatwością dowiedzieć się podczas jazdy, co robił przez cały czas, który nie odzywał się do mnie.
Tylko nerwy nie pozwalały mi odezwać się w aucie. Kątem oka patrzyłam na niego myśląc sobie, co mogę usłyszeć. Jestem seryjnym mordercą pod postacią policjanta i właśnie zamiast do domu jedziemy do lasu, abym mógł cię zakopać? Nie, niemożliwe. Will nie skrzywdziłby nawet muchy. Jedyną rzeczą o którą mogłam go podejrzewać, to czarny rynek lub przekręty. A może mnie zdradzał? Nie zdziwiłabym się, bo ostatnio dawałam ku temu powody. Mógł mieć mnie dosyć i poszukał szczęścia u kogoś innego.
Zdecydowałam się grzecznie spytać.
- Więc.. ostatnio trochę nasza relacja się skomplikowała.. nie uważasz? - rozpoczęłam temat, który zamierzałam drążyć przez podróż.
Przytaknął.
- Nie dzwoniłeś, nie odbierałeś telefonów - kontynuowałam.
- Byłem zajęty.
- Will, czy tobie w ogóle na mnie zależy? - zapytałam wprost.
- Oczywiście, że tak, Caitlin - powiedział, patrząc na drogę - O to powinnaś pytać siebie, nie mnie.
- Skoro ci na mnie zależy, co robiłeś, kiedy podobno byłeś w pracy?
- Podobno? - spojrzał na mnie pytająco.
- Dzwoniłam na komisariat i zawsze Theresa mówiła mi, że już dawno skończyłeś swoją robotę. Ty zaś twierdziłeś, że jesteś na zmianie do wieczora. Chciałabym wiedzieć, gdzie w takim układzie byłeś i co robiłeś?
- Pracowałem - trzymał się kurczowo swojej wersji.
- Cholera, przecież przed chwilą ci powiedziałam...
- Nie w biurze, Caitlin. Nie służbowo.
- Więc jak?
- Nie mogę ci tego wyjaśnić, dopóki nie będę pewien swoich racji.
Mruknęłam coś złośliwego pod nosem, ale Will na szczęście tego nie usłyszał. Na pewno doprowadziłabym wtedy do awantury. Dalsza część podróży przebiegła spokojnie. Will rozmawiał ze mną, jak ze zwykłą koleżanką, co zbiło mnie z tropu. Nie zerwaliśmy, chyba. Nie oficjalnie. Więc dlaczego otrzymałam miano dalekiej znajomej? W chwilach kiedy najbardziej go potrzebowałam, był nieobecny i obcy. Nasz związek, o ile jeszcze trwał, wydawał się śmieszny. Nie mówiliśmy o problemach, nie rozwiązywaliśmy ich, a przez to nasza relacja wyglądała coraz gorzej. A Will nie chciał tego naprawiać. Tak wynikało z jego reakcji na moje pytania i propozycje.
Pożegnał mnie uściskiem. Dopiero gdy odeszłam kawałek, zawołał moje imię, a następnie podszedł i pozwolił mi wtulić się w jego klatkę piersiową. Mieszał mi w głowie, nie wiedziałam czego ode mnie oczekuje, ani co sam zamierza mi zaoferować. Ale potrzebowałam tego uścisku i odwzajemniłam go. Dzięki niemu poczułam w pewnym sensie ciepło i bezpieczeństwo. Upewniłam się, że Brytyjczyk nie zrobiłby niczego, co miałoby mnie skrzywdzić. Will ucałował moje czoło, jak to miał w zwyczaju, a potem odszedł, patrząc na mnie przepraszająco.
~*~
Bałagan panujący w mojej głowie postanowiłam przenieść do mojego mieszkania, w którym roiło się teraz od pomazanych kartek papieru; wyrwanych artykułów z gazet; zdjęć i dokumentów. Salon wyglądał niczym po przejściu huraganu. Wiecie, jak to jest, kiedy zdajesz się na innych, a nic z tego nie wynika? Wtedy trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Nie ufałam żadnej ze stron, a było ich kilka. Will, George, przyjaciele Cienia, jego matka... mogłabym wymieniać w nieskończoność. Żadna z wersji podana przez te źródła nie składała się na logiczną całość. Każda osoba kłamała, w małym bądź dużym stopniu, ale kłamała. Dlaczego ja miałam być w porządku? Wszyscy pracowali na własną rękę, więc i ja zdecydowałam się zacząć. Skoro u nikogo nie mogłam doszukać się prawdy, sama zamierzałam ją odkryć, bo czekanie, aż ktoś w końcu mnie oświeci było jak czekanie na śnieg w lato.
Szukałam pewnego punktu, na którym mogłabym oprzeć swoje teorie. Zakładałam, że na mojej drodze pojawił się nowy Cień, marna kopia Ashtona, która dla zabawy próbowała mnie zniszczyć, jednak to nie miało sensu. Ktoś musiał obrać konkretny cel, dla którego zastraszał mnie i groził. Myśl, że to Ashton automatycznie odrzuciłam. Zbyt dużo czasu poświęciłam na spekulacje, czy jest on martwy. Poza tym, po moim śledztwie chciałam wybrać się na cmentarz po raz ostatni, aby zakończyć tą błazenadę. Cień odszedł i nie powróci, a do mnie nareszcie to dotarło.
Długi, ale zmienny dzwonek do drzwi rozbrzmiał w moim mieszkaniu. Odwróciłam głowę marszcząc swoje czoło. Nie spodziewałam się gości, jednak to nic dziwnego, że ktoś zdecydował się mnie odwiedzić niezapowiedzianie. Ostatnio każdy to robił, będąc dobrą czy złą osobą.
Rzuciłam sterty dokumentów, które wcześniej trzymałam w rękach i pognałam do drzwi. Uchyliłam lekko kawałek drewna. Skrawek niebieskiej czapki został przeze mnie zauważony w ostatniej chwili, gdy już miałam zamknąć drzwi i wrócić do swojej pracy. Listonosz.
- Przesyłka dla pani Teasel, proszę o pokwitowanie - stanowczy i oziębły głos wyszedł z jego ust. Nie spojrzał na mnie; z przygryzioną wargą szukał odpowiedniej tabelki na swojej kartce, w której miałam złożyć swój podpis. Przemknął wzrokiem po mojej twarzy, kiedy podawał mi podkładkę wraz z listą. Podpisałam, zabrałam pudełko, a on poszedł, nie rzucając nawet krótkiego "Do widzenia".
Rozpakowałam przesyłkę tuż po tym, jak znalazła się ona w moim mieszkaniu. Nadawca nie był określony na opakowaniu. W większym pudełku było drugie, mniejsze. Otworzyłam je dość bezmyślnie, sądząc, że jest to jakaś oferta promocyjna ze sklepu kosmetycznego lub duży katalog. Wewnątrz jednak zastałam coś innego.
Niewielka lalka, której oczy zastępowały czarne guziki; odziana w porwaną koszuleczkę. Miała oderwaną nogę, podziurawione ręce. Nie przedstawiała niczego pozytywnego. To nie było najgorsze. Na jej koszulce widniało imię Ashton. Zaniepokoiłam się. Z tyłu, lalce powbijano igły. Jedna z nich leżała w pudełku, jakby miała być tą ostatnią i do mnie należało uderzenie. Na zabawce, w miejscu, gdzie u człowieka znajduje się serce ktoś zaznaczył markerem krzyżyk.Oznaczać to miało zapewne jedno. Miejsce wbicia.
I stało się to, o czym własnie myślałam.
Zadzwonił.
- Jak ci się podoba mój prezent? - zapytał tym samym głosem, co poprzednio.
- Co to ma do cholery znaczyć?! - krzyknęłam - To dla ciebie zabawne?
- Mam drugą zabawkę, zgadnij kogo imię jest na jej koszulce - zaśmiał się cwaniacko, doskonale wiedząc, że jego słowa wzbudzą we mnie przerażenie oraz złość, jakiej dawno nie doznałam.
- Dlaczego na tej jest Ashton? - spytałam przez zaciśnięte zęby.
- A jak myślisz, Caitlin? Do czego służą laleczki voo-doo?
- Nie możesz torturować, Ashtona, on nie żyje - warknęłam pewna swoich słów.
- Oh doprawdy? Skąd wiesz, że z nim nie rozmawiasz?
Nie odpowiedziałam. Dałam mu tym samym satysfakcję. Roześmiał się, dość triumfalnie. Moje zmieszanie sprawiało mu przyjemność, jakby spełniał swoją misję, osiągał ustalony cel. Robił ze mnie wariatkę; bawił się mną tak, jak tylko chciał.
- Jesteś szalony - stwierdziłam śmiało - Chcesz zrobić mi wodę z mózgu!
- Więc czemu wcześniej uznałaś, że nim jestem? Miałaś wątpliwości, myślałaś, że żyje...
- Przestań ze mną pogrywać!
- NIE! - wrzasnął - Będziemy grać, dopóki nie zgodzę się na zakończenie. Weszłaś mi w drogę tak samo, jak zrobił to Ashton i oboje za to zapłacicie, bez znaczenia, czy jesteście martwi czy żywi. Zostawiłem jedną szpilkę dla ciebie, abyś sama mogła ją wbić. Teraz ja kontynuuję wbijanie reszty w twoją lalkę, a gdy skończę... chyba nie muszę mówić ci, co takiego się wydarzy?
- Myślisz, że mnie tym wystraszysz? - zapytałam - Nie jestem sama, nie boję się ciebie psychopato!
- A Powinnaś, kochana.
Rozłączyłam się. Złość rozlewała się po moim ciele. Zamachnęłam się, a następnie rzuciłam telefonem o ścianę. Komórka rozpadła się w przeciągu kilku sekund. Siła uderzenia była na tyle silna, że bezsensowna byłaby próba zebrania urządzenia w całość.
Wszystko, co do tej pory wydarzyło się w moim życiu było aranżacją tego wariata. Wypadek, zabójstwo dziewczyny... realizował swój plan, zadając mi ból. A ja tak po prostu pozwalałam na zabawę mną, niczym tą małą laleczką.
Czas leciał, a ja przegrywałam.
_______________________
nie najlepszy, przyznaję, ale no.

Jest coraz mniej komentarzy. Nie oczekuję oczywiście, że będzie ich 200-300 albo nie wiem ileś, ale 100 było taką standardową liczbą i niczym się wtedy nie przejmowałam, a teraz? Teraz jest inaczej... i trochę mi smutno.

Nie mailujcie do mnie pytań "Kiedy rozdział, kiedy rozdział? O KTÓREJ ROZDZIAŁ?" bo takie informacje dają CieńNEWS na twitterze i CIEŃ FanFiction na fejsbuku. Dziewczyny dostają oficjalne wiadomości ode mnie.

PUŁAPKA PRZEKROCZYŁA 100 tysięcy wyświetleń na WATTPAD!! I dziękuję za to, dodajecie mi skrzydeł. Seriously, kocham Was i czuję się zaszczycona.

Irwinxhat