poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 21

muzyka: klik


Jeśli szczęśliwe zakończenia kiedykolwiek znalazłyby swoje istnienie, korzystałabym właśnie z przepięknej pogody opanowującej Sydney, spędzając czas ze swoim ukochanym księciem.
Ale moje życie to niestety nie bajka, a szczęśliwe zakończenia nie istnieją, nie tutaj.
Minął tydzień. Pełne siedem dni, odkąd dowiedziałam się, że Ashton żyje. Co robiłam w tym czasie? Jak toczyły się moje losy? Oto odpowiedź. Moje życie lub ja zatrzymaliśmy się, pogrążając w ciszy, która zastąpiła rozmowy oraz czynności życiowe. Milczenie stało się moją nową przyjaciółką, która nie chciała mnie opuścić nawet na krok. Powinnam być szczęśliwa, że posiadam tak lojalnych przyjaciół czy może nie?
Siedziałam na podłodze, każdego dnia w tym samym miejscu. Uznałam to za rytuał. Gdyby nie fakt, że jakoś udało mi się stawać na nogi, aby znaleźć w prawie pustej lodówce cokolwiek do jedzenia, pewnie już leżałabym na ziemi martwa.
Na mojej skórze po trzech dniach przestały pojawiać się dreszcze z powodu zimnej terakoty. Mój organizm przyzwyczaił się do temperatury panującej w mieszkaniu. Nie przeszkadzał mi smród zmieszany z unoszącym się w domu powietrzem. Nie obchodziło mnie, skąd dochodził. Jakbym nie miała lepszych zmartwień; niestety miałam.
Przeziębiłam się, jeżeli chodzi o minusy całej tej mojej terapii szokowej, czy jak w ogóle mogłam nazwać siedzenie w jednym miejscu i wgapianie się w ścianę naprzeciwko. Ślęczałam na dnie, próbując odnaleźć siebie, a także powody, dla których powinnam wyjść z tego bagna. Wyobrażałam sobie, jak stoję na Time Square w Nowym Jorku. Ktoś biegnie do autobusu, ktoś pędzi do pracy, a ktoś inny po prostu przechodzi nie zwracając na mnie uwagi. Ludzie mnie mijają, skupiając się na sobie, bo u nich czas biegnie, natomiast mój zegarek w pewnym momencie zatrzymał się, jakby jego bateria wysiadła. A więc stałam, a oni szli zachowując się, jakbym była niewidzialna.
Kalendarz wskazywał środę, chociaż był czwartek kolejnego tygodnia. Właśnie w czwartek coś się zmieniło. Wstałam, a potem zebrałam resztki jedzenia z podłogi. Przeszłam chwiejnym krokiem do kuchni, odnalazłam śmietnik, gdzie zostawiłam jedzenie. Zaczęłam sprzątać. Sama do końca nie wiedziałam dlaczego to robię, ale potrzebowałam zmiany. Świat nadal był mi obojętny, wciąż milczałam i nie chciałam nikogo widzieć. Telefony urywały się. Znajomi z pracy, ciotka, Cassie, nieznane numery, a także zastrzeżone, których było najwięcej. Zgadywałam, że Ashton szukał kontaktu. W desperacji ukrył swój numer licząc, że tym razem odbiorę i zgodzę się na rozmowę.
Nie odpowiedziałam na żadną wiadomość. Zgrywałam osobę niedostępną; taką, która nie istnieje. Nikt mnie nie widział, a jedynie o mnie słyszał. Zabawne, jak szybko zmieniłam się z osoby rzeczywistej na fikcyjną w teorii.
Przez kilka dni zastanawiałam się, czego wszyscy ode mnie oczekują? Nie potrafiłam przyjąć Ashtona z otwartymi ramionami. To tak, jakby wbił mi nóż w plecy mówiąc „przepraszam, nie chciałem”, a ja odpowiedziałabym wtedy „nie szkodzi, nic się nie stało” albo jakbym dała mu drugą kulę do postrzelenia mnie, ponieważ za pierwszym razem chybił. Widząc jak umiera, przez moją głowę przeplatała się masa myśli. Byłam zagubiona, zrozpaczona i martwa psychicznie. Próbowałam się odbudować, odnaleźć, a gdy rozpoczęłam wspinaczkę on wrócił i zepchnął mnie ponownie na dno.
A ja nie umiałam się odbić, bo nie dane mi było uciec. Zamknięto mnie w tym świecie, niczym w pokoju bez drzwi czy okien. Wspomnienia mnie atakowały, Ashton wydzwaniał wraz z przyjaciółmi, a temat nie cichł.
Ale taki właśnie był Ashton. Pojawiał się, po czym znikał zostawiając tylko wydarzenia tkwiące w pamięci. Nieprzewidywalny, niemądry, pochopny i cwany. Nie pasował do mnie, a ja nie pasowałam do niego. Dlatego nasze drogi nie splotą się w żadnym wypadku.    
Czasami pocieszałam się myśląc o całym swoim życiu, jak o śnie z którego nie potrafiłam się wybudzić. To niosło ze sobą ulgę – krótką, ale potrzebną. Brakowało mi sił, aby w duchu krzyczeć; wydzierać się mając nadzieję, że usłyszy mnie świat.
Aż pewnego dnia przestałam szukać rozwiązań. Usiadłam na kanapie, podkuliłam nogi, a głowę oparłam na kolanach. Spoglądałam w ekran wyłączonego telewizora. Zaczęłam nucić. Wydałam z siebie na nowo dźwięki, które spowiły w pewnym stopniu otaczający mnie mrok. Nuciłam kołysankę. Piękną, spokojną, przynoszącą uśmiech na ustach. Tą samą, którą śpiewała mi mama, kiedy miewałam koszmary lub nie mogłam spać. Postanowiłam wrócić do tych wspomnień, bo one dodawały mi sił. Pomimo braku matki obok siebie, czułam jej bliskość i to, jak na mnie patrzy. Dzięki niej nie upadałam, chociaż ochota na poddanie się przychodziła często.
Znajdowałam się w potrzasku. Potrzebowałam siły – czegoś, co odbiłoby mnie od dna. Musiałam wziąć się za siebie, zanim byłoby za późno. Na tej półkuli wciąż istnieli ludzie, którym na mnie zależało. Ciotka na pewno nie chciałaby widzieć mnie w takim stanie, a ja nie zamierzałam umierać na jej oczach, ani duchowo, ani cieleśnie.

~*~

Dzwonek do drzwi rozbrzmiał w mieszkaniu. Opierając dłonie na blacie kuchennym przy którym siedziałam, wstałam, a później skierowałam się powoli do przedpokoju. Uchyliłam drzwi, ale widząc rękę pokrytą tatuażami natychmiast popchnęłam je do przodu, aby znowu się zamknęły. Nie miałam szans z Ashtonem, który zdeterminowany odepchnął kawał drewna i wparował do pomieszczenia, jakby do swojego własnego lokum ogłaszając, że musimy porozmawiać. Prychnęłam, przytrzymując drzwi. Wskazałam palcem na wyjście, dając mu do zrozumienia, że nie jestem w nastroju, aby dyskutować z nim na jakikolwiek temat. Ale on  jak zwykle był nieugięty. Chwytając mnie za łokieć, przeciągnął mnie przez korytarz do salonu. Nie siliłam się na protest doskonale wiedząc, że na nic to się nie zda. Usiadłam więc na kanapie, czując niejaką ulgę, kiedy uścisk jego dłoni rozluźnił się.
- Nie odzywałaś się przez siedem dni, nie zjawiałaś się w pracy, Caitlin, zwariowałaś?! - wydarł się, stojąc nade mną.
Rozsiadłam się na kanapie, spoglądając na blondyna spode łba.
- Szczerze mówiąc, chyba tak i chętnie skorzystam z leczenia - odparowałam - Skoro już dostałeś swoją odpowiedź, wynocha - warknęłam.
- Posłuchaj mnie – poprosił błagalnym głosem. Podszedł do mnie i już siadał, ale wstałam i odsunęłam się.
- Nie, to ty mnie posłuchaj Ashton - powiedziałam oschle - Masz dwie minuty, żeby zejść mi z oczu albo dzwonię na policję i opowiem im o twoich najściach, zarówno dzisiejszym jak i pozostałych.
- Myślisz, że wcześniej cię nachodziłem? – spytał unosząc brwi.
- A kto inny? Nie ma świąt, żeby Mikołaj to robił – ironizowałam.
- Widzieliśmy się tylko raz, po imprezie w barze - oznajmił.
- A więc po to wróciłeś, żeby sprawdzić kto zajmuje twoje miejsce i robi sobie ze mnie żarty? – zaśmiałam się, patrząc na niego z politowaniem.
- Caitlin, nie żartowałem sobie z ciebie!
- Mam dość twojego widoku, wyjdź.
- Hej! – zawołał – Nie rozumiesz, że się martwię? To, że nie widzisz mojego przerażenia i zdenerwowania wcale nie oznacza, że go nie ma!
Pokręciłam głową, rezygnując z dalszej konwersacji. Machnęłam ręką, a potem skręciłam w stronę kuchni w celu zrobienia herbaty i odnalezienia tabletek uspokajających, gdyż czułam jak w moim ciele zaczyna robić się gorąco.
- Wysłuchaj tego, co mam ci do powiedzenia! - krzyknął - Musisz być taką cholerną ignorantką?!
- Co takiego?! - pisnęłam oburzona.
Odwróciłam się na pięcie, piorunując Irwina wzrokiem. To niewiarygodne, że nachodził mnie, niszcząc moje zdrowie, a dodatkowo mnie krytykował. Sam sprawił, że nie chcę na niego patrzeć.
- Zrobiłem to dla ciebie! – krzyknął, powstrzymując mnie przed monologiem – Chciałem, żebyś była bezpieczna niezależnie, jaką niosło to za sobą cenę. Fakt, nie wybrałem najlepszego pomysłu, ale mam wielu wrogów, którzy chcieliby skrzywdzić bliskie mi osoby – odparł – Każdy myśli, że nie żyję więc mój temat cichnie.
Ashton westchnął po skończonej przemowie, przyglądając się mi oraz mojej reakcji. Wyczekiwał odpowiedzi, ale odebrało mi mowę. Patrzył na mnie ze smutkiem, a to nie pozwalało mi na racjonalne myślenie. Znowu mieszał w mojej głowie. Nie byłam pewna, czy kłamie. Nie potrafiłam go rozgryźć, wyczytać z jego twarzy odpowiedzi. Grał albo był szczery. Ale ja mogłam tylko polemizować i strzelać tak, jak w totolotku. Ta liczba lub tamta, wygrana lub przegrana, szczęście lub cierpienie.
- Jesteś nienormalny – wypuściłam ze swoich ust słowa wraz z powietrzem.
- Nie – odpowiedział pewnie – Może trochę… ale po prostu bałem się, że cię stracę… - wymamrotał, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Bałem się, że cię stracę.. Bałem się, że cię stracę… Bałem się…
Zacisnęłam usta, tłumiąc w sobie krzyk. Pieprzony manipulant. Jedyne co miał w zanadrzu, to zabawa moimi uczuciami. Dobierał odpowiednie słowa, które powodowały, że moje serce miękło. Powtarzał, że zależy mu na mnie, przynoszę mu szczęście i dobro, jestem jego cholernym aniołem stróżem. Wchłaniałam każdą obietnicę i komplement, jak ta idiotka. I nawet tym razem, gdy tak bardzo mnie zranił, moje serce po jego wyznaniu zabiło szybciej, bo chciało uwierzyć.
Podeszłam do blondyna. Dzieliło nas kilka centymetrów. Powstrzymywałam pragnienie złożenia pocałunku na jego ustach. Walczyłam z bólem, a także ze wschodzącym szczęściem z powodu jego obecności. Chciałam dotknąć jego skóry, spleść nasze dłonie i uśmiechnąć się na jego widok. Patrząc w jego oczy widziałam nas. Całujących się na masce Mustanga; śpiących w paskudnym motelu po pościgu. Ale wtedy zobaczyłam również drugie zwierciadło. Moment, w którym Ashton nakrył mnie w pokoju rodziców; grożenie Danowi bronią; postrzelenie George’a.
Przybliżyłam swoją twarz wciąż obserwując chłopaka. Był gotów wziąć mnie w swoje ramiona. Jego ręce drżały. Klatka piersiowa unosiła się i opadała. Pragnął mnie tak samo, jak ja jego. Błysk w oku, który widziałam ostatni raz pół roku temu znowu się ujawnił. Oboje byliśmy na głodzie. On stał się moim narkotykiem, a ja jego. Ale nasze potrzeby znacznie się różniły.
Stanęłam na palcach. Zbliżyłam swoje usta do ucha Ashtona, przełykając nerwowo ślinę. Do moich oczu napływały łzy. Już miałam to powiedzieć. Wyznać, że tęskniłam; że życie bez niego nie miało sensu; że umierałam w środku. Ale nie potrafiłam. Już nie widziałam ratunku. Dla niego, dla mnie, dla nas.
- Straciłeś – szepnęłam wyraźnie, zamykając oczy.
Kolejne słowo, które uderzyło w Ashtona. Patrzyłam jak wyraz twarzy chłopaka gwałtownie ulega zmianie. Zacisnął usta, zaczerwienił się i zamilkł. Nie takiej odpowiedzi spodziewał się po tak słabej i małej osóbce za jaką mnie uważał. Zapewne nie sądził, że uda mi się sprzeciwić jego urokowi.
Nie głowiłam się nad tym, co mógł czuć. Być może posmutniał lub ogarnęła go złość. A może nie przejął się moją odpowiedzią? Chociaż nawet sobie zadałam cios. Wymierzyłam nam obojgu policzek. Przekreśliłam nasze szanse. Aczkolwiek postąpiłam słusznie. Po raz kolejny dałabym się omotać, a finał byłby taki sam. Komplet dobrych słów, pewien czas wspólnych przeżyć, a później rozłąka. I tak w kółko.
Nagle duża dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. Ashton zatrzymał mnie i obrócił twarzą do siebie. Powaga na jego twarzy i skupienie w jego oczach przerażało mnie od stóp do głów. Wszystkie jego mięśnie były spięte. Wypuszczał nerwowo powietrze, próbując się uspokoić. Dał mi do zrozumienia, że wkurzyłam go i to bardzo. Niespodziewanie kąciki jego ust drgnęły, unosząc się. Na twarzy wciąż widniał grymas, ale teraz przypominał lekko rozbawionego. Wrócił do formy, zaczął zachowywać się jak typowy Ashton. Właśnie dlatego miałam ochotę dać mu najzwyczajniej w pysk, co nie stanowiło nowości. Na każdym naszym spotkaniu moja dłoń zaciskała się w gotowości do uderzenia.
- Powtórz to – powiedział opanowanym tonem – Ale patrząc mi prosto w oczy – dodał – Powiedz, że nic do mnie nie czułaś, nie czujesz i nigdy nie będziesz czuć, a odejdę. Powiedz mi, że nic nas nie łączyło i nie łączy. Każ mi spierdalać, a wtedy sobie pójdę. – oznajmił swoje warunki.
Gra słów. Ulubiona rozrywka Irwina. Uwielbiał się droczyć, otrzymywać to, co chciał. Nie odchodził bez niczego. Zagotowało się w moim ciele. Na końcu języka miałam już te wszystkie obelgi, kazania i prośby o odejście, ale zdecydowałam się powstrzymać na krótką chwilę, bo zapragnęłam czegoś więcej niż jego samego odejścia.
Prawdy.
Zgodziłam się wziąć udział w zabawie, ale na moich zasadach.
- Jeżeli odpowiesz na moje pytanie.
- Słucham?.
Ashton wyprostował się, posyłając mi uśmiech. Wydawało mu się, że spytam o jego uczucia, tęsknotę lub o to, gdzie był. Obrałam inną taktykę.
- Czy gdybym była bezpieczna, a to, co dzieje się teraz nie miałoby miejsca, wróciłbyś? – wyrzuciłam z siebie pytanie, które miało rozwiać moje wszelkie wątpliwości.
Nastała cisza.
Ashton puścił moją rękę, po czym odsunął się. Spuścił wzrok. Podrapał się po karku, ale to nie pomogło mu w znalezieniu odpowiedzi lub wyjaśnienia, które popchnęłoby mnie ku wybaczeniu. Teraz to on znalazł się w potrzasku, z którego nie umiał się wydostać, bo zastawiłam na niego zbyt dobrą pułapkę.
- Cait.. – wyszeptał.
- Idź do diabła – zaakcentowałam każdy wyraz, patrząc mu w oczy, o co wcześniej prosił.
Czułam jak do moich oczu napływają słone łzy. Przestałam słyszeć jego błagania czy też prośby o wysłuchanie. Usłyszałam wystarczająco, aby stwierdzić, że Ashton Cień Irwin dbał tylko o siebie i własne potrzeby.
Koniec naszej rozmowy uświetnił dzwonek mojego telefonu. Przetarłam oczy rękawem bluzy, aby kłębiące się w oczach łzy nie popłynęły po moich policzkach. Wskazałam palcem na drzwi, aby Ashton sam odnalazł drogę do wyjścia. W tym samym czasie odebrałam telefon.
- Nie powinnaś być martwa? – usłyszałam głos, którego z całego serca nienawidziłam.
Wysunęłam dłoń, kładąc ją na klatce piersiowej Ashtona. Zatrzymałam go przed opuszczeniem mojego mieszkania. Blondyn spojrzał na mnie pytająco, ale ja zajęłam się rozmową.
- Ty powinieneś być za kratkami, ale jak widać, nie zawsze dostajemy to, czego chcemy – warknęłam siląc się na sarkazm i uśmiechając się, mimo że prześladowca nie mógł tego zobaczyć.
- Uważaj, Caitlin… Każde złe słowo ma swoją cenę – pogroził.
- Czego ode mnie chcesz?! – wydarłam się.
- Przesyłam ci jedynie pozdrowienia, od Cassidy, słoneczko.
Jęknęłam cicho. Moje oczy stały się szersze. Zamknęłam usta dłonią, którą wcześniej zablokowałam Ashtonowi przejście. Zrobiło mi się słabo.
- Co z nią zrobiłeś, gdzie ona jest? – dopytywałam wpadając w histerię.
Ashton pomachał przed moimi oczami, aby zwrócić na siebie uwagę. Wysunął płaską dłoń, po czym uderzał w nią palcami dając mi tym sygnał, żebym włączyła opcję głośnomówiącą. Od razu zmieniłam ustawienia telefonu, żeby dać chłopakowi możliwość słuchania.
- Jeszcze nic – burknął – Ale wiesz jak to jest, czas leci, a gdy znajdę pomysł…
- Dlaczego to robisz.. – załkałam – Kim jesteś…
- Cofnij się w przeszłość, a na pewno znajdziesz odpowiedź na swoje pytania – odezwał się po kilku sekundach, mówiąc ozięble, a po chwili dźwięk zakończonego połączenia przerwał ciszę, która opanowała pokój, gdy razem z Ashtonem zamilkliśmy analizując wypowiedź tajemniczego prześladowcy.
- On ma Cassie… - drżącym głosem poinformowałam Irwina o wiadomości, którą przekazał mi wcześniej nieznajomy – Ma moją Cassie…
Ashton dotknął dłonią mojego barku, po czym popchnął mnie ku sobie. Wpadłam w jego ramiona gwałtownie, automatycznie obejmując jego ciało. Oparł swój podbródek na mojej głowie tuż po tym, jak złożył krótki pocałunek na moim czole. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam się dobrze, bezpiecznie.   
- Znajdę ją – mruknął – Znajdę Cassie.
- Zrób to – wycedziłam – I znajdź jego – popatrzyłam w piwne oczy Ashtona – Zanim policja znajdzie ciebie.

Bo szukali go przy pomocy listu gończego, w całym Sydney.

___________________________________________________
Hello!
A więc pierwsza sprawa.

ZGŁOSIŁAM CIENIA DO KONKURSU NA BLOG ROKU 2014!! Wow, to dla mnie już sukces, że w ogóle śmiałam to zrobić. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Parę słów dotyczących konkursu.
Kiedy klikniecie na obrazek przeniesie on Was na stronę poświęconą Cieniowi. Konkurs składa się z 3 etapów. Pierwszy to zgłaszanie blogów i weryfikacja zgłoszenia, co już przeszłam, drugi to część Wasza czyli głosowanie.
Głosowanie niestety sms'owe, dlatego na wstępie mówię: DO NICZEGO NIE ZMUSZAM. Wysyłacie SMS-y, jeżeli chcecie i uważacie, że blog na to zasłużył. To Wasza dobra wola, za co oczywiście podziękuję, odwdzięczę się spoilerami, częstszym dodawaniem rozdziałów, czymkolwiek, jak tylko będę mogła i potrafiła. (nie przekupuję, to tylko będzie podzięka, relax) Ten etap zacznie się w lutym, a kiedy się zacznie podam Wam treść oraz numer na który można wysyłać głosy. Reasumując: Jeżeli chcecie, aby Cień został blogiem roku lub uważacie, że zasłużył na ten tytuł - Bardzo proszę o głosy.
Potem jest trzeci etap, czyli ustawianie blogów w 'ranking blogów z największą ilością głosów internautów' oraz ocena Jury. Tak jak widzicie, głosy się liczą bo dodają punktów, jeśli u jury wypadnie się słabo. 23 lutego wyniki. 
To tyle odnośnie konkursu.
Od razu dziękuję za wszelką pomoc, wsparcie i starania!

Druga sprawa, to taka której właściwie chyba nie mam... >.<
Miłego wieczoru!
I miłego jutra!