sobota, 26 października 2013

Rozdział 8 + ZWIASTUN

- Łoł, łoł.. - wydusiłam z siebie wciąż patrząc na ciotkę z szeroko otwartymi oczami.
- Co się dzieje Caitlin? - brunetka zapytała zdezorientowana.
- Ciociu, ja nie mam chłopaka - powiedziałam na jednym wdechu.
- Więc kto w takim układzie podarował nam tą sumę? Daniel? - zapytała, a na mojej twarzy pojawiło się jeszcze większe zszokowanie jej pomysłem.
- Nie! - krzyknęłam zdecydowanie - Nie Dan
Złapałam się za głowę kilkakrotnie przecierając twarz i biorąc głęboki wdech. Co teraz? Mam jej powiedzieć, że jakiś psychopata codziennie do mnie wydzwania i to prawdopodobnie przez niego jej bar był zrujnowany, a teraz wygląda jak jedna z lepszych restauracji lat osiemdziesiątych? Przecież ciotka dostanie zawału.
Przecierałam nerwowo swoje skronie próbując grać na czas i wymyślić cokolwiek na poczekaniu. Patrzyłam na pięknie rozbudowane wnętrze pub'u, nowe lady, obrazy wiszące na ścianach, rzutki, stół bilardowy. Nie mogłam od tak oświadczyć jej, że mam prześladowcę i zniszczyć całe to szczęście, którym tryska. Gdybym to zrobiła, prawdopodobnie właśnie szykowałybyśmy się na posterunek policji, aby złożyć zeznania, a sama ciotka byłaby załamana i oddała wszystkie pieniądze, które dostała na remont.
Moje serce przyśpieszyło, a w głowie zaczynało szumieć od przypływu informacji. Wiele myśli krążyło po mojej głowie, pomysły, które rozważałam po cichu. Zaczęłam strzelać kostkami i przygryzać wnętrze policzka, aby pozbyć się zdenerwowania, które mną kierowało.
Myśl Caitlin, myśl...
- Wiesz co.. - odwróciłam głowę w stronę ciotki z lekkim uśmiechem - Tak właściwie to Dan - słowa wystrzeliły z moich ust.
Dopiero kiedy do mojego mózgu dotarło co właśnie powiedziałam, miałam ochotę strzelić się prosto w twarz.
- Mówiłaś, że.. - ciotka zmarszczyła brwi będąc kompletnie zdezorientowaną przez moją odpowiedź.
- Tak - przerwałam jej. - To miała być tajemnica, Dan wie ile dla ciebie znaczy ten bar no i dla mnie, nie chciał, abyśmy obie straciły robotę - objaśniłam uśmiechając się, jednak czułam, że na mojej twarzy zamiast pełnego uśmiechu gości jeden wielki zgrzyt.
- A więc Ty i on...? - starsza ode mnie brunetka wciąż mnie dopytywała, a przez moje ciało przechodził nieprzyjemny gorąc.
- Tak! - wypaliłam rozkładając ręce - Jesteśmy parą, dokładnie tak - odpowiedziałam, wiedząc, że Dan mnie zabije.
Zacisnęłam zęby, bawiąc się swoją mimiką twarzy. Prawdopodobnie z punktu widzenia osób przebywających w barze wyglądało to komicznie, natomiast ja chciałam po prostu odreagować. Wstałam z krzesła biorąc torebkę leżącą obok do ręki. W duchu przeklinałam samą siebie za to, co właśnie powiedziałam. Jak mogłam palnąć coś tak głupiego?
Nagle w mojej kieszeni zawibrował telefon. Pisnęłam pod nosem krótkie 'cholera' modląc się, aby to nie był Ashton. Miałam w tej chwili ochotę go zabić. Nie mógł wybrać gorszego momentu na pogaduszki. Wysunęłam komórkę z kieszeni patrząc na wyświetlacz.
Myliłam się. Teraz dopiero nie mogło być gorzej.
Dan.
Wstrzymałam oddech wpatrując się przerażona w ekran telefonu, na którym migotało zdjęcie mojego przyjaciela. Ciotka przyglądała mi się z zainteresowaniem nie do końca rozumiejąc co się właściwie dzieje, co tak mnie wystraszyło. A ja? Po prostu nie spodziewałam się telefonu od niego, właśnie teraz, właśnie w tej chwili, kiedy powiedziałam ciotce takie głupoty.
- To Daniel? - zapytała z pełnym cierpliwości i wyrachowania spojrzeniem. Skinęłam - Oh, daj mi go, muszę mu podziękować! - kobieta wyciągnęła dłoń ku mnie, a bicie mojego serca nabrało jeszcze szybszego tempa.
- Em.. Jasne, tylko się z nim przywitam - powiedziałam niepewnie, uśmiechając się krzywo. Przyłożyłam słuchawkę do ucha odwracając się plecami do ciotki i zaczęłam szeptać do telefonu. - Ratuj mi życie i po prostu przytakuj na wszystko co ci powie ciotka - wymamrotałam nie dając dojść chłopakowi do słowa, a następnie powiedziałam normalnym głosem. - No, kochanie, to teraz daję ci ciocię El, pragnie ci podziękować za to co dla nas zrobiłeś - oderwałam od siebie komórkę podając ją kobiecie. Słyszałam jedynie jak Dan pisnął 'Co?!' i prosił abym zaczekała.
Ciotka przyłożyła słuchawkę do ucha patrząc na mnie porozumiewawczo. Skinęłam głową i machnęłam ręką, aby sobie nie przeszkadzała i śmiało rozmawiała, chociaż tak na prawdę miałam nadzieję, że skończy się na zwykłym 'Dziękuję'.
- Daniel? Tak tutaj ciocia Cait, nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna. Nie wiem jak ci to wynagrodzę! Nie mogę się doczekać, aż wpadniesz zobaczyć wyremontowany bar! Dziękuję ci za ten hojny dar, tyle pieniędzy! - przysłuchiwałam się jak ciotka składała mojemu przyjacielowi podziękowania z wielką ekscytacją - Zamontowałam głośniki! I nareszcie jest stół bilardowy.
Usiadłam na jednym ze stołów nie angażując się więcej w słuchanie rozmowy tych dwojga. Dłońmi mocno ściskałam blat stołu, a obcasy butów wbiłam malutkie dziury zapierając się, aby nie spaść. Wpatrywałam się ze skupieniem w stół bilardowy odpływając myślami gdzieś daleko. Wyłączyłam się.
Myślałam o Ashtonie, a raczej o jego zamiarach wobec mnie. Nie rozumiałam jego postępowania, działań, ani toku myślenia. Dlaczego nie chce się ze mną spotkać jak normalny człowiek? Wiem, że nie jestem najlepszą towarzyszką, ale na pewno rozmowa w cztery oczy jest lepsza od telefonicznej. A może po prostu nie jest tym za kogo się podaje? Może to prawdziwy pedofil, albo morderca? Uderzyłam się płaską dłonią w czoło. Nad czym ja się w ogóle zastanawiam? Po co w ogóle ktoś taki jak on zajmuje miejsce w mojej głowie? Dlaczego o nim myślę nawet go nie znając?
- Caitlin! - moje ciało podskoczyło, kiedy głos ciotki obił się o moje uszy. Kobieta stała z wysuniętą ku mnie dłonią trzymając w ręku telefon - Wołam cię już trzeci raz! - spojrzała na mnie karcąco, a ja wbiłam swój wzrok w komórkę. Musiałam za bardzo odpłynąć. Zabrałam mały, przenośny sprzęt od mojej opiekunki żegnając ją uśmiechem. Pokierowałam się do wyjścia, a kiedy już znalazłam się przed barem, przyłożyłam telefon do ucha.
- Boże, dziękuję ci - powiedziałam spuszczając ze swojego ciała powietrze.
- Jesteś mi winna ogromną przysługę Cait, co Ty w ogóle wymyśliłaś? - Dan zapytał mnie lekko poirytowany.
- Wybacz, długo by opowiadać - rozejrzałam się na prawą i lewą stronę sprawdzając czy żaden samochód nie przejeżdża. Przeszłam przez ulicę gdy tylko zrobiło się pusto wędrując na parking do swojego auta. - W każdym bądź razie dzięki, uratowałeś mi życie.
- Twoja ciotka uważa, że jesteśmy parą - oznajmił.
- Tak, wiem - urwałam, kiedy otworzyłam drzwi pojazdu - Obiecuję Dan, odkręcę to jak najszybciej.
- Spoko, nie przeszkadza mi to aż tak - zaśmiał się, dzięki czemu atmosfera się rozluźniła. - Idziesz dziś do Glow?
- Tak, pewnie - wypaliłam.
- Super, będziemy pod klubem koło ósmej.
Rozłączyłam się.
W ciągu trzydziestu minut byłam już pod blokiem. Wpadłam do mieszkania i jedyne na co miałam ochotę to ciepła herbata i łóżko, ale plany na dzień dzisiejszy były zupełnie inne. Zsunęłam z nóg niewygodne czarne botki zostawiając je w korytarzu. Podczas drogi do pokoju zdążyłam ściągnąć w podskokach także skarpetki. Kiedy doszłam już do mojej sypialni pozbyłam się z ciała koszulki, a także spodni zostając w samej bieliźnie. Wyjęłam z szafy kilka par butów rzucając je na podłogę, a następnie sięgnęłam po sukienki układając je na łóżku.
Wpadłam do łazienki, a następnie przekręciłam kluczyk w zamku. Weszłam do kabiny prysznicowej przeciągając drzwi tak aby woda nie spadała na podłogę zalewając przy tym pomieszczenie. Nie miałam odwagi zamknąć ich do końca, oglądałam wiele horrorów w których młode dziewczyny się zatrzaskiwały, a zmory czy mordercy czekali aby je zabić w łazience. Tak, zdecydowanie mam fobię. Powinnam to leczyć. Odkręciłam wodę, a ta oblała całe moje ciało. Rozkoszowałam się tym szybkim prysznicem, to była jedyna przyjemna rzecz, która wydarzyła się w tym dniu. Zaczęłam nucić jakąś melodię, myjąc włosy jak to miałam w zwyczaju. Uśmiechałam się sama do siebie, kiedy do mojej głowy przychodziła myśl, że za niedługo wychodzę spotkać się ze znajomymi, potańczyć, rozluźnić się. Miałam nadzieję, że to będzie dobry wieczór.
Nagle usłyszałam trzask drzwi i tupot nóg. Wzdrygnęłam się i odwróciłam głowę w kierunku drzwi z otwartymi ustami. Oddech uwiązł mi w gardle. Spłukałam szybko pianę z włosów i zakręciłam wodę. Wyszłam z kabiny i założyłam turkusowy szlafrok, który wisiał przy lustrze. Drobne kropelki spływały z moich włosów prosto na podłogę i robiły coraz większą kałużę. Zaczęłam się trząść, a moje serce biło tak szybko i głośno, że byłam w stanie je wyraźnie słyszeć. Rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu przedmiotu,  którym mogłabym się bronić, gdy mój wzrok padł na mopa. Wzięłam go do ręki i podeszłam do drzwi. Przystawiłam do nich ucho nasłuchując, jednak nic nie zarejestrowałam, żadnych dźwięków. Moja dłoń spoczywała na klamce, druga zaś kurczowo trzymała kij od mopa. Wciąż wytężałam swój słuch w poszukiwaniu dźwięków za drzwiami, licząc, że może jednak się przesłyszałam, kiedy ktoś agresywnie poruszył klamką od drugiej strony. Pisnęłam przykładając dłonie do ust, a mop opadł na ziemię robiąc dużo hałasu. Od razu zgarnęłam go z podłogi, znowu chwytając go z całej siły. W duchu dziękowałam sobie że je zamknęłam i wtedy znów usłyszałam kroki. Powoli otworzyłam drzwi od łazienki i wypchałam kij do przodu będąc gotową do ataku.
Postać ubrana na czarno otwierała drzwi od mojego mieszkania. Prawdopodobnie był to mężczyzna. Wysoki, mający na głowie kaptur. To jedyne co udało mi się zarejestrować. Nie umiałam wydusić z siebie ani słowa, jakby odebrało mi mowę. Kiedy ujrzałam jak drzwi się zamykają, a następnie usłyszałam ich trzask wróciłam do siebie. Zamrugałam kilkakrotnie oczami po czym postawiłam mopa obok wciąż patrząc w głąb korytarza.


poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 7

Kiedy do mojego mózgu dotarło, co powinnam w tej chwili robić, zaczęłam działać. Moje nogi odsuwały się do tyłu, aż w końcu odwróciłam się i zaczęłam biec prosto w stronę parku. Nie czułam zmęczenia, nie miałam na to czasu. Nie minęły dwie minuty, a ja zdążyłam przebiec główną aleję Sydney'owskiego parku. Był jednym z większych więc liczyłam, że zgubię się oprawcom, a następnie wrócę do domu, barykadując się w nim.
Skręcałam między drzewami szukając wzrokiem dobrej kryjówki. Około dwóch razy miałam bliskie spotkanie z ziemią, jednak wybrnęłam z tej sytuacji szybko stając na nogi i biegnąc dalej. Moje oczy spostrzegły dość spory mur wystający zza górki na której dzieci lubiły się bawić o zimowej porze. Czym prędzej tam się udałam. Ukryłam się za murem pełnym graffiti i co chwilę dyskretnie wyglądałam w poszukiwaniu bandytów. Nikogo nie było.
Oparłam się o mur trzymając dłonie na kolanach i nierówno oddychając. Właśnie wtedy, kiedy zatrzymałam się na dłuższą chwilę poczułam ból w nogach i ich drganie. Ledwo mogłam na nich ustać. Zamknęłam oczy próbując się uspokoić.
Usłyszałam szelest trawy. Kiedy otworzyłam oczy przede mną stały dwie męskie kończyny, a tuż obok kolejna para nóg. Podniosłam wzrok do góry, a chłopak wsunął swoją ręke pod moją brodę zaciskając dłoń na mojej szyi i stawiając mnie do pionu. Wydałam z siebie pisk przerażenia, a chłopak przycisnął swoją drugą rękę do moich ust wbijając w moją twarz swoje czekoladowe oczy.
- Koleżanka się gdzieś wybiera? - zapytał zachrypiałym głosem, z chytrym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy - Wydrzyj się, a zabiję cię na miejscu - dodał grożąc, po czym zabrał dłoń z mojej twarzy pozostawiając jedynie prawą rękę pod szyją przyduszając mnie.
Po moim policzku spłynęła łza.
- Proszę, puść mnie - wyjęczałam błagalnie trzymając dłoń na jego nadgarstku próbując go odepchnąć. Był wyższy, lepiej zbudowany i silniejszy ode mnie, mimo wszystko miałam cień nadziei.
- Wiesz co robimy z osobami, które nas obserwują? - chłopak szepnął w mój policzek przybliżając swoją twarz. Nie chciałam widzieć co teraz się stanie. Spojrzałam na jego towarzysza stojącego obok ze skrzyżowanymi rękoma bacznie mi się przyglądając. Mierzył swoimi zielonymi oczami moją osobę od stóp do głów z ogromnym skupieniem, jakby kiedyś już gdzieś mnie widział.
- Puść ją - wydusił z siebie.
Mój wzrok powędrował na napastnika, który posłał znaczące spojrzenie swojemu koledze. Miał czarne włosy z niebieskim pasemkiem na grzywce opadającej na czoło. Ubrany był w ciemny płaszcz z kapturem i rurki opinające się na jego biodrach. Ręce trzymał w kieszeni. Chłopak przyciskający mnie do ściany podniósł brwi w geście zdziwienia.
- Co? Popieprzyło cię? - posłał mu pytające spojrzenie - Przecież ona pójdzie na psy!
- Po prostu ją puść do cholery - nakazał wyraźnie zirytowany, a ciemnowłosy zabrał rękę z mojej szyi, odsuwając się.
- To ona? - spytał kolegi, który jedynie skinął.
Dłonią przecierałam szyję, łapiąc głębokie wdechy. Złapał mnie kaszel, miałam duszności, a w moim ciele odczuwałam silny gorąc. Na moich policzkach pojawiły się wypieki, nieprzyjemne dreszcze przemieszczały się od mojego karku po cały kręgosłup. Oparłam się o mur i patrzyłam w dół. Bałam się spojrzeć oprawcom w twarz.
- Nie powiesz nic nikomu, prawda? - chłopak przypominający członka subkultury emo nachylił się patrząc prosto w moje oczy.  Mówił ciepło i spokojnie. Jego spojrzenie było łagodne, zdawało mi się, że nie chciał mnie skrzywdzić. Zauważyłam łańcuszek na jego szyi. Litera 'M' dotykała jego skóry, między obojczykami. Mój wzrok powrócił na twarz chłopaka, który wyraźnie zirytował się moim wahaniem. Przełknęłam głośno ślinę i patrząc w jego oczy o kolorze bliskim szmaragdowemu pokiwałam twierdząco głową, co obaj napastnicy na pewno ledwo spostrzegli.
- W porządku? - ciemnowłosy zadał kolejne pytanie, na które skinęłam. Moja ręka kurczowo trzymała się muru, kiedy zawroty w mojej głowie nasiliły się. Niestety to nie powstrzymało utraty przytomności, która zdarzyła się, gdy chciałam już odejść i uciec do domu. Cały świat zaczął wirować przed moimi oczami. Drzewa, plac zabaw, ławki - najpierw były na dole, potem na górze, a do tego podwojone. Zaczęłam osuwać się po murze na dół, a gdy moje ciało dotknęło ziemi, powieki zamknęły się i jedyne co mogłam ujrzeć to ciemność.

~*~

Otworzyłam oczy, kilkakrotnie mrugając. Przetarłam ręką powieki, rozbudzając się. Podpierając się rękoma, uniosłam tułów. Jęknęłam, kiedy poczułam ból na czubku czaszki. Moja prawa dłoń automatycznie przeniosła się w miejsce dolegliwości. Pokręciłam delikatnie głową w prawo i lewo, aby się rozejrzeć. Jasnego koloru ściany, biurko blisko okna, miękka pościel...
Byłam w domu. Moim domu.
W głowie miałam zamęt, nie potrafiłam sobie wszystkiego przypomnieć. Same prześwity, obraz parku, dwóch chłopaków, naszą wymianę zdań..
Ale jak się tu znalazłam?
Spojrzałam na zegarek wiszący nad drzwiami, dochodziła trzynasta. Zawroty jeszcze trochę mnie trzymały. Za każdym razem, gdy ruszyłam głową obraz się zamazywał. Zamknęłam oczy i przylgnęłam do poduszki, jednak nie poszłam spać. Ciągle starałam się przeszukać myśli i przypomnieć sobie jak znalazłam się w mieszkaniu.
Zaczynałam od samego początku, próbując dojść do końca. Sklep, mleko, uliczka, dwóch napastników, park, mur...co było dalej? Wiem, że mnie puścili, a może później to właśnie przez nich straciłam przytomność? Nic nie rozumiałam.
Podniosłam się do pozycji siedzącej i sięgnęłam ręką po torebkę leżącą na krześle. Zaczęłam przeglądać jej zawartość. Portfel, telefon, kosmetyki - wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Ruszyłam więc do salonu. Obijałam się o ściany, ciężkim krokiem podążając przez korytarz. Zatrzymałam się przy drzwiach wejściowych świdrując je wzrokiem od góry do dołu. Były zamknięte.
Zerknęłam w stronę salonu w którym nie zauważyłam niczego nadzwyczajnego. Mój wzrok ponownie przeniósł się na drzwi. Zmarszczyłam brwi wpatrując się w nie badawczo. Wszystko było w porządku, poza jednym drobnym szczegółem. Klucze leżały tuż obok, na komodzie.
Nigdy nie zostawiam kluczy na komodzie. Zawsze po zamknięciu drzwi zostawiam je w ostatnim, dolnym zamku, albo zabieram je ze sobą do pokoju. Niemożliwe, żebym rzuciła je tak po prostu byle gdzie, a potem poszła prosto do łóżka. Nie robiłam tego nawet po najlepszej imprezie, gdy wracałam do domu na czworaka, po prostu miałam swoje zasady, które pamiętałam nawet w najgorszym stanie.
Zabrałam klucze i przeszłam do salonu. Usiadłam na kanapie przewracając je w dłoniach. Patrzyłam na nie,  zastanawiając się jak wróciłam do domu i co tak na prawdę wydarzyło się kiedy straciłam przytomność. Brak pamięci z tamtego zdarzenia był dla mnie ogromną udręką.
Nagle moich nóg dotknął chłodny, nieprzyjemny wiatr. Firanki uniosły się zaczynając latać, a drzwi balkonowe odsunęły się. Moja twarz skupiła się na otwartych drzwiach. Przed moim wyjściem były zamknięte. Wstałam z kanapy i pokierowałam się w ich stronę, aby je zamknąć. Chłód przestał kłębić się w salonie, pokój powolnie się ogrzewał, natomiast moje zdenerwowanie nie opadało. Plusem był fakt, że już wiedziałam jak wróciłam do mieszkania. Na pewno nie sama, a ktoś kto wyszedł.. nie wyszedł frontowymi drzwiami.
W mojej sypialni rozległ się dzwonek telefonu. Mogłam się spodziewać, że to nikt inny jak Ashton. Zawsze dzwoni w najgorszą dla mnie porę. Nie śpieszyłam się do odebrania, wręcz przeciwnie - powolnie kroczyłam przez korytarz pragnąc go zirytować moim brakiem szybkiej odpowiedzi. Kiedy w końcu doszłam do krzesła na którym zostawiłam torebkę, wyszukałam komórkę i odebrałam telefon.
- No w końcu, dźwięk połączenia nie należy do najciekawszych - burknął wyraźnie znudzony.
- Co tym razem? - zapytałam.
- Jak tam wrażenia po parku? Nie boli cię głowa?
Zastygłam, otwierając oczy szeroko.  Nigdy nie widziałam Ashton'a, ale wiedziałam, że w tej chwili na jego twarzy pojawił się złowieszczy, triumfalny uśmiech.
- Byłeś tam... Byłeś jednym z nich... - wyszeptałam pełna przerażenia, co wyraźnie rozbawiło mojego prześladowcę, bo jedyne co dostałam w odpowiedzi to jego śmiech.
- Nie - powiedział, próbując się opanować, a następnie dodał z dumą - Gdybym tam był to raczej nie zemdlałabyś z przerażenia, po prostu byś nie mogła znieść takiego Boga seksu przed oczami.
Wywróciłam oczami, kiedy mój mózg podpowiadał mi, że Ashton właśnie w tej chwili szczerzy się do słuchawki z powodu swojej wysokiej samooceny. Prawdopodobnie uważa teraz, że zrobił na mnie wrażenie. Niestety jest w ogromnym błędzie.
- Więc skąd o tym wiesz? - powróciłam do tematu.
- Caitlin, ile razy mam ci powtarzać, że wiem o tobie wszystko? Nie zanudzaj mnie bardziej - odparł, a potem ziewnął.
- Mało mnie nie zabili! A ty o tym wiedziałeś i nic nie zrobiłeś?! - wyraziłam swoje zdenerwowanie.
- Nie zrobiliby ci krzywdy.
- Niby czemu?!
- Bo jesteś nietykalna - Ashton powiedział z pełnym opanowaniem.
Oddychałam głęboko, stojąc w bezruchu kilkakrotnie zaciskając pięści i później je rozluźniając. Przygryzłam wnętrze mojego policzka odrywając zębami kawałek skóry. Powtarzałam to za każdym razem, kiedy starałam się uspokoić emocje, to był okropny nawyk. Moja skóra w środku była poszarpana, ale nie umiałam bez tego żyć, mimo, że bardzo chciałabym się tego oduczyć.
- A co to niby ma znaczyć? - zapytałam.
- To już akurat nie jest twój biznes słoneczko, ale moi przyjaciele, to twoi przyjaciele, pamiętaj.
- Przyjaciele? - prychnęłam - Chcieli zabić jakiegoś człowieka, gdyby nie ja to byłby martwy! - krzyknęłam do słuchawki.
- Wyrównywali rachunki - odpowiedział Ashton obronnie.
Pokręciłam głową, po czym przycisnęłam czerwoną słuchawkę znajdującą się na ekranie telefonu. Rzuciłam komórkę na łóżko, a następnie skrzyżowałam ręce stojąc prosto i wpatrując się w okno znajdujące się nad biurkiem. Przygryzłam dolną wargę ze zmartwieniem.
'Nietykalna' - powtórzyłam w myślach, a następnie prychnęłam. Co to ma w ogóle znaczyć?
Oglądałam dzieci bawiące się beztrosko na placu zabaw. Przypomniały mi się czasy, kiedy i ja mogłam swobodnie wychodzić na podwórko, bawić się w piaskownicy wraz z moimi przyjaciółmi, gdy moi rodzice żyli i byli przy mnie. Obraz uśmiechniętej mamy i taty wciąż tkwił w mojej głowie nie dając mi spokoju. Wspomnienia były dość silne, bolesne. Myśl, że jako jedyna przeżyłam ten cholerny wypadek była okropna, zabijająca od środka. Chciałabym się z nimi zamienić, chciałabym, aby to oni mogli teraz się wspólnie starzeć podczas kiedy ja leżałabym w grobie. Nie dręczyłoby mnie sumienie.
Plusem mojej śmierci byłby też fakt, że nie spotykałabym się z takimi problemami jakie mam teraz. Ledwo spłacam czynsz, mam na karku psychopatę dzwoniącego codziennie, bar ciotki jest w opłakanym stanie, dziś mało nie dostałam zawału, ktoś prawdopodobnie był w moim mieszkaniu po raz drugi nieproszenie... Te wszystkie sprawy zabierały mi całą energię i dobry nastrój. Dzień w dzień musiałam się czymś martwić.
- Cholera, ciotka! - pisnęłam sama do siebie.
Zabrałam torebkę z krzesła pakując do niej telefon i szybko pobiegłam przed drzwi wejściowe. Miałam być u niej z samego rana, aby jej pomoc, a zamiast tego oczywiście zajęłam się czym innym. Założyłam pośpiesznie buty i zsunęłam z wieszaka płaszcz. Wyszłam z domu zamykając drzwi i kilkakrotnie sprawdzając zamki. Poszłam na parking, gdzie odnalazłam swój samochód. W kącie przedniej szyby za wycieraczką moje oczy spostrzegły małą karteczkę. Ściągnęłam ją i odwróciłam czytając.
'Radziłbym zatankować Skarbie. ;) Ashton. '
- Dupek - warknęłam ściskając w dłoni świstek. Rozejrzałam się po parkingu, który był pusty. Stały tam jedynie auta, bez pasażerów czy kierowców, przechodniów również nie było. Wsiadłam do auta sprawdzając liczniki. Faktycznie, nie miałam zbyt dużo paliwa, jednak w baku była wystarczająca ilość na dojazd do baru. Przekręciłam więc kluczyk w stacyjce zapalając auto i wyjeżdżając na ulicę.
Kiedy przekroczyłam próg baru na mojej twarzy wymalowało się zaskoczenie. Pomieszczenie wyglądało znacznie lepiej. Krzesła były dostawione do nowych, nie posiadających ani jednej rysy stolików. Barek został uzupełniony w najlepsze alkohole oraz przeróżne napoje. Na ścianie w kącie widniały dwie tarcze do rzutek, a po przeciwnej stronie stał stół bilardowy, który wcześniej nie miał możliwości zmieszczenia się przez stojącą tam wcześniej szafę grającą. Szyby zostały poddane wymianie. Ciotka zamontowała również system antywłamaniowy.
Kroczyłam powolnie między krzesłami na wprost oglądając wszystko z uwagą. W kątach ścian wisiały nowe, czarne głośniki z których leciała muzyka z lat osiemdziesiątych.  Przy barze stał George w kierunku którego właśnie szłam. Obracałam się wokół własnej osi kilkakrotnie podziwiając pomieszczenie, które zostało odbudowane tak szybko w bardzo małym odstępie czasowym. Byłam na prawdę pod wrażeniem.
- Hej - przywitałam się z moim kolegą zajmując miejsce na krześle przy barze. George skinął głową, a następnie powrócił do szorowania szklanki, która i tak już lśniła kiedy podsuwał ją pod światło padające z nowego żyrandola. - Co tu się stało? - zapytałam. George jedynie uśmiechnął się pod nosem wzruszając ramionami. - George? - wysunęłam swoją szyję do przodu podnosząc brwi do góry w oczekiwaniu na odpowiedź chłopaka. - No dawaj - strzeliłam mu kuksańca w ramię.
- Dobra, już dobra! - krzyknął podnosząc ręce w geście niewinności - Więc... - nachylił się w moim kierunku, aby być równy wzrostem z moją osobą - Znalazł się sponsor! - pisnął klaszcząc w dłonie, a następnie zaczął się śmiać.
- George! - skarciłam bruneta. - Pytam serio.
- Tylko, że ja jestem poważny. Twoja ciotka otrzymała sporą ilość pieniędzy na wyremontowanie baru. - wyjaśnił chłopak ponownie zabierając się do swojej roboty.
- Jak to? - zapytałam kompletnie zdezorientowana.
- Po prostu - odparł, po czym dodał - Na jej konto została przelana niezła suma, a następnie otrzymała wiadomość od jakiegoś anonimowego typa, że to na remont baru, napisał, że nie może się doczekać kiedy go w końcu odwiedzi i zobaczy jedną ze swoich ulubionych barmanek. - wyjaśnił puszczając mi oczko.
- Jasne - prychnęłam.
- Serio, Cait, tak napisał, jesteś jedyną pracowniczką, no chyba, że chodziło o Eleanor - George parsknął śmiechem. Mimo, że nie byłam w najlepszym humorze i wciąż nie rozumiałam co tak na prawdę się dzieje, myśl George'a o mojej ciotce była na prawdę absurdalna i zabawna więc również zaczęłam się śmiać.
W tym samym czasie ciotka wyszła z zaplecza zauważając mnie. Od razu zaczęłam powstrzymywać swoje rozbawienie, a George jedynie uśmiechał się pod nosem. Ciotka podeszła do mnie i mocno uścisnęła.
Zmarszczyłam brwi zdezorientowana, ale również ją objęłam. Biło od niej ogromne ciepło, a na jej twarzy gościł wielki uśmiech. Nawet jej oczy lśniły się niczym księżyc podczas pełni. Była szczęśliwa. Zgadywałam, że to przez bar w który od lat wkładała całe swoje serce.
- Nie wiem jak mam ci dziękować Caitlin - wyszeptała prosto do mojego ucha.
- Czekaj, za co ciociu? - spytałam.
- Jak to za co? Twój chłopak to skarb, dziwię się, że jeszcze mi o nim nie opowiadałaś! - zawołała szczęśliwie, a moje usta powędrowały w dół.

sobota, 12 października 2013

Rozdział 6

Szłam powolnie po kamienistej drodze stawiając delikatnie moje trampki na podłożu. Chłodny wiatr rozwiewał moje rozpuszczone falowane włosy. Co chwilę dośpieszałam kroku, aby go nie zgubić. Byłam tak blisko rozwiązania zagadki, która męczyła mnie od miesięcy. W końcu go poznam, zobaczę, pokaże mi swoją twarz. Dowiem się o nim czegoś więcej. 
Schowałam się za najbliższym murem, pozostając w ukryciu gdy tylko zauważyłam, że się zatrzymał. Odwrócił się oglądając czy nikt aby za nim nie idzie, a ja natychmiast schowałam głowę pośpiesznie oddychając. Nie widziałam jego twarzy, jeszcze nie. Lampa, przed którą stał nie oświetlała go, widziałam jedynie cień. 
Mimo to nie czułam rozczarowania, bo wiedziałam, że i tak go zobaczę. Popełnił błąd, jeden malutki błąd dzięki któremu w końcu ja jestem górą, to ja mam przewagę. Nie udało mu się ukryć przede mną.
Ruszył dalej. 
Miałam dosyć zabawiania się w niego samego. Śledzenia go, ukrywania się przed nim. To nie było w moim stylu. Postanowiłam więc skończyć zabawę raz na zawsze. 
Byłam kilka kroków za chłopakiem. Chłód przechodził przez moje ciało, a ciarki pojawiały się na rękach. Moje nogi przesuwały się po ziemii szybciej niż przy biegu na autobus, jakby automatycznie.
Szedł drogą z pełną swobodą, jakby czuł się bezpiecznie pomimo wieczornej pory. Jego ręce spoczywały w kieszeniach nisko opuszczonych spodni. Na nogach miał zwyczajne, czarne vansy, które cicho szurały po asfalcie ponieważ rzadko podnosił wyżej nogi niż powinien. Jego mięśnie opinały się na czarnej, zwyczajnej bluzie. Co chwila poprawiał swój kaptur, który zsuwał się z jego głowy. Zgarbiony, pod kapturem kroczył po najgorszych ulicach Sydney czasem jedynie przekręcając głowę, a to na lewą, a to na prawą stronę.
Szłam za nim. Jeszcze jakieś dziesięć sekund i byłabym obok niego.Mój oddech przyśpieszył wraz z biciem serca. Moja ekscytacja poznaniem prawdy wzrastała. Oczy w których każdy z oddali mógłby zobaczyć blask obserwowały idące z przodu kontury wysokiego chłopaka. 
- Hej! - zawołałam, a chłopak przystał prostując się. 
Mój głos był zachrypiały, drżący. Nerwy tłumiły się w moim ciele. Ciekawość wzięła górę. Miałam go zobaczyć. Po raz pierwszy. Strach przepływał z moich żyłach, nie wiedziałam czego mam tak na prawdę się spodziewać. Przystałam, jakby zastygając i tracąc kontrolę nad sobą. Nie mogłam się poruszyć, bałam się, że gdy to zrobię mogę wszystko zniszczyć. Traktowałam go jak diament, którego strach było dotknąć, bo mógł się rozkruszyć na drobne kawałki. Wypuściłam z ust powietrze, które przetrzymywałam, gdy zobaczyłam, że ciemna postać powolnie, z oporem odwraca się w moją stronę.
Czułam, że jestem gotowa. To już, to teraz. Poznam prawdę kim tak na prawdę jest. W końcu, wreszcie!

Dzwonek mojego telefonu rozbrzmiał w całym pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej odgarniając włosy do tyłu i szybko oddychając. Wybudziłam się z silnego, prawie realnego snu. Kiedy oprzytomniałam zaczęłam poszukiwać wzrokiem komórki na pościeli. Gdy tylko ją odnalazłam w innym miejscu niż przewidywałam, ponieważ znajdowała się na komodzie tuż obok łóżka od razu przyłożyłam ją do ucha. Dźwięk podrażnił moje uszy swoją głośnością i odrzuciłam ją. Cholera, zapomniałam odebrać połączenie. Ponownie sięgnęłam po iphone'a i tym razem przycisnęłam zielony klawisz oraz ustawiłam opcję głośno mówiącą rzucając się do tyłu prosto na poduszki, a następnie zamykając oczy.
- Obudziłeś mnie - odparłam z jękiem - Nie możesz mnie męczyć tylko i wyłącznie w godzinach popołudniowych? - zapytałam błagalnie mojego prześladowcę.
- To byłoby nudne Caitlin, nie uważasz? - jak zawsze odpowiedział mi pytaniem.
Przewróciłam teatralnie oczami znudzona.
- Ugh - warknęłam, a następnie usłyszałam śmiech chłopaka - Co tak cię bawi? Wiele dziewczyn tak reaguje na twoje irytujące telefony? - spytałam.
- Nie ma innych dziewczyn - odparł pełną powagą.
W ciągu kilku dni ja i mój prześladowca zbliżyliśmy się do siebie. Okay, to zabrzmiało dość dziwnie. Nie zbliżyliśmy się, ale poznałam go trochę bardziej. Wyjaśniając - dowiedziałam się jak ma na imię.
Ashton.
Nie jest to jak przypuszczałam po usłyszeniu tego imienia młodszy brat mojej koleżanki - Jasmine Treatfill, ale inny Ashton, którego nazwiska, wieku, adresu zamieszkania, ani innych danych osobowych jeszcze nie posiadam. Pracuję nad tym.
Ashton opowiedział mi o swoich zainteresowaniach jakimi są muzyka czy też broń. To drugie zdecydowanie wywołało u mnie przerażenie, ale chłopak mnie uspokoił, oznajmiając, że to tylko zainteresowanie, żadnej nie posiada i nie zamierza. Mój umysł podpowiadał mi, że mogę mu wierzyć, ale i tak tego nie zrobiłam, a przynajmniej nie w stu procentach. W końcu wyłączył mi prąd, włamał się do domu i mi groził nazywając to ostrzeżeniami - Jak mam takiemu człowiekowi wierzyć? Chyba tylko wariat by się tego podjął.
Ashton nie oznajmił mi jeszcze, czego tak naprawdę ode mnie chce. Przyznam, że zżera mnie ciekawość, a jednocześnie irytacja. Ile jeszcze będziemy się męczyć?
Postanowiłam zejść z łóżka gdy spojrzałam na zegarek wskazujący siódmą rano. Nie byłoby najgorszym pomysłem jakbym jednak wpadła do ciotki pomóc jej ze sprzątaniem, mimo, że prosiła abym zrobiła sobie wolne. Nie chcę zostawiać jej samej z takim nieszczęściem. Wiem, że jest jej ciężko. Ona była ze mną kiedy moi rodzice zginęli, teraz czas abym ja była przy niej, gdy jej bar ledwo się trzyma.
Ściągnęłam kołdrę nakrytą na moje ciało kładąc ją na bok i usiadłam na łóżko dotykając stopami o zimne panele. Od razu przeszły mnie dreszcze. W pokoju było zimno, więc pierwsze co zrobiłam to wstałam i zamknęłam okno. Przetarłam ramiona skrzyżowanymi rękoma mając nadzieję na minimalne ogrzanie. Sięgnęłam po bluzę leżącą na krześle obok i pochopnie ją nałożyłam, zapinając się pod samą szyję. Następnie przeszłam przez korytarz do kuchni, nastawiając czajnik z wodą. Usiadłam na blacie wciąż trzymając telefon w ręku i słuchając, co dziś nieznajomy Ashton ma mi do powiedzenia.
- Co dzisiaj zamierzasz robić? - zapytał z pełną ciekawością.
- Hm, po co mam ci to mówić skoro i tak się dowiesz? - odpowiedziałam pytaniem - Swoją drogą, masz abonament? Musisz sporo płacić za te nasze rozmowy - próbowałam mu dopiec, jak tylko mogłam. Kąciki moich ust uniosły się w górę, ta sytuacja mnie bawiła.
- Kasa nie gra roli - burknął.
To już trwało kilka miesięcy. Rozmawiam z kimś kogo tak na prawdę nigdy nie widziałam.  Nie wydaje mi się, aby było to normalne. Z jednej strony chciałam zakończyć historię z prześladowcą Ashton'em, ale z drugiej... nie byłam pewna moich przekonań. 
- Może jednak mnie uprzedzisz i opowiesz o swoich planach? - spytał z nutką flirtu w głosie.
Rozglądałam się po kuchni, machając gołymi nogami nad ziemią i czekając na nagrzaną wodę. Potrzebowałam się rozgrzać przed wyjściem, aby nie zamarznąć. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo chłodny.
- Jadę do ciotki - powiedziałam na jednym wdechu, kiedy czajnik wydał głośny gwizd.
Zeszłam z blatu, a następnie wyłączyłam gaz i zalałam kubek z herbatą gorącą wodą. Wrzuciłam kilka kostek cukru i dokładnie zamieszałam wszystko łyżką czekając aż mój prześladowca cokolwiek odpowie.
- Mhm - mruknął decydując się na jakąkolwiek wypowiedź.
Rozłączyłam się.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym zabrałam kubek z blatu i pokierowałam się do salonu.
Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie wpatrując się w czyste, bezchmurne niebo. Promienie słoneczne uderzały w moje okna rozświetlając całe mieszkanie. Drzewa tańczyły jak zaczarowane pod wpływem silnego wiatru, który panował na zewnątrz. To dzięki niemu pogoda nie była tak cudowna, na jaką wyglądała.
Westchnęłam głęboko.
Wzięłam łyk herbaty wpatrując się w podwórko. Dzieci idące do szkoły trzymając się za ręce, sąsiad wyjeżdżający swoim białym BMW z parkingu na przeciwko. Starsza kobieta powolnie przechodząca przez jezdnię. Rzekłabym - monotonność, gdyby nie fakt, że jedna osoba przykuła moją uwagę.
Znajome rysy twarzy, budowa ciała, spojrzenie. Mężczyzna stał pod moim blokiem bacznie, przyglądając się mojemu balkonowi i oknom. Zmarszczyłam brwi wbijając wzrok w faceta aby przypomnieć sobie zdarzenie z którym jest związany. Kojarzyłam go, ale nie wiedziałam skąd.
I wtedy do mojej głowy przyszedł obraz tego samego mężczyzny wchodzącego do baru mojej ciotki lustrującego otoczenie... i mnie.
Szybko pobiegłam do przedpokoju i wsunęłam na nogi pierwsze lepsze trampki. W moje ręce wpadły czerwone trampki, kontrastujące z moimi zielonymi szortami oraz szarą bluzą. Wyrzuciłam z myśli mój wygląd, który był właśnie teraz najmniej ważny. Wybiegłam z domu zamykając przedtem drzwi na klucz dwa razy.
Kiedy pojawiłam się przed blokiem nikogo już nie było. Żadnego tajemniczego mężczyzny wpatrującego się w moje okna, żadnej podejrzanej sytuacji. Pusto. Jedynie starsza kobieta zdążyła dojść do budynku w którym mieszkam. Właśnie mnie mijała.
- Dzień dobry - powiedziała pełna uśmiechu i szczerości.
- Dzień dobry - wyszeptałam nawet na nią nie patrząc. Wciąż wzrokiem przeglądałam podwórko. Zaczęłam się wycofywać z powrotem do bloku, a następnie wróciłam do mieszkania.
Nie zdążyłam jeszcze nic zjeść, a moja ochota na naleśniki nie dawała za wygraną. Musiałam wyjść do sklepu, ponieważ w mojej lodówce nie znalazłam ani kropli mleka, które było niezbędne w tej sytuacji. Szybko przebrałam moje szorty na szare dresy, aby nie robić z siebie klauna chociaż w sklepie i wyskoczyłam do pobliskiego spożywczaka. Poza mlecznym płynem zakupiłam butelkę wody i kilka bułek, aby wracając od ciotki ponownie nie robić zakupów. W domu nic poza tym nie brakowało, więc dałam kasjerce wyznaczoną ilość pieniędzy i wyszłam ze sklepu kierując się do domu.
Wracając standardową ulicą usłyszałam zza pleców krzyk. Odwróciłam się, jednak nikogo nie zauważyłam. Moje sumienie podpowiadało mi, że nie powinnam tego ignorować, więc cofnęłam się o kilka kroków, aż do przeciwnego ślepego zaułka, znajdującego się między blokami. Zauważyłam tam dwóch chłopaków, którzy trzymali mężczyznę przy ścianie. Był cały w krwi.
Moje wspomnienia wróciły.

Widziałam jedynie kontury. Mój wzrok w tym stanie był bardzo słaby, ale wciąż nie mogłam ruszyć do przodu, jakby moje nogi przywarły do asfaltu. Cały czas stałam przyglądając się całej sytuacji. Prawdopodobnie było tam pięciu mężczyzn. Jeden z nich klęczał przed drugim, wysokim gościem. Dwóch stało po obu stronach , a trzeci siedział obok, słychać było jego śmiech.
- Masz rację. Nie przeżyje, bo ją zabiję, tak samo jak Ciebie. - wszyscy parsknęli śmiechem, a po chwili było słychać tylko strzał i niosące jego dźwięk echo.


Siatka, którą trzymałam wyleciała z moich rąk lądując na ziemii. Zawartość wyleciała z reklamówki, a opakowanie mleka nie wytrzymało i pękło. Biały napój rozlazł się po ulicy. Głowy napastników zwróciły się w moją stronę, a ja zamarłam. Moje oczy stały się szersze, a usta ułożyły się na kształt litery O.  Wydałam z siebie cichy jęk 'O mój Boże..' wciąż patrząc na chłopaków, którzy w jednej chwili puścili mężczyznę. Ich ciała zwróciły się do mnie.
No Caitlin, teraz to dopiero masz przerąbane. - pomyślałam ciężko przełykając ślinę.


piątek, 4 października 2013

Rozdział 5

- Ciociu? – zapytałam przekraczając próg drzwi wejściowych do baru.
To co zobaczyłam było przerażające. Na ziemi leżały potłuczone butelki wraz z połamanymi krzesłami. Stoliki były poprzewracane, tak samo jak reszta mebli. Naczynia, które właśnie zbierał George były zbite, nie nadawały się już do użytku. Klamka od drzwi prowadzących na zaplecze była wyłamana, natomiast jedno z okien zostało bez szyby. Podniosłam jedno ze szkieł leżących na ziemii przypatrując się mu z ostrożnością. Odrzuciłam je kiedy tylko moje oczy spostrzegły Eleanor.
ciotka rozmawiała z policjantami stojąc za barem. Jej mina wyrażała przygnębienie, była zmartwiona i zdezorientowana. Prawdopodobnie spisywali jej zeznania, a George i Andre - drugi z pracowników sprzątali całe pomieszczenie.
Ja wciąż stałam nieruchomo, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie widzę. Mój wzrok przelatywał każdy zakątek czterech ścian, które wyglądały jak po przejściu najgorszego tornada w historii. Alkohol czuć było w całym barze, a mój żołądek wariował przez mdłości, które mnie dopadały. Nienawidziłam tego zapachu, a gdzie tylko nie przeszłam - leżały rozbite flaszki wódki, czy whisky. Byłam zniesmaczona i obrzydzona. Co za paradoks - nienawidzić zapachu alkoholu, a pracować w barze, gdzie znajdują się praktycznie same trunki.
Podeszłam do grupy funkcjonariuszy z którymi stała moja ciotka i złapałam ją za nadgarstek. Kobieta odwróciła głowę smutno na mnie patrząc, natomiast wyraz mojej twarzy był pytający. Podniesienie moich brwi tylko pogłębiło ciekawość wymalowaną na mojej buzi. Czekałam, aż brunetka zakończy rozmowę z policją, aby dowiedzieć się co miało tutaj miejsce, bo jak na razie miałam jedynie swoje podejrzenia.
- Na tą chwilę to tyle od nas, zawiadomimy panią, kiedy odciski palców cokolwiek wykażą – powiedział jeden z poruczników, po czym oddalił się razem ze swoją ekipą. Pociągnęłam ciocię za rękę prowadząc na zaplecze. Kiedy ją puściłam skrzyżowałam ręce i wpatrywałam się zdenerwowana na kobietę, która milczała.
- No powiedz wreszcie co się stało! – ponagliłam ją podnosząc ton.
- Było włamanie – odparła wzruszając ramionami. Ciotka sięgnęła po jedną z ocalałych szklanek, a następnie zaczęła ją obracać w dłoni oglądając niezdarnie wzrokiem, jakby fakt, że jest cała nie miał dla niej największego znaczenia – Jedź do domu Caitlin, nic tu po tobie – powiedziała odkładając naczynie po czym pokierowała się do gabinetu. Nie mogłam tak po prostu wyjść, więc ruszyłam za nią.
- Ja, ja, jak to mam jechać do domu? – wyjąkałam – Przecież nie zostawię cię tutaj. – oburzyłam się.
- Cait, a co masz zamiar tu robić? Bar jest dziś zamknięty, muszę zamówić nowe kieliszki, alkohol, a zanim to dowiozą minie około tygodnia. Powiedzmy, że masz urlop – ciotka oznajmiła, zasiadając za biurkiem i włączając komputer. Otworzyła segregator z dokumentami dotyczącymi baru zaczynając je przeglądać.
- Ciociu, nie mogę iść na urlop – powiedziałam błagalnie siadając naprzeciwko kobiety – Muszę mieć jak zapłacić czynsz, mogę dziś sprzątać, jutro też, cokolwiek, ale nie mogę mieć uciętego tygodnia.
- Cait, będę musiała złożyć zamówienia na nowy sprzęt oraz artykuły. Mnie również to kosztuje,  ale postaram Ci się pomóc jak mogę – brunetka posłała mi ciepły uśmiech.
Za to właśnie ceniłam ciocię. Nawet w tragicznej sytuacji potrafiła się uśmiechnąć i podnieść głowę do góry. Można było się od niej nauczyć wielu rzeczy, ale tej nigdy nie potrafiłam. Zawsze jednak podziwiałam kobietę za jej kontrolę emocjonalną i chciałam być taka jak ona. Widocznie muszę poświęcić na to więcej czasu.
- Jedź do domu Cait, wykorzystaj ten dzień i odpocznij – ciotka nalegała, a ja skinęłam. Pożegnałam się z nią jak i resztą pracowników baru, którzy kończyli porządki.
Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do mieszkania. Miałam dzień wolny, a raczej tydzień. Cholerne włamanie. Nie dość, że nie zarabiam milionów, ciężko mi w życiu, to jeszcze muszę toczyć walkę z takimi przeszkodami. Kto mógłby być zdolny do czegoś takiego?! I jaki miał w ogóle powód?!
- Kretynka – powiedziałam sama do siebie siedząc w samochodzie.
To on.
Jak mogłam wcześniej o tym nie pomyśleć? To sprawka tego prześladowcy! Mści się za zagrożenie mu policją!
Uderzyłam rękoma o kierownice samochodu z wściekłością. Nie myślałam, że będzie zdolny do czegoś takiego. Jak śmiał zrobić coś takiego mojej ciotce? Dlaczego jej? Nie wystarczyło mu, że wczoraj mało nie umarłam na zawał?
Oparłam głowę o siedzenie łapiąc kilka wdechów. Nie wierzę, że on mógł to zrobić, nie chcę nawet w to wierzyć! Przez moją głupotę konsekwencje ponosi moja rodzina. Boże, dlaczego?
W tym samym momencie odezwał się mój telefon. Dobrze wiedziałam kto dzwoni, więc w głowie od razu przygotowałam sobie co powiem prześladowcy nie dając mu nawet dojść do słowa.  Gniew wciąż się zwiększał, miałam ochotę go zabić mimo, że nie miałam możliwości.
- Ty perfidny gnoju! Jak śmiałeś zrobić to mojej ciotce?! Skoro tak bardzo mnie nienawidzisz to mścij się na mnie, ale nie na mojej rodzinie? Myślisz, że teraz przejdzie ci to na sucho? Oh, nie licz na to, już za chwilę będę na komisariacie składać zeznania, zniszczę cię rozumiesz? Nie podaruję ci tego ty popieprzony psycholu! – wydzierałam siedząc w samochodzie, a przechodnie jedynie patrzyli na mnie jak na wariatkę.
- Caitlin opanuj się – odezwał się szorstko.
- Opanuj się?! Oh nie licz na to, jesteś skończony, rozumiesz? Dociera to w ogóle do Ciebie?!
- TO NIE BYŁEM JA – warknął tym samym uciszając moje pretensje.
Zapadła chwilowa cisza. Dało mi to do myślenia.
- Niby dlaczego powinnam ci wierzyć? – zapytałam miękko.
- A dlaczego nie? - rzekł melancholijnie nieznajomy - Do tej pory zawsze potwierdzałem czyny, których dokonałem, czemu nagle miałbym zaprzeczać? Gdybym to zrobił przyznałbym się jak zawsze Caitlin. Pomyśl. - mówił bez gniewu, jego głos wskazywał bardziej na rozbawienie moimi podejrzeniami i oskarżeniami. Jakby to brzmiało niedorzecznie, a wydawało się całkiem logiczne.
Włamał się do mojego domu, wyłączył prąd w moim bloku, znalazł mój numer po pół godzinie od włożenia nowej karty, a teraz...
- Więc kto to zrobił? - spytałam pewnym, poważnym tonem obserwując z samochodu otaczającą mnie przestrzeń.
- Skąd mam wiedzieć? Wyglądam ci na wikipedię? - odparł śmiało, śmiejąc się.
- Wiesz o mnie praktycznie wszystko - mruknęłam nieśmiało czując, że chłopak ma nade mną przewagę. Wciąż dominował w naszych rozmowach, miał nad nimi całkowitą kontrolę, kiedy tylko mu się przeciwstawiałam robił wszystko, abym przestała.
- Fakt - urwał - Obserwuję ciebie i miejsca w których jesteś, a nie do których zmierzasz za godzinę. - wyjaśnił, a moje dłonie zaczęły drżeć. Jedna z nich ledwo utrzymywała telefon, druga natomiast zacisnęła się na kierownicy spinając mięśnie, aby zapanować nad nerwami.
Obserwuje mnie.
Tutaj.
Teraz.
Zagryzłam wargę rozglądając się po parkingu, jednak nie dostrzegłam nikogo podejrzanego. Odwróciłam się do tyłu patrząc na ulicę obok baru, ale tam również nie pojawił się nikt, kto mógłby przykuć moją uwagę.
Moje ciało powolnie osunęło się w dół fotela, aby głowa nie wystawała nad oparciem. Drżąca ręką sięgnęłam po górne lusterko opuszczając je niżej, żeby widzieć tył samochodu. Wciąż patrzyłam na przód licząc, że wychwycę kogokolwiek, jakiegoś zakapturzonego chłopaka z bronią w ręku, albo kujona siedzącego ze swoim laptopem na ławeczce wgapiającego się we mnie. Nic a nic.
- Gdzie jesteś? - zapytałam nieco śmielej, przełykając głośno ślinę.
Chłopak parsknął śmiechem w odpowiedzi na moje pytanie. Przewróciłam teatralnie oczami wciąż oczekując na jego odzew. Kaszlnął kilkakrotnie opanowując się po czym w końcu odparł:
- Uważasz, że muszę być w tym samym miejscu co ty, żeby wiedzieć gdzie jesteś, co robisz i co masz aktualnie na sobie? Właśnie, zapomniałbym. Dzisiaj wyglądasz na prawdę zabójczo. Muszę stwierdzić, że ta pozdzierana koszulka z nadrukiem Guns 'n roses jest bardzo seksowna i chętnie bym ją z ciebie zdjął bo pod nią na pewno jest o wiele lepiej - stwierdził bezwstydnie, a moje policzki oblał rumieniec. Próbowałam coś z siebie wydusić, jakąś ripostę, cokolwiek, jednak jego słowa onieśmieliły mnie kompletnie. Mimo, że ten komplement, jeśli mogę go w ogóle tak nazwać był wyjątkowo bezczelny, dawno nie usłyszałam żadnego. W moim brzuchu zaczęło wirować od mdłości jakie mnie dopadły, kiedy tylko opanowałam się i wróciłam na ziemię.
Co za palant! - pomyślałam.
Przecież ja go w ogóle nie znam, ani on mnie. Jak śmie w ogóle być tak bezpośredni i sprośny? To nawet nie było zabawne.
- Dlaczego nic mi o sobie nie powiesz? - zadałam kolejne pytanie zmieniając temat na konkretny. Liczyłam, że chociaż teraz odpowie mi poprawnie na jedną z moich wątpliwości, które staram się rozwiązać.
- Miłego dnia słodka Caitlin. - Anonim wyszeptał potulnie, po czym się rozłączył.
Spojrzałam w ekran telefonu wskazujący na zakończone połączenie. Po raz kolejny wkurzona rzuciłam komórką o siedzenie pasażera, a ta wylądowała idealnie na dnie mojej torebki, zajmującej tam miejsce. Zniesmaczona rozmową z nieznajomym przekręciłam klucz w stacyjce wyjeżdżając spod baru i kierując się do domu. Dzisiejszy dzień był fatalny.
Totalna klapa.
Szlag mnie trafiał, kiedy do moich myśli nachodziły wspomnienia o zniszczonym barze ciotki. Męczyły mnie wyrzuty sumienia mimo faktu, że mój prześladowca definitywnie zaprzeczył w o swoim udziale w tym wydarzeniu. Jednak nie mogłam ufać całkowicie komuś, o kim nie mam zielonego pojęcia.
To również mnie irytowało.
Był wkurzającym, aroganckim, zaborczym chamem, ale coś w nim mnie interesowało. To 'coś' nie pozwalało mi tak po prostu zgłosić sprawy na policję. Chciałam dowiedzieć się czegoś o tym człowieku, który nęka mnie już przez dłuższy czas na własną rękę. W końcu musi mieć jakiś powód? Chciałabym go poznać.
Jara cię koleś wyłączający ci prąd Caitlin?  Moje sumienie zaczęło się odzywać i kłócić z moimi myślami podczas powrotu do domu.
- Boże Cait, zejdź na ziemię - powiedziałam już głośno sama do siebie wjeżdżając na parking obok bloku - Nie wariuj przez jakiegoś dzieciaka - rozkazałam swojemu umysłowi.
Zabierając torbę wyjęłam z niej klucze od mieszkania i zamknęłam auto włączając autoalarm. Powędrowałam do budynku, a następnie weszłam do swojego domu zamykając drzwi na wszystkie zamki. Rzuciłam rzeczy na ziemię, aby zdjąć błękitną, cienką bluzę, którą miałam dziś na sobie. Zsunęłam ubranie z ramion łapiąc je w ostatniej chwili przed samą podłogą ratując ciuch od upadku. Zawiesiłam bluzę na wieszaku, przejeżdżając po niej dłonią i oglądając czy aby jej nie ubrudziłam.
Nie zdążyłam przejść do salonu a w mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Moja głowa odwróciła się w kierunku drzwi. Brwi na twarzy zmarszczyły się w wyrazie zapytania, ciekawości. Podeszłam powolnie do prostokątnego, drewna służącego za wejście i wyjście z mojego lokum, a następnie krzyknęłam pytając.
- Kto tam?
- Przesyłka dla Caitlin Teasel - usłyszałam znajomy głos listonosza zza drzwi.
Od razu zabrałam się za przekręcanie klucza w zamku i wyszłam do niskiego, młodego mężczyzny o blond loczkach. Brązowooki trzymał w rękach dość duże prostokątne pudełko do którego przyklejona była kartka z moim imieniem i nazwiskiem. Podał mi listę, na której złożyłam swój podpis i przejęłam od niego przesyłkę wnosząc ją do domu.
Pudełko było obwiązane czerwoną wstążką. Natychmiast zaczęłam odwiązywać wiązankę, a potem zdjęłam nakrycie pudełka.
Moje oczy rozszerzyły się, wyglądając jak dwie ping-pong'owe kuleczki, a kąciki ust uniosły się do góry. Byłam kompletnie zaskoczona tym co zobaczyłam. Obserwując z dokładnością zawartość pudełka ze strachem, aby nic nie zniszczyć wsunęłam dłonie do środka gładząc delikatny, miękki materiał. W końcu odważyłam się wziąć w ręce czarną, gładką sukienkę bez ramiączek. Materiał był elastyczny, przyjemny w dotyku, a po bokach widoczne było fantazyjne drapowanie. Na końcu sukienki widniały ściągnięcia podkreślające kobiece kształty. Wyciągnęłam ubranie przed siebie oglądając je z każdej strony.
Piękna - powiedziałam, jakby sama do siebie. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia.
Po chwili moje oczy przeniosły się na pudełko, na dnie którego widniał list.
'Prezent na poprawę dnia. Słyszałem, że wychodzisz w piątek. Załóż ją, nie chcę odrywać od Ciebie oczu.'