piątek, 16 maja 2014

Rozdział 34

DZIAŁ III.

ASHTON'S POV
Pogoda była słoneczna. Nie przywykłem do tego typu dni. Moje życie było najczęściej szare i nieprzyjemne, a ten dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Obok niewielkiego domu, w którym pomieszkiwałem wraz z przyjaciółmi unosiła się smuga dymu. Na grillu piekły się największe przysmaki. To świetne uczucie, zwłaszcza, że ostatnio pogoda w ogóle nam nie dopisywała. Zapach soczystej karkówki roznosił się po całym terenie posiadłości, mógłbym rzec, że dotarł nawet do sąsiadów.
Obserwowałem tętniących życiem chłopaków. Luke siedział na motorze, pokazując swojej dziewczynie, co potrafi jego silnik. Od czasu do czasu pocałowali się. Swoją drogą nie do końca rozumiałem jakim cudem Vanessa z nim jest. Ta dziewczyna to całkowite przeciwieństwo Hemmings'a - można to zauważyć od razu, chociażby po ich ruchach i zachowaniu. Podczas gdy blondynka delikatnie gładziła dłonią jego policzek, zatapiając się w słodkim pocałunku, ten gówniarz bezczelnie łapał ją za tyłek, nachalnie przyciągając do siebie. Zapewne jeszcze nie dała mu tego, o co próbował się doprosić. Mógłbym go wyśmiać, ale oglądanie tej komedii sprawiało mi większą przyjemność. 
- Może przejdziemy się na górę? - mruczał do jej ucha - Pokażę ci co potrafi mój rumak - blondyn przygryzł płatek jej ucha, a ja rozbawiony posłałem znaczące spojrzenie Calum'owi, który mało nie zakrztusił się z wrażenia.
Luke nie zdawał sobie chyba sprawy z tego iż nie jest tutaj sam. Nie było to znowu czymś nadzwyczajnym. Kiedy obok niego pojawiała się dziewczyna, zapominał o Bożym świecie. Stwierdzenie, że Hemmings jest kobieciarzem było zdecydowanie trafne. Problem jednak tkwił w tym, że nie umiał podrywać kobiet. Udawało mu się tylko i wyłącznie wtedy, kiedy po prostu nic nie mówił. Miał bardzo bezpośrednie odzywki, bez znaczenia czy dziewczyna naprawdę mu się podobała, czy była tylko na jedną noc. Wszystkie traktował tak samo.
Calum przyglądał się Luke'owi z troską, siedząc przy ognisku. Zawsze miał obawy, co do swojego przyjaciela i chciał go chronić. Kiedy młody Lucas znajdował się w ciężkich sytuacjach, ten starał się za nim wstawić oraz go bronić. To, co było między tą dwójką, mogłem spokojnie nazwać prawdziwą przyjaźnią. Wzajemne wsparcie, jakie sobie okazywali, wspólna zabawa czy smutek były nie do opisania. Takiej relacji można było jedynie zazdrościć.
Każdy z nas odwrócił głowę, gdy brama wjazdowa zaczęła się otwierać. W tle spostrzegłem czarnego mustanga, który później wjechał na teren posiadłości, zatrzymując się przed garażem. Z wozu wysiadł biało-włosy Michael, wyraźnie niezadowolony. Trzasnął drzwiami, co tylko oznaczało kłopoty, gdyż Clifford zawsze traktował swoje samochody z szacunkiem. Samochód poruszył się pod wpływem uderzenia. Przyjaciel pokierował się w naszą stronę, aby za chwile oznajmić, czego dowiedział się na mieście.
- Wiesz, zawsze chciałem pojechać do LA, może to będzie nasz następny przystanek? - zapytałem, słysząc w radiu utwór City of Angels zespołu 30 seconds to Mars. Michael jednak nie zareagował. W zamian za to, rzucił miejscową gazetę na stół, gdzie właśnie trzymałem swoje nogi. Stał nade mną ,cierpliwie czekając aż sprawdzę brukowiec. Posłałem mu pytające spojrzenie, aczkolwiek chłopak nie odpowiedział na nie. Pochyliłem się więc, oglądając pierwszą stronę. Gazeta nie była stąd. To Newsweek z Sydney.
- Wycieczka do LA musi poczekać - powiedział wściekły.
Otworzyłem szmatławiec na rozwinięciu artykułu, który najbardziej przykuł moją uwagę. Spoważniałem, gdy tylko moje oczy zobaczyły ten przerażający nagłówek, mówiący tylko jedno. Mieliśmy ogromne kłopoty.
- Morderstwo za morderstwem - przeczytałem na głos - Gang Cienia nie próżnuje, w każdym tygodniu ginie z ich rąk chociażby jedna osoba. Kiedy skończy się ten dramat? Kiedy zamkną zabójcę własnego ojca, a następnie jego współpracowników? - śledziłem tekst, a złość w moim ciele rosła.
Kolejny raz nazwano mnie ojcobójcą, kolejny raz zwalają winę na mnie, kolejny raz podejrzewają mnie o jakieś pierdolone morderstwa, o których nie miałem bladego pojęcia. Moje nerwy nie wytrzymywały takiego napięcia. Podniosłem do góry gazetę, po czym zgniotłem kartki w dłoniach. Wstałem z miejsca i ruszyłem w stronę ogniska, później wrzucając do niego piśmidło. Odwróciłem się do Michael'a, mówiąc swoim spojrzeniem wyraźnie co mam w tym momencie na myśli.
- Logan - wypowiedzieliśmy równo, a także z tą samą pogardą imię tego, który starał się uprzykrzyć nam ostatnio życie.
Kolejna wiadomość o napadach rozzłościła nie niemiłosiernie. Nie odwiedzałem Sydney już trzeci miesiąc, a ludzie wciąż podejrzewali mnie o zabójstwa. Nie mogłem tego zrobić, przecież nie miałem możliwości, natomiast doskonale wiem, kto mógł. Logan Fletcher, jeden z moich byłych przyjaciół, który zostawił mnie tuż po tym, jak rozpoczęła się sprawa o mord na moim ojcu. Teraz przejął Sydney, a przynajmniej tak mu się wydaje. Nikt z mieszkańców nie jest świadomy faktu, że zniknąłem z dzielnic już dawno temu. Pobliskie, mniejsze gangi wiedzą, że wyjechałem, a moje miejsce zajął Logan, jednakże to nie wystarcza, aby cała Australia lub samo Sydney w to uwierzyło. Logan nie chwali się swoimi rządami wśród społeczności, a w dodatku nie tuszuje zbrodni, przez co wina spada na nikogo innego jak na mnie, ale jemu najwyraźniej to nie przeszkadza. 
- To nie wszystko - odparł - Sądzę, że po tym, co za chwilę ci powiem, zaczniesz się pakować i będziesz gotowy do wyjazdu.
- Można jaśniej? - zapytałem zirytowany. 
- Byłem tu i tam - zaczął jasnowłosy - Spotkałem bardzo dobrego informatora, który oznajmił mi, że sukinsyn, który prawie wsadził cię do więzienia jest w Sydney - oświadczył.
Przyjrzałem się Michael'owi, otwierając usta z wrażenia. Człowiek, który pozbawił życia mojego ojca jest w mieście, w którym się urodziłem. Mieście, które mnie nie znosi, gardzi mną i życzy mi szybkiej śmierci właśnie z jego powodu. Czy mógłbym przepuścić okazję, aby w końcu go dorwać i wbić ten sam nóż, od którego zginął mój ojciec w jego pierś? Nie sądzę.
Od kilku miesięcy nie myślę o niczym innym, jak o znalezieniu tego człowieka. Szukałem go wszędzie, ale zbyt dobrze się ukrywa. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, gdyż nigdy wcześniej takie rzeczy nie zajmowały mi tyle czasu. Jednak teraz już mi nie ucieknie. Znam swoje miasto na wylot. Pojadę tam, znajdę go, udowodnię swoją niewinność, a następnie go zabiję.
- Zwijamy się - rozkazałem głośno - Wracamy do Sydney.
- Co? Kurwa, Irwin.. akurat teraz? - marudził Hemmings, bujając się na tym swoim rowerku zwanym motorem.
- Przykro mi, że jeszcze jej nie rozdziewiczyłeś, Lucas - rzuciłem z udawanym smutkiem - Może innym razem - puściłem blondynowi oczko, którego twarz zaczęła się czerwienić. 
Odwróciłem się do Michael'a - Przy okazji rozmówicie się z Loganem.
- A ty? - zapytał Clifford.
- Nie macie pojęcia, co się ze mną stało - odpowiedziałem - To informacja dla niego, nie może wiedzieć, że wróciłem do miasta, dopóki nie załatwię swoich spraw. Gdy to zrobię, zajmę się i nim. Chętnie pobawię się z nim w gry, w końcu w tym podobno jestem najlepszy - uśmiechnąłem się szeroko do chłopaków, a potem wyruszyłem do domu pakować swoje rzeczy. Nigdy wcześniej nie byłem tak zdeterminowany jak tego dnia...

A drop in the ocean (polecam włączenie muzyki).
Zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest stracić wszystko? Jakie to uczucie, kiedy cały twój świat tak po prostu upada, a ty nie jesteś w stanie nic z tym zrobić? Pustka, wewnętrzna pustka, której nic ani nikt nie może wypełnić.
Wystarczyła sekunda, aby zabrano mi wszystko co miałem. Słowo "wszystko" ma dla każdego z nas inne znaczenie, ale dla mnie tym wszystkim była rodzina. Moja matka oraz mój ojciec. Ludzie, którzy mnie wychowali. Oni są moją definicją "wszystkiego".
Wiesz jak to jest stracić rodziców? Zdajesz sobie sprawę z tego, jak duże i negatywne w tym przypadku jest uczucie pustki? Utraty? Tęsknoty? Braku?
Te dwie osoby, dla których zrobiłbym wszystko - odeszły. Nie ma ich ze mną. Jednej z nich już nigdy nie zobaczę, zaś druga... to dłuższa historia.
Co może być gorsze niż utrata bliskiej, kochanej przez ciebie z całego serca osoby? Odrzucenie, brak zaufania. Tego również doświadczyłem na własnej skórze.
Wyobraź sobie, że osoba, która dała ci życie, pracowała na twoje utrzymanie, obdarzyła cię największą na świecie miłością w ciągu jednej sekundy, dwoma słowami zamieniła twoje życie w jeden wielki koszmar, pogrzebała wszystkie twoje nadzieje, sprawiła, że twój świat stał się szary i smutny. Przykre, nieprawdaż?
"Jesteś mordercą" Słyszysz te dwa słowa i nagle czujesz, jak nogi uginają się pod ciężarem twojego ciała, jak do twoich oczu napływają łzy, a wzrok staje się o wiele słabszy. Czujesz jak coś w tobie pęka, twoje serce. Jedna osoba swym oskarżeniem sprawia, że gaśniesz niczym mała, wypalająca się zapałka. Smutne, czyż nie?
Nie jestem ideałem, nigdy nie starałem się nim być. Nie odczuwam takiej potrzeby. Popełniłem wiele błędów, nadal to robię, jestem tylko człowiekiem. Jednak kogo to obchodzi? Czy w tym świecie nie są istotne jedynie błędy? Czy możesz zaprzeczyć, że ludzie nie czekają tylko na twój upadek?
Nikt nie wyobraża sobie jak zostałem zmieszany z błotem po śmierci mojego ojca. Nikt. Wszystkie gazety, radia, portale internetowe aż huczały na wieść o nowym kryminaliście w mieście. Jaką nowinką musiała być informacja, że ktoś zabił swojego ojca, prawda? Najgorętszy news.
Własna matka nie wierzyła w moją niewinność.
Wiesz czym jest determinacja? Według słownika to zdolność do podejmowania konkretnych, stanowczych decyzji spowodowana wewnętrznym przekonaniem i siłą woli. To ona pomaga mi przetrwać. Chciałbyś wiedzieć, dlaczego jestem zdeterminowany?
Bo mam nadzieję. Nadzieję na znalezienie winnego śmierci mojego ojca.
Dlaczego pragnę go znaleźć?
Moim planem nie jest zemsta.
Prawdopodobnie chciałbyś mnie teraz wyśmiać. Kto normalny, po takich przejściach nie pragnąłby zemsty na człowieku, który obrócił jego życie w piach? Możliwe, że jestem nienormalny. Nie, faktycznie. Ja jestem nienormalny.
Pragnę znaleźć tego człowieka, aby udowodnić ludziom, że pomylili się co do mnie. Chcę usłyszeć przeprosiny od całego świata za określenie mnie ojcobójcą. Chcę, żeby czuli wstyd, upokorzenie, skrępowanie. Dążę do ich kompromitacji.
W tym celu nigdy nie starałem się patrzeć na przeszkody. Okrzyknięty potworem nareszcie się nim stałem. Zacząłem krzywdzić niewinnych ludzi, żeby dowieść o swojej niewinności, której tak naprawdę już nie posiadałem. Błędy za błędami, potyczki za potyczkami, które spostrzegłem dopiero teraz.
Tak bardzo starałem się być innym człowiekiem, że aż zatraciłem się w tym przekonaniu. A może taki po prostu jestem? Kryminalistą bez jakichkolwiek skrupułów? Mordercą? Oszustem? Potworem, którego nie można kochać, a wskazane jest nienawidzić?
Siedziałem na schodach przed domem, zastanawiając się nad sensem całego mojego istnienia. Robiłem wszystko, aby tylko dociec prawdy, a następnie jej dowieźć. Chciałbym to zakończyć, jednak nie potrafię sobie odpuścić. Zbyt wiele poświęciłem, abym mógł to zrobić. Zbyt wiele poświęcili moi przyjaciele, abym teraz zaprzepaścił nasz cały dorobek i zebrane informacje.
Ale ona... Zmienia wszystko. Zmiany już nadeszły, aczkolwiek zauważyłem je dopiero teraz. A nadeszły one kiedy poznałem Caitlin Teasel.
Przypominałem sobie, jak szedłem ulicą, kiedy usłyszałem jej krzyk. Podniosłem wzrok, a niska, wystraszona blondynka stała i przez moment wpatrywała się w morderstwo, które jej oczy zobaczyły. Potem usłyszałem tylko głos Logan'a, nakazujący jego ludziom ruszyć w pościg za dziewczyną. To była najlepsza okazja, aby zepsuć jego plan. Bez wahania sięgnąłem po komórkę. Wystarczył jeden telefon, aby przeszkodzić temu kretynowi w złapaniu Teasel. Niestety, musiały być również ofiary. Przez przypadek zmarł jeden z jego ludzi. Zgaduję, że to właśnie z tego powodu Logan tak bardzo chce dostać Caitlin. Śmierć za śmierć, życie za życie.
Nie obwiniam jej, w końcu był to czysty przypadek. Właściwie powinienem być wdzięczny tej dziewczynie za to, że pokazała mi moje prawdziwe oblicze. Właśnie dzisiaj, przez nią, siedzę tutaj, paląc Malboro, wgapiając się jak ostatni idiota w wychodzące zza chmur słońce i rozmyślając o swoich dotychczasowych błędach.
Sądzę jednak, że to ona najbardziej ucierpiała na tej całej historii. Zazwyczaj nie spoufalałem się z ofiarami, które były mi w jakiś sposób potrzebne. Załatwiałem sprawy szybko i bezboleśnie. Natomiast Caitlin...
Nie mogę powiedzieć, że nie czuję wyrzutów sumienia. Nie rozumiem, dlaczego akurat teraz, przy niej. Nie jest nikim nadzwyczajnym, ale nie mogę przestać myśleć o tym jak bardzo ją zraniłem. Nie mogę również wyrzucić z głowy wypowiedzianych przez nią słów, które chcąc, nie chcąc uderzyły we mnie niczym petarda.
Miała rację. Byłem i jestem potworem. Jak mogłem dopuścić się tego typu oszustw i przekrętów? Handel człowiekiem? Tylko najgorsi posuwają się do takich czynów.
Jej pogardliwy, a zarazem smutny wzrok sprawiał, że moje serce krwawiło. Ufała mi, a ja zawiodłem. Wykorzystałem jej naiwność dla własnych korzyści. Żałosne.
Trzymałem się za głowę, chcąc zapomnieć o wszystkim. Wybić z głowy każde obraźliwe słowo, każdy obraz z przeszłości. Niczego nie pragnąłem bardziej, jak rozpoczęcia życia od nowa - z czystym kontem, mimo że było to niemożliwe.
- Widząc cię w takim stanie, wątpię, abyś był z siebie dumny - usłyszałem głos Michael'a za sobą
- Michael Clifford, wow - chrząknąłem, udając zdumienie - A myślałem, że to Kolumb był odkrywcą Ameryki... taki błąd... - mruknąłem rozczarowany.
- Dobrze wiedziałeś, że kiedyś się dowie o twojej umowie - powiedział niewzruszony.
- Właściwie... liczyłem, że ta informacja do niej nie dojdzie - zaprzeczyłem - Miałem inny plan.
- Więc czemu jej o nim nie powiedziałeś? Ani nam? - Clifford dopytywał z pretensją w głosie.
- Nie mogłem! - krzyknąłem, po czym wstałem i zacząłem chodzić w kółko, pocierając nerwowo dłońmi - Nie potrafiłem... - wyszeptałem bezradnie - Czasem pytania są proste, ale odpowiedzi skomplikowane - mruknąłem - Nie zrozumiałaby, a wy zapewne stwierdzilibyście, że oszalałem.
Brunet z kolorowymi pasemkami zamilkł.
Nie okłamałem Michael'a. Nie chciałem oddać Caitlin Logan'owi odkąd zrozumiałem, że przytaknięcie na jego propozycje było złą decyzją. Oczywiście stawiłbym się na spotkaniu, stwarzając pozory, iż przyjechałem oddać mu Caitlin, ale zażądałbym wpierw informacji, a następnie wyszedł razem z dziewczyną. To dość niebezpieczny plan, jednak możliwy do zrealizowania. Mam dość duże wsparcie gangów z Hurstville więc ucieczka nie stanowiłaby problemu. Byliby przecież obok siebie chłopcy, poszłoby nam świetnie jak zazwyczaj.
Chciałem oznajmić to reszcie dopiero dzień przed spotkaniem, aby nikt nie miał wyjścia mi odmówić. Musiałem być pewny, a także dopiąć wszystko na ostatni guzik. Niestety, ktoś wolał pokrzyżować moje plany.
Cholera, spieprzyłem sprawę, a w dodatku sam dobrze to wiem.
Dopiero teraz zdążyłem zauważyć, że moja relacja z Caitlin weszła na wyższy poziom. Na moje nieszczęście, przyszło to z opóźnieniem. Ocknąłem się, gdy blondynka wyrzuciła z siebie cały wstręt do mojej osoby. Poczułem się, jakby ktoś oblał mnie zimną wodą, budząc ze snu przy okazji przywracając do rzeczywistości.
Rzeczywistość.
Rzeczywistość jest tym, czego się obawiałem. Tkwiłem w swojej "bajce" nie zważając na opinie innych. Robiłem to, co chciałem i kiedy chciałem. Nigdy nie powinienem bawić się zaufaniem, uczuciami, dobrocią. Caitlin obdarzyła mnie tym, z czym nie spotkałem się od bardzo dawna, a ja perfidnie to wykorzystałem.
Czułem odrazę do samego siebie. Tak bardzo nienawidziłem całego mojego życia.
Przez chwilę żałowałem nawet, że nasze drogi musiały się spotkać.
Schowałem twarz w dłoniach, całkowicie się załamując.
- Jestem potworem - stwierdziłem.
- Nie mów tak - Michael starał się mnie pocieszyć.
- Ale tak jest! - wydarłem się - Nie widzisz tego?! Zobacz dokąd nas doprowadziłem! - krzyczałem - Przeze mnie wy zostawiliście swoje rodziny, dzięki mnie Calum nie ma kontaktu z własną siostrą, a Luke z matką! - wymieniałem - A ty? Nawet nie wiesz, gdzie są twoje siostry... jak myślisz z czyjego powodu?
- Własnego - powiedział pewnie, irytując się - To ja zdecydowałem, że zostaję z tobą, tak samo reszta - wyjaśnił - Każdy z nas podjął swoją decyzję, nic nie robiłeś za nas, tym bardziej wbrew naszej woli.
- A co jeśli faktycznie zaćpałem się i zabiłem ojca? Tylko tego nie pamiętam? - pytałem, powoli wariując.
- Nie zrobiłeś tego - powiedział Michael znudzony - Nie jesteś ćpunem.
Oparłem się o samochód stojący przed domem, przeczesując włosy. Nie wiedziałem już co jest prawdą, a co kłamstwem, ciężko mi było z tym wszystkim żyć. Nie jestem nawet w stanie pogodzić się z faktem, że mój ojciec leży w grobie, a matka nie chce mnie znać. Nie potrafię ruszyć dalej bez oczyszczenia się z wszystkich zarzutów i udowodnienia, że nie jestem winny.
- To jakiś zajebany koszmar bez końca - westchnąłem.
- Odpuść Ashton - wybełkotał Mike - nie możesz rozpocząć nowego rozdziału bez zakończenia poprzedniego - poklepał mnie po ramieniu - Caitlin cię potrzebuje.
- Zrujnowałem wszystko... - warknąłem, uderzając z całej siły w oponę auta - Straciłem jej zaufanie - szepnąłem, spoglądając ze smutkiem na przyjaciela - Nigdy mi tego nie wybaczy.
Akurat w tej sprawie nie myliłem się. Caitlin była dobrą, szczodrą, o ogromnym sercu dziewczyną, ale miała również granice, które ja przekraczałem non stop. W końcu zmarnowałem ostatnią szansę, a ona następnej mi już nie podaruje. Mogę puścić ją wolno, lub przetrzymywać wbrew własnej woli. Zależy mi jednak, aby była żywa. Chociaż tyle mogę dla niej zrobić, więc czy tego chce czy nie zostanie tutaj, ze mną, z nami.
Zgodzę się natomiast co do jednej sprawy, w której to Clifford ma rację. Dopóki nie odpuszczę sobie doszukiwania się mordercy ojca, nigdy nie ruszę dalej, wiodąc spokojne życie. Dla samego siebie powinienem przestać na siłę węszyć. Prędzej czy później i tak poznam prawdę, bez robienia krzywdy ludziom. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Tak, wielki Michael Clifford. Jak zwykle wygrał ze mną w bitwie na racje. Jeśli ktokolwiek ją miał, był to właśnie on. Zadziwiające, że nigdy się nie mylił. Mogłem na niego liczyć w każdej sprawie, nawet kiedy się kłóciliśmy. Ale chyba właśnie na tym polega przyjaźń nieprawdaż?
- Pamiętasz, jak mówiłeś, że zależy mi na niej? - zapytałem, a Michael przytaknął - Teraz to widzę - przyznałem się.
- Domyślałem się, że jest dla ciebie kimś więcej - powiedział cicho, ale i tak usłyszałem ten drżący, zaniepokojony głos.
- Ona zobaczyła we mnie coś więcej niż tylko kryminalistę - odpowiedziałem, przyglądając się własnemu odbiciu w szybie samochodu - Pośród tej całej ciemności, ona znalazła we mnie niewielkie światło, którego ja szukałem od dawna - wyjaśniłem, odwracając się do Michael'a - Wystarczy jej jedno spojrzenie, a łagodnieję, zapominając o problemach - mówiłem, a mój głos powoli się załamywał - Potrzebuję jej - szepnąłem błagalnie, jakby miały to być ostatnie słowa wychodzące z moich ust.
Popatrzyliśmy na siebie pełni zmartwień, stojąc w ciszy. Clifford wziął głęboki wdech, po czym sięgnął do swojej kieszeni. Wyjął z niej komórkę. Wyciągnął rękę w moim kierunku, podając telefon.
- Więc nie zmarnuj tego - zakomunikował, chowając w moich dłoniach sprzęt - Zadzwoń do Logan'a i odwołaj ustawkę - nakazał.
Popatrzyłem na czarnego iphone'a, mrugając kilkakrotnie. Wahałem się. Niczego innego nie pragnąłem, jak zerwania tej przeklętej umowy. Chciałem zagwarantować Caitlin spokój, na jaki zasłużyła po tych wszystkich kłamstwach i katorgach związanych ze mną. Zastanawiałem się jednak do czego może doprowadzić moja rozmowa z Fletcher'em. Wiedziałem, że może być o wiele gorzej. Bałem się, że ma on naprawdę ważną informację dotyczącą zabójcy mojego ojca, a ja tylko to zaprzepaszczę.
Co jednak jest ważniejsze? Informacja, czy może ludzkie życie?
Wybrałem numer Logan'a, a następnie przyłożyłem słuchawkę do ucha, czekając aż nastąpi między nami połączenie. Myślałem, że serce wyleci z mojej piersi. Chłopak szybko odebrał, jakby czekał na telefon ode mnie, albo moich ludzi.
- Fletcher - odezwałem się pierwszy.
- Irwin, jak miło - odparł - Kiedy zamierzasz przywieźć mi Teasel? - dopytywał zadowolonym głosem.
- Oh, nawet nie spytasz jak się miewam?
- Oszczędźmy sobie tego wszystkiego, do rzeczy, gdyż zaczynam się niecierpliwić.
- Nastąpiły małe zmiany, Logan.
- Nie pamiętam, żebym na jakieś się zgadzał - jego ton uległ zmianie w ciągu chwili.
- Kasa za informację.
- Nie ma opcji - wyraził się jasno.
- W takim układzie, umowy też nie ma - oznajmiłem.
- Wiesz, co wiąże się z jej zerwaniem? - spytał, wyraźnie zirytowany moją decyzją - Przyjadę po dziewczynę jutro.
- Niestety to niemożliwe - powiedziałem, wzdychając - Widzisz, nadal nosi wisiorek - oznajmiłem - Nietykalność lalala hm hm hm - przypomniałem mu melodyjnie o znaczeniu tej biżuterii.
- Już ci mówiłem Irwin, twoje czasy minęły, a zasady odeszły w niepamięć - warknął.
- Oh, Fletcher - zaśmiałem się - A ty nadal myślisz, że rządzisz w tym mieście.
- Nie denerwuj mnie Ashton.
- To lepiej ty mnie nie denerwuj - syknąłem - Nie dostaniesz Teasel.
- A ty informacji - odpowiedział - I radziłbym ci uważać na ulicach, ostatnio mam słabe nerwy.
Połączenie zostało urwane.
Odsunąłem telefon od swojego ucha. W moim ciele gotowało się ze złości. Zmarszczyłem brwi. Powietrze ledwo wychodziło z mojej zaciśniętej szczęki, a klatka piersiowa słabo unosiła się i opadała. Nie jestem osobą, której się grozi. Nie mówi się do mnie tym tonem i nie zachowuje się w ten sposób. A już na pewno Logan nie ma takiego prawa.
Pożałuje tego.

___________________________________________________
Here it is! Yay!!
Wiem, że troszkę chaotyczne, ale był to kolejny rozdział z którym miałam trudności ohhh (ostatnio jest ich coraz więcej) Rozdział 35 również będzie ciut przejściowy, nie mogę się doczekać 36-tki, bo będzie zdecydowanie mój klimacik.

A więc tak! To Logan był w prologu! Zaskoczeni? Nie sądzę.
Trochę rozjaśniłam wasze umysły, a przynajmniej mam taką nadzieję.
I wow, jest coś dla Cashtlin Shippers! Ashti ma jednak serce, patrzciee.

Okay, przejdźmy do ogłoszeń parafialnych.
Tyle się u mnie dzieje...
Ruszyło WŁOSKIE tłumaczenie Cienia! Możecie je zobaczyć

I od razu prośba. Jeżeli możecie.. udostępniajcie na twitterze, wysyłajcie do osób z Włoch. Musimy trochę rozpowszechnić Cienia. Jeśli są tu osoby o dobrym serduszku, które zrobią to bezinteresownie byłabym super wdzięczna.
To tłumaczenie powstało dzięki Wam. To dzięki Wam Cień trafił do tak dużej ilości osób z Polski, a teraz możliwe, że trafi do kilku osób z Włoch, byłoby fajnie. Niedługo też ruszy angielskie tłumaczenie. Byłoby już, ale niestety problemy techniczne, które rozumiem.

Widziałam na CieńNEWS ostatnio prośbę o dedykację, jednak wybaczcie dziewczyny - shame on me, nie doczytałam i nie zapamiętałam nikomu. W każdym bądź razie życzę wam Wszystkiego Najlepszego, spełnienia marzeń, samych sukcesów, dużo zdrówka i czego tylko sobie zapragniecie.

Mam nadzieję, że rozdział znośny.
Jest nas już prawie 1500, witam nowych czytelników, całuję starych, kocham was wszystkich!
Jesteście najlepsi! 
Prawdopodobnie, jak zwykle miałam coś jeszcze napisać, ale zapomniałam...


KOCHAM WAS! Do następnego!
#CieńFamily. <3

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 33

What if I told you what was really going on? (kliknij na tekst, żeby otworzyć muzykę do rozdziału)
ps. Jeśli ktoś czyta szybko, proponuję przełączyć na piosenkę "Cry".

Posadziłam George’a na jednej z kanap w salonie.  Z jego nogi wciąż płynęła czerwona ciecz, ale w mniejszych ilościach. Na szczęście kula tylko zdarła skórę, mogło skończyć się o wiele gorzej. Gina pomogła mi znaleźć kilka bandaży, gdyż żaden z kolegów Ashton’a nie mógł kiwnąć palcem ze względu na jego rozkazy. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, dlaczego George znalazł się w Hurstville, czemu był więziony w piwnicy oraz jaki był powód takiej reakcji Ashton’a na jego widok, a także słowa.
Delikatnie przytknęłam zmoczoną wodą utlenioną gazę do rany na nodze chłopaka, który jęknął z powodu bólu. Kiedy dokładnie oczyściłam draśnięcie, pomimo protestów George’a, zabandażowałam nogę, aby nie wdarło się zakażenie. Gdy tylko skończyłam usiadłam naprzeciwko chłopaka oczekując wyjaśnień. W porównaniu do wszystkich sytuacji, ta zdecydowanie była chora.
Podczas kiedy Michael kłócił się z Ashton’em, ja starałam się wydobyć z George’a jak najwięcej informacji, które pomogłyby mi rozwiązać ten problem. Nie wiedziałam jednak, że to wcale nie chodzi o Irwin’a, czy mojego kolegę, a najzwyczajniej świecie o mnie.
- Jesteś w niebezpieczeństwie – szepnął brunet – Cait, musisz uciekać…
W tym samym czasie frontowe drzwi otwarły się z hukiem. Pewny siebie Ashton Irwin przekroczył próg drzwi, trzymając w dłoni pistolet.  Zauważając naszą dwójkę, podniósł rękę znowu celując w George’a.
- Okej, twój czas już minął – stwierdził, łądując broń - Nie wiem po co mu bandażowałaś tą nogę, skoro za chwilę będziesz musiała robić to z drugą.
- Uspokój się do cholery! - krzyknęłam.
Momentalnie zerwałam się z miejsca, osłaniając George’a całym swoim ciałem. Ścisnęłam jego dłoń, która była zimna niczym lód. Moja zaś była rozgrzana, jak całe ciało i krew płynąca w moich żyłach. Nie bałam się Ashton’a, pewna część mnie była przekonana, że nie zrobi mi krzywdy. Może kilka tygodni temu zawahałabym się, jednak nie tego dnia, nie po spędzonej nocy w motelu, nie po tym wszystkich słowach, które od niego usłyszałam.
- Caitlin.. – syknął, mierząc mnie palącym spojrzeniem.
- Nie – odpowiedziałam pewnie, prostując się.
- Dlaczego tak go bronisz? Gówno o nim wiesz! – oburzył się, wymachując pistoletem.
- Tyle samo wie o tobie, draniu! – George wstał z miejsca – Ciekawe, czy powiedziałeś jej, że jest twoją kartą przetargową?!
- Co? – spytałam, odwracając się do bruneta – O czym ty mówisz?
- Dobra, spokój – do salonu wtargnął Michael.
- A ty? – zawołał Ash, kiwając głową – Powiedziałeś jej, że nie spotkaliśmy się przypadkiem? – mówił triumfalnie – Powiedziałeś jej, że kilka ostatnich dni spędziłeś w Hurstville szpiegując nas? I dlatego tutaj jesteś? – kontynuował, chcąc jak najbardziej pogrążyć George’a – No słucham – blondyn oparł się o fotel, patrząc na niego pewnie.
- George, wyjaśnij mi to… - poprosiłam cicho, spoglądając na kolegę ze smutkiem i niezrozumiem.
- Jestem jego wtyczką… – powiedział na jednym wdechu, wzruszając niedbale ramionami, a następnie drapiąc się po głowie. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem, mając nadzieję, że się przesłyszałam. To musiał być sen, jakiś cholerny koszmar w którym tkwiłam nie mogąc znaleźć wyjścia. Przecież znałam George’a, pracowałam z nim, to było niemożliwe, zauważyłabym.
- A raczej byłeś – wtrącił Calum – W końcu nas zdradziłeś Georgey.
- Musiałem – warknął, piorunując bruneta wzrokiem, po czym powrócił do mnie – Nie miałem wyboru, Logan miał moją siostrę, szantażował mnie, że ją zabije – wyjaśnił.
- Taaa, ta… - zabrał głos Ashton, będąc znudzonym – Widzisz? – zwrócił się do mnie – Powinienem był strzelić mu prosto w serce – rzucił bez uczuć.
Pokręciłam przecząco głową, patrząc na blondyna z odrazą. Jedyną rzeczą, jaka przychodziła mu teraz do głowy było zabójstwo. On nawet nie chciał słuchać wyjaśnień George’a. Gdyby mnie tutaj nie było, zabiłby go na miejscu, nie pytając nawet o ostatnie słowa. Nie miało to dla niego największego znaczenia. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, jak można być tak zepsutym człowiekiem. Jak bardzo musiało zniszczyć go społeczeństwo, żeby zaczął zachowywać się, jakby nie miał serca? Jakby nic nie czuł? Jakby życie było dla niego zabawą? Grą?
- On nie jest lepszy! – fuknął George, broniąc się– Sprzedał cię Logan’owi!
- Stul pysk! – Ashton wstał z miejsca, ponownie podnosząc na chłopaka broń.
- Sam stul pysk! – odezwałam się, mając dość tej dziecinady – Mam dość twoich gierek i kłamstw - zwróciłam się do blondyna - Czas na szczerość Ashton - mruknęłam, lustrując go wzrokiem - Co masz na myśli George? – wysyczałam, akcentując każde słowo, cały czas patrząc na Irwin'a.
- W zamian za informację o człowieku, który zabił jego ojca, odda cię tamtemu gangowi – powiedział z przykrością w głosie.
Stałam nieruchomo, patrząc na George’a. Mój mózg przetwarzał każde słowo, które brunet przed chwilą wypowiedział. Oddychałam wolno, ale głęboko. To był dla mnie cios poniżej pasa. Popatrzyłam na Ashton'a, który nie miał nawet odwagi spojrzeć mi w oczy. Ostatnią rzeczą, której teraz się spodziewałam był handel moją osobą. Z nadzieją czekałam, aż ktoś wejdzie za moment do domu, krzycząc, że to żart, ale niestety nikt tego nie zrobił…
To była przykra prawda.
Dzień w którym moje wyobrażenie Ashton’a, cała opinia na jego temat uległa zmianie, był najgorszym dniem mojego życia. Nigdy nie wybaczę sobie głupoty, jakiej mogłam się dopuścić. To cały czas była zabawa, gra a ja byłam jego pionkiem. Nie było minuty, w której ten człowiek przejąłby się moim losem.
Czar prysł. W jednej sekundzie wszystko się zmieniło.
Milczałam.
Sama do końca nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czułam jak powoli cała złość obejmuje moje ciało i wystarczy odliczać czas do mojego wybuchu. Moje serce stopniowo przyśpieszało, a łzy bez pośpiechu napływały do moich oczu. Kilkakrotnie gryzłam się w język, aby powstrzymać jak najwięcej słów chcących wylecieć z moich ust.
Ashton rzucił broń na fotel, wzdychając ciężko. Ruszył w moim kierunku, jednak zatrzymał się, gdy tylko postawiłam pierwszy krok do tyłu. Spoglądałam na niego spode łba. Pierwszy raz poczułam się tak bardzo zdradzona.
- Caitlin, wyjaśnię ci – odezwał się Ashton, mówiąc załamującym się głosem.
- Nie chcę twoich wyjaśnień – odpowiedziałam cicho, prawie piszcząc – Nie chcę nic od ciebie.
- To nie tak, nie miałaś iść na wymianę – zaczął, mimo, że go o to nie prosiłam.
- Oh, chciałeś mnie oddać za darmo? – spytałam.
Już było za późno, aby się wycofać. Gotowało się w całym moim ciele. O niczym innym nie marzyłam, jak o wykrzyczeniu mu prosto w twarz, co w tej chwili myślę.
- Zaufałam ci – zawarczałam – A ty cały czas odstawiałeś swoje przedstawienie. Liczyłam, że mi pomożesz, że zakończysz ten cały zajebany koszmar, tak jak mówiłeś. Powiedziałeś, że niedługo będę wolna, to miałeś na myśli? Oddanie mnie Logan’owi? Żeby on mi podarował wolność? Zabiciem mnie? – pytałam pretensjonalnie.
- Nie.. – szepnął, spuszczając głowę – Posłuchaj, proszę..
- A wiesz, co najbardziej mnie boli? – po moim policzku spłynęła łza, ale szybko ją otarłam – To, że zobaczyłam w tobie kogoś zupełnie innego. Zobaczyłam człowieka, którego spotkała tragedia i przybrał maskę kogoś, kim nie jest. Myślałam, że… boże jaka ja byłam głupia… - mówiłam – Broniłam cię przed własnymi przyjaciółmi, wystawiłam ich, odwróciłam się od nich, dla Ciebie! – wydarłam się.
- Caitlin – usłyszałam za plecami głos Calum’a.
Ponownie przetarłam policzki, a potem odwróciłam się w stronę bruneta.
- Jesteście potworami – mówiłam z pogardą – Wszyscy, bez wyjątku; każdy z was miał tutaj swój udział. Dobrze się bawiliście? Robiąc ze mnie idiotkę? – pytałam, a żaden z nich nie odpowiadał. Patrzyli się na ziemię, lub w okna, unikając kontaktu wzrokowego ze mną. – To ile mi zostało? Dzień? Dwa? A może Logan wpadnie już dziś? – zakpiłam.
- Przestań – odparł Luke apatycznie – Musisz tak dramatyzować?
- Morda, Hemmings – Ashton zdążył go uciszyć, zanim ja to zrobiłam – Caitlin, nie zamierzałem cię oddać, miałem plan.
- Mam ci uwierzyć? – szydziłam – Po tym wszystkim? Czekaj… ile razy mówiłeś mi, że dostanę odpowiedzi na pytania? Że wszystko się ułoży? A pamiętasz, jak powiedziałeś że niedługo wszystko dobiegnie końca? - wyliczałam na palcach - Muszę przyznać, że jesteś wspaniałym aktorem, wierzyłam jak idiotka w każde twoje słowo – Ashton stał prosto, milcząc i wsłuchując się w każde moje słowo – Jesteście mordercami i oszustami – podsumowałam – Obrzydliwi kryminaliści, bez serca.
- Licz się ze słowami – ostrzegł Calum, robiąc krok do przodu.
- Bo co mi zrobisz? – spytałam prowokująco – Zabijesz mnie? – parsknęłam – Śmiało! I tak za niedługo będę martwa, jeden dzień w tą czy w tamtą, co za różnica – wywróciłam teatralnie oczami, udając, że nie robi mi to różnicy.
- Nie mów tak, Cait – do rozmowy wrócił Michael – To naprawdę nie tak.
Podeszłam do Ashton’a, stając naprzeciwko niego. Mimo, że kątem oka widział, iż znajduję się na wprost, nie zwrócił twarzy ku mnie. Patrzył na unoszący się ogień w kominku. Dotknęłam po raz ostatni jego skóry, kładąc dłoń na bladym policzku blondyna. Przekręciłam twarz Ashton’a w moją stronę, tak, aby jego oczy skupiły się tylko i wyłącznie na mnie.
Nie zauważyłam rozbawienia, jakie w zwyczaju miał wymalowane na twarzy, podczas swoich gierek, ale nie powstrzymywało mnie to przed kontynuacją całego przedstawienia. W końcu był perfekcyjnym aktorem, może chciał wymusić na mnie wyrzuty sumienia? W takim układzie, nie miał na co liczyć.
- Gratuluję ci – szepnęłam; tak, aby tylko on mnie usłyszał – Pozbawiłeś mnie chęci do życia – wymamrotałam, a z moich oczu wypłynęła fala łez – Nienawidzę cię – wyszlochałam.
Zabrałam dłoń z policzka Ashton’a.  Jego oczy zamknęły się, jakby nie mogły dłużej znosić mojego widoku. Tak bardzo pragnęłam zadać mu chociaż trochę bólu, którego ja doświadczyłam. Wiedziałam jednak, że to niemożliwe. Ashton Irwin nie miał uczuć. Dowodem były wszystkie czyny, których się dopuścił. Całe show nie poszło na marne. Widziałam wyrzuty sumienia u Michael'a. Mogę więc uznać, że po części udało mi się dotrzeć do chociaż jednego z nich.
Nie powstrzymywałam dłużej płaczu. Jedno zdanie zadało mi więcej bólu, niż mogłaby to sprawić chłosta.
Ashton odwrócił wzrok ponownie.
Poczułam na swoim ramieniu dotyk czyjejś dłoni. George pojawił się tuż obok, ściskając moją rękę. Odsunęłam się od niego, tworząc między nami dystans. Zdradził mnie, tak samo jak oni. Nie potrafiłam mu w tej chwili wybaczyć, mimo, że miał o wiele lepsze argumenty niż Irwin i jego przyjaciele. Ja jednak widziałam o wiele więcej opcji, które mógł wybrać, zamiast skrywać przede mną tajemnice i tak jak reszta – odstawiać teatr w którym byłam jedynie kukiełką.
- Mogłeś mi powiedzieć – mruknęłam, nie patrząc w jego oczy
- Nie miałem wyjścia... - szepnął.
- Zawsze jest wyjście - odparłam opryskliwie.
Zapadła cisza.
Mijały sekundy, minuty, ale nikt nie miał odwagi, aby się odezwać.
Jako pierwszy wyłamał się Ashton.
Blondyn pokierował się do wyjścia. Nakazał Calum’owi zająć się wszystkim, a następnie wyszedł z impetem trzaskając drzwiami.
Prychnęłam, nie spodziewając się takiej reakcji Ashton'a. Zdziwiło mnie, że nie zaczął rzucać obelgami w moim stronę, śmiejąc się i świętując jak to udało mu się ze mnie zażartować.
Jako drugi ulotnił się Luke. Wybiegł za swoim przyjacielem zostawiając nas w zmniejszającym się gronie. Gina wyszła z salonu o wiele wcześniej. Nie spostrzegłam, kiedy zniknęła. Widocznie nasza rozmowa nie była na tyle interesująca, aby dziewczyna jej wysłuchała. Zapewne miała o wiele lepsze zajęcia.
Skrzyżowałam ręce stojąc na środku salonu i obserwując pozostałych domowników. Calum swym wzrokiem wypalał dziury w moim ciele. Oczy bruneta aż płonęły ze wściekłości dominującej w jego ciele. Miałam wrażenie, że gdyby miał wolną rękę już dawno by mnie zabił. Zastanawiałam się tylko, za co? To tylko i wyłącznie we mnie powinno się gotować.
- Odwieź go do domu - przerwał ciszę Michael, zauważając reakcję Calum'a.
- Ty chyba nie myślisz, że... - buntował się Hood.
- Słyszałeś - ciemnowłosy nie pozwolił swojemu przyjacielowi na okazanie sprzeciwu.
Michael zwrócił się w moją stronę, chcąc cokolwiek powiedzieć, jednak żadne słowa nie wyszły z jego nerwowo drżących ust. Westchnął cicho, patrząc przepraszająco. Nie zmieniło to mojego nastawienia, ani opinii o nim. Był taki sam jak reszta, wszyscy byli kryminalistami, a ja nie powinnam mieć z nimi nic wspólnego.
Wbiegłam po schodach na piętro, kierując się prosto do pokoju. Gdy tylko do niego wpadłam, rozpłakałam się.
Krzyczałam, szlochałam, mając nadzieję, że pozbędę się bólu siedzącego w mojej głowie. Wplotłam palce we włosy, ciągnąc za kosmyki, prawie je wyrywając. Zaciskałam szczękę, przygryzałam wargi, zębami szczypałam język... robiłam wszystko, żeby tylko się wyciszyć, zakończyć tą całą udrękę.
Nie odczuwałam żadnego bólu fizycznego, jednak nie mogłam znieść bólu psychicznego. W moich myślach wciąż pojawiały się słowa George'a. Nie cierpiałam dlatego, że za kilka dni miałam być martwa. Było mi to obojętne. Odczuwałam ból z powodu swej nierozsądności. Zostałam w perfidny sposób wykorzystana, zdradzona, oszukana. Ślepo wierzyłam w każde słowo Ashton'a.
Uderzyłam ciałem o ścianę, osuwając się powoli na ziemię. Zamknęłam powieki, pogrążając się w rozpaczy, bo właśnie gdy ona się pojawia, czasami nie ma innego wyjścia jak tylko w niej zatonąć. Marzyłam, aby właśnie teraz znaleźć się na dnie któregoś z oceanów lub na bezludnej wyspie.
Tylko raz czułam się tak fatalnie, jak tego dnia. Nie widziałam w sobie żadnej pozytywnej cechy. Byłam beznadziejna, naiwna, głupia. Jak mogłam uwierzyć, że Ashton chce mi pomóc? Chroni mnie? On mnie potrzebował, ale tylko do własnych celów. Zależało mu tylko na jednym, dążył do tego nie zważając na przeciwności, jakiekolwiek uczucia. Jestem pewna, że gdyby nie miał wyjścia, wymieniłby za jedną, durną informację nawet przyjaciół.
Przyjaciele... faktycznie, muszą być dobrymi przyjaciółmi. Cała trójka z jego ekipy, aż kipi lojalnością. Żaden z nich nie był w stanie mnie oświecić. Każdy milczał, patrząc jak tylko zagłębiam się w kłamstwa, a Ashton zyskuje moje zaufanie.
Wyobrażałam sobie, jak żałośnie muszę wyglądać w tej chwili. Oni zapewne siedzą na dole, nabijając się ze mnie. Wygrali - mogą triumfować ile tylko pragną. Pozbawili mnie znajomi, rodziny, mieszkania, a także całego życia.
Każde jego słowo było oszustwem. Bez wyjątku. Historie, które mi opowiadał również były szmirą. Podczas, gdy ja słuchałam każdego ułożonego przez niego zdań, on w swoich myślach szydził ze mnie. Czułam się, jakby ktoś wbił w moje ciało setki kołków.
Wspomnienia związane z tymi ludźmi odtwarzały się w mojej głowie, jakby puszczane z kasety.


~*~ 
- Oh, Eminem, lubię go - rzuciłam od tak, aby zacząć z nimi rozmowę na byle jaki temat - Podobno wychodzi jego nowa płyta, słyszeliście? Ostatnio słuchałam Berzerk, fajny kawałek, w sumie Survival też świetny, zaimponował mi koleś i w ogóle...
(...)
- Nie chcę ci przerywać tej twojej inteligentnej wypowiedzi, ale mam jedno, małe pytanie - wtrącił chłopak spoglądając na mnie przez przednie lusterko. Skinęłam głową, czekając, aż w końcu usłyszę trochę więcej jego głosu, aby móc go w jakikolwiek sposób zapamiętać. - Kilkanaście minut temu prawie cię nie zabili, jedziesz z dwoma nieznajomymi, nie wiedząc dokąd i zamiast tutaj histeryzować chcesz z nami pogadać o jakimś zasranym raperze, który wydaje jakiś zasrany album, który gówno nas obchodzi. Co jest z tobą nie tak?

~*~ 
- Tak ci się podoba, że nie możesz do niego podejść? - zapytał głośno, tak, żeby chłopak usłyszał. Jego kąciki ust powędrowały do góry, a ja miałam ochotę spalić się ze wstydu.
~*~ 
Moje ciało uderzyło z impetem o ziemię. Poczułam silny ucisk na brzuchu i piersiach, ale strach, który przeze mnie przemawiał zabraniał mi otworzyć oczy. Oddychałam szybko, wpuszczając i za chwilę wypuszczając powietrze. Kiedy prawa powieka uniosła się, ujrzałam leżące na mnie ciało. Otworzyłam całkowicie oczy, jednak wciąż nie miałam odwagi się ruszyć. Calum zaczął powolnie ze mnie schodzić, również dysząc. Jego ręce oparły się na asfalcie. Brunet pochylił głowę, a potem przeczesał dłońmi swoje włosy. Próbował się uspokoić po sytuacji, która przed chwilą miała miejsce. Usiadł podsuwając swoje kolana bliżej twarzy, po czym oparł na nich ręce i posłał mi spojrzenie, biorąc kilka wdechów. Ja zaś przesunęłam się na chodnik, aby zrobić miejsce przejeżdżającym samochodom. Moje oczy wciąż były szeroko otwarte, chyba jeszcze nie doszło do mnie, co tak naprawdę się wydarzyło, a już w ogóle mogło się wydarzyć, gdyby nie Calum.
- Dz-dzięki, chyba - wydukałam, wciąż analizując wszystko w swojej głowie.
~*~ 
- Ufasz mi? - spytał, jakby nie słysząc tego, co przed chwilą powiedziałam.
- Yhm, skąd to pytanie?
- Odpowiedz - ponaglił.
- Tak, ale co to ma do rzeczy? - odparłam obojętnie, chcąc wrócić do tematu.
- Więc skręć w prawo - oświadczył.
~*~ 
- Caitlin na Boga, nie otwieraj tych pieprzonych drzwi - Ashton warknął do słuchawki z pełną powagą. Wyczułam w jego głosie lekkie przerażenie, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Czy to możliwe, że taka osoba, jak on może się bać? Może się martwić?
- Tydzień temu mnie wystawiłeś, jaką mam pewność, że znowu czegoś nie uknułeś? - spytałam cicho.
- Rusz trochę tą głową, gdybym cię wystawiał, poprosiłbym, żebyś otworzyła te cholerne drzwi. Dopóki są zamknięte jesteś bezpieczna.

~*~ 
- To niemożliwe Cassie, to nie miałoby sensu. - oburzyłam się i wstałam od stolika. - Gdyby chciał zabiłby mnie od razu. 
- Caitlin, popieprzyło cię? - zapytała, a ja popatrzyłam na nią z niedowierzaniem - Kompletnie ci wyprało mózg? Skąd możesz wiedzieć czego tak naprawdę chce od ciebie Ashton? Powiedział ci? Wątpię.
- Dość - pokręciłam głową bezradnie, a na moich policzkach pojawiły się wypieki.

~*~ 
- Nic kurwa nie rozumiesz, nic a nic! - starał się mnie przekrzyczeć - Czy do ciebie nie dociera, że nie chcę cię skrzywdzić?

~*~ 
- Spójrz na mnie - mruknął, jednak ja nie zareagowałam - Spójrz - poprosił łagodnie, błagalnym głosem, zwracając moją uwagę - Możesz mi wierzyć lub nie, ale cię chronię.
- Dlaczego mam ci wierzyć, skoro nic mi nie mówisz?
- Wszystko ci powiem, po prostu nie teraz, ale naprawdę nie mam wobec ciebie złych zamiarów, cholera, chcę ci pomóc... - powiedział Ashton, a ja wciąż patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Przysięgnij - wysyczałam.
- Przysięgam na moje życie, Caitlin.

~*~ 
- Przepraszam - mruknął.
- Za co?
- Za wszystko.

~*~ 
- Widzisz... żyjąc w tym świecie nauczyłem się wielu rzeczy. Jeśli miałbym użalać się nad każdą osobą, która w moim otoczeniu zginęła, zapewne sam bym się zabił z powodu depresji - mówił - Uczucia nas niszczą.


Każde wspomnienie potęgowało moją nienawiść do Ashton’a. Łzy jeszcze chwilę temu opłakiwały własną głupotę. Przypominając sobie jego słowa, a także sytuacje związane z nim oraz jego znajomymi uświadamiałam sobie, jak duży popełniłam błąd. Idiotyzm, jakiego się dopuściłam nie dawał mi spokoju. Co ja sobie myślałam? Że to wszystko się skończy? A on puści mnie wolno?
Naiwna.
To słowo było definicją mojej osoby. Oddawało całą prawdę, określało mnie.
Minęło kilka minut. Przestałam płakać, nie potrafiłam. Moje oczy coraz bardziej puchły, wysychając. Zacisnęłam usta w cienką, wąską linie, przymykając powieki. Ogarnął mnie gniew.
Wstałam z miejsca, podchodząc do szafki nocnej. Z energią sięgnęłam po lampkę, stojącą na blacie. Wyrwałam wtyczkę z kontaktu, a następnie rzuciłam lampą o ziemię. Chciałam pozbawić się całej energii. Niszczenie tego domu, czegoś, co miało dla Ashton'a jakąś wartość, sprawiało mi przyjemność.  Ruszyłam do szafy, po czym z satysfakcją przewróciłam ją na podłogę. Ten mebel nie należał do nowych, bardzo łatwo został przeze mnie zniszczony. Następnym celem było stojące w kącie krzesło. Podniosłam je, a potem z całych moich sił rzuciłam prosto w antyramę powieszoną na ścianie.Szkło pod wpływem uderzenia rozbiło się na tysiąc, drobny kawałeczków, lądując na podłodze wraz z farbą, która odpadła od ściany. Wpadłam w furię, kompletnie nie kontrolowałam tego, co właśnie robiłam. Rzucałam wszystkim, co miałam pod ręką brudząc ściany, przewracałam każdy mebel, rysując podłogę. Zrobiłam z tego pokoju jedno wielkie pole bitwy.
Mimo starań nie opanowałam swoich emocji. Nie wyzbyłam się poczucia winy, bo tak właśnie myślałam - to była tylko i wyłącznie moja wina. To ja wszystko spieprzyłam, wszystko mogło potoczyć się zupełnie innego, ale ja... jak zwykle wybrałam złą drogę.
 Ciężko dysząc, oparłam się o łóżko. Pot zmieszany ze łzami, których wcześniej nie spostrzegłam spływał po moim czole. Kilka kosmyków włosów opadało na moją twarz, uniemożliwiając mi doskonałą widoczność. Odgarnęłam dłonią blond loki, zaczesując je do tyłu. Popatrzyłam na swoje dzieło, powoli uspokajając się. Powinnam zniszczyć całą tą willę, która budziła we mnie nic innego jak odrazę. Najchętniej zaczęłabym od miejsca, w którym Ashton trzymał informacje na mój temat, a skończyłabym na jego pokoju. Nienawidziłam tego domu, każdego jego zakątka.
W progu drzwi pojawiła się Gina. To dziwne, bo akurat nie jej się spodziewałam jako pierwszej. Wolałabym zobaczyć tutaj Irwin'a, a do tego jego minę. Nie wyraziłby na pewno zadowolenia, ale o to mi przecież chodziło.
- Oh, skarbie - powiedziała cicho, wchodząc do pokoju. Robiła duże kroki, omijając szkło, a także zniszczone meble. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Na jej twarzy gościł ledwo zauważalny uśmiech. Pomrugała kilka razy, jakby chciała się upewnić, czy naprawdę to zrobiłam. Brunetka zwróciła się do mnie, patrząc troskliwie na moją zapłakaną twarz. - No już, otrzyj te łzy - nakazała, przecierając opuszkami palców moje mokre policzki - Nie możesz beczeć przez takiego dupka - stwierdziła, głaszcząc mnie po głowie - Musisz zapamiętać, on jest typem człowieka, któremu za wszelką cenę nie można ufać - oznajmiła szepcząc.
Podniosłam głowę słysząc słowa Giny. Dlaczego była dziewczyna Ashton'a tak podle się o nim wypowiada? Myślałam, że ich związek zakończył się rozejmem... Z drugiej strony, czemu miałabym się teraz tym przejąć. Może ją również skrzywdził, a to co mówili o swojej relacji było kłamstwem. To by wszystko wyjaśniało.
Gina opuściła pokój tuż po tym, jak mnie przytuliła. Przez chwilę zastanawiałam się nad jej słowami, dopóki nie wpadłam na pewien pomysł.
Rzuciłam się na szafkę nocną, podnosząc ją z ziemi, gdy tylko przypomniałam sobie o telefonie, który oddał mi Ashton. Otworzyłam pierwszą szufladę, gdzie znalazłam swoją komórkę. Włączyłam ją, aby upewnić się, że to nie kolejna sztuczka Irwin'a, jednak faktycznie - sprzęt był sprawny. Czym prędzej odnalazłam w książce telefonicznej numer Cassie, a następnie nacisnęłam zieloną słuchawkę, żeby połączyć się z przyjaciółką. Podbiegłam do drzwi, chcąc upewnić się, że nikt nie idzie właśnie na górę. Na szczęście korytarz był pusty.
- Halo? - usłyszałam cienki, łagodny głos Cassidy.
- Musisz mi pomóc - oznajmiłam jąkając. Cała się trzęsłam.
Nie mogłam tu zostać i po prostu odpuścić, godząc się na śmierć. Tym razem to ja miałam plan, który mógł wypalić. Co lepsze - od razu zabrałam się za jego realizację.

Koniec działu II - Ujawnienie.
________________________________________________

Wow, ale bicthy Caitlin, haha.
Wstawiłam bo.. no bo dla was no. Okazaliście mi tyle wsparcia, co do matur, głosowaliście w ankiecie na bloga miesiąca, cień zbliża się do 500k i 100k na wattpad. Żyć nie umierać, lepszych czytelników nie mogłam sobie wymarzyć.
Jak głupio to nie zabrzmi, czuję z wami jakąś niezwykłą więź, nie jesteście dla mnie tylko osobami czytającymi moje opowiadanie. Wiem, że się pewnie powtarzam, ale chce żeby każdy z was to wiedział. Jesteście dla mnie naprawdę ważni. Jesteście jak przyjaciele, jak rodzina. Może to śmieszne, ale tak jest. Uwielbiam z wami rozmawiać, czytać wasze wiadomości, uwielbiam was, bo jesteście tacy mili, zabawni, wspaniali. Kocham was. :)

Jeśli ktoś jeszcze nie wie - Cień powstanie w wersji angielskiej, prace już się rozpoczęły! :) Przyznam, że jestem podekscytowana tym faktem. Mam nadzieję, że pomożecie mi w nagłośnieniu wersji angielskiej, aby doszła ona do większej ilości osób. Oczywiście nie zmuszam, to tylko moja prośba z nadzieją hehe.

Ten rozdział jest dla mnie bardzo osobisty i utożsamiam się z nim. Nie będę się tu rozpisywać dlaczego i w ogóle, bo was raczej to nie obchodzi haha. (dobra, powinnam skończyć pieprzyć)
Dziękuję wam jeszcze raz za wszystko!

KOCHAM! #CieńFamily

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 32

Nigdy nie bawiłam się lepiej niż na tej imprezie. Było tłoczno, ale atmosfera nadrabiała bliski bezruch, jaki panował w klubie. Wypiłam parę drinków, ale mimo tego czułam się trzeźwo. Na środku parkietu, tańczyłam w rytmie najnowszego kawałka David'a Guetty, który królował w tej sali. Jego utwory puszczano kilka razy. Moje dłonie unosiły się i opadały kręcąc różne kółka czy ósemki w powietrzu. Nogi mimo bólu nie odmawiały posłuszeństwa. Czułam, że dziś bawię się do upadłego.
Nagle mój nadgarstek ścisnęła dłoń. Gdy się odwróciłam spostrzegłam Dan'a trzymającego w drugiej ręce kubek z najlepszym piwem w mieście. Śmiał się szczerze i korzystał z największych atrakcji tego klubu. Ja również odpowiedziałam mu głośnym śmiechem. Objęłam go, ściskając z całej mojej siły i zakręciliśmy się wokół własnej osi.
Trzymając się za ręce opuściłyśmy tłum narwanych i napalonych nastolatków. Brunet poprowadził mnie w kierunku drzwi ewakuacyjnych, a po chwili znaleźliśmy się na świeżym powietrzu. Rozejrzałam się po osiedlu, które było mi całkowicie nieznajome. W pewnym momencie kompletnie wyleciało mi z głowy na jakiej ulicy byłyśmy, ani w jakiej dzielnicy. Dan sprawiał wrażenie zalanego, ale wiedział, gdzie jesteśmy, ponieważ pociągnął mnie od razu za rękę i pokierował na aleję parku. Moja głowa wciąż obracała się w każdą możliwą stronę rejestrując obrazy i analizując je w głowie. Nigdy wcześniej nie widziałam tego miejsca, a przynajmniej tak mi się wydawało. Za każdym razem, gdy próbowałam sobie je jakimś cudem przypomnieć miałam pustkę w głowie. Dan nie zwalniał tempa, prowadził mnie, do tego pośpieszając, jakbyśmy byli umówieni na spotkanie. Popalał Marlboro, zaciągając się nim, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Dan nigdy nie palił. Wyglądał na zdenerwowanego. Działo się to zapewne późną nocą, ponieważ było niesamowicie cicho i pusto. Niektóre latarnie nie świeciły.
- Dan, dokąd idziemy? - pytałam, jednak mój przyjaciel nie odpowiadał. Uśmiechał się nieśmiało, ale milczał.
Znaleźliśmy się na skrzyżowaniu alejek w parku. Dan puścił moją dłoń posyłając mi uśmiech, a następnie oddalił się i zajął miejsce na ławce. Patrzyłam na niego pytająco, jednak jego wyraz twarzy nie zmieniał się. Wzruszyłam ramionami, a następnie wywróciłam oczami śmiejąc się. Znowu robi sobie ze mnie żarty.
Gdy odwróciłam głowę, zamarłam. Naprzeciwko mnie stał Conor, Conor Ticks. Ten sam człowiek, który kilkakrotnie próbował mnie zabić. Chciałam krzyczeć, ale oddech uwiązł w moim gardle. Moje nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, a do oczu napłynęły łzy. Jedyne o co prosiłam Boga, to przywrócenie w nich władzy. Pragnęłam uciekać, uciekać jak najdalej stąd. Spojrzałam na Dan'a, który wciąż przyjmował tą samą pozycję. Nie ruszał się, ani nie zmieniał swojego wyrazu twarzy. Zastanawiałam się, czym sobie na to zasłużyłam? Dlaczego on ma cokolwiek z tym wspólnego? Nie wiedziałam.
W dłoni Ticks'a spostrzegłam nóż. Chłopak zaczął powoli iść w moim kierunku, z zadziornym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Powolnie odzyskując władzę w moich nogach, zaczęłam niezdarnie się cofać. Pojękiwałam i szlochałam próbując tym samym wezwać jakąkolwiek pomoc.
Wtedy stał się cud. Poczułam na swojej talii duże dłonie, które bardzo dobrze znałam. Jedna z nich sięgnęła po moją rękę i mocno ją ścisnęła. Ashton pociągnął mnie za sobą zmuszając do ucieczki. Biegliśmy ile sił w nogach. Trzymałam jego dłoń bojąc się, że jeśli ją stracę, stracę szansę na przeżycie. Oboje byliśmy zmęczeni, jak po przebiegnięciu maratonu. Skręcaliśmy w każde możliwe uliczki, aby tylko zgubić Conor'a lub jego ludzi.
Gdy tylko nam się to udało, przystanęliśmy na moment.
Kilka niedbałych loków opadało na jego czoło. Miał na głowie czarny kaptur, zakrywający piękne, blond włosy, które osobiście uwielbiałam. Pozwoliłam sobie na jego zdjęcie, a tym samym zobaczenie twarzy Ashton'a w pełnej okazałości. Uśmiechnęłam się, gdy nieśmiało obdarzył mnie spojrzeniem, spotykając się z moimi oczami. Moja dłoń przejechała po jego policzku, gładząc nieskazitelną, jasną skórę. Badałam wzrokiem każdy najmniejszy fragment jego twarzy z zainteresowaniem. Uśmiech nie schodził w mojej twarzy.
Czułam jak jego długie palce przejeżdżają po mojej talii zataczając kółka. Patrzyłam na jego pełne, różowe wargi z pragnieniem złożenia na nich pocałunku. Uczucie, które między nami się wytworzyło było nie do złamania. Czułam ciepło rozsadzające mnie od wewnątrz. Czekałam na ten moment dłuższy czas i w końcu nadarzyła się ta chwila.
- Uratowałeś mnie - szepnęłam blondynowi w usta.
- A ty uratowałaś mnie - odparł Ashton patrząc w moje oczy.
Nasze wargi złączyły się w namiętny pocałunek. Wsunęłam swoją dłoń we włosy Ashton'a, druga zaś gładziła jego policzek. Jego ręce splotły się wokół mojej talii przyciągając mnie bliżej, tak, aby między naszymi ciałami nie było żadnej przestrzeni. Dystans, który kiedykolwiek był między nami w jednej chwili zniknął. Nie czułam się przy nim źle, czułam się fantastycznie. Potrzebowałam go, potrzebowałam jego bliskości, głosu, dotyku, pocałunków. Całego Ashton'a, takiego jakim był - sobą. Zły, czy dobry, wściekły czy szczęśliwy - pragnęłam go w każdym możliwym wydaniu. Nigdy nie czułam się z kimkolwiek tak dobrze, a zarazem tak źle. Sprawiał, że byłam szczęśliwa, a także zła czy smutna.
Nasze języki tańczyły w jednym rytmie. Łapaliśmy pośpiesznie oddech, nie mając ochoty na odrywanie się od siebie. Ashton składał pocałunki na moich ustach z największą pasją i uczuciem. Jego wargi były takie słodkie, delikatne, przyjemne. Nie potrafiłam sobie odmówić.
Księżyc unosił się na niebie wraz z kilkoma gwiazdami, a ja i on - Ashton Irwin, staliśmy przy jedynej, świecącej blisko nas latarni wtuleni w siebie. Nic już więcej nie miało znaczenia, tylko nasza dwójka...

Otworzyłam lekko zaspane oczy, biorąc wdech powietrza. Byłam bliska ziewnięcia, jednak powstrzymałam się, gdy słaby zapach męskich perfum zmieszany z papierosami otarł się o moje nozdrza. Podniosłam głowę do góry i dopiero wtedy spostrzegłam, że leżałam na brzuchu Ashton'a. Boże, leżałam na nim. Jego dłoń do tej pory znajdowała się na moich plecach. Gwałtownie, a zarazem niezdarnie odsunęłam się od blondyna prawie zlatując z łóżka. Obserwował mój każdy ruch z obojętnością. Nie miałam pojęcia jakim cudem wylądowałam na nim, nawet nie chciałam tego wiedzieć. 
- Oh, nie miałem nic przeciwko – powiedział flirciarskim głosem.
Blondyn leżał prosto. Jego piwne oczy błyszczały, a cała twarz była rozpromieniona. Na jego głowie panował nieład. Blond kosmyki rozłożyły się niedbale na czuprynie, tworząc nieznane wariacje. Zabrał swoje ręce, kładąc je za głową. Uśmiechał się szeroko, będąc zadowolonym z zaistniałej między nami sytuacji. Spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie mogłeś mnie obudzić?  - zapytałam zażenowana.
- Oh, błagam cię. Spałaś tak słodko i smacznie, że musiałbym być ogromnym skurwielem, żeby to zrobić – odparł.
- Doprawdy? – podniosłam brew – To był jedyny powód dla którego nie kazałeś mi wstawać?
- Dobra – burknął, wywracając oczami – Przyznaję, czerpałem z tego wielką przyjemność.
Po raz drugi w ciągu tych kilku godzin złapałam za poduszkę i rzuciłam nią w Irwin’a. Jego aroganckie zachowanie działało mi na nerwy. Może czasem wydawał się zabawny, ale po pewnym czasie robił się nudny. Ciężko było mi wytrzymać z nim tak wiele godzin. W życiu nie spotkałam tak zmiennego człowieka, jakim był Ashton. Teraz był złośliwy, a za chwile mógłby być miły i czuły. Świadomość, że jego przyjaciele będą tu już niedługo niezmiernie mnie cieszyła. Sądzę, że nie przeżyłabym kolejnego dnia z tym chłopakiem na osobności. Gra, którą ma w zwyczaju prowadzić już mnie nie bawi, wręcz przeciwnie – jest irytująca. Dlaczego nie pokaże mi swojej prawdziwej twarzy, tylko wciąż zgrywa pewnego siebie dupka bez uczuć? 
Pobiegłam do łazienki, aby przebrać się w rzeczy, które zostawiłam tam dnia wczorajszego. Nie zamierzałam zatrzymywać koszuli Ashton’a, poza tym – gdybym sama jej nie zwróciła, na pewno upominałby się o nią, komentując wszystko najbezczelniej jak tylko potrafi.
Gdy tylko zrzuciłam ubranie z siebie, a nałożyłam swoje; wyszłam z łazienki i wręczyłam blondynowi zapożyczoną rzecz. Ten jedynie zlustrował mnie wzrokiem, po czym zabrał ubranie, zakładając je na siebie. 
Muszę przyznać, że ta koszula leżała na Ashton'ie perfekcyjnie. Wpatrywałam się w jego plecy, kiedy zarzucił cienki materiał na swoje szerokie barki. Kołnierzyk okrył smukły kark Ashton'a, na którym w ostatniej chwili zauważyłam niewielką bliznę. Pragnęłam zapytać, skąd chłopak ją ma, ale wstrzymałam się, gdy tylko przypomniałam sobie o jego wybuchowości. Kłótnia to ostatnia rzecz, która była nam w tej chwili potrzebna. 
Kiedy Calum zadzwonił, powiadamiając nas, że znajduje się wraz z Lukiem pod hotelem opuściliśmy pokój, a następnie motel do którego nigdy więcej nie zamierzaliśmy wrócić. Ashton i ja po raz pierwszy zgodziliśmy się w jednej kwestii – po tym miejscu zostaną jedynie wspomnienia.
Ale czy na pewno same negatywne? Gdybym miała się zastanawiać nad tym wszystkim dłużej, doszłabym do wniosku, że jego towarzystwo nie było wcale najgorsze. Na szczęście tego nie zrobiłam. 
Ja i Irwin musieliśmy utrzymywać między sobą dystans. Mimo, że intrygował mnie swoją osobą, nie mógł być dla mnie nikim więcej jak w pewnym sensie moim wybawicielem, bo w końcu chronił mnie od... śmierci, tak sądzę. Hamowałam każde pozytywne uczucie do blondyna, aby pozostać w strefie neutralności. Chyba mi się do tej pory udało.
Luke stał oparty o drzwi samochodu ze skrzyżowanymi nogami. Jego włosy jak zwykle zostały podniesione za pomocą żelu. Na nosie blondyna spoczywały ciemne okulary, prawdopodobnie firmy ray-ban. Założył na siebie zwykłą koszulkę, co nie miało wielkiego znaczenia, gdyż i tak wyglądał świetnie. Przypominał profesjonalnego modela, jedyną rzeczą która nie pasowała do tego wizerunku był kolczyk. Uważam jednak, że bez niego wyglądałby mniej atrakcyjnie, piercing dodawał mu charakteru. Calum zaś stał obok, dopalając papierosa. Nie miałam siły po raz kolejny zwracać uwagę na to, jak dużą ilość fajek każdy z nich wypalał w ciągu dnia. Wiedziałam, że tak czy siak – nie doliczyłabym się. Ubierając czarne, podarte spodnie oraz skórzaną kurtkę zapewne chciał sprawić wrażenie typowego bad boy’a. Jego słodki wyraz twarzy niestety kontrastował z całym ubiorem.
- Hemmings – warknął gniewnie Ashton, mierząc swojego przyjaciela wzrokiem, kiedy tylko dotarliśmy do auta.
- Słuchaj, Ash.. – zaczął Luke, kiedy Irwin skierował się prosto na niego. Calum w tym czasie stanął obok mnie, śmiejąc się. Irwin zacisnął pięści na koszulce blondyna, po czym rzucił go na ziemię. Wzdrygnęłam się, kiedy zobaczyłam reakcję Ashton’a. Młody runął na ziemię mrucząc coś pod nosem. Panikował, a jego zdania były niespójne. Zgaduję, że starał się wytłumaczyć, jednak niczego nie zrozumiałam poza kilkoma, losowymi słowami.
Ashton natomiast był bezlitosny. Pochylił się nad blondynem i zaczął się na niego drzeć. Za co go tak traktuje? Co takiego Luke zrobił, czym sobie zasłużył na takie upokorzenie? Byłam oburzona, a jednocześnie przerażona. W pełni gotowości chciałam ruszyć w stronę Ashton’a, aby go powstrzymać, jednak Calum przyciągnął mnie do siebie, ściskając moje ramię, abym się nie ruszała.
- Co ty wyprawiasz? On go za chwilę zabije! – krzyknęłam, widząc jak Ashton podnosi pięść do góry, celując w leżącego na ziemi Hemmings'a.
- Coś ty – parsknął – oni tylko wyjaśniają sprawy.
Otworzyłam szerzej oczy, słysząc słowa Calum’a. "Małpy" pomyślałam, zwykłe zwierzęta, które nie potrafią rozwiązać po ludzku konfliktu. Ręce mi opadły. Odwróciłam się, aby znów patrzeć na tarzający się po ziemi, wykłócających przyjaciół. Weszli w głęboką polemikę na temat auta Ticks'a, które nie zostało sprawdzone przez Luke'a.
- Mówiłem ci, że masz obejrzeć ten pierdolony wóz?! Co wtedy robiłeś kurwa, no słucham?! – krzyczał Ashton, szarpiąc go.
- Stary, to nie moja wina! Wpadły siostry Mike’a, było trochę wódki… sam wiesz jak to jest! Powiedziałeś mi o tym w złym momencie! – tłumaczył się Lucas, potęgując jedynie frustrację Irwin'a.
Dzięki Bogu nikogo nie było na zewnątrz poza nami. Recepcjonistka cały czas przebywała w motelu, nie racząc nawet podnieść czterech liter. Akurat teraz nie miałam jej tego za złe. Ostatnie czego nam było trzeba to widowisko lub policja, aczkolwiek wątpię, że ktokolwiek wezwałby ją z dwóch prostych powodów: wyrobiłoby to nie zbyt dobrą renomę temu miejscu, a po drugie… to w ogóle nie przypominało poważnej bójki. Jakbym miała opisać całe zdarzenie, powiedziałabym, że była to mała szarpanina gnojków. Tak to właśnie wyglądało.
- Czy jako ich przyjaciel nie powinieneś ich rozdzielić? – zapytałam o wiele spokojniej niż przedtem. Calum pokręcił przecząco głową.
- Uwierz mi, nie chcesz się w to mieszać – brunet popatrzył na swoich kolegów z politowaniem.
Hood podrzucił kluczyki samochodu do góry, następnie je łapiąc. Ruchem głowy wskazał na samochód, prosząc mnie abym wsiadła. Ruszyłam do auta, a potem zajęłam w nim miejsce. Mimo zamkniętych drzwi wciąż słyszałam kłótnie Ashton’a i Luke’a, która stawała się coraz większą dziecinadą. Złapałam się za głowę nie mogąc wytrzymać już tego hałasu. Rozumiem, że Ashton był zły. Powierzył Luke’owi zadanie, któremu nie podołał, przez co byliśmy w niebezpieczeństwie, ale mogliby to rozwiązać w inny sposób, albo po prostu w domu. Nie wiem co chcieli osiągnąć, dyskutując na ten temat właśnie tutaj.
Po kilku minutach Ashton i Luke doszli do porozumienia. Wsiedli do auta, mierząc się wzajemnie wzrokiem. Calum wziął głęboki wdech, jakby chciał wyzbyć się negatywnych emocji. Zauważyłam, że jego również znudziła zacięta dyskusja przyjaciół zachowujących się jak małe dzieci.
Wróciliśmy do miejsca w którym zostawiliśmy samochód Ticks’a. Chłopcy sprawnie i szybko wzięli auto na hol. Nie minęło pół godziny, a już byliśmy gotowi do drogi. Zanim jednak ruszyliśmy, Ashton podszedł do mnie. Zlustrował mnie wzrokiem, a następnie rzekł:
- Mam dla ciebie dwie wiadomości, dobrą i złą - oznajmił - Którą wolisz usłyszeć teraz, a którą później? - spytał, a ja podniosłam brwi. Po raz kolejny bawił się ze mną, licząc, że wydobędzie ze mnie gniew, czy irytację.
- Dobrą - odpowiedziałam opanowana.
- Beemka wróci do ciebie, kiedy ten kutas Hemmo ją naprawi - zawiadomił.
- Słyszałem, fiucie! - fuknął blondyn.
Nie zaszokował mnie swoim oświadczeniem. Spodziewałam się, że Ashton podaruje mi jakieś auto, gdyż zabrał moje Volvo. Jeśli liczył, że mnie to zaskoczy - nie udało mu się.
Podczas drogi powrotnej zostaliśmy podzieleni. Ja jechałam pierwszym wozem z Lukiem, natomiast Ashton jechał niesprawnym BMW wraz z Calum’em. Blondynowi zapewne znudziło się moje towarzystwo, dlatego właśnie wybrał Calum'a. Po sytuacji pod motelem Luke również nie był na jego liście "osób z którymi chciałby jechać do domu przez kilka godzin".
Z tego co mogłam wywnioskować poprzez długą jazdę samochodem, byliśmy daleko od Hurstville. Przez cały czas jazdy, który liczył prawie sześć godzin musiałam siedzieć w milczeniu i patrzeć na drogę, gdyż ja oraz Luke nie mieliśmy w ogóle tematu do rozmowy. Co tu się dziwić? Przedtem nie spędzaliśmy ze sobą czasu. Nie uważam chłopaka za jakąś bliską osobę z którą mogłabym pogadać o czymkolwiek. On pewnie ma bardzo podobne zdanie. Jestem przekonana, że wolałby, aby moje miejsce zajmował Michael - wtedy prowadziliby konwersację dotyczącą imprez, dziewczyn i... imprez. 
Przez moment patrzyłam na blondyna prowadzącego samochód. Robił to z całkowitą swobodą. Prawa ręka spoczywała na otwartym oknie, a lewa lekko podtrzymywała kierownicę. Samochód miał automatyczną skrzynię biegów, nie musiał więc zmuszać się do większej kontroli. Nucił pod nosem wszystkie piosenki lecące w radiu, a także ruszał w ich rytmie głową. Wydawał się być bardzo rozluźnioną osobą, lubiącą przede wszystkim zabawę.
Nie należał jednak do otwartych, a przynajmniej z początku.
- Więc… wygrałeś to BMW? – spytałam, chcąc zabić ciszę i przerwać barierę niezręczności między nami.
- Taaa, żebyś to widziała – roześmiał się – Sukinsyn nie miał ze mną szans – szydził.
- Oh… - mruknęłam – Ten cały Ticks, ta sprawa z nim…
- No? – ponaglał mnie, spoglądając w moim kierunku.
- Pokłóciliście się z nim? Czy jesteście nastawieni do niego w taki sposób ze względu na mnie? – zapytałam nieśmiało.
Byłam przekonana, że Luke mnie wyśmieje, albo jego odpowiedź będzie przesycona sarkazmem. Od samego początku nie wyglądał na optymistycznie nastawionego, jeśli chodzi o mnie, więc nie liczyłam na żadną serdeczność z jego strony, aczkolwiek ciekawość, tak samo jak szansa na pogłębienie swej wiedzy w temacie Ticks’a była ogromna. Nie mogłam nie skorzystać z tej okazji.
- Każdy z nas nie lubił go od samego początku, zwłaszcza Ashton – mówił ze spokojem, jakby chciał opowiedzieć mi całą historię i rozjaśnić mój umysł – Ticks to ciota, więcej mówi niż robi. Zawsze uważał się za niewiadomo kogo, zgrywał twardziela… a tak naprawdę przez cały czas był, jest i będzie psem Fletcher’a.
- Więc skoro was tak wkurza i nie darzycie go jakąś szczególną sympatią, czemu nie zrzucicie go z jakiegoś klifu, nie przejedziecie samochodem, nie zastrzelicie czy nie wiem no.. nie zrobicie tego, co zazwyczaj robią ludzie tacy jak wy?
- Mamy zasady – burknął.
- Zasady? – zapytałam dla pewności, bo chyba się przesłyszałam.
Zasady? Zasady! Parsknęłam śmiechem. Żaden z nich nie przyznał przede mną, że są tak naprawdę gangsterami, ale normalny człowiek nie wymachuje na prawo i lewo, nie ucieka przed policją, ani nie chowa się na obrzeżach miasta. Mogłam sama wysnuć wnioski, a skoro to zrobiłam próbowałam zrozumieć jakie mogą mieć zasady ludzie tego rodzaju. Myślałam, że właśnie w tym „biznesie” nie ma zasad. To niedorzeczne. Może Luke za chwile pokaże mi cały kodeks?
- Nie zabijamy swoich – wyjaśnił – A Ticks był w naszej grupie, czyli jest tak jakby wciąż nasz i pozostanie nasz.
Skinęłam.
Myślałam, że teraz zapadnie cisza, ale przeliczyłam się, co oczywiście było plusem.
Moja opinia o Luke'u uległa zmianie. Nigdy wcześniej nie spotkałam tak wygadanej osoby poza Cassie. Wystarczyło, że podrzuciłam temat, a chłopak od razu go kontynuował, wypowiadając się szczegółowo i wyczerpująco. Po godzinie już sam nawiązał ze mną dyskusję i chyba nawet mnie polubił. Od czasu do czasu na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Żartował, śpiewał, zabawiał mnie, jakbyśmy znali się od lat. Opowiedział mi o sobie. Dowiedziałam się, że od niedawna jest singlem, zostawił swoją dziewczynę i wyjechał wraz z Ashton'em. Mówił o przyjaźni z całą trójką, ale tutaj hamował się w swych opowieściach, jakby bał się, że powie za dużo. 
Nie bacząc na ten element, wspólna jazda przebiegła nam przyjemnie. Dzięki Bogu nie trwała ona dłużej, bo Luke naprawdę się rozkręcił. Nie wzruszał go nawet fakt, że non stop jedynie potakiwałam na jego wypowiedzi, kompletnie nie słuchając o czym mówił.
Samochody zatrzymały się przed garażem, na terenie posiadłości. Wysiadłam, zabierając swoje rzeczy i idąc do środka. Byłam całkowicie zmęczona. Po tej podróży, marzyłam tylko i wyłącznie o zrelaksowaniu się podczas kąpieli i późniejszym śnie. Liczyłam, że zapomnę o mało komfortowym poranku. Było mi nieco wstyd za swoje niekontrolowane zachowanie.
To, co zobaczyłam zmieniło mój cały plan.
Drzwi wejściowe, otworzyły się z hukiem. George, tak, ten George z baru, George mój kolega z pracy, właśnie George wybiegł z domu. Nie spodziewałam się go tutaj.
- Caitlin, uciekaj stąd! - krzyknął, kierując się prosto na mnie.
Nagle padł strzał. Brunet syknął, po czym padł na ziemię, trzymając się kurczowo za nogę. Odwróciłam się, a za moimi plecami ujrzałam Ashton'a, trzymającego w dłoni broń z której przed chwilą wyleciał pocisk. Spojrzałam na niego z wyrzutem, nie wiedząc nawet co się dzieje. Ruszyłam do mojego kolegi, starając się mu pomóc. W progu drzwi znalazł się Michael.
- Miałeś go zostawić w piwnicy – warknął Ash, posyłając Clifford'owi znaczące spojrzenie.
- To trzeba było się samemu tym zająć baranie – odpysknął.
Obejrzałam łydkę chłopaka poprzez przedarte spodnie. Na szczęście kula tylko drasnęła skórę.
Ashton stanął obok mnie, przyglądając się brunetowi.
- Co ci odwaliło?! - skarciłam blondyna.
- To właśnie jest ta zła wiadomość, Cait - poinformował Ashton, a ja zaczęłam się zastanawiać co takiego miał na myśli.
__________________________________________
Okay, więc ten rozdział jest taki trochę zjebany za co przepraszam. Będzie dużo powtórzeń, składnia straszna, jestem tego świadoma, sorry sorry! Po prostu miałam naprawdę ogromne trudności z napisaniem go ponieważ nic tu się tak naprawdę nie dzieje, a niestety musiał się on pojawić gdyż bez niego dalszych rozdziałów nie mogłoby być. Niestety, musimy przez to przebrnąć razem. Łączę się z wami w bólu, rly.
Dziękuję za 70 tysięcy na wattpad! Wow... nie mogę w to uwierzyć.
Wattpad jest takim portalem, gdzie wyświetlenia mają trochę większą wagę niż na blogspocie. Jak na razie znalazłam tylko jedno polskie opowiadanie, które ma więcej odczytów niż Cień. Nie ma jeszcze żadnego, które miałoby 100 tysięcy. (po cichu, mając nadzieję, wciąż do tego dążę, ale niczego nie zrobię bez was oczywiście, więc jeśli chcecie, żeby Cień miał 100 tysięcy na wattpad i żebym skakała ze szczęścia - wiecie co robić).
Dziękuję wam za ogromne wsparcie podczas matur! Poszło jak poszło, matmę spieprzyłam na pewno, ale za to angielski... kochani, no na bogato! :) Jeszcze został mi jeden egzamin w ten wtorek i jestem czysta. Czekam aż przyjaciółka skończy i lecimy na nauki jazdy. :)
Szkoda, że tak mało osób komentuje. (zaraz będzie krzyk, że jak to mało bo mam 200 kom) Fajnie, że jest ich 200, serio, ale porównując ilość komentarzy do ilości czytelników już nie jest tak ciekawie. No ale niech wam będzie, 200 mnie jak najbardziej satysfakcjonuje. Cieszę się, że niektórzy komentują, gdyż wasze opinie mnie uszczęśliwiają - czytam wszystkie, zawsze. Te na twitterze również. Czasem mogę nie odpisać bo nie zauważę, albo zapomnę, ale czytam!

Z ogłoszeń parafialnych
Cień nominowany do bloga miesiąca maj na spisie <KLIK> żeby zagłosować.
Przypominam o grupie Cienia na facebook'u, dodaję tam czasem różne interesujące rzeczy <KLIK>
Obserwujcie CieńNEWS tam również spoilery, a jeśli ktoś chce być na bieżąco w jednym miejscu ze wszystkimi spoilerami to chyba odpowiednia jest również strona facebook'owa (której nie prowadzę, więc jeśli ktoś by się próbował skontaktować tam ze mną, wiadomość może dotrzeć do mnie później, przez administratorkę) <KLIK>
Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś strony na temat Cienia możecie mi podawać na asku, twitterze, gdziekolwiek - opublikuję.
Wznowiłam ask'a, możecie tam pisać mi co chcecie, o czym chcecie i zadawać przeróżne pytania prócz "Kiedy rozdział" bo teraz będę was zaskakiwać i nie będę mówić kiedy (haha, żart i tak was poinformuję bo nie wytrzymam lol) ASK > KLIK
Wiele osób pyta mnie o to jakie opowiadania o sosach czytam i polecam.
To trzy z nich:

WHEN THE NIGHT GETS DARK
FLAME
THE HEARTBREAKER CODE

Nie znalazłam jeszcze jakiegoś interesującego o Michael'u, ale jestem pewna, że coś się wynajdzie. Niedługo również zaczynam kolejne fanfiction, krótkie, które będzie dostępne jedynie na moim wattpadzie. - PSYCHO - klik
Hm, to chyba tyle z ogłoszeń.
Oh, rozdział 33... może być bardzo niedługo, to zależy od was if you know what I mean. Powinnam jeszcze dziś powrzucać jakieś spoilery.