poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 36

Uwaga! Rozdział zawiera wiele drastycznych i rażących scen (no zależy jak bardzo bogatą wyobraźnię posiadasz jeszcze w sumie haha) dla osób o silnych nerwach. Czytasz na własną odpowiedzialność.
Jeśli chcesz czytać z muzyką, zachęcam do włączenia playlisty > KLIK

Uniosłam ciężkie powieki, mrugając kilkakrotnie. Mój wzrok nieco się wyostrzył, dzięki czemu mogłam zobaczyć, gdzie się znajduję.
Cztery ściany. Stary, drewniany stolik w rogu, a obok niego drewniane krzesło. Zauważyłam również nieduży lufcik po mojej prawej stronie, ledwo trzymający się na zawiasach. Rzucał niewielką ilość światła na pomieszczenie. Na ziemi, obok zniszczonych drzwi, pomazanych kompletnie nieznanymi mi znakami leżały potłuczone butelki. Po tym, co mogłam zobaczyć wydawało mi się, że znajdowałam się w piwnicy. Ciężko było mi oddychać, nie czułam świeżego powietrza. Wewnątrz pokoju roznosił się smród. Szczerze powiedziawszy, pachniało w tym miejscu wilgocią, stęchlizną i alkoholem. Miałam ochotę wymiotować, było mi okropnie słabo.
Wszystko tu przypominało żywcem wyjętą scenerię z gry komputerowej. Counter strike, jeśli się nie mylę - moi znajomi ze szkoły grali w to nie raz. Ciemny, mroczny pokój w którym nie ma nic poza kilkoma ledwo trzymającymi się meblami. Wystarczyło tylko poczekać, aby jakiś człowiek otworzył drzwi nogą, a następnie wszedł z karabinem maszynowym i strzelał do wszystkiego co się rusza, bądź też nie.
Istny koszmar.
Ból mojej głowy wciąż się nasilał. Miałam wrażenie, że na czole mam jakąś ranę. Chciałam jej się przyjrzeć, jednak, gdy próbowałam poruszyć rękoma nie mogłam się wyswobodzić. Potrząsnęłam nimi ponownie i dopiero wtedy spostrzegłam, że jestem związana sznurami, które z każdym szarpnięciem raniły moją skórę. Postanowiłam więcej się nie kręcić, dla własnego bezpieczeństwa.
Mój mózg zapamiętał perfekcyjnie ostatnie słowa Logan'a przed utratą mojej przytomności. Wiedziałam, że to on mnie porwał. Znajdowałam się zapewne w jego domu czy miejscu nabytym przez niego. Wątpię, żeby zostawił mnie samą w piwnicy, to było wręcz niemożliwe.
Trzęsłam się. Tutaj było naprawdę zimno, jak miałam niby się ogrzać? Dodatkowo towarzyszył mi strach. Ciężko było mi się uspokoić w takiej sytuacji. Wpadłam jak myszka do klatki, nie wiem czego mam się spodziewać. Ale jakie to ma znaczenie? Przecież i tak Ashton miał mnie oddać Logan'owi. Stało się to nieco szybciej.
Do moich uszu dobiegł dźwięk obijających się o siebie kluczy. Drzwi otworzyły się z hukiem. Dałabym sobie głowę uciąć, że gdyby było to silniejsze uderzenie, leżałyby one na podłodze.
Nie widziałam twarzy osoby, która właśnie weszła do pokoju. Zamazana sylwetka, to jedyne co spostrzegłam. Ręka postaci wysunęła się w lewą stronę, po czym nastąpiło kliknięcie. W pomieszczeniu zrobiło się jasno, a moje oczy ujrzały nikogo innego jak Ticks'a.
- Oh, nie.. tylko nie ty... - wymamrotałam, kręcąc przecząco głową zrozpaczona.
- Tęskniłaś, aniołeczku? - zaśmiał się triumfalnie, podchodząc bliżej.
Nic, a nic się nie zmieniło. Ticks wyglądał tak samo obrzydliwie, jak za każdym razem, gdy musiałam go widzieć. Czarna, skórzana kurtka, podarty t-shirt, nie ułożone włosy i ta ohydna, przyprawiająca mnie o ciarki twarz. Tak, to z pewnością był on.
Nadal go nie lubiłam. Z resztą, jak można lubić człowieka, który kilka razy chciał cię porwać? Muszę zaznaczyć, że znowu mu się to nie udało, gdyż Logan mnie złapał nie on. Czy ja naprawdę teraz się tym chwalę? O matko.
Brunet ukucnął naprzeciwko mnie, wpatrując się w moje zmęczone oczy. Automatycznie odwróciłam twarz, kiedy jego dłoń dotknęła mojego policzka. Ticks zaśmiał się szyderczo, po czym zacisnął swoje palce na moich policzkach, odkręcając moją głowę tak, aby mój wzrok skierowany był na niego.
- Spędzimy naprawdę upojne chwile, skarbie - oznajmił.
Nie zastanawiając się nawet przez chwilę, zebrałam ślinę kłębiącą się w mojej jamie ustnej, a następnie splunęłam prosto na twarz bruneta. Nie bałam się go. Byłam nastawiona do niego tak samo, jak Ashton i jego przyjaciele - nie traktowałam go poważnie. Wielki gangster, który ma za zadanie porwać mnie, a zatrzymuje się na kontroli biletów. Zakpiłam w myślach. I tak Logan miał mnie zabić, więc wolałam umrzeć z godnością.
- Pierdol się - warknęłam.
Oczy chłopaka nagle stały się ciemne. Posłał mi groźne, pełne nienawiści spojrzenie. Nie minęła minuta, jak zamachnął się i uderzył płaską dłonią w moją twarz. Szarpnął kosmyki moich włosów, przyciągając moją głowę do swojej. Jęknęłam pod wpływem bólu jaki mi sprawił. Zamknęłam oczy, nie chcąc patrzeć na jego okropną twarz.
- Zobaczymy jaka będziesz mocna, gdy przejdę do rozdziewiczania cię, szmato - syknął prosto do mojego ucha. Odepchnął moją głowę, która uderzyła o mur.
- Connor, gdzie twoja kultura? - usłyszałam.
Podniosłam swój wzrok, spotykając się z widokiem nikogo innego jak samego Logan'a. Stał w progu drzwi, oparty o ścianę. Jego ręce spoczywały w kieszeniach. Miał na sobie biały podkoszulek przez który widać było jego mięśnie brzucha. Na twarzy malował się chytry uśmieszek. Przyglądał mi się z rozbawieniem. W końcu zaczął się do mnie zbliżać. Zabrał ze sobą stojące pod ścianą krzesło. Postawił je naprzeciwko mnie, a potem zajął na nim miejsce. Skrzyżował ręce, patrząc na mnie z wyższością.
- Caitlin Teasel, jak mi miło - odezwał się jako pierwszy.
- Szkoda, że mi nie - odpysknęłam.
Po raz drugi niespodziewanie dostałam w twarz. Tym razem moim napastnikiem był Fletcher. Nie zauważyłam, żeby był wściekły. Uznałabym to bardziej za karę. Zgaduję, że nie lubi, kiedy jest się do niego negatywnie nastawionym.
Policzek pulsował bólem. Przez moment świat wirował przed moimi oczami. Gdy oblizałam usta, poczułam krew. Szlag, warga musiała być rozcięta. Oparłam głowę o ścianę. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała szybko oraz nierówno, mimo prób unormowania oddechu. Powtarzałam w myślach, abym była twarda. Nie mogę okazać Logan'owi swoich słabości, po prostu nie mogę.
Przełknęłam ciężko ślinę. Byłam coraz słabsza, moje powieki powoli opadały.
- Skąd... skąd... - jąkałam się - Wiedziałeś, że jestem w barze? - wykrztusiłam, patrząc na Fletcher'a ze skruchą.
- Oh, kochanie.. - powiedział czule, jakby zrobiło mu się mnie żal - Nie tylko Ashton ma informatorów - chłopak odgarnął kosmyk z mojej twarzy, oglądając moje czoło - Poza tym... możesz podziękować swojemu ochroniarzowi - wypowiadając ostatnie słowo, zrobił cudzysłów w powietrzu - W samochodzie jest nadajnik.
- Luke go sprawdzał... - szepnęłam, nie dowierzając, że blondyn był na tyle głupi, aby po raz kolejny tak po prostu olać sytuację.
Logan zaśmiał się gardłowo. Fakt, że Hemmings spieprzył sprawę nie zrobił na nim większego wrażenia. Prawdopodobnie spodziewał się porażki chłopaka.
Brunet wysunął z kieszeni swoich spodni scyzoryk. Podrzucił nim kilkakrotnie w powietrzu, aż w końcu zatrzymał zabawę i ścisnął ostrze w dłoni. Popatrzył na moje udo, po czym przyłożył do niego nóż, błądząc nim po mojej skórze z zamyśleniem.
- Dlaczego? - wykrztusiłam - Po co to wszytko? - zapytałam biorąc kilka wdechów.
Łzy powoli cisnęły się do moich oczu. Nie mogłam wytrzymać napięcia. Narzędzie dotykało mojego ciała, zostawiając nieprzyjemny chłód po sobie.
Miałam ochotę błagać Logan'a, aby przestał. Jego gierki wykańczały mnie psychicznie. Nie byłam gotowa na taką torturę, liczyłam na szybką śmierć, natomiast on zaplanował całe przedstawienie od początku do końca.
- Wszystko potoczyłoby się inaczej, moja droga, gdybyś nie uciekła tamtej, feralnej nocy... - powiedział smutno, udając zmartwienie.
Zaczęłam się zastanawiać o czym mówił Fletcher. Jakiej nocy? Nie mogłam zrozumieć, o co mu chodzi. Myślałam, że pragnął mnie dostać tylko dla zabawy, jednak był ku temu inny powód. Chciałam go poznać.
W pewnej chwili oczy bruneta pociemniały, a twarz spoważniała. Jego wzrok zatrzymał się na fragmencie mojej skóry. Ostrze, które wcześniej wędrowało po moim ciele teraz rozpoczęło jego przecinanie. Poczułam jak pali mnie od wewnątrz. Gorący strumień krwi wypłynął spod skóry. Ból powoli rozchodził się po całej nodze, stając się nie do zniesienia. Nie mogłam się ruszyć nawet, żeby powstrzymać chłopaka. 
- Zapłacisz za wszystko, Caitlin... - szeptał, nie odrywając wzroku od coraz większej rany - Za ucieczkę tamtego dnia... za spoufalanie się z Cieniem... - wymieniał, wbijając scyzoryk coraz głębiej i nasłuchując mojego głośniejszego krzyku - Za ukrywanie się, za to kim jesteś - kontynuował, aż rzucił ostatnie słowa - I za to, ile mi problemów sprawiłaś, przeklęta dziwko - wysyczał, ostatni raz wbijając w moją nogę ostrze. Z całych moich sił, wydarłam się, szlochając. Ból promieniował. Wariowałam od jego natężenia.
Logan wyjął nóż. Ciemna, czerwona ciecz zalała całe moje udo. Parę kropel spłynęło na ziemię, brudząc podłogę. Każdy mięsień mojego ciała pulsował, sprawiając, że męka była o wiele gorsza. Chciałam zatamować krwawienie, jednak nie miałam możliwości. Przez moją głowę przeszła myśl, że wykrwawię się na śmierć. Moje krzyki co chwila wpływały do pomieszczenia, rozrywając mnie psychicznie. To było piekło, istne piekło, którego nikomu bym nie życzyła.
Kiedy Logan przysunął się do mnie, zbliżając swoje usta do mojego ucha, zacisnęłam zęby, żeby powstrzymać płacz i krzyk. Łzy potoczyły się po moich policzkach, gdy ciepły oddech tego potwora obił się o skórę na mojej szyi.
- Bolało? - wyszeptał, a jego nos snuł się po moim policzku, zbierając bezbarwne krople. Oddech uwiązł mi w gardle, nie potrafiłam nic z siebie wykrztusić. Mogłam jedynie płakać. - To dobrze - stwierdził z entuzjazmem - Bo to dopiero początek, skarbie - wymamrotał, patrząc na mnie oczami, przepełnionymi nienawiścią.
Logan uderzył swoimi ustami o moje, wgryzając się w dolną wargę. Po raz kolejny pisnęłam, cierpiąc. Zbierało mi się na wymioty. Do nikogo nie czułam tak ogromnego wstrętu jak do tego człowieka.
On jest bezlitosny i nieobliczalny.
Czym sobie na to zasłużyłam? Co takiego zrobiłam? Gdzie do cholery jasnej popełniłam błąd?
Starałam się trzymać z daleka od problemów. Ja go nawet wcześniej nie znałam! Z resztą tak samo jak Ashton'a! Czego on ode mnie chce? Jestem jego zabawką? Przypadkową osobą, którą ma ochotę dziś wykończyć? Skoro tak, to za co Bóg mnie karze w ten sposób?
- Sprawię, że twoje najgorsze koszmary staną się rzeczywistością, Caitlin - mruknął prosto do moich ust, zostawiając na nich mokry, brutalny pocałunek.
Fletcher posłał mi złowieszczy uśmiech. Wstał i ruszył w stronę drzwi. Zgasił światło i wyszedł z pomieszczenia, szczelnie zamykając je na klucz. Myślałam, że zwariuję. Nie widziałam praktycznie niczego. Oddychałam szybko, za szybko. Strach powoli sprawował kontrolę nad moim ciałem.
- Pomocy, pomocy - mówiłam pod nosem, panikując - POMOCY! - krzyknęłam z całych moich sił.
Nikt mnie nie usłyszał.
Nikt nie przyszedł.
Nikt mi nie pomógł.
Nikt nie mógł mi pomóc. 
Miotałam się na ziemi, próbując rozluźnić sznury. Leżałam w kałuży krwi. Popadałam w obłęd. Traciłam resztki moich sił.
- Ashton... - szepnęłam błagalnie, ledwo przytomna - Proszę, Ashton.. - majaczyłam.
Sama do końca nie wiedziałam, dlaczego to jego potrzebowałam w tej chwili. Czemu go wzywałam? Przez niego przecież znalazłam się w tym miejscu.
Może mój rozum już się poddał, ale serce wciąż wierzyło, że Irwin wcale nie chciał oddać mnie Logan'owi?
Moja głowa opadła na bok, a oczy same się zamknęły.
Straciłam przytomność, znowu. 

~*~

Mijał trzeci dzień, a ja wciąż byłam więziona w piwnicy przez Logan'a i jego ludzi. Sama nie jestem pewna jak udawało mi się przeżyć każdą godzinę. Dostawałam jeden posiłek na dzień, a była nim sucha bułka i szklanka wody. Przez resztę godzin byłam bita i torturowana psychicznie. Ledwo wytrzymywałam. Miałam dość i czasem modliłam się, abym mogła już umrzeć. Nie podczas tortur. Spokojną, naturalną śmiercią.
Wiedziałam, że nie mogę już liczyć na ratunek. W końcu kto miałby mi pomóc? Nikt nie miał pojęcia, gdzie się znajduję, ani z kim jestem.
Przegrałam tą grę.
Przez cały czas myślałam o rodzinie, przyjaciołach oraz o tym, przez co muszą przechodzić. Ciotka zapewne odchodzi od zmysłów. Najpierw śmierć wuja i moich rodziców, a teraz ja. Jestem jej ostatnią rodziną. Stanowię kolejny problem dla biednej Eleanor, która może przez to wszystko zachorować. Nie chcę, żeby miała kłopoty ze zdrowiem z mojego powodu, a jest taka możliwość. Nie ma przecież osiemnastu lat. Mam więc nadzieję, że o niczym nie wie, a Cassie nie puściła pary z ust. Jeśli umrę tutaj - nie chcę, aby ciotka o tym wiedziała. Tak będzie lepiej, dla niej, dla mnie.
Wydawało mi się, że było południe. Nie było ani ciemno, ani znów zbyt jasno. Przez mały lufcik nie przebijało się światło. Lampa umieszczona na suficie, została zapalona przez jednego z ludzi Logan'a. Było ich tu o wiele więcej niż myślałam. Z początku zdawało mi się, że tylko Ticks i sam Fletcher są tutaj, jednak od czasu do czasu przychodzili do pokoju inni mężczyźni, sprawdzając mnie.
Tym razem była zmiana Conor'a.
Siedział pod ścianą na krześle, patrząc się ze skupieniem prosto na mnie. Robił się nudny, muszę to przyznać. Jego mizerna, chamska twarz nie zmieniała punktu widzenia, co tylko bardziej mnie irytowało. Milczał. Zapewne myślał w ciszy. Zła aura unosiła się w powietrzu. 
- Tak się zastanawiam.. - zaczął - Jak to jest być dziwką Ashton'a? - spytał, a ja ledwo wywróciłam oczami.
- Skoro już tutaj siedzisz i muszę cię znosić - burczałam, ledwo wypowiadając słowa - To chociaż zrób mi przyjemność i zamilcz, bo nie mam ochoty na ciebie patrzeć, a co dopiero z tobą rozmawiać - wydukałam. Moje gardło było zaschnięte, brakowało mi wody tak samo jak pożywienia. Non stop kasłałam, miałam nawet podejrzenia, że nabawiłam się grypy lub złapałam inną chorobę. 
Na twarzy bruneta wymalował się figlarny uśmieszek. Gdybym miała więcej sił, nie pozwoliłabym na takie obelgi, ale w takim stanie nie mogłam nic zrobić. Szeroko rozcięta rana nie została zaszyta. Logan'a przecież nie obchodził mój los. Pragnął widzieć i słyszeć jak cierpię. Wydawało mi się nawet, że lubił słuchać moich krzyków.
Moje plecy przeszywał intensywny ból. Dzień wcześniej Conor zadał mi kilka ciosów pasem. Cztery, podłużne smugi odznaczyły się na moim kręgosłupie. 
Po kilku minutach, które Ticks spędził na siedzeniu i oglądaniu mojej konającej osoby, postanowił mnie uwolnić. Zaczął zdejmować sznury z moich rąk, a także nóg. Nie mogłam zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi i jaki jest jego cel, ale nie marudziłam. Wręcz przeciwnie, zamierzałam wykorzystać szansę na ucieczkę.
Gdy tylko ostatni węzeł puścił, użyłam ostatków moich sił i zadałam brunetowi cios w brzuch. Chłopak jęknął, zginając się w pół, a ja nie czekając chwili dłużej wstałam i zaczęłam iść utykając. Im bliżej byłam drzwi, tym większy uśmiech obdarowywał moją twarz. Nadzieja na wyjście z tego bagna znów się pojawiła.
Wszystko jednak poszło na marne. Ticks chwycił mnie za kostkę, pociągając w dół. Upadłam na ziemię, przecierając twarz, a także zranione udo, które znów krwawiło. Brud z powierzchni na pewno wdarł już się do rany, powiększając ją. Zawyłam z bólu, formując pięści z dłoni.
Cierpiałam, okropnie cierpiałam.
- Ty suko - zawarczał.
Podniósł mnie z ziemi, ciągnąc za przedramię. Popchnął mnie na ścianę, a ja z impetem odbiłam się od niej niczym piłka i po raz kolejny padłam na kolana. Conor obszedł mnie dookoła, dopóki nie stanął tuż obok mojej twarzy. Wymierzył cios w mój policzek. Opadłam na zimną, pełną piasku i błota podłogę. Próbowałam wstać, ale gdy tylko podciągnęłam się na łokciach do góry, chłopak kopał w mój brzuch powodując, że znowu lądowałam na ziemi. Krew wypływała z moich dziąseł. Splunęłam czerwoną substancją, wylewającą się z moich ust.
Nie pozwalając na jakiekolwiek dojście do siebie, Ticks wziął mnie za ręce i uniósł. Przyciągnął mnie do ściany, przywierając do mnie swoim ciałem. Ścisnął dłońmi moje nadgarstki w miejscach, gdzie miałam blizny po sznurach. Zaszlochałam, a on puścił moje ręce, które opadły z bezwładem. Nie czułam ich, nie miałam żadnej kontroli nad swoim ciałem.
Czułam się poniżona, zniszczona, zgwałcona psychicznie i ośmieszona fizycznie. Nie byłam w stanie znieść więcej. Mój umysł błagał o litość, wołał o pomoc. Byłam bezbronna, a on pomiatał mną, jak tylko mógł.
- Myślisz, że stąd uciekniesz, idiotko? - zakpił - Nawet nie wiesz ile jeszcze mamy atrakcji dla ciebie.
Zadrżałam.
Zamknęłam oczy, gdy dłoń Conor'a powoli schodziła coraz niżej, dochodząc do talii, a następnie mojego pośladka. Gdy tylko dotyk się zacieśnił, zebrałam ponownie siły, żeby impulsywnie go odepchnąć i stworzyć między nami dystans.
Zaśmiał mi się w twarz.
- Ostra z ciebie sztuka - stwierdził - Już nie mogę się doczekać, kiedy będziesz krzyczała moje imię, prosząc o więcej - wysapał, a jego oczy skanowały moje ciało.
- Pohamuj swoje zapędy, kretynie - usłyszałam ciężki głos.
Logan.
- Ty możesz się z nią zabawiać, a ja kurwa nie?! - oburzył się Ticks, odchodząc ode mnie.
- Wyjdź - rozkazał ciemnowłosy.
- Ale...
- WYJDŹ - powiedział o wiele groźniej niż dotychczas.
Przyjaciel Logan'a, bo przynajmniej takie odniosłam wrażenie posłał mu posępne spojrzenie. Prychnął, po czym pokierował się do wyjścia, zostawiając nas samych.
- Oh, skarbie.. twój stan się pogarsza... czyżby to był twój koniec? - próbował mnie zezłościć, jednak nie był w stanie.
Życie nie miało dla mnie już większego znaczenia. Connor miał rację, nie wydostanę się stąd. Pozostaje mi jedynie czekać na swoją śmierć. Nic innego nie mogłam już zrobić. Czemu więc miałabym się złościć na jego słowa, które były tylko faktem?
Wrak człowieka, tak właśnie określiłabym siebie.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że byłaś na tyle głupia, aby uciec od Ashton'a. Wpadłaś prosto w moje ramiona kruszynko - powiedział melodyjnie. 
- Co za różnica? - spytałam - I tak bym tu trafiła prędzej czy później, w końcu mieliście układ.
- Z którego ten palant wycofał się dzień przed naszym spotkaniem. Myślisz, że dlaczego wybrałem się po ciebie osobiście?
- Kłamiesz - rzuciłam, nie wierząc.
Logan zaśmiał się.
To niemożliwe. Ashton nie wycofałby się. To nie byłoby w jego stylu. Ale znowu dlaczego Fletcher miałby mnie okłamywać? 
- W takim układzie, spodziewaj się Cienia niedługo.
- Oh, twój ton wskazuje na to, że powinienem się przejąć - wzruszył ramionami - Jednakże nie mam tego w zamiarze.
- Jaki jest twój cel? - zadałam mu proste pytanie - O co ci chodzi? Czemu mnie tutaj więzisz?
- Moim celem jest pozbycie się Ashton'a Cienia Irwin'a kochanie - oznajmił - A już niedługo zniszczę go całkowicie.
- O czym ty mówisz? Co zamierzasz zrobić?! - zdenerwowałam się.
- Wyjawię mu, kto zabił jego ojca.
- Wiesz kto to zrobił? - zdziwiłam się.
- Słoneczko, to byłem ja - odparł pewnie.
Moje oczy stały się szerze. Patrzyłam na chłopaka, jakbym zobaczyła ducha. Widziałam jednak kogo innego. Potwora, który zabił rodzica swojego przyjaciela, zmieniając jego życie w chaos.
_________________________________________________________________
Niestety nie wiem, co we mnie uderzyło, ale straciłam wenę przez co nie udało mi się oddać emocji tak jak chciałam. Jednakże nie jestem z niego aż tak niezadowolona. Mogło być lepiej, ale nie narzekam.
Nie wiem jak wy, bo wasze zdanie jest dla mnie ważniejsze niż moje własne.
Biedna Caitlinka dziefcynka. Jak wszyscy mają wpierdol to wszyscy, nie mogła pozostać płaczką do końca. Tak wam szkoda było Hemmings'a, że stwierdziłam " a co, wyżyję się na Teasel "
Pisałam ten rozdział o godzinie 3 nad ranem, bo dopiero wtedy złapałam jakąś wenę twórczą.
Jestem zła na siebie, no kurde, moje klimaty, a nie mogłam zrobić tego tak, jakbym chciała.
Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie lepszy.
Dlatego tym razem pojawi się trochę później. Pośpieszyłam się z tym więc muszę trochę zwolnić tempo i dopracowywać rozdziały, żeby były lepsze. Mam nadzieję, że to zrozumiecie.
Licznik zostanie włączony tak za tydzień, bo zamierzam właśnie poświęcić tydzień na napisanie rozdziału albo ponad. Jak już będę miała 80% rozdziału włączę odliczanie.
ZEPSUŁA SIĘ ANKIETA na co jestem wkurwiona. Nagle się wyzerowała sama z siebie. No ale dobra - NIE TO NIE, my łaski nie potrzebujemy, prawda? :)

Okej, największe ogłoszenie parafialne - JEST JUŻ ANGIELSKIE TŁUMACZENIE CIENIA NA KTÓRE TAK CZEKALIŚCIE! :)

KLIK

Jeśli macie dobre serce ( a macie, bo tutaj są ludzie tylko o dobrym sercu) i jeśli macie chęci (tutaj nie wiem jak jest ) to bardzo proszę tweetujcie znajomym z zagranicy link, polecajcie etc. Każdy z nas ma na pewno kogoś z zagranicy na twitterze, więc byłoby miło, gdybyście to dla mnie zrobili. Odwdzięczę się jak tylko będę mogła.

Poza angielskim tłumaczeniem jest także reszta.

WŁOSKIE
HISZPAŃSKIE
SZWEDZKIE
NIEMIECKIE

Jak na razie tłumaczenie włoskie ma najwięcej wyświetleń. Cieszy mnie to niezmiernie. Dziękuję wam za każde wejście, dzięki temu opowiadanie wchodzi do rankingu i więcej osób ma szansę je zobaczyć.

Poza tym wszystkim zapraszam was na dwa moje nowe opowiadania. Pozwólcie, że krótko je skomentuje.

SKYLINE - Luke Hemmings short fanfiction.
Jeśli ktoś jest fanem serii Szybkich i Wściekłych, to może mu się spodobać. Inspirowałam się tym filmem, zwłaszcza pierwszą częścią. Samochody, samochody i.. tak, wątek miłosny. Prolog 1 czerwca o 21.00
Linki: WATTPAD > KLIK , TUMBLR > KLIK (gdzie wam lepiej czytać)
PSYCHO - Michael Clifford short fanfiction.
Jeśli ktoś czytał kiedyś książkę 13 reasons why czy oglądał film (nie pamiętam czy to książka czy to film) lub po prostu czytał fanfiction o tym samym tytule o Larrym, to właśnie tym się inspirowałam. Nie będzie tu jednak motywu kaset etc. Pisane bardziej w formie pamiętnika. Prolog już jutro o 21.00
To fanfiction jest dla osób o mocnych nerwach, oraz takich, które są w stanie wyobrazić sobie Michael'a w roli czarnego charakteru. Będę wychodziła poza normy, Clifford nie będzie tam kochanym chłopaczkiem. To trochę szaleństwo, bo zapewne spotkam się z wieloma negatywnymi opiniami, ale YOLO prawda? :)
Linki: WATTPAD> KLIK , TUMBLR > KLIK (gdzie wam lepiej czytać)

Jeśli chcecie być informowani o nowym rozdziale, któregoś z tych opowiadań niech zostawi jedną z tych wiadomości w komentarzu:
"Chcę być informowana/y/Informuj mnie o nr PSYCHO (nick z twittera)"
" Chcę być informowana/y/Informuj mnie o nr SKYLINE (nick z twittera)"
Albo coś w tym stylu. A jak oba no to wiadomo, wpisujcie oba.

TWITCAM OD 15.30-16.00 > LINK
TERAZ DZIŚ ŚRODA 28/05

NOWE KONTO ROLE - PLAYERA ASHTONA - @AshtonCien << obserwujemy na twitterze! ROLE - PLAYERA CAITLIN @Caitlin_Cien !!! 





środa, 21 maja 2014

Rozdział 35

Siedziałam przy połamanym łóżku na podłodze, wpatrując się w jeden i ten sam punkt przez całą noc. Nie zmrużyłam oka, nie potrafiłam. Na pewno wyglądałam tragicznie. Czarny tusz z maskary, zasechł na moich policzkach. Koszulka, którą właśnie miałam na sobie była dziurawa, poszarpana. Najwidoczniej podczas rozbijania mebli, musiałam zahaczyć o coś, co rozerwało ubranie. Na dłoniach spostrzegłam niewielkie zadrapania i rany. Skaleczyłam się, gdy tłukłam wazon.
Gdyby przyszła tu kobieta z opieki społecznej, pomyślałaby, że zostałam zgwałcona albo pobita. Dwa fakty, które tutaj nie pasowały - jestem pełnoletnia, więc nie mogłaby tu przyjść, a już na pewno nic z tym zrobić, a druga prawidłowość.. nie mam rodziny.
Westchnęłam cicho, odchylając głowę. Położyłam ją na łóżku, po czym zaczęłam wpatrywać się w sufit. Paznokciami uderzałam o podłogę, wystukując melodię jednej z moich ulubionych piosenek.
Zamknęłam na moment oczy, aby pomyśleć.
Dziś jest ten dzień. Dzień, w którym znowu wkurzę Ashton'a Irwin'a, ale po raz ostatni. Zniknę z jego życia, tak jak on zniknie z mojego. Już nigdy więcej go nie zobaczę, ani on mnie. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Zamierzam uciec, a następnie pojechać na posterunek policji, aby złożyć zeznania. Liczę, że znajdę tam schronienie i poczuję się bezpieczna. Mam również nadzieję, że zamkną Ashton'a, a także resztę całej bandy. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.
Z resztą, kto by chciał? Z takimi ludźmi jak on oraz jego ekipa nieliczni wytrzymują.
Usłyszałam pukanie, więc podniosłam głowę. W progu drzwi stał Michael, oglądając zniszczony pokój z szeroko otwartymi ustami. Patrzyłam na niego obojętnie, bez jakichkolwiek emocji, a już zwłaszcza tych pozytywnych.
- Wow - wykrztusił - Nie wiem jak o tym powiem Ashton'owi, ale nie będzie zadowolony.
- Żebym jeszcze o to dbała - prychnęłam, podnosząc się z ziemi.
- Caitlin, posłuchaj.. - chłopak mówiąc spokojnym głosem chciał znowu drążyć wczorajszy temat.
- Nie zamierzam wysłuchiwać tego, co masz do powiedzenia, bo mam to gdzieś - burknęłam.
Wstałam z miejsca. Weszłam do łazienki, a później zamknęłam się w niej. Nie słyszałam więcej głosu Michael'a. Mimo, że pewna część mnie chciała wierzyć, że jest on jedyną osobą w tej grupie, która ma dobre intencje - nie potrafiłam. Przestałam ufać domownikom. Czułam się tu obco, samotnie. Pocieszał mnie fakt, że już niedługo wydostanę się z tego miejsca. To była mała pozytywna myśl, która krążyła po mojej głowie.
Sięgnęłam po "pierwszy lepszy" ręcznik i położyłam go obok zlewu. Odkręciłam wodę, a krople opadały na moje dłonie, aż w końcu stały się całkiem mokre. Oblałam wodą twarz, zmywając makijaż, a następnie osuszyłam się ręcznikiem. Gdy skończyłam mycie, wróciłam do pokoju, zbierając z podłogi rzeczy nadające się do założenia. Szybko się przebrałam i zeszłam na dół.
Jak zwykle w salonie znajdowali się wszyscy. Rockowa muzyka dobiegała z ustawionego na parapecie radia, obok którego siedział Luke, próbując grać na gitarze ten sam utwór. Calum natomiast zamyślony, siedział przy kominku, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół. Ashton chodził od jednej ściany do drugiej, rozmawiając przez telefon, a Michael czytał gazetę przy stole z zainteresowaniem. Można by powiedzieć - sielanka czy zwykła codzienność, ale za tym wszystkim coś się kryło.
Plecami oparłam się o zimną, kamienną ścianę, czekając aż ktoś zwróci na mnie swoją uwagę.
- Widzę, że raczyłaś w końcu zejść - odezwał się Ashton jako pierwszy - W takim układzie, mogę nareszcie powiedzieć to, co mam w zamiarze - kontynuował - Parę ogłoszeń dla wszystkich, Teasel i Hemmings jadą dzisiaj do baru BMW, tym razem sprawdzonym - posłał spojrzenie Luke'owi, który skinął.
- Chcę jechać sama - oświadczyłam pewnie.
- Taaa - mruknął - Widzisz, chcieć nie znaczy móc - burknął - Calum i Michael, zostajecie w domu i zabezpieczacie go, dodatkowo sprawdzając tą dwójkę - wskazał na mnie, a także na blondyna - czy wszystko jest w porządku. Gina ma strzec całego terenu, a ja jadę załatwić parę spraw.
- Co? - parsknęła Gina - Niby kogo mam strzec, skoro wszyscy wychodzą?
- Nas, przed swoją głupotą - wtrącił Calum.
- Wątpię, żeby jej się to udało - ryknął śmiechem Luke - Nawet ja nie byłbym w stanie strzec czegoś tak wielkiego.
- Kretyni - fuknęła - Serio, Ash.. tu praktycznie nikogo nie będzie więc...?
- Rób, co mówię - warknął.
Ashton posłał znaczące spojrzenie Luke'owi, a ten od razu wstał, idąc w moim kierunku. Złapał mnie za ramię, po czym wyprowadził z domu. Nie opierałam się jakoś szczególnie, przecież moim celem był wyjazd z Hurstville.
Chłopak otworzył przede mną drzwi, zachowując się jak dżentelmen. Trochę na to za późno, nie zrobiło na mnie to większego wrażenia. Wsiadłam do auta, odwracając swój wzrok w stronę okna. Czekałam, aż Luke usiądzie za kierownicą. Blondyn zamienił jeszcze kilka słów z Ashton'em, a następnie wrócił do wozu i odpalił go, wyjeżdżając z terenu posiadłości.
Radio cicho grało jakąś balladę. Tępo patrzyłam na znajomą mi drogę, jakbym jechała nią po raz pierwszy. Nie myślałam, nie miałam o czym. Zależało mi tylko, aby ta jazda przebiegała tak, jak dotychczas - w milczeniu. Chęć na rozmowę z Hemmings'em była zerowa, więc cisza mi sprzyjała.
Słońce unosiło się na horyzoncie ogrzewając podłoże ulicy. Stare drzewa, które mijaliśmy mizerniały, nie wypuszczając już nawet pąków. Luke prawdopodobnie zmienił trasę i pojechał na skróty, ponieważ wcześniej nie dostrzegałam tak smutnej i szarej roślinności. Możliwe też, że po prostu nie zwróciłam przedtem na nią uwagi.
Moje powieki zaczynały powoli opadać. Tkwiliśmy w monotonii. Ja, on i jazda samochodem ze ściszoną muzyką. Nuda. Naprawdę wolałam teraz być gdzieś indziej, chociażby myślami.
- Hej, może... - rozbudził mnie nagły odzew Luke'a.
- Nie przypominam sobie, żebym chciała rozpocząć jakąkolwiek konwersację z twoją osobą - skarciłam chłopaka, patrząc na niego wrogo. Mogłam już spać, a on wyrwał mnie z odpływania w zupełnie inny, przyjemniejszy dla mnie świat.
- Wow, jaka milutka.. - mruknął pod nosem, skupiając się na drodze.
Luke nie odezwał się już więcej. Nie wiedziałam, ile czasu upłynęło na całej jeździe, ale wydawało mi się, że trwała ona około czterech godzin. Hemmings jechał naprawdę szybko, odkąd zauważył, iż nie chcę siedzieć w jego towarzystwie, a już na pewno nie w jednym samochodzie.
Nie pamiętam, kiedy najzwyczajniej w świecie zamknęłam oczy i pozwoliłam mojemu organizmowi na odpoczynek. Nie spałam całą noc, byłam zmęczona. Minęła może godzina, albo półtorej. To był całkiem niezły wynik. Zazwyczaj moje drzemki zamykały się w przedziale od dwudziestu do trzydziestu minut.
- Jesteśmy - powiedział obojętnie blondyn, a ja zamrugałam zaspana, rozglądając się dookoła. Trąc oczy obudziłam się całkowicie.
Luke zatrzymał samochód pod barem. Popatrzyłam na szyld z uśmiechem - mimo, że była to jedynie moja praca, czułam się tam jak w domu. Wzięłam głęboki wdech, a następnie pociągnęłam za uchwyt, otwierając drzwi auta. Świeże powietrze rzuciło się na moją twarz. Przez moje ciało przemknęło uczucie wolności, za którą tak bardzo tęskniłam. Brakowało mi ciotki, przyjaciół, wszystkiego. Ostatnio sama nie wiedziałam, kim jestem. Jak mogłam uwierzyć człowiekowi, którego nie znam w jego dobre intencje? Jak mogłam odwrócić się od ludzi, których znam od kilku lat? Nie poznawałam samej siebie.
Ruszyłam ścieżką w kierunku drzwi wejściowych. Otworzyłam je, a dzwonek przywieszony tuż nad nimi rozbrzmiał, informując wszystkich w pomieszczeniu o nowym przybyszu. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi, gdyż dźwięk ten stał się monotonią. Dla niektórych nie miał większego znaczenia, a znowu dla innych był irytujący - w tym dla mnie. Kilkakrotnie mówiłam ciotce, że powinna go wyrzucić bo jest nudny i wkurzający, ale ona była zbyt sentymentalna. Dzwonek znajdował się nad drzwiami od powstania baru, więc ani jej się śniło go zdejmować. Przypominał jej o początkach.
Mój wzrok utkwił na siedzącej przy barze brunetce. Cassie; stawiła się w porę, świetne wyczucie czasu. Między nami wciąż się nie układało, ale wiedziała, że mam kłopoty. Wyczuła to w moim głosie, więc zgodziła się mi pomóc. To nie było dla niej nic wielkiego. Odgrywała małą, ale istotną rolę w całym przedstawieniu zwanym moim planem, lub ucieczką.
Usłyszałam chrząknięcie za swoimi plecami. Tak, Luke wciąż tutaj był. Miałam cichą nadzieję, że pojedzie gdzieś tym feralnym BMW i wróci dopiero pod koniec mojej zmiany. Widocznie Ashton postawił na większy rygor i zakazał blondynowi ruszać się z mego miejsca pracy. Nie stanowiło to dla mnie kłopotu. Irwin nie był jedyną osobą, która lubiła mieć plany "B".
Moje nogi sunęły po podłodze w kierunku przyjaciółki. Kiedy dotknęłam jej ramienia, dziewczyna wzdrygnęła się i gwałtownie odwróciła. Wypuściła powietrze, patrząc na mnie z troską. Wyglądała na wystraszoną. Objęłyśmy się wzajemnie mocno ściskając. W tej samej chwili, brunetka wsunęła w moją kieszeń kluczyki od swojego auta. Stara, cwana Cassie. Tęskniłam za nią.
- Mamy problem - szepnęłam - Cień załatwił całodobową obserwację.
Brunetka puściła mnie, a potem spojrzała za mnie. Wysoki, szczupły blondyn z kolczykiem w wardze siedział przy jednym ze stolików, oglądając wnętrze baru. Jego głowa krążyła wokół czterech ścian, dokładnie je badając. Luke chyba był tu po raz pierwszy.
Po pełnym zainteresowania spojrzeniu Cassie mogłam automatycznie stwierdzić, że chłopak oczarował ją swoją urodą. Tym lepiej dla mnie, o wiele łatwiej i naturalnie pójdzie jej podryw, bo właśnie to było moim planem "B". Odwrócenie uwagi Luke'a ode mnie. Gdy tylko moja przyjaciółka go zagada, wymknę się tylnymi drzwiami.
- Chętnie zajmę się tym cukiereczkiem - uśmiechnęła się zalotnie Cassie nie mogąc oderwać wzroku od Hemmings'a. Gdyby sytuacja była inna, prawdopodobnie zbierałoby mi się na wymioty, ale teraz nie było na to czasu.
Dziewczyna pochyliła się w dół, a następnie wyprostowała się, odrzucając włosy do tyłu. Było blisko, a oberwałabym kosmykami koloru brązu po twarzy. Cmoknęła kilka razy ustami, poprawiła swój biustonosz, a top obsunęła niżej, aby dekolt był bardziej wyrazisty. Jej oczy błyszczały niczym diamenty, a śnieżnobiały uśmiech nie schodził z twarzy. Sięgnęła po przygotowanego minutę wcześniej drinka. Ostatni raz ścisnęła moją dłoń i ruszyła w stronę Luke'a.
Przez kilka sekund obserwowałam poczynania mojej przyjaciółki. Gdy była przy stoliku Hemmings'a, "przypadkowo" potknęła się, a drink wylądował na jego koszulce. Oburzony blondyn wstał z miejsca, oglądając swoje mokre ubranie. Cassie zaś leżała na ziemi. Kiedy Luke popatrzył na nią, zamilknął, a potem pomógł jej wstać. Zaczęli rozmowę.
To była moja okazja. Przeszłam na zaplecze, idąc do tylnych drzwi zwanych również ewakuacyjnymi. Moje serce biło jak oszalałe. Adrenalina pojawiła się w moim ciele. Myślałam tylko i wyłącznie o opuszczeniu baru bez Luke'a. Ucieczka stała się moim głównym celem.
Widziałam już znak "EXIT". Uśmiechnęłam się do siebie. Jestem tak blisko, już za chwilę dotrę do samochodu i odjadę...
Pech sprawił, że na mojej drodze Bóg postawił nikogo innego jak George'a.
- Caitlin, możemy.. - rozpoczął, będąc bliskim do minięcia mnie.
- Daruj sobie - przeszłam obok niego, nie mając ani czasu, ani ochoty na pogaduszki.
- Gdzie idziesz? - zapytał.
- Jak to gdzie? Ulatniam się, sam przecież to proponowałeś wczoraj, nie pamiętasz?
- Sama? Nie możesz uciekać sama! Zaczekaj! - brunet złapał mój nadgarstek.
Odwróciłam się twarzą do mojego kolegi, po czym uderzyłam kolanem w jego krocze. Uścisk dłoni złagodniał, a on sam oparł się o ścianę, wyjąc z bólu. Popatrzył na mnie przerażony.
- Wybacz, stary. Takie życie - warknęłam, wzruszając ramionami - Dzisiaj wyjątkowo nie mam nastroju - oświadczyłam.
Muszę przyznać, że ulżyło mi. Chociaż jeden z kłamców dostał za swoje. Rozumiem, że George był szantażowany, ale mógł o tym powiedzieć. Nie zrobił tego, więc mnie oszukiwał. Poniósł tego konsekwencje, aczkolwiek moim zdaniem to było nic w porównaniu do całej zasadzki, którą zgotowano mi.
Wyszłam przez tylne drzwi, mając nadzieję, że Luke nie zdążył zauważyć mojego zniknięcia. Szybko odszukałam wzrokiem wozu Cassie, a kiedy udało mi się to zrobić, czym prędzej starałam się do niego dostać. Niestety, brama była zamknięta, musiałam więc spróbować przejść przez ogrodzenie. Na moje szczęście uporałam się z tym bez problemu.
Podrzucałam kluczyki w ręku z dumą. Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo przechytrzyłam członka ekipy Cienia. To było takie proste. Wystarczyło podstawić Luke'owi ładną dziewczynę. Głęboko w duszy śmiałam się z niego, jak nigdy dotąd.
Zdążyłam wsadzić kluczyk do drzwi auta, kiedy nagle usłyszałam znajomy głos.
- Cait, dawno cię nie widziałem.
- Logan? - spytałam, sama nie wiem czemu - Co tu robisz? To teren prywatny - wydukałam.
Odczułam zdenerwowanie. Ashton mówił, że nie zna tego człowieka, jednak wiele razy kłamał. Jaką miałam pewność, że w tej sprawie powiedział prawdę?
- Prywatny? Nie, słoneczko. Prywatny teren jest za ogrodzeniem, jestem na publicznym mieniu - uśmiechnął się - Dokąd jedziesz?
- Em.. wzięłam urlop - skłamałam.
- Urlop - powtórzył, zbliżając się - Urlop od pracy? Czy może od Cienia?
Cholera. Wiedziałam.
Przekręciłam kluczyk, chcąc zdjąć blokadę i wsiąść do wozu. Z dźwiękiem odblokowania auta, Logan wsunął swoją dłoń w moje włosy, ściskając kosmyki. Jęknęłam z bólu. Moje serce zaczęło bić szybciej. Żałowałam, że zdecydowałam się na ucieczkę.
- Co zamierzasz? - zapytałam łamiącym się głosem.
- Zamierzam kochanie, dać ci małą radę - powiedział pewny siebie, po czym popchnął moją głowę na maskę samochodu z całej siły. Świat widziany moimi oczami zaczął wirować, a później ciemnieć. Upadłam na ziemię. - Nie ufa się nieznajomym - były to ostatnie słowa, jakie usłyszałam zanim zemdlałam.

___________________________________________________________
Przepraszam za spóźnienie. Pół godziny przed publikacją stało się coś czego nie oczekiwałam. To sprawy rodzinne, bardziej prywatne i to one spowodowały opóźnienie. Już się trochę uspokoiłam więc wrzucam rozdział i notkę przygotowaną już wcześniej.



Najgorszy/Najcięższy rozdział za mną! W końcu. Nie wyobrażacie sobie jak męczyłam się z tym rozdziałem (jeszcze gorzej niż z poprzednim), ale dla Was wszystko.


Po raz enty, wiem, ale muszę - DZIĘKUJĘ WAM.
Dziękuję Wam, bo Cień ma prawie 100 tysięcy na wattpadzie (mam nadzieję, że już po tym rozdziale stuknie, bo się nie mogę doczekać, jaram się jak pochodnia, nie wyobrażacie sobie)
Dziękuję Wam i tylko Wam za to, że Cień będzie tłumaczony na pięć języków. (NOWA ZAKŁADKA - Wersje zagraniczne, możecie tam sprawdzić inne języki, czytać i szkolić się haha)
Często mi gratulujecie, piszecie, że jesteście dumni, ale prawda jest taka, że to sobie powinniście gratulować, bo to Wasza zasługa nie moja. Napiszecie "ale ty to piszesz, bez ciebie by tego nie było". Nie! Bez was by tego nie było! Wierzcie mi, nie kończyłabym Cienia, gdyby nie było Was! Piszę fanfictions od podstawówki (mam 19 lat) Na początku pisałam o piłkarzach, bo byłam wielką fanką Villi, Torres'a etc. i wiecie co? Nigdy, ale to nigdy nie skończyłam żadnego fanfiction. NIGDY. Wy to zmieniliście. Cień będzie drugim skończonym przeze mnie opowiadaniem (a przynajmniej mam taką nadzieję). Gdyby Was tu nie było, nie byłoby też Cienia, więc to niekoniecznie moja zasługa, a Wasza. To wszystko zawdzięczam Wam i nigdy nie będę w stanie podziękować Wam wystarczająco. Jesteście dla mnie najważniejsi. Naprawdę, to aż trochę dziwne (może ciut chore, nie wiem nie oceniam) ale serio bardzo dużo dla mnie znaczycie. Czytam każdy komentarz, każdą wiadomość od was, indirects i no ogólnie wszystko. Kocham to, że mam w Was wsparcie. Wy też je macie we mnie i chcę, żebyście to wiedzieli. Możecie na mnie liczyć zawsze i wszędzie, chociaż tyle mogę dla Was zrobić. Jeśli coś się dzieje - piszcie do mnie! Chcę z wami rozmawiać, uwielbiam z wami rozmawiać!
Jeszcze raz dziękuję. Mam nadzieję, że będziecie ze mną do końca.

PYTANKO
Korzysta ktoś z e-book'ów? Czyta na tablecie? Jeśli tak, napiszcie w komentarzu. :)

PYTANKO 2
Szukam szabloniarni/szabloniarki do współpracy na dłuższy czas. W tej współpracy chodzi mi o to, że - ja reklamuję, a w zamian mogę zamówić szablon bez kolejki. Zainteresowanych proszę o podesłanie adresu szabloniarni lub przykładowego szablonu zrobionego przez "Ciebie" :)

Wystartowały już kolejne tłumaczenia:
- szwedzkie
- niemieckie
+ włoskie już jest od kilku dni!

Bardzo proszę, jeśli chcecie mnie wesprzeć wejdźcie na strony tłumaczeń - każde wyświetlenie się liczy, gdyż pnie nas wyżej w rankingu (włoskie było ostatnio numerem 8 w kategorii thriller! Sam fakt, że wbiło się do rankingu jest mega!)

Prawdopodobnie znowu o czymś zapomniałam. I'm really sorry.

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 34

DZIAŁ III.

ASHTON'S POV
Pogoda była słoneczna. Nie przywykłem do tego typu dni. Moje życie było najczęściej szare i nieprzyjemne, a ten dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Obok niewielkiego domu, w którym pomieszkiwałem wraz z przyjaciółmi unosiła się smuga dymu. Na grillu piekły się największe przysmaki. To świetne uczucie, zwłaszcza, że ostatnio pogoda w ogóle nam nie dopisywała. Zapach soczystej karkówki roznosił się po całym terenie posiadłości, mógłbym rzec, że dotarł nawet do sąsiadów.
Obserwowałem tętniących życiem chłopaków. Luke siedział na motorze, pokazując swojej dziewczynie, co potrafi jego silnik. Od czasu do czasu pocałowali się. Swoją drogą nie do końca rozumiałem jakim cudem Vanessa z nim jest. Ta dziewczyna to całkowite przeciwieństwo Hemmings'a - można to zauważyć od razu, chociażby po ich ruchach i zachowaniu. Podczas gdy blondynka delikatnie gładziła dłonią jego policzek, zatapiając się w słodkim pocałunku, ten gówniarz bezczelnie łapał ją za tyłek, nachalnie przyciągając do siebie. Zapewne jeszcze nie dała mu tego, o co próbował się doprosić. Mógłbym go wyśmiać, ale oglądanie tej komedii sprawiało mi większą przyjemność. 
- Może przejdziemy się na górę? - mruczał do jej ucha - Pokażę ci co potrafi mój rumak - blondyn przygryzł płatek jej ucha, a ja rozbawiony posłałem znaczące spojrzenie Calum'owi, który mało nie zakrztusił się z wrażenia.
Luke nie zdawał sobie chyba sprawy z tego iż nie jest tutaj sam. Nie było to znowu czymś nadzwyczajnym. Kiedy obok niego pojawiała się dziewczyna, zapominał o Bożym świecie. Stwierdzenie, że Hemmings jest kobieciarzem było zdecydowanie trafne. Problem jednak tkwił w tym, że nie umiał podrywać kobiet. Udawało mu się tylko i wyłącznie wtedy, kiedy po prostu nic nie mówił. Miał bardzo bezpośrednie odzywki, bez znaczenia czy dziewczyna naprawdę mu się podobała, czy była tylko na jedną noc. Wszystkie traktował tak samo.
Calum przyglądał się Luke'owi z troską, siedząc przy ognisku. Zawsze miał obawy, co do swojego przyjaciela i chciał go chronić. Kiedy młody Lucas znajdował się w ciężkich sytuacjach, ten starał się za nim wstawić oraz go bronić. To, co było między tą dwójką, mogłem spokojnie nazwać prawdziwą przyjaźnią. Wzajemne wsparcie, jakie sobie okazywali, wspólna zabawa czy smutek były nie do opisania. Takiej relacji można było jedynie zazdrościć.
Każdy z nas odwrócił głowę, gdy brama wjazdowa zaczęła się otwierać. W tle spostrzegłem czarnego mustanga, który później wjechał na teren posiadłości, zatrzymując się przed garażem. Z wozu wysiadł biało-włosy Michael, wyraźnie niezadowolony. Trzasnął drzwiami, co tylko oznaczało kłopoty, gdyż Clifford zawsze traktował swoje samochody z szacunkiem. Samochód poruszył się pod wpływem uderzenia. Przyjaciel pokierował się w naszą stronę, aby za chwile oznajmić, czego dowiedział się na mieście.
- Wiesz, zawsze chciałem pojechać do LA, może to będzie nasz następny przystanek? - zapytałem, słysząc w radiu utwór City of Angels zespołu 30 seconds to Mars. Michael jednak nie zareagował. W zamian za to, rzucił miejscową gazetę na stół, gdzie właśnie trzymałem swoje nogi. Stał nade mną ,cierpliwie czekając aż sprawdzę brukowiec. Posłałem mu pytające spojrzenie, aczkolwiek chłopak nie odpowiedział na nie. Pochyliłem się więc, oglądając pierwszą stronę. Gazeta nie była stąd. To Newsweek z Sydney.
- Wycieczka do LA musi poczekać - powiedział wściekły.
Otworzyłem szmatławiec na rozwinięciu artykułu, który najbardziej przykuł moją uwagę. Spoważniałem, gdy tylko moje oczy zobaczyły ten przerażający nagłówek, mówiący tylko jedno. Mieliśmy ogromne kłopoty.
- Morderstwo za morderstwem - przeczytałem na głos - Gang Cienia nie próżnuje, w każdym tygodniu ginie z ich rąk chociażby jedna osoba. Kiedy skończy się ten dramat? Kiedy zamkną zabójcę własnego ojca, a następnie jego współpracowników? - śledziłem tekst, a złość w moim ciele rosła.
Kolejny raz nazwano mnie ojcobójcą, kolejny raz zwalają winę na mnie, kolejny raz podejrzewają mnie o jakieś pierdolone morderstwa, o których nie miałem bladego pojęcia. Moje nerwy nie wytrzymywały takiego napięcia. Podniosłem do góry gazetę, po czym zgniotłem kartki w dłoniach. Wstałem z miejsca i ruszyłem w stronę ogniska, później wrzucając do niego piśmidło. Odwróciłem się do Michael'a, mówiąc swoim spojrzeniem wyraźnie co mam w tym momencie na myśli.
- Logan - wypowiedzieliśmy równo, a także z tą samą pogardą imię tego, który starał się uprzykrzyć nam ostatnio życie.
Kolejna wiadomość o napadach rozzłościła nie niemiłosiernie. Nie odwiedzałem Sydney już trzeci miesiąc, a ludzie wciąż podejrzewali mnie o zabójstwa. Nie mogłem tego zrobić, przecież nie miałem możliwości, natomiast doskonale wiem, kto mógł. Logan Fletcher, jeden z moich byłych przyjaciół, który zostawił mnie tuż po tym, jak rozpoczęła się sprawa o mord na moim ojcu. Teraz przejął Sydney, a przynajmniej tak mu się wydaje. Nikt z mieszkańców nie jest świadomy faktu, że zniknąłem z dzielnic już dawno temu. Pobliskie, mniejsze gangi wiedzą, że wyjechałem, a moje miejsce zajął Logan, jednakże to nie wystarcza, aby cała Australia lub samo Sydney w to uwierzyło. Logan nie chwali się swoimi rządami wśród społeczności, a w dodatku nie tuszuje zbrodni, przez co wina spada na nikogo innego jak na mnie, ale jemu najwyraźniej to nie przeszkadza. 
- To nie wszystko - odparł - Sądzę, że po tym, co za chwilę ci powiem, zaczniesz się pakować i będziesz gotowy do wyjazdu.
- Można jaśniej? - zapytałem zirytowany. 
- Byłem tu i tam - zaczął jasnowłosy - Spotkałem bardzo dobrego informatora, który oznajmił mi, że sukinsyn, który prawie wsadził cię do więzienia jest w Sydney - oświadczył.
Przyjrzałem się Michael'owi, otwierając usta z wrażenia. Człowiek, który pozbawił życia mojego ojca jest w mieście, w którym się urodziłem. Mieście, które mnie nie znosi, gardzi mną i życzy mi szybkiej śmierci właśnie z jego powodu. Czy mógłbym przepuścić okazję, aby w końcu go dorwać i wbić ten sam nóż, od którego zginął mój ojciec w jego pierś? Nie sądzę.
Od kilku miesięcy nie myślę o niczym innym, jak o znalezieniu tego człowieka. Szukałem go wszędzie, ale zbyt dobrze się ukrywa. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, gdyż nigdy wcześniej takie rzeczy nie zajmowały mi tyle czasu. Jednak teraz już mi nie ucieknie. Znam swoje miasto na wylot. Pojadę tam, znajdę go, udowodnię swoją niewinność, a następnie go zabiję.
- Zwijamy się - rozkazałem głośno - Wracamy do Sydney.
- Co? Kurwa, Irwin.. akurat teraz? - marudził Hemmings, bujając się na tym swoim rowerku zwanym motorem.
- Przykro mi, że jeszcze jej nie rozdziewiczyłeś, Lucas - rzuciłem z udawanym smutkiem - Może innym razem - puściłem blondynowi oczko, którego twarz zaczęła się czerwienić. 
Odwróciłem się do Michael'a - Przy okazji rozmówicie się z Loganem.
- A ty? - zapytał Clifford.
- Nie macie pojęcia, co się ze mną stało - odpowiedziałem - To informacja dla niego, nie może wiedzieć, że wróciłem do miasta, dopóki nie załatwię swoich spraw. Gdy to zrobię, zajmę się i nim. Chętnie pobawię się z nim w gry, w końcu w tym podobno jestem najlepszy - uśmiechnąłem się szeroko do chłopaków, a potem wyruszyłem do domu pakować swoje rzeczy. Nigdy wcześniej nie byłem tak zdeterminowany jak tego dnia...

A drop in the ocean (polecam włączenie muzyki).
Zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest stracić wszystko? Jakie to uczucie, kiedy cały twój świat tak po prostu upada, a ty nie jesteś w stanie nic z tym zrobić? Pustka, wewnętrzna pustka, której nic ani nikt nie może wypełnić.
Wystarczyła sekunda, aby zabrano mi wszystko co miałem. Słowo "wszystko" ma dla każdego z nas inne znaczenie, ale dla mnie tym wszystkim była rodzina. Moja matka oraz mój ojciec. Ludzie, którzy mnie wychowali. Oni są moją definicją "wszystkiego".
Wiesz jak to jest stracić rodziców? Zdajesz sobie sprawę z tego, jak duże i negatywne w tym przypadku jest uczucie pustki? Utraty? Tęsknoty? Braku?
Te dwie osoby, dla których zrobiłbym wszystko - odeszły. Nie ma ich ze mną. Jednej z nich już nigdy nie zobaczę, zaś druga... to dłuższa historia.
Co może być gorsze niż utrata bliskiej, kochanej przez ciebie z całego serca osoby? Odrzucenie, brak zaufania. Tego również doświadczyłem na własnej skórze.
Wyobraź sobie, że osoba, która dała ci życie, pracowała na twoje utrzymanie, obdarzyła cię największą na świecie miłością w ciągu jednej sekundy, dwoma słowami zamieniła twoje życie w jeden wielki koszmar, pogrzebała wszystkie twoje nadzieje, sprawiła, że twój świat stał się szary i smutny. Przykre, nieprawdaż?
"Jesteś mordercą" Słyszysz te dwa słowa i nagle czujesz, jak nogi uginają się pod ciężarem twojego ciała, jak do twoich oczu napływają łzy, a wzrok staje się o wiele słabszy. Czujesz jak coś w tobie pęka, twoje serce. Jedna osoba swym oskarżeniem sprawia, że gaśniesz niczym mała, wypalająca się zapałka. Smutne, czyż nie?
Nie jestem ideałem, nigdy nie starałem się nim być. Nie odczuwam takiej potrzeby. Popełniłem wiele błędów, nadal to robię, jestem tylko człowiekiem. Jednak kogo to obchodzi? Czy w tym świecie nie są istotne jedynie błędy? Czy możesz zaprzeczyć, że ludzie nie czekają tylko na twój upadek?
Nikt nie wyobraża sobie jak zostałem zmieszany z błotem po śmierci mojego ojca. Nikt. Wszystkie gazety, radia, portale internetowe aż huczały na wieść o nowym kryminaliście w mieście. Jaką nowinką musiała być informacja, że ktoś zabił swojego ojca, prawda? Najgorętszy news.
Własna matka nie wierzyła w moją niewinność.
Wiesz czym jest determinacja? Według słownika to zdolność do podejmowania konkretnych, stanowczych decyzji spowodowana wewnętrznym przekonaniem i siłą woli. To ona pomaga mi przetrwać. Chciałbyś wiedzieć, dlaczego jestem zdeterminowany?
Bo mam nadzieję. Nadzieję na znalezienie winnego śmierci mojego ojca.
Dlaczego pragnę go znaleźć?
Moim planem nie jest zemsta.
Prawdopodobnie chciałbyś mnie teraz wyśmiać. Kto normalny, po takich przejściach nie pragnąłby zemsty na człowieku, który obrócił jego życie w piach? Możliwe, że jestem nienormalny. Nie, faktycznie. Ja jestem nienormalny.
Pragnę znaleźć tego człowieka, aby udowodnić ludziom, że pomylili się co do mnie. Chcę usłyszeć przeprosiny od całego świata za określenie mnie ojcobójcą. Chcę, żeby czuli wstyd, upokorzenie, skrępowanie. Dążę do ich kompromitacji.
W tym celu nigdy nie starałem się patrzeć na przeszkody. Okrzyknięty potworem nareszcie się nim stałem. Zacząłem krzywdzić niewinnych ludzi, żeby dowieść o swojej niewinności, której tak naprawdę już nie posiadałem. Błędy za błędami, potyczki za potyczkami, które spostrzegłem dopiero teraz.
Tak bardzo starałem się być innym człowiekiem, że aż zatraciłem się w tym przekonaniu. A może taki po prostu jestem? Kryminalistą bez jakichkolwiek skrupułów? Mordercą? Oszustem? Potworem, którego nie można kochać, a wskazane jest nienawidzić?
Siedziałem na schodach przed domem, zastanawiając się nad sensem całego mojego istnienia. Robiłem wszystko, aby tylko dociec prawdy, a następnie jej dowieźć. Chciałbym to zakończyć, jednak nie potrafię sobie odpuścić. Zbyt wiele poświęciłem, abym mógł to zrobić. Zbyt wiele poświęcili moi przyjaciele, abym teraz zaprzepaścił nasz cały dorobek i zebrane informacje.
Ale ona... Zmienia wszystko. Zmiany już nadeszły, aczkolwiek zauważyłem je dopiero teraz. A nadeszły one kiedy poznałem Caitlin Teasel.
Przypominałem sobie, jak szedłem ulicą, kiedy usłyszałem jej krzyk. Podniosłem wzrok, a niska, wystraszona blondynka stała i przez moment wpatrywała się w morderstwo, które jej oczy zobaczyły. Potem usłyszałem tylko głos Logan'a, nakazujący jego ludziom ruszyć w pościg za dziewczyną. To była najlepsza okazja, aby zepsuć jego plan. Bez wahania sięgnąłem po komórkę. Wystarczył jeden telefon, aby przeszkodzić temu kretynowi w złapaniu Teasel. Niestety, musiały być również ofiary. Przez przypadek zmarł jeden z jego ludzi. Zgaduję, że to właśnie z tego powodu Logan tak bardzo chce dostać Caitlin. Śmierć za śmierć, życie za życie.
Nie obwiniam jej, w końcu był to czysty przypadek. Właściwie powinienem być wdzięczny tej dziewczynie za to, że pokazała mi moje prawdziwe oblicze. Właśnie dzisiaj, przez nią, siedzę tutaj, paląc Malboro, wgapiając się jak ostatni idiota w wychodzące zza chmur słońce i rozmyślając o swoich dotychczasowych błędach.
Sądzę jednak, że to ona najbardziej ucierpiała na tej całej historii. Zazwyczaj nie spoufalałem się z ofiarami, które były mi w jakiś sposób potrzebne. Załatwiałem sprawy szybko i bezboleśnie. Natomiast Caitlin...
Nie mogę powiedzieć, że nie czuję wyrzutów sumienia. Nie rozumiem, dlaczego akurat teraz, przy niej. Nie jest nikim nadzwyczajnym, ale nie mogę przestać myśleć o tym jak bardzo ją zraniłem. Nie mogę również wyrzucić z głowy wypowiedzianych przez nią słów, które chcąc, nie chcąc uderzyły we mnie niczym petarda.
Miała rację. Byłem i jestem potworem. Jak mogłem dopuścić się tego typu oszustw i przekrętów? Handel człowiekiem? Tylko najgorsi posuwają się do takich czynów.
Jej pogardliwy, a zarazem smutny wzrok sprawiał, że moje serce krwawiło. Ufała mi, a ja zawiodłem. Wykorzystałem jej naiwność dla własnych korzyści. Żałosne.
Trzymałem się za głowę, chcąc zapomnieć o wszystkim. Wybić z głowy każde obraźliwe słowo, każdy obraz z przeszłości. Niczego nie pragnąłem bardziej, jak rozpoczęcia życia od nowa - z czystym kontem, mimo że było to niemożliwe.
- Widząc cię w takim stanie, wątpię, abyś był z siebie dumny - usłyszałem głos Michael'a za sobą
- Michael Clifford, wow - chrząknąłem, udając zdumienie - A myślałem, że to Kolumb był odkrywcą Ameryki... taki błąd... - mruknąłem rozczarowany.
- Dobrze wiedziałeś, że kiedyś się dowie o twojej umowie - powiedział niewzruszony.
- Właściwie... liczyłem, że ta informacja do niej nie dojdzie - zaprzeczyłem - Miałem inny plan.
- Więc czemu jej o nim nie powiedziałeś? Ani nam? - Clifford dopytywał z pretensją w głosie.
- Nie mogłem! - krzyknąłem, po czym wstałem i zacząłem chodzić w kółko, pocierając nerwowo dłońmi - Nie potrafiłem... - wyszeptałem bezradnie - Czasem pytania są proste, ale odpowiedzi skomplikowane - mruknąłem - Nie zrozumiałaby, a wy zapewne stwierdzilibyście, że oszalałem.
Brunet z kolorowymi pasemkami zamilkł.
Nie okłamałem Michael'a. Nie chciałem oddać Caitlin Logan'owi odkąd zrozumiałem, że przytaknięcie na jego propozycje było złą decyzją. Oczywiście stawiłbym się na spotkaniu, stwarzając pozory, iż przyjechałem oddać mu Caitlin, ale zażądałbym wpierw informacji, a następnie wyszedł razem z dziewczyną. To dość niebezpieczny plan, jednak możliwy do zrealizowania. Mam dość duże wsparcie gangów z Hurstville więc ucieczka nie stanowiłaby problemu. Byliby przecież obok siebie chłopcy, poszłoby nam świetnie jak zazwyczaj.
Chciałem oznajmić to reszcie dopiero dzień przed spotkaniem, aby nikt nie miał wyjścia mi odmówić. Musiałem być pewny, a także dopiąć wszystko na ostatni guzik. Niestety, ktoś wolał pokrzyżować moje plany.
Cholera, spieprzyłem sprawę, a w dodatku sam dobrze to wiem.
Dopiero teraz zdążyłem zauważyć, że moja relacja z Caitlin weszła na wyższy poziom. Na moje nieszczęście, przyszło to z opóźnieniem. Ocknąłem się, gdy blondynka wyrzuciła z siebie cały wstręt do mojej osoby. Poczułem się, jakby ktoś oblał mnie zimną wodą, budząc ze snu przy okazji przywracając do rzeczywistości.
Rzeczywistość.
Rzeczywistość jest tym, czego się obawiałem. Tkwiłem w swojej "bajce" nie zważając na opinie innych. Robiłem to, co chciałem i kiedy chciałem. Nigdy nie powinienem bawić się zaufaniem, uczuciami, dobrocią. Caitlin obdarzyła mnie tym, z czym nie spotkałem się od bardzo dawna, a ja perfidnie to wykorzystałem.
Czułem odrazę do samego siebie. Tak bardzo nienawidziłem całego mojego życia.
Przez chwilę żałowałem nawet, że nasze drogi musiały się spotkać.
Schowałem twarz w dłoniach, całkowicie się załamując.
- Jestem potworem - stwierdziłem.
- Nie mów tak - Michael starał się mnie pocieszyć.
- Ale tak jest! - wydarłem się - Nie widzisz tego?! Zobacz dokąd nas doprowadziłem! - krzyczałem - Przeze mnie wy zostawiliście swoje rodziny, dzięki mnie Calum nie ma kontaktu z własną siostrą, a Luke z matką! - wymieniałem - A ty? Nawet nie wiesz, gdzie są twoje siostry... jak myślisz z czyjego powodu?
- Własnego - powiedział pewnie, irytując się - To ja zdecydowałem, że zostaję z tobą, tak samo reszta - wyjaśnił - Każdy z nas podjął swoją decyzję, nic nie robiłeś za nas, tym bardziej wbrew naszej woli.
- A co jeśli faktycznie zaćpałem się i zabiłem ojca? Tylko tego nie pamiętam? - pytałem, powoli wariując.
- Nie zrobiłeś tego - powiedział Michael znudzony - Nie jesteś ćpunem.
Oparłem się o samochód stojący przed domem, przeczesując włosy. Nie wiedziałem już co jest prawdą, a co kłamstwem, ciężko mi było z tym wszystkim żyć. Nie jestem nawet w stanie pogodzić się z faktem, że mój ojciec leży w grobie, a matka nie chce mnie znać. Nie potrafię ruszyć dalej bez oczyszczenia się z wszystkich zarzutów i udowodnienia, że nie jestem winny.
- To jakiś zajebany koszmar bez końca - westchnąłem.
- Odpuść Ashton - wybełkotał Mike - nie możesz rozpocząć nowego rozdziału bez zakończenia poprzedniego - poklepał mnie po ramieniu - Caitlin cię potrzebuje.
- Zrujnowałem wszystko... - warknąłem, uderzając z całej siły w oponę auta - Straciłem jej zaufanie - szepnąłem, spoglądając ze smutkiem na przyjaciela - Nigdy mi tego nie wybaczy.
Akurat w tej sprawie nie myliłem się. Caitlin była dobrą, szczodrą, o ogromnym sercu dziewczyną, ale miała również granice, które ja przekraczałem non stop. W końcu zmarnowałem ostatnią szansę, a ona następnej mi już nie podaruje. Mogę puścić ją wolno, lub przetrzymywać wbrew własnej woli. Zależy mi jednak, aby była żywa. Chociaż tyle mogę dla niej zrobić, więc czy tego chce czy nie zostanie tutaj, ze mną, z nami.
Zgodzę się natomiast co do jednej sprawy, w której to Clifford ma rację. Dopóki nie odpuszczę sobie doszukiwania się mordercy ojca, nigdy nie ruszę dalej, wiodąc spokojne życie. Dla samego siebie powinienem przestać na siłę węszyć. Prędzej czy później i tak poznam prawdę, bez robienia krzywdy ludziom. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Tak, wielki Michael Clifford. Jak zwykle wygrał ze mną w bitwie na racje. Jeśli ktokolwiek ją miał, był to właśnie on. Zadziwiające, że nigdy się nie mylił. Mogłem na niego liczyć w każdej sprawie, nawet kiedy się kłóciliśmy. Ale chyba właśnie na tym polega przyjaźń nieprawdaż?
- Pamiętasz, jak mówiłeś, że zależy mi na niej? - zapytałem, a Michael przytaknął - Teraz to widzę - przyznałem się.
- Domyślałem się, że jest dla ciebie kimś więcej - powiedział cicho, ale i tak usłyszałem ten drżący, zaniepokojony głos.
- Ona zobaczyła we mnie coś więcej niż tylko kryminalistę - odpowiedziałem, przyglądając się własnemu odbiciu w szybie samochodu - Pośród tej całej ciemności, ona znalazła we mnie niewielkie światło, którego ja szukałem od dawna - wyjaśniłem, odwracając się do Michael'a - Wystarczy jej jedno spojrzenie, a łagodnieję, zapominając o problemach - mówiłem, a mój głos powoli się załamywał - Potrzebuję jej - szepnąłem błagalnie, jakby miały to być ostatnie słowa wychodzące z moich ust.
Popatrzyliśmy na siebie pełni zmartwień, stojąc w ciszy. Clifford wziął głęboki wdech, po czym sięgnął do swojej kieszeni. Wyjął z niej komórkę. Wyciągnął rękę w moim kierunku, podając telefon.
- Więc nie zmarnuj tego - zakomunikował, chowając w moich dłoniach sprzęt - Zadzwoń do Logan'a i odwołaj ustawkę - nakazał.
Popatrzyłem na czarnego iphone'a, mrugając kilkakrotnie. Wahałem się. Niczego innego nie pragnąłem, jak zerwania tej przeklętej umowy. Chciałem zagwarantować Caitlin spokój, na jaki zasłużyła po tych wszystkich kłamstwach i katorgach związanych ze mną. Zastanawiałem się jednak do czego może doprowadzić moja rozmowa z Fletcher'em. Wiedziałem, że może być o wiele gorzej. Bałem się, że ma on naprawdę ważną informację dotyczącą zabójcy mojego ojca, a ja tylko to zaprzepaszczę.
Co jednak jest ważniejsze? Informacja, czy może ludzkie życie?
Wybrałem numer Logan'a, a następnie przyłożyłem słuchawkę do ucha, czekając aż nastąpi między nami połączenie. Myślałem, że serce wyleci z mojej piersi. Chłopak szybko odebrał, jakby czekał na telefon ode mnie, albo moich ludzi.
- Fletcher - odezwałem się pierwszy.
- Irwin, jak miło - odparł - Kiedy zamierzasz przywieźć mi Teasel? - dopytywał zadowolonym głosem.
- Oh, nawet nie spytasz jak się miewam?
- Oszczędźmy sobie tego wszystkiego, do rzeczy, gdyż zaczynam się niecierpliwić.
- Nastąpiły małe zmiany, Logan.
- Nie pamiętam, żebym na jakieś się zgadzał - jego ton uległ zmianie w ciągu chwili.
- Kasa za informację.
- Nie ma opcji - wyraził się jasno.
- W takim układzie, umowy też nie ma - oznajmiłem.
- Wiesz, co wiąże się z jej zerwaniem? - spytał, wyraźnie zirytowany moją decyzją - Przyjadę po dziewczynę jutro.
- Niestety to niemożliwe - powiedziałem, wzdychając - Widzisz, nadal nosi wisiorek - oznajmiłem - Nietykalność lalala hm hm hm - przypomniałem mu melodyjnie o znaczeniu tej biżuterii.
- Już ci mówiłem Irwin, twoje czasy minęły, a zasady odeszły w niepamięć - warknął.
- Oh, Fletcher - zaśmiałem się - A ty nadal myślisz, że rządzisz w tym mieście.
- Nie denerwuj mnie Ashton.
- To lepiej ty mnie nie denerwuj - syknąłem - Nie dostaniesz Teasel.
- A ty informacji - odpowiedział - I radziłbym ci uważać na ulicach, ostatnio mam słabe nerwy.
Połączenie zostało urwane.
Odsunąłem telefon od swojego ucha. W moim ciele gotowało się ze złości. Zmarszczyłem brwi. Powietrze ledwo wychodziło z mojej zaciśniętej szczęki, a klatka piersiowa słabo unosiła się i opadała. Nie jestem osobą, której się grozi. Nie mówi się do mnie tym tonem i nie zachowuje się w ten sposób. A już na pewno Logan nie ma takiego prawa.
Pożałuje tego.

___________________________________________________
Here it is! Yay!!
Wiem, że troszkę chaotyczne, ale był to kolejny rozdział z którym miałam trudności ohhh (ostatnio jest ich coraz więcej) Rozdział 35 również będzie ciut przejściowy, nie mogę się doczekać 36-tki, bo będzie zdecydowanie mój klimacik.

A więc tak! To Logan był w prologu! Zaskoczeni? Nie sądzę.
Trochę rozjaśniłam wasze umysły, a przynajmniej mam taką nadzieję.
I wow, jest coś dla Cashtlin Shippers! Ashti ma jednak serce, patrzciee.

Okay, przejdźmy do ogłoszeń parafialnych.
Tyle się u mnie dzieje...
Ruszyło WŁOSKIE tłumaczenie Cienia! Możecie je zobaczyć

I od razu prośba. Jeżeli możecie.. udostępniajcie na twitterze, wysyłajcie do osób z Włoch. Musimy trochę rozpowszechnić Cienia. Jeśli są tu osoby o dobrym serduszku, które zrobią to bezinteresownie byłabym super wdzięczna.
To tłumaczenie powstało dzięki Wam. To dzięki Wam Cień trafił do tak dużej ilości osób z Polski, a teraz możliwe, że trafi do kilku osób z Włoch, byłoby fajnie. Niedługo też ruszy angielskie tłumaczenie. Byłoby już, ale niestety problemy techniczne, które rozumiem.

Widziałam na CieńNEWS ostatnio prośbę o dedykację, jednak wybaczcie dziewczyny - shame on me, nie doczytałam i nie zapamiętałam nikomu. W każdym bądź razie życzę wam Wszystkiego Najlepszego, spełnienia marzeń, samych sukcesów, dużo zdrówka i czego tylko sobie zapragniecie.

Mam nadzieję, że rozdział znośny.
Jest nas już prawie 1500, witam nowych czytelników, całuję starych, kocham was wszystkich!
Jesteście najlepsi! 
Prawdopodobnie, jak zwykle miałam coś jeszcze napisać, ale zapomniałam...


KOCHAM WAS! Do następnego!
#CieńFamily. <3

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 33

What if I told you what was really going on? (kliknij na tekst, żeby otworzyć muzykę do rozdziału)
ps. Jeśli ktoś czyta szybko, proponuję przełączyć na piosenkę "Cry".

Posadziłam George’a na jednej z kanap w salonie.  Z jego nogi wciąż płynęła czerwona ciecz, ale w mniejszych ilościach. Na szczęście kula tylko zdarła skórę, mogło skończyć się o wiele gorzej. Gina pomogła mi znaleźć kilka bandaży, gdyż żaden z kolegów Ashton’a nie mógł kiwnąć palcem ze względu na jego rozkazy. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, dlaczego George znalazł się w Hurstville, czemu był więziony w piwnicy oraz jaki był powód takiej reakcji Ashton’a na jego widok, a także słowa.
Delikatnie przytknęłam zmoczoną wodą utlenioną gazę do rany na nodze chłopaka, który jęknął z powodu bólu. Kiedy dokładnie oczyściłam draśnięcie, pomimo protestów George’a, zabandażowałam nogę, aby nie wdarło się zakażenie. Gdy tylko skończyłam usiadłam naprzeciwko chłopaka oczekując wyjaśnień. W porównaniu do wszystkich sytuacji, ta zdecydowanie była chora.
Podczas kiedy Michael kłócił się z Ashton’em, ja starałam się wydobyć z George’a jak najwięcej informacji, które pomogłyby mi rozwiązać ten problem. Nie wiedziałam jednak, że to wcale nie chodzi o Irwin’a, czy mojego kolegę, a najzwyczajniej świecie o mnie.
- Jesteś w niebezpieczeństwie – szepnął brunet – Cait, musisz uciekać…
W tym samym czasie frontowe drzwi otwarły się z hukiem. Pewny siebie Ashton Irwin przekroczył próg drzwi, trzymając w dłoni pistolet.  Zauważając naszą dwójkę, podniósł rękę znowu celując w George’a.
- Okej, twój czas już minął – stwierdził, łądując broń - Nie wiem po co mu bandażowałaś tą nogę, skoro za chwilę będziesz musiała robić to z drugą.
- Uspokój się do cholery! - krzyknęłam.
Momentalnie zerwałam się z miejsca, osłaniając George’a całym swoim ciałem. Ścisnęłam jego dłoń, która była zimna niczym lód. Moja zaś była rozgrzana, jak całe ciało i krew płynąca w moich żyłach. Nie bałam się Ashton’a, pewna część mnie była przekonana, że nie zrobi mi krzywdy. Może kilka tygodni temu zawahałabym się, jednak nie tego dnia, nie po spędzonej nocy w motelu, nie po tym wszystkich słowach, które od niego usłyszałam.
- Caitlin.. – syknął, mierząc mnie palącym spojrzeniem.
- Nie – odpowiedziałam pewnie, prostując się.
- Dlaczego tak go bronisz? Gówno o nim wiesz! – oburzył się, wymachując pistoletem.
- Tyle samo wie o tobie, draniu! – George wstał z miejsca – Ciekawe, czy powiedziałeś jej, że jest twoją kartą przetargową?!
- Co? – spytałam, odwracając się do bruneta – O czym ty mówisz?
- Dobra, spokój – do salonu wtargnął Michael.
- A ty? – zawołał Ash, kiwając głową – Powiedziałeś jej, że nie spotkaliśmy się przypadkiem? – mówił triumfalnie – Powiedziałeś jej, że kilka ostatnich dni spędziłeś w Hurstville szpiegując nas? I dlatego tutaj jesteś? – kontynuował, chcąc jak najbardziej pogrążyć George’a – No słucham – blondyn oparł się o fotel, patrząc na niego pewnie.
- George, wyjaśnij mi to… - poprosiłam cicho, spoglądając na kolegę ze smutkiem i niezrozumiem.
- Jestem jego wtyczką… – powiedział na jednym wdechu, wzruszając niedbale ramionami, a następnie drapiąc się po głowie. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem, mając nadzieję, że się przesłyszałam. To musiał być sen, jakiś cholerny koszmar w którym tkwiłam nie mogąc znaleźć wyjścia. Przecież znałam George’a, pracowałam z nim, to było niemożliwe, zauważyłabym.
- A raczej byłeś – wtrącił Calum – W końcu nas zdradziłeś Georgey.
- Musiałem – warknął, piorunując bruneta wzrokiem, po czym powrócił do mnie – Nie miałem wyboru, Logan miał moją siostrę, szantażował mnie, że ją zabije – wyjaśnił.
- Taaa, ta… - zabrał głos Ashton, będąc znudzonym – Widzisz? – zwrócił się do mnie – Powinienem był strzelić mu prosto w serce – rzucił bez uczuć.
Pokręciłam przecząco głową, patrząc na blondyna z odrazą. Jedyną rzeczą, jaka przychodziła mu teraz do głowy było zabójstwo. On nawet nie chciał słuchać wyjaśnień George’a. Gdyby mnie tutaj nie było, zabiłby go na miejscu, nie pytając nawet o ostatnie słowa. Nie miało to dla niego największego znaczenia. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, jak można być tak zepsutym człowiekiem. Jak bardzo musiało zniszczyć go społeczeństwo, żeby zaczął zachowywać się, jakby nie miał serca? Jakby nic nie czuł? Jakby życie było dla niego zabawą? Grą?
- On nie jest lepszy! – fuknął George, broniąc się– Sprzedał cię Logan’owi!
- Stul pysk! – Ashton wstał z miejsca, ponownie podnosząc na chłopaka broń.
- Sam stul pysk! – odezwałam się, mając dość tej dziecinady – Mam dość twoich gierek i kłamstw - zwróciłam się do blondyna - Czas na szczerość Ashton - mruknęłam, lustrując go wzrokiem - Co masz na myśli George? – wysyczałam, akcentując każde słowo, cały czas patrząc na Irwin'a.
- W zamian za informację o człowieku, który zabił jego ojca, odda cię tamtemu gangowi – powiedział z przykrością w głosie.
Stałam nieruchomo, patrząc na George’a. Mój mózg przetwarzał każde słowo, które brunet przed chwilą wypowiedział. Oddychałam wolno, ale głęboko. To był dla mnie cios poniżej pasa. Popatrzyłam na Ashton'a, który nie miał nawet odwagi spojrzeć mi w oczy. Ostatnią rzeczą, której teraz się spodziewałam był handel moją osobą. Z nadzieją czekałam, aż ktoś wejdzie za moment do domu, krzycząc, że to żart, ale niestety nikt tego nie zrobił…
To była przykra prawda.
Dzień w którym moje wyobrażenie Ashton’a, cała opinia na jego temat uległa zmianie, był najgorszym dniem mojego życia. Nigdy nie wybaczę sobie głupoty, jakiej mogłam się dopuścić. To cały czas była zabawa, gra a ja byłam jego pionkiem. Nie było minuty, w której ten człowiek przejąłby się moim losem.
Czar prysł. W jednej sekundzie wszystko się zmieniło.
Milczałam.
Sama do końca nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czułam jak powoli cała złość obejmuje moje ciało i wystarczy odliczać czas do mojego wybuchu. Moje serce stopniowo przyśpieszało, a łzy bez pośpiechu napływały do moich oczu. Kilkakrotnie gryzłam się w język, aby powstrzymać jak najwięcej słów chcących wylecieć z moich ust.
Ashton rzucił broń na fotel, wzdychając ciężko. Ruszył w moim kierunku, jednak zatrzymał się, gdy tylko postawiłam pierwszy krok do tyłu. Spoglądałam na niego spode łba. Pierwszy raz poczułam się tak bardzo zdradzona.
- Caitlin, wyjaśnię ci – odezwał się Ashton, mówiąc załamującym się głosem.
- Nie chcę twoich wyjaśnień – odpowiedziałam cicho, prawie piszcząc – Nie chcę nic od ciebie.
- To nie tak, nie miałaś iść na wymianę – zaczął, mimo, że go o to nie prosiłam.
- Oh, chciałeś mnie oddać za darmo? – spytałam.
Już było za późno, aby się wycofać. Gotowało się w całym moim ciele. O niczym innym nie marzyłam, jak o wykrzyczeniu mu prosto w twarz, co w tej chwili myślę.
- Zaufałam ci – zawarczałam – A ty cały czas odstawiałeś swoje przedstawienie. Liczyłam, że mi pomożesz, że zakończysz ten cały zajebany koszmar, tak jak mówiłeś. Powiedziałeś, że niedługo będę wolna, to miałeś na myśli? Oddanie mnie Logan’owi? Żeby on mi podarował wolność? Zabiciem mnie? – pytałam pretensjonalnie.
- Nie.. – szepnął, spuszczając głowę – Posłuchaj, proszę..
- A wiesz, co najbardziej mnie boli? – po moim policzku spłynęła łza, ale szybko ją otarłam – To, że zobaczyłam w tobie kogoś zupełnie innego. Zobaczyłam człowieka, którego spotkała tragedia i przybrał maskę kogoś, kim nie jest. Myślałam, że… boże jaka ja byłam głupia… - mówiłam – Broniłam cię przed własnymi przyjaciółmi, wystawiłam ich, odwróciłam się od nich, dla Ciebie! – wydarłam się.
- Caitlin – usłyszałam za plecami głos Calum’a.
Ponownie przetarłam policzki, a potem odwróciłam się w stronę bruneta.
- Jesteście potworami – mówiłam z pogardą – Wszyscy, bez wyjątku; każdy z was miał tutaj swój udział. Dobrze się bawiliście? Robiąc ze mnie idiotkę? – pytałam, a żaden z nich nie odpowiadał. Patrzyli się na ziemię, lub w okna, unikając kontaktu wzrokowego ze mną. – To ile mi zostało? Dzień? Dwa? A może Logan wpadnie już dziś? – zakpiłam.
- Przestań – odparł Luke apatycznie – Musisz tak dramatyzować?
- Morda, Hemmings – Ashton zdążył go uciszyć, zanim ja to zrobiłam – Caitlin, nie zamierzałem cię oddać, miałem plan.
- Mam ci uwierzyć? – szydziłam – Po tym wszystkim? Czekaj… ile razy mówiłeś mi, że dostanę odpowiedzi na pytania? Że wszystko się ułoży? A pamiętasz, jak powiedziałeś że niedługo wszystko dobiegnie końca? - wyliczałam na palcach - Muszę przyznać, że jesteś wspaniałym aktorem, wierzyłam jak idiotka w każde twoje słowo – Ashton stał prosto, milcząc i wsłuchując się w każde moje słowo – Jesteście mordercami i oszustami – podsumowałam – Obrzydliwi kryminaliści, bez serca.
- Licz się ze słowami – ostrzegł Calum, robiąc krok do przodu.
- Bo co mi zrobisz? – spytałam prowokująco – Zabijesz mnie? – parsknęłam – Śmiało! I tak za niedługo będę martwa, jeden dzień w tą czy w tamtą, co za różnica – wywróciłam teatralnie oczami, udając, że nie robi mi to różnicy.
- Nie mów tak, Cait – do rozmowy wrócił Michael – To naprawdę nie tak.
Podeszłam do Ashton’a, stając naprzeciwko niego. Mimo, że kątem oka widział, iż znajduję się na wprost, nie zwrócił twarzy ku mnie. Patrzył na unoszący się ogień w kominku. Dotknęłam po raz ostatni jego skóry, kładąc dłoń na bladym policzku blondyna. Przekręciłam twarz Ashton’a w moją stronę, tak, aby jego oczy skupiły się tylko i wyłącznie na mnie.
Nie zauważyłam rozbawienia, jakie w zwyczaju miał wymalowane na twarzy, podczas swoich gierek, ale nie powstrzymywało mnie to przed kontynuacją całego przedstawienia. W końcu był perfekcyjnym aktorem, może chciał wymusić na mnie wyrzuty sumienia? W takim układzie, nie miał na co liczyć.
- Gratuluję ci – szepnęłam; tak, aby tylko on mnie usłyszał – Pozbawiłeś mnie chęci do życia – wymamrotałam, a z moich oczu wypłynęła fala łez – Nienawidzę cię – wyszlochałam.
Zabrałam dłoń z policzka Ashton’a.  Jego oczy zamknęły się, jakby nie mogły dłużej znosić mojego widoku. Tak bardzo pragnęłam zadać mu chociaż trochę bólu, którego ja doświadczyłam. Wiedziałam jednak, że to niemożliwe. Ashton Irwin nie miał uczuć. Dowodem były wszystkie czyny, których się dopuścił. Całe show nie poszło na marne. Widziałam wyrzuty sumienia u Michael'a. Mogę więc uznać, że po części udało mi się dotrzeć do chociaż jednego z nich.
Nie powstrzymywałam dłużej płaczu. Jedno zdanie zadało mi więcej bólu, niż mogłaby to sprawić chłosta.
Ashton odwrócił wzrok ponownie.
Poczułam na swoim ramieniu dotyk czyjejś dłoni. George pojawił się tuż obok, ściskając moją rękę. Odsunęłam się od niego, tworząc między nami dystans. Zdradził mnie, tak samo jak oni. Nie potrafiłam mu w tej chwili wybaczyć, mimo, że miał o wiele lepsze argumenty niż Irwin i jego przyjaciele. Ja jednak widziałam o wiele więcej opcji, które mógł wybrać, zamiast skrywać przede mną tajemnice i tak jak reszta – odstawiać teatr w którym byłam jedynie kukiełką.
- Mogłeś mi powiedzieć – mruknęłam, nie patrząc w jego oczy
- Nie miałem wyjścia... - szepnął.
- Zawsze jest wyjście - odparłam opryskliwie.
Zapadła cisza.
Mijały sekundy, minuty, ale nikt nie miał odwagi, aby się odezwać.
Jako pierwszy wyłamał się Ashton.
Blondyn pokierował się do wyjścia. Nakazał Calum’owi zająć się wszystkim, a następnie wyszedł z impetem trzaskając drzwiami.
Prychnęłam, nie spodziewając się takiej reakcji Ashton'a. Zdziwiło mnie, że nie zaczął rzucać obelgami w moim stronę, śmiejąc się i świętując jak to udało mu się ze mnie zażartować.
Jako drugi ulotnił się Luke. Wybiegł za swoim przyjacielem zostawiając nas w zmniejszającym się gronie. Gina wyszła z salonu o wiele wcześniej. Nie spostrzegłam, kiedy zniknęła. Widocznie nasza rozmowa nie była na tyle interesująca, aby dziewczyna jej wysłuchała. Zapewne miała o wiele lepsze zajęcia.
Skrzyżowałam ręce stojąc na środku salonu i obserwując pozostałych domowników. Calum swym wzrokiem wypalał dziury w moim ciele. Oczy bruneta aż płonęły ze wściekłości dominującej w jego ciele. Miałam wrażenie, że gdyby miał wolną rękę już dawno by mnie zabił. Zastanawiałam się tylko, za co? To tylko i wyłącznie we mnie powinno się gotować.
- Odwieź go do domu - przerwał ciszę Michael, zauważając reakcję Calum'a.
- Ty chyba nie myślisz, że... - buntował się Hood.
- Słyszałeś - ciemnowłosy nie pozwolił swojemu przyjacielowi na okazanie sprzeciwu.
Michael zwrócił się w moją stronę, chcąc cokolwiek powiedzieć, jednak żadne słowa nie wyszły z jego nerwowo drżących ust. Westchnął cicho, patrząc przepraszająco. Nie zmieniło to mojego nastawienia, ani opinii o nim. Był taki sam jak reszta, wszyscy byli kryminalistami, a ja nie powinnam mieć z nimi nic wspólnego.
Wbiegłam po schodach na piętro, kierując się prosto do pokoju. Gdy tylko do niego wpadłam, rozpłakałam się.
Krzyczałam, szlochałam, mając nadzieję, że pozbędę się bólu siedzącego w mojej głowie. Wplotłam palce we włosy, ciągnąc za kosmyki, prawie je wyrywając. Zaciskałam szczękę, przygryzałam wargi, zębami szczypałam język... robiłam wszystko, żeby tylko się wyciszyć, zakończyć tą całą udrękę.
Nie odczuwałam żadnego bólu fizycznego, jednak nie mogłam znieść bólu psychicznego. W moich myślach wciąż pojawiały się słowa George'a. Nie cierpiałam dlatego, że za kilka dni miałam być martwa. Było mi to obojętne. Odczuwałam ból z powodu swej nierozsądności. Zostałam w perfidny sposób wykorzystana, zdradzona, oszukana. Ślepo wierzyłam w każde słowo Ashton'a.
Uderzyłam ciałem o ścianę, osuwając się powoli na ziemię. Zamknęłam powieki, pogrążając się w rozpaczy, bo właśnie gdy ona się pojawia, czasami nie ma innego wyjścia jak tylko w niej zatonąć. Marzyłam, aby właśnie teraz znaleźć się na dnie któregoś z oceanów lub na bezludnej wyspie.
Tylko raz czułam się tak fatalnie, jak tego dnia. Nie widziałam w sobie żadnej pozytywnej cechy. Byłam beznadziejna, naiwna, głupia. Jak mogłam uwierzyć, że Ashton chce mi pomóc? Chroni mnie? On mnie potrzebował, ale tylko do własnych celów. Zależało mu tylko na jednym, dążył do tego nie zważając na przeciwności, jakiekolwiek uczucia. Jestem pewna, że gdyby nie miał wyjścia, wymieniłby za jedną, durną informację nawet przyjaciół.
Przyjaciele... faktycznie, muszą być dobrymi przyjaciółmi. Cała trójka z jego ekipy, aż kipi lojalnością. Żaden z nich nie był w stanie mnie oświecić. Każdy milczał, patrząc jak tylko zagłębiam się w kłamstwa, a Ashton zyskuje moje zaufanie.
Wyobrażałam sobie, jak żałośnie muszę wyglądać w tej chwili. Oni zapewne siedzą na dole, nabijając się ze mnie. Wygrali - mogą triumfować ile tylko pragną. Pozbawili mnie znajomi, rodziny, mieszkania, a także całego życia.
Każde jego słowo było oszustwem. Bez wyjątku. Historie, które mi opowiadał również były szmirą. Podczas, gdy ja słuchałam każdego ułożonego przez niego zdań, on w swoich myślach szydził ze mnie. Czułam się, jakby ktoś wbił w moje ciało setki kołków.
Wspomnienia związane z tymi ludźmi odtwarzały się w mojej głowie, jakby puszczane z kasety.


~*~ 
- Oh, Eminem, lubię go - rzuciłam od tak, aby zacząć z nimi rozmowę na byle jaki temat - Podobno wychodzi jego nowa płyta, słyszeliście? Ostatnio słuchałam Berzerk, fajny kawałek, w sumie Survival też świetny, zaimponował mi koleś i w ogóle...
(...)
- Nie chcę ci przerywać tej twojej inteligentnej wypowiedzi, ale mam jedno, małe pytanie - wtrącił chłopak spoglądając na mnie przez przednie lusterko. Skinęłam głową, czekając, aż w końcu usłyszę trochę więcej jego głosu, aby móc go w jakikolwiek sposób zapamiętać. - Kilkanaście minut temu prawie cię nie zabili, jedziesz z dwoma nieznajomymi, nie wiedząc dokąd i zamiast tutaj histeryzować chcesz z nami pogadać o jakimś zasranym raperze, który wydaje jakiś zasrany album, który gówno nas obchodzi. Co jest z tobą nie tak?

~*~ 
- Tak ci się podoba, że nie możesz do niego podejść? - zapytał głośno, tak, żeby chłopak usłyszał. Jego kąciki ust powędrowały do góry, a ja miałam ochotę spalić się ze wstydu.
~*~ 
Moje ciało uderzyło z impetem o ziemię. Poczułam silny ucisk na brzuchu i piersiach, ale strach, który przeze mnie przemawiał zabraniał mi otworzyć oczy. Oddychałam szybko, wpuszczając i za chwilę wypuszczając powietrze. Kiedy prawa powieka uniosła się, ujrzałam leżące na mnie ciało. Otworzyłam całkowicie oczy, jednak wciąż nie miałam odwagi się ruszyć. Calum zaczął powolnie ze mnie schodzić, również dysząc. Jego ręce oparły się na asfalcie. Brunet pochylił głowę, a potem przeczesał dłońmi swoje włosy. Próbował się uspokoić po sytuacji, która przed chwilą miała miejsce. Usiadł podsuwając swoje kolana bliżej twarzy, po czym oparł na nich ręce i posłał mi spojrzenie, biorąc kilka wdechów. Ja zaś przesunęłam się na chodnik, aby zrobić miejsce przejeżdżającym samochodom. Moje oczy wciąż były szeroko otwarte, chyba jeszcze nie doszło do mnie, co tak naprawdę się wydarzyło, a już w ogóle mogło się wydarzyć, gdyby nie Calum.
- Dz-dzięki, chyba - wydukałam, wciąż analizując wszystko w swojej głowie.
~*~ 
- Ufasz mi? - spytał, jakby nie słysząc tego, co przed chwilą powiedziałam.
- Yhm, skąd to pytanie?
- Odpowiedz - ponaglił.
- Tak, ale co to ma do rzeczy? - odparłam obojętnie, chcąc wrócić do tematu.
- Więc skręć w prawo - oświadczył.
~*~ 
- Caitlin na Boga, nie otwieraj tych pieprzonych drzwi - Ashton warknął do słuchawki z pełną powagą. Wyczułam w jego głosie lekkie przerażenie, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Czy to możliwe, że taka osoba, jak on może się bać? Może się martwić?
- Tydzień temu mnie wystawiłeś, jaką mam pewność, że znowu czegoś nie uknułeś? - spytałam cicho.
- Rusz trochę tą głową, gdybym cię wystawiał, poprosiłbym, żebyś otworzyła te cholerne drzwi. Dopóki są zamknięte jesteś bezpieczna.

~*~ 
- To niemożliwe Cassie, to nie miałoby sensu. - oburzyłam się i wstałam od stolika. - Gdyby chciał zabiłby mnie od razu. 
- Caitlin, popieprzyło cię? - zapytała, a ja popatrzyłam na nią z niedowierzaniem - Kompletnie ci wyprało mózg? Skąd możesz wiedzieć czego tak naprawdę chce od ciebie Ashton? Powiedział ci? Wątpię.
- Dość - pokręciłam głową bezradnie, a na moich policzkach pojawiły się wypieki.

~*~ 
- Nic kurwa nie rozumiesz, nic a nic! - starał się mnie przekrzyczeć - Czy do ciebie nie dociera, że nie chcę cię skrzywdzić?

~*~ 
- Spójrz na mnie - mruknął, jednak ja nie zareagowałam - Spójrz - poprosił łagodnie, błagalnym głosem, zwracając moją uwagę - Możesz mi wierzyć lub nie, ale cię chronię.
- Dlaczego mam ci wierzyć, skoro nic mi nie mówisz?
- Wszystko ci powiem, po prostu nie teraz, ale naprawdę nie mam wobec ciebie złych zamiarów, cholera, chcę ci pomóc... - powiedział Ashton, a ja wciąż patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Przysięgnij - wysyczałam.
- Przysięgam na moje życie, Caitlin.

~*~ 
- Przepraszam - mruknął.
- Za co?
- Za wszystko.

~*~ 
- Widzisz... żyjąc w tym świecie nauczyłem się wielu rzeczy. Jeśli miałbym użalać się nad każdą osobą, która w moim otoczeniu zginęła, zapewne sam bym się zabił z powodu depresji - mówił - Uczucia nas niszczą.


Każde wspomnienie potęgowało moją nienawiść do Ashton’a. Łzy jeszcze chwilę temu opłakiwały własną głupotę. Przypominając sobie jego słowa, a także sytuacje związane z nim oraz jego znajomymi uświadamiałam sobie, jak duży popełniłam błąd. Idiotyzm, jakiego się dopuściłam nie dawał mi spokoju. Co ja sobie myślałam? Że to wszystko się skończy? A on puści mnie wolno?
Naiwna.
To słowo było definicją mojej osoby. Oddawało całą prawdę, określało mnie.
Minęło kilka minut. Przestałam płakać, nie potrafiłam. Moje oczy coraz bardziej puchły, wysychając. Zacisnęłam usta w cienką, wąską linie, przymykając powieki. Ogarnął mnie gniew.
Wstałam z miejsca, podchodząc do szafki nocnej. Z energią sięgnęłam po lampkę, stojącą na blacie. Wyrwałam wtyczkę z kontaktu, a następnie rzuciłam lampą o ziemię. Chciałam pozbawić się całej energii. Niszczenie tego domu, czegoś, co miało dla Ashton'a jakąś wartość, sprawiało mi przyjemność.  Ruszyłam do szafy, po czym z satysfakcją przewróciłam ją na podłogę. Ten mebel nie należał do nowych, bardzo łatwo został przeze mnie zniszczony. Następnym celem było stojące w kącie krzesło. Podniosłam je, a potem z całych moich sił rzuciłam prosto w antyramę powieszoną na ścianie.Szkło pod wpływem uderzenia rozbiło się na tysiąc, drobny kawałeczków, lądując na podłodze wraz z farbą, która odpadła od ściany. Wpadłam w furię, kompletnie nie kontrolowałam tego, co właśnie robiłam. Rzucałam wszystkim, co miałam pod ręką brudząc ściany, przewracałam każdy mebel, rysując podłogę. Zrobiłam z tego pokoju jedno wielkie pole bitwy.
Mimo starań nie opanowałam swoich emocji. Nie wyzbyłam się poczucia winy, bo tak właśnie myślałam - to była tylko i wyłącznie moja wina. To ja wszystko spieprzyłam, wszystko mogło potoczyć się zupełnie innego, ale ja... jak zwykle wybrałam złą drogę.
 Ciężko dysząc, oparłam się o łóżko. Pot zmieszany ze łzami, których wcześniej nie spostrzegłam spływał po moim czole. Kilka kosmyków włosów opadało na moją twarz, uniemożliwiając mi doskonałą widoczność. Odgarnęłam dłonią blond loki, zaczesując je do tyłu. Popatrzyłam na swoje dzieło, powoli uspokajając się. Powinnam zniszczyć całą tą willę, która budziła we mnie nic innego jak odrazę. Najchętniej zaczęłabym od miejsca, w którym Ashton trzymał informacje na mój temat, a skończyłabym na jego pokoju. Nienawidziłam tego domu, każdego jego zakątka.
W progu drzwi pojawiła się Gina. To dziwne, bo akurat nie jej się spodziewałam jako pierwszej. Wolałabym zobaczyć tutaj Irwin'a, a do tego jego minę. Nie wyraziłby na pewno zadowolenia, ale o to mi przecież chodziło.
- Oh, skarbie - powiedziała cicho, wchodząc do pokoju. Robiła duże kroki, omijając szkło, a także zniszczone meble. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Na jej twarzy gościł ledwo zauważalny uśmiech. Pomrugała kilka razy, jakby chciała się upewnić, czy naprawdę to zrobiłam. Brunetka zwróciła się do mnie, patrząc troskliwie na moją zapłakaną twarz. - No już, otrzyj te łzy - nakazała, przecierając opuszkami palców moje mokre policzki - Nie możesz beczeć przez takiego dupka - stwierdziła, głaszcząc mnie po głowie - Musisz zapamiętać, on jest typem człowieka, któremu za wszelką cenę nie można ufać - oznajmiła szepcząc.
Podniosłam głowę słysząc słowa Giny. Dlaczego była dziewczyna Ashton'a tak podle się o nim wypowiada? Myślałam, że ich związek zakończył się rozejmem... Z drugiej strony, czemu miałabym się teraz tym przejąć. Może ją również skrzywdził, a to co mówili o swojej relacji było kłamstwem. To by wszystko wyjaśniało.
Gina opuściła pokój tuż po tym, jak mnie przytuliła. Przez chwilę zastanawiałam się nad jej słowami, dopóki nie wpadłam na pewien pomysł.
Rzuciłam się na szafkę nocną, podnosząc ją z ziemi, gdy tylko przypomniałam sobie o telefonie, który oddał mi Ashton. Otworzyłam pierwszą szufladę, gdzie znalazłam swoją komórkę. Włączyłam ją, aby upewnić się, że to nie kolejna sztuczka Irwin'a, jednak faktycznie - sprzęt był sprawny. Czym prędzej odnalazłam w książce telefonicznej numer Cassie, a następnie nacisnęłam zieloną słuchawkę, żeby połączyć się z przyjaciółką. Podbiegłam do drzwi, chcąc upewnić się, że nikt nie idzie właśnie na górę. Na szczęście korytarz był pusty.
- Halo? - usłyszałam cienki, łagodny głos Cassidy.
- Musisz mi pomóc - oznajmiłam jąkając. Cała się trzęsłam.
Nie mogłam tu zostać i po prostu odpuścić, godząc się na śmierć. Tym razem to ja miałam plan, który mógł wypalić. Co lepsze - od razu zabrałam się za jego realizację.

Koniec działu II - Ujawnienie.
________________________________________________

Wow, ale bicthy Caitlin, haha.
Wstawiłam bo.. no bo dla was no. Okazaliście mi tyle wsparcia, co do matur, głosowaliście w ankiecie na bloga miesiąca, cień zbliża się do 500k i 100k na wattpad. Żyć nie umierać, lepszych czytelników nie mogłam sobie wymarzyć.
Jak głupio to nie zabrzmi, czuję z wami jakąś niezwykłą więź, nie jesteście dla mnie tylko osobami czytającymi moje opowiadanie. Wiem, że się pewnie powtarzam, ale chce żeby każdy z was to wiedział. Jesteście dla mnie naprawdę ważni. Jesteście jak przyjaciele, jak rodzina. Może to śmieszne, ale tak jest. Uwielbiam z wami rozmawiać, czytać wasze wiadomości, uwielbiam was, bo jesteście tacy mili, zabawni, wspaniali. Kocham was. :)

Jeśli ktoś jeszcze nie wie - Cień powstanie w wersji angielskiej, prace już się rozpoczęły! :) Przyznam, że jestem podekscytowana tym faktem. Mam nadzieję, że pomożecie mi w nagłośnieniu wersji angielskiej, aby doszła ona do większej ilości osób. Oczywiście nie zmuszam, to tylko moja prośba z nadzieją hehe.

Ten rozdział jest dla mnie bardzo osobisty i utożsamiam się z nim. Nie będę się tu rozpisywać dlaczego i w ogóle, bo was raczej to nie obchodzi haha. (dobra, powinnam skończyć pieprzyć)
Dziękuję wam jeszcze raz za wszystko!

KOCHAM! #CieńFamily

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 32

Nigdy nie bawiłam się lepiej niż na tej imprezie. Było tłoczno, ale atmosfera nadrabiała bliski bezruch, jaki panował w klubie. Wypiłam parę drinków, ale mimo tego czułam się trzeźwo. Na środku parkietu, tańczyłam w rytmie najnowszego kawałka David'a Guetty, który królował w tej sali. Jego utwory puszczano kilka razy. Moje dłonie unosiły się i opadały kręcąc różne kółka czy ósemki w powietrzu. Nogi mimo bólu nie odmawiały posłuszeństwa. Czułam, że dziś bawię się do upadłego.
Nagle mój nadgarstek ścisnęła dłoń. Gdy się odwróciłam spostrzegłam Dan'a trzymającego w drugiej ręce kubek z najlepszym piwem w mieście. Śmiał się szczerze i korzystał z największych atrakcji tego klubu. Ja również odpowiedziałam mu głośnym śmiechem. Objęłam go, ściskając z całej mojej siły i zakręciliśmy się wokół własnej osi.
Trzymając się za ręce opuściłyśmy tłum narwanych i napalonych nastolatków. Brunet poprowadził mnie w kierunku drzwi ewakuacyjnych, a po chwili znaleźliśmy się na świeżym powietrzu. Rozejrzałam się po osiedlu, które było mi całkowicie nieznajome. W pewnym momencie kompletnie wyleciało mi z głowy na jakiej ulicy byłyśmy, ani w jakiej dzielnicy. Dan sprawiał wrażenie zalanego, ale wiedział, gdzie jesteśmy, ponieważ pociągnął mnie od razu za rękę i pokierował na aleję parku. Moja głowa wciąż obracała się w każdą możliwą stronę rejestrując obrazy i analizując je w głowie. Nigdy wcześniej nie widziałam tego miejsca, a przynajmniej tak mi się wydawało. Za każdym razem, gdy próbowałam sobie je jakimś cudem przypomnieć miałam pustkę w głowie. Dan nie zwalniał tempa, prowadził mnie, do tego pośpieszając, jakbyśmy byli umówieni na spotkanie. Popalał Marlboro, zaciągając się nim, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Dan nigdy nie palił. Wyglądał na zdenerwowanego. Działo się to zapewne późną nocą, ponieważ było niesamowicie cicho i pusto. Niektóre latarnie nie świeciły.
- Dan, dokąd idziemy? - pytałam, jednak mój przyjaciel nie odpowiadał. Uśmiechał się nieśmiało, ale milczał.
Znaleźliśmy się na skrzyżowaniu alejek w parku. Dan puścił moją dłoń posyłając mi uśmiech, a następnie oddalił się i zajął miejsce na ławce. Patrzyłam na niego pytająco, jednak jego wyraz twarzy nie zmieniał się. Wzruszyłam ramionami, a następnie wywróciłam oczami śmiejąc się. Znowu robi sobie ze mnie żarty.
Gdy odwróciłam głowę, zamarłam. Naprzeciwko mnie stał Conor, Conor Ticks. Ten sam człowiek, który kilkakrotnie próbował mnie zabić. Chciałam krzyczeć, ale oddech uwiązł w moim gardle. Moje nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, a do oczu napłynęły łzy. Jedyne o co prosiłam Boga, to przywrócenie w nich władzy. Pragnęłam uciekać, uciekać jak najdalej stąd. Spojrzałam na Dan'a, który wciąż przyjmował tą samą pozycję. Nie ruszał się, ani nie zmieniał swojego wyrazu twarzy. Zastanawiałam się, czym sobie na to zasłużyłam? Dlaczego on ma cokolwiek z tym wspólnego? Nie wiedziałam.
W dłoni Ticks'a spostrzegłam nóż. Chłopak zaczął powoli iść w moim kierunku, z zadziornym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Powolnie odzyskując władzę w moich nogach, zaczęłam niezdarnie się cofać. Pojękiwałam i szlochałam próbując tym samym wezwać jakąkolwiek pomoc.
Wtedy stał się cud. Poczułam na swojej talii duże dłonie, które bardzo dobrze znałam. Jedna z nich sięgnęła po moją rękę i mocno ją ścisnęła. Ashton pociągnął mnie za sobą zmuszając do ucieczki. Biegliśmy ile sił w nogach. Trzymałam jego dłoń bojąc się, że jeśli ją stracę, stracę szansę na przeżycie. Oboje byliśmy zmęczeni, jak po przebiegnięciu maratonu. Skręcaliśmy w każde możliwe uliczki, aby tylko zgubić Conor'a lub jego ludzi.
Gdy tylko nam się to udało, przystanęliśmy na moment.
Kilka niedbałych loków opadało na jego czoło. Miał na głowie czarny kaptur, zakrywający piękne, blond włosy, które osobiście uwielbiałam. Pozwoliłam sobie na jego zdjęcie, a tym samym zobaczenie twarzy Ashton'a w pełnej okazałości. Uśmiechnęłam się, gdy nieśmiało obdarzył mnie spojrzeniem, spotykając się z moimi oczami. Moja dłoń przejechała po jego policzku, gładząc nieskazitelną, jasną skórę. Badałam wzrokiem każdy najmniejszy fragment jego twarzy z zainteresowaniem. Uśmiech nie schodził w mojej twarzy.
Czułam jak jego długie palce przejeżdżają po mojej talii zataczając kółka. Patrzyłam na jego pełne, różowe wargi z pragnieniem złożenia na nich pocałunku. Uczucie, które między nami się wytworzyło było nie do złamania. Czułam ciepło rozsadzające mnie od wewnątrz. Czekałam na ten moment dłuższy czas i w końcu nadarzyła się ta chwila.
- Uratowałeś mnie - szepnęłam blondynowi w usta.
- A ty uratowałaś mnie - odparł Ashton patrząc w moje oczy.
Nasze wargi złączyły się w namiętny pocałunek. Wsunęłam swoją dłoń we włosy Ashton'a, druga zaś gładziła jego policzek. Jego ręce splotły się wokół mojej talii przyciągając mnie bliżej, tak, aby między naszymi ciałami nie było żadnej przestrzeni. Dystans, który kiedykolwiek był między nami w jednej chwili zniknął. Nie czułam się przy nim źle, czułam się fantastycznie. Potrzebowałam go, potrzebowałam jego bliskości, głosu, dotyku, pocałunków. Całego Ashton'a, takiego jakim był - sobą. Zły, czy dobry, wściekły czy szczęśliwy - pragnęłam go w każdym możliwym wydaniu. Nigdy nie czułam się z kimkolwiek tak dobrze, a zarazem tak źle. Sprawiał, że byłam szczęśliwa, a także zła czy smutna.
Nasze języki tańczyły w jednym rytmie. Łapaliśmy pośpiesznie oddech, nie mając ochoty na odrywanie się od siebie. Ashton składał pocałunki na moich ustach z największą pasją i uczuciem. Jego wargi były takie słodkie, delikatne, przyjemne. Nie potrafiłam sobie odmówić.
Księżyc unosił się na niebie wraz z kilkoma gwiazdami, a ja i on - Ashton Irwin, staliśmy przy jedynej, świecącej blisko nas latarni wtuleni w siebie. Nic już więcej nie miało znaczenia, tylko nasza dwójka...

Otworzyłam lekko zaspane oczy, biorąc wdech powietrza. Byłam bliska ziewnięcia, jednak powstrzymałam się, gdy słaby zapach męskich perfum zmieszany z papierosami otarł się o moje nozdrza. Podniosłam głowę do góry i dopiero wtedy spostrzegłam, że leżałam na brzuchu Ashton'a. Boże, leżałam na nim. Jego dłoń do tej pory znajdowała się na moich plecach. Gwałtownie, a zarazem niezdarnie odsunęłam się od blondyna prawie zlatując z łóżka. Obserwował mój każdy ruch z obojętnością. Nie miałam pojęcia jakim cudem wylądowałam na nim, nawet nie chciałam tego wiedzieć. 
- Oh, nie miałem nic przeciwko – powiedział flirciarskim głosem.
Blondyn leżał prosto. Jego piwne oczy błyszczały, a cała twarz była rozpromieniona. Na jego głowie panował nieład. Blond kosmyki rozłożyły się niedbale na czuprynie, tworząc nieznane wariacje. Zabrał swoje ręce, kładąc je za głową. Uśmiechał się szeroko, będąc zadowolonym z zaistniałej między nami sytuacji. Spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie mogłeś mnie obudzić?  - zapytałam zażenowana.
- Oh, błagam cię. Spałaś tak słodko i smacznie, że musiałbym być ogromnym skurwielem, żeby to zrobić – odparł.
- Doprawdy? – podniosłam brew – To był jedyny powód dla którego nie kazałeś mi wstawać?
- Dobra – burknął, wywracając oczami – Przyznaję, czerpałem z tego wielką przyjemność.
Po raz drugi w ciągu tych kilku godzin złapałam za poduszkę i rzuciłam nią w Irwin’a. Jego aroganckie zachowanie działało mi na nerwy. Może czasem wydawał się zabawny, ale po pewnym czasie robił się nudny. Ciężko było mi wytrzymać z nim tak wiele godzin. W życiu nie spotkałam tak zmiennego człowieka, jakim był Ashton. Teraz był złośliwy, a za chwile mógłby być miły i czuły. Świadomość, że jego przyjaciele będą tu już niedługo niezmiernie mnie cieszyła. Sądzę, że nie przeżyłabym kolejnego dnia z tym chłopakiem na osobności. Gra, którą ma w zwyczaju prowadzić już mnie nie bawi, wręcz przeciwnie – jest irytująca. Dlaczego nie pokaże mi swojej prawdziwej twarzy, tylko wciąż zgrywa pewnego siebie dupka bez uczuć? 
Pobiegłam do łazienki, aby przebrać się w rzeczy, które zostawiłam tam dnia wczorajszego. Nie zamierzałam zatrzymywać koszuli Ashton’a, poza tym – gdybym sama jej nie zwróciła, na pewno upominałby się o nią, komentując wszystko najbezczelniej jak tylko potrafi.
Gdy tylko zrzuciłam ubranie z siebie, a nałożyłam swoje; wyszłam z łazienki i wręczyłam blondynowi zapożyczoną rzecz. Ten jedynie zlustrował mnie wzrokiem, po czym zabrał ubranie, zakładając je na siebie. 
Muszę przyznać, że ta koszula leżała na Ashton'ie perfekcyjnie. Wpatrywałam się w jego plecy, kiedy zarzucił cienki materiał na swoje szerokie barki. Kołnierzyk okrył smukły kark Ashton'a, na którym w ostatniej chwili zauważyłam niewielką bliznę. Pragnęłam zapytać, skąd chłopak ją ma, ale wstrzymałam się, gdy tylko przypomniałam sobie o jego wybuchowości. Kłótnia to ostatnia rzecz, która była nam w tej chwili potrzebna. 
Kiedy Calum zadzwonił, powiadamiając nas, że znajduje się wraz z Lukiem pod hotelem opuściliśmy pokój, a następnie motel do którego nigdy więcej nie zamierzaliśmy wrócić. Ashton i ja po raz pierwszy zgodziliśmy się w jednej kwestii – po tym miejscu zostaną jedynie wspomnienia.
Ale czy na pewno same negatywne? Gdybym miała się zastanawiać nad tym wszystkim dłużej, doszłabym do wniosku, że jego towarzystwo nie było wcale najgorsze. Na szczęście tego nie zrobiłam. 
Ja i Irwin musieliśmy utrzymywać między sobą dystans. Mimo, że intrygował mnie swoją osobą, nie mógł być dla mnie nikim więcej jak w pewnym sensie moim wybawicielem, bo w końcu chronił mnie od... śmierci, tak sądzę. Hamowałam każde pozytywne uczucie do blondyna, aby pozostać w strefie neutralności. Chyba mi się do tej pory udało.
Luke stał oparty o drzwi samochodu ze skrzyżowanymi nogami. Jego włosy jak zwykle zostały podniesione za pomocą żelu. Na nosie blondyna spoczywały ciemne okulary, prawdopodobnie firmy ray-ban. Założył na siebie zwykłą koszulkę, co nie miało wielkiego znaczenia, gdyż i tak wyglądał świetnie. Przypominał profesjonalnego modela, jedyną rzeczą która nie pasowała do tego wizerunku był kolczyk. Uważam jednak, że bez niego wyglądałby mniej atrakcyjnie, piercing dodawał mu charakteru. Calum zaś stał obok, dopalając papierosa. Nie miałam siły po raz kolejny zwracać uwagę na to, jak dużą ilość fajek każdy z nich wypalał w ciągu dnia. Wiedziałam, że tak czy siak – nie doliczyłabym się. Ubierając czarne, podarte spodnie oraz skórzaną kurtkę zapewne chciał sprawić wrażenie typowego bad boy’a. Jego słodki wyraz twarzy niestety kontrastował z całym ubiorem.
- Hemmings – warknął gniewnie Ashton, mierząc swojego przyjaciela wzrokiem, kiedy tylko dotarliśmy do auta.
- Słuchaj, Ash.. – zaczął Luke, kiedy Irwin skierował się prosto na niego. Calum w tym czasie stanął obok mnie, śmiejąc się. Irwin zacisnął pięści na koszulce blondyna, po czym rzucił go na ziemię. Wzdrygnęłam się, kiedy zobaczyłam reakcję Ashton’a. Młody runął na ziemię mrucząc coś pod nosem. Panikował, a jego zdania były niespójne. Zgaduję, że starał się wytłumaczyć, jednak niczego nie zrozumiałam poza kilkoma, losowymi słowami.
Ashton natomiast był bezlitosny. Pochylił się nad blondynem i zaczął się na niego drzeć. Za co go tak traktuje? Co takiego Luke zrobił, czym sobie zasłużył na takie upokorzenie? Byłam oburzona, a jednocześnie przerażona. W pełni gotowości chciałam ruszyć w stronę Ashton’a, aby go powstrzymać, jednak Calum przyciągnął mnie do siebie, ściskając moje ramię, abym się nie ruszała.
- Co ty wyprawiasz? On go za chwilę zabije! – krzyknęłam, widząc jak Ashton podnosi pięść do góry, celując w leżącego na ziemi Hemmings'a.
- Coś ty – parsknął – oni tylko wyjaśniają sprawy.
Otworzyłam szerzej oczy, słysząc słowa Calum’a. "Małpy" pomyślałam, zwykłe zwierzęta, które nie potrafią rozwiązać po ludzku konfliktu. Ręce mi opadły. Odwróciłam się, aby znów patrzeć na tarzający się po ziemi, wykłócających przyjaciół. Weszli w głęboką polemikę na temat auta Ticks'a, które nie zostało sprawdzone przez Luke'a.
- Mówiłem ci, że masz obejrzeć ten pierdolony wóz?! Co wtedy robiłeś kurwa, no słucham?! – krzyczał Ashton, szarpiąc go.
- Stary, to nie moja wina! Wpadły siostry Mike’a, było trochę wódki… sam wiesz jak to jest! Powiedziałeś mi o tym w złym momencie! – tłumaczył się Lucas, potęgując jedynie frustrację Irwin'a.
Dzięki Bogu nikogo nie było na zewnątrz poza nami. Recepcjonistka cały czas przebywała w motelu, nie racząc nawet podnieść czterech liter. Akurat teraz nie miałam jej tego za złe. Ostatnie czego nam było trzeba to widowisko lub policja, aczkolwiek wątpię, że ktokolwiek wezwałby ją z dwóch prostych powodów: wyrobiłoby to nie zbyt dobrą renomę temu miejscu, a po drugie… to w ogóle nie przypominało poważnej bójki. Jakbym miała opisać całe zdarzenie, powiedziałabym, że była to mała szarpanina gnojków. Tak to właśnie wyglądało.
- Czy jako ich przyjaciel nie powinieneś ich rozdzielić? – zapytałam o wiele spokojniej niż przedtem. Calum pokręcił przecząco głową.
- Uwierz mi, nie chcesz się w to mieszać – brunet popatrzył na swoich kolegów z politowaniem.
Hood podrzucił kluczyki samochodu do góry, następnie je łapiąc. Ruchem głowy wskazał na samochód, prosząc mnie abym wsiadła. Ruszyłam do auta, a potem zajęłam w nim miejsce. Mimo zamkniętych drzwi wciąż słyszałam kłótnie Ashton’a i Luke’a, która stawała się coraz większą dziecinadą. Złapałam się za głowę nie mogąc wytrzymać już tego hałasu. Rozumiem, że Ashton był zły. Powierzył Luke’owi zadanie, któremu nie podołał, przez co byliśmy w niebezpieczeństwie, ale mogliby to rozwiązać w inny sposób, albo po prostu w domu. Nie wiem co chcieli osiągnąć, dyskutując na ten temat właśnie tutaj.
Po kilku minutach Ashton i Luke doszli do porozumienia. Wsiedli do auta, mierząc się wzajemnie wzrokiem. Calum wziął głęboki wdech, jakby chciał wyzbyć się negatywnych emocji. Zauważyłam, że jego również znudziła zacięta dyskusja przyjaciół zachowujących się jak małe dzieci.
Wróciliśmy do miejsca w którym zostawiliśmy samochód Ticks’a. Chłopcy sprawnie i szybko wzięli auto na hol. Nie minęło pół godziny, a już byliśmy gotowi do drogi. Zanim jednak ruszyliśmy, Ashton podszedł do mnie. Zlustrował mnie wzrokiem, a następnie rzekł:
- Mam dla ciebie dwie wiadomości, dobrą i złą - oznajmił - Którą wolisz usłyszeć teraz, a którą później? - spytał, a ja podniosłam brwi. Po raz kolejny bawił się ze mną, licząc, że wydobędzie ze mnie gniew, czy irytację.
- Dobrą - odpowiedziałam opanowana.
- Beemka wróci do ciebie, kiedy ten kutas Hemmo ją naprawi - zawiadomił.
- Słyszałem, fiucie! - fuknął blondyn.
Nie zaszokował mnie swoim oświadczeniem. Spodziewałam się, że Ashton podaruje mi jakieś auto, gdyż zabrał moje Volvo. Jeśli liczył, że mnie to zaskoczy - nie udało mu się.
Podczas drogi powrotnej zostaliśmy podzieleni. Ja jechałam pierwszym wozem z Lukiem, natomiast Ashton jechał niesprawnym BMW wraz z Calum’em. Blondynowi zapewne znudziło się moje towarzystwo, dlatego właśnie wybrał Calum'a. Po sytuacji pod motelem Luke również nie był na jego liście "osób z którymi chciałby jechać do domu przez kilka godzin".
Z tego co mogłam wywnioskować poprzez długą jazdę samochodem, byliśmy daleko od Hurstville. Przez cały czas jazdy, który liczył prawie sześć godzin musiałam siedzieć w milczeniu i patrzeć na drogę, gdyż ja oraz Luke nie mieliśmy w ogóle tematu do rozmowy. Co tu się dziwić? Przedtem nie spędzaliśmy ze sobą czasu. Nie uważam chłopaka za jakąś bliską osobę z którą mogłabym pogadać o czymkolwiek. On pewnie ma bardzo podobne zdanie. Jestem przekonana, że wolałby, aby moje miejsce zajmował Michael - wtedy prowadziliby konwersację dotyczącą imprez, dziewczyn i... imprez. 
Przez moment patrzyłam na blondyna prowadzącego samochód. Robił to z całkowitą swobodą. Prawa ręka spoczywała na otwartym oknie, a lewa lekko podtrzymywała kierownicę. Samochód miał automatyczną skrzynię biegów, nie musiał więc zmuszać się do większej kontroli. Nucił pod nosem wszystkie piosenki lecące w radiu, a także ruszał w ich rytmie głową. Wydawał się być bardzo rozluźnioną osobą, lubiącą przede wszystkim zabawę.
Nie należał jednak do otwartych, a przynajmniej z początku.
- Więc… wygrałeś to BMW? – spytałam, chcąc zabić ciszę i przerwać barierę niezręczności między nami.
- Taaa, żebyś to widziała – roześmiał się – Sukinsyn nie miał ze mną szans – szydził.
- Oh… - mruknęłam – Ten cały Ticks, ta sprawa z nim…
- No? – ponaglał mnie, spoglądając w moim kierunku.
- Pokłóciliście się z nim? Czy jesteście nastawieni do niego w taki sposób ze względu na mnie? – zapytałam nieśmiało.
Byłam przekonana, że Luke mnie wyśmieje, albo jego odpowiedź będzie przesycona sarkazmem. Od samego początku nie wyglądał na optymistycznie nastawionego, jeśli chodzi o mnie, więc nie liczyłam na żadną serdeczność z jego strony, aczkolwiek ciekawość, tak samo jak szansa na pogłębienie swej wiedzy w temacie Ticks’a była ogromna. Nie mogłam nie skorzystać z tej okazji.
- Każdy z nas nie lubił go od samego początku, zwłaszcza Ashton – mówił ze spokojem, jakby chciał opowiedzieć mi całą historię i rozjaśnić mój umysł – Ticks to ciota, więcej mówi niż robi. Zawsze uważał się za niewiadomo kogo, zgrywał twardziela… a tak naprawdę przez cały czas był, jest i będzie psem Fletcher’a.
- Więc skoro was tak wkurza i nie darzycie go jakąś szczególną sympatią, czemu nie zrzucicie go z jakiegoś klifu, nie przejedziecie samochodem, nie zastrzelicie czy nie wiem no.. nie zrobicie tego, co zazwyczaj robią ludzie tacy jak wy?
- Mamy zasady – burknął.
- Zasady? – zapytałam dla pewności, bo chyba się przesłyszałam.
Zasady? Zasady! Parsknęłam śmiechem. Żaden z nich nie przyznał przede mną, że są tak naprawdę gangsterami, ale normalny człowiek nie wymachuje na prawo i lewo, nie ucieka przed policją, ani nie chowa się na obrzeżach miasta. Mogłam sama wysnuć wnioski, a skoro to zrobiłam próbowałam zrozumieć jakie mogą mieć zasady ludzie tego rodzaju. Myślałam, że właśnie w tym „biznesie” nie ma zasad. To niedorzeczne. Może Luke za chwile pokaże mi cały kodeks?
- Nie zabijamy swoich – wyjaśnił – A Ticks był w naszej grupie, czyli jest tak jakby wciąż nasz i pozostanie nasz.
Skinęłam.
Myślałam, że teraz zapadnie cisza, ale przeliczyłam się, co oczywiście było plusem.
Moja opinia o Luke'u uległa zmianie. Nigdy wcześniej nie spotkałam tak wygadanej osoby poza Cassie. Wystarczyło, że podrzuciłam temat, a chłopak od razu go kontynuował, wypowiadając się szczegółowo i wyczerpująco. Po godzinie już sam nawiązał ze mną dyskusję i chyba nawet mnie polubił. Od czasu do czasu na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Żartował, śpiewał, zabawiał mnie, jakbyśmy znali się od lat. Opowiedział mi o sobie. Dowiedziałam się, że od niedawna jest singlem, zostawił swoją dziewczynę i wyjechał wraz z Ashton'em. Mówił o przyjaźni z całą trójką, ale tutaj hamował się w swych opowieściach, jakby bał się, że powie za dużo. 
Nie bacząc na ten element, wspólna jazda przebiegła nam przyjemnie. Dzięki Bogu nie trwała ona dłużej, bo Luke naprawdę się rozkręcił. Nie wzruszał go nawet fakt, że non stop jedynie potakiwałam na jego wypowiedzi, kompletnie nie słuchając o czym mówił.
Samochody zatrzymały się przed garażem, na terenie posiadłości. Wysiadłam, zabierając swoje rzeczy i idąc do środka. Byłam całkowicie zmęczona. Po tej podróży, marzyłam tylko i wyłącznie o zrelaksowaniu się podczas kąpieli i późniejszym śnie. Liczyłam, że zapomnę o mało komfortowym poranku. Było mi nieco wstyd za swoje niekontrolowane zachowanie.
To, co zobaczyłam zmieniło mój cały plan.
Drzwi wejściowe, otworzyły się z hukiem. George, tak, ten George z baru, George mój kolega z pracy, właśnie George wybiegł z domu. Nie spodziewałam się go tutaj.
- Caitlin, uciekaj stąd! - krzyknął, kierując się prosto na mnie.
Nagle padł strzał. Brunet syknął, po czym padł na ziemię, trzymając się kurczowo za nogę. Odwróciłam się, a za moimi plecami ujrzałam Ashton'a, trzymającego w dłoni broń z której przed chwilą wyleciał pocisk. Spojrzałam na niego z wyrzutem, nie wiedząc nawet co się dzieje. Ruszyłam do mojego kolegi, starając się mu pomóc. W progu drzwi znalazł się Michael.
- Miałeś go zostawić w piwnicy – warknął Ash, posyłając Clifford'owi znaczące spojrzenie.
- To trzeba było się samemu tym zająć baranie – odpysknął.
Obejrzałam łydkę chłopaka poprzez przedarte spodnie. Na szczęście kula tylko drasnęła skórę.
Ashton stanął obok mnie, przyglądając się brunetowi.
- Co ci odwaliło?! - skarciłam blondyna.
- To właśnie jest ta zła wiadomość, Cait - poinformował Ashton, a ja zaczęłam się zastanawiać co takiego miał na myśli.
__________________________________________
Okay, więc ten rozdział jest taki trochę zjebany za co przepraszam. Będzie dużo powtórzeń, składnia straszna, jestem tego świadoma, sorry sorry! Po prostu miałam naprawdę ogromne trudności z napisaniem go ponieważ nic tu się tak naprawdę nie dzieje, a niestety musiał się on pojawić gdyż bez niego dalszych rozdziałów nie mogłoby być. Niestety, musimy przez to przebrnąć razem. Łączę się z wami w bólu, rly.
Dziękuję za 70 tysięcy na wattpad! Wow... nie mogę w to uwierzyć.
Wattpad jest takim portalem, gdzie wyświetlenia mają trochę większą wagę niż na blogspocie. Jak na razie znalazłam tylko jedno polskie opowiadanie, które ma więcej odczytów niż Cień. Nie ma jeszcze żadnego, które miałoby 100 tysięcy. (po cichu, mając nadzieję, wciąż do tego dążę, ale niczego nie zrobię bez was oczywiście, więc jeśli chcecie, żeby Cień miał 100 tysięcy na wattpad i żebym skakała ze szczęścia - wiecie co robić).
Dziękuję wam za ogromne wsparcie podczas matur! Poszło jak poszło, matmę spieprzyłam na pewno, ale za to angielski... kochani, no na bogato! :) Jeszcze został mi jeden egzamin w ten wtorek i jestem czysta. Czekam aż przyjaciółka skończy i lecimy na nauki jazdy. :)
Szkoda, że tak mało osób komentuje. (zaraz będzie krzyk, że jak to mało bo mam 200 kom) Fajnie, że jest ich 200, serio, ale porównując ilość komentarzy do ilości czytelników już nie jest tak ciekawie. No ale niech wam będzie, 200 mnie jak najbardziej satysfakcjonuje. Cieszę się, że niektórzy komentują, gdyż wasze opinie mnie uszczęśliwiają - czytam wszystkie, zawsze. Te na twitterze również. Czasem mogę nie odpisać bo nie zauważę, albo zapomnę, ale czytam!

Z ogłoszeń parafialnych
Cień nominowany do bloga miesiąca maj na spisie <KLIK> żeby zagłosować.
Przypominam o grupie Cienia na facebook'u, dodaję tam czasem różne interesujące rzeczy <KLIK>
Obserwujcie CieńNEWS tam również spoilery, a jeśli ktoś chce być na bieżąco w jednym miejscu ze wszystkimi spoilerami to chyba odpowiednia jest również strona facebook'owa (której nie prowadzę, więc jeśli ktoś by się próbował skontaktować tam ze mną, wiadomość może dotrzeć do mnie później, przez administratorkę) <KLIK>
Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś strony na temat Cienia możecie mi podawać na asku, twitterze, gdziekolwiek - opublikuję.
Wznowiłam ask'a, możecie tam pisać mi co chcecie, o czym chcecie i zadawać przeróżne pytania prócz "Kiedy rozdział" bo teraz będę was zaskakiwać i nie będę mówić kiedy (haha, żart i tak was poinformuję bo nie wytrzymam lol) ASK > KLIK
Wiele osób pyta mnie o to jakie opowiadania o sosach czytam i polecam.
To trzy z nich:

WHEN THE NIGHT GETS DARK
FLAME
THE HEARTBREAKER CODE

Nie znalazłam jeszcze jakiegoś interesującego o Michael'u, ale jestem pewna, że coś się wynajdzie. Niedługo również zaczynam kolejne fanfiction, krótkie, które będzie dostępne jedynie na moim wattpadzie. - PSYCHO - klik
Hm, to chyba tyle z ogłoszeń.
Oh, rozdział 33... może być bardzo niedługo, to zależy od was if you know what I mean. Powinnam jeszcze dziś powrzucać jakieś spoilery.