piątek, 16 maja 2014

Rozdział 34

DZIAŁ III.

ASHTON'S POV
Pogoda była słoneczna. Nie przywykłem do tego typu dni. Moje życie było najczęściej szare i nieprzyjemne, a ten dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Obok niewielkiego domu, w którym pomieszkiwałem wraz z przyjaciółmi unosiła się smuga dymu. Na grillu piekły się największe przysmaki. To świetne uczucie, zwłaszcza, że ostatnio pogoda w ogóle nam nie dopisywała. Zapach soczystej karkówki roznosił się po całym terenie posiadłości, mógłbym rzec, że dotarł nawet do sąsiadów.
Obserwowałem tętniących życiem chłopaków. Luke siedział na motorze, pokazując swojej dziewczynie, co potrafi jego silnik. Od czasu do czasu pocałowali się. Swoją drogą nie do końca rozumiałem jakim cudem Vanessa z nim jest. Ta dziewczyna to całkowite przeciwieństwo Hemmings'a - można to zauważyć od razu, chociażby po ich ruchach i zachowaniu. Podczas gdy blondynka delikatnie gładziła dłonią jego policzek, zatapiając się w słodkim pocałunku, ten gówniarz bezczelnie łapał ją za tyłek, nachalnie przyciągając do siebie. Zapewne jeszcze nie dała mu tego, o co próbował się doprosić. Mógłbym go wyśmiać, ale oglądanie tej komedii sprawiało mi większą przyjemność. 
- Może przejdziemy się na górę? - mruczał do jej ucha - Pokażę ci co potrafi mój rumak - blondyn przygryzł płatek jej ucha, a ja rozbawiony posłałem znaczące spojrzenie Calum'owi, który mało nie zakrztusił się z wrażenia.
Luke nie zdawał sobie chyba sprawy z tego iż nie jest tutaj sam. Nie było to znowu czymś nadzwyczajnym. Kiedy obok niego pojawiała się dziewczyna, zapominał o Bożym świecie. Stwierdzenie, że Hemmings jest kobieciarzem było zdecydowanie trafne. Problem jednak tkwił w tym, że nie umiał podrywać kobiet. Udawało mu się tylko i wyłącznie wtedy, kiedy po prostu nic nie mówił. Miał bardzo bezpośrednie odzywki, bez znaczenia czy dziewczyna naprawdę mu się podobała, czy była tylko na jedną noc. Wszystkie traktował tak samo.
Calum przyglądał się Luke'owi z troską, siedząc przy ognisku. Zawsze miał obawy, co do swojego przyjaciela i chciał go chronić. Kiedy młody Lucas znajdował się w ciężkich sytuacjach, ten starał się za nim wstawić oraz go bronić. To, co było między tą dwójką, mogłem spokojnie nazwać prawdziwą przyjaźnią. Wzajemne wsparcie, jakie sobie okazywali, wspólna zabawa czy smutek były nie do opisania. Takiej relacji można było jedynie zazdrościć.
Każdy z nas odwrócił głowę, gdy brama wjazdowa zaczęła się otwierać. W tle spostrzegłem czarnego mustanga, który później wjechał na teren posiadłości, zatrzymując się przed garażem. Z wozu wysiadł biało-włosy Michael, wyraźnie niezadowolony. Trzasnął drzwiami, co tylko oznaczało kłopoty, gdyż Clifford zawsze traktował swoje samochody z szacunkiem. Samochód poruszył się pod wpływem uderzenia. Przyjaciel pokierował się w naszą stronę, aby za chwile oznajmić, czego dowiedział się na mieście.
- Wiesz, zawsze chciałem pojechać do LA, może to będzie nasz następny przystanek? - zapytałem, słysząc w radiu utwór City of Angels zespołu 30 seconds to Mars. Michael jednak nie zareagował. W zamian za to, rzucił miejscową gazetę na stół, gdzie właśnie trzymałem swoje nogi. Stał nade mną ,cierpliwie czekając aż sprawdzę brukowiec. Posłałem mu pytające spojrzenie, aczkolwiek chłopak nie odpowiedział na nie. Pochyliłem się więc, oglądając pierwszą stronę. Gazeta nie była stąd. To Newsweek z Sydney.
- Wycieczka do LA musi poczekać - powiedział wściekły.
Otworzyłem szmatławiec na rozwinięciu artykułu, który najbardziej przykuł moją uwagę. Spoważniałem, gdy tylko moje oczy zobaczyły ten przerażający nagłówek, mówiący tylko jedno. Mieliśmy ogromne kłopoty.
- Morderstwo za morderstwem - przeczytałem na głos - Gang Cienia nie próżnuje, w każdym tygodniu ginie z ich rąk chociażby jedna osoba. Kiedy skończy się ten dramat? Kiedy zamkną zabójcę własnego ojca, a następnie jego współpracowników? - śledziłem tekst, a złość w moim ciele rosła.
Kolejny raz nazwano mnie ojcobójcą, kolejny raz zwalają winę na mnie, kolejny raz podejrzewają mnie o jakieś pierdolone morderstwa, o których nie miałem bladego pojęcia. Moje nerwy nie wytrzymywały takiego napięcia. Podniosłem do góry gazetę, po czym zgniotłem kartki w dłoniach. Wstałem z miejsca i ruszyłem w stronę ogniska, później wrzucając do niego piśmidło. Odwróciłem się do Michael'a, mówiąc swoim spojrzeniem wyraźnie co mam w tym momencie na myśli.
- Logan - wypowiedzieliśmy równo, a także z tą samą pogardą imię tego, który starał się uprzykrzyć nam ostatnio życie.
Kolejna wiadomość o napadach rozzłościła nie niemiłosiernie. Nie odwiedzałem Sydney już trzeci miesiąc, a ludzie wciąż podejrzewali mnie o zabójstwa. Nie mogłem tego zrobić, przecież nie miałem możliwości, natomiast doskonale wiem, kto mógł. Logan Fletcher, jeden z moich byłych przyjaciół, który zostawił mnie tuż po tym, jak rozpoczęła się sprawa o mord na moim ojcu. Teraz przejął Sydney, a przynajmniej tak mu się wydaje. Nikt z mieszkańców nie jest świadomy faktu, że zniknąłem z dzielnic już dawno temu. Pobliskie, mniejsze gangi wiedzą, że wyjechałem, a moje miejsce zajął Logan, jednakże to nie wystarcza, aby cała Australia lub samo Sydney w to uwierzyło. Logan nie chwali się swoimi rządami wśród społeczności, a w dodatku nie tuszuje zbrodni, przez co wina spada na nikogo innego jak na mnie, ale jemu najwyraźniej to nie przeszkadza. 
- To nie wszystko - odparł - Sądzę, że po tym, co za chwilę ci powiem, zaczniesz się pakować i będziesz gotowy do wyjazdu.
- Można jaśniej? - zapytałem zirytowany. 
- Byłem tu i tam - zaczął jasnowłosy - Spotkałem bardzo dobrego informatora, który oznajmił mi, że sukinsyn, który prawie wsadził cię do więzienia jest w Sydney - oświadczył.
Przyjrzałem się Michael'owi, otwierając usta z wrażenia. Człowiek, który pozbawił życia mojego ojca jest w mieście, w którym się urodziłem. Mieście, które mnie nie znosi, gardzi mną i życzy mi szybkiej śmierci właśnie z jego powodu. Czy mógłbym przepuścić okazję, aby w końcu go dorwać i wbić ten sam nóż, od którego zginął mój ojciec w jego pierś? Nie sądzę.
Od kilku miesięcy nie myślę o niczym innym, jak o znalezieniu tego człowieka. Szukałem go wszędzie, ale zbyt dobrze się ukrywa. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, gdyż nigdy wcześniej takie rzeczy nie zajmowały mi tyle czasu. Jednak teraz już mi nie ucieknie. Znam swoje miasto na wylot. Pojadę tam, znajdę go, udowodnię swoją niewinność, a następnie go zabiję.
- Zwijamy się - rozkazałem głośno - Wracamy do Sydney.
- Co? Kurwa, Irwin.. akurat teraz? - marudził Hemmings, bujając się na tym swoim rowerku zwanym motorem.
- Przykro mi, że jeszcze jej nie rozdziewiczyłeś, Lucas - rzuciłem z udawanym smutkiem - Może innym razem - puściłem blondynowi oczko, którego twarz zaczęła się czerwienić. 
Odwróciłem się do Michael'a - Przy okazji rozmówicie się z Loganem.
- A ty? - zapytał Clifford.
- Nie macie pojęcia, co się ze mną stało - odpowiedziałem - To informacja dla niego, nie może wiedzieć, że wróciłem do miasta, dopóki nie załatwię swoich spraw. Gdy to zrobię, zajmę się i nim. Chętnie pobawię się z nim w gry, w końcu w tym podobno jestem najlepszy - uśmiechnąłem się szeroko do chłopaków, a potem wyruszyłem do domu pakować swoje rzeczy. Nigdy wcześniej nie byłem tak zdeterminowany jak tego dnia...

A drop in the ocean (polecam włączenie muzyki).
Zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest stracić wszystko? Jakie to uczucie, kiedy cały twój świat tak po prostu upada, a ty nie jesteś w stanie nic z tym zrobić? Pustka, wewnętrzna pustka, której nic ani nikt nie może wypełnić.
Wystarczyła sekunda, aby zabrano mi wszystko co miałem. Słowo "wszystko" ma dla każdego z nas inne znaczenie, ale dla mnie tym wszystkim była rodzina. Moja matka oraz mój ojciec. Ludzie, którzy mnie wychowali. Oni są moją definicją "wszystkiego".
Wiesz jak to jest stracić rodziców? Zdajesz sobie sprawę z tego, jak duże i negatywne w tym przypadku jest uczucie pustki? Utraty? Tęsknoty? Braku?
Te dwie osoby, dla których zrobiłbym wszystko - odeszły. Nie ma ich ze mną. Jednej z nich już nigdy nie zobaczę, zaś druga... to dłuższa historia.
Co może być gorsze niż utrata bliskiej, kochanej przez ciebie z całego serca osoby? Odrzucenie, brak zaufania. Tego również doświadczyłem na własnej skórze.
Wyobraź sobie, że osoba, która dała ci życie, pracowała na twoje utrzymanie, obdarzyła cię największą na świecie miłością w ciągu jednej sekundy, dwoma słowami zamieniła twoje życie w jeden wielki koszmar, pogrzebała wszystkie twoje nadzieje, sprawiła, że twój świat stał się szary i smutny. Przykre, nieprawdaż?
"Jesteś mordercą" Słyszysz te dwa słowa i nagle czujesz, jak nogi uginają się pod ciężarem twojego ciała, jak do twoich oczu napływają łzy, a wzrok staje się o wiele słabszy. Czujesz jak coś w tobie pęka, twoje serce. Jedna osoba swym oskarżeniem sprawia, że gaśniesz niczym mała, wypalająca się zapałka. Smutne, czyż nie?
Nie jestem ideałem, nigdy nie starałem się nim być. Nie odczuwam takiej potrzeby. Popełniłem wiele błędów, nadal to robię, jestem tylko człowiekiem. Jednak kogo to obchodzi? Czy w tym świecie nie są istotne jedynie błędy? Czy możesz zaprzeczyć, że ludzie nie czekają tylko na twój upadek?
Nikt nie wyobraża sobie jak zostałem zmieszany z błotem po śmierci mojego ojca. Nikt. Wszystkie gazety, radia, portale internetowe aż huczały na wieść o nowym kryminaliście w mieście. Jaką nowinką musiała być informacja, że ktoś zabił swojego ojca, prawda? Najgorętszy news.
Własna matka nie wierzyła w moją niewinność.
Wiesz czym jest determinacja? Według słownika to zdolność do podejmowania konkretnych, stanowczych decyzji spowodowana wewnętrznym przekonaniem i siłą woli. To ona pomaga mi przetrwać. Chciałbyś wiedzieć, dlaczego jestem zdeterminowany?
Bo mam nadzieję. Nadzieję na znalezienie winnego śmierci mojego ojca.
Dlaczego pragnę go znaleźć?
Moim planem nie jest zemsta.
Prawdopodobnie chciałbyś mnie teraz wyśmiać. Kto normalny, po takich przejściach nie pragnąłby zemsty na człowieku, który obrócił jego życie w piach? Możliwe, że jestem nienormalny. Nie, faktycznie. Ja jestem nienormalny.
Pragnę znaleźć tego człowieka, aby udowodnić ludziom, że pomylili się co do mnie. Chcę usłyszeć przeprosiny od całego świata za określenie mnie ojcobójcą. Chcę, żeby czuli wstyd, upokorzenie, skrępowanie. Dążę do ich kompromitacji.
W tym celu nigdy nie starałem się patrzeć na przeszkody. Okrzyknięty potworem nareszcie się nim stałem. Zacząłem krzywdzić niewinnych ludzi, żeby dowieść o swojej niewinności, której tak naprawdę już nie posiadałem. Błędy za błędami, potyczki za potyczkami, które spostrzegłem dopiero teraz.
Tak bardzo starałem się być innym człowiekiem, że aż zatraciłem się w tym przekonaniu. A może taki po prostu jestem? Kryminalistą bez jakichkolwiek skrupułów? Mordercą? Oszustem? Potworem, którego nie można kochać, a wskazane jest nienawidzić?
Siedziałem na schodach przed domem, zastanawiając się nad sensem całego mojego istnienia. Robiłem wszystko, aby tylko dociec prawdy, a następnie jej dowieźć. Chciałbym to zakończyć, jednak nie potrafię sobie odpuścić. Zbyt wiele poświęciłem, abym mógł to zrobić. Zbyt wiele poświęcili moi przyjaciele, abym teraz zaprzepaścił nasz cały dorobek i zebrane informacje.
Ale ona... Zmienia wszystko. Zmiany już nadeszły, aczkolwiek zauważyłem je dopiero teraz. A nadeszły one kiedy poznałem Caitlin Teasel.
Przypominałem sobie, jak szedłem ulicą, kiedy usłyszałem jej krzyk. Podniosłem wzrok, a niska, wystraszona blondynka stała i przez moment wpatrywała się w morderstwo, które jej oczy zobaczyły. Potem usłyszałem tylko głos Logan'a, nakazujący jego ludziom ruszyć w pościg za dziewczyną. To była najlepsza okazja, aby zepsuć jego plan. Bez wahania sięgnąłem po komórkę. Wystarczył jeden telefon, aby przeszkodzić temu kretynowi w złapaniu Teasel. Niestety, musiały być również ofiary. Przez przypadek zmarł jeden z jego ludzi. Zgaduję, że to właśnie z tego powodu Logan tak bardzo chce dostać Caitlin. Śmierć za śmierć, życie za życie.
Nie obwiniam jej, w końcu był to czysty przypadek. Właściwie powinienem być wdzięczny tej dziewczynie za to, że pokazała mi moje prawdziwe oblicze. Właśnie dzisiaj, przez nią, siedzę tutaj, paląc Malboro, wgapiając się jak ostatni idiota w wychodzące zza chmur słońce i rozmyślając o swoich dotychczasowych błędach.
Sądzę jednak, że to ona najbardziej ucierpiała na tej całej historii. Zazwyczaj nie spoufalałem się z ofiarami, które były mi w jakiś sposób potrzebne. Załatwiałem sprawy szybko i bezboleśnie. Natomiast Caitlin...
Nie mogę powiedzieć, że nie czuję wyrzutów sumienia. Nie rozumiem, dlaczego akurat teraz, przy niej. Nie jest nikim nadzwyczajnym, ale nie mogę przestać myśleć o tym jak bardzo ją zraniłem. Nie mogę również wyrzucić z głowy wypowiedzianych przez nią słów, które chcąc, nie chcąc uderzyły we mnie niczym petarda.
Miała rację. Byłem i jestem potworem. Jak mogłem dopuścić się tego typu oszustw i przekrętów? Handel człowiekiem? Tylko najgorsi posuwają się do takich czynów.
Jej pogardliwy, a zarazem smutny wzrok sprawiał, że moje serce krwawiło. Ufała mi, a ja zawiodłem. Wykorzystałem jej naiwność dla własnych korzyści. Żałosne.
Trzymałem się za głowę, chcąc zapomnieć o wszystkim. Wybić z głowy każde obraźliwe słowo, każdy obraz z przeszłości. Niczego nie pragnąłem bardziej, jak rozpoczęcia życia od nowa - z czystym kontem, mimo że było to niemożliwe.
- Widząc cię w takim stanie, wątpię, abyś był z siebie dumny - usłyszałem głos Michael'a za sobą
- Michael Clifford, wow - chrząknąłem, udając zdumienie - A myślałem, że to Kolumb był odkrywcą Ameryki... taki błąd... - mruknąłem rozczarowany.
- Dobrze wiedziałeś, że kiedyś się dowie o twojej umowie - powiedział niewzruszony.
- Właściwie... liczyłem, że ta informacja do niej nie dojdzie - zaprzeczyłem - Miałem inny plan.
- Więc czemu jej o nim nie powiedziałeś? Ani nam? - Clifford dopytywał z pretensją w głosie.
- Nie mogłem! - krzyknąłem, po czym wstałem i zacząłem chodzić w kółko, pocierając nerwowo dłońmi - Nie potrafiłem... - wyszeptałem bezradnie - Czasem pytania są proste, ale odpowiedzi skomplikowane - mruknąłem - Nie zrozumiałaby, a wy zapewne stwierdzilibyście, że oszalałem.
Brunet z kolorowymi pasemkami zamilkł.
Nie okłamałem Michael'a. Nie chciałem oddać Caitlin Logan'owi odkąd zrozumiałem, że przytaknięcie na jego propozycje było złą decyzją. Oczywiście stawiłbym się na spotkaniu, stwarzając pozory, iż przyjechałem oddać mu Caitlin, ale zażądałbym wpierw informacji, a następnie wyszedł razem z dziewczyną. To dość niebezpieczny plan, jednak możliwy do zrealizowania. Mam dość duże wsparcie gangów z Hurstville więc ucieczka nie stanowiłaby problemu. Byliby przecież obok siebie chłopcy, poszłoby nam świetnie jak zazwyczaj.
Chciałem oznajmić to reszcie dopiero dzień przed spotkaniem, aby nikt nie miał wyjścia mi odmówić. Musiałem być pewny, a także dopiąć wszystko na ostatni guzik. Niestety, ktoś wolał pokrzyżować moje plany.
Cholera, spieprzyłem sprawę, a w dodatku sam dobrze to wiem.
Dopiero teraz zdążyłem zauważyć, że moja relacja z Caitlin weszła na wyższy poziom. Na moje nieszczęście, przyszło to z opóźnieniem. Ocknąłem się, gdy blondynka wyrzuciła z siebie cały wstręt do mojej osoby. Poczułem się, jakby ktoś oblał mnie zimną wodą, budząc ze snu przy okazji przywracając do rzeczywistości.
Rzeczywistość.
Rzeczywistość jest tym, czego się obawiałem. Tkwiłem w swojej "bajce" nie zważając na opinie innych. Robiłem to, co chciałem i kiedy chciałem. Nigdy nie powinienem bawić się zaufaniem, uczuciami, dobrocią. Caitlin obdarzyła mnie tym, z czym nie spotkałem się od bardzo dawna, a ja perfidnie to wykorzystałem.
Czułem odrazę do samego siebie. Tak bardzo nienawidziłem całego mojego życia.
Przez chwilę żałowałem nawet, że nasze drogi musiały się spotkać.
Schowałem twarz w dłoniach, całkowicie się załamując.
- Jestem potworem - stwierdziłem.
- Nie mów tak - Michael starał się mnie pocieszyć.
- Ale tak jest! - wydarłem się - Nie widzisz tego?! Zobacz dokąd nas doprowadziłem! - krzyczałem - Przeze mnie wy zostawiliście swoje rodziny, dzięki mnie Calum nie ma kontaktu z własną siostrą, a Luke z matką! - wymieniałem - A ty? Nawet nie wiesz, gdzie są twoje siostry... jak myślisz z czyjego powodu?
- Własnego - powiedział pewnie, irytując się - To ja zdecydowałem, że zostaję z tobą, tak samo reszta - wyjaśnił - Każdy z nas podjął swoją decyzję, nic nie robiłeś za nas, tym bardziej wbrew naszej woli.
- A co jeśli faktycznie zaćpałem się i zabiłem ojca? Tylko tego nie pamiętam? - pytałem, powoli wariując.
- Nie zrobiłeś tego - powiedział Michael znudzony - Nie jesteś ćpunem.
Oparłem się o samochód stojący przed domem, przeczesując włosy. Nie wiedziałem już co jest prawdą, a co kłamstwem, ciężko mi było z tym wszystkim żyć. Nie jestem nawet w stanie pogodzić się z faktem, że mój ojciec leży w grobie, a matka nie chce mnie znać. Nie potrafię ruszyć dalej bez oczyszczenia się z wszystkich zarzutów i udowodnienia, że nie jestem winny.
- To jakiś zajebany koszmar bez końca - westchnąłem.
- Odpuść Ashton - wybełkotał Mike - nie możesz rozpocząć nowego rozdziału bez zakończenia poprzedniego - poklepał mnie po ramieniu - Caitlin cię potrzebuje.
- Zrujnowałem wszystko... - warknąłem, uderzając z całej siły w oponę auta - Straciłem jej zaufanie - szepnąłem, spoglądając ze smutkiem na przyjaciela - Nigdy mi tego nie wybaczy.
Akurat w tej sprawie nie myliłem się. Caitlin była dobrą, szczodrą, o ogromnym sercu dziewczyną, ale miała również granice, które ja przekraczałem non stop. W końcu zmarnowałem ostatnią szansę, a ona następnej mi już nie podaruje. Mogę puścić ją wolno, lub przetrzymywać wbrew własnej woli. Zależy mi jednak, aby była żywa. Chociaż tyle mogę dla niej zrobić, więc czy tego chce czy nie zostanie tutaj, ze mną, z nami.
Zgodzę się natomiast co do jednej sprawy, w której to Clifford ma rację. Dopóki nie odpuszczę sobie doszukiwania się mordercy ojca, nigdy nie ruszę dalej, wiodąc spokojne życie. Dla samego siebie powinienem przestać na siłę węszyć. Prędzej czy później i tak poznam prawdę, bez robienia krzywdy ludziom. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Tak, wielki Michael Clifford. Jak zwykle wygrał ze mną w bitwie na racje. Jeśli ktokolwiek ją miał, był to właśnie on. Zadziwiające, że nigdy się nie mylił. Mogłem na niego liczyć w każdej sprawie, nawet kiedy się kłóciliśmy. Ale chyba właśnie na tym polega przyjaźń nieprawdaż?
- Pamiętasz, jak mówiłeś, że zależy mi na niej? - zapytałem, a Michael przytaknął - Teraz to widzę - przyznałem się.
- Domyślałem się, że jest dla ciebie kimś więcej - powiedział cicho, ale i tak usłyszałem ten drżący, zaniepokojony głos.
- Ona zobaczyła we mnie coś więcej niż tylko kryminalistę - odpowiedziałem, przyglądając się własnemu odbiciu w szybie samochodu - Pośród tej całej ciemności, ona znalazła we mnie niewielkie światło, którego ja szukałem od dawna - wyjaśniłem, odwracając się do Michael'a - Wystarczy jej jedno spojrzenie, a łagodnieję, zapominając o problemach - mówiłem, a mój głos powoli się załamywał - Potrzebuję jej - szepnąłem błagalnie, jakby miały to być ostatnie słowa wychodzące z moich ust.
Popatrzyliśmy na siebie pełni zmartwień, stojąc w ciszy. Clifford wziął głęboki wdech, po czym sięgnął do swojej kieszeni. Wyjął z niej komórkę. Wyciągnął rękę w moim kierunku, podając telefon.
- Więc nie zmarnuj tego - zakomunikował, chowając w moich dłoniach sprzęt - Zadzwoń do Logan'a i odwołaj ustawkę - nakazał.
Popatrzyłem na czarnego iphone'a, mrugając kilkakrotnie. Wahałem się. Niczego innego nie pragnąłem, jak zerwania tej przeklętej umowy. Chciałem zagwarantować Caitlin spokój, na jaki zasłużyła po tych wszystkich kłamstwach i katorgach związanych ze mną. Zastanawiałem się jednak do czego może doprowadzić moja rozmowa z Fletcher'em. Wiedziałem, że może być o wiele gorzej. Bałem się, że ma on naprawdę ważną informację dotyczącą zabójcy mojego ojca, a ja tylko to zaprzepaszczę.
Co jednak jest ważniejsze? Informacja, czy może ludzkie życie?
Wybrałem numer Logan'a, a następnie przyłożyłem słuchawkę do ucha, czekając aż nastąpi między nami połączenie. Myślałem, że serce wyleci z mojej piersi. Chłopak szybko odebrał, jakby czekał na telefon ode mnie, albo moich ludzi.
- Fletcher - odezwałem się pierwszy.
- Irwin, jak miło - odparł - Kiedy zamierzasz przywieźć mi Teasel? - dopytywał zadowolonym głosem.
- Oh, nawet nie spytasz jak się miewam?
- Oszczędźmy sobie tego wszystkiego, do rzeczy, gdyż zaczynam się niecierpliwić.
- Nastąpiły małe zmiany, Logan.
- Nie pamiętam, żebym na jakieś się zgadzał - jego ton uległ zmianie w ciągu chwili.
- Kasa za informację.
- Nie ma opcji - wyraził się jasno.
- W takim układzie, umowy też nie ma - oznajmiłem.
- Wiesz, co wiąże się z jej zerwaniem? - spytał, wyraźnie zirytowany moją decyzją - Przyjadę po dziewczynę jutro.
- Niestety to niemożliwe - powiedziałem, wzdychając - Widzisz, nadal nosi wisiorek - oznajmiłem - Nietykalność lalala hm hm hm - przypomniałem mu melodyjnie o znaczeniu tej biżuterii.
- Już ci mówiłem Irwin, twoje czasy minęły, a zasady odeszły w niepamięć - warknął.
- Oh, Fletcher - zaśmiałem się - A ty nadal myślisz, że rządzisz w tym mieście.
- Nie denerwuj mnie Ashton.
- To lepiej ty mnie nie denerwuj - syknąłem - Nie dostaniesz Teasel.
- A ty informacji - odpowiedział - I radziłbym ci uważać na ulicach, ostatnio mam słabe nerwy.
Połączenie zostało urwane.
Odsunąłem telefon od swojego ucha. W moim ciele gotowało się ze złości. Zmarszczyłem brwi. Powietrze ledwo wychodziło z mojej zaciśniętej szczęki, a klatka piersiowa słabo unosiła się i opadała. Nie jestem osobą, której się grozi. Nie mówi się do mnie tym tonem i nie zachowuje się w ten sposób. A już na pewno Logan nie ma takiego prawa.
Pożałuje tego.

___________________________________________________
Here it is! Yay!!
Wiem, że troszkę chaotyczne, ale był to kolejny rozdział z którym miałam trudności ohhh (ostatnio jest ich coraz więcej) Rozdział 35 również będzie ciut przejściowy, nie mogę się doczekać 36-tki, bo będzie zdecydowanie mój klimacik.

A więc tak! To Logan był w prologu! Zaskoczeni? Nie sądzę.
Trochę rozjaśniłam wasze umysły, a przynajmniej mam taką nadzieję.
I wow, jest coś dla Cashtlin Shippers! Ashti ma jednak serce, patrzciee.

Okay, przejdźmy do ogłoszeń parafialnych.
Tyle się u mnie dzieje...
Ruszyło WŁOSKIE tłumaczenie Cienia! Możecie je zobaczyć

I od razu prośba. Jeżeli możecie.. udostępniajcie na twitterze, wysyłajcie do osób z Włoch. Musimy trochę rozpowszechnić Cienia. Jeśli są tu osoby o dobrym serduszku, które zrobią to bezinteresownie byłabym super wdzięczna.
To tłumaczenie powstało dzięki Wam. To dzięki Wam Cień trafił do tak dużej ilości osób z Polski, a teraz możliwe, że trafi do kilku osób z Włoch, byłoby fajnie. Niedługo też ruszy angielskie tłumaczenie. Byłoby już, ale niestety problemy techniczne, które rozumiem.

Widziałam na CieńNEWS ostatnio prośbę o dedykację, jednak wybaczcie dziewczyny - shame on me, nie doczytałam i nie zapamiętałam nikomu. W każdym bądź razie życzę wam Wszystkiego Najlepszego, spełnienia marzeń, samych sukcesów, dużo zdrówka i czego tylko sobie zapragniecie.

Mam nadzieję, że rozdział znośny.
Jest nas już prawie 1500, witam nowych czytelników, całuję starych, kocham was wszystkich!
Jesteście najlepsi! 
Prawdopodobnie, jak zwykle miałam coś jeszcze napisać, ale zapomniałam...


KOCHAM WAS! Do następnego!
#CieńFamily. <3