piątek, 9 maja 2014

Rozdział 33

What if I told you what was really going on? (kliknij na tekst, żeby otworzyć muzykę do rozdziału)
ps. Jeśli ktoś czyta szybko, proponuję przełączyć na piosenkę "Cry".

Posadziłam George’a na jednej z kanap w salonie.  Z jego nogi wciąż płynęła czerwona ciecz, ale w mniejszych ilościach. Na szczęście kula tylko zdarła skórę, mogło skończyć się o wiele gorzej. Gina pomogła mi znaleźć kilka bandaży, gdyż żaden z kolegów Ashton’a nie mógł kiwnąć palcem ze względu na jego rozkazy. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, dlaczego George znalazł się w Hurstville, czemu był więziony w piwnicy oraz jaki był powód takiej reakcji Ashton’a na jego widok, a także słowa.
Delikatnie przytknęłam zmoczoną wodą utlenioną gazę do rany na nodze chłopaka, który jęknął z powodu bólu. Kiedy dokładnie oczyściłam draśnięcie, pomimo protestów George’a, zabandażowałam nogę, aby nie wdarło się zakażenie. Gdy tylko skończyłam usiadłam naprzeciwko chłopaka oczekując wyjaśnień. W porównaniu do wszystkich sytuacji, ta zdecydowanie była chora.
Podczas kiedy Michael kłócił się z Ashton’em, ja starałam się wydobyć z George’a jak najwięcej informacji, które pomogłyby mi rozwiązać ten problem. Nie wiedziałam jednak, że to wcale nie chodzi o Irwin’a, czy mojego kolegę, a najzwyczajniej świecie o mnie.
- Jesteś w niebezpieczeństwie – szepnął brunet – Cait, musisz uciekać…
W tym samym czasie frontowe drzwi otwarły się z hukiem. Pewny siebie Ashton Irwin przekroczył próg drzwi, trzymając w dłoni pistolet.  Zauważając naszą dwójkę, podniósł rękę znowu celując w George’a.
- Okej, twój czas już minął – stwierdził, łądując broń - Nie wiem po co mu bandażowałaś tą nogę, skoro za chwilę będziesz musiała robić to z drugą.
- Uspokój się do cholery! - krzyknęłam.
Momentalnie zerwałam się z miejsca, osłaniając George’a całym swoim ciałem. Ścisnęłam jego dłoń, która była zimna niczym lód. Moja zaś była rozgrzana, jak całe ciało i krew płynąca w moich żyłach. Nie bałam się Ashton’a, pewna część mnie była przekonana, że nie zrobi mi krzywdy. Może kilka tygodni temu zawahałabym się, jednak nie tego dnia, nie po spędzonej nocy w motelu, nie po tym wszystkich słowach, które od niego usłyszałam.
- Caitlin.. – syknął, mierząc mnie palącym spojrzeniem.
- Nie – odpowiedziałam pewnie, prostując się.
- Dlaczego tak go bronisz? Gówno o nim wiesz! – oburzył się, wymachując pistoletem.
- Tyle samo wie o tobie, draniu! – George wstał z miejsca – Ciekawe, czy powiedziałeś jej, że jest twoją kartą przetargową?!
- Co? – spytałam, odwracając się do bruneta – O czym ty mówisz?
- Dobra, spokój – do salonu wtargnął Michael.
- A ty? – zawołał Ash, kiwając głową – Powiedziałeś jej, że nie spotkaliśmy się przypadkiem? – mówił triumfalnie – Powiedziałeś jej, że kilka ostatnich dni spędziłeś w Hurstville szpiegując nas? I dlatego tutaj jesteś? – kontynuował, chcąc jak najbardziej pogrążyć George’a – No słucham – blondyn oparł się o fotel, patrząc na niego pewnie.
- George, wyjaśnij mi to… - poprosiłam cicho, spoglądając na kolegę ze smutkiem i niezrozumiem.
- Jestem jego wtyczką… – powiedział na jednym wdechu, wzruszając niedbale ramionami, a następnie drapiąc się po głowie. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem, mając nadzieję, że się przesłyszałam. To musiał być sen, jakiś cholerny koszmar w którym tkwiłam nie mogąc znaleźć wyjścia. Przecież znałam George’a, pracowałam z nim, to było niemożliwe, zauważyłabym.
- A raczej byłeś – wtrącił Calum – W końcu nas zdradziłeś Georgey.
- Musiałem – warknął, piorunując bruneta wzrokiem, po czym powrócił do mnie – Nie miałem wyboru, Logan miał moją siostrę, szantażował mnie, że ją zabije – wyjaśnił.
- Taaa, ta… - zabrał głos Ashton, będąc znudzonym – Widzisz? – zwrócił się do mnie – Powinienem był strzelić mu prosto w serce – rzucił bez uczuć.
Pokręciłam przecząco głową, patrząc na blondyna z odrazą. Jedyną rzeczą, jaka przychodziła mu teraz do głowy było zabójstwo. On nawet nie chciał słuchać wyjaśnień George’a. Gdyby mnie tutaj nie było, zabiłby go na miejscu, nie pytając nawet o ostatnie słowa. Nie miało to dla niego największego znaczenia. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, jak można być tak zepsutym człowiekiem. Jak bardzo musiało zniszczyć go społeczeństwo, żeby zaczął zachowywać się, jakby nie miał serca? Jakby nic nie czuł? Jakby życie było dla niego zabawą? Grą?
- On nie jest lepszy! – fuknął George, broniąc się– Sprzedał cię Logan’owi!
- Stul pysk! – Ashton wstał z miejsca, ponownie podnosząc na chłopaka broń.
- Sam stul pysk! – odezwałam się, mając dość tej dziecinady – Mam dość twoich gierek i kłamstw - zwróciłam się do blondyna - Czas na szczerość Ashton - mruknęłam, lustrując go wzrokiem - Co masz na myśli George? – wysyczałam, akcentując każde słowo, cały czas patrząc na Irwin'a.
- W zamian za informację o człowieku, który zabił jego ojca, odda cię tamtemu gangowi – powiedział z przykrością w głosie.
Stałam nieruchomo, patrząc na George’a. Mój mózg przetwarzał każde słowo, które brunet przed chwilą wypowiedział. Oddychałam wolno, ale głęboko. To był dla mnie cios poniżej pasa. Popatrzyłam na Ashton'a, który nie miał nawet odwagi spojrzeć mi w oczy. Ostatnią rzeczą, której teraz się spodziewałam był handel moją osobą. Z nadzieją czekałam, aż ktoś wejdzie za moment do domu, krzycząc, że to żart, ale niestety nikt tego nie zrobił…
To była przykra prawda.
Dzień w którym moje wyobrażenie Ashton’a, cała opinia na jego temat uległa zmianie, był najgorszym dniem mojego życia. Nigdy nie wybaczę sobie głupoty, jakiej mogłam się dopuścić. To cały czas była zabawa, gra a ja byłam jego pionkiem. Nie było minuty, w której ten człowiek przejąłby się moim losem.
Czar prysł. W jednej sekundzie wszystko się zmieniło.
Milczałam.
Sama do końca nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czułam jak powoli cała złość obejmuje moje ciało i wystarczy odliczać czas do mojego wybuchu. Moje serce stopniowo przyśpieszało, a łzy bez pośpiechu napływały do moich oczu. Kilkakrotnie gryzłam się w język, aby powstrzymać jak najwięcej słów chcących wylecieć z moich ust.
Ashton rzucił broń na fotel, wzdychając ciężko. Ruszył w moim kierunku, jednak zatrzymał się, gdy tylko postawiłam pierwszy krok do tyłu. Spoglądałam na niego spode łba. Pierwszy raz poczułam się tak bardzo zdradzona.
- Caitlin, wyjaśnię ci – odezwał się Ashton, mówiąc załamującym się głosem.
- Nie chcę twoich wyjaśnień – odpowiedziałam cicho, prawie piszcząc – Nie chcę nic od ciebie.
- To nie tak, nie miałaś iść na wymianę – zaczął, mimo, że go o to nie prosiłam.
- Oh, chciałeś mnie oddać za darmo? – spytałam.
Już było za późno, aby się wycofać. Gotowało się w całym moim ciele. O niczym innym nie marzyłam, jak o wykrzyczeniu mu prosto w twarz, co w tej chwili myślę.
- Zaufałam ci – zawarczałam – A ty cały czas odstawiałeś swoje przedstawienie. Liczyłam, że mi pomożesz, że zakończysz ten cały zajebany koszmar, tak jak mówiłeś. Powiedziałeś, że niedługo będę wolna, to miałeś na myśli? Oddanie mnie Logan’owi? Żeby on mi podarował wolność? Zabiciem mnie? – pytałam pretensjonalnie.
- Nie.. – szepnął, spuszczając głowę – Posłuchaj, proszę..
- A wiesz, co najbardziej mnie boli? – po moim policzku spłynęła łza, ale szybko ją otarłam – To, że zobaczyłam w tobie kogoś zupełnie innego. Zobaczyłam człowieka, którego spotkała tragedia i przybrał maskę kogoś, kim nie jest. Myślałam, że… boże jaka ja byłam głupia… - mówiłam – Broniłam cię przed własnymi przyjaciółmi, wystawiłam ich, odwróciłam się od nich, dla Ciebie! – wydarłam się.
- Caitlin – usłyszałam za plecami głos Calum’a.
Ponownie przetarłam policzki, a potem odwróciłam się w stronę bruneta.
- Jesteście potworami – mówiłam z pogardą – Wszyscy, bez wyjątku; każdy z was miał tutaj swój udział. Dobrze się bawiliście? Robiąc ze mnie idiotkę? – pytałam, a żaden z nich nie odpowiadał. Patrzyli się na ziemię, lub w okna, unikając kontaktu wzrokowego ze mną. – To ile mi zostało? Dzień? Dwa? A może Logan wpadnie już dziś? – zakpiłam.
- Przestań – odparł Luke apatycznie – Musisz tak dramatyzować?
- Morda, Hemmings – Ashton zdążył go uciszyć, zanim ja to zrobiłam – Caitlin, nie zamierzałem cię oddać, miałem plan.
- Mam ci uwierzyć? – szydziłam – Po tym wszystkim? Czekaj… ile razy mówiłeś mi, że dostanę odpowiedzi na pytania? Że wszystko się ułoży? A pamiętasz, jak powiedziałeś że niedługo wszystko dobiegnie końca? - wyliczałam na palcach - Muszę przyznać, że jesteś wspaniałym aktorem, wierzyłam jak idiotka w każde twoje słowo – Ashton stał prosto, milcząc i wsłuchując się w każde moje słowo – Jesteście mordercami i oszustami – podsumowałam – Obrzydliwi kryminaliści, bez serca.
- Licz się ze słowami – ostrzegł Calum, robiąc krok do przodu.
- Bo co mi zrobisz? – spytałam prowokująco – Zabijesz mnie? – parsknęłam – Śmiało! I tak za niedługo będę martwa, jeden dzień w tą czy w tamtą, co za różnica – wywróciłam teatralnie oczami, udając, że nie robi mi to różnicy.
- Nie mów tak, Cait – do rozmowy wrócił Michael – To naprawdę nie tak.
Podeszłam do Ashton’a, stając naprzeciwko niego. Mimo, że kątem oka widział, iż znajduję się na wprost, nie zwrócił twarzy ku mnie. Patrzył na unoszący się ogień w kominku. Dotknęłam po raz ostatni jego skóry, kładąc dłoń na bladym policzku blondyna. Przekręciłam twarz Ashton’a w moją stronę, tak, aby jego oczy skupiły się tylko i wyłącznie na mnie.
Nie zauważyłam rozbawienia, jakie w zwyczaju miał wymalowane na twarzy, podczas swoich gierek, ale nie powstrzymywało mnie to przed kontynuacją całego przedstawienia. W końcu był perfekcyjnym aktorem, może chciał wymusić na mnie wyrzuty sumienia? W takim układzie, nie miał na co liczyć.
- Gratuluję ci – szepnęłam; tak, aby tylko on mnie usłyszał – Pozbawiłeś mnie chęci do życia – wymamrotałam, a z moich oczu wypłynęła fala łez – Nienawidzę cię – wyszlochałam.
Zabrałam dłoń z policzka Ashton’a.  Jego oczy zamknęły się, jakby nie mogły dłużej znosić mojego widoku. Tak bardzo pragnęłam zadać mu chociaż trochę bólu, którego ja doświadczyłam. Wiedziałam jednak, że to niemożliwe. Ashton Irwin nie miał uczuć. Dowodem były wszystkie czyny, których się dopuścił. Całe show nie poszło na marne. Widziałam wyrzuty sumienia u Michael'a. Mogę więc uznać, że po części udało mi się dotrzeć do chociaż jednego z nich.
Nie powstrzymywałam dłużej płaczu. Jedno zdanie zadało mi więcej bólu, niż mogłaby to sprawić chłosta.
Ashton odwrócił wzrok ponownie.
Poczułam na swoim ramieniu dotyk czyjejś dłoni. George pojawił się tuż obok, ściskając moją rękę. Odsunęłam się od niego, tworząc między nami dystans. Zdradził mnie, tak samo jak oni. Nie potrafiłam mu w tej chwili wybaczyć, mimo, że miał o wiele lepsze argumenty niż Irwin i jego przyjaciele. Ja jednak widziałam o wiele więcej opcji, które mógł wybrać, zamiast skrywać przede mną tajemnice i tak jak reszta – odstawiać teatr w którym byłam jedynie kukiełką.
- Mogłeś mi powiedzieć – mruknęłam, nie patrząc w jego oczy
- Nie miałem wyjścia... - szepnął.
- Zawsze jest wyjście - odparłam opryskliwie.
Zapadła cisza.
Mijały sekundy, minuty, ale nikt nie miał odwagi, aby się odezwać.
Jako pierwszy wyłamał się Ashton.
Blondyn pokierował się do wyjścia. Nakazał Calum’owi zająć się wszystkim, a następnie wyszedł z impetem trzaskając drzwiami.
Prychnęłam, nie spodziewając się takiej reakcji Ashton'a. Zdziwiło mnie, że nie zaczął rzucać obelgami w moim stronę, śmiejąc się i świętując jak to udało mu się ze mnie zażartować.
Jako drugi ulotnił się Luke. Wybiegł za swoim przyjacielem zostawiając nas w zmniejszającym się gronie. Gina wyszła z salonu o wiele wcześniej. Nie spostrzegłam, kiedy zniknęła. Widocznie nasza rozmowa nie była na tyle interesująca, aby dziewczyna jej wysłuchała. Zapewne miała o wiele lepsze zajęcia.
Skrzyżowałam ręce stojąc na środku salonu i obserwując pozostałych domowników. Calum swym wzrokiem wypalał dziury w moim ciele. Oczy bruneta aż płonęły ze wściekłości dominującej w jego ciele. Miałam wrażenie, że gdyby miał wolną rękę już dawno by mnie zabił. Zastanawiałam się tylko, za co? To tylko i wyłącznie we mnie powinno się gotować.
- Odwieź go do domu - przerwał ciszę Michael, zauważając reakcję Calum'a.
- Ty chyba nie myślisz, że... - buntował się Hood.
- Słyszałeś - ciemnowłosy nie pozwolił swojemu przyjacielowi na okazanie sprzeciwu.
Michael zwrócił się w moją stronę, chcąc cokolwiek powiedzieć, jednak żadne słowa nie wyszły z jego nerwowo drżących ust. Westchnął cicho, patrząc przepraszająco. Nie zmieniło to mojego nastawienia, ani opinii o nim. Był taki sam jak reszta, wszyscy byli kryminalistami, a ja nie powinnam mieć z nimi nic wspólnego.
Wbiegłam po schodach na piętro, kierując się prosto do pokoju. Gdy tylko do niego wpadłam, rozpłakałam się.
Krzyczałam, szlochałam, mając nadzieję, że pozbędę się bólu siedzącego w mojej głowie. Wplotłam palce we włosy, ciągnąc za kosmyki, prawie je wyrywając. Zaciskałam szczękę, przygryzałam wargi, zębami szczypałam język... robiłam wszystko, żeby tylko się wyciszyć, zakończyć tą całą udrękę.
Nie odczuwałam żadnego bólu fizycznego, jednak nie mogłam znieść bólu psychicznego. W moich myślach wciąż pojawiały się słowa George'a. Nie cierpiałam dlatego, że za kilka dni miałam być martwa. Było mi to obojętne. Odczuwałam ból z powodu swej nierozsądności. Zostałam w perfidny sposób wykorzystana, zdradzona, oszukana. Ślepo wierzyłam w każde słowo Ashton'a.
Uderzyłam ciałem o ścianę, osuwając się powoli na ziemię. Zamknęłam powieki, pogrążając się w rozpaczy, bo właśnie gdy ona się pojawia, czasami nie ma innego wyjścia jak tylko w niej zatonąć. Marzyłam, aby właśnie teraz znaleźć się na dnie któregoś z oceanów lub na bezludnej wyspie.
Tylko raz czułam się tak fatalnie, jak tego dnia. Nie widziałam w sobie żadnej pozytywnej cechy. Byłam beznadziejna, naiwna, głupia. Jak mogłam uwierzyć, że Ashton chce mi pomóc? Chroni mnie? On mnie potrzebował, ale tylko do własnych celów. Zależało mu tylko na jednym, dążył do tego nie zważając na przeciwności, jakiekolwiek uczucia. Jestem pewna, że gdyby nie miał wyjścia, wymieniłby za jedną, durną informację nawet przyjaciół.
Przyjaciele... faktycznie, muszą być dobrymi przyjaciółmi. Cała trójka z jego ekipy, aż kipi lojalnością. Żaden z nich nie był w stanie mnie oświecić. Każdy milczał, patrząc jak tylko zagłębiam się w kłamstwa, a Ashton zyskuje moje zaufanie.
Wyobrażałam sobie, jak żałośnie muszę wyglądać w tej chwili. Oni zapewne siedzą na dole, nabijając się ze mnie. Wygrali - mogą triumfować ile tylko pragną. Pozbawili mnie znajomi, rodziny, mieszkania, a także całego życia.
Każde jego słowo było oszustwem. Bez wyjątku. Historie, które mi opowiadał również były szmirą. Podczas, gdy ja słuchałam każdego ułożonego przez niego zdań, on w swoich myślach szydził ze mnie. Czułam się, jakby ktoś wbił w moje ciało setki kołków.
Wspomnienia związane z tymi ludźmi odtwarzały się w mojej głowie, jakby puszczane z kasety.


~*~ 
- Oh, Eminem, lubię go - rzuciłam od tak, aby zacząć z nimi rozmowę na byle jaki temat - Podobno wychodzi jego nowa płyta, słyszeliście? Ostatnio słuchałam Berzerk, fajny kawałek, w sumie Survival też świetny, zaimponował mi koleś i w ogóle...
(...)
- Nie chcę ci przerywać tej twojej inteligentnej wypowiedzi, ale mam jedno, małe pytanie - wtrącił chłopak spoglądając na mnie przez przednie lusterko. Skinęłam głową, czekając, aż w końcu usłyszę trochę więcej jego głosu, aby móc go w jakikolwiek sposób zapamiętać. - Kilkanaście minut temu prawie cię nie zabili, jedziesz z dwoma nieznajomymi, nie wiedząc dokąd i zamiast tutaj histeryzować chcesz z nami pogadać o jakimś zasranym raperze, który wydaje jakiś zasrany album, który gówno nas obchodzi. Co jest z tobą nie tak?

~*~ 
- Tak ci się podoba, że nie możesz do niego podejść? - zapytał głośno, tak, żeby chłopak usłyszał. Jego kąciki ust powędrowały do góry, a ja miałam ochotę spalić się ze wstydu.
~*~ 
Moje ciało uderzyło z impetem o ziemię. Poczułam silny ucisk na brzuchu i piersiach, ale strach, który przeze mnie przemawiał zabraniał mi otworzyć oczy. Oddychałam szybko, wpuszczając i za chwilę wypuszczając powietrze. Kiedy prawa powieka uniosła się, ujrzałam leżące na mnie ciało. Otworzyłam całkowicie oczy, jednak wciąż nie miałam odwagi się ruszyć. Calum zaczął powolnie ze mnie schodzić, również dysząc. Jego ręce oparły się na asfalcie. Brunet pochylił głowę, a potem przeczesał dłońmi swoje włosy. Próbował się uspokoić po sytuacji, która przed chwilą miała miejsce. Usiadł podsuwając swoje kolana bliżej twarzy, po czym oparł na nich ręce i posłał mi spojrzenie, biorąc kilka wdechów. Ja zaś przesunęłam się na chodnik, aby zrobić miejsce przejeżdżającym samochodom. Moje oczy wciąż były szeroko otwarte, chyba jeszcze nie doszło do mnie, co tak naprawdę się wydarzyło, a już w ogóle mogło się wydarzyć, gdyby nie Calum.
- Dz-dzięki, chyba - wydukałam, wciąż analizując wszystko w swojej głowie.
~*~ 
- Ufasz mi? - spytał, jakby nie słysząc tego, co przed chwilą powiedziałam.
- Yhm, skąd to pytanie?
- Odpowiedz - ponaglił.
- Tak, ale co to ma do rzeczy? - odparłam obojętnie, chcąc wrócić do tematu.
- Więc skręć w prawo - oświadczył.
~*~ 
- Caitlin na Boga, nie otwieraj tych pieprzonych drzwi - Ashton warknął do słuchawki z pełną powagą. Wyczułam w jego głosie lekkie przerażenie, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Czy to możliwe, że taka osoba, jak on może się bać? Może się martwić?
- Tydzień temu mnie wystawiłeś, jaką mam pewność, że znowu czegoś nie uknułeś? - spytałam cicho.
- Rusz trochę tą głową, gdybym cię wystawiał, poprosiłbym, żebyś otworzyła te cholerne drzwi. Dopóki są zamknięte jesteś bezpieczna.

~*~ 
- To niemożliwe Cassie, to nie miałoby sensu. - oburzyłam się i wstałam od stolika. - Gdyby chciał zabiłby mnie od razu. 
- Caitlin, popieprzyło cię? - zapytała, a ja popatrzyłam na nią z niedowierzaniem - Kompletnie ci wyprało mózg? Skąd możesz wiedzieć czego tak naprawdę chce od ciebie Ashton? Powiedział ci? Wątpię.
- Dość - pokręciłam głową bezradnie, a na moich policzkach pojawiły się wypieki.

~*~ 
- Nic kurwa nie rozumiesz, nic a nic! - starał się mnie przekrzyczeć - Czy do ciebie nie dociera, że nie chcę cię skrzywdzić?

~*~ 
- Spójrz na mnie - mruknął, jednak ja nie zareagowałam - Spójrz - poprosił łagodnie, błagalnym głosem, zwracając moją uwagę - Możesz mi wierzyć lub nie, ale cię chronię.
- Dlaczego mam ci wierzyć, skoro nic mi nie mówisz?
- Wszystko ci powiem, po prostu nie teraz, ale naprawdę nie mam wobec ciebie złych zamiarów, cholera, chcę ci pomóc... - powiedział Ashton, a ja wciąż patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Przysięgnij - wysyczałam.
- Przysięgam na moje życie, Caitlin.

~*~ 
- Przepraszam - mruknął.
- Za co?
- Za wszystko.

~*~ 
- Widzisz... żyjąc w tym świecie nauczyłem się wielu rzeczy. Jeśli miałbym użalać się nad każdą osobą, która w moim otoczeniu zginęła, zapewne sam bym się zabił z powodu depresji - mówił - Uczucia nas niszczą.


Każde wspomnienie potęgowało moją nienawiść do Ashton’a. Łzy jeszcze chwilę temu opłakiwały własną głupotę. Przypominając sobie jego słowa, a także sytuacje związane z nim oraz jego znajomymi uświadamiałam sobie, jak duży popełniłam błąd. Idiotyzm, jakiego się dopuściłam nie dawał mi spokoju. Co ja sobie myślałam? Że to wszystko się skończy? A on puści mnie wolno?
Naiwna.
To słowo było definicją mojej osoby. Oddawało całą prawdę, określało mnie.
Minęło kilka minut. Przestałam płakać, nie potrafiłam. Moje oczy coraz bardziej puchły, wysychając. Zacisnęłam usta w cienką, wąską linie, przymykając powieki. Ogarnął mnie gniew.
Wstałam z miejsca, podchodząc do szafki nocnej. Z energią sięgnęłam po lampkę, stojącą na blacie. Wyrwałam wtyczkę z kontaktu, a następnie rzuciłam lampą o ziemię. Chciałam pozbawić się całej energii. Niszczenie tego domu, czegoś, co miało dla Ashton'a jakąś wartość, sprawiało mi przyjemność.  Ruszyłam do szafy, po czym z satysfakcją przewróciłam ją na podłogę. Ten mebel nie należał do nowych, bardzo łatwo został przeze mnie zniszczony. Następnym celem było stojące w kącie krzesło. Podniosłam je, a potem z całych moich sił rzuciłam prosto w antyramę powieszoną na ścianie.Szkło pod wpływem uderzenia rozbiło się na tysiąc, drobny kawałeczków, lądując na podłodze wraz z farbą, która odpadła od ściany. Wpadłam w furię, kompletnie nie kontrolowałam tego, co właśnie robiłam. Rzucałam wszystkim, co miałam pod ręką brudząc ściany, przewracałam każdy mebel, rysując podłogę. Zrobiłam z tego pokoju jedno wielkie pole bitwy.
Mimo starań nie opanowałam swoich emocji. Nie wyzbyłam się poczucia winy, bo tak właśnie myślałam - to była tylko i wyłącznie moja wina. To ja wszystko spieprzyłam, wszystko mogło potoczyć się zupełnie innego, ale ja... jak zwykle wybrałam złą drogę.
 Ciężko dysząc, oparłam się o łóżko. Pot zmieszany ze łzami, których wcześniej nie spostrzegłam spływał po moim czole. Kilka kosmyków włosów opadało na moją twarz, uniemożliwiając mi doskonałą widoczność. Odgarnęłam dłonią blond loki, zaczesując je do tyłu. Popatrzyłam na swoje dzieło, powoli uspokajając się. Powinnam zniszczyć całą tą willę, która budziła we mnie nic innego jak odrazę. Najchętniej zaczęłabym od miejsca, w którym Ashton trzymał informacje na mój temat, a skończyłabym na jego pokoju. Nienawidziłam tego domu, każdego jego zakątka.
W progu drzwi pojawiła się Gina. To dziwne, bo akurat nie jej się spodziewałam jako pierwszej. Wolałabym zobaczyć tutaj Irwin'a, a do tego jego minę. Nie wyraziłby na pewno zadowolenia, ale o to mi przecież chodziło.
- Oh, skarbie - powiedziała cicho, wchodząc do pokoju. Robiła duże kroki, omijając szkło, a także zniszczone meble. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Na jej twarzy gościł ledwo zauważalny uśmiech. Pomrugała kilka razy, jakby chciała się upewnić, czy naprawdę to zrobiłam. Brunetka zwróciła się do mnie, patrząc troskliwie na moją zapłakaną twarz. - No już, otrzyj te łzy - nakazała, przecierając opuszkami palców moje mokre policzki - Nie możesz beczeć przez takiego dupka - stwierdziła, głaszcząc mnie po głowie - Musisz zapamiętać, on jest typem człowieka, któremu za wszelką cenę nie można ufać - oznajmiła szepcząc.
Podniosłam głowę słysząc słowa Giny. Dlaczego była dziewczyna Ashton'a tak podle się o nim wypowiada? Myślałam, że ich związek zakończył się rozejmem... Z drugiej strony, czemu miałabym się teraz tym przejąć. Może ją również skrzywdził, a to co mówili o swojej relacji było kłamstwem. To by wszystko wyjaśniało.
Gina opuściła pokój tuż po tym, jak mnie przytuliła. Przez chwilę zastanawiałam się nad jej słowami, dopóki nie wpadłam na pewien pomysł.
Rzuciłam się na szafkę nocną, podnosząc ją z ziemi, gdy tylko przypomniałam sobie o telefonie, który oddał mi Ashton. Otworzyłam pierwszą szufladę, gdzie znalazłam swoją komórkę. Włączyłam ją, aby upewnić się, że to nie kolejna sztuczka Irwin'a, jednak faktycznie - sprzęt był sprawny. Czym prędzej odnalazłam w książce telefonicznej numer Cassie, a następnie nacisnęłam zieloną słuchawkę, żeby połączyć się z przyjaciółką. Podbiegłam do drzwi, chcąc upewnić się, że nikt nie idzie właśnie na górę. Na szczęście korytarz był pusty.
- Halo? - usłyszałam cienki, łagodny głos Cassidy.
- Musisz mi pomóc - oznajmiłam jąkając. Cała się trzęsłam.
Nie mogłam tu zostać i po prostu odpuścić, godząc się na śmierć. Tym razem to ja miałam plan, który mógł wypalić. Co lepsze - od razu zabrałam się za jego realizację.

Koniec działu II - Ujawnienie.
________________________________________________

Wow, ale bicthy Caitlin, haha.
Wstawiłam bo.. no bo dla was no. Okazaliście mi tyle wsparcia, co do matur, głosowaliście w ankiecie na bloga miesiąca, cień zbliża się do 500k i 100k na wattpad. Żyć nie umierać, lepszych czytelników nie mogłam sobie wymarzyć.
Jak głupio to nie zabrzmi, czuję z wami jakąś niezwykłą więź, nie jesteście dla mnie tylko osobami czytającymi moje opowiadanie. Wiem, że się pewnie powtarzam, ale chce żeby każdy z was to wiedział. Jesteście dla mnie naprawdę ważni. Jesteście jak przyjaciele, jak rodzina. Może to śmieszne, ale tak jest. Uwielbiam z wami rozmawiać, czytać wasze wiadomości, uwielbiam was, bo jesteście tacy mili, zabawni, wspaniali. Kocham was. :)

Jeśli ktoś jeszcze nie wie - Cień powstanie w wersji angielskiej, prace już się rozpoczęły! :) Przyznam, że jestem podekscytowana tym faktem. Mam nadzieję, że pomożecie mi w nagłośnieniu wersji angielskiej, aby doszła ona do większej ilości osób. Oczywiście nie zmuszam, to tylko moja prośba z nadzieją hehe.

Ten rozdział jest dla mnie bardzo osobisty i utożsamiam się z nim. Nie będę się tu rozpisywać dlaczego i w ogóle, bo was raczej to nie obchodzi haha. (dobra, powinnam skończyć pieprzyć)
Dziękuję wam jeszcze raz za wszystko!

KOCHAM! #CieńFamily