sobota, 28 grudnia 2013

Rodział 15


Ten rozdział jest dedykowany @luvmybrooks. Specjalnie dla niej został wrzucony wcześniej. Enjoy.
___________________________________________________
Wiedziałam, że Cassie nie będzie zadowolona z moich kłamstw i będzie czuła się urażona. Miałam również świadomość, że się zdenerwuję, ale nie myślałam, że będzie bliska furii.
- Mówisz mi o tym teraz Caitlin?! Jesteś normalna?! - wydarła się na całą kawiarnię. Ludzie wpatrywali się w nas jak w obrazek. Pociągnęłam dziewczynę za rękę sadzając ją ponownie na krzesło.
- Myślisz, że to było takie proste? - spytałam szeptem - Cass nie chciałam cię narażać na niebezpieczeństwo, poza tym myślałam, że to głupie żarty. 
- Powinnaś przestać myśleć. - skrytykowała mnie brunetka na co wywróciłam oczami. - Wiesz kto to może być? Cokolwiek?
- Nie. - fuknęłam - Skąd mam niby to wiedzieć?
- Idziemy na policję. - zarządziła, a ja kategorycznie zaprotestowałam.
Nie ruszałam się z miejsca mimo, że Cassie kilka razy ponaglała mnie wzrokiem. To był beznadziejny pomysł, z resztą jak każdy, który został zaproponowany przez nią. Jestem obserwowana przez cały czas, jacyś psychopaci mnie szukają i prawdopodobnie chcą zabić, a ona chce iść z tym na policję. Na pewno tam dojedziemy - pomyślałam ironicznie. Ashton kilkakrotnie zabraniał mi iść na komisariat bo wiedział czym może to się skończyć i ja teraz również o tym wiem. Nie chcę ryzykować swojego życia, ani moich bliskich. 
- Słuchasz mnie czasami? - spytałam patrząc na dziewczynę pogardliwie - Jestem obserwowana, halo, jeśli zobaczą, że jadę na psy to prawdopodobnie będę martwa. 
- To co zamierzasz Caitlin? Będziesz tak po prostu siedzieć? - zapytała patrząc na mnie z rozżaleniem. 
Westchnęłam. Moje oczy przebiegły po kawiarence liczącej zaledwie pięciu klientów. Dwójka zakochanych obściskująca się w kącie, pewien biznesmen wgapiający się w ekran laptopa, starsza kobieta sącząca swoją cappucino i chłopak blisko mojego wieku piszący sms'a. Co chwilę zerkał na zegarek jakby czas go poganiał. Siedział przy samym barze, odwrócony tyłem, więc widziałam jedynie kawałek jego profilu. Nie wyglądał na kogoś nadzwyczajnego. Para siedząca za nami dawała o sobie znaki wysyłając ku sobie czułe słówka i ukazując każdemu swą miłość. Wywróciłam teatralnie oczami wracając do mojej rozmowy z przyjaciółką.
- Oczywiście, że nie - prychnęłam - Liczyłam, że pomożesz mi dowiedzieć się kim jest Ashton oraz grupa, która bardzo chce mnie dopaść. - powiedziałam kładąc dłonie na stolik. - Cassie, bądźmy szczere. Lubisz plotkować, znasz połowę Sydney, musisz cokolwiek wiedzieć, pomyśl - poprosiłam dość błagalnym głosem.
- Nie chcę przewidywać najgorszego - szepnęła - Ale krążą plotki, że Cień wrócił - oznajmiła.
- Kto to Cień? - zapytałam kompletnie zdezorientowana.
- Członek grupy gangsterskiej, jeszcze nikt go nie widział - Cassie zaczęła wyjaśniać - Morderca - stwierdziła - Nie jesteś w stanie policzyć na palcach liczby osób, które zginęły z jego rąk.
- A co on ma wspólnego z Ashtonem? 
- No właśnie... - mruknęła po czym dokończyła zdanie - To samo imię.
Moje plecy odsunęły się i powędrowały na oparcie. Usta otworzyły mi się z wrażenia, a oczy rozszerzyły. Przytknęłam dłoń do warg, aby ukryć ich drganie. Czy to było możliwe? Nie. Musiałam wybić sobie ten pomysł z głowy, zanim bym zwariowała. Moja podświadomość mówiła mi, że prędzej zwariowałam niż Ashton jest członkiem grupy gangsterskiej, ale z drugiej strony, czemu miałabym nie rozważać takiej możliwości? 
Zapatrzyłam się w okno i na chwilę wyłączyłam. Musiałam ułożyć to sobie w głowie. Po co przestępca miałby do mnie dzwonić, aby ze mną porozmawiać, a potem mnie przed czymś chronić? Chyba powinno być na odwrót. Ashton przychodzi do mnie i mnie zabija - proste. Jeśli byłby oczywiście mordercą łaknącym mojej głowy czy innej części ciała. Na samą myśl robi mi się niedobrze. 
- To niemożliwe Cassie, to nie miałoby sensu. - oburzyłam się i wstałam od stolika. - Gdyby chciał zabiłby mnie od razu. 
- Caitlin, popieprzyło cię? - zapytała, a ja popatrzyłam na nią z niedowierzaniem - Kompletnie ci wyprało mózg? Skąd możesz wiedzieć czego tak na prawdę od ciebie chce Ashton? Powiedział ci? No wątpię. 
- Dość. - pokręciłam głową bezradnie, a na moich policzkach pojawiły się wypieki.
Podeszłam do wieszaka z którego zsunęłam swój płaszcz. Wyszłam z kawiarenki z grymasem na twarzy i zdenerwowaniem, a Cassie podążyła za mną krzycząc. Zablokowałam swoje myśli oraz jej głos dochodzący do mojej głowy i kompletnie się wyłączyłam. Wiedziałam, że nie znajdę w niej takiego wsparcia, jakiego oczekiwałam. Musiałam zmierzyć się z tym wszystkim sama. 
Wsiadłam do samochodu i wsadziłam kluczyk do stacyjki następnie go przekręcając. Głośny ryk silnika dał mi znać, że auto jest gotowe do jazdy. Wcisnęłam pedał gazu i wyjechałam na główną ulicę kierując się prosto do domu. W międzyczasie mój telefon wciąż dzwonił. Ashton zostawił mi ponad piętnaście nieodebranych połączeń. Nie mogłam z nim rozmawiać, nie wiedziałam jak. W mojej głowie panował jeden wielki bałagan. Nie byłam pewna swoich myśli. Chciałam wierzyć, że nie jest on gangsterem próbującym mnie zabić, ale słowa Cassie były dość przekonujące. Łzy cisnęły się na moje oczy, jednak z całej siły powstrzymywałam je. Nie chciałam znowu okazać słabości, zażenowania. Byłam naiwna, ale nie spodziewałam się, że mogę popełnić tak wielki błąd. Co jeśli Ashton na prawdę jest Cieniem? Co jeśli zaufałam przestępcy? Nigdy sobie tego nie wybaczę.
Zatrzymałam się na parkingu tuż przy bloku. Moja komórka w dalszym ciągu wibrowała, a ja walczyłam z myślami. Wpatrywałam się w nią naiwnie licząc, że za chwilę znowu się ściemni, a kolejne połączenie nie nadejdzie. Przynajmniej nie od osoby z którą właśnie nie chciałam toczyć dyskusji. Wiedziałam jednak, że dopóki nie odbiorę Ashton będzie dzwonił, bo po prostu taki jest jego cel. Albo odbiorę, albo poniosę konsekwencję. Postanowiłam wybrać pierwszą opcję i dać upust swoim emocjom.
- Czy ty jesteś normalna? Dzwoniłem z dwadzieścia razy! - wydarł się Ashton do słuchawki.
- Czego chcesz? - zapytałam zmęczonym głosem.
- Coś się stało? 
- Powiedziałam o wszystkim mojej przyjaciółce. - oznajmiłam bez żadnych emocji. Miałam świadomość, że zdenerwuję go, ale nie dbałam o to. On robił to przez cały czas. Byłam pod presją, szantażował mnie, groził, bawił się mną. Chciałam za wszelką cenę się go pozbyć.
- Co zrobiłaś? - słyszałam jak ledwo wysyczał te słowa. 
- To co słyszałeś, nie dzwoń do mnie więcej, daj mi święty spokój kimkolwiek jesteś! - krzyknęłam szlochając, a następnie rozłączyłam się. 
Nie chciałam widzieć kolejnego przychodzącego połączenia. Przytrzymałam klawisz blokady na swoim telefonie, a po chwili ujrzałam czarny wyświetlacz. Odepchnęłam głowę, która trafiła na oparcie i zamknęłam oczy. Zastanawiałam się co powinnam teraz zrobić. Mężczyzna, który był u mnie dzień wcześniej na pewno wróci, a ja powinnam być na to przygotowana. Nie mogę również uciekać od rozmów z Ashton'em do końca życia, bo prędzej czy później i tak skończy się to dla mnie tragicznie.
Siedziałam przez chwilę z twarzą ukrytą w dłoniach ciężko dysząc. Nie miałam ani jednego pomysłu, który pomógłby mi wyjść z tej sytuacji. Bałam się również, że Cassie powie coś ciotce lub komukolwiek z mojego otoczenia i skończy się to o wiele gorzej niż przewiduję. Moja wizja i tak już była marna, nie chciałam jej pogarszać. 
Wysiadłam z auta i powędrowałam do mieszkania. Drzwi od mojego domu były otwarte, ale nie przejęłam się tym. Miałam pewność, że Calum słyszał domofon i czekał na moje wejście. 
Ogromnie się pomyliłam. Z moich ust wyszedł cichy jęk, który stłumiłam poprzez nałożenie na twarz dłoni. Mój wzrok podążał za każdą napotkaną rzeczą na podłodze. Przeszłam do salonu, gdzie szafka z książkami była przewrócona, a doniczka z kwiatkami stłuczona. Oglądałam bałagan mając łzy w oczach. Nie sądziłam, że sprawy mogą aż tak się skomplikować. Byłam w każdym pomieszczeniu począwszy od kuchni, a kończąc na moim pokoju. Wszędzie było to samo. Wyrzucone rzeczy z szafek, połamane krzesła, przewrócone meble...
Po pewnym czasie, gdy wróciłam do rzeczywistości zaczęłam sprawdzać jak wiele rzeczy zginęło, jednak nie doszukałam się strat. Laptop, telewizor, biżuteria były w mieszkaniu całe i zdrowe. Nie rozumiałam więc po co było włamanie. Ktoś chciał mnie wystraszyć? 
Otworzyłam laptopa siedząc na łóżku, aby zobaczyć czy jest sprawny. Gdy go znalazłam leżał na ziemii, dosyć porysowany, więc się przejęłam. Na szczęście wszystko było w porządku. Od razu załączyła mi się sieć, a wszystkie komunikatory zostały włączone. Na skypie pojawiła się nowa wiadomość.
Od: Ashton
Włącz ten pieprzony telefon.
Ja:
Odpowiesz za włamanie, jutro idę na policję.
Od: Ashton
Zrób to, a nigdy więcej nie zobaczysz Cassie.
Ja:
Kłamiesz.
Od: Ashton
A więc zadzwoń do niej ;)
Nie zastanawiałam się dłużej. Sięgnęłam dłonią po telefon leżący na komodzie. Czym prędzej włączyłam komórkę i wybrałam numer przyjaciółki. Rozłączyłam się gdy tylko usłyszałam męski, szorstki głos po drugiej stronie. 
Cassie miała rację. Ashton to przestępca, do tego zabójca, a teraz ją więzi. Moje serce natychmiast przyśpieszyło zupełnie jak oddech. Byłam zmieszana, a do tego przerażona. Przestałam myśleć logicznie i zastanawiać się nad każdym moim ruchem. Wiedziałam, że nic nie mogę zrobić jak jedynie wykonywać jego polecenia. Inaczej Cassie będzie martwa. Byłam w kropce.
Ja:
Zrób jej krzywdę, a pożałujesz. 
Odpisałam. W odpowiedzi dostałam tą samą informację co poprzednio. Jeśli nie pójdę na policję, Cassie nic nie będzie. Przygryzłam wargę próbując stłumić złość w moim ciele, aż poczułam krew na swoim języku. Musiałam na to przystać, jeśli nie chciałam, aby skrzywdził moją przyjaciółkę. 
Nie lubiłam przegrywać. Nie w taki sposób. Irytowało mnie to, że on zawsze był krok przede mną, nieważne co chciałabym zrobić i tak byłam na straconej pozycji. Można to nazwać typową grą w szachy. Ashton zawsze potrafił zrobić 'szach i mat' natomiast ja - nigdy nie miałam takiej okazji.  
Zamknęłam laptopa i wstałam z łóżka. Patrzyłam na swój pokój wyglądający jak po przejściu tornada. Zaciskałam pięści po czym rozluźniałam uścisk biorąc kilka wdechów. Nigdy nie czułam tak ogromnej nienawiści i złości. Ogrom negatywnych emocji kłębił się w moim małym ciele. Zaskakujące było, skąd jeszcze miałam siłę na życie. 
Spostrzegłam komodę stojącą na swoim miejscu. Nie była naruszona. Podeszłam do niej i opuszkami palców przejechałam po blacie. W pewnym momencie zacisnęłam swoje dłonie na meblu. Z krzykiem pociągnęłam za komodę przewracając ją podłogę.
- Nienawidzę Cię Ashton! - słowa jakby same wyszły z moich ust.
Padłam na kolana zalewając się łzami. Było mi siebie żal. Obwiniałam Ashton'a za moją porażkę, jednak to była głównie moja wina. Gdybym nie pozwoliła mu na szantaże wszystko wyglądałoby inaczej. Zdałam sobie sprawę z tego, jak słabą osobą jestem. 

***

W nocy nie zmrużyłam oka. Zamiast tego sprzątnęłam cały bałagan panujący w moim mieszkaniu. Stwierdziłam, że nie mogę zostawić domu w takim stanie. Czasu nie cofnę, ale mogę zmienić swoje życie. Ponownie wyłączyłam mój telefon nie chcąc kontaktować się z Ashtonem. Wyraził się jasno: Mam po prostu nie iść na komisariat, nie mówił nic o naszych rozmowach. Jeśli będzie miał potrzebę porozumienia się ze mną na pewno zrobi to w jakiś inny sposób. Ewentualnie spali mi dom. 
Zmęczenie nie dawało mi spokoju. Powieki powolnie opadały, kiedy dochodziła już dziesiąta. Układałam ostatnie worki ze śmieciami pod drzwiami i gdy zerknęłam na zegarek jeszcze bardziej się zmartwiłam. Za dwie godziny zaczynałam zmianę w barze ciotki. Nie miałam na to ochoty, jedyne czego pragnęłam to sen na który nie mogłam sobie w tej chwili pozwolić. 
Z wielkim grymasem na twarzy łączącym się ze złością rozpoczęłam poszukiwania czystych ubrań. Gdy już je znalazłam, przebrałam się i spakowałam do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Westchnęłam głęboko mając w myślach nadzieję, że nikt więcej nie włamie się do mojego mieszkania. Wysprzątałam każdy pokój, postawiłam szafki, a meble, które nienadawały się do użytku wyrzuciłam. Zniknęło parę krzeseł, komoda, a nawet kilka talerzy. Nie pozostało mi nic innego jak zaopatrzyć się w nowe i znowu odłożyć studia na późniejszy czas. 
Ostatni raz spojrzałam na salon do którego wpływało świeże powietrze z otwartego balkonu. Lśnił i pachniał czystością. Może są i plusy tego wszystkiego? W końcu zrobiłam duże porządki. 
Sięgnęłam po worki stojące przy drzwiach i przekroczyłam ich próg po czym zamknęłam mieszkanie. Zanim pokierowałam się na parking, skręciłam w uliczkę gdzie znajdowały się kontenery. Zatrzymałam się jednak, gdy usłyszałam ogromny huk. Moje nogi automatycznie zaczęły się cofać. Przylgnęłam ciałem do budynku nie chcąc się od niego odrywać. Udało mi się jedynie wychylić głowę, aby sprawdzić z dalszej odległości co dzieje się przy kontenerach.
Moje oczy spostrzegły znajomego mi wysokiego blondyna oraz mężczyznę, który kilka dni temu dobijał się do mojego mieszkania. Brunet patrząc na chłopaka pogardliwie trzymał jego koszulkę w dłoniach i unosił go do góry sycząc coś prosto w twarzy. Po chwili puścił go, cisnąc nim o ziemię. Blondyn uderzył o dwa metalowe śmietniki wydając z siebie cichy jęk. Jego twarz zalewała się krwią. Zatkałam usta dłońmi, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku i wciąż obserwowałam co mężczyzna chce zrobić.
Facet zbliżył się do obolałego blondyna i po raz kolejny zmierzył go wzrokiem.
- Przekaż swojemu Cieniowi, żeby się nie wpierdalał w nie swoje sprawy Hemmings. - warknął, a potem zadał mu ostatni cios poprzez kopnięcie w brzuch. Chwilę później już go nie było.
Bez namysłu pobiegłam między kontenery, aby pomóc chłopakowi. Gdy przy nim byłam, uklęknęłam i wyciągnęłam do niego dłonie, ale zatrzymałam je. Nie wiedziałam dokładnie co powinnam zrobić. Omijałam w szkole zajęcia z pierwszej pomocy, a w końcu nadszedł dzień w którym tego żałuję.
- Wszystko w porządku? - zapytałam, ale od razu ugryzłam się w język.
Chłopak posłał mi piorunujące spojrzenie. Tak, to zdecydowanie było najgłupsze pytanie jakie kiedykolwiek mogłam zadać. Oczywiście, że nie jest, przecież krwawi, idiotko. Gdybym była sama prawdopodobnie już uderzyłabym się w głowę, ale nie chciałam robić sobie większego wstydu przy potrzebującym pomocy chłopaku.
Ścisnęłam jego ramię, a następnie pociągnęłam w moim kierunku, aby przywrócić go do pozycji siedzącej. Blondyn ciężko oddychał, a do tego kaszlał co na prawdę mnie martwiło. 
- Pomogę ci wstać dobrze? - zapytałam, a ten jedynie skinął głową. 
Przełożyłam jego rękę na moje barki i objęłam wokół brzucha. Wspólnymi siłami udało nam się postawić go na nogi. Wyszliśmy z pomieszczenia na śmieci i poprowadziłam go do mieszkania. Był ledwo przytomny. Gdy tylko wpadliśmy do domu od razu pokierowałam blondyna na łóżko, gdzie się położył. W międzyczasie ja przeszukałam całą kuchnię, aby znaleźć apteczkę. Ledwo robiłam porządki, a już miałam problemy z odnalezieniem się. Po wyjęciu prostokątnego pudełeczka, otworzyłam je i wyszukałam wodę utlenioną oraz gazy.
Kiedy znalazłam się w pokoju, blondyn kurczowo ściskał się za brzuch i pojękiwał. Nalałam niewielką ilość wody na kawałek gazy, a następnie przyłożyłam do jego ust, które krwawiły. Chłopak gwałtownie złapał mnie za rękę i odsunął od siebie.
- Piecze. - syknął.
- Sorry.. - mruknęłam - Nie znam się na medycynie, ale jeśli piecze to znaczy, że robię to dobrze.
Blondyn zdjął swoją dłoń z twarzy pozwalając mi kontynuować czynność, która przebiegła dość sprawnie. Gdy oczyściłam jego ranę na wardze zaczęłam tamować krew wypływającą z nosa. Ta lała się strumieniami. 
- Kim był tamten człowiek? - zapytałam, jednak tak jak się spodziewałam - nie dostałam odpowiedzi - Jak masz na imię? - zadałam inne pytanie licząc, że może jednak będzie rozmowny.
- Luke - odparł.
- Czyli jednak umiesz mówić - zauważyłam - kim jest Cień? 
- Nie powinno Cię to obchodzić - powiedział.
- Dlaczego?
- Co za dużo informacji to nie zdrowo - parsknął, a ja przewróciłam oczami.
- Jeśli to Ashton, idę na policję. - oznajmiłam czym rozbawiłam blondyna.
- I co im powiesz? Nawet go nie widziałaś. 
- Znajdą go i zamkną.
- Nie złapali Cienia od kilku lat bo nie mają dowodów.
- A więc on nim jest? - spytałam wyraźnie zasmucona.
- Nawet jeśli, to co?
- To co? - oburzyłam się i wstałam odrzucając całą medycynę - przecież to morderca! - krzyknęłam nie rozumiejąc obojętności Luke'a.
- Nie znasz go, wiesz o nim tyle co media - warknął po czym wstał z miejsca - Miło było, ale na mnie już pora, dzięki - burknął i wyszedł utykając z mojego pokoju. 
Chciałam go zatrzymać, cokolwiek powiedzieć, ale gdy się odważyłam usłyszałam jedynie trzask drzwi. Zostałam sama. Mimo, że nie dowiedziałam się zbyt wielu rzeczy miałam pewność, że Ashton jest słynnym Cieniem, a ja jego kolejną ofiarą. Prawdopodobnie to jego widziałam, gdy wracałam z imprezy jak zabijał przechodnia. Na same wspomnienia robi mi się słabo.  
Zamknęłam oczy rzucając się na łóżko, aby chociaż na chwilę odejść od tego nędznego, pełnego przykrości świata. W mojej głowie kłębiło się tak wiele informacji, że zmęczyło mnie same ich trawienie. Pech sprawił, że zasnęłam.

***

Otworzyłam oczy, od razu wyszukując na ścianie zegarek. Dochodziła godzina dziewiętnasta. Przeklęłam się w myślach. Ciotka prawdopodobnie mnie zabije. Przeciągnęłam się na miękkiej pościeli i kilkakrotnie ziewnęłam wcale nie chcąc schodzić z łóżka. Miałam ochotę przespać cały ten dzień, który i tak już się kończył. 
Sięgnęłam po telefon na którym nie pojawiła się tapeta. Był wciąż wyłączony i bardzo chciałam, aby tak zostało, ale musiałam wytłumaczyć się ciotce. Przytrzymałam więc klawisz blokady, a na wyświetlaczu pojawiło się logo marki Apple. Podczas przygotowywania się telefonu do pracy postanowiłam wstać i poszukać kilku informacji na temat Cienia. Wpisałam więc hasło 'Cień' i kliknęłam 'Wyszukaj' czekając na wyniki. Gdy tylko się pojawiły nie wiedziałam gdzie dokładnie wejść, było ich tysiące. Mój telefon akurat rozbrzmiał, a na ekranie wyświetliło się zdjęcie ciotki.
- Dziecko! Ja się tak martwiłam! - usłyszałam krzyki w słuchawce.
Ciotka jak zwykle zaczęła swój monolog, a ja jedynie potakiwałam przeglądając strony.
Morderstwo w samym centrum Sydney! Dwójka biznesmenów została pobita na śmierć. Nie jest ustalone kto jest sprawcą, ale podejrzenia znowu krążą wokół Cienia.
Czy Ashton Irwin trafi w końcu za kratki? Wszystko wskazuje na to, że on i jego gang stoją za tajemniczymi zabójstwami. 
Dziewiętnastoletni Ashton Irwin mający pseudonim Cień podejrzany o kolejne morderstwo. Młoda dziewczyna - Amy Winston została znaleziona przy jeziorze, brak dowodów.
Brak dowodów na Cienia.
Ashton Irwin wciąż nie został odnaleziony.
Człowiek Cień!
Zero dowodów na Cienia.
Policja poszukuje dziewiętnastoletniego Ashton'a Irwin'a.
Ogromna strzelanina na obrzeżach Sydney, czyżby Cień?
Cień..
Cień...
Cień..
- Więc co takiego Cię zatrzymało Caitlin? - zapytała ciotka, a ja zaprzestałam czytania. 
- Emm... - wymamrotałam zastanawiając się - Fatalnie się dziś czułam, wymiotowałam.
- Wszystko w porządku?
- Tak, ciociu będę jutro, jestem zmęczona, dobranoc. - powiedziałam po czym od razu się rozłączyłam nie czekając na pożegnanie kobiety. Wsunęłam kubek z gorącą herbatą w swoje dłonie i wzięłam kilka łyków powracając do czytania.
Zjeżdżałam kursorem na dół, gdy nagle ekran stał się czarny, a w pokoju zrobiło się ciemno.
- Co do cholery... - szepnęłam pod nosem.
Siedziałam nieruchomo na krześle ze skrzyżowanymi nogami. Usłyszałam ciężkie kroki. Ich dźwięk nasilał się, a przez moje ciało nieustannie przechodziły ciarki. Moje ręce zaczęły drżeć. Nawet nie spostrzegłam, kiedy mój oddech przyśpieszył. Wpatrywałam się w jeden punkt, a przynajmniej tak mi się wydawało gdyż było ciemno. Kurczowo ściskałam kubek w dłoni próbując się opanować. 'To tylko twoja wyobraźnia' powtarzałam w swojej głowie.
Nagle tupot ucichł. Przez kilka sekund nie udało mi się zarejestrować ani jednego dźwięku. Gdy jednak drzwi od mojego pokoju zaskrzypiały wydałam z siebie cichy jęk i zamknęłam oczy licząc, że to mi pomoże przezwyciężyć strach. 
- Witaj skarbie. 
Słysząc znajomy mi głos moje powieki gwałtownie poderwały się w górę, a dłonie wypuściły kubek, który z hukiem obił się o podłogę. Jego zawartość rozlała się po panelach, a samo naczynie rozbiło się na kilka kawałeczków. 
- Ashton - wyszeptałam zaczynając drżeć.

_______________________________________________________
Okej więc to jest chyba najdłuższy do tej pory rozdział, albo mam zwidy lol. Dużo osób pyta mnie o to 'kiedy następny rozdział' < nie pytajcie. Jak widzicie - mówię jedno, robię drugie. Taka już jestem, strasznie zmienna. Ogólnie jestem chora, więc nudzi mi się w domu to tym bardziej dodaję.
Ok, życzę wam samych sukcesów w 2014, żeby spełniły się wszystkie wasze marzenia. Żebyście byli szczęśliwi, pozdawali egzaminy jeśli macie jak najlepiej. I w ogóle no.. xD Nie jestem najlepsza w życzeniach hahahaha! 
Ja wam dziękuję za to, że jesteście tutaj ze mną. Mam nadzieję, że w 2014 też będziecie i że będzie nas więcej i hope so. :) No i mam nadzieję, że będę miała trochę więcej weny hahaha.

Nie zapomnijcie o ankiecie i komentarzu :):)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 14 + Liebster Blogger Award + Święta.

 Moje stopy dotykały zimnych kafelków, powolnie kierując się w stronę frontowych drzwi. Uderzenia wciąż się nasilały. Całe moje ciało drżało, tak samo jak oddech. Czułam jak do oczu napływają mi łzy. 
- Caitlin na Boga, nie otwieraj tych pieprzonych drzwi - Ashton warknął do słuchawki z pełną powagą. Wyczułam w jego głosie lekkie przerażenie, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Czy to możliwe, że taka osoba jak on może się bać? Może się martwić?
- Tydzień temu mnie wystawiłeś, jaką mam pewność, że znowu czegoś nie uknułeś? - spytałam cicho. 
- Rusz trochę tą głową - syknął wyraźnie poirytowany - Gdybym cię wystawiał, poprosiłbym, żebyś otworzyła te cholerne drzwi. Dopóki są zamknięte, jesteś bezpieczna. Czy możesz zrobić mi tą przysługę i taką pozostać? - zapytał.
W moim gardle zrobiło się sucho i nie odpowiedziałam. Nastąpiło kolejne, jednak normalne pukanie do drzwi, a mimo to nie odważyłam się podejść do wizjera i sprawdzić kto znajduje się na zewnątrz. Przygryzłam wargę walcząc z myślami oraz ciałem o poruszenie się. Oparłam się o ścianę na przeciwko drzwi wpatrując się w nie. Moje klatka piersiowa poruszała się szybciej niż zazwyczaj, w górę i w dół. Byłam ciekawa, kto kryje się po drugiej stronie, jednak strach wyraźnie dominował i nie pozwalał mi na bliższe podejście. Skoro Ashton był wystraszony coś musiało w tym być. Stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli przeczekam pukanie i pozostanę bezpieczna.
Gdy odgłosy ucichły udało mi się odzyskać władzę nad nogami. Ruszyłam do drzwi od razu zbliżając oko do wizjera. Nikogo jednak nie było. W dłoni wciąż trzymałam komórkę z której wydobywały się krzyki Ashton'a, nawołującego moje imię. W końcu przyłożyłam słuchawkę do ucha pytając, co tym razem mam zrobić, a on nakazał mi zgasić światło. Bez wahania wykonałam jego polecenie. Nie byłam pewna, czy mogę mu całkowicie ufać, ale domyśliłam się, co mogło się wydarzyć, gdybym go nie posłuchała. 
Po zgaszeniu światła prędko podążyłam przez salon do okna. Delikatnym ruchem dłoni odsunęłam kawałek zasłony, abym mogła ujrzeć otaczający mnie widok. Gdy moim oczom ukazał się mężczyzna, którego spotkałam w klubie, gwałtownie puściłam zasłonę i uderzyłam plecami o framugę powolnie osuwając się w dół. Miałam nadzieję, że nie zauważył mnie, ani ruszającej się zasłonki. W innym wypadku mogłabym jedynie modlić się o przeżycie.
Odczekałam około piętnastu sekund, po czym znowu się podniosłam i spojrzałam w okno. Na podwórku nie było ani jednej osoby. Nie miałam jednak odwagi zapalać jeszcze światła. Ba, nie chciałam już tego dziś w ogóle robić. Poszłam więc do mojego pokoju, gdzie opuściłam rolety i zapaliłam małą lampkę stojącą tuż przy moim łóżku. Usiadłam na podłodze opierając się na łóżku i wzięłam głęboki wdech.
Mój telefon ponownie się rozdzwonił. Nie czekając ani minuty, odebrałam go i po raz kolejny rozpoczęłam rozmowę z Ashtonem.
- Kim oni są do cholery? - zaczęłam zadawać pytania - Kim ty jesteś?
- Kimś, kto nie dba o to kim jesteś, a znowu ja - jestem osobą dbającą o twoje bezpieczeństwo - oznajmił, a ja prychnęłam.
- Co? O czym ty w ogóle mówisz? - spytałam.
- Dowiesz się w swoim czasie Caitlin - odparł.
- Dowiesz się w swoim czasie Caitlin - powtórzyłam z irytacją - Nie - powiedziałam pewnie - Chcę wiedzieć teraz.
- To nie jest rozmowa na telefon. 
- Więc się ze mną spotkaj - zaproponowałam.
- Proponujesz mi randkę? - zapytał Ashton wyraźnie rozbawiony.
- Bądź poważny.
- Oczywiście, że jestem - odpowiedział z lekkim oburzeniem - Zauważyłem, że moja tajemniczość cię pociąga.
- Dupek - warknęłam ze złością, a następnie nacisnęłam czerwoną słuchawkę. 
Rzuciłam telefon z impetem, który padł na łóżko. Złapałam się za głowę i poczęłam chodzić od końca pokoju do jego początku co chwilę odgarniając włosy opadające na moją twarz. Boże, co się tutaj dzieje? Co takiego dzieje się w moim życiu? Czym sobie na to zasłużyłam? Nawet nie spostrzegłam, kiedy to wszystko się wydarzyło, jak to się zaczęło, ile trwało. Tkwiłam w jakimś kręgu, który nie miał wyjścia. Uświadomiłam sobie, że muszę być obserwowana przez dwadzieściacztery godziny. Nie rozumiałam dlaczego, dlaczego akurat ja mam takie chore życie. Czy to jakaś klątwa? Czułam narastające przerażenie w moim ciele, które nie ustawało. Dopiero teraz zrozumiałam, że to nie są żarty.

***
Wczesnego ranka obudziło mnie pukanie do drzwi. Zeszłam z łóżka wsuwając na nogi kapcie i podążyłam przez korytarz do drzwi. Przez wizjer zauważyłam Calum'a trzymającego w dłoni bukiet kwiatów. Wsunęłam więc klucz do zamka przekręcając go i otwierając drzwi. Stojąc w przejściu spojrzałam na bruneta z grymasem na twarzy. Najgorsze słowa cisnęły mi się na usta, jednak nie byłam aż tak podłą osobą, aby wypowiedzieć je na głos. Wysiliłam się na mniejszą bezczelność.
- Oh, kontrola gahów mojego prześladowcy? Kto po tobie, ten wysoki blondasek? - spytałam sarkastycznie.
- To od Ashton'a - Calum praktycznie wcisnął w moje ręce kwiaty, po czym wyminął moją osobę i przeszedł przez próg kierując się do salonu. 
Rozsiadł się wygodnie na kanapie podczas gdy ja zamykałam drzwi i włączył telewizję. Czuł się dość komfortowo, jakby był u siebie. Dłużej myśląc przestałam się dziwić, że z taką łatwością poruszał się po moim mieszkaniu. W końcu nie raz tutaj był. 
Podążyłam za nim do salonu, gdzie przystanęłam przy koszu na śmieci. Uniosłam dłonią jego klapę, po czym wsadziłam tam kwiaty, które przed chwilą dostałam z uśmiechem na twarzy. Calum posłał mi zdziwione spojrzenie, na co wywróciłam oczami. 
Mój wzrok powędrował na telewizor.
'Kolejne brutalne morderstwo w Australii i kolejne w Sydney. Z naszych źródeł wynika, że tym razem zginął młody mężczyzna zamieszany w sprzedaż narkotyków. Został pobity na śmierć. Sprawca jest nieznany, ale chodzą pogłoski o powrocie słynnego Cienia...'
Podeszłam i wyłączyłam grający, cienki prostokąt. Calum wyprostował się i popatrzył na mnie pogardliwie, jakbym go skrzywdziła.
- Nie jesteś w swoim domu, tylko w moim - powiedziałam oschle.
- Aż tak mnie nie lubisz? - brunet spytał patrząc ze smutkiem w moje oczy.
- Nie - odparłam - Po prostu cię nie znam, nie wiem kim jesteś. 
- Znajomym Ashton'a - prychnął, jakby to było rzeczą oczywistą i mówiło o nim wszystko.
Spuściłam wzrok i wypuściłam powietrze z ust bezsilnie. Pokręciłam głową, po czym skierowałam się w stronę korytarza, aby potem znaleźć się w pokoju i wyszukać w nich ubranie. Zamknęłam się następnie w łazience i przebrałam. Nie zamierzałam siedzieć cały dzień w domu, a musiałam coś zrobić z sytuacją, która miała miejsce wczoraj. Nie mogłam tego tak zostawić. Strach wciąż we mnie tkwił. 
Gdy powróciłam do salonu, Calum wciąż znajdował się na tym samym miejscu. Jego wzrok wbijał się w telefon na którym palcami wystukiwał prawdopodobnie litery. Pewnie pisał sms'a. 
- Wychodzę - poinformowałam chłopaka, którego głowa uniosła się, kiedy tylko usłyszał mój głos - Jak chcesz możesz tu zostać, w końcu i tak masz klucze. - westchnęłam zrezygnowana.
Nie zwracając już więcej uwagi na bruneta wyszłam z domu i pokierowałam się na parking do samochodu. Wsiadłam do auta i szybko odpaliłam je, wyjeżdżając na ulicę. Kiedy stałam na światłach, wyjęłam z torby telefon i napisałam wiadomość do Cassie. 



W przeciągu piętnastu minut byłam już pod niewielką kawiarenką. Moja głowa uniosła się, aby zobaczyć ogromny, brązowy szyld, na którym znajdowała się nazwa miejsca. Workshop. Spojrzałam na budynek z uśmiechem. Było to jedno z moich ulubionych lokali znajdujących się w centrum miasta. Zazwyczaj tutaj bywałam z rodzicami, kiedy jeszcze żyli. Miałam więc ogromny sentyment. 
Nie rozmyślając dłużej weszłam do kawiarni. Dawno w niej nie byłam, właściwie od śmierci moich rodziców. Nie umiałam spędzać czasu w miejscach, w których przebywałam wcześniej z nimi. Było to dla mnie dość duże przeżycie, musiałam odpocząć, wrócić do normalności. Zajęło mi to sporo czasu.
Niewiele się zmieniło. Wszystko było umiejscowione jak dawniej. Krzesła z drewnianych zamieniono na metalowe, tak samo stoliki. Ściany zmieniły swój kolor na biały. Radio wciąż grało piosenki lat osiemdziesiątych, a w menu cały czas znajdowała się przepyszna szarlotka. 
Podeszłam do kasy, gdzie zamówiłam kawałek ciasta oraz cappucino. Zajęłam miejsce przy oknie, aby szukać wzrokiem mojej przyjaciółki.
Nie czekałam na nią długo. Cassie zjawiła się chwilę po mnie zdyszana. Miałam wrażenie, że przebiegła maraton. Padła na krzesło ciężko oddychając. Zamówiłam od razu wodę, żeby mogła się napić i uspokoić. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć czemu się tak zmęczyła. W mojej głowie roiło się już wiele sytuacji, zdarzeń, które mogły ją spotkać podczas drogi do kawiarni.
- Nie chciałam się spóźnić - wydukała, a moje sumienie się uspokoiło.
 Na prawdę zaczęłam się martwić, gdy zobaczyłam ją w takim stanie. Bałam się, że mężczyzna, który wczoraj próbował dostać się do mojego mieszkania mógł dobrać się tym razem do Cass.  Nie zniosłabym, gdyby coś jej się stało. Cassie jest najbliższą mi osobą z przyjaciół, zawsze znajduje dla mnie czas. Mimo, że czasem jest marudna, samolubna i mało krytyczna będę jej wdzięczna, że nie opuściła mnie tak, jak zrobili to inni, gdy moi rodzice zginęli.
Kiedy brunetka odpoczęła, odwróciła się do mnie i posłała ciepły uśmiech. Przysunęła szklankę wody, łapiąc ją w dłonie. Wpatrywała się we mnie chwilę, aż w końcu spytała:
- Czemu chciałaś się ze mną widzieć? - zapytała nieco zaskoczona moją prośbą o spotkanie.
Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Tłumiąc emocje, uczucia i informacje w sobie tylko się zabijałam. Kiedy okłamywałam dziewczynę sumienie nie dawało mi spokoju. Tylko na nią mogę liczyć, więc zdecydowałam się, że to ją poproszę o pomoc.
- Nie byłam z tobą ostatnio do końca szczera Cassie... - powiedziałam cicho, a oczy dziewczyny się zaświeciły..

___________________________________________________

LIEBSTER BLOGGER AWARD 

A więc zaszczyt mnie kopnął, a raczej Cień dostąpił zaszczytu bycia nominowanym do Liebster Blogger Award (jeśli chcecie spytać co to takiego, nie pytajcie mnie, bo nadal to rozgryzam) 
Zasady:
cyt. ,, Nominacja do LA jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który nominował Ciebie. ''

Odpowiadam więc na 11 pytań:
1. Jaki jest twój ulubiony kawałek do słuchania przed snem?
A drop in the ocean w coverze James'a z zespołu The Vamps
2. Czy masz swoją ulubioną kreskówkę?
Mam. Jest to Scooby Doo.
3. Skąd pomysł żeby założyć bloga?
Pisałam z przyjaciółką, która po przeczytaniu moich wypocin, w pewnym sensie mnie nakłoniła.
4. Czy masz zwierzaka, jak ma na imię?
Mam, kotkę. Aż wstyd mówić, bo ma na imię Sandra. Moja mama wybierała to imię, ponieważ ja byłam na to za mała. Nie jestem zwolenniczką imion typowo ludzkich dla zwierząt więc nazywam ją 'Tusia' a cała rodzina ze mną.
5. Co sprawia, że uśmiechniesz się nawet gdy masz zły dzień?
Komentarze, które dostaję od czytelników oraz każda wiadomość sprawia, że się uśmiecham. To ogromna motywacja i wsparcie. Wpływają też na to niektóre osoby z mojego otoczenia. 
6. Jaki jest Twój wymarzony prezent gwiazdkowy?
Lustrzanka cyfrowa.
7. Miasto, które chciałabyś odwiedzić?
Londyn.
8. Kiedy założyłaś swojego pierwszego bloga?
W szóstej klasie podstawówki.
9. Najwcześniejsze zauroczenie w chłopaku z boysbandu jakie pamiętasz to...
Jay z US5 (hahahahaha)
10. Czy masz kogoś kto cię inspiruje do tworzenia? Kto to?
Każdy czytelnik.
11. Gitara czy perkusja?
Gitara.

Nominuję:
1. http://when-the-night-gets-dark.blogspot.com
2. http://zemsta-fanfiction.blogspot.com
3. http://missed-call-fanfic.blogspot.com
4. http://oveerboard.blogspot.com
5. http://countto4-fanfic.blogspot.com
6. http://hearts-on-the-line.blogspot.com
7. http://myownangelonedirectionstory.blogspot.com
8. http://chordofhappiness.blogspot.com
9. http://the-window-luke-hemmings-tlumaczenie.blogspot.com/
10. http://meandjanoskians.blogspot.com/ 
11. http://impulsive-fanfiction.blogspot.com/

EDIT! Oczywiście wiedziałam, że o czymś zapomnę. Zapomniałam zadać pytania.

1. Piosenka, która od razu porywa cię do tańca to?
2. Co najchętniej zmieniłabyś w świecie?
3. Co podkusiło cię do pisania ff/opowiadań?
4. Twoje największe marzenie?
5. Ulubione fanfiction?
6. Imię, którego szczerze nie lubisz?
7. Ulubiony kanał telewizyjny?
8. Książka, którą zdecydowanie polecasz to?
9. Jak wyglądałaby twoja idealna randka?
10. Jak wiele blogów miałaś?
11. Czy długo myślisz nad adresami oraz nazwami swoich opowiadań/ff?
__________________________________________________

Z okazji Świąt wstawiam rozdział 14 ! :) Chciałabym życzyć wam ciepłych, spokojnych, radosnych i spędzonych w gronie rodzinnym świąt. Mam nadzieję, że dostaniecie mnóstwo prezentów, a wasze marzenia jak najszybciej się spełnią. Oczywiście w świętach nie chodzi tylko o prezenty, są one jedynie dodatkiem, więc życzę wam również małej ilości ości w karpiu, abyście dużo nie przytyli (no chyba, że chcecie to abyście przytyli! :D) i ogólnie dobrej atmosfery. :)
Ja już dostałam swój prezent. Wasze wsparcie nim jest. Bardzo dziękuję.
_________________________________________________

Jeśli przeczytałeś/aś rozdział - dodaj proszę komentarz. 
Piszcie również jak wam się podoba nowy wygląd bloga! Jak dla mnie jest magiczny, może nie tak mroczny jak poprzedni, ale ma swój klimat i również obrazuje co nieco opowiadanie. :>
Jeśli czytacie Cienia, proszę zaobserwujcie bloga poprzez bloggera, google czy co tam macie :)

Dziękuję za wykonanie @awh4zz !! Pozdrawiam gorąco! xx

Jeszcze raz wesołych świąt i do usłyszenia już w 2014!!! :))) 

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 13

Minął tydzień. Nieznane połączenia przestały ukazywać się na mojej komórce, a ja wreszcie zaznałam spokoju. Moje życie przestało koncentrować się na połączeniach od prześladowcy. Mimo wszystko, byłam zdziwiona, że Ashton tak szybko odpuścił. Widocznie dotarło do niego, że ta cała zabawa przestała mnie śmieszyć i przekroczyła pewną granicę.
Weszłam w rutynę. Praca, dom, sen. Wszystko wróciło do normy, jednak czy ta norma mi odpowiadała? W moim życiu nie działo się nic nadzwyczajnego, przez co odczuwałam dziwną pustkę. Sama nie wiem, czy do końca tego chciałam. Nie jestem znowu jakąś wielką dorosłą, żeby wchodzić w jedną, wielką monotonnię. Jestem jeszcze młoda i może powinnam trochę wyluzować? Praca nie jest rzeczą, której chciałam być doświadczać bez przerwy, całe dwadzieściacztery godziny. Ashton był osobą wprowadzającą w moje życie rozrywkę.
'Boże, Caitlin co ty w ogóle pieprzysz, mogłaś zginąć, albo zostać zgwałcona, spójrz ile miałaś problemów!'
Odezwało się moje sumienie, które miało całkowitą rację.  Spotkałam na swojej drodze wiele przeszkód, ale czy nie o to chodzi w życiu? O ich pokonywanie? Może los chciał urozmaicić w pewnym sensie historię mojego istnienia. Cóż, udałoby mu się, gdyby nie przekroczenie paru granic.
Tak czy siak, powinnam być z siebie dumna, że kilkoma ostrymi słowami pozbyłam się mojego prześladowcy. Dzięki temu, mogę skupić się na znajomych czy pracy i rozwinąć swój żywot w odmienny, normalny sposób. Postanowiłam więc zapisać się na studia.
Wcześniej moje fundusze nie pozwalały mi na rozpoczęcie edukacji, ale teraz, gdy od roku zaczęłam co miesiąc odkładać parę groszy, aby utrzymać całkiem niezłą sumkę, mogę w końcu pomyśleć o nauce. Nigdy nie byłam fanką instytucji o nazwie 'Szkoła' , ale wiem ile znaczy wykształcenie. Chcę coś w życiu osiągnąć, nie chcę być przez cały czas kelnerką, to nigdy nie było moim priorytetem. Zawsze marzyłam o zawodzie dziennikarki czy prezenterki telewizyjnej, a tymczasem jak na razie kończę na kasie. Nie mogę się doczekać, aby to zmienić.
                                                                   ~*~
Gdy tylko wpadłam do baru, ruszyłam na zaplecze, gdzie pośpiesznie się przebrałam zakładając uniform. Ciotka na szczęście nie spostrzegła mojego spóźnienia, bo gdyby tak było - prawdopodobnie stałaby jak zwykle przed budynkiem z zegarkiem w dłoni wskazując mi godzinę. Przybiłam piątkę George'owi, który pilnował kasy dopóki się z nim nie zmieniłam. Ustawiłam się na miejscu, które przed chwilą chłopak zajmował i posłałam mu uśmiech pełen gotowości do pracy. Ten zaś poszedł obsługiwać nowo przybyłych klientów.
Spod lady wysunęłam biało-czarny, wielkości kartki A4 notes. Położyłam go na blat i sięgnęłam po długopis, po czym otworzyłam zeszyt zostawiając go na stronie z finansami. Zaczęłam podliczać swoje zarobki, kiedy nie było zbyt wielu klientów. Trzymając długopis w ustach i przygryzając do zębami, starałam się wytężyć swój umysł i wykonać działania matematyczne w głowie. Niestety ten przedmiot nie był moją mocną stroną. Kaltulator był moim zbawieniem, nie musiałam wtedy się zbytnio wysilać. Gdyby nikt nie wynalazł tego sprzętu prawdopodobnie gniłabym w działaniach matematycznych jeszcze przez jakąś godzinę.
Wzdrygnęłam się, kiedy ciężka dłoń uderzyła w blat stołu. Moja głowa powędrowała do góry, a oczy ujrzały uśmiechniętego od ucha do ucha Dan'a. Blask w jego oczach spowodował że również odwzajemniłam uśmiech bruneta. Zsunął kurtkę ze swoich ramion i rzucił na krzesło obok, gdzie nikt nie siedział. Oparł swoje ręce na blacie i pochylił się sprawdzając moje zapiski w zeszycie. Swoją drogą nie spodziewałam się go tutaj, a już na pewno nie w tym dniu. Myślałam, że jest na uczelni. Jako jedyny studiuje z naszej trzyosobowej paczki i zwykle nie ma czasu na wyjścia. Jego nagłe zjawienie się mnie zaintrygowało.
- Wow, nie masz zajęć przypadkiem? - spytałam, opanowując swój oddech, który przyśpieszył tuż po tym, jak Dan zdecydował się mnie wystraszyć.
- Urwałem się, dzisiaj nudny temat. Masz chwilę?
Jęknęłam z grymasem. George właśnie obsługiwał ludzi, więc nie mógł mnie zastąpić. Wzrokiem przejechałam w jego stronę pokazując mojemu przyjacielowi, że nie ma szans na rozmowę w tej chwili.
Nagle z zaplecza wyłoniła się ciotka, która na widok Dan'a uśmiechnęła się szeroko. Nie patrząc na mnie pognała do chłopaka i rzuciła mu się w ramiona, zasypując licznymi całusami w policzki. Podniosłam brwi do góry starając się nie śmiać, ale ten widok był na prawdę komiczny. Prawdopodobnie, gdyby George znajdował się obok mnie, oboje leżelibyśmy już na ziemi, tarzając się ze śmiechu. On nigdy nie umiał opanować rozbawienia, a ja w jego towarzystwie również. Samej szło mi to całkiem nieźle więc i tym razem udało mi się utrzymać powagę.
- Oh, pewnie chcecie sobie porozmawiać, Caitlin zastąpię cię. - powiedziała ciotka, kiedy tylko oderwała się od mojego przyjaciela i zauważyła jak im się bacznie przyglądam. Skinęłam jedynie głową i zwróciłam się do Dan'a wskazując dłonią na drzwi za mną, zapraszając go.
Otworzyłam drzwi od zaplecza, przez które wraz z Dan'em przeszliśmy. Wyszliśmy prosto na ogrodzone podwórko, gdzie usiedliśmy na dwóch huśtawkach. Brunet przyglądał mi się z zainteresowaniem, a ja nie wiedziałam jak powinnam odczytać jego spojrzenie. Zdecydowałam się więc spytać.
- O czym chcesz porozmawiać?
- Ogólnie, chciałbym dowiedzieć się, jak stałem się twoim chłopakiem. - oznajmił.
- Oh. - mruknęłam - A więc o to chodzi...
- Caitlin, co znowu zbroiłaś? - spytał z pełną powagą co wywołało moje oburzenie.
- Nic! - krzyknęłam lekko urażona jego stwierdzeniem - Ktoś zapłacił za szkody wyrządzone w barze sporą sumę. Moja ciotka stwierdziła, że to ty i pomyślała, że jesteśmy razem - oświadczyłam co wbiło chłopaka w siedzenie. Jego dolna warga opadła, a oczy rozszerzyły się wyglądając jak dwie, małe ping-pong'owe piłeczki.
- Jakie szkody? Czemu nie zaprzeczyłaś, skoro wiesz, że to nie ja? - Dan zaczął zadawać serię pytań.
- Ktoś zrujnował cały bar kilka tygodni temu. Nie zaprzeczyłam, bo prawdopodobnie wiem kto to, ale lepiej, żeby ciotka tego nie wiedziała - powiedziałam, patrząc błagalnie na przyjaciela - Ty też utrzymaj to w sekrecie. - poprosiłam.
- A powiesz mi chociaż kto to?
- Nikt ważny - odparłam.
Dan zamilkł. Spojrzał na mnie z politowaniem, a ja jedynie wzruszyłam ramionami krzywo się uśmiechając. Wstałam z miejsca wracając do pracy, a chłopak był tuż za mną. Powróciłam do mojej pracy, natomiast brunet został jeszcze chwilę, aby dotrzymać mi towarzystwa, którego trochę mi brakowało. W czasie, kiedy George zrobił sobie przerwę i kończył opowiadać nam jedną ze swoich zabawnych historii, drzwi wejściowe baru otwarły się, a w ich progu ujrzałam tajemniczego chłopaka sprzed kilku dni. W jednej chwili zaprzestałam słuchania rozmowy moich przyjaciół i skupiłam się na blondynie, który ciężkim i spowolnionym krokiem szedł w to samo miejsce, co tydzień temu. Do stołu bilardowego. Jego wzrok osiadł na mojej twarzy co wywołało u mnie nieprzyjemne dreszcze. Przetarłam dłońmi ramiona na których pojawiła się gęsia skórka i spojrzałam na chłopców powracając do dyskusji.
- Zimno Ci? - Dan zwrócił się do mnie, zauważając jak drżę.
- Co? - pokręciłam głową zdezorientowana, a później podążyłam jego wzrokiem i spojrzałam na swoje ramiona. - Oh, to, nie, nie... - wyrwałam.
- To tamten tak na nią działa - George kiwnął głową w kierunku blondyna, który wykładał bile na stół. Wywróciłam teatralnie oczami irytując się komentarzami kolegi. Cieszę się, że dogryzanie mi sprawia tak ogromną przyjemność, ale mógłby już sobie odpuścić. Wzrok Dan'a gwałtownie zwrócił się w kierunku tajemniczego chłopaka i ze skupieniem począł się w niego wpatrywać. Na mojej twarzy wymalował się grymas, który nie wróżył nic dobrego. W oczach Daniel'a widziałam zazdrość. Prawdopodobnie zastanawiał się teraz, czym ten nieznajomy przykuł moją uwagę.
Nie jestem ślepa, mam świadomość, że Dan'owi na mnie zależy, ale on zawsze będzie dla mnie jedynie przyjacielem. Nie potrafię traktować go inaczej. Jest dla mnie ważny i nie wyobrażam sobie życia bez niego, jednak to nie jest miłość. Czułabym to. On musi się z tym w końcu pogodzić.
- Zabijesz go za chwilę wzrokiem - skomentowałam.
Dan mruknął coś pod nosem, po czym rzucił krótkie 'cześć' i zniknął. Wzruszyłam obojętnie ramionami nie zatrzymując go. Mam dość fochów, zwłaszcza, że kilkakrotnie dawałam mu do zrozumienia, że nic poza przyjaźnią nas nie łączy. Jeśli nie potrafi tego zrozumieć - nie jest to już moim problemem. Może nie brzmię dość sympatycznie, ale nic nie mogę na to poradzić.
                                                                       ~*~
Około godziny dwudziestej powróciłam do domu wykończona pracą. Mimo, że nie było dziś większego ruchu, stanie za barem i uśmiechanie się do klientów na prawdę nudziło. Wiedziałam, że moje mieszkanie wygląda tragicznie, ponieważ przez cały tydzień nie było sprzątane, ale gdy zapaliłam światło i zobaczyłam co tak na prawdę się w nim dzieje moje ręce opadły. Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie doprowadzić do takiego bałaganu. Ostatni tydzień był dla mnie na prawdę krótki. Czas leciał dość szybko, minuty zamieniały się w sekundy, a godziny w minuty. Wcześniej nie zauważyłam tak ogromnego nieładu. Kilka paczek czipsów leżało na stoliku, butelka wody mineralnej leżała na podłodze wraz z koszulkami, które nosiłam w dniach wcześniejszych. Naczynia ledwo mieściły się w zlewie, a drzwi od szafek cały czas były otwarte. Kwiatki na parapecie obumierały od braku wody, gazety zamiast pozostać wyrzucone, znajdowały się obok śmietnika, gdyż nie było w nim już miejsca. Nie chciałam wchodzić do sypialni, bo wiedziałam, że tam było o wiele gorzej. Większość moich ubrań leżała na łóżku, albo na krześle.
- Zero odpoczynku, jak zwykle. - burknęłam sama do siebie.
Zasłużyłam sobie na to. Gdybym sprzątała codziennie, nie musiałabym marudzić teraz. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam działać. Co chwila schylałam się, aby zebrać różne przedmioty z ziemii i układać je na dane miejsca. Gdy tylko uporałam się z salonem, przeszłam do pokoju, który wyglądał strasznie. Miałam wrażenie, że podczas mojej nie obecności toczyła się tu jakaś wojna. Poczęłam zbieranie ubrań, które zamiast znaleźć swoje miejsce w szafach lub pralce znajdowały się w całym pokoju. Nie patrząc na żadną z rzeczy, po prostu po nią sięgałam i wrzucałam do kosza na pranie. Dopiero gdy moje dłonie poznały cienki materiał, który właśnie muskały palce, podniosłam swój wzrok i popatrzyłam na sukienkę będącą prezentem od Ashton'a. Moje kąciki ust uniosły się, kiedy przypomniała mi się treść liściku załączonego wraz z ubraniem.
Moje rozmyślanie przerwało pukanie do drzwi. Odwróciłam głowę w stronę korytarza, marszcząc brwi. Nikogo się nie spodziewałam. Wzdrygnęłam się, gdy pukanie zamieniło się w dobijanie, a z moich ust wydobył się cichy jęk przerażenia. Mój telefon zacząć grać melodię, a wyświetlacz migotać. Sięgnęłam po komórkę na której pojawił się znajomy napis. Wcisnęłam zieloną słuchawkę. Przyłożyłam do ucha iphone'a, ale nie miałam odwagi wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku.
- Caitlin, nie otwieraj drzwi.



_________________________________
Jeśli przeczytałeś/aś - proszę skomentuj. Dzięki temu wiem ile osób tak na prawdę czyta moje 'wypociny'.
Jest rozdział 13, whoop whoop.
Dziękuję za blisko 30k wyświetleń *__________________* 

Jeśli podoba wam się to opowiadanie, możecie je polecić na Katalogu Opowiadań, nowy post z Czytelnicy Polecają będzie już w styczniu. Wystarczy napisać na maila glenna@vp.pl adres mojego bloga, oraz minimum 4 zdania z uzasadnieniem, dlaczego go polecacie. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli ktoś to zrobi.
ps. Dziękuję za polecenie w grudniu! ILYSM!!

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 12

- Przepraszam, muszę przyjmować zamówienia - wykrztusiłam zdenerwowana. Chłopak kiwnął głową zrezygnowany, a ja ponownie zawróciłam w stronę baru, aby nalać mu whisky. Jego głos był oschły i ciężki, ale sprawiał wrażenie, że miałam już z nim styczność.
To niemożliwe, w końcu pierwszy raz widzę tego człowieka na oczy. Czy ja nie wariuję?
George wrócił za bar, odstawiając mop na miejsce. Podszedł nieco zaniepokojony wyrazem mojej twarzy i zapytał czy wszystko w porządku, jednak ja nie byłam do końca tego pewna.
- Mam do ciebie prośbę - rzuciłam cicho, patrząc prosto w oczy kolegi. - Podaj temu przy bilardzie zamówienie - powiedziałam błagalnie, wciskając szklankę z alkoholem do ręki bruneta.
George obejrzał się za siebie, aby sprawdzić kogo boję się obsłużyć. Tajemniczy blondyn akurat pochylał się nad stołem, aby oddać kolejne uderzenie. George zaśmiał się, po czym odwrócił w moim kierunku podnosząc brew i patrząc na mnie pytająco.
- Tak ci się podoba, że nie możesz do niego podejść? - zapytał głośno, tak, żeby chłopak usłyszał. Jego kąciki ust powędrowały do góry, a ja miałam ochotę spalić się ze wstydu. Uderzyłam George'a z pięści w ramię. Z jego ust wydobył się cichy jęk.
- Nie podoba, przeraża - skomentowałam o wiele ciszej niż zrobił to chłopak - Możesz? - ponagliłam George'a. Ten zabrał zamówienie i pokierował się do klienta, kładąc mu whisky. Owszem, chłopak swoją urodą na pewno przyciągał wiele kobiet. Był nieziemsko przystojny, a jego tajemniczość dodawała uroku. Był dość wysoki, dobrze zbudowany i atrakcyjny.
Stojąc za ladą, kątem oka obserwowałam chłopaków, którzy zaczęli ze sobą rozmawiać. Zachowywali się jak starzy, dobrzy kumple. George podał blondynowi rękę, jakby na przywitanie i posłał mu szeroki uśmiech, który tamten odwzajemnił. Obaj w tym samym momencie spojrzeli się w moim kierunku i zauważyli, że patrzę na nich z zaciekawieniem. Gwałtownie spuściłam wzrok łapiąc za ścierkę i szorując blat. Nie dość, że George mnie skompromitował kilka minut wcześniej, to jeszcze przyłapali mnie na obserwacji. Nie mogło być już gorzej. Mój wzrok nie powędrował już więcej w ich kierunku. Skupiłam się na pracy.
~*~
Dochodziła godzina siedemnasta, a za oknami pub'u powoli nastawała ciemność. Na ulicach rzędem rozbłysły światła latarni. W barze pojawiało się coraz więcej klientów, jak to na wieczór. Od godziny dwudziestej drinki były tańsze o dwadzieścia procent, no i urządzaliśmy karaoke. Moja praca na dziś dobiegła końca. Zabrałam z wieszaka płaszcz i narzuciłam na siebie. Dzisiejszego wieczoru wracałam autobusem, gdyż Cassie pożyczyła moje auto. Wychodząc z budynku, rzuciłam krótkie cześć pracownikom i zniknęłam za drzwiami. Ulice pustoszały, a ja szłam wolnym krokiem aleją parku kierując się na przystanek autobusowy. Wzdłuż drogi było pełno neonów oświetlających moją drogę. Lekki wiatr rozwiewał moje włosy, które nie zdołały się schować pod kapturem płaszcza. Dźwięk obcasów moich butów obijał się echem, gdy przechodziłam między blokami.
W kieszeni mojego płaszcza rozbrzmiał dźwięk telefonu. Patrząc na wyświetlacz i widząc informację: Nieznany, moje kąciki powędrowały w górę. Chcąc nie chcąc, stęskniłam się za irytującymi telefonami Ashton'a. Przesunęłam opuszkiem palca po ekranie odbierając przychodzące połączenie i przystawiłam komórkę do ucha.
- Któż to zmartwychwstał? - zapytałam z nutką rozbawienia.
- Witaj Caitlin - odparł Ashton dość poważnie.
- Nie zdążyłam ci podziękować za sukienkę i wisiorek, który wcale nie oznacza mojego imienia - zaczęłam temat.
- Ufasz mi? - spytał jakby nie słysząc tego, co przed chwilą powiedziałam.
- Yhm, skąd to pytanie?
- Odpowiedz - ponaglił.
- Tak, ale co to ma do rzeczy? - odparłam obojętnie chcąc wrócić do mojego tematu.
- Więc skręć w prawo - oświadczył, a ja się zatrzymałam.
Po moim ciele przeszedł dreszcz. Ulica była pusta, żadnych przejeżdżających aut, ani przechodniów. Obejrzałam się za siebie sprawdzając czy nikt mnie nie śledzi, ale nie zauważyłam nikogo. Słyszałam szelest liści, a także łamanie gałęzi. Moje serce zaczęło bić o wiele szybciej. Z trudem przełknęłam ślinę powstrzymując przy tym strach, który rósł w moim ciele.
- Posłuchaj mnie, jeśli to Twój kolejny dowcip, to... - ostrzegłam chłopaka.
- Skręć w prawo, jeśli mi ufasz - powtórzył.
Wzięłam głęboki wdech wciąż trzymając telefon blisko ucha. Moje nogi zaczęły pchać całe ciało do przodu. Zakręciłam, tak jak prosił Ashton, wychodząc na ciemną ulicę blisko lasu. Szłam prosto, przed siebie przeklinając w myślach pomysł pójścia tą drogą. Moje uszy rejestrowały nowe odgłosy. Śmiechy, tłuczone szkło, muzyka. Ta sytuacja coraz bardziej mnie przerażała. Nie wiedziałam nawet, dlaczego posłuchałam kogoś, kogo w ogóle nie znam, tylko żeby mu coś udowodnić. Zachowałam się jak typowa blondynka. Moje serce zaczęło bić coraz głośniej, aż czułam je każdym zmysłem prócz zapachu.
Na drogę, zataczając nogami kółka wyszedł jeden z mężczyzn. Zatrzymał się, gdy zobaczył mnie na przeciwko. Nie widziałam dokładnie jego twarzy, ale czułam jak uśmiecha się pod nosem.
- Co teraz? - szepnęłam do słuchawki telefonu.
- Teraz ja ci ufam - powiedział Ashton, po czym usłyszałam dźwięk urwanego połączenia.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu widząc zakończoną rozmowę. Nie mogłam uwierzyć, że Ashton wystawił mnie do wiatru. Twierdził, że mnie chroni, a tak na prawdę podstawił mnie jakimś bandytom czy kimkolwiek Ci ludzie byli. Przeklęłam chłopaka w myślach i wsunęłam telefon do kieszeni powoli się wycofując. Mężczyzna stojący na drodze zauważył to, więc pośpiesznym krokiem ruszył w moim kierunku. Za nim pojawiły się jeszcze dwie postacie, co spowodowało u mnie ogromną panikę. Obróciłam się i zaczęłam biec ile sił w moich nogach.
Nie byłam nawet blisko domu, ani jakiegokolwiek znajomego, aby się schronić. Miałam na prawdę małe szanse. Moja zadyszka przeplatała się z jękami wypływającymi z ust. Nie kontrolowałam się, w mojej głowie istniał jedynie plan ucieczki i właśnie go realizowałam.  Biegłam przed siebie, nie wiedząc gdzie dokładnie jestem. Znalazłam się między blokami, a na końcu drogi spostrzegłam główną ulicę. Nie oglądając się za siebie pobiegłam szybko w stronę jezdni. Nie miałam najlepszej kondycji, przez co szybko się męczyłam. Zwolniłam tempo, gdy wyszłam zza budynków. Zauważyłam pasy, a po drugiej stronie ulicy - przystanek. Bez wahania pokierowałam się w jego stronę. Gdy znalazłam się na ich środku, usłyszałam głośne trąbnięcie i silne hamowanie. Odwróciłam głowę, a sytuacja zaczęła się powtarzać.
Auto pędziło prosto na mnie. Kierowca z całej siły pchnął nogę na hamulec, słychać to było w próbujących zatrzymać się kołach. Osłoniłam twarz dłońmi nie chcąc widzieć swego końca. Nie miałam sił nawet krzyczeć.
Blask świateł skierowanych prosto na mnie, musnął moje powieki. Odsunęłam dłonie z twarzy i otworzyłam oczy, mrużąc je. Samochód stanął przede mną. Dzieliły nas może dwa czy trzy centymetry. Z otwartymi szeroko ustami, wdychając pośpiesznie powietrze próbowałam dojrzeć osoby siedzącej za kierownicą, jednak na marne. Postać otworzyła drzwi swojego auta, po czym z niego wysiadła wcześniej gasząc światła.
Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Kolega Calum'a, przypominający członka subkultury emo, uniósł brwi w geście zdziwienia. Jego kolor włosów nieco się zmienił, zauważyłam na jego głowie fioletowe, oraz niebieskie kosmyki w różnych odcieniach. Wpatrywał się we mnie nieco przerażony, w końcu mało mnie nie potrącił. Luźny top znajdował się na jego ciele tańcząc w rytm wiatru. Zadziwiające, że nie było mu zimno.
- Cholera, mało cię nie przejechałem! - krzyknął podnosząc ręce do góry i łapiąc się za głowę.
- Nieważne - stwierdziłam i zeszłam na bok. Pociągnęłam za drzwi samochodu od strony pasażera i po prostu do niego wsiadłam, co jeszcze bardziej zszokowało chłopaka. Postanowił wykonać tą samą czynność i zajął miejsce za kierownicą. Obejrzałam się w stronę zaułku z którego chwilę wcześniej wybiegłam. Spostrzegłam powiększający się cień, co oznaczało, że ktoś idzie w naszym kierunku.
- Błagam cię jedź - ponagliłam, a zielonooki posłał mi pytające spojrzenie. - Zabierz mnie stąd, proszę - szepnęłam, a chłopak docisnął pedał gazu.
Jadąc, wciąż oglądałam się za siebie sprawdzając czy nie ma za nami jakiegokolwiek, podejrzanego samochodu. Nadal byłam zdenerwowana, nie mogłam przestać myśleć o tym, co mogło się wydarzyć, gdybym nie uciekła z tamtego miejsca. Gdy spojrzałam na drogę, spostrzegłam znajome mi znaki. Chłopak jechał prosto w stronę mojego domu.
'No tak..' - pomyślałam - 'Przyjaciel Ashton'a'
- On cię tu przysłał, prawda? - odezwałam się, przerywając ciszę. Nie usłyszałam odpowiedzi. Przełknęłam głośniej ślinę, uderzając głową o oparcie siedzenia. Nic nie rozumiałam. Po co Ashton mnie wystawił jakimś bandziorom, a potem uratował? Jaki był tego sens?
Poczułam jak mój telefon wibruje. Ogarnęła mnie furia, nad którą nie byłam w stanie zapanować. Gdybym miała taką możliwość, zabiłabym tego człowieka na miejscu. Nigdy wcześniej tak bardzo mnie nie zdenerwował. Moje dłonie wciąż drżały, ciężko było utrzymać mi telefon. Powstrzymywałam się od płaczu nie chcąc okazać mojej słabości, bo wiedziałam, że za taką mnie uzna Ashton, a także jego przyjaciel, który by to widział. Zacisnęłam usta i przycisnęłam swój palec do wyświetlacza, ociężale przeciągając go. Przyłożyłam słuchawkę do ucha i wypuściłam z ust powietrze, mając nadzieję na spokojną rozmowę.
- Jesteś cała? - zapytał Ashton dość opanowanym głosem.
Emocje wzięły górę. Nie zapanowałam nad targającymi mną negatywnymi uczuciami słysząc jego pytanie. Moja wściekłość od razu wzrosła, a obraz ucieczki powrócił.
- Cała? - warknęłam. - Ty pieprzony psychopato! - wydarłam się, tym samym zwracając uwagę mojego kierowcy. - Jak mogłeś mi to zrobić?! Co to w ogóle miało być do cholery?! Wiesz, co ten człowiek mógł mi zrobić?!
- Sprawdzałem cię - odparł.
- Sprawdzałeś? - powtórzyłam pytając.
- Musiałem być pewny, że na prawdę mi ufasz Caitlin - objaśnił, a ja zamilkłam.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Westchnęłam, a wtedy jedna łza zaczęła powolnie spływać po moim policzku. Całe moje ciało drżało, a serce pośpiesznie biło z nadmiaru adrenaliny w organizmie. Czułam się oszukana, do tego przez kompletnie nieznajomego człowieka. Zawiodłam samą siebie. Uwierzyłam komuś, z kim jedynie rozmawiałam przez telefon. To była moja największa porażka. Gdybym poszła swoją drogą nic by mi się nie stało, ta sytuacja nie miała by miejsca. Przez dłuższy czas zachowywałam się jak naiwna nastolatka. Zamiast myśleć logicznie, brnęłam w coś co nie miało najmniejszego sensu. Nie wiem, gdzie był mój rozsądek.
Popełniłam błąd, duży błąd, jednak mogłam to wszystko naprawić. I właśnie o tym zdecydowałam.
- Nigdy więcej, do mnie nie dzwoń - syknęłam z ogromną złością - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, zbliż się do mnie w jakikolwiek sposób, a pójdę na policję. Nie obchodzą mnie twoje zajebane groźby, cholerny wariacie. Zacznij żyć własnym życiem wariacie, a mnie zostaw w świętym spokoju. - dodałam kilkakrotnie pociągając nosem.
Odsunęłam komórkę od ucha nie chcąc dłużej słyszeć Ashton'a po czym nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Wyłączyłam całkowicie telefon, a następnie schowałam go do kieszeni spodni. Gdy samochód się zatrzymał pod moim blokiem, otworzyłam drzwi i rzucając krótkie 'Dzięki' wyszłam z auta. Powędrowałam prosto do mieszkania. Jedyną rzeczą, na którą miałam teraz ochotę było moje łóżko i sen. Chciałam jak najszybciej zakończyć ten dzień i zapomnieć o tym, co się wydarzyło.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 11

Moje ciało uderzyło z impetem o ziemię. Poczułam silny ucisk na brzuchu i piersiach, ale strach, który przeze mnie przemawiał zabraniał mi otworzyć oczy. Oddychałam szybko, wpuszczając i za chwilę wypuszczając powietrze. Kiedy prawa powieka uniosła się, ujrzałam leżące na mnie ciało. Otworzyłam całkowicie oczy, jednak wciąż nie miałam odwagi się ruszyć. Calum, zaczął powolnie schodzić ze mnie również dysząc. Jego ręce oparły się na asfalcie. Brunet pochylił głowę, a potem przeczesał dłońmi swoje włosy. Próbował się uspokoić po sytuacji, która przed chwilą miała miejsce. Usiadł podsuwając swoje kolana bliżej twarzy, po czym oparł na nich ręce i posłał mi spojrzenie biorąc kilka wdechów. Ja zaś przesunęłam się na chodnik, aby zrobić miejsce przejeżdżającym samochodom. Moje oczy wciąż były szeroko otwarte, chyba jeszcze nie doszło do mnie, co tak na prawdę się wydarzyło, a już w ogóle - co mogło się wydarzyć gdyby nie Calum.
- Dz-dzięki, chyba - wydukałam wciąż analizujac wszystko w swojej głowie.
- Frajer - syknął chłopak plując na chodnik. 
Podnióśł się z ziemi, a następnie strzepał piach znajdujący się na jego jeansach gołymi dłońmi. Ja zaś zrobiłam to samo, ale nadal stałam w tym samym miejscu wpatrując się w bruneta zszokowana tym, co przed chwilą miało miejsce.
- Wiesz, kto to był? - zapytałam drżącym głosem.
Calum pokręcił przecząco głową z wielkim grymasem na twarzy. Wyjął z kieszeni spodni komórkę, a na niej począł wystukiwać palcami numer. Przyłożył telefon do ucha czekając i rozglądając się po ulicy. Odniosłam wrażenie, że jest zmartwiony iż szalony kierowca może znów wrócić, jakby celowo próbował mnie potrącić. Zaczęłam się zamartwiać, przez co miałam jeszcze większe problemy z oddychaniem. Upadłam na żebra, więc ciężko było mi się pozbierać w minutę. 
Po wzięciu kilku głębokich wdechów, kątem oka spostrzegłam brunetkę wychodzącą z kawiarni wraz z moimi rzeczami. 
Cholera, Cassie. Zaklęłam w myślach, kiedy moja głowa zwróciła się w kierunku dziewczyny.
- Przyjedź - oschły ton Calum'a obił się o moje uszy.
Jego wzrok skupiony był na jezdni, po której co chwilę przejeżdżało jakieś auto. Ręka bruneta przejechała po mojej talii ciągnąc mnie do tyłu i tym samym - wprowadzając na chodnik, prawie na ścianę budynku. Zabrał swoją dłoń gdy tylko zauważył moje zmieszane spojrzenie. W tym samym czasie usłyszałam głos Cassie wołający moje imię. 
Dziewczyna szła w moim kierunku trzymając w jednej z rąk moją torebkę. Gdy już znalazła się blisko mnie wyciągnęła swoją dłoń, abym mogla zabrać rzeczy. Ze sztucznym uśmiechem odebrałam od przyjaciółki torebkę, wrzucając do niej telefon. 
- Wszystko w porządku? - zapytała brunetka. Zdałam sobie sprawę, że nie widziała całego zdarzenia - Kim był tamten chłopak? - kolejne pytania zaczęły padać z ust Cassie, a moje serce ponownie przyśpieszyło. Dopiero wtedy zorientowałam się, że Calum'a przy mnie nie ma. Spojrzałam za siebie szukając chłopaka, ale nie spostrzegłam nawet zarysów jego ciała. Z powrotem odwróciłam się do brunetki, wypuszczając z ust powietrze, a wraz z nim - nerwowy śmiech.
- Oh - prychnęłam - Stary znajomy - odparłam machając obojętnie ręką. 
- Caitlin - powiedziała złośliwie - Znamy się od dziecka, a ja nigdy nie widziałam tego typa, ani o nim nie słyszałam. 
- Dlatego, że nie jest stąd - objaśniłam, krzywiąc się na jej zarzuty. Miałam nadzieję, że wyglądałam wiarygodnie, aby dziewczyna stwierdziła, że mówię prawdę i nie brnęła w temat dalej. Na szczęście tak się stało. 
Ruszyłyśmy do domu, a ja jeszcze kilka razy odwracałam się za siebie, sprawdzając czy może Calum jest w pobliżu. Może zwariowałam, ale czułam się dzieki niemu bezpieczniej, zwłaszcza po incydencie z autem. 


                                                                                    ~*~


Minęło kilka dni, a ja znów mogłam pracować w barze ciotki. Robiłam to z ogromną przyjemnością, bo zawsze dobrze się tam bawiłam. Klienci byli mili, zupełnie jak współpracownicy. Byliśmy w zbliżonym wieku, więc świetnie nam się rozmawiało, zwłaszcza mi i George'owi. Nowy wygląd pub'u przyciągał o wiele większą ilość ludzi czym cieszyła się moja ciotka. Szczery i ogromny uśmiech nie schodził z twarzy cudownej kobiety. Sprawiała wrażenie zakochanej w swoich wyremontowanych czterech ścianach. Ten pub znaczył dla niej bardzo wiele. Odziedziczyła go w spadku po swoich rodzicach i spędziła w nim większość swojego życia. Sentyment zdecydowanie pozostał.
W rozstawionych po kątach, niedużych głośnikach rozbrzmiewała dość stara piosenka Whitney Houston - I wanna dance with somebody. Mój łokieć znajdował się na blacie, a twarz podpierałam dłonią. George biegał między stolikami z mopem, co chwilę przejeżdżając nim po podłodze. Obserwowałam go z rozbawieniem. Chłopak tworzył różne taneczne kroki, pragnąc przypodobać się stałym klientkom, siedzącym jak zwykle w pobliżu drzwi.
- A ten znowu to samo? - obok mnie, jakby spod ziemi wyrosła ciotka Eleanor. Zadrżałam, gdy usłyszałam jej głos. Kiedy jednak już się ocknęłam, skinęłam głową, a ona dodała. - Zastanawiam się, czy ten chłopiec w końcu zrozumie, że starsze kobiety się nim nie interesują... 
- Daj mu pomarzyć, ciociu - skomentowałam zabierając dłonie z blatu i sięgając po białą ścierkę. Rzuciłam ją na lśniącą płytę, w której można było się swobodnie przejrzeć. Zaczęłam zataczać nią kółka cały czas zerkając na George'a, który starał się poderwać dwie blondynki. Zawsze interesowały go starsze dziewczyny, ale różnica wieku między nim, a tymi laskami, była na prawdę ogromna, mimo, że chłopak nie zdawał sobie z tego sprawy. 
Pokręciłam głową, po czym wróciłam do sprzątania. Nie było dużego ruchu, więc mogłam robić wszystko w spokoju. Zasiadłam na krześle przy barze i zaczęłam polerować szklanki. Dzwonek przy drzwiach zadźwięczał, co oznaczało nowego klienta. Nie zwróciłam uwagi na na nowego gościa w naszym pubie. Gdy drzwi z impetem zamknęły się za nim, uniosłam swoją głowę i ujrzałam zgarbionego chłopaka w kapturze. Zdjął swój płaszcz i podszedł do wieszaka, następnie zarzucając ubranie na jeden z haczyk. Uniósł swój wzrok, ukazując ciemne oczy. Jego lewa dłoń przeczesała blond włosy opadające na czoło. Obdarzył nieprzyjemnym spojrzeniem kilku klientów, a także kelnera, po czym zaczął rozglądać się po sali, jakby czegoś poszukiwał. Gdy tylko jego głowa zatrzymała się, a oczy odnalazły punkt zaczepienia, ruszył obojętnym, ale pewnym siebie krokiem do stołu bilardowego. Sięgnął po kij, zawieszony na ścianie, a następnie przystanął przy stole, z którego wyjął bile i począł je ustawiać. Przyglądałam się tajemniczemu gościowi, którego nigdy przedtem nie widziałam. Jego wygląd przykuł moją uwagę. 
- Caitlin - z zamyślenia wyrwał mnie głos z ciotki.
- Hm? - mruknęłam, odrywając się od oglądania przybysza.
- Obsłuż go - rozkazała kobieta.
Moje oczy gwałtownie się rozszerzyły, tworząc dwie, wielkie kule niczym monety, a z ust wydobył się pisk. 
- Dla..dlaczego ja? - zająknęłam się.
- Bo George sprząta, a ty siedzisz i się nudzisz? - odpowiedziała pytaniem ciotka. 
W moim ciele zawrzało, a usta wydęły się tworząc kaczy dziób. Cała twarz ukazywała grymas i niezadowolenie. Nie sądziłam, że będę musiała do niego podejść. Wystarczyło mi wpatrywanie się w niego, nic więcej, jednak jeśli chcę nadal tutaj pracować, muszę wykonywać polecenia mojej pracodawczyni. 
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam wspierać się w myślach. 
Dasz radę Caitlin, to przecież zwykły chłopak. Nikt specjalny. Klient. 
Powtarzałam sobie w głowie, będąc coraz bliżej tego człowieka. Jego mroczność budziła we mnie strach, ale i zainteresowanie, aczkolwiek przerażenie przeważało, a przynajmniej takie miałam wrażenie. Zsunęłam z blatu notes, biorąc go w dłonie i ściskając. Mało go nie pogięłam. Wyjęłam z fartucha długopis i podążyłam do stołu bilardowego.
Kiedy już się tam znalazłam, stałam dokładnie za chłopakiem mierzącym właśnie w bilę. Otworzyłam usta, ale nie chcąc mu przerywać, zamknęłam je i postanowiłam zaczekać. Co jeśli bym go wkurzyła? Awantury w pubie nie są nam potrzebne, a ten chłopak wyglądał podejrzanie. 
Gdy rozległo się uderzenie, zrozumiałam, że czas na mnie i muszę go obsłużyć. W tym samym momencie zaschło mi w gardle i nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
Cholera, weź się w garść, przecież to nie Brad Pitt. Powiedziałam do siebie, kiedy spostrzegłam, że blondyn zmienia swoje miejsce. Zaczęłam strzelać nerwowo długopisem i podniosłam dłoń do góry, tym samym podstawiając sobie notes pod nos. Spojrzałam na niego, stwierdzając, że będzie mi łatwiej, gdy nie będę patrzeć w oczy klienta i zaczęłam notować pierwsze lepsze słowa.
- Zamawia pan coś? - zapytałam nie odrywając wzroku od kartki papieru na której zatrzymał się mój długopis. 
Kiedy nastało milczenie, a ja nie dostałam odpowiedzi, spojrzałam na chłopaka, który wyprostował się i lustrował mnie od góry do dołu. Dreszcze oblały moje ciało, a policzki zaczęły piec. Opuściłam powieki, powracając do notesu i kreśląc w nim różne wzory.
- Więc? - ponagliłam. 
Blondyn postawił kij bilardowy na ziemię, opierając na nim dłoń. Jego twarz wyglądała na zmieszaną, jakby się zastanawiał nad czymś, ale na pewno nie nad zamówieniem. Zaczął wystukiwać palcem rytm piosenki lecącej w radiu. Po chwili uśmiechnął się pod nosem, a następnie oparł o stół odkładając kij na bok. Skrzyżował dłonie i zdecydował się przemówić.
- Co tu tak właściwie macie? - zapytał zachrypiałym głosem. 
- Em.. - mruknęłam - Różnego rodzaju alkohole...
- Jest whisky? - spytał, a ja skinęłam - Więc zamówię whisky - zdecydował.
Zamknęłam notesik po zanotowaniu zamówienia, które było dość krótkie, ale dało mi większą swobodę w rozmowie z nieznajomym. Wsunęłam długopis do kieszeni i odwróciłam się na pięcie, aby wrócić do baru. W ostatniej chwili poczułam uścisk na moim nadgarstku, który zawrócił całe moje ciało, tak, że stałam na przeciwko blondyna. Był on wyższy o pół głowy, przez co musiałam podnieść mój wzrok, aby spojrzeć na jego twarz.
- Zagrasz ze mną? - zadał pytanie, a ja po raz kolejny odczułam nieprzyjemny chłód i zastygłam, nie wiedząc nawet co odpowiedzieć. Obleciał mnie strach.


poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 10

Wraz z dwoma chłopakami szłam aleją parku. Ich kroki były duże i szybkie przez co musiałam ich doganiać. Zadawałam liczne pytania na które nie odpowiadali. Po prostu podążali w ciszy czasem tylko wymieniając się spojrzeniami co zaczynało mnie irytować. Na nic nie dostawałam odpowiedzi, nawet gdy spytałam o godzinę. Kazali mi jedynie iść z nimi, a później nie słyszałam głosu żadnego z moich wybawców, bo tak chyba mogłam ich nazywać. Jednego spotkałam w restauracji, a drugi zaś napadł mnie kilka dni temu. Obaj wstawili się za mną i uratowali mnie za co jestem im wdzięczna, aczkolwiek nie zyskali mojego zaufania. Brunet był wyraźnie wściekły, szedł dość agresywnie, spoglądając na mnie z pogardą. Wydawało mi się, że przeszkadzała mu moja osoba. Blondyn zaś rozglądał się co chwilę, czy aby nikt nas nie śledzi. Kroczył aleją zgarbiony, chowając głowę w górnej części swojego płaszcza. Wyglądał jakby było mu zimno, a dzisiejszego dnia pogoda nie była najgorsza. Było dość ciepło, tylko od czasu do czasu moje włosy rozwiewał wiatr, ale nie można było narzekać na temperaturę. 
Zatrzymałam się, a gdy obaj chłopcy przestali słyszeć tupot moich szpilek również przystanęli odwracając się. Skrzyżowałam ręce na piersi i zmarszczyłam brwi czekając na ich reakcje. 
- Z tego co wiem, nie powiedziałem, że robimy sobie przerwę - warknął brunet kładąc dłonie na biodrach - Więc co ty tak właściwie odpierdalasz?
- Albo mi wyjaśnicie gdzie idziemy, albo nigdzie się nie ruszę - zarządziłam wciąż stojąc nieruchomo. 
Oni zaś znowu spojrzeli się na siebie porozumiewawczo. Obaj wzruszyli ramionami, a następnie ruszyli w moim kierunku. Zaczęłam cofać się do tyłu coraz szybciej, jednak oni nie zwalniali kroku. Blondyn złapał w dłonie moje nadgarstki i przyciągnął do siebie. Próbowałam się szarpać. Brunet natomiast bez żadnego problemu położył ręce na mojej talii po czym podniósł mnie i przerzucił przez ramię. Wtedy jego kolega puścił moje dłonie, które opadły na plecy niosącego mnie chłopaka. Rozpoczęliśmy ponownie swoją wędrówkę. Od razu zrezygnowałam z krzyków i pisków, kiedy zobaczyłam, że blondyn idzie tuż za nami i jest gotowy do zatkania moich ust. 
Weszliśmy na parking. Zostałam zaprowadzona do stojącego na samym końcu czarnego range rover'a i dopiero tam stanęłam o własnych nogach na ziemi. Brunet otworzył przede mną drzwi, a następnie nakazał mi wsiąść do samochodu. Nie opierałam się, bo wiedziałam, że po alkoholu, w szpilkach i przy dwóch wyższych i bardziej umięśnionych ode mnie facetach nie mam zwyczajnie szans. Zajęłam miejsce na tylnym siedzeniu, a chłopak zamknął drzwi. Razem z kolegą usiedli z przodu, brunet za kierownicą, blondyn obok. Odpalił silnik, po czym bez zbędnego czekania wyjechał z piskiem opon na jezdnię. 
Nasza podróż przebiegała w ciszy. Byłam na prawdę rozdrażniona tą całą sytuacją, a ich małomówność w ogóle mi nie pomagała. Starałam się liczyć znaki, bloki, drzewa, ale wciąż czułam dyskomfort. Oglądałam auto, które było całkiem czyste, jakby nowe, bez żadnej skazy. To było dziwne. 
- Możecie chociaż włączyć to pieprzone radio? - powiedziałam przez zaciśnięte zęby patrząc w dół. Moje pięści były zaciśnięte, a na rękach widziałam puls swoich żył. 
Mój telefon był włączony, a mimo to nie dostałam żadnej wiadomości od Dan'a czy Cassie lub żadnej nie zauważyłam. Mój wzrok nie należał w tej chwili do najdokładniejszych, a do tego szumiało mi w głowie. Najbardziej zadziwiającą w tej chwili rzeczą było to, że osoba, która obserwuje mnie dwadzieścia cztery godziny na dobę również nie dała o sobie znać. Czyżby Ashton o mnie zapomniał? A może się ode mnie odczepił raz na zawsze?
Brunet włączył radio ustawiając pierwszą, lepszą stację. Z głośników samochodu poleciała najnowsza piosenka Eminem'a i Rihanny - The Monster. W mojej głowie zaczął lecieć tekst tego utworu. Blondyn siedzący z przodu, którego moi napastnicy nazwali 'Hemmings' siedział znudzony wgapiając się w okno. Chwilę mu się przyglądałam. Jego włosy były schowane pod kapturem, który przed chwilą na siebie założył. Kilka kosmyków wystawało spod cienkiego materiału opadając na jego czoło. Oczy chłopaka powolnie się zamykały, a za chwilę otwierały patrząc za szybę. Ta podróż wyraźnie go męczyła. 
- Oh, Eminem, lubię go - rzuciłam od tak, aby zacząć z nimi rozmowę na byle jaki temat - Podobno wychodzi jego nowa płyta, słyszeliście? Ostatnio słuchałam Berzerk, fajny kawałek, w sumie Survival też świetny, zaimponował mi ten koleś i w ogóle... - kontynuowałam, kiedy się nakręciłam. Blondyn podniósł głowę i odwrócił się w moją stronę patrząc na mnie z uniesionymi brwiami, po czym zwrócił się do swojego kolegi o podobnym wyrazie twarzy. - Uważam, że jego utwory z Rihanną są bardzo trafione i... - chciałam już dokończyć, kiedy brunet kierujący samochodem odchrząknął.
- Nie chcę ci przerywać tej twojej inteligentnej wypowiedzi, ale mam jedno, małe pytanie - wtrącił chłopak spoglądając na mnie przez przednie lusterko. Skinęłam głową, czekając, aż w końcu usłyszę trochę więcej jego głosu, aby móc go w jakikolwiek sposób zapamiętać - Kilkanaście minut temu prawie cię zabili, jedziesz z dwoma nieznajomymi nie wiedząc dokąd i zamiast tutaj histeryzować chcesz z nami pogadać o jakimś zasranym raperze, który wydaje jakiś zasrany album, który gówno nas obchodzi. Co jest z tobą nie tak? - spytał odwracając się do mnie, kiedy stanęliśmy na światłach. Jego brązowe jak czekolada oczy patrzyły prosto na mnie. Przełknęłam głośno ślinę i spuściłam wzrok, gdy jego spojrzenie zaczęło mnie przerażać. Było pełne gniewu, niezrozumienia, a ja znowu poczułam się niepewnie. Zielone światło pojawiło się, na lampie, a chłopak powrócił do kierowania pojazdem. Zamilkłam spoglądając na blondyna, którego najwyraźniej zainteresowałam tematem Eminema, bo wciąż nie odrywał ode mnie zdziwionego wzroku. Ja natomiast zacisnęłam usta i  nie odzywałam się już do końca drogi. Wolałam już nic nie mówić niż miałabym dostać kolejną nie miłą odpowiedź. 
Samochód zatrzymał się pod moim blokiem. Hood, bo tak został nazwany kierowca wysiadł z auta i pokierował się do wejścia budynku, a po chwili zniknął za drzwiami. Czekałam w milczeniu na kolejny krok. Chłopak po chwili wyszedł i pomachał do blondyna. Ten zaś wysiadł z pojazdu, a następnie otworzył tylne drzwi i pomógł mi wysiąść poprzez podanie mi ręki. Rzuciłam ciche 'dzięki' w jego kierunku i nie czekając poszłam w stronę bloku. Przytrzymując się poręczy weszłam po schodach na pierwsze piętro, a kiedy ujrzałam otwarte drzwi moje serce zaczęło bić szybciej. Brunet stał obok nich opierając się o ścianę i patrząc na mnie z obojętnością. 
- Czy...t..ty...właśnie... - wyjąkałam, a on skinął jedynie głową.
- Otwieram twoje mieszkanie? Tak, właśnie to zrobiłem, więc może wejdziesz? - zapytał, jakby zapraszał mnie do mojego własnego domu. Spojrzałam na niego pełna strachu po czym ruszyłam do mieszkania i przekroczyłam jego próg. Postawiłam torebkę na komodzie i podeszłam do przodu oglądając wnętrze. Wszystko było w porządku, tak jak przed wyjściem. Rozejrzałam się w salonie oraz w kuchni, a następnie korytarzem podążyłam do łazienki oraz sypialni sprawdzając czy nikogo tam nie ma. Wolałam być pewna, że w moim mieszkaniu nie ma żadnych niespodziewanych gości. Gdy przeszłam do pokoju zobaczyłam list leżący na moim łóżku. Podniosłam go i wzięłam do ręki, jednak nie otworzyłam. Powędrowałam do drzwi wejściowych gdzie stali jeszcze chłopcy. Podeszłam do nich i stanęłam na przeciwko z miną pełną powagi.
- Dobra, który to Ashton - warknęłam. 
Obaj spojrzeli na mnie jak na wariatkę, po czym zaczęli się śmiać. Westchnęłam głęboko i pokręciłam przecząco głową. Żaden z nich to nie Ashton, on by się tak nie zachował, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wróciłam do domu zamykając drzwi za dwójką chłopaków, którzy po moim pytaniu pokierowali się do wyjścia z budynku kiwając jedynie głową na pożegnanie. Usiadłam w salonie na kanapie i otworzyłam list, który po moim powrocie do domu leżał na łóżku. Zaczęłam czytać.

' Droga Caitlin, niestety na kilka dni muszę cię opuścić. Moje sprawy trochę się skomplikowały, a ja muszę postawić wszystko ponownie na nogi. Wybacz moją kilkudniową nieobecność w twoim życiu, ale nie martw się, nie potrwa to długo. Nie chcę, żebyś się beze mnie nudziła. Wiem, że często myślisz o tym, aby mnie usłyszeć, więc jakbym mógł sprawić ci taką męczarnie? Nadal mam cię na oku, dzisiaj sprawy wymknęły się trochę spod kontroli, ale na szczęście moi i już także twoi przyjaciele jakoś z tego wybrnęli. Mam ogromną nadzieję, że to się nie powtórzy. Śpij dobrze Caitlin i wytrzeźwiej. Oh i pamiętaj! Staraj się za bardzo za mną nie tęsknić. - Ash x

Westchnęłam głęboko, a potem zgniotłam w ręku kawałek papieru. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie teraz Ashton postanawia zrobić sobie wolne, kiedy potrzebuję od niego wyjaśnień. Zostawia mnie samą z problemami, które mam głównie przez niego. Wściekłość zaczęła rozpływać się po moim ciele. Co jeśli ktoś dzisiaj włamie się do mojego domu? Albo mnie zabije? Co jeśli oprawcy wrócą? Mam zostać bez pomocy? Świetnie, po prostu świetnie. Wybrał najbardziej odpowiedni moment. 
W geście rozgniewania sięgnęłam po poduszkę i z całej siły rzuciłam nią w ścianę. Schowałam twarz w dłoniach opierając łokcie na kolanach. Przejechałam palcami po włosach odgarniając je do tyłu. Jeden z kosmyków zahaczył o wisiorek, który dostałam od mojego prześladowcy. Wzięłam w dłoń literę 'C' wiszącą na łańcuszki i dokładnie ją obejrzałam. Co ona w ogóle oznacza? Dlaczego chłopak, który ją zobaczył tak bardzo się wściekł? Czemu mnie puścił, gdy się przyjrzał biżuterii? 
Wiem jedno... dzięki temu łańcuszkowi jestem bezpieczna, a przynajmniej na pewien okres czasu. 

~*~

Obudziłam się, gdy zauważyłam dziwne cienie przelatujące przed moimi zamkniętymi, ale oświetlonymi przez słońce oczami. Moje powieki uniosły się, a przede mną stała Cassie z poważną miną, właściwie wyglądała, jakby oblała egzamin do którego się przyłożyła. Może faktycznie tak było? 
Przetarłam rękoma oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Ziewnęłam zasłaniając dłonią usta, a następnie przeciągnęłam się. Spojrzałam na Cassie pytająco, a ta zaczęła się wydzierać. To był zdecydowanie zły pomysł, aby dać jej klucz do mojego mieszkania. Położyłam dłonie na uszach zakrywając je, żeby chociaż trochę zmniejszyć głośność. Nie podziałało. W mojej głowie szumiało, a krzyki Cass wcale mi nie pomagały, jednak zasłużyłam sobie. Dopiero teraz zauważyłam dwadzieścia nieodebranych połączeń od niej i Dan'a. Mogłam chociaż dać im znać, że wszystko w porządku i jestem w domu. 
- Okej przepraszam - przerwałam brunetce, która jeszcze przed chwilą prowadziła monolog - Wiem, zachowałam się nieodpowiedzialnie, wybacz Cass - dokończyłam patrząc na nią ze smutkiem w oczach, aby chociaż trochę mi odpuściła. Dziewczyna westchnęła, po czym usiadła obok i mnie przytuliła. Ścisnęłam dłońmi jej koszulę wtulając się bardziej. Nie chciałam informować przyjaciółki o tym co tak na prawdę przydarzyło się wczoraj, bo wiem, że skończyłoby się to na policji, a miałam już dość problemów. Wolałam zająć się tym sama i nikogo nie niepokoić. 
- Kawa? - szepnęła Cassie do mojego ucha, a ja zachichotałam. Zawsze proponowała kawę, kiedy miałyśmy problemy, lub działo się coś złego. Od razu się zgodziłam, ale wiedziałam, że będę musiała zachować tajemniczość w niektórych sprawach. 
W ciągu pół godziny byłyśmy już w pobliskiej kawiarni. Mimo, że była ona 15 minut od mojego budynku minęło trochę czasu zanim zdążyłam doprowadzić się do stanu 'wyjściowego'. Zajęłyśmy miejsca przy oknie i czekałyśmy na zamówienie. W tym czasie Cassie opowiadała o chłopaku poznanym wczoraj w klubie. Opisywała go dokładnie, z najmniejszymi szczegółami co mnie zadziwiało. Nie wiedziałam jakim cudem zapamiętała tak wiele będąc pod wpływem alkoholu, ale widocznie Cassie umie zaskakiwać. Wpatrywałam się w dziewczynę czasem kiwając głową, aby stwarzać pozory słuchania jej historii. Tak na prawdę większość moich myśli zajmował Ashton, jego 'przyjaciele' i wczorajsza noc o której nie miałam z kim porozmawiać. Musiałam więc dyskutować sama ze sobą. Wciąż zadawałam sobie te same pytania. Czemu wyszłam z tego cało, czemu Ashton nagle zrywa ze mną kontakt, czemu jego przyjaciele mnie chronią i czemu tamten chłopak dał mi spokój. Nie wiedziałam gdzie znajdę odpowiedzi i czy w ogóle kiedyś je znajdę. Przygnębiało mnie to. 
Kiedy kelner przyniósł nasze zamówienie zaczęłam rozglądać się po sali. Przeglądałam wzrokiem obrazy wiszące na ścianach, mężczyzn obsługujących dziś kasy, ludzi popijających swoje zamówione napoje oraz kolorystykę wnętrza. Zawsze miło spędzałam czas w Starbucksie. Moja głowa odwróciła się w stronę okna, a uszy wciąż rejestrowały irytujące gadanie Cassie. Wciąż jeden i ten sam temat, którego miałam dosyć. Ciężko było z nią porozmawiać, kiedy dzień wcześniej czy nawet dwa poznała nowego chłopaka, którym się zauroczyła. Choćbym zmieniła temat, ona i tak wróciłaby do Josha, czy Gosh'a, czy w ogóle Kevina. Jego imię nie miało dla mnie znaczenia. Cassie nigdy nie doznała 'prawdziwych problemów'. Jej największym był złamany paznokieć, czy spalony włos. Mimo wszystko bardzo ją kochałam i nie chciałam jej urazić, dlatego wysłuchiwałam wszystkiego co miała mi do powiedzenia. 
Za oknem nie było niczego rzucającego się w oczy. Przejeżdżający samochód, staruszka idąca z psem, mężczyzna siedzący na ławce popalając marlboro... nuda. Moje oczy przesuwały się od prawej do lewej strony błagalnie poszukując punktu zaczepienia. Zatrzymały się, kiedy zarejestrowały osobę, którą zdążyłam już wcześniej poznać. 
- No i ogólnie wzięłam od niego numer, żeby... - Cassie zatrzymała swój słowotok, gdy zobaczyła, że wstaję z miejsca - Caitlin co Ty wyprawiasz? - zapytała zdezorientowana, kiedy nałożyłam na siebie płaszcz.
- Zaczekaj, zaraz wrócę - odparłam po czym wybiegłam z kawiarni. Pośpiesznie przeszłam na drugą stronę ulicy kierując się w ślepy zaułek, gdzie widziałam chłopaka, który uratował mnie wczoraj. Kiedy przeszłam za budynek, tak, że nikt nie mógł nas zobaczyć zauważyłam bruneta siedzącego na schodach od drzwi ewakuacyjnych opuszczonego biura. Patrzył się w ścianę podrzucając w ręku telefon, jakby moja obecność była mu kompletnie obojętna. 
- Śledzisz mnie? - zapytałam bezradnie, a on milczał - Ashton Cię przysłał - stwierdziłam, a on podniósł wzrok obdarzając mnie w końcu spojrzeniem - Gdzie on jest? 
- Nie wiem. - burknął pod nosem, powracając do zabawy komórką.
- Jak Ci na imię? - zapytałam.
- Calum - odpowiedział.
- Więc Calum, jesteś jego kumplem i nie wiesz? 
- Kumple nie zawsze mówią sobie wszystko. 
- Przed kim Ashton mnie chroni i dlaczego? - rzuciłam kolejne pytanie, a chłopak zaśmiał się. 
- Na prawdę jesteś taką blondynką i nadal nie łączysz faktów? 
Zamilkłam, aby chwilę przeanalizować to co właśnie powiedział brunet. Fakty? Jakie niby mam łączyć fakty? To Ashton zaczął do mnie wydzwaniać, to przez niego mam teraz same problemy, przecież nigdy wcześniej go nie znałam! Skąd mam wiedzieć czego on ode mnie chce? Czego chcą ludzie, którzy napadli na mnie w klubie? 
Zacisnęłam pięści biorąc wdech i zatrzymując powietrze w płucach, a następnie powolnie je wypuszczając i rozluźniając dłonie. Uderzyłam nimi o spodnie wydając dźwięk klaśnięcia, a na mojej twarzy pojawił się sztuczny uśmiech. Zwróciłam uwagę chłopaka, który automatycznie odwrócił się w moim kierunku i zaczął się przyglądać mojemu zachowaniu.
- Wiesz co, Calum... - zaczęłam - Przekaż Ashton'owi, że większego dupka i tchórza niż on świat chyba nie widział - warknęłam, a czekoladowe oczy chłopaka rozszerzyły się - Nie chcę mieć z nim nic wspólnego i jeśli znowu się do mnie odezwie, albo wpakuje mnie w kłopoty, przysięgam, że pójdę na policję. Mam nadzieję, że się zrozumieliśmy. 
Po skończeniu rozmowy z Calum'em obróciłam się na pięcie i wyszłam z zaułka. Starałam się opanować emocje, aby Cassie nie zauważyła mojego zdenerwowania. Policzyłam w myślach do dziesięciu i ruszyłam w kierunku kawiarni przechodząc przez ulicę. Będąc po środku ulicy odwróciłam głowę, gdy nagle usłyszałam mocny odgłos silnika samochodu. Moje oczy ujrzały pędzące, ciemne auto. 
- Mój Boże - wyszeptałam, kiedy dzieliło mnie tylko kilka metrów od zderzenia. 
W ciągu kilku sekund moje życie przebiegło mi przed oczami. Jedyne o co mogłam prosić, to o mało bolesną śmierć...

__________________________________________________
Ostatnio moje opowiadanie zagościło w kilku katalogach (dziękuję administratorom za dodanie!!) Bannery katalogów możecie zobaczyć po lewo. Na stronie Katalog - Opowiadań (KLIK) na górze jest zakładka 'Czytelnicy Polecają' I tu moja prośba/ogłoszenie. Jeśli podoba wam się fanfiction pod tytułem Cień, zajrzyjcie do tej zakładki i wyślijcie e-mail z formularzem zamieszczonym na tej oto stronie. Będzie to mini rekomendacja dzięki której w grudniu pojawię się w notce z polecającymi blogami. Będzie to dla mnie przyjemność i wyróżnienie.
Musicie podać adres bloga, kategorię (moja kategoria to fan fiction) i czterozdaniowe uzasadnienie, dlaczego polecacie właśnie Cienia. To wszystko wysyłacie na maila > glenna@vp.pl
Oczywiście nie musicie tego robić, to tylko od was zależy, do niczego nie zmuszam :) Aczkolwiek będzie mi na prawdę miło.

Obserwatorzy

Szablon
Fantazja
zxvzxvz