poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 11

Moje ciało uderzyło z impetem o ziemię. Poczułam silny ucisk na brzuchu i piersiach, ale strach, który przeze mnie przemawiał zabraniał mi otworzyć oczy. Oddychałam szybko, wpuszczając i za chwilę wypuszczając powietrze. Kiedy prawa powieka uniosła się, ujrzałam leżące na mnie ciało. Otworzyłam całkowicie oczy, jednak wciąż nie miałam odwagi się ruszyć. Calum, zaczął powolnie schodzić ze mnie również dysząc. Jego ręce oparły się na asfalcie. Brunet pochylił głowę, a potem przeczesał dłońmi swoje włosy. Próbował się uspokoić po sytuacji, która przed chwilą miała miejsce. Usiadł podsuwając swoje kolana bliżej twarzy, po czym oparł na nich ręce i posłał mi spojrzenie biorąc kilka wdechów. Ja zaś przesunęłam się na chodnik, aby zrobić miejsce przejeżdżającym samochodom. Moje oczy wciąż były szeroko otwarte, chyba jeszcze nie doszło do mnie, co tak na prawdę się wydarzyło, a już w ogóle - co mogło się wydarzyć gdyby nie Calum.
- Dz-dzięki, chyba - wydukałam wciąż analizujac wszystko w swojej głowie.
- Frajer - syknął chłopak plując na chodnik. 
Podnióśł się z ziemi, a następnie strzepał piach znajdujący się na jego jeansach gołymi dłońmi. Ja zaś zrobiłam to samo, ale nadal stałam w tym samym miejscu wpatrując się w bruneta zszokowana tym, co przed chwilą miało miejsce.
- Wiesz, kto to był? - zapytałam drżącym głosem.
Calum pokręcił przecząco głową z wielkim grymasem na twarzy. Wyjął z kieszeni spodni komórkę, a na niej począł wystukiwać palcami numer. Przyłożył telefon do ucha czekając i rozglądając się po ulicy. Odniosłam wrażenie, że jest zmartwiony iż szalony kierowca może znów wrócić, jakby celowo próbował mnie potrącić. Zaczęłam się zamartwiać, przez co miałam jeszcze większe problemy z oddychaniem. Upadłam na żebra, więc ciężko było mi się pozbierać w minutę. 
Po wzięciu kilku głębokich wdechów, kątem oka spostrzegłam brunetkę wychodzącą z kawiarni wraz z moimi rzeczami. 
Cholera, Cassie. Zaklęłam w myślach, kiedy moja głowa zwróciła się w kierunku dziewczyny.
- Przyjedź - oschły ton Calum'a obił się o moje uszy.
Jego wzrok skupiony był na jezdni, po której co chwilę przejeżdżało jakieś auto. Ręka bruneta przejechała po mojej talii ciągnąc mnie do tyłu i tym samym - wprowadzając na chodnik, prawie na ścianę budynku. Zabrał swoją dłoń gdy tylko zauważył moje zmieszane spojrzenie. W tym samym czasie usłyszałam głos Cassie wołający moje imię. 
Dziewczyna szła w moim kierunku trzymając w jednej z rąk moją torebkę. Gdy już znalazła się blisko mnie wyciągnęła swoją dłoń, abym mogla zabrać rzeczy. Ze sztucznym uśmiechem odebrałam od przyjaciółki torebkę, wrzucając do niej telefon. 
- Wszystko w porządku? - zapytała brunetka. Zdałam sobie sprawę, że nie widziała całego zdarzenia - Kim był tamten chłopak? - kolejne pytania zaczęły padać z ust Cassie, a moje serce ponownie przyśpieszyło. Dopiero wtedy zorientowałam się, że Calum'a przy mnie nie ma. Spojrzałam za siebie szukając chłopaka, ale nie spostrzegłam nawet zarysów jego ciała. Z powrotem odwróciłam się do brunetki, wypuszczając z ust powietrze, a wraz z nim - nerwowy śmiech.
- Oh - prychnęłam - Stary znajomy - odparłam machając obojętnie ręką. 
- Caitlin - powiedziała złośliwie - Znamy się od dziecka, a ja nigdy nie widziałam tego typa, ani o nim nie słyszałam. 
- Dlatego, że nie jest stąd - objaśniłam, krzywiąc się na jej zarzuty. Miałam nadzieję, że wyglądałam wiarygodnie, aby dziewczyna stwierdziła, że mówię prawdę i nie brnęła w temat dalej. Na szczęście tak się stało. 
Ruszyłyśmy do domu, a ja jeszcze kilka razy odwracałam się za siebie, sprawdzając czy może Calum jest w pobliżu. Może zwariowałam, ale czułam się dzieki niemu bezpieczniej, zwłaszcza po incydencie z autem. 


                                                                                    ~*~


Minęło kilka dni, a ja znów mogłam pracować w barze ciotki. Robiłam to z ogromną przyjemnością, bo zawsze dobrze się tam bawiłam. Klienci byli mili, zupełnie jak współpracownicy. Byliśmy w zbliżonym wieku, więc świetnie nam się rozmawiało, zwłaszcza mi i George'owi. Nowy wygląd pub'u przyciągał o wiele większą ilość ludzi czym cieszyła się moja ciotka. Szczery i ogromny uśmiech nie schodził z twarzy cudownej kobiety. Sprawiała wrażenie zakochanej w swoich wyremontowanych czterech ścianach. Ten pub znaczył dla niej bardzo wiele. Odziedziczyła go w spadku po swoich rodzicach i spędziła w nim większość swojego życia. Sentyment zdecydowanie pozostał.
W rozstawionych po kątach, niedużych głośnikach rozbrzmiewała dość stara piosenka Whitney Houston - I wanna dance with somebody. Mój łokieć znajdował się na blacie, a twarz podpierałam dłonią. George biegał między stolikami z mopem, co chwilę przejeżdżając nim po podłodze. Obserwowałam go z rozbawieniem. Chłopak tworzył różne taneczne kroki, pragnąc przypodobać się stałym klientkom, siedzącym jak zwykle w pobliżu drzwi.
- A ten znowu to samo? - obok mnie, jakby spod ziemi wyrosła ciotka Eleanor. Zadrżałam, gdy usłyszałam jej głos. Kiedy jednak już się ocknęłam, skinęłam głową, a ona dodała. - Zastanawiam się, czy ten chłopiec w końcu zrozumie, że starsze kobiety się nim nie interesują... 
- Daj mu pomarzyć, ciociu - skomentowałam zabierając dłonie z blatu i sięgając po białą ścierkę. Rzuciłam ją na lśniącą płytę, w której można było się swobodnie przejrzeć. Zaczęłam zataczać nią kółka cały czas zerkając na George'a, który starał się poderwać dwie blondynki. Zawsze interesowały go starsze dziewczyny, ale różnica wieku między nim, a tymi laskami, była na prawdę ogromna, mimo, że chłopak nie zdawał sobie z tego sprawy. 
Pokręciłam głową, po czym wróciłam do sprzątania. Nie było dużego ruchu, więc mogłam robić wszystko w spokoju. Zasiadłam na krześle przy barze i zaczęłam polerować szklanki. Dzwonek przy drzwiach zadźwięczał, co oznaczało nowego klienta. Nie zwróciłam uwagi na na nowego gościa w naszym pubie. Gdy drzwi z impetem zamknęły się za nim, uniosłam swoją głowę i ujrzałam zgarbionego chłopaka w kapturze. Zdjął swój płaszcz i podszedł do wieszaka, następnie zarzucając ubranie na jeden z haczyk. Uniósł swój wzrok, ukazując ciemne oczy. Jego lewa dłoń przeczesała blond włosy opadające na czoło. Obdarzył nieprzyjemnym spojrzeniem kilku klientów, a także kelnera, po czym zaczął rozglądać się po sali, jakby czegoś poszukiwał. Gdy tylko jego głowa zatrzymała się, a oczy odnalazły punkt zaczepienia, ruszył obojętnym, ale pewnym siebie krokiem do stołu bilardowego. Sięgnął po kij, zawieszony na ścianie, a następnie przystanął przy stole, z którego wyjął bile i począł je ustawiać. Przyglądałam się tajemniczemu gościowi, którego nigdy przedtem nie widziałam. Jego wygląd przykuł moją uwagę. 
- Caitlin - z zamyślenia wyrwał mnie głos z ciotki.
- Hm? - mruknęłam, odrywając się od oglądania przybysza.
- Obsłuż go - rozkazała kobieta.
Moje oczy gwałtownie się rozszerzyły, tworząc dwie, wielkie kule niczym monety, a z ust wydobył się pisk. 
- Dla..dlaczego ja? - zająknęłam się.
- Bo George sprząta, a ty siedzisz i się nudzisz? - odpowiedziała pytaniem ciotka. 
W moim ciele zawrzało, a usta wydęły się tworząc kaczy dziób. Cała twarz ukazywała grymas i niezadowolenie. Nie sądziłam, że będę musiała do niego podejść. Wystarczyło mi wpatrywanie się w niego, nic więcej, jednak jeśli chcę nadal tutaj pracować, muszę wykonywać polecenia mojej pracodawczyni. 
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam wspierać się w myślach. 
Dasz radę Caitlin, to przecież zwykły chłopak. Nikt specjalny. Klient. 
Powtarzałam sobie w głowie, będąc coraz bliżej tego człowieka. Jego mroczność budziła we mnie strach, ale i zainteresowanie, aczkolwiek przerażenie przeważało, a przynajmniej takie miałam wrażenie. Zsunęłam z blatu notes, biorąc go w dłonie i ściskając. Mało go nie pogięłam. Wyjęłam z fartucha długopis i podążyłam do stołu bilardowego.
Kiedy już się tam znalazłam, stałam dokładnie za chłopakiem mierzącym właśnie w bilę. Otworzyłam usta, ale nie chcąc mu przerywać, zamknęłam je i postanowiłam zaczekać. Co jeśli bym go wkurzyła? Awantury w pubie nie są nam potrzebne, a ten chłopak wyglądał podejrzanie. 
Gdy rozległo się uderzenie, zrozumiałam, że czas na mnie i muszę go obsłużyć. W tym samym momencie zaschło mi w gardle i nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
Cholera, weź się w garść, przecież to nie Brad Pitt. Powiedziałam do siebie, kiedy spostrzegłam, że blondyn zmienia swoje miejsce. Zaczęłam strzelać nerwowo długopisem i podniosłam dłoń do góry, tym samym podstawiając sobie notes pod nos. Spojrzałam na niego, stwierdzając, że będzie mi łatwiej, gdy nie będę patrzeć w oczy klienta i zaczęłam notować pierwsze lepsze słowa.
- Zamawia pan coś? - zapytałam nie odrywając wzroku od kartki papieru na której zatrzymał się mój długopis. 
Kiedy nastało milczenie, a ja nie dostałam odpowiedzi, spojrzałam na chłopaka, który wyprostował się i lustrował mnie od góry do dołu. Dreszcze oblały moje ciało, a policzki zaczęły piec. Opuściłam powieki, powracając do notesu i kreśląc w nim różne wzory.
- Więc? - ponagliłam. 
Blondyn postawił kij bilardowy na ziemię, opierając na nim dłoń. Jego twarz wyglądała na zmieszaną, jakby się zastanawiał nad czymś, ale na pewno nie nad zamówieniem. Zaczął wystukiwać palcem rytm piosenki lecącej w radiu. Po chwili uśmiechnął się pod nosem, a następnie oparł o stół odkładając kij na bok. Skrzyżował dłonie i zdecydował się przemówić.
- Co tu tak właściwie macie? - zapytał zachrypiałym głosem. 
- Em.. - mruknęłam - Różnego rodzaju alkohole...
- Jest whisky? - spytał, a ja skinęłam - Więc zamówię whisky - zdecydował.
Zamknęłam notesik po zanotowaniu zamówienia, które było dość krótkie, ale dało mi większą swobodę w rozmowie z nieznajomym. Wsunęłam długopis do kieszeni i odwróciłam się na pięcie, aby wrócić do baru. W ostatniej chwili poczułam uścisk na moim nadgarstku, który zawrócił całe moje ciało, tak, że stałam na przeciwko blondyna. Był on wyższy o pół głowy, przez co musiałam podnieść mój wzrok, aby spojrzeć na jego twarz.
- Zagrasz ze mną? - zadał pytanie, a ja po raz kolejny odczułam nieprzyjemny chłód i zastygłam, nie wiedząc nawet co odpowiedzieć. Obleciał mnie strach.