sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 12

- Przepraszam, muszę przyjmować zamówienia - wykrztusiłam zdenerwowana. Chłopak kiwnął głową zrezygnowany, a ja ponownie zawróciłam w stronę baru, aby nalać mu whisky. Jego głos był oschły i ciężki, ale sprawiał wrażenie, że miałam już z nim styczność.
To niemożliwe, w końcu pierwszy raz widzę tego człowieka na oczy. Czy ja nie wariuję?
George wrócił za bar, odstawiając mop na miejsce. Podszedł nieco zaniepokojony wyrazem mojej twarzy i zapytał czy wszystko w porządku, jednak ja nie byłam do końca tego pewna.
- Mam do ciebie prośbę - rzuciłam cicho, patrząc prosto w oczy kolegi. - Podaj temu przy bilardzie zamówienie - powiedziałam błagalnie, wciskając szklankę z alkoholem do ręki bruneta.
George obejrzał się za siebie, aby sprawdzić kogo boję się obsłużyć. Tajemniczy blondyn akurat pochylał się nad stołem, aby oddać kolejne uderzenie. George zaśmiał się, po czym odwrócił w moim kierunku podnosząc brew i patrząc na mnie pytająco.
- Tak ci się podoba, że nie możesz do niego podejść? - zapytał głośno, tak, żeby chłopak usłyszał. Jego kąciki ust powędrowały do góry, a ja miałam ochotę spalić się ze wstydu. Uderzyłam George'a z pięści w ramię. Z jego ust wydobył się cichy jęk.
- Nie podoba, przeraża - skomentowałam o wiele ciszej niż zrobił to chłopak - Możesz? - ponagliłam George'a. Ten zabrał zamówienie i pokierował się do klienta, kładąc mu whisky. Owszem, chłopak swoją urodą na pewno przyciągał wiele kobiet. Był nieziemsko przystojny, a jego tajemniczość dodawała uroku. Był dość wysoki, dobrze zbudowany i atrakcyjny.
Stojąc za ladą, kątem oka obserwowałam chłopaków, którzy zaczęli ze sobą rozmawiać. Zachowywali się jak starzy, dobrzy kumple. George podał blondynowi rękę, jakby na przywitanie i posłał mu szeroki uśmiech, który tamten odwzajemnił. Obaj w tym samym momencie spojrzeli się w moim kierunku i zauważyli, że patrzę na nich z zaciekawieniem. Gwałtownie spuściłam wzrok łapiąc za ścierkę i szorując blat. Nie dość, że George mnie skompromitował kilka minut wcześniej, to jeszcze przyłapali mnie na obserwacji. Nie mogło być już gorzej. Mój wzrok nie powędrował już więcej w ich kierunku. Skupiłam się na pracy.
~*~
Dochodziła godzina siedemnasta, a za oknami pub'u powoli nastawała ciemność. Na ulicach rzędem rozbłysły światła latarni. W barze pojawiało się coraz więcej klientów, jak to na wieczór. Od godziny dwudziestej drinki były tańsze o dwadzieścia procent, no i urządzaliśmy karaoke. Moja praca na dziś dobiegła końca. Zabrałam z wieszaka płaszcz i narzuciłam na siebie. Dzisiejszego wieczoru wracałam autobusem, gdyż Cassie pożyczyła moje auto. Wychodząc z budynku, rzuciłam krótkie cześć pracownikom i zniknęłam za drzwiami. Ulice pustoszały, a ja szłam wolnym krokiem aleją parku kierując się na przystanek autobusowy. Wzdłuż drogi było pełno neonów oświetlających moją drogę. Lekki wiatr rozwiewał moje włosy, które nie zdołały się schować pod kapturem płaszcza. Dźwięk obcasów moich butów obijał się echem, gdy przechodziłam między blokami.
W kieszeni mojego płaszcza rozbrzmiał dźwięk telefonu. Patrząc na wyświetlacz i widząc informację: Nieznany, moje kąciki powędrowały w górę. Chcąc nie chcąc, stęskniłam się za irytującymi telefonami Ashton'a. Przesunęłam opuszkiem palca po ekranie odbierając przychodzące połączenie i przystawiłam komórkę do ucha.
- Któż to zmartwychwstał? - zapytałam z nutką rozbawienia.
- Witaj Caitlin - odparł Ashton dość poważnie.
- Nie zdążyłam ci podziękować za sukienkę i wisiorek, który wcale nie oznacza mojego imienia - zaczęłam temat.
- Ufasz mi? - spytał jakby nie słysząc tego, co przed chwilą powiedziałam.
- Yhm, skąd to pytanie?
- Odpowiedz - ponaglił.
- Tak, ale co to ma do rzeczy? - odparłam obojętnie chcąc wrócić do mojego tematu.
- Więc skręć w prawo - oświadczył, a ja się zatrzymałam.
Po moim ciele przeszedł dreszcz. Ulica była pusta, żadnych przejeżdżających aut, ani przechodniów. Obejrzałam się za siebie sprawdzając czy nikt mnie nie śledzi, ale nie zauważyłam nikogo. Słyszałam szelest liści, a także łamanie gałęzi. Moje serce zaczęło bić o wiele szybciej. Z trudem przełknęłam ślinę powstrzymując przy tym strach, który rósł w moim ciele.
- Posłuchaj mnie, jeśli to Twój kolejny dowcip, to... - ostrzegłam chłopaka.
- Skręć w prawo, jeśli mi ufasz - powtórzył.
Wzięłam głęboki wdech wciąż trzymając telefon blisko ucha. Moje nogi zaczęły pchać całe ciało do przodu. Zakręciłam, tak jak prosił Ashton, wychodząc na ciemną ulicę blisko lasu. Szłam prosto, przed siebie przeklinając w myślach pomysł pójścia tą drogą. Moje uszy rejestrowały nowe odgłosy. Śmiechy, tłuczone szkło, muzyka. Ta sytuacja coraz bardziej mnie przerażała. Nie wiedziałam nawet, dlaczego posłuchałam kogoś, kogo w ogóle nie znam, tylko żeby mu coś udowodnić. Zachowałam się jak typowa blondynka. Moje serce zaczęło bić coraz głośniej, aż czułam je każdym zmysłem prócz zapachu.
Na drogę, zataczając nogami kółka wyszedł jeden z mężczyzn. Zatrzymał się, gdy zobaczył mnie na przeciwko. Nie widziałam dokładnie jego twarzy, ale czułam jak uśmiecha się pod nosem.
- Co teraz? - szepnęłam do słuchawki telefonu.
- Teraz ja ci ufam - powiedział Ashton, po czym usłyszałam dźwięk urwanego połączenia.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu widząc zakończoną rozmowę. Nie mogłam uwierzyć, że Ashton wystawił mnie do wiatru. Twierdził, że mnie chroni, a tak na prawdę podstawił mnie jakimś bandytom czy kimkolwiek Ci ludzie byli. Przeklęłam chłopaka w myślach i wsunęłam telefon do kieszeni powoli się wycofując. Mężczyzna stojący na drodze zauważył to, więc pośpiesznym krokiem ruszył w moim kierunku. Za nim pojawiły się jeszcze dwie postacie, co spowodowało u mnie ogromną panikę. Obróciłam się i zaczęłam biec ile sił w moich nogach.
Nie byłam nawet blisko domu, ani jakiegokolwiek znajomego, aby się schronić. Miałam na prawdę małe szanse. Moja zadyszka przeplatała się z jękami wypływającymi z ust. Nie kontrolowałam się, w mojej głowie istniał jedynie plan ucieczki i właśnie go realizowałam.  Biegłam przed siebie, nie wiedząc gdzie dokładnie jestem. Znalazłam się między blokami, a na końcu drogi spostrzegłam główną ulicę. Nie oglądając się za siebie pobiegłam szybko w stronę jezdni. Nie miałam najlepszej kondycji, przez co szybko się męczyłam. Zwolniłam tempo, gdy wyszłam zza budynków. Zauważyłam pasy, a po drugiej stronie ulicy - przystanek. Bez wahania pokierowałam się w jego stronę. Gdy znalazłam się na ich środku, usłyszałam głośne trąbnięcie i silne hamowanie. Odwróciłam głowę, a sytuacja zaczęła się powtarzać.
Auto pędziło prosto na mnie. Kierowca z całej siły pchnął nogę na hamulec, słychać to było w próbujących zatrzymać się kołach. Osłoniłam twarz dłońmi nie chcąc widzieć swego końca. Nie miałam sił nawet krzyczeć.
Blask świateł skierowanych prosto na mnie, musnął moje powieki. Odsunęłam dłonie z twarzy i otworzyłam oczy, mrużąc je. Samochód stanął przede mną. Dzieliły nas może dwa czy trzy centymetry. Z otwartymi szeroko ustami, wdychając pośpiesznie powietrze próbowałam dojrzeć osoby siedzącej za kierownicą, jednak na marne. Postać otworzyła drzwi swojego auta, po czym z niego wysiadła wcześniej gasząc światła.
Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Kolega Calum'a, przypominający członka subkultury emo, uniósł brwi w geście zdziwienia. Jego kolor włosów nieco się zmienił, zauważyłam na jego głowie fioletowe, oraz niebieskie kosmyki w różnych odcieniach. Wpatrywał się we mnie nieco przerażony, w końcu mało mnie nie potrącił. Luźny top znajdował się na jego ciele tańcząc w rytm wiatru. Zadziwiające, że nie było mu zimno.
- Cholera, mało cię nie przejechałem! - krzyknął podnosząc ręce do góry i łapiąc się za głowę.
- Nieważne - stwierdziłam i zeszłam na bok. Pociągnęłam za drzwi samochodu od strony pasażera i po prostu do niego wsiadłam, co jeszcze bardziej zszokowało chłopaka. Postanowił wykonać tą samą czynność i zajął miejsce za kierownicą. Obejrzałam się w stronę zaułku z którego chwilę wcześniej wybiegłam. Spostrzegłam powiększający się cień, co oznaczało, że ktoś idzie w naszym kierunku.
- Błagam cię jedź - ponagliłam, a zielonooki posłał mi pytające spojrzenie. - Zabierz mnie stąd, proszę - szepnęłam, a chłopak docisnął pedał gazu.
Jadąc, wciąż oglądałam się za siebie sprawdzając czy nie ma za nami jakiegokolwiek, podejrzanego samochodu. Nadal byłam zdenerwowana, nie mogłam przestać myśleć o tym, co mogło się wydarzyć, gdybym nie uciekła z tamtego miejsca. Gdy spojrzałam na drogę, spostrzegłam znajome mi znaki. Chłopak jechał prosto w stronę mojego domu.
'No tak..' - pomyślałam - 'Przyjaciel Ashton'a'
- On cię tu przysłał, prawda? - odezwałam się, przerywając ciszę. Nie usłyszałam odpowiedzi. Przełknęłam głośniej ślinę, uderzając głową o oparcie siedzenia. Nic nie rozumiałam. Po co Ashton mnie wystawił jakimś bandziorom, a potem uratował? Jaki był tego sens?
Poczułam jak mój telefon wibruje. Ogarnęła mnie furia, nad którą nie byłam w stanie zapanować. Gdybym miała taką możliwość, zabiłabym tego człowieka na miejscu. Nigdy wcześniej tak bardzo mnie nie zdenerwował. Moje dłonie wciąż drżały, ciężko było utrzymać mi telefon. Powstrzymywałam się od płaczu nie chcąc okazać mojej słabości, bo wiedziałam, że za taką mnie uzna Ashton, a także jego przyjaciel, który by to widział. Zacisnęłam usta i przycisnęłam swój palec do wyświetlacza, ociężale przeciągając go. Przyłożyłam słuchawkę do ucha i wypuściłam z ust powietrze, mając nadzieję na spokojną rozmowę.
- Jesteś cała? - zapytał Ashton dość opanowanym głosem.
Emocje wzięły górę. Nie zapanowałam nad targającymi mną negatywnymi uczuciami słysząc jego pytanie. Moja wściekłość od razu wzrosła, a obraz ucieczki powrócił.
- Cała? - warknęłam. - Ty pieprzony psychopato! - wydarłam się, tym samym zwracając uwagę mojego kierowcy. - Jak mogłeś mi to zrobić?! Co to w ogóle miało być do cholery?! Wiesz, co ten człowiek mógł mi zrobić?!
- Sprawdzałem cię - odparł.
- Sprawdzałeś? - powtórzyłam pytając.
- Musiałem być pewny, że na prawdę mi ufasz Caitlin - objaśnił, a ja zamilkłam.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Westchnęłam, a wtedy jedna łza zaczęła powolnie spływać po moim policzku. Całe moje ciało drżało, a serce pośpiesznie biło z nadmiaru adrenaliny w organizmie. Czułam się oszukana, do tego przez kompletnie nieznajomego człowieka. Zawiodłam samą siebie. Uwierzyłam komuś, z kim jedynie rozmawiałam przez telefon. To była moja największa porażka. Gdybym poszła swoją drogą nic by mi się nie stało, ta sytuacja nie miała by miejsca. Przez dłuższy czas zachowywałam się jak naiwna nastolatka. Zamiast myśleć logicznie, brnęłam w coś co nie miało najmniejszego sensu. Nie wiem, gdzie był mój rozsądek.
Popełniłam błąd, duży błąd, jednak mogłam to wszystko naprawić. I właśnie o tym zdecydowałam.
- Nigdy więcej, do mnie nie dzwoń - syknęłam z ogromną złością - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, zbliż się do mnie w jakikolwiek sposób, a pójdę na policję. Nie obchodzą mnie twoje zajebane groźby, cholerny wariacie. Zacznij żyć własnym życiem wariacie, a mnie zostaw w świętym spokoju. - dodałam kilkakrotnie pociągając nosem.
Odsunęłam komórkę od ucha nie chcąc dłużej słyszeć Ashton'a po czym nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Wyłączyłam całkowicie telefon, a następnie schowałam go do kieszeni spodni. Gdy samochód się zatrzymał pod moim blokiem, otworzyłam drzwi i rzucając krótkie 'Dzięki' wyszłam z auta. Powędrowałam prosto do mieszkania. Jedyną rzeczą, na którą miałam teraz ochotę było moje łóżko i sen. Chciałam jak najszybciej zakończyć ten dzień i zapomnieć o tym, co się wydarzyło.