poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 10

Wraz z dwoma chłopakami szłam aleją parku. Ich kroki były duże i szybkie przez co musiałam ich doganiać. Zadawałam liczne pytania na które nie odpowiadali. Po prostu podążali w ciszy czasem tylko wymieniając się spojrzeniami co zaczynało mnie irytować. Na nic nie dostawałam odpowiedzi, nawet gdy spytałam o godzinę. Kazali mi jedynie iść z nimi, a później nie słyszałam głosu żadnego z moich wybawców, bo tak chyba mogłam ich nazywać. Jednego spotkałam w restauracji, a drugi zaś napadł mnie kilka dni temu. Obaj wstawili się za mną i uratowali mnie za co jestem im wdzięczna, aczkolwiek nie zyskali mojego zaufania. Brunet był wyraźnie wściekły, szedł dość agresywnie, spoglądając na mnie z pogardą. Wydawało mi się, że przeszkadzała mu moja osoba. Blondyn zaś rozglądał się co chwilę, czy aby nikt nas nie śledzi. Kroczył aleją zgarbiony, chowając głowę w górnej części swojego płaszcza. Wyglądał jakby było mu zimno, a dzisiejszego dnia pogoda nie była najgorsza. Było dość ciepło, tylko od czasu do czasu moje włosy rozwiewał wiatr, ale nie można było narzekać na temperaturę. 
Zatrzymałam się, a gdy obaj chłopcy przestali słyszeć tupot moich szpilek również przystanęli odwracając się. Skrzyżowałam ręce na piersi i zmarszczyłam brwi czekając na ich reakcje. 
- Z tego co wiem, nie powiedziałem, że robimy sobie przerwę - warknął brunet kładąc dłonie na biodrach - Więc co ty tak właściwie odpierdalasz?
- Albo mi wyjaśnicie gdzie idziemy, albo nigdzie się nie ruszę - zarządziłam wciąż stojąc nieruchomo. 
Oni zaś znowu spojrzeli się na siebie porozumiewawczo. Obaj wzruszyli ramionami, a następnie ruszyli w moim kierunku. Zaczęłam cofać się do tyłu coraz szybciej, jednak oni nie zwalniali kroku. Blondyn złapał w dłonie moje nadgarstki i przyciągnął do siebie. Próbowałam się szarpać. Brunet natomiast bez żadnego problemu położył ręce na mojej talii po czym podniósł mnie i przerzucił przez ramię. Wtedy jego kolega puścił moje dłonie, które opadły na plecy niosącego mnie chłopaka. Rozpoczęliśmy ponownie swoją wędrówkę. Od razu zrezygnowałam z krzyków i pisków, kiedy zobaczyłam, że blondyn idzie tuż za nami i jest gotowy do zatkania moich ust. 
Weszliśmy na parking. Zostałam zaprowadzona do stojącego na samym końcu czarnego range rover'a i dopiero tam stanęłam o własnych nogach na ziemi. Brunet otworzył przede mną drzwi, a następnie nakazał mi wsiąść do samochodu. Nie opierałam się, bo wiedziałam, że po alkoholu, w szpilkach i przy dwóch wyższych i bardziej umięśnionych ode mnie facetach nie mam zwyczajnie szans. Zajęłam miejsce na tylnym siedzeniu, a chłopak zamknął drzwi. Razem z kolegą usiedli z przodu, brunet za kierownicą, blondyn obok. Odpalił silnik, po czym bez zbędnego czekania wyjechał z piskiem opon na jezdnię. 
Nasza podróż przebiegała w ciszy. Byłam na prawdę rozdrażniona tą całą sytuacją, a ich małomówność w ogóle mi nie pomagała. Starałam się liczyć znaki, bloki, drzewa, ale wciąż czułam dyskomfort. Oglądałam auto, które było całkiem czyste, jakby nowe, bez żadnej skazy. To było dziwne. 
- Możecie chociaż włączyć to pieprzone radio? - powiedziałam przez zaciśnięte zęby patrząc w dół. Moje pięści były zaciśnięte, a na rękach widziałam puls swoich żył. 
Mój telefon był włączony, a mimo to nie dostałam żadnej wiadomości od Dan'a czy Cassie lub żadnej nie zauważyłam. Mój wzrok nie należał w tej chwili do najdokładniejszych, a do tego szumiało mi w głowie. Najbardziej zadziwiającą w tej chwili rzeczą było to, że osoba, która obserwuje mnie dwadzieścia cztery godziny na dobę również nie dała o sobie znać. Czyżby Ashton o mnie zapomniał? A może się ode mnie odczepił raz na zawsze?
Brunet włączył radio ustawiając pierwszą, lepszą stację. Z głośników samochodu poleciała najnowsza piosenka Eminem'a i Rihanny - The Monster. W mojej głowie zaczął lecieć tekst tego utworu. Blondyn siedzący z przodu, którego moi napastnicy nazwali 'Hemmings' siedział znudzony wgapiając się w okno. Chwilę mu się przyglądałam. Jego włosy były schowane pod kapturem, który przed chwilą na siebie założył. Kilka kosmyków wystawało spod cienkiego materiału opadając na jego czoło. Oczy chłopaka powolnie się zamykały, a za chwilę otwierały patrząc za szybę. Ta podróż wyraźnie go męczyła. 
- Oh, Eminem, lubię go - rzuciłam od tak, aby zacząć z nimi rozmowę na byle jaki temat - Podobno wychodzi jego nowa płyta, słyszeliście? Ostatnio słuchałam Berzerk, fajny kawałek, w sumie Survival też świetny, zaimponował mi ten koleś i w ogóle... - kontynuowałam, kiedy się nakręciłam. Blondyn podniósł głowę i odwrócił się w moją stronę patrząc na mnie z uniesionymi brwiami, po czym zwrócił się do swojego kolegi o podobnym wyrazie twarzy. - Uważam, że jego utwory z Rihanną są bardzo trafione i... - chciałam już dokończyć, kiedy brunet kierujący samochodem odchrząknął.
- Nie chcę ci przerywać tej twojej inteligentnej wypowiedzi, ale mam jedno, małe pytanie - wtrącił chłopak spoglądając na mnie przez przednie lusterko. Skinęłam głową, czekając, aż w końcu usłyszę trochę więcej jego głosu, aby móc go w jakikolwiek sposób zapamiętać - Kilkanaście minut temu prawie cię zabili, jedziesz z dwoma nieznajomymi nie wiedząc dokąd i zamiast tutaj histeryzować chcesz z nami pogadać o jakimś zasranym raperze, który wydaje jakiś zasrany album, który gówno nas obchodzi. Co jest z tobą nie tak? - spytał odwracając się do mnie, kiedy stanęliśmy na światłach. Jego brązowe jak czekolada oczy patrzyły prosto na mnie. Przełknęłam głośno ślinę i spuściłam wzrok, gdy jego spojrzenie zaczęło mnie przerażać. Było pełne gniewu, niezrozumienia, a ja znowu poczułam się niepewnie. Zielone światło pojawiło się, na lampie, a chłopak powrócił do kierowania pojazdem. Zamilkłam spoglądając na blondyna, którego najwyraźniej zainteresowałam tematem Eminema, bo wciąż nie odrywał ode mnie zdziwionego wzroku. Ja natomiast zacisnęłam usta i  nie odzywałam się już do końca drogi. Wolałam już nic nie mówić niż miałabym dostać kolejną nie miłą odpowiedź. 
Samochód zatrzymał się pod moim blokiem. Hood, bo tak został nazwany kierowca wysiadł z auta i pokierował się do wejścia budynku, a po chwili zniknął za drzwiami. Czekałam w milczeniu na kolejny krok. Chłopak po chwili wyszedł i pomachał do blondyna. Ten zaś wysiadł z pojazdu, a następnie otworzył tylne drzwi i pomógł mi wysiąść poprzez podanie mi ręki. Rzuciłam ciche 'dzięki' w jego kierunku i nie czekając poszłam w stronę bloku. Przytrzymując się poręczy weszłam po schodach na pierwsze piętro, a kiedy ujrzałam otwarte drzwi moje serce zaczęło bić szybciej. Brunet stał obok nich opierając się o ścianę i patrząc na mnie z obojętnością. 
- Czy...t..ty...właśnie... - wyjąkałam, a on skinął jedynie głową.
- Otwieram twoje mieszkanie? Tak, właśnie to zrobiłem, więc może wejdziesz? - zapytał, jakby zapraszał mnie do mojego własnego domu. Spojrzałam na niego pełna strachu po czym ruszyłam do mieszkania i przekroczyłam jego próg. Postawiłam torebkę na komodzie i podeszłam do przodu oglądając wnętrze. Wszystko było w porządku, tak jak przed wyjściem. Rozejrzałam się w salonie oraz w kuchni, a następnie korytarzem podążyłam do łazienki oraz sypialni sprawdzając czy nikogo tam nie ma. Wolałam być pewna, że w moim mieszkaniu nie ma żadnych niespodziewanych gości. Gdy przeszłam do pokoju zobaczyłam list leżący na moim łóżku. Podniosłam go i wzięłam do ręki, jednak nie otworzyłam. Powędrowałam do drzwi wejściowych gdzie stali jeszcze chłopcy. Podeszłam do nich i stanęłam na przeciwko z miną pełną powagi.
- Dobra, który to Ashton - warknęłam. 
Obaj spojrzeli na mnie jak na wariatkę, po czym zaczęli się śmiać. Westchnęłam głęboko i pokręciłam przecząco głową. Żaden z nich to nie Ashton, on by się tak nie zachował, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wróciłam do domu zamykając drzwi za dwójką chłopaków, którzy po moim pytaniu pokierowali się do wyjścia z budynku kiwając jedynie głową na pożegnanie. Usiadłam w salonie na kanapie i otworzyłam list, który po moim powrocie do domu leżał na łóżku. Zaczęłam czytać.

' Droga Caitlin, niestety na kilka dni muszę cię opuścić. Moje sprawy trochę się skomplikowały, a ja muszę postawić wszystko ponownie na nogi. Wybacz moją kilkudniową nieobecność w twoim życiu, ale nie martw się, nie potrwa to długo. Nie chcę, żebyś się beze mnie nudziła. Wiem, że często myślisz o tym, aby mnie usłyszeć, więc jakbym mógł sprawić ci taką męczarnie? Nadal mam cię na oku, dzisiaj sprawy wymknęły się trochę spod kontroli, ale na szczęście moi i już także twoi przyjaciele jakoś z tego wybrnęli. Mam ogromną nadzieję, że to się nie powtórzy. Śpij dobrze Caitlin i wytrzeźwiej. Oh i pamiętaj! Staraj się za bardzo za mną nie tęsknić. - Ash x

Westchnęłam głęboko, a potem zgniotłam w ręku kawałek papieru. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie teraz Ashton postanawia zrobić sobie wolne, kiedy potrzebuję od niego wyjaśnień. Zostawia mnie samą z problemami, które mam głównie przez niego. Wściekłość zaczęła rozpływać się po moim ciele. Co jeśli ktoś dzisiaj włamie się do mojego domu? Albo mnie zabije? Co jeśli oprawcy wrócą? Mam zostać bez pomocy? Świetnie, po prostu świetnie. Wybrał najbardziej odpowiedni moment. 
W geście rozgniewania sięgnęłam po poduszkę i z całej siły rzuciłam nią w ścianę. Schowałam twarz w dłoniach opierając łokcie na kolanach. Przejechałam palcami po włosach odgarniając je do tyłu. Jeden z kosmyków zahaczył o wisiorek, który dostałam od mojego prześladowcy. Wzięłam w dłoń literę 'C' wiszącą na łańcuszki i dokładnie ją obejrzałam. Co ona w ogóle oznacza? Dlaczego chłopak, który ją zobaczył tak bardzo się wściekł? Czemu mnie puścił, gdy się przyjrzał biżuterii? 
Wiem jedno... dzięki temu łańcuszkowi jestem bezpieczna, a przynajmniej na pewien okres czasu. 

~*~

Obudziłam się, gdy zauważyłam dziwne cienie przelatujące przed moimi zamkniętymi, ale oświetlonymi przez słońce oczami. Moje powieki uniosły się, a przede mną stała Cassie z poważną miną, właściwie wyglądała, jakby oblała egzamin do którego się przyłożyła. Może faktycznie tak było? 
Przetarłam rękoma oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Ziewnęłam zasłaniając dłonią usta, a następnie przeciągnęłam się. Spojrzałam na Cassie pytająco, a ta zaczęła się wydzierać. To był zdecydowanie zły pomysł, aby dać jej klucz do mojego mieszkania. Położyłam dłonie na uszach zakrywając je, żeby chociaż trochę zmniejszyć głośność. Nie podziałało. W mojej głowie szumiało, a krzyki Cass wcale mi nie pomagały, jednak zasłużyłam sobie. Dopiero teraz zauważyłam dwadzieścia nieodebranych połączeń od niej i Dan'a. Mogłam chociaż dać im znać, że wszystko w porządku i jestem w domu. 
- Okej przepraszam - przerwałam brunetce, która jeszcze przed chwilą prowadziła monolog - Wiem, zachowałam się nieodpowiedzialnie, wybacz Cass - dokończyłam patrząc na nią ze smutkiem w oczach, aby chociaż trochę mi odpuściła. Dziewczyna westchnęła, po czym usiadła obok i mnie przytuliła. Ścisnęłam dłońmi jej koszulę wtulając się bardziej. Nie chciałam informować przyjaciółki o tym co tak na prawdę przydarzyło się wczoraj, bo wiem, że skończyłoby się to na policji, a miałam już dość problemów. Wolałam zająć się tym sama i nikogo nie niepokoić. 
- Kawa? - szepnęła Cassie do mojego ucha, a ja zachichotałam. Zawsze proponowała kawę, kiedy miałyśmy problemy, lub działo się coś złego. Od razu się zgodziłam, ale wiedziałam, że będę musiała zachować tajemniczość w niektórych sprawach. 
W ciągu pół godziny byłyśmy już w pobliskiej kawiarni. Mimo, że była ona 15 minut od mojego budynku minęło trochę czasu zanim zdążyłam doprowadzić się do stanu 'wyjściowego'. Zajęłyśmy miejsca przy oknie i czekałyśmy na zamówienie. W tym czasie Cassie opowiadała o chłopaku poznanym wczoraj w klubie. Opisywała go dokładnie, z najmniejszymi szczegółami co mnie zadziwiało. Nie wiedziałam jakim cudem zapamiętała tak wiele będąc pod wpływem alkoholu, ale widocznie Cassie umie zaskakiwać. Wpatrywałam się w dziewczynę czasem kiwając głową, aby stwarzać pozory słuchania jej historii. Tak na prawdę większość moich myśli zajmował Ashton, jego 'przyjaciele' i wczorajsza noc o której nie miałam z kim porozmawiać. Musiałam więc dyskutować sama ze sobą. Wciąż zadawałam sobie te same pytania. Czemu wyszłam z tego cało, czemu Ashton nagle zrywa ze mną kontakt, czemu jego przyjaciele mnie chronią i czemu tamten chłopak dał mi spokój. Nie wiedziałam gdzie znajdę odpowiedzi i czy w ogóle kiedyś je znajdę. Przygnębiało mnie to. 
Kiedy kelner przyniósł nasze zamówienie zaczęłam rozglądać się po sali. Przeglądałam wzrokiem obrazy wiszące na ścianach, mężczyzn obsługujących dziś kasy, ludzi popijających swoje zamówione napoje oraz kolorystykę wnętrza. Zawsze miło spędzałam czas w Starbucksie. Moja głowa odwróciła się w stronę okna, a uszy wciąż rejestrowały irytujące gadanie Cassie. Wciąż jeden i ten sam temat, którego miałam dosyć. Ciężko było z nią porozmawiać, kiedy dzień wcześniej czy nawet dwa poznała nowego chłopaka, którym się zauroczyła. Choćbym zmieniła temat, ona i tak wróciłaby do Josha, czy Gosh'a, czy w ogóle Kevina. Jego imię nie miało dla mnie znaczenia. Cassie nigdy nie doznała 'prawdziwych problemów'. Jej największym był złamany paznokieć, czy spalony włos. Mimo wszystko bardzo ją kochałam i nie chciałam jej urazić, dlatego wysłuchiwałam wszystkiego co miała mi do powiedzenia. 
Za oknem nie było niczego rzucającego się w oczy. Przejeżdżający samochód, staruszka idąca z psem, mężczyzna siedzący na ławce popalając marlboro... nuda. Moje oczy przesuwały się od prawej do lewej strony błagalnie poszukując punktu zaczepienia. Zatrzymały się, kiedy zarejestrowały osobę, którą zdążyłam już wcześniej poznać. 
- No i ogólnie wzięłam od niego numer, żeby... - Cassie zatrzymała swój słowotok, gdy zobaczyła, że wstaję z miejsca - Caitlin co Ty wyprawiasz? - zapytała zdezorientowana, kiedy nałożyłam na siebie płaszcz.
- Zaczekaj, zaraz wrócę - odparłam po czym wybiegłam z kawiarni. Pośpiesznie przeszłam na drugą stronę ulicy kierując się w ślepy zaułek, gdzie widziałam chłopaka, który uratował mnie wczoraj. Kiedy przeszłam za budynek, tak, że nikt nie mógł nas zobaczyć zauważyłam bruneta siedzącego na schodach od drzwi ewakuacyjnych opuszczonego biura. Patrzył się w ścianę podrzucając w ręku telefon, jakby moja obecność była mu kompletnie obojętna. 
- Śledzisz mnie? - zapytałam bezradnie, a on milczał - Ashton Cię przysłał - stwierdziłam, a on podniósł wzrok obdarzając mnie w końcu spojrzeniem - Gdzie on jest? 
- Nie wiem. - burknął pod nosem, powracając do zabawy komórką.
- Jak Ci na imię? - zapytałam.
- Calum - odpowiedział.
- Więc Calum, jesteś jego kumplem i nie wiesz? 
- Kumple nie zawsze mówią sobie wszystko. 
- Przed kim Ashton mnie chroni i dlaczego? - rzuciłam kolejne pytanie, a chłopak zaśmiał się. 
- Na prawdę jesteś taką blondynką i nadal nie łączysz faktów? 
Zamilkłam, aby chwilę przeanalizować to co właśnie powiedział brunet. Fakty? Jakie niby mam łączyć fakty? To Ashton zaczął do mnie wydzwaniać, to przez niego mam teraz same problemy, przecież nigdy wcześniej go nie znałam! Skąd mam wiedzieć czego on ode mnie chce? Czego chcą ludzie, którzy napadli na mnie w klubie? 
Zacisnęłam pięści biorąc wdech i zatrzymując powietrze w płucach, a następnie powolnie je wypuszczając i rozluźniając dłonie. Uderzyłam nimi o spodnie wydając dźwięk klaśnięcia, a na mojej twarzy pojawił się sztuczny uśmiech. Zwróciłam uwagę chłopaka, który automatycznie odwrócił się w moim kierunku i zaczął się przyglądać mojemu zachowaniu.
- Wiesz co, Calum... - zaczęłam - Przekaż Ashton'owi, że większego dupka i tchórza niż on świat chyba nie widział - warknęłam, a czekoladowe oczy chłopaka rozszerzyły się - Nie chcę mieć z nim nic wspólnego i jeśli znowu się do mnie odezwie, albo wpakuje mnie w kłopoty, przysięgam, że pójdę na policję. Mam nadzieję, że się zrozumieliśmy. 
Po skończeniu rozmowy z Calum'em obróciłam się na pięcie i wyszłam z zaułka. Starałam się opanować emocje, aby Cassie nie zauważyła mojego zdenerwowania. Policzyłam w myślach do dziesięciu i ruszyłam w kierunku kawiarni przechodząc przez ulicę. Będąc po środku ulicy odwróciłam głowę, gdy nagle usłyszałam mocny odgłos silnika samochodu. Moje oczy ujrzały pędzące, ciemne auto. 
- Mój Boże - wyszeptałam, kiedy dzieliło mnie tylko kilka metrów od zderzenia. 
W ciągu kilku sekund moje życie przebiegło mi przed oczami. Jedyne o co mogłam prosić, to o mało bolesną śmierć...

__________________________________________________
Ostatnio moje opowiadanie zagościło w kilku katalogach (dziękuję administratorom za dodanie!!) Bannery katalogów możecie zobaczyć po lewo. Na stronie Katalog - Opowiadań (KLIK) na górze jest zakładka 'Czytelnicy Polecają' I tu moja prośba/ogłoszenie. Jeśli podoba wam się fanfiction pod tytułem Cień, zajrzyjcie do tej zakładki i wyślijcie e-mail z formularzem zamieszczonym na tej oto stronie. Będzie to mini rekomendacja dzięki której w grudniu pojawię się w notce z polecającymi blogami. Będzie to dla mnie przyjemność i wyróżnienie.
Musicie podać adres bloga, kategorię (moja kategoria to fan fiction) i czterozdaniowe uzasadnienie, dlaczego polecacie właśnie Cienia. To wszystko wysyłacie na maila > glenna@vp.pl
Oczywiście nie musicie tego robić, to tylko od was zależy, do niczego nie zmuszam :) Aczkolwiek będzie mi na prawdę miło.

wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 9

Stałam z szeroko otwartymi ustami nieruchomo mając nadzieję, że może jednak to wszystko mi się przyśniło. W mojej głowie wciąż widniał obraz wychodzącego chłopaka z mieszkania, zamykającego za sobą drzwi, jakby to był jego dom. Ocknęłam się w końcu i przebiegłam korytarz zatrzymując się przy wejściu do mieszkania; podeszłam bliżej i przekręciłam klucz w zamku. Odwróciłam się plecami; opierając się o drzwi powolnie osunęłam się w dół siadając. Odchyliłam głowę zatrzymując ją na drzwiach i zamknęłam oczy. Nabrałam powietrza do płuc, a po chwili je wypuściłam.
'Już go nie ma' pomyślałam znowu przymykając oczy. Nie rozumiałam dlaczego to się dzieje. Dlaczego akurat mnie? Do tej pory takie rzeczy widziałam jedynie w filmach kryminalnych czy horrorach, a teraz? Teraz dzieje się to na prawdę i jest to bardziej przerażające niż ta sama sytuacja na ekranie telewizora.
Cholera - przeklęłam w głowie. Najważniejsze, że nic mi się nie stało. To zawsze mogło się skończyć o wiele gorzej. Przecież mógł mnie zabić, albo zgwałcić, a tego nie zrobił. Nie wściekł się, mimo, że go widziałam. Może tego nie zauważył?
Odkręciłam moją głowę w stronę swojego pokoju. Przypomniałam sobie, że włamywacz szedł w kierunku wyjścia, więc musiał gdzieś być. Wstałam z podłogi i podążyłam do sypialni. Na moim łóżku znajdowała się zgięta w pół prostokątna kartka, a obok niej czarne kwadratowe pudełko oraz czerwona róża. Stojąc w progu drzwi przyglądałam się rzeczom znajdującym się na pościeli. Oczywiście, że byłam ciekawa, co znajduje się w środku, ale nie byłam do końca przekonana czy powinnam to otworzyć. Co jeśli to jakaś bomba? Albo pułapka i ten wariat za chwilę znowu się tu zjawi?
- Caitlin idiotko, dramatyzujesz - powiedziałam sama do siebie, kiedy zawładnęła mną irytacja. Marnowałam tylko czas histeryzując zamiast po prostu zajrzeć do kartki jak i pudełka.
Zanim jednak udało mi się zobaczyć z bliska podarunki rozbrzmiał mój telefon. Moja twarz przechyliła się na lewą stronę, kiedy tylko usłyszałam piosenkę Avicii - Levels.
Wiedziałam, że to Cassie. Przypisałam ten utwór do jej kontaktu, aby sprawić jej przyjemność. Dzięki temu od razu mam świadomość, że nie dzwoni nikt inny jak moja przyjaciółka co ułatwia mi odbieranie lub olewanie niektórych połączeń.
- Tak? - zapytałam, podchodząc powolnie do łóżka i sięgając po liścik.
- Hej Cait, chcesz żebyśmy z Dan'em po ciebie wpadli? Bo wiesz chyba to będzie lepszy pomysł, gdybyśmy za dużo wypiły... - Cas zaczęła swój monolog podczas gdy ja otworzyłam kartkę, siadając i czytając jej zawartość.
' Nie ma prawdziwej kreacji bez błyskotek, załóż to do sukienki, nie zawiedź mnie Caitlin. - Ashton xx
ps. Dzięki za striptiz, rozgrzałaś mnie do czerwoności. '
- Cait, jesteś tam? Cait? - usłyszałam nawoływanie Cassie w słuchawce po czym odłożyłam liścik lekko prychając. Co za gbur pomyślałam zgniatając kartkę. To on był w moim domu! To jakiś kompletny wariat! Moje serce łomotało bardziej niż silnik najlepszej lokomotywy, a policzki piekły od wstydu. Nie mogłam uwierzyć w to, że ten człowiek był w stanie posunąć się do czegoś takiego. Zgniotłam w ręku liścik rzucając go z impetem na pościel. Na mojej twarzy wymalowała się złość. Ashton wtargnął do mojego mieszkania, widział mnie w samej bieliźnie i jeszcze miał czelność skomentować to w taki sposób. Zacisnęłam zęby, a następnie usta, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku, który mógłby zaniepokoić Cassie i wywołać serię dociekliwości. Byłam wkurzona, ale nie chciałam tego okazywać.
- T-tak - wydukałam, kiedy zorientowałam się, że Cas wciąż czeka na moją odpowiedź. Kiedy zaczęła kontynuować temat ja sięgnęłam po pudełko, które leżało tuż obok listu.  Trzymając w jednej dłoni telefon, a w drugiej starając się otworzyć opakowanie miałam nie małe trudności. Kiedy w końcu udało mi się odpakować mini - szkatułkę, wypadła mi z rąk upadając na podłogę, a jej zawartość znajdowała się teraz tuż obok kwadratowego pudełka, zamiast w nim. Na ziemi leżał złoty wisiorek.
- Co to było? - zapytała Cassie, gdy usłyszała dźwięk upadającego pudełeczka.
- Nic takiego, przyjadę do was nie fatygujcie się - odparłam chcąc już zakończyć rozmowę z dziewczyną. Podniosłam błyszczący się łańcuszek na którym zawieszona była litera. Byłam przekonana, że jest to prawdziwe złoto, wisiorek lśnił, gdy tylko przybliżałam go do światła. Odwróciłam literkę w dłoni i odczytałam. Litera C - jak Caitlin.
- Okej, jak wolisz. - powiedziała bezinteresownie moja przyjaciółka. - A w co się ubierasz?
Kiedy usłyszałam jej pytanie zamilkłam. Byłam przepełniona wątpliwościami, targały mną różne emocje. Byłam zła, ale jednocześnie gest Ashton'a był na prawdę miły i... dość drogi. Nie byłam pewna, czy powinnam to przyjąć, ale znowu jak mam niby to zwrócić? Wróciłam na ziemię, kiedy po raz kolejny głos Cassie dobił się do mojej głowy ponaglając mnie. Patrzyłam na sukienki leżące na moim łóżku, a później spojrzałam jeszcze raz na wisiorek. W końcu moje oczy przeniosły się na małą czarną zajmującą miejsce na krześle przy biurku. Przygryzłam dolną wargę wpatrując się w prezent od Ashton'a. 'Ubrać, nie ubrać, ubrać, nie ubrać...'
- W coś nowego, zobaczysz jak przyjdę - odparłam uśmiechając się do siebie, a następnie rozłączając się i odkładając telefon. Podeszłam do krzesła i wzięłam w ręce sukienkę. Była taka zwyczajna, a jednak miała swój urok i 'pazur'. Nie mogłam przepuścić takiej okazji, zwłaszcza, że pragnęłam zaszaleć i zrelaksować się. Rozsunęłam suwak znajdujący się na jej tyle, po czym założyłam ją na siebie od dołu. Kiedy już się zapięłam, podeszłam do szafki pod którą leżały czarne szpilki na platformie. Wsunęłam je na nogi i pokierowałam się do lustra, aby zobaczyć efekt. Zabrałam ze sobą wisiorek, który od razu po przejrzeniu się założyłam. Dobrałam do niego jedną złotą bransoletkę.
Nie wyglądałam najgorzej, ale zawsze mogłoby być lepiej. Nie byłam jakąś nadzwyczajną dziewczyną, która czymś się wyróżniała. Starałam się pozostać w cieniu i być normalną, typową wyluzowaną laską z Sydney. Mój strój na pewno nie będzie inny w porównaniu do  kreacji reszty dziewczyn, które pojawią się dziś w klubie. Nie będę rzucała się w oczy, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo zdecydowanie nie jest to moim priorytetem. Chcę pozostać tą samą dziewczyną co za dnia. No może trochę bardziej szaloną, bo od tego mamy dyskoteki.
Westchnęłam wpatrując się jeszcze chwilę w lustro. Jedyne czego mi w tej chwili brakowało to dobra fryzura. Nie tracąc czasu wzięłam z łazienki suszarkę oraz lokówkę i zaczęłam 'działać cuda'. Dzisiejszego wieczoru postawiłam na włosy lokowane, bez żadnych dziwacznych upięć czy koków. Sukienka była bez ramiączek, więc zdecydowanie włosy powinny pozostać w swoim luzie. Dzięki temu moje szerokie ramiona nie rzucały się w oczy, a to dodawało mi otuchy.
Znalazłam w szafce pierwszą lepszą czarną kopertówkę i jedyne co do niej zapakowałam to portfel, telefon i klucze. Była niewielka, więc nic poza niezbędnymi rzeczami bym do niej nie zmieściła. Wyszłam z mieszkania i powędrowałam na przystanek autobusowy. Wiedziałam, że będę pić, więc nie było sensu zabierać ze sobą auta, skoro nie mogłabym prowadzić. Jeśli nie będę w stanie wrócić sama do domu - pomogą mi przyjaciele. Taka jest nasza złota zasada.
Nie mniej niż w 30 minut znalazłam się pod klubem gdzie już czekali na mnie Cassie i Dan. Bez problemu znaleźliśmy się w środku budynku i zajęliśmy miejsca. Zauważyliśmy również kilku naszych znajomych, którzy po chwili dołączyli się do nas i wspólnie bawiliśmy się w rytmie dobrej muzyki. Kilka osób bawiło się samemu, a niektórzy przybyli do Glow ze swoją drugą połówką, lub dopiero poznaną 'przyszłą' drugą połówką. Tańczyli, a raczej robili coś co mogło przypominać taniec - kiwanie się w przód i w tył, od czasu do czasu gwałtowny skłon, machnięcie ręką. Kolorowe światła przelatywały po parkiecie zamieniając go w krainę tęczy. Spocone ciała co chwilę ocierały się o siebie bez zbędnego zainteresowania i wstrętu. Liczyła się muzyka i jej trans w który wchodziłeś, kiedy tylko zaczynałeś się dogłębnie wsłuchiwać.
Wymieniłyśmy się spojrzeniami z Cassie, po czym na naszych twarzach pojawił się promienny uśmiech. Nie czekając na resztę poszłyśmy w tłum na sam środek parkietu bawić się. Tańczyłyśmy w rytm muzyki wykonując zabawne i dziwne ruchy. Byłyśmy już po kilku drinkach. Nie zauważyłam nawet, kiedy Cas zniknęła w fali ludzi. Musiałam bawić się sama, ale nie przeszkadzało mi to. Wykonywałam kilka skłonów chcąc wypaść seksownie. Prześlizgiwałam się wgłąb parkietu obracając się i wymachując głową. Moje ręce chodziły jak maszyna, jakby były zahipnotyzowane i dostały dokładny rozkaz co mają robić. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, mogłam się bawić ile tylko chciałam, pić ile tylko chciałam, robić co tylko chciałam nie licząc się z konsekwencjami. Krótkim spojrzeniem obdarzałam kilku mężczyzn, którzy snuli się po parkiecie w poszukiwaniu towarzyszki do wspólnego tańca. Nie chciałam nawiązywać dłuższego kontaktu wzrokowego, wiązałoby się to ze spędzaniem czasu, a nie na to miałam aktualnie ochotę. Chciałam dziś skorzystać z wolności.
Powolnie kierując się w stronę miejsca DJ, moje oczy zarejestrowały bawiącą się na samym przodzie Cassie. Skakała wymachując rękoma jakby była na koncercie swojego ulubionego zespołu, a w klubie grał jedynie zwykły chłopak, który prawdopodobnie znalazł ogłoszenie w internecie do poprowadzenia dzisiejszej imprezy. Przepchałam się przez tłum ludzi, a kiedy w końcu znalazłam się obok przyjaciółki złapałam ją za rękę i ponownie zaprowadziłam na środek pomieszczenia, gdzie było najbezpieczniej. Na samym przodzie zazwyczaj ludzie się pchali chcąc być jak najbliżej konsoli z której muzyk co kilka godzin wyrzucał płyty, koszulki i inne gadżety. Wtedy toczyła się tam zacięta walka o zdobycie jakiejkolwiek rzeczy. Z punktu widzenia obserwatora wyglądało to dość komicznie, przypominało bitwę małp o kawałek banana. Wolałam w tym nie uczestniczyć, a tym bardziej nie zostawiać tam Cassie, bo prawdopodobnie nie wyszłaby z tej imprezy cała i zdrowa.
Powróciłyśmy do tańca nie przejmując się już niczym. Podłoga kleiła się od rozlanych drinków oraz innych trunków co utrudniało poruszanie się. Cassie przyciągnęła mnie do siebie i mocno objęła.
- Gorący chłopak za mną ciągle się na ciebie gapi Cait. - krzyknęła chichocząc, a moja głowa automatycznie odsunęła się z powodu zbyt silnego dźwięku. W klubie było głośno, ale mimo wszystko głos Cas był strasznie donośny.
Gdy zrozumiałam co do mnie powiedziała, moje oczy od razu uniosły się przeglądając wszystkich facetów za plecami mojej przyjaciółki. Spostrzegłam wysokiego bruneta patrzącego wprost na mnie z zainteresowaniem. Sączył powolnie swoją whisky obracając co chwilę szklankę, ale nie spuszczając ze mnie wzroku. Światła lamp padały na jego twarz. Ubrany był zwyczajnie, czarna koszulka, spodnie, a włosy postawione na żel. Przyjrzałam się mu i nie wydawał się znajomy.
Po chwili nagle mnie olśniło. Ashton miał być w tym klubie. Stałam na środku parkietu i patrzyłam się w znajomego nieznajomego. Zawsze wyobrażałam sobie, że to jakiś dzieciak, a przede mną siedział dwudziestolatek. Do tego przystojny dwudziestolatek. Nie myślałam, że tak będzie wyglądało nasze spotkanie, że będzie to takie proste. Miałam ochotę podejść do niego i z nim porozmawiać, a z drugiej strony strzelić mu w twarz za każdą przerażającą i nie komfortową dla mnie sytuację.
Kiedy dokończył swój trunek odłożył szklankę na blat jednym palcem posuwając ją w stronę obsługującego go wcześniej barmana. Posłał mi uśmiech, a następnie wstał z miejsca. Nie szedł jednak do mnie, skręcił w stronę wyjścia. Gdy doszło do mnie, że właśnie szansa na poznanie go ucieka mi sprzed nosa ocknęłam się i zaczęłam iść za chłopakiem zostawiając Cas na parkiecie. Ashton robił duże kroki przez co odległość między nami się zwiększała. Musiałam przyśpieszyć, aby go nie zgubić. Próbowałam biec, jednak moje szpilki nie wyrażały na to zgody. Zauważyłam jak brunet wychodzi przez tylne drzwi, więc zrobiłam to samo. Przepchałam ciężkie drzwi wyjściowe, a po chwili znajdowałam się na zewnątrz.
Nikogo nie było. Pokręciłam dwukrotnie głową w lewą i prawą stronę, jednak nikogo nie dostrzegłam. Jedyne co moje uszy zarejestrowały to muzyka dochodząca z budynku oraz szelest liści tańczących pod wpływem wiatru.
- Halo? Jest tu kto? - zapytałam głośniej. Byłam pewna, że wychodził właśnie tędy. Nie byłam aż tak pijana, żeby pomylić drzwi.
Nie otrzymałam odpowiedzi. Westchnęłam głęboko. Nie zostało mi nic innego jak wrócić do środka i bawić się dalej bez Ashtona. Odwróciłam się na pięcie, jednak nie postawiłam kroku. Przede mną wyrósł jak spod ziemii chłopak z klubu. Patrzył się na mnie z chytrym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy, a po chwili wyciągnął rękę wbijając ją w prosto w moją szyję. Przysunął mnie do ściany dociskając do jej murów. Czułam jak nierówno położone cegły wbijają się w moje plecy. Powoli traciłam oddech i zaczynałam mieć duszności, chłopak coraz mocniej zaciskał swoją dłoń na mojej szyi.
- Kogo my tutaj mamy... - powiedział śmiejąc się, a zza jego pleców wyłoniło się jeszcze dwóch mężczyzn. Każdy z nich ubrany był na czarny i był wyższy o pół głowy ode mnie. Łzy zaczęły kłębić się w moich oczach, a serce waliło jak szalone.
W co ja się do cholery wpakowałam?
- Cze...cze...go chcesz? Mam p-p-ieniądze - wydukałam kaszląc. Moje ręce umiejscowiły się na nadgarstku napastnika próbując zmniejszyć ból jaki mi sprawiał i odsunąć chociaż kawałek jego dłoń.
- Pieniądze? Kto powiedział, że ja chcę pieniędzy skarbie? - brunet zbliżył swoje usta do mojego ucha szepcąc, co wywołało u mnie jeszcze większe obrzydzenie i przerażenie. Jedyne czego chciałam w tej chwili to wrócić do domu, być bezpieczna.
W duchu modliłam się, aby Bóg się nade mną zlitował. Aby zdarzył się cud dzięki któremu wyjdę z tej sytuacji bez skazy. Nie wiedziałam, czego tak na prawdę chcą ode mnie ci ludzie, nic im nie zrobiłam, nigdy ich nie widziałam.
- Proszę puść mnie - mruknęłam błagalnie wypuszczając łzy, które powolnie spływały po moich policzkach.
Chłopak przeniósł swoje usta w miejsce opadającej kropli składając tam pocałunek. Odkręciłam swoją twarz, aby nie pozwolić mu drugi raz na tą czynność. Zamknęłam oczy nie chcąc patrzeć w jego oczy, ani na to co robi. Moja sytuacja była fatalna, wręcz tragiczna. Byłam skazana na cierpienie.
- Oh Ticks, koleżanka cię nie polubiła - odezwał się grubym głosem stojący z tyłu chłopak.
- Doprawdy? Gwarantuję, że za chwilę zmienisz zdanie kochana - odparł tym razem do mnie zachrypiałym głosem brunet. Jego ręka z mojej szyi przeniosła się na moje ramiona mocno je ściskając. Odsunął moje włosy, aby widzieć idealnie mój lewy bark. Nerwowo przełknęłam ślinę widząc jak świdruje moje ciało wzrokiem. Wbił swoje wargi w mój obojczyk powolnie przejeżdżając językiem w górę.
Bez namysłu uniosłam kolano uderzając z całej siły w jego krocze. Chłopak zgiął się w pół puszczając mnie, a ja tymczasem ruszyłam w kierunku drzwi. Nie udało mi się nawet do nich zbliżyć, bo jeden z napastników złapał mnie i ponownie przywarł do ściany. Jęknęłam z bólu, który mi zadał popychając na cegły. Opadałam z sił.
- Oberwiesz za to suko! - warknął podnosząc płaską dłoń do góry i szykując się do wymierzenia ciosu.
- Radziłbym ci tego nie robić Ticks - usłyszałam dość znajomy mi głos z prawej strony. Odwróciłam swoją głowę i ujrzałam dwóch chłopaków. Jednego z nich widziałam w McDonaldzie, kiedy byłam z Cassie, a drugi to brunet, który napadł mnie w parku z kolegą!
- Proszę, proszę, kto zawitał do Sydney - chłopak opuścił dłoń, a następnie zaczął nią obijać o drugą klaskając i szczerząc się do dwójki moich 'znajomych' - Hood i Hemmings we własnej osobie, uszanowanie - ukłonił się im wykazując nutkę ironii.
- Daruj sobie te sceny, dziewczyna idzie z nami - powiedział pewnie wysoki, szczupły blondyn.
- A to niby dlaczego? Jest moim zadaniem kretyni - warknął dość zirytowany.
- Logan nie poinformował was, że jest nietykalna? - zapytał ciemnowłosy, przypominający azjatę chłopak.
- Co takiego?! - brunet zwany 'Ticks'em' prawie pisnął. Jego głowa zwróciła się w moją stronę patrząc prosto w moje przerażone oczy, po czym schodząc niżej. Wzrok bruneta zatrzymał się na mojej szyi, a raczej na wisiorku, który na niej spoczywał. Podszedł do mnie biorąc łańcuszek w dłoń i dokładnie oglądając literę - Nie wierzę, po prostu nie wierzę! - puścił biżuterię odchodząc dalej. Z całej siły uderzył w worek leżący blisko kontenera ze śmieciami. - On wrócił! - wydarł się, a dwaj mężczyźni, którzy wcześniej mnie trzymali rozluźnili swój uścisk. Mój wzrok osiadł na twarzy wysokiego blondyna, który kiwnął głową, abym do niego podeszła. Bez wahania przesunęłam się w jego stronę, aż w końcu zatrzymałam się za jego plecami. Ścisnęłam jego dłoń starając się zahamować swój płacz i histerię, która opanowała całe moje ciało. Mimo, że nie znałam tych chłopaków czułam się z nimi bezpieczniej i chciałam, aby tak właśnie zostało.