sobota, 28 grudnia 2013

Rodział 15


Ten rozdział jest dedykowany @luvmybrooks. Specjalnie dla niej został wrzucony wcześniej. Enjoy.
___________________________________________________
Wiedziałam, że Cassie nie będzie zadowolona z moich kłamstw i będzie czuła się urażona. Miałam również świadomość, że się zdenerwuję, ale nie myślałam, że będzie bliska furii.
- Mówisz mi o tym teraz Caitlin?! Jesteś normalna?! - wydarła się na całą kawiarnię. Ludzie wpatrywali się w nas jak w obrazek. Pociągnęłam dziewczynę za rękę sadzając ją ponownie na krzesło.
- Myślisz, że to było takie proste? - spytałam szeptem - Cass nie chciałam cię narażać na niebezpieczeństwo, poza tym myślałam, że to głupie żarty. 
- Powinnaś przestać myśleć. - skrytykowała mnie brunetka na co wywróciłam oczami. - Wiesz kto to może być? Cokolwiek?
- Nie. - fuknęłam - Skąd mam niby to wiedzieć?
- Idziemy na policję. - zarządziła, a ja kategorycznie zaprotestowałam.
Nie ruszałam się z miejsca mimo, że Cassie kilka razy ponaglała mnie wzrokiem. To był beznadziejny pomysł, z resztą jak każdy, który został zaproponowany przez nią. Jestem obserwowana przez cały czas, jacyś psychopaci mnie szukają i prawdopodobnie chcą zabić, a ona chce iść z tym na policję. Na pewno tam dojedziemy - pomyślałam ironicznie. Ashton kilkakrotnie zabraniał mi iść na komisariat bo wiedział czym może to się skończyć i ja teraz również o tym wiem. Nie chcę ryzykować swojego życia, ani moich bliskich. 
- Słuchasz mnie czasami? - spytałam patrząc na dziewczynę pogardliwie - Jestem obserwowana, halo, jeśli zobaczą, że jadę na psy to prawdopodobnie będę martwa. 
- To co zamierzasz Caitlin? Będziesz tak po prostu siedzieć? - zapytała patrząc na mnie z rozżaleniem. 
Westchnęłam. Moje oczy przebiegły po kawiarence liczącej zaledwie pięciu klientów. Dwójka zakochanych obściskująca się w kącie, pewien biznesmen wgapiający się w ekran laptopa, starsza kobieta sącząca swoją cappucino i chłopak blisko mojego wieku piszący sms'a. Co chwilę zerkał na zegarek jakby czas go poganiał. Siedział przy samym barze, odwrócony tyłem, więc widziałam jedynie kawałek jego profilu. Nie wyglądał na kogoś nadzwyczajnego. Para siedząca za nami dawała o sobie znaki wysyłając ku sobie czułe słówka i ukazując każdemu swą miłość. Wywróciłam teatralnie oczami wracając do mojej rozmowy z przyjaciółką.
- Oczywiście, że nie - prychnęłam - Liczyłam, że pomożesz mi dowiedzieć się kim jest Ashton oraz grupa, która bardzo chce mnie dopaść. - powiedziałam kładąc dłonie na stolik. - Cassie, bądźmy szczere. Lubisz plotkować, znasz połowę Sydney, musisz cokolwiek wiedzieć, pomyśl - poprosiłam dość błagalnym głosem.
- Nie chcę przewidywać najgorszego - szepnęła - Ale krążą plotki, że Cień wrócił - oznajmiła.
- Kto to Cień? - zapytałam kompletnie zdezorientowana.
- Członek grupy gangsterskiej, jeszcze nikt go nie widział - Cassie zaczęła wyjaśniać - Morderca - stwierdziła - Nie jesteś w stanie policzyć na palcach liczby osób, które zginęły z jego rąk.
- A co on ma wspólnego z Ashtonem? 
- No właśnie... - mruknęła po czym dokończyła zdanie - To samo imię.
Moje plecy odsunęły się i powędrowały na oparcie. Usta otworzyły mi się z wrażenia, a oczy rozszerzyły. Przytknęłam dłoń do warg, aby ukryć ich drganie. Czy to było możliwe? Nie. Musiałam wybić sobie ten pomysł z głowy, zanim bym zwariowała. Moja podświadomość mówiła mi, że prędzej zwariowałam niż Ashton jest członkiem grupy gangsterskiej, ale z drugiej strony, czemu miałabym nie rozważać takiej możliwości? 
Zapatrzyłam się w okno i na chwilę wyłączyłam. Musiałam ułożyć to sobie w głowie. Po co przestępca miałby do mnie dzwonić, aby ze mną porozmawiać, a potem mnie przed czymś chronić? Chyba powinno być na odwrót. Ashton przychodzi do mnie i mnie zabija - proste. Jeśli byłby oczywiście mordercą łaknącym mojej głowy czy innej części ciała. Na samą myśl robi mi się niedobrze. 
- To niemożliwe Cassie, to nie miałoby sensu. - oburzyłam się i wstałam od stolika. - Gdyby chciał zabiłby mnie od razu. 
- Caitlin, popieprzyło cię? - zapytała, a ja popatrzyłam na nią z niedowierzaniem - Kompletnie ci wyprało mózg? Skąd możesz wiedzieć czego tak na prawdę od ciebie chce Ashton? Powiedział ci? No wątpię. 
- Dość. - pokręciłam głową bezradnie, a na moich policzkach pojawiły się wypieki.
Podeszłam do wieszaka z którego zsunęłam swój płaszcz. Wyszłam z kawiarenki z grymasem na twarzy i zdenerwowaniem, a Cassie podążyła za mną krzycząc. Zablokowałam swoje myśli oraz jej głos dochodzący do mojej głowy i kompletnie się wyłączyłam. Wiedziałam, że nie znajdę w niej takiego wsparcia, jakiego oczekiwałam. Musiałam zmierzyć się z tym wszystkim sama. 
Wsiadłam do samochodu i wsadziłam kluczyk do stacyjki następnie go przekręcając. Głośny ryk silnika dał mi znać, że auto jest gotowe do jazdy. Wcisnęłam pedał gazu i wyjechałam na główną ulicę kierując się prosto do domu. W międzyczasie mój telefon wciąż dzwonił. Ashton zostawił mi ponad piętnaście nieodebranych połączeń. Nie mogłam z nim rozmawiać, nie wiedziałam jak. W mojej głowie panował jeden wielki bałagan. Nie byłam pewna swoich myśli. Chciałam wierzyć, że nie jest on gangsterem próbującym mnie zabić, ale słowa Cassie były dość przekonujące. Łzy cisnęły się na moje oczy, jednak z całej siły powstrzymywałam je. Nie chciałam znowu okazać słabości, zażenowania. Byłam naiwna, ale nie spodziewałam się, że mogę popełnić tak wielki błąd. Co jeśli Ashton na prawdę jest Cieniem? Co jeśli zaufałam przestępcy? Nigdy sobie tego nie wybaczę.
Zatrzymałam się na parkingu tuż przy bloku. Moja komórka w dalszym ciągu wibrowała, a ja walczyłam z myślami. Wpatrywałam się w nią naiwnie licząc, że za chwilę znowu się ściemni, a kolejne połączenie nie nadejdzie. Przynajmniej nie od osoby z którą właśnie nie chciałam toczyć dyskusji. Wiedziałam jednak, że dopóki nie odbiorę Ashton będzie dzwonił, bo po prostu taki jest jego cel. Albo odbiorę, albo poniosę konsekwencję. Postanowiłam wybrać pierwszą opcję i dać upust swoim emocjom.
- Czy ty jesteś normalna? Dzwoniłem z dwadzieścia razy! - wydarł się Ashton do słuchawki.
- Czego chcesz? - zapytałam zmęczonym głosem.
- Coś się stało? 
- Powiedziałam o wszystkim mojej przyjaciółce. - oznajmiłam bez żadnych emocji. Miałam świadomość, że zdenerwuję go, ale nie dbałam o to. On robił to przez cały czas. Byłam pod presją, szantażował mnie, groził, bawił się mną. Chciałam za wszelką cenę się go pozbyć.
- Co zrobiłaś? - słyszałam jak ledwo wysyczał te słowa. 
- To co słyszałeś, nie dzwoń do mnie więcej, daj mi święty spokój kimkolwiek jesteś! - krzyknęłam szlochając, a następnie rozłączyłam się. 
Nie chciałam widzieć kolejnego przychodzącego połączenia. Przytrzymałam klawisz blokady na swoim telefonie, a po chwili ujrzałam czarny wyświetlacz. Odepchnęłam głowę, która trafiła na oparcie i zamknęłam oczy. Zastanawiałam się co powinnam teraz zrobić. Mężczyzna, który był u mnie dzień wcześniej na pewno wróci, a ja powinnam być na to przygotowana. Nie mogę również uciekać od rozmów z Ashton'em do końca życia, bo prędzej czy później i tak skończy się to dla mnie tragicznie.
Siedziałam przez chwilę z twarzą ukrytą w dłoniach ciężko dysząc. Nie miałam ani jednego pomysłu, który pomógłby mi wyjść z tej sytuacji. Bałam się również, że Cassie powie coś ciotce lub komukolwiek z mojego otoczenia i skończy się to o wiele gorzej niż przewiduję. Moja wizja i tak już była marna, nie chciałam jej pogarszać. 
Wysiadłam z auta i powędrowałam do mieszkania. Drzwi od mojego domu były otwarte, ale nie przejęłam się tym. Miałam pewność, że Calum słyszał domofon i czekał na moje wejście. 
Ogromnie się pomyliłam. Z moich ust wyszedł cichy jęk, który stłumiłam poprzez nałożenie na twarz dłoni. Mój wzrok podążał za każdą napotkaną rzeczą na podłodze. Przeszłam do salonu, gdzie szafka z książkami była przewrócona, a doniczka z kwiatkami stłuczona. Oglądałam bałagan mając łzy w oczach. Nie sądziłam, że sprawy mogą aż tak się skomplikować. Byłam w każdym pomieszczeniu począwszy od kuchni, a kończąc na moim pokoju. Wszędzie było to samo. Wyrzucone rzeczy z szafek, połamane krzesła, przewrócone meble...
Po pewnym czasie, gdy wróciłam do rzeczywistości zaczęłam sprawdzać jak wiele rzeczy zginęło, jednak nie doszukałam się strat. Laptop, telewizor, biżuteria były w mieszkaniu całe i zdrowe. Nie rozumiałam więc po co było włamanie. Ktoś chciał mnie wystraszyć? 
Otworzyłam laptopa siedząc na łóżku, aby zobaczyć czy jest sprawny. Gdy go znalazłam leżał na ziemii, dosyć porysowany, więc się przejęłam. Na szczęście wszystko było w porządku. Od razu załączyła mi się sieć, a wszystkie komunikatory zostały włączone. Na skypie pojawiła się nowa wiadomość.
Od: Ashton
Włącz ten pieprzony telefon.
Ja:
Odpowiesz za włamanie, jutro idę na policję.
Od: Ashton
Zrób to, a nigdy więcej nie zobaczysz Cassie.
Ja:
Kłamiesz.
Od: Ashton
A więc zadzwoń do niej ;)
Nie zastanawiałam się dłużej. Sięgnęłam dłonią po telefon leżący na komodzie. Czym prędzej włączyłam komórkę i wybrałam numer przyjaciółki. Rozłączyłam się gdy tylko usłyszałam męski, szorstki głos po drugiej stronie. 
Cassie miała rację. Ashton to przestępca, do tego zabójca, a teraz ją więzi. Moje serce natychmiast przyśpieszyło zupełnie jak oddech. Byłam zmieszana, a do tego przerażona. Przestałam myśleć logicznie i zastanawiać się nad każdym moim ruchem. Wiedziałam, że nic nie mogę zrobić jak jedynie wykonywać jego polecenia. Inaczej Cassie będzie martwa. Byłam w kropce.
Ja:
Zrób jej krzywdę, a pożałujesz. 
Odpisałam. W odpowiedzi dostałam tą samą informację co poprzednio. Jeśli nie pójdę na policję, Cassie nic nie będzie. Przygryzłam wargę próbując stłumić złość w moim ciele, aż poczułam krew na swoim języku. Musiałam na to przystać, jeśli nie chciałam, aby skrzywdził moją przyjaciółkę. 
Nie lubiłam przegrywać. Nie w taki sposób. Irytowało mnie to, że on zawsze był krok przede mną, nieważne co chciałabym zrobić i tak byłam na straconej pozycji. Można to nazwać typową grą w szachy. Ashton zawsze potrafił zrobić 'szach i mat' natomiast ja - nigdy nie miałam takiej okazji.  
Zamknęłam laptopa i wstałam z łóżka. Patrzyłam na swój pokój wyglądający jak po przejściu tornada. Zaciskałam pięści po czym rozluźniałam uścisk biorąc kilka wdechów. Nigdy nie czułam tak ogromnej nienawiści i złości. Ogrom negatywnych emocji kłębił się w moim małym ciele. Zaskakujące było, skąd jeszcze miałam siłę na życie. 
Spostrzegłam komodę stojącą na swoim miejscu. Nie była naruszona. Podeszłam do niej i opuszkami palców przejechałam po blacie. W pewnym momencie zacisnęłam swoje dłonie na meblu. Z krzykiem pociągnęłam za komodę przewracając ją podłogę.
- Nienawidzę Cię Ashton! - słowa jakby same wyszły z moich ust.
Padłam na kolana zalewając się łzami. Było mi siebie żal. Obwiniałam Ashton'a za moją porażkę, jednak to była głównie moja wina. Gdybym nie pozwoliła mu na szantaże wszystko wyglądałoby inaczej. Zdałam sobie sprawę z tego, jak słabą osobą jestem. 

***

W nocy nie zmrużyłam oka. Zamiast tego sprzątnęłam cały bałagan panujący w moim mieszkaniu. Stwierdziłam, że nie mogę zostawić domu w takim stanie. Czasu nie cofnę, ale mogę zmienić swoje życie. Ponownie wyłączyłam mój telefon nie chcąc kontaktować się z Ashtonem. Wyraził się jasno: Mam po prostu nie iść na komisariat, nie mówił nic o naszych rozmowach. Jeśli będzie miał potrzebę porozumienia się ze mną na pewno zrobi to w jakiś inny sposób. Ewentualnie spali mi dom. 
Zmęczenie nie dawało mi spokoju. Powieki powolnie opadały, kiedy dochodziła już dziesiąta. Układałam ostatnie worki ze śmieciami pod drzwiami i gdy zerknęłam na zegarek jeszcze bardziej się zmartwiłam. Za dwie godziny zaczynałam zmianę w barze ciotki. Nie miałam na to ochoty, jedyne czego pragnęłam to sen na który nie mogłam sobie w tej chwili pozwolić. 
Z wielkim grymasem na twarzy łączącym się ze złością rozpoczęłam poszukiwania czystych ubrań. Gdy już je znalazłam, przebrałam się i spakowałam do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Westchnęłam głęboko mając w myślach nadzieję, że nikt więcej nie włamie się do mojego mieszkania. Wysprzątałam każdy pokój, postawiłam szafki, a meble, które nienadawały się do użytku wyrzuciłam. Zniknęło parę krzeseł, komoda, a nawet kilka talerzy. Nie pozostało mi nic innego jak zaopatrzyć się w nowe i znowu odłożyć studia na późniejszy czas. 
Ostatni raz spojrzałam na salon do którego wpływało świeże powietrze z otwartego balkonu. Lśnił i pachniał czystością. Może są i plusy tego wszystkiego? W końcu zrobiłam duże porządki. 
Sięgnęłam po worki stojące przy drzwiach i przekroczyłam ich próg po czym zamknęłam mieszkanie. Zanim pokierowałam się na parking, skręciłam w uliczkę gdzie znajdowały się kontenery. Zatrzymałam się jednak, gdy usłyszałam ogromny huk. Moje nogi automatycznie zaczęły się cofać. Przylgnęłam ciałem do budynku nie chcąc się od niego odrywać. Udało mi się jedynie wychylić głowę, aby sprawdzić z dalszej odległości co dzieje się przy kontenerach.
Moje oczy spostrzegły znajomego mi wysokiego blondyna oraz mężczyznę, który kilka dni temu dobijał się do mojego mieszkania. Brunet patrząc na chłopaka pogardliwie trzymał jego koszulkę w dłoniach i unosił go do góry sycząc coś prosto w twarzy. Po chwili puścił go, cisnąc nim o ziemię. Blondyn uderzył o dwa metalowe śmietniki wydając z siebie cichy jęk. Jego twarz zalewała się krwią. Zatkałam usta dłońmi, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku i wciąż obserwowałam co mężczyzna chce zrobić.
Facet zbliżył się do obolałego blondyna i po raz kolejny zmierzył go wzrokiem.
- Przekaż swojemu Cieniowi, żeby się nie wpierdalał w nie swoje sprawy Hemmings. - warknął, a potem zadał mu ostatni cios poprzez kopnięcie w brzuch. Chwilę później już go nie było.
Bez namysłu pobiegłam między kontenery, aby pomóc chłopakowi. Gdy przy nim byłam, uklęknęłam i wyciągnęłam do niego dłonie, ale zatrzymałam je. Nie wiedziałam dokładnie co powinnam zrobić. Omijałam w szkole zajęcia z pierwszej pomocy, a w końcu nadszedł dzień w którym tego żałuję.
- Wszystko w porządku? - zapytałam, ale od razu ugryzłam się w język.
Chłopak posłał mi piorunujące spojrzenie. Tak, to zdecydowanie było najgłupsze pytanie jakie kiedykolwiek mogłam zadać. Oczywiście, że nie jest, przecież krwawi, idiotko. Gdybym była sama prawdopodobnie już uderzyłabym się w głowę, ale nie chciałam robić sobie większego wstydu przy potrzebującym pomocy chłopaku.
Ścisnęłam jego ramię, a następnie pociągnęłam w moim kierunku, aby przywrócić go do pozycji siedzącej. Blondyn ciężko oddychał, a do tego kaszlał co na prawdę mnie martwiło. 
- Pomogę ci wstać dobrze? - zapytałam, a ten jedynie skinął głową. 
Przełożyłam jego rękę na moje barki i objęłam wokół brzucha. Wspólnymi siłami udało nam się postawić go na nogi. Wyszliśmy z pomieszczenia na śmieci i poprowadziłam go do mieszkania. Był ledwo przytomny. Gdy tylko wpadliśmy do domu od razu pokierowałam blondyna na łóżko, gdzie się położył. W międzyczasie ja przeszukałam całą kuchnię, aby znaleźć apteczkę. Ledwo robiłam porządki, a już miałam problemy z odnalezieniem się. Po wyjęciu prostokątnego pudełeczka, otworzyłam je i wyszukałam wodę utlenioną oraz gazy.
Kiedy znalazłam się w pokoju, blondyn kurczowo ściskał się za brzuch i pojękiwał. Nalałam niewielką ilość wody na kawałek gazy, a następnie przyłożyłam do jego ust, które krwawiły. Chłopak gwałtownie złapał mnie za rękę i odsunął od siebie.
- Piecze. - syknął.
- Sorry.. - mruknęłam - Nie znam się na medycynie, ale jeśli piecze to znaczy, że robię to dobrze.
Blondyn zdjął swoją dłoń z twarzy pozwalając mi kontynuować czynność, która przebiegła dość sprawnie. Gdy oczyściłam jego ranę na wardze zaczęłam tamować krew wypływającą z nosa. Ta lała się strumieniami. 
- Kim był tamten człowiek? - zapytałam, jednak tak jak się spodziewałam - nie dostałam odpowiedzi - Jak masz na imię? - zadałam inne pytanie licząc, że może jednak będzie rozmowny.
- Luke - odparł.
- Czyli jednak umiesz mówić - zauważyłam - kim jest Cień? 
- Nie powinno Cię to obchodzić - powiedział.
- Dlaczego?
- Co za dużo informacji to nie zdrowo - parsknął, a ja przewróciłam oczami.
- Jeśli to Ashton, idę na policję. - oznajmiłam czym rozbawiłam blondyna.
- I co im powiesz? Nawet go nie widziałaś. 
- Znajdą go i zamkną.
- Nie złapali Cienia od kilku lat bo nie mają dowodów.
- A więc on nim jest? - spytałam wyraźnie zasmucona.
- Nawet jeśli, to co?
- To co? - oburzyłam się i wstałam odrzucając całą medycynę - przecież to morderca! - krzyknęłam nie rozumiejąc obojętności Luke'a.
- Nie znasz go, wiesz o nim tyle co media - warknął po czym wstał z miejsca - Miło było, ale na mnie już pora, dzięki - burknął i wyszedł utykając z mojego pokoju. 
Chciałam go zatrzymać, cokolwiek powiedzieć, ale gdy się odważyłam usłyszałam jedynie trzask drzwi. Zostałam sama. Mimo, że nie dowiedziałam się zbyt wielu rzeczy miałam pewność, że Ashton jest słynnym Cieniem, a ja jego kolejną ofiarą. Prawdopodobnie to jego widziałam, gdy wracałam z imprezy jak zabijał przechodnia. Na same wspomnienia robi mi się słabo.  
Zamknęłam oczy rzucając się na łóżko, aby chociaż na chwilę odejść od tego nędznego, pełnego przykrości świata. W mojej głowie kłębiło się tak wiele informacji, że zmęczyło mnie same ich trawienie. Pech sprawił, że zasnęłam.

***

Otworzyłam oczy, od razu wyszukując na ścianie zegarek. Dochodziła godzina dziewiętnasta. Przeklęłam się w myślach. Ciotka prawdopodobnie mnie zabije. Przeciągnęłam się na miękkiej pościeli i kilkakrotnie ziewnęłam wcale nie chcąc schodzić z łóżka. Miałam ochotę przespać cały ten dzień, który i tak już się kończył. 
Sięgnęłam po telefon na którym nie pojawiła się tapeta. Był wciąż wyłączony i bardzo chciałam, aby tak zostało, ale musiałam wytłumaczyć się ciotce. Przytrzymałam więc klawisz blokady, a na wyświetlaczu pojawiło się logo marki Apple. Podczas przygotowywania się telefonu do pracy postanowiłam wstać i poszukać kilku informacji na temat Cienia. Wpisałam więc hasło 'Cień' i kliknęłam 'Wyszukaj' czekając na wyniki. Gdy tylko się pojawiły nie wiedziałam gdzie dokładnie wejść, było ich tysiące. Mój telefon akurat rozbrzmiał, a na ekranie wyświetliło się zdjęcie ciotki.
- Dziecko! Ja się tak martwiłam! - usłyszałam krzyki w słuchawce.
Ciotka jak zwykle zaczęła swój monolog, a ja jedynie potakiwałam przeglądając strony.
Morderstwo w samym centrum Sydney! Dwójka biznesmenów została pobita na śmierć. Nie jest ustalone kto jest sprawcą, ale podejrzenia znowu krążą wokół Cienia.
Czy Ashton Irwin trafi w końcu za kratki? Wszystko wskazuje na to, że on i jego gang stoją za tajemniczymi zabójstwami. 
Dziewiętnastoletni Ashton Irwin mający pseudonim Cień podejrzany o kolejne morderstwo. Młoda dziewczyna - Amy Winston została znaleziona przy jeziorze, brak dowodów.
Brak dowodów na Cienia.
Ashton Irwin wciąż nie został odnaleziony.
Człowiek Cień!
Zero dowodów na Cienia.
Policja poszukuje dziewiętnastoletniego Ashton'a Irwin'a.
Ogromna strzelanina na obrzeżach Sydney, czyżby Cień?
Cień..
Cień...
Cień..
- Więc co takiego Cię zatrzymało Caitlin? - zapytała ciotka, a ja zaprzestałam czytania. 
- Emm... - wymamrotałam zastanawiając się - Fatalnie się dziś czułam, wymiotowałam.
- Wszystko w porządku?
- Tak, ciociu będę jutro, jestem zmęczona, dobranoc. - powiedziałam po czym od razu się rozłączyłam nie czekając na pożegnanie kobiety. Wsunęłam kubek z gorącą herbatą w swoje dłonie i wzięłam kilka łyków powracając do czytania.
Zjeżdżałam kursorem na dół, gdy nagle ekran stał się czarny, a w pokoju zrobiło się ciemno.
- Co do cholery... - szepnęłam pod nosem.
Siedziałam nieruchomo na krześle ze skrzyżowanymi nogami. Usłyszałam ciężkie kroki. Ich dźwięk nasilał się, a przez moje ciało nieustannie przechodziły ciarki. Moje ręce zaczęły drżeć. Nawet nie spostrzegłam, kiedy mój oddech przyśpieszył. Wpatrywałam się w jeden punkt, a przynajmniej tak mi się wydawało gdyż było ciemno. Kurczowo ściskałam kubek w dłoni próbując się opanować. 'To tylko twoja wyobraźnia' powtarzałam w swojej głowie.
Nagle tupot ucichł. Przez kilka sekund nie udało mi się zarejestrować ani jednego dźwięku. Gdy jednak drzwi od mojego pokoju zaskrzypiały wydałam z siebie cichy jęk i zamknęłam oczy licząc, że to mi pomoże przezwyciężyć strach. 
- Witaj skarbie. 
Słysząc znajomy mi głos moje powieki gwałtownie poderwały się w górę, a dłonie wypuściły kubek, który z hukiem obił się o podłogę. Jego zawartość rozlała się po panelach, a samo naczynie rozbiło się na kilka kawałeczków. 
- Ashton - wyszeptałam zaczynając drżeć.

_______________________________________________________
Okej więc to jest chyba najdłuższy do tej pory rozdział, albo mam zwidy lol. Dużo osób pyta mnie o to 'kiedy następny rozdział' < nie pytajcie. Jak widzicie - mówię jedno, robię drugie. Taka już jestem, strasznie zmienna. Ogólnie jestem chora, więc nudzi mi się w domu to tym bardziej dodaję.
Ok, życzę wam samych sukcesów w 2014, żeby spełniły się wszystkie wasze marzenia. Żebyście byli szczęśliwi, pozdawali egzaminy jeśli macie jak najlepiej. I w ogóle no.. xD Nie jestem najlepsza w życzeniach hahahaha! 
Ja wam dziękuję za to, że jesteście tutaj ze mną. Mam nadzieję, że w 2014 też będziecie i że będzie nas więcej i hope so. :) No i mam nadzieję, że będę miała trochę więcej weny hahaha.

Nie zapomnijcie o ankiecie i komentarzu :):)