czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 16

Tuż po upadku kubka, Ashton zaśmiał się. Mnie akurat ta sytuacja nie bawiła, wręcz przeciwnie, byłam naprawdę przerażona. Jeśli Cień znajduje się właśnie w tej chwili, w moim domu, to przyszedł tylko po jedno. 
Zabić mnie.
Przełknęłam głośno ślinę trzęsąc się. Nie widziałam nic poza ciemnością, musiałam ufać mojemu słuchowi. Chciałam coś powiedzieć, ale miałam tak wiele pytań przed moją śmiercią, że nie wiedziałam od którego zacząć. Kiedy Ashton milczał, prawdopodobnie opierając się o moją szafę zebrałam swoje myśli i zaczęłam naszą konwersację od podstawowego pytania.
- Zabijesz mnie?
Ashton wybuchł śmiechem. 
- Uważasz, że to po to przyszedłem? - spytał, a odgłosy kroków znowu stały się słyszalne. Łózko zaskrzypiało, co oznaczało, że Ashton zajął na nim miejsce - Boisz się mnie? - zadał pretensjonalnie kolejne pytanie.
Jego zachrypiały głos obił się o moje uszy niczym echo. Nie pozwalał mi na poczucie swobody, spokoju. Mój żołądek wręcz wariował, myślałam, że za moment zwymiotuję. Tkwiłam w strachu, ale w życiu bym mu tego nie przyznała. Jeśli miałabym umrzeć to tylko i wyłącznie z godnością.
- Nie - odparłam szybko i pewnie, a przynajmniej liczyłam, że tak właśnie to zabrzmiało.
Nie chciałam okazać moich słabości. Miałam nadzieję, że jeśli zauważy moją odwagę odejdzie, ale na razie się na to nie zanosiło. W ręku ściskałam swoją komórkę, aby w razie czego szybko wybrać numer alarmowy i wezwać pomoc. Byłam na to przygotowana.
Wiedziałam, że stąpam po cienkim lodzie. Mogłam się wszystkiego spodziewać, zwłaszcza, że mój prześladowca kilkakrotnie pokazał mi na co go stać. Byłam głupia, że pozwoliłam mu na kontrolowanie mnie. 
Nerwowo odgarniałam kosmyki z moich włosów zaciągając je za ucho. Cisza mnie irytowała. Czekanie na jego ruch powodowało większy stres w moim organizmie niż presja zdobycia jak najlepszej oceny na egzaminach szkolnych. Co chwila ocierałam dłońmi swoje ramiona, aby pozbyć się nieprzyjemnych dreszczy przechodzących przez moje ciało. Miałam wrażenie, że Ashton widzi moje zachowanie mimo, że w pokoju było całkowicie ciemno. 
- Czar prysł? - zapytał przerywając ciszę.
- Jaki czar? - odpowiedziałam pytając.
- Kogo się spodziewałaś? Myślałaś, że kim jestem?
- Mam w dłoni telefon, zadzwonię na policję jeśli stąd nie wyjdziesz w ciągu dwóch minut - zagroziłam mocniej przyciskając telefon do swojej klatki piersiowej, która unosiła się i opadała dość porywczo.
- Spróbuj, ale pamiętaj.. - szepnął, a łózko znowu zaskrzypiało. Chwilę później poczułam dłoń przejeżdżającą po moim barku opuszkami palców. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, a z ust uleciał cichutki jęk przepełniony strachem. - jeśli to zrobisz, sprawię, że będziesz bała się każdego niewinnego dźwięku - wybełkotał z nutką rozbawienia.
Tym właśnie dla niego byłam - zabawą. Zachowywał się jak kot, który w końcu dopadł upragnioną mysz. Miał świadomość, że się go boję, dlatego to perfidnie wykorzystywał. Właśnie o to mu chodziło. O przewagę.
- To dlatego tak cię nazywają? - spytałam drżącym głosem - Cieniem? Nikt cię nie może zobaczyć, ukrywasz się.
- Jak na blondynkę myślenie całkiem dobrze ci idzie - skwitował.
Dłoń Ashton'a sunęła po moim ramieniu, aż dodarła do pięści w której mieściła się komórka. Bez sprzeciwu pozwoliłam mu wyjąć telefon z mojej ręki oddając go tym samym w jego posiadanie. 
- Odpowiedz więc proszę na moje poprzednie pytanie - poprosił grzecznym tonem - Jak mnie sobie wyobrażałaś?
Milczałam. Zacisnęłam wargi nie chcąc wydać z siebie ani jednego dźwięku. Bałam się powiedzieć cokolwiek. Do moich oczu cisnęły się łzy. Sama nawet nie zastanawiałam się nad tym jak może wyglądać Ashton, ani kim może być. Z początku myślałam, że to jakiś dzieciak robiący sobie żarty, a z czasem przestało mi zależeć na tej informacji. Później natomiast nie miałam czasu do tego wrócić, działo się zbyt wiele rzeczy wartych uwagi. 
Wzdrygnęłam się, kiedy Ashton uderzył pięścią o moje biurko.
- Odpowiedz! - krzyknął wyraźnie poirytowany.
- Jako kpiącego ze mnie pieprzonego piętnastolatka! - odkrzyknęłam szlochając - Zadowolony?!
Moje dłonie wsunęły się w kosmyki włosów ściskając je. Zamknęłam oczy licząc, że to w jakikolwiek sposób pomoże mi zapanować nad emocjami. Kolana automatycznie podsunęły się pod samą głowę. Oparłam na nich brodę wciąż drżąc ze strachu. 
- To już koniec Caitlin - mruknął - Już więcej o mnie nie usłyszysz - wyszeptał prosto do mojego ucha, gdy uniosłam głowę.
Moje oczy niesamowicie piekły. Wypłynęła z nich ogromna ilość łez, nie miałam siły dłużej płakać. Zacisnęłam zęby starając się oddychać. Zamiast tego wydawałam z siebie syczenie, ale tylko tak potrafiłam powstrzymać się od krzyków. Chociażby na moment.
- Co takiego? - spytałam - Nie możesz - powiedziałam z oburzeniem - Chcesz mnie teraz po prostu zostawić po tym wszystkim ?!
- Po czym Caitlin? To ty stoisz za tym wszystkim - odparł jakby urażony moimi słowami - Pomyśl tylko. Nie pojawiłem się w twoim życiu bez powodu.
- Co z Cassie? - zmieniłam temat nie wiedząc o czym Ashton mówi. Będąc całkowicie szczerą nie chciałam wiedzieć do czego ten człowiek dąży. Byłam zdezorientowana.
- Jest bezpieczna dopóki dotrzymujesz umowy.
- Mówiłeś, że nic mi się nie stanie bo jestem nietykalna. - zadrwiłam wypowiadając ostatnie słowo.
- To prawda. Nic ci nie grozi. - odparł bez uczuciowo. 
- Nadal będziesz mnie obserwował? - spytałam drżącym głosem.
- Tak - odpowiedział, a ja fuknęłam. 
Zachowywał się tak, jakby cała nasza znajomość była normalna. 
- Czy kiedykolwiek cię zobaczę? Czy już zawsze będziesz moim cieniem?
Jego oddech połaskotał skrawek mojego ucha.
- Już mnie widziałaś - szepnął, a moje oczy się rozszerzyły.
Wciągnęłam zachłannie powietrze nie mogąc uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Co ona w ogóle miała oznaczać? Widziałam go? Przez moją głowę poczęły przelatywać miejsca, twarze, które moje oczy zarejestrowały w tym tygodniu. Widziałam wielu ludzi, w końcu pracuję w cholernym pubie! Widziałam też mężczyzn na mieście, pod moim blokiem, w klubie i innych różnych miejscach. Niemożliwe, że nie zauważyłam nikogo podejrzanego. To było bez sensu. Nie miałam nawet punktu zaczepienia. Zero charakterystycznych znaków, które mogłyby podpowiedzieć mi, że to właśnie był on.
Usłyszałam jak Ashton cofa się na sam koniec pokoju. Powoli zaczęłam odzyskiwać władzę nad moim ciałem.Prawdopodobnie stał już w progu drzwi, kiedy znowu odezwał się do mnie.
- Mam do ciebie jedną małą prośbę - powiedział, a ja przytaknęłam - Uważaj na siebie Caitlin.
Jego ciężkie kroki z sekundy na sekundę stawały się praktycznie nie słyszalne. Gdy nastąpiło zamknięcie drzwi wyjściowych od razu ruszyłam z miejsca prosto do najbliższego okna. Pragnienie ujrzenia Ashton'a, chociażby po raz pierwszy i ostatni było ogromne. Chciałam jedynie zobaczyć kto zrzucił na mnie tyle problemów, kto zaprząta mi myśli, kto właśnie wszedł i wyszedł z mojego mieszkania. 
Otworzyłam okno, a wiatr uderzył prosto w moją twarz. Kosmyk blond włosów opadł na moje czoło, ale prędko odgarnęłam go ręką chcąc widzieć idealnie przestrzeń. Moje oczy kręciły się jak szalone w poszukiwaniu postaci na podwórku. Wspięłam się na biurko po czym usiadłam na parapecie. Kilka łez spłynęło po moich policzkach opadając na moją koszulkę. Oddychałam nerwowo, szybko.
Zamknęłam okno, kiedy nie zauważyłam nikogo kręcącego się po osiedlu, jednak zostałam na parapecie i wciąż obserwowałam. Mogłam się tego spodziewać. Skoro Ashton wyłączył prąd bo nie chciał, abym go widziała, na pewno wyszedł tak samo jak prawdopodobnie wszedł - drzwiami ewakuacyjnymi. 
Lampa stojąca w rogu mojego pokoju rozbłysła oświetlając całe pomieszczenie. Laptop uruchomił się tak samo jak telewizor. Spojrzałam na rozbity kubek leżący na podłodze i westchnęłam. W głębi duszy wciąż miałam nadzieję, że to jedynie moja wyobraźnia działała, a Ashton'a wcale tu nie było. 
W mojej głowie pojawiały się nowe pytania. Czemu się ze mną pożegnał? Dlaczego wszystko zakończył? Czy to część jego planu? Coś go do tego zmusiło? Nie chciał tego robić, ale pojawiły się przeszkody? 
Próbowałam zrozumieć i poskładać wszystko w całość. Po co w ogóle wszedł do mojego życia? Pewna część mnie nie chciała się pogodzić z odejściem Ashton'a, jednak wiedziałam, że tak właśnie powinno być. Nie jest odpowiednią osobą dla mojego towarzystwa. Jedyną rzeczą, która mnie przy nim zatrzymywała to tajemniczość, ale nawet ona przestała mieć dla mnie głębsze znaczenie. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, gdyż mijało się to z celem. Miałam tylko nadzieję, że po jego wyjściu z mojego domu ten cały koszmar się skończy i nigdy więcej ja i Cień się nie spotkamy. No chyba, że nie dożyję do rana, aby rozpocząć nowy dzień.
Siedziałam na zimnym parapecie przykryta kocem. Moja głowa opierała się o okno. Powieki powolnie opadały zamykając się. Mózg jednak pracował wymyślając coraz to nowe pomysły. Nie spostrzegłam nawet, kiedy usnęłam ze zmęczenia...

***
Piątek. Cholerny piątek nareszcie nadszedł. To był ostatni dzień mojej pracy co mnie ogromnie cieszyło. Naprawdę nie miałam ochoty spędzać wieczoru w barze pełnym mężczyzn, którzy ledwo patrzą na oczy. Co drugi z nich był zalany co wcale mi się nie uśmiechało. Nie byłam jakąś pięknością, ale to nie stanowiło dla nich przeszkody, aby mnie podrywać. Niestety, mój humor ostatnio nie należał do najlepszych przez co nie byłam chętna do flirtowania, a nawet do bycia po prostu miłą.
W ciągu ostatnich trzech dni moje myśli krążyły wokół Ashton'a. Nie odzywał się. Zero wiadomości, znaków, czegokolwiek. Jego przyjaciele również zniknęli. Zastanawiałam się czy to już koniec. Nie żartował? Już nigdy się do mnie nie odezwie? Nigdy go nie zobaczę? W głębi duszy wciąż uważałam, że to niemożliwe. To nie w jego stylu. 
Siedząc blisko kasy przerzucałam kartki codziennej prasy dostarczanej do naszego pub'u. Zazwyczaj czytałam jedynie dowcipy, jednak odkąd pojawiły się tajemnicze morderstwa, kradzieże oraz pobicia nie mogłam oderwać wzroku od gazety. Przeglądałam każdy artykuł, śledząc uważnie tekst i starając się zapamiętać jak najwięcej. Kilka razy mój wzrok zauważył frazę 'Cień'. Bicie mojego serca było wtedy od razu silniejsze.
Mój rozum nigdy nie pozwalał mi wierzyć w to co wypisują media i gazety. Mimo, że czytałam wszystkie wiadomości nie byłam do końca przekonana co do ich wiarygodności. Ludzie lubią koloryzować, zmyślać, więc dlaczego nagle mieliby pisać prawdę? Poza tym na pewno nie dostają od policji całkowitych informacji. 
Zamknęłam gazetę, kiedy usłyszałam donośny śmiech jednego z mężczyzn siedzących przy stoliku. Wywróciłam oczami i schowałam prasę pod blat wiedząc, że już więcej dzisiaj nie przeczytam, a przynajmniej nie tutaj. Nie powinnam się złościć, to bar. Śmiechy, krzyki i wygłupy są tutaj normalnością. Muszę do tego przywyknąć lub znaleźć inną pracę, a z moim aktualnym wykształceniem druga opcja jest na tą chwilę niemożliwa.
Gdy drzwi pub'u otworzyły się, a w ich progu stanął George uśmiechnęłam się. Moja wyczekiwana zmiana. Jego długie, smukłe nogi kilkakrotnie uderzyły stopami o wycieraczkę oczyszczając w niewielkiej ilości spód butów. Dłonie trzymał w kieszeniach swojego płaszcza. Kierował się w moją stronę lekko zgarbiony co chwilę odgarniając kilka kosmyków brąz włosów opadających na jego czoło. Jego palce zgrabnie przeczesywały pasma grzywki odrzucając je do tyłu. Widocznie dzisiaj George wybrał swój tandetny nieład na głowie mający wyglądać na atrakcyjny. Jak zwykle mu nie wyszło. 
Chłopak przywitał się ze mną cmoknięciem w policzek po czym zrzucił z siebie płaszcz odkładając go na bok. Szybko założył uniform wskazując głową na zegarek. Tym gestem poinformował mnie o swoim spóźnieniu. Na szczęście ciotka była dzisiejszego dnia zbyt zajęta, aby dbać o naszą punktualność czy perfekcyjność. Biurokracja zatrzymała ją na kilka godzin. 
Gdy George zamienił się ze mną miejscami pobiegłam na zaplecze aby zabrać swoje rzeczy. Po wykonaniu tej czynności wróciłam na przód baru, gdzie podpisałam listę na której mieliśmy odnotowywać godziny przyjścia oraz wyjścia. 
Pomachałam mojemu zmiennikowi na pożegnanie i opuściłam budynek z wielką ulgą i uśmiechem na twarzy. Wolne po całym tygodniu pracy to najlepsza rzecz jaka mogła mi się w tej chwili przytrafić. Ten tydzień był dla mnie dość ciężki więc moje szczęście było nie do opisania. 
Kiedy doszłam na parking po drodze usłyszałam dwa krótkie kliknięcia. Moje auto odblokowało się gdy tylko wcisnęłam przycisk dołączony do moich kluczyków. Podniosłam głowę i gwałtownie zatrzymałam się widząc średniego wzrostu mężczyznę w kapturze opierającego się o mój samochód. Moje serce zaczęło bić szybciej, a plik kluczy prawie wypadł mi z ręki. 
Chłopak zaczął iść w moją stronę, a ja powolnie wycofywałam się robiąc coraz to większe kroki. Gdy jednak zdjął kaptur zatrzymałam się, a z moich ust wyleciało głębokie westchnięcie przepełnione ulgą.
- Cholera Dan! - krzyknęłam tupiąc nogą - Wystraszyłeś mnie na śmierć - zaśmiałam się podbiegając do przyjaciela i go obejmując.
- Wybacz, nie miałem takiego zamiaru - brunet ukazał szereg śnieżnobiałych zębów. 
Jego ciemne jak czekolada oczy przejeżdżały po mojej twarzy analizując każdą jej część. Chłopak chciał już coś powiedzieć, gdyż otworzył usta, jednak zamknął je po chwili znowu mi się przyglądając. Przygryzłam nerwowo wargę. Dan jeszcze przez moment dziwnie na mnie patrzył po czym wypuścił ze swoich płuc śmiech, który łączył się z westchnięciem. Podniosłam brwi czekając na jakieś wyjaśnienia. Patrząc na niego miałam wrażenie, że zbiera myśli, albo słowa. Pokręcił nerwowo głową wciąż unosząc kąciki swych ust. Unikał przez chwilę mojego wzroku. Na szczęście jego 'normalność' powróciła i w końcu udało mu się skleić zdanie spoglądając przy tym nieśmiało w moje oczy.
- Chciałem z tobą porozmawiać - oznajmił na co przytaknęłam.
- Spoko, mów - powiedziałam wzruszając ramionami.
Podeszłam do swojego wozu i wspięłam się na jego tył. Usiadłam na bagażniku opierając swoje nogi na rejestracji auta, aby nie zwisały tym samym ściągając mnie na dół. To nie pierwsza nasza rozmowa więc nie widziałam powodu do stresu w porównaniu do chłopaka.
- Więc? - ponagliłam swojego przyjaciela.
- To nie jest takie proste - odparł śmiejąc się dość nerwowo.
Zmarszczyłam brwi. Brunet nieśmiało wysunął rękę zza swoich pleców. Dość długo ją tam trzymał co wyglądało komicznie, ponieważ stał jak na baczność. W jego dłoni znajdował się nieduży bukiet stokrotek. Otworzyłam usta z wrażenia co chwilę spoglądając to na kwiatki,  to na Dan'a próbując odczytać jego intencje. 
- Emmm... bo wiesz... skoro się tak długo...długo znamy... - Dan jąkał się, a moje oczy stawały się coraz szersze  - i nasza przyjaźń zmierza w dobrym kierunku... - kontynuował - bo ja ciebie bardzo lubię Caitlin... 
- Ja też cię lubię Dan - wtrąciłam się próbując zapobiec ukończeniu tego zdania.


- Tak, wiem... znaczy... tak mi się wydaje - po raz kolejny z jego ust wyleciał nerwowy śmiech - dlatego chciałbym spytać, czy zostałabyś może moją dziewczyną? - chłopak wystawił swoją rękę trzymając w niej bukiet. Siedziałam na aucie kompletnie nie wiedząc co powinnam w tej chwili zrobić. Czy byłam spięta? To mało powiedziane.

_____________________________________________________
Jeśli przeczytałeś/aś > Skomentuj.
Jeśli czytasz i odwiedzasz często bloga > Zaobserwuj.