środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 18

Nie mogłam być zaskoczona. Sam Ashton powiedział mi, że obserwacja mojej osoby na razie nie dobiegnie końca. Myślałam jednak, że nie będzie ona aż tak intensywna. Liczyłam, że cofniemy się do początków znajomości, gdzie on i jego znajomi byli anonimowi i nie zamierzali się ze mną kontaktować, ani mi się pokazywać. Widocznie będę musiała ich znosić.
- Oh, kolega od samochodu - klasnęłam w dłonie mówiąc przy tym dość entuzjastycznie - Faaaaakt - przeciągnęłam - Był już Calum, blondasek... - wyliczałam na palcach - pojawił się również Ashton i czas na ciebie! - wskazałam palcem na chłopaka przypominającego rock'owca. 
- Jeśli chciałaś być śmieszna... - mruknął zdejmując kaptur i tym samym ukazując swoje czarne włosy z kilkoma zielonymi kosmykami - To ci nie wyszło - dokończył kręcąc głową, jakby znudzony. 
Prychnęłam, a następnie pokręciłam teatralnie oczami. Przeszłam obok niego, uderzając barkiem o jego ramię i pociągnęłam za drzwi. Weszłam do bloku, a chłopak był tuż za mną. Stanęłam przy wejściu do mojego mieszkania i oparłam się o ścianę w oczekiwaniu aż kolega Ashton'a otworzy moje drzwi. Dziwnie to brzmi, ponieważ to mój dom, a nieznajomy mi człowiek będzie właśnie grzebał swoimi własnymi kluczami w moim zamku. Ja tak po prostu ulegnę i pozwolę na to bez żadnych sporów i kłótni. Cóż, widocznie taki mój los i nie mam niego większego wpływu.
- Możesz mi się chociaż przedstawić? Wolałabym wiedzieć kto wchodzi do mojego domu. - warknęłam stojąc obok ciemnowłosego, który otwierał drzwi.
- Michael. - odparł.
- A ten blondyn to był...? - spytałam oczekując dokończenia mojego zdania.
- Luke. 
- Oh, fakt, mówił mi, musiałam zapomnieć. - powiedziałam wzdychając.
Michael wyciągnął klucz z drzwi, a jego dłoń przeniosła się na klamkę. Pociągnął ją w dół, po czym otworzył drzwi do mieszkania, jednak po chwili je zamknął. Odwrócił twarz w moją stronę i zmarszczył czoło. Jego usta ułożyły się w tak zwany 'dziubek' i poruszały się na prawo, a potem na lewo. Zachowywał się jakby coś analizował, a gdy skończył - przemówił:
- Ash mówił mi, że jesteś blondynką - rzucił, a moje brwi uniosły się z wrażenia - Słyszałem też stereotypy - dodał - Ale nie spodziewałem się, że są prawdziwe. Twoje zachowanie mówi mi, że są. 
Stałam jak wryta, kiedy Michael po prostu wszedł sobie do mojego domu. Zastanawiałam się, czy wszyscy przyjaciele Ashton'a są takimi samymi gburami, bo jak na razie nie spotkałam się z nikim przyjaźnie do mnie nastawionym. Co za brak taktu i bezczelność! Jak w ogóle mógł tak powiedzieć? To, że mam jasny kolor włosów nie znaczy, że jestem mniej rozwinięta intelektualnie. Zastanowiłabym się nad tym co do Cassie, ale ja na pewno nie jestem głupia.
Zamknęłam za sobą drzwi, po czym zdjęłam z nóg ciężkie, sznurowane kozaki na obcasie. Złapałam dłonią za kostkę i kilkakrotnie nią pokręciłam. Odczuwałam ból po całym dniu chodzenia i obsługiwania klientów. Przyjęłam obronną postawę, kiedy spostrzegłam chłopaka. Michael stał przy oknie przyglądając się osiedlu. Nie zwracając na mnie większej uwagi postanowiłam również nie przywiązywać do niego wagi i pognałam do mojej sypialni. Uklękłam przy łóżku i wsunęłam pod nie rękę wyciągając dużą torbę. Rozsunęłam ją i rozłożyłam tak, aby wygodnie wkładało mi się do niej najpotrzebniejsze rzeczy na weekend. Wstałam i pokierowałam się do szafy, którą po chwili otworzyłam. Większość ubrań była porozrzucana na półkach. Nie należałam do pedantów chcących utrzymać jak największy porządek. Owszem, nie znoszę brudu, nieładu i burdelu, ale tylko jeśli chodzi o przestrzeń widoczną dla gości. 
Wyrzuciłam z szafki kilka bluzek i dwie pary spodni, a następnie ułożyłam je w torbie. Rozpoczęłam poszukiwania bluz, abym nie zmarzła. W telewizji nie słyszałam o pogorszeniu się pogody, ale wolę być ubezpieczona. W Australii nigdy nic nie wiadomo.
W progu pojawił się Michael dokładnie mnie lustrując. Chodziłam od szafki do torby i od torby do szafki głowiąc się co jeszcze powinnam spakować. Chłopak oparł się o framugę i skrzyżował ręcę wciąż mi się przyglądając. W końcu spuścił ze mnie wzrok, aby rozejrzeć się po moim pokoju. Miałam wrażenie, że jeszcze go nie widział. Nie wierzyłam w to, bo przecież miał klucz do mieszkania, więc musiał je zwiedzić. Niemożliwe, żeby ominął jego najważniejszą część czyli sypialnię. Jego oczy zatrzymały się na zdjęciu wiszącym nad moim łóżku. Kolorowa fotografia oprawiona ramką, na której widniałam ja i moi rodzice. Kiedyś to zdjęcie znajdowało się w naszym domu w Perth, bo tam początkowo mieszkaliśmy. Zabraliśmy je ze sobą, gdy tata zdecydował o wyprowadzce, a już później - po ich śmierci, ciotka wręczyła mi je jako pozostałość po rodzicach. To dość sentymentalna dla mnie rzecz. Na tej fotografii miałam około dziesięciu lat. Na każdej twarzy widniał jeden wielki uśmiech. Mama miała ten błysk w oku, a ojciec pierwszy raz pozował do jakiegokolwiek zdjęcia ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Miał na sobie kratkowany, czarno-biały sweter, który podarowałam mu na gwiazdkę, a mama zaś piękną, czerwoną sukienkę będącą moją ulubioną. 
- Wybierasz się gdzieś? - zapytał, kiedy krzątałam się po pokoju blisko niego. Prawdopodobnie naruszyłam jego sferę prywatną. 
- Jadę do Melbourne na weekend. Któryś z was zamierza mi w tym przeszkodzić, towarzyszyć czy dać mi spokój? 
- Chyba wybierzemy trzecią opcję. - odparł - Dobrze, że wyjeżdżasz. - dodał, a ja zatrzymałam się.
Złapałam się za biodra i wzięłam głęboki wdech. Mój wzrok badający podłogę przeniósł się na twarz Michael'a. Dopiero teraz zauważyłam jak bladą ma cerę. Mimo kontrastu pomiędzy kolorem skóry, a włosów naprawdę dobrze wyglądał. Mogłam spokojnie powiedzieć, że był atrakcyjni. Z resztą - jak każdy z poznanych mi kolegów Ashton'a. Coraz bardziej przestawałam wierzyć, że jest jakimś nudnym kujonem bez życia towarzyskiego. Powiedziałabym, że jest może w jakimś zespole rock'owym, ale jedynie, kiedy widziałam Michael'a. To on na takiego wyglądał. Luke i Calum przypominali bardziej zwykłych nastolatków lubiących pograć od czasu do czasu w piłkę nożną. Michael w żadnym wypadku nie był do nich podobny. Jego budowa ciała była dość przeciętna. Od razu mogłam stwierdzić, że nie jest fanem sportu, a przynajmniej nie widać tego po nim. Może lubił oglądać? Na pewno nie ćwiczyć. Gdyby to robił, zauważyłabym jakieś mięśnie. Do tej pory nic takiego nie rzuciło się w moje oczy.
- Dlaczego uważasz, że to dobry pomysł? - spytałam.
- Powinnaś odpocząć od tego całego... chaosu. - stwierdził, a ja pokiwałam głową.
Bardzo dobrze to określił. Chaos. Tak właśnie wyglądało moje życie w tej chwili. Kiedy kończył się jeden problem - zaczynał się drugi, a gdy kończył się drugi wracał pierwszy. Potrzebuję odskoczni, pewnego odpoczynku, który może zapewnić mi inne miasto. W końcu tam nikt mnie nie zna i nie będzie zatruwał mi życia. Jedynie po powrocie wrócę do całego zamieszania, którym jest moje życie w Sydney. Kilkakrotnie zastanawiałam się, co może się wtedy stać. Ułożyłam już nawet czarny scenariusz - gdy wrócę, mojego domu może nie być. 
- Nie będę ci już przeszkadzał. - powiedział, a ja zmarszczyłam brwi zdziwiona. Zazwyczaj koledzy Ashton'a wolą sobie posiedzieć w moim mieszkaniu, pośledzić mnie czy zatruwać mi życie, a Michael chce po prostu sobie iść? 
Chłopak odwrócił się na pięcie, a po chwili zniknął za ścianą pokoju. 
- Czekaj! - krzyknęłam i wybiegłam na korytarz. Dłoń czarnowłosego spoczywała już na klamce i była gotowa ją pociągnąć. Mruknął pytająco i spojrzał w moją stronę swoimi zielonymi oczami. - Wychodzisz, już? Nie..nie zostajesz? - zająkałam się - Myślałam, że będziesz tu siedział dopóki nie będę miała cię dość...
- Miałem tylko sprawdzić czy wszystko w porządku. - odpowiedział - Wiem, że dla ciebie to wszystko skomplikowane Caitlin, ale żaden z nas nie jest twoim wrogiem, pamiętaj to.
Wciąż patrzyłam na chłopaka niepewnie. Jego kąciki ust uniosły się lekko posyłając mi uśmiech, który wyglądał na szczery. Odwzajemniłam go nieśmiało. Splotłam swoje dłonie ściskając je poprzez niezręczność panującą wokół nas. Mimo początku dzisiejszego spotkania, Michael wydawał się być w porządku. To on zabronił Calum'owi krzywdzić mnie w parku i zawiózł mnie do domu gdy wpadłam na jego samochód. Bardzo chciałam uwierzyć w jego słowa, ale fakt, że Ashton nie zrobił nic, co mogłoby utwierdzić mnie w przekonaniu, że jest moim przyjacielem - nie potrafiłam. 
Michael pociągnął za drzwi, które się otworzyły. 
- Oh i Caitlin. - zwrócił się jeszcze raz do mnie. - Bądź ostrożna.
Skinęłam głową, a następnie pomachałam chłopakowi, którego po chwili nie było widać. Usłyszałam tylko jak zamyka drzwi na klucz. Faktycznie dbał o moje bezpieczeństwo. 
Stałam jeszcze chwilę na korytarzu próbując zrozumieć intencję każdego z czterech chłopaków. Dlaczego mieliby mnie chronić? Dlaczego mieliby mnie krzywdzić? Zapomniałam zadać podstawowego pytania. Czemu w ogóle pojawili się w moim życiu? 

***
Podeszłam do wiszącej nade mną tablicy. Kilka cyfer widniało na niebieskim tle co chwilę się zmieniając. Zerknęłam na prostokątną kartkę, która znajdowała się w mojej dłoni i wyszukałam na niej informacji o odjeździe. Jeszcze raz spojrzałam na interaktywną tablicę, aby sprawdzić czy wszystko się zgadza. O godzinie 7.00 pociąg miał wyjechać ze stacji w kierunku Kensington. Spojrzałam na mój zegarek wskazujący 6.40 Zostało mi dwadzieścia minut do odjazdu. Postanowiłam zakupić na drogę jakąś przekąskę. Będę w podróży blisko jedenaście godzin, sądzę, że to co sama sobie zrobiłam mi nie wystarczy. 
Ustawiłam się w kolejce w subwayu. Nie przepadałam specjalnie za tą restauracją, ale żadnej innej nie było w pobliżu. Zamówiłam klasyczną kanapkę z szynką oraz warzywami, a po pięciu minutach już miałam ją w rękach. Byłam naprawdę głodna. Rano nic nie tknęłam, ponieważ zaspałam i musiałam załatwiać wszystko w biegu. Nie wiem jakim cudem pojawiłam się wcześniej na stacji, ale widocznie posiadam pewnie niespotykane moce, które pomogły mi być przed czasem. 
Zajęłam miejsce na jednej z wolnych ławek. Pociąg właśnie podjechał na stację wpuszczając pasażerów. Nie śpieszyłam się wiedząc, że mam jeszcze czas. Wolałam zaczekać i pozwolić innym zająć miejsca. O tej godzinie jeździło mało osób więc na pewno znajdę gdzieś wolne siedzenie. 
- Caitlin! - usłyszałam piskliwy głos za swoimi plecami. Gdy się odwróciłam, moje oczy ujrzały idącą w moją stronę Cassie. Brunetka miała ze sobą plecak, który zazwyczaj zabierała na uczelnię. Zgaduję, że właśnie tam będzie zmierzać po naszym spotkaniu.
- Co tu robisz? - spytałam, a na mojej twarzy pojawił się wyraźny grymas. 
Nie zamierzałam ukrywać niezadowolenia spowodowanym obecnością Cassie. Zrobiła coś, czego w życiu się po niej nie spodziewałam. Jej osoba działała na mnie w tej chwili irytująco i nie miałam nawet ochoty na pogaduszki z nią.  Z drugiej strony prędzej czy później musiałabym z nią o tym porozmawiać. Nie spodziewałam się natomiast, że będę musiała przerabiać ten temat dzisiaj i psuć sobie nastrój, ale jak widać los zdecydował za mnie.
- Eleanor powiedziała mi, że tu cię znajdę. - rzekła brunetka siadając obok mnie - Dlaczego nie zawiadomiłaś mnie, że wyjeżdżasz? - spytała, a w moim ciele zaczęło się gotować.
Czułam jak moje policzki zaczynają mnie piec, a kanapka, którą przed chwilą zaczęłam jeść wiruje w moim żołądku. Żyły na dłoniach w ciągu sekundy stały się wyraźniejsze, a puls przyśpieszył. Wiedziałam, że Cassie wcale nie żartuje, tylko prawdopodobnie pozostałości szarych komórek podpowiadają jej, iż nie zrobiła nic złego. 
- Pomyślmy, może dlatego, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego? Rozwaliłaś moją przyjaźń z Dan'em! - krzyknęłam wstając z miejsca, a ludzie na peronie odwrócili się w naszym kierunku. Zmierzyłam każdego z nich wzrokiem i czekałam, aż zajmą się swoimi sprawami.
- Myślałam, że zgodzisz się na związek z nim, w końcu to nie jest zły pomysł - powiedziała brunetka przewracając oczami, co wywołało we mnie jeszcze większą złość.
- Nie jest zły pomysł? Czy ty w ogóle myślisz Cassie? - zapytałam retorycznie - Nie kocham Dan'a! Nie w ten sposób, a ty dobrze o tym wiedziałaś! Dlaczego w ogóle to zrobiłaś?
- Chciałam ci jakoś umilić życie... - westchnęła cicho - Ciągle masz jakieś problemy, do tego jeszcze ten psychopata... może gdybyś miała faceta odczepiłby się.
- Nie nazywaj Ashton'a psychopatą. - fuknęłam sama dziwiąc się swoim słowom. Broniłam Ashton'a, haha! Po tym wszystkim co mi zrobił, ja nie pozwalałam go obrazić.
- Ashton'a? Przecież to Cień! - oburzyła się Cass. 
- Nie masz dowodów! - odkrzyknęłam.
- Jesteś nienormalna Caitlin! 
- Może i jestem. - odparłam ze spokojem - Ale przynajmniej nie jestem zadufaną w sobie hipokrytką nie dbającą o uczucia innych. Czy zanim namówiłaś Dan'a do tego, aby poprosił mnie o chodzenie pomyślałaś o nim? Co z nim będzie jeśli mu odmówię? A dobrze wiedziałaś, że to właśnie zrobię. Oceniasz wszystkich wokół zapominając o sobie. Może chociaż raz pomyśl o innych Cassie, bo za rzadko to robisz. - warknęłam.
Wstałam z ławki po czym zebrałam swoje rzeczy i pokierowałam się na peron. Brunetka jeszcze chwilę stała nieruchomo prawdopodobnie analizując co właśnie jej powiedziałam. To była chyba nasza pierwsza, poważna kłótnia. Nie żałowałam żadnego słowa, które wyszło z moich ust. Cassie powinna poznać prawdę i dostrzec to, co tak naprawdę ludzie w niej widzą. Myli się, jeśli uważa, że jej znajomym chodzi o charakter. Nawet przez myśl nie przeszło mi, że zrobiła to dla mojego dobra, ponieważ dobrze wiedziała jakie mam na ten temat zdanie. Dan nigdy nie będzie dla mnie osobą, z którą mogłabym iść przez życie. Cassie powinna to zrozumieć i zaakceptować. Jeśli jest to dla niej za trudne - nie mój problem. 
Wiem, że to moja przyjaciółka. Znam ją dłuższy czas, ale nie mogę zaprzątać sobie tym głowy. Są ważniejsze sprawy, które wymagają mojej koncentracji. Jedyne czego chciałam to wygarnąć Cassie co tak naprawdę leży na moim sercu. Kiedy mam już to za sobą czuję się o wiele lepiej. Nie mam spraw, które nie zostały załatwione na tą chwilę w Sydney. Mogę swobodnie jechać do Melbourne bez potrzeby zamartwiania się.
Idąc wzdłuż stojącego pociągu poszukiwałam wolnych miejsc. Większość była pozajmowana, praktycznie w każdym przedziale. Byłam naprawdę zdziwiona, ponieważ nie widziałam dużej ilości osób na peronie, a nagle w każdym wagonie znajdowały się tłumy. Moje policzki powoli wracały do naturalnego koloru i przestawały mnie piec. Najwyraźniej udało mi się ochłonąć. Zatrzymałam się przy piątym wagonie, gdzie zauważyłam trzy wolne miejsca. Szybko weszłam do pociągu od razu skręcając w wyznaczony przez siebie przedział. Usiadłam na fotelu biorąc kilka wdechów. W końcu jestem w środku, gotowa do mojej drogi.
Naprzeciwko mnie siedział mężczyzna w podeszłym wieku. Jego siwe włosy i broda wskazywały na to, że mógł mieć około sześćdziesięciu lat. Okulary znajdujące się na jego nosie co chwilę szły do góry, a następnie osuwały się w dół, gdy tylko spoglądał na swoją gazetę. Jego wyraz twarzy był spokojny, ciepły. Wyglądał na sympatycznego człowieka. Pod swoimi nogami trzymał sporą walizkę. Prawdopodobnie jechał do kogoś w odwiedziny, lub wracał do siebie. Odrywając się od prasy spojrzał na mnie posyłając mi powitalny uśmiech, który ujawnił na jego twarzy setki zmarszczek. Rozejrzał się dookoła jakby szukając kogoś, jednak szybko powrócił do czytania. Jego brwi podnosiły się za każdym razem, gdy czytał nagłówek artykułu. Nie wiem co było w nim zadziwiającego, ponieważ widziałam go jedynie do góry nogami, więc ciężko mi było rozszyfrować hasła. Nie chcąc wyjść na wścibską, wyjęłam książkę autorstwa Steven'a King'a pod tytułem ''Carrie'' i rozpoczęłam lekturę czekając, aż pociąg ruszy.
- Dobra książka - rzucił staruszek zachrypiałym głosem. 
Gdy podniosłam głowę obdarowując go spojrzeniem, mężczyzna uśmiechnął się po raz kolejny. Ogarnął mnie spokój. Sympatia bijąca od tego człowieka była niezwykle przyjemna i wiedziałam, że mogę czuć się dobrze podczas tej podróży, mile spędzając czas.
- Czytał pan King'a? - spytałam nieśmiało nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
- Carrie, Miasteczko Salem, Bastion.. - wymieniał siwowłosy, a ja patrzyłam na niego z podziwem - Joyland, Talizman, Worek Kości... i kilka innych.
- Wow - wydusiłam z siebie - Jego twórczość jest dość ciężka, dość sporą ilość pan przeczytał.
- Słoneczko, nie mam piętnastu lat - zaśmiał się staruszek - Miałem na to sporo czasu. Polecam ci przeczytanie Stukostrachów, to dość interesująca i trzymająca w napięciu książka. - powiedział składając gazetę. 
W tym samym czasie rozbrzmiał głośny gwizd, a drzwi wagonów zostały zamknięte. Moja twarz obróciła się w stronę okna. Patrzyłam jak powoli ruszamy ze stacji. Każdy z pasażerów odczuł lekkie szarpnięcie i uszłyszał warkot silnika, oraz łomot kół. Moje serce zabiło szybciej, kiedy wyjechaliśmy ze stacji znacznie przyśpieszając. Od dziecka bałam się jazdy pociągiem. Czułam jak rzuca mną na boki, słyszałam liczne uderzenia i przedziwne dźwięki podpowiadające mi, że dzieje się coś złego, mimo, że nic się nie działo. Kiedy podróżowałam do Brisbane, gdzie mieszka moja babcia, błagałam mamę, abyśmy lecieli samolotem lub jechali samochodem. Niestety zawsze kończyło się to pociągiem i moim płaczem. Były to dla mnie istne katorgi i jak widać - zostało mi to do dziś.
- Woli pan horrory? - zadałam kolejne pytanie, aby oderwać się od swoich myśli i wyobrażeń. Zaczęłam tworzyć w mojej głowie sytuacje, które mogłyby się zdarzeć podczas tej jazdy i naprawdę nie były one przyjemne ani bezpieczne. Wolałam o tym zapomnieć i od tego jak najszybciej odbiec.
- Owszem, zwłaszcza King'a. Ten człowiek miał świetną fantazję. - odparł, a ja przytaknęłam.
Nagle telefon rozpoczął wibracje w mojej kieszeni, a ja się wzdrygnęłam. Każdy dźwięk, gest czy ruch wzbudzał we mnie strach. Wysunęłam komórkę z kieszeni, a na jej wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie George'a. Kompletnie nie spodziewałam się połączenia od niego. W końcu jest teraz w pracy, a kiedy tam jest bardzo rzadko korzysta z telefonu, a zwłaszcza żeby pogadać. Pomyślałam więc, że może również wziął wolne i znalazł sobie zastępstwo na dzień dzisiejszy. Dziwiło mnie tylko, że dzwoni tak rano.
- Już się stęskniłeś? - spytałam śmiejąc się do słuchawki.
- Caitlin wysiądź z pociągu dopóki możesz. - oznajmił George nerwowym głosem, a ja zmarszczyłam czoło wciąż patrząc w okno.
- Jestem w drodzę do Melbourne, co się stało? Zapomniałeś iść do pracy? - pytałam będąc w dość dobrym nastroju.
- Cait, musisz wysiąść na następnej stacji, jesteś w niebezpieczeństwie. - zawiadomił, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
- Wow, George - powiedziałam - Zabalowałeś wczoraj, albo dziś z samego rana i wciąż cię trzyma, co piłeś? A może jakieś narkotyki? - dopytywałam.
- Caitlin, oni tam są.
- Kto?
- Jeśli zobaczysz kogokolwiek znajomego uciekaj i wysiadaj na najbliższej stacji, jestem w drodze. - krzyknął George, a następnie się rozłączył. 
Moje kąciki ust uniosły się. Pokręciłam głową i powróciłam do czytania książki. George często imprezuje i wydzwania do mnie mówiąc bardzo dziwne rzeczy. To w jego stylu. Kiedyś zażartował sobie, że w moim domu jest tarantula. Mam arachnofobię, więc byłam niezmiernie przerażona. Gdy dowiedziałam się, że to żart miałam ochotę go zabić.
Kątem oka spostrzegłam, jak ktoś zajął miejsce tuż obok mnie. Nie zwróciłam na to większej uwagi i skupiłam się na czytaniu książki. Niestety nie na długo.
- Jaki zbieg okoliczności... - szorstki głos obił się o moje uszy; odwróciłam głowę w jego kierunku i zamarłam - Tęskniłaś Caitlin?