piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 19

Bicie mojego serca znacznie przyśpieszyło. Uderzenia były silniejsze, o wiele bardziej odczuwalne. Kąciki moich ust zadrżały, a oczy szeroko otwarte wpatrywały się w chłopaka z którym spotkałam się już wcześniej. Miał tą samą czarną, skórzaną kurtkę, a na jego twarzy malował się ten sam chytry uśmiech co w klubie. Wyglądał na dumnego z siebie, prawdopodobnie dlatego, że znów miał mnie w garści. Zaklęłam w myślach. Wyjazd był zdecydowanie złym pomysłem znając moją obecną sytuację. Powinnam siedzieć w cholernym mieście, zadzwonić na policję i jakoś to wszystko załatwić, a tymczasem potraktowałam tą sprawę jako błahostkę nie myśląc o konsekwencjach.
Odwróciłam głowę w stronę okna, kątem oka uciekając na twarz starszego mężczyzny naprzeciwko. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy już otworzyłam usta, aby cokolwiek z siebie wydusić. Chciałam krzyczeć, wołać o pomoc, ale nie mogłam. Nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu, nawet pisku. Łzy powolnie napływały do moich oczu, które wręcz błagały o wsparcie. Próbowałam myśleć, znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie, jednak nic nie przychodziło mi do głowy.
- Caitlin... - usłyszałam jego chrapliwy głos przyprawiający moje ciało o dreszcze - Bez żadnych gierek... - kontynuował, gdy jego ręka przesuwała się za moimi plecami - Chyba, że chcesz mieć nieprzyjemności - mruknął.
Dłoń bruneta zatrzymała się na moim biodrze. Moja twarz gwałtownie zwróciła się ku chłopakowi, który uśmiechnął się chytrze. Przełknęłam głośno ślinę co chwilę zerkając na twarz oprawcy. Jego oczy zwężyły się i pociemniały, a morderczy wyraz twarzy wciąż mnie prześladował. Czułam, jak trzęsą mi się nogi. Mój wzrok wciąż błagalnie zawracał do staruszka, który co jakiś czas zerkał na mnie. Mimo mojego przerażenia, mężczyzna nie odrywał się od gazety. Jego pięści silnie ściskały końcówki prasy nie mając zamiaru jej puścić. Nie reagował na to co się dzieje. Nikt tego nie robił.
Wszyscy nagle wyglądali na zajętych. Kilka osób spoglądało na moje policzki zalane łzami, a inni - gdy już to zrobili - odwracali wzrok udając, że niczego nie widzieli. Zaczytywali się w książki, gazety, poczynali słuchać muzyki czy jeść śniadanie. Zaszklonymi oczami lustrowałam każdą osobę będącą w moim przedziale pogardliwym spojrzeniem. Nie liczyłam na obronę, albo wezwanie policji, ale chociaż na głupią improwizację, dzięki której miałabym szansę ucieczki.
Dlaczego nic nie robili? To pytanie krążyło w moich myślach. Może go znali? Może się go bali tak samo jak ja? Nawet nie spoglądali na tego chłopaka! Szybko mrugali, jakby strach w ich ciałach dominował, ale wzrok żadnego z tych ludzi nie spoczął chociaż na chwilę na chłopaku. Budził w nich przerażenie, ogromne przerażenie.
- Wstawaj - warknął, a ja posłusznie wykonałam polecenie.
Bujałam się na lewo i prawo, gdyż pociąg wciąż był w ruchu. Brunet mocno ścisnął moje ramię i zaczął ciągnąć w stronę wyjścia z przedziału. Nikt nie zwracał na nas większej uwagi. Ludzie nadal zajmowali się swoimi sprawami. Nadal nie mogłam zrozumieć ich postępowania. Mieli z nim kiedykolwiek do czynienia? Może to przed nim ostrzegał mnie Ashton?
- Zero sztuczek, albo zginiesz na miejscu - jego oddech obił się o moje uszy; wydałam cichy, pełny przerażenia jęk, a następnie skinęłam głową dając mu znać, że wszystko jest dla mnie jasne.
Brunet szturchnął mnie lekko do przodu, rozkazując tym samym, abym ruszyła. Moje nogi na moje nieszczęście odmawiały mi posłuszeństwa i z trudnością przemieszczałam się wzdłuż przedziału. Ciężko mi było zrobić krok, a co dopiero przyśpieszyć. Szurałam butami po podłożu licząc na jakiś cud.
Kiedy byliśmy blisko drzwi, te nagle rozsunęły się. W ich progu stanął wysoki mężczyzna z niebieskawą, spiczastą czapeczką. W dłoni trzymał notes w którym prawdopodobnie znajdowały się wzory mandatów, natomiast na jego ramieniu zwisał elektroniczny sprzęt sprawdzający bilety. Kontroler biletów potocznie zwany kanarem zablokował nam wyjście z przedziału.
- Bileciki do kontroli - powiedział triumfalnie, mierząc nas wzrokiem.
Wymieniłam spojrzenia z brunetem po czym sięgnęłam do swojej torebki i wyciągnęłam z niej kwadratowy papierek na którym były wszystkie informacje dotyczące mojego odjazdu, przyjazdu oraz potwierdzenia zakupu biletu. Kontroler posłał mi ciepły uśmiech, a potem podpisał kartkę i mi ją zwrócił.
- A pan? - spytał odwracając się do mojego oprawcy.
- No.. yyy... nie mam - wydukał.
- W takim razie mandacik, a pani może sobie iść - powiedział, a ja nie czekając na powtórzenie tych słów pociągnęłam za klamkę drzwi i wybiegłam. Przeszłam do kolejnego przedziału co chwilę odwracając się i widząc piorunujący wzrok bandyty. Do następnej stacji zostały jakieś trzy minuty, a ja miałam przed sobą około pięć wagonów. Nie tracąc czasu szłam, a raczej odzyskując władzę w nogach biegłam przed siebie, aby jak najdalej być od chłopaka zwanego przez Calum'a i Luke'a - Ticks'em.
Nie kontrolowałam płaczu. Po prostu biegłam ile sił w nogach licząc na cud. Wiedziałam, że to mało prawdopodobne, że pozbędę się chłopaka, ale miałam nadzieję, dzięki której chciałam jeszcze walczyć. Co chwilę otwierałam i zamykałam drzwi od kolejnych przedziałów spoglądając za siebie. Nie zauważałam ciągnięcia klamki, co mnie cieszyło, ale nie mogłam myśleć zbyt pozytywnie. On wciąż był w tym pociągu i na pewno już mnie szukał. Myślałam, że zignoruje kontrolera, w końcu sam mi groził, że mnie zabije bez skrupułów na oczach wszystkich ludzi, więc czemu przejął się brakiem biletu? Dało mi to do myślenia, ale nie miałam dużo czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Właściwie nie miałam go w ogóle.
Zamykając drzwi następnego przedziału podniosłam wzrok. Byłam na samym początku pociągu. Przede mną znajdował się tylko jeden wagon. Wiedziałam, że bez sensu będzie jeśli tam pójdę, bo Ticks na pewno mnie tam znajdzie. Nie mogłam też po prostu stać na środku przedziału zapłakana i zastanawiać się co ze sobą zrobić. W pewnym momencie poczułam wibracje w kieszeni. Wciąż miałam ze sobą telefon.
Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer próbujący nawiązać połączenie. Przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
- Któż by się spodziewał, że to akurat ty do mnie zadzwonisz? - spytałam retorycznie. Sama sobie się dziwiłam, że jeszcze mam ochotę na ironię.
- Któż by się spodziewał, że po raz kolejny wpakujesz się w kłopoty? - Ashton powtórzył po mnie zmieniając część zdania. Jego głos był drżący, od razu zauważyłam zdenerwowanie co spotęgowało mój strach.
- Kłopoty mam przez ciebie - odparłam.
- Zamknij się i słuchaj do cholery! - warknął z irytacją - Jak daleko jesteś od stacji?
- Nie wiem - odpowiedziałam bezradnie rozglądając się po oknach, gdy poczułam jak pociąg zaczyna zwalniać - Chyba już wjeżdżam - stwierdziłam.
- Posłuchaj mnie uważnie Caitlin - powiedział ze spokojem, a ja przytaknęłam - Wysiądziesz jak najszybciej z tego cholernego pociągu i wybiegniesz z tej stacji. Masz biec tak szybko jak tylko możesz, na tyle na ile cię stać rozumiesz? - spytał, a ja kolejny raz mruknęłam zgadzając się na jego warunki - Gdy tylko się gdzieś ukryjesz zadzwonisz do George'a i podasz mu dokładną lokalizację.
- Do George'a?! - pisnęłam, a ludzie zwrócili się ku mnie.
- Nie ma czasu na wyjaśnienia, po prostu to zrób. - fuknął, a ja się rozłączyłam.
Obróciłam się na pięcie i pognałam do wyjścia z przedziału. Stanęłam naprzeciwko drzwi wagonu niecierpliwie czekając aż się otworzą. Byłam gotowa do biegu, do ucieczki. Moje ciało było zmęczone. Czułam się jakbym przebiegła maraton mimo, że nic takiego nie miało miejsca. Adrenalina oraz towarzyszący mi strach zwiększyły zmęczenie.
Nieznośny dźwięk sygnalizujący postój pociągu rozbrzmiał na stacji, a drzwi z hukiem rozsunęły się. Ostatni raz spojrzałam w przedziały, które były po obu stronach. W jednym z nich tłum kierował się w moją stronę, do wyjścia, natomiast w drugim jedynie kilka osób. W oddali spostrzegłam brązową czuprynę, która poirytowana przepychała się przez ludzi wzdłuż wagonów. Odwróciłam wzrok i wysiadłam z pociągu, a następnie ruszyłam przed siebie. Nie biegłam. Gdybym to zrobiła, od razu skupiłby na mnie swoją uwagę. Miałam większe szanse idąc.
Słysząc wołanie znajomego głosu dośpieszyłam kroku. Gdy tylko wyszłam z peronu rzuciłam się do ucieczki. Nie musiałam się odwracać, by wiedzieć, że Ticks podąża za mną. Byłam wręcz przekonana, że gdzieś z tyłu odszukiwał mnie wzrokiem, aby za chwilę mnie gonić. Czułam się jak w jakimś cholernym filmie akcji, jakby to był pościg. Byłam pieprzonym zbiegiem, który musiał się ukryć i przeczekać poszukiwania. Moje blond włosy opadały na moją twarz, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia. Szybko odgarniałam je dłonią. Potykałam się kilka razy, czasem o wystające cegły z chodnika, a czasem o własne nogi. Mijając tabliczkę z nazwą ulicy, wyciągnęłam z kieszeni komórkę i prędko przepisałam to, co widniało na informacji. Wbiegłam za jeden ze starych budynków przy których się znajdowałam i przykucnęłam.
Starałam się złapać oddech. Moje serce biło niczym oszalałe. Zalewały mnie siódme poty, a w żołądku wciąż się przewracało. Dyszałam. Nie kontrolowałam łez, które spływały po policzkach. Pewnie wyglądałam teraz żałośnie. Mój makijaż był cały rozmazany; zauważyłam to, kiedy przejechałam opuszkiem palca na którym znalazła się czarna maź; prawdopodobnie był to mój tusz do rzęs. Co chwilę zerkałam na telefon czekając na jakąś wiadomość, czy połączenie, jednak nic się nie pojawiało.
Wstałam i oparłam się o mur zaczynając spowalniać swój oddech. Odwróciłam głowę w drugą stronę, gdzie panowała ciemność. W tle widziałam jedynie kawałek światła. Zgaduję, że była to ciemna uliczka, a gdy przez nią się przeszło, wychodziło się na aleję Stanmore, gdzie właśnie przebywałam. Kiedyś tutaj byłam, w tej dzielnicy. Nie należy do najgroźniejszych, wręcz przeciwnie - jest jedną ze spokojniejszych.
Moje ciało automatycznie powędrowało w dół, a z ust wyleciał jęk, kiedy duża dłoń umiejscowiła się na moim barku ściskając go. Znajomy brunet przeniósł swą rękę pod moją brodę i poderwał mnie do góry przyduszając. Uderzyłam o ziemię, kiedy popchnął mnie z satysfakcją. Szybko podniosłam się i wycofałam. Stałam przed nim, a za mną była ciemność. Nie miałam dokąd uciekać.
- Mam cię suko - powiedział dumnie, a następnie zagwizdał.
Zza jego pleców wyłoniło się dwóch umięśnionych mężczyzn. Obaj posiadali w swoich dłoniach noże. Zakryłam usta rękoma, aby stłumić krzyk, który miał ochotę wydobyć się z moich ust. Do moich oczu napłynęły kolejne łzy. Wiedziałam co to oznacza. Mój koniec.
- Dlaczego? - wyszlochałam - Dlaczego ja?
Z nieba zaczęły spadać krople deszczu. Szare, pełne chłodu chmury osłoniły światło bijące od słońca. Uliczne lampy nie włączyły się, ponieważ był ranek. Ludzie szybko kierowali się do domów, lub na przystanki w poszukiwaniu dachu nad głową. Na niebie od czasu do czasu pojawiały się pioruny. Co chwilę grzmiało.
- Oh, błagam cię, nie wiesz? Pojawiłaś się gdzieś, gdzie nie powinno cię być. A jeśli ktoś ma taką sytuację, właśnie tak kończy - objaśnił, a uśmiech nie schodził z jego twarzy.
Jednym ruchem ręki odsunął kawałek swojego płaszcza odsłaniając pokrowiec z nożem. Odpiął go, po czym wyjął narzędzie i powoli zaczął iść w moim kierunku. Impulsywnie zaczęłam się wycofywać powtarzając pod nosem tylko jedno słowo. Nie. Błagałam w myślach, aby za chwilę zjawiła się tu policja, albo George. Ktokolwiek. Nie miałam nawet czasu zastanowić się nad moją śmiercią, ale na pewno nie chciałam, żeby wyglądała ona właśnie tak. Czym sobie na to zasłużyłam? Nie wydawało mi się, że mogłam być złym człowiekiem. Nigdy nie skrzywdziłam nikogo celowo, więc za co ponoszę taką karę?
Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby starając się nie płakać. Chciałam zginąć z dumą, wyzbyć się strachu. Czekałam, aż będzie po wszystkim, mimo, że moje nogi wciąż sunęły do tyłu nie mając zamiaru się zatrzymywać. Robiłam co innego niż myślałam.
Moje ciało zatrzymało się na ścianie, a przynajmniej tak mi się z początku wydawało. Zmieniłam zdanie, kiedy po moim brzuchu przebiegła duża dłoń. Moje powieki poderwały się do góry, a palce zacisnęły impulsywnie nadgarstek męskiej ręki obejmującej mnie w talii. Nie myślałam czyja może ona być. Mój rozum jedynie podpowiadał mi, że nie muszę obawiać się tego człowieka. Postanowiłam mu więc zaufać. Nie miałam jednak odwagi odwrócić się i spojrzeć na twarz osoby stojącej za mną. Oddychałam głęboko, ale szybko patrząc na oprawców. Ticks nie wyglądał na zadowolonego, raczej na zaskoczonego. Jego nóż opadł na ziemię, a usta otworzyły się z wrażenia. Ten sam wyraz twarzy przejęli jego koledzy.
- O ile wiem, moi ludzie dali wam do zrozumienia, że ona jest nietykalna - moje uszy zarejestrowały znajomy, zachrypiały głos - Więc Ticks... - kontynuował - Czego do kurwy nędzy w tym nie zrozumiałeś? - spytał, a brunet zaczął się jąkać.
Wyglądał na zmieszanego, ale i przerażonego. Wiedziałam, kto trzyma mnie w ramionach. Głos w mojej głowie mówił mi, że w tej chwili jestem bezpieczna. Nie mogłam uwierzyć, że stoi za mną on. Ashton, we własnej osobie. Kiedy usłyszałam jego głos, myślałam, że to moja wyobraźnia. Słyszę, to co chcę słyszeć, ale myliłam się. To naprawdę był on. Nie przywidziało mi się. Nie tym razem. Nie byłam do końca pewna, czy powinnam się z tego powodu cieszyć, czy też po raz kolejny przeklinać się w duchu za życiowe błędy.
Zdenerwowanie chłopaka zwiększało się, a jego przyjaciele zaczęli się wycofywać.
Ticks zmarszczył czoło. Jego twarz pobladła, jakby zobaczył właśnie ducha. Jego wrażliwe nerwy zaczęły płonąć żywym ogniem. Wyglądał żałośnie. Z groźnego, umięśnionego przestępcy w ciągu kilku minut zmienił się w bezbronnego chłopczyka, który prawie błagał o litość. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale jego wargi drżały, a głos zatrzymał się zanim w ogóle wypowiedział pierwsze słowo. Był zniesmaczony, zdenerwowany i wystraszony widokiem wysokiego mężczyzny stojącego za moimi plecami. Czułam oddech Ashton'a obijający o płatek mojego ucha. Zdecydowanie był ode mnie wyższy.
- Niemożliwe, że ty.. - zaczął brunet jąkając się.
Popadł w obłęd. Ashton był ostatnią osobą, której prawdopodobnie się spodziewał. Nie wierzył w to, że jest w mieście, sam to okazał pod klubem. Myślał, że Calum i Luke kłamią nie chcąc po prostu, aby mnie skrzywdzili. A teraz? Ashton stał przed nim we własnej osobie, broniąc mnie i dając mu do zrozumienia, że nie ma czego tutaj szukać.
- Przekaż Loganowi pozdrowienia - mruknął - I odpierdolcie się od niej, chyba, że chcecie mieć nieprzyjemności - powiedział wyraźnie poirytowany.
Ticks zamilkł. Podniósł nóż leżący na ziemi i ostatni raz zmierzył mnie wzrokiem. Zarzucił kaptur szybkim ruchem i obrócił się na pięcie następnie znikając za budynkiem wraz ze swoją paczką. Ręka Ashton'a puściła moją talię, a ja głęboko westchnęłam. Wszystkie negatywne emocje uciekły ze mnie, gdy tylko Ticks zniknął z moich oczu. Otarłam swoje łzy opuszkami palców i zaciągnęłam kilka razy nosem. Głos w mojej głowie zakomunikował mi, że Ashton wciąż tu jest i mogę go spokojnie zobaczyć. Już teraz mi nie ucieknie.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wcześniej może nie cieszyłabym się na to spotkanie, ale uratował mnie. Przyjechał tu sam, aby mnie ocalić.
- Nawet nie wiem jak mogę ci podzię... - zaczęłam odwracając się szczęśliwie, ale moja twarz zbladła, kiedy moje oczy spotkały się z jego wzrokiem. Nie dokończyłam zdania - Nie wierzę... - szepnęłam stojąc i patrząc na chłopaka ze spuszczonym spojrzeniem o dobrze znanej mi twarzy - Ja... - powiedziałam na wdechu.
Świat zaczął wirować przed moimi oczami. Nogi, które jeszcze chwilę temu stały pewnie zaczęły się uginać, a ja powolnie rzucałam się w wir nie świadomości. Ashton złapał mnie zanim upadłam na ziemię. Moje powieki stały się ciężkie.
- Caitlin - usłyszałam swoje imię, wypowiedziane przez Ashton'a zanim zamknęłam oczy.
Chwilę później straciłam przytomność.

Koniec Działu I - Sekrety

_____________________________________________________

Jak widzicie podzieliłam Cienia na działy, wydaje mi się, że działy nadają temu fanfiction jakiś ład i porządek przez co staje się to w jakiś sposób ciekawsze.
Nie wiem czy udał mi się ten rozdział, ale jest on naprawdę moim ulubionym ze względu na to, co się w nim dzieje. Można uznać, że to jest pierwsze pełne spotkanie Ashton'a i Caitlin twarzą w twarz i od razu mówię - NIE, NIE BĘDĘ WAS JUŻ MĘCZYĆ I ASHTON BĘDZIE W NASTĘPNYM ROZDZIALE, NIE ZNIKNIE. 
Dziękuję, że wciąż tu jesteście, dziękuję za każde wejście, komentarz, tweet, za wszystko. Jesteście wspaniali, naprawdę, nie zdajecie sobie sprawy ile szczęścia mi to daje.

_____________________________________________________


jeśli czytasz skomentuj i zaobserwuj - DZIĘKUJĘ.