sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 13

Minął tydzień. Nieznane połączenia przestały ukazywać się na mojej komórce, a ja wreszcie zaznałam spokoju. Moje życie przestało koncentrować się na połączeniach od prześladowcy. Mimo wszystko, byłam zdziwiona, że Ashton tak szybko odpuścił. Widocznie dotarło do niego, że ta cała zabawa przestała mnie śmieszyć i przekroczyła pewną granicę.
Weszłam w rutynę. Praca, dom, sen. Wszystko wróciło do normy, jednak czy ta norma mi odpowiadała? W moim życiu nie działo się nic nadzwyczajnego, przez co odczuwałam dziwną pustkę. Sama nie wiem, czy do końca tego chciałam. Nie jestem znowu jakąś wielką dorosłą, żeby wchodzić w jedną, wielką monotonnię. Jestem jeszcze młoda i może powinnam trochę wyluzować? Praca nie jest rzeczą, której chciałam być doświadczać bez przerwy, całe dwadzieściacztery godziny. Ashton był osobą wprowadzającą w moje życie rozrywkę.
'Boże, Caitlin co ty w ogóle pieprzysz, mogłaś zginąć, albo zostać zgwałcona, spójrz ile miałaś problemów!'
Odezwało się moje sumienie, które miało całkowitą rację.  Spotkałam na swojej drodze wiele przeszkód, ale czy nie o to chodzi w życiu? O ich pokonywanie? Może los chciał urozmaicić w pewnym sensie historię mojego istnienia. Cóż, udałoby mu się, gdyby nie przekroczenie paru granic.
Tak czy siak, powinnam być z siebie dumna, że kilkoma ostrymi słowami pozbyłam się mojego prześladowcy. Dzięki temu, mogę skupić się na znajomych czy pracy i rozwinąć swój żywot w odmienny, normalny sposób. Postanowiłam więc zapisać się na studia.
Wcześniej moje fundusze nie pozwalały mi na rozpoczęcie edukacji, ale teraz, gdy od roku zaczęłam co miesiąc odkładać parę groszy, aby utrzymać całkiem niezłą sumkę, mogę w końcu pomyśleć o nauce. Nigdy nie byłam fanką instytucji o nazwie 'Szkoła' , ale wiem ile znaczy wykształcenie. Chcę coś w życiu osiągnąć, nie chcę być przez cały czas kelnerką, to nigdy nie było moim priorytetem. Zawsze marzyłam o zawodzie dziennikarki czy prezenterki telewizyjnej, a tymczasem jak na razie kończę na kasie. Nie mogę się doczekać, aby to zmienić.
                                                                   ~*~
Gdy tylko wpadłam do baru, ruszyłam na zaplecze, gdzie pośpiesznie się przebrałam zakładając uniform. Ciotka na szczęście nie spostrzegła mojego spóźnienia, bo gdyby tak było - prawdopodobnie stałaby jak zwykle przed budynkiem z zegarkiem w dłoni wskazując mi godzinę. Przybiłam piątkę George'owi, który pilnował kasy dopóki się z nim nie zmieniłam. Ustawiłam się na miejscu, które przed chwilą chłopak zajmował i posłałam mu uśmiech pełen gotowości do pracy. Ten zaś poszedł obsługiwać nowo przybyłych klientów.
Spod lady wysunęłam biało-czarny, wielkości kartki A4 notes. Położyłam go na blat i sięgnęłam po długopis, po czym otworzyłam zeszyt zostawiając go na stronie z finansami. Zaczęłam podliczać swoje zarobki, kiedy nie było zbyt wielu klientów. Trzymając długopis w ustach i przygryzając do zębami, starałam się wytężyć swój umysł i wykonać działania matematyczne w głowie. Niestety ten przedmiot nie był moją mocną stroną. Kaltulator był moim zbawieniem, nie musiałam wtedy się zbytnio wysilać. Gdyby nikt nie wynalazł tego sprzętu prawdopodobnie gniłabym w działaniach matematycznych jeszcze przez jakąś godzinę.
Wzdrygnęłam się, kiedy ciężka dłoń uderzyła w blat stołu. Moja głowa powędrowała do góry, a oczy ujrzały uśmiechniętego od ucha do ucha Dan'a. Blask w jego oczach spowodował że również odwzajemniłam uśmiech bruneta. Zsunął kurtkę ze swoich ramion i rzucił na krzesło obok, gdzie nikt nie siedział. Oparł swoje ręce na blacie i pochylił się sprawdzając moje zapiski w zeszycie. Swoją drogą nie spodziewałam się go tutaj, a już na pewno nie w tym dniu. Myślałam, że jest na uczelni. Jako jedyny studiuje z naszej trzyosobowej paczki i zwykle nie ma czasu na wyjścia. Jego nagłe zjawienie się mnie zaintrygowało.
- Wow, nie masz zajęć przypadkiem? - spytałam, opanowując swój oddech, który przyśpieszył tuż po tym, jak Dan zdecydował się mnie wystraszyć.
- Urwałem się, dzisiaj nudny temat. Masz chwilę?
Jęknęłam z grymasem. George właśnie obsługiwał ludzi, więc nie mógł mnie zastąpić. Wzrokiem przejechałam w jego stronę pokazując mojemu przyjacielowi, że nie ma szans na rozmowę w tej chwili.
Nagle z zaplecza wyłoniła się ciotka, która na widok Dan'a uśmiechnęła się szeroko. Nie patrząc na mnie pognała do chłopaka i rzuciła mu się w ramiona, zasypując licznymi całusami w policzki. Podniosłam brwi do góry starając się nie śmiać, ale ten widok był na prawdę komiczny. Prawdopodobnie, gdyby George znajdował się obok mnie, oboje leżelibyśmy już na ziemi, tarzając się ze śmiechu. On nigdy nie umiał opanować rozbawienia, a ja w jego towarzystwie również. Samej szło mi to całkiem nieźle więc i tym razem udało mi się utrzymać powagę.
- Oh, pewnie chcecie sobie porozmawiać, Caitlin zastąpię cię. - powiedziała ciotka, kiedy tylko oderwała się od mojego przyjaciela i zauważyła jak im się bacznie przyglądam. Skinęłam jedynie głową i zwróciłam się do Dan'a wskazując dłonią na drzwi za mną, zapraszając go.
Otworzyłam drzwi od zaplecza, przez które wraz z Dan'em przeszliśmy. Wyszliśmy prosto na ogrodzone podwórko, gdzie usiedliśmy na dwóch huśtawkach. Brunet przyglądał mi się z zainteresowaniem, a ja nie wiedziałam jak powinnam odczytać jego spojrzenie. Zdecydowałam się więc spytać.
- O czym chcesz porozmawiać?
- Ogólnie, chciałbym dowiedzieć się, jak stałem się twoim chłopakiem. - oznajmił.
- Oh. - mruknęłam - A więc o to chodzi...
- Caitlin, co znowu zbroiłaś? - spytał z pełną powagą co wywołało moje oburzenie.
- Nic! - krzyknęłam lekko urażona jego stwierdzeniem - Ktoś zapłacił za szkody wyrządzone w barze sporą sumę. Moja ciotka stwierdziła, że to ty i pomyślała, że jesteśmy razem - oświadczyłam co wbiło chłopaka w siedzenie. Jego dolna warga opadła, a oczy rozszerzyły się wyglądając jak dwie, małe ping-pong'owe piłeczki.
- Jakie szkody? Czemu nie zaprzeczyłaś, skoro wiesz, że to nie ja? - Dan zaczął zadawać serię pytań.
- Ktoś zrujnował cały bar kilka tygodni temu. Nie zaprzeczyłam, bo prawdopodobnie wiem kto to, ale lepiej, żeby ciotka tego nie wiedziała - powiedziałam, patrząc błagalnie na przyjaciela - Ty też utrzymaj to w sekrecie. - poprosiłam.
- A powiesz mi chociaż kto to?
- Nikt ważny - odparłam.
Dan zamilkł. Spojrzał na mnie z politowaniem, a ja jedynie wzruszyłam ramionami krzywo się uśmiechając. Wstałam z miejsca wracając do pracy, a chłopak był tuż za mną. Powróciłam do mojej pracy, natomiast brunet został jeszcze chwilę, aby dotrzymać mi towarzystwa, którego trochę mi brakowało. W czasie, kiedy George zrobił sobie przerwę i kończył opowiadać nam jedną ze swoich zabawnych historii, drzwi wejściowe baru otwarły się, a w ich progu ujrzałam tajemniczego chłopaka sprzed kilku dni. W jednej chwili zaprzestałam słuchania rozmowy moich przyjaciół i skupiłam się na blondynie, który ciężkim i spowolnionym krokiem szedł w to samo miejsce, co tydzień temu. Do stołu bilardowego. Jego wzrok osiadł na mojej twarzy co wywołało u mnie nieprzyjemne dreszcze. Przetarłam dłońmi ramiona na których pojawiła się gęsia skórka i spojrzałam na chłopców powracając do dyskusji.
- Zimno Ci? - Dan zwrócił się do mnie, zauważając jak drżę.
- Co? - pokręciłam głową zdezorientowana, a później podążyłam jego wzrokiem i spojrzałam na swoje ramiona. - Oh, to, nie, nie... - wyrwałam.
- To tamten tak na nią działa - George kiwnął głową w kierunku blondyna, który wykładał bile na stół. Wywróciłam teatralnie oczami irytując się komentarzami kolegi. Cieszę się, że dogryzanie mi sprawia tak ogromną przyjemność, ale mógłby już sobie odpuścić. Wzrok Dan'a gwałtownie zwrócił się w kierunku tajemniczego chłopaka i ze skupieniem począł się w niego wpatrywać. Na mojej twarzy wymalował się grymas, który nie wróżył nic dobrego. W oczach Daniel'a widziałam zazdrość. Prawdopodobnie zastanawiał się teraz, czym ten nieznajomy przykuł moją uwagę.
Nie jestem ślepa, mam świadomość, że Dan'owi na mnie zależy, ale on zawsze będzie dla mnie jedynie przyjacielem. Nie potrafię traktować go inaczej. Jest dla mnie ważny i nie wyobrażam sobie życia bez niego, jednak to nie jest miłość. Czułabym to. On musi się z tym w końcu pogodzić.
- Zabijesz go za chwilę wzrokiem - skomentowałam.
Dan mruknął coś pod nosem, po czym rzucił krótkie 'cześć' i zniknął. Wzruszyłam obojętnie ramionami nie zatrzymując go. Mam dość fochów, zwłaszcza, że kilkakrotnie dawałam mu do zrozumienia, że nic poza przyjaźnią nas nie łączy. Jeśli nie potrafi tego zrozumieć - nie jest to już moim problemem. Może nie brzmię dość sympatycznie, ale nic nie mogę na to poradzić.
                                                                       ~*~
Około godziny dwudziestej powróciłam do domu wykończona pracą. Mimo, że nie było dziś większego ruchu, stanie za barem i uśmiechanie się do klientów na prawdę nudziło. Wiedziałam, że moje mieszkanie wygląda tragicznie, ponieważ przez cały tydzień nie było sprzątane, ale gdy zapaliłam światło i zobaczyłam co tak na prawdę się w nim dzieje moje ręce opadły. Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie doprowadzić do takiego bałaganu. Ostatni tydzień był dla mnie na prawdę krótki. Czas leciał dość szybko, minuty zamieniały się w sekundy, a godziny w minuty. Wcześniej nie zauważyłam tak ogromnego nieładu. Kilka paczek czipsów leżało na stoliku, butelka wody mineralnej leżała na podłodze wraz z koszulkami, które nosiłam w dniach wcześniejszych. Naczynia ledwo mieściły się w zlewie, a drzwi od szafek cały czas były otwarte. Kwiatki na parapecie obumierały od braku wody, gazety zamiast pozostać wyrzucone, znajdowały się obok śmietnika, gdyż nie było w nim już miejsca. Nie chciałam wchodzić do sypialni, bo wiedziałam, że tam było o wiele gorzej. Większość moich ubrań leżała na łóżku, albo na krześle.
- Zero odpoczynku, jak zwykle. - burknęłam sama do siebie.
Zasłużyłam sobie na to. Gdybym sprzątała codziennie, nie musiałabym marudzić teraz. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam działać. Co chwila schylałam się, aby zebrać różne przedmioty z ziemii i układać je na dane miejsca. Gdy tylko uporałam się z salonem, przeszłam do pokoju, który wyglądał strasznie. Miałam wrażenie, że podczas mojej nie obecności toczyła się tu jakaś wojna. Poczęłam zbieranie ubrań, które zamiast znaleźć swoje miejsce w szafach lub pralce znajdowały się w całym pokoju. Nie patrząc na żadną z rzeczy, po prostu po nią sięgałam i wrzucałam do kosza na pranie. Dopiero gdy moje dłonie poznały cienki materiał, który właśnie muskały palce, podniosłam swój wzrok i popatrzyłam na sukienkę będącą prezentem od Ashton'a. Moje kąciki ust uniosły się, kiedy przypomniała mi się treść liściku załączonego wraz z ubraniem.
Moje rozmyślanie przerwało pukanie do drzwi. Odwróciłam głowę w stronę korytarza, marszcząc brwi. Nikogo się nie spodziewałam. Wzdrygnęłam się, gdy pukanie zamieniło się w dobijanie, a z moich ust wydobył się cichy jęk przerażenia. Mój telefon zacząć grać melodię, a wyświetlacz migotać. Sięgnęłam po komórkę na której pojawił się znajomy napis. Wcisnęłam zieloną słuchawkę. Przyłożyłam do ucha iphone'a, ale nie miałam odwagi wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku.
- Caitlin, nie otwieraj drzwi.



_________________________________
Jeśli przeczytałeś/aś - proszę skomentuj. Dzięki temu wiem ile osób tak na prawdę czyta moje 'wypociny'.
Jest rozdział 13, whoop whoop.
Dziękuję za blisko 30k wyświetleń *__________________* 

Jeśli podoba wam się to opowiadanie, możecie je polecić na Katalogu Opowiadań, nowy post z Czytelnicy Polecają będzie już w styczniu. Wystarczy napisać na maila glenna@vp.pl adres mojego bloga, oraz minimum 4 zdania z uzasadnieniem, dlaczego go polecacie. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli ktoś to zrobi.
ps. Dziękuję za polecenie w grudniu! ILYSM!!