środa, 21 maja 2014

Rozdział 35

Siedziałam przy połamanym łóżku na podłodze, wpatrując się w jeden i ten sam punkt przez całą noc. Nie zmrużyłam oka, nie potrafiłam. Na pewno wyglądałam tragicznie. Czarny tusz z maskary, zasechł na moich policzkach. Koszulka, którą właśnie miałam na sobie była dziurawa, poszarpana. Najwidoczniej podczas rozbijania mebli, musiałam zahaczyć o coś, co rozerwało ubranie. Na dłoniach spostrzegłam niewielkie zadrapania i rany. Skaleczyłam się, gdy tłukłam wazon.
Gdyby przyszła tu kobieta z opieki społecznej, pomyślałaby, że zostałam zgwałcona albo pobita. Dwa fakty, które tutaj nie pasowały - jestem pełnoletnia, więc nie mogłaby tu przyjść, a już na pewno nic z tym zrobić, a druga prawidłowość.. nie mam rodziny.
Westchnęłam cicho, odchylając głowę. Położyłam ją na łóżku, po czym zaczęłam wpatrywać się w sufit. Paznokciami uderzałam o podłogę, wystukując melodię jednej z moich ulubionych piosenek.
Zamknęłam na moment oczy, aby pomyśleć.
Dziś jest ten dzień. Dzień, w którym znowu wkurzę Ashton'a Irwin'a, ale po raz ostatni. Zniknę z jego życia, tak jak on zniknie z mojego. Już nigdy więcej go nie zobaczę, ani on mnie. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Zamierzam uciec, a następnie pojechać na posterunek policji, aby złożyć zeznania. Liczę, że znajdę tam schronienie i poczuję się bezpieczna. Mam również nadzieję, że zamkną Ashton'a, a także resztę całej bandy. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.
Z resztą, kto by chciał? Z takimi ludźmi jak on oraz jego ekipa nieliczni wytrzymują.
Usłyszałam pukanie, więc podniosłam głowę. W progu drzwi stał Michael, oglądając zniszczony pokój z szeroko otwartymi ustami. Patrzyłam na niego obojętnie, bez jakichkolwiek emocji, a już zwłaszcza tych pozytywnych.
- Wow - wykrztusił - Nie wiem jak o tym powiem Ashton'owi, ale nie będzie zadowolony.
- Żebym jeszcze o to dbała - prychnęłam, podnosząc się z ziemi.
- Caitlin, posłuchaj.. - chłopak mówiąc spokojnym głosem chciał znowu drążyć wczorajszy temat.
- Nie zamierzam wysłuchiwać tego, co masz do powiedzenia, bo mam to gdzieś - burknęłam.
Wstałam z miejsca. Weszłam do łazienki, a później zamknęłam się w niej. Nie słyszałam więcej głosu Michael'a. Mimo, że pewna część mnie chciała wierzyć, że jest on jedyną osobą w tej grupie, która ma dobre intencje - nie potrafiłam. Przestałam ufać domownikom. Czułam się tu obco, samotnie. Pocieszał mnie fakt, że już niedługo wydostanę się z tego miejsca. To była mała pozytywna myśl, która krążyła po mojej głowie.
Sięgnęłam po "pierwszy lepszy" ręcznik i położyłam go obok zlewu. Odkręciłam wodę, a krople opadały na moje dłonie, aż w końcu stały się całkiem mokre. Oblałam wodą twarz, zmywając makijaż, a następnie osuszyłam się ręcznikiem. Gdy skończyłam mycie, wróciłam do pokoju, zbierając z podłogi rzeczy nadające się do założenia. Szybko się przebrałam i zeszłam na dół.
Jak zwykle w salonie znajdowali się wszyscy. Rockowa muzyka dobiegała z ustawionego na parapecie radia, obok którego siedział Luke, próbując grać na gitarze ten sam utwór. Calum natomiast zamyślony, siedział przy kominku, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół. Ashton chodził od jednej ściany do drugiej, rozmawiając przez telefon, a Michael czytał gazetę przy stole z zainteresowaniem. Można by powiedzieć - sielanka czy zwykła codzienność, ale za tym wszystkim coś się kryło.
Plecami oparłam się o zimną, kamienną ścianę, czekając aż ktoś zwróci na mnie swoją uwagę.
- Widzę, że raczyłaś w końcu zejść - odezwał się Ashton jako pierwszy - W takim układzie, mogę nareszcie powiedzieć to, co mam w zamiarze - kontynuował - Parę ogłoszeń dla wszystkich, Teasel i Hemmings jadą dzisiaj do baru BMW, tym razem sprawdzonym - posłał spojrzenie Luke'owi, który skinął.
- Chcę jechać sama - oświadczyłam pewnie.
- Taaa - mruknął - Widzisz, chcieć nie znaczy móc - burknął - Calum i Michael, zostajecie w domu i zabezpieczacie go, dodatkowo sprawdzając tą dwójkę - wskazał na mnie, a także na blondyna - czy wszystko jest w porządku. Gina ma strzec całego terenu, a ja jadę załatwić parę spraw.
- Co? - parsknęła Gina - Niby kogo mam strzec, skoro wszyscy wychodzą?
- Nas, przed swoją głupotą - wtrącił Calum.
- Wątpię, żeby jej się to udało - ryknął śmiechem Luke - Nawet ja nie byłbym w stanie strzec czegoś tak wielkiego.
- Kretyni - fuknęła - Serio, Ash.. tu praktycznie nikogo nie będzie więc...?
- Rób, co mówię - warknął.
Ashton posłał znaczące spojrzenie Luke'owi, a ten od razu wstał, idąc w moim kierunku. Złapał mnie za ramię, po czym wyprowadził z domu. Nie opierałam się jakoś szczególnie, przecież moim celem był wyjazd z Hurstville.
Chłopak otworzył przede mną drzwi, zachowując się jak dżentelmen. Trochę na to za późno, nie zrobiło na mnie to większego wrażenia. Wsiadłam do auta, odwracając swój wzrok w stronę okna. Czekałam, aż Luke usiądzie za kierownicą. Blondyn zamienił jeszcze kilka słów z Ashton'em, a następnie wrócił do wozu i odpalił go, wyjeżdżając z terenu posiadłości.
Radio cicho grało jakąś balladę. Tępo patrzyłam na znajomą mi drogę, jakbym jechała nią po raz pierwszy. Nie myślałam, nie miałam o czym. Zależało mi tylko, aby ta jazda przebiegała tak, jak dotychczas - w milczeniu. Chęć na rozmowę z Hemmings'em była zerowa, więc cisza mi sprzyjała.
Słońce unosiło się na horyzoncie ogrzewając podłoże ulicy. Stare drzewa, które mijaliśmy mizerniały, nie wypuszczając już nawet pąków. Luke prawdopodobnie zmienił trasę i pojechał na skróty, ponieważ wcześniej nie dostrzegałam tak smutnej i szarej roślinności. Możliwe też, że po prostu nie zwróciłam przedtem na nią uwagi.
Moje powieki zaczynały powoli opadać. Tkwiliśmy w monotonii. Ja, on i jazda samochodem ze ściszoną muzyką. Nuda. Naprawdę wolałam teraz być gdzieś indziej, chociażby myślami.
- Hej, może... - rozbudził mnie nagły odzew Luke'a.
- Nie przypominam sobie, żebym chciała rozpocząć jakąkolwiek konwersację z twoją osobą - skarciłam chłopaka, patrząc na niego wrogo. Mogłam już spać, a on wyrwał mnie z odpływania w zupełnie inny, przyjemniejszy dla mnie świat.
- Wow, jaka milutka.. - mruknął pod nosem, skupiając się na drodze.
Luke nie odezwał się już więcej. Nie wiedziałam, ile czasu upłynęło na całej jeździe, ale wydawało mi się, że trwała ona około czterech godzin. Hemmings jechał naprawdę szybko, odkąd zauważył, iż nie chcę siedzieć w jego towarzystwie, a już na pewno nie w jednym samochodzie.
Nie pamiętam, kiedy najzwyczajniej w świecie zamknęłam oczy i pozwoliłam mojemu organizmowi na odpoczynek. Nie spałam całą noc, byłam zmęczona. Minęła może godzina, albo półtorej. To był całkiem niezły wynik. Zazwyczaj moje drzemki zamykały się w przedziale od dwudziestu do trzydziestu minut.
- Jesteśmy - powiedział obojętnie blondyn, a ja zamrugałam zaspana, rozglądając się dookoła. Trąc oczy obudziłam się całkowicie.
Luke zatrzymał samochód pod barem. Popatrzyłam na szyld z uśmiechem - mimo, że była to jedynie moja praca, czułam się tam jak w domu. Wzięłam głęboki wdech, a następnie pociągnęłam za uchwyt, otwierając drzwi auta. Świeże powietrze rzuciło się na moją twarz. Przez moje ciało przemknęło uczucie wolności, za którą tak bardzo tęskniłam. Brakowało mi ciotki, przyjaciół, wszystkiego. Ostatnio sama nie wiedziałam, kim jestem. Jak mogłam uwierzyć człowiekowi, którego nie znam w jego dobre intencje? Jak mogłam odwrócić się od ludzi, których znam od kilku lat? Nie poznawałam samej siebie.
Ruszyłam ścieżką w kierunku drzwi wejściowych. Otworzyłam je, a dzwonek przywieszony tuż nad nimi rozbrzmiał, informując wszystkich w pomieszczeniu o nowym przybyszu. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi, gdyż dźwięk ten stał się monotonią. Dla niektórych nie miał większego znaczenia, a znowu dla innych był irytujący - w tym dla mnie. Kilkakrotnie mówiłam ciotce, że powinna go wyrzucić bo jest nudny i wkurzający, ale ona była zbyt sentymentalna. Dzwonek znajdował się nad drzwiami od powstania baru, więc ani jej się śniło go zdejmować. Przypominał jej o początkach.
Mój wzrok utkwił na siedzącej przy barze brunetce. Cassie; stawiła się w porę, świetne wyczucie czasu. Między nami wciąż się nie układało, ale wiedziała, że mam kłopoty. Wyczuła to w moim głosie, więc zgodziła się mi pomóc. To nie było dla niej nic wielkiego. Odgrywała małą, ale istotną rolę w całym przedstawieniu zwanym moim planem, lub ucieczką.
Usłyszałam chrząknięcie za swoimi plecami. Tak, Luke wciąż tutaj był. Miałam cichą nadzieję, że pojedzie gdzieś tym feralnym BMW i wróci dopiero pod koniec mojej zmiany. Widocznie Ashton postawił na większy rygor i zakazał blondynowi ruszać się z mego miejsca pracy. Nie stanowiło to dla mnie kłopotu. Irwin nie był jedyną osobą, która lubiła mieć plany "B".
Moje nogi sunęły po podłodze w kierunku przyjaciółki. Kiedy dotknęłam jej ramienia, dziewczyna wzdrygnęła się i gwałtownie odwróciła. Wypuściła powietrze, patrząc na mnie z troską. Wyglądała na wystraszoną. Objęłyśmy się wzajemnie mocno ściskając. W tej samej chwili, brunetka wsunęła w moją kieszeń kluczyki od swojego auta. Stara, cwana Cassie. Tęskniłam za nią.
- Mamy problem - szepnęłam - Cień załatwił całodobową obserwację.
Brunetka puściła mnie, a potem spojrzała za mnie. Wysoki, szczupły blondyn z kolczykiem w wardze siedział przy jednym ze stolików, oglądając wnętrze baru. Jego głowa krążyła wokół czterech ścian, dokładnie je badając. Luke chyba był tu po raz pierwszy.
Po pełnym zainteresowania spojrzeniu Cassie mogłam automatycznie stwierdzić, że chłopak oczarował ją swoją urodą. Tym lepiej dla mnie, o wiele łatwiej i naturalnie pójdzie jej podryw, bo właśnie to było moim planem "B". Odwrócenie uwagi Luke'a ode mnie. Gdy tylko moja przyjaciółka go zagada, wymknę się tylnymi drzwiami.
- Chętnie zajmę się tym cukiereczkiem - uśmiechnęła się zalotnie Cassie nie mogąc oderwać wzroku od Hemmings'a. Gdyby sytuacja była inna, prawdopodobnie zbierałoby mi się na wymioty, ale teraz nie było na to czasu.
Dziewczyna pochyliła się w dół, a następnie wyprostowała się, odrzucając włosy do tyłu. Było blisko, a oberwałabym kosmykami koloru brązu po twarzy. Cmoknęła kilka razy ustami, poprawiła swój biustonosz, a top obsunęła niżej, aby dekolt był bardziej wyrazisty. Jej oczy błyszczały niczym diamenty, a śnieżnobiały uśmiech nie schodził z twarzy. Sięgnęła po przygotowanego minutę wcześniej drinka. Ostatni raz ścisnęła moją dłoń i ruszyła w stronę Luke'a.
Przez kilka sekund obserwowałam poczynania mojej przyjaciółki. Gdy była przy stoliku Hemmings'a, "przypadkowo" potknęła się, a drink wylądował na jego koszulce. Oburzony blondyn wstał z miejsca, oglądając swoje mokre ubranie. Cassie zaś leżała na ziemi. Kiedy Luke popatrzył na nią, zamilknął, a potem pomógł jej wstać. Zaczęli rozmowę.
To była moja okazja. Przeszłam na zaplecze, idąc do tylnych drzwi zwanych również ewakuacyjnymi. Moje serce biło jak oszalałe. Adrenalina pojawiła się w moim ciele. Myślałam tylko i wyłącznie o opuszczeniu baru bez Luke'a. Ucieczka stała się moim głównym celem.
Widziałam już znak "EXIT". Uśmiechnęłam się do siebie. Jestem tak blisko, już za chwilę dotrę do samochodu i odjadę...
Pech sprawił, że na mojej drodze Bóg postawił nikogo innego jak George'a.
- Caitlin, możemy.. - rozpoczął, będąc bliskim do minięcia mnie.
- Daruj sobie - przeszłam obok niego, nie mając ani czasu, ani ochoty na pogaduszki.
- Gdzie idziesz? - zapytał.
- Jak to gdzie? Ulatniam się, sam przecież to proponowałeś wczoraj, nie pamiętasz?
- Sama? Nie możesz uciekać sama! Zaczekaj! - brunet złapał mój nadgarstek.
Odwróciłam się twarzą do mojego kolegi, po czym uderzyłam kolanem w jego krocze. Uścisk dłoni złagodniał, a on sam oparł się o ścianę, wyjąc z bólu. Popatrzył na mnie przerażony.
- Wybacz, stary. Takie życie - warknęłam, wzruszając ramionami - Dzisiaj wyjątkowo nie mam nastroju - oświadczyłam.
Muszę przyznać, że ulżyło mi. Chociaż jeden z kłamców dostał za swoje. Rozumiem, że George był szantażowany, ale mógł o tym powiedzieć. Nie zrobił tego, więc mnie oszukiwał. Poniósł tego konsekwencje, aczkolwiek moim zdaniem to było nic w porównaniu do całej zasadzki, którą zgotowano mi.
Wyszłam przez tylne drzwi, mając nadzieję, że Luke nie zdążył zauważyć mojego zniknięcia. Szybko odszukałam wzrokiem wozu Cassie, a kiedy udało mi się to zrobić, czym prędzej starałam się do niego dostać. Niestety, brama była zamknięta, musiałam więc spróbować przejść przez ogrodzenie. Na moje szczęście uporałam się z tym bez problemu.
Podrzucałam kluczyki w ręku z dumą. Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo przechytrzyłam członka ekipy Cienia. To było takie proste. Wystarczyło podstawić Luke'owi ładną dziewczynę. Głęboko w duszy śmiałam się z niego, jak nigdy dotąd.
Zdążyłam wsadzić kluczyk do drzwi auta, kiedy nagle usłyszałam znajomy głos.
- Cait, dawno cię nie widziałem.
- Logan? - spytałam, sama nie wiem czemu - Co tu robisz? To teren prywatny - wydukałam.
Odczułam zdenerwowanie. Ashton mówił, że nie zna tego człowieka, jednak wiele razy kłamał. Jaką miałam pewność, że w tej sprawie powiedział prawdę?
- Prywatny? Nie, słoneczko. Prywatny teren jest za ogrodzeniem, jestem na publicznym mieniu - uśmiechnął się - Dokąd jedziesz?
- Em.. wzięłam urlop - skłamałam.
- Urlop - powtórzył, zbliżając się - Urlop od pracy? Czy może od Cienia?
Cholera. Wiedziałam.
Przekręciłam kluczyk, chcąc zdjąć blokadę i wsiąść do wozu. Z dźwiękiem odblokowania auta, Logan wsunął swoją dłoń w moje włosy, ściskając kosmyki. Jęknęłam z bólu. Moje serce zaczęło bić szybciej. Żałowałam, że zdecydowałam się na ucieczkę.
- Co zamierzasz? - zapytałam łamiącym się głosem.
- Zamierzam kochanie, dać ci małą radę - powiedział pewny siebie, po czym popchnął moją głowę na maskę samochodu z całej siły. Świat widziany moimi oczami zaczął wirować, a później ciemnieć. Upadłam na ziemię. - Nie ufa się nieznajomym - były to ostatnie słowa, jakie usłyszałam zanim zemdlałam.

___________________________________________________________
Przepraszam za spóźnienie. Pół godziny przed publikacją stało się coś czego nie oczekiwałam. To sprawy rodzinne, bardziej prywatne i to one spowodowały opóźnienie. Już się trochę uspokoiłam więc wrzucam rozdział i notkę przygotowaną już wcześniej.



Najgorszy/Najcięższy rozdział za mną! W końcu. Nie wyobrażacie sobie jak męczyłam się z tym rozdziałem (jeszcze gorzej niż z poprzednim), ale dla Was wszystko.


Po raz enty, wiem, ale muszę - DZIĘKUJĘ WAM.
Dziękuję Wam, bo Cień ma prawie 100 tysięcy na wattpadzie (mam nadzieję, że już po tym rozdziale stuknie, bo się nie mogę doczekać, jaram się jak pochodnia, nie wyobrażacie sobie)
Dziękuję Wam i tylko Wam za to, że Cień będzie tłumaczony na pięć języków. (NOWA ZAKŁADKA - Wersje zagraniczne, możecie tam sprawdzić inne języki, czytać i szkolić się haha)
Często mi gratulujecie, piszecie, że jesteście dumni, ale prawda jest taka, że to sobie powinniście gratulować, bo to Wasza zasługa nie moja. Napiszecie "ale ty to piszesz, bez ciebie by tego nie było". Nie! Bez was by tego nie było! Wierzcie mi, nie kończyłabym Cienia, gdyby nie było Was! Piszę fanfictions od podstawówki (mam 19 lat) Na początku pisałam o piłkarzach, bo byłam wielką fanką Villi, Torres'a etc. i wiecie co? Nigdy, ale to nigdy nie skończyłam żadnego fanfiction. NIGDY. Wy to zmieniliście. Cień będzie drugim skończonym przeze mnie opowiadaniem (a przynajmniej mam taką nadzieję). Gdyby Was tu nie było, nie byłoby też Cienia, więc to niekoniecznie moja zasługa, a Wasza. To wszystko zawdzięczam Wam i nigdy nie będę w stanie podziękować Wam wystarczająco. Jesteście dla mnie najważniejsi. Naprawdę, to aż trochę dziwne (może ciut chore, nie wiem nie oceniam) ale serio bardzo dużo dla mnie znaczycie. Czytam każdy komentarz, każdą wiadomość od was, indirects i no ogólnie wszystko. Kocham to, że mam w Was wsparcie. Wy też je macie we mnie i chcę, żebyście to wiedzieli. Możecie na mnie liczyć zawsze i wszędzie, chociaż tyle mogę dla Was zrobić. Jeśli coś się dzieje - piszcie do mnie! Chcę z wami rozmawiać, uwielbiam z wami rozmawiać!
Jeszcze raz dziękuję. Mam nadzieję, że będziecie ze mną do końca.

PYTANKO
Korzysta ktoś z e-book'ów? Czyta na tablecie? Jeśli tak, napiszcie w komentarzu. :)

PYTANKO 2
Szukam szabloniarni/szabloniarki do współpracy na dłuższy czas. W tej współpracy chodzi mi o to, że - ja reklamuję, a w zamian mogę zamówić szablon bez kolejki. Zainteresowanych proszę o podesłanie adresu szabloniarni lub przykładowego szablonu zrobionego przez "Ciebie" :)

Wystartowały już kolejne tłumaczenia:
- szwedzkie
- niemieckie
+ włoskie już jest od kilku dni!

Bardzo proszę, jeśli chcecie mnie wesprzeć wejdźcie na strony tłumaczeń - każde wyświetlenie się liczy, gdyż pnie nas wyżej w rankingu (włoskie było ostatnio numerem 8 w kategorii thriller! Sam fakt, że wbiło się do rankingu jest mega!)

Prawdopodobnie znowu o czymś zapomniałam. I'm really sorry.