poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 36

Uwaga! Rozdział zawiera wiele drastycznych i rażących scen (no zależy jak bardzo bogatą wyobraźnię posiadasz jeszcze w sumie haha) dla osób o silnych nerwach. Czytasz na własną odpowiedzialność.
Jeśli chcesz czytać z muzyką, zachęcam do włączenia playlisty > KLIK

Uniosłam ciężkie powieki, mrugając kilkakrotnie. Mój wzrok nieco się wyostrzył, dzięki czemu mogłam zobaczyć, gdzie się znajduję.
Cztery ściany. Stary, drewniany stolik w rogu, a obok niego drewniane krzesło. Zauważyłam również nieduży lufcik po mojej prawej stronie, ledwo trzymający się na zawiasach. Rzucał niewielką ilość światła na pomieszczenie. Na ziemi, obok zniszczonych drzwi, pomazanych kompletnie nieznanymi mi znakami leżały potłuczone butelki. Po tym, co mogłam zobaczyć wydawało mi się, że znajdowałam się w piwnicy. Ciężko było mi oddychać, nie czułam świeżego powietrza. Wewnątrz pokoju roznosił się smród. Szczerze powiedziawszy, pachniało w tym miejscu wilgocią, stęchlizną i alkoholem. Miałam ochotę wymiotować, było mi okropnie słabo.
Wszystko tu przypominało żywcem wyjętą scenerię z gry komputerowej. Counter strike, jeśli się nie mylę - moi znajomi ze szkoły grali w to nie raz. Ciemny, mroczny pokój w którym nie ma nic poza kilkoma ledwo trzymającymi się meblami. Wystarczyło tylko poczekać, aby jakiś człowiek otworzył drzwi nogą, a następnie wszedł z karabinem maszynowym i strzelał do wszystkiego co się rusza, bądź też nie.
Istny koszmar.
Ból mojej głowy wciąż się nasilał. Miałam wrażenie, że na czole mam jakąś ranę. Chciałam jej się przyjrzeć, jednak, gdy próbowałam poruszyć rękoma nie mogłam się wyswobodzić. Potrząsnęłam nimi ponownie i dopiero wtedy spostrzegłam, że jestem związana sznurami, które z każdym szarpnięciem raniły moją skórę. Postanowiłam więcej się nie kręcić, dla własnego bezpieczeństwa.
Mój mózg zapamiętał perfekcyjnie ostatnie słowa Logan'a przed utratą mojej przytomności. Wiedziałam, że to on mnie porwał. Znajdowałam się zapewne w jego domu czy miejscu nabytym przez niego. Wątpię, żeby zostawił mnie samą w piwnicy, to było wręcz niemożliwe.
Trzęsłam się. Tutaj było naprawdę zimno, jak miałam niby się ogrzać? Dodatkowo towarzyszył mi strach. Ciężko było mi się uspokoić w takiej sytuacji. Wpadłam jak myszka do klatki, nie wiem czego mam się spodziewać. Ale jakie to ma znaczenie? Przecież i tak Ashton miał mnie oddać Logan'owi. Stało się to nieco szybciej.
Do moich uszu dobiegł dźwięk obijających się o siebie kluczy. Drzwi otworzyły się z hukiem. Dałabym sobie głowę uciąć, że gdyby było to silniejsze uderzenie, leżałyby one na podłodze.
Nie widziałam twarzy osoby, która właśnie weszła do pokoju. Zamazana sylwetka, to jedyne co spostrzegłam. Ręka postaci wysunęła się w lewą stronę, po czym nastąpiło kliknięcie. W pomieszczeniu zrobiło się jasno, a moje oczy ujrzały nikogo innego jak Ticks'a.
- Oh, nie.. tylko nie ty... - wymamrotałam, kręcąc przecząco głową zrozpaczona.
- Tęskniłaś, aniołeczku? - zaśmiał się triumfalnie, podchodząc bliżej.
Nic, a nic się nie zmieniło. Ticks wyglądał tak samo obrzydliwie, jak za każdym razem, gdy musiałam go widzieć. Czarna, skórzana kurtka, podarty t-shirt, nie ułożone włosy i ta ohydna, przyprawiająca mnie o ciarki twarz. Tak, to z pewnością był on.
Nadal go nie lubiłam. Z resztą, jak można lubić człowieka, który kilka razy chciał cię porwać? Muszę zaznaczyć, że znowu mu się to nie udało, gdyż Logan mnie złapał nie on. Czy ja naprawdę teraz się tym chwalę? O matko.
Brunet ukucnął naprzeciwko mnie, wpatrując się w moje zmęczone oczy. Automatycznie odwróciłam twarz, kiedy jego dłoń dotknęła mojego policzka. Ticks zaśmiał się szyderczo, po czym zacisnął swoje palce na moich policzkach, odkręcając moją głowę tak, aby mój wzrok skierowany był na niego.
- Spędzimy naprawdę upojne chwile, skarbie - oznajmił.
Nie zastanawiając się nawet przez chwilę, zebrałam ślinę kłębiącą się w mojej jamie ustnej, a następnie splunęłam prosto na twarz bruneta. Nie bałam się go. Byłam nastawiona do niego tak samo, jak Ashton i jego przyjaciele - nie traktowałam go poważnie. Wielki gangster, który ma za zadanie porwać mnie, a zatrzymuje się na kontroli biletów. Zakpiłam w myślach. I tak Logan miał mnie zabić, więc wolałam umrzeć z godnością.
- Pierdol się - warknęłam.
Oczy chłopaka nagle stały się ciemne. Posłał mi groźne, pełne nienawiści spojrzenie. Nie minęła minuta, jak zamachnął się i uderzył płaską dłonią w moją twarz. Szarpnął kosmyki moich włosów, przyciągając moją głowę do swojej. Jęknęłam pod wpływem bólu jaki mi sprawił. Zamknęłam oczy, nie chcąc patrzeć na jego okropną twarz.
- Zobaczymy jaka będziesz mocna, gdy przejdę do rozdziewiczania cię, szmato - syknął prosto do mojego ucha. Odepchnął moją głowę, która uderzyła o mur.
- Connor, gdzie twoja kultura? - usłyszałam.
Podniosłam swój wzrok, spotykając się z widokiem nikogo innego jak samego Logan'a. Stał w progu drzwi, oparty o ścianę. Jego ręce spoczywały w kieszeniach. Miał na sobie biały podkoszulek przez który widać było jego mięśnie brzucha. Na twarzy malował się chytry uśmieszek. Przyglądał mi się z rozbawieniem. W końcu zaczął się do mnie zbliżać. Zabrał ze sobą stojące pod ścianą krzesło. Postawił je naprzeciwko mnie, a potem zajął na nim miejsce. Skrzyżował ręce, patrząc na mnie z wyższością.
- Caitlin Teasel, jak mi miło - odezwał się jako pierwszy.
- Szkoda, że mi nie - odpysknęłam.
Po raz drugi niespodziewanie dostałam w twarz. Tym razem moim napastnikiem był Fletcher. Nie zauważyłam, żeby był wściekły. Uznałabym to bardziej za karę. Zgaduję, że nie lubi, kiedy jest się do niego negatywnie nastawionym.
Policzek pulsował bólem. Przez moment świat wirował przed moimi oczami. Gdy oblizałam usta, poczułam krew. Szlag, warga musiała być rozcięta. Oparłam głowę o ścianę. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała szybko oraz nierówno, mimo prób unormowania oddechu. Powtarzałam w myślach, abym była twarda. Nie mogę okazać Logan'owi swoich słabości, po prostu nie mogę.
Przełknęłam ciężko ślinę. Byłam coraz słabsza, moje powieki powoli opadały.
- Skąd... skąd... - jąkałam się - Wiedziałeś, że jestem w barze? - wykrztusiłam, patrząc na Fletcher'a ze skruchą.
- Oh, kochanie.. - powiedział czule, jakby zrobiło mu się mnie żal - Nie tylko Ashton ma informatorów - chłopak odgarnął kosmyk z mojej twarzy, oglądając moje czoło - Poza tym... możesz podziękować swojemu ochroniarzowi - wypowiadając ostatnie słowo, zrobił cudzysłów w powietrzu - W samochodzie jest nadajnik.
- Luke go sprawdzał... - szepnęłam, nie dowierzając, że blondyn był na tyle głupi, aby po raz kolejny tak po prostu olać sytuację.
Logan zaśmiał się gardłowo. Fakt, że Hemmings spieprzył sprawę nie zrobił na nim większego wrażenia. Prawdopodobnie spodziewał się porażki chłopaka.
Brunet wysunął z kieszeni swoich spodni scyzoryk. Podrzucił nim kilkakrotnie w powietrzu, aż w końcu zatrzymał zabawę i ścisnął ostrze w dłoni. Popatrzył na moje udo, po czym przyłożył do niego nóż, błądząc nim po mojej skórze z zamyśleniem.
- Dlaczego? - wykrztusiłam - Po co to wszytko? - zapytałam biorąc kilka wdechów.
Łzy powoli cisnęły się do moich oczu. Nie mogłam wytrzymać napięcia. Narzędzie dotykało mojego ciała, zostawiając nieprzyjemny chłód po sobie.
Miałam ochotę błagać Logan'a, aby przestał. Jego gierki wykańczały mnie psychicznie. Nie byłam gotowa na taką torturę, liczyłam na szybką śmierć, natomiast on zaplanował całe przedstawienie od początku do końca.
- Wszystko potoczyłoby się inaczej, moja droga, gdybyś nie uciekła tamtej, feralnej nocy... - powiedział smutno, udając zmartwienie.
Zaczęłam się zastanawiać o czym mówił Fletcher. Jakiej nocy? Nie mogłam zrozumieć, o co mu chodzi. Myślałam, że pragnął mnie dostać tylko dla zabawy, jednak był ku temu inny powód. Chciałam go poznać.
W pewnej chwili oczy bruneta pociemniały, a twarz spoważniała. Jego wzrok zatrzymał się na fragmencie mojej skóry. Ostrze, które wcześniej wędrowało po moim ciele teraz rozpoczęło jego przecinanie. Poczułam jak pali mnie od wewnątrz. Gorący strumień krwi wypłynął spod skóry. Ból powoli rozchodził się po całej nodze, stając się nie do zniesienia. Nie mogłam się ruszyć nawet, żeby powstrzymać chłopaka. 
- Zapłacisz za wszystko, Caitlin... - szeptał, nie odrywając wzroku od coraz większej rany - Za ucieczkę tamtego dnia... za spoufalanie się z Cieniem... - wymieniał, wbijając scyzoryk coraz głębiej i nasłuchując mojego głośniejszego krzyku - Za ukrywanie się, za to kim jesteś - kontynuował, aż rzucił ostatnie słowa - I za to, ile mi problemów sprawiłaś, przeklęta dziwko - wysyczał, ostatni raz wbijając w moją nogę ostrze. Z całych moich sił, wydarłam się, szlochając. Ból promieniował. Wariowałam od jego natężenia.
Logan wyjął nóż. Ciemna, czerwona ciecz zalała całe moje udo. Parę kropel spłynęło na ziemię, brudząc podłogę. Każdy mięsień mojego ciała pulsował, sprawiając, że męka była o wiele gorsza. Chciałam zatamować krwawienie, jednak nie miałam możliwości. Przez moją głowę przeszła myśl, że wykrwawię się na śmierć. Moje krzyki co chwila wpływały do pomieszczenia, rozrywając mnie psychicznie. To było piekło, istne piekło, którego nikomu bym nie życzyła.
Kiedy Logan przysunął się do mnie, zbliżając swoje usta do mojego ucha, zacisnęłam zęby, żeby powstrzymać płacz i krzyk. Łzy potoczyły się po moich policzkach, gdy ciepły oddech tego potwora obił się o skórę na mojej szyi.
- Bolało? - wyszeptał, a jego nos snuł się po moim policzku, zbierając bezbarwne krople. Oddech uwiązł mi w gardle, nie potrafiłam nic z siebie wykrztusić. Mogłam jedynie płakać. - To dobrze - stwierdził z entuzjazmem - Bo to dopiero początek, skarbie - wymamrotał, patrząc na mnie oczami, przepełnionymi nienawiścią.
Logan uderzył swoimi ustami o moje, wgryzając się w dolną wargę. Po raz kolejny pisnęłam, cierpiąc. Zbierało mi się na wymioty. Do nikogo nie czułam tak ogromnego wstrętu jak do tego człowieka.
On jest bezlitosny i nieobliczalny.
Czym sobie na to zasłużyłam? Co takiego zrobiłam? Gdzie do cholery jasnej popełniłam błąd?
Starałam się trzymać z daleka od problemów. Ja go nawet wcześniej nie znałam! Z resztą tak samo jak Ashton'a! Czego on ode mnie chce? Jestem jego zabawką? Przypadkową osobą, którą ma ochotę dziś wykończyć? Skoro tak, to za co Bóg mnie karze w ten sposób?
- Sprawię, że twoje najgorsze koszmary staną się rzeczywistością, Caitlin - mruknął prosto do moich ust, zostawiając na nich mokry, brutalny pocałunek.
Fletcher posłał mi złowieszczy uśmiech. Wstał i ruszył w stronę drzwi. Zgasił światło i wyszedł z pomieszczenia, szczelnie zamykając je na klucz. Myślałam, że zwariuję. Nie widziałam praktycznie niczego. Oddychałam szybko, za szybko. Strach powoli sprawował kontrolę nad moim ciałem.
- Pomocy, pomocy - mówiłam pod nosem, panikując - POMOCY! - krzyknęłam z całych moich sił.
Nikt mnie nie usłyszał.
Nikt nie przyszedł.
Nikt mi nie pomógł.
Nikt nie mógł mi pomóc. 
Miotałam się na ziemi, próbując rozluźnić sznury. Leżałam w kałuży krwi. Popadałam w obłęd. Traciłam resztki moich sił.
- Ashton... - szepnęłam błagalnie, ledwo przytomna - Proszę, Ashton.. - majaczyłam.
Sama do końca nie wiedziałam, dlaczego to jego potrzebowałam w tej chwili. Czemu go wzywałam? Przez niego przecież znalazłam się w tym miejscu.
Może mój rozum już się poddał, ale serce wciąż wierzyło, że Irwin wcale nie chciał oddać mnie Logan'owi?
Moja głowa opadła na bok, a oczy same się zamknęły.
Straciłam przytomność, znowu. 

~*~

Mijał trzeci dzień, a ja wciąż byłam więziona w piwnicy przez Logan'a i jego ludzi. Sama nie jestem pewna jak udawało mi się przeżyć każdą godzinę. Dostawałam jeden posiłek na dzień, a była nim sucha bułka i szklanka wody. Przez resztę godzin byłam bita i torturowana psychicznie. Ledwo wytrzymywałam. Miałam dość i czasem modliłam się, abym mogła już umrzeć. Nie podczas tortur. Spokojną, naturalną śmiercią.
Wiedziałam, że nie mogę już liczyć na ratunek. W końcu kto miałby mi pomóc? Nikt nie miał pojęcia, gdzie się znajduję, ani z kim jestem.
Przegrałam tą grę.
Przez cały czas myślałam o rodzinie, przyjaciołach oraz o tym, przez co muszą przechodzić. Ciotka zapewne odchodzi od zmysłów. Najpierw śmierć wuja i moich rodziców, a teraz ja. Jestem jej ostatnią rodziną. Stanowię kolejny problem dla biednej Eleanor, która może przez to wszystko zachorować. Nie chcę, żeby miała kłopoty ze zdrowiem z mojego powodu, a jest taka możliwość. Nie ma przecież osiemnastu lat. Mam więc nadzieję, że o niczym nie wie, a Cassie nie puściła pary z ust. Jeśli umrę tutaj - nie chcę, aby ciotka o tym wiedziała. Tak będzie lepiej, dla niej, dla mnie.
Wydawało mi się, że było południe. Nie było ani ciemno, ani znów zbyt jasno. Przez mały lufcik nie przebijało się światło. Lampa umieszczona na suficie, została zapalona przez jednego z ludzi Logan'a. Było ich tu o wiele więcej niż myślałam. Z początku zdawało mi się, że tylko Ticks i sam Fletcher są tutaj, jednak od czasu do czasu przychodzili do pokoju inni mężczyźni, sprawdzając mnie.
Tym razem była zmiana Conor'a.
Siedział pod ścianą na krześle, patrząc się ze skupieniem prosto na mnie. Robił się nudny, muszę to przyznać. Jego mizerna, chamska twarz nie zmieniała punktu widzenia, co tylko bardziej mnie irytowało. Milczał. Zapewne myślał w ciszy. Zła aura unosiła się w powietrzu. 
- Tak się zastanawiam.. - zaczął - Jak to jest być dziwką Ashton'a? - spytał, a ja ledwo wywróciłam oczami.
- Skoro już tutaj siedzisz i muszę cię znosić - burczałam, ledwo wypowiadając słowa - To chociaż zrób mi przyjemność i zamilcz, bo nie mam ochoty na ciebie patrzeć, a co dopiero z tobą rozmawiać - wydukałam. Moje gardło było zaschnięte, brakowało mi wody tak samo jak pożywienia. Non stop kasłałam, miałam nawet podejrzenia, że nabawiłam się grypy lub złapałam inną chorobę. 
Na twarzy bruneta wymalował się figlarny uśmieszek. Gdybym miała więcej sił, nie pozwoliłabym na takie obelgi, ale w takim stanie nie mogłam nic zrobić. Szeroko rozcięta rana nie została zaszyta. Logan'a przecież nie obchodził mój los. Pragnął widzieć i słyszeć jak cierpię. Wydawało mi się nawet, że lubił słuchać moich krzyków.
Moje plecy przeszywał intensywny ból. Dzień wcześniej Conor zadał mi kilka ciosów pasem. Cztery, podłużne smugi odznaczyły się na moim kręgosłupie. 
Po kilku minutach, które Ticks spędził na siedzeniu i oglądaniu mojej konającej osoby, postanowił mnie uwolnić. Zaczął zdejmować sznury z moich rąk, a także nóg. Nie mogłam zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi i jaki jest jego cel, ale nie marudziłam. Wręcz przeciwnie, zamierzałam wykorzystać szansę na ucieczkę.
Gdy tylko ostatni węzeł puścił, użyłam ostatków moich sił i zadałam brunetowi cios w brzuch. Chłopak jęknął, zginając się w pół, a ja nie czekając chwili dłużej wstałam i zaczęłam iść utykając. Im bliżej byłam drzwi, tym większy uśmiech obdarowywał moją twarz. Nadzieja na wyjście z tego bagna znów się pojawiła.
Wszystko jednak poszło na marne. Ticks chwycił mnie za kostkę, pociągając w dół. Upadłam na ziemię, przecierając twarz, a także zranione udo, które znów krwawiło. Brud z powierzchni na pewno wdarł już się do rany, powiększając ją. Zawyłam z bólu, formując pięści z dłoni.
Cierpiałam, okropnie cierpiałam.
- Ty suko - zawarczał.
Podniósł mnie z ziemi, ciągnąc za przedramię. Popchnął mnie na ścianę, a ja z impetem odbiłam się od niej niczym piłka i po raz kolejny padłam na kolana. Conor obszedł mnie dookoła, dopóki nie stanął tuż obok mojej twarzy. Wymierzył cios w mój policzek. Opadłam na zimną, pełną piasku i błota podłogę. Próbowałam wstać, ale gdy tylko podciągnęłam się na łokciach do góry, chłopak kopał w mój brzuch powodując, że znowu lądowałam na ziemi. Krew wypływała z moich dziąseł. Splunęłam czerwoną substancją, wylewającą się z moich ust.
Nie pozwalając na jakiekolwiek dojście do siebie, Ticks wziął mnie za ręce i uniósł. Przyciągnął mnie do ściany, przywierając do mnie swoim ciałem. Ścisnął dłońmi moje nadgarstki w miejscach, gdzie miałam blizny po sznurach. Zaszlochałam, a on puścił moje ręce, które opadły z bezwładem. Nie czułam ich, nie miałam żadnej kontroli nad swoim ciałem.
Czułam się poniżona, zniszczona, zgwałcona psychicznie i ośmieszona fizycznie. Nie byłam w stanie znieść więcej. Mój umysł błagał o litość, wołał o pomoc. Byłam bezbronna, a on pomiatał mną, jak tylko mógł.
- Myślisz, że stąd uciekniesz, idiotko? - zakpił - Nawet nie wiesz ile jeszcze mamy atrakcji dla ciebie.
Zadrżałam.
Zamknęłam oczy, gdy dłoń Conor'a powoli schodziła coraz niżej, dochodząc do talii, a następnie mojego pośladka. Gdy tylko dotyk się zacieśnił, zebrałam ponownie siły, żeby impulsywnie go odepchnąć i stworzyć między nami dystans.
Zaśmiał mi się w twarz.
- Ostra z ciebie sztuka - stwierdził - Już nie mogę się doczekać, kiedy będziesz krzyczała moje imię, prosząc o więcej - wysapał, a jego oczy skanowały moje ciało.
- Pohamuj swoje zapędy, kretynie - usłyszałam ciężki głos.
Logan.
- Ty możesz się z nią zabawiać, a ja kurwa nie?! - oburzył się Ticks, odchodząc ode mnie.
- Wyjdź - rozkazał ciemnowłosy.
- Ale...
- WYJDŹ - powiedział o wiele groźniej niż dotychczas.
Przyjaciel Logan'a, bo przynajmniej takie odniosłam wrażenie posłał mu posępne spojrzenie. Prychnął, po czym pokierował się do wyjścia, zostawiając nas samych.
- Oh, skarbie.. twój stan się pogarsza... czyżby to był twój koniec? - próbował mnie zezłościć, jednak nie był w stanie.
Życie nie miało dla mnie już większego znaczenia. Connor miał rację, nie wydostanę się stąd. Pozostaje mi jedynie czekać na swoją śmierć. Nic innego nie mogłam już zrobić. Czemu więc miałabym się złościć na jego słowa, które były tylko faktem?
Wrak człowieka, tak właśnie określiłabym siebie.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że byłaś na tyle głupia, aby uciec od Ashton'a. Wpadłaś prosto w moje ramiona kruszynko - powiedział melodyjnie. 
- Co za różnica? - spytałam - I tak bym tu trafiła prędzej czy później, w końcu mieliście układ.
- Z którego ten palant wycofał się dzień przed naszym spotkaniem. Myślisz, że dlaczego wybrałem się po ciebie osobiście?
- Kłamiesz - rzuciłam, nie wierząc.
Logan zaśmiał się.
To niemożliwe. Ashton nie wycofałby się. To nie byłoby w jego stylu. Ale znowu dlaczego Fletcher miałby mnie okłamywać? 
- W takim układzie, spodziewaj się Cienia niedługo.
- Oh, twój ton wskazuje na to, że powinienem się przejąć - wzruszył ramionami - Jednakże nie mam tego w zamiarze.
- Jaki jest twój cel? - zadałam mu proste pytanie - O co ci chodzi? Czemu mnie tutaj więzisz?
- Moim celem jest pozbycie się Ashton'a Cienia Irwin'a kochanie - oznajmił - A już niedługo zniszczę go całkowicie.
- O czym ty mówisz? Co zamierzasz zrobić?! - zdenerwowałam się.
- Wyjawię mu, kto zabił jego ojca.
- Wiesz kto to zrobił? - zdziwiłam się.
- Słoneczko, to byłem ja - odparł pewnie.
Moje oczy stały się szerze. Patrzyłam na chłopaka, jakbym zobaczyła ducha. Widziałam jednak kogo innego. Potwora, który zabił rodzica swojego przyjaciela, zmieniając jego życie w chaos.
_________________________________________________________________
Niestety nie wiem, co we mnie uderzyło, ale straciłam wenę przez co nie udało mi się oddać emocji tak jak chciałam. Jednakże nie jestem z niego aż tak niezadowolona. Mogło być lepiej, ale nie narzekam.
Nie wiem jak wy, bo wasze zdanie jest dla mnie ważniejsze niż moje własne.
Biedna Caitlinka dziefcynka. Jak wszyscy mają wpierdol to wszyscy, nie mogła pozostać płaczką do końca. Tak wam szkoda było Hemmings'a, że stwierdziłam " a co, wyżyję się na Teasel "
Pisałam ten rozdział o godzinie 3 nad ranem, bo dopiero wtedy złapałam jakąś wenę twórczą.
Jestem zła na siebie, no kurde, moje klimaty, a nie mogłam zrobić tego tak, jakbym chciała.
Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie lepszy.
Dlatego tym razem pojawi się trochę później. Pośpieszyłam się z tym więc muszę trochę zwolnić tempo i dopracowywać rozdziały, żeby były lepsze. Mam nadzieję, że to zrozumiecie.
Licznik zostanie włączony tak za tydzień, bo zamierzam właśnie poświęcić tydzień na napisanie rozdziału albo ponad. Jak już będę miała 80% rozdziału włączę odliczanie.
ZEPSUŁA SIĘ ANKIETA na co jestem wkurwiona. Nagle się wyzerowała sama z siebie. No ale dobra - NIE TO NIE, my łaski nie potrzebujemy, prawda? :)

Okej, największe ogłoszenie parafialne - JEST JUŻ ANGIELSKIE TŁUMACZENIE CIENIA NA KTÓRE TAK CZEKALIŚCIE! :)

KLIK

Jeśli macie dobre serce ( a macie, bo tutaj są ludzie tylko o dobrym sercu) i jeśli macie chęci (tutaj nie wiem jak jest ) to bardzo proszę tweetujcie znajomym z zagranicy link, polecajcie etc. Każdy z nas ma na pewno kogoś z zagranicy na twitterze, więc byłoby miło, gdybyście to dla mnie zrobili. Odwdzięczę się jak tylko będę mogła.

Poza angielskim tłumaczeniem jest także reszta.

WŁOSKIE
HISZPAŃSKIE
SZWEDZKIE
NIEMIECKIE

Jak na razie tłumaczenie włoskie ma najwięcej wyświetleń. Cieszy mnie to niezmiernie. Dziękuję wam za każde wejście, dzięki temu opowiadanie wchodzi do rankingu i więcej osób ma szansę je zobaczyć.

Poza tym wszystkim zapraszam was na dwa moje nowe opowiadania. Pozwólcie, że krótko je skomentuje.

SKYLINE - Luke Hemmings short fanfiction.
Jeśli ktoś jest fanem serii Szybkich i Wściekłych, to może mu się spodobać. Inspirowałam się tym filmem, zwłaszcza pierwszą częścią. Samochody, samochody i.. tak, wątek miłosny. Prolog 1 czerwca o 21.00
Linki: WATTPAD > KLIK , TUMBLR > KLIK (gdzie wam lepiej czytać)
PSYCHO - Michael Clifford short fanfiction.
Jeśli ktoś czytał kiedyś książkę 13 reasons why czy oglądał film (nie pamiętam czy to książka czy to film) lub po prostu czytał fanfiction o tym samym tytule o Larrym, to właśnie tym się inspirowałam. Nie będzie tu jednak motywu kaset etc. Pisane bardziej w formie pamiętnika. Prolog już jutro o 21.00
To fanfiction jest dla osób o mocnych nerwach, oraz takich, które są w stanie wyobrazić sobie Michael'a w roli czarnego charakteru. Będę wychodziła poza normy, Clifford nie będzie tam kochanym chłopaczkiem. To trochę szaleństwo, bo zapewne spotkam się z wieloma negatywnymi opiniami, ale YOLO prawda? :)
Linki: WATTPAD> KLIK , TUMBLR > KLIK (gdzie wam lepiej czytać)

Jeśli chcecie być informowani o nowym rozdziale, któregoś z tych opowiadań niech zostawi jedną z tych wiadomości w komentarzu:
"Chcę być informowana/y/Informuj mnie o nr PSYCHO (nick z twittera)"
" Chcę być informowana/y/Informuj mnie o nr SKYLINE (nick z twittera)"
Albo coś w tym stylu. A jak oba no to wiadomo, wpisujcie oba.

TWITCAM OD 15.30-16.00 > LINK
TERAZ DZIŚ ŚRODA 28/05

NOWE KONTO ROLE - PLAYERA ASHTONA - @AshtonCien << obserwujemy na twitterze! ROLE - PLAYERA CAITLIN @Caitlin_Cien !!!