czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 32

Nigdy nie bawiłam się lepiej niż na tej imprezie. Było tłoczno, ale atmosfera nadrabiała bliski bezruch, jaki panował w klubie. Wypiłam parę drinków, ale mimo tego czułam się trzeźwo. Na środku parkietu, tańczyłam w rytmie najnowszego kawałka David'a Guetty, który królował w tej sali. Jego utwory puszczano kilka razy. Moje dłonie unosiły się i opadały kręcąc różne kółka czy ósemki w powietrzu. Nogi mimo bólu nie odmawiały posłuszeństwa. Czułam, że dziś bawię się do upadłego.
Nagle mój nadgarstek ścisnęła dłoń. Gdy się odwróciłam spostrzegłam Dan'a trzymającego w drugiej ręce kubek z najlepszym piwem w mieście. Śmiał się szczerze i korzystał z największych atrakcji tego klubu. Ja również odpowiedziałam mu głośnym śmiechem. Objęłam go, ściskając z całej mojej siły i zakręciliśmy się wokół własnej osi.
Trzymając się za ręce opuściłyśmy tłum narwanych i napalonych nastolatków. Brunet poprowadził mnie w kierunku drzwi ewakuacyjnych, a po chwili znaleźliśmy się na świeżym powietrzu. Rozejrzałam się po osiedlu, które było mi całkowicie nieznajome. W pewnym momencie kompletnie wyleciało mi z głowy na jakiej ulicy byłyśmy, ani w jakiej dzielnicy. Dan sprawiał wrażenie zalanego, ale wiedział, gdzie jesteśmy, ponieważ pociągnął mnie od razu za rękę i pokierował na aleję parku. Moja głowa wciąż obracała się w każdą możliwą stronę rejestrując obrazy i analizując je w głowie. Nigdy wcześniej nie widziałam tego miejsca, a przynajmniej tak mi się wydawało. Za każdym razem, gdy próbowałam sobie je jakimś cudem przypomnieć miałam pustkę w głowie. Dan nie zwalniał tempa, prowadził mnie, do tego pośpieszając, jakbyśmy byli umówieni na spotkanie. Popalał Marlboro, zaciągając się nim, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Dan nigdy nie palił. Wyglądał na zdenerwowanego. Działo się to zapewne późną nocą, ponieważ było niesamowicie cicho i pusto. Niektóre latarnie nie świeciły.
- Dan, dokąd idziemy? - pytałam, jednak mój przyjaciel nie odpowiadał. Uśmiechał się nieśmiało, ale milczał.
Znaleźliśmy się na skrzyżowaniu alejek w parku. Dan puścił moją dłoń posyłając mi uśmiech, a następnie oddalił się i zajął miejsce na ławce. Patrzyłam na niego pytająco, jednak jego wyraz twarzy nie zmieniał się. Wzruszyłam ramionami, a następnie wywróciłam oczami śmiejąc się. Znowu robi sobie ze mnie żarty.
Gdy odwróciłam głowę, zamarłam. Naprzeciwko mnie stał Conor, Conor Ticks. Ten sam człowiek, który kilkakrotnie próbował mnie zabić. Chciałam krzyczeć, ale oddech uwiązł w moim gardle. Moje nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, a do oczu napłynęły łzy. Jedyne o co prosiłam Boga, to przywrócenie w nich władzy. Pragnęłam uciekać, uciekać jak najdalej stąd. Spojrzałam na Dan'a, który wciąż przyjmował tą samą pozycję. Nie ruszał się, ani nie zmieniał swojego wyrazu twarzy. Zastanawiałam się, czym sobie na to zasłużyłam? Dlaczego on ma cokolwiek z tym wspólnego? Nie wiedziałam.
W dłoni Ticks'a spostrzegłam nóż. Chłopak zaczął powoli iść w moim kierunku, z zadziornym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Powolnie odzyskując władzę w moich nogach, zaczęłam niezdarnie się cofać. Pojękiwałam i szlochałam próbując tym samym wezwać jakąkolwiek pomoc.
Wtedy stał się cud. Poczułam na swojej talii duże dłonie, które bardzo dobrze znałam. Jedna z nich sięgnęła po moją rękę i mocno ją ścisnęła. Ashton pociągnął mnie za sobą zmuszając do ucieczki. Biegliśmy ile sił w nogach. Trzymałam jego dłoń bojąc się, że jeśli ją stracę, stracę szansę na przeżycie. Oboje byliśmy zmęczeni, jak po przebiegnięciu maratonu. Skręcaliśmy w każde możliwe uliczki, aby tylko zgubić Conor'a lub jego ludzi.
Gdy tylko nam się to udało, przystanęliśmy na moment.
Kilka niedbałych loków opadało na jego czoło. Miał na głowie czarny kaptur, zakrywający piękne, blond włosy, które osobiście uwielbiałam. Pozwoliłam sobie na jego zdjęcie, a tym samym zobaczenie twarzy Ashton'a w pełnej okazałości. Uśmiechnęłam się, gdy nieśmiało obdarzył mnie spojrzeniem, spotykając się z moimi oczami. Moja dłoń przejechała po jego policzku, gładząc nieskazitelną, jasną skórę. Badałam wzrokiem każdy najmniejszy fragment jego twarzy z zainteresowaniem. Uśmiech nie schodził w mojej twarzy.
Czułam jak jego długie palce przejeżdżają po mojej talii zataczając kółka. Patrzyłam na jego pełne, różowe wargi z pragnieniem złożenia na nich pocałunku. Uczucie, które między nami się wytworzyło było nie do złamania. Czułam ciepło rozsadzające mnie od wewnątrz. Czekałam na ten moment dłuższy czas i w końcu nadarzyła się ta chwila.
- Uratowałeś mnie - szepnęłam blondynowi w usta.
- A ty uratowałaś mnie - odparł Ashton patrząc w moje oczy.
Nasze wargi złączyły się w namiętny pocałunek. Wsunęłam swoją dłoń we włosy Ashton'a, druga zaś gładziła jego policzek. Jego ręce splotły się wokół mojej talii przyciągając mnie bliżej, tak, aby między naszymi ciałami nie było żadnej przestrzeni. Dystans, który kiedykolwiek był między nami w jednej chwili zniknął. Nie czułam się przy nim źle, czułam się fantastycznie. Potrzebowałam go, potrzebowałam jego bliskości, głosu, dotyku, pocałunków. Całego Ashton'a, takiego jakim był - sobą. Zły, czy dobry, wściekły czy szczęśliwy - pragnęłam go w każdym możliwym wydaniu. Nigdy nie czułam się z kimkolwiek tak dobrze, a zarazem tak źle. Sprawiał, że byłam szczęśliwa, a także zła czy smutna.
Nasze języki tańczyły w jednym rytmie. Łapaliśmy pośpiesznie oddech, nie mając ochoty na odrywanie się od siebie. Ashton składał pocałunki na moich ustach z największą pasją i uczuciem. Jego wargi były takie słodkie, delikatne, przyjemne. Nie potrafiłam sobie odmówić.
Księżyc unosił się na niebie wraz z kilkoma gwiazdami, a ja i on - Ashton Irwin, staliśmy przy jedynej, świecącej blisko nas latarni wtuleni w siebie. Nic już więcej nie miało znaczenia, tylko nasza dwójka...

Otworzyłam lekko zaspane oczy, biorąc wdech powietrza. Byłam bliska ziewnięcia, jednak powstrzymałam się, gdy słaby zapach męskich perfum zmieszany z papierosami otarł się o moje nozdrza. Podniosłam głowę do góry i dopiero wtedy spostrzegłam, że leżałam na brzuchu Ashton'a. Boże, leżałam na nim. Jego dłoń do tej pory znajdowała się na moich plecach. Gwałtownie, a zarazem niezdarnie odsunęłam się od blondyna prawie zlatując z łóżka. Obserwował mój każdy ruch z obojętnością. Nie miałam pojęcia jakim cudem wylądowałam na nim, nawet nie chciałam tego wiedzieć. 
- Oh, nie miałem nic przeciwko – powiedział flirciarskim głosem.
Blondyn leżał prosto. Jego piwne oczy błyszczały, a cała twarz była rozpromieniona. Na jego głowie panował nieład. Blond kosmyki rozłożyły się niedbale na czuprynie, tworząc nieznane wariacje. Zabrał swoje ręce, kładąc je za głową. Uśmiechał się szeroko, będąc zadowolonym z zaistniałej między nami sytuacji. Spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie mogłeś mnie obudzić?  - zapytałam zażenowana.
- Oh, błagam cię. Spałaś tak słodko i smacznie, że musiałbym być ogromnym skurwielem, żeby to zrobić – odparł.
- Doprawdy? – podniosłam brew – To był jedyny powód dla którego nie kazałeś mi wstawać?
- Dobra – burknął, wywracając oczami – Przyznaję, czerpałem z tego wielką przyjemność.
Po raz drugi w ciągu tych kilku godzin złapałam za poduszkę i rzuciłam nią w Irwin’a. Jego aroganckie zachowanie działało mi na nerwy. Może czasem wydawał się zabawny, ale po pewnym czasie robił się nudny. Ciężko było mi wytrzymać z nim tak wiele godzin. W życiu nie spotkałam tak zmiennego człowieka, jakim był Ashton. Teraz był złośliwy, a za chwile mógłby być miły i czuły. Świadomość, że jego przyjaciele będą tu już niedługo niezmiernie mnie cieszyła. Sądzę, że nie przeżyłabym kolejnego dnia z tym chłopakiem na osobności. Gra, którą ma w zwyczaju prowadzić już mnie nie bawi, wręcz przeciwnie – jest irytująca. Dlaczego nie pokaże mi swojej prawdziwej twarzy, tylko wciąż zgrywa pewnego siebie dupka bez uczuć? 
Pobiegłam do łazienki, aby przebrać się w rzeczy, które zostawiłam tam dnia wczorajszego. Nie zamierzałam zatrzymywać koszuli Ashton’a, poza tym – gdybym sama jej nie zwróciła, na pewno upominałby się o nią, komentując wszystko najbezczelniej jak tylko potrafi.
Gdy tylko zrzuciłam ubranie z siebie, a nałożyłam swoje; wyszłam z łazienki i wręczyłam blondynowi zapożyczoną rzecz. Ten jedynie zlustrował mnie wzrokiem, po czym zabrał ubranie, zakładając je na siebie. 
Muszę przyznać, że ta koszula leżała na Ashton'ie perfekcyjnie. Wpatrywałam się w jego plecy, kiedy zarzucił cienki materiał na swoje szerokie barki. Kołnierzyk okrył smukły kark Ashton'a, na którym w ostatniej chwili zauważyłam niewielką bliznę. Pragnęłam zapytać, skąd chłopak ją ma, ale wstrzymałam się, gdy tylko przypomniałam sobie o jego wybuchowości. Kłótnia to ostatnia rzecz, która była nam w tej chwili potrzebna. 
Kiedy Calum zadzwonił, powiadamiając nas, że znajduje się wraz z Lukiem pod hotelem opuściliśmy pokój, a następnie motel do którego nigdy więcej nie zamierzaliśmy wrócić. Ashton i ja po raz pierwszy zgodziliśmy się w jednej kwestii – po tym miejscu zostaną jedynie wspomnienia.
Ale czy na pewno same negatywne? Gdybym miała się zastanawiać nad tym wszystkim dłużej, doszłabym do wniosku, że jego towarzystwo nie było wcale najgorsze. Na szczęście tego nie zrobiłam. 
Ja i Irwin musieliśmy utrzymywać między sobą dystans. Mimo, że intrygował mnie swoją osobą, nie mógł być dla mnie nikim więcej jak w pewnym sensie moim wybawicielem, bo w końcu chronił mnie od... śmierci, tak sądzę. Hamowałam każde pozytywne uczucie do blondyna, aby pozostać w strefie neutralności. Chyba mi się do tej pory udało.
Luke stał oparty o drzwi samochodu ze skrzyżowanymi nogami. Jego włosy jak zwykle zostały podniesione za pomocą żelu. Na nosie blondyna spoczywały ciemne okulary, prawdopodobnie firmy ray-ban. Założył na siebie zwykłą koszulkę, co nie miało wielkiego znaczenia, gdyż i tak wyglądał świetnie. Przypominał profesjonalnego modela, jedyną rzeczą która nie pasowała do tego wizerunku był kolczyk. Uważam jednak, że bez niego wyglądałby mniej atrakcyjnie, piercing dodawał mu charakteru. Calum zaś stał obok, dopalając papierosa. Nie miałam siły po raz kolejny zwracać uwagę na to, jak dużą ilość fajek każdy z nich wypalał w ciągu dnia. Wiedziałam, że tak czy siak – nie doliczyłabym się. Ubierając czarne, podarte spodnie oraz skórzaną kurtkę zapewne chciał sprawić wrażenie typowego bad boy’a. Jego słodki wyraz twarzy niestety kontrastował z całym ubiorem.
- Hemmings – warknął gniewnie Ashton, mierząc swojego przyjaciela wzrokiem, kiedy tylko dotarliśmy do auta.
- Słuchaj, Ash.. – zaczął Luke, kiedy Irwin skierował się prosto na niego. Calum w tym czasie stanął obok mnie, śmiejąc się. Irwin zacisnął pięści na koszulce blondyna, po czym rzucił go na ziemię. Wzdrygnęłam się, kiedy zobaczyłam reakcję Ashton’a. Młody runął na ziemię mrucząc coś pod nosem. Panikował, a jego zdania były niespójne. Zgaduję, że starał się wytłumaczyć, jednak niczego nie zrozumiałam poza kilkoma, losowymi słowami.
Ashton natomiast był bezlitosny. Pochylił się nad blondynem i zaczął się na niego drzeć. Za co go tak traktuje? Co takiego Luke zrobił, czym sobie zasłużył na takie upokorzenie? Byłam oburzona, a jednocześnie przerażona. W pełni gotowości chciałam ruszyć w stronę Ashton’a, aby go powstrzymać, jednak Calum przyciągnął mnie do siebie, ściskając moje ramię, abym się nie ruszała.
- Co ty wyprawiasz? On go za chwilę zabije! – krzyknęłam, widząc jak Ashton podnosi pięść do góry, celując w leżącego na ziemi Hemmings'a.
- Coś ty – parsknął – oni tylko wyjaśniają sprawy.
Otworzyłam szerzej oczy, słysząc słowa Calum’a. "Małpy" pomyślałam, zwykłe zwierzęta, które nie potrafią rozwiązać po ludzku konfliktu. Ręce mi opadły. Odwróciłam się, aby znów patrzeć na tarzający się po ziemi, wykłócających przyjaciół. Weszli w głęboką polemikę na temat auta Ticks'a, które nie zostało sprawdzone przez Luke'a.
- Mówiłem ci, że masz obejrzeć ten pierdolony wóz?! Co wtedy robiłeś kurwa, no słucham?! – krzyczał Ashton, szarpiąc go.
- Stary, to nie moja wina! Wpadły siostry Mike’a, było trochę wódki… sam wiesz jak to jest! Powiedziałeś mi o tym w złym momencie! – tłumaczył się Lucas, potęgując jedynie frustrację Irwin'a.
Dzięki Bogu nikogo nie było na zewnątrz poza nami. Recepcjonistka cały czas przebywała w motelu, nie racząc nawet podnieść czterech liter. Akurat teraz nie miałam jej tego za złe. Ostatnie czego nam było trzeba to widowisko lub policja, aczkolwiek wątpię, że ktokolwiek wezwałby ją z dwóch prostych powodów: wyrobiłoby to nie zbyt dobrą renomę temu miejscu, a po drugie… to w ogóle nie przypominało poważnej bójki. Jakbym miała opisać całe zdarzenie, powiedziałabym, że była to mała szarpanina gnojków. Tak to właśnie wyglądało.
- Czy jako ich przyjaciel nie powinieneś ich rozdzielić? – zapytałam o wiele spokojniej niż przedtem. Calum pokręcił przecząco głową.
- Uwierz mi, nie chcesz się w to mieszać – brunet popatrzył na swoich kolegów z politowaniem.
Hood podrzucił kluczyki samochodu do góry, następnie je łapiąc. Ruchem głowy wskazał na samochód, prosząc mnie abym wsiadła. Ruszyłam do auta, a potem zajęłam w nim miejsce. Mimo zamkniętych drzwi wciąż słyszałam kłótnie Ashton’a i Luke’a, która stawała się coraz większą dziecinadą. Złapałam się za głowę nie mogąc wytrzymać już tego hałasu. Rozumiem, że Ashton był zły. Powierzył Luke’owi zadanie, któremu nie podołał, przez co byliśmy w niebezpieczeństwie, ale mogliby to rozwiązać w inny sposób, albo po prostu w domu. Nie wiem co chcieli osiągnąć, dyskutując na ten temat właśnie tutaj.
Po kilku minutach Ashton i Luke doszli do porozumienia. Wsiedli do auta, mierząc się wzajemnie wzrokiem. Calum wziął głęboki wdech, jakby chciał wyzbyć się negatywnych emocji. Zauważyłam, że jego również znudziła zacięta dyskusja przyjaciół zachowujących się jak małe dzieci.
Wróciliśmy do miejsca w którym zostawiliśmy samochód Ticks’a. Chłopcy sprawnie i szybko wzięli auto na hol. Nie minęło pół godziny, a już byliśmy gotowi do drogi. Zanim jednak ruszyliśmy, Ashton podszedł do mnie. Zlustrował mnie wzrokiem, a następnie rzekł:
- Mam dla ciebie dwie wiadomości, dobrą i złą - oznajmił - Którą wolisz usłyszeć teraz, a którą później? - spytał, a ja podniosłam brwi. Po raz kolejny bawił się ze mną, licząc, że wydobędzie ze mnie gniew, czy irytację.
- Dobrą - odpowiedziałam opanowana.
- Beemka wróci do ciebie, kiedy ten kutas Hemmo ją naprawi - zawiadomił.
- Słyszałem, fiucie! - fuknął blondyn.
Nie zaszokował mnie swoim oświadczeniem. Spodziewałam się, że Ashton podaruje mi jakieś auto, gdyż zabrał moje Volvo. Jeśli liczył, że mnie to zaskoczy - nie udało mu się.
Podczas drogi powrotnej zostaliśmy podzieleni. Ja jechałam pierwszym wozem z Lukiem, natomiast Ashton jechał niesprawnym BMW wraz z Calum’em. Blondynowi zapewne znudziło się moje towarzystwo, dlatego właśnie wybrał Calum'a. Po sytuacji pod motelem Luke również nie był na jego liście "osób z którymi chciałby jechać do domu przez kilka godzin".
Z tego co mogłam wywnioskować poprzez długą jazdę samochodem, byliśmy daleko od Hurstville. Przez cały czas jazdy, który liczył prawie sześć godzin musiałam siedzieć w milczeniu i patrzeć na drogę, gdyż ja oraz Luke nie mieliśmy w ogóle tematu do rozmowy. Co tu się dziwić? Przedtem nie spędzaliśmy ze sobą czasu. Nie uważam chłopaka za jakąś bliską osobę z którą mogłabym pogadać o czymkolwiek. On pewnie ma bardzo podobne zdanie. Jestem przekonana, że wolałby, aby moje miejsce zajmował Michael - wtedy prowadziliby konwersację dotyczącą imprez, dziewczyn i... imprez. 
Przez moment patrzyłam na blondyna prowadzącego samochód. Robił to z całkowitą swobodą. Prawa ręka spoczywała na otwartym oknie, a lewa lekko podtrzymywała kierownicę. Samochód miał automatyczną skrzynię biegów, nie musiał więc zmuszać się do większej kontroli. Nucił pod nosem wszystkie piosenki lecące w radiu, a także ruszał w ich rytmie głową. Wydawał się być bardzo rozluźnioną osobą, lubiącą przede wszystkim zabawę.
Nie należał jednak do otwartych, a przynajmniej z początku.
- Więc… wygrałeś to BMW? – spytałam, chcąc zabić ciszę i przerwać barierę niezręczności między nami.
- Taaa, żebyś to widziała – roześmiał się – Sukinsyn nie miał ze mną szans – szydził.
- Oh… - mruknęłam – Ten cały Ticks, ta sprawa z nim…
- No? – ponaglał mnie, spoglądając w moim kierunku.
- Pokłóciliście się z nim? Czy jesteście nastawieni do niego w taki sposób ze względu na mnie? – zapytałam nieśmiało.
Byłam przekonana, że Luke mnie wyśmieje, albo jego odpowiedź będzie przesycona sarkazmem. Od samego początku nie wyglądał na optymistycznie nastawionego, jeśli chodzi o mnie, więc nie liczyłam na żadną serdeczność z jego strony, aczkolwiek ciekawość, tak samo jak szansa na pogłębienie swej wiedzy w temacie Ticks’a była ogromna. Nie mogłam nie skorzystać z tej okazji.
- Każdy z nas nie lubił go od samego początku, zwłaszcza Ashton – mówił ze spokojem, jakby chciał opowiedzieć mi całą historię i rozjaśnić mój umysł – Ticks to ciota, więcej mówi niż robi. Zawsze uważał się za niewiadomo kogo, zgrywał twardziela… a tak naprawdę przez cały czas był, jest i będzie psem Fletcher’a.
- Więc skoro was tak wkurza i nie darzycie go jakąś szczególną sympatią, czemu nie zrzucicie go z jakiegoś klifu, nie przejedziecie samochodem, nie zastrzelicie czy nie wiem no.. nie zrobicie tego, co zazwyczaj robią ludzie tacy jak wy?
- Mamy zasady – burknął.
- Zasady? – zapytałam dla pewności, bo chyba się przesłyszałam.
Zasady? Zasady! Parsknęłam śmiechem. Żaden z nich nie przyznał przede mną, że są tak naprawdę gangsterami, ale normalny człowiek nie wymachuje na prawo i lewo, nie ucieka przed policją, ani nie chowa się na obrzeżach miasta. Mogłam sama wysnuć wnioski, a skoro to zrobiłam próbowałam zrozumieć jakie mogą mieć zasady ludzie tego rodzaju. Myślałam, że właśnie w tym „biznesie” nie ma zasad. To niedorzeczne. Może Luke za chwile pokaże mi cały kodeks?
- Nie zabijamy swoich – wyjaśnił – A Ticks był w naszej grupie, czyli jest tak jakby wciąż nasz i pozostanie nasz.
Skinęłam.
Myślałam, że teraz zapadnie cisza, ale przeliczyłam się, co oczywiście było plusem.
Moja opinia o Luke'u uległa zmianie. Nigdy wcześniej nie spotkałam tak wygadanej osoby poza Cassie. Wystarczyło, że podrzuciłam temat, a chłopak od razu go kontynuował, wypowiadając się szczegółowo i wyczerpująco. Po godzinie już sam nawiązał ze mną dyskusję i chyba nawet mnie polubił. Od czasu do czasu na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Żartował, śpiewał, zabawiał mnie, jakbyśmy znali się od lat. Opowiedział mi o sobie. Dowiedziałam się, że od niedawna jest singlem, zostawił swoją dziewczynę i wyjechał wraz z Ashton'em. Mówił o przyjaźni z całą trójką, ale tutaj hamował się w swych opowieściach, jakby bał się, że powie za dużo. 
Nie bacząc na ten element, wspólna jazda przebiegła nam przyjemnie. Dzięki Bogu nie trwała ona dłużej, bo Luke naprawdę się rozkręcił. Nie wzruszał go nawet fakt, że non stop jedynie potakiwałam na jego wypowiedzi, kompletnie nie słuchając o czym mówił.
Samochody zatrzymały się przed garażem, na terenie posiadłości. Wysiadłam, zabierając swoje rzeczy i idąc do środka. Byłam całkowicie zmęczona. Po tej podróży, marzyłam tylko i wyłącznie o zrelaksowaniu się podczas kąpieli i późniejszym śnie. Liczyłam, że zapomnę o mało komfortowym poranku. Było mi nieco wstyd za swoje niekontrolowane zachowanie.
To, co zobaczyłam zmieniło mój cały plan.
Drzwi wejściowe, otworzyły się z hukiem. George, tak, ten George z baru, George mój kolega z pracy, właśnie George wybiegł z domu. Nie spodziewałam się go tutaj.
- Caitlin, uciekaj stąd! - krzyknął, kierując się prosto na mnie.
Nagle padł strzał. Brunet syknął, po czym padł na ziemię, trzymając się kurczowo za nogę. Odwróciłam się, a za moimi plecami ujrzałam Ashton'a, trzymającego w dłoni broń z której przed chwilą wyleciał pocisk. Spojrzałam na niego z wyrzutem, nie wiedząc nawet co się dzieje. Ruszyłam do mojego kolegi, starając się mu pomóc. W progu drzwi znalazł się Michael.
- Miałeś go zostawić w piwnicy – warknął Ash, posyłając Clifford'owi znaczące spojrzenie.
- To trzeba było się samemu tym zająć baranie – odpysknął.
Obejrzałam łydkę chłopaka poprzez przedarte spodnie. Na szczęście kula tylko drasnęła skórę.
Ashton stanął obok mnie, przyglądając się brunetowi.
- Co ci odwaliło?! - skarciłam blondyna.
- To właśnie jest ta zła wiadomość, Cait - poinformował Ashton, a ja zaczęłam się zastanawiać co takiego miał na myśli.
__________________________________________
Okay, więc ten rozdział jest taki trochę zjebany za co przepraszam. Będzie dużo powtórzeń, składnia straszna, jestem tego świadoma, sorry sorry! Po prostu miałam naprawdę ogromne trudności z napisaniem go ponieważ nic tu się tak naprawdę nie dzieje, a niestety musiał się on pojawić gdyż bez niego dalszych rozdziałów nie mogłoby być. Niestety, musimy przez to przebrnąć razem. Łączę się z wami w bólu, rly.
Dziękuję za 70 tysięcy na wattpad! Wow... nie mogę w to uwierzyć.
Wattpad jest takim portalem, gdzie wyświetlenia mają trochę większą wagę niż na blogspocie. Jak na razie znalazłam tylko jedno polskie opowiadanie, które ma więcej odczytów niż Cień. Nie ma jeszcze żadnego, które miałoby 100 tysięcy. (po cichu, mając nadzieję, wciąż do tego dążę, ale niczego nie zrobię bez was oczywiście, więc jeśli chcecie, żeby Cień miał 100 tysięcy na wattpad i żebym skakała ze szczęścia - wiecie co robić).
Dziękuję wam za ogromne wsparcie podczas matur! Poszło jak poszło, matmę spieprzyłam na pewno, ale za to angielski... kochani, no na bogato! :) Jeszcze został mi jeden egzamin w ten wtorek i jestem czysta. Czekam aż przyjaciółka skończy i lecimy na nauki jazdy. :)
Szkoda, że tak mało osób komentuje. (zaraz będzie krzyk, że jak to mało bo mam 200 kom) Fajnie, że jest ich 200, serio, ale porównując ilość komentarzy do ilości czytelników już nie jest tak ciekawie. No ale niech wam będzie, 200 mnie jak najbardziej satysfakcjonuje. Cieszę się, że niektórzy komentują, gdyż wasze opinie mnie uszczęśliwiają - czytam wszystkie, zawsze. Te na twitterze również. Czasem mogę nie odpisać bo nie zauważę, albo zapomnę, ale czytam!

Z ogłoszeń parafialnych
Cień nominowany do bloga miesiąca maj na spisie <KLIK> żeby zagłosować.
Przypominam o grupie Cienia na facebook'u, dodaję tam czasem różne interesujące rzeczy <KLIK>
Obserwujcie CieńNEWS tam również spoilery, a jeśli ktoś chce być na bieżąco w jednym miejscu ze wszystkimi spoilerami to chyba odpowiednia jest również strona facebook'owa (której nie prowadzę, więc jeśli ktoś by się próbował skontaktować tam ze mną, wiadomość może dotrzeć do mnie później, przez administratorkę) <KLIK>
Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś strony na temat Cienia możecie mi podawać na asku, twitterze, gdziekolwiek - opublikuję.
Wznowiłam ask'a, możecie tam pisać mi co chcecie, o czym chcecie i zadawać przeróżne pytania prócz "Kiedy rozdział" bo teraz będę was zaskakiwać i nie będę mówić kiedy (haha, żart i tak was poinformuję bo nie wytrzymam lol) ASK > KLIK
Wiele osób pyta mnie o to jakie opowiadania o sosach czytam i polecam.
To trzy z nich:

WHEN THE NIGHT GETS DARK
FLAME
THE HEARTBREAKER CODE

Nie znalazłam jeszcze jakiegoś interesującego o Michael'u, ale jestem pewna, że coś się wynajdzie. Niedługo również zaczynam kolejne fanfiction, krótkie, które będzie dostępne jedynie na moim wattpadzie. - PSYCHO - klik
Hm, to chyba tyle z ogłoszeń.
Oh, rozdział 33... może być bardzo niedługo, to zależy od was if you know what I mean. Powinnam jeszcze dziś powrzucać jakieś spoilery.