środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 31

Nasz pokój wyglądał jeszcze gorzej niż recepcja znajdująca się na parterze. Ściany koloru białego były malowane może jakieś dziesięć lat temu; widniały na nich liczne plamy oraz zadarcia. Łóżko dla dwojga, mała szafka nocna, niewielkie radio dla jakiejkolwiek rozrywki - to całe bogactwo tego miejsca. Naprzeciwko łóżka mieściły się drzwi prowadzące do łazienki. Cały motel wymagał generalnego remontu. Nic tutaj nie przykuwało uwagi, ani nie sprawiało iż czułam się komfortowo. Mogłam śmiało stwierdzić, że właściciel nie należał do najbogatszych i nie miał możliwości na unowocześnienie zajazdu. Stare, drewniane okna, brak zasłon oraz firanek mówiły same za siebie. To był mój pierwszy i ostatni wieczór tutaj. Nie zamierzałam za żadne skarby wracać do tego miejsca.
Podczas gdy ja oglądałam pokój, Ashton starał się wyszukać jakąkolwiek stację radiową, aby przerwać panującą między nami niezręczną ciszę. Uderzał kilkakrotnie w radio, jednak bez skutku. Udało mu się odnaleźć jedną, a w dodatku jedyną stację, która zdecydowanie mu nie pochlebiała. Prezenterzy puszczali na niej tylko i wyłącznie popowe kawałki, a Ashton nie należał do grona fanów owej muzyki. Zdecydował się zostawić grający sprzęt, aby zabić nudę oraz czas płynący wyjątkowo wolno.
Wizja przebywania w tym miejscu, słuchając utworów gatunku POP, co gorsza w towarzystwie mojej osoby nie odpowiadała blondynowi w zupełności. Z niecierpliwością czekał na pojawienie się muzyki rock'owej, aczkolwiek tylko się zawiódł. Śmiało wyrażał swoje niezadowolenie z tego powodu non stop marudząc i negatywnie komentując wszystkie piosenki.
A teraz nowy hit zespołu The Vamps - She was the onePowiedział zachęcająco prezenter, ale nie zachwycił swoimi słowami naburmuszonego Ashton'a. Nie znał tej piosenki i z tego co mogłam wywnioskować - w ogóle nie chciał poznawać.
Ashton rzucił się na łóżko wsłuchując się w utwór, który grało radio. Ja natomiast widząc jak chłopak nieudolnie próbuje skontaktować się z przyjaciółmi, zdecydowałam się wziąć prysznic. Zasięg był wyjątkowo słaby; byliśmy skazani na siebie. Szczerze wątpiłam, iż Irwin będzie w stanie cokolwiek z tym zrobić. Mógł jedynie chodzić po całym pokoju, licząc na cud.
Zaczęłam stawiać kroki w kierunku łazienki, nie chcąc rozmawiać z Ashton'em, kiedy nie miał nastroju. Jego komórka cały czas dawała znać, iż nie ma możliwości wykonania połączenia, a to tylko potęgowało jego złość. Wolałam zrelaksować się chociaż przez chwilę w ciszy, nie musząc słuchać jego narzekań i docinków. Moje pragnienie rekreacji niestety szybko się skończyło. Opuszkami palców dotknęłam klamki, która po kilku sekundach z hukiem runęła na podłogę. Moje usta samoczynnie otworzyły się z wrażenia, a ciało Ashton'a poderwało się na łóżku. Blondyn zaczął się głośno śmiać; tak, że złapał się za brzuch, odczuwając ból. Kiedy on miał niezły ubaw, ja przeklinałam w duchu cały motel. O niczym innym nie marzyłam jak o najszybszym wyjeździe z tego miejsca. Tym razem naprawdę miałam nadzieję, że Irwin dodzwoni się do swoich przyjaciół, którzy nas stąd zabiorą.
Śmiał się gardłowo, mając trudności z oddechem. Poza moją niezdarnością, rozbawił go na pewno fakt, że mamy tak ogromnego pecha. Gdy próbował coś powiedzieć, wspomnienie widoku opadającej klamki powracało i znowu przedrzeźniał mnie swoim nieznośnym chichotem.
Podniosłam klamkę leżącą na ziemi, po czym dokładnie ją obejrzałam. Nie było możliwości naprawy drzwi, gdyż brakowało śrubek. Nawet jeśli bym je znalazła - nie miałabym czym ich wkręcić. Mogłam jedynie ubolewać nad wszystkim, co spotkało mnie, a także Ashton'a w dniu dzisiejszym.
- Obiecuję, że nie wejdę do łazienki podczas twojej kąpieli - przysiągł. Spojrzałam na niego z wymalowaną wątpliwością na twarzy. To było największe kłamstwo jakiego mógł się dopuścić. - Poważnie! Mam ważniejsze sprawy do roboty - fuknął, wywracając oczami.
Ashton spuścił wzrok, skupiając się na wyświetlaczu swojej komórki. Wzięłam głęboki wdech, licząc, że naprawdę nie wtargnie do łazienki podczas mojego prysznica, a potem weszłam do środka, przymykając drzwi.
Wnętrze łazienki również nie należało do najciekawszych - z resztą jak cały motel. Nie spodziewałam się oczywiście pięciogwiazdkowego hotelu z ekskluzywnymi apartamentami, ale to miejsce miało więcej wad niż zalet, o ile w ogóle posiadało jakąś zaletę. Wystarczyła mi jednak ta niewielka kabina prysznicowa, która jakimś cudem zmieściła się w klitce nazywaną łazienką.
Złapałam za końcowy materiał mojej bluzki, a następnie zdjęłam ją. W odbiciu lustra spostrzegłam absorbujące spojrzenie Ashton'a. Przytknęłam koszulkę do mojej klatki piersiowej, po czym odwróciłam głowę, patrząc na niego błagalnie.
- Możesz nie podglądać? - poprosiłam.
- Ale ja nie podglądam - odparł oburzony moim oskarżeniem.
- Więc czemu tak patrzysz? - spytałam.
- Jak? - droczył się.
- Dokładnie tak! - krzyknęłam rozgniewana.
- To nie ja!
- Tak? - zapytałam wściekła - A niby kto?!
- Moje oczy - odpowiedział z uśmiechem, po czym oblizał spierzchnięte usta, pożerając moje ciało wzrokiem.
- To nadal ty... - mruknęłam, chcąc uderzyć się w głowę.
Nie mogłam uwierzyć, że muszę spędzać z tym człowiekiem noc w jednym pokoju, a do tego muszę dzielić z nim łóżko.
Domknęłam drzwi, a później przystawiłam do nich buty. Na moje szczęście utrzymywały drzwi i nie pozwalały im się odsunąć. Zdjęłam swobodnie ubrania i rzuciłam je również pod drzwi, aby nie mogły się otworzyć. Weszłam do kabiny i odkręciłam ciepłą wodę. Bez przeszkód mogłam się odświeżyć. Poczułam się o wiele lepiej, mimo że wciąż musiałam spędzać czas w motelu ze złośliwym Ashton'em Irwin'em. Zdecydowanie wolałam, kiedy byliśmy w większej grupie.
Zdziwił mnie fakt, że obsługa (której właściwie nie znalazłam) zostawiła ręczniki. Obwinęłam się jednym z nich, natomiast drugi nałożyłam na głowę. Zaczęłam suszyć włosy, pocierając o nie ręcznikiem. Kilka kropel wody spływało z mojego ciała na kafelki, mocząc podłogę. Przez chwilę myślałam, że jestem w moim mieszkaniu, gdyż miałam naprawdę podobną posadzkę.
Ashton przerwał mi osuszanie, pukając w drzwi przed wejściem.
- Mogę? - usłyszałam jego ciężki, dojrzały głos.
- T-tak - wydukałam, będąc nieco zażenowaną. Za chwilę miałam stać przed chłopakiem w samym ręczniku, czego nie robiłam codziennie. Zgodziłam się, bo nawet jeśli bym odmówiła, Irwin i tak wszedłby do łazienki.
Blondyn przekroczył próg drzwi, stając naprzeciwko mnie. Zeskanował moje ciało od stóp do głowy z wyraźnym zainteresowaniem. Miałam wrażenie, że wzrokiem zdejmuje ze mnie ten biały ręcznik, a jego wyobraźnia właśnie teraz rozpoczyna swoje działania. Nie chciałam wiedzieć, co chodzi po jego głowie. Zrobiło się naprawdę niezręcznie.
- Ekhem - chrząknął Ashton - Chciałem... chciałem zapytać... Boże, Caitlin jakie ty masz boskie nogi - rzucił, a moje oczy otworzyły się szerzej wraz z ustami. Czy ja się przesłyszałam, czy on powiedział to na głos?
- O co chciałeś zapytać? - spytałam, ignorując jego komentarz. Podrapałam się po karku, przygryzając wargę. Gdybym nie przyznała, że ten komplement mi pochlebił musiałabym być wredna. To było miłe z jego strony, ale nie mogłam pozwolić sobie na nic więcej. Nie łączy nas nic poza... właściwie co nas dokładnie łączy? Oh, właśnie. Nadal tego nie wiem! Przebywanie z Ashton'em sam na sam przez kilkanaście godzin to idealna okazja na zadanie mu kilku pytań. Chyba właśnie znalazłam plus tego miejsca.
Starałam się nie patrzeć prosto w oczy Ashton'a, gdyż miałam świadomość jak to może się skończyć. Oglądałam wiele filmów, a motyw chłopak - dziewczyna - motel miały znajome zakończenie. Wolałam sobie tego oszczędzić.
Irwin zdjął z siebie koszulę, a następnie rzucił w moją stronę. Gdybym jej nie złapała, prawdopodobnie wylądowałaby na mojej twarzy. Czerwona koszula w czarno-białe poziome i pionowe paski, tworzące kratki pachniała męskimi perfumami, pachniała nim.
- Nie masz w czym spać, więc możesz wziąć moją koszulę - zaproponował - No chyba, że wolisz spać nago, nie będę miał nic przeciwko.
Skrzywiłam się, patrząc na blondyna niczym na wariata. Nawet w takich sytuacjach nie może opanować swoich popędów i obrzydliwych komentarzy.
Ashton spostrzegł niewielkie zadrapania na moim ramieniu, które były spowodowane zbyt szybką jazdą. Kiedy otarł samochodem o mur, ja uderzyłam się o drzwi. Zdarłam trochę skórę, ale to nic wielkiego. Miewałam gorsze obrażenia.
Blondyn przejechał dłonią po ranie, powodując dreszcze na mojej skórze. Nie były one wywołane przerażeniem; wręcz przeciwnie, ogarnął mnie spokój, a nawet i przyjemność, kiedy gładził palcami zadarcia, które właściwie powinny parzyć.
Na twarzy Ashton'a pojawił się uśmiech. Nie patrzył na mnie, jego wzrok wbity był w miejsce, które właśnie dotykał.
- Co? - szepnęłam, widząc jak jego kąciki ust unoszą się.
- Nic - powiedział równie cicho - Po prostu.. nic..
Blondyn wzdrygnął się, jakby na chwilę odpłynął. Gdy tylko się ocknął, zabrał swoją rękę. Wsadził dłonie w kieszenie, kręcąc głową w stronę drzwi czym dał mi znać, iż się ulatnia. Skinęłam głową, ściskając jego koszulę. Kiedy tylko opuścił łazienkę, narzuciłam na siebie jego ubranie, zapinając dla bezpieczeństwa wszystkie guziki, prócz jednego przy kołnierzu. Nie sprawdzałam rozmiaru tej koszuli, jednak była na tyle duża, że sięgała mi do ud. Stałam boso, na zimnej terakocie, poruszając palcami stóp w celu ich rozgrzania. Nie chciałam, aby całkowicie mi odmarzły.
Zebrałam swoje rzeczy z podłogi i opuściłam łazienkę, wracając do pokoju w którym miałam spędzić noc z Ashton'em. Ten siedział na łóżku, rozmawiając przez telefon prawdopodobnie z Calum'em. Poinformował go o aucie, a także o naszym pobycie. Z tego co wywnioskowałam jego przyjaciele mieli przyjechać po nas z samego rana. Cieszyłam się z tego powodu, gdyż wątpię, że umiałabym wytrzymać w tym miejscu dłużej niż dwadzieścia cztery godziny.
Usiadłam po drugiej stronie łóżka i zaczęłam skubać końcówkę pościeli. Nie zanosiło się, abyśmy mieli iść spać. Radio wciąż grało, a miejsce spania nadal było zaścielone. Liczyłam, że podczas mojej nieobecności Ashton naszykuje wszystko, jednak jak zwykle się zawiodłam.
Blondyn rozłączył się, rzucając telefon na ziemię. Zastanawiałam się, czy on dba o jakąkolwiek rzecz, która jest jego, ale odpowiedź była prosta. Popatrzył na mnie i przez chwilę zawiesił swój wzrok na koszuli w którą byłam ubrana.
- Muszę przyznać, że wyglądasz seksownie - stwierdził, na co odpowiedziałam lekkim uśmiechem - Coś się stało? - spytał, gdy zobaczył, że nie jest mi do śmiechu.
- Zawiodłam się na Dan'ie - odparłam, spoglądając na Ashton'a ze smutkiem - Liczyłam, że zrozumie wszystko i to zaakceptuje, a tymczasem on żyje w swojej bajce, myśląc, że między nami wszystko będzie idealnie..
- Nie wszyscy wokół ciebie są przyjaciółmi, Caitlin - rzekł blondyn, siląc się na uśmiech.
- Znałam go dość długo, naprawdę mu ufałam - wymamrotałam.
- Chodź tu - poprosił, a w odpowiedzi otrzymał moje zdziwione spojrzenie - No dalej, nic ci nie zrobię - wywrócił oczami.
Przeszłam na drugą stronę łóżka, siadając naprzeciwko Ashton'a. Chłopak sięgnął po moje dłonie, a następnie potarł je o swoje i uścisnął. Spojrzał prosto w moje oczy, a następnie odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy, zaciągając go za ucho.
- W przyjaźni nie liczy się to, kogo znasz dłużej. Liczy się to, kto przyszedł i cię nie zostawił w trudnej chwili.
Uśmiechnęłam się sztucznie, po czym spuściłam wzrok.
Dan był osobą, na której zawsze mogłam polegać. Razem przechodziliśmy przez trudne chwile i byliśmy dla siebie wsparciem. Ciężko pogodzić mi się z rozłąką. Wiem, że jest szansa na to, aby wszystko naprawić, jednak na tą chwilę nie potrafię tego zrobić. Jego całkowita obojętność na moje zdanie oraz bezmyślność mogła doprowadzić mnie, Ashton'a, a nawet moją ciotkę do ogromnych kłopotów. Gdyby policja dojechała wcześniej, rozpoczęliby akcję w barze. Znając żywiołowość Ashton'a, mogło być naprawdę niebezpiecznie.
Rozczarował mnie swoim zachowaniem, a także brakiem zaufania. W końcu na tym polega przyjaźń. Nie szukałam pomocy, nie potrzebowałam jej, więc dlaczego reagował? Całe to zdarzenie było nie potrzebne.
- Dziękuję - powiedział Ashton, wyrywając mnie z zamyśleń.
- Co? - potrząsnęłam głową, marszcząc czoło - Za co?
- Słyszałem, że mnie broniłaś podczas kłótni z tym chłopakiem - objaśnił - Nie musiałaś.
- Nie miał racji - burknęłam - Zrobił dokładnie to, co mówiłeś... - wyszeptałam, spoglądając na blondyna - Oceniał cię, nie znając twojej historii...
Ashton skinął głową z uśmiechem. Nie patrzył na mnie, rozglądał się po pokoju. Z wyrazu jego twarzy mogłam wywnioskować, że nie był zdziwiony reakcją Dan'a, jakby miał już kilkakrotnie z czymś takim styczność. Nie robiło to na nim wrażenia, w ogóle się nie przejął tym, co mu powiedziałam. Wydaje mi się, że to ze względu na przyzwyczajenie.
Widziałam ból w jego oczach nie raz. Mimo, że się uśmiechał, gdzieś głęboko w sercu wspomnienia nadal go męczyły, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zapewne właśnie uśmiech był dla niego łatwiejszy, niż objaśnianie, co go dręczy. Należał do typu ludzi utrzymujących swoje cierpienie wewnątrz. Sądzę, że mógłby się otworzyć, ale tylko osobie, której ufałby ponad wszystko. Możliwe, że opowiedział o swoich uczuciach przyjaciołom, jednak na pewno tkwi w jego myślach kilka rzeczy, które zachował dla siebie.
Zawsze myślałam, że to ja mam w życiu najgorzej, że to moje życie jest pasmem nieszczęść i cierpień. Nie wyobrażałam sobie większego piekła, dopóki nie spotkałam Ashton'a. Poza utratą ojca został wrobiony w jego śmierć, znienawidzony przez społeczeństwo oraz wsadzony do więzienia. Nigdy nie rozmawiałam z nim na ten temat, ale wydaje mi się, że to właśnie tam spędził kilka lat. To przykre.
- Zabiłbyś Dan'a? - rzuciłam nagle, a oczy blondyna skupiły się na mojej twarzy - Gdybym cię nie powstrzymała?
- Prawdopodobnie - odpowiedział cicho.
- Nie byłoby ci szkoda? Nie miałbyś wyrzutów sumienia? - zapytałam.
Zaprzeczył.
- Dlaczego?
- Widzisz... żyjąc w tym świecie nauczyłem się wielu rzeczy. Jeśli miałbym użalać się nad każdą osobą, która w moim otoczeniu zginęła, zapewne sam był się zabił z powodu depresji - mówił - Uczucia nas niszczą.
- Mylisz się.. - wtrąciłam - Uczucia sprawiają, że jesteśmy ludźmi, nawet te negatywne.
- Sądzę, że moglibyśmy długo rozmawiać na ten temat, ale Hood i Hemmings mają wpaść koło piątej, więc lepiej żebyś się wyspała - wstał z łóżka, a ja przeszłam na drugą stronę.
Ashton trzymając dłońmi końce kołdry, rzucił nią w powietrzu. Flanelowy materiał w kolorze bieli idealnie rozłożył się na łóżku. Klasnął ochoczo w dłonie, pokazując przygotowane łóżko. Podszedł do radia, ściszając je maksymalnie. Ostatni raz wyjrzał przez okno, sprawdzając czy aby policja nas nie śledziła, po czym przystanął przy nocnym stoliku. Siedziałam na łóżku, przyglądając się Ashton'owi. Zdjął ze swojego nadgarstka zegarek i rzucił go na stolik, jakby nie miał żadnej wartości. Na pewno tak myślał, mając tyle pieniędzy nie jest ciężko kupić sobie identyczny gadżet, a nawet droższy. Wyciągnął z kieszeni spodni portfel i również odłożył go na stolik. Gdy pozbył się wszystkich rzeczy, zabrał się za ubrania.
Zacisnął palce na materiale koszulki, a następnie ściągnął ją przez głowę zostając w samych spodniach, które chwilę później również wylądowały na ziemi. Było blisko, a zachłysnęłabym się powietrzem oglądając jego umięśnioną klatkę piersiową wraz z widoczną literą V tuż nad bokserkami. Wpatrywałam się w blondyna z szeroko otwartymi ustami, nie mogąc uwierzyć własnym oczom w to, co widzę. Muszę przyznać, że pierwszy raz widziałam tak wysportowanego mężczyznę poza gazetami, filmami czy internetem. Skarciłam swoje myśli i odwróciłam twarz, czując jak policzki mnie pieką. Walczyłam ze sobą, aby tylko nie spojrzeć w jego kierunku. Wiedziałam, że w końcu będę musiała to zrobić, jednak powstrzymywałam się z całej siły chcąc zachować resztki swojej godności do ostatniej chwili. To zły człowiek, Caitlin... nie możesz tak o nim myśleć.. zły człowiek... powtarzaj... - mówił mój rozum, jednak nic nie zmieniało faktu, iż jego ciało było... idealne.
Mój wzrok pragnął tego widoku, ale umysł nie pozwalał mi na odwrócenie się, dopóki nie byłam w stanie patrzeć na niego całkiem naturalnie, bez żadnego zainteresowania.
- Um.. - wymamrotałam - Ash... - zaczęłam, powolnie odkręcając głowę w jego stronę. Wolałam z nim porozmawiać niż pożerać jego ciało wzrokiem, to zawsze jakaś odskocznia.
- No? - zapytał obojętnie, przez co kompletnie pozbawił mnie pewności siebie.
- Cze...cze...czemu oddałeś mi samochód Ticks'a? - wydukałam, patrząc jak czarne dżinsy opadają na podłogę.
- Jak to czemu? Przecież twoje volvo było chujowe - odparł, czym przywrócił mnie na ziemię.
- Słucham?! - oburzyłam się.
Volvo S40 było moim pierwszym samochodem. Odkładałam na niego przez kilka miesięcy, ponieważ jedna moja pensja nie była wystarczająca, aby zakupić sobie auto. Miał dla mnie ogromną wartość, w tym sentymentalną. Samochód był w moim posiadaniu przez prawie trzy lata. Związałam się z tym wozem.
- Hej! - krzyknęłam, a potem sięgnęłam po poduszkę - To mnie zabolało! - rzuciłam prosto w chłopaka.
- Oh, a więc tak się chcesz bawić? - uśmiechnął się zadziornie, odrzucając poduszkę.
Ashton wskoczył na łóżko i podążył do mnie. Złapał dłońmi za moje nogi, przysuwając mnie bliżej i kładąc na materacu. Chwycił moje nadgarstki, mocno je ściskając. Ułożył je po obu stronach łóżka nie dając mi szans na wyswobodzenie się. Jego twarz znajdowała się nad moją twarzą. Przysunął się na tyle, aby dzieliły nas jedynie centymetry. Bystre, koloru bursztynu oczy badały moją skórę, niczym rentgen. Mój oddech przyśpieszył z każdym zbliżeniem jego ciała do mojego.
- No i co teraz, hm? - spytał Irwin wyraźnie zadowolony sytuacją w której się znaleźliśmy - Nawet nie wyobrażasz sobie ile mógłbym rzeczy zrobić z tak atrakcyjną, a zarazem bezbronną dziewczyną - wymruczał do mojego ucha.
Moje serce wariowało. Nie byłam przekonana, jaki był tego powód, bo znalazłabym ich kilka. Czy to jego bliskość budziła we mnie takie emocje, czy może przerażenie jego słowami? Mój wzrok błądził po jego ustach, za chwilę wracając do oczu, które tylko obserwowały moją reakcję. Chyba znalazłam odpowiedź na swoje własne pytanie.
Wprowadzanie mnie w taki stan ewidentnie sprawiało Ashton'owi satysfakcję.
- Jesteś aż tak zdesperowany? - zadałam pytanie, mając nadzieję, że zabrzmiałam obojętnie. Chciałam dać mu do zrozumienia iż w zupełności nie działa na mnie w ten sposób, jaki myśli, mimo że sama do końca nie byłam tego pewna.
- Jeśli chodzi o ciebie, owszem - odparł, ignorując sarkazm w moim głosie - Jesteś inna... - wyszeptał.
- Co masz na myśli? - spytałam, drżącym głosem.
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, w pokoju rozbrzmiał telefon. Nasze głowy automatycznie zwróciły się w kierunku grającej komórki, która pomogła nam wrócić do rzeczywistości. W duszy dziękowałam Bogu za ten znak, który przerwał działania Ashton'a. To zdecydowanie mogło się źle skończyć dla nas obojga.
Blondyn puścił moje nadgarstki, a następnie zszedł ze mnie i pognał do telefonu odbierając go. Mówił gniewnym, zirytowanym głosem, który wyraźnie wskazywał na to, iż ktoś go wkurzył. Zadawał masę pytań, chcąc znać jak najwięcej szczegółów. Zastanawiałam się, czy jest zły przez to, że coś się stało czy może przez to iż osoba dzwoniąca przerwała nam... rozmowę.
Zgaduję jednak, że była to opcja numer jeden. W ciągu całej dyskusji przez telefon Irwin nawet na mnie nie spojrzał. Wywnioskowałam, że toczy kolejną dyskusję z Calum'em, bo kilka razy mówił do niego po nazwisku. Był całościowo pochłonięty tym, co jego przyjaciel miał do przekazania.
Korzystając z okazji wyszłam z pokoju, przymykając drzwi od łazienki. Odkręciłam wodę, która strumieniem wyleciała z kranu prosto do zlewu. Podłożyłam dłonie formując je w koszyk, aby nalać niewielką ilość kranówki. Oblałam swoją twarz, dokładnie ją przemywając. Zakręciłam kurek, następnie opierając się o zlew. Popatrzyłam w swoje odbicie, ciężko oddychając.
Co właściwie tutaj się wydarzyło? Czy ja i Ashton? Czy my? 
W mojej głowie pojawiały się liczne pytania.
- Nie.. - powiedziałam cicho - Kpił ze mnie, jak zawsze - mruknęłam, potrząsając głową.
Wytarłam ręcznikiem twarz, później go odwieszając. W międzyczasie usłyszałam rozmowę Irwin'a.
- Świetnie, a dowiedzieliście się co z lekarzem, który ją ratował? - zapytał Calum'a spokojnym głosem - Mhm, dobra.. pogadamy jak wrócę. Do zobaczenia.
Zakończył dialog ze swoim przyjacielem, po czym się rozłączył. Wyszłam z łazienki, zatrzymując się tuż za drzwiami i krzyżując ręce. Spojrzałam na niego pytająco.
- O jakim lekarzu mówiłeś Calum'owi?
- O twoim - burknął
- Jak znalazłeś dokumenty ze szpitala, na temat mojego wypadku?
- Oh, to broszka Michael'a, ma swoje sposoby. Nie ma tam nic specjalnego, nie wpisali nawet nazwiska tego, który cię operował - odparł wzruszając niedbale ramionami, idąc do łóżka, a następnie kładąc się w nim.
- Po co ci jego nazwisko?
- Może być kluczem do moich pytań - wymamrotał, przez co ledwo go usłyszałam - Kładziesz się czy nie? - spytał nerwowo, układając się na materacu.
Mruknęłam przytakując. Zadziwił mnie swoją odpowiedzią, ale nie dlatego, że nie podał mi dokładnych informacji znalezienia dokumentu, lecz faktem, iż nie było w nich wszystkiego. Dodatkowo doszukiwał się danych tego mężczyzny, jakby miało to dla niego wielkie znaczenie. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego w karcie nie został podany lekarz. Pomyślałam, że mógł być to najzwyklejszy w życiu przypadek, ale coś nie pozwalało mi całkowicie w to wierzyć. Wręcz przeciwnie, chętnie zbadałabym tą sprawę. Wszystko co działo się wokół mnie w danym czasie nie pozwalało mi wierzyć w przypadki, a zwłaszcza, że w tą sprawę zamieszany był również Ashton Irwin.
Znalazłam sobie miejsce w łóżku, odwracając się plecami do Ashton'a. Nie minęła minuta, a ręka chłopaka objęła mnie w talii, przyciągając do siebie. Westchnęłam ciężko.
- Zabierz te łapsko - fuknęłam.
- Śpisz ze mną, mogłaś się na to przygotować - odpowiedział rozbawionym głosem.
- Pamiętasz ten dzień, kiedy wróciłeś pijany i w bezczelny sposób przystawiałeś się do mnie, jeśli mogę to tak określić? Chętnie powtórzę czynność, której wtedy się dopuściłam - ostrzegłam.
Blondyn zsunął swoją rękę i odwrócił się do okna. Przez chwilę mamrotał coś pod nosem, aż w końcu zamilkł. Uśmiechnęłam się, czując pełną satysfakcję z wygranej, która nie zdarza mi się za często. Na szczęście tym razem udało mi się w stu procentach pokonać temperament Ashton'a. Jeden do zera dla Caitlin!
Sen pochłonął nas bardzo szybko z powodu zmęczenia. Nie pamiętam nawet, o której dokładnie położyliśmy się spać. Zarówno ja, jak i Ash pragnęliśmy jak najszybciej zakończyć ten dzień.

___________________________________________________________________
Okej, więc...
To jest chyba pierwszy raz, kiedy dodaję rozdział będąc w słabym nastroju.
Jestem zła, ale głównie jest mi przykro. Dlaczego? Otóż dlatego, że są tutaj osoby, które kompletnie nie szanują mnie i mojej pracy. Nie mówię tu o wszystkich, tylko o niektórych i sądzę, że te osoby będą dobrze wiedzieć iż o nich mówię.
Na całym blogu jest informacja o prawach autorskich. Można ją spotkać po prawej stronie oraz w zakładce "Opis". Przypominałam też na twitterze, pod rozdziałami i nawet raz chyba w komentarzu. Dalej nie dociera do niektórych co to oznacza.
Nie chodzi o samo kopiowanie treści. Chodzi również o kopiowanie fabuły, pomysłu. Co innego inspirowanie, a co innego zżynanie historii, która jest zawarta w opowiadaniu. Wczoraj spotkałam się z kolejnym blogiem, który idzie ścieżką Cienia.
Wyjaśnijmy coś sobie:
Nie mam, naprawdę nie mam nic do osób, które mają w swoich opowiadaniach motyw gangów, zabójstw, wyścigów i innych pierdół. To dość popularne, każdy ma do tego prawo, nie czepiam się, bo nawet nie mam o co, byłoby to co najmniej bezpodstawne. Ja nawet czytam takie blogi, a także wspieram (i tutaj pozdrawiam autorki fanfiction Cross, czekam na więcej), ale wkurwia mnie, naprawdę wkurwia, jeśli wchodzę na jakiś blog i czytam to, co jest zawarte w moim prologu (ta sama sytuacja).
Nie wiem już co z tym zrobić, skoro moje gadanie nic nie daje. Nie dość że żyję i tak już w stresie przez tą pierdoloną maturę, to jeszcze muszę przejmować się takimi rzeczami. Bzdety pomyślicie... ale nie, to nie są bzdety. Jeszcze żeby chociaż ktoś się spytał o moje zdanie, albo uwzględnił, że to i to było pisane na podstawie Cienia czy inspirowane nim, nie - po co? Jak wy byście się czuli, gdyby ktoś zżynał waszą pracę i zbierał za to laury?
Stwierdziłam, że mam dość. Jest taka opcja na blogspocie jak zgłoszenie ze względu na naruszenie praw autorskich. Nie będę wchodzić w dyskusję z osobami, które cokolwiek wzięły z Cienia, bo to się mija z celem. Nie chce mi się też sprawdzać kolejnych opowiadań, które dostaję od znajomych, gdyż widzą podobieństwo. (tak, znajdują to inni, nie ja, niestety to nie moje "widzi mi się"). Jeśli osoby, które cokolwiek ściągnęły z Cienia nie zmienią treści/fabuły (jak widzicie, nie chcę żebyście usuwali bloga, wystarczy że zmienicie to i owo) po prostu zgłoszę to na blogspocie bo szkoda mi nerwów.
I to nie jest tak, że uważam się za Bóg wie kogo. Ja po prostu oczekuję szacunku.
Nie będę tutaj wymieniać blogów, które proszę o zmianę. Sądzę, że osoby o których mówię będą wiedziały, że to właśnie do nich kieruję swoje słowa. W żadne konflikty czy dyskusję nie zamierzam wchodzić, załatwiam to łatwo, prosto i szybko. Najwyżej, jeśli to nic nie da usunę bloga. Będzie mi szkoda, ale skoro nic nie działa no to niestety...
To tyle na ten temat.
Możliwe, że się trochę uniosłam - wybaczcie, ostatnio jestem nerwowa bo nie mam lekko. :/
___________________________________________________________
Teraz ta milsza część.
300,000, 58,000,1,000,200 to liczby, którymi mnie zszokowaliście. Wyświetlenia - blog, wyświetlenia wattpad, liczba czytający, komentarze pod ostatnim rozdziałem. Nie wiem, co mogę powiedzieć, gdyż sądzę iż dziękuję to za mało. Dodało mi to trochę więcej sił przed maturą. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym mieć to za sobą!! Jestem taka zdenerwowana...
Dziękuję wam, że wciąż jesteście ze mną. Dziękuję, że są także nowe osoby, witam was! Mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej. Kocham was wszystkich, choćby nie wiem co.
Co jeszcze z ogłoszeń parafialnych...
Oh, nie... Caitlin nie będzie z Michael'em w ciąży. W ogóle niestety ale nie będzie żadnej Caitlael (nie wiem jak to shippować?) thing. Role-Playery trochę oszukują i zmieniają fabułę.
Powstała grupa na facebook'u <KLIK> Można mnie tam znaleźć.
PRZEPRASZAM JEDNĄ OSOBĘ!! Której imienia, ani user'a z twitter'a nie pamiętam, ale mam nadzieję, że to przeczyta. Wiem, że wiszę ci dedykację urodzinową. Jestem tak zabiegana, że no.. wstyd mi przyznać, ale wyleciało mi z głowy. Mam nadzieję, że odezwiesz się albo na CieńNEWS albo na moje prywatne konto, postaram się jakoś wynagrodzić ci tą wpadkę.
Powstał nowy role-player Logan'a co na pewno zauważyliście - @LoganCien.
Pewnie mam wam jeszcze parę rzeczy do przekazania ale wyleciało mi z głowy.
Ah! Nowy rozdział... chciałabym jak najszybciej, ale 5tego zaczynam teksańską masakrę piłą mechaniczną. Egzaminy kończę 8ego. Kolejny i ostatni mam 13tego, może w międzyczasie uda mi się napisać rozdział i coś dodać. Jeśli nie - będzie po 13tym.

KOCHAM WASSSSSSSSSSSSSS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
#CieńFamily love forever.