sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 29

Szliśmy ciemną uliczką w ciszy, kierując się na parking. Teren na którym znajdowało się kilka samochodów oświetlały niewielkie lampy, niekiedy rażące po oczach. Jedyne co dało się usłyszeć to szum liści znajdujących się na drzewach. Panował spokój.
Szedłem równo z Michael’em, natomiast Calum i Luke wlekli się za nami. Wiedzieli, co za chwilę będzie miało miejsce, ich twarze mówiły same za siebie. Przerażenie w ich oczach było tak silne, że dotykało nawet mnie. Nie chcieli w tym uczestniczyć, więc po prostu zwolnili tempo i zostawili naszą dwójkę samych, abyśmy ucięli sobie pogawędkę, która od początku nie miała należeć do najmilszych.
- Nie wierzę, że to zrobiłeś - rozpoczął Michael, mówiąc wściekle.
Wywróciłem oczami, chcąc powiedzieć iż znowu zaczyna swoje nudne pouczenia, ale nie miałem na to sił. Wolałem, żeby wygłosił swój pieprzony monolog o tym, jakim jestem idiotą i dał sobie spokój. Zacząłem szukać wzrokiem mojego samochodu, całkowicie ignorując słowa przyjaciela. Liczyłem, że sobie pogada i skończy temat nie zwracając nawet uwagi na to, czy go słucham czy nie.
Michael nie mógł pogodzić się z podjętą przeze mnie decyzją. Szczerze mówiąc, ja również.
Akceptacja żądania Logan’a była impulsem. Sam do końca nie wiem, dlaczego zgodziłem się na wymianę. Działałem pod wpływem chwili i wiem, że popełniłem błąd, ale nie da się go teraz cofnąć. Podczas wypowiadania moich słów myślałem jedynie o incydencie, który wydarzył się dziś. To wszystko zamydliło mój umysł. Przekląłem siebie samego w myślach i ugryzłem się w język, bo tylko tyle mogłem wtedy zrobić. Kompletnie zapomniałem, dlaczego nawiązałem kontakt z Caitlin oraz po co trzymam ją tak blisko siebie. Zrobiłem z siebie kretyna i mam tego świadomość.
- Dobrze wiesz, co Logan chce zrobić z Caitlin! - wydarł się przystając, kiedy ja wciąż szedłem - Irwin, kurwa! - zawołał, zatrzymując mnie - Poświęcisz tyle miesięcy ratowania tej dziewczynie dupy, dla jednej nędznej informacji, która w dodatku może być fałszywa?!
Odwróciłem się, po czym podążyłem w stronę ciemnowłosego. Złapałem skrawki materiału jego kurtki, zaciskając dłonie. Pchnąłem go na mur, zrobiony z szarych cegieł. Moja cierpliwość dobiegła końca. Miałem dość słuchania, jaki to jestem zły i jakie błędy popełniam. Każdy dobrze wiedział, że jedyne na czym mi zależy to odnalezienie sprawcy zabójstwa mojego ojca. Dojdę do tego choćby po trupach. Sam się na to pisał, a teraz nagle podąża uczuciami? Współczuciem dla tej dziewczyny?
Wszedł na naprawdę delikatny i wrażliwy dla mnie temat, przez co sam mnie sprowokował. Nie zamierzałem mu tego odpuścić. Powinien być wdzięczny, że doszło jedynie do szarpaniny, bo mogłem się posunąć jeszcze dalej.
- Słuchaj, Clifford - warknąłem, mierząc go wzrokiem - Sama się w to wpakowała - odparłem - Nikt nie mówił, że wyjdzie z tego cało.
Michael zacisnął swoje dłonie na materiale mojej koszulki, a potem odepchnął mnie od siebie. Z determinacją cisnął pięścią w moją twarz. Cichy jęk wyleciał z moich ust. Pod wpływem uderzenia moja głowa przekręciła się. Ciemnowłosy złapał dłońmi moje ramiona, a następnie rzucił na maskę czerwonego audi. Na całym parkingu rozległ się irytujący dźwięk autoalarmu. Kiedy już chciałem wstać, Michael jeszcze raz położył mnie na auto, ciągnąc mnie później do góry i opierając o boczne drzwi samochodu.
- To ty mnie posłuchasz - syknął - Wróciłeś tu, bo zachciało ci się wyjść z tego bagna. Akcja z rodzicami miała być ostatnią, czyż nie? Uratowałeś tą dziewczynę, co miało być początkiem twojej wielkiej przemiany i co? Znowu wracasz do tego samego? Ona nie jest zabawką, a ty nie będziesz się nią bawił, rozumiesz? Posłałeś ją na śmierć baranie! - krzyczał - Myślisz, że Logan ma coś dla ciebie? Gówno prawda! Jedyne, czego on chce to twojego zniknięcia. Więc lepiej, żebyś miał jakiś plan, bo nie zamierzam znowu staczać się na dno, ani nie zamierzam tobie na to pozwolić, tak samo, jak nie pozwolę ci na krzywdzenie niewinnych osób.
Michael spojrzał na mnie pogardliwie, po czym mnie puścił. Przytknąłem swoją dłoń do policzka, na którym wcześniej wylądowała pięść mojego przyjaciela. Splunąłem na ziemię śliną zmieszaną z krwią. Prawdopodobnie wypłynęła z moich słabych dziąseł. Oboje oddychaliśmy nierówno, próbując się uspokoić, jednak było nam ciężko.
To nie pierwsza sytuacja i zapewne nie ostatnia, która doprowadziła do rękoczynu. Nie raz zdarzało się, że któryś z naszej czwórki obrywał za swoją głupotę. Zazwyczaj ja byłem tym, który zadawał cios, ale tego dnia uległo to zmianie. W pełni zasłużyłem i nie wypieram się tego. Popełniłem błąd, duży błąd za który powinienem był oberwać o wiele mocniej.
Ciemnowłosy przebiegł palcami po swoich włosach, ciągnąc za ich końcówki. Nie spojrzał na mnie więcej Odwrócił się na pięcie i kontynuował drogę do mojego wozu. Zatrzymał się przed nim dosłownie na sekundę, aby powiedzieć ostatnie słowa.
- Wiesz, Ashton… - popatrzył na unoszący się na niebie księżyc - Czasami twoją siłę ukazuje fakt, że potrafisz sobie coś odpuścić, a nie posiadanie broni czy wielkich mięśni - oświadczył.
Patrzyłem jak chłopak wsiada, zaciskając szczękę. Autoalarm, który wciąż dawał o sobie znać doprowadzał mnie do szału. Nie mogłem już dłużej znieść tego dźwięku, zwłaszcza, że byłem wkurzony zaistniałą sytuacją. Uderzyłem nogą agresywnie w oponę, a następnie pięścioma w maskę samochodu, jednak to nie pomogło. Dyszałem, jak po przebiegnięciu maratonu. Miałem trudności ze złapaniem głębszego oddechu. To wszystko zdecydowanie nie było na moje nerwy.
- Stary, w porządku? - spytał Calum, dotykając mojego ramienia.
- A gdzie byłeś wcześniej, durniu? - prychnąłem, zrzucając jego rękę.
Podążyłem za Michael’em. Luke zdecydował się wracać Nissan’em, a Calum postanowił mu towarzyszyć. Żałowałem, że nie zamieniliśmy się osobami towarzyszącymi, bo moja jazda przebiegła w zupełnej ciszy, przez co nie myślałem o niczym innym, jak o Caitlin, mając w dodatku wyrzuty sumienia.
Gdy dojechaliśmy do willi, każde z nas bez słowa udało się do swoich pokojów. No.. może oprócz mnie. Przechodziłem korytarzem, kierując się do swojej sypialni, kiedy ujrzałem uchylone drzwi pokoju gościnnego. Dostrzegłem niewielkie światło wewnątrz pomieszczenia. Stałem przez chwilę patrząc na wejście i myśląc, czy powinienem tam zajrzeć. Miałem nadzieję, że Caitlin nie przyszło do głowy uciec, bo doprowadziłaby mnie tym do białej gorączki. Ostatnią rzeczą, której teraz potrzebuję, to problemy tego typu.
Oparłem dłoń o drzwi, a te odsunęły się, wydając nieprzyjemne skrzypienie. Mała lampka znajdująca się na szafce nocnej była zapalona, a tuż obok na łóżku leżała blondynka. Wyglądało na to, że śpi. Przekroczyłem próg pokoju, podchodząc bliżej, aby sprawdzić czy faktycznie Caitlin zasnęła. Przekonałem się, że miałem całkowitą rację.
Usiadłem na skraju łóżka, przyglądając się śpiącej dziewczynie.
Jej wyraz twarzy był spokojny, wyglądała tak bezbronnie. Opuszkami palców przejechałem po jej policzku, który w niektórych miejscach był mokry; musiała płakać. Jej skóra była miękka, niczym jedwab, nieskazitelna. Była taka piękna, jak mały, słodki anioł. Delikatne, blond kosmyki opadały na jej twarz.
- Przepraszam - wyszeptałem, patrząc na niewinną dziewczynę.
Przykryłem Caitlin kocem, który znalazłem na krześle. Nie przerywając snu, wtuliła się w niego niczym małe dziecko. Uśmiechnąłem się pod nosem, widząc całe zajście. Coraz bardziej było mi jej szkoda. Nie mogłem zrozumieć samego siebie. Dlaczego zgodziłem się na to wszystko? Gdzie miałem głowę? Gdzie był mój rozum? Nigdy sobie tego nie wybaczę.
Jedno jest pewne - rozegram to po mojemu, a Caitlin nie oddam po dobroci.

Caitlin’s POV


Obudziłam się w całkowicie nasłonecznionym pokoju. W końcu zmieniła się pogoda, pochmurne dni odeszły, a nastały te ciepłe oraz słoneczne. Przeciągnęłam się w łóżku, czując się pierwszy raz od kilku dni wyspana. Nie męczyły mnie koszmary, a co lepsze - nic mi się nie śniło.
Męczyło mnie jednak wczorajsze zajście. Nie chciałam wkurzyć Ashton’a, a na pewno nie do tego stopnia. Wiedziałam, że teraz nasze relacje znacznie się pogorszą, chociaż jeszcze przed dniem wczorajszym myślałam, że już gorzej między nami być nie może. Musiałam go przeprosić, aby ulżyć samej sobie. Tkwiły we mnie ogromne wyrzuty sumienia. Są różne typy ludzi, jedni uznają to za naruszenie prywatności, inni nie. Ashton’owi moje wejście do pokoju jego rodziców bardzo przeszkadzało, więc postanowiłam, że będę na tyle mądrą iż ustąpię i wysilę się na słowo “przepraszam”.
Ruszyłam więc z pokoju w poszukiwaniu blondyna, który zapewne nie jest w najlepszym humorze. Zeszłam na dół, gdzie nie było nikogo poza malującą paznokcie Giną. Po wczorajszym wyjściu Ashton’a i jego przyjaciół, myślałam, że ta dziewczyna zagada mnie na śmierć. Opowiedziała mi o swojej znajomości z Irwin’em od początku do końca ze szczegółami. Poznałam całą historię ich romansu, dowiedziałam się jak dobry jest w łóżku, jak szybko doszła podczas seksu z nim, oraz jak cudowny był ich stosunek w samochodzie. Oczywiście, nie wierzyłam w większość z jej opowieści, ponieważ widząc ich relacje mogłam śmiało stwierdzić, że były wyssane z palca, aczkolwiek nie miałam wątpliwości, że na pewno uprawiali seks. Niekoniecznie jednak chciałam znać tego szczegóły.
Wróciłam na piętro, sprawdzając każdy pokój, omijając oczywiście sypialnię rodziców Ashton’a szerokim łukiem. Nie ryzykowałabym ponownego wejścia do tego pomieszczenia. Podróżując po sypialniach, napotkałam śpiących chłopców, a między innymi Luke’a i Michael’a. Nie spostrzegłam jedynie Calum’a. Kiedy dotarłam do ostatnich drzwi, otworzyłam je. W oddali, w progu drzwi balkonowych spostrzegłam siedzącego na zimnych kafelkach Ashton’a, popalającego swoje ulubione Marlboro. Przesiadywał tam sam, wpatrując się w niewielki ogród na terenie posiadłości. Starałam się rozgryźć, czy w ogóle zauważył, że właśnie wtargnęłam do pomieszczenia.
Przeszłam przez cały pokój, który nie był sypialnią Ashton’a, lub po prostu na to nie wskazywał. Wyglądał na zwykły, gościnny pokój, podobny do mojego, różnił się tylko małymi szczegółami.
Miał inny kolor ścian, natomiast rozłożenie mebli było identyczne.
- Ashton - mruknęłam, kiedy stałam tuż obok chłopaka.
- Czego chcesz? - spytał gburowato.
- Chciałam przeprosić, no wiesz.. za wczoraj - rzuciłam, patrząc na niego smutno - Głupio wyszło.. przepraszam, nie chciałam naruszyć twojej sfery prywatności.
- Powinnaś iść - odparł bezinteresownie, jakby nie słysząc moich słów.
- Naprawdę mi przykro - powtórzyłam.
- Tam są drzwi - wskazał palcem, odwracając się i kompletnie ignorując to, co mówiłam.
Zacisnęłam dłonie, patrząc na niego z irytacją. Przyszłam go przeprosić, płaszczyć się przed nim, a on kolejny raz mnie zignorował w dodatku z bezczelnością. Automatycznie zaczęło się we mnie gotować. Ten chłopak przyprawiał mnie o palpitacje serca. Staram się utrzymać z nim minimalnie dobre relacje, ale on sam mi na to nie pozwala.
- Okej, serio?! - zapytałam, znowu formując dłonie w pięści, a za chwile je prostując - Posłuchaj kurwa! - krzyknęłam, a Ashton wstał z miejsca.
- Nie podnoś na mnie głosu - syknął, zbliżając się do mnie.
Było za późno, żebym przejęła się jego ostrzeżeniem. Widziałam już każdy stopień jego wściekłości, więc nie mógł mnie już zaskoczyć.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić - warknęłam, tym razem sama podchodząc do chłopaka jeszcze bliżej. Zmniejszyłam między nami dystans potęgując jedynie złość wiszącą w powietrzu. Nie przejęłam się zbytnio. Tym razem przyszedł czas na odwet, za wszystkie kłótnie, które Ashton rozpoczął i wygrał.
- Nie tylko ty straciłeś ojca. Ja straciłam dodatkowo mamę, ale nie stałam się przez to arogantką, która ma w dupie uczucia innych! - wydzierałam się, kiedy Ashton stał nieruchomo, przyglądając mi się ze zdziwieniem - Obudź się, Ashton, bo nie jesteś do kurwy nędzy pępkiem świata! Może i źle zrobiłam, wchodząc do tego pokoju, ale ty również święty nie jesteś! Nie będę już przypominać ci o tym, jak kilkakrotnie włamałeś się do mojego mieszkania. W dodatku jestem pewna, że robiłeś o wiele gorsze rzeczy, o które w ogóle się nie czepiam! - zakończyłam swój monolog, prawie tupiąc nogą, jak obrażona, mała dziewczynka. Czułam jak skóra moich policzków zaczyna mnie piec. Zgaduję, że byłam cała czerwona na twarzy. Moje ciśnienie znacznie podskoczyło, ale musiałam w końcu powiedzieć co myślę. Naprawdę żałowałam, że naruszyłam jego prywatność, ale nie mogłam znieść jego przesadnej obrazy. Wiele osób na świecie straciło rodzica lub rozdziców i żyje z tym dalej, ten człowiek również powinien zacząć, inaczej straci wszystkich wokół tylko i wyłącznie przez swoje nieodpowiednie nastawienie.
Chłopak spuścił wzrok, gdy zauważył, że czekam na jego odpowiedź. Byłam gotowa na przeprowadzenie ostrej wymiany zdań, ale z tego co zdążyłam zauważyć, to tym razem Ashton nie był na to przygotowany. Zauważyłam, że jest coś, co go dręczy i nie jest w stanie toczyć ze mną kłótni. Najzwyczajniej w świecie odpuścił, zostawiając każdą obelgę w swoich myślach.
Odwróciłam się i skierowałam do drzwi. Nie miałam tu czego szukać. Stwierdziłam, że widocznie tego dnia nie mam możliwości na normalną rozmowę z moim prześladowcą, a także porywaczem. Właściwie, nie miałam możliwości nawet na kłótnię, na nic. Ashton zdecydowanie nie wyglądał na osobę chętną do dyskusji tego dnia. Wręcz przeciwnie - był bardzo aspołeczny, jakby nic go nie interesowało prócz samotności. To było coś dziwnego, niespotykanego.
Widząc jego obojętność i brak zainteresowania również zrezygnowałam z drążenia tematu. Chciałam już opuścić pokój, gdy Irwin nagle mnie zatrzymał.
- Mogę ci zadać pytanie? - usłyszałam za sobą, przez co przystanęłam.
Zgodziłam się, wracając na poprzednie miejsce. Ashton ponownie usiadł, po czym poklepał dłonią płaszczyznę obok. Usiadłam naprzeciwko niego, czekając na pytanie, które właśnie chciał rzucić. Chłopak zastanawiał się przez chwilę, czy na pewno chce ze mną rozmawiać przez co milczał, jednak przełamał się po kilku sekundach i zabrał głos.
- Czy kiedykolwiek czułaś się samotnie, będąc w zatłoczonym pokoju? - zapytał. Wypuściłam powietrze z ust, myśląc nad odpowiedzią, której od razu nie uzyskał. Właściwie mogę uznać, że nawet na nią nie czekał. - Ja tak - odpowiedział sam na swoje pytanie -  Czułem się tak, kiedy każdy sąsiad, albo sąsiadka wytykali mnie palcami, nazywając mordercą własnego ojca.
- Przykro mi - mruknęłam.
- Mi nie - urwał - Nigdy nie wiesz jak bardzo jesteś silny, dopóki siła to ostatnie co ci zostało. Dzięki tym ludziom, właśnie tego się dowiedziałem - oświadczył, zaciągając się papierosem, jak to miał w zwyczaju robić.
- Czy ja mogę zadać ci pytanie? - spytałam, a chłopak skinął - Czy kiedyś zatrzymałeś się i myślałeś nad tym, jak złe jest to, co robisz?
- Tak - odparł - Dlatego właśnie wyjechałem z Sydney.
- A więc nie było cię tutaj?
- Nie. Byłem w Brisbane przez dłuższy czas, wróciłem kilka miesięcy temu - objaśnił blondyn - Masz jeszcze jakieś pytania? - zapytał, kiedy przez dłuższy czas milczałam, próbując wszystko połączyć w jedną całość.
- Czy to wszystko.. czy to się kiedyś skończy? - zapytałam nieśmiało, bojąc się reakcji Ashton’a.
Ten zaś uśmiechnął się pod nosem, po czym spojrzał w niebo zapadając w głębokie myślenie. Zastanawiałam się, czy ma wahania aby powiedzieć mi prawdę, czy może myślał o czymś zupełnie innym. Był całkowicie rozluźniony, a nawet rozbawiony, jakby coś sobie przypomniał. Moje serce zabiło dwa razy mocniej, rozmyślając nad tym, co za chwilę odpowie mi Ashton. Bałam się usłyszeć odpowiedź “Nie”. Brak powrotu do mojego zwykłego, szarego życia byłby dla mnie katorgą. Nie wyobrażam sobie jazdy z Hurtsville do pracy, a po pracy powrotu w towarzystwie któregoś z ludzi Ashton’a jako pewnego rodzaju eskorty. Nie wyobrażam sobie również mieszkania w domu Irwin’a całe życie, będąc non stop pod jego okiem, nie posiadając własnego kąta, żyjąc z osobami z którymi wcale nie chcę żyć. To właśnie dlatego nie byłam do końca pewna, czy chcę tej odpowiedzi, ale skoro zapytałam, to pewna część mnie na pewno jej pragnęła.
- Zabawne, zdawało mi się, że zadasz inne pytanie..
- Jakie? - spytałam zdziwiona, a zarazem ciekawa jego odpowiedzi.
- Na przykład, czy lubię Eminema - chłopak ledwo wykrztusił z siebie te słowa, tłumiąc śmiech. Po chwili pozwolił mu swobodnie wylecieć ze swych ust. Siedziałam nieruchomo, patrząc jak rozbawiony Ashton prawie wala się po ziemii ze śmiechu. Po kilku minutach kąciki moich ust same z siebie uniosły się, przypominając sobie całą historię z samochodu. Blondyn natomiast nie mógł się opanować. Zakrywał usta dłońmi, aby chociaż trochę się uspokoić, ale moje słowa naprawdę go bawiły. Wywróciłam teatralnie oczami, a potem uderzyłam go łokciem w ramię. Irwin kilka razy kaszlnął, spoglądając na mnie, ale widząc moje piorunujące spojrzenie spuścił głowę, dochodząc do absolutnej powagi i bawiąc się palcami dłonii. Sprawiał wrażenie zdenerwowanego. Wiedziałam, że za moment coś z siebie wykrztusił i miałam rację.
- Przepraszam - mruknął.
- Za co?
- Za wszystko - wyszeptał blondyn, co całkowicie mnie zszokowało. Po raz drugi w ciągu naszej znajomości usłyszałam to słowo. Kompletnie nie wiedziałam jak się zachować, mając świadomość, że to właśnie od niego usłyszałam znowu przeprosiny. - Spieprzyłem ci życie - wyrzucił z siebie, wzdychając.
- Nie jest najgorzej - odparłam.
- A co uważasz za najgorsze? - prychnął - Wiesz, co miałem ochotę ci zrobić, kiedy stałaś tak po prostu w pokoju moich rodziców? O niczym innym nie myślałem, jak o wyrządzeniu ci krzywdy - oświadczył z obrzydzeniem, ale nie ze względu na mnie tylko na siebie. Wyraźnie było mu głupio, albo po prostu źle czuł się z tym, co zaszło wczorajszego dnia.
- Ale mnie nie skrzywdziłeś, to się liczy - powiedziałam, akcentując ostatnie słowa. Dotknęłam dłonią jego ramienia, a następnie je pocieszająco pocierając.
Sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Może po prostu było mi go szkoda? Może odczuwałam, że faktycznie było mu przykro? Wciąż miałam wątpliwości, a w mojej głowie nadal tkwiła myśl, iż jest to kolejny podstęp Cienia. Mimo, że brzmiał dość wiarygodnie, nawet to nie pozwalało mi ufać mu bezgranicznie. Rozum zdecydowanie zabraniał mi zatracenia w swej wierze, jednak serce podpowiadało, że chłopakowi jest w tej chwili naprawdę ciężko i ma świadomość swoich błędów. Wiem jaką krzywdę wyrządziła Irwin’owi społeczność, ale nie mogę zapomnieć o przestępstwach, których się dopuścił.
Nie wiem sama, co powinnam myśleć. Ciężko mi zrozumieć tego człowieka, ciężko jest mi z nim żyć czy nawet rozmawiać. Czuję ogromną pustkę, niewiedzę. Nie wiem co jest prawdą, a co kłamstwem. Za każdym razem muszę być ostrożna na to, co robię lub co mówię. To mnie irytuje.
Zabrałam swoją dłoń, kiedy głowa Ashton’a zwróciła się w moją stronę, spoglądając również na gest, do jakiego się posunęłam. Przełknęłam nerwowo ślinę, po czym splotłam swoje dłonie, kładąc je na uda. Ścisnęłam palce mocno, jakbym chciała zadać sobie ból, za karę. Nie powinnam była go w ogóle dotykać.
Kurczowo trzymałam ręce blisko siebie, aby po raz kolejny nie zrobić czegoś głupiego. Chłopak ponownie odwrócił się w kierunku nieba i ciężko wdychając powietrze, oglądał je.
Było bezchmurne, całkowicie błękitne niczym najczystszy ocean. Szybujące po nim ptaki ozdabiały ten idealny, piękny obraz trwającej wiosny. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu rozkoszując się tym widokiem i rozmyślając. Sądzę, że zastanawialiśmy się nad tym samym, ale żadne z nas nie umiało rozmawiać o tym na głos. To był jeden z naszych problemów. Wszystko byłoby o wiele prostsze, gdybym była doinformowana. Mogłabym pomóc, przedyskutować z nim parę kwestii, coś zmienić. Nasza znajomość na pewno wyglądałaby zupełnie inaczej, jednak Ashton całkowicie zablokował dostęp do siebie. Był skryty, zamknięty w sobie, nie zamierzał się nawet otworzyć, a przynajmniej nie na mnie.
Uznałam, że nie ma sensu dalej siedzieć w ciszy. Wstałam z miejsca i ostatni raz zerknęłam na Ashton’a, a następnie na ogród. Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym przekroczyłam próg drzwi balkonowych. Zatrzymałam się, a swój wzrok przeniosłam na blondyna. Zawołałam go, a ten odwrócił się, spoglądając na mnie smutno.
- Jestem pewna, że znajdziesz sprawcę śmierci ojca i wszystko wyjaśnisz - powiedziałam pogodnie.
- Skąd wiedziałaś, że o to mi chodzi?
- Intuicja - mruknęłam, posyłając chłopakowi uśmiech.
Pozbawiając nas niezręczności, ruszyłam do drzwi prowadzących na korytarz piętra domu. Ciągnęłam już za klamkę, gdy tym razem Ashton zawołał mnie, zatrzymując.
- Gdybyś ty miała podobną sytuację ze śmiercią rodziców… gdyby ktoś ich zamordował, a ty miałabyś możliwość poznania tego skurwiela, ale musiałabyś poświęcić swój czas, pewne rzeczy… osoby… co byś zrobiła? - usłyszałam zza swoich pleców.
- Ruszyłabym dalej - odpowiedziałam - Nie wrócę im życia, a próbując się mścić mogę skrzywdzić innych - dokończyłam swoją wypowiedź, patrząc na zrezygnowanego chłopaka.
Ashton sprawiał wrażenie toczącego w sobie walkę. Wydawało mi się, że zastanawia się nad dokonaniem wyboru, a to naprawdę go dobijało. Zapewne był między młotem, a kowadłem, bo bez przyczyny nie zadałby takiego pytania. Odpowiedziałam na nie szczerze, powiedziałam co myślę. Na miejscu Ashton’a naprawdę odpuściłabym sobie pościg za mordercą jego ojca. On na pewno nie chciałby, aby jego syn wylądował w więzieniu za jakiekolwiek zabójstwo. Swoją zemstą Ash pogorszy tylko sytuację. Czy nie lepiej po prostu powiedzieć “dość” i zacząć żyć?
- Naprawdę kibicuję ci, abyś wyrównał rachunki z winowajcą, skoro bardzo tego chcesz, ale uważam, że powinieneś po prostu odpuścić - poradziłam.
Blondyn skinął głową, akceptując, a raczej przyjmując do wiadomości moje zdanie.
~*~
Nadchodziło południe. Wszyscy byli zabiegani, jakby miało stać się coś ważnego. Nikt nie zwracał uwagi na to co robię ani co mówię. Jedyną osobą mającą dla mnie czas była Gina, a jej towarzystwo zdecydowanie mi nie odpowiadało. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego.
Dziewczyna siedziała w swoim pokoju, na parapecie. Brunetka słuchała głośno muzyki, prostując przy tym swoje włosy. Była ubrana w czarną ramoneskę, zwykły t-shirt z nadrukiem oraz czarne spodnie. Prawdopodobnie gdzieś wychodziła, bo przedtem widziałam ją w szarych, znoszonych dresach i rozczochranych włosach, a teraz zdecydowanie się szykowała.
Miałam ochotę śmiać się na cały dom, kiedy Gina stroiła się do lustra, robiąc przy tym różne miny. Nie chciałabym jej obrazić, ale fakt faktem - zachowywała się, jakby szła do burdelu, jedynie strój nie pasował do klimatu tego miejsca.
Nie mogłam dłużej jej oglądać, działało to na mnie zbyt negatywnie. Przedostałam się do swojego pokoju, skąd zabrałam torebkę. Znalazłam swoją starą, dżinsową kurtkę i wcisnęłam ją na siebie. Ledwo mi się to udało, ponieważ była już trochę za mała, jednak miałam do niej zbyt wielki sentyment. Przypominała mi o dniu przed wypadkiem, właśnie wtedy ją nosiłam na sobie.
Wraz ze swoimi rzeczami zeszłam na dół, gdzie miałam czekać na Ashton’a. To właśnie z nim dzisiaj jechałam do pracy. Odwoził mnie, ale nie wracał później do Hurstville. Postanowił pooglądać mnie w czasie roboty, a przy okazji pograć trochę w bilard i pozałatwiać kilka spraw na mieście - tak właśnie to ujął. Po części czułam dyskomfort, a zarazem zdenerwowanie, bo nie oznaczało to niczego dobrego, jednak odepchnęłam od siebie złe myśli. To Ashton Irwin, po nim można się przecież wszystkiego spodziewać. Gdybym była w niebezpieczeństwie, dałby mi to do zrozumienia, nieprawdaż? Właśnie, mogłam myśleć o BEZPIECZEŃSTWIE jakie zapewnia mi Irwin, lub sprawia tego pozory. Czego więc miałam się obawiać? Jak na razie nie zanosi się na to, aby pragnął mojej śmierci. W sumie.. wracając do przeszłości, zdarzyło mu się to tylko i wyłącznie raz, dość niedawno. Sądząc po jego zmianach nastroju, odrzucił już tą myśl.
Wyszłam przed dom, niecierpliwiąc się. Czekałam już kilkanaście minut. Ashton rzadko się spóźniał, co tylko spotęgowało moją irytację, zwłaszcza, że byłam pewna iż nie dojedziemy na czas.
Gdy znalazłam się na zewnątrz, ujrzałam czarny, połyskujący samochód, kompletnie nie przypominający mojego Volvo. Otworzyłam oczy szerzej, myśląc, że śnię. Nigdy wcześniej takie piękne auto nie znajdowało się w pobliżu mojej osoby, no chyba, że mówimy o wystawach. Zaklęłam w myślach widząc takie bóstwo przed sobą. Ten wóz był wręcz idealny.
Ashton oparł się o maskę samochodu, szeroko uśmiechając. Skrzyżował swoje ręce, oglądając moją zszokowaną twarz. Jestem pewna, że już zdążył zauważyć ten szaleńczy błysk w oku na widok takiego cuda. Zastanawiało mnie tylko jedno... Czy to oznaczało, że dzisiaj będziemy jechać tym wozem? Naprawdę?
- Gdzie.. gdzie.. moje volvo? - wydukałam nie odrywając wzroku od auta.
- Z brzydkiego kaczątka w łabędzia - oznajmił - Wybacz, ale twoje volvo s40 poszło na złom, przedstawiam BMW Concept Gran Coupe.
- Żartujesz? To moje auto?! - pisnęłam podekscytowana, poczynając obchód samochodu.
Blondyn skinął.
Podarował mi auto, auto za prawie czterdzieści kawałków! Nadal nie mogłam w to uwierzyć! Zastanawiałam się przez moment, czy ten wóz nie jest kradziony, ale to było wręcz niemożliwe. Przypomniałam sobie, gdy Gina mówiła, iż dom należał do rodziców Ashton’a, więc prawdopodobnie jego ojciec zapisał mu w testamencie coś więcej niż tylko to. Ten chłopak musiał być naprawdę cholerym milionerem.
- Taki mały prezent, to nic wielkiego - wzruszył ramionami.
Nic wielkiego? Dla niego samochód wartości czterdziestu tysięcy to nic wielkiego? Moje Volvo było za jakieś cztery tysiące, a do tego było używane! Odkładałam na nie pieniądze przez jakieś sześć miesięcy! A teraz nowe BMW jest moje? Chyba śnię!
- Nic wielkiego?
- Oh błagam cię - prychnął - W garażu mam jeszcze Skyline’a, Porsche i parę innych nowych sztuk - oznajmił, a moje oczy tylko się zwiększały. Myślałam, że żartuje.
Rzucił w moją stronę kluczyki, które ze zwinnością złapałam. Od razu wsiadłam do samochodu, aby zobaczyć go od środka. Siedzenia wyłożone były skórą w kolorze beżu. Cały panel był czarny. Samochód posiadał automatyczną skrzynię biegu, ogrzewanie, a także klimatyzację. Czułam się jak w jakimś programie, w którym robią z ludzi żarty. Byłam pewna, że ktoś wyjdzie z kwiatami, a potem oznajmi, że zabiera moje upragnione auto.
Sama w sobie czułam się źle, siedząc w tak… bogatym wozie. Ten samochód dużo kosztował, dużo wymaga, a w dodatku nie dołożyłam się do jego kupna. Nie jestem źle wychowana. Skoro nie dałam na niego pieniędzy, nie mogłam go także posiadać.
- Ja.. ja.. nie mogę tego przyjąć - wyjąkałam.
- Więc po prostu je ode mnie pożycz, oddasz kiedy będziesz chciała - powiedział Ashton, siadając na miejscu pasażera.
Uśmiechnęłam się do blondyna, a ten mi zawtórował. Nasze oczy po raz pierwszy spotkały się na dłuższą chwilę. Wpatrywałam się w duże, piwne tęczówki Irwin’a, które ewidentnie lśniły. Nigdy nie widziałam tak pięknego błysku w oku. Mijała sekunda za sekundą, a my nie odrywaliśmy od siebie wzroku. W końcu jednak ten moment musiał nastąpić, a gdy oboje się ocknęliśmy, Ashton wymamrotał speszony - No odpalaj, chcesz się spóźnić kurwa?
Około godziny osiemnastej znaleźliśmy się pod pub’em ciotki Eleanor. Zaparkowałam równo nowe BMW, ale w innym miejscu na parkingu. Nie chciałam, aby każdy widział czym dzisiaj przyjechałam. Ciotka od razu zauważyłaby, że coś jest nie tak. Sama nie zarobiłabym na takie auto przy mojej marnej pensji. Zamartwianie nie wyjdzie jej na zdrowie, więc tym bardziej musiałam je ukryć o wiele dalej.
Gładziłam opuszkami palców kierownicę, bijącą świeżością. Wcale nie miałam ochoty wysiadać z tego magicznego samochodu. Co więcej, Ashton musiał wyciągać mnie z niego praktycznie siłą, obiecując, że będę nim jeszcze jeździć długi czas. Postanowiłam zaufać mu w tej sprawie i opuściłam pojazd, ale z ogromnym smutkiem. Ten wóz był dla mnie niczym dziecko, którego nie chciałam zostawić w samotności. Dodatkowo blondyn zabrał mi kluczyki, bo przecież miał zamiar załatwiać pewne sprawy.
Udałam się więc do baru bez samochodu, jedynie z optymistycznym nastawieniem i nadzieją na spokojny wieczór.
Zazwyczaj mam przeczucia, że dane dni będą naprawdę do bani. Tego dnia widocznie “zepsułam się”, bo nie byłam w ogóle świadoma, co się szykuje.
Ashton otworzył przede mną drzwi. Przekroczyłam próg baru, automatycznie żałując swojego czynu. Stojący przy samym barze Dan wraz z Cassie jako pierwsi rzucili mi się w oczy. Wiedziałam, że to nie będzie dobry wieczór, zwłaszcza, jeśli są razem. Wzięłam głęboki wdech. Musiałam zmierzyć się z obojgiem, co było dość trudne, zwłaszcza, że ja byłam jedna. Ashton nie przejął się ich obecnością. Zawiadomił mnie jedynie, co zamierza robić i o której wyjdzie. Podążył do stołu bilardowego, rozpoczynając grę. Ja natomiast ruszyłam do znajomych, przygotowując się na małą wojnę. Prawdopodobnie nie przyszli do pub’u bez powodu, co jeszcze bardziej mnie martwiło. Gdy tylko wzrok mój, jak i mojej przyjaciółki spotkały się, przez moje ciało przeszły dreszcze. Zmierzyłyśmy się wzajemnie wzrokiem, mówiąc sobie tym samym, że musimy wiele wyjaśnić.
- A więc to prawda? - spytała Cassie, widząc mnie i Ashton’a razem.
- O czym ty mówisz i w ogóle co tutaj robisz? - odpowiedziałam pytaniem.
- Ty i Cień, jesteście ze sobą - stwierdziła, patrząc z przerażeniem.
- Co?! - pisnęłam.
Pociągnęłam brunetkę za ramię, przechodząc z nią na zaplecze baru.
- Dan powiedział, że ty i on… jesteście parą - oświadczyła.
Wywróciłam oczami. Dan był na tyle głupi, aby poskarżyć się Cassie, licząc, że ona odciągnie mnie od Ashton’a. Mogłam to przewidzieć. Sama dziewczyna stwierdziła, że nie była w stanie mu uwierzyć i nawet tego nie zrobiła, bo znała moją wcześniejszą sytuację związaną z Irwin’em. Nie zmieniało to faktu, że Dan posunął się za daleko.
- Więc, nie. Nie jesteśmy ze sobą. Ashton mi pomaga - popatrzyłam na brunetkę z politowaniem - Jak w ogóle mogłaś tak chociaż przez moment pomyśleć Cassie?
- W takim układzie lepiej się zmywajcie.
- Co? Dlaczego? - uniosłam brwi, będąc zaciekawioną jej stwierdzeniem.
- Bo nadopiekuńczy Danny zadzwonił po policję tuż po waszym wejściu - oznajmiła brunetka.
Jedno wiedziałam na pewno. Ashton mnie zabije.CHAM!!!