środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 30

Aby wczuć się w klimat, włącz muzykę zalinkowaną w treści rozdziału. (Radziłabym przyciszyć głośnik tak btw bo może trochę dać po uszach ^^)
___________________________________________________________________
W duchu miałam ogromną nadzieję, że się przesłyszałam. W prawdzie pojawiła się również w mojej głowie myśl, iż Cassie zmyśla, chce mnie nabrać lub po prostu potrzebuje psychiatry.
- Żartujesz sobie - stwierdziłam, nawet nie pytając.
- Mówię poważnie, Caitlin. Wiedział na którą godzinę masz robotę i był wręcz pewny, że przyjdziesz z nim. Od razu po waszym wejściu wykręcił numer i odszedł, co na pewno zauważyłaś. Zadzwonił na psiarnie.
- Ale po co do cholery?! - wydarłam się, a kilka głów klientów odkręciło się w naszą stronę.
Ashton zmarszczył czoło, bacznie mi się przyglądając. Byłam na straconej pozycji. Kiedy on się dowie, rozniesie cały bar, mnie i wszystko wokół. Na samą myśl o tym, co mogłoby się tutaj za moment wydarzyć przeszywały mnie dreszcze. Przełknęłam z ogromną trudnością ślinę, patrząc na mroczne, pytające spojrzenie Ashton'a. Moje ręce zaczęły drżeć, a oczy szukać innego punktu zaczepienia. Nie mogłam teraz patrzeć na blondyna, budziło to we mnie większe przerażenie niż zwykle.
Czułam jak powoli zaczynam się gotować w swoim własnym ciele. Każdy organ wykręcał się, powodując nieprzyjemne doznania. Spojrzałam na zegarek, którego wskazówka co sekundę przesuwała się. Czas... czas... czas...
Ruszyłam w kierunku Dan'a. Złapałam kołnierzyk jego białej koszulki polo, po czym zacisnęłam dłoń w pięść. Zabrałam chłopaka na zaplecze, gdzie oczekiwałam na wyjaśnienia.
- Jedno... małe... pytanie... - wysyczałam powolnie przez zaciśnięte zęby - Czy ty do reszty zgłupiałeś Dan?! - krzyknęłam.
- To chyba ja powinienem ciebie o to zapytać, Cait! - odkrzyknął - To kryminalista, jest poszukiwany w całym Sydney, masz tego świadomość?
- Tak - odparłam, wzruszając ramionami - No i? To wciąż mój problem, nie twój.
- Obudź się cholera! - potrząsnął mną brunet - Cassie, przemów jej do rozumu - zawołał do brunetki, która nawet nas nie słuchała.
- Jest dorosła, Dan - powiedziała znudzona, kręcąc głową.
- Odwołaj psy - warknęłam.
- Nie - zaprotestował.
- Posłuchaj, jeśli tego nie zrobisz albo ja cię zatłukę, albo on - wskazałam na celującego w bilę Ashton'a, a później wróciłam wzrokiem do Dan'a.
- Moja mama powiedziała, że jest poszukiwany listem gończym - Dan starał się podać mi jak najwięcej argumentów przeciwko Irwin'owi.
- Może jeszcze kilka tygodni temu przejęłabym się tym wszystkim, ale teraz gówno mnie to obchodzi! - odparłam głośniej - Nie wiesz, czemu się z nim trzymam
Przeczesałam dłońmi włosy, zaczynając chodzić od ściany do ściany. Próbowałam cokolwiek wymyślić, jednak nic nie przychodziło do mojej głowy. Tak bardzo chciałam przekonać Dan'a, aby odwołał wezwanie. Policja mogła wpaść w każdej chwili. Ashton jest w barze, ciotka jest w barze, WSZYSCY SĄ W BARZE. Wyrobię temu miejscu taką renomę, że wszyscy mieszkańcy Sydney do końca życia zapamiętają to wydarzenie, a Eleanor mnie znienawidzi do końca życia. Ona mnie po prostu zabije , o ile nie zrobi tego Ashton!
- Caitlin - usłyszałam ciężki, mrożący krew w żyłach głos, którego akurat teraz wolałam nie słyszeć. Odwróciłam się, stojąc twarzą w twarz z Ashton'em. Patrzyłam za jego plecy próbując uniknąć przeszywającego mnie spojrzenia. Blondyn dotknął dłonią mojego podbródka unosząc go, tak aby nasze oczy się spotkały. - Co się dzieje? - zapytał ze spokojem, jednak wiedziałam, że za chwilę wywołam w nim burzę.
- Za moment zjawi się tu policja - oświadczyłam zrezygnowana, spuszczając wzrok - Dan ją wezwał - dodałam cicho.
Ashton popatrzył na mojego byłego przyjaciela. Wyminął mnie, a następnie podszedł do niego. Pociągnęłam rękaw jego koszuli, ale nie zdołałam go zatrzymać. Mruknęłam pod nosem jego imię, dość błagalnie, nie chcąc żadnej burdy. Blondyn był od niego wyższy o pół głowy. Spoglądał na niego pogardliwie, ale z nutką uśmiechu na twarzy.
- Zgaduję, że jesteś Dan - powiedział, kiedy znalazł się naprzeciwko Radley'a - Miło mi, Ashton - wyciągnął zza spodni pistolet, przystawiając go do głowy chłopaka. Wbijał swój wściekły wzrok w bruneta, wprowadzając go w paraliż.
Z ust Cassie wyleciał cichy jęk, który stłumiła poprzez zamknięcie ust dłońmi. Moje oczy zaś stały się o wiele szersze. Natychmiastowo podbiegłam do obu chłopaków, zaciskając swoje ręce na nadgarstku Ashton'a. Posłałam mu błagalne spojrzenie, licząc że jakimś cudem go zmiękczę. Irwin jednak ściskał broń w ręku i z pełną swobodą celował prosto w Dan'a. Próbowałam opuścić jego ramiona, ale sztywno utrzymywały się w linii prostej. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że Ashton mógłby teraz zastrzelić Dan'a, czy w ogóle zrobić mu krzywdę. Musiałam go powstrzymać. Wiedziałam, że chłopak zawinił, ale wciąż był dla mnie w pewnym sensie ważny, jak miałabym pozwolić na coś takiego?
- Przyprowadzę funkcjonariuszy prosto do ciebie, jeśli zaraz nie opuścisz tej broni - zagroziłam mówiąc stanowczo.
Blondyn spojrzał na mnie, otwierając usta aby coś powiedzieć, jednak chwilę później zamknął je i opuścił rewolwer. Ashton wsunął za swoje spodnie czarny pistolet. Naciągnął swoją koszulkę, a następnie kurtkę, aby broń, którą trzymał przy sobie nie była widoczna. Odszedł od Dan'a, tworząc między nimi dystans. Uniósł swoje ręce, machając dłońmi.
- Zadowolona? - spytał zgryźliwie.
Skinęłam głową. Cała nasza trójka odetchnęła z ulgą, ale nie na długo. Pozostała wciąż sprawa policji. Przeczesał niezdarnie włosy dłońmi, próbując ułożyć w głowie jakiś plan. Patrzyłam na niego z nadzieją, iż uda mu się cokolwiek wymyślić i wyjść z tej chorej sytuacji. Opierałam się o ścianę, czując jak zaczyna kręcić mi się w głowie od przypływu adrenaliny. Naprawdę modliłam się, aby policja nie znalazła tu Ashton'a, bo nie tylko on był miał problemy. Każdy będący aktualnie w barze na pewno zostałby przesłuchany, łącznie ze mną. Moje aktualne położenie jest fatalne, więc jeśli wyjawiłabym parę faktów policji, skazałabym się na śmierć.
-Wychodzimy - rzucił wyraźnie rozgniewany, po czym zakręcił się wokół własnej osi i skręcił do wyjścia.
- Co? - spytałam cicho.
Ashton zatrzymał się. Odwrócił swoją głowę w moją stronę, patrząc pytająco.
- No chyba nie myślałaś, że cię tu zostawię - prychnął, podchodząc do mnie i łapiąc mnie za rękę.
Swoim spojrzeniem dałam Cassie do zrozumienia, że nie ma się czym martwić. Przyzwyczaiłam się do aroganckiego zachowania Irwin'a, więc nie reagowałam na jego bezczelne gesty. Skinęłam głową w kierunku blondyna, mówiąc mu, iż możemy ruszać. Ashton objął mnie ramieniem, uśmiechając się. Wsunął na swój nos czarne okulary przeciwsłoneczne. Biło od niego pewnością siebie, co wywołało grymas na mojej twarzy. Za moment miała zjawić się policja, a on w pełni rozluźniony wychodził z baru, jakby był zwykłym człowiekiem.
Znaleźliśmy się na zewnątrz baru. Przeszliśmy na drugą stronę ulicy, podążając na parking. Ashton milczał, ale dziecięcy, złośliwy uśmieszek nie znikał z jego buzi. W oddali słyszałam syreny policyjne, co tylko wywołało we mnie większe obawy. Ashton odczuł moje drżenie. Przejechał dłonią po moich plecach, chcąc mnie uspokoić. Duża dłoń z długimi palcami dotknęła mojego ramienia, delikatnie je ściskając. Miałam wrażenie, że denerwuję się za nas oboje.
- Uspokój się, wszystko będzie dobrze - mruknął, dostrzegając moje poruszenie - Wsiadaj - nakazał, kiedy byliśmy już przy samochodzie. Pociągnęłam za klamkę znajdującą się po stronie kierowcy, ale Ashton gwałtownie przymknął drzwi, nie pozwalając mi wsiąść. - Z drugiej strony - dodał, abym tym razem zrozumiała. Obeszłam samochód, a gdy dostałam się do poprawnych drzwi, powtórzyłam czynność tym razem je otwierając. Blondyn oglądał parking, jakby był na wycieczce krajoznawczej i wcale nie zamierzał zająć miejsca za kierownicą. Wyciągnął paczkę papierosów, chcąc zapalić kolejnego Marlboro. Wykrzywiłam usta, marszcząc przy tym pytająco brwi. Czekałam na jego reakcję, jakikolwiek ruch, słowo. Nic.
- Na co czekasz? - spytałam pragnąc sprowadzić go na ziemię.
Dźwięk policyjnego radiowozu był coraz bardziej wyrazisty. Nie dało się ukryć, byli już blisko. Mogłam nawet stwierdzić, że została im do przejechania jedna wąską uliczka i dokładnie za dwie minuty będą na miejscu.
- Na spektakl, moja droga... - odparł szarmancko, uśmiechając się szeroko.
Jego przedłużanie całego wydarzenia zakończyło się, gdy po raz ostatni wypuścił dym ze swoich ust, a następnie rzucił papierosa na ziemię, przydeptując go butem. Miał długie stopy, zupełnie jak nogi. Nie miałam pojęcia jaki numer buta nosi, ale zgadywałam że waha się on między dziesiątym, a jedenastym rozmiarem.* Pokręcił głową, a jego fryzurę rozwiał delikatny wiatr, kiedy zauważył niebiesko-czerwone, migoczące światła nad parkingiem. Klasnął optymistycznie w dłonie.
Ashton zajął miejsce za kierownicą. Ustawił każde lusterko pod swoim względem. Włączył radio, które grało właśnie 30 seconds to Mars - Attack na jednej z rock'owych stacji. Odpalił samochód, ale ryk silnika zagłuszyła muzyka, dochodząca z każdej możliwej części samochodu. Czułam jak moje siedzenie drży pod wpływem dźwięków piosenki. Irwin wycofał auto, wyjeżdżając z miejsca, które wcześniej było przez nas zajmowane. W głębi duszy miałam nadzieję, że gliny zjawią się po naszym zniknięciu.
- Zakryj się, nie chcesz być zapewne poszukiwaną - poradził Ashton, rzucając w moją stronę koszulę, którą zdjął. Przykryłam nią twarz, wiedząc, że moje modlitwy nie spełnią się i jestem stracona.
Spotkaliśmy się z radiowozem, opuszczając parking. Kątem oka spojrzałam na blondyna, który opuszkiem palca pogłośnił muzykę. Nacisnął przycisk po jego prawej stronie, a szyba zaczęła się opuszczać. Jego lewa dłoń ściskała kierownicę, natomiast prawa znalazła się poza samochodem. Ashton odwrócił swoją rękę w kierunku stojącego obok samochodu, po czym pokazał środkowy palec prosto do funkcjonariuszy. Docisnął pedał gazu, wyjeżdżając z piskiem opon przed nich i czym prędzej rozpędził się, rozpoczynając ucieczkę.
- Zwariowałeś!? - krzyknęłam panicznie.
Chłopak zignorował mnie, skupiając się na drodze. Wyjechał na główną ulicę, gdzie wiele osób wracało swoimi autami z pracy. Jechał prosto, nie mając pojęcia dokąd prowadzi nas droga. Co chwilę zerkałam w lusterka, aby sprawdzić czy radiowozy wciąż nas ścigają. Policjanci nie odpuszczali. Wcale nie byłam zdziwiona z tego powodu, nie mogli znaleźć Ashton'a przez kilka lat. Dobrze się ukrywał.
Blondyn wymijał każdy samochód z gracją, jakby miał szybką jazdę we krwi. Zwinnie manewrował kierownicą, jego ruchy były płynne i dobrze przemyślane. Nie odczuwałam żadnych szarpnięć, ani uderzeń czy potarć o inne wozy. Nie oznaczało to jednak, że siedziałam w samochodzie ze spokojem. Wręcz przeciwnie, byłam bliska zawału widząc na liczniku prędkości liczbę sto osiemdziesiąt, która w ogóle nie mogła nazywać się stałą, gdyż wciąż wzrastała. Moje serce uderzało jak szalone, szybko i mocno. Miałam wrażenie, że za chwilę wyleci z mojego ciała. Wbijałam w paznokcie w skórzane siedzenie, co chwila przymykając oczy. Ciężko było mi nie patrzeć na drogę, strach przed wypadkiem był silniejszy. Wolałam widzieć drogę przede mną.
Ashton zaś w ogóle nie przypominał osoby zdenerwowanej. Jego łokieć spoczywał na wnęce otwartej szyby. Głowa ruszała się w rytm muzyki, a oczy sprawnie kontrolowały wszystko, co działo się na jezdni. Pośpiewywał kolejną z piosenek 30 seconds to Mars, będąc całkowicie rozluźnionym. Od czasu do czasu spoglądał na mnie. Zdenerwowanie i stres, które widział nie robiło na nim zupełnie wrażenia.
- Możesz trochę zwolnić? - zapytałam paranoicznie.
- Gonią nas dwa radiowozy, a ty chcesz żebym zwolnił? - spytał, co zabrzmiało niedorzecznie. Przyznaję, w mojej głowie brzmiało to zdecydowanie lepiej. - Może jeszcze mam im pozwolić na to, żeby podjechali do nas i im pomachasz? - zadrwił. Zawstydzona palnięciem takiej głupoty zamilkłam.
Faktycznie, jechały za nami już dwa policyjne samochody. Wcześniej był tylko jeden, ale najwyraźniej wezwano wsparcie. Podążaliśmy cały czas główną drogą. Prosta, czteropasmowa autostrada kierowała nas na Newcastle. Dziękowałam Bogu, że Ashton nie doprowadził jeszcze do karambolu. Złamał od groma przepisów, ale kto by się tym przejmował podczas pościgu? Prócz mnie właściwie..
Starałam się myśleć o wszystkim, aby tylko zapomnieć o aktualnej ucieczce przed policją. Po moich myślach krążyły nawet kołysanki z dzieciństwa. Próbowałam przypomnieć sobie parę bajek, czy jakikolwiek film i opowiadać sobie samej jego fabułę. Nie stanowiło to jednak perfekcyjnej odskoczni.
Ashton otworzył pewien schowek, będący między nami w trakcie jazdy.
- Cholera, to żart? Gdzie butle?! - wydarł się, zdziwiony brakiem butelek.
- Co za butle znowu?
- Nitro - odrzekł, wracając do kontrolowania drogi.
- Co?! Czy to w ogóle legalne?! - spytałam przerażona faktem, że chciał jeszcze przyśpieszyć na drodze pełnej aut w których znajdowały się rodziny, dzieci, a także zwykli ludzie.
- A czy uważasz, że legalne jest jechać dwieście na godzinę przy ograniczeniu do sześćdziesięciu? - odpowiedział pytaniem, znowu robiąc ze mnie idiotkę - Musimy ich zgubić.
- Więc skręć w prawo - rzuciłam.
- Jesteś pewna?
- Tak, skręć w prawo, a potem w uliczkę po lewo - poinstruowałam.
Ashton posłuchał moich porad i przy najbliższej okazji agresywnie skręcił w niewielką uliczkę między budynkami. Na całej ulicy rozległy się dźwięki klaksonów oraz piski opon samochodów jadących obok nas. Na moment zablokowaliśmy przejazd i zatrzymaliśmy auta, powodując korek. Przejechaliśmy również na jednym z czerwonych świateł. Z moich ust uciekł głośny krzyk, gdy nasze auto prawie uderzyło w sklep spożywczy. Na szczęście Ashton w ostatniej chwili wykręcił kierownicę i wjechał w ulicę, ocierając się jedynie o mur obok, którego przejeżdżaliśmy. Szybko zapanował nad wozem, abyśmy mogli spokojnie przejechać resztę drogi. No... zależy jak każdy definiuje słowo "spokojnie".
- Jesteś nienormalny! - krzyknęłam.
- A wiesz co w tym wszystkim jest najlepsze? - zapytał dumny z siebie - Jestem całkowicie tego świadomy.
Irwin starał się zgubić radiowozy wjeżdżając w najmniejsze ulice. Co chwila skręcał, aby zmylić policję depczącą nam po piętach. Rozpoznawałam niektóre budynki, więc pomagałam mu wyjechać z labiryntu przecznic.
Nie patrząc na progi drogowe**, z rozpędem wyjechaliśmy z mniejszych ulic. Jakimś cudem, zawieszenie wciąż się trzymało. Przecięliśmy główną drogę, wpadając w kolejne ulice, tym razem zapełnione domkami jednorodzinnymi. Ashton od razu skręcił na jedną z szos blisko lasu, aby policja nas nie zauważyła. Pewnym trafem udało nam się całkowicie oderwać od radiowozów.
Ashton zwolnił, gdy zauważył że ilość paliwa znacznie maleje. Jego twarz wyraźnie pobladła, a on sam nie wyglądał na zadowolonego. Walczyłam sama ze sobą, aby nie zapytać co się dzieje, ale ciekawość wzięła górę.
- Coś nie tak?
- Kurwa - przeklnął.
- Hm?
- Zgaduję, że mamy dziurawy bak - oświadczył.
- Co?!
- Pieprzony Ticks... - warknął, uderzając dłońmi w kierownicę - Musimy gdzieś zaparkować.
- Co ma Ticks do tego? - spytałam jeszcze bardziej zaintrygowana jego słowami.
- To jego wóz.
- Co?!
- Hemmings wygrał go w wyścigu. Tak, nielegalnym i jeśli znowu powiesz "CO", przysięgam, że zostawię cię w lesie, który chwilę temu minęliśmy.
Uderzyłam głową o oparcie siedzenia. Wypuściłam z ust powietrze będąc kompletnie załamaną. A więc Ashton zdecydował się oddać mi samochód Ticks'a w dodatku niesprawny. Wątpię, czy w ogóle do niego zajrzał. Skoro nie zauważył uszkodzonego baku, zgaduję że nie.
Odrzuciłam myśli o samochodzie, zastanawiając się co teraz z nami będzie. W końcu mamy zostawić samochód i iść pieszo do.. właśnie dokąd? Mamy spędzić noc w aucie, a może nawet i na ulicy? Ja nawet nie miałam pojęcia, gdzie jesteśmy. Paliwa starczyło nam może na 10 minut jazdy, a do Hurstville było zapewne jakieś osiem godzin. Wpakowaliśmy się w najgorsze bagno.
Ashton zostawił samochód między blokami do których zajechaliśmy. Ukrył go za kontenerami. Oczywiście pudła ze śmieciami nie zakryły wozu całkowicie, ale to zawsze coś. Poprosił, abym zabrała wszystkie swoje rzeczy i zaczekała na niego. Nie mając dokąd pójść, zostałam z chłopakiem mając nadzieję, że on ma jakiś plan. Sam nas w to wpakował.
Ruszyliśmy w drogę po prostu idąc. Nie rozmawialiśmy za dużo. Ashton pytał jedynie o jakieś pobliskie miejsca do noclegu, tyle samo razy ile ja jego. Wzajemnie liczyliśmy, że może któreś z nas wie, gdzie wylądowaliśmy. Zdecydowanie znajdowaliśmy się w jednym z gorszych miejsc, ponieważ Irwin nie mógł nawet złapać zasięgu.
Spędziliśmy na pieszej podróży około godziny. Dochodziła dwudziesta pierwsza, a nasza dwójka nadal błąkała się po ulicach nieznanej nam dzielnicy w poszukiwaniu noclegu. Czułam każdy mięsień w moich nogach. Ból spowolnił moje tempo. Oddalałam się od Ashton'a, dopóki nie zauważył, że mój stan nie należy do najlepszych. Cierpliwie poczekał na mnie, a później pilnował kroku, aby nie stracić mnie ze swoich oczu.
- Daleko jeszcze? - zapytałam marudnym tonem.
- Nie wiem - odparł bezradnie.
- Wiesz chociaż, gdzie jesteśmy?
- Może w Narnii.. - odpowiedział z zamyśleniem.
- Poważnie - wymamrotałam, nie mając siły na żarty.
- No to może Nibylandia..
- Przestań ze mną pogrywać! Gdzie jesteśmy?!
- A kto to kurwa wie?! Wyglądam ci na google maps?! - wydarł się blondyn, zirytowany.
Zatrzymałam się, krzyżując dłonie.
- Jesteś pewny, że mam odpowiadać na to pytanie? - zapytałam, a kąciki moich ust uniosły się.
Prawdę mówiąc, Ashton wiedział o mnie wszystko. Mogłam więc uważać go za google czy encyklopedię, skoro znał mój adres zamieszkania, szpital w którym miałam wypadek, prawdopodobnie miejsce mojego urodzenia i wiele innych rzeczy. Skoro zebrał te informacje, dlaczego miałby nie mieć pojęcia, gdzie się aktualnie znajdujemy?
- Nie wierzę, że uciekaliśmy przed policją - zaczęłam zrzędzić - Do tego znajdujemy się... hm... na jakimś zadupiu, bo komuś zachciało się rajdów, a w dodatku...
- Wiesz Caitlin... - przerwał mi blondyn - Jesteś o wiele atrakcyjniejsza, kiedy nic nie mówisz - stwierdził.
Chciałam odpowiedzieć na tą obelgę, ale powstrzymałam się. Zacisnęłam szczękę, powtarzając w głowie, że Ashton chce mnie tylko sprowokować i powinnam milczeć. W pewnym sensie dałam mu satysfakcję, ponieważ zrobiłam to, o co "poprosił". Nie odezwałam się więcej.
W oddali spostrzegliśmy ogromny, neonowy napis. Widząc nazwę Ballys Motel natychmiastowo pokierowaliśmy się w stronę budynku. Zarówno ja jak i Ashton byliśmy szczęśliwi, że znaleźliśmy miejsce do spania. Robiło się naprawdę późno, a możliwość przeżycia nocy na świeżym powietrzu nie należała do atrakcyjnych. Mimo, że przy moim boku był przestępca, który na pewno przetrwałby w takich warunkach, wolałam spędzić noc w zamkniętym pomieszczeniu niż pod mostem.
Nie był to motel wysokich lotów. Był dość skromny. Wnętrze budynku urządzone było w prosty sposób. Na parterze znajdowała się recepcja, oraz nieduży sklepik, gdzie można było znaleźć różne drobiazgi, a także przekąski. Przy blacie stała starsza pani w beżowo - czarnej sukience i butach na płaskiej podeszwie. Wyglądała na zmęczoną, a także znudzoną. Gdy nas zauważyła, wyprostowała się i poprawiła swoje ubranie. Nerwowo podsunęła do góry okulary spadające z jej nosa, następnie uśmiechając się sztucznie.
Ashton zdjął charakterystyczny kaptur z głowy. Ciągnąc mnie za rękę, wspólnie podeszliśmy do recepcji, gdzie znajdowała się kobieta i oczekiwała na rozmowę z nami.
- Chciałbym wynająć pokój dla dwóch osób z dwoma łóżkami - oznajmił Irwin.
- Przykro mi, ale nie ma u nas takich pokojów - odparła cienkim głosem staruszka, wzruszając ramionami.
- Jak to nie ma? - zapytał blondyn oburzony informacją.
- Wolny jest aktualnie pokój dwuosobowy z jednym łóżkiem.
- Niech mnie pani posłucha... - warknął Ashton, wyciągając powoli broń.
Widząc jego reakcje na słowa kobiety, złapałam go za rękę i powstrzymałam przed wyjęciem pistoletu. Nie chciałam awantury, a już tym bardziej wezwania policji. W dodatku ta pani na pewno miała dość siedzenia i obsługiwania klientów, więc wolałam oszczędzić jej kłopotów.
- Bierzemy - wtrąciłam, piorunując Ashton'a wzrokiem.
Blondyn wsunął broń z powrotem do spodni, spoglądając na mnie znacząco.  Wyjął portfel zadowolony z podjętej przeze mnie decyzji i zapłacił za jedną noc spędzoną w tym motelu.





* - Rozmiar 10/11 to rozmiary amerykańskie, polskie odpowiedniki tych rozmiarów to 45/46, Ashton ma rozmiar buta 11 (informacja z updates)
**- podziękowania dla mojej prawej ręki - horansplash która znalazła tą bogatą nazwę w googlach, ponieważ żadna z nas nie wiedziała jak się oficjalnie nazywają wzgórza spowalniające auta. HAHA!