środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 27

*proszę przeczytaj notkę pod rozdziałkiem, ilysm*
___________________________________________________________________
Większość mojego dalszego pobytu w pracy, spędziłam na rozmowie z Logan'em. Zdawało mi się, że kiedyś już słyszałam to imię, jednak nie mogłam przypomnieć sobie sytuacji, w której je poznałam. Nie myślałam nad tym długo, bo brunet nawet mi na to nie pozwolił. Był tak niesamowicie przystojny, a do tego bardzo inteligentny, że ograniczałam swoje skupienie tylko i włącznie na jego osobie. Mogłam swobodnie przeprowadzić z nim dyskusję na jakikolwiek temat. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy i miło spędzaliśmy razem czas. Logan opowiadał mi o sobie, a ja słuchałam go z ogromnym zainteresowaniem. Jest Amerykaninem, ale ma również korzenie brytyjskie, ma młodszą siostrę oraz brata i mieszkał 6 lat w Stanach. Miło było odbiec od rzeczywistości i chociaż na chwilę zająć się innymi sprawami niż problemem dotyczącym Ashton'a.
George zachowywał się bardzo dziwnie. Przez cały czas przyglądał się naszej dyskusji, chodził nadąsany i był spięty. Za każdym razem, kiedy pytałam co się dzieje, odpowiadał mi zdawkowo, a przede wszystkim nie na temat. Co jakiś czas wyglądał przez okno, jakby na kogoś czekał. Martwiło mnie jego zachowanie. Zastanawiałam się, co jest nie tak. 
Ashton natomiast nie spóźnił się na umówione spotkanie, ale również nie przyjechał punktualnie. Wrócił do baru pół godziny przed końcem mojej pracy, co zdecydowanie dało mi do myślenia. Gdy tylko przeszedł przez drzwi wejściowe, posłał George'owi porozumiewawcze spojrzenie. Miałam pewność, że nie utrzymują już ze sobą kontaktu, więc zaintrygował mnie jego gest. 
Zdjął kaptur z głowy, po czym pokierował się w moją stronę. Od razu zauważyłam, że jego nastrój nie należał do najlepszych. Twarz stężała, a w oczach pojawił się gniew, gdy tylko zobaczył jak posyłam uśmiech Logan'owi. Jego szczęka była zaciśnięta z taką samą siłą, jak pięści. Uderzył płaską dłonią o blat baru, kiedy usiadł obok bruneta. Wyprostowałam się, a następnie zrobiłam krok do tyłu, aby zwiększyć dystans pomiędzy mną a Logan'em. Ashton'owi ewidentnie nie podobała się moja relacja z tym chłopakiem. 
- Caitlin - warknął nieprzyjemnie - Chyba twój czas pracy dobiega końca.
- Mam jeszcze pół godziny - odpowiedziałam.
- Możesz skończyć wcześniej - powiedział przez zaciśnięte zęby. 
Na twarzy Logan'a pojawiło się rozbawienie. Dopiero wtedy przypomniałam sobie, skąd kojarzę to imię. Kiedy Ticks i jego grupa chcieli mnie zabić, a Ashton im przeszkodził, wyraźnie powiedział, aby pozdrowili Logan'a. Widząc zachowanie Irwin'a, dotarło do mnie, że prawdopodobnie chodzi o tego chłopaka. 
Czym prędzej ruszyłam na zaplecze, gdzie odnalazłam ciotkę Eleanor. Oświadczyłam jej, że aktualnie nie ma dużego ruchu, a ta pozwoliła mi wyjść wcześniej. Rudowłosa kobieta była tak zajęta przeliczaniem towaru, który przyjechał dość niedawno, że nie spostrzegła mojego zdenerwowania. Oddałam jej uniform, a następnie szybko złapałam za płaszcz i torbę. Ulotniłam się, wracając ponownie na przód baru. Serce waliło mi jak oszalałe, a w duszy modliłam się, abym wyszła z tego cało. Miałam również nadzieję, że nic nie stanie się ciotce, ani George'owi. 
Ashton siedział zgarbiony, obracając szklankę w dłoni. Był spokojny, ale skupiony. Logan zaś zajmował, jak poprzednio miejsce obok, nic nie mówiąc. Spoglądał na bezbarwne szkło, które blondyn podrzucał. Zerknęłam na stojącego blisko drzwi George'a. Udawał, że sprząta, jednak patrzył na chłopaków. 
Podrapałam się po karku, rozglądając na obie strony. Nie wiedziałam, co powinnam teraz zrobić. Zawołać Ashton'a? Bałam się jego nastroju. Chwilę wcześniej nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego, a teraz kompletnie nie mogłam odgadnąć, w jakim stopniu złości jest aktualnie. Cierpliwie czekałam, aż spojrzy w moją stronę, ale wcale się na to nie zanosiło. Ta szklanka wyglądała groźnie, będąc w jego rękach, niczym broń. Co, jeśli za chwilę zaatakuje Logan'a? Nie jest typem osoby, panującej nad swoimi emocjami. 
- Ekhem.. - chrząknęłam, kiedy żaden z nich nie zwrócił na mnie uwagi.
W całym barze panowała cisza. Słychać było jedynie szorującą po podłodze miotłę, która wydawała nieprzyjemnie dźwięki. Nagle do odgłosów doszła upuszczona przez Ashton'a szklanka, która na szczęście nie stłukła się, a wylądowała na blacie. Uniósł głowę, a jego oczy obdarzyły mnie zniecierpliwionym spojrzeniem. Odwróciłam wzrok, po czym ruszyłam w kierunku wyjścia. Ashton po chwili był tuż obok mnie. Jego dłoń ścisnęła moje ramię, gdy prowadził mnie prosto do auta. Badał wzrokiem każde miejsce, każdą ulicę oraz zakamarek, jakby kogoś szukał. Powoli zaczynałam się denerwować, widząc rozdrażnienie Irwin'a i jego niepewność. Zazwyczaj takie sytuacje nie miały miejsca. Nie wróżyło to nic dobrego.
- Ashton, czy to był ten Logan, o którym myślę? - spytałam, idąc z nim pod ramię.
- Co? - zapytał, spoglądając w obie strony.
- Czemu się tak zdenerwowałeś? - przystanęłam, wyrywając się z uścisku - Mów.
- Po prostu nie możesz rozmawiać z nieznajomymi, jasne?
- Dlaczego?
- Uznaj, że jestem zazdrosny i ci na to nie pozwalam - wzruszył ramionami.
Ashton otworzył drzwi od auta, czekając aż zajmę miejsce w środku. Gdy to się stało, sam zasiadł za kierownicą, sprawdzając dodatkowo w lusterkach, czy aby nikogo za nami nie ma. Przekręcił kluczyk w stacyjce, a ryk silnika wydobył się spod maski samochodu, zagłuszając cicho odtworzoną w tym samym czasie muzykę. Gust muzyczny Ashton'a nie należał do moich ulubionych, ale wolałam przysłuchiwać się melodii, niż warczeniu tego okropnego auta. Marka Range Rover nie była przeze mnie lubiana, ich wozy były drogie, a do tego wygląd mnie nie satysfakcjonował. Mosiężna budowa, a także wielkość samochodów tego typu naprawdę nie robiły na mnie wrażenia. Musiałam się wdrapywać na siedzenie za każdym razem, gdy wybierałam się w podróż z Irwin'em. Interesujące było według mnie, skąd ten chłopak ma tyle pieniędzy. Nie wygląda na milionera, zwłaszcza w tym wieku. Właściwie, nawet nie wiem ile on ma dokładnie lat.
Hurstville znajdowało się blisko Sydney, a jednak na tyle daleko, że musiałam spędzić z Ashton'em kilka godzin, podróżując samochodem. Krajobraz, który miałam szczęście, a raczej nieszczęście podziwiać podczas drogi powrotnej był tak samo nudny i męczący jak nasza jazda w milczeniu. Gdzie nie spojrzałam, widziałam ciągle to samo - las lub pola. Ashton nie był zaskoczony wyglądem otoczenia, które mijaliśmy. Wydawało mi się, że znał je na wylot, zwłaszcza to najbliżej położone miasta.
Będąc kompletnie znudzoną, zdecydowałam się przełamać lody.
- Masz rodzeństwo? - odezwałam się nagle. 
- Nie - Ashton odparł krótko. 
- Na pewno nie znałeś tego chłopaka z baru? 
- Na sto procent, Caitlin - powiedział poirytowany, wbijając paznokcie w kierownicę.
Zamilklłam. Blondyn zdecydowanie nie był skory do rozmowy. Odwróciłam się w stronę okna i wróciłam do wpatrywania się w przestrzeń. Westchnęłam cicho, podkulając nogi, co zdecydowanie było wygodniejsze, mimo iż wielkość fotela nie pozwalała na kompletne rozłożenie się niczym do snu. Położyłam głowę na oparciu, zaczynając powoli zapadać w sen. Ashton wtedy zaś zmienił zdanie i postanowił naprawić naszą poprzednią, krótką wymianę zdań.
- A ty?
- Co ja? - odpowiedziałam pytaniem, odkręcając głowę w jego stronę.
- Czy masz rodzeństwo?
- Czemu mnie o to pytasz, skoro i tak dobrze wiesz - odpowiedziałam niegrzecznym tonem.
- Przepraszam, że w ogóle zapytałem! - oburzył się.
- Przepraszam, że w ogóle tu jestem! - odkrzyknęłam.
Po raz kolejny nastała cisza. Tym razem, nie była ona długa. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Wcześniej nie potrafiłam żartować z naszych ostrych dyskusji, ale ta była naprawdę zabawna. Moja głupia odpowiedź rozbawiła Ashton'a do tego stopnia, że ciężko mu było kontrolować auto. Jestem pewna, że jego wkurzający, a zarazem głośny śmiech słyszał każdy przejeżdżający. Chłopak pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym spojrzał na mnie, ukazując śnieżnobiałe zęby. Jego oczy były naturalnie piwne, ukazujące spokój i sympatię, która prawdopodobnie gdzieś tam tkwiła, jednak nigdy nie chciała się ujawnić. 
- Uczysz się pyskować, bardzo ładnie - pochwalił, na co ja odpowiedziałam szerokim uśmiechem. 
Jego wzrok znowu utkwił w samochodzie, jadącym przed nami. Auto jechało naprawdę wolno, przez co Irwin nie mógł unormować prędkości swojego range rover'a. Za każdym razem, kiedy chciał docisnąć pedał gazu, małe BMW zwalniało jeszcze bardziej. Chłopak nie wytrzymał i przekręcił kierownicę w prawo, wyjeżdżając na pas dla osób jadących z drugiej strony. Czym prędzej przyśpieszył w celu wyprzedzenia nie dużego samochodu, co mu się udało i chwilę później byliśmy już przed nim. Ashton w skupieniu nieświadomie przygryzał wargę, a następnie ją oblizywał, co wyglądało nieco atrakcyjnie. Wpatrywałam się w blondyna, dopóki tego nie zauważył, a kiedy już to zrobił - włączył radio, szukając muzycznej stacji, abym mogła zmienić swój punkt zaczepienia.
Z głośników poleciał utwór Classic grupy MKTO. Mój nastrój gwałtownie się poprawił. Zaczęłam nucić i podśpiewywać pod nosem piosenkę, gdyż była moją ulubioną od miesięcy. Miałam ochotę wykrzyczeć słowa tej piosenki, była niczym miód dla moich uszu. Podczas wakacji, kiedy wraz z Cassie jechałyśmy do Brisbane, ten hit musiał być grany chociaż raz. Ashton uśmiechnął się, widząc moje zaangażowanie w śpiew, a następnie przyłączył się. Nastrój panujący w aucie uległ ogromnej zmianie. Śmialiśmy się, a przede wszystkim - dobrze się bawiliśmy. Rzadko mogłam zaobserwować uśmiech u blondyna, a teraz był on zdecydowanie wyraźny. 
Myśl o Ashton'ie jako mordercy nie chciała odpuścić. Gdy chociaż przez moment czułam się dobrze w jego towarzystwie, to wszystko powracało i przypominało mi, że on jednak jest tym złym, mimo, że nie byłam do tego przekonana całkowicie. Pewna część mnie walczyła z tą myślą, nie chcąc przyjąć tego do wiadomości. Ashton w moim odczuciu nie wydawał się przestępcą. Był po prostu skrzywdzonym w przeszłości nastolatkiem o zmiennych nastrojach. Dostał w kość, zapewne nie raz. Nie dziwię się, że jest teraz tak bardzo zmienną osobą.
On. Ashton Irwin, który miał dwie strony - jasną i ciemną, zwykle dał innym dostrzec tą drugą, ale teraz mogłam ujrzeć plusy w jego osobie. Chcąc, nie chcąc musiałam brać pod uwagę jego historię. Jego ojciec został zamordowany, a sąsiedzi obwinili właśnie jego. Jestem pewna, że jego życie było naprawdę ciężkie. Coś podpowiada mi, że taki człowiek jak on na pewno nie odpuścił i szuka zabójcy swojego ojca, lub już dawno go odnalazł i prawdopodobnie zabił. Sam Ticks kilkakrotnie powtarzał, że Cień wrócił, co oznacza, że nie był w Sydney przez cały czas. Chciałabym dowiedzieć się więcej na ten temat, jednak Ashton jest strasznie zamknięty i wątpię, że kiedykolwiek mi opowie o sobie i swoim życiu. Nie zmienia to jednak faktu, że będę próbować.
Posłałam uśmiech blondynowi, zapadając w głębokie zamyślenie. Wpatrywałam się w chłopaka,  zastanawiając się, jakby to było, gdybyśmy poznali się w zupełnie inny sposób. Czy nasze spotkanie cokolwiek by zmieniło? Ashton od czasu do czasu wydawał się naprawdę fajnym chłopakiem, przez co patrzyłam na niego nieco inaczej. Wiem, że ma też minusy i jest złym człowiekiem, ale ciekawość poznania jego świata, poglądów czy życia była ogromna. Może chciałam wiedzieć o nim i jego życiu więcej, ponieważ to, co otaczało jego było całkowitym kontrastem od tego, co otaczało mnie? Zupełnie się różniliśmy.
- Co się tak gapisz? - Irwin wyrwał mnie z zamyślenia, pytając.
- Zamyśliłam się - urwałam, powracając do patrzenia na drogę.
- Dojeżdżamy - zawiadomił Ashton, kiedy wjechaliśmy w ostatnią ulicę.
Na dworze było już ciemno, słońce chowało się za horyzontem. Latarnie uliczne, których było niewiele rzucały lekką poświatę na drogę. Aby tego było mało, rozpadało się, a chłód co raz bardziej dawał o sobie znać. Potarłam dłońmi swoje ramiona, przez które przechodziły ciarki. Ashton widząc, jak trzęsę się z zimna włączył od razu ogrzewanie. Sięgnął po bluzę, leżącą na tylnych siedzeniach i podał mi ubranie, dając do zrozumienia, że mogę ją na siebie założyć. Ulica była pusta, jak zazwyczaj, więc nie miał problemu z kierowaniem i innymi czynnościami. Ubrałam ciemną, bawełnianą bluzę, a na twarzy blondyna pojawił się uśmiech.
- Co?
- Całkiem dobrze w niej wyglądasz - skomplementował - Trochę za duża, ale ujdzie.
Wywróciłam teatralnie oczami. Na mój język cisnęło się wiele obelg, ale stwierdziłam, że wszczynanie kłótni tylko pogorszy nasze relacje, które jak na razie nie są złe. W tym samym czasie przypomniałam sobie o wczorajszym incydencie, kiedy to uderzyłam Ashton'a. Postąpiłam słusznie, ale mimo wszystko miałam minimalne wyrzuty sumienia. Musiałam wykorzystać sytuację i zdobyć się na odwagę, aby poruszyć ten temat.
- Hm, Ashton... - zaczęłam.
- Czego?
- Jak się czujesz? - zapytałam - No wiesz... po wczorajszym.. - powiedziałam cicho, mając nadzieję, że nie usłyszał w moim głosie wstydu, czy poczucia winy.
- No cóż.. - urwał, a po chwili zatrzymał auto. Nie spostrzegłam nawet, kiedy wjechaliśmy na teren posiadłości - Muszę ci powiedzieć, Teasel, że masz kopa. 
- Przepraszam
- Jakoś to przeżyję - mruknął, po czym wysiadł z auta. 
Powtórzyłam czynność Ashton'a, a gdy to zrobiłam, znalazłam się na mokrym trawniku. Krople deszczu zaczęły trafiać w moje ciało, mocząc ubranie. Szybko ruszyłam w stronę domu, aby skryć się pod dachem. Irwin natomiast zamykał samochód. Obszedł wóz dookoła, sprawdzając czy nie ma żadnych uszkodzeń po jego rajdzie w drodzę do baru. Strużki rozbijały się na jego skórze, prędko spływając po karku, a włosy, wilgotne, przylepiały się do czoła chłopaka. Nie zwracał na to uwagi i nie śpieszył się. Deszcz nie miał dla niego największego znaczenia. Drzewa kołysały się w rytm wiatru, a na niebie ukazały się pierwsze pioruny. Chwilę później dało się usłyszeć grzmoty, co oznaczało tylko jedno - burzę. Słysząc i widząc pierwsze oznaki pogody, której panicznie się bałam, nie czekając dłużej na Ashton'a, wpadłam do domu niczym poparzona.
Michael i Calum siedzieli w salonie, sprzeczając się. Nie zamierzałam im przeszkadzać w tej interesującej konwersacji. Pognałam na górę, gdzie idąc do pokoju zauważyłam Ginę naprzeciwko. Znalazłam się w środku pomieszczenia, w którym dziewczyna aktualnie przebywała. Prawdopodobnie był to jej pokój. Na ścianach mieściło się mnóstwo plakatów, różnych artystów i zespołów. Nie przyglądałam się im długo, zwróciłam swoją uwagę na umeblowanie tego miejsca. Było.. dość biedne. Nie duży stoliczek zajmował swoje miejsce pod jedną ze ścian. Obok niego stała szafka z ubraniami. Nie dostrzegłam telewizora, spostrzegłam jedynie laptopa leżącego na łóżku dziewczyny. Wyglądał na stary, był obdarty i porysowany, w naklejkach, które już się odrywały. Podłoga wyłożona była dywanem w bordowym kolorze. Ściany również były ciemne, przez co pokój nabierał mrocznego klimatu i nie zachęcał do siebie. Zdecydowanie nie czułam się w nim dobrze, a co dopiero przyjaźnie. 
- O, to ty - wymamrotała nie zadowolona z mojego widoku Gina.
- Ta... 
Usiadłam na skrawku łóżka, tuż obok niej. Błądziłam wzrokiem po całym pokoju, nie chcąc patrzeć na rozjuszoną brunetkę poprzez mój pobyt tutaj. Ja również nie byłam zachwycona jej towarzystwem, ale nie mogłam przebywać teraz sama, nie podczas burzy. Jeśli miałabym wsłuchiwać się w odgłosy deszczu, grzmoty czy patrzeć w okno i widzieć błyski piorunów - umarłabym. 
- Więc... jak długo byłaś z Ashton'em? - zadałam pytanie, które jako pierwsze przyszło mi na myśl. Chciałam rozpocząć naszą konwersację, aby relacja między mną, a Giną jakoś się poprawiła. Nie miałam okazji rozmawiać z tą dziewczyną na osobności, nie jestem też kłótliwą osobą, więc tym bardziej wolałam zamienić z nią kilka słów niż mijać się na korytarzu bez słowa. 
- Kilka miesięcy. Poznałam go na imprezie, gdzie jak każdy był zalany w trupa. Ledwo trzymał się na nogach. Ktoś dał psom cynk, że jest niezła burda, a kiedy się zjawiły - odwiozłam go do domu, bo samemu nie miał szans. Zaproponował, żebym została na noc i... tak jakoś wyszło - powiedziała. Oczywiście na skrócie się nie skończyło, gdyż Gina rozwinęła swoją wypowiedź i opowiedziała mi ze szczegółami, co działo się po tym, jak przekroczyła próg domu rodziny Irwin'a. Chyba nigdy nie byłam tak zniesmaczona żadną historią. Naprawdę żałowałam, że musiałam to wszystko usłyszeć. 
- Później Ashton wyjechał, a chatę jego starych zostawił pod moją opieką, więc tak oto jeszcze tu jestem - zakończyła swoją opowieść melodyjnie. 
- Czekaj, czyli to dom rodziców Ashton'a? 
- No tak! - parsknęła, jakby to było coś oczywistego -  dostał go w spadku po ojcu, a także hajs i auto, które już dawno sprzedał i zamienił na lepsze - odpowiedziała pełna uśmiechu - Jest dziany jak cholera, ale nie tylko dlatego, w końcu dillował i miał wiele zleceń.
- Co masz na myśli mówiąc o zleceniach i dillowaniu? 
- Serio? Mam ci wyjaśniać co to znaczy? Nie rozśmieszaj mnie. Aż tak głupia na pewno nie jesteś - stwierdziła, składając swoje ubrania - Ja lecę, chłopaki mieli mnie zabrać na dzisiejsze wyścigi.
- Jakie wyścigi? 
- O-em-dżi, jesteś zajebiście nie doinformowana - skwitowała, dziwnie gestykulując i zachowując się sztucznie - Hemmings zamierza się ścigać z tutejszymi, myśli że umie jeździć tak dobrze jak Ashton - roześmiała się - Idiota z tego dzieciaka.
Gina rzuciła mi krótkie "cześć" na pożegnanie, a po chwili zniknęła za drzwiami. Westchnęłam cicho, słysząc jak krople deszczu uderzając o parapet, tworząc melodię, która kompletnie nie miała sensu ani rytmu. Zadrżałam, kiedy rutynę zepsuł dźwięk grzmienia. Wstałam, a następnie wyszłam z pokoju przyjaciółki Ashton'a. Znalazłam się na korytarzu, gdzie paliła się jedna lampa, rozświetlająca podłużne pomieszczenie. Przeszłam wzdłuż niego, nie chcąc wracać do swojego pokoju. Wolałam zejść na dół i siedzieć z moimi porywaczami. Kiedy byłam blisko schodów, w oczy rzuciły mi się przymknięte drzwi jednego pokoju. Walczyłam ze swoją ciekawością, mając świadomość, że za tymi drzwiami może kryć się kolejna tajemnica, a Ashton może być niezadowolony z mojego węszenia. Obiecał mi odpowiedzieć na moje pytania, jednak nie mogłam mu całkowicie ufać i musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Mając nadzieję, że pozostanę nie zauważoną, popchnęłam drzwi, a później przeszłam przez próg.
Ściany były pokryte jasną, błękitną farbą. Ogromne okna wpuszczały światło do pokoju, który i tak sam w sobie dominował jasnością. Zasłony miały biały kolor, taki sam jak pościel na łóżku oraz meble. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu, jakby od dawna nie tknięte. Mogłam śmiało stwierdzić, że mieszkał tu jakiś pedant. Podłogę pokrywała śnieżnobiała wykładzina. To był schludny, przestronny pokój. Czułam się w nim dobrze, mimo tego utrzymanego porządku. Biło od niego dobrą energią, ciepłem i bezpieczeństwem. Nie rozumiałam tego dziwnego uczucia, które mną targało, kiedy w nim przebywałam. Usiadłam na łóżku, gładząc pościel dłońmi. Była taka przyjemna w dotyku, a do tego wyglądała jak nowa. Czysta, lśniąca, idealna. Cały ten pokój wyglądał niczym nienaruszony. Nie doszukałam się kurzu, widocznie ktoś codziennie go sprzątał, ale nie spędzał w nim więcej czasu. 
Na szufladzie naprzeciwko mnie spostrzegłam ramkę ze zdjęciem wewnątrz. Zerwałam się z miejsca i przeszłam na drugą stronę pokoju, aby przyjrzeć się fotografii. Miałam swoje podejrzenia, ale wolałam się upewnić, kto jest na zdjęciu. Domyślałam się również, czyj może być ten pokój. 
Gdy wyciągałam rękę, aby wziąć ramkę w dłonie i dokładnie zbadać fotografię, nagle ktoś odsunął mnie od szafki. Szarpnięcie spowodowało, iż runęłam prosto na ścianę. Jęknęłam z bólu, ale to nie wystraszyło oprawcy. Nie zdążyłam nawet mrugnąć, a oprawca przywarł mną do ściany. Jego męskie dłonie energicznie zacisnęły się na moich nadgarstkach, robiąc na nich ślad. Uniosłam swoją głowę, aby zobaczyć napastnika, a wtedy ujrzałam Ashton'a.
- Kto ci do kurwy nędzy pozwolił wejść do tego pierdolonego pokoju? - wysyczał rozgniewany.
Jego oczy były ciemne, widziałam w nich tylko wściekłe ogniki, chcące wypalić swoją złość w moim ciele. Na jego twarzy pojawiły się czerwone plamy. Zaciskał szczękę, z której wylatywał wrzący, przepełniony obłędem oddech. Brutalnie uderzył mną kolejny raz o ścianę, ponawiając pytanie, kiedy nie odpowiedziałam. Byłam zbyt wystraszona. Nigdy nie widziałam tak wkurzonego na mnie Ashton'a. Od razu domyśliłam się, że jest to pokój jego rodziców i zdecydowanie nie byłam tu mile widziana. Ten pokój to zapewne świętość dla niego, którą właśnie naruszyłam. Miałam przesrane.
Umiejscowił swoją nogę między moimi, aby zablokować mi możliwość jakiejkolwiek obrony, w tym ucieczki. Nie mogłam się ruszyć. Wbijał we mnie swój palący wzrok, na co odpowiadałam mu bolesnym spojrzeniem. To i tak nie miało największego znaczenia, gdyż Ashton był w ogromnej furii. Bałam się, że jest w stanie zrobić mi krzywdę. 
- Mów kurwa!!
- Ja.. ja.. nie chciałam - wyjąkałam szlochając - przepraszam Ashton, na..naprawdę! - wykrzyczałam, kiedy blondyn zacieśnił swój uścisk. 
- Nikt cię tu kurwa nie zapraszał! 
- Wiem, ja już więcej tu nie wejdę, Ashton proszę...
- Stul pysk! - wydarł się - Wiesz kogo to pokój do cholery? Czy zdajesz sobie sprawę kogo to jest kurwa pokój?! Nie miałaś prawa tu wchodzić, Caitlin! Nie miałaś prawa czegokolwiek tutaj dotykać! 

Ashton nie miał zamiaru ustąpić. Rodzice znaczyli dla niego zbyt wiele. Nie przemyślałam swojego postępku, a teraz musiałam ponieść tego konsekwencje. Niczego nie żałowałam tak, jak wejścia do tego przeklętego pokoju, z którego teraz nie miałam wyjścia. Wiem jedno. Kiedy mówiłam, że Ashton nie jest osobą panującą nad swoimi emocjami - miałam rację.

_______________________________________________________________

Chcę wam powiedzieć tylko: DZIĘKUJĘ oraz KOCHAM WAS.
Cień został już Blogiem Miesiąca "luty" na internetowym spisie, a teraz jest Blogiem Miesiąca "marzec" na spisie fanfiction!! Dziękuję za wszystkie głosy, których było od cholery i fiu fiu fiu!
Poza tym... chyba największe podziękowania należą się za to:

To był szok, zaskoczenie. Przyznam szczerze, ryczałam, cieszyłam się jak głupia i mało się nie utopiłam w wannie. Nie mogę tego opisać słowami, bo nie potrafię, ale jestem cholernie wdzięczna, że mam was. Jesteście najwspanialszą rzeczą, jaka w życiu mi się przytrafiła. Każdy z was jest cudowną osobą. Za chwilę mi stuknie jeszcze 200k. To tylko i wyłącznie dzięki wam, to wasza zasługa! Gdyby nie wy, nie byłoby mnie tutaj, nie byłoby cienia. Kocham was, naprawdę. Ktoś może się śmiać, albo uznać to za głupotę, ale wątpię, że każdy "autor" ma taką więź z czytelnikami. Uwielbiam czytać wasze tweet'y, komentarze, pytania na ask'u i wam odpowiadać. Sprawia mi to ogromną przyjemność. Wy się jaracie - ja się jaram. Naprawdę nigdy nie pomyślałabym, że coś takiego mi się przytrafi. Ten blog już nie jest dla mnie tylko blogiem na którym sobie piszę bo tak. Piszę dla was i dla siebie, cieszę się, że mogę wam umilić dzień, bo kiedy umilam go wam, umilam go sobie, kiedy wy się cieszycie, ja się cieszę, to działa w dwie strony. Jestem mega szczęściarą, że mam każdego z was obok siebie. Nie jesteście dla mnie tylko czytelnikami, jesteście jak przyjaciele. Seriously, może to głupie, ale naprawdę tak jest. I dziękuję wam za to, że jesteście. Mam nadzieję, że zostaniecie do końca i jeszcze dłużej.
Lots of love.

W ramach podziękowań - nowy rozdział. I wiem, że jest nudny i chujowy, ale musimy przez niego przebrnąć, bo dopiero 28mka będzie ciut ważniejsza. Nie wyszedł mi trochę za co przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Xx

_________________________________________________
~ NOWA RUBRYKA - ROLE-PLAYERY.
~ jeśli przeczytałeś, pls skomentuj. :)