sobota, 29 marca 2014

Rozdział 26

To było wszędzie. Gdzie się nie obejrzałam, widziałam swoją twarz. Krzyczałam. Tłumiłam swój pisk poprzez przykładanie ręki do ust. Łzy napłynęły do moich oczu. To było straszne. Wiedziałam, że Ashton miał swój sposób na śledzenie mnie czy zdobywanie przeróżnych informacji na mój temat, ale nigdy nie przypuszczałam, że będę miała okazję zobaczyć coś tak przerażającego. Na cienkich linkach przymocowanych do ścian wisiały moje zdjęcia, zrobione w prawie każdym miejscu. Podczas drogi do baru, na parkingu, w kawiarni wraz z Cassie, nawet w moim mieszkaniu. Nie miałam odwagi dotknąć kawałka papieru, który znajdował się nad moją głową. Miałam ochotę spalić to całe pomieszczenie, zrównać je z ziemią. Wiedział o mnie wszystko, dosłownie wszystko - w co dziś jestem ubrana, dokąd idę, z kim będę rozmawiać za minutę, do kogo dzwoniłam godzinę temu, co jadłam na śniadanie, jaki mam dzisiaj humor. Śledził mnie i moje dni od początku do końca. 
Złapałam się za głowę, kiedy świat zaczął wirować przed moimi oczami. W moim ciele wręcz buzowało, to był za duży przypływ emocji. Oparłam się o jeden z pobliskich stolików i wzięłam kilka głębokich wdechów. Gdy uniosłam głowę, spostrzegłam niewielkie światło w dalszej części pokoju. Przeszłam przez rozwieszone zdjęcia, obijając się o nie, a niektóre nawet zrywając. Nie miało to dla mnie znaczenia. Czy Ashton by mnie tu znalazł, czy nie i tak się o tym dowie. Nie zamierzałam tego ukrywać. 
Im więcej czasu spędzałam w tym miejscu, tym bardziej czułam się okropnie. Pięć stojących na biurku monitorów, ustawionych w delikatne półkole mówiły same za siebie. Laptop ustawiony przed nimi był włączony. Usiadłam przy komputerze, a następnie przejechałam opuszkiem palca po touchpadzie, aby wygaszacz zniknął. Światło rozbłysło, a na ekranie pojawił się kompletnie nieznany mi program. Na środku ukazało się powiadomienie. 
"Mów do mikrofonu"
Prędko odnalazłam po swojej prawej stronie niewielki mikrofon, który zakurzony leżał obok całego sprzętu. Ustawiłam go blisko swojej twarzy, aby sprawdzić, co takiego kryje w sobie program. Domyślałam się, co może za tym stać, dlatego też wahałam się. Nie wiem, czy chciałam poznać tyle sekretów na raz. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy próbowałam przemówić. Bałam się, tak bardzo się bałam, bo byłam prawie pewna tego, co za chwilę miałam usłyszeć. Oparłam się plecami o krzesło, aby zwiększyć dystans między mną, a mikrofonem i chcąc podjąć szybką decyzję. Czas leciał, a ja nie miałam go zbyt wiele, nawet nie wiedziałam o której Ash wróci. W końcu zbliżyłam się drugi raz do mikrofonu.
- Raz, dwa, trzy... Chryste... - powiedziałam, kiedy usłyszałam swój zniekształcony głos dochodzący z laptopa. 
Schowałam twarz w dłonie. Byłam całkowicie załamana. Jak mogłam się tego nie spodziewać? To było do przewidzenia, w końcu musiał mieć wszelkie informacje z jakiegoś źródła, a to właśnie było jego centrum. 
Zamknęłam program, a za nim pojawił się kolejny. Wszystkie monitory nagle się powłączały, a obraz na ich ekranach ukazywał różne miejsca. Moje osiedle, parking przy barze, klatkę schodową, osiedle przy bloku, w którym znajdowało się mieszkanie Ashton'a oraz ogród domu. Miał nade mną kontrolę dwadzieściacztery godziny na dobę, dlatego tak szybko interweniował. Wiedział, co i kiedy powinien robić, panował nad wszystkim. 
Zminimalizowałam program, a moim oczom pokazał się pulpit pełen folderów. Otworzyłam pierwszy lepszy, gdzie znalazłam pliki audio. Kliknęłam dwukrotnie myszką i cierpliwie czekałam, aż ścieżka dźwiękowa się załaduje. Nie miałam już siły na płacz, chciałam po prostu wiedzieć jak więcej, dopóki miałam na to szansę.
- O mój Boże, Dan!
- W porządku. Chociaż nie powiem, trochę mnie wystraszyłaś.
- Tak jak Ty mnie. Jak się tu dostałeś?
- Nie zamknęłaś drzwi
Rozmowa z Dan'em odtwarzała się w kółko, zanim jej nie zatrzymałam. Podsłuch, założył podsłuch w moim domu. W miejscu, gdzie czułam się bezpiecznie, w mojej prywatnej oazie ciszy i spokoju. Nie spodziewałam się, że ktoś może aż tak zakłócać czyjąś przestrzeń. Ogarnął mnie nieprzyjemny chłód. Czułam się źle, zbierało mi się na wymioty.  
Nad monitorami znajdowała się tablica korkowa, oraz ogromna mapa. Wywieszone były tam zdjęcia, różne rozpiski. Nie tylko dotyczące mnie, dotyczyły Cassie, Dan'a, moich rodziców, ciotki, wszystkich znajomych z którymi kiedykolwiek utrzymywałam kontakt. To było gorsze miejsce, od jakiegokolwiek pomieszczenia tajnych agentów. 
W jednej chwili zaznaczyłam wszystkie foldery i usunęłam je z komputera. Nie chciałam tego oglądać, ani słuchać. Nie miałam zamiaru pozwolić również na to, aby Ashton wciąż miał te foldery w posiadaniu. 
Nie byłam na tyle głupia, żeby nie domyślić się, że Irwin mógł zrobić sobie kopie. Było tu pełno szafek oraz szuflad, więc czym prędzej zabrałam się za ich przeszukiwanie. Znalazłam stertę dokumentów dotyczących moich szkół, miejsc zamieszkania. Ashton dokopał się nawet do mojego aktu urodzenia, zamieszkania oraz paszportu. Zastanawiałam się, czy jest jakakolwiek rzecz dotycząca mojej osoby, której jeszcze nie miał. Usiadłam na podłodze i rozłożyłam wszelkie kartki papieru, jakie udało mi się znaleźć. Czytałam każdą, mając cichą nadzieję, że to jakiś żart. Myślałam, że może wydrukował jakieś fikcyjne, kompletnie sfałszowane dokumenty, jednak wszystko się zgadzało. 
W oczy rzuciła mi się jedna kartka, której dawno nie widziałam. Informacje ze szpitala, o moim wypadku. Wyciągnęłam rękę w jej kierunku, kiedy nagle usłyszałam trzask drzwi.
- O kurwa... - powiedział Michael, widząc mnie siedzącą na ziemii z wszystkimi plikami informacji oraz burdel jaki zrobiłam w tym pomieszczeniu - Nie.. nie.. nie.. nie.. to nie tak miało być... - powtarzał co chwilę, gdy zaczął zbierać wszystko z podłogi i układać na swoje miejsce. 
- Długo zamierzaliście to przede mną ukrywać? - spytałam patrząc, jak chłopak stara się zrobić porządek.
Michael zatrzymał się. Złość ogarnęła jego ciało. Jego oczy były ciemne, a mięśnie napięte. Podszedł do mnie i szybkim ruchem pociągnął za rękę, zmuszając mnie do powstania. Ścisnął moje ramiona, a następnie przyciągnął do ściany. Nie sprawił mi tym wielkiego bólu, aczkolwiek przywołał strach, którego jeszcze niedawno próbowałam się wyzbyć.
- Ashton miał ci wyjaśnić w swoim czasie - warknął - On mnie zabije rozumiesz?! - krzyknął.
Puścił moje ręce, a jego pięść uderzyła o ścianę. Zadrżałam, kiedy odgłos ciężkiego uderzenia obił się o moje uszy. Zamknęłam na chwilę oczy, aby przejąć kontrolę nad swoim roztrzęsionym ciałem. Ogarnęło mnie uczucie bezsilności. Nie chciałam sprawić Michael'owi problemu, zwłaszcza po naszej ostatniej rozmowie. Wydawał się w porządku. Muszę jednak dbać o siebie, a to zdecydowanie jest moją korzyścią. Powinnam była się dowiedzieć o tym miejscu, Ashton powinien był powiedzieć mi o nim już dawno. Oni wszyscy sami sobie na to zasłużyli. 
Usłyszeliśmy krótki, ale zdecydowany trzask drzwiami, a już później znajomy śmiech, który niósł się po domu, na górze. Wymieniliśmy ze sobą znaczące spojrzenia.
Ashton wrócił.
- Nie wiem, kto ma bardziej przejebane, ty czy ja - zastanawiał się Michael drapiąc się po karku.
Krzyki Irwin'a stawały się coraz wyraźniejsze. Nie rozumiałam co mówił, ale wiedzieliśmy jedno - zbliża się do spiżarni. W całym pomieszczeniu panował ogromny bałagan. Byłam zdezorientowana, roztrzęsiona, w szoku. Wyobrażałam sobie jedynie, co Ashton zrobi, kiedy mnie tutaj zobaczy. 
- Wyjdź stąd - nakazał Clifford.
- Co? - zapytałam zdziwiona.
- Po prostu wyjdź, zamknę drzwi od środka, a ty powiesz mu, że nie dostałaś się tutaj. Inaczej nas pozabija.
- Uważasz, że po tym wszystkim boję się śmierci, albo jego?! - oburzyłam się.
- Mam to gdzieś! Ty nie nadużyłaś jego zaufania! 
Wywróciłam teatralnie oczami. Wielkie mi nadużycie zaufania - powiedziałam w myślach. Bo co? Bo nie chodził za mną krok w krok i pozwolił mi na chwilę zostać samej? Był jedyną osobą, która dała mi trochę przestrzeni, więc Ashton powinien mu być za to wdzięczny, że chociaż na chwilę poczułam się tutaj dobrze. Znalazłam to miejsce przypadkiem, a jak sam Michael powiedział - Ashton miał mi je pokazać, więc prędzej czy później i tak bym je zobaczyła. To bez znaczenia czy teraz, jutro czy po jutrze. 
Po kilku prośbach Michael'a zgodziłam się wyjść. Dłońmi przetarłam swoje policzki, po których jeszcze spływały łzy. Ciemnowłosy przekręcił klucz w zamku i zamknął się w środku poczynając układać wszystkie dokumenty. Ja zaś nie słysząc głosu Ashton'a wspięłam się po schodach, a po chwili znalazłam się w salonie, gdzie nikogo nie było. Sprawdziłam każdy zakamarek pokoju, ale nie znalazłam ani jednej osoby. 
Nagle moje uszy zarejestrowały huk w kuchni, więc od razu pognałam w jej kierunku. Moim oczom ukazał się stojący ledwo na nogach Ashton. Na podłodze leżały naczynia, które - jak zgaduję, przed chwilą zrzucił. Spoglądał na nie uśmiechając się niczym małe dziecko. Podniósł jedną nogę i już miał ją opuścić na talerze, kiedy panele zaskrzypiały pode mną. Chłopak od razu odwrócił swoją twarz w moją stronę. Wciągnęłam powietrze do ust i zatrzymałam je, jakby to miało mi w jakiś sposób pomóc stać się niewidzialną. 
Włosy Ashton'a były w ogromnym nieładzie. Po raz pierwszy kaptur nie zajmował miejsca na jego głowie, a spoczywał na plecach. Odkąd znam blondyna, jeśli miał na sobie kurtkę, miał również na głowie kaptur. Jego oczy były zaczerwienione oraz przymrużone. Bujał się na prawo i na lewo wciąż ukazując swój śnieżnobiały uśmiech. Nie wiem, co mogło go tak bawić, ale to raczej wie jedynie on sam. Ze swoich doświadczeń mogę śmiało powiedzieć, że po alkoholu śmieszyć może nawet głupie krzesło, a on zdecydowanie był pijany.
- Wow, nie powinnaś już spać? Dawno po wieczorynce skarbie - mówił ciężko, plątał mu się język.
- Po pierwsze, nie mów do mnie kochanie, a po drugie mógłbyś się łaskawie zająć moją sprawą, zamiast balować? - spytałam zirytowana, opierając się o framugę - Jesteś kompletnie zalany! - stwierdziłam.
- Jesteś słodka, jak się złościsz - wymamrotał, kierując się w moją stronę. 
- Sugeruję ci położyć się spać, chyba masz problemy ze wzrokiem i równowagą - zauważyłam, po czym wycofałam się.
- Tak uważasz? - spytał, nie zwalniając kroku.
Napotkałam za sobą ścianę, o którą się obiłam. Oboje znaleźliśmy się w korytarzu. Ashton był coraz bliżej, aż w końcu znalazł się obok. Oparł swoje ręce o ścianę, blokując mi drogę ucieczki. Był ode mnie wyższy prawie o głowę i patrzył na mnie z góry. Skrzywiłam się, gdy poczułam dużą ilość alkoholu, która od niego biła. Jego ciało było rozgrzane, z resztą moje również. Gotowało się we mnie, bo wiedziałam do czego ten człowiek jest zdolny, a po pijaku? Mogło być znacznie gorzej. 
- Więc teraz gdzie? - ciepło jego oddechu przez moment gościło na mojej skórze - Twoje łóżko, czy może moje? - pytał.
Jego dłoń przeniosła się na moje biodro, delikatnie je gładząc. Zasypywał moje policzki oraz szyję pocałunkami. Nie próbowałam się uwolnić, ponieważ wiedziałam, że i tak Ashton jest ode mnie silniejszy, nawet jeśli jest pod wpływem. Ściskał mój nadgarstek, utrzymując go wciąż przy ścianie. 
- Dość - warknęłam.
- Caitlin - zamruczał do mojego ucha,  przyciągając mnie do siebie. Pochylił się, aby patrzeć prosto w moje oczy. Jego wzrok był łagodny, pełen spokoju z nutką rozbawienia. - Nawet nie wiesz, jaką mam ochotę teraz cię przelecieć... 
Moje oczy rozszerzyły się, gdy usłyszałam jego śmiałe wyznanie. Zaśmiał się szczeniacko widząc moją reakcję i nadal nie miał zamiaru wypuścić mnie ze swoich ramion. Tym razem przegiął. Ten dzień był kompletną porażką, a on sam to potęgował. Postanowiłam dać mu nauczkę raz na zawsze i wpadłam na bardzo dobry pomysł.
- Naprawdę? - zapytałam delikatnym z nutką flirtu głosem. 
Rozluźniłam się i przestałam wyrywać, aby Ashton uwierzył, że jestem zainteresowana jego propozycją. Jego oczy rozbłysły z prędkością światła, a on sam najwyraźniej uważał, że udało mu się w końcu mnie zdobyć. Jego dłoń wodziła po moich plecach podrywając powolnie koszulkę, aby dotknąć mojego ciała. Na twarzy pojawił się uśmiech, a w jego myślach na pewno wyobrażał sobie "nasze sceny". Niestety, będąc pijanym jest bardzo naiwny. 
- Tak... - wymruczał, kiedy opuszkami palców krążył po mojej skórze pnąc się w górę do mojego stanika. Podskoczyłam, gdy chłopak znalazł zapięcie i od razu zdecydowałam, że to właśnie teraz jest TEN czas.
- Sądzę, że jeśli jesteś obolały, to będzie ci ciężko.. - powiedziałam, patrząc prosto na jego zdezorientowaną twarz. 
- Ale ja nie jestem obolały - rzucił kompletnie zdziwiony.
- Oh, teraz już jesteś - odparłam pewnym siebie tonem.
Moje kolano w przeciągu sekundy uderzyło w krocze Ashton'a. Jego ręka natychmiastowo wysunęła się spod mojej koszulki. Chłopak odsunął się ode mnie, zaczynając jęczeć i zwijać się z bólu. Wsunął dłonie między nogi i zacisnął je, mając prawdopodobnie nadzieję, że zmniejszy ból jaki spowodowało moje uderzenie. Padł na kolana, po czym całkowicie położył się na ziemii , bełkocząc coś po pijaku. Skrzyżowałam ręce i oparłam się o ścianę, stojąc nad nim. Patrzyłam, jaki "Ashton Cień Irwin" jest teraz bezbronny, bo położyła go dziewczyna, w dodatku jednym ciosem. Miałam ochotę roześmiać się na cały dom, ale zwołałabym tym samym wszystkich. Zostawiłam tą przyjemność Ashton'owi. Swoimi krzykami obudził już hipotetycznie pół sąsiedztwa. Pochyliłam się nad blondynem, a następnie poklepałam go po plecach. Uśmiechnęłam się szeroko, pełna szczęścia, że chociaż raz to ja byłam górą. Ashton posłał mi wrogie spojrzenie, próbując wstać, jednak nie szło mu najlepiej. 
- Mam radę - zaczęłam, prostując się - Nigdy nie mów, że jestem słaba - warknęłam. 
Czym prędzej pognałam do swojego pokoju, mając nadzieję, że Ashton nawet nie starał się podnieść. Na szczęście, słyszałam jedynie krzyki, które po kilku minutach ucichły. Zamknęłam drzwi na klucz, aby mieć pewność, że Irwin nie będzie chciał zrobić mi jakiegokolwiek żartu, czy w ogóle mnie zabić, co byłoby bardzo prawdopodobne, skoro pierwszy raz dałam mu w kość. Nie była to jednak jednorazowa akcja, to był dopiero początek. 
Nigdy nie uważałam się za słabą osobę. Straciłam swoich rodziców - osoby, które dały mi życie oraz obdarowały mnie ogromną miłością. Ubolewałam i wciąż ubolewam nad tym, ale to nie jest oznaką słabości. Wspomnienia wciąż kumulują się w mojej głowie, wracając i przypominając mi o przeszłości. Nie kontroluję tego. Mam słabsze dni, każdy człowiek je ma, ale czy osobie "słabej" jaką to mnie określił Irwin, udałoby się podnieść po takim kopniaku od losu? To był cios, a jednak dałam sobie radę, co jest największym dowodem na to, że jestem silniejsza niż komukolwiek się wydaje. Po prostu jeszcze tego nie udowodniłam, ale mój czas powoli nadchodzi. 

***

Wiedziałam, że Ash już nie śpi. Dochodziła godzina jedenasta, więc wątpiłam, że ktokolwiek w tym domu spędzał jeszcze czas w łóżku. Miałam świadomość, że gdy tylko zejdę na dół, Irwin napadnie na mnie, krzycząc, bluzgając i wyzywając od najgorszych. Odkryłam jego mały sekret, a do tego spuściłam mu łomot, miałam przerąbane. Nie czułam się z tym źle, bo postąpiłam słusznie. Powinnam znać prawdę, a on powinien dostać to, na co zasłużył i tak właśnie się stało, chociaż uważam, że to o wiele za mało. 
Niewielki strach siedział w moim ciele, mimo, że próbowałam go zwalczyć. Nie mogłam wciąż bać się Ashton'a, bo właśnie przez to miał nade mną przewagę. 
Pokierowałam do spiżarni, gdzie właśnie znajdował się Ashton. Byłam przekonana, że Michael od razu da mu znać, że niestety, ale odnalazłam jego tajne miejsce do śledzenia mojego życia. Trzymając się za poręcz, powolnie schodziłam po schodach, które skrzypiały pod moim ciężarem. Pomimo nowości, jaka tętniła od tego domu, schody były porażką. 
Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie mogłam zawrócić. Musiałam przejść przez tą burzę, która za moment miała mieć miejsce. 
Ashton opierał się o ścianę, oglądając pokój. Jego wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego, był wściekły, że ktoś naruszył coś, co było w jego posiadaniu. Wpatrywał się w starannie, jednak źle poukładane dokumenty, które wczoraj rozrzuciłam oraz w pusty folder wyświetlony na monitorze. 
- Zamierzałeś w ogóle mi powiedzieć? - spytałam, a jego głowa natychmiast uniosła się i odwróciła w moją stronę.
- Caitlin - warknął.
- Nie oczekuję przeprosin - prychnęłam - Nie oczekuję niczego poza odpowiedziami na moje pytania. 
Widząc spokój wymalowany na mojej twarzy, on sam złagodniał. Nie okazywał już tętniącej od niego frustracji. Kilka sekund milczał, jakby ogarniał swoje myśli i próbował znaleźć kontrolę nad swoimi emocjami. Najwyraźniej udało mu się, ponieważ przerwał dzielącą nas ciszę.
- Jakie masz pytania? - rozpoczął blondyn bezkonfliktowo.
- Skąd wiedziałeś, gdzie aktualnie przebywam, dokąd jadę? 
- To akurat było banalne - powiedział śmiejąc się - Znałem twoją rejestrację, namierzałem cię przez satelitę, a właściwie Michael to robił - wzruszył ramionami.
- A kiedy nie jechałam autem? - wypytywałam.
- Śledziłem cię - odparł - Ja, albo moje wtyczki.
- Skąd miałeś mój nowy numer? 
- Kamery
- Już rozumiem - szepnęłam, wbijając wzrok w ziemię - Wiesz wszystko, nawet jeśli nie jesteś obok, to dlatego nazywają cię Cieniem...
- Wow - rzucił, a jego oczy stały się szersze - W końcu to załapaś - klasnął w dłonie, nabijając się.
Do moich oczu powolnie napływały łzy, ale powstrzymałam je. Po raz kolejny dałabym mu satysfakcję, pokazałabym swoją słabość. Zacisnęłam pięści, a każdy mięsień mojego ciała napiął się pod wpływem nerwów. Znalazłam równowagę, dzięki której zaczęłam panować nad emocjami. Rozluźniłam się, odnajdując spokój. Zwilżyłam moje spierzchniałe usta, które zazwyczaj w takiej sytuacji drżały. Policzki nie zdążyły zacząć mnie piec, jak zawsze, gdy Ashton rzucał w moją stronę obelgi.  Wzięłam głęboki wdech, a zła energia opuszczała mój organizm. Nie dam się sprowokować, bo tego właśnie oczekuje Ashton, tym żyje, tego pragnie - upokarzać ludzi. 
Odwróciłam się na pięcie i udałam się w kierunku schodów, powtarzając w myślach "Uspokój się". Tylko to ratowało mnie przed wybuchem i kolejną kłótnią z Irwin'em, czego on właśnie chciał. Liczył, że po raz kolejny mnie rozzłości, a nasza dwójka znowu zatoczy kółko, z którego nie ma wyjścia. 
- Jestem pod wrażeniem - usłyszałam za sobą jego pełny rozbawienia głos - Mała Caitlin nie zamierza się sprzeczać? Gdzie twoje łzy, słońce?
Kąciki moich ust uniosły się. Pokręciłam głową. Zacisnęłam dłoń na poręczy. Stałam tam krótką chwilę w milczeniu. Wiedziałam, że dalej będzie próbował dopiąć swego. Uniosłam głowę, zerkając na drzwi przez które zamierzałam za moment przejść. Zanim to zrobiłam, postanowiłam nie ignorować tej wypowiedzi. Dokładnie przemyślałam to, co wyszło później z moich ust. 
- Nie, nie jestem taka jak ty. Nie zależy mi na nieszczęściu innych. - rzuciłam - A co do łez... to chyba je ode mnie pożyczyłeś wczoraj, kiedy zwijałeś się z bólu na podłodze - powiedziałam triumfalnie, tym razem odwracając role. Teraz to ja prowokowałam jego do dalszej kłótni, czego kompletnie się nie spodziewał, gdyż zamilkł. Nie był przygotowany na taką reakcję, liczył na coś zupełnie innego. 
Pognałam na górę, aby zakończyć jak najszybciej naszą konwersację, która nie prowadziła do niczego dobrego. Może nie było to wystarczające, aby raz na zawsze dał sobie spokój z ciętymi komentarzami, ale na pewno dałam mu tym do myślenia. Sama moja postawa wyraźnie go zszokowała. Po raz pierwszy nie popłakałam się, niczym mała, bezbronna dziewczynka. 
W salonie znajdowała się większość ekipy, wraz z Lukiem. Chłopak opierał się o parapet, przygryzając dolną wargę, w której znajdował się jego kolczyk. Spoglądał co chwilę na zegarek, jakby się gdzieś śpieszył. Chwilę później zjawił się Calum, zakładając niezdarnie kurtkę. Szturchnął blondyna, a ten odepchnął go od siebie. Zaczęli się przepychać i śmiać. Zachowywali się jak typowi gimnazjaliści. Wyszli z domu, kierując się do zupełnie nieznajomego mi auta. 
Michael siedział na fotelu słuchając wciąż mówiącej o swoim ostatnim chłopaku Giny. Nie wyglądał na zainteresowanego. Wpatrywał się w zgaszony kominek, całkowicie odbiegając od otaczającego go świata. Co kilka sekund potakiwał, chyba nawet nieświadomie. Podpierał twarz dłonią, padając ze zmęczenia. Nie myślałam, że rozmowa z tą dziewczyną może aż tak nudzić i męczyć. Ona tego nie zauważała. Wciąż gadała, gadała i... gadała.  Obserwowałam, jak Clifford śledzi wzrokiem unoszący się dym spod popalonego drewna, ewidentnie licząc na jakiś cud. Gina była ostatnią osobą, która zapewniała mu rozrywkę. 
Z hukiem zamykając drzwi od spiżarni, Ashton wpadł do salonu. Słońce przebijające się przez okno rzuciło trochę światła na jego odznaczające się kości policzkowe. Jego włosy opadały na lekko zmaszczone czoło. Krzywe i zirytowane spojrzenie tylko potwierdzało, że moje słowa nie zostały zapomniane. Szybkim ruchem zgarnął kluczyki oraz dokumenty ze stolika. Podszedł do wieszaka, po czym zdjął swoją kurtkę i zarzucił na siebie.
- Zbieraj się, Teasel - rozkazał. 
- Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Odwiozę cię do pracy.
- Miałam tam wrócić dopiero za tydzień.. - mruknęłam.
- Ale wrócisz dzisiaj, masz pięć minut - burknął rozdrażniony. 
Zwinnie wyminął kanapy ułożone wokół kominka i wyszedł z domu. Wsiadł do samochodu, a następnie włączył radio, podgłaśniając muzykę. Michael popatrzył na mnie pytająco, a ja jedynie wzruszyłam ramionami, udając, iż nie mam pojęcia, co ugryzło chłopaka. Ruszyłam do pokoju, nie dając Ashton'owi większej ilości powodów do bycia złym. Zabrałam z pomieszczenia najważniejsze rzeczy i spakowałam do torby. Chwilę później, siedziałam w samochodzie Ashton'a, który nawet nie śmiał się do mnie odezwać.

***

Do baru ciotki zostało jedynie dziesięć kilometrów. Grająca w samochodzie muzyka nie dawała mi się skupić na własnych myślach. W mojej głowie huczało od powtarzających się bitów. Radio ustawione było na maksymalną głośność. Ashton oddał swoje całkowite skupienie drodze, nie zwracając na mnie uwagi. Od czasu do czasu spoglądałam na niego kątem oka, licząc, że może w końcu się odezwie, jednak na marne. Nie miał tego nawet w zamiarze.
Westchnęłam cicho, wpatrując się w okno. Ta muzyka działała mi bardziej na nerwy niż sam Ashton. Nie wiedziałam, co to za piosenka, ale wytrącała mnie z równowagi. Wysunęłam palec i nacisnęłam na niewielki guzik, wyłączając całe radio. Odczułam ulgę, kiedy zapadła cisza. Uśmiechnęłam się do siebie i wróciłam do śledzenia drogi. Nie minęła jednak minuta, a Irwin ponownie je włączył. Spojrzałam na niego pretensjonalnie, podczas gdy chłopak znów patrzył na jezdnię. Powtórzyłam czynność, na co blondyn zareagował tak, jak wcześniej.
- Dupek - prychnęłam.
- Co powiedziałaś? - zapytał, patrząc na mnie ze złością.
- To co słyszałeś - warknęłam.
- Odwołaj to.
- Nie licz na to.
- Odwołaj, Caitlin - powiedział z nutką grozy w głosie. 
- Ani mi się śni - odpowiedziałam akcentując każde słowo.
Stopa Ashton'a dociskała pedał gazu, a prędkość na liczniku rosła. Nie spuszczał ze mnie wzroku, nie zwracał uwagi na drogę, mimo, że wciąż przyśpieszaliśmy. W moim gardle nagle zrobiło się sucho. Otworzyłam usta, aby nabrać trochę powietrza, ponieważ to, które wpadało nosem, w zupełności mi nie wystarczało. Co chwila patrzyłam na drogę i na Ashton'a. Widząc strach w moich oczach, posłał mi triumfalny uśmieszek. 
- Zwolnij - nakazałam, jednak chłopak w ogóle nie słuchał, co się do niego mówi. 
Zaczął wymijać auta jadące przed nami, wciąż utrzymując swój wzrok na mojej osobie. Wbiłam paznokcie w siedzenie, kiedy panika w moim ciele poczęła narastać. On był nieobliczalny! Szybkimi ruchami zmieniał pasy, jakby bawił się w jazdę slalomem. Piski opon przyprawiały mnie o mdłości. Nie dbał o to, czy jedzie przed nami samochód osobowy, autobus czy tir. Nie mogłam znieść widoku przesuwającej się strzałki prędkości na coraz większe liczby. Robił wszystko, żebym tylko odpuściła. 
- Ashton, zabijesz nas do cholery! - wydarłam się, widząc jak licznik wskazuje liczbę dwieściedwadzieścia. Chwyciłam chłopaka za rękę, łapiąc z nim kontakt wzrokowy - Przestań!
Gwałtownie wykręcił kierownicę. Samochód przekręcił się o dziewięćdziesiąt stopni, po czym zatrzymał go na środku parkingu. Nie zauważyłam nawet, kiedy na niego wjechał. Siedziałam prosto, dysząc. Moja klatka pośpiesznie unosiła się i opadała. Czegoś takiego jeszcze w życiu nie doświadczyłam. Pot spływał z mojego czoła, a mózg próbował powrócić do funkcjonowania. 
Ashton siedział ze spokojem, trzymając dłonie na kierownicy. Spuścił wzrok, czekając aż się uspokoję. Jego włosy były mokre, kilka kosmyków opadało na spocone czoło. Normował swój oddech, który również nieco przyśpieszył. Puściłam jego rękę, uderzając o oparcie fotela. To było niczym oszukać przeznaczenie.
- Wyjaśnimy sobie coś - rozpoczął - Nie zależy mi na nieszczęściu innych - krzyknął - Chcę sprawić, żebyś była silniejsza, chronię cię, więc okaż mi chociaż trochę wdzięczności i nie grzeb w brudach, które powstały tylko i wyłącznie przez ciebie! Mam plan! Próbuję to wszystko odkręcić więc jakbyś mogła, daj mi ten pierdolony czas, żebym mógł wszystko wyprostować! - wydarł się, a ja się wzdrygnęłam. 
- Idź do diabła - warknęłam, a potem odwróciłam swoją twarz w stronę blondyna - Ty i te twoje plany, idźcie do diabła. 
Pociągnęłam za uchwyt, a drzwi auta otworzyły się. Zabrałam swoją torebkę i opuściłam wóz idąc w stronę baru. Przetarłam dłonią policzki, biorąc kilkanaście krótkich wdechów. Szłam szybkim krokiem, nie czekając na Ashton'a. 
Myślałam, że za chwilę mój atak paniki przerodzi się w coś większego. Mało nie dostałam zawału. Niczego tak się nie boję, jak szybkiej jazdy, ciemności i pająków. To było niedojrzałe i niepoważne. Nie miałam ochoty w ogóle z nim rozmawiać na jakikolwiek temat. Ten człowiek powinien się leczyć.
- Caitlin! Caitlin, czekaj! - słyszałam jego błagalny głos - Stój - jego dłoń znalazła się na moim nadgarstku i obróciła do siebie. 
- Czego?! - spytałam podnosząc głos.
- Przepraszam... - szepnął - To było głupie. Wiem, że to wszystko jest dla ciebie trudne...
- Trudne? - prychnęłam, wyrywając się z uścisku blondyna - Co jest dla mnie trudne, Ashton? Bo właśnie ja nie wiem! - uniosłam ręce w geście bezradności - Nie wiem nic, rzucasz hasłami, odpowiadasz wymijająco na moje pytania, wywozisz mnie poza miasto, znęcasz się nade mną psychicznie, nie masz pojęcia jak się czuję, ani co jest dla mnie trudne, jasne?! 
- Problem w tym, że ja sam nie jestem pewny, czego tak naprawdę chcą od ciebie ci ludzie - wyjaśnił. Moja dolna warga automatycznie powędrowała w dół. Złapałam się za głowę, a z ust wyleciał cichy jęk. Oparłam się o pierwsze, zaparkowane z brzegu auto, aby się nie przewrócić.  Zaczęło kręcić mi się w głowie.
- Więc czemu mnie wywiozłeś z Sydney? Czemu w ogóle mnie chronisz?
- Wiem, że chcesz odpowiedzi, ale nie mogę tutaj ci ich dać, okej? 
- Wiesz, czego chcę? Mojego normalnego życia! - krzyknęłam, a łza popłynęła z mojego oka.
- Oh, błagam cię - rzekł wyniośle chłopak wywracając oczami - Wyrwanie się ze zwykłej, szarej codzienności, zwłaszcza tak nudnej jak twoja to przyjemność!
- Wyrwanie się, a nie porwanie przez psychopatów!
- Uznam to za komplement - odparł Ashton, ukazując swój śnieżnobiały uśmiech, jednak widząc moje niezadowolenie znów spoważniał - Będziesz wolna - oznajmił - Postaram się o to, masz moje słowo, ale skończmy już toczyć te wojny. Mnie też to męczy, okej?
- Ciebie? No szczerze w to wątpię, bo moim zdaniem czerpiesz z tego ogromną przyjemność - skwitowałam krzyżując ręce. 
- Może czasem - rzucił, a ja spiorunowałam go wzrokiem - Przestanę, obiecuję. To co? Zgoda? Zero kłótni? Im lepsze będziemy mieli relacje, tym szybciej pozbędziemy się problemu, nie uważasz? - blondyn wyciągnął ku mnie dłoń.
- W porządku - uścisnęłam jego rękę z lekkim grymasem - A teraz chodźmy do baru. 
Ashton po raz pierwszy zachował się jak dżentelmen i otworzył przede mną drzwi. Weszliśmy do środka.  Prawie każdy stolik był zajęty. Grupa mężczyzn po prawej stronie robiła najwięcej hałasu, grając w pokera. Reszta klientów sączyła swoje napoje, czytała gazetę lub po prostu wsłuchiwała się w stare piosenki country. Tleniona blondynka stała przy jednym ze stolików, obsługując nowo przybyłych facetów. Pochylała się nad każdym z nich, ukazując swój dekolt. Piskliwym głosem próbowała z nimi flirtować, co nie za specjalnie jej wychodziło. Ten widok przyprawiał mnie o mdłości. Oznajmiłam Ashton'owi, że idę zawiadomić ciotkę o moim przybyciu, na co ten skinął i powędrował do stołu bilardowego. Ja przeszłam na zaplecze, gdzie odnalazłam rudowłosą. Poinformowałam kobietę, że jestem gotowa do pracy, co ją naprawdę ucieszyło. Od razu wyciągnęła z szafy mój uniform. Wręczyła mi strój i poprosiła o przebranie, a ja wykonałam jej polecenie. Związałam włosy w kucyk, aby nie przeszkadzały mi w pracy. Dopięłam białą, gładką koszulę na ostatni guzik po czym podciągnęłam spódniczkę. 
W barze panował harmider. George ledwo to kontrolował, zdecydowanie nie należał do typu przywódcy. Zazwyczaj nie musiał sprawdzać się w tej roli, gdyż to ja wyznaczałam zadania. Co chwilę wycierał pot ze swojego czoła, był ewidentnie zmęczony. Wyglądał na wykończonego, nawet kiwnięcie palcem byłoby dla niego zbyt wielkim wysiłkiem. Musiałam go odciążyć. Miałam pewność, że pracował od samego rana z taką samą ilością ludzi, jaka była tu w tym momencie. 
Potarłam twarz dłońmi, a następnie podeszłam do bruneta, który wcześniej mnie nie zauważył. Poprosiłam, aby przeszedł za bar, a ja wraz ze sztuczną blondynką zajęłyśmy się stolikami. Wyciągnęłam swój notes z kieszeni spódnicy oraz długopis, a potem ruszyłam do stołu bez złożonego zamówienia. 
- Witam, czym mogę służyć? - spytałam kulturalnie, będąc przygotowana do notowania zamówienia.
- Cześć - usłyszałam ciężki, męski głos. 
Uniosłam swoją głowę, a moje oczy ujrzały Dan'a. Siedział w rozkroku, stukając palcami w blat stołu. Patrząc na mnie, miał otępiały wyraz twarzy, co od razu mi się nie spodobało. Nie znaczyło to nic dobrego. 
- Co tam? - spytałam siląc się na uśmiech.
- Co to za facet? - brunet skinął w kierunku Ashton'a. 
- Nikt specjalny - odparłam. 
Nagle usłyszałam chrząknięcie. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Ashton wszystko słyszał, gdyż stał niedaleko. To miało prawdopodobnie oznaczać ostrzeżenie. Chciał, żebym uważała na to, co mówię. Bał się, że powiem Dan'owi, kim jest? Totalnie oszalał. Dan jest ostatnią osobą, którą bym w to wplątała. Nie ma zielonego pojęcia o Cieniu, gangach i różnych tego typu rzeczach. W życiu nie skrzywdziłabym go w taki sposób. Skoro nic nie wie, wolę, żeby tak zostało. To najlepsze wyjście. 
- Widziałem, jak razem wchodziliście - zauważył, patrząc na mnie podejrzliwie.
- No i? - burknęłam - Zamawiasz coś czy nie?
- Caitlin do cholery, co się dzieje? - Dan spytał szeptem i złapał mnie za nadgarstek - Byłem w twoim mieszkaniu, jest puste, na sprzedaż, gdzie ty teraz mieszkasz?
- Puszczaj - wyrwałam się - Nie twój interes, dobra? A teraz spadaj.
- Caitlin... - mruknął.
- Skarbie! - zawołał melodyjnie Irwin, a po chwili jego ręka spoczywała na moim biodrze - Porwę ją na chwilę, chyba to nie problem? - zadał pytanie Dan'owi, patrząc na niego morderczym wzrokiem. Gdy ten się zgodził, Ashton pociągnął mnie na drugą stronę baru, trzymając za rękę. 
- Co to ma być? To ten twój misterny plan? - zapytałam oburzona zachowaniem chłopaka.
- Będę tu o siedemnastej - rzekł, wyciągając z kieszeni mój telefon - Zwracam ci komórkę - oddał sprzęt prosto w moje ręce - Ufam ci, nie zrób nic głupiego, bo jeśli cię tu nie będzie, pierwszą osobą, która za to zapłaci będzie ten chłoptaś. 
Przystanęłam na jego warunki. Tym razem to Ashton zrobił duży krok do przodu. Skoro oddał mi moją komórkę, to oznacza, że zarówno on nabrał do mnie zaufania, jak i ja do niego. Nie jest to może coś wielkiego, ale ma dla mnie ogromną wartość. Oddaje mi chociaż kawałek normalnego życia, które prowadziłam przed tymi wszystkimi zdarzeniami z jego udziałem. Jestem mu wdzięczna za to, że pomimo ciężkiego charakteru wysila się na jakieś minimalne dobre uczynki.
Jak bardzo muszę być głupia, żeby być wdzięczna za jakąkolwiek rzecz zrobioną przez Ashton'a? Bardzo, ale ten człowiek różni się od normalnych ludzi. To kryminalista, właśnie dlatego powinnam doceniać każdą jego szlachetność, nawet tą najmniejszą. 
- Do zobaczenia, kochanie - powiedział głośniej blondyn, po czym musnął mój policzek - Postaraj się nie tęsknić... - szepnął do mojego ucha, zostawiając jeszcze jeden pocałunek na mojej szyi. 
Odepchnęłam delikatnie Ashton'a, a ten posłał mi szeroki uśmiech. Zarzucił kaptur na swoją głowę, a potem zgarbiony opuścił bar mojej ciotki. Z rękoma w kieszeniach, wędrował rozbawiony na parking. Miał długie, smukłe nogi i robił ogromne kroki. Odprowadzałam go wzrokiem, dopóki nie zniknął mi z oczu. 
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ashton zachowywał się tak zabawnie. Nie miałam dla niego znaczenia, ale zapewniał mi rozrywkę próbując ze mną flirtować. Stosował typowe "końskie zaloty". No może poza sytuacjami, w których ewidentnie starał się do mnie dobrać. Gdyby nie jego dziwne nastroje, mogłabym uznać, że jest całkiem fajny i atrakcyjny. 
O czym ty mówisz Caitlin? Odezwał się głos w mojej głowie, a ja automatycznie zeszłam na ziemię. Potrząsnęłam głową, a później odwróciłam się w stronę Dan'a. Był cały blady. Jego usta były otwarte, a on sam stał nieruchomo. Zgaduję, że nie spodziewał się takiego widoku. 
- Cait, słuchaj... - obok mnie pojawił się George.
- Jesteś z nim?! - krzyknął pełen złości Dan, podchodząc do nas.
- Możesz się tak nie drzeć? To miejsce publiczne - odparłam.
- Odpowiedz. 
- A jakie to ma znaczenie? - zapytałam, patrząc na niego z niezrozumieniem.
- Caitlin, ty go chociaż znasz? To jakiś psychopata! - krzyknął, prawie że przytupując nogą.
Właśnie w tej chwili przypomniała mi się moja rozmowa z Ashton'em, przez którą kompletnie przestałam słuchać tego, co mówi Dan. Odbiegłam w zupełnie inny świat, wspominając naszą wymianę zdań pod moim blokiem, kiedy to przechodzący obok Irwin'a ludzie spoglądali na niego z przerażeniem. Jego słowa były prawdziwe, miał dowody, racje. Nie do końca poznałam go jako człowieka, ale nie zmienia to faktu, że ludzie oceniali go po wyglądzie, nic nie wiedząc o jego historii. To właśnie teraz zrobił Dan.
Uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc na pusty notes. 
- Co cię tak śmieszy? - Dan skrzyżował swoje ręce. Spiorunował mnie wzrokiem i czekał na odpowiedź, a ja tylko zerkałam na niego z rozbawieniem.
-  Ludzie cię nie znają, a od razu oceniają, czy to według ciebie nie jest śmieszne? - powtórzyłam słowa, które Ashton skierował do mnie. 
On mnie poznał. Nie oceniał mnie od razu. Dowiedział się o mnie wszystkiego, a dopiero później wyciągnął wnioski. Ashton był inny, nie był zepsuty jeśli chodzi o zawieranie jakichkolwiek znajomości, o myśli. Dopiero teraz to zrozumiałam.
- Czy ty siebie słyszysz?
- Tak, o to chodzi, że tak. Nie znasz go, jaki jest twój problem Dan? 
- Chcę cię chronić.
- Nie - odpowiedziałam - Chcesz mnie mieć dla siebie. Tak się składa, że ten chłopak zna się na ochronie i bezpieczeństwie lepiej niż ty, więc odpuść sobie, bo i tak nie zmienisz mojego zdania.
- Tobie kompletnie odbiło - brunet wywrócił teatralnie oczami.
- Powinieneś już iść. 
- Co?
- Twój czas minął, Dan. Jestem zajęta. 
Schowałam swój notes do kieszeni. Wróciłam za bar i czekałam tam, dopóki mój przyjaciel, a raczej były przyjaciel nie wyszedł. Ta znajomość była tylko zwykłym przyzwyczajeniem. Więź, która kiedyś była między nami, umknęła. Nie życzyłam Dan'owi źle, nadal będę go chronić, aby nie wplątał się w takie bagno, w jakim tkwię ja. Był jednak jak reszta, pusty wewnątrz. 
Ashton nie jest aniołem i nigdy nim nie będzie. Nie znam go bardzo dobrze, ale zdążyłam poznać jakąś jego minimalną część. Może nie podlega on jeszcze mojej ocenie, gdyż nie wiem, jakim konkretnie jest człowiekiem, ale jeśli popełnił w życiu parę złych czynów, to musiał mieć ku temu powody. Dopóki ich nie poznam, nie zamierzam go skreślać. 
Zaczęłam przyjmować zamówienia, podczas gdy George obsługiwał klientów za barem. Mijały minuty, godziny... dzień się niesamowicie dłużył. Kiedy ruch był znacznie mniejszy, oboje zajęliśmy się obsługą kasy, tocząc przy tym dyskusję na temat mojego nowego miejsca zamieszkania. George przyznał, że był w szoku, gdy obroniłam Ashton'a, sam się tego nie spodziewał. Nie jestem jakąś jego wielką zwolenniczką, ale skoro mamy rozejm, tego zamierzam się trzymać. Opowiedziałam mojemu koledze o Hurstville, oraz ogromnej willi, która jest... niewiadomo czyja. Nadal tego nie odkryłam. George uważnie mnie słuchał, jakby chciał zapamiętać jak najwięcej szczegółów z moich opowieści. Może chciał mi pomóc? Kiedy czegoś nie zapamiętał, od razu prosił abym powtórzyła całą wypowiedź. W międzyczasie opowiadaliśmy sobie różne kawały. George mówił mi także o historiach, jakie ostatnio wydarzyły się w Sydney. Nie ominęło mnie zbyt wiele, aczkolwiek wolałabym być świadkiem tych różnych, śmiesznych akcji. 
- Poproszę whisky - usłyszałam za plecami męski głos. 
Odwróciłam się, a przy barze siedział nieziemsko przystojny brunet, o ciemnych, brązowych oczach. Patrzył pewnie w moje oczy, powoli ukazując śnieżnobiały uśmiech. Miał idealne kości policzkowe, które podkreślały całą twarz. Perfekcyjnie ułożone włosy, podniesione do góry z dodatkiem żelu dodawały mu męskości. Ubrany był zwyczajnie, jak typowy chłopak, którego można spotkać na ulicy, ale mimo wszystko te zwykłe ciuchy na nim wyglądały inaczej, lepiej. 
Przygryzłam dolną wargę, nieśmiało spoglądając na bruneta. Trwało to chwilę, gdyż George gwałtownie szturchnął mnie w ramię. Kiedy na niego popatrzyłam morderczo, chłopak wyglądał jakby zobaczył ducha. Posłałam mu pytające spojrzenie, na które nie odpowiedział. Stwierdził jedynie, że potrzebuje się przewietrzyć i odszedł. Ja zajęłam się zamówieniem. 
- Taka piękna dziewczyna w barze? - zapytał zachrypiałym, seksownym głosem.
- Taki przystojny facet w barze?
- Potrzebuję się napić, aby lepiej myśleć - odparł.
- Od kiedy po alkoholu myśli się lepiej? - zaśmiałam się.
- Patrząc na ciebie, dzisiaj chyba nie będę w stanie myśleć w ogóle - powiedział chłopak, a ja poczułam jak moje policzki stają się coraz bardziej gorące. 
- Jestem Caitlin - przedstawiłam się.
- Logan, Logan Fletcher, miło mi.
____________________________________________________________________


Rozdział nie wyszedł mi tak, jak to sobie wyobrażałam, ale gorzej być chyba nie może. :) Chcę wam podziękować, bo zrezygnowałam z informowania, a mimo wszystko pod ostatnim rozdziałem było te 90 komentarzy, co mnie niezmiernie cieszy, bo dzięki temu wiem, że ktoś tutaj jednak bezinteresownie wpada. Naprawdę jesteście niesamowici i najwspanialsi.
Lepszych czytelników mieć nie można! You're cool, you're cool... and oh, you too!

Powstały role-player'y! O czym właśnie miałam ogłosić. 
Jeśli ktoś chce założyć konto role-player >> ŚMIAŁO! Nie musicie nawet pytać o zgodę, po prostu założcie, follownijcie, a ja o nim napiszę :)

Dziękuję za wsparcie, wszystko i w ogóle, jesteście fantastico!
+ zagłosujcie w ankiecie u góry jeśli czytacie :)
+ jutro #CieńQA o 18! :)