sobota, 15 marca 2014

Rozdział 24

Po skończeniu czytania przeczytaj proszę notkę pod rozdziałem, ważne.


CAITLIN'S POV

Chodziłam od jednej ściany pokoju do końca drugiej martwiąc się nieobecnością Ashton'a. Nie wracał od ponad dwóch godzin. Co chwilę spoglądałam na zegarek licząc minuty, a nawet sekundy od naszego ostatniego spotkania. Reszta zaś nie przejmowała się jego brakiem. Luke oraz Calum rozpoczęli grę w fifę na playstation, natomiast Michael postanowił zrobić sobie coś do jedzenia. Czasem spoglądałam na każdego z nich kątem oka nie rozumiejąc kompletnie ich zachowania. Co jeśli George'owi coś się stało, a Ashton pojechał po niego i teraz obaj są w tarapatach? Czemu oni w ogóle nie przyjmują takiej opcji do wiadomości tylko prowadzą zwykłe życie?
Apropo zwykłego życia... coś tu jest nie w porządku. Cassie inaczej opisywała mi wielkiego, strasznego Cienia, który po swoich ofiarach nie pozostawia suchej nitki. Jeśli Ashton miałby być właśnie takim człowiekiem, to sądzę, że jego przyjaciele również. Tymczasem oni są normalnymi, nudnymi nastolatkami, lubiącymi pograć od czasu do czasu na konsoli. Podczas spędzania w ich towarzystwie tych kilku dni, nie zauważyłam niczego niepokojącego poza byciem nieuprzejmym. Oni nawet z wyglądu nie przypominają gangsterów chcących mojej śmierci! 
- Wiesz, że możesz usiąść? - przerwał moje rozmyślania Michael, a ja odwróciłam głowę w jego kierunku.
- Wiem - rzuciłam zirytowana. 
Miałam ochotę dodać do mojej wypowiedzi o wiele więcej, jednak powstrzymałam emocje. Wiedziałam, że moja impulsywność nie będzie wróżyła nic dobrego więc postanowiłam być spokojna, dopóki Ashton nie wróci do domu z jakąkolwiek informacją o George'u. 
Nie mając kompletnie kontroli nad tym co właściwie robię, usiadłam przy stoliku naprzeciwko Michael'a. Ciemnowłosy spojrzał na mnie jak na wariatkę, po czym powrócił do konsumowania kanapki. Położyłam łokcie na blacie stołu, a dłońmi podparłam brodę. Siedziałam na wprost zegarka, wsłuchując się w dźwięk przechodzących z sekundy na sekundę wskazówek. Mijała kolejna godzina, a zdenerwowanie kłębiące się w moim ciele wzrastało. 
Gdzie on do cholery jest? Ile to może trwać? 
- Nie denerwuj się tak - wtrącił Michael widząc jak mój wzrok szuka punktu zaczepienia.
- Nie denerwuję - zaprzeczyłam
- W ogóle... - mruknął melodyjnie
Naszą rozmowę przerwało przekręcanie klucza w zamku. Ruszyłam z miejsca, gdy tylko drzwi się otworzyły, a w ich progu stanął George. Kiedy zobaczyłam jego posiniaczoną twarz zakryłam usta dłonią, aby stłumić żałosny jęk, który właśnie miał z nich wylecieć. Opuchnięta i rozcięta, krwisto czerwona warga jako pierwsza rzuciła mi się w oczy. Po chwili spojrzałam na siniak tuż pod okiem, który widniał na większej części twarzy. Zaklęłam w duchu. Byłam przekonana, że to robota Ticks'a i jego paczki, zapłata za pomoc w mojej ucieczce. 
Podeszłam do bruneta i uściskałam go. Wyglądał fatalnie, ale byłam wdzięczna Bogu, że w ogóle żyje. Do mojej głowy przychodziły różne, dziwne i tragiczne myśli, które nie wróżyły nic dobrego, ale jak widać skończyło się tylko na obiciach. Oczywiście nie jestem tym usatysfakcjonowana, aczkolwiek cieszę się, że widzę go tutaj, przede mną niż w szpitalu czy co gorsze... w grobie. 
Westchnęłam głęboko zaciskając dłonie na bluzie George'a. Stęchły zapach, zmieszany z nikotyną, który bił od niego przyprawiał mnie o dreszcze. Gdzie oni go do cholery trzymali? Chciało mi się płakać, bo było mi po prostu przykro, że tak się stało. Czułam się winna i odpowiedzialna za to wszystko, co przydarzyło się George'owi, chociaż z drugiej strony... nadal nie wiem skąd zna Ashton'a...
- Odwieź go za pół godziny - mruknął Irwin, a następnie rzucił kluczyki od wozu w stronę Calum'a. Chłopak wydał z siebie przeraźliwy dźwięk, gdy te uderzyły o jego głowę. - Mógłbyś się zająć tym czym powinieneś - warknął Ashton piorunując przyjaciela wzrokiem, co mną wstrząsnęło.
Był zły, a raczej wściekły. To było widać od razu. Myślałam, że jeśli Calum odpowie mu coś niestosownego do aktualnej sytuacji, Ashton za chwilę eksploduje i nie będzie przyjemnie. Nie zwracał uwagi na nikogo. Przeszedł obok nas, a potem pokierował się w stronę balkonu, otwierając go i zatrzymując się w progu. Skrzyżował ręce, napinając swoje mięśnie i wpatrywał się w przestrzeń ze skupieniem, jakby zastanawiał się nad czymś bardzo ważnym. Jego klatka piersiowa unosiła się powoli, a za chwilę opadała. Wydawało mi się, że chciał unormować swój oddech i opanować się, ale sprawiało mu to ogromną trudność. Wzburzenie, które mu towarzyszyło było ogromne. Coś... lub ktoś... musiał naprawdę zaleźć blondynowi za skórę.
Pociągnęłam George'a za rękaw jego bluzy i zaprowadziłam do pokoju, w którym ostatnio gościłam. Zanim rozpoczęłam z nim rozmowę, zamknęłam drzwi po czym upewniłam się, że nikogo nie ma w pobliżu. Wspólnie zajęliśmy miejsca na łóżku i posłaliśmy sobie znaczące spojrzenia. 
- Skąd znasz Ashton'a? Jesteś jednym z nich? - zaczęłam zasypywać mojego kolegę pytaniami.
- Nie - odparł kręcąc głową - Wpadł do baru i zapytał gdzie jesteś. Odpowiedziałem mu, że wyjechałaś do Melbourne i wtedy kazał mi do ciebie zadzwonić, abyś określiła się w którym miejscu dokładnie się znajdujesz - objaśnił chłopak drapiąc się po karku. Był cały brudny, a jego ubrania podarte i pogniecione. 
- Nie zrobił ci krzywdy? - zapytałam zdziwiona.
- Nie, pomógł mi. Jakiś typ zabrał mnie do pewnej nory i trzymał kilka dni. Ash przyjechał i wydostał mnie stamtąd - opowiedział brunet - Cait, wszystko z tobą w porządku? - spytał, a ja popadłam w zamyślenie.
Czy wszystko ze mną w porządku? Zależy pod jakim względem, ale wiem, że nie mogę rozgadywać się teraz o moim obecnym położeniu i sytuacji. Ashton naraził George'a na niebezpieczeństwo, a ja mogłabym zrobić to samo mówiąc mu o wszystkim. Nie chcę, żeby ten chłopak był częścią tego... czegoś. Oddech uwiązł w moim gardle, jakby całe ciało powstrzymywało mnie od ujawnienia paru faktów. Milczenie w tej chwili było jak najbardziej odpowiednie. Tylko ja byłam zaplątana w swoje chore życie, nikt inny. 
- Tak, jest okej - wydukałam - Jeśli Ashton zrobił coś...
- Nie, Cait. On jest spoko - stwierdził mój przyjaciel, a ja zaniemówiłam.
Spoko? Spoko?! Jak ten człowiek może być spoko?! Jak można określić mordercę, przestępcę i nie wiadomo kogo jeszcze słowem "spoko", a już zwłaszcza po jednym czy dwóch spotkaniach? George naprawdę nie wiele wie o Irwinie jak i jego przeszłości. 
Jego stwierdzenie naprawdę mnie oburzyło. Spuściłam wzrok, gdyż korciło mnie, aby go oświecić. Ostatnimi siłami powstrzymywałam się głośno przełykając ślinę, aby słowa, które chciały wylecieć z moich ust zostały jedynie w głowie.
Popatrzyłam z troską na George'a. Jego wzrok miotał się po białych ścianach oglądając pokój. Nigdy wcześniej go nie widział, to miejsce było dla niego nowe. Nie wiem, dlaczego Ashton go tutaj przyprowadził skoro chce zostać w ukryciu i pragnie, aby jak najmniej osób wiedziało o jego istnieniu. Ufa mi na tyle, żeby zaufać moim znajomym? Czy może to jego kolejna sztuczka? Po dzisiejszym zachowaniu chłopaka ciężko stwierdzić co planuje. 
George nie wyglądał znowu na przerażonego. Rozumiem, że facet inaczej reaguje na tego typu sytuacje, ale zachowywał spokój, jakby miał już styczność z porwaniami czy pobiciami. Zastanawiało mnie to, jednak nie mogłam nawet przez sekundę w to uwierzyć. Przecież to George, typowy flirciarz, który wykonuje swoją pracę i ma talent do podrywania. Nie miał z tym nic wspólnego, został wkręcony w takie samo gówno jak ja, a teraz oboje musimy jakoś znaleźć drogę powrotną do naszego normalnego życia.
On nie powinien się tutaj znaleźć. Nie mogę puścić płazem Ashton'owi tego, że wciągnął George'a do tej całej farsy. Ani on, ani żaden z moich znajomych nie pownien wiedzieć o tym, co tak naprawdę dzieje się w moim życiu, bo mam świadomość, czym to grozi. Męczą mnie ogromne wyrzuty sumienia, że cokolwiek powiedziałam Cassie, a teraz grono doinformowanych znowu się powiększa. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby któremuś z nich coś by się stało. Jeśli ktokolwiek ma ucierpieć, to tylko i wyłącznie ja, bo to mój problem, nie ich. 
- Przepraszam... - szepnęłam, a głowa George'a uniosła się. Jego brązowe jak czekolada oczy obdarzyły mnie zdziwionym spojrzeniem, nie wiedząc o co mi chodzi. 
- Za co? - zapytał zaskoczony.
- Ashton niepotrzebnie cię w to wkręcił... 
- Caitlin, przestań! Jeśli miałbym wybór i tak bym ci pomógł.
Wtuliłam się w jego klatkę piersiową z zaszklonymi oczami. Moje dłonie po raz kolejny znalazły swe miejsce na jego pogniecionej koszulce. Czułam jak ręce George'a przesuwają się po moich plecach w górę i w dół. Zacisnęłam powieki, a z moich oczu wypłynęła jedna łza. 
- Csii.. - mruknął George, kiedy zaciągnęłam nosem. 
Bałam się. Tak bardzo bałam się wszystkiego, co aktualnie działo się wokół mnie. To był istny horror. Próbowałam być silna, ale to mnie męczyło. Byłam zwykłą kelnerką w pub-ie zarabiającą na mieszkanie i marzącą o jak najlepszych studiach, a teraz? Jestem jakimś cholernym celem grupy ludzi prawdopodobnie chcących mnie zabić. Nie wiem nic poza tym, nie dostaję odpowiedzi, które miały pojawić się już dawno. Moje życie uległo diametralnej zmianie, a ja nie miałam na to wpływu. A może jednak miałam?
- Nie chcę przeszkadzać... - usłyszałam za swoimi plecami głos Calum'a. Oderwałam się od George'a, a następnie odwróciłam się w jego stronę. Stał oparty o framugę, w progu drzwi ze skrzyżowanymi rękoma, a także nogami. Opierał ciężar swojego ciała na jednej ze stóp oraz ścianie. 
- Niedługo się zobaczymy - mruknęłam patrząc niepewnie na swojego przyjaciela, a on skinął głową z uśmiechem. 
Oboje ruszyliśmy z miejsca i przeszliśmy przez korytarz, aż do drzwi wyjściowych. Ostatni raz przytuliłam George'a później dając mu odejść. Wymieniliśmy ze sobą znaczące spojrzenia. Pomachałam chłopakowi, gdy drzwi powolnie się zamykały. Po chwili zniknął za nimi wraz z Calum'em, a ja zostałam sama. No cóż.. nie do końca, gdyż byli ze mną Michael, Luke, a także Ashton. Gdy tylko na niego spojrzałam, nie miałam żadnych wątpliwości, co teraz się stanie.
Uformowałam pięści z dłoni, po czym pokierowałam się do salonu, gdzie znajdowała się cała trójka. Złość w moich żyłach zaczęła rosnąć w zastraszającym tempie. Oddychałam coraz ciężej, mimo, że naprawdę chciałam zachować zimną krew i się uspokoić. Byłam wściekła na Ashton'a. Nie dawał mi żadnych odpowiedzi, a w dodatku wciągnął w to wszystko bliską mi osobę. Byłam coraz bardziej zdenerwowana tym, że na każdym kroku wykorzystywał moją cierpliwość i sprawdzał ile jeszcze mogę znieść. Przestałam się bać Irwin'a, miałam go już dość. 
- Co ty do cholery sobie uważasz?! - zapytałam podniesionym głosem, uderzając pięścią w stół. 
Ashton bez większego zainteresowania obdarzył mnie swoim spojrzeniem, po czym podniósł brwi czekając na moją dalszą wypowiedź. 
- Jak śmiałeś wpleść w to George'a?! Widziałeś jak wyglądał?! To wszystko twoja wina! - wydarłam się na chłopaka, który po chwili zaczął się śmiać. 
- Moja wina? - spytał rozbawiony - To ty sama się w to wpieprzyłaś, mogłaś być bardziej uważna, a teraz... no cóż... płać za swoją głupotę skarbie - powiedział blondyn puszczając przy tym oczko.
- Palant - warknęłam.
- Idiotka
- Kretyn
- Do tego niewdzięczna
- Jesteś bezczelny
- A Ty naiwna i łatwowierna
- Cham! - krzyknęłam.
- Pretensjonalna blondynka - burknął.
Przepływająca przez moje ciało krew zagotowała się, a nerwy puściły. Gwałtownie podniosłam moją prawą rękę do góry. Zamachnęłam się i pociągnęłam ją do przodu, aby uderzyć Ashton'a prosto w twarz. W ostatnim momencie jego dłoń zamknęła się na moim nadgarstku i powstrzymała wymierzony cios. Wykręcił moją rękę, sprowadzając ją z powrotem na dół. Jęknęłam pod wpływem bólu, który mi zadał. Nie spodziewałam się takiej reakcji z jego strony. Mój krzyk nie powstrzymywał go od robienia mi krzywdy. Dopiero po kilku sekundach, gdy Michael zainterweniował, chłopak puścił mnie, a ja przejechałam opuszkami palców po czerwonych pręgach piekących moją skórę. 
- Nigdy więcej nie waż się tego robić - wysyczał grożąc mi palcem.
W jego oczach zobaczyłam coś innego... przerażającego. Szybko przybrały kolor ciemny, ciemniejszy niż kiedykolwiek mogłam zauważyć. Teraz to widziałam, jawną wściekłość, którą mi określił. Pokazał  swoją prawdziwą twarz, oblicze, które przede mną ukrywał. Patrzył na mnie pogardliwie, jakby był gotów do zrobienia najgorszego. Wydaje mi się, że mógłby mnie zabić bez skrupułów, przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała z ogromnym ciężarem. Zaciskał swoje zęby powolnie przełykając ślinę. Wybrałam zły dzień i zły moment na upust swych emocji, ale nie mogłam dłużej czekać, ani się poddać. Chciał obudzić we mnie strach, bo właśnie to było jego asem w rękawie. Przerażanie innych, aby go odrzucali, byli jego podwładnymi. Na mnie przestało to już działać, przełamałam się. Skoro byłam gotowa na uderzenie Ashton'a, byłam również gotowa na toczenie z nim dalszej walki. 
- Bo co? - prychnęłam obdarowując go również uśmiechem - Wycelujesz do mnie ze swojego pistoleciku? - spytałam krzyżując dłonie oraz patrząc na chłopaka z obojętnością - A może wypalisz? - prowokowałam - Śmiało. 
Całemu zdarzeniu oczywiście przyglądali się Luke, a także Michael. Nie komentowali niczego, a także nie wtrącali się. Po prostu patrzyli na nas z zaciekawieniem. Jestem pewna, że gdyby była taka możliwość to najchętniej wzięliby popcorn i oglądali nas niczym w kinie. Kiedy jednak spiorunowałam ich wzrokiem, odwrócili się, a potem zajęli fifą. 
- Mógłbym - stwierdził Ashton podchodząc bliżej. 
Opuszkami palców zaczął przejeżdżać po moim ramieniu i lustrować je wzrokiem. Kąciki jego ust uniosły się, gdy dłoń podążała coraz wyżej, a za nią wzrok. Gdy dotknął mojego policzka, spojrzał w moje oczy bez jakichkolwiek uczuć.
- Ale tym razem wolałbym posunąć się do bardziej kreatywnego pomysłu - wyszeptał.
Popatrzyłam na blondyna z obrzydzeniem. Moje ręce umiejscowiły się na jego klatce piersiowej i odepchnęły od siebie. Fuknęłam pogardliwie, kiedy on roześmiał się na całe mieszkanie. Dla niego to wszystko było grą, zabawą, która zapewniała mu rozrywkę. 
- Jesteś obleśny.
- Przynajmniej nie jestem tępą blondynką, która jest jak wrzód na dupie - szydził wzruszając ramionami. Odwrócił się na pięcie, chcąc pokierować się w stronę korytarza. Myślał, że zakończymy na tym naszą dyskusję, a ja dam sobie spokój, jednak miałam w zanadrzu coś jeszcze. Jedno określenie, którego nie zdążyłam przy nim użyć, a teraz właśnie była idealna okazja. W mojej głowie pojawiły się przez kilka sekund wątpliwości. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł - wypowiedzieć słowa, których później mogę bardzo żałować, aczkolwiek przypomniała mi się każda obelga rzucona w moją stronę. To wystarczało, abym przestała się wahać.
- Morderca - odpowiedziałam na jego komentarz śmiało i wyraźnie akcentując każdą literę.
Ashton zatrzymał się gwałtownie, natomiast jego przyjaciele spojrzeli na mnie ze strachem. Stałam pewnie, ale nieruchomo w oczekiwaniu na ruch chłopaka. Ten zaś odwrócił się. Jego wzrok zatrzymał się na pewnym obrazie, który o dziwo nie był mi znany. Lubiłam malarstwo i zazwyczaj przeglądałam różne dzieła, ale to akurat widziałam po raz pierwszy. Oczy Ashton'a nie ukazywały złości, ani smutku. Był spokojny. 
- Kochanie... - rozpoczął cicho - Nazywają mnie różnie, jednak ten przydomek zdecydowanie nie należy do mnie.
Irwin spuścił wzrok i pokierował się do wyjścia. Odszedł. 
Wciąż stałam jak osłupiała nie mogąc uwierzyć w to, co teraz się stało. Uderzyłam w jego uczucia? Uraziłam go? Jego w ogóle da się urazić? To było dla mnie szokujące. Ashton nie rzucił w moim kierunku żadnej obelgi. Po prostu wyszedł, do tego całkiem spokojny i opanowany, jakby cała złość, która jeszcze chwilę temu buzowała w jego ciele zwyczajnie uleciała. 
Opuściłam ramiona wzdychając. Przeczesałam dłonią opadające na moją twarz kosmyki włosów. Oparłam się o blat stolika, a na mojej twarzy wymalował się grymas. Luke i Michael wciąż wpatrywali się we mnie, jakby zobaczyli ducha. 
- Co? - burknęłam wrednie.
- Mogłaś tego nie mówić - odparł Luke wstając. 
Blondyn pokręcił głową, po czym udał się na zewnątrz za Ashton'em. Zmarszczyłam brwi przekręcając głowę i pytająco spoglądnęłam na Michael'a. Ten nic nie odpowiedział, podszedł do lodówki z której wyjął schłodzoną wodę mineralną, a potem usiadł przy stoliku skupiając się tylko i wyłącznie na butelce.
- No co? - ponowiłam pytanie - Może nie mam racji?!
- No właśnie nie masz - rzucił Mike wraz z pochmurnym spojrzeniem - Nic o nim nie wiesz.
Nie mogąc dłużej znosić towarzystwa żadnego z tych chłopaków powróciłam do pokoju w którym dane mi było żyć. Z impetem trzasnęłam drzwiami, po czym rzuciłam się na łóżko. Schowałam twarz w poduszce, a następnie krzyknęłam jak najgłośniej mogłam. Pragnęłam wyzbyć się tych wszystkich negatywnych emocji, które wciąż znajdowały się w moim ciele. Miałam ochotę rzucać każdą rzeczą znajdującą się w tym pomieszczeniu, zniszczyć meble, wybić okna, rozbić wazony i zdewastować ściany. 
Przewróciłam się na plecy, aby móc patrzeć na sufit. Zaczęłam zastanawiać się nad słowami Michael'a. Miał rację, nie wiem zbyt wiele o Ashton'ie, ale czy to oznacza, że nie mogę uważać, iż jest mordercą? Widziałam artykuły z gazet, a także internetu, które ewidentnie wskazują, że jest zabójcą. Dlaczego więc Mike upiera się, że nie mam racji? Czy to możliwe, że wszystkie informacje, które czytałam nie są o Ashton'ie? Jeśli nie są, to kim jest Ashton i kogo tak naprawdę szuka policja? Kto stoi za tymi wszystkimi morderstwami?
Dochodziła godzina dwudziesta. Moje oczy stały się ciężkie. Powieki powolnie same opadały, a energia znikała. Tego dnia wydarzyło się zbyt wiele rzeczy, abym mogła dalej funkcjonować. Nie spostrzegłam, kiedy zasnęłam...

***
Poranne słońce dało się we znaki, gdy tylko otworzyłam zaspane oczy. Kilka razy ziewnęłam, po czym przeciągnęłam się na ogromnym łóżku i rozprostowałam kości. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie, który wskazywał na godzinę dwunastą. Mimo tak później pory za nic nie chciałam wychodzić z łóżka. Kolejny dzień spędzony w towarzystwie prześladowczej czwórki wcale mi się nie uśmiechał, a już zwłaszcza, jeśli miałam go spędzić z Ashton'em. Nie chciałam z nim rozmawiać. Nie mam wyrzutów sumienia, wręcz przeciwnie - jestem z siebie dumna, że udało mi się w pewnym stopniu uciszyć. Przynajmniej mam taką nadzieję. 
Głośne śmiechy dochodziły zza drzwi, prawdopodobnie z kuchni. Wiedziałam, że już nie usnę i muszę w końcu skonfrontować się z całą czwórką chłopaków. To było dla mnie trudne. Wyjść z pokoju, udać się do salonu i rozpocząć kolejną, kilkugodzinną walkę "o przetrwanie". Niestety, takie właśnie było następstwo. Wstać, przeżyć, iść spać. Musiałam się ruszyć, czy tego chciałam, czy nie.
Przeciągnęłam koszulkę przez głowę, aby ją ściągnąć. Usnęłam we wczorajszych rzeczach, więc wypadałoby założyć coś świeżego. Podeszłam do szafki i wyciągnęłam z niej zwykłą, męską koszulkę oraz legginsy. Przebranie zajęło mi jakieś trzy minuty, następnie usiadłam przy lustrze i związałam włosy w kucyk. Przeczesałam rzęsy tuszem, który później rzuciłam w kąt i ostatni raz obejrzałam się w swoim odbiciu. Włożyłam na nogi moje stare, znoszone trampki kupione kilka lat temu na jednym z bazarów. 
Pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi. Śmiechy stały się głośniejsze, a ja mogłam zgadywać, kto jest właśnie w kuchni. Byłam pewna, że znajduje się tam Michael. Jego głos jest mi najbardziej znajomy poza Ashton'em, którego również dało się usłyszeć. W głębi duszy miałam malutką nadzieję, że są tam wszyscy poza nim. Widocznie los zdecydował na naszą konfrontację.
Robiłam małe, krótkie kroki, aby przedłużyć sobie podróż do chłopaków. Pech sprawił, że mieszkanie nie było na tyle duże, żebym mogła iść tam przez godzinę, albo pół. Kiedy byłam za ścianą, wzięłam głęboki wdech, po czym podniosłam głowę i wyprostowałam się. Pewnie i z godnością weszłam do pomieszczenia w którym znajdowała się cała paczka, poza Lukiem. Ich twarze odkręciły się w moją stronę. Każdy z nich począł lustrować mnie wzrokiem. Patrzyli na mnie, jakbym była jakimś kawałkiem mięsa. Wywróciłam teatralnie oczami i ominęłam ich, przechodząc na drugą część pomieszczenia.
- Serio, dziękuję Bogu za to, że ktoś wymyślił coś takiego jak legginsy - rozpoczął Calum, a na mojej twarzy automatycznie pojawiło się niezadowolenie.
- Zgadzam się, Hood - przytaknął Ashton - Caitlin, masz zajebisty zderzak.
- Jestem głodna - zakomunikowałam kompletnie ignorując ich zaczepki.
- Ślepa jesteś czy jak? - spytał Calum - Stoisz obok lodówki, wyglądamy ci na służących? 
- Muszę odpowiadać? - odpysknęłam, a na twarzy bruneta pojawił się lekki uśmieszek.
- Uczy się - stwierdził cicho Michael przybijając piątkę ze swoim przyjacielem. 
Nie zwracając większej uwagi na chłopców, otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej kilka produktów. Gdy Mike oraz Cal zauważyli, że rozpoczęłam robienie kanapek szybko się ulotnili, jakbym ich znudziła brakiem zainteresowania kłótnią. Ja zaś nie przejęłam się ich odejściem. Stwierdziłam, że chętnie zjem tosty i zajęłam się ich przygotowaniem. To dla mnie idealne śniadanie. Zabrałam się za smarowanie kromek chleba masłem kompletnie odlatując do innego świata. 
Powróciłam szybko na ziemię, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. 
- Poważnie Teasel, wyglądasz z rana bardzo atrakcyjnie - Ashton zamruczał do mojego ucha. Odwrócił mnie, abym stała przodem do niego i zbliżył się na tyle, że dzieliły nas jedynie centymetry - Nie chciałabyś wiedzieć, jak brudne myśli mam w tej chwili - szeptał. Schował swoją twarz w zagłębieniu mojej szyi. Jego ciepły oddech obijał się o moją skórę przyprawiając mnie o dreszcze. Nóż, który wcześniej trzymałam w dłoni upadł na podłogę brudząc ją masłem. Czułam jak Ashton uśmiechnął się widząc moją reakcję na jego bliskość. W pewnym momencie jego gorące wargi przylgnęły do mojego ciała. Zostawiał mokre pocałunki na mojej szyi, a także blisko ucha. Zamknęłam oczy pragnąc zebrać siły, jednak pewna część mnie uciekała do minimalnej przyjemności jakiej właśnie doznawałam. Gdybym powiedziała, że Ashton nie jest w żadnym wypadku przystojny i w ogóle mi się nie podoba - skłamałabym. Pamiętałam natomiast w jakich okolicznościach się poznaliśmy, a także, że jest on winny wszystkiego czego doświadczyłam. W dodatku był dla mnie nieprzyjemny i rzucał obelgami w moją stronę jak tylko się dało. Odrzuciłam więc wszystkie myśli, które podpowiadały mi, abym uległa chłopakowi. 
Odepchnęłam Ashton'a z całych moich sił. Między nami pojawiła się bezpieczna przestrzeń. Blondyn zaczął się śmiać. Oblizał swoje usta, a następnie przygryzł dolną wargę lustrując mnie wzrokiem. 
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj! - ostrzegłam stanowczo.
- Wiem, że ci się podobało. 
- Brzydzę się tobą - warknęłam, patrząc na niego z pogardą. 
- Udajesz niedostępną, podoba mi się.
Podniosłam z podłogi nóż. Podeszłam do zlewu i przemyłam go, po czym schowałam, a kanapki włożyłam do tostera. Nie chcąc patrzeć na Ashton'a, który najwyraźniej był z siebie dumny, gdyż udało mu się wywołać u mnie zakłopotanie i zdenerwowanie, odwróciłam się do niego tyłem w oczekiwaniu na jedzenie. Gdyby blat szafki, o którą właśnie się opierałam był zrobiony z gąbki, prawdopodobnie byłaby ona już dziurawa. Wbijałam paznokcie w drewniany mebel mając nadzieję, że Irwin za chwilę sobie pójdzie. Z dnia na dzień miałam go coraz bardziej dosyć.
- Wyjeżdżamy dziś skarbie - oznajmił siadając przy stole. Zrobił to specjalnie, ponieważ wiedział, że właśnie tam miałam za moment jeść. 
- Ty wyjeżdżasz - odwróciłam się w jego stronę 
- Oh, znowu musimy to przerabiać? - spytał.
W tym samym czasie wyjęłam swoje tosty, przeniosłam je na talerz i zajęłam miejsce naprzeciwko niego. 
- Potraktuj to jako porwanie - Ashton klasnął ochoczo w dłonie licząc, że przystanę na jego propozycję.
- Nigdzie się nie ruszam - powiedziałam bezinteresownie pochłaniając kawałek kanapki.
- Jesteś pewna? - Blondyn zmarszczył brwi, a potem wyjął ze swojej kieszeni broń. Rozsiadł się, a pistolet położył na stole. Popatrzył na mnie triumfalnie - Chcesz mnie sprowokować? Jest nowa, chętnie sprawdzę jak się z niej strzela. 
Nie odpowiedziałam. Wpatrywałam się w niego z pogardą. Na mojej twarzy widniał ogromny grymas. Po raz kolejny to zrobił. Groził mi. 
- Masz dwadzieścia minut, smacznego - powiedział.
- Już się najadłam - syknęłam, po czym rzuciłam talerzem na drugi koniec stołu. Wstałam z miejsca i podeszłam do chłopaka - Pierdol się, wracam do domu - poinformowałam przez zaciśnięte zęby. 
Pobiegłam do pokoju. Spakowałam swoje rzeczy w szybkim tempie, wrzucając ubrania i kosmetyki po prostu do walizek. Nie miałam czasu na układanie. Chciałam się jak najszybciej stąd ulotnić. Jeśli Ashton chce mnie przy sobie zatrzymać, to nie zrobi tego bez wojny. Nie zamierzam się tak łatwo poddać. Skończyłam tą głupią grę. Wolę radzić sobie sama, czy grozi mi to śmiercią, czy nie. 
Szarpnęłam walizką ciągnąc ją w stronę wyjścia. Ashton stał przy drzwiach, przyglądając mi się. Musiałam wyglądać naprawdę komicznie. Niska, blondynka taszczy ogromną walizkę przez wąski korytarz. Uderzałam co chwilę o ścianę nie mogąc zachować równowagi. Przystanęłam przed samymi drzwiami. Spojrzałam jeszcze raz na Ashton'a, który nie protestował. Położyłam dłoń na klamce, a on ani drgnął. Przełknęłam głośno ślinę, ale bez wahania otworzyłam drzwi i przeszłam przez nie. Chłopak zrobił to samo. Nie gonił mnie, po prostu szedł nie odzywając się. 
Zastanawiałam się, czy naprawdę pozwala mi odejść, czy może będzie kontynuował swój spacer aż do mojego mieszkania. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, przez co trudno mi było odczytać jakiekolwiek intencje. Mój rozum podpowiadał mi, że Ashton na pewno nie odpuścił i ma plan. Zgaduję, że znowu będzie mnie kontrolował na odległość lub przez swoich przyjaciół. 
W głębi duszy byłam z siebie dumna. Postawiłam na swoim i udowodniłam mu, że nie jestem taka słaba. Uważał mnie za szarą myszkę, ale bardzo się pomylił. 
'Utarłaś mu nosa Caity' - głos w mojej głowie z uciechą mi gratulował.
Poradzę sobie sama. Wiem to. Zgłoszę wszystko na policję, a Ticks nigdy więcej nie będzie mnie męczył. Tak, tak właśnie zrobię. Cassie radziła mi policję od samego początku, a ja powinnam była jej posłuchać. Teraz mogę naprawić swoje błędy i tak zamierzam zrobić. Chcę żyć normalnie. Bez obaw o włamania, czy zabójstwa. Nie chcę być zastraszana, ani porywana. 
Z dumą wyszłam z budynku w którym znajdowało się mieszkanie Ashton'a. Odetchnęłam z ulgą, a następnie nałożyłam na nos okulary przeciwsłoneczne. Pogoda była idealna. Zero wiatru, słońce unoszące się nad przepięknym miastem i czyste, świeże powietrze. Kątem oka spojrzałam na Irwin'a, który wyjął ze swojej kurtki papierosa i potem go odpalił. Przystanął pod klatką i spojrzał na mnie. Wysunął swoją rękę oraz kiwnął głową, dając mi do zrozumienia, że mogę sobie iść. Posłałam mu szeroki, śnieżnobiały uśmiech. Chłopak odwzajemnił go po czym usiadł na murku, wciąż mi się przyglądając. Stwierdziłam, że czeka na moje odejście więc postawiłam krok do przodu, a później następny i następny. Cieszyłam się z wolności jak małe dziecko. Jeszcze raz odwróciłam się w kierunku Ashton'a, ale jego już tam nie było. Moje usta utworzyły literę 'o'. Zatrzymałam się i poczęłam rozglądać, gdzie on się podział. Był tam dosłownie sekundę temu! 
- Oh, Caitlin, cześć - usłyszałam za moimi plecami Luke'a. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Jak miło cię widzieć, podwieziemy cię - powiedział Calum, który nagle znalazł się obok mnie.
- Zapraszamy - wtrącił Michael, łapiąc mnie za ręce i ciągnąc mnie do samochodu.
Gdy doszliśmy do auta od razu wiedziałam kto siedzi za kierownicą. Calum i Luke wzięli mój bagaż, natomiast Michael wprowadził mnie do pojazdu. Próbowałam kontrolować złość, która natychmiastowo napłynęła do mojego ciała. Miałam ochotę zabić Ashton'a. Od początku to planował, dlatego był taki zadowolony. Skoro nie poszłam z nim po dobroci postawił na siłę. 
Blondyn siedział na miejscu kierowcy z ogromnym uśmiechem na twarzy. Widziałam przez lusterko jak na mnie patrzy, jednak nie miałam zamiaru utrzymać z nim kontaktu wzrokowego. Nie dam mu satysfakcji z tego, że udało mu się po raz kolejny ze mnie zakpić. Moja twarz cały czas była odwrócona w stronę okna. Siedziałam spokojnie, co chwilę zaciskając pięści. Liczyłam, że tym sposobem cała zła energia ze mnie uleci. 
- No chyba nie myślałaś, że puszczę cię wolno - prychnął Irwin.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam się pogrążać jeszcze bardziej. Tak, właśnie tak myślałam. Miałam nadzieję, że Ashton sobie odpuścił i wreszcie po wszystkich upokorzeniach da mi święty spokój, którego potrzebuję. Pomyliłam się. 
Ruszyliśmy spod bloku, gdy tylko Calum wsiadł do auta. Nie miałam pojęcia, czemu Luke został, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia. Byłam wściekła na siebie, a także na Ashton'a. Muszę się z nim zgodzić, jestem naiwna. Uwierzyłam, że daje mi wolność. To przecież nigdy się nie wydarzy, chyba, że właśnie on będzie miał taki kaprys. Ja nie mam nic do gadania. 
Opuściliśmy miasto. Jechaliśmy ponad cztery godziny przez drogę, której nigdy wcześniej nie widziałam. Podróż była długa i nudna. Po obu stronach widniał jedynie las, nie mogłam się doszukać żadnych tabliczek, oznaczeń. Na ulicy było pusto, żaden samochód nie przejeżdżał obok, ani żaden nie jechał za czy przed nami. Michael siedzący obok mnie spał, Calum słuchał muzyki, a Ashton prowadził ze skupieniem. Oparłam głowę o siedzenie nie mogąc już znieść tej podróży. Irytowałam się samym przebywaniem z nimi w jednym aucie. Modliłam się, aby było już nie daleko. Potrzebowałam wysiąść i oddalić się, pobyć sama. 
Po kolejnej godzinie w końcu pojawiła się tabliczka. Hurstville - 10 kilometrów. Pierwszy raz słyszałam o takim mieście. Lasy zniknęły z pola widzenia, a zastąpiły je dość spore budynki. Bloki, firmy, korporacje, sklepy, domy... te wszystkie budowle zaczęły pojawiać się przed moimi oczami po dziesięciu minutach od oznakowania. Uważnie przyglądałam się każdemu szczegółowi, chcąc zapamiętać jak najwięcej, tak na wszelki wypadek. 
Chwilę później zatrzymaliśmy się przed jedną z większych widzianych przeze mnie willą. Ashton wysiadł z samochodu, aby otworzyć bramę po czym wrócił i wjechał autem na teren posiadłości. Momentalnie wyszłam z wozu. Mogłam stanąć o własnych nogach, nie rezygnowałam z okazji. 
Dom był duży. Składał się z dwóch pięter oraz garażu mieszczącego na oko cztery pojazdy. Na przodzie willi wybudowany został taras przez który prawdopodobnie wchodziło się do środka. Jedynie przy nim zdążyłam zauważyć schody. Na drugim piętrze znajdował się balkon i aktualnie był otwarty, co oznaczało, że ktoś musi tu pomieszkiwać. Nie byłam przekonana, czy jestem w stanie wytrzymać z kolejną dręczącą mnie osobą, ale zgaduję, że nie miałam większego wyboru. Na zewnątrz budowla wyglądała elegancko. Wszystko było wykończone, ściany starannie pomalowane na kolor biały, natomiast dach koloru czarnego, kontrastujący z błękitnym niebem. Najnowsze modele okien, drzwi antywłamaniowe... Zastanawiało mnie, kto jest właścicielem tego wszystkiego. Osoba, która była posiadaczem takiej posiadłości musiała naprawdę dobrze zarabiać.  
Ashton złapał mnie za ramię i pociągnął na tył domu. Znajdował się tam niewielki ogródek, oczywiście zabudowany oraz przymocowany basen. Kilka butelek po piwie leżało na trawie w różnych miejscach. Wydawało mi się, że ktoś nie zdążył jeszcze posprzątać po ostatniej imprezie.
- Ashti! - usłyszałam typowo dziewczęcy pisk za sobą. Moment później szczupła brunetka obejmowała Ashton'a z całych sił, jakby był całym jej światem. Musiała go nie widzieć sporo czasu, ewidentnie tęskniła. Nie rozumiem tylko, jak można tęsknić za tak obrzydliwym, pełnym okropieństwa człowiekiem? Widocznie musi mieć bardzo zbliżony charakter do niego.
Była ładna, a właściwie śliczna. Miała średniej długości, lokowane, brąz włosy, które idealnie układały jej się wokół twarzy, co do kosmyka. Okrągła buzia, na której gościł piękny, promienisty uśmiech. Nie należała do najwyższych, ale nie była także niska. Jestem pewna, że stosuje jakąś dietę, bo płaskim brzuchem na pewno mogłaby się pochwalić nawet teraz. Ubrana w czarną ramoneskę, obcisłe dżinsy oraz zwykły top z dużym dekoltem. Nie mogła oderwać swojego wzroku od Ashton'a, który ledwo zdjął ją z siebie. Nie był zachwycony jej powitaniem, zdecydowanie była mu obojętna. 
- Caitlin, poznaj Ginę.. - mruknął Ashton, jakby niezadowolony jej obecnością.


________________________________________________________
Dobra, na wstępie: wybaczcie, nie zdążyłam edytować drugiej części, gdyż wybiła 21:30 a już nie chciałam wam przedłużać bo i tak długo czekaliście.
Ogłoszenia parafialne:
1. Kończę z informowaniem. Wybaczcie, ale touchpad działa tylko na dotyku (te dwie pałki, w sensie małe prostokąty są zepsute i ciężko mi się kopiuje), po drugie informuję ponad/prawie 300 osób, już nawet nie będę liczyła, jakaś 1/4 nawet nie wchodzi pewnie, z 20 osób ma zmienione nick'i a mi się nie chce z tym cackać bo właśnie przez to spóźniam się z rozdziałami. Zmienianie, dopisywanie, usuwanie, pracochłonne...
2. Cień jest nominowany na Blog Miesiąca w kolejnym Spisie. Ostatnio miał 300 głosów w ankiecie za co nawet nie wiem jak dziękować. Jesteście najlepsi! Jeśli chcecie powtórzyć NASZ SUKCES (bo to nie jest mój sukces tylko wasz, wy się do tego przyczyniacie) to głosujcie TUTAJ w ankiecie po lewo.
3. JUTRO!!! Na koncie twitterowym @CIENNEWS będę odpowiadała na pytania dotyczące cienia. Już dziś możecie dodawać pytania. Wystarczy dodać do tweet'a TAG #CienQA , wybiorę około 5-10 pytań i na nie odpowiem, żeby porozwiewać wasze wątpliwości. Odpowiadać będę jutro koło 19! :)
4. Dziękuję jeszcze raz 5 seconds of summer Polska (widziałam ostatnio screena z poprzedniej notki, hihi, jestem jak Ashti, widzę wszystko) oraz 5SOS Fanfiction PL za udostępnienie. 
5. Specjalne, najspecjalniejsze podziękowania dla:
CIEBIE.
Za to, że jesteś cierpliwy/a, czekasz i rozumiesz mnie. Za to, że wchodzisz, komentujesz i tweetujesz.
DZIĘKUJĘ ZA TWEET'Y!! CZYTAM WSZYSTKO!! JARAM SIĘ JAK PISZECIE O CIENIU JAK POCHODNIA, JARAM SIĘ JAK PISZECIE DO MNIE, JARAM SIĘ JAK WY SIĘ JARACIE BO SIĘ TEŻ ZDARZA, JARAM SIĘ WAMI. 
No jaram się kurwa wszystkim. 
Nie przedłużam bo i tak się spóźniłam.
Hope you like it and enjoy it
KOCHAM WAS!!!!!!!!!!!!!
ALOHA
HIYA
HI
OR 
HEY
Jak możecie to skomentujcie proszę, to tylko minutka. I jak macie konta na bloggerze/google to dodajcie cienia do obserwowanych hihih