piątek, 21 marca 2014

Rozdział 25

Dziewczyna nawet na mnie nie spojrzała. Mruknęła coś pod nosem, a następnie pociągnęła Ashton'a za sobą i zaczęła zatruwać mu życie swoją paplaniną. Nigdy w życiu nie spotkałam się z tak gadatliwą osobą. Myślałam, że to Cassie jest największą plotkarą na świecie, ale zdecydowanie się myliłam. Gina po prostu nie mogła się zamknąć. Nikogo nie słyszałam tak często jak jej, w dodatku mówiła o głupotach. Opowiadała Ashton'owi o tym, jak kupiła nowy lakier do paznokci, czy jak spaliła sobie włosy. Chłopak nawet nie wykazywał zainteresowania, bezczelnie i wyraźnie zbywał ją, jednak ta nie odpuszczała. Uparcie starała się zwrócić jego uwagę. 
- Wchodź, ona jeszcze musi trochę potruć - powiedział Calum, kiedy zauważył jak przyglądam się Ginie. Michael zaś wziął moje rzeczy i pognał do środka. On również nie wyrażał jakiegoś wielkiego zachwytu na widok brunetki. Chyba nie wzbudzała u żadnego z chłopaków większego zainteresowania. Była tu, bo była.
Wnętrze domu prezentowało się znakomicie. Wchodziło się od razu do salonu, w którym znajdował się kominek oraz kilka kanap wokół niego. Wyglądało to całkiem przytulnie, jakby nie patrzeć na porozrzucane czipsy, opakowania po papierosach i kolejne butelki alkoholu. Wyobraziłam sobie siedzącą tam rodzinę, śmiejącą się do siebie i spędzającą wspólnie czas w czystym pomieszczeniu, przy rozpalonym kominku. W głębi duszy sama marzyłam o takiej chwili z moimi rodzicami. Korytarz, którym później przechodziłam wyglądał zupełnie inaczej. Tętnił żywymi kolorami znajdującymi się na ścianach. Były one pokryte licznymi rysunkami oraz napisami. Graffitti. Chwilę później znaleźliśmy się w przestronnej kuchni pełnej dębowych mebli w kolorze jasnego brązu. W zlewie leżało kilka brudnych naczyń, a śmietnik obok był zapełniony. Zastanawiałam się, ile czasu Gina tu pomieszkiwała i czy w ogóle robiła cokolwiek w tym miejscu poza siedzeniem. Michael poprowadził mnie na górę, gdzie szłam kolejnym korytarzem, jednak o wiele dłuższym niż tym na dole. Zgaduję, że za każdymi zamkniętymi drzwiami, a było ich około siedmiu, mieściły się pokoje każdego z chłopaków, a także gościnne. Ciemnowłosy otworzył drzwi na samym końcu, po czym wszedł do środka, a ja tuż za nim. Moje oczy ujrzały eleganckie wnętrze, którego ściany wyłożono matową tapetą w kolorze morelowym. Pod szerokim oknem, które rozświetlało cały pokój swoje miejsce znalazło podwójne łóżko. Obok niego stała niewielka szafka nocna, a na niej lampka. W drugiej części pokoju była ogromna szafa na ubrania oraz drzwi do łazienki. Na ścianie wisiał telewizor plazmowy i różne pozdzierane plakaty. Na pewno nie zostały zawieszone tu wczoraj, czy tydzień temu. Wyglądały na naprawdę stare, jakby miały z rok czy nawet dwa. Michael postawił moją walizkę wraz z torbą w kącie, a następnie oznajmił mi, iż tu będę przez kilka dni mieszkać. Postawiłam jeden krok do przodu, a drewniane, wypolerowane panele zaskrzypiały pod moim ciężarem.  Ten pokój pomimo schludności i porządki wydawał się pusty oraz bez życia. Miałam świadomość, że nie mogę się spodziewać czegoś lepszego po pokoju gościnnym, ale czułam się w nim nieswojo. 
Zanim jednak mogłam się rozgościć, podążyłam na dół, gdyż zawołał nas Ashton. Zostałam zaprowadzona tym razem do jadalni, która była nadzwyczaj skromna. Okna były przysłonięte brązowymi zasłonami, a małe lampki przymocowane do ścian lekko oświetlały pomieszczenie nadając mu klimat. Podeszłam do pustego krzesła i usiadłam na nim. Reszta domowników również zajęła swoje miejsca. Pech sprawił, że siedziałam naprzeciwko Ashton'a oraz Giny. Jedyny plus jaki udało mi się odnaleźć, to fakt, że nie siedział obok mnie. Sądzę, że to skończyłoby się zdecydowanie gorzej. Na stole leżało kwadratowe pudełko, a obok niego dzban z wodą. Nie mogłam spodziewać się normalnego obiadu, więc od razu zgadłam, że w pudełku znajduje się pizza. Na szczęście po drugiej stronie stołu stał również kubełek z KFC, co bardziej mnie ucieszyło. Swoje miejsce znalazła również jakaś tania, beznadziejna sałatka, ale lepsze to niż nic. Każdy zaczął się rozporządzać i pakować na swój talerz to, na co miał właśnie ochotę. Sięgnęłam po kubełek skrzydełek kurczaka po czym wzięłam kilka z nich i umiejscowiłam na swoim talerzu. Dodałam do nich mało zachęcającej sałatki, a potem wzięłam kromkę chleba. Nalałam do swojej szklanki wody i rozpoczęłam wraz z resztą konsumpcję. Wszyscy byli wyjątkowo głodni, ta podróż nas wykończyła. Oczywiście znalazła się osoba, które była nadaktywna i była nią Gina. Nawet przy stole nie dawała nam odpocząć i ciągle gadała o mało istotnych rzeczach. Znałam tą dziewczynę mniej niż godzinę, a już miałam dość.
- A skąd wy się znacie tak w ogóle? - spytała przesłodzonym głosem robiąc maślane oczy do Ashton'a. Ten zaś wymienił ze mną spojrzenia ewidentnie nakazując mi milczeć. 
- Z imprezy - odparł z obojętnością.
- A wy? - odezwałam się, co zezłościło Ashton'a. 
- Oh, no wiesz... bywało się tu i tam - zaśmiała się brunetka - Poznaliśmy się na jednej z imprez no, a później już zostaliśmy parą... - rozpoczęła swą opowieść, ale Irwin szybko jej przerwał.
- Po czym zerwaliśmy - dokończył piorunując dziewczynę spojrzeniem. Gina od razu zamilkła i zajęła się obiadem tak jak wszyscy. Zrobiło się naprawdę niezrecznie. Spuściłam wzrok, a moje oczy zaczęły wpatrywać się w jedzenie, które zostało na moim talerzu. Nikt więcej nie odezwał się słowem dopóki nie skończyliśmy posiłku. 
Po skończonym obiedzie Calum wraz z Michael'em zabrali się za sprzątanie. To był śmieszny widok, od którego nie mogłam się oderwać. Miałam ogromną ochotę podokuczać chłopakom, którzy stali przy zlewie i szorowali talerze przekomarzając się, a także obrażając. Zrozumiałam, że taka jest właśnie ich natura - zachowanie godne dwunastolatków. 
Ashton założył swoją ciemną, skórzaną kurtkę, która opinała się na jego szerokich ramionach. Nasunął na swoją czuprynę kaptur, a spod niego wystawało jedynie kilka kosmyków jego blond, pokręconych włosów oraz mroczne spojrzenie przyprawiające zwykłego przechodnia o ciarki. Z kieszeni swoich spodni wyjął paczkę papierosów po czym zaczął przeliczać ile sztuk mu jeszcze zostało. W drugiej dłoni trzymał zapalniczkę, której chwilę później użył, aby zapalić tak zwanego "szluga". Spostrzegłam, że kieruje się w stronę wyjścia, więc czym prędzej odsunęłam się od stołu i pognałam za nim. Zniknął za drzwiami, zamykając je z hukiem, jednak to nie powstrzymało mnie przed rozmową, mimo, że wiedziałam iż nie będzie to proste. Pociągnęłam za klamkę i wyszłam na zewnątrz. Blaski słońca uderzyły prosto w moje oczy na chwilę mnie oślepiając. Zeszłam ze schodów podtrzymując się poręczy i wyszukałam wzrokiem Ashton'a, który podążał w kierunku bramy.  Przez chwilę dostrzegłam w nim drobną atrakcyjność. Szedł zgarbiony,ubrany w białą koszulkę idealnie przylegającą do jego klatki piersiowej.  Czarne rurki opinały jego szczupłe nogi, skórzana kurtka dodawała mu charakteru, takiego, na jaki sobie zapracował. 
- Ashton! - krzyknęłam podążając za chłopakiem, który nawet nie zwolnił swojego tempa - Ashton, stój do cholery! - wydarłam się głośniej, na co zareagował blondyn.
Irwin zatrzymał się, a następnie odwrócił z ogromnym grymasem na twarzy, jakby sama moja osoba działała mu na nerwy. Jego wahania nastroju powoli zaczynały mnie denerwować. Raz był miły, a raz irytujący, a znowu innego dnia miły i irytujący. Nie mogłam zrozumieć, czy to ja tak na niego działam, czy on po prostu taki jest.
Blondyn uniósł swoje dłonie, czekając na moją wypowiedź. Nie chciałam go dłużej zatrzymywać, więc od razu przeszłam do rzeczy.
- Po co mnie tutaj przywiozłeś? - spytałam, podchodząc do niego bliżej. 
- Hm, no nie wiem... - powiedział, zaciągając się papierosem i patrząc w niebo - Może, żeby nikt cię nie znalazł? - odpowiedział z ironią, przenosząc swój wzrok na mnie.
- Pytam poważnie, miałeś dać mi odpowiedzi na pytania.
- Nie zadałaś ich.
- Cały czas to robię! - oburzyłam się - W co ty grasz, Ashton? - zadałam kolejne pytanie zmęczonym, pełnym bezradności głosem.
- W grę, w której nie ma miejsca dla takich osób jak ty - warknął, lustrując mnie wzrokiem.
- Czyli jakich?
- Naiwnych, wrażliwych, lekkomyślnych, uczuciowych, niezdarnych, słabych... - wymieniał, jednak zatrzymał się, kiedy tylko odwróciłam wzrok. Nie mogłam słuchać dłużej tych określeń. Zdawałam sobie sprawę, że część nich jest jak najbardziej trafna, ale nie zgadzałam się z kilkoma, a przede wszystkim z jednym.
- Nie jestem słaba - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Więc dlaczego nie powiesz mi tego prosto w twarz? Bo masz łzy w oczach? 
 - A ty? - wyrzuciłam z siebie, wracając do patrzenia prosto na blondyna. Odgarnęłam kilka kosmyków, które pod wpływem wiatru znalazły się na mojej twarzy. Podniosłam brwi i wysiliłam się na lekki uśmiech - Dlaczego ty niczego mi nie powiesz? Bo się boisz? Może to właśnie ty jesteś słaby Ashton - skwitowałam. 
Blondyn spojrzał na mnie gniewnie, a następnie odwrócił się w stronę słońca, aby przybrać postać obojętną, wyluzowaną, która zupełnie odepchnęła słowa przed chwilą przeze mnie wypowiedziane. Po raz kolejny wciągnął nikotynę do swoich płuc, skracając sobie życie. Wypuścił ze swoich ust dym, a ja poczułam jego intensywny zapach. Jego twarz złagodniała, jakby tytoń przyniósł mu ulgę.
- Powiem - urwał, zbywając mnie wzrokiem - Ale nie teraz..
- I kto tu jest słaby - prychnęłam, patrząc na chłopaka pogardliwie.
Melodyjny śmiech Ashton'a rozniósł się po całym terenie posiadłości. Tym razem był to inny rodzaj śmiechu, nie wyrażający pogardy czy poirytowania. Rozbawiła go moja odważna postawa.
- Więc udowodnij mi, że się mylę - powiedział, ukazując swój szeroki, śnieżnobiały uśmiech do którego chwilę później dołączyły głębokie dołeczki. Nałożył na swój nos czarne okulary i jeszcze raz spojrzał na grzejące nasze ciała słońce. Ruszył w kierunku furtki, a po chwili zniknął za bramą, zostawiając mnie samą. 
Westchnęłam cicho, wiedząc, że teraz muszę wrócić do środka i zmierzyć się z jego przyjaciółmi. Nie zwracając na siebie większej uwagi wróciłam do domu, po czym pognałam do pokoju. Zamknęłam go. Nie spoglądając na godzinę, położyłam się do łóżka. Wiedziałam, że to w nim będę tutaj spędzała najwięcej czasu, tak jak w poprzednim mieszkaniu. Wierciłam się kilkanaście minut, aż w końcu zapadłam w sen. 
Kiedy się obudziłam za oknem było ciemno, a jedyne co zdołałam usłyszeć to delikatny szelest liści. Księżyć unosił się na niebie coraz wyżej. Wstałam z łóżka, a moje nogi zaczęły sunąć się po zimnych panelach. Dotarłam do drzwi, które następnie otworzyłam i opuściłam pokój. Znalazłam się po środku ciemnego korytarza. Nie miałam pojęcia, gdzie można zapalić światło. Oparłam swoją dłoń na ścianie i wodząc nią szłam przed siebie dopóki nie znalazłam schodów prowadzących na dół. Ostrożnie zeszłam po kawałkach drewna. Na końcu korytarza zauważyłam migoczące się światło, więc zdecydowałam się sprawdzić, czy Ashton już wrócił. Pewna siebie przeszłam do salonu, gdzie ktoś się znajdował. Gdy się tam dostałam, nikogo nie było. Poszukiwałam wzrokiem kogokolwiek, ale widziałam jedynie palący się kominek. Panowała przerażająca cisza. Mimo, że w domu było ciepło, ja odczuwałam ogrom zimna. Dreszcze przechodziły po całym moim ciele. Bałam się. Od dawna nie czułam się bezpiecznie, nawet we własnym mieszkaniu, więc dlaczego miałabym być bezpieczna tutaj?
- Halo? Jest tu ktoś? - spytałam, jednak nie dostałam odpowiedzi - Pięknie, nie dość, że mnie przywieźli na jakieś pieprzone odludzie, to jeszcze zostawili samą - uderzyłam płaskimi dłońmi o uda - Idioci - skwitowałam. 
Nagle czyjeś dłonie znalazły się na moich plecach. Z moich ust wydobył się głośny krzyk, który mógłby obudzić pół sąsiedztwa. Zaczęłam się szarpać będąc gotową do ucieczki, ale mój napastnik złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Ugryzłam się w wargę, aby stłumić kolejny krzyk, który miał wydobyć się z moich ust. Usiłowałam uwolnić się z uścisku, jednak był zbyt silny. Z pomocą osoby, która właśnie mnie trzymała odwróciłam się i ujrzałam jego twarz. Zamilkłam, kiedy zobaczyłam przed sobą Michael'a, a moje usta rozwarły się. Chłopak tak samo zszokowany wypuścił mnie ze swoich ramion i dał mi trochę przestrzeni. Staliśmy kilka sekund w milczeniu, ale Michael przerwał ciszę swoim śmiechem. 
- Gdybyś widziała swoją minę - mówił wciąż śmiejąc się - Byłem w kuchni i chciałem spytać co się dzieje, a wtedy ty.... 
Nie mógł dokończyć zdania, bo tak bawiła go ta sytuacja. Oburzona, skrzyżowałam ręce i stanęłam prosto, mierząc go wzrokiem. Serce wciąż waliło mi jak oszalałe. Wystraszyłam się! Myślałam, że to jakiś popapraniec próbujący mnie zabić. W tym miejscu, z tymi ludźmi dosłownie wszystko jest możliwe, więc miałam swoje powody! Nie mogłam uwierzyć, że to jedynie durny żart Michael'a. Daję słowo, że gdybym miała w sobie więcej siły, albo była facetem - porządnie dałabym mu w ten ucieszony pysk. 
Z drugiej strony... muszę mu przyznać rację. Moje zachowanie na pewno było śmieszne. Gdy tylko sobie przypomnę, jak krzyczałam i wzywałam pomoc, aż sama mam ochotę się śmiać. Wracając myślami do tej sytuacji, na mojej twarzy niespodziewanie pojawił się uśmiech, co zauważył Michael. Wskazał na mnie dłonią i wrócił do przypominania sobie tego zdarzenia. 
- Widzisz, nawet ciebie to bawi! 
- Skończ - szepnęłam ostro.
Usiadłam na fotelu tuż przy palącym się kominku. Wysunęłam dłonie w stronę ognia i zaczęłam się ogrzewać. Kąciki moich ust uniosły się, gdy przypomniałam sobie jak ojciec zabierał mnie na ogniska. Grał wtedy na gitarze, specjalnie dla mnie, ponieważ wiedział, że uwielbiam jak spełnia swoje pasje. Jedną z nich była właśnie muzyka. Skakałam wokół płonących kawałków gałęzi, śpiewając i tańcząc. Te chwile już nie wrócą, ale na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Lubię wracać do wspomnień. 
- Gdzie są wszyscy ? - spytałam powracając do rzeczywistości, kiedy ciemnowłosy usiadł naprzeciwko mnie. 
- Na imprezie z Ash'em - odpowiedział.
- Czemu ciebie tam nie ma? 
- Rozumiem, że mnie nie lubisz, ale żeby wypędzać z domu, którego jest się gościem...
- Nie to miałam na myśli, ja... - zająknęłam się, a na swoich policzkach poczułam ciepło. Oblałam się rumieńcem ze wstydu, to było zbyt śmiałe pytanie.
- Wiem, żartowałem - zaśmiał się Mike, a ja odetchnęłam.
- Mam świadomość, że mi nie pomożesz, ale może chociaż dasz wskazówkę... czego chce ode mnie Ashton? - zapytałam nie patrząc na chłopaka. Strzelałam kostkami w palcach mając cichą nadzieję, że dowiem się czegoś interesującego. 
- Dowiesz się w swoim czasie, Caitlin. 
- Nawet nie zdołam policzyć, ile razy już słyszałam te słowa. 
- Nie należymy do najprzyjemniejszych osób na tej ziemii - zaczął Michael - Ashton w szczególności - wywrócił oczami, jakby wiedział, że mówi coś oczywistego - Ale zapewniam cię, że on nie chce ci zaszkodzić.
- Taaaaaa - przeciągnęłam - Co do jego charakteru i bycia "miłym" to zdecydowanie nie należy do przyjemnych, nawet was traktuje jak marionetki - rzuciłam oskarżycielsko.
- Dlaczego tak uważasz?
- Wydaje wam rozkazy, rzuca się non stop, no traktuje was jak psy, a wy na to pozwalacie! - krzyknęłam z oburzeniem.
- To nie tak, my się przyjaźnimy. Znamy się prawie od dziecka, Ash kiedyś uratował każdego z nas w jakiś sposób, a my mu się owdzięczyliśmy i odwdzięczamy nadal. 
- Jak to? - spytałam, ciągnąc dyskusję.
- To długa historia i sądzę, że on sam niedługo ci ją przedstawi - ciemnowłosy powiedział ze spokojem, posyłając mi uśmiech.
Siedzieliśmy przy kominku przez dobrą godzinę. Podczas całego pobytu w towarzystwie Ashton'a i jego ekipy nigdy nie czułam się tak dobrze. Michael był bardzo sympatycznym człowiekiem. Pomimo rzucania sarkastycznych i pełnych chamstwa komentarzy, było można porozmawiać z nim na każdy temat. Czasem wymsknęło mu się parę głupich słów, ale mimo wszystko sprawił, że po raz pierwszy zapomniałam o tym, dlaczego znalazłam się w tym miejscu i z tymi ludźmi. Pokazał mi swoją prawdziwą twarz, bardzo zabawnego i pełnego życia chłopaka. Miałam wrażenie, że znam tego człowieka kilka lat. Zdecydowanie różnił się od Ashton'a. Może na początku nie byłam skłonna do rozmowy i nie chciałam się otworzyć, ale Michael bardzo łatwo mnie rozgryzł i przekonał do siebie. Oczywiście nie zyskał mojego całkowitego zaufania, ale mój rozum podpowiadał mi, że mogę wierzyć w jego słowa. Jest jedyną osobą, która zdecydowała się na dalszą rozmowę ze mną. Nie zostawił mnie tu samej i nie znalazł dla siebie zajęcia, towarzyszył mi i sam pociągnął dyskusję. To wiele dla mnie znaczy. 
Michael był zabawny. Pomimo swojego wieku wciąż kochał robić różne, dziwne rzeczy, które zazwyczaj robią tylko dzieci. Poza graniem na playstation, lubi spędząć czas na oglądaniu bajek czy żartowaniu z sąsiadów. Zdążył mi opowiedzieć, jak obrzucił dom swojej ciotki papierem toaletowym, kiedy ta stwierdziła, że słabe oceny dostają tylko głupi ludzie. Tym czynem chciał udowodnić jej, że tylko inteligentna osoba wpadłaby na taki pomysł. Jego styl idealnie odwzorowywał osobowość. Nosił zwykłe koszulki z komicznymi nadrukami lub logami zespołów czy bajek. Czasami zakładał luźne, o rozmiar za duże swetry, a jego włosy były istnym artystycznym nieładem - w różnych odcieniach. Sądzę, że byłby zdolny do zrobienia sobie na głowie tęczy. 
- Niech ci się nie wydaje, że będę teraz dla ciebie miły! Czasem potrzebujesz reprymendy - ostrzegł mnie Michael podczas naszej rozmowy. 
- Wy również! Myślicie, że jak macie broń to wam wszystko wolno! - rzuciłam chłodno, po czym oboje się roześmialiśmy. Nie trwało to jednak długo, gdyż mój mózg przetrawił to, co właśnie powiedziałam na głos, a na język cisnęło mi się pytanie, które prowadziło znowu do poważnej rozmowy - Michael, czy ta broń jest wam potrzebna do zabójstw? - wydukałam nieśmiało. 
- Nie mogę powiedzieć, że od broni, którą posiadamy nikt nie zginął. To nie jest pytanie, na które mógłbym odpowiedzieć tak lub nie. Kto tego nie doświadczył, nie zrozumie. Musiałabyś poznać całą historię, aby móc nas oceniać. Ja nie mogę ci jej opowiedzieć, wybacz Caitlin.
- Rozumiem... - wyszeptałam, odwracając głowę do okna. Widziałam odbijający się w szybie płonący kominek, co wciąż sprawiało, że czułam się w porządku. Im więcej jednak myślałam, tym bardziej było źle. 
- W porządku? - spytał Clifford, bo tak właśnie miał na nazwisko.
- Kiedy Ashton celował do mnie z broni... bałam się, wiesz? - wydusiłam z siebie.
- On by cię nigdy nie skrzywdził, Caitlin - odparł chłopak - Ashton jest impulsywny i popełnia błędy, ale nie zależy mu na twojej śmierci. On cię naprawdę lubi i chroni.
- Jakoś tego nie widać - prychnęłam.
- Nie powinienem ci tego mówić, ale jego zachowanie jest spowodowane śmiercią ojca - wyjaśnił Michael, a moja twarz gwałtownie odwróciła się w jego stronę. Byłam w szoku - Zabili go, a wszystkie podejrzenia poszły na jego syna. Wszyscy ludzie go nienawidzili. Jak ty byś się czuła, gdyby twoi sąsiedzi uważali, że zabiłaś któregoś z rodziców? 
- Nie musisz pytać - mruknęłam - Powiedzmy, że rozumiem, dlaczego stał się takim człowiekiem, ale ja mu nic nie zrobiłam.
- Będzie lepiej, Caitlin - poklepał mnie po ramieniu ciemnowłosy, a ja zdobyłam się na lekki uśmiech - Ale teraz muszę spadać spać, ty też powinnaś. 
- Dzięki - odparłam - Posiedzę tu jeszcze chwilę.
Michael wstał z miejsca i ruszył na górę, natomiast ja zostałam przy kominku wciąż mu się przyglądając. W moich myślach pojawiły się kolejne pytania. Kto zabił ojca Ashton'a? Dlaczego wszyscy uważali, że to właśnie on go zabił?
Siedziałam na kanapie otulona kocem. Popijałam herbatę będąc całkiem sama ze swoimi myślami. Powoli zaczynała mnie boleć głowa od napływu tych wszystkich informacji. Wciąż nie rozumiałam, co ja mam z tym wszystkim wspólnego, jak tu się znalazłam i dlaczego. Co chwila bawiłam się splecionymi palcami, aby oderwać się od rzeczywistości, wszelkich dylematów i pytań. Moja głowa opierała się o fotel, a oczy wciąż wpatrywały się w idący w górę, a po chwili w dół ogień. Byłam wyspana, do tego teraz - całkiem sama. Mogłam rozmawiać jedynie sama ze sobą, czego właśnie nie chciałam. Nie wiedziałam już co mogę ze sobą zrobić poza wgapianiem się w okno, czy komin. Zajęłam się więc przeglądaniem ścian, oraz każdych możliwych przedmiotów znajdujących się w salonie. Chodziłam po pokoju kręcąc się i wiercąc, z nadzieją na znalezienie zajęcia. 
Mój wzrok spostrzegł drzwi, ukryte tuż za kominkiem. Podniosłam brew, zadając sobie pytanie co takiego może tam być. Żaden z mieszkańców nie pokazał mi znajdującego się tam miejsca. Nie muszę chyba mówić, że wykorzystałam tą okazję? Bez wahania podniosłam się z miejsca i pobiegłam w stronę schodów, wchodząc na kilka stopni. Upewniłam się, że światło na górze jest zgaszone, co oznaczało, że Michael śpi. Wróciłam na dół, po czym podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę. Zamknięte. Zaklęłam w myślach.To spowodowało, że stałam się jeszcze bardziej zainteresowana tym pomieszczeniem. Zaczęłam nerwowo podnosić figurki umiejscowione na półce obok w poszukiwaniu klucza. Gdy zsunęłam z miejsca doniczkę z obumarłym już kwiatem znalazłam to, czego właśnie szukałam.
- Caitlin, jesteś geniuszem - wyszeptałam pochwalnie sama do siebie.
Otworzyłam drzwi drżącymi dłońmi i popchnęłam je do przodu. Nie zobaczyłam niczego poza ciemnością. Wyciągnęłam nogę w stronę wnętrza, jednak ona wciąż była w powietrzu. Pociągnęłam ją do dołu, a wtedy odnalazłam podłoże, co oznaczało schody. Jeszcze raz odwróciłam się w stronę salonu, ale po Michael'u nie było widać śladu. Zdecydowałam się zejść na dół, aby sprawdzić co takiego tam się znajduje. Zamknęłam za sobą drzwi. Odnalazłam prędko zapalnik światła, dzięki czemu mogłam spokojnie stąpać po stopniach bez obawy na upadek. 
Trafiłam do spiżarni. 
Serio, spiżarnia... Powiedziałam zawiedziona w myślach. Liczyłam na coś ciekawszego. Było tam naprawdę zimno. Nie zauważyłam nigdzie kaloryferów, czy jakiegokolwiek ogrzewania. Przetarłam dłońmi zmarźnięte ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka. Rozejrzałam się dookoła i podążyłam dalej, gdzie znalazłam półki ze słoikami. Ogórki, pieczarki, butelki wina... Kręciłam się po pomieszczeniu przeglądając zapasy, które chłopcy tu zgromadzili. Kilka skrzynek piwa, czipsy, ciastka, żelki.. nic, co by mogło wzbudzić podejrzenia, co mogłoby pozwolić mi na węszenie. Jedyne co przykuwa moją uwagę, to fakt iż ten dom jest ogromny. Nie wiem kogo stać na taką posiadłość, ale nie wierzę, że mogłaby ona być własnością Ashton'a. 
Gdy już miałam wychodzić, pod schodami zauważyłam kolejne drzwi. Złapałam się poręczy, rozważając możliwość wyjścia, lub przejścia do kolejnego pomieszczenia. Co jeśli znowu miałabym się rozczarować? Co, jeśli powinnam zobaczyć każdy kąt tego domu? Co jeśli ktoś mnie przyłapie? Co jeśli to moja jedyna szansa? Ciekawość wzięła górę i czym prędzej podeszłam do drzwi znowuż to ciągnąc za klamkę. Były drewniane, w dodatku stare i zakurzone, miałam ogromny problem z ich otwarciem. Spięłam wszystkie mięśnie i uderzyłam całym ciałem o wejście, aż udało mi się przepchać do środka. Nie uchroniło mnie to przed upadkiem. Pod wpływem siły runęłam na ziemię, a z moich ust wyleciał cichy jęk. Podłoga była umazana błotem, zmieszanym z piaskiem. Jakby nikt tutaj w życiu nie sprzątał. Wstałam, po czym otrzepałam się. Obtarłam kolana, jednak to był mój najmniejszy problem. Gdy już doprowadziłam się do porządku, podniosłam głowę.
To co zobaczyłam przeraziło mnie do granic możliwości. Czułam, jak powoli staje mi się gorąco, a twarz czerwienieje. Gdyby ktoś mógł mnie w tej chwili widzieć, co było akurat bardzo możliwe, stwierdziłby, że wyglądam jakbym zobaczyła ducha. I miałby rację. Może nie zobaczyłam ducha, ale na pewno moja reakcja byłaby identyczna. Tu było wszystko, tu byłam ja w każdym możliwym tego słowa znaczeniu. 

________________________________
Ten rozdział nie należy do ciekawszych, ponieważ wy wiecie więcej niż wie Caitlin. :) Teraz ona dopiero zaczyna węszyć. Jak myślicie? Co zobaczyła Caitlin? Mam nadzieję, że znowu posypią się tweet'y w teoriami! Obserwuję taki #Cień , cień, cienia, Ashton, Caitlin, #CieńFF :) 
Dziękuję za taką ilość komentarzy! Za głosowanie w ankietach no za wszystko. Jesteście najwspanialszymi czytelnikami! Lepszych nie mogłam sobie wymarzyć. W dodatku każdy z was jest wspaniały jako człowiek i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. xx
Chętnie podpowiadam na pytania na ask'u > http://ask.fm/putyourgundown :)
Dziękuję za wszystko jeszcze raz, bardzo was kocham. xx
Jeśli czytasz > skomentuj & obserwuj - tylko minutka :) x

ps. Niektórzy szukają mnie na fejsbuku. Nie przyjmuję do znajomych, od razu mówię. Można jedynie obserwować mój profil. Jeśli ktoś chce, to oczywiście podam mu link. Wystarczy napisać na twitterze.