sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 28

*Uwaga! Rozdział zawiera dużą ilość wulgaryzmów.*

ASHTON'S POV.

Nie mogłem powstrzymać emocji, które mną targały. Byłem w szale, wściekły i rozczarowany zachowaniem Caitlin. Ten pokój był dla mnie czymś więcej niż tylko czterema ścianami. To było miejsce moich rodziców, pomieszczenie w którym miałem możliwość poczuć ich bliskość, która już dawno odeszła w niepamięć. Tu pozostały wszystkie wspomnienia z nimi związane, a zwłaszcza z moją matką, która wyprowadziła się tuż po tym jak zostałem oczyszczony z zarzutów. Wynosząc się, nie zabrała ani jednej rzeczy z domu poza ubraniami. Pozostawiła dom, a także mnie. Wszystko zostało tutaj. Zamknęła pewien dział w którym nie znalazła miejsca dla swojego syna. 
Ściskałem ręce Caitlin, utrzymując ją w bezruchu. Płakała, krzyczała, łkała... ale nie miało to dla mnie w tej chwili największego znaczenia. Nikt nie postawił swojej wścibskiej nogi w tym pokoju, nikt oprócz niej. Miałem ochotę sprawić jej ból, aby poczuła to, co ja w tej chwili. W mojej głowie widziałem tyle możliwości. Próbowałem powstrzymać swoje okropne myśli, ale gdy tylko powracał obraz blondynki sięgającej po ramkę ze zdjęciem moich rodziców, złość narastała. To miało zbyt wielkie znaczenie, abym mógł odpuścić. 
Moja skóra płonęła, a serce biło niczym szalone. Dziewczyna próbowała się wyrwać, jednak na marne, byłem dla niej zbyt silny. Na jej nadgarstku pojawiły się blizny od mojego uścisku, które na pewno szybko nie znikną. Rozglądała się z przerażeniem po pokoju, szukając jakiejś broni, którą mogłaby mnie obezwładnić czy pomocy. Mój ciężki oddech obijał się o jej ciało, pozostawiając ciepłe ślady. Cały drżałem, zupełnie jak ona. Przez dłuższy czas ignorowałem jej prośby i błagania, blokowałem ich dojście do mojej głowy. 
Gdy jednak moje ciemne jak noc oczy spotkały się z jej przepełnionym smutkiem spojrzeniem, usłyszałem ją.
- Ashton, proszę, nie krzywdź mnie - jej słowa odbiły się niczym echo. 
Powoli rozluźniałem uścisk przypominając sobie wszystkie chwile spędzone z Caitlin, a także wszelkie informacje o niej. Nie chciałem jej zrobić krzywdy, nie chciałem niczego złego. Moje emocje wzięły górę, to był impuls. Postanowiłem ją chronić, a teraz sam zacząłem stwarzać niebezpieczeństwo. Ona była taka niewinna, bezbronna... cholera, dlaczego tak zareagowałem?
Nie spostrzegłem, kiedy w pokoju pojawił się Michael. Zabrał moje ręce z Caitlin, przenosząc je za moje plecy i ściskając. Nie opierałem się, jak zazwyczaj, kiedy mój przyjaciel starał się opanować sytuację. Przepchnął mnie na drugą stronę pokoju, aby zwiększyć dystans pomiędzy mną a dziewczyną. Stanął naprzeciwko nas, upewniając się, że nic więcej się nie wydarzy.
- Wyjdź, Caitlin - rozkazał blondynce, gdy ta przejeżdżała opuszkami palców po swoich nadgarstkach, na których zostawiłem obrażenia.
- Ale... 
- WYJDŹ DO CHOLERY! - wydarł się na dziewczynę, a ta od razu wybiegła z pokoju. 
Ledwo łapałem oddech. Chodziłem od ściany do ściany próbując się uspokoić i zapomnieć o tym, co właśnie miało miejsce. Nie potrafiłem. Kurwa, nie na tym mi zależało, nie chciałem żeby tak wyszło, ale sama mnie do tego zmusiła! Mogła się nie pchać do tego pokoju! Jej przeklęta ciekawość! Byłem w stanie ją zabić! 
- Czy ciebie popierdoliło stary?! - Michael zwrócił się do mnie.
Nie odpowiedziałem. Podszedłem do drzwi i uderzyłem w nie pięścią, aby cała adrenalina i złość mogła ze mnie zejść. Kopnąłem w nie z całej mojej siły, a następnie ponownie uderzyłem płaskimi dłońmi. Powtórzyłem kilka razy wszystkie czynności, dopóki białe, drewniane drzwi nie wyleciały z zawiasów i nie runęły na ścianę. Gdy to się stało, oparłem się o framugę, dysząc. 
- Nie mogłem się powstrzymać, ona tu weszła i... coś we mnie strzeliło, dostałem furii, rozumiesz? Wiesz, ile to miejsce dla mnie znaczy, Mike, doskonale o tym wiesz do kurwy nędzy! - krzyczałem, nie mogąc się uspokoić. 
- Wiem, Ash, spokojnie - mówił łagodnie, a jego dłoń znalazła się na moim ramieniu - Ale... zapanowałeś nad sobą..
- Nie mam pojęcia jak to się stało - powiedziałem, przeczesując ręką swoje włosy - Gdy popatrzyłem w te oczy pełne bólu, poczułem coś, coś dziwnego...
- Żal?
- Nie, nie potrafię tego określić... - wymamrotałem - Kurwa, czemu ta kretynka tutaj weszła...
- To nie jej wina, nie pokazaliśmy jej całego domu, Ashton.
- Gówno mnie to obchodzi! Nie musiała widzieć całości! Na co jej to? Ma siedzieć w swoich pieprzonych czterech ścianach i mi nie przeszkadzać, jasne?!
Michael pokręcił głową niezrozumiale. 
- Irwin, zależy ci na niej, w głębi duszy, gdzieś tam w środku ciebie, dobrze o tym wiesz, tylko jeszcze nie umiesz tego przyznać.
- Co ty pieprzysz? - spytałem oburzony - Dobrze, wiesz, że mam ją w dupie.
- Ta? Więc po co nadal ją chronisz?
- Bo Logan jej chce, jasne? Tylko dlatego!
- Pewnie, mów mi jeszcze - parsknął.
- Oh, zamknij się Clifford. Mamy teraz większe problemy. Dostałem cynk, że Hemmings będzie się dziś ścigał z Ticks'em - oznajmiłem, podrzucając telefonem.
- Luke? To niemożliwe, skąd on miał kontakt z Connor'em?
- Właśnie, to jest nasza mała zagadka, mordeczko - klasnąłem ochoczo w dłonie - Ale jeśli ten sukinsyn przegra jedno z moich aut... osobiście wykopię mu dół - zagroziłem dość poważnie - Zwijamy się - zarządziłem, chcąc opuścić już pokój. Zatrzymałem się w progu, oglądając drzwi oparte o ścianę. - Przy okazji powiedz Ginie, żeby wybrała się na małe zakupy i załatwiła nowe drzwi.
***

Miejsce wyścigu jak zwykle było to samo. Hurstville nie należało do wielkich miasteczek, posiadało tylko kilka ostrych zakrętów czy interesujących skrzyżowań. Minusem tego miejsca był niewielki ruch, przez co jazda mogła być nudna. Adrenalina wśród kierowców nie działała tak, jak powinna. Kiedyś wyścigi tutaj były codziennością, ale odkąd mój głos, oraz Logan'a ucichł, zaprzestano jazd. Ludzie od dawna czekali na takie widowisko. Krzyki, gwizdy, oklaski - to była największa motywacja dla osób startujących w tej rzeźni. Żadnych zasad, tylko ty, auto i wygrana. Zwycięzca zabierał wóz przegranego, a to oznaczało ogromną porażkę dla tego, który dał się wyprzedzić. Nikomu nie życzyłem utraty samochodu, ale cóż... każdy musiał kiedyś przegrać. Dopiero wtedy możesz uczyć się na błędach i małymi kroczkami dojść na podium. 
Latarnie oświetlały jezdnię. Było naprawdę zimno, a w dodatku ciągle padał deszcz. Warunki nie były dogodne, ale dzięki nim wyścig stawał się jeszcze ciekawszy. Osobiście uwielbiałem taką pogodę. Pulsująca coraz szybciej krew w żyłach za każdym razem, gdy nic nie widząc wyprzedzałem jadące przede mną auta dawała mi ogromną satysfakcję. Zrozumie to jedynie prawdziwy kierowca, który czuje niezwykłą więź ze swoim samochodem, nikt inny.
W oddali spostrzegłem Luke'a stojącego przy jednym z najlepszych wozów, jakie kiedykolwiek mogłem zdobyć. Nissan Skyline R34 - auto wygrane w Melbourne. Japończyk, który wcześniej był jego posiadaczem niestety nie dojechał nawet do mety. Pech sprawił, że jego nitro niestety nie działało, a dodatkowo miał dziurawy bak. Ogarnęła mnie wtedy przykrość, ze względu na pech dzieciaka, ale po pięciu minutach, kiedy dotarło do mnie, że to cacko za chwilę będzie w moich władaniach, żal zniknął, a pustkę zapełniło wielkie szczęście. Dbałem o ten wóz, jak o własne dziecko. To była perełka, którą miałem w posiadaniu zaledwie dwa lata i nie chciałem stracić. 
Luke dokonał dobrego wyboru, ale nie byłem przekonany czy on jest odpowiednią osobą do sterowania taką maszyną. Blondas sam puścił się na głęboką wodę, kompletnie nie wiedząc w co się pakuje. To akurat nie dziwiło mnie w żadnym wypadku. Lucas Hemmings był zwyczajnym idiotą, a do tego wariatem. Najpierw robił, dopiero potem zabierał się za myślenie.
Hemmings był najmłodszym z naszej ekipy. Calum był starszy od niego o kilka miesięcy, ale poziomem inteligencji zdecydowanie się różnili. Hood mógł pochwalić się większą dojrzałością, a przynajmniej zachowywał pozory. Luke natomiast wyrobił sobie opinię typowego szczeniaka, nie mającego pojęcia o niczym i którego łatwo wyprowadzić z równowagi. Jestem przekonany, że to właśnie z tego powodu podjechał pod linię startu, aby się ścigać. Dał się sprowokować Ticks'owi, a w akcie "zemsty" wyzwał go lub zgodził się na pojedynek. Jeśli to nie jest wyrazem głupoty, to nie mam pojęcia, co może nim być. 
Razem z Clifford'em podeszliśmy bliżej, odnajdując w tłumie Calum'a. Brunet trzęsł się z zimna, ubrał się dość letnio. Założył na siebie jedynie t-shirt z logiem All Time Low, a do tego czarne, przetarte spodnie. Vansy, które miał tego dnia na nogach, już dawno mu przeciekły, jednak nie zdawał się tym przejmować. Kosmyki jego czarnych jak smoła włosów przykleiły się do jego twarzy, po której spływały krople deszczu. Wpatrywał się w poczynania Luke'a z wymalowanym zmartwieniem na twarzy. Blondyn sprawdzał opony w samochodzie, po czym zajrzał pod maskę, aby mieć świadomość z czym ma do czynienia. Cała nasza trójka obserwowała to, modląc się, aby młody Hemmings nie zrobił z siebie pośmiewiska. 
Poklepałem po plecach Calum'a, stojąc tuż obok niego. Nie dało się nie zauważyć, że najlepszy przyjaciel, a nawet "brat z innej matki" Luke'a nie był zachwycony jego decyzją. 
- Z Ticks'em? - spytałem, spoglądając w przestrzeń.
Calum przytaknął niezadowolony. 
- Wiesz, że to jego decyzja? 
- Wiesz, że nie da rady? - prychnął Hood, patrząc na mnie pogardliwie - Ashton, serio? W bajki wierzysz? To Luke, pierwszy raz w R34, nie jeździ tak jak Ty.
- Nie wiesz, co ten wóz potrafi - odparłem, uśmiechając się pod nosem - Luke może wygrać ten wyścig z palcem w dupie, jeśli tylko trochę się wysili. 
- Oszczędź sobie, Irwin - usłyszałem za moimi plecami. Odwróciłem się, gdy z tłumu wyszedł nie kto inny, jak Logan Fletcher wraz ze swoją żałosną świtą. Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Był tak bardzo pewny siebie. Niczego innego nie można było się po nim spodziewać. Zlustrował wzrokiem mnie, a następnie moich przyjaciół i prychnął pogardliwie. Wyjął z kieszeni swoich spodni paczkę Marlboro. Wyciągnął z niej jednego papierosa, wsadzając go w usta. Podpalił szluga zapalniczką, po czym wciągnął do swoich płuc nikotynę. Jestem pewny, że w głowie zadawał sobie liczne pytania, po co tu przyjechał, skoro i tak jest wielkim władcą Sydney. Kretyn, myśli, że od tak można sobie przejąć miasto. - Lepiej już się pogódź ze stratą Nissan'a. 
- Hm.. - mruknąłem, spuszczając głowę. Ten człowiek zdecydowanie nie wiedział, co i do kogo mówi. Mój stary przyjaciel miał za wysokie mniemanie o sobie, a w dodatku uważał mnie za idiotę. Za dobrze znałem Luke'a, a także ten samochód, żeby martwić się o tą całą rozgrywkę. - Skoro jesteś taki pewny, podwajam stawkę - zwycięzca bierze dwa auta. Bez osoby towarzyszącej - ogłosiłem, a przez publikę przeszedł zszokowany jęk, niczym echo, a za moment gromkie brawa przeplatane z okrzykami. Podniosłem jedną brew, unosząc głowę i patrząc prosto w oczy Logan'owi. Wyprostowałem się, krzyżując ręce w oczekiwaniu na jego odpowiedź. Zaproponowałem widowisko, na które od dawna czekał, więc liczyłem, że się zgodzi. Jak zwykle, miałem rację.
Logan nie miał wątpliwości. Jego przekonanie, iż ten wyścig jest jedynie formalnością był podstawowym błędem. Za bardzo przewyższał swoje możliwości, a także Ticks'a. Ja natomiast znałem swoich ludzi oraz przyjaciół na wylot i wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić. Może Calum nie miał tyle zaufania do jazdy Hemmings'a, ale ja nie raz byłem świadkiem jego popisów. Chłopak często wykorzystywał okazję, aby wkraść się do garażu i wypróbować nowe auta. Szło mu naprawdę dobrze, więc czemu miałbym nie dać mu szansy? 
Tłum rozpoczął skandowanie, gdy tylko oba samochody znalazły się na linii startowej. Ticks szczerzył się, jakby już wygrał oba moje wozy, mimo, że wyścig nawet się nie rozpoczął. Dupek, strasznie działał mi na nerwy. Oczy świeciły mu się, jak podczas wygranej w totka. Liczył na zwycięzstwo, ze względu na swoje Porsche 918. Niedoczekanie tego pchlarza, wygrana przejdzie mu koło nosa. Możesz mieć najlepszy samochód na świecie, ale jeżeli nie masz umiejętności... nawet najnowocześniejszy sprzęt ci nie pomoże. Muszę przyznać, że moim największym marzeniem, był solidny wpierdol dla tego gościa. Nikt nie działał mi na nerwy tak, jak on.
Wszyscy byli podekscytowani i ciekawi wyniku, zwłaszcza, że stawka była tak wysoka. Stałem przy samochodzie, czekając aż Luke dokończy jego przegląd. Kiedy to się stało, podszedł do mnie, a ja uścisnąłem blondyna i szepnąłem mu do ucha.
- Posłuchaj szczeniaku, zapierdole cię, jeśli przegrasz ten wyścig rozumiesz? - zapytałem cicho, a mój przyjaciel skinął przerażony. Zaśmiałem się. - A teraz parę rad. Czekaj z nitro, pamiętaj, nigdy za wcześnie, a także za późno i nie daj się wytrącić z równowagi, koncentracja najważniejsza. Wycisz się, cały umysł, wsłuchaj w silnik i skup się na drodze. Tylko to ma się dla ciebie liczyć, Hemmings. Ty, auto i prędkość macie być jednością. Ustal sobie granice, jedynie po to, aby je przekraczać.
- Dzięki, Irwin - mruknął.
- Znam twoje możliwości, skop temu fiutowi dupsko - powiedziałem, szczerząc się i ściskając dłoń blondiego. Ten odpowiedział mi uśmiechem, a po chwili zajął miejsce w samochodzie, począwszy od rozgrzania silnika. Zauważyłem zestresowanie chłopaka. Zdawał sobie sprawę, że nie chcę widzieć przegranej i liczę na jego rozwagę oraz umiejętności. Wziął kilka głębokich wdechów, a po chwili zamknął oczy, całkowicie się wyciszając. Robił to, o co go prosiłem. Dzięki temu, czułem się o wiele spokojniejszy, aczkolwiek gdybym powiedział, że w ogóle się nie przejmowałem - skłamałbym. Bądź co bądź, moim zadaniem było zachować zimną krew. Ostatnią rzeczą, której Luke w tym momencie potrzebował to większa ilość zdenerwowania, chociaż wydaje mi się, że bojaźń pobudziłaby jego zmysły.
Wsadziłem dłonie do kieszeni i odszedłem na bok, dołączając do tłumu. Za moment miało się wszystko wydarzyć - wielki wyścig. Rozległ się ogrom wrzasków oraz gwizdów, kiedy na środek wyszła szczupła, rudowłosa dziewczyna z białą chustą. Czerwona spódniczka ledwo zakrywała jej pośladki, a bikini, które miała na sobie było zdecydowanie za małe. Byłem zdumiony faktem, że jej piersi jeszcze się nie ukazały, bo było ku temu naprawdę blisko. Sądzę, że to zdarzenie sprzyjałoby każdemu mężczyźnie na miejscu, jednak to nie ona była przyczyną, dla której się tutaj zgromadziliśmy. Wróćmy więc do rzeczywistości. 
Wymieniłem znaczące spojrzenia ze stojącym naprzeciwko Logan'em. Spokojnie dopalał swojego papierosa, niczym się nie przejmując. Przyznam, że było mi go trochę szkoda. Arogancja i zarozumiałość gubiła Fletcher'a na każdym kroku. To smutne, aczkolwiek sam wybrał taką drogę. Tkwił w swoim egoistycznym świecie i nikt nie mógł tego powstrzymać. Niesamowite, jak człowiek może siebie zniszczyć tak łatwo, a zarazem tak szybko. 
Gdy tylko chustka poszła w dół, rozległ się mocny pisk opon, a oba samochody wyższej klasy ruszyły ze swoich miejsc pozostawiając ślady na asfalcie. Kąciki moich ust powędrowały w górę na widok bardzo dobrego startu Luke'a. Maszyna, którą kierował ruszyła niczym rozśwścieczony potwór. Zastanawiając się, czy Hemmings na pewno wie, co robi, oglądałem jak auta znikają z mojego pola widzenia. Wozy mknęły przez wąskie uliczki, a także główne trasy wyjazdowe Hurstville. Każdy z obecnych liczył na jakieś utrudnienia - policję, dużą ilość turystów jadących w kierunku Sydney główną trasą czy natrętnych przechodniów. My tymczasem modliliśmy się, aby nasz brat dojechał cały i zdrowy na metę. 
Luke i ja, mieliśmy kilka wspólnych cech, w większości tych negatywnych. Jedną z nich była impulsywność. Głupie, małe słowo potrafiło doprowadzić nas do szału w przeciągu kilku chwil. Aby nie być takim samokrytycznym wobec siebie, obaj byliśmy także osobami zawziętymi. Kiedy już coś robiliśmy - robiliśmy to do końca, dodatkowo z najlepszym efektem. W głębi duszy więc wierzyłem, iż uda mu się zwyciężyć. Jazda samochodem, zwłaszcza w nielegalnym wyścigu jest jak dążenie do celu - po trupach, mimo że to złe, ale tak właśnie trzeba. Tutaj nie ma zasad, nie dba się o dobro innych. 
Chłopak świetnie poradził sobie z przeszkodami. Ten dzieciak był zdolny, a także miał potencjał. Odkąd pamiętam, Luke'a ciągnęło do szybkich wozów. Przyjął moje wskazówki i włączył nitro w idealnym czasie. Moje auto przekroczyło jako pierwsze linię mety. Hemmings docisnął pedał gazu, aby zatrzymać się niedaleko. Uniosłem głowę, obdarowując Logan'a triumfalnym uśmiechem. Następnie, ruszyłem w kierunku Luke'a. Nie wychodził z samochodu. Siedział sztywno w fotelu, kurczowo ściskając kierownicę. Patrzył w przednią szybę na skandujących ludzi. Jego wzrok był całkowicie przerażony. Na skórze spostrzegłem przechodzące przez jego ciało dreszcze. Oddychał pośpiesznie, biorąc krótkie wdechy i gwałtownie wydychając powietrze przez otwarte usta. Widocznie nie tylko ja nie wierzyłem w jego zwycięstwo. 
- Miałeś szczęście - mruknąłem, otwierając drzwi i pomagając przyjacielowi wysiąść. Chwyciłem jego górną część bluzy, a następnie praktycznie wyrzuciłem go z auta. Luke był w takim szoku, że sam nie mógł sobie poradzić z wyjściem. - Dobra robota - pogratulowałem chłopakowi, po czym odsunąłem się, gdy zleciała się reszta ekipy. 
Czarne Porsche zatrzymało się tuż za samochodem Hemmings'a. Rozwścieczony Ticks wysiadł ze swojego auta, mając ochotę zabić Luke'a na miejscu. Już kroczył do blondyna, kiedy zatrzymałem go jednym ruchem. Wyprostowałem rękę, blokując niskiemu chłopakowi przejście. Odbił się od ramienia niczym piłeczka ping pong'owa i przystał, posyłając mi wrogie spojrzenie.
- Nie radziłbym - powiedziałem, spogladając na niego z opanowaniem. 
- To miało być fair?! Ten kutas miał nielegalne nitro! - wydarł się. Mało brakowało, a tupnąłby nogą, przypominając małe dziecko. Było blisko, aby ślina spływała po jego twarzy. Nie śmiałbym wtedy wątpić, że ten człowiek miał wściekliznę. 
Rozległ się głośny śmiech tłumu. Connor nie mógł pogodzić się z przegraną, przez co wymyślał argumenty, które w żadnym stopniu nie sprzyjały zmianie werdyktu. W oczach każdego wyszedł na wariata. Wiele osób zastanawiało się, czy ten chłopak jest tu pierwszy raz. Przez swoje pytanie pogorszył tylko swoją sytuację. Czekałem tylko, aż w jego oczach pojawią się łzy.
- Ticks, chciałbym ci przypomnieć, bo jak widzę - zapomniałeś... W tych wyścigach nie ma zasad - oznajmiłem, krzyżując ręce na piersi i patrząc jak wierny kundel Logan'a tylko się pogrąża. 
- Pierdol się, Irwin - warknął cały czerwony. Brunet obrócił się i począł kierować się do porsche. Zaciśnięte pięści wskazywały na to, że nie jest zwyczajnie zły. Jest po prostu wściekły i rozczarowany swoją przegraną. - Nici z wozów, fałszywe pajace! - zawołał, zajmując miejsce w aucie. 
Uśmiechnąłem się pod nosem. Czekałem na odrobinę rozrywki. 
- Calum - zawołałem - Ty czy ja? 
- Stary, jeszcze pytasz? - mój przyjaciel pojawił się obok mnie, następnie wyjmując ze swojej kieszeni broń - O niczym innym nie śniłem od kilku miesięcy - powiedział Hood uradowany.
Nie wahając się, Calum wycelował w koło samochodu, wystrzelając potem pocisk. Powietrze szybko uleciało, a z opony nie pozostało nic innego, tylko flak. Nie mogłem opanować swojego śmiechu na widok napinających się mięśni Connor'a. Wbijał swój ciężki, ciemny wzrok w Calum'a ledwo łapiąc oddech. 
Chłopak wysiadł z auta, wyjmując pistolet. Uniósł swoją rękę i wycelował narzędzie prosto we mnie. Parsknąłem, oglądając jego desperację. 
- Zabiję cię jak psa! - wydarł się. 
- Fletcher, powiedz swojemu dzieciakowi, żeby zważał na słowa - poprosiłem, patrząc na stojącego obok Logan'a. W ogóle nie reagował na całe zamieszanie, co mnie zdziwiło. Wiedziałem, że moje życie od dawna nie ma dla niego znaczenia, ale nie spodziewałem się, że pozwoli na to, aby jego człowiek podnosił na mnie głos, a co dopiero broń. 
- To lepiej ty, Irwin, wracaj tam skąd wróciłeś - syknął.
- Błąd... - szepnąłem. 
Rozłożyłem ręce, a cały tłum równo wyciągnął swoje rewolwery kierując je na Logan'a oraz Connor'a. Brunet momentalnie opuścił swoją rękę, patrząc z otwartymi ustami na stojących za mną ludzi. Gwarantuję, że miał już pełne gacie. Widząc ich miny, odczuwałem ogromną satysfakcję. Śmiałem się wraz z przyjaciółmi prosto w ich zdezorientowane twarze.
- To, że przywłaszczyłeś sobie Sydney, nie znaczy, że Hurstville jest również twoje Fletcher. Masz pecha, ponieważ cieszę się tutaj dużym poważaniem - poinformowałem mojego byłego przyjaciela - A ty, Connor.. schowaj lepiej tą zabawkę, albo moi znajomi odeślą cię na Hawaje... w częściach. 
- Dlaczego nie znikniesz do cholery, co Irwin? Chciałeś spokoju, więc czego jeszcze szukasz w tej branży? - zapytał mnie Logan.
- Winnego - odparłem.
- A więc po to wróciłeś... 
- Dostałem bardzo interesującą informację podczas pobytu w Brisbane. Zabójca mojego ojca jest w Sydney, a ja chętnie zamienię z nim kilka słów. Nie żebym szukał zemsty, prawda? 
- Widzisz, pomógłbym, ale dopóki masz coś, co jest moje...
- A ty nadal swoje Fletcher... nie rozumiesz, że jest naznaczona? Takie zasady, stary - burknąłem, chcąc skończyć już dyskusję z chłopakiem. Nudziło mnie jego towarzystwo oraz powtarzanie rozmów. Ile mogłem mu jeszcze tłumaczyć, że Caitlin nigdy nie będzie jego? - I lepiej o niej zapomnij, bo jeśli jeszcze raz zobaczę cię przy niej - nie będzie przyjemnie. 
- Co jest, Cień już nie lubi gierek? 
- Każdy jest więźniem własnej gry - odpowiedziałem obojętnie - Nie prowokuj mnie, Logan - ostrzegłem - Bo wiesz, że nie każda moja sztuczka jest bezpieczna. 
- A co, jeśli wiem, kto zabił twojego tatusia? - spytał, a ja uniosłem głowę.
Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem. To nie możliwe. Nie mógłby. Jakim cudem? Szukałem tak długo tego pieprzonego mordercy, a teraz byłbym blisko jego znalezienia? O niczym innym nie śniłem, jak o poznaniu człowieka, który ośmielił się zniszczyć całe moje życie. Zrównał je z ziemią w ciągu kilku nieszczęsnych minut. Odkąd dowiedziałem się o śmierci ojca, nie zaznałem prawdziwego szczęścia. Każdą możliwą samotność wykorzystałem na myśli o osobie, która stała się moim celem. Obiecałem sobie, że znajdę go i zadam tyle cierpienia, ile on sprawił mi. Nie mogłem uwierzyć, że Logan od teraz jest moją odpowiedzią. 
Podszedłem do bruneta i ścisnąłem materiał jego koszulki. Przepchałem go do samochodu, szybkim ruchem kładąc na maskę. Chłopak uderzył na nią z hukiem. Ticks podążył w naszym kierunku, aczkolwiek przystanął, gdy Calum przytknął do jego głowy pistolet, zabraniając jakiegokolwiek ruchu. Przyparłem Logan'a do maski, gapiąc się poniżająco w jego ciemne oczy. Umiejscowił swoje dłonie na moich nadgarstkach, szukając wyjścia z mojego uścisku, ale byłem zbyt silny. Podniosłem go, a następnie znów rzuciłem na maskę, pozbawiając energii. 
Temat, który poruszył był moją słabością. Jeśli ktokolwiek zaczynał rozmowę o mojej przeszłości, szedł najłatwiejszą drogą do wyprowadzenia mnie z równowagi. Nie panowałem nad sobą, kiedy chodziło o moich rodziców. To było dla mnie zbyt wiele. Spędziłem kilka lat, żeby oczyścić się z zarzutów wśród mieszkańców Hurstville. Ludzie w tym czasie zmieszali z błotem. Rzucali obelgami na prawo i lewo, nie martwiąc się o moje uczucia. Zostałem okrzyknięty mordercą, mimo, że wtedy miałem czyste konto. Nie pozostało mi nic innego, jak zemsta na człowieku, który zrobiła z mojego życia piekło. 
- Blefujesz - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Wiem więcej, niż ci się wydaje, Irwin - odparł Fletcher, uśmiechając się bezuczuciowo.
- Gadaj - ryknąłem, szarpiąc chłopaka. 
- Wszystko ma swoją cenę - wykrztusił.
Puściłem Logan'a, odsuwając się od niego. Przeczesałem dłonią włosy, czekając aż mój były przyjaciel się określi. Pieprzony szantażysta. Gdyby nie chodziło o moich rodziców, już dawno byłby w drodze powrotnej do Sydney. 
W tym momencie cena nie grała roli. Zrobiłbym wszystko, żeby tylko dostać odpowiedzi. Zgodziłbym się nawet na zabicie przechodniego, chociaż wiem, że stałbym się wtedy tym, kim nigdy nie chciałem być. Musiałem jednak znać prawdę, to trwało zbyt długo. Brak informacji zabija mnie od środka, wypalam się, staję się inną osobą. Odpowiedzi mnie uspokoją, zrobię to, co planowałem od tych paru lat, a następnie wrócę do normalności. Potrzebuję ich. 
- Podaj cenę - zapytałem spokojnie.
- Już ci mówiłem, że masz coś mojego - kąciki jego ust poszły w górę, gdy zauważył, iż domyśliłem się czego chce.
- Dlaczego tak bardzo zależy ci na Caitlin? - spytałem.
- A tobie?
- Nie zależy mi na niej - fuknąłem. 
- Powiedzmy, że jest dla mnie jak mała, tykająca bombka zegarowa - mówił melodyjnie - I zależy mi, żeby nie wybuchła - wyprostował się, otrzepując swoją kurtkę, która była w piachu - Więc? 
- Ashton, nawet o tym nie myśl - usłyszałem głos Michael'a zza pleców.
- Zgoda - rzuciłem - Niech będzie, Fletcher - zaakceptowałem żądanie Logan'a.

______________________________________________________________

Ogłaszam przerwę!

Przerwa trwa do maja ( nie podaję dokładnej daty, bo nie wiem jeszcze) Powód? Jestem w klasie maturalnej! Kwiecień to mój miesiąc, muszę skupić się na nauce prezentacji maturalnej. Mam egzaminy już w maju. Obiecuję, że wrócę, bo Cienia nie zostawię. Mam nadzieję, że zrozumiecie. Kocham was i dziękuję za wszystko. Xx