czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 37

Przeczytaj notkę pod rozdziałem, albo cię ukatrupię.
ps. Wszystkiego najlepszego czytelniczko @BlaBlaBla9806! Spełnienia marzeń i samych sukcesów w życiu.
Uwaga! Rozdział znowu zawiera brutalne sceny (raczej mniej brutalne niż poprzedni, ale są pewne wątki, no jaką kto ma psychikę nie) więc czytasz na własną odpowiedzialność.

Muzyka > <klik> (wybierana na szybko, mam nadzieję, że pasi)

Zaniemówiłam. Moje ciało jakby przykleiło się do ściany, kiedy Logan wyznał, co zrobił Ashton'owi. On nic o tym nie wiedział. Nie miał pojęcia, że jego dawny przyjaciel zabił mu ojca. Jego życie było istnym piekłem, nie potrafił się odnaleźć. Zrobiło mi się przykro. Logan wyznał to z taką swobodą, jakby nie miało to dla niego największego znaczenia, a niestety miało. Dla Ashton'a.
Do moich oczu napłynęły łzy.
- On uważał cię za przyjaciela - powiedziałam załamującym się głosem, prawie szlochając.
- Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi - warknął brunet, posyłając mi wrogie spojrzenie - Nie waż się tak mówić.
- On ci ufał, pierdolony psychopato! - krytykowałam.
Logan sięgnął do kieszeni z której wyciągnął broń. Odbezpieczył pistolet, celując we mnie. Zacisnął na nim palce. Widząc przerażenie w moich oczach, uśmiechnął się szeroko. Nie byłam jednak jedyną osobą w tym pomieszczeniu, którą dopadł strach. W tym chłopaku tkwił on również. Czułam to. Jego dłoń drżała, jakby pierwszy raz miała wystrzelić w kogoś pocisk. Wyglądał jak wariat. Sprawiał wrażenie chorego psychicznie.
Mijały sekundy, minuty, a Logan wciąż trzymał w ręku broń.
W jego spojrzeniu widziałam ból, złość, ale i tchórzostwo. Gdyby chciał - strzeliłby. Jego palec nawet nie ciągnął za spust.
- Dlaczego? - spytałam cicho nie spuszczając wzroku z chłopaka - Dlaczego go zabiłeś?
- Chętnie ci opowiem, moja milutka Caitlin - odparł - I tak wszystkie informacje zabierzesz do grobu.
Logan puścił pistolet, który upadł na ziemię. Broń znajdowała się teraz po środku nas. Oboje mieliśmy ją prawie że na wyciągnięcie ręki. Nie odważyłam się jej chwycić. Brunet zaś zajął miejsce na krześle, stojącym przy stoliku. Wyjął ze swojej kieszeni nóż, który najwyraźniej mu przeszkadzał podczas siedzenia i odłożył go na blat stołu. Skrzyżował swoje ręce, przyglądając mi się. Przełknęłam ciężko ślinę, uspokajając się. Czułam, że umrę. Przyzwyczaiłam się do bólu. Jeśli znów chciałby mnie skrzywdzić, owszem - cierpiałabym, ale nie tak bardzo jak za pierwszym razem. Nie mógł mnie już przerazić.
- Zacznijmy więc od początku - oznajmił głośno - Ashton pojawił się w tym biznesie jakby znikąd i od razu zrobił furorę - powiedział z pogardą - Wtedy było nas więcej, a całym gangiem dowodził mój starszy brat - Sean. Gdy dowiedział się, że stary Irwin'a jest lekarzem, a jego synek ma dostęp do wszystkich leków, stwierdził, że ten kutas nam się przyda. Wziął go do ekipy - wysyczał przez zaciśnięte zęby ostatnie zdanie, a następnie kontynuował - Sean był nim zachwycony. Uznał, że przyda mu się kolejny diller, ale z czasem Ash zaczął jeździć z nim na akcje. Wtedy zauważył jego potencjał. Irwin rzucał pomysłami na lewo i prawo, wykonywał swoje zadania z perfekcją. Policja nigdy nie mogła doszukać się pieprzonych dowodów, nigdy nie złapała go za rękę, wszyscy więc nazywali go Cieniem. - mówił - W końcu Sean dostał lepszą robotę w Stanach. Nawet nie wyobrażasz sobie jak podekscytowany byłem. Mój brat zostawi mi królestwo, myślałem, będę rządził w tym mieście. A tymczasem co? On oddał gang i wszystkie jego sprawy temu frajerowi - wykrzyczał ostatnie zdanie - Zawsze trzymaliśmy się razem, zawsze! A on mnie zdradził..
Mięśnie na ramionach Logan'a napięły się, a oczy pociemniały. Przepełniała go nienawiść, czysta nienawiść.
- Chciałeś się zemścić? - zapytałam.
- Po części - odpowiedział - Ale bardziej zależało mi na tym, aby zniknął z miasta. Wtedy ja bym przejął rządy. Jego matka nie była chętna do wyjazdu, czuła się zbyt dobrze w tym miejscu. Wiedziałem, że kiedy wrobię Ash'a w zabójstwo odwróci się od niego. Myślałem nad kimś innym, ale tego dnia Irwin przyszedł i powiedział, że jego ojciec nie da mu więcej leków. To była idealna okazja i osoba. Jego matka od początku podejrzewała, że ma związek z mafią i nie pochwalała tego. To było do przewidzenia, że uwierzy iż jej synalek jest mordercą.
Brakowało mi tchu. Myślałam, że za chwilę dostanę zawału. To było dla mnie za dużo. Ten człowiek był chory. Chłopak z problemami, niełatwą przyszłością. Wszystko go przytłoczyło, zwariował. Zbyt wielkie ambicje i myśl, że jest niepokonanym zapanowały nad nim, sprawiając, że nie myślał logicznie. Nie jestem pewna, czy on jest świadomy czego się dopuścił. Zamordował ojca przyjaciela. Jego psychika została zniszczona. Przemawia przez niego jedynie chęć zemsty na Ashton'ie za coś, czemu nie był nawet winien.
Bo niby jaką ponosił winę? Był po prostu dobry, lepszy od niego.
Nie usprawiedliwiam Ashton'a. Fakt, że wpadł w takie towarzystwo i nie wyraził chęci z jego wyjścia jest dowodem na to, że również nie należy do tych "dobrych". Ale rozumiem go po części. Nie miał w domu łatwo. Rodzice nie zwracali na niego uwagi, ojciec ciągle był zajęty pracą, a matka nie posiadała nad swoim synem kontroli. Ash był nastolatkiem, liczyła się dla niego zabawa. Szukał atrakcji, robił co chciał. Na pewno kreował się na buntownika. Większość osób w tym wieku tak robi. Nic dziwnego, że wpadł w kłopoty.
Nie zmienia to jednak mojego zdania. Ich życie to jakiś wielki koszmar. Pułapki, oszustwa, zdrady i sekrety. Brak zasad, albo zasady, które wcale nie powinny nimi być. Nie zdołałabym wytrzymać w takim świecie. Świecie, gdzie toczy się walka na śmierć i życie, gdzie nie ma możliwości na popełnianie błędów. W co ja się wplątałam...
- Czemu więc więzisz tu mnie? Jakie mam znaczenie w tym wszystkim? - zadałam kolejne pytanie.
- Ty aniołku, pokrzyżowałaś moje plany - burknął - Na początku traktowałem cię jak kolejną idiotkę, która nawinęła mi się na palec - mówił obojętnie - Musiałem cię usunąć, takie były zasady. W tym czasie do miasta wrócił Ashton, o czym na początku nie wiedziałem. Temu skurwielowi zachciało się zabawy. Myślałem, że ktoś ze mną pogrywa, więc za wszelką cenę chciałem cię dorwać. Widzisz, to jak wyścig szczurów - prychnął - Pojawiły się jego psiaki, będące wszędzie tam, gdzie ty. Uznałem to za wyzwanie, więc sięgnąłem po inne środki. Musiałem wiedzieć o tobie wszystko, zanim on to zrobi, a żebym mógł jakoś w końcu zabrać cię do nieba - po tych słowach kąciki jego ust uniosły się - Oczywiście, byłem szybszy. Wysłałem Ticks'a, aby poszperał tu i ówdzie. Dowiedziałem się, że ojciec Ashton'a cię operował - brunet machał ręką, gestykulując - Impulsywnie kazałem mu spalić kartę szpitalną i podłożyć nową, bez nazwiska lekarza. Byłem na przegranej pozycji, popełniłem błąd. Wiedziałem, że teraz narobiłem tylko chętki Ash'owi na wtajemniczenie się w sprawę twojej osoby. Widząc moją determinację, nie śniło mu się odpuścić. Nie byłem przygotowany na to, aby poznał prawdę. Nie mogłem dopuścić do tego, aby pomyślał, że ja byłem winny śmierci jego ojca, to było za wcześnie. Dlatego musiałem jak najszybciej znaleźć cię i cię zabić, aby pozbyć się największej poszlaki - skończył swoją opowieść - I nareszcie ten dzień nadszedł.
- Skoro chcesz mnie zabić, po co zamierzasz mówić mu, że zabiłeś jego ojca? - spytałam, nie rozumiejąc jego planu.
- Aby zabić i jego - mruknął, a ja wzięłam głęboki wdech - Widzisz, Ashton widocznie ma do ciebie jakąś słabość. Zrezygnował z wymiany, co hm - prychnął - Zainteresowało mnie. Zapewne niedługo wpadnie tu z wizytą, aby mi ciebie zabrać.Niestety, ty już będziesz martwa, a on dowie się prawdy i dołączy do ciebie. Gdybym cię zabił i pozwolił mu żyć ciągle by tutaj krążył, chcąc poznać prawdę o tobie. Kiedyś musi się skończyć jego żywot.
- Ty jesteś popierdolony, powinieneś się kurwa leczyć! - krzyknęłam.
- To możliwe - wzruszył ramionami.
- Ashton cię zabije - syknęłam - Nie jesteś w stanie go pokonać, zobacz ile razy próbowałeś.
- Zamknij się! - rzucił, wstając gwałtownie z miejsca.
- Bycie okrutnym, wcale nie oznacza, że nie masz słabości - kontynuowałam bez zawahania - Kiedy Ashton tu przyjdzie i dowie się prawdy, nie będziesz w stanie go powstrzymać.
Logan zabrał broń z podłogi, chowając ją do kieszeni.
- On jest niczym w porównaniu do mnie - powiedział ze spokojem - Ticks! - zawołał, a jego przyjaciel pojawił się w pomieszczeniu - Zasłużyłeś na nią, spraw proszę, żeby umierała w boleściach. Zwłoki zostaw, albo porób zdjęcia, a potem ją wyrzuć. Niech Irwin zapamięta ten obraz do końca życia, który na szczęście już się zbliża.
Przez cały ten czas Ashton tkwił w nieświadomości. Myślał nawet, że mógł zamordować własnego ojca. Kilka lat ludzie nim pomiatali, nazywając go przestępcą i ojcobójcą, a tymczasem on nie był niczemu winien. Uważał Logan'a za swojego przyjaciela od samego początku, natomiast Fletcher zniszczył mu życie, zamienił je w piekło. Ashton stał się złym człowiekiem, zgorzkniałym, chamskim, bezczelnym, bezdusznym człowiekiem, który nie miał nawet ochoty żyć. Całe te lata tkwił w niewiedzy, błądząc po świecie i szukając odpowiedzi na dręczące go pytania z nadzieją, że kiedyś pozna prawdę. Wątpię, czy śniło mu się, że może być ona tak brutalna.
Logan zniknął za drzwiami, a zamiast niego w progu pojawił się roześmiany Ticks. W jego oczach widziałam podniecenie, a w jego uśmiechu triumf. W końcu Logan pozwolił mu na to, czego pragnął od samego początku mojego przyjazdu do tego miejsca.
Brunet zamknął drzwi na klucz i zaczął iść w moim kierunku.
Nie mogłam patrzeć na tą parszywą gębę. Ciężko mi było znieść fakt, że nareszcie dopiął swego i dobierze się do mnie.
Kiedy jego dłoń dotknęła mojego uda, przeszedł mnie dreszcz. Zaklęłam w duchu. Boże, dlaczego mi to robisz? Wszystko, ale nie to. Cała moja szczęka trzęsła się, a klatka piersiowa nerwowo unosiła. Łzy spływały po moich policzkach. Nie patrzyłam na dumnego z siebie Conor'a. Spoglądałam w sufit nie chcąc widzieć, co on robi. Pozwalałam mu na wszystko. Nie miałam wyboru. Niemożliwym było uciec. Moje nogi były odrętwiałe, pokaleczone i słabe. Nie utrzymałabym się na nich dłużej niż pięć czy dziesięć minut. Nie byłam w stanie zaprotestować. W moim ciele brakowało sił.
Brzydziłam się nim. Każdym jego dotykiem, słowem, pocałunkami. To było ohydne. Zero przyzwoitości, okrzesania. Traktował mnie jak zwykłą szmatę, którą ma szansę się pobawić. Najgorsze doświadczenie mojego życia.
- Zostaw - wymamrotałam w pół przytomna, widząc jak jego ręka wodzi po moim biodrze.
- Chcę cię zasmakować, mała - mruczał do mojego ucha, potęgując moją histerię.
- Powiedziałam, zostaw! - pisnęłam, starając się odepchnąć chłopaka jak najdalej, byle tylko zwiększyć dystans.
Conor uderzył pięścią w mój brzuch.
Jęknęłam, a z moich ust wylała się krew. Zgaduję, że mój stan zdrowia był bliski krytycznemu. Nigdy nie przeżywałam takiej katorgi.
Pokręciłam głową, powoli przymykając oczy. Gdy Ticks zauważył moją słabą przytomność wstał i podszedł do stołu na którym stało dość duże, żółte wiadro. Nie widziałam go przedtem. Złapał kubeł w dłonie. Wrócił do mnie, po czym przechylił pojemnik, a lodowata woda oblała moje zmasakrowane ciało. Przezroczysta i bezwonna substancja zmieszała się ze strugą czerwonej krwi, spływającą po moim ciele.
- Pobudka królewno! - wydarł się, rzucając wiadro, które z hukiem uderzyło o ścianę - Chcę, żebyś była przytomna jak będę sprawiał ci przyjemność.
Podniósł swoje dłonie i zacisnął je na moich zranionych nadgarstkach. Zostawiał na mojej pulsującej szyi mokre pocałunki. To było tak cholernie przykre. Ta cała bezradność z mojej strony. W duchu krzyczałam, pragnęłam go uderzyć, a nawet zabić.
Brunet zaczął rozpinać swoje spodnie. Mój wzrok słabł, widziałam jedynie jego ruchy. W pewnym sensie cieszyłam się, gdyż nie musiałam oglądać jego odrzucającej twarzy.
Kiedy powrócił do dotykania mnie, pozostałam obojętna, jakbym była nieprzytomna, ale świadoma. Czułam jego dłoń na mojej skórze, pod koszulką. Mówił mi jak bardzo mnie pragnie, jaka gorąca jestem i jak wiele rzeczy za chwilę ze mną zrobi. Milczałam, wpatrując się w jeden punkt zalana łzami. Nie wykonywałam żadnych ruchów. Nie sprawowałam już władzy nad moim ciałem. Jakby moja dusza jedynie tkwiła w nim, próbując walczyć. Dusza jednak nie miała wystarczającej siły. W mojej głowie pozostała pustka. Nie myślałam. Moje nadzieje odeszły w niepamięć. Część mnie umierała, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Nigdy w życiu nie czułam się tak naruszona. Zamykałam się w szklanej kuli z której nie było wyjścia.
To był mój koniec.
- Szkoda, że musisz umrzeć - opuszki jego palców nawiązywały kontakt ze skórą na moich udach - Robilibyśmy to codziennie - ścisnął dłońmi moje uda, a z rany na nodze znowu polała się krew.
Czerwony płyn rozlewał się po moim ciele, ale to nie zniesmaczyło chłopaka. Jak mógł mi to robić? Czym sobie na to zasłużyłam?
Zdjął swoją koszulkę, ukazując swój sześciopak. W innej sytuacji, z inną osobą na pewno podziałałoby to na mnie pobudzająco i uznałabym ten ruch za atrakcyjny. Przygryzł dolną wargę skanując moje ciało. Był niczym zahipnotyzowany, jakby nic nie mogło go powstrzymać.
Rozszerzył moje nogi. Oddychałam ciężko, zaczynając obserwować każdy jego ruch. Nie, proszę, nie... nie chciałam tego, naprawdę nie chciałam. Jego ręce zabrały się do rozpinania mojego rozporka. Próbowałam go powstrzymać, ale Conor był zbyt silny, a ja za słaba. Oddychał szybko w mój obojczyk, nie mogąc się doczekać, aż dobierze się do moich majtek. W jego oczach widziałam ekscytację i podniecenie.
Zsunął ze mnie ubranie, wbijając palce w moje biodra. Pragnął mnie skosztować, usłyszeć mój krzyk.
Wydałam z siebie ostatni krzyk rozpaczy.
Kiedy już przestałam liczyć na ratunek, a Ticks był blisko swojego celu rozległo się pukanie do drzwi. Zdezorientowany Conor odsunął się ode mnie, zauważając iż pukanie przerodziło się w dobijanie i odwrócił swoją twarz w kierunku drzwi. Po zignorowaniu hałasu, ten pojawił się znowu, nie odpuszczając. Brunet zniecierpliwiony uderzył pięścią w ścianę, tuż nad moją głową. Przeklął głośno. Naprawdę się wkurzył.
Gdy Ticks znalazł się przy drzwiach i otworzył je, po drugiej stronie nie zastał nikogo.
- Co do cholery... - powiedział sam do siebie, rozglądając się na obydwie strony.
Zadrżałam słysząc huk. Conor nagle upadł na ziemię tuż przede mną. Patrzyłam na jego ciało, nie mając świadomości co się dzieje. Umarł? Zemdlał? Ktoś go uderzył, albo zabił? Czemu się nie rusza?
Postać ubrana na ciemno pojawiła się w progu drzwi.
- Kurwa, zawsze chciałem to zrobić - wymamrotał - Wspaniałe uczucie.
Zacisnęłam usta, nie chcąc wydać z siebie krzyku ani płaczu. Ciężko było mi rozpoznać ten głos z tak daleka. Niewielka lampka oświetlała pokój. Miałam cichą nadzieję, że napastnik Ticks'a mnie nie widzi i zignoruje miejsce idąc dalej. Byłam wystraszona, nie wiedziałam kto to, ani czego chce. Starałam się wydawać jak najmniej ruchów i dźwięków. Aczkolwiek postać podeszła do mnie. Z jego postury mogłam wywnioskować iż był mężczyzną. Miał zaciągnięty na głowę kaptur. Odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy, dotykając później mój policzek. Poczułam skórzany materiał, miał na sobie rękawiczki. Opuścił głowę, patrząc na moją ranę.
- Niedobrze.. - szepnął, a następnie wziął mnie na ręce.
- Ashton? - zapytałam szepcąc.
- W tej chwili mogę być Ashton'em, a nawet i Beyonce, ale koncert dam później jeśli pozwolisz - odezwał się cichym, aroganckim, jednak z nutką flirtu głosem. Od razu wiedziałam z kim mam do czynienia.
W nie mniej niż piętnaście minut znaleźliśmy się na zewnątrz budynku w którym się znajdowałam. Poczułam chłodny podmuch wiatru, przyprawiający mnie o dreszcze. Calum, bo to właśnie on mnie uratował, niósł mnie do srebrnego, matowego samochodu, którego silnik już się rozgrzewał. Brałam do swoich ust jak najwięcej świeżego powietrza mało się nie krztusząc. Tak bardzo mi tego brakowało.
Calum posadził mnie na tyłach wozu, siadając obok mnie. Zamknął za sobą drzwi.
- Boże... - usłyszałam kolejny męski głos.
- Nie rozczulaj się tylko jedź - rozkazał brunet, zdejmując z siebie czarną bluzę oraz rękawice.
- Ale Ash kazał...
- Hemmings, ślepy jesteś? Ona musi jechać do szpitala!
- Szpitala?! - pisnął, jakby po raz pierwszy słyszał to słowo.
- Tak, szpitala kretynie.
- A kto z nią do tego szpitala wejdzie, zastanawiałeś się nad tym pało?
- Ty - powiedział obojętnie.
Calum urwał długi materiał swojej koszuli. Przełożył go przez moją nogę, a następnie zawiązał, uciskając krwawiące udo. Po wyjściu z tej piwnicy na nowo zaczęłam odczuwać intensywny ból.
- Po prostu jedź, Luke - powiedział błagalnie Calum - Zobacz w jakim ona jest stanie, wykrwawi się na śmierć za moment.
- Ash... - majaczyłam - Ashton... ja muszę mu powiedzieć...
Zamknęłam oczy, gdy blondyn ruszył z piskiem opon. Opadłam z sił.
________________________________________________

Wiem, wiem, tragedia, masakra W S T Y D.
Pisałam go dzisiaj. Honestly.
Straciłam jakoś wenę. Chyba pisanie w tak krótkim czasie mi nie wychodzi. Nie zdążyłam nawet się obejrzeć, a minęły dni, które wyznaczyłam sobie na napisanie rozdziału. Ten czas zbyt szybko leci.
Dlatego teraz informuję > NOWY ROZDZIAŁ 16/17 CZERWCA.
Są dwa powody:
1. Jak widzicie idzie mi coraz gorzej i potrzebuję coraz więcej czasu (nie oszukujmy się, naprawdę idzie mi teraz gorzej)
2. Zapisałam się na kurs jazdy. Zajęcia mam codziennie od 18.00-21.00, a te godziny to godziny w których zazwyczaj pisałam rozdział. Teraz będę musiała się zbierać, aby robić to w nocy. Na szczęście zajęcia kończą mi się w następnym tygodniu, a od 16tego zaczynam praktykę, którą mam w ciągu dnia. (Trzymajcie kciuki jakby co, jeździłam może z dwa razy samochodem - współczuję instruktorowi nauczania mnie)

!!PROŚBA DO WAS!! 
A raczej do niektórych z Was. Proszę, czytajcie te cholerne notatki, które piszę, bo nie piszę ich tak do siebie, tylko z jakiegoś powodu, aby Wam coś przekazać. I przekazuję:
Błagam nie pytajcie mnie na ask'u, ani na twitterze kiedy nowy rozdział.
Wstawiłam licznik, pod poprzednim rozdziałem napisałam jak sprawy się mają, a i tak w ciągu tygodnia dostałam z 15 takich zapytań.
Nie zdajecie sobie sprawy jak mnie to spowalnia. Odczuwam ogromną presję i nie jestem w stanie wydusić nic z siebie. A czytać wiadomości czytam, bo ciężko tego nie robić skoro mam je w skrzynce lub mentions.

Kolejna sprawa.
Na początku nie byłam do tego przekonana, ponieważ zazwyczaj opowiadania nie miały fanpejdży etc. Ale w sumie skoro głupie teksty nauczycieli czy dupa laski ze studniówki mają fanpejdże na fejsbuku... no nieważne, nie pisałam tego hahaha. W każdym bądź razie.
Jak niektórzy wiedzą jest fanpejdż Cienia na facebook'u. I tak jak pisałam, nie byłam do niego przekonana, ale teraz? Wiecie ile jest lajków? Prawie 1,000! KURWA TYSIĄC!! No jestem naprawdę w szoku, zaszczycona i jest mi niezmiernie miło. W dodatku jest już kilka lajków z innych krajów. M E G A.
Jeśli ktoś jeszcze nie lajkuje, to link [tutaj]

A teraz przechodzę do ogłoszeń parafialnych dotyczących mojej twórczości (tak, będę się reklamowała, jeśli Cię to nie obchodzi, możesz zjechać niżej)
A więc...
Co do pytań o następne fanfiction. Kiedy skończę sprawę Psycho, Skyline i Cienia i napiszę tak no z 5-6 rozdziałów drugiej części Cienia, co już robię to wtedy wystartuję z kolejnym fanfiction, bo mam jeszcze kilka w kieszeni. Nie będzie ono jednak już dotyczyło 5SOS, sądzę, że 3 ff z 5sos mi wystarczą. Nie chcę popaść w monotonię. Ewentualnie po drodze napiszę jakieś krótkie z Calum'em, nie chcę żeby miał mi za złe, że z nim nie ma żadnego. Love you Cal, wiem, że i tak tego nie czytasz.
Na razie nie zdradzę z kim będzie kolejne fanfiction, nie wiem też czy nie będzie znajdowało się ono tylko na wattpad, zobaczę. Ale spokojnie, z pisania nie zrezygnuję, także jeśli są tu stali czytelnicy moich twórczości, którzy są już po lekturze nawet YNT, to zostaję z Wami.

Zapraszam na moje dwa inne opowiadania.
PSYCHO [Michael Clifford]
wattpad || tumblr
SKYLINE [Luke Hemmings]
wattpad || tumblr
Oraz opowiadania, które mam przyjemność tłumaczyć.
The Ripper [Ashton Irwin] > fajne, polecam, w stylu Psychotic jak ktoś czytał.
wattpad
Player [Beau Brooks] > Kto jest ze mną od roku lub nawet półtora roku, wie, że jestem założycielką Janoskians Poland (nie, już tam nie adminuję) I wie, że po YNT tłumaczyłam Player'a, tłumaczenie zaniechałam, ale wracam do niego, także chętnych zapraszam > WATTPAD

Info! Skyline oraz Psycho będą tłumaczone na angielski. PRZEZE MNIE. Spokojnie, spokojnie, dzięki uprzejmości tłumaczki angielskiej wersji Cienia, będzie ona taką jakby "betą". Przed publikacją będzie mi sprawdzała pracę, czy aby są bez błędu, więc jeśli ktoś chciał wjechać z tekstem > jesteś pewna, że chcesz to robić? co jeśli będziesz miała błędy? nikt nie będzie tego czytał to odpowiadam tak słoneczka, jestem pewna ehehhehe.
Jeśli ktoś chce może zobaczyć sobie angielskie okładeczki i angielskie opisiki do Psycho [tutaj] i Skyline [tutaj] Oczywiście do wejścia nie zmuszam, ale jest mile widziane, zawsze to jakiś skok do góry.
Jak widzicie jestem "zalatana", ale lubię to. Bo kiedy nie mogę pisać Cienia, a mam wenę na Psycho piszę Psycho, a kiedy nie mam weny na Psycho, piszę Skyline, a jak nie mam na żadne to sobie tłumaczę. Muszę mieć zajęcie, lubię mieć zajęcie.
A jestem trochę aspołeczna (nie no dobra, czasami wychodzę z domu luz)

Zapraszam na tłumaczenia Cienia:
włoskie
hiszpańskie
angielskie
szwedzkie
niemieckie

Jak wygląda sprawa tłumaczeń, podaję, jeśli kogoś to interesuje i chciałby wiedzieć jak toczą się sprawy Cieniucha.
Włoskiemu Cieniowi idzie najlepiej, ma prawie 2 tysiące odczytów i miejsce w rankingu. #64.
Angielskie ma prawie 800 wyświetleń
Hiszpańskie prawie 500 wyświetleń.
Niemieckie ponad 600 wyświetleń, miejsce w rankingu #955
Szwedzkie ponad 600 miejsce #17

Włoskie było w rankingu o wiele wyżej, widziałam! :D
Co mogę powiedzieć? Jestem mega zadowolona. W większości fanficów jest dopiero prolog/1 rozdział i jest już tyle wyświetleń. Uwierzcie mi, o wyświetlenia na WATTPAD jest naprawdę trudno, a to ogromny sukces, zwłaszcza jeśli chodzi o inny język. Także naprawdę super.
Sprawa wyświetleń z Polski.
Od początku zdawałam sobie sprawę, że ich będzie najwięcej. Dlaczego? Bo to początki, tak musi po prostu być! Opowiadanie musi się jakoś wybić. "Nie od razu Rzym zbudowano". Polskie odczyty, to fundament reszty. Za nimi będą pojawiać się i już pojawiają się zagraniczne. Angielską wersję i Włoską na pewno czytają osoby z krajów anglojęzycznych i Włoch. Mam tego potwierdzenia, także śpię spokojnie. ;) Może nie jest tych osób wiele, może jest ich pięć, może dziesięć, nie dbam o to. Jestem z siebie dumna nawet jeśli czyta je jedna osoba. Poza tym - świadczą o tym również wyświetlenia. Wątpię, żeby 20 czy 30 osób z Polski, czytelników Cienia siedziało 24/h na tłumaczeniach i nabijało te odczyty. Wiem, że na pewno niektórzy z Was wchodzą tam od czasu do czasu, za co bardzo dziękuję, ale nie wierzę, że tylko Polacy tak wchodzą :D
Podsumowując.
Wyświetlenia Polskie mi nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie - Wasze wyświetlenia są potrzebne.
Czemu?
Na wattpad jest mała zasada "Im więcej głosów i odczytów tym wyżej jesteś w rankingu" Niezależnie z jakiego kraju wejścia pochodzą. Te odczyty pną nas wyżej, dzięki nim opowiadanie pojawia się w kategoriach dodatkowych "Na Topie" i "Rekomendowane". Im więcej wejść, im więcej osób wchodzących, im więcej głosów tym wyżej w rankingu opowiadanie jest i więcej osób je widzi.
Także przechodząc już do końca mojego wywodu:
Jeśli chcecie - wchodźcie w tłumaczenia i pomagajcie mi wspinać się małymi kroczkami wyżej i wyżej. Udostępniajcie linki, gdzie tylko możecie.
Ale!
Tylko jeśli tego chcecie. Ja Was nie zmuszam. Nie chcę, żebyście robili coś, bo ja mam taki kaprys i koniec. Nie, nie. To tylko według Waszego uznania. Chcecie pomóc? Bardzo dziękuję, postaram się odwdzięczyć przy najbliższej okazji. Nie? Oczywiście rozumiem i respektuję to. Nie mam z tym kłopotu.

--------------------------
Takim sposobem notka jest prawie tej samej długości co rozdział. To tylko udowadnia jak bardzo spierdoliłam sprawę, aczkolwiek proszę o jeszcze jedną szansę.
Obiecuję, że zrobię wszystko, aby następny rozdział był dłuższy.
I w ramach przeprosin powiem, że....
Shipperzy Cashtlin będą mieli co czytać!!! 38 to będzie mój ulubiony rozdział. Niektórym z Was zależy na pocałunku Cashtlin, albo na scenie +18 (powtarzam, YOU NEED JESUS) ale dla mnie ten rozdział będzie po prostu piękny, a piękne będzie jego zakończenie. Słowa będą piękne. :)

Tyle ode mnie. Cyaaaa!! xx