środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 39

Uwaga! Jest scena zabójstwa. #JUSTSAYING
Muzyka - Klik

Kilka tygodni temu.

Zatrzymaliśmy się naprzeciwko skrzynki pod wysokim napięciem, przyczepionej do jednej ze ścian budynku w którym Caitlin była przetrzymywana przez Logan'a. Michael bez problemu ją otworzył. Wykorzystując swoją siłę, szarpnął za kłódkę i wyrwał ją wraz z zamkiem "drzwi".
- Możesz mi przypomnieć, dlaczego to Luke wyciąga z Calum'em Caitlin, a nie ja? - odezwał się Michael w trakcie sprawdzania kabli.
- Wiem, że Hemmings jest tępy - odparłem - Ale Cal nie pozwoli sobie na żaden błąd, a ty jesteś potrzebny tutaj - oznajmiłem, szukając wzrokiem przycisku do wyłączania prądu.
- A czy możesz przypomnieć mi, dlaczego z wami współpracuję? - tym razem głos zabrał George. Tak, ten George działający mi na nerwy, którego najchętniej obdarłbym ze skóry. Czy mógłby się zamknąć i pomagać zamiast pytać o pierdoły?
- No nie wiem.. - udałem zamyślonego - Może dlatego, że jesteś pierdolonym kolegą Caitlin i sam nas wszystkich w to wpakowałeś?
- Oh, ja? Przepraszam, ale kto kazał mi kłamać i sam to robił?
- Posłuchaj, gnoju.. - już rozpoczynałem grozić chłopakowi, kiedy Michael wtrącił się i przerwał dyskusję.
- Zamknijcie pyski, chyba, że bardzo chcecie, aby nas usłyszeli - warknął ciemnowłosy, poirytowany -  Chociaż sądzę, że to już się stało i za chwilę będziemy mieli towarzystwo - stwierdził, po czym wskazał palcem na jeden z przycisków - To ten.
- Świetnie - klasnąłem w dłonie zadowolony - Georgey, zrób tą przysługę i naciśnij magiczny guziczek, kiedy twój telefon zawibruje, a na wyświetlaczu pojawi się nie kto inny, a Ashton Irwin - nakazałem - Gdy zadzwonię drugi raz, włącz awaryjne zasilanie - pokazałem chłopakowi niewielką dźwignię po lewej stronie - A następnie spieprzaj stąd, ewentualnie wystrzelaj wszystkich, którzy staną ci na drodze - wzruszyłem ramionami - Druga opcja jest chyba ciekawsza, Mikey? 
Ciemnowłosy prychnął, kręcąc głową. Najwyraźniej rozbawiła go moja opinia, która była szczera i całkiem poważna. George skinął, czym zgodził się na moje warunki. Wraz z Michael'em ruszyliśmy wgłąb korytarza. Nie mogłem się doczekać spotkania z Logan'em. Jeśli tylko coś zrobił z Caitlin, zapłaci mi za to. Za samo jej porwanie nie wypuszczę go wolno.
Miałem jednak nadzieję, że dziewczyna jest cała i zdrowa, a Calum z łatwością zabierze ją z tego miejsca. Prawdopodobnie już opuszczali budynek. W końcu miał to zrobić przed wyłączeniem światła. Liczyłem tylko na Luke'a, aby niczego więcej nie spieprzył. Ostatnio miał do tego tendencję. Chciałem zapewnić Caitlin bezpieczeństwo. Zbyt wiele przeszła, żeby po raz kolejny cierpieć. 
Odblokowałem swoją komórkę, gdy do moich uszu zaczęły dochodzić męskie głosy. Śmiech, głośna muzyka i tłukące się szkło. Logan zamiast sprawowania opieki nad Caitlin, dobrze się bawił. 
Oparłem się o ścianę, nasłuchując rozmów osób, będących w pomieszczeniu. Michael stał tuż za mną, osłaniając mnie. Wychyliłem lekko głowę, aby zbadać teren. Spostrzegłem siedzącego na kanapie Logan'a, popijającego piwo. Przy stoliku dwóch nieznanych mi facetów grało w pokera. Zastanawiałem się, jaki był sens gry z pokera bez kobiet. Dwóch innych ludzi stało pod ścianą, rozmawiali i śmiali się dość głośno. 
Nagle światło zgasło, a muzyka przestała grać. Zapadła chwilowa cisza, ale Logan przerwał ją swymi bluzgami i dezorientacją. Poirytowany mówił szybko, myśląc co powinien robić. Kretyn, nie wiedział nawet co się dzieje. 
Wykonałem kolejne połączenie do George'a, zanim Fletcher był w stanie oprzytomnieć i wydać rozkaz swoim ludziom. Wolałem, żeby wszyscy zostali w pomieszczeniu. Wyszedłem zza ściany, stając w progu. Michael ustawił się obok mnie. Czułem jego lekkie uderzenie w moje ramię. Dodawał mi wsparcia. Był gotowy. Co do mnie? Hm, wydaję mi się, że ja również byłem. Nienawidziłem starć z przyjaciółmi, ani z nowymi, ani ze starymi. Logan nie pozostawiał mi wyboru. Jego duma zabraniała mu odpuszczać w jakiejkolwiek sytuacji. Zawsze pragnął być najlepszy. Nie zauważał jednak, iż to go gubi. Traci ludzi po kolei. Z tego co zauważyłem - nie przeszkadza mu to. Popełnia więc wielki błąd, samemu nigdy nie wygra. 
W pokoju nastała jasność. Jak się spodziewałem, ciemne oczy bruneta stały się szerokie, gdy zobaczył moją osobę. Zadrżał, kiedy posłałem mu piorunujące spojrzenie. 
- Andy! - zawołał do jednego ze swoich ludzi, a ten sięgał po broń.
- Michael, czynisz honory? - spytałem niewzruszony tym ruchem. Przewidziałem każdy jego krok.
Mój przyjaciel, trzymający już w dłoni pistolet wycelował w nogę chłopaka, a następnie oddał strzał. Blondyn o atletycznej budowie krzyczał, upadając na ziemię. Widziałem jak Logan szuka w kieszeni telefonu, aby wezwać wsparcie. Kiedy ruszyło kolejnych dwóch mężczyzn, nie pozostałem obojętny. Michael strzelił do kolejnego człowieka Logan'a, natomiast ja postanowiłem zająć się tym w inny sposób. 
Brunet nie wyższy ode mnie, zbliżał się chcąc zadać mi cios. Zrobiłem szybki unik, następnie chwytając go za materiał koszuli. Szarpnąłem nim, popychając na ścianę. Jęknął, kiedy plecami uderzył o nierówno wyłożone kamienie. Zza pleców wyciągnąłem nóż, przytykając mu go do gardła.
- Odrąbię mu łeb - zagroziłem, patrząc na przerażonego Logan'a - Masz trzy sekundy, aby rzucić telefon.
Fletcher ściskał  w dłoni komórkę, zaciskając szczękę. Był między młotem, a kowadłem. Wiedział, że jeśli tego nie zrobi zabiję jego człowieka, a później zajmę się nim. Nie mógł zrobić nic innego, jak tylko się poddać. Nawet wsparcie nie pomogłoby mu w powstrzymaniu mnie. 
Nagle komórka uderzyła o stół. Logan posłusznie odłożył ją, krzyżując ręce. Patrzył na mnie z pogardą, jakby nie był w stanie znieść kolejnej porażki. 
Bez wahania przeciągnąłem nóż, wzdłuż szyi mężczyzny. Blada skóra rozciągnęła się, a spod niej zaczęła wylewać się krew. Strumieniami spływała po klatce piersiowej chłopaka. Kilka chrząknięć wyleciało z jego ust, ostatnim tchem. Jego oczy patrzyły na mnie. Takie puste, bez duszy. Ciało osuwało się po ścianie, aż dotarło do podłogi. Powieki opadły, a głowa przechyliła się na bok. 
Umarł. 
Nie miałem skrupułów. Nie dziś, nie teraz, nie w tej sytuacji. Nie mogłem odpuścić Fletcher'owi sprzeciwienia się zasadom. Musiał ponieść konsekwencje. Caitlin była, jest i będzie naznaczona, co oznacza tylko jedno - należy do mnie. Nie można mi jej tak po prostu odebrać.
Wyjąłem chusteczkę i wytarłem nóż. Odwróciłem się do zszokowanego moim ruchem Logan'a. Był przekonany, że nie zabiję tego człowieka. Cóż... ludzie zaskakują.
- Widzisz, mam dzisiaj wyjątkowo zły dzień - uśmiechnąłem się - Może gdybyś przywitał mnie nieco grzeczniej okazałbym ci więcej szacunku. 
- Nie ujdzie ci to na sucho Irwin - wysyczał, chcąc mnie wystraszyć.
- Tak jak tobie porwanie Caitlin. Wiesz, co się dzieje, kiedy ktoś łamie zasady - pouczałem go niczym małe dziecko.
- Tych zasad już nie ma pierdolony kretynie! - wydarł się - Zniknęły razem z twoim wyjazdem.
- Niestety... mylisz się. Zasady ustalał Sean, a ty je naruszyłeś. Co jeśli twój braciszek się o tym dowie? - zapytałem melodyjnie, z nutką humoru.
Logan rzucił mi wrogie spojrzenie. Jego strach przed Sean'em był dla mnie komiczny. Starszy Fletcher nie budził we mnie grozy. Uważałem go za interesującego człowieka, a w dodatku przyzwoitego. Nie rozumiem, czemu Logan tak bardzo czuł przed nim respekt. Sean był osobą taką samą jak my. Nieciekawa przeszłość, pasja do samochodów, fascynacja bronią i złe towarzystwo. Ja i on mieliśmy dużo wspólnego. Zawdzięczam mu wiele, chociaż powinienem go także nienawidzić. W końcu to przez niego, albo dzięki niemu - zależy jak kto myśli - znalazłem się tutaj, w ekipie.
- Po cholerę ci ona? Chcesz stworzyć rodzinkę, wziąć ślub i żyć szczęśliwie? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia - Ty idioto - prychnął - W tej branży nie ma szans na związek i akurat ty powinieneś to wiedzieć. Nie jesteś w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa - mówił kpiąco -  Już niedługo będziesz ją odwiedzał na cmentarzu - zaśmiał się.
Jego słowa spowodowały wrzenie w moich żyłach. Cisnąłem pięścią w bruneta, nie zastanawiając się nad tym co robię. Jego szczęka przechyliła się pod wpływem siły mojego uderzenia. Podniosłem kolano, pchając je w brzuch bruneta. Zasłużył na to. Odepchnąłem go od siebie. 
- Milcz - zagroziłem.
Nieświadomie balansował, próbując dojść do krzesła. Jego palce ścisnęły blat stołu, opierając się o niego. Splunął krwią na podłogę. Otarł czerwone usta materiałem koszulki, a następnie podniósł wzrok. Ta cała sytuacja nadal go bawiła. 
- Taka jest prawda, Irwin - odparł - Nie możesz jej nic zaoferować poza niebezpieczeństwem. Sprawiasz jej same kłopoty, nie widzisz? Przez ciebie jest w takiej sytuacji. To twoja wina, tylko i wyłącznie twoja. 
Zrobiłem krok do przodu w kierunku bruneta, aby ponownie wyładować na nim swoje emocje. Ręka Michael'a znalazła miejsce na mojej klatce piersiowej, blokując mi przejście. Odwróciłem twarz w jego stronę. Jego mina mówiła sama za siebie. Jakby miał wypisane na czole "Nie daj się sprowokować, Ashton". Zatrzymałem się. 
To właśnie była taktyka Logan'a. Grał na czas. Próbował mnie prowokować, abym spędził w tym miejscu więcej czasu. Prawdopodobnie miał jeszcze jakieś nadzieje na wezwanie posiłków. Na szczęście Michael zareagował w porę. Właśnie dlatego był tu ze mną. Często ponoszą mnie nerwy, łatwo jest mnie wkurzyć. On zaś wie, kiedy mnie powstrzymać. Mógłbym rzec, że zazwyczaj jest on "Mózgiem operacji".
- Nudzisz mnie, Fletcher - wymamrotałem ociężale, wracając do mojego byłego kumpla - Zajmij się sobą, a Caitlin zostaw, bo jest moja - oświadczyłem - Nawet nie potrafisz o nią zadbać, zostawiłeś ją z Ticks'em - powiedziałem, spoglądając na niego z politowaniem - Tego idiotę jest tak łatwo zdjąć - westchnąłem, czym tylko zdenerwowałem Logan'a.
- Myślisz, że wygrywasz, co? Że jesteś najlepszy? - dopytywał z zawiścią.
- Nie, stary - odparłem - Ja to wiem - powiedziałem pewnie - A teraz, radziłbym ci się zmywać, bo za chwilę wpadną nieproszeni goście - oznajmiłem, słysząc syreny alarmowe.
Tak, właśnie tak. Wezwałem policję. Nie byłbym sobą, gdybym nie dodał do całej sytuacji nutki adrenaliny. Poza tym... widok uciekającego Logan'a jest zawsze bezcenny. Nigdy nie umiał stawić czoła policji. Jego strach przed więzieniem był ogromny. Gdy tylko stróże miasta byli w pobliżu chłopak nie pisał się na żadne akcje. Tchórzył. 
Logan słysząc dźwięk syren policyjnych naprawdę się przeraził. Jego ciało drżało, jakby za chwilę miał umrzeć. Zaczął zbierać wszystkie swoje rzeczy ze stołu i pakować je do plecaka. Cholera, jaki on był przerażony. Nie mogłem powstrzymać śmiechu. 
Poklepałem Michael'a po ramieniu informując go, że nasz czas dobiegł końca. Odwróciliśmy się, zmierzając do wyjścia. Ja jednak zatrzymałem się na moment.
- Logan - zawołałem, a chłopak oderwał się od pakowania rzeczy - To nie jest koniec.
Ostatnie słowa padły przed naszym wyjściem.
Radiowozy policyjne obstawiły cały budynek. Nie było łatwo się z niego wydostać. Nie miałem innych możliwości, jak otwarcie ognia i szybkie przemieszczenie się do samochodu. Cholerni agenci specjalni. Są jak małe mrówki, a zarazem niczym wrzód na dupie. Bywają wszędzie, nie odpuszczając. Ja również mam temperament tego typu, więc nie wyobrażałem sobie poddać się i wyjść z podniesionymi rękoma. Nie złapali mnie za pierwszy razem, nie złapią i za dziesiątym. 
Wybiegliśmy z budynku, uciekając sprintem w stronę pola. Zostawiliśmy auto w lesie, byliśmy zmuszeni przebiec około dwieście metrów. Gdy nie zatrzymaliśmy się na prośbę władz, ci zaczęli do nas strzelać. Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Jeśli którykolwiek z nich uważał, że powstrzyma mnie to przed ucieczką - był w błędzie. Jakbym nie raz uciekał.
Niczego się nie nauczyli.
Durnie. 
Kiedy byliśmy już prawie przy lesie, szczęśliwi, cali i zdrowi, padł strzał.
Zawyłem z bólu, czując pieczenie na ramieniu. 
Dostałem.
Ścisnąłem dłonią moje zakrwawione ramię, biegnąc dalej. Nie mogłem pozwolić sobie na przerwę. Przeklinałem ten dzień. Sam ich zwabiłem, to wszystko działo się z mojej inicjatywy. 
Chyba to ja jestem tutaj jedynym durniem.
Zająłem miejsce na siedzeniu pasażera, rzucając Michael'owi kluczyki. Nie było okazji, abym dał któremuś z moich przyjaciół prowadzić swoje auto. Samochody traktowałem jak świętość. Tym razem sytuacja była wyjątkowa. Nie byłem w stanie kontrolować pojazdu. 
Michael spisał się w tej roli wyśmienicie.

Podniosłem maskę Mustanga z sześćdziesiątego siódmego rocznika, oglądając jego silnik. Kochałem samochody, zwłaszcza tego typu - głośne, szybkie i bezkompromisowe. Muszę przyznać, że należałem do swego rodzaju kolekcjonerów. Ten wóz można by okrzyknąć zabytkiem. Wygrałem go kilka miesięcy temu na wyścigu w Brisbane, ale nigdy nie miałem okazji dokładnie mu się przyjrzeć czy nawet przejechać nim.
Stał w garażu taki, jakiego go dostałem - bez żadnych poprawek, obróbek, remontu ani przeglądu. Dopiero tego dnia postanowiłem go obejrzeć.
Brak wspomagania układu kierowniczego, to jeden z wielu plusów tego auta. Dzięki temu, można lepiej wyczuć samochód podczas szybkiej jazdy, czego właśnie oczekuję. Uwielbiam mieć kontakt z wozem, porozumiewać się z nim.
Zauważyłem lekką korozję na progach, ale da się to zrobić. Wystarczy przyprowadzić tutaj Luke'a, zajmie się tą sprawą od razu. Jego pasja do szybkich i klasycznych wozów jest o wiele większa od mojej. Dotykał każdego mojego auta. Traktował je jak swoje dzieci. Gdybym powiedział, że były dla niego jak dziewczyny - kłamałbym, gdyż kobiety zmieniał często, samochody zaś rzadko.
Felgi chromowane, stalowe o średnicy piętnastu cali. Piękny napis "MUSTANG" na tyle wozu. Przyznaję, byłem oczarowany.
Wróciłem wzrokiem do silnika, który robił wrażenie. Silnik V8 289. Delikatnie gładziłem dłonią po elementach tego samochodu. Był idealny.
- Chciałeś coś? - usłyszałem niski, nastoletni głos Luke'a.
Nie odwracając głowy, wiedziałem jak był ubrany. Te pieprzone stare, dziurawe dżinsy poznawałem z daleka, patrząc tylko kątem oka. Pognieciona, niebieska koszula w kratę i jakiś brudny t-shirt. Kiedy on go w ogóle prał?
- Mustang ma zniszczone progi - rzuciłem, zamykając maskę - Zajmiesz się tym, prawda?
- Jasne - odparł, wzruszając ramionami.
Zdjąłem ze swojego barku ścierkę, pobrudzoną smarem i przetarłem swoje dłonie czystym fragmentem materiału wciąż przypatrując się samochodowi ze skupieniem. Musiałem zapełnić sobie myśli czymś zupełnie innym, aby słowa Logan'a sprzed tygodnia odeszły w niepamięć. Sprawiało mi to jednak trudność, gdyż za każdym razem kiedy próbowałem o nich zapomnieć, ktoś lub coś przypominało mi o tym.
- Ashton? Czy słowa Logan'a...
- Tak - powiedziałem - Wciąż o tym myślę, Luke - oparłem się o samochód - Wiem, że to dupek, który chce mi pograć na nerwach, ale ma rację. Nie mogę zapewnić Caitlin przyszłości. Ona nawet nie będzie przy mnie całkowicie bezpieczna.
Blondyn zszedł ze schodów, zmierzając w moim kierunku. Jak miał w zwyczaju, podrzucał w dłoni zapalniczkę. Można uznać to za jego tik. Zawsze musiał mieć zajęte ręce, jeśli aktualnie nie naprawiał wozu albo nie zabawiał się kobietami.
- Więc co zamierzasz, po tym wszystkim? Obiecałeś ją chronić, a teraz tak po prostu każesz jej spadać? Adios? Narka? Bye?
- Nie wiem, cholera, nie wiem! - krzyknąłem, łapiąc się za głowę - Nie mogę pozwolić, aby podobne zdarzenia jak to kilka tygodni temu miały miejsce.
- To moja wina - mruknął, spuszczając głowę - Sorry, Ash.. powinienem był jej bardziej pilnować.
Wyrzuty sumienia nie odstępowały Luke'a na krok. Nadal czuł się winny.
Zawiódł mnie, owszem. Ale nie jestem w stanie wściekać się na niego. Nasza relacja jest o wiele silniejsza. Nie można tego nazwać przyjaźnią. Cała nasza czwórka to wielka rodzina, trzymająca się razem. Jakbym miał wykluczyć go z ekipy - sam czułbym się źle. Wybaczę mu wszystko. W końcu on poświęcił dla mnie również wiele.
- Nie, Luke - zabrałem głos - Nie zadręczaj się - pocieszyłem - Najważniejsze, aby Cait była bezpieczna teraz. Logan tak łatwo nie odpuści, dopóki jej nie dostanie. Mogę na ciebie liczyć?
- Oczywiście, ale musisz mi coś obiecać.
- Co takiego? - spytałem zdziwiony. Luke rzadko zwracał się do mnie z prośbą.
- Nie zostawiaj jej - poprosił.
Wziąłem głęboki wdech. Hemmings to powiedział. Luke Robert Hemmings we własnej osobie.
Coś musi w tym być.
Coś musi być w nas.

*pochyła czcionka - retrospekcja*

______________________________________________________
Okay so um.. rozdział przejściowy.
Nie mam jakiś większych zażaleń. Co do tego rozdziału jestem neutralna. Nie należy do najlepszych, ale najgorszy chyba też nie jest.

DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ ZA 140 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ NA WATTPAD I TU PONAD 600 TYSIĘCY. Zaczynam powoli wierzyć w milion, co jest hm... jak dla mnie niemożliwe i niewiarygodne! Milion wyświetleń miały chyba same tłumaczenia więc.. um.. nie, dobra, rozmarzyłam się trochę.


Tłumaczonka mają się S U P E R ! :) Dziękuję Wam za każde wejścia. Jest to naprawdę niesamowite i czuję się wyróżniona. Nigdy nie będę w stanie podziękować Wam wystarczająco. Jesteście najlepsi, powtarzam to cały czas i mam nadzieję, że wierzycie w moje słowa bo tak po prostu jest.

Przepraszam, że nawalam teraz trochę z tłumaczeniem The ripper > JUTRO POWINNO SIĘ POJAWIĆ! Ostatnio jestem zabiegana i ciężko mi się uporać ze wszystkim.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO IRENA @dfcgvyhjn. Masz urodziny 23 czerwca, ale już teraz składam Ci życzenia. :) Spełnienia marzeń, dużo sukcesów w życiu i szczęścia jak najwięcej! :)

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO @Un_touched ponieważ masz urodziny już jutro! Tobie również życzę samych sukcesów, jak najlepszych wyników w szkole, szczęścia, zdrowia, pomarańczy i niech Ci Cień nago tańczy! :)

Wiem, że dzisiaj ma urodziny także Julka (JullkaTW, nie wiem czy dobrze napisałam haha) Więc Tobie również życzę wszystkiego najlepszego. Pamiętam Cię bardzo dobrze z twittera (często rzucasz mi się w oczy, a to w interakcjach, a to na timeline) Spełnienia marzeń, wszystkiego co najlepsze. :)

Oraz STO LAT DLA WSZYSTKICH INNYCH OSÓB CZYTAJĄCYCH CIENIA, KTÓRZY MAJĄ DZIŚ URODZINY! (Wiem, że jest jeszcze kilka osób, niestety nie jestem w stanie z pamięci wypisać, ale tak, wiem, że tu jesteście!)

So.. rozdział dedykowany solenizantom!


Kochani, jeśli zależy Wam na sprowadzeniu 5SOS do Polski, dołączcie do tej grupy > KLIK

+ NIE USUNĘŁAM/ZAWIESIŁAM TWITTERA, zmieniłam nazwę z HYPEASH na PERFCALVM.

Oh i jeszcze jedna sprawa!
Jeśli są tutaj osoby z Warszawy (okolic) Planuję małe spotkanie po 30tym czerwca. Dokładną datę będę ustalała na grupie <tutaj> i później podam datę na blogu oraz dziewczyny prawdopodobnie podadzą na fanpejdżu <tutaj>. Jeśli ktoś chciałby się spotkać, pogadać to byłoby super. Dodatkowo postaram się zaciągnąć zespół Cuddling with the Giant ze sobą więc pośpiewamy piosenki sosów i spędzimy miło razem czas. 
Dziewczyn możecie posłuchać tutaj: 

She looks so perfect.

Amnesia