poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 40

Mjuzik klik


Hurstville... znowu.
Nie sądziłam, że jeszcze zawitam do tego domu, ale los lubi płatać nam figle, nieprawdaż?
Pierwszy raz od kilku dni czułam się wyspana. Powodem tego było normalne, miękkie i wygodne łóżko. Leżałam komfortowo na materacu przykryta kołdrą w kolorze beżu, podziwiając sufit. Spałam w innym pokoju. Ten, który zniszczyłam nie został jeszcze wyremontowany. Ashton stwierdził, że lepiej będzie jak przenocuję w jego sypialni. Nie trudno było zauważyć, że byłam zmęczona i obolała, a podróż wykończyła mnie całkowicie. Chłopak chciał, abym wypoczęła. Uznał więc, że jego pokój będzie najlepszym miejscem.
Pokój Ashton'a był duży, urządzony w skromny sposób. Na wprost wejścia znajdowało się łóżko. Pod ścianą w kolorze błękitu po lewej stronie ustawiona była ogromna szafa z dużą ilością książek na półkach. Nigdy nie pomyślałabym, że Ashton lubi czytać. Może wcale tego nie robił, a literatura stała tu jedynie dla dobrego efektu? Ciemnobrązowe meble dodawały temu pomieszczeniu trochę mroku, aczkolwiek nie budziły jakiejś odrazy czy przerażenia. Wszystko wyglądało naturalnie, schludnie i klasycznie, co było całkowicie nie w stylu Ashton'a.
A może po prostu go nie znałam?
Zeszłam na dół, gdzie panowała cisza. Słychać było jedynie dźwięk muchy przelatującej przez korytarz do salonu. Przez chwilę wydawało mi się, że wszyscy domownicy ulotnili się, ale huk, który doszedł z kuchni rozwiał moje wątpliwości.
- Baranie, obudzisz ją! - krzyknął Luke.
- Morda! - odpysknął mu Calum.
Ruszyłam więc do kuchni wolnym krokiem, podsłuchując rozmowę przyjaciół Irwin'a. W ciągu kilku sekund padła z ich ust masa wyzwisk i obelg. Ich sposób okazywania sympatii był naprawdę dziwny. Postanowiłam utrzymać dobry kontakt z chłopcami, zwłaszcza wtedy, gdy sprawa z Logan'em była napięta. Nie tylko ja i Ash zaczynaliśmy od nowa. Wszyscy musieliśmy rozpocząć nowy etap, zapominając o poprzednim. Rozgrzebywanie starych problemów w niczym nam nie pomoże, a gdy uda nam się trzymać razem - możemy zyskać o wiele więcej.
- Tak właściwie, to już nie śpię - oznajmiłam po wejściu do pomieszczenia w którym znajdowali się najmłodsi z domowników.
Kuchnia wyglądała tak samo. Nic nie uległo zmianie. Słońce przebijało się przez okno, oświetlając meble w kolorze mahoniu. Przy stoliku siedział Luke. Byłby to codzienny widok blondyna, gdyby nie fakt, że czytał książkę, a w dodatku o tematyce psychologicznej. Sądzę, że ten chłopak skrywa więcej sekretów niż może mi się śnić.
Myślałam, że już nic nie może mnie zaskoczyć. Zmieniłam zdanie, kiedy mój wzrok przeniósł się na Calum'a... całkiem nagiego. (sorry, muszę ale > klik hahahhaha)
- Wow - wykrztusiłam z siebie.
Na szczęście brunet stał tyłem. Właściwie nie pogardziłabym, gdybym widziała jego twarz czy resztę ciała będącą na przodzie. W końcu jestem dziewczyną, a on facetem. Czemu ta sytuacja miałaby mi nie sprzyjać? Chłopak odwrócił jedynie głowę. Zauważając, iż przyglądam mu się, szybko chwycił za leżące na kuchennym blacie naczynia zakrywając swoje pośladki oraz... genitalia. Zrobiło się dość niezręcznie. Na policzkach Calum'a pojawiły się wypieki. Pewien czas staliśmy w ciszy, wymieniając się spojrzeniami. Nie muszę chyba mówić, że Hood wyglądał komicznie zakrywając się srebrnym garnkiem oraz czarną patelnią.
- Mówiłem wam, żebyście... - zza moich pleców wyłonił się Michael, przerywając milczenie. Zatrzymał się na widok Calum'a, a po chwili wybuchł śmiechem. Luke dołączył do ciemnowłosego. Ich przyjaciel natomiast utrzymywał powagę, a nawet czuł się nieco zażenowany. - Oh, Caitlin mam nadzieję, że nie czujesz się zawstydzona. Uznaj to za dzienną rutynę Cal'a - odezwał się Clifford, próbując powstrzymać się od dalszego śmiechu.
- Pójdę się ubrać.. - burknął pod nosem brunet.
Obszedł nas, obijając naczyniami o ścianę. Rozległo się kilka dźwięków tłuczonych naczyń, na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Po raz kolejny Calum nie wyglądał na rozbawionego całą sytuacją. Zazwyczaj to on żartował. Widocznie nie preferował wyśmiewania się z niego.
- To normalne? - zapytałam.
- Oh, nie - odparł Mike - Zdecydowanie nie - potwierdził.
- Cal kiedyś próbował być normalnym - wtrącił Luke - Przetrwał minutę. Istna katorga, nie stary? - Hemmings spytał głośno, chcąc mieć pewność, że Calum idący na górę usłyszy jego pytanie.
- Mam uraz do dzisiaj! - usłyszeliśmy w odpowiedzi.
Kąciki moich ust uniosły się. Ich poczucie humoru czasami było nieznośne, ale w tym wypadku - adekwatne. Zdarzało mi się je lubić. W dodatku przyjaciele Ashton'a jak na razie traktowali mnie z sympatią, nie wyrażali się bezczelnie w stosunku do mnie. Do tej pory nie mogłam im niczego zarzucić. Zwłaszcza Luke. Ten człowiek zachowywał się jak moja prywatna opiekunka.
- Chcesz coś zjeść? - blondyn wstał od stołu, zamykając książkę. Skierował się  idąc w stronę lodówki, aby być gotowym do przyrządzenia mi jakiegoś posiłku.
- Nie.. nie - pokręciłam przecząco głową, nie mogąc uwierzyć w jego zmianę - Chciałabym porozmawiać z Ashton'em... - mruknęłam.
- Jest w garażu - oznajmił.
Wyminęłam Michael'a, posyłając mu słaby uśmiech. Nie tracąc czasu ruszyłam do garażu na spotkanie z Ashton'em. Miałam nadzieję, że nie będziemy toczyć sporów czy wojen. Sporo minęło od ostatniej naszej kłótni, a ja nie miałam w zamiarze tego wszystkiego zepsuć. 
Weszłam do garażu. Muszę przyznać, że był on ogromny. Silne, rażące oczy lampy oświetlały pomieszczenie. Znajdowało się w nim wiele samochodów o różnych markach. Mogłam odnaleźć starsze roczniki, jak i najnowsze auta, które niedawno wyszły na rynek. Ashton miał gust. Każda maszyna była inna, niepowtarzalna i oryginalna. Nie zauważyłam dwóch podobnych wozów. Wszystkie znacząco różniły się od siebie.
Spostrzegłam rozwiane na kilka stron ciemne blond loki. Zawołałam chłopaka, a jego głowa uniosła się. Miał na sobie czarną koszulkę z podwiniętym kilkakrotnie rękawem. W prawej dłoni trzymał klucz, zaś lewa podtrzymała podniesioną do góry maskę.
Wsunęłam ręce do kieszeni spodni, powoli krocząc po schodach oświetlonych wbudowanymi lampkami. Idąc w stronę Ashton'a przyglądałam się samochodom. Oczarowało mnie kilka wozów.
- Fajne "fury" - pochwaliłam używając slangu. Ashton parsknął śmiechem. Zapewne zrobiłam z siebie idiotkę, ale przynajmniej wywołałam uśmiech na jego twarzy.
Irwin opuścił lewą dłoń tym samym zamykając maskę przepięknego mustanga. Nigdy wcześniej nie dane mi było zobaczyć tego samochodu na żywo. Samo patrzenie na wóz przyprawiało o dreszcze, a co dopiero jazda.
- Jak się czujesz? - zapytał ignorując mój komentarz.
- Będziesz od teraz pytał mnie o to codziennie? - odpowiedziałam unosząc brwi i zaciskając usta. Oparłam się o blat stolika na którym pełno było różnych narzędzi.
Chłopak pokręcił przecząco głową.
Obserwował jak kątem oka oglądam samochód przy którym jeszcze chwilę temu operował. Mustang zdecydowanie przykuł moją uwagę. Wyglądał staro, ale jednocześnie świeżo. Nie znałam się na autach, ale moja słabość do tego typu wozów była ogromna.
- A więc mustang.. - westchnął, uderzając lekko nogą w przedni zderzak - Dostałem go od dość dzianego wujka. Wymęczył to cacko, a później oddał z powodu znudzenia. Cud, że jeszcze działa.
- Jest...
- Genialny - wyjął mi słowo prosto z ust, kończąc zdanie - Wiem - pokiwał głową, po czym spojrzał na mnie - Chcesz się przejechać? - zaproponował.
- T...tym? - wyjąkałam.
Ten samochód jest jak antyk - nietykalny, nadaje się tylko do muzeum, aby ludzie mogli podziwiać jego piękno ujęte w prostocie. W dodatku możliwe, że jest niesprawny. Ashton sam to powiedział, a teraz chce nim jeździć? On naprawdę jest nienormalny!
- Tak, przewiozę cię - oznajmił, odkładając klucz, który trzymał w ręku na stół - Spokojnie, jeszcze jeździ - starał się rozluźnić atmosferę - Przy okazji pokażę ci jedno z ciekawszych miejsc w Hurstville.
Zgodziłam się. Gdy usłyszałam, że Ashton ma zamiar przedstawić mi cokolwiek związanego z życiorysem uznałam, że jest to świetny pomysł. Pragnę poznać go bliżej. Liczyłam, że Irwin otworzy się przede mną i poszerzy moją wiedzę na temat jego osoby. W końcu wszystko miało się zmienić.
Nasza podróż nie trwała długo. Przejazd zajął nam jakieś dwadzieścia minut. Mustang to naprawdę wspaniały samochód. Jazda nim była lekka, cicha i przyjemna.
Ashton zatrzymał auto przed lasem. Przez moment zastanawiałam się, czy aby na pewno jestem bezpieczna. Widząc jego rozluźnienie pomyślałam, że po prostu panikuję. Postanowiłam mu zaufać, więc po co do jasnej cholery zaczęłam dramatyzować? To tylko las. Kilka drzew, nic poza tym. Przecież nie chce mnie tutaj zakopać żywcem, prawda?
Prawda?
Ashton wysiadł z samochodu, rozglądając się. Gdy nikogo nie zauważył, popatrzył na mnie. Nie ruszyłam się z miejsca, nie mogłam. Jakby całe moje ciało odrętwiało, wbiło się w siedzenie i za żadne skarby nie chciało się ruszać z samochodu. To miejsce mnie przerażało. Było cicho i ponuro, otaczały nas jedynie krzaki i drzewa. Nie miałam możliwości wezwania pomocy, jeśli byłaby taka potrzeba.
- Cait? - spytał niepewnie - Wszystko w porządku?
Odwróciłam moją głowę, obdarowując blondyna wzrokiem pełnym obaw.
- Nie zamierzasz mnie zabić? - zapytałam cicho.
- Dlaczego przyszło ci to do głowy? - potrząsnął głową, gdy usłyszał moje słowa.
Otworzyłam drzwi mustanga. Po chwili znalazłam się na zewnątrz samochodu. Obeszłam go, podchodząc do Ashton'a. Denerwowałam się. Nie powiedział mi o swoich zamiarach więc skąd miałam wiedzieć o jakie miejsce może mu chodzić? W jego opinii las jest interesujący, w mojej już niekoniecznie.
- Gdyby nie fakt, że moje życie to ostatnio jeden wielki rollercoaster, w którym raz jest dobrze, a raz ledwo uchodzę z życiem, prawdopodobnie nic takiego nie przyszłoby mi na myśl widząc las - zakpiłam.
- To nie jest zwykły las - oburzył się - Chodź ze mną.
Ashton chwycił moją dłoń. Przyjemne prądy przeszły przez moje ciało, wywołując lekki uśmiech na mojej twarzy. Trzymał mnie pewnie, jakby obawiał się, że za moment zgubię się w gąszczu zarośli albo tego całego mroku. Prowadził mnie ścieżką, wydeptaną przez ludzi między krzewami. Szliśmy kilkanaście minut w milczeniu. Zadawałam pytania, jednak Irwin na żadne nie odpowiedział. Wydawało mi się, że nie chciał nic zdradzać. Czułam się jak na randce z horroru. Chłopak gwarantuje, że za chwilę dotrzemy do wspaniałego miejsca, a tymczasem prowadzi mnie do starego, opuszczonego domu w którym zamierza posiekać dziewczynę na części. Tak, powinnam się leczyć. Ashton nie jest psychopatą, który łaknie mojej krwi. Powinnam się uspokoić i przestać panikować. On po prostu chce mi coś pokazać.
Ciężko jednak nie myśleć negatywnie, gdy przeszło się przez różne straszne sytuacje przypominające popieprzony thriller. Jakby ciemność nie przerażała mnie do szpiku kości, moja reakcja byłaby zupełnie inna. Zwyczajna.
Zgaduję więc, że przez wszystkie wydarzenia z mojego życia doznałam fobii. Idąc z Ashton'em w głąb lasu moje myśli coraz bardziej mnie przerażały. Czułam narastający chłód. Moje całe ciało było zimne, pomimo słonecznego i ciepłego dnia. Przez mój umysł przelatywały różne sceny z seriali kryminalnych.
Dotarliśmy na miejsce. Zrozumiałam, dlaczego Ashton odpowiadał ciszą na każde zadane mu pytanie.
Moim oczom ukazało się piękne, krystalicznie czyste jezioro. Słońce unosiło się nad widnokręgiem nadając wodzie koloru pomarańczy. Niewielkie fale tworzyły się pod wpływem lekkiego wiatru. Szum obijał się o moje uszy wraz ze śpiewem ptaków, a także szelestem liści. Stałam jak zahipnotyzowana wpatrując się w zjawisko.
Przed spotkaniem z Ashton'em nigdy nie byłam w Hurstville. Nie wiedziałam, że skrywa ono tak wiele sekretów. Rzadko również bywałam nad wodą. Nadopiekuńczość moich rodziców nie pozwalała im puścić mnie ze znajomymi nad rzekę czy morze. Widok wschodzącego słońca nad spokojnym jeziorem był więc kompletnie mi nieznajomy. Cieszę się, że mogłam jednak zobaczyć coś tak wspaniałego.
Ponura wizja tego miejsca diametralnie zmieniła się. Zapomniałam o drodze, którą musiałam pokonać, aby tutaj dotrzeć. Mój organizm zaczął wracać do normy. Znów poczułam ciepło i spokój.
Ashton puścił moją dłoń. Zobaczyłam jak zbliża się do wody.
- Co robisz? - zapytałam.
- Nie masz ochoty popływać? - zawrócił, zbliżając się do mnie.
Pokręciłam przecząco głową.
Ashton ściągnął swoją koszulkę przez głowę, rzucając ją na trawę. Nie mogłam oprzeć się pokusie spojrzenia na jego umięśnioną klatkę piersiową. Była idealna. Krótkie spojrzenie na zarysowany sześciopak na brzuchu chłopaka sprawił, że moje policzki oblał rumieniec. Odwróciłam wzrok, aby nie okazać mojego zainteresowania Ashton'em, a raczej jego wyglądem. Co do charakteru wciąż miałam kilka drobnych wątpliwości.
- Cóż... szkoda, bo ja mam - wzruszył ramionami.
Nie spostrzegłam, kiedy jego dłonie zatrzymały się po obu stronach mojej talii. Uniósł mnie do góry, a następnie przerzucił przez bark. Próbowałam wyswobodzić się, aczkolwiek siła Ashton'a była nie do przebicia. Na pewno ćwiczył na siłowni lub samodzielnie. Świadczyły o tym spore mięśnie na jego ramionach. Uderzałam pięściami w jego plecy krzycząc i protestując. To nie tak, że bałam się wody. Ja po prostu nie chciałam pływać.
Nie z nim.
Nie w ubraniach.
Nie teraz.
Poczułam na nowo chłód oraz wilgoć. Znalazłam się w wodzie wraz z nim. Postawił mnie na ziemi, kiedy uznał to za stosowne. Zamoczyłam całe ubranie. Wybiegłam z lodowatego jeziora, gdy tylko moje stopy dotknęły dna. Piszczałam jak zdesperowana nastolatka. Drżałam z zimna. Z moich szortów oraz koszulki ściekała woda.
- Kretyn! - fuknęłam, zauważając jak Irwin się śmieje - Dlaczego to zrobiłeś!? - krzyknęłam.
Ashton również wyszedł z wody, a wtedy jego mięśnie napięły się. Możliwość oglądania takiego Ashton'a nie powinna mi się nigdy przytrafić.
- Oh, no wiesz.. tak dla zabawy - odpowiedział, uśmiechając się cwaniacko - Teraz spędzimy razem więcej czasu. Zanim wrócisz do domu, będziesz musiała wyschnąć do końca.
- Czemu? - zmarszczyłam brwi, pytając.
- Jak wejdziesz mokra chłopaki pomyślą, że spociłaś się z podniecenia - powiedział, a potem puścił mi oczko.
Zmierzyłam Irwin'a wzrokiem. Z każdym jego złośliwym komentarzem czar pryskał. Miałam nadzieję, że kiedyś zakończą się jego bezczelne żarty. Widocznie dziecinność tkwiąca w tym człowieku nie zamierza zniknąć. W moich myślach obrzucałam go najgorszym obelgami. Chociaż raz mógłby okazać trochę więcej kultury i szacunku.
Ashton rzucił w moją stronę swoją suchą koszulkę.
- Masz, przebierz się - nakazał.
- Tu? - spytałam - Przy tobie?
- Przepraszam, że nie ma większej i lepszej publiczności. Mam się o nią postarać? - zakpił, krzyżując ręce, jakby czekał aż zacznę przed nim zdejmować ubrania. Liczył na prywatny striptiz? Wow... nie doczekał się.
Po raz kolejny zirytował mnie swoim aroganckim zachowaniem. Zdaje mi się, że muszę po prostu przywyknąć do jego stylu bycia, wahań nastroju i braku otwartości. Ashton był jaki był.
Zostawiając go samego przy jeziorze, ruszyłam w krzaki, jak najdalej od chłopaka. Szybko przebrałam koszulki w lesie i wróciłam do miejsca, w którym zostawiłam blondyna. Siedział na pomoście, wpatrując się w przestrzeń. Zajęłam miejsce tuż obok niego, trzymając w rękach swoją mokrą koszulkę.
- Żałuję, że dałem ci tą bluzkę - powiedział, skanując wzrokiem moje ciało.
- Jest ci zimno? - spytałam zdezorientowana. Byłam gotowa mu ją zwrócić. Wytrzymałabym w swoim ubraniu. Na dobrą sprawę słońce nie zamierzało zachodzić za chmury więc szybko bym wyschła.
- Nie, po prostu wyglądałaś bardzo seksownie cała mokra.
Nie wytrzymałam. Zacisnęłam dłoń w pięść, a potem uderzyłam w ramię Ashton'a. Blondyn jęknął, śmiejąc się. Uwielbiał mnie drażnić. Denerwowanie kogoś słabszego było dla niego lepszym zajęciem niż cokolwiek. Nie wiem, co sprawiało mu w tym wszystkim taką radość.
Ashton po kilku minutach spoważniał. Siedział cicho machając nogami nad taflą wody i wpatrując się w słońce. Mrużył oczy, marszcząc także czoło i obserwował szybujące po niebie ptaki. Westchnął cicho, zanim się odezwał.
- Przyjeżdżałem tu z ojcem.. na ryby - wyznał - Byłem młodszy, lubiłem spędzać z nim czas. Mama jeździła z nami, opalała się przy brzegu słuchając radia w którym leciało All about you - McFly. Zakładała zawsze śmieszny kostium kąpielowy, jednoczęściowy.. w groszki. - uśmiechał się, wspominając - Próbowała przypominać Marylin Monroe, ale wyglądało to zupełnie inaczej.. gorzej.
- Tęsknisz za tym? - zapytałam.
Skinął głową.
Ashton rzucił małym kamyczkiem, puszczając tak zwaną kaczkę. Kamień odbił się kilka razy na tafli wody, następnie spadając na dno.
- Chciałbym cofnąć czas - odezwał się - Nie wiem czy miałbym w ogóle taką okazję, skoro ojciec siedział non stop w tej pierdolonej pracy - powiedział przez zaciśnięte zęby - Ale jeśli nie mógłbym zmienić tego, co się wydarzyło, chciałbym chociaż powiedzieć mu, że go kochałem... - mruknął - Bo tak właśnie było. Kochałem i nienawidziłem własnego ojca. Gdy potrzebowałem, gdy zbaczałem ze swojej ścieżki schodząc na tą złą, nie było nikogo, kto złapałby mnie za rękę i z powrotem zaprowadził na właściwą drogę - jego smutny głos obijał się o moje uszy niczym echo - Chciałem żeby raz pochwalił mnie za dobrą ocenę w szkole albo zganił za nieposprzątany pokój. Tylko raz, czy tak wiele oczekiwałem? On zaś przychodził do domu, jadł i szedł spać, a na drugi dzień z samego ranka znów jechał do pracy - opowiadał z żalem.
Dotknęłam ramienia blondyna, wypowiadając błagalnie jego imię. Ciemne, pełne bólu oczy spotkały się z moją troską. Nieznajomy błysk w jego tęczówkach przypominający iskierkę światła pojawił się znienacka, ale równie szybko zniknął. Ashton spuścił wzrok, poczynając przyglądanie się swojemu odbiciu w tafli.
- Nie wyobrażasz sobie jak ciężko jest mi rano spojrzeć w lustro - westchnął - Widzę potwora...
- Nie jesteś potworem - odparłam - Jesteś człowiekiem, który popełnił kilka błędów.
- Pozbawienie kogoś życia nie jest błędem, jest wyrokiem - mruknął - A ja nie byłem upoważniony, żeby go wydać..
- O czym ty mówisz? - spytałam szeptem.
- Caitlin.. ja zabiłem człowieka - oświadczył po raz pierwszy od naszej całej znajomości.
Zakręciło mi się w głowie. Poczułam się słabo, gdy usłyszałam te słowa. Gdzieś w moim umyśle byłam świadoma, że policja nie ściga Ashton'a bez żadnej przyczyny, ale chyba nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że był on w stanie zabić człowieka.
Wzięłam głęboki wdech zatrzymując powietrze w płucach. 

______________________________________________________________________
Here it issssssss.
Nie najgorzej... chyba?
Sorry, ostatnio dużo się u mnie dzieje. Ciągle latam po mieście szukając pracy i jeżdżę samochodem jak pokraka. Jeśli są tu osoby z Warszawy - nie musicie się bać na ulicach, jeżdżę eleczką 30 na godzinę utrudniając ruch hahaha, przejechać was nie przejadę, no.
------------------------
Jak niektórzy dobrze wiedzą - na twitterze sprawdzam prawie codziennie tag/hasło Cień, #cień, Cienia, Cieńfamily etc. Niestety.. moje rozczarowanie osiągnęło szczyt. Wkurwiłam się na portal twitter ze względu na to, że zrobił ogromny chaos jeśli chodzi o tagi. Teraz wchodząc na opcję "ALL" aby zobaczyć wasze wszystkie posty dotyczące opowiadania widzę... dosłownie ALL czyli wszystko. Retweety, fav'y i posty każdego z Was. Istny burdel, wierzcie mi. W dodatku widzę tam też siebie, swoje retweety i fav'y. Szlag mnie trafia, bo nie widzę niczego chronologicznie. Jeśli nie odpowiem na jakiś tweet czy nie retweetnę i nie favnę ( a robię to z większością, bo staram się czytać wszystko ) to wybaczcie mi, ale po prostu tego NIE WIDZĘ. Waszych wiadomości jest masa (co bardzo mnie cieszy, uwielbiam widzieć ich multum) i dziękuję za to, ale niestety... taki jest nowy twitter.
------------------------

Ostatnio dodałam na mój profil na Wattpadzie tzw. one-shot'a. Nie dotyczy on 5sos, ale bardzo chciałabym żebyście go przeczytali. Nie jest on w tematyce Cienia, poruszam trochę ważny temat mając na celu podbudowanie kilku osób, którym życie daje w kość. Bardzo mi zależy na tym, abyście go zobaczyli. To mój pierwszy one-shot, pierwsza praca związana z tematem samobójstw oraz autoagresji i jest dla mnie bardzo ważna. Pisałam tą opowieść z serducha.

LINK > KLIK
(Możecie sobie w roli chłopaka wyobrażać również któregoś z sosów, jak kto woli)

---------------------- 
Przechodzę dalej.
Pisałam niedawno chyba, że planuję małe spotkanie z osobami czytającymi Cienia. Tak żeby pogadać, poszwędać się, poprzytulać i posłuchać Cuddling with the Giant haha. (Nie, to nie jest żaden zlot fanów (nawet nie wiem jak mogło to przyjść komuś do głowy but okay) żeby zaraz nie było sapów, że "łooo kim ty jesteś że niby jakieś zloty robisz z fanami co, łooo weź żal łooo idź sobie wyjdź i koś trawę na balkonie łoooo itd - nie, po prostu chcę się spotkać z osobami, które również chcą się spotkać w nieco liczniejszej grupie. Spotykałam się już z niektórymi osobami z twittera więc czemu miałabym się nie spotkać z Wami?)

Obgadując sprawę z dziewczynami z zespołu, które będą mi towarzyszyć oraz po ankiecie przeprowadzonej na grupie, zdecydowałyśmy iż spotkanie będzie 12 lipca o godzinie 16.00. Spotkamy się na starówce (standardowe miejsce EHHEHEHE) przy kolumnie Zygmunta (prawdopodobnie przy schodach od strony mostu żeby nie było, tych przy prawym pasie jezdni) na dole, na górze bez znaczenia. XD

Także:
12 lipca
16.00
Starówka, kolumna Zygmunta - schody.

Jeśli ktoś chce przyjść - zapraszam. Ponudzimy się razem.

---------------------------------

Dziękuję Wam za 150 tysięcy wyświetleń na Wattpad! Nie wiem czy ktokolwiek ma tyle wyświetleń, ale jestem na pewno pierwszą osobą z fanfiction o sosach! Nawet nie wyobrażacie sobie jaka jestem z tego powodu szczęśliwa. Jesteście najwspanialsi, najcudowniejsi i najukochańsi! Bez Was nie byłoby tego wszystkiego. Zawdzięczam Wam naprawdę wiele, pamiętajcie o tym.
Bardzo Was kocham!! xx

ps. Dzisiaj prawdopodobnie 1 rozdział angielskiego tłumaczenia! Zapraszam do sprawdzania <klik>, wszystkie tłumaczenia mają już ponad tysiaka wyświetleń, oprócz szwedzkiego... trzeba to naprawić!
<klik> Działamy, działamy... ^^
ps2 za błędy przepraszam. I love you all, wybaczycie mi prawda? *_*