sobota, 26 października 2013

Rozdział 8 + ZWIASTUN

- Łoł, łoł.. - wydusiłam z siebie wciąż patrząc na ciotkę z szeroko otwartymi oczami.
- Co się dzieje Caitlin? - brunetka zapytała zdezorientowana.
- Ciociu, ja nie mam chłopaka - powiedziałam na jednym wdechu.
- Więc kto w takim układzie podarował nam tą sumę? Daniel? - zapytała, a na mojej twarzy pojawiło się jeszcze większe zszokowanie jej pomysłem.
- Nie! - krzyknęłam zdecydowanie - Nie Dan
Złapałam się za głowę kilkakrotnie przecierając twarz i biorąc głęboki wdech. Co teraz? Mam jej powiedzieć, że jakiś psychopata codziennie do mnie wydzwania i to prawdopodobnie przez niego jej bar był zrujnowany, a teraz wygląda jak jedna z lepszych restauracji lat osiemdziesiątych? Przecież ciotka dostanie zawału.
Przecierałam nerwowo swoje skronie próbując grać na czas i wymyślić cokolwiek na poczekaniu. Patrzyłam na pięknie rozbudowane wnętrze pub'u, nowe lady, obrazy wiszące na ścianach, rzutki, stół bilardowy. Nie mogłam od tak oświadczyć jej, że mam prześladowcę i zniszczyć całe to szczęście, którym tryska. Gdybym to zrobiła, prawdopodobnie właśnie szykowałybyśmy się na posterunek policji, aby złożyć zeznania, a sama ciotka byłaby załamana i oddała wszystkie pieniądze, które dostała na remont.
Moje serce przyśpieszyło, a w głowie zaczynało szumieć od przypływu informacji. Wiele myśli krążyło po mojej głowie, pomysły, które rozważałam po cichu. Zaczęłam strzelać kostkami i przygryzać wnętrze policzka, aby pozbyć się zdenerwowania, które mną kierowało.
Myśl Caitlin, myśl...
- Wiesz co.. - odwróciłam głowę w stronę ciotki z lekkim uśmiechem - Tak właściwie to Dan - słowa wystrzeliły z moich ust.
Dopiero kiedy do mojego mózgu dotarło co właśnie powiedziałam, miałam ochotę strzelić się prosto w twarz.
- Mówiłaś, że.. - ciotka zmarszczyła brwi będąc kompletnie zdezorientowaną przez moją odpowiedź.
- Tak - przerwałam jej. - To miała być tajemnica, Dan wie ile dla ciebie znaczy ten bar no i dla mnie, nie chciał, abyśmy obie straciły robotę - objaśniłam uśmiechając się, jednak czułam, że na mojej twarzy zamiast pełnego uśmiechu gości jeden wielki zgrzyt.
- A więc Ty i on...? - starsza ode mnie brunetka wciąż mnie dopytywała, a przez moje ciało przechodził nieprzyjemny gorąc.
- Tak! - wypaliłam rozkładając ręce - Jesteśmy parą, dokładnie tak - odpowiedziałam, wiedząc, że Dan mnie zabije.
Zacisnęłam zęby, bawiąc się swoją mimiką twarzy. Prawdopodobnie z punktu widzenia osób przebywających w barze wyglądało to komicznie, natomiast ja chciałam po prostu odreagować. Wstałam z krzesła biorąc torebkę leżącą obok do ręki. W duchu przeklinałam samą siebie za to, co właśnie powiedziałam. Jak mogłam palnąć coś tak głupiego?
Nagle w mojej kieszeni zawibrował telefon. Pisnęłam pod nosem krótkie 'cholera' modląc się, aby to nie był Ashton. Miałam w tej chwili ochotę go zabić. Nie mógł wybrać gorszego momentu na pogaduszki. Wysunęłam komórkę z kieszeni patrząc na wyświetlacz.
Myliłam się. Teraz dopiero nie mogło być gorzej.
Dan.
Wstrzymałam oddech wpatrując się przerażona w ekran telefonu, na którym migotało zdjęcie mojego przyjaciela. Ciotka przyglądała mi się z zainteresowaniem nie do końca rozumiejąc co się właściwie dzieje, co tak mnie wystraszyło. A ja? Po prostu nie spodziewałam się telefonu od niego, właśnie teraz, właśnie w tej chwili, kiedy powiedziałam ciotce takie głupoty.
- To Daniel? - zapytała z pełnym cierpliwości i wyrachowania spojrzeniem. Skinęłam - Oh, daj mi go, muszę mu podziękować! - kobieta wyciągnęła dłoń ku mnie, a bicie mojego serca nabrało jeszcze szybszego tempa.
- Em.. Jasne, tylko się z nim przywitam - powiedziałam niepewnie, uśmiechając się krzywo. Przyłożyłam słuchawkę do ucha odwracając się plecami do ciotki i zaczęłam szeptać do telefonu. - Ratuj mi życie i po prostu przytakuj na wszystko co ci powie ciotka - wymamrotałam nie dając dojść chłopakowi do słowa, a następnie powiedziałam normalnym głosem. - No, kochanie, to teraz daję ci ciocię El, pragnie ci podziękować za to co dla nas zrobiłeś - oderwałam od siebie komórkę podając ją kobiecie. Słyszałam jedynie jak Dan pisnął 'Co?!' i prosił abym zaczekała.
Ciotka przyłożyła słuchawkę do ucha patrząc na mnie porozumiewawczo. Skinęłam głową i machnęłam ręką, aby sobie nie przeszkadzała i śmiało rozmawiała, chociaż tak na prawdę miałam nadzieję, że skończy się na zwykłym 'Dziękuję'.
- Daniel? Tak tutaj ciocia Cait, nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna. Nie wiem jak ci to wynagrodzę! Nie mogę się doczekać, aż wpadniesz zobaczyć wyremontowany bar! Dziękuję ci za ten hojny dar, tyle pieniędzy! - przysłuchiwałam się jak ciotka składała mojemu przyjacielowi podziękowania z wielką ekscytacją - Zamontowałam głośniki! I nareszcie jest stół bilardowy.
Usiadłam na jednym ze stołów nie angażując się więcej w słuchanie rozmowy tych dwojga. Dłońmi mocno ściskałam blat stołu, a obcasy butów wbiłam malutkie dziury zapierając się, aby nie spaść. Wpatrywałam się ze skupieniem w stół bilardowy odpływając myślami gdzieś daleko. Wyłączyłam się.
Myślałam o Ashtonie, a raczej o jego zamiarach wobec mnie. Nie rozumiałam jego postępowania, działań, ani toku myślenia. Dlaczego nie chce się ze mną spotkać jak normalny człowiek? Wiem, że nie jestem najlepszą towarzyszką, ale na pewno rozmowa w cztery oczy jest lepsza od telefonicznej. A może po prostu nie jest tym za kogo się podaje? Może to prawdziwy pedofil, albo morderca? Uderzyłam się płaską dłonią w czoło. Nad czym ja się w ogóle zastanawiam? Po co w ogóle ktoś taki jak on zajmuje miejsce w mojej głowie? Dlaczego o nim myślę nawet go nie znając?
- Caitlin! - moje ciało podskoczyło, kiedy głos ciotki obił się o moje uszy. Kobieta stała z wysuniętą ku mnie dłonią trzymając w ręku telefon - Wołam cię już trzeci raz! - spojrzała na mnie karcąco, a ja wbiłam swój wzrok w komórkę. Musiałam za bardzo odpłynąć. Zabrałam mały, przenośny sprzęt od mojej opiekunki żegnając ją uśmiechem. Pokierowałam się do wyjścia, a kiedy już znalazłam się przed barem, przyłożyłam telefon do ucha.
- Boże, dziękuję ci - powiedziałam spuszczając ze swojego ciała powietrze.
- Jesteś mi winna ogromną przysługę Cait, co Ty w ogóle wymyśliłaś? - Dan zapytał mnie lekko poirytowany.
- Wybacz, długo by opowiadać - rozejrzałam się na prawą i lewą stronę sprawdzając czy żaden samochód nie przejeżdża. Przeszłam przez ulicę gdy tylko zrobiło się pusto wędrując na parking do swojego auta. - W każdym bądź razie dzięki, uratowałeś mi życie.
- Twoja ciotka uważa, że jesteśmy parą - oznajmił.
- Tak, wiem - urwałam, kiedy otworzyłam drzwi pojazdu - Obiecuję Dan, odkręcę to jak najszybciej.
- Spoko, nie przeszkadza mi to aż tak - zaśmiał się, dzięki czemu atmosfera się rozluźniła. - Idziesz dziś do Glow?
- Tak, pewnie - wypaliłam.
- Super, będziemy pod klubem koło ósmej.
Rozłączyłam się.
W ciągu trzydziestu minut byłam już pod blokiem. Wpadłam do mieszkania i jedyne na co miałam ochotę to ciepła herbata i łóżko, ale plany na dzień dzisiejszy były zupełnie inne. Zsunęłam z nóg niewygodne czarne botki zostawiając je w korytarzu. Podczas drogi do pokoju zdążyłam ściągnąć w podskokach także skarpetki. Kiedy doszłam już do mojej sypialni pozbyłam się z ciała koszulki, a także spodni zostając w samej bieliźnie. Wyjęłam z szafy kilka par butów rzucając je na podłogę, a następnie sięgnęłam po sukienki układając je na łóżku.
Wpadłam do łazienki, a następnie przekręciłam kluczyk w zamku. Weszłam do kabiny prysznicowej przeciągając drzwi tak aby woda nie spadała na podłogę zalewając przy tym pomieszczenie. Nie miałam odwagi zamknąć ich do końca, oglądałam wiele horrorów w których młode dziewczyny się zatrzaskiwały, a zmory czy mordercy czekali aby je zabić w łazience. Tak, zdecydowanie mam fobię. Powinnam to leczyć. Odkręciłam wodę, a ta oblała całe moje ciało. Rozkoszowałam się tym szybkim prysznicem, to była jedyna przyjemna rzecz, która wydarzyła się w tym dniu. Zaczęłam nucić jakąś melodię, myjąc włosy jak to miałam w zwyczaju. Uśmiechałam się sama do siebie, kiedy do mojej głowy przychodziła myśl, że za niedługo wychodzę spotkać się ze znajomymi, potańczyć, rozluźnić się. Miałam nadzieję, że to będzie dobry wieczór.
Nagle usłyszałam trzask drzwi i tupot nóg. Wzdrygnęłam się i odwróciłam głowę w kierunku drzwi z otwartymi ustami. Oddech uwiązł mi w gardle. Spłukałam szybko pianę z włosów i zakręciłam wodę. Wyszłam z kabiny i założyłam turkusowy szlafrok, który wisiał przy lustrze. Drobne kropelki spływały z moich włosów prosto na podłogę i robiły coraz większą kałużę. Zaczęłam się trząść, a moje serce biło tak szybko i głośno, że byłam w stanie je wyraźnie słyszeć. Rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu przedmiotu,  którym mogłabym się bronić, gdy mój wzrok padł na mopa. Wzięłam go do ręki i podeszłam do drzwi. Przystawiłam do nich ucho nasłuchując, jednak nic nie zarejestrowałam, żadnych dźwięków. Moja dłoń spoczywała na klamce, druga zaś kurczowo trzymała kij od mopa. Wciąż wytężałam swój słuch w poszukiwaniu dźwięków za drzwiami, licząc, że może jednak się przesłyszałam, kiedy ktoś agresywnie poruszył klamką od drugiej strony. Pisnęłam przykładając dłonie do ust, a mop opadł na ziemię robiąc dużo hałasu. Od razu zgarnęłam go z podłogi, znowu chwytając go z całej siły. W duchu dziękowałam sobie że je zamknęłam i wtedy znów usłyszałam kroki. Powoli otworzyłam drzwi od łazienki i wypchałam kij do przodu będąc gotową do ataku.
Postać ubrana na czarno otwierała drzwi od mojego mieszkania. Prawdopodobnie był to mężczyzna. Wysoki, mający na głowie kaptur. To jedyne co udało mi się zarejestrować. Nie umiałam wydusić z siebie ani słowa, jakby odebrało mi mowę. Kiedy ujrzałam jak drzwi się zamykają, a następnie usłyszałam ich trzask wróciłam do siebie. Zamrugałam kilkakrotnie oczami po czym postawiłam mopa obok wciąż patrząc w głąb korytarza.