sobota, 12 października 2013

Rozdział 6

Szłam powolnie po kamienistej drodze stawiając delikatnie moje trampki na podłożu. Chłodny wiatr rozwiewał moje rozpuszczone falowane włosy. Co chwilę dośpieszałam kroku, aby go nie zgubić. Byłam tak blisko rozwiązania zagadki, która męczyła mnie od miesięcy. W końcu go poznam, zobaczę, pokaże mi swoją twarz. Dowiem się o nim czegoś więcej. 
Schowałam się za najbliższym murem, pozostając w ukryciu gdy tylko zauważyłam, że się zatrzymał. Odwrócił się oglądając czy nikt aby za nim nie idzie, a ja natychmiast schowałam głowę pośpiesznie oddychając. Nie widziałam jego twarzy, jeszcze nie. Lampa, przed którą stał nie oświetlała go, widziałam jedynie cień. 
Mimo to nie czułam rozczarowania, bo wiedziałam, że i tak go zobaczę. Popełnił błąd, jeden malutki błąd dzięki któremu w końcu ja jestem górą, to ja mam przewagę. Nie udało mu się ukryć przede mną.
Ruszył dalej. 
Miałam dosyć zabawiania się w niego samego. Śledzenia go, ukrywania się przed nim. To nie było w moim stylu. Postanowiłam więc skończyć zabawę raz na zawsze. 
Byłam kilka kroków za chłopakiem. Chłód przechodził przez moje ciało, a ciarki pojawiały się na rękach. Moje nogi przesuwały się po ziemii szybciej niż przy biegu na autobus, jakby automatycznie.
Szedł drogą z pełną swobodą, jakby czuł się bezpiecznie pomimo wieczornej pory. Jego ręce spoczywały w kieszeniach nisko opuszczonych spodni. Na nogach miał zwyczajne, czarne vansy, które cicho szurały po asfalcie ponieważ rzadko podnosił wyżej nogi niż powinien. Jego mięśnie opinały się na czarnej, zwyczajnej bluzie. Co chwila poprawiał swój kaptur, który zsuwał się z jego głowy. Zgarbiony, pod kapturem kroczył po najgorszych ulicach Sydney czasem jedynie przekręcając głowę, a to na lewą, a to na prawą stronę.
Szłam za nim. Jeszcze jakieś dziesięć sekund i byłabym obok niego.Mój oddech przyśpieszył wraz z biciem serca. Moja ekscytacja poznaniem prawdy wzrastała. Oczy w których każdy z oddali mógłby zobaczyć blask obserwowały idące z przodu kontury wysokiego chłopaka. 
- Hej! - zawołałam, a chłopak przystał prostując się. 
Mój głos był zachrypiały, drżący. Nerwy tłumiły się w moim ciele. Ciekawość wzięła górę. Miałam go zobaczyć. Po raz pierwszy. Strach przepływał z moich żyłach, nie wiedziałam czego mam tak na prawdę się spodziewać. Przystałam, jakby zastygając i tracąc kontrolę nad sobą. Nie mogłam się poruszyć, bałam się, że gdy to zrobię mogę wszystko zniszczyć. Traktowałam go jak diament, którego strach było dotknąć, bo mógł się rozkruszyć na drobne kawałki. Wypuściłam z ust powietrze, które przetrzymywałam, gdy zobaczyłam, że ciemna postać powolnie, z oporem odwraca się w moją stronę.
Czułam, że jestem gotowa. To już, to teraz. Poznam prawdę kim tak na prawdę jest. W końcu, wreszcie!

Dzwonek mojego telefonu rozbrzmiał w całym pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej odgarniając włosy do tyłu i szybko oddychając. Wybudziłam się z silnego, prawie realnego snu. Kiedy oprzytomniałam zaczęłam poszukiwać wzrokiem komórki na pościeli. Gdy tylko ją odnalazłam w innym miejscu niż przewidywałam, ponieważ znajdowała się na komodzie tuż obok łóżka od razu przyłożyłam ją do ucha. Dźwięk podrażnił moje uszy swoją głośnością i odrzuciłam ją. Cholera, zapomniałam odebrać połączenie. Ponownie sięgnęłam po iphone'a i tym razem przycisnęłam zielony klawisz oraz ustawiłam opcję głośno mówiącą rzucając się do tyłu prosto na poduszki, a następnie zamykając oczy.
- Obudziłeś mnie - odparłam z jękiem - Nie możesz mnie męczyć tylko i wyłącznie w godzinach popołudniowych? - zapytałam błagalnie mojego prześladowcę.
- To byłoby nudne Caitlin, nie uważasz? - jak zawsze odpowiedział mi pytaniem.
Przewróciłam teatralnie oczami znudzona.
- Ugh - warknęłam, a następnie usłyszałam śmiech chłopaka - Co tak cię bawi? Wiele dziewczyn tak reaguje na twoje irytujące telefony? - spytałam.
- Nie ma innych dziewczyn - odparł pełną powagą.
W ciągu kilku dni ja i mój prześladowca zbliżyliśmy się do siebie. Okay, to zabrzmiało dość dziwnie. Nie zbliżyliśmy się, ale poznałam go trochę bardziej. Wyjaśniając - dowiedziałam się jak ma na imię.
Ashton.
Nie jest to jak przypuszczałam po usłyszeniu tego imienia młodszy brat mojej koleżanki - Jasmine Treatfill, ale inny Ashton, którego nazwiska, wieku, adresu zamieszkania, ani innych danych osobowych jeszcze nie posiadam. Pracuję nad tym.
Ashton opowiedział mi o swoich zainteresowaniach jakimi są muzyka czy też broń. To drugie zdecydowanie wywołało u mnie przerażenie, ale chłopak mnie uspokoił, oznajmiając, że to tylko zainteresowanie, żadnej nie posiada i nie zamierza. Mój umysł podpowiadał mi, że mogę mu wierzyć, ale i tak tego nie zrobiłam, a przynajmniej nie w stu procentach. W końcu wyłączył mi prąd, włamał się do domu i mi groził nazywając to ostrzeżeniami - Jak mam takiemu człowiekowi wierzyć? Chyba tylko wariat by się tego podjął.
Ashton nie oznajmił mi jeszcze, czego tak naprawdę ode mnie chce. Przyznam, że zżera mnie ciekawość, a jednocześnie irytacja. Ile jeszcze będziemy się męczyć?
Postanowiłam zejść z łóżka gdy spojrzałam na zegarek wskazujący siódmą rano. Nie byłoby najgorszym pomysłem jakbym jednak wpadła do ciotki pomóc jej ze sprzątaniem, mimo, że prosiła abym zrobiła sobie wolne. Nie chcę zostawiać jej samej z takim nieszczęściem. Wiem, że jest jej ciężko. Ona była ze mną kiedy moi rodzice zginęli, teraz czas abym ja była przy niej, gdy jej bar ledwo się trzyma.
Ściągnęłam kołdrę nakrytą na moje ciało kładąc ją na bok i usiadłam na łóżko dotykając stopami o zimne panele. Od razu przeszły mnie dreszcze. W pokoju było zimno, więc pierwsze co zrobiłam to wstałam i zamknęłam okno. Przetarłam ramiona skrzyżowanymi rękoma mając nadzieję na minimalne ogrzanie. Sięgnęłam po bluzę leżącą na krześle obok i pochopnie ją nałożyłam, zapinając się pod samą szyję. Następnie przeszłam przez korytarz do kuchni, nastawiając czajnik z wodą. Usiadłam na blacie wciąż trzymając telefon w ręku i słuchając, co dziś nieznajomy Ashton ma mi do powiedzenia.
- Co dzisiaj zamierzasz robić? - zapytał z pełną ciekawością.
- Hm, po co mam ci to mówić skoro i tak się dowiesz? - odpowiedziałam pytaniem - Swoją drogą, masz abonament? Musisz sporo płacić za te nasze rozmowy - próbowałam mu dopiec, jak tylko mogłam. Kąciki moich ust uniosły się w górę, ta sytuacja mnie bawiła.
- Kasa nie gra roli - burknął.
To już trwało kilka miesięcy. Rozmawiam z kimś kogo tak na prawdę nigdy nie widziałam.  Nie wydaje mi się, aby było to normalne. Z jednej strony chciałam zakończyć historię z prześladowcą Ashton'em, ale z drugiej... nie byłam pewna moich przekonań. 
- Może jednak mnie uprzedzisz i opowiesz o swoich planach? - spytał z nutką flirtu w głosie.
Rozglądałam się po kuchni, machając gołymi nogami nad ziemią i czekając na nagrzaną wodę. Potrzebowałam się rozgrzać przed wyjściem, aby nie zamarznąć. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo chłodny.
- Jadę do ciotki - powiedziałam na jednym wdechu, kiedy czajnik wydał głośny gwizd.
Zeszłam z blatu, a następnie wyłączyłam gaz i zalałam kubek z herbatą gorącą wodą. Wrzuciłam kilka kostek cukru i dokładnie zamieszałam wszystko łyżką czekając aż mój prześladowca cokolwiek odpowie.
- Mhm - mruknął decydując się na jakąkolwiek wypowiedź.
Rozłączyłam się.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym zabrałam kubek z blatu i pokierowałam się do salonu.
Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie wpatrując się w czyste, bezchmurne niebo. Promienie słoneczne uderzały w moje okna rozświetlając całe mieszkanie. Drzewa tańczyły jak zaczarowane pod wpływem silnego wiatru, który panował na zewnątrz. To dzięki niemu pogoda nie była tak cudowna, na jaką wyglądała.
Westchnęłam głęboko.
Wzięłam łyk herbaty wpatrując się w podwórko. Dzieci idące do szkoły trzymając się za ręce, sąsiad wyjeżdżający swoim białym BMW z parkingu na przeciwko. Starsza kobieta powolnie przechodząca przez jezdnię. Rzekłabym - monotonność, gdyby nie fakt, że jedna osoba przykuła moją uwagę.
Znajome rysy twarzy, budowa ciała, spojrzenie. Mężczyzna stał pod moim blokiem bacznie, przyglądając się mojemu balkonowi i oknom. Zmarszczyłam brwi wbijając wzrok w faceta aby przypomnieć sobie zdarzenie z którym jest związany. Kojarzyłam go, ale nie wiedziałam skąd.
I wtedy do mojej głowy przyszedł obraz tego samego mężczyzny wchodzącego do baru mojej ciotki lustrującego otoczenie... i mnie.
Szybko pobiegłam do przedpokoju i wsunęłam na nogi pierwsze lepsze trampki. W moje ręce wpadły czerwone trampki, kontrastujące z moimi zielonymi szortami oraz szarą bluzą. Wyrzuciłam z myśli mój wygląd, który był właśnie teraz najmniej ważny. Wybiegłam z domu zamykając przedtem drzwi na klucz dwa razy.
Kiedy pojawiłam się przed blokiem nikogo już nie było. Żadnego tajemniczego mężczyzny wpatrującego się w moje okna, żadnej podejrzanej sytuacji. Pusto. Jedynie starsza kobieta zdążyła dojść do budynku w którym mieszkam. Właśnie mnie mijała.
- Dzień dobry - powiedziała pełna uśmiechu i szczerości.
- Dzień dobry - wyszeptałam nawet na nią nie patrząc. Wciąż wzrokiem przeglądałam podwórko. Zaczęłam się wycofywać z powrotem do bloku, a następnie wróciłam do mieszkania.
Nie zdążyłam jeszcze nic zjeść, a moja ochota na naleśniki nie dawała za wygraną. Musiałam wyjść do sklepu, ponieważ w mojej lodówce nie znalazłam ani kropli mleka, które było niezbędne w tej sytuacji. Szybko przebrałam moje szorty na szare dresy, aby nie robić z siebie klauna chociaż w sklepie i wyskoczyłam do pobliskiego spożywczaka. Poza mlecznym płynem zakupiłam butelkę wody i kilka bułek, aby wracając od ciotki ponownie nie robić zakupów. W domu nic poza tym nie brakowało, więc dałam kasjerce wyznaczoną ilość pieniędzy i wyszłam ze sklepu kierując się do domu.
Wracając standardową ulicą usłyszałam zza pleców krzyk. Odwróciłam się, jednak nikogo nie zauważyłam. Moje sumienie podpowiadało mi, że nie powinnam tego ignorować, więc cofnęłam się o kilka kroków, aż do przeciwnego ślepego zaułka, znajdującego się między blokami. Zauważyłam tam dwóch chłopaków, którzy trzymali mężczyznę przy ścianie. Był cały w krwi.
Moje wspomnienia wróciły.

Widziałam jedynie kontury. Mój wzrok w tym stanie był bardzo słaby, ale wciąż nie mogłam ruszyć do przodu, jakby moje nogi przywarły do asfaltu. Cały czas stałam przyglądając się całej sytuacji. Prawdopodobnie było tam pięciu mężczyzn. Jeden z nich klęczał przed drugim, wysokim gościem. Dwóch stało po obu stronach , a trzeci siedział obok, słychać było jego śmiech.
- Masz rację. Nie przeżyje, bo ją zabiję, tak samo jak Ciebie. - wszyscy parsknęli śmiechem, a po chwili było słychać tylko strzał i niosące jego dźwięk echo.


Siatka, którą trzymałam wyleciała z moich rąk lądując na ziemii. Zawartość wyleciała z reklamówki, a opakowanie mleka nie wytrzymało i pękło. Biały napój rozlazł się po ulicy. Głowy napastników zwróciły się w moją stronę, a ja zamarłam. Moje oczy stały się szersze, a usta ułożyły się na kształt litery O.  Wydałam z siebie cichy jęk 'O mój Boże..' wciąż patrząc na chłopaków, którzy w jednej chwili puścili mężczyznę. Ich ciała zwróciły się do mnie.
No Caitlin, teraz to dopiero masz przerąbane. - pomyślałam ciężko przełykając ślinę.