poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 42

Wróciliśmy do domu po kilku godzinach wspólnego spędzania czasu. W czasie podróży rozmawialiśmy niczym dobrzy przyjaciele znający się od lat. Irwin stał się otwarty. Mogłam poznać go od zupełnie innej strony, jako zwykłego dzieciaka o dobrym guście muzycznym i poczuciu humoru. Opowiadał o sobie, żartował, a bywały i momenty w których irytował mnie swoją lekką arogancją. Udało mi się jednak przeżyć i zapomnieć o chamskich komentarzach czy nadmiernej ilości sarkazmu w wypowiedziach. Pomimo że wiedziałam, iż Ashton Cień Irwin jest przestępcą, czułam się bardzo dobrze w jego towarzystwie. Przez całą jazdę ani razu nie przypominałam sobie jego słów. Myślami jedynie wracałam do momentu, w którym jego usta przywarły do moich. Za każdym razem miałam motylki w brzuchu, które w żadnym wypadku nie stawały się słabsze. Mogłam śmiało powiedzieć, że z każdym kolejnym wspomnieniem były one silniejsze. 
Trzymał moją rękę, dopiero w połowie drogi to zauważyłam. Ten dotyk był tak łagodny, ledwo wyczuwalny. Jego wzrok skupiał się na ulicy, aczkolwiek dłoń wciąż przystawała do mojej. Nie był świadomy swojego czynu. Nie spostrzegł tego zupełnie jak ja, jakby to była zwyczajna rzecz, wręcz codzienna dla nas obojga, mimo że było to coś niezwykłego, innego.
Bo w końcu teraz wszystko zaczyna się zmieniać, my się zmieniamy. Nie jesteśmy już dla siebie obcymi ludźmi czy nawet mogłabym rzec wrogami, jakimi do tej pory byliśmy. Toczyliśmy ze sobą non stop walki, które musiały nas wykańczać. Daliśmy upust naszym emocjom, nareszcie, bo chyba o to w tym wszystkim chodziło. Blokowaliśmy łączące nas uczucie, a teraz podarowaliśmy mu wolność i swobodę. Czujemy szczęście, a przynajmniej tak myślę. Ja je czuję. Ashton chyba również.
Żywię pozytywne uczucia do kryminalisty. Wydaje mi się atrakcyjny, słodki, zabawny i opiekuńczy. Patrzę na niego niczym na zwykłego nastolatka, którego mogłam spotkać podczas wbiegania do klasy spóźniona. Uderzyłabym wtedy o jego ramię, mówiąc cicho przepraszam, a on przedstawiłby mi się i żylibyśmy długo i szczęśliwie. Czyż nie?
Niestety poznaliśmy się w zupełnie innych okolicznościach, jednak nasza przygoda może zakończyć się tak samo, jakbyśmy mogli poznać się na szkolnym korytarzu. Czy ja tego chcę? Czy on tego chce?
Możliwe, że powinnam rozważać złe intencje Ashton'a, ale nie potrafiłam. Przestałam je widzieć odkąd nasze ciała zetknęły się w pełnym troski i rozpaczy uścisku pod szpitalem kilka tygodni temu. Moje serce, a także rozum wiedziało, że wszystko co wtedy mówił, a także robił było szczere. 
Role się odwróciły. Teraz to ja wychodziłam na tą złą. Skrywałam najgorszy sekret. Nie jestem w stanie nawet powtórzyć na głos słów, które padły z ust Logan'a. Ashton przez tyle czasu doszukiwał się prawdy, a teraz ma ją w zasięgu ręki. Wystarczyłoby jedno, małe pytanie, a ja byłabym spalona, gdyż nie jestem najlepsza w kłamaniu.
Wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju. Nie mogę spojrzeć mu w oczy bez poczucia jakiejkolwiek winy. Nie ja zabiłam mu ojca, ale wiedziałam kto i milczałam. Mój rozum nalegał, abym wydusiła to z siebie. Dlaczego akurat teraz, kiedy między nami jest tak dobrze? On jest szczęśliwy, zajął się zupełnie innymi sprawami. Jaką okrutną osobą musiałabym być, żeby teraz wracać do tematu, który sprawia mu tyle bólu? Po jego wyznaniach o niekontrolowanej złości i agresji, miałam świadomość, że może wydarzyć się wszystko, gdy tylko pozna prawdę. Nie chciałam, żeby ta wiadomość zniszczyła go kompletnie jako człowieka. Udowodnił mi, że ciemna strona nie pochłonęła go całkowicie, a gdzieś w tym ciele kryje się prawdziwy Ashton Irwin - normalny chłopak chcący wieść zwyczajne życie. Moim zadaniem jest walczyć o niego i pomóc mu, zamiast podkładać pod nogi kłody.
To trudne, bardzo trudne. Znajdowałam się pomiędzy złem, a złem. Czegokolwiek nie bym nie zrobiła i tak popełnię błąd. Jeśli nie wyjawię Ashton'owi tajemnicy - znienawidzi mnie, kiedy się dowie, a znów jeżeli to zrobię - zabije Logan'a oraz wszystkich innych, którzy staną mu na drodze. Będzie niczym maszyna do mordowania, trunek na który nie ma lekarstwa. Nikt, ani nic go nie powstrzyma.
Westchnęłam cicho, gdy samochód zatrzymał się w garażu. Chciałam jak najszybciej ulotnić się do pokoju, aby dalej brnąć w rozważania mające na celu podjęcie decyzji dotyczącej mojego sekretu. Wysiadłam z auta zamykając za sobą drzwi. Ashton również to zrobił, po czym rzucił kluczyki od samochodu na blat stołu dodatkowo przechodząc na drugą stronę, gdzie stałam ja. Sprawdził wzrokiem samochód, czy aby nie narobił na nim żadnej rysy. Jego zachowanie wcale nie było dziwne, Mustangi są stare i drogie. Sama nie chciałabym skrzywdzić takiego wozu.
Ruszyłam w kierunku drzwi, ale nie udało mi się nawet wejść na pierwszy schodek. Ashton złapał mnie za ramię. Odwrócił mnie, a następnie przyciągnął do siebie. Jego dłonie znalazły swoje miejsce na mojej talii.
- Nie ładnie uciekać tak bez pożegnania - szepnął prosto w moje usta.
Przybliżył moje ciało do swojego, aby dystans między nami był naprawdę minimalny. Poczułam jego ciepły oddech na skórze, zanim złączył nasze wargi w czuły pocałunek. Nie potrafiłam się sprzeciwić. Wplotłam dłonie w jego blond włosy rozkoszując się jego cudownymi ustami. Wsunął swój język pomiędzy moje zęby. Jego dłoń błądziła po moich plecach. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. Tak to właśnie się działo. Wystarczył jeden ruch Ashton'a, żebym zapominała o całym bożym świecie. Zamykałam oczy i odpływałam.
Znasz to uczucie? Kiedy twoje ciało opanowuje tylko i wyłącznie szczęście? Kiedy masz ochotę śmiać się od ucha do ucha bez żadnego konkretnego powodu? Bo po prostu chcesz to robić? Kiedy słyszysz jego głos, czujesz jego dotyk, widzisz jego twarz? I ten strach, że ta chwila dobiegnie końca, a ty... ty wcale tego nie chcesz. Nie chcesz rozstawać się z osobą, która dodaje do twojego życia tyle kolorów, nie chcesz kończyć tego pięknego snu, ale musisz.
Nasze serca biły w szybkim tempie. Oddychaliśmy nierówno. Ashton pocierał swoim nosem o mój policzek, uśmiechając się. Przyjemne ciepło rozchodziło się po moim ciele. Mój wzrok skupiony był tylko i wyłącznie na jego wilgotnych ustach proszących się o pocałunek. Doprowadzał mnie do szaleństwa.
- Caitlin - zamruczał - Tak bardzo cię potrzebuję... - wypowiedział te słowa z ogromną desperacją - Nie wiem jak to robisz, ale... - urwał.
Odsunęłam się od blondyna, aby móc spojrzeć w jego oczy.
- Ale? - zapytałam cicho.
- Przynosisz światło do całej tej ciemności kłębiącej się wokół mnie - zachrypiały głos Ashton'a z łatwością dochodził do moich uszu. Opuszkami palców gładził mój policzek.
 Ciężkie, a zarazem mozolne kroki stawały się coraz bardziej słyszalne. Ktoś nadchodził. Impulsywnie odsunęłam się od Ashton'a tworząc między nami bezpieczny, nic nie znaczący dystans. Nie chciałam, aby ktoś zauważył nas w poprzedniej sytuacji. Sama nie wiem dlaczego. Może po prostu nie byłam na to gotowa, a Ashton wciąż był dla mnie w pewnym sensie zakazanym owocem do którego nigdy nie powinnam się zbliżać. Teoretycznie tak właśnie miało zostać od początku do końca, jednak w praktyce... zaszły małe zmiany. Nie mogłam nic wskórać. Uczucie było zbyt silne. Nie kontrolujemy tej relacji. W rzeczywistości utrzymanie jej na poziomie przyjacielskim jest o wiele trudniejsze niż gdybym miała układać sobie wszystko w głowie.
Ashton posłał mi pytające spojrzenie.
- Ktoś idzie - wytłumaczyłam - Nie wiem jak twoi przyjaciele mogą zareagować...
- Mam w dupie to, co myślą - powiedział oburzony moim tokiem myślenia - Ja ich nie osądzam, oni mnie również.
Kąciki moich ust uniosły się.
Po kilku sekundach drzwi zostały otwarte przez Calum'a. Poprzez wyraz jego twarzy mogłam wywnioskować, że nie był w dobrym humorze. Wręcz przeciwnie, wyglądał na wściekłego. Zmierzył mnie wzrokiem, po czym przeszedł obok zatrzymując się przy Mustangu.
- Miałeś nim nie jeździć... - wspomniał z wyrzutem.
- Zmieniłem zdanie - Ashton rzucił obojętnie.
Poczułam się skrępowana. Atmosfera była co najmniej dziwna. Pretensjonalnie odzywający się Calum najwyraźniej miał jakąś sprawę do Ashton'a, który jak się domyślałam dobrze wiedział w czym tkwi problem jego przyjaciela, ale nie miał ochoty rozmawiać na ten temat teraz lub przy mnie. Zdecydowałam się nie tracić czasu, ani nie stawiać chłopaków w niezręcznej sytuacji. Stwierdziłam, że opuszczę ich i wrócę później.
Wróciłam do sypialni Ashton'a, gdzie ostatnio spędzałam noce. Westchnęłam głęboko opadając na dwuosobowe łóżko. Mogłam odetchnąć i przeanalizować cały dzień. Niestety, nie był on jedyną rzeczą, która chodziła po mojej głowie.
Logan.
Tak samo dobry w swoich sztuczkach jak Ashton. Może ich nie doszlifować, ale zawsze coś wymyśla. Mogłam więc być pewna, że nie odpuścił sobie wykonania na mnie wyroku śmierci. Nadal byłam w niebezpieczeństwie. Ashton pomimo swoich zamiarów i chęci nie może mnie obserwować przez cały czas. Potrzebuję wolności, zasłużyłam na nią po tym, co przeszłam.
Jeżeli Irwin mi ją podaruje moim obowiązkiem jest być szczerą. Co jeśli Logan znajdzie mnie zanim wyznam Ashton'owi prawdę i zabije? Wszystko zostanie w tajemnicy. Aczkolwiek wydaję mi się, że Fletcher myśli iż powiedziałam już o jego czynie całej ekipie.
Mylił się. Nie miałam pojęcia jak przedstawić całość Ashton'owi. Na samą myśl o tym rozrywało mnie od środka. Ta wiadomość go zaboli. Zabolała mnie, a więc mogę tylko wyobrażać sobie reakcję Irwin'a. Ciężko mi jest krzywdzić chłopaka w taki sposób.
Do moich oczu napłynęły łzy. Nie potrafiłam znieść tego wszystkiego. Myśl, że mogę zepsuć całą naszą relację w ciągu jednej sekundy poprzez jedno zdanie mnie przytłaczała. Patrzyłam w sufit wyobrażając sobie jak ta sytuacja będzie wyglądać. Spodziewałam się najgorszego i na najgorsze musiałam się przygotować.
- Hej, już wróciliście? - pełen zaskoczenia głos Michael'a wyrwał mnie z dramaturgii, którą wewnątrz przeżywałam.
- Mhm - mruknęłam zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Otarłam dłońmi policzki, które wcześniej były mokre i wysiliłam się na uśmiech. - Ashton jest w garażu, jeżeli go szukasz - oznajmiłam starając się zachować naturalny głos.
- Czemu płakałaś? - spytał bez ogródek, jakby był tutaj od samego początku tylko się nie odzywał.
- To nic takiego - wzruszyłam ramionami spuszczając wzrok.
- Caitlin - wypowiedział moje imię z pełną powagą, a nawet nutką grozy.
Ciemnowłosy chłopak z kolorowymi pasemkami ruszył w moją stronę, a następnie usiadł tuż obok. Przyglądał mi się przez chwilę próbując wyczytać z mojej twarzy, co takiego może mi dolegać. Wyglądał na zmartwionego moim stanem.
- Skrywam pewien sekret, który bardzo na mnie ciąży... - szepnęłam.
Dłoń Michael'a ścisnęła moją. Patrzył na mnie ze skupieniem czekając aż powiem o co chodzi. Ten ciężar był dla mnie zbyt duży i miałam ogromną ochotę wyjawić całą tajemnicę przyjacielowi Ashton'a. Wiedziałam, że mogę mu ufać. Nie raz mi to udowodnił.
- Logan zabił ojca Ashton'a... - wymamrotałam najciszej jak umiałam.
Oczy Michael'a stały się szersze. Sądzę, że nie spodziewał się usłyszeć ode mnie tych słów. Zapewne nie pomyślał, że mogłam dowiedzieć się o tak strasznej rzeczy. Nie liczył również na to, że Logan popełnił tak okrutną zbrodnię. Moja reakcja była podobna. Szok, zmieszanie i zdziwienie. Zgaduję, że w życiu żaden z chłopców nie obstawiał, że to właśnie Fletcher mógł być winien śmierci ich przyjaciela. Cóż.. niespodzianka.
- Ja... - urwał.
Michael schował swoją twarz w dłonie, ciężko wzdychając. Przeczesał palcami swoje włosy, a następnie podrapał się po karku wzrokiem uciekając na ściany. Przygryzał co chwila dolną wargę, szukając pomysłu na wyjście z tej sytuacji, aczkolwiek nic nie przychodziło mu do głowy. Zupełnie tak jak mi.
- On nie może się dowiedzieć - wydusił z siebie patrząc na mnie pełen przerażenia - Nie może... - powtórzył.

~*~

Zbliżał się wieczór. Siedziałam na łóżku i skubałam paznokciami materiał rękawa od ciepłej polarowej bluzy. Panowała cisza, od czasu do czasu jakieś śmiechy dobiegały z parteru domu, gdzie prawdopodobnie chłopcy starali się rozerwać. Z tego co zdążyłam usłyszeć znajdowali się tam wszyscy z wyjątkiem Luke'a. Jego zaś mogłam zobaczyć z okna. Siedział na schodach przed domem pogrywając na gitarze. To nieco dziwne, że chłopak pasjonujący się szybkimi samochodami, złodziej i kierowca nielegalnych wyścigów posiada także duszę muzyka. Widocznie Luke lubi zaskakiwać. 
Skończyłam siedzieć bezczynnie w pokoju i zastanawiać się nad przyszłością. Prędzej czy później Ashton zauważyłby, że coś jest nie tak. Wolałam, żeby nie wymuszał na mnie odpowiedzi na pytanie "Co się stało?". Spędzanie czasu z gromadką chłopaków wydało mi się o wiele bardziej atrakcyjne niż przesiadywanie samotnie w pokoju i zadręczanie się. Miałam możliwość zaobserwowania zachowania Ashton'a w towarzystwie moim, a także przyjaciół. Podążyłam w kierunku korytarza, zamykając drzwi od sypialni. Wzrokiem odnalazłam schody i skierowałam się w ich stronę. Coś jednak przerwało moją podróż na dół.
- Jesteś pewny? Tak, tak wciąż tu jest. Mam wszystko pod kontrolą. Za kogo mnie uważasz? - damski głos dochodził z pokoju naprzeciwko. Przylgnęłam do ściany, aby nie zostać zauważoną i delikatnie wychyliłam się. Gina chodziła po pokoju z telefonem przyłożonym do ucha i dość nerwowo gestykulowała - Pozwól mi robić swoje, dobra? - warknęła, powoli odwracając się w kierunku wejścia do jej sypialni. Szybko wyprostowałam się. Przełknęłam ciężko ślinę mając nadzieję, że Gina nie pokusi się o sprawdzenie korytarza. Na szczęście wróciła do rozmowy. Ja zaś zaprzestałam podsłuchiwania. Wystarczająca ilość jej słów dotarła do mnie, abym zaczęła mieć wątpliwości dotyczące dziewczyny. Nie wiem z kim tak zacięcie dyskutowała, ale miałam wrażenie, że nie było to nic dobrego ani dla mnie ani dla reszty. Gdy tylko nadarzy się okazja - na pewno będę ją szpiegować. Po wydarzeniu sprzed kilku tygodni nie pozostało mi nic innego jak czujność.
Zeszłam na dół, gdzie spotkałam Ashton'a wraz z Calum'em. Z tego co zauważyłam obaj tryskali już humorem, jakby poprzednia sytuacja nigdy przedtem się nie wydarzyła. To zabawne jak szybko zmieniał im się nastrój. Michael zaś stał przy oknie. Wystukiwał palcami wolną melodię na parapecie wpatrując się w przestrzeń. Nie musiałam się długo zastanawiać, aby dowiedzieć się o czym myślał. Byłam pewna, że toczył wewnętrzną rozterkę, tak jak ja kilka godzin wcześniej. Wyglądał na przejętego. Nic dziwnego, w końcu przyjaźnią się z Ashton'em sporo czasu. Logan oszukał nie tylko Irwin'a, a całą jego paczkę.
- Dobrze, że przyszłaś - głos Ashton'a spowodował przyjemne prądy rozprowadzające się po moim ciele. Objął mnie ramieniem uśmiechając się szczerze - Calum proponował grę w beer ponga, ale zaraz wyjeżdżamy.
- Wyjeżdżamy? - popatrzyłam na niego pytająco.
- Czeka na ciebie mała niespodzianka - wyjaśnił puszczając mi oczko - Mike, zgarniaj Hemmings'a - zarządził.
W przeciągu trzech godzin znaleźliśmy się na głównej autostradzie. Kiedy Ashton skręcił swoim samochodem w lewą stronę byłam święcie przekonana, że jedziemy do baru ciotki Eleanor. Naszym celem był jednak budynek mieszkalny po drugiej stronie ulicy. Wraz z moją eskortą dostaliśmy się na klatkę schodową. Weszliśmy do windy, a Ashton wcisnął przycisk znajdujący się przy liczbie pięć. Blok miał jedenaście pięter, a przynajmniej tyle udało mi się zauważyć na tabliczce.
Szliśmy korytarzem w kolorze wyblakłej zieleni, który ciągnął się aż pod ogromne okno. To właśnie przez nie wpadała niewielka ilość światła, rozjaśniająca klatkę schodową. Ashton wyjął ze swojej kieszeni klucze, a później przystanął obok jednych z kilku na piętrze drzwi, poczynając je otwierać. Minęło trochę czasu zanim udało mu się wpuścić nas do środka. Kilkakrotnie upadły mu klucze, nie mógł trafić w zamek i trzęsły mu się ręce. Podejrzewałam nawet, że spożywał alkohol, ale blondyn zarzekał się, iż był stuprocentowo trzeźwy. Po wszelkich dyskusjach na temat jego stanu udało nam się wejść do domu.
Zrobiłam krok w głąb mieszkania. Wyglądało zjawiskowo. Na białych bez żadnej skazy ścianach można było dostrzec równomiernie rozwieszone obrazy. W kącie przedpokoju na podłodze stał duży kwiat o liściach w kolorze jaskrawej zieleni. Kontrastował z bielą, dodając mieszkaniu uroku. Wszystko tutaj było utrzymane w jednym kolorze, łącznie z meblami. Niewielki stolik mieścił się na środku salonu, tuż przy kanapie, na której od razu po wejściu rozsiedli się Calum i Michael. Luke natomiast oglądał mieszkanie z fascynacją, podobnie jak ja. Widocznie nie widział go wcześniej w porównaniu do swoich mało zainteresowanych przyjaciół. Niewielka szafa stała w rogu, blisko drzwi balkonowych. Znajdowały się na niej różne kolorowe rzeczy, między innymi książki, porcelanowe słoniki i kilka płyt. Promienie słoneczne przebijały się przez dwa duże okna zasłonięte cieniutkimi firankami. Na parapecie również znalazłam kwiaty doniczkowe, których zapach wypełniał cały pokój. Wyszorowane i lśniące panele milczały, jakby nie miały prawa zaskrzypieć. Po lewej stronie znajdowało się wejście do kuchni, która urządzona była identycznie pod względem kolorów. Szafki zajmowały większą część pomieszczenia. Poprzez szklane szyby mogłam zobaczyć, że półki wypełnione są przeróżnymi naczyniami. Na blatach zauważyłam także kilka gadżetów do gotowania. Na stoliku zaś znalazłam pustą miskę, w której prawdopodobnie miały być owoce lub inne przekąski. Widocznie Ashton zapomniał zrobić zakupy.
Mieszkanie urządzone skromnie, ale ze smakiem sprawiało, że czułam się tutaj komfortowo.
- Podoba ci się? - usłyszałam drżący głos Ashton'a, który przyszedł za mną do kuchni.
Skinęłam głową.
- Przytulnie i miło - wymamrotałam uśmiechając się.
Blondyn odpowiedział mi tym samym, a następnie poprosił abym wróciła z nim do reszty, gdyż ma do przekazania pewną informację. Mój mózg natychmiastowo uruchomił szybszą analizę i próbował domyślić się jaką wiadomość Irwin ma do przekazania. Zmartwiłam się, ponieważ moim pierwszym pomysłem był Logan. Być może spotkał się z nim albo rozmawiali przez telefon. Co jeśli doszło do jakiejś sprzeczki? Ba, na pewno doszło! Przecież Fletcher tak po prostu nie odpuszcza.
Oparłam się o framugę, krzyżując ręce. Patrzyłam na Ashton'a nerwowo pocierając o siebie palce u dłoni. Daję słowo, że byłam bliska zawału przez wszystkie ostatnie zdarzenia, a także napływ informacji. Jego przedłużanie tylko pogarszało mój stan.
- Caitlin zostaje w tym mieszkaniu - z momentem jego wypowiedzi, ja oraz chłopcy krzyknęliśmy zgodnie.
- Co?!
- Gówno - burknął wywracając oczami - Nie możemy ciągle trzymać jej w zamknięciu jak więźnia - objaśnił, a później jego wzrok skierował się na mnie - Twoje mieszkanie jest sprzedane, zostaje ci przyjąć moją ofertę. Nadal będziemy wszystko kontrolować, ale damy ci trochę swobody.
- A jeśli Logan mnie znajdzie? - spytałam - Bo teraz akurat będzie chciał to zrobić.
Po moich słowach Michael chrząknął przypominając mi o naszej umowie. Musiałam hamować się w tym, co mówiłam. Zbyt wiele nie mogło wyjść z moich ust. Ashton nie jest głupi, z łatwością domyśli się, że coś ukrywam. Powinnam w ogóle się nie odzywać.
- Spokojnie, będę cię chronił - oznajmił - Tak jak obiecałem, nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
Przytaknęłam, nic więcej nie mówiąc. Mój rozum podpowiadał mi, że teraz jest odpowiednia chwila na wyjawienie prawdy, ale oddech uwiązł mi w gardle, jakby na rozkaz serca, które wciąż miało w zamiarze wszystko zataić. Żerowałam na jego dobroci, nie mogłam tego znieść. Zachowywałam się nie w porządku.  Brak szczerości to jedna z najgorszych cech człowieczych. Cholera, dlaczego chociaż raz nie mogę zgadzać się sama ze sobą? Podjęcie jednoznacznej decyzji ułatwiłoby całą sprawę. Tym czasem ja toczyłam ze sobą jakąś wewnętrzną bitwę niczym osoba psychicznie chora. Zrobić to czy nie zrobić, zrobić czy nie zrobić... brakowało mi tylko trzeciego głosu, który rozsądziłby o tym sporze.
Dwa wyjścia.
Zranić go i być szczerą, albo pozwolić tkwić w niewiedzy.
Blondyn wyjął z kieszeni swoich spodni portfel, grzebiąc w nim. Zignorował moje wahanie uznając iż zgadzam się na jego warunki. Wow, rozstrzygnął tą kwestię szybciej niż ja kilka swoich.
- Tu masz telefon do gościa, który ma jutro podłączyć kablówkę - wyjął z jednego przedziału wizytówkę i podał mi ją. Ścisnęłam papierek palcami mało go nie zgniatając.
Ashton chciał już zamknąć swój portfel, jednak powstrzymałam go, gdy zobaczyłam małe, porwane zdjęcie. Doskonale wiedziałam kto na nim był. Jego ojciec.
Dopiero wtedy odczułam największą presję w swoim życiu. Moje serce mało nie wyskoczyło z piersi. Nie mogłam uwierzyć w to, że widzę jego twarz, chociażby na małej durnej fotografii. Prześladował mnie. Fatum, pieprzone fatum. Wiedziałam co oznacza ten znak. Wiedziałam, że nie wytrzymam.
- Trzymam je tutaj od jego śmierci - mruknął.
Stałam niczym zahipnotyzowana pozwalając łzom napływać do moich oczu. Wyrzuty sumienia były na tyle ogromne, że nie miałam sił już dłużej walczyć i powstrzymywać się przed wypaplaniem czegokolwiek. Wiedziałam, że to co robię jest złe i muszę postąpić inaczej - słusznie.
- Cait, co się dzieje? - zmartwiony ton Ashton'a wskazywał na to, że zauważył jak moje palce przejeżdżające po zdjęciu drżą. Zabrałam je, chowając do kieszeni. Spuściłam wzrok. Przełknęłam ślinę. Byłam gotowa.
- Jest coś, o czym muszę ci powiedzieć Ashton... - szepnęłam, zaciągając nosem.
Jeżeli kiedykolwiek twierdziłam, że spędziłam najgorsze momenty z Ashton'em, daję słowo - nie miałam pojęcia o czym mówię. Najgorsze chwile nadeszły...

_______________________________________________________

A ten rozdział akurat uważam za udany, bo pisałam go jakoś hm.. z nutką weny.
Well then, to już 42.. jak ten czas szybko leci.
Nie mogę uwierzyć, że jest tutaj już 760 tysięcy wyświetleń! Jesteście wspaniali i z całego mojego serca Wam za to dziękuję. Wnosicie odrobinę światła do ciemności kłębiącej się wokół mnie, hihi!
Zniknął licznik i już go nie będzie. Wyjaśniam: Nie jestem w stanie określać się co do rozdziałów. Musicie uzbroić się w cierpliwość i po prostu czekać. Ten rozdział planowałam na kilka dni wcześniej, ale nie wyszło. Miałam nadzieję dodać go w piątek, ale nie był gotowy.

Chodzi o to, że... Nie chcę pisać na siłę, ale jednocześnie nie chcę Was zawieść. Kocham Was i jestem Wam wdzięczna za wszystko, co dla mnie robicie, dlatego staram się jak mogę, ale już dłużej tak nie potrafię ciągnąć. Rozdziały, które chciałam napisać na tip top powychodziły mi źle. Z ostatnich mogę być dumna jedynie z dzisiejszego, bo naprawdę pisałam go na spokojnie.

Proszę wybaczcie mi, nic nie poradzę na to, że czasem jest mi o wiele ciężej przelewać wszystko na word'a. W głowie jest idealnie, ale "na papierze" nie bardzo. Nie chcę gównianych rozdziałów. Chcę żeby podobały się Wam jak i mi. Czuję się źle jeśli coś mi nie wychodzi. Ostatnio się tak czułam. Przepraszam więc jeśli kogoś gdzieś uraziłam na twitterze czy asku czy gdziekolwiek, bo naprawdę mój nastrój malał powoli i powoli osiągając najniższy poziom.

Motywują mnie Wasze komentarze. Zawsze jak jest mi źle to je czytam, dlatego komentujcie, piszcie do mnie (to nie tak, że żebram o komentarze, piszcie jeżeli macie ochotę co nie) i wspólnie malujmy sobie uśmiechy na ustach.
Błagam, nie zadawajcie mi pytań na twitterze i asku i gdziekolwiek : Kiedy nowy rozdział? Od teraz będą one wstawiane od tak "suprajsowo", a żebyście mieli zaskoczenie. Takie pytania mnie blokują twórczo, sama tego nie rozumiem, ale tak jest. Strasznie się irytuję dostając je codziennie po kilka razy. (Kiedyś na nie odpowiadałam i było to samo, także no)

Kocham Was, naprawdę Was bardzo kocham i chciałabym Was tak mocno wszystkich uściskać. Jesteście tacy wspaniali.

Nasz skarb, czyli Ashton ma dzisiaj urodziny! Boże, Bożenko ma już 2 dychy na karku! (za rok ja będę miała, drama time) Nie wiem jak Wy, ale ja już składałam mu chyba z 3 razy życzenia. Życzę mu dużo szczęścia i samych sukcesów w życiu, z zespołem. Ogółem wszystkiego co najlepsze. I nie wiem czemu piszę to tutaj, ale musiałam o nim wspomnieć, bo go bardzo bardzo kocham. Hehs.

Niedługo pojawi się na Internetowym Spisie z którym współpracuje mały wywiad z moją osobą odnośnie mnie, Cienia i reszty opowiadań. Gdy będzie gotowy - dodam linka. To mój pierwszy wywiad (żeby niektórzy nie mieli problemu - SPOKOJNIE TO INTERNETOWY SPIS, A NIE ONET.PL CZY WIRTUALNA POLSKA ŻEBY SIAĆ ZAMĘT, ŻE OMFG JAK TO ONA I WYWIAD KIM ONA JEST ŻAL ŻALIX ETC, to tylko mały wywiadzik dla bloga z blogerką, luz, relax) więc wybaczcie mi jakiekolwiek potyczki haha. Fajne doświadczenie i mam nadzieję, że to nie ostatni wywiad jakiego udzieliłam.
Ps. Śmieszy mnie słowo wywiad, jeśli chodzi o mnie, ale dość zbędnego gadania.

Mam nadzieję, że rozdział się podobał, mam nadzieję, że nie pobijecie mnie za to, że dodałam go po 22giej bo zrobiłam to z premedytacją właściwie (Taki mały psikus, połowa zawiedziona - eeee, znowu nie dodała rozdziału, idź do diabła pepe, sio sio) a tu suprise! Mam nadzieję, że wciąż jesteście ze mną i zostaniecie. Mam nadzieję, że jest kilka nowych osób, które również zostaną ze mną i z Wami dzieląc się swoimi przemyśleniami.

Kocham i ściskam! xx
ps. Wszystkiego najlepszego dla Oliwii, która obchodzi urodziny razem z Ashtim!