wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 44

Do wszystkich, którzy nie czytają notek.  Zacznijcie to robić, bo niektórzy z Was zadają pytania na które znajdą odpowiedzi właśnie tam. Piszę je dla Was i do Was. Zróbcie mi tą przyjemność, uszanujcie moją pracę i po prostu je czytajcie.

-----

Minęło może pięć albo sześć godzin, a my ciągle siedzieliśmy w tej samej pozycji, nie ruszając się z miejsc. Ashton nie spał, cały czas oddychał głęboko, mając zaciśnięte dłonie na mojej koszulce. Kilka razy wiercił się, jakby było mu niewygodnie, ale gdy tylko próbowałam się podnieść, aby umożliwić mu zmianę miejsca - przyciągał mnie do siebie prosząc, żebym została. Nie zamierzałam odejść, ale on tego nie rozumiał. Strach przewyższał logiczne myślenie. Obawiał się utraty kolejnej osoby. Nie walczyłam z nim teraz, wiedząc przez co przechodził. Oparłam swoje łokcie na jego barkach, a dłońmi gładziłam jego głowę. Powieki co chwila opadały ze zmęczenia. Potrzebowałam snu, aczkolwiek bałam się zamknąć oczy i obudzić po jakimś czasie. Czuwanie nad Ashton'em stało się rzeczą pierwszorzędną.
W mieszkaniu został sam Calum, który zajął łóżko w sypialni. Michael oraz Luke zostali wysłani przez Ashton'a do Hurstville. Sądzę, że tak po prostu było dla niego lepiej. Im więcej osób przy nim się kręciło, tym gorsze było jego samopoczucie. Potrzebował spokoju, ewentualnie mnie.
Nie rozmawiał z nikim. Ostatni raz odezwał się, kiedy Clifford wraz z Hemmings'em chcieli zostać, aby okazać mu wsparcie. Odmówił. Nie miał sił kłócić się z Calum'em, który brnął w zaparte. Tym razem dał mu wygrać. Na prośbę Ashton'a, Calum poszedł spać, pozwalając mi zaopiekować się swoim przyjacielem.
Zostaliśmy więc w salonie, wtuleni w siebie. Pozwoliliśmy sobie na kilka godzin ciszy i ukojenie nerwów, a przynajmniej tak mi się wydawało.
- Ash.. - mruknęłam, a blondyn mocniej ścisnął materiał mojej koszulki, dając mi znać, że nie śpi - Może zrobię kawę lub herbatę?
Na moje pytanie odpowiedział tak samo, jak na każde inne. Przytulił się do mnie bardziej, jakbym za chwilę miała odejść i już nigdy nie wrócić. Jego całe ciało było gorące, a nawet rozpalone. Przez chwilę miałam wrażenie, że ma gorączkę. Miałabym ogromne wyrzuty sumienia, gdyby przez mój długi język chłopak zachorował.
- Ashton... - powtórzyłam.
- Nie potrafię o tym zapomnieć, nie mogę.. - szepnął z bezradnością - Mam ochotę wyjść i pojechać do niego, żeby go zabić - powiedział przez zaciśnięte zęby.
Myśli nie dawały mu spokoju. Na pewno wspominał każde spotkanie z Logan'em, gdzie szans na zabicie go było mnóstwo. Nie zrobił tego, gdyż nie miał o niczym pojęcia. Dręczyło go sumienie. Czuł, że zawiódł ojca, nie dopełnił zemsty. Przysiągł na jego grobie, że znajdzie tego, kto zniszczył życie jemu, a także jego rodzinie. Teraz, kiedy poznał prawdę, nie mógł wybaczyć sobie żadnego spotkania, które kończyło się podaniem ręki oraz uśmiechem. Uśmiechał się do zabójcy, zdrajcy i oszusta. Podawał mu rękę, mówił o swoich sekretach, pomagał mu, a Logan bezwstydnie wszystko przyjmował. Ashton nie potrafił sobie wybaczyć błędu, który popełnił. W nocy przez kilka godzin tępo patrzył na zdjęcie swojego rodzica, obarczając się całą winą. Świadomość, że bezpodstawnie robił krzywdę sobie oraz innym przytłaczała go. Gdyby wiedział, że szuka Logan'a, całe jego życie potoczyłoby się inaczej. Nie musiałby zabijać tylu osób, decydować się na dokonanie tak wielu strasznych rzeczy. Obraz każdego morderstwa czy innego przestępstwa ukazywał się, gdy tylko zamykał oczy.
Odsunęłam swoją głowę. Dłonią uniosłam podbródek Ashton'a, aby spojrzał prosto w moje oczy.
- Nie musisz o tym zapominać - odpowiedziałam - Wystarczy, że pozwolisz sobie ruszyć dalej. Wiem, że to ciężkie, ale jesteś silny, uda ci się, rozumiesz?
Blondyn ciężko westchnął.
- Jesteś jedyną osobą, która powstrzymuje mnie przed urwaniem temu gnojowi łba - warknął.
Moje dłonie przeniosły się na jego policzki. Delikatnie musnęłam różowe, pełne wargi Ashton'a. Pragnęłam naprawić wszystko. Gdybym tylko potrafiła, swoimi pocałunkami odesłałabym go do świata, w którym problemy nie istniały. Wymazałabym z pamięci słowa, które padły z moich ust kilka godzin temu. Pozwoliłabym mu na całkowite oddanie się relaksowi; wziąłby głęboki oddech, zatrzymał na kilka chwil. Dopiero teraz rozumiałam, jak wiele spraw go przytłaczało. Widziałam troskę w jego oczach, kiedy mówił o mieszkaniu, że jest ono do mojej dyspozycji. Zdałam sobie sprawę, że naprawdę zależało mu na mnie; zależało mu, abym wiodła spokojne życie. Oboje popełniliśmy błędy, ale taka jest właśnie kolej rzeczy. Uczymy się na swych potyczkach. Naszym zadaniem jest również odnajdywanie w nich plusów. Oczywiście pesymistom będzie o wiele trudniej, ale kto powiedział, że ja czy Ashton nimi jesteśmy? Określanie, kim Ashton jest akurat w tej sytuacji byłoby czystą głupotą, ale mogłam śmiało stwierdzić, że ja doszukiwałam się pozytywów.
Znalazłam je.
On był tym pozytywem.
Gdyby nie te wydarzenia, nasze drogi nie splotłyby się w żaden sposób. Nigdy nie dostałabym telefonu od przeklętego prześladowcy; nigdy nie spotkałabym Ashton'a Cienia Irwin'a; nigdy nie siedziałabym na kolanach kryminaliście, pocieszając go i starając się okazać mu wsparcia. Wiem, że to okrutne - doszukiwać się plusów w takich sytuacjach, ale to była czysta prawda. Ashton pomimo swojego złego życia był czymś dobrym. Urozmaicał moją szarą, zwykłą i nudną codzienność. Zmieniłam się - nie na gorsze, czy lepsze - po prostu zmieniłam się.
On również, bo w końcu.. jeśli mojej osoby nie byłoby tutaj, Irwin jechałby teraz do Logan'a, aby go zamordować. Jeżeli cofniemy się bardziej w przeszłość... możliwe jest, że nigdy nie poznałby prawdy. Błądziłby cały czas po świecie, zabijając.
Mogę uznać się więc za jego szczęście w nieszczęściu, ale zawsze w pewnym stopniu szczęście.
Zastanawiałam się, co z naszą przyszłością. Z czasem uświadomiłam sobie, że rzeczywistość w której żyłam przed spotkaniem Ashton'a już w ogóle nie wzbudzała mojego zainteresowania. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, jednak życie bez wysokiego blondyna o pięknych, piwnych oczach straciłoby dla mnie sens. Obawa, że któregoś dnia oboje wrócimy na swoje poprzednie ścieżki, wzrastała z sekundami, minutami, a także godzinami. Nie chciałam rozstawać się z nim nawet na krótką chwilę. Mimo to, czas działał na naszą niekorzyść, płynął nieubłaganie szybko.
Czułam jego ciepły oddech na moim karku. Długie i zwinne palce z łatwością dostały się pod materiał mojej koszulki. Błądził dłońmi po moich plecach, zostawiając jedynie przyjemne dreszcze na skórze. Jego dotyk był taki delikatny, kojący. Pozornie wydawał się spokojny; wiedziałam, że rozrywa go od środka, mimo że nie okazuje żadnych negatywnych emocji, aby mnie nie denerwować. Chciałam być tu dla niego i tylko dla niego;  poprawiać mu samopoczucie; zauważyć chociażby drgnięcie kącików ust, ale nic nie mogło sprawić, iż Ashton zapomniałby na dosłownie sekundę o informacji, którą mu przekazałam. Mogłam robić wszystko - grać, jak on by zagrał, udawać jego marionetkę, aczkolwiek żadna z tych rzeczy nie wymazałaby mu z pamięci moich słów. Musiałam zaakceptować naturę Ashton'a - to, jakim był człowiekiem. Siedząc przy nim, obejmując go i przyjmując jego pocałunki, domyślałam się, że układa w swojej głowie plan zabójstwa Logan'a. Nie wspominał o tym, ale zdążyłam go poznać.
- Chciałabym wybić ci z głowy pomysły, które zapewne teraz chodzą po twojej głowie - mruknęłam do ucha Ashton'a, nawijając na palec kosmyk jego włosów.
- Nie zniosę myśli, że ten sukinsyn chodzi bezkarnie po Sydney, a ja siedzę jak ten kołek, nie reagując - wyszeptał. Czułam, jak na moich plecach jego dłonie zaciskają się w pięści. Opuszkami palców pogładziłam jego policzek, czekając aż się rozluźni. Kiedy już udało mu się opanować, dokończył swoją wypowiedź - Obiecuję ci, że on będzie ostatnią osobą, którą zabiję.

~*~

Zbliżała się godzina szósta rano. Siedziałam na blacie kuchennym, machając nogami. Czekałam na głośny gwizdek czajnika, informujący o ugotowanej wodzie. Ustawiłam rzędem trzy nowe kubki, w których zamierzałam zaparzyć herbatę dla siebie oraz chłopców. Z niewielkiego radia umieszczonego na ladzie wypływały dźwięki muzyki, hity lat osiemdziesiątych. Przeklęłam, słysząc po raz enty w swoim całym żywocie piosenkę "Radio Ga Ga" zespołu Queen. W głowie malował mi się obraz tańczącej ciotki Eleanor, która przy okazji szorowała stoliki w barze. George w tym samym czasie śpiewał do mopa, dając nam pokaz umiejętności wokalnych. 
Wracając do przeszłości zdałam sobie sprawę, jak wiele się zmieniło. Odkąd w moim życiu pojawił się Ashton, pogrzebałam wszelkie cele życiowe. Kiedyś pragnęłam zarabiać ogromne sumy, aby móc iść na wymarzone studia, jednak po jakimś czasie przestałam o nich myśleć. Skupiłam się na odnalezieniu mojego prześladowcy, a także ratowaniu swojego życia. Aktualnie nie posiadałam marzeń, ani pragnień. Przywykłam do nowego życia, zaczęło mi ono pasować, pomimo niebezpieczeństw. Co za ironia losu.
Irwin pojawił się w kuchni na czas. Wlałam wodę do kubków, parząc herbatę. Blondyn nie czekał, aż wsypię cukier; od razu przelał całą zawartość do swoich ust. Oparł się plecami o blat jednej z szafek, krzyżując nogi. Niektóre końcówki jego włosów były jeszcze wilgotne po niedawno odbytej kąpieli. Przyłożył obwiniętą bandażem dłoń do ust, ziewając.  
- Prześpij się - poradziłam, widząc na twarzy Ashton'a zmęczenie. Nie zmrużył oka przez całą noc. Potrzebował snu.
Chłopak pokręcił przecząco głową, odpowiadając, iż da sobie radę. Nie próbowałam kłócić się z nim, bo wiedziałam, że nie mam szans. Jeżeli Ashton Irwin coś postanowi - nie ma możliwości powstrzymania go. Dowodem był chociażby wczorajszy incydent.
Całe mieszkanie zostało zniszczone. Mogłam powiedzieć, że nie nadawało się do użytku, a przynajmniej salon. Należało wstawić nowe okna, kupić meble oraz akcesoria. Nie wspomnę już o ścianach i podłodze w opłakanym stanie. 
- Nie zabiję go - oznajmił głośno, wprawiając mnie w osłupienie.
- Co? - spytałam, mając wrażenie, że się przesłyszałam - Mówisz poważnie?
- Będzie cierpiał - odparł - Zadam mu tyle bólu, ile on zadał mi - jego wyznania momentami mnie przerażały - Ale nie zabiję go. Oddam Logan'a w ręce policji i oczyszczę się z zarzutów.
Nie potrafiłam wyrazić swojej dumy, a także szczęścia, kiedy usłyszałam słowa Ashton'a. Byłam pewna, że podjęcie takiej decyzji wymagało wiele trudu, dlatego tak bardzo ucieszyłam się, gdy zmienił swoje zdanie. Ta myśl zdecydowanie wyjdzie na jego korzyść.
Rzuciłam się w ramiona chłopaka, całując go w policzek. 
- Mam nadzieję, że cały twój plan powiedzie się.
Ashton wysilił się na uśmiech. Spojrzał na radio, po czym zaczął nucić starą piosenkę.
- Moja mama ją lubiła - wspomniał.
Sięgnęłam po dłoń blondyna, a następnie ścisnęłam ją.
- Jestem pewna, że wróci do miasta i wyjaśnicie sobie parę kwestii - powiedziałam, dodając chłopakowi wsparcia.
Naszą rozmowę przerwał jednak Calum.
- Czemu do diabła słuchacie Lady Gagi? - z końca mieszkania dobiegł krzyk. 
- Czasami zastanawiam się kto jest głupszy. On czy Hemmings - stwierdził Ashton, przewracając oczami, a następnie odpowiedział przyjacielowi głośno - To Queen, ty idioto!
Około minuty później, Calum wyszedł z łazienki. Na jego biodrach spoczywał biały, bawełniany ręcznik. Sam ręcznik, nic poza nim. Mogłam podziwiać opalone i wyrzeźbione ciało Calum'a. Stał naprzeciwko mnie oraz Ashton'a, który zdecydowanie nie wyrażał zadowolenia wyglądem swojego przyjaciela.
- Ubierz się, nie jesteś tu sam - burknął, przechodząc obok niego.
Na twarzy Calum'a wymalował się szczeniacki uśmiech. Rozbawiła go reakcja Ashton'a. Zachował się, jak zazdrosny dzieciak. Nie chcąc jednak irytować blondyna, Hood wsunął przez głowę koszulkę z nadrukiem Santa Cruz, a później udał się do sypialni, żeby ubrać spodnie. Ja natomiast przeszłam do salonu, zmierzając w kierunku balkonu. Usiadłam na podłodze, ściskając w dłoni kubek z herbatą. Oglądałam otaczające blok osiedle, pełne roślinności, ale również spalin. Na wprost budynku znajdował się parking, a po lewej stronie sklepy oraz bar mojej ciotki, który został już otwarty. Popijałam powoli herbatę, przyglądając się chmurom, wyraźnie zwiastującym opady. Zastanawiałam się przez chwilę nad planami Ashton'a dotyczącymi Logan'a. Nie miałam pojęcia w jaki sposób wystawi swojego byłego przyjaciela policji, co najbardziej mnie martwiło. Ostatnią rzeczą, jakiej bym chciała jest Ashton w więzieniu. Jaką mogłam mieć pewność, że władze wysłuchają wersji Ashton'a? Możliwe, że od razu go zamkną bez żadnej dyskusji.
Wzdrygnęłam się, kiedy dyskusję w moich myślach przerwał sam Ashton, dotykając nagle mojego ramienia. Podniosłam głowę, patrząc na jego pełną powagi twarz. Przełknął ciężko ślinę, odwracając wzrok, jakby bał się powiedzieć to, co nękało go w myślach.
- Wy..wychodzę - zająknął się.
- Gdzie? - spytałam zdziwiona jego postanowieniem.
- Jadę do Hurstville przygotować się na spotkanie z Fletcher'em. Muszę pobyć przez chwilę sam, przemyśleć parę rzeczy, a później pojechać do niego.
Przytaknęłam. Odłożyłam kubek z herbatą, a później wstałam. Objęłam Ashton'a, obdarowując go ciepłym, wypełnionym troską uściskiem. Dodawałam mu wsparcia, starając się polepszyć jego nastrój.
- Za jakieś pół godziny powinien przyjechać Luke - oświadczył - A na razie musisz przeżyć Calum'a - mruknął z niezadowoleniem.
- Czemu ich wymieniasz? - zapytałam.
- Calum ostatnimi czasy jest wiecznie napalony - odparł, na co odpowiedziałam śmiechem.
- Czujesz się zagrożony?
- W życiu! - prychnął - O niego? Skądże - pokręcił głową - Jakby zmierzyć nasze...
- Nie kończ - wtrąciłam, domyślając się o czym zamierza mówić blondyn.
Ashton pożegnał mnie, a później swojego przyjaciela. Wyszedł z mieszkania, zostawiając naszą dwójkę zdaną na siebie. Ja i Calum nie rozmawialiśmy dość często. O wiele ciężej przychodziła mi dyskusja z nim, niż z resztą chłopaków. Wydawało mi się, że między nami jest pewna przepaść albo bariera, której po prostu nie jesteśmy w stanie pokonać. Potrafimy przebywać w swoim towarzystwie, mówić sobie wzajemnie "cześć", spytać o cokolwiek, ale nic poza tym. Nie potrafiłam wyjść z tej dziwnej, ograniczającej strefy tak samo jak on. Chociaż... nie rozważyłam jednego faktu. Możliwe, że Calum'owi w ogóle nie przeszkadzała nasza relacja.
Usiadłam na podłodze. Rozpoczęłam porządkowanie tego całego huraganu, który dopadł to mieszkanie dzień wcześniej. Zbierałam z ziemi połamane meble, a rzeczy, które w jakiś fenomenalny sposób nie zostały zniszczone odkładałam na bok. Brunet zaś oparł się o ścianę, przyglądając mi się z zainteresowaniem, a także podziwem.
- Co ty wyprawiasz? - usłyszałam za swoimi plecami rozbawiony głos Calum'a.
- Oglądam panele - odpowiedziałam, wywracając oczami - Sprzątam, nie widzisz?
Zamilkł, wciąż obserwując moje poczynania. W końcu zrezygnował, oznajmiając, iż idzie poszukać miotły, żeby mi pomóc. Byłam zszokowana. Calum Hood wyraził chęć pomocy, a w dodatku przy sprzątaniu! Niewiarygodne.
W międzyczasie w mieszkaniu rozbrzmiał dźwięk pukania. Podniosłam się z podłogi ociężale. Po nieprzespanej nocy odczuwałam ból w całym moim ciele. Z trudem poruszałam się po mieszkaniu, aczkolwiek nie narzekałam, gdyż nie usiedziałabym nawet pięciu minut na kanapie, patrząc w sufit. To miejsce było w opłakanym stanie. Musiałam coś robić, aby całkowicie nie załamać się psychicznie. Gdybym bezczynnie siedziała, zaczęłabym prowadzić w myślach kolejny monolog, co na pewno przyniosłoby niezadowalające efekty.
- To pewnie Irwin, zapomniał czegoś - usłyszałam krzyk Calum'a z końca korytarza.
Ruszyłam do drzwi. Uśmiechnęłam się na myśl, że znów zobaczę Ashton'a. Po otwarciu drzwi, moja twarz przybrała zupełnie inny wyraz.
- Czego zapo... - urwałam - Mój Boże - pisnęłam.
Pistolet stykał się z moim czołem. Palec Logan'a znajdował się na spuście. Mógł w każdej chwili wypalić. Wszedł do mieszkania. Nakazał mi cofać się, wciąż celując we mnie. Tuż za nim wszedł Ticks. Szłam do tyłu, dopóki nie uderzyłam o parapet na którym znajdowały się kwiatki. Drżącą dłonią przesunęłam jedną doniczkę, która spadła. Uderzyła o podłogę. Ziemia wysypała się na panele; zmieszała się z rozbitymi kawałkami doniczki.
- Caitlin, co jest? - usłyszałam głos Calum'a.
Dźwięk ciężkich i szybkich kroków był coraz wyraźniejszy. Ręka Logan'a zacisnęła się na mojej szyi. Docisnął broń do mojej skroni, czekając tylko aż Calum wyjdzie zza ściany. Uśmiechał się dumnie. Po moich policzkach spływały łzy.
Calum pojawił się w salonie. Jego oczy stały się szersze na widok trzymającego mnie Fletcher'a. Brunet puścił mi oczko. Calum wsunął swoją dłoń pod koszulkę w poszukiwaniu rewolweru, aczkolwiek zostawił go w łazience, przed kąpielą. Był bezbronny.
Zanim spróbował zareagować w jakikolwiek sposób, ubrana na ciemno postać, stojąca tuż za nim, uderzyła w jego głowę metalową rurą. Oczy chłopaka w ciągu sekundy zamknęły się, a ciało runęło na ziemię. Stracił przytomność. Moje usta zakrył dłonią Logan, gdy zaczęłam krzyczeć, wzywając pomoc. Zacisnął swoją rękę na mojej talii. Wysoki facet, który zaatakował Calum'a podszedł do nas. Zakleił moje usta taśmą. Próbowałam wyswobodzić się z uścisku, jednak byłam za słaba. Na widok krwi wypływającej spod głowy Calum'a moje serce przyśpieszyło. Spojrzałam przerażona na Logan'a, który śmiejąc się patrzył na leżącego przyjaciela Ashton'a z pogardą. Kopnął go w brzuch, sprawdzając jego przytomność. Chciałam go powstrzymać, ale nie miałam możliwości.
Logan ścisnął moje ramię, ciągnąc do przodu. Nieznajomy mi mężczyzna, który wcześniej zajmował się Calum'em stanął teraz przede mną. Zdjął swoją kominiarkę.
Mogłam się tego spodziewać.
Kąciki jego ust uniosły się.
- Cień zapomniał o jednym - powiedział dumnie Conor - My zawsze jesteśmy o krok do przodu.


____________________________________________________________________

Badoom tsssssssssssssssssss. Męczyłam się z tym, co pewnie zauważycie. Niestety. Nic specjalnego jak dla mnie. Trochę Cashtlin, większość pierdolenia Caitlin i... satysfakcjonujący mnie koniec. Nic więcej. 
Przepraszam, nie wiem co się ostatnio dzieje. Chyba się wypalam. Wszystko mnie irytuje, mam takie dziwne odczucia i ogólnie jest słabo. Czuję się z tym wszystkim sama, bez wsparcia, brak mi jakiejkolwiek motywacji. Nic, po prostu nic. Jak już myślałam po 42 i 43, że będzie dobrze, bo oba rozdziały wypłynęły ze mnie bardzo łatwo i szybko, tak teraz znów wróciłam na to samo. Przytłacza mnie to, jestem smutna i zła. Nie chcę czegoś takiego, nie umiem nic z tym zrobić. Widząc Wasze tweety i komentarze, gdzie piszecie jak czekacie na Cienia mam ochotę płakać, bo nie jestem w stanie Wam go podarować na czas. To dla mnie masakra.
Skasowałam/Wyłączyłam konto na ask.fm. Zbyt dużo dostawałam wiadomości "Kiedy rozdział" co tylko potęgowało moją irytacje, powodowało presję i ciężko mi było się z tym uporać. Sądzę, że tak będzie dla mnie lepiej.
Proszę Was o cierpliwość i wyrozumiałość.


Kilka uwag do części drugiej. Banner promujący (tak, ten wyżej) już jest. Podziękowania dla @irwinxhat.Video promujące będzie koło finału promującego. Uwaga! Video promujące to NIE ZWIASTUN. To tylko mały przedsmak. Kochana @sekjut, którą pozdrawiam i wielbię ponad życie stworzy zwiastun również do drugiej części. Jest także autorką promo. 
Opis będę wypełniała jakoś po epilogu. Będzie on pod opisem pierwszej części.
DRUGA CZĘŚĆ BĘDZIE PISANA RÓWNIEŻ NA TYM BLOGU. Sądzę, że jest to bardziej komfortowe dla Was. 
Wstępnie mówiłam, że drugą część zacznę publikować 9 sierpnia, ale nastąpiły zmiany. Robię przerwę. Nie wiem czy tygodniową, czy dwutygodniową czy może miesięczną. Nie pytajcie o to. Potrzebuję tego. Mimo że część drugą pisze mi się teraz znacznie lepiej (tak, piszę ją już od miesiąca) niż pierwszą, wiem, że może to się zmienić. Chcę trochę odpocząć.


Kocham Was, dziękuję za wszystko. Trzymajcie się. x