niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 46 #CIEŃFINAŁ

* W rozdziale występują sceny śmierci (Nie są jakoś drastycznie opisane, ale zwracam tylko na to uwagę)
Mjuzik : <KLIK>


Caitlin's POV
Stałam pośród ciemnego lasu, nie wiedząc kompletnie gdzie byłam. Prawdopodobnie zbliżała się noc. Nie widziałam niczego poza obfitującymi w liście drzewami. Żadna droga nie wydawała mi się znajoma podczas podróży w to miejsce.
Calum wrócił do przytomności, jednak Logan i Connor nie zamierzali dać mu spokoju. Zadawali brunetowi liczne ciosy, popychali go i pośpieszali. Idąc z nim pod ramię, zauważyłam, że jego nos oraz skroń silnie krwawią. Nie oznaczało to niczego dobrego - same kłopoty.
Calum nie zdołałby utrzymać się sam na nogach. Jego stan pogarszał się, a moje przerażenie wzrastało. Doznał silnego urazu głowy. Co, jeśli stało mu się coś poważnego?
Z nadzieją wyczekiwałam ratunku ze strony Ashton'a. Było mi wstyd, że w czasie naszej podróży przez mój umysł przeszła myśl, iż specjalnie zostawił mnie w mieszkaniu, żeby ułatwić Logan'owi sprawę. Od razu jednak ugryzłam się w język i wyzwałam od najgorszych. Jak mogłam coś takiego stwierdzić? Ashton nie byłby do tego zdolny. Logan zabił jego ojca, a poza tym - nie wystawiłby mu swojego najlepszego przyjaciela. Calum znaczył dla niego wiele, traktował go, jak brata.
Chciałam, aby wszystko dobiegło końca. Liczyłam w głębi duszy na szczęśliwe zakończenie tego całego wydarzenia, ale w pewnym sensie wiedziałam, że to nie nastąpi. Nie było możliwości ucieczki. Przed nami kroczył Logan, tuż obok Ticks, a tyły obstawiali dwaj uzbrojeni mężczyźni, ubrani na czarno. Noc była zimna, a nawet bardzo zimna. Miałam na sobie jedynie biały podkoszulek oraz szare dresowe spodnie. Moje ramiona co kilka minut pokrywały wyraźne dreszcze, ale czy ktoś zwracał na to uwagę? Nie. W tym przedsięwzięciu chodziło przecież o moje złe samopoczucie.
Mówiłam do Calum'a cicho, błagając, aby pozostał przytomny. Sprawdzałam jego puls, który ledwo wyczuwałam. Widząc, jak jego powieki opadają, obleciał mnie strach. Nie byliśmy bliskimi sobie osobami, ani bratnimi duszami, ale na pewno nie chciałam, żeby stała się temu chłopakowi krzywda. Był jednym z przyjaciół Ashton'a, którzy wiele dla mnie zrobili. To on uratował mnie, kiedy zostałam porwana. Dzięki niemu trafiłam do szpitala i przeżyłam. Zależało mi więc na jego przetrwaniu.
Zatrzymaliśmy się nieopodal starego tartaku. Wyglądał na nieodwiedzany od kilku dobrych lat. Mężczyźni otoczyli nas, tworząc krąg. Staliśmy na środku. Podtrzymywałam Calum'a, który brał ciężkie wdechy. Mimo to, cieszyłam się, że po prostu żyje.
Logan wysunął swoją dłoń na wprost, posyłając Connor'owi znaczące spojrzenie.
- Proszę bardzo, rób swoje - oznajmił, unosząc brwi. Wyraził zgodę na coś, o czym do tej pory nie mieliśmy pojęcia. Gdy Connor wystąpił z kręgu, swoim ruchem dał nam do zrozumienia, co zamierza zrobić.
Ticks zdjął rękę Calum'a z mojego ramienia, po czym popchnął mnie prosto w ramiona Logan'a. Ten zacisnął dłonie na moich nadgarstkach, utrzymując mnie blisko siebie. Odwrócił mnie tak, abym stała tyłem do niego. Plecami uderzyłam o jego klatkę piersiową, kiedy mnie przyciągnął. Chciał, abym oglądała nadchodzące widowisko.
Calum padł na kolana, nie mogąc znaleźć czegokolwiek do oparcia swojego ciężaru. Słabł, co doskonale można było zauważyć. Connor natomiast miał to gdzieś. Właściwie, to działało na jego korzyść. Obchodziła go jedynie zemsta. To Calum był tym, który wyniósł mnie z budynku, obezwładniając Ticks'a. Dzięki niemu nie zostałam zabita, ani zgwałcona. On uderzył Connor'a. To właśnie za to brunet próbował się odegrać. Nie mógł znieść poprzedniej przegranej. Czuł potrzebę pokazania, co potrafi.
Ticks podszedł do utrzymującego się na kolanach Hood'a. Na jego twarzy pojawił się szeroki, pełny triumfu uśmiech. Sięgnął do kieszeni swoich spodni i wyjął z niej kastet. Otworzyłam usta w geście przerażenia.
- Nie, nie, nie... - powtarzałam, stojąc niczym skamieniała. Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie miało mieć miejsce.
Założywszy narzędzie na swoje palce, Connor nie czekał na ponaglenia czy okrzyki. Cisnął pięścią w brzuch Calum'a, a następnie w jego twarz. Powalił bruneta dwoma ciosami, ale i tak było to mało satysfakcjonujące. Nie zostawił go. Zaczęłam krzyczeć i wyrywać się, kiedy spostrzegłam, że przyjaciel Ashton'a nie wykonuje żadnych ruchów tylko przyjmuje zadawane mu ciosy, zapewne nieświadomie, z powodu braku przytomności. Siła Logan'a była nie do zdarcia. Connor nie przestawał. Odczuwałam jego uderzenia na własnym ciele. Znaczył głębokie cięcia na moim sercu, wewnątrz mnie. Ten widok był okropny, a myśl, że nie mogłam powstrzymać Connor'a - o wiele gorsza.
- Zostaw go! - wrzeszczałam desperacko - Zabijesz go!
W odpowiedzi otrzymałam zmieszane śmiechy Connor'a i Logan'a. Mój apel nie powstrzymywał ich, a motywował. Strach oraz cierpienie były niczym pokarm dla tych dwóch okrutnych ludzi; zaspokajałam ich głód. Nie potrafiłam przestać. Próbowałam opanować się, aby dawać im jak najmniej satysfakcji, aczkolwiek w takiej sytuacji było to  niemożliwe.
- Dość! - wyszlochałam, patrząc na leżącego Calum'a, zalanego krwią. Szarpałam rękoma, ale na nic zdawała się moja aktywność.
W końcu Connor zaprzestał swoich ataków, jakby wylał z siebie całą złość, wyżywając się na Calumie. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała przy głębokich oddechach. Pot spływał z jego czoła. Patrzył pogardliwie na Calum'a, jak na śmiecia, który znalazł się na właściwym miejscu. Splunął na chłopaka, chcąc jeszcze bardziej go poniżyć.
Logan puścił mnie, gdy Ticks zrobił kilka kroków w tył. Od razu udałam się do Calum'a. Klęknęłam obok niego i obróciłam jego ciało tak, żebym mógł leżeć na plecach. Sprawdziwszy jego tętno, które było wyczuwalne, zaczęłam wołać imię bruneta, by przywrócić go do przytomności. Calum nie odpowiadał. Powoli popadałam w rozpacz.
- Potwory - wyrzuciłam z siebie - Pieprzeni wariaci!
- Nie, kochanie... - odezwał się Ticks, szczerząc zęby - My tylko dajemy niektórym do zrozumienia, że rządzimy tym miastem - roześmiał się.
- Jesteś pewny, że wy? - zapytałam, unosząc brew.
Ambicje Connor'a wędrowały zdecydowanie za wysoko. Zbyt daleko do tytułu władcy miał zarówno on jak i Logan, ale chyba byłam pierwszą osobą, która starała się ich o tym uświadomić.
- Właśnie, Ticks - wtrącił Logan, podchodząc do swojego przyjaciela bliżej - Jesteś pewny, że my? - powtórzył moje pytanie, spoglądając na niego pełen ciekawości.
- Noooo... - zaciągał słowa i dukał zdezorientowany - A nie?
- Nie - odparł Logan, a na jego twarzy wymalowała się powaga, śmiertelna powaga.
Nagle usłyszałam słaby jęk Connor'a. Jego oczy rozszerzyły się. Z otwartych ust zaczęła lać się krew. Dopiero wtedy spostrzegłam, jak Fletcher ściska w ręku nóż, pobrudzony ciemno czerwoną cieczą. Ticks patrzył na Logan'a, którego zwał przyjacielem z zaskoczeniem, nie wiedząc, co i dlaczego wydarzyło się przed chwilą. Stłumiłam swój krzyk, zamykając usta dłońmi, zauważając co zrobił brunet. Patrzyłam, jak ciało Connor'a opadało na ziemię, nie dowierzając własnym oczom. Logan dźgnął nożem własnego przyjaciela. Wbił ostrze w jego klatkę piersiową. On umierał.
- Nigdy nie było żadnego "MY", Connor - szepnął Fletcher, oglądając śmierć bruneta - Dziękuję za wykonaną robotę, ale twój czas niestety dobiegł końca - oświadczył.
Logan szturchnął bruneta, a ten runął na ziemię. Jego oczy automatycznie zamknęły się. Myślałam, że to jakiś koszmar, nieśmieszny żart. To nie mogła być rzeczywistość. Powtarzałam sobie w głowie, że muszę być silna, ale z każdą minutą było coraz gorzej. Ten człowiek był niepoczytalny.
Nie potrafiłam oderwać wzroku od ciała martwego Connor'a. Zbierało mi się na wymioty; myślałam, że zemdleję. Doznawałam silnych zawrotów głowy. Chciałam zrozumieć tą całą grę, w której uczestniczyłam; dlaczego Logan krzywdził tyle osób. Tkwiłam w tym wszystkim sama. Miałam tylko swoje myśli, które nie stanowiły żadnej pomocy.
- A więc.. - odezwał się Logan - Co my tutaj mamy... - spojrzał na mnie, po czym na Calum'a - Szara myszka oraz ledwo żywy i niepotrzebny nikomu kundel, którego wykopali z domu - wymieniał rozbawiony.
Traktował nas, jak pionki w swojej głupiej zabawie. Torturował fizycznie jak i psychicznie. Doskonale znał nasze słabości i wiedział w jaki sposób nas pokonać. Czułam się bezradna i bezbronna. Mogłam się jedynie poddać.
Uszy każdego z nas niespodziewanie zarejestrowały głośny szelest liści, oznaczający czyjeś nadejście. Jako pierwsze zauważyłam czarne kozaki. Lustrując długie, szczupłe nogi, mój wzrok szedł w górę, aż dotarł do znajomej twarzy. Gina kroczyła powolnie w naszą stronę, patrząc obojętnie na każdego. Z uniesioną głową dołączyła do Logan'a. Nie mogłam uwierzyć, że byłam na tyle głupia i nie wpadłam na to, iż jest jego wtyczką. Posłałam dziewczynie spojrzenie pełne rozczarowania, na co odpowiedziała cmoknięciem ust.
- Co ty do diabła tutaj robisz? - zapytał wkurzony Logan - Miałaś pilnować Irwin'a! - krzyknął zirytowany jej obecnością.
- Nie martw się - dziewczyna odparła, siląc się na półuśmiech - Ashton jest tam, gdzie być powinien.
Jej słowa przyprawiły mnie o większą dawkę nerwów, jakbym miała ich nie wystarczająco mało. Nie miałam pojęcia, jak powinnam odebrać informację Giny. Co to miało w ogóle znaczyć? Skrzywdziła go? Zabiła? Modliłam się, aby moje przypuszczenia były błędne. Ashton musiał żyć, nie widziałam innej możliwości. Na pewno już był w drodze. Pozostało nam tylko czekać.
Gina podeszła do leżącego na ziemi Connor'a. Uniosła brwi, przyglądając się chłopakowi. Dotknęła go nogą, ale ani drgnął.
- Urządził sobie drzemkę? - zadała pytanie, wyraźnie zainteresowana jego sytuacją.
- Nie - Logan pokręcił głową - Zabiłem go - wzruszył ramionami, jakby śmierć najlepszego przyjaciela nie robiła mu różnicy. Właściwie, taka była prawda. Logan nigdy nie uważał Ticks'a za przyjaciela, co udowodnił swoim czynem. Relacje z ludźmi były przereklamowane i wymagały poświęceń więc każdemu człowiekowi nadawał taką samą rangę - kukiełki. Zdecydował, że Connor nie jest już potrzebny i wyeliminował go, aby dalej dążyć do zwycięstwa. Chory psychopata. Zbyt wysokie ambicje pochłonęły Fletcher'a do tego stopnia, że jego racjonalne myślenie przepadło.
Gina zmarszczyła brwi, jakby chciała zamaskować swoje zaskoczenie. Udała, że spodziewała się takiego zachowania po swoim współpracowniku, chociaż ja dobrze wiedziałam, że było inaczej. W jej oczach spostrzegłam złość, a także nienawiść. Może Connor był dla niej kimś ważnym? Nie wiem.
W tym samym momencie Calum odzyskał przytomność. Kasłał i pluł krwią przez kilka sekund. Podniósł się na rękach do pozycji siedzącej. Przysunęłam się do niego, obejmując jego barki ramionami. Całe moje ciało trzęsło się. W normalnych warunkach mogłabym stwierdzić, że powodem było zimno, ale odczuwałam strach, ogromny strach. Wraz z Hood'em czekaliśmy na to, co miało wydarzyć się dalej.
- Powiedz mi, Logan... - odezwała się Gina, całkiem opanowanym tonem - To Ashton zabił mojego chłopaka, tak? - spytała, krzyżując dłonie.
Logan uniósł brew, zaintrygowany pytaniem dziewczyny
- Mówiłem ci już, słońce - mruknął - Widziałem to na własne oczy - uśmiechnął się, puszczając jej oczko - Spokojnie, gdy tylko rozprawimy się z tą dwójką, zajmiemy się Cieniem - oświadczył, zwracając się ciałem w naszą stronę. Zadrżałam na widok jego ciemnych, pełnych mroku oczu.
- Tylko widzisz... - powiedziała Gina, nie odpuszczając tematu - Tak się składa, że rozmawiałam z nim dzisiaj - poinformowała brunetka - I brzmiał o wiele bardziej wiarygodnie, niż ty - warknęła, przyjmując obronną postawę.
Logan i Gina równocześnie sięgnęli swoimi dłońmi do kieszeni. Wyciągnąwszy pistolety, skierowali je wzajemnie na siebie, odbezpieczając. Dwaj mężczyźni będący z Fletcher'em również byli gotowi wystrzelić pociski w stronę dziewczynę, aczkolwiek ktoś skutecznie pozbawił ich takowej możliwości. Kule trafiły w rewolwery, które trzymali w dłoniach. Broń wypadła im z rąk. Zdezorientowani, zaczęli szukać wzrokiem napastnika ukrytego w lesie.
- Chyba nie sądziłeś, że będę na tyle głupia, aby przyjść tu sama - pokręciła głową z dezaprobatą Gina.
- Skarbie, po tobie można spodziewać się wszystkiego więc przyznaję, miałem taką nadzieję.
- Ty sukinsynu - szepnęła gniewnie - Zabiłeś Mark'a, tak samo, jak ojca Ashton'a! - wygarnęła mu, potrząsając bronią.
- Gi... każdy kiedyś musi umrzeć... - powiedział, nie zwracając uwagi na ból dziewczyny - A śmierć z moich rąk... to czysta przyjemność i zaszczyt.
Podczas ich zaciętej dyskusji, która nie miała końca, szukałam drogi ucieczki. Zawiesiłam rękę Calum'a na swoich barkach i podniosłam go. Ludzie Logan'a od razu zawiadomili go o moich ruchach, jednak nie mógł nic na to poradzić. Gina wciąż trzymała go na muszce. Gdyby tylko zdecydował się drgnąć, brunetka zastrzeliłaby go bez żadnych wahań czy wyrzutów sumienia. Wyglądała na zdeterminowaną. W dodatku na drzewie lub gdzieś w lesie znajdował się jej pomocnik. Kto wie, czy nie było ich dwóch lub trzech? A może cała grupa?
Wykorzystałam więc szansę, którą dała mi Gina, bo nie sprzeciwiała się naszemu odejściu i wraz z Calum'em skierowaliśmy się w stronę tartaku. Zatrzymaliśmy się tuż za żerdziami drewna, przygotowanymi prawdopodobnie na transport do fabryki. To dziwne, gdyż to miejsce naprawdę nie przypominało często odwiedzanego, ale przecież nie miałam czasu na dłuższe zastanawianie się nad historią tartaku. Oparłam zranionego Calum'a o świeżo ścięty pień drzewa plecami. Jego słaby oddech bardzo mnie martwił. Grymas na jego twarzy dawał mi do zrozumienia, że cierpi. Gładził ręką brzuch, sycząc z bólu. Powtarzał, że nic mu nie jest, ale to kłamstwo było mi za dobrze znane, abym mogła w nie uwierzyć.
Złapałam dłońmi koniec materiału jego koszulki, a następnie ubranie w celu sprawdzenia obrażeń. To, co zobaczyłam, spowodowało kolejne zawroty w mojej głowie oraz pisk. Pięknie wyrzeźbiony brzuch szpeciły wyraźne i głębokie rozcięcia. Idealnie opalona skóra Calum'a zalana była krwią. Miałam nadzieję, że jego kości są całe i zdrowe. Sądząc po jego ciężkim oddechu, mogłam podejrzewać połamane żebra. On musiał jak najszybciej dostać się do szpitala.
Czerwona ciecz spływała także po twarzy bruneta. Pogładziłam jego policzek, delikatnie oglądając twarz. Spojrzał na mnie nieco zaskoczony, jakby nie spodziewał się takiej troski z mojej strony.
- Co? - zapytałam.
- Nic... - burknął, zdejmując moją dłoń - Sprawdź, jak wygląda sytuacja - poprosił - A potem pójdziemy do lasu, od drugiej strony - przedstawił swój plan, na co skinęłam i wykonałam jego prośbę.
Zbliżyłam się do drewnianej ściany tartaku. Wychyliłam się, obserwując sytuację. Starałam się również usłyszeć, o czym dyskutowali Gina wraz z Logan'em. Przymrużyłam oczy, aby wyostrzyć obraz i wyciszyłam się.
Zza krzaków wyszli dwaj kolejni mężczyźni. Jeden z nich ubrany na czarno, jak ludzie Logan'a - prowadził drugiego - niższego, najwyraźniej przyjaciela Giny, bo widząc go, dziewczyna przeraźliwie krzyknęła. Cofnęła się, jakby Logan wystraszył ją swoją przebiegłością.
- Myślałaś, że wziąłem ze sobą tylko tych dwóch? - spytał - Idiotka - prychnął - Czas na ciebie Gina. Miło było popatrzeć jak wkopujesz własnych znajomych - zaśmiał się. Jego ludzie podnieśli swoją broń, celując w dziewczynę. Odbezpieczyli pistolety. - Oh, tak "ps", zabijałem twojego chłoptaska z taką samą przyjemnością, z jaką właśnie teraz moi znajomi zabiją ciebie - oświadczył.
Rozległy się strzały.
Patrzyłam na tragedię niczym zahipnotyzowana. Horror? Mało powiedziane. Nigdy w życiu nie przechodziłam przez coś tak strasznego. Brunetka padła na ziemię, a ja odczułam skurcze blisko serca, a może nawet i w sercu. Emocje, które mi towarzyszyły były ogromne. Myślałam, że za moment dostanę zawału. Jeśli ktokolwiek opowiedziałby wszystko, co tutaj widziałam - ciężko byłoby mi uwierzyć. Jednak to działo się naprawdę. Wydarzenia były prawdziwe. Zapierające dech w piersiach, okrutne i obrzydliwe, ale prawdziwe.
Biegiem wróciłam do Calum'a. Pomagając mu wstać, w skrócie opowiedziałam, co takiego wydarzyło się, gdy spytał mnie o strzały. Jąkałam się, nie mogłam znaleźć słów, a kiedy odszukałam je - nie chciały przejść przez moje gardło. Jakimś cudem, udało nam się porozumieć i dogadać. Ruszyliśmy za tartak, idąc w stronę lasu. To właśnie tam mieliśmy szansę na ucieczkę lub chociaż na zgubę. Zyskalibyśmy wtedy na czasie.
W połowie drogi usłyszałam syreny alarmowe. Policja była blisko, ktoś ją zawiadomił. Poczułam ulgę, nie mogłam się doczekać momentu, w którym funkcjonariusze nas znajdą i nareszcie będziemy bezpieczni.
Chciałam teraz pojechać do ciotki Eleanor. Przytulić się do niej, powiedzieć jak bardzo ją kocham i jak ważna jest dla mnie. Została moją ostatnią rodziną w Sydney, nasza więź była specjalna. Później zadzwoniłabym do Cassie, aby wyznać jej, że podczas walki o swoje życie myślałam o niej, ponieważ wiele dla mnie znaczy. Moim marzeniem było również znaleźć się w objęciach Ashton'a i usłyszeć jego głos.
Niespodziewanie coś przemknęło po mojej nodze, rozcinając skórę. Zawyłam, potykając się. Ból przeszył moje ciało. Struga krwi rozlała się na nodze, a także moich zniszczonych spodniach. Calum zdołał utrzymać się o własnych siłach, gdy moja dłoń automatycznie dotknęła zranionego miejsca. Odwróciliśmy się. Logan stał kilka metrów dalej, kręcąc głową przecząco. W dłoni ściskał rewolwer.
- Mała, naiwna Caitlin Teasel - krzyknął, widząc ból w moich oczach - Serio? Wydawało ci się, że drugi raz pozwolę ci uciec? - spytał, nie oczekując mojej odpowiedzi - Skończę to, co zacząłem, jeśli pozwolisz - oznajmił, podnosząc broń.
Moje serce zatrzymało się na widok wycelowanego we mnie pistoletu. Nie miałam dokąd uciec, nie mogłam się ukryć. To był mój koniec. Żałowałam jedynie, że wyglądał on tak żałośnie. Gdybym miała możliwość, na pewno wybrałabym zupełnie inny rodzaj śmierci, ale przede wszystkim pożegnałabym się z tymi, którzy wiele dla mnie znaczyli. Moja historia zostałaby wtedy zakończona. W takich okolicznościach nie było mowy o jakichkolwiek pożegnaniach. Pozostało mi jedynie wyobrażać sobie cierpienie przyjaciół i rodziny; zapłakaną Cassie na wiadomość o moim pogrzebie; pełną depresji ciotkę Eleanor, która musiałaby zadbać o całą uroczystość, zaskoczonych znajomych z dawnej szkoły oraz dalszą rodzinę i jej smutek.
Przełknęłam ślinę i pozwoliłam łzom na swobodne spłynięcie po moich policzkach. Strach odszedł, jakbym mentalnie przygotowała się na koniec mojego życia. Nie zamierzałam karmić Logan'a swoim przerażeniem czy motywować go do działania. Pogodziłam się z przegraną i byłam gotowa na odejście. Czekałam cierpliwie, aż pociągnie za spust, a kula uderzy prosto w moje serce. Wolałam zginąć, niż patrzeć jak pozostali giną przeze mnie.
- Nawet się nie waż bydlaku - usłyszałam głos mojego anioła, o który błagałam od samego początku.
Ashton wyszedł zza drzew w towarzystwie uzbrojonego Hemmings'a. W duszy skakałam ze szczęścia, widząc pomoc. Michael pojawił się obok, ratując Calum'a od upadku. Podał mi pistolet, w razie potrzeby, chociaż i tak był pewien, że takowa nie nastąpi. Poklepał mnie po ramieniu, pytając cicho, czy jestem cała. Przytaknęłam, wracając wzrokiem do Logan'a.
- Policja już tu jest - oświadczył Ashton - Co teraz zamierzasz gnoju?
Luke, widząc stan Calum'a natychmiast powędrował do niego, dopytując się o szczegóły. Cały czas kontrolował kątem oka sytuacje, co by zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. Ashton zaciskał swoje dłonie w pięści, próbując się kontrolować. Zmuszał się do spokoju. Wiedział, że jest tutaj policja, która zajmie się Logan'em. Rozumiał, że musi się zmienić, a to miał być jego pierwszy krok. Zachowanie spokoju, co da mu tylko i wyłącznie przewagę.
Kąciki ust Logan'a uniosły się, tworząc tajemniczy, a zarazem niebezpieczny uśmiech.
- Nie rozumiem, co cię tak bawi Fletcher? Fakt, że za moment będziesz błagał o litość, czy może to, że skończysz w pudle? - wtrącił Michael, zadając arogancko pytanie.
- Chętnie ci powiem, Clifford - zwrócił się do ciemnowłosego, którego kolorowe pasemka zanikły z powodu braku większego światła. Wyszczerzył się. - Zamierzałem zabić dziś kochaniutką Caitlin... - mówił, udając zastanowienie - Ale nastąpiła zmiana planów.
- O czym ty mówisz do cholery, pajacu? - wykrztusił z siebie Calum.
- Mówię o kimś, kto jest ważniejszy niż jakaś niska, wkurzająca suka - warknął - Nawet nie wiesz, jak cieszę się, że wpadłeś Ashton - rzucił, zmieniając swój cel.
Wstrzymany oddechy.
Strzały.
Jeden.
Drugi.
Trzeci.
Czwarty.
Piąty....
A za nimi kolejne.
Calum pociągnął mnie za rękę w dół. Upadłam, chowając głowę, jak rozkazał. Przez chwilę ostrzeliwali się wzajemnie, gdy Logan rozpoczął swój atak. Bicie mojego serca nienaturalnie przyśpieszyło. Miałam ochotę krzyczeć, błagać, aby przestali. Zatkałam uszy, żeby uciszyć strzały. Nie wytrzymywałam napięcia. Podniosłam głowę, kiedy dźwięki strzałów pojawiały się coraz rzadziej.Wszystkie kule, pędzące z prędkością światła w kierunku Logan'a nie dotarły do określonego celu. Luke oraz Michael pudłowali. Fletcher zdążył dość szybko z naszego pola widzenia. Nie wiedzieliśmy dlaczego tak prędko zwiał, dopóki nie usłyszeliśmy syknięcia z lewej strony.
Dwa pociski.
Aż dwa pociski wylądowały w klatce piersiowej Ashton'a.
Krzyk.
Mój krzyk, a nawet wrzask. Paniczny wrzask, desperackie wołanie i szloch. Jego szeroko otwarte oczy spotkały się z moimi. Moje serce pękało. To się działo naprawdę.  Umięśnione ciało cofnęło się o kilka kroków, a później powoli spadało, aż dotknęło zazielenionego podłoża na moich oczach. Łzy niepohamowanie spływały po moich policzkach. Odtwarzałam w głowie tylko jedno słowo - Zwariowałam. Chciałam zwariować, chciałam, żeby to był pieprzony sen, z którego za moment miałam się wybudzić.
Wpadłam w histerię. Rzuciłam się do biegu, ale powstrzymał mnie Michael, obejmując ramionami. Pragnęłam być obok Ashton'a, właśnie teraz, ale jego przyjaciel powstrzymywał mnie. Nie wiedziałam dlaczego, może sam doznał szoku. Jego oczy załzawiły się. Patrzył na blondyna tym samym spojrzeniem, co ja - pełnym bólu.
- Caitlin - usłyszałam cichy szept Ashton'a.
Moje wargi drżały. Oddech zatrzymał się na kilka sekund.
- Nie rób mi tego, proszę - odpowiedziałam, czując jak w środku moja dusza zamyka się, zanika.
- Chcia.. Chcia.. - dukał, a moje serce rozrywało się - Chciałem cię chronić, będąc twoim cieniem... - wymamrotał, następnie kaszląc - Przepraszam...
Powieki Ashton'a opadły.
Odszedł.

________________________________________________
Wiem, pójdę do piekła.

ps. Pamiętajcie, że jutro epilog koło 12-13!
Kocham Was..... xx