sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 16

Dużej wielkości pokój wyposażony jedynie w metalowy stolik oraz dwa krzesła umieszczone po obu stronach. Ściany w kolorze szarości, a przede mną jedna wielka szyba, przez którą osoby z zewnątrz mogły spokojnie oglądać wnętrze tego nieprzyjemnego pomieszczenia. Na jednym z krzeseł siedziałam ja, Caitlin Alicia Teasel. Świadek, podejrzana lub pokrzywdzona. Policja nie zdecydowała, które określenie jest najbardziej adekwatne. Ja zachowałam wobec tego obojętność. Byłam nazywana różnie, nosiłam nawet przydomek "wariatka", więc nazwanie mojej osoby "Trzy w jednym" nie zrobiłoby na mnie wrażenia. Tak w ogóle, to nic nie było w stanie wykrzesać z mojego ciała żadnego zaskoczenia po tym, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej.
Zaszklonymi oczami patrzyłam pusto w szybę, mając całkowitą świadomość, że tuż za nią znajduje się około pięciu funkcjonariuszy dogłębnie analizujących moje zachowanie. Na pewno stał tam również Will, jak i Theresa, której serce mało nie wyskoczyło z piersi na mój widok. Blada, pozbawiona wszelkich emocji, ze spuszczonym wzrokiem przemierzałam perfekcyjnie oświetlony korytarz, trzymana za ramię przez Willa. Blondynka wstała z fotela, otworzyła usta i zaczęła rzucać pytaniami, niczym liczbami do totka. Ale ja nie mogłam odpowiedzieć, nie potrafiłam. Ani ja, ani Will. Nie paliliśmy się do roztrząsania całej sprawy. Bez zbędnego postoju zostałam niezwłocznie przeprowadzona do pokoju przesłuchań. Tam siedziałam od samego początku, pogrążając się w rozpaczy.
Ogarnęła mnie cisza. Tylko ona powstrzymywała mnie przed wyeksponowaniem swojego gniewu. Zamknęłam się na świat, aby zamilknąć i nie ranić ludzi, na których mi zależy. Wystarczyłoby, że z moich ust wydostałoby się jedno słowo, a za nim poszłyby kolejne. Plułabym jadem na nieodpowiednie osoby, czego wolałam uniknąć. Zachowywałam się przerażająco, to fakt. Nie byłam skora do rozmowy, nie odwracałam wzroku. Zupełnie jak roślina, która pnie się ku górze, ale jej zmysły w ogóle się nie rozwijają. Niektórzy uważali, że odebrało mi mowę, ale to nie w tym tkwił problem, ponieważ w dalszym ciągu potrafiłam się komunikować. Ja po prostu nie miałam nic do powiedzenia, a w szczególności na głos, o sytuacji, której musiałam być częścią. Wystarczyło jedno krótkie spojrzenie w dół i wszystko było jasne. Pusta trumna, zero kości, brak ciała. Po raz kolejny zostałam oszukana. Ashton znów wbił nóż prosto w moje serce, ale tym razem zranił mnie sto razy mocniej, niż mogłoby się wydawać.
W drodze na komisariat analizowałam wszystko, jednak wysnucie wniosków i przyznanie się do swej własnej głupoty, a także naiwności nie przychodziło mi z łatwością. Szukałam odpowiedzi na proste pytanie "Dlaczego?", ale brakowało mi wskazówek. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Nie obchodziło mnie, gdzie teraz Ashton się podziewał, co robił i jak się czuł. Tylko to pytanie błądziło po mojej głowie. Dlaczego mnie tak wykorzystał? Dlaczego zabawił się moimi uczuciami? Dlaczego ukartował coś tak okrutnego i skazał mnie na życie w męce? Dlaczego, dlaczego, dlaczego...
Aczkolwiek, gdy zajęłam miejsce przesłuchiwanej moje myśli odeszły. Żadne słowa do mnie nie trafiały; nie przemawiały; nie sprawiały, żebym była skora wykonać jakiś ruch, chociażby drgnięcie. Ugrzęzłam we własnym ciele, jakby w pokoju dźwiękoszczelnym. Mogłam krzyczeć, płakać czy nawet śmiać się, ale nikt tego nie słyszał tak, jak ja nie słyszałam nikogo. W mojej pamięci pozostała jedynie godzina, w której zerknęłam w dół, żeby sprawdzić, co znajduje się we wnętrzu trumny. Nie spodziewałam się, że nie zastanę tam dosłownie niczego.
Niemniej jednak byłam tykającą bombą, która nie współgrała z licznikiem. Wystarczyło mnie dotknąć, innymi słowy odpalić; a Ashton robił to w odpowiednim czasie. Idealnie trafiał w mój czuły punkt i wiedział, kiedy jest najlepsza okazja, aby to zrobić. Geniusz, można by rzec, ale ja preferowałam określenie "Drań", bo jaki dobry człowiek zainscenizowałby swoją śmierć? Kto normalny oszukałby swoich bliskich? Właśnie, bliscy.. zapewne jego przyjaciele maczali w tym palce. Ja nie byłam wystarczająco bliską osobą. Wierząc, że jestem kimś więcej oszukiwałam samą siebie. Ashton traktował mnie od początku do końca tak samo. Byłam nikim innym, jak pionkiem w jego grze. I tym razem nikt nie był w stanie mnie przekonać, że on kiedykolwiek pragnął tylko mojego dobra. W swojej głowie wykreowałam go na złego człowieka, w którym odnalazłam dobro. Niestety, wytwór mojej wyobraźni nie miał praw do wkroczenia w rzeczywistość. Pozostałam jego marionetką, na zawsze.
Drzwi otwarły się szósty raz z rzędu. Nie wiem, w jaki sposób przy tak ogromnej sprawie, udało mi się zainteresować błahostką, ale liczyłam wszystkie wejścia i wyjścia, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Można powiedzieć, że zakotwiczyłam mój rozum, znalazłam w pewnym sensie ukojenie poprzez koncentrację na zwykłej bzdurze. Will usiadł na krześle, rozkładając na stoliku dokumenty. Nawet nie spojrzałam na kartki. Nie odrywałam wzroku od szyby, której widok w połowie zakłócił Brytyjczyk. Kątem oka widziałam niezadowolenie wymalowane na jego twarzy. Minęła godzina zanim zebrał się, aby tu wejść i mnie przesłuchać. Nie chciał tego robić, ale musiał. Zresztą przesłuchiwanie własnej dziewczyny nie należało chyba do ulubionych zajęć faceta. On jednak podjął się zamknięcia akt Ashtona Cienia Irwina. Nie spodziewał się takiego obrotu akcji. Cóż, nie on jeden.
Will wplótł palce w swoje włosy, potrząsając nimi lekko. Tym samym stworzył na swojej głowie nieład. Wdychał, a po chwili wypuszczał głośno powietrze, zastanawiając się, jak powinna wyglądać nasza dyskusja. Ból w jego błękitnych, jak ocean oczach nie dawał mi spokoju. Byłam na tyle załamana, że nie potrafiłam go wesprzeć i dodać otuchy, której bardzo potrzebował przy tej rozmowie. Gdybym tylko mogła, zabrałabym ten cholerny ciężar dźwigany przez niego, na swoje barki. Bo tu chodziło o mnie, nie o ludzi, których kocham.
- Gdzie po raz ostatni widziałaś Ashtona Irwina zwanego Cieniem? – pierwsze pytanie wyrecytowane prosto z kartki wyleciało z jego drżących ust.
Wychodziło na to, że zjawił się w moim domu dość niedawno, skoro wrócił do mnie wisiorek, ale przecież tego nie powiem, jeżeli nie mam stuprocentowej pewności. Nie pamiętałam, bo tego dnia postanowiłam urządzić sobie prywatną imprezę, aby własnie zapomnieć. Co za ironia losu, że akurat teraz ta informacja była przydatna.
Cisza. Moje milczenie. Zabrakło mi śliny w ustach, chęci oraz odwagi, aby powiedzieć chociaż zwykłe "Nie wiem" bądź "Przed jego domniemaną śmiercią". Nie udzieliłam odpowiedzi. Nie dałam żadnej oznaki, która sugerowałaby, że zamierzam w ogóle odpowiedzieć. Przełknęłam jedynie ślinę i kontynuowałam czynność, którą zajmowałam się od przybycia do tego pokoju, czyli podziwiania szyby.
- Czy Ashton Irwin próbował się skontaktować z tobą po swoim swingowanym pogrzebie? - zdenerwowany głos Willa znowu wdarł się do mojej głowy. Pot spływał z jego czoła, a dłonie trzęsły się niczym u człowieka chorego na parkinsona. Mój brak odpowiedzi potęgował jego zdenerwowanie, jednak nic nie mogłam poradzić. Nie zamierzałam dyskutować na ten temat. Nie tutaj, nie z nim dopóki trwała jego służba. Jego zadaniem było poradzić sobie ze mną, z każdym kaprysem i docinkiem czy tym cholernym milczeniem. Jako policjant wykonywał swoją robotę. A chwilowa amnezja dotycząca tego, co nas łączy musiała go dopaść, bo na tym polegała ta praca i zdawałam sobie z tego sprawę. Dlatego właśnie na czas przesłuchania oddaliliśmy się do siebie, nie ustalając niczego przedtem. To wyszło samo z siebie. Staliśmy się zupełnie obcymi ludźmi. On zadawał pytania, a ja teoretycznie udzielałam odpowiedzi. W rzeczywistości odpowiadałam zwyczajną ciszą.
Powtórzył pytanie.
Tak, mało nie zabił mnie w windzie, o ile był to w ogóle on - pomyślałam, jednak nie powiedziałam niczego głośno. Dwie godziny temu patrzyłam na pusty grób, a to mówiło samo za siebie. Na pewno starał się ze mną skontaktować, nie odpuściłby tak łatwo. Dzwonił, straszył, omal nie zabił, ale jeszcze nie stanął przede mną twarzą w twarz. Na język cisnąć się mogła odpowiedź "TAK", ale nie zgadzałam się, aby Will ją usłyszał. Choćbym nienawidziła Ashtona najbardziej na świecie, brakowało mi tej stuprocentowej pewności.
Westchnęłam.
- Caitlin, wiem, że wiele przeszłaś... - Will próbował ze mną negocjować. Swoimi słowami zwrócił moją uwagę, ale w nieodpowiedni sposób.
- Gówno wiesz - prychnęłam, przerywając chłopakowi - Sześć miesięcy, zdajesz sobie sprawę, jak długi to okres czasu? Opłakiwałam go sześć miesięcy, a w nagrodę ujrzałam pustą trumnę. - odpowiedziałam - Czułeś wstyd, rozczarowanie, poniżenie i złość jednocześnie? Nie? Więc nie mów mi, że cokolwiek o tym wiesz. I pieprzę te wasze cholerne przesłuchania, które i tak nie pomogą wam znaleźć Ashtona. Robiliście to przez trzy lata i nigdy nie udało się go złapać. Ale cóż, liczą się starania nieprawdaż? O ile jakieś były. - skwitowałam całą pracę australijskiej policji.
Wstałam od stołu i podeszłam do drzwi. Pociągnęłam za klamkę, a później własnowolnie opuściłam pokój posyłając pogardliwe spojrzenia reszcie komisarzy, którzy obrzucili mnie spojrzeniem tuż po wyjściu. Przysłuchiwali się mojej rozmowie z Willem, także nie musiałam niczego powtarzać. Pokierowałam się na korytarz, a tam zastałam nikogo innego jak przyjaciół samego Ashtona.
Wywróciłam oczami widząc zmartwienie na ich twarzach. Wciąż silili się na grę aktorską, ale finał nadszedł, a farsa dobiegła końca. Musieli się z tym pogodzić. Nie miałam wyrzutów sumienia. Czułam rozpierającą mnie dumę. W jakiś sposób utarłam im nosa, wydałam ich policji, na co zasłużyli. Oni również traktowali mnie jak zabawkę, która nie posiada uczuć. Mylili się. 
Zamierzałam wyminąć całą trójkę, ale w ostatniej chwili Luke złapał mnie za rękę, powstrzymując przed odejściem.
- Pozwól mi wyjaśnić - mruknął, ale ja nie zamierzałam w ogóle słuchać.
- Mam nadzieję, że was zamkną, najlepiej w wariatkowie - syknęłam, wyswobadzając się z uścisku.
- Caitlin, Ashton nie żyje - odezwał się Michael. 
- Tobie ufałam najbardziej, jak mogłeś? - spytałam z wyrzutem.
- Pochowaliśmy go gdzieś indziej - warknął Calum siedzący na ławce. Nie raczył zaszczyć mnie swoim znaczącym wzrokiem. Oparł łokcie na kolanach i przeglądał tablicę ogłoszeń wiszącą naprzeciwko, a raczej po prostu gapił się na nią. Wątpię, że coś takiego mogło go zainteresować nawet w malutkim stopniu. Wydawało się, że zachowywał spokój, jednak wewnątrz na pewno wrzał. Wizyta na komisariacie była ostatnią z listy pilnych spraw do załatwienia. - Dzięki za wsypanie nas psom, tak na marginesie. - dodał.
- Co? - pisnęłam.
- Wiedzieliśmy, że prędzej czy później ktoś znajdzie powód do otwarcia trumny. Kogoś takiego jak Cienia muszą sprawdzać - wyjaśnił Luke - Nie zamierzaliśmy pozwolić im na szperanie w kościach bliskiej nam osoby. Wraz z jego szczątkami zakopaliśmy kilka ważnych dokumentów tak, jak sobie życzył.
- Przecież policja dała wam gwarancję spokojnego pochówku - odparłam, nie wierząc w brednie, które wygadywał Hemmings.
- Bardzo spokojnego - fuknął Calum - Na jeden dzień, a potem otworzyli jego kartotekę na nowo.
- Jaką mam pewność, że to nie kolejne wasze kłamstwo, hm? - spytałam, zaciskając dłonie w pięści.
W tym samym czasie Calum wstał z miejsca i podszedł do mnie. Zmierzył mnie wzrokiem. Jego tęczówki pociemniały. Po moim ciele przeszły dreszcze. Myślałam, że za moment wybuchnie i nic nie powstrzyma jego gniewu. Patrzył na mnie z wyższością,  urażony moimi słowami. Niewiarygodne, że brak mojego zaufania do trójki chłopaków tak uderzył w Hooda, który zazwyczaj miał w poważaniu wszystko, co dotyczyło mnie oraz mojego życia.
- Możesz wierzyć nam lub temu frajerowi, z którym jesteś. Ale nie zapominaj, kto zawsze ratował ci dupę, Teasel - powiedział tak oschle, jak tylko był w stanie.
- Hej - usłyszałam za plecami głos Willa - Odsuń się od niej! - rzucił, zbliżając się do mnie.
- Próbujesz mi grozić? - zapytał Calum, unosząc brew. Prośba Willa nie zrobiła na nim wrażenia, a nawet wymalowała uśmiech na jego twarzy. 
Will przysunął mnie do siebie. Uderzyłam plecami o klatkę piersiową blondyna, który natychmiastowo oplótł mnie ramionami, pozbawiając swobody ruchu. Czasami odgrywał zbyt opiekuńczego partnera, jak na przykład teraz.
- Jeszcze nie - odparł pewnie - Mało ci wrażeń, gnojku? Na przesłuchaniu załatwię ci więcej, gwarantuję.
- Jak mnie nazwałeś ty zapchlony kundlu?! - wrzasnął Calum, rzucając się w przód, prosto na Willa.
Zamachnął się, aby zadać cios w policzek Brytyjskiego funkcjonariusza, jednak ten ze zwinnością go uniknął. Luke w ostatniej chwili stanął przed swoim przyjacielem, blokując jego następny atak. Złapał go w pasie, po czym popchnął w tył. Ja odciągnęłam Willa, po czym sprowadziłam go na ziemię.
- Zwariowałeś?! Czemu go prowokujesz? Jesteś policjantem, gdzie twoja kultura?! - zganiłam swojego chłopaka, który wciąż wymieniał piorunujące spojrzenia z Calumem. Jako funkcjonariusz powinien trzymać nerwy na wodzy. Will w ogóle nie ukrywał, że chciałby wsadzić przyjaciół Cienia za kratki. Wiedziałam, że policjanci dostają więcej kasy za przyskrzynienie kogoś, ale wydawało mi się, że Will należy do ludzi honoru, dla których ważna jest sprawiedliwość i bezpieczeństwo, nie pieniądze. 
- Dbam o ciebie - zwrócił się ku mnie - Czemu tak go bronisz?! Myślałem, że to ja jestem twoim facetem, a nie ten gówniarz!
- Odszczekaj to! - wtrącił Calum.
Michael'a rozdrażniło zachowanie swojego przyjaciela. Dawno nie widziałam Clifforda złego do tego stopnia, że przywoływał ciemnowłosego do porządku. Wystarczyło, że stanął przed nim, zmierzył go wzrokiem i rozkazał usiąść na dupie, a ten posłusznie wykonał polecenie. Oczywiście nie obyło się bez burknięcia pod nosem, ale wyraźnie dał wszystkim do zrozumienia, że wyższy od niego o kilka centymetrów Michael budzi respekt. 
Zdecydowałam się na wyjaśnienie paru kwestii Will'owi, kiedy rozmowy, a raczej kłótnie chłopców ucichły.
- Will, ja po prostu...
- Za każdym razem tak jest. To zawsze ja wychodzę na tego złego. - mruknął - Dlatego nie chciałem się odzywać, bo każda nasza dyskusja kończyła się tak samo. Jeśli tak bardzo chcesz z nimi być, czemu tego nie przyznasz? Powiedz, że nie zależy ci na mnie, to proste.
- Nic nie rozumiesz, Will.
- To mi wyjaśnij! - krzyknął, opuszczając ramiona w geście poddania się. 
Nie zwracając uwagi na publiczność, zbliżyłam się do Willa. Dzieląca nas niewielka odległość zniknęła. Dłonią przejechałam po jego policzku. Uniosłam podbródek chłopaka prosząc tym samym, żeby spojrzał mi w oczy. Przestałam czekać i złączyłam nasze usta, rozkoszując się czułym pocałunkiem. Zmęczyła mnie ta chora relacja, zmęczyły mnie sprzeczki. Potrzebowałam jego ciepła, dotyku, spokojnego głosu. Chciałam, żeby mnie wspierał, nie zadawał pytań, przytulał i mówił, że będzie dobrze.
- Doceniam to, co dla mnie robisz - szepnęłam, zetknąwszy nasze czoła - Ale mam dość kłótni.
- A ja tej mody na sukces - wtrącił Calum, zwracając ponownie uwagę na siebie. W jego oczach można było znaleźć tyle złości, z niekoniecznie znanych mi przyczyn. Możliwe, że uświadomił swoich przyjaciół, ale nie mnie. Calum był skrytą osobą. Silniejsza więź łączyła go jedynie z Lukiem, ale nawet on nie pomagał mu w byciu szczerym. Nie rozwiązywali wzajemnie swoich problemów. Calum nie mówił głośno o tym, co mu się nie podobało. Wolał stroić fochy, irytować wszystkich wokół i szlajać się naburmuszony po kątach, aby później wszczynać kłótnie i wyżywać się na bliskich mu osobach. Niesamowicie wkurzający, ale w pewnym sensie oryginalny człowiek, bo mimo swoich wad był wart poznania. Z tego powodu znosiłam jego komentarze, mając nadzieję, że wkrótce dowiem się czegoś więcej na jego temat. Był w dodatku częścią paczki Ashtona. Nie odtrącałam go tak, jak on robił to ze mną.
Niemniej jednak, jeden powód jego złości był znany wszem i wobec. Will. Ja. Ja i Will, my razem. Nie znosił mnie tak samo, jak jego. Ranga policjanta podwajała jego nienawiść. Fakt, że ich wsypałam jeszcze bardziej pogarszała sytuację. Calum nie mógł pogodzić się z przegraną, której doświadczył przed kilkoma minutami. 
Calum uwolnił się z uścisku Luke'a. Uderzył ramieniem o jego bark, prychając. Gdyby nie młody Hemmings, Calum z pewnością wszcząłby bójkę. Kumpel mu przeszkodził, dając kolejny powód do wściekania się. Ruszył w stronę tarasu informując Michaela, że zamierza się przewietrzyć. Wiedziałam, że oznacza to czekanie na moje wyjście z budynku. Znudził go mój widok lub za bardzo czuł się rozdrażniony. Calum był trudny i niezrozumiały.
Ciemnowłosy nie zdążył odnaleźć wyjścia. Jego głowa odwróciła się wraz z resztą obecnych na korytarzu po silnym i długim dźwięku przypominającym wybuch. Każdy podbiegł do najbliższych okien, chcąc sprawdzić, co się wydarzyło. Na dworze rozbrzmiało wiele autoalarmów samochodowych. Oglądałam teren za szybą. Ludzie idący chodnikami zatrzymali się. Mieszkańcy pobliskich budynków powychodzili na balkony.
Spojrzałam w dół.
Samochód.
Prywatne auto Willa stanęło w płomieniach. Brytyjczyk przyglądał się zdarzeniu z otwartymi szeroko ustami. Był oniemiały. Czarne BMW paliło się powoli. Ciemne smugi dymu unosiły się w powietrzu, powoli ograniczając naszą widoczność. Chwyciłam dłoń chłopaka, ale nie odwzajemnił uścisku. Nie mógł przestać oglądać palącego się wozu. Chciałam jakoś pomóc, lecz nie wiele mogłam zdziałać. Ciężko podejrzewać kogokolwiek o ten czyn, skoro wszyscy zostali wezwani na komisariat. 
- Dzwoń po straż, Theresa! - rozkazał szef wydziału, który pojawił się nagle obok nas. 
Cała sprawa zyskała nowy poziom. Dotyczyła zmarłej osoby, ale odbijała się na wszystkich żywych.


_________________________________
DZIĘKUJĘ ZA PÓŁTORA MILIONA WYŚWIETLEŃ NA BLOGU!!
Najlepszy mikołajkowy prezent od Was dla mnie!
Blisko 10 tysięcy komentarzy.
Blisko 150 tysięcy wyświetleń Pułapki na Wattpad!
D Z I Ę K U J Ę.

Wcześniej pisałam, że rozdział 17 będzie 24 grudnia, jednak w związku ze zmianą długości rozdziałów, zmianą zarysu fabuły bla bla bla i te inne pierdoły, rozdział będzie 15 grudnia, a rozdział 18 czyli dla Was mini prezent świąteczny bo w Wigilię, pojawi się właśnie wtedy, koło godziny hm.. no właśnie, sami zdecydujcie. W komentarzach napiszcie czy lepiej, żebym dodała rozdział po południu (15-16) czy wieczorem (19-21), bo dla mnie to bez różnicy. W święta pracuję, więc mogę dodać rozdział z pracy tak, jak robię to teraz lub po przyjeździe do domu. 
I to nie rozdział 17 jest tym decydującym, powróciłam do starego planu - rozdział 18ty nim jest!! W rozdziale 16tym dowiadujemy się czy Ash żyje czy nie, czyli jak pisałam wcześniej lub nie, bo to trochę się pogmatwało. Wybaczcie, staram się Wam powiedzieć że tu i tu będzie coś na pewno, ale w praniu wychodzi inaczej. Teraz już nie zmieniam. Rozdział 18ty jest rozdziałem kończącym DZIAŁ 1. Kończy pewien moment w całej fabule, a jaki dowiecie się czytając. :)

cya! :)