sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 22

ZANIM PRZECZYTASZ ROZDZIAŁ!!
Dostałam nominację do Bloga Miesiąca. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie w pewnym stopniu sukces, więc proszę nie olewaj tego. Jedyne co trzeba zrobić to wejść TUTAJ, zjechać do ankiety po prawo i zagłosować na Cienia. Proszę, zrób to, jeśli to opowiadanie Cię zainteresowało i je czytasz.
_______________________________________________________________________

Nie wiedziałam ile minęło czasu, odkąd ja i Ashton staliśmy w milczeniu na parkingu, ale na pewno była to dłuższa chwila. Spostrzegłam obok nas Michael'a i Calum'a. Wyglądali na zmęczonych, jakby przebiegli maraton. Kilka kropel potu spływało z czoła punk'owca, a jego przyjaciel oparł się o jedno z aut ciężko oddychając. Musieli szukać mnie po całym osiedlu, a dopiero później wpadli na pomysł sprawdzenia parkingu. 
Ashton odsunął się ode mnie, a następnie podrapał się po karku. Rozluźniłam swoje dłonie, które jeszcze chwilę temu formowały się w pięści, stojąc nieruchomo przy samochodzie i obserwując zachowanie całej trójki. Nie wiem, kto był najbardziej zakłopotany, ale widok był zabawny.  Przyjaciele Irwin'a byli zdenerwowani jego reakcją, mająca nastąpić za chwilę, natomiast sam Ash - tym, co musieli widzieć, czyli nas... razem. Sądzę, że nie przywiązali do tego większej wagi, ponieważ wciąż stali skrępowani starając się jakoś zacząć rozmowę, jednak ich przerażenie brało górę. Kiedy jednak już się uspokoili i powrócili na ziemię, rozpoczęli tłumaczenie mojej ucieczki.
- Sorry Ash, powiedziała, że idzie do łazienki, a my... - wyjaśniał Calum, aczkolwiek nie dane mu było dokończyć zdania. 
- To się nie powtórzy - stwierdził, patrząc w niebo z roztargnieniem. Jego przyjaciele unieśli  głowy spoglądając na blondyna z zaskoczeniem. Chwilę później, jego ciemne oczy obdarzyły ich znaczącym spojrzeniem  - Prawda? - zapytał ze spokojem, a Calum i Michael skinęli, jakby wpadli w trans i byli gotowi wykonać każde polecenie swego 'szefa', bo chyba tak właśnie powinnam nazywać Irwin'a,
Wzrok Ashton'a wrócił na moją osobę, spoglądając dokładnie tak samo. 
- U ciebie również, prawda?
- Jeśli tylko dotrzymasz słowa - warknęłam.
Ashton wywrócił teatralnie oczami, jakby to, co właśnie powiedziałam nie miało większego znaczenia. Zastanawiało mnie, czy jakiekolwiek słowo, pochodzące z innych ust niż jego trafiało do tego egoistycznego mózgu. Sprawiał wrażenie człowieka słuchającego jedynie własnych opinii oraz myśli. Zgaduję, że prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z tego, iż mówiłam poważnie. Jeśli myśli, że zamierzam czekać ile tylko on chce na odpowiedzi, to grubo się myli. Pragnę informacji, chociaż małych wskazówek, ale teraz, jak najszybciej. Muszę wiedzieć, co do cholery się tutaj dzieje i z czym oraz kim mam do czynienia. 
Dłonie Ashton'a ścisnęły materiał kurtki, a po chwili zarzuciły kaptur na jego czuprynę. Odwrócił się w kierunku swojego samochodu i pociągnął za uchwyt otwierając drzwi. Rzucił obojętne spojrzenie w stronę Calum'a, który stał w skupieniu, czekając na 'rozkaz'. 
 - Skończcie pakowanie, a ja podjadę pod dom - zarządził, a jego przyjaciele posłusznie przytaknęli. Zaśmiałam się, patrząc na nich z niedowierzaniem. Ich zachowanie przypominało oddanie psów względem swoich właścicieli. 
Dłoń Michael'a znalazła się na moim ramieniu i mocno je ścisnęła, tym samym przyciągając mnie do niego. Równym krokiem ruszyliśmy do mojego mieszkania milcząc. Calum szedł tuż za nami. Wydawało mi się, że tworzą jakąś barierę, abym nie miała możliwości ucieczki. Trochę na to za późno, ponieważ zdecydowałam się dać Ashton'owi szansę i poczekać, aż wyjaśni mi wszystko ze szczegółami. Sama nie wiem, dlaczego tak po prostu odpuściłam. W głębi duszy czułam, że po jego przysiędze mogę być pewna intencji, które ma w stosunku do mnie. Jednak mój rozum nie ufał mu całkowicie. Bo w końcu.. jak można po czymś takim od razu komuś zaufać? 
***
Nasza praca dobiegła końca po godzinie. Ashton wszedł do mojego domu piętnaście minut przed końcem pakowania i pomógł znosić rzeczy do samochodu. Chciał to zrobić jak najszybciej, a widząc nasz brak pośpiechu zdecydował się na interwencję. Wyglądał na zirytowanego tak słabym tempem. Zapewne miał dzisiaj parę rzeczy do zrobienia, a moja osoba przysporzyła mu jedynie kłopotu. 
Gdy znosiłam jeden z kilku kartonów, Ashton stał przy samochodzie rozglądając się po ulicy. Dopiero teraz zauważyłam jego podkrążone, zmęczone oczy przyglądające się każdemu, przejeżdżającemu autu. Na jego zaróżowiałych policzkach rysowały się niewielkie dołeczki, które uwidaczniały się bardziej, kiedy tylko kąciki jego ust unosiły się pod wpływem rozbawienia na widok przechodniów. Każda mijająca go osoba, spoglądała na niego niepewnie i z przerażeniem, co jak najbardziej sprawiało mu przyjemność. Uśmiechał się pod nosem, gdy ktoś spuszczał z niego wzrok by następnie obserwować go kątem oka. Nie rozumiałam, co zabawnego jest w przerażaniu ludzi swoim jednym, małym spojrzeniem? 
- Dlaczego cię to śmieszy? - zapytałam widząc jego uśmiechniętą twarz, kiedy załadowałam karton do bagażnika 
- A dlaczego ciebie nie? - odpowiedział pytaniem, zwracając się w moją stronę - Ludzie cię nie znają, a od razu oceniają, czy to według ciebie nie jest śmieszne? 
- Nikt cię nie ocenia - burknęłam.
- Patrzenie na mnie ze strachem, odrazą, smutkiem czy odrzuceniem nie jest oceną? Więc czym według ciebie to jest? Możesz się domyślić, co ci ludzie mieli w myślach przechodząc obok. 
- Sam sprawiasz, że mają takie myśli - odparłam - Patrzysz na nich, jakby wyrządzili ci krzywdę i miałbyś ochotę ich za to zabić - stwierdziłam.
- Może tak jest - mruknął pod nosem, jednak zdołałam to usłyszeć.
Moje oczy momentalnie się rozszerzyły, a przez ciało przeszły dreszcze. Czy on mówił to poważnie? W moim ciele zagotowało się z wrażenia, a serce zabiło kilka razy mocniej. Słowa, które wypowiedział Ashton wyszły z jego ust tak zwyczajnie, z największą swobodą. Widząc moje osłupienie, blondyn lekko się zaśmiał. Uniósł swoje brwi triumfalnie, a ja dopiero zrozumiałam, co tak naprawdę go rozbawiło. To był jego cel - pokazać mi swoją rację. Osądziłam go po trzech wypowiedzianych przez niego słowach, tak jak ci ludzie. 
- Sprowokowałeś mnie - powiedziałam oburzona, na co blondyn pokręcił głową z uśmiechem.
Wzdrygnęłam się, kiedy usłyszałam huk za swoimi plecami. Gdy się odwróciłam, ujrzałam Calum'a. Kolejny karton wylądował w bagażniku, ale uderzenie było tak silne, że prawdopodobnie coś się stłukło. Zmierzyłam go pogardliwym wzrokiem, a w odpowiedzi dostałam ciche przeprosiny i jego zmieszanie. Chwilę później pojawił się również Michael, trzymając w dłoniach klucze od mieszkania i obracając je wokół palca.
- Po resztę przyjedzie Luke - oznajmił, a Ashton skinął. 
Głowa Ashton'a skręciła w stronę samochodu, gestem zapraszając nas do środka. Calum otworzył przede mną drzwi, pozwalając mi wejść jako pierwszej. Podziękowałam mu słabym uśmiechem, a następnie zajęłam miejsce w aucie. Michael usiadł z przodu, obok Ashton'a, który prowadził. Odjechaliśmy spod mojego mieszkania z piskiem opon, kierując się na główną ulicę. Nie spoglądając na znaki i ograniczenia, blondyn jechał jak tylko chciał. Dociskał pedał gazu w miejscach, gdzie były zakazy przyśpieszania i wykraczania poza 60 km/h, przejeżdżał na czerwonych światłach, a także od czasu do czasu puszczał kierownice, aby sprawdzić wiadomości w telefonie. Każda minuta, którą zdążałam przeżyć była dla mnie szczęśliwą i dziękowałam za nią Bogu. Na pewno nie chciałabym udawać się z Ashton'em w dłuższe podróże, bo prawdopodobnie zmarłabym na atak paniki. Przy każdym łamaniu przepisów, na jego twarzy pojawiał się szeroki, śnieżnobiały uśmiech. To widok niecodzienny, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo jedynie tego dnia widziałam go aż tyle razy. Przy naszym pierwszym spotkaniu, nie dostrzegłam żadnego poczucia humoru z jego strony, wręcz przeciwnie - śmiertelną powagę.
Głośna muzyka, dochodząca z tyłu samochodu raziła mój słuch. Głośniki znajdowały się wszędzie, a silne basy nie dawały moim uszom spokoju. Reszta pasażerów była temu najwyraźniej obojętna, gdyż nie zauważyłam, żeby komukolwiek to przeszkadzało. Nirvana nie była w moim guście. Zwykłe 'darcie japy' za przeproszeniem. Musiałam znosić tyle irytujących mnie rzeczy, aczkolwiek największą z nich było przebywanie w jednym aucie z ludźmi, których kompletnie nie znałam i nie wiedziałam, czego mogę się po nich spodziewać. 
Siedziałam spokojnie, milcząc. Czasem, gdy zarzuciło samochodem zrobiłam mały, niezamierzony ruch, ale nic poza tym. Obserwowałam drogę, lub trójkę chłopaków jadących ze mną. Michael czasem rozmawiał z Ashtonem, lub po prostu przewijał piosenki, doszukując się swojej ulubionej. Miałam cichą nadzieję, że uda mu się włączyć coś wolniejszego, jakąś balladę czy nawet country. Nie lubiłam country, ale lepszy ten gatunek muzyki niż rock czy metal. Oczywiście łudziłam się, bo za każdym razem, gdy chłopak włączał jakąś piosenkę, leciał ten sam typ muzyki. Kilkakrotnie pytał Ash'a, gdzie znajduje się jakikolwiek utwór All time low, jednak ten nie dawał mu odpowiedzi. Czekał, aż sm ją znajdzie. Calum natomiast wciąż wpatrywał się w okno z zamyśleniem, a w dłoni ściskał komórkę. Wydawało mi się, że czekał na telefon, który nie nadchodził. Zebrałam się na odwagę i zdecydowałam po raz pierwszy odezwać się. 
- Kto to Mali? - cichy, delikatny głos wyleciał z moich ust w stronę bruneta. 
Calum wyrwał się z zamyślenia, a jego głowa odwróciła się w moją stronę. Oczy, z których nie mogłam wyczytać żadnych emocji popatrzyły na mnie. Przez chwilę Calum przyglądał mi się, jakby myślał, czy w ogóle powinien ze mną rozmawiać. Jego wzrok powędrował na lusterko, aby sprawdzić reakcję Ashton'a na moje pytanie, jednak on chyba mnie nie usłyszał. Kierował autem, patrząc na drogę lub na Michael'a. 
- Moja siostra - odparł półgłosem.
- Gdzie teraz jest? - spytałam.
- Nie wiem - wzruszył niedbale ramionami.
- Jak to nie wiesz? 
- Nie twój pieprzony interes - warknął głośniej.
Spostrzegłam wzrok Ashton'a w lusterku, skupiony na mnie. Zmarszczył czoło i patrzył w moje oczy z zaciekawieniem. Wyglądał na zdziwionego faktem, że odważyłam się odezwać. Calum zaś odwrócił się spowrotem do okna i milczał. Zdaje mi się, że uderzyłam w jedno z jego czułych miejsc. Może to delikatny temat, na który nie miał ochoty rozmawiać? Nie zmieniło to jednak mojej ciekawości, a raczej ją powiększyło. Dlaczego nie chciał powiedzieć mi niczego o swojej siostrze? Wcześniej był bardziej otwarty, zanim zdążyłam poznać Ashton'a osobiście. 
Brunet podparł się ręką, a palcami dłoni przebiegał po swoim policzku wystukując rytm piosenki. Prawdopodobnie teraz przypomniałam mu o jakimś ważnym wspomnieniu. Michael kilkakrotnie pytał go o różne rzeczy podczas drogi, jednak ten nie odpowiadał. Stwierdził więc, że nie ma sensu dalej próbować, więc znowu zapadł w dyskusję z kierującym Ashton'em na temat nowego auta, które ma pojawić się za kilka dni. Nie przysłuchiwałam się im. Temat aut nie zbyt mnie interesował. Skupiłam się na przeszukiwaniu mojej pamięci, przyglądając się osiedlu przez które przejeżdżaliśmy.
Droga, którą jechaliśmy nie przypominała wcześniej przez nas przebytej do mojego mieszkania. Wręcz przeciwnie, znałam ją bardzo dobrze i wiedziałam dokąd prowadzi. Jeździłam nią prawie codziennie do pracy lub Cassie.
- Dokąd jedziemy? - zabrałam głos po raz drugi, tym razem tak, aby każdy z nich dobrze mnie usłyszał. 
- Do baru twojej ciotki - odrzekł Ashton, a w odpowiedzi usłyszał mój pisk.
Zastanawiałam się, czy to miał być rodzaj mało śmiesznego żartu, bo jeśli tak - udało mu się. Spędziłam cztery dni w kompletnie nieznanym mi miejscu, z nieznanymi mi ludźmi, bez znaku życia, a teraz mam tak po prostu wejść do baru i przywitać się z ciotką? Poważnie? Tego właśnie oczekuje? Nie wiem w jakim świecie ten człowiek żyje, ale na pewno nie w tym prawidłowym. 
- Wyluzuj - jęknął znudzony - Wejdziesz, powiesz, że potrzebujesz wolnego tygodnia i wyjdziesz.
- Kpisz sobie? Jak ty w ogóle sobie to wyobrażasz? Ciotka nie widziała mnie prawie tydzień! Będzie chciała wiedzieć wszystko! Co ja mam jej do cholery powiedzieć?
- Że byłaś na Marsie - prychnął Michael wywracając oczami, a reszta wybuchła śmiechem. 
- Ewentualnie możesz jej zawsze powiedzieć, że cię porwałem i nie zamierzam zwrócić dopóki Ticks nie wróci na smycz - dodał Ashton.
- Co? Czego Ticks chce ode mnie? 
- Może twojego dziewictwa? - zapytał Calum, a cała trójka znowu się roześmiała.
Samochód zatrzymał się tuż przed barem. Silnik zgasł, a w aucie zapanowała cisza. Zmierzyłam wzrokiem każdego z chłopaków, a następnie wysiadłam, trzaskając z impetem drzwiami. Wypowiedziałam pod nosem parę obelg w ich kierunku, aby nerwy chociaż na chwilę mnie opuściły. Z minuty na minutę coraz bardziej żałowałam, że odebrałam pierwszy telefon od Ashton'a. Spędzanie czasu z nim i jego przyjaciółmi było jedną wielką udręką, którą sama sobie stworzyłam. 
Chwilę później z samochodu wysiadł Ashton, a ja znowu słyszałam śmiechy jego przyjaciół. Pewnie dobrze się bawili widząc złość i irytację rozrywającą mnie od wewnątrz. W moim ciele aż się gotowało, utrzymywałam resztki spokoju, który gdzieś tam we mnie dryfował i powoli ulatywał. Trzymałam ręce przy sobie, co nie było łatwe, bo gdybym nie wysiadła prawdopodobnie moja dłoń wylądowałaby na policzku Calum'a za ten nietaktowny żart.
Skrzyżowałam swoje ręce, patrząc na blondyna znacząco. Ten podniósł dłonie w geście niewinności i zaczął się śmiać. Jego śmiech można było kochać.. lub nienawidzić, a ja zdecydowanie go nie cierpiałam. Był irytujący, głośny i zabarwiony chrypą. Słysząc go, miałam ochotę zatkać uszy. Eh, co ja w ogóle mówię. Wszystko w Ashtonie sprawiało, że miałam ochotę zniknąć. Pewną część mnie drażnił, drugą przerażał, a jeszcze inną intrygował swoją osobą. 
- Przyzwyczaisz się do ich poczucia humoru - stwierdził.
Blondyn podszedł do mnie, a następnie położył rękę na moim ramieniu. Nie zastanawiając się, gwałtownie zrzuciłam jego dłoń posyłając mu gniewne spojrzenie. Chłopak wycofał się, a z jego twarzy nie znikał uśmiech. Ruszyłam w kierunku wejścia do baru, uderzając przy tym Ashton'a w bark. Miałam nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu dałam mu do zrozumienia, że ma się trzymać ode mnie z daleka. 
- Mogłaś przynajmniej zaprzeczyć, że jesteś dziewicą - usłyszałam za swoimi plecami, ale nie reagowałam. Wiedziałam, że właśnie o to mu chodzi, o sprzeczki. Ashton chciał mnie wyprowadzić z równowagi i po części bardzo dobrze to robił, ale nie zamierzałam dawać mu z tego satysfakcji. 
Nie czekając na chłopaka, weszłam do baru. Nie było dużego ruchu, wręcz przeciwnie. Wewnątrz znajdowało się dosłownie kilka osób, dwie czy może trzy. To dosyć dziwne, ponieważ nigdy nie widziałam tutaj tak niskiej frekwencji. Muzyka nie grała, a telewizor był wyłączony. Ludzie siedzieli znudzeni, jeden z mężczyzn podpierał rękoma głowę, drugi czytał opornie gazetę, a kobieta siedząca blisko drzwi, znudzona bawiła się łyżeczką od kawy. 
Podążyłam w stronę zaplecza. Kiedy moja ręką znalazła się na klamce, nagle ktoś ją zdjął. Przede mną stanęła młoda, tleniona blondynka. Koszulka, którą miała na sobie ledwo zakrywała jej piersi. Zastanawiałam się po co ją w ogóle miała. Jej brzuch był całkowicie odkryty. Mocno opięty top wyglądał na pożyczony od pięcioletniej dziewczynki. Długie, w kształcie migdałków paznokcie w kolorze krwistym od razu rzuciły mi się w oczy. Dłonie spoczywały na jej biodrach. Jej spojrzenie było wymowne, uważała mnie za nieproszonego gościa. Lustrowała mnie wzrokiem od góry do dołu, próbując dać mi do zrozumienia, że powinnam udać się do stylisty. Cóż... ona na pewno nie śledziła trendów.
- Wejście tylko dla personelu - powiedziała. Jej głos był sztuczny i przesłodzony. Nie wiedziałam co było gorsze. Słuchanie jej, czy może śmiechu Ashton'a, ale chyba wybrałabym w końcu tą drugą opcję. Od pierwszego wejrzenia już nie znoszę tej tapeciary. 
- Dla twojej wiadomości jestem z personelu - syknęłam po raz kolejny kładąc dłoń na klamce i tym razem ciągnąc ją w dół. 
Przeszłam przez próg, automatycznie skręcając na prawo, do gabinetu Eleanor. Jak zazwyczaj siedziała przy komputerze ze skupieniem, przeglądając dokumentacje. Kiedy tylko mnie spostrzegła, oderwała się od pracy i wstała z wrażenia. Nie spodziewała się mnie tutaj, nie dziś. Hm, coś nas łączyło. Ja również nie spodziewałam się, że będę miała zamiar wpaść do baru, a już na pewno nie miałam w planach brania tygodnia wolnego. 
- Hej - wypuściłam ze swoich ust.
- Dziecko drogie, dzwoniłam kilka razy! - krzyknęła ciotka złączając swoje dłonie - Wszystko w porządku? 
Rudowłosa podeszła do mnie i uścisnęła. Automatycznie moje dłonie zacisnęły się na jej marynarce, a do oczu napłynęły łzy. Oczywiście przytaknęłam na jej pytanie, bo co miałam innego zrobić. Może nie byłam najlepszą aktorką, ale umiałam kłamać. Nie raz wymykałam się z domu, albo chodziłam w różne zakazane miejsca twierdząc, że idę do Cassie. Rodzice wierzyli w każde moje kłamstwo. Z resztą... tak jak ciotka.
- Zgubiłam komórkę - wymamrotałam - Nie miałam jak cię informować o wszystkim 
Oderwałam się od kobiety, gdy tylko łzy odeszły i zajęłam miejsce przy biurku. Ciotka zrobiła to samo, siadając na przeciwko mnie. 
- Więc opowiadaj teraz!
- Nie mam czasu - odparłam - Ciociu, potrzebuję jeszcze tygodnia wolnego...
- Co takiego? - spytała zdziwiona - Caitlin, ja rozumiem wszystko, ale co ludzie pomyślą... George stwierdzi, że traktuję cię po królewsku...
- George - szepnęłam sama do siebie - Gdzie on jest? - zapytałam głośniej.
- Nie przyszedł dzisiaj, nie mogłam się do niego dodzwonić. Czemu pytasz?
- Tak po prostu - urwałam.
George zawsze stawiał się w pracy. Był sumienny i lojalny w stosunku do mojej ciotki, nigdy nie opuszczał żadnego dnia. Nie brał nawet wolnych, zazwyczaj pozwalał mi wykorzystywać swoje. Nie miałam z nim kontaktu odkąd zadzwonił do mnie w pociągu. Fakt, że to on zadzwonił i dowiódł, iż zna Ashton'a jeszcze bardziej mnie niepokoił. Co jeśli teraz jest w niebezpieczeństwie? Pomógł mi, a teraz może za to płacić. Cholera, to bardziej pokręcone niż mi się wydawało.
Moje dłonie zaczęły się pocić, a ciśnienie skoczyło. Za każdym razem, gdy próbowałam być spokojna, pojawiała się cholerna przeszkoda. Kończąc jeden problem, rozpoczynałam drugi. 
Głowa ciotki odkręciła się do komputera, gdy tylko głośniki wydały dźwięk przychodzącego maila, więc zajęła się właśnie tym. Ja w tym czasie wzięłam kilka głębokich wdechów, zastanawiając się nad tym co powinnam teraz robić. Rozważałam każdą opcję, którą mogłam wykorzystać, nawet oznajmienie kobiecie, że jestem osobą porwaną i mój urlop to jeden wielki plan Ashton'a. Z drugiej strony mogłabym narobić sobie większych kłopotów, więc po prostu siedziałam cicho. Odgłos tykającego zegara jeszcze bardziej mnie rozdrażnił. W mojej głowie słyszałam jedynie głośne 'tik tak, tik tak' . Zadawałam sobie liczne pytania... Co robić.. cholera.. co robić...
Długą pauzę, zaistniałą między nami, przerwała tleniona blondynka, którą zdążyłam spotkać przed moim wejściem.
- Eleanor, jakaś... - zaczęła wraz ze swoim wtargnięciem do biura ciotki - Oh, już tu jest - wymamrotała, zwracając uwagę na mnie.
- Kto to? - zapytałam rudowłosej w obecności dziewczyny - I dlaczego mówi do ciebie po imieniu? 
- Nowa pracownica, przyda się - odparła stukając palcami o klawiaturę - Wybacz Caitlin, mam sporo pracy, jakieś błędy w finansach.. - powiedziała z zaniepokojeniem.
Nie zabierając czasu ciotce, wstałam z miejsca i zabrałam swoje rzeczy. Podążyłam w kierunku wyjścia, kiedy Eleanor krzyknęła moje imię. Zatrzymałam się i odwróciłam. 
- Ostatni urlop - oznajmiła brzmiąc śmiertelnie poważnie.
Pokiwałam głową, a następnie podziękowałam za jeszcze jedną szansę. Utrata pracy, to ostatnia rzecz, jakiej teraz pragnę. Wiem, że wykorzystuję ciotkę, która jest dla mnie zdecydowanie za dobra, ale nie mam innego wyjścia. Nie mogę zrezygnować z baru, ani do niego w tej chwili wrócić. 
Pognałam w kierunku wyjścia. Przed budynkiem czekał na mnie Ashton. Kończył palenie swojego papierosa, a biały dym unosił się tuż nad jego głową. Szare rękawy swetra niedbale wystawały spod czarnej kurtki, którą miał na sobie. Stał zgarbiony, a jego wzrok wbity był w ziemię. Ciemne, brązowe oczy przysłonięte były kosmykami blond włosów, które opadały na jego twarz. Gdy tylko mnie spostrzegł, rzucił peta na ziemię, następnie przygniatając go butem. Uniósł jedną brew pytająco, widząc moje zaniepokojenie. 
- Mamy problem - rozpoczęłam, a Ashton podszedł bliżej mnie wykazując wyraźne zainteresowanie.
- Hm? - mruknął, nie spuszczając ze mnie oczu.
- George nie stawił się w pracy - wypaliłam - Wiem, że się znacie, on zawsze przychodzi do baru, proszę, mógłbyś to sprawdzić? - poprosiłam prawie błagalnie.
- Zajmę się tym - odpowiedział blondyn z lekkim zamyśleniem. 
W głębi duszy modliłam się, żeby sam Ashton się tym nie zdenerwował. Jeśli on się tym przejął, oznacza to tylko jedno... 
Tego nie było w planach. 

_____________________________________________________________
Jest mi trochę przykro... widząc jak z rozdziału na rozdział pojawia się coraz mniej komentarzy. Czy to opowiadanie was nudzi? Przestaliście tu wchodzić? Jest mniej osób? Czy to tylko efekt lenistwa? Proszę, komentujcie. Nie chodzi o to, że chcę sobie nabić tych komentarzy. Widząc standardową, unormowaną liczbę komentarzy, wiem, że wszystko jest w porządku. A tak... 
Dla was to chwila. To dosłownie 3 minuty na napisanie czegoś sensownego i dodanie tego pod notką. Czuję się czasami jakbym pisała do ściany, proszę was, nie róbcie mi tego. Piszę dla was, a wasze odpisywanie to dla mnie motywacja i satysfakcja z dobrze wykonanej roboty.. 
Więc jeśli czytasz - skomentuj.

Jutro lub po jutrze pojawi się nowy szablon. Just sayin'. Widziałam - jest cudny. Jak każdy z resztą, który pojawiał się na Cieniu. 
Nie wiem czy coś jeszcze z ogłoszeń... Chyba już nic..

Dziękuję za wiadomości, tweety, komentarze. Kocham was.