sobota, 28 września 2013

Rozdział 4

Byłam bliska zawału. Nagle w pokoju zapadła ciemność, a cały kuchenny sprzęt zgasł, co oznaczało brak prądu. Stałam nieruchomo w kuchni, a moja dłoń kurczowo ściskała blat jakby była do niego przyklejona. Cała drżałam. Nie jestem fanką ciemności. Jedyne na czym mogłam teraz polegać to zmysły słuchu i dotyku. Moja wyobraźnia zaczęła działać. Do głowy napływały mi najdziwniejsze, a zarazem najstraszniejsze rzeczy. Zaczynałam mieć wrażenie ze nie jestem sama w mieszkaniu, że ktoś mnie obserwuje. W moich myślach już roiła się wizja mojej śmierci, której miałam doznać – moim zdaniem, za chwilę. 
Spokojnie.. Nic się nie dzieje. - powtarzałam starając się uspokoić, co nie szło mi zbyt dobrze. Wciąż się trzęsłam, łzy napływały do moich oczu. Mój oddech był przyśpieszony, w głowie zaczęło się kręcić, a nadzieja na powrót jasności powoli opadała. Moje ciało robiło się coraz chłodniejsze.
Po kilku minutach postanowiłam wziąć się w garść. Nie miałam pojęcia kiedy prąd powróci, ale nie mogłam wciąż stać jak posąg i tylko się zamartwiać. Zaciągnęłam nosem, po czym otarłam rękawem bluzki oczy. Prawdopodobnie rozmazałam cały makijaż, ale nie przejmowałam się tym. Przecież i tak nikt mnie nie widział, ani ja nie widziałam samej siebie. Było mi to obojętne. Wzięłam głęboki wdech próbując po raz drugi opanować emocje, co tym razem mi się udało. Moje zimne stopy oderwały się od podłogi, powolnie przesuwając się do przodu. Jedna z dłoni osuwała się niepewnie po blacie, natomiast druga sunęła po górnych szafkach. W ten sposób znalazłam się na końcu kuchni, przy ostatniej szafce. Złapałam za uchwyt i otworzyłam ją. Dotykałam każdej rzeczy, która znajdowała się w środku zgadując czym ona może być. Na szczęście znalazłam to czego chciałam. Latarkę. Odetchnęłam z ulgą czując ją w ręku, to była moja nadzieja. W tej chwili przypomniały mi się słowa ciotki, która to właśnie kazała mi kupić ten jakże przydatny sprzęt, a kąciki moich ust uniosły się. Tak bardzo cieszyłam się, że chociaż raz jej posłuchałam.
Przycisnęłam swój palec wskazujący do guzika na latarce, jednak nie dała ona światła. Jęknęłam z rozczarowania przypominając sobie, że do latarki potrzebne są także baterie, których niestety nie kupiłam. Ścisnęłam mocno powieki próbując zablokować strach dobijający się do mojej głowy po raz kolejny. Kiedy poczułam jak do moich oczu ponownie wpływają łzy, poddałam się i pozwoliłam sobie na panikę. Zaczęłam płakać i pojękiwać.
Moja ręka rozluźniła swój uścisk a latarka opadła z wielkim hukiem na ziemie obijając się o panele równo z dźwiękiem dzwonka do drzwi. Myślałam, że wcześniej panikowałam, jednak teraz to co się ze mną działo było nie do opisania. Zaczęłam odczuwać delikatne bóle w pobliżu serca, które waliło jak oszalałe. Brałam szybkie wdechy i wydechy stojąc nieruchomo, jak zaklęta. Zacisnęłam usta powstrzymując szlochanie które miało ochotę wydobyć się z moich ust. Wciągałam powietrze nosem próbując zwolnić pracę serca. Miałam wrażenie, że znajduję się w jakimś przeklętym horrorze, a za drzwiami stoi seryjny morderca, któremu właśnie w tym momencie mam otworzyć, żeby mógł mnie zamordować. Paranoja. Czym prędzej starałam się zabić moje chore myśli.
Gdy już mi się to udało moje nogi zaczęły bezdźwięcznie szurać do przodu, a ręce wysunęłam przed siebie w poszukiwaniu punktu zaczepienia. Usłyszałam dźwięk dzwonka po raz drugi co spowodowało moje zatrzymanie i wahanie. Czy na pewno powinnam otwierać te drzwi? A co jeśli to włamywacze? Co jeśli wybiła moja godzina? Wiele myśli zaczęło głębić się w mojej głowie. Przyciągnęłam się do ściany opierając się o nią i chwilę spędzając przy niej czas. Przeciągnęłam swoje włosy do tyłu starając się wymyślić coś logicznego i wpaść na jakikolwiek plan. Może powinnam zawrócić do kuchni po nóż? A może to kurier? Ciocia? Cassie? Dan? A może jednak włamywacz? To morderca, jak nigdy. Sukinsyn, akurat dzisiaj! Byłam cała rozgrzana, a moje ręce przepocone. Zdecydowałam się na odwagę. Oderwałam się od ściany ciałem, ale położyłam na niej dłoń zaczynając iść w kierunku korytarza. Brałam głębokie wdechy i wydechy. Gdy byłam pod samymi drzwiami osunęłam się na ziemię siadając obok komody. W razie czego mogłam zawsze pobić napastnika jedną ze szpilek, które były blisko mnie, wystarczyło tylko po nie sięgnąć.
Zamknęłam oczy odganiając wszystkie swoje myśli, po czym wydobyłam ze swojego zestresowanego ciała dźwięk.
- Kto tam? – zapytałam zaszlochanym głosem.
- Pani Teasel? Wszystko w porządku? Tu dozorca Gordon – oświadczył mężczyzna, a z moich ust wydobyło się ciężkie westchnięcie.
- Boże, dziękuję – przeżegnałam się szepcząc – Tak, tak to ja – potwierdziłam pewniej sąsiadowi.
-  Chciałem zawiadomić o awarii prądu, co już pewnie zdążyła Pani zauważyć. Wszystko będzie naprawione z samego rana – oznajmił dozorca, a ja przytaknęłam.
Moja głowa uderzyła o ścianę, a nogi wysunęły się do przodu. Ogarnęła mnie ulga i spokój. Schowałam twarz w dłoniach oczyszczając umysł. Złe myśli odeszły. To tylko awaria. Nic nadzwyczajnego. Przez moje ciało przechodziły jeszcze dreszcze, ale nie były one już tak intensywne. Zaczęłam powracać do normalności.
Przeraził mnie jednak dzwonek telefonu, który rozbrzmiał w całym mieszkaniu. Światło bijące od ekranu komórki rozeszło się po salonie rozjaśniając go. Zanim jednak wstałam rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wszystko było na swoim miejscu. Na kolanach, czołgając się, przeszłam do salonu zatrzymując się przy stoliku na którym leżała komórka. Teraz ona będzie służyła mi za latarkę. Dzięki Bogu miałam wmontowany flash, więc nie było problemu z większym światłem niż tylko wyświetlacz. Sięgnęłam po aparat po czym przesuwając po ekranie odebrałam połączenie. Przyłożyłam iphone'a do ucha opierając się o kanapę naprzeciwko stolika.
- Tak? – zapytałam niepewnie, zapominając sprawdzić nadawcę połączenia.
- Wystraszyłem? – usłyszałam śmiech.
- Ty dupku – syknęłam, a na mojej twarzy pojawił się grymas.
- To było ostrzeżenie Caitlin – prześladowca starał się mnie zmanipulować.
- Myślisz, że się Ciebie boję? – spytałam pewnym głosem.
- Awaria prądu, któż by pomyślał? Z tego co wiem boisz się ciemności – chłopak wciąż ze mnie kpił.
- Idę jutro na policję – zawiadomiłam. Nie miałam zamiaru dać sobą pomiatać, i to jeszcze jakiemuś zakompleksionemu gnojowi, który nawet nie potrafi się przedstawić, a co dopiero spotkać, tylko woli straszyć ludzi przez cholerny telefon.
- Idź, ale zrobisz ze swojego życia piekło – odparł z obojętnością.
- Ty je robisz.
- Mylisz się.
- Palant – krzyknęłam ze wściekłością wstając z podłogi – Czego Ty ode mnie chcesz?! – zapytałam zirytowana.
- Słodkich snów Caitlin. Będę czuwał – wymruczał swoje ostatnie słowa, a następnie się zaśmiał. Później usłyszałam jedynie sygnał urwanego połączenia.
- Ugh – wydałam z siebie warknięcie. Miałam ochotę rzucić telefonem, ale wiedziałam, że potem mogę tego żałować. Wzięłam głęboki wdech po czym wypuściłam tlen ze swoich płuc. Dzięki temu chociaż na chwilę moje emocje opadły. Zajęłam miejsce na kanapie przyciągając do siebie nogi i opierając głowę na kolanach. W ręku wciąż ściskałam telefon. Zamknęłam oczy.
Nic nie rozumiem. Jakim cudem ja robię ze swojego życia piekło? Przecież to on mnie prześladuje! Nawet nie wiem kim do cholery ten człowiek jest. Nie mogę się od niego uwolnić, a to staje się coraz bardziej przerażające. Czego ten chłopak ode mnie chce? Na pewno nigdy się nie widzieliśmy, więc skąd ma mój numer? Po co go wziął, po co do mnie dzwoni? A może to któryś ze znajomych robi sobie żarty?
Nie, nie możliwe. Nikt z moich znajomych nie przyszedłby i nie wyłączyłby mi specjalnie prądu. Od razu wyrzuciłam tą myśl z głowy. Więc jaki jest powód jego telefonów? Chciałabym jak najszybciej się tego dowiedzieć. Jednak aktualnie jest to chyba niemożliwe. Nie dam mu natomiast satysfakcji. Skończą się telefony tego psychola już jutro..
Nie pozostało mi nic innego jak położyć się spać. Nie pamiętałam gdzie pozostawiłam miskę z płatkami, a nie chciałam po ciemku krzątać się po kuchni w jej poszukiwaniach. Kurczowo trzymając się ściany, powędrowałam do pokoju i pościeliłam jakimś sposobem łóżko. Ubrania zostawiłam na krześle przy biurku. Stwierdziłam, że jutro wszystko posprzątam. Przebrałam się w pidżamę na oślep nie wiedząc czy aby na pewno założyłam ją na dobrą stronę i wpakowałam się do łóżka układając się do snu. Nie udało mi się zmrużyć oka od razu, zajęło mi to około godziny.
Mimo tego wyspałam się.
Obudziłam się koło godziny siódmej trzydzieści. Na moje szczęście zdążyłam się wyszykować i coś przekąsić przed pracą, która zaczynała się o jedenastej.  Kiedy sprawdziłam zegarek, który wskazywał dziesiątą ucieszyłam się, że mam jeszcze chwilę czasu. Wyszłam z domu wcześniej zamykając go na wszystkie zamki zamieszczone w drzwiach i powędrowałam do auta. Wyjechałam w kierunku centrum miasta, gdzie kupiłam sobie drugie śniadanie oraz nową kartę. W końcu uwolnię się od tego wariata! Usiadłam na miejscu kierowcy nie zapalając silnika. Wypakowałam nową kartę SIM z pudełka oraz otwierając iphone’a. Wymieniłam prostokątne kawałki tektury. Starą kartę wrzuciłam do śmietniczka w samochodzie, a nową zamieściłam w telefonie składając go i włączając.
Witamy w sieci’ – informacja pojawiła się na ekranie wymalowując uśmiech na mojej twarzy. Wreszcie!
- Sześć... dwa... osiem... - mówiłam, wystukując palcem o klawiaturę nowy numer, aby zapisać go w kontaktach - Hm, gotowe - powiedziałam dumnie. Położyłam komórkę na miejscu pasażera obok torebki, a ręce wyciągnęłam w przód kładąc je na kierownice. Przekręciłam kluczyk w stacyjce, a następnie docisnęłam nogą pedał gazu wyjeżdżając na ulicę z piskiem opon.
W ciągu dwudziestu minut dojechałam do baru ciotki. Postawiłam samochód na parkingu wysiadając z niego. Zamknęłam go na kluczyk i włączyłam autoalarm. Zanim jeszcze zaczęłam iść w kierunku baru wyszukałam telefon w torebce, spoglądając na godzinę. Za dziesięć jedenasta. Perfekcyjnie!
Wyszłam więc z parkingu, będąc już naprzeciwko baru. Kiedy miałam przejść przez ulicę komórka zaczęła dzwonić co mnie zdziwiło, nie podałam jeszcze nikomu mojego numeru. Prawdopodobnie dzwonił operator aby wyjaśnić mi zasady korzystania z nowej karty. Odebrałam więc połączenie przechodząc na drugą stronę ulicy.
- Tak słucham? – zapytałam głosem przepełnionym sympatią.
- No chyba nie myślałaś, że to ci coś da.
Zaczęło się we mnie gotować. Czy to jakiś żart? Jak to możliwe, że znalazł mój numer?! NOWY NUMER?! Jego ironiczna postawa sprawiała, że miałam ochotę zrobić mu krzywdę, nie mając jakichkolwiek możliwości. Drażnił mnie i sprawdzał moją cierpliwość.
Gdy już chciałam odpowiedzieć anonimowi, przygotowaną ripostą zauważyłam niebiesko czerwone światła odbijające się od muru przy barze. Moja ręka  wraz z telefonem powędrowały w dół, kiedy spostrzegłam dwa wozy policyjne stojące pod samymi drzwiami budynku w którym miałam za około siedem minut rozpocząć pracę.