środa, 11 września 2013

Rozdział 2

Rzuciłam ścierkę o blat baru, po czym oparłam na nim swoje łokcie podpierając głowę dłońmi. Ledwo żyłam. Byłam zmęczona, niewyspana, wręcz wściekła. Moje ręce wciąż się trzęsły z braku sił, a powieki powolnie opadały w dół wędrując po chwili w górę, kiedy tylko usłyszałam silniejszy dźwięk. Wysunęłam prawą dłoń spod brody zakręcając palcami o końcówki włosów. Złapałam za nie pełną ręką dokładnie im się przyglądając. Zdecydowanie towarzyszyło mi znudzenie.
- Hej, Cait w porządku? – George przysunął się do mnie szturchając swoim ramieniem o moje. Od razu ocknęłam się z mojego chwilowego zamyślenia i spojrzałam na bruneta, który wyraźnie zaniepokoił się moim dzisiejszym stanem. – Wyglądasz jak śmierć – stwierdził z powagą przyglądając mi się dokładniej.
- Em, nieprzespana noc, mam problemy ze snem. – urwałam wymyślając na poczekaniu. Chłopak chciał sprawdzić moją temperaturę, jednak nie pozwoliłam mu na to, gdyż nie było to konieczne, w końcu nie byłam chora. W prawdzie również nie okłamałam go swoją odpowiedzią. No może w połowie, ale przecież nie powiem mu, że jakiś psychopata nękający mnie od kilku miesięcy wczoraj włamał się do mojego domu, nieprawdaż?
Sięgnęłam po szmatkę składając ją kilkakrotnie w mniejszy kwadrat. Obróciłam kawałek materiału w ręku po czym uderzyłam o blat i płynnymi ruchami zaczęłam go szorować. Na szczęście nie było zbyt wielu klientów więc mieliśmy czas na wysprzątanie baru. George widząc mój brak skłonności do rozmowy zajął się podłogą, towarzysząc mi w porządkach.
Właśnie! George! Ten wścibski ciemnooki chłopak to mój kolega, kolega z pracy. Jest starszy ode mnie, ma 24 lata, a mimo tego wygląda na jakieś 19, albo nawet i mniej. Jego ciemne, lokowane brąz włosy zawsze są idealnie uniesione, jakby na rozkaz na czubku jego głowy. Czasami dokuczam chłopakowi, mówiąc, że wygląda niczym porażony prądem. Georgey uważa ,że pomimo ogromnej ilości żelu, który stosuje na swoją czuprynę, taka fryzura dodaje mu uroku i… dziewczyny na to lecą. Tak, czasem jest zbyt zadufany w sobie, ale mimo wszystko jest przyjacielski i opiekuńczy. Właśnie za te cechy najbardziej go lubię.
George był nieziemsko przystojny. Jego ciemne, duże oczy przykuwały uwagę każdej kobiety, która tylko pojawiła się u nas w barze. Mięśnie na ramionach ciemnowłosego ledwo mieściły się w koszulkach, które zakładał do pracy. Pomimo mało opiewających t-shirtów, nie trzeba było być posiadaczem okularów, żeby dostrzec zarysy sześciopaku znajdującego się na jego brzuchu, który starał się ukryć lub tylko tak mówił, a w rzeczywistości zakładał tą odzież specjalnie, aby znaleźć potencjalną kandydatkę na dziewczynę.
- Napij się kawy, jak Ciotka cię zobaczy pomyśli, że śmierć się zbliża – George roześmiał się, rzucając we mnie kolejną ścierką, która tym razem wylądowała prosto na mojej twarzy, a następnie na ziemi. Mój refleks był niestety fatalny, przez co nie złapałam kawałka materiału. Mój kolega z pracy miał świadomość, że nie jestem w najlepszym stanie fizycznym, a mimo to uwielbiał się ze mnie nabijać i mi nie odpuszczał. Miał szczęście, że podchodzę do wszystkiego z dystansem.
Mój nastrój gwałtownie uległ zmianie, gdy tylko usłyszałam znaną mi piosenkę, zapisaną na mojej komórce. Nie trudno było się domyśleć, kto zaszczycił mnie swoim połączeniem. Szybko pobiegłam na zaplecze i odebrałam telefon.
- Tak? – zapytałam.
- Cześć słoneczko, jak się dziś czujesz? Chyba za mało snu? – usłyszałam w słuchawce ten sam śmiech, na który byłam skazana od kilku miesięcy.
- Myślisz, że ujdzie Ci to na sucho? Włamanie? – wysyczałam wściekła.
Po raz kolejny anonim dzwonił do mnie podczas mojej pracy. Sądzę, że weszło mu to w nawyk. Wiedząc, że nienawidzę kiedy mi przeszkadza, zwłaszcza w pracy; dzwonił celowo, żeby tylko spotęgować moją złość.
- Wybacz mój nietakt, następnym razem wynajmę posłańca – wyczułam rozbawienie w jego głosie co doprowadziło mnie do jeszcze większej irytacji. Jego to bawi? Ciekawe co on by powiedział, kiedy do jego domu ktoś by sobie tak po prostu wszedł i zamiast kwiatów zostawił przykładowo bombę. Tak, to zdecydowanie byłoby śmieszne.
- Następnym razem? Następnym razem zajmie się tobą policja – powiedziałam pewnym tonem.
Ten koleś przesadził, ostro przesadził. Nie zamierzam mu tego podarować, nie włamania! Mieszkanie jest dla mnie świętością wręcz nienaruszalną. Nawet nie chcę wiedzieć co jeszcze mógł robić tam ten człowiek poza położeniem w mojej sypialni bukietu. Na samą myśl o tym robiło mi się zimno, a przez moje ciało przechodziły dreszcze.
- Czyżbyś mi groziła skarbie? – spytał flirciarsko.
- Nie - urwałam, robiąc chwilową pauzę - Ostrzegam – mruknęłam, nie zmieniając swojego chłodnego tonu.
Usłyszałam trzask tylnych drzwi tuż po wypowiedzianych przeze mnie słowach. Momentalnie nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsadziłam telefon do tylnej kieszeni, wracając na przód baru, żeby ponownie porządkować naczynia i odkurzać bar.  Domyśliłam się, że to ciotka, więc rozpuściłam swoje cieniutkie blond włosy ciągnąc je do przodu, aby zakryć twarz. Nie chciałam denerwować mojej opiekunki swoim stanem, bo zaczęłaby dopytywać się na jakiej podstawie wyglądam jak wyglądam.
Widziałam siebie rano. Nie wyprostowane, zdezorganizowane włosy, blada jak ściana twarz z worami pod oczami i zgarbiona postawa wyraźnie pokazywały, że jestem nieswoja. Musiałam jednak stwarzać pozory, iż problemem jest moja bezsenność. Gdyby ciotka dowiedziała się przez co aktualnie przechodzę prawdopodobnie znalazłaby się w grobie, a tego jej w żadnym wypadku nie życzę. Nieznajomy, włamujący się do domów dzieciak zostanie więc moją tajemnicą, dopóki nie przekroczy granicy mojej cierpliwości.
Kiedy ciotka przeszła przez próg drzwi natychmiast przykryłam twarz włosami ukrywając ją i zaczęłam nerwowo przecierać kieliszki oraz szklanki. Rudowłosa przeszła obok mnie nawet na mnie nie spoglądając i rzuciła gazetę na jeden ze stolików, dosiadając się do niego. Nie minęła minuta, a kobieta zabrała się za jej lekturę. Spoglądałam na nią spode łba, aby nie odkryć swojej twarzy i kontynuowałam wycieranie naczyń. Najwyraźniej jeden z artykułów musiał wyjątkowo zainteresować ciotkę, skoro usiadła wśród kilku klientów, zamiast zrobić to w biurze. Pośpiesznie zabrała się za czytanie najnowszego numeru gazety Herald Sun.
To było dość zabawne, gdy wpatrywałam się w kobietę, a ona stroiła przedziwne miny do zwykłych kartek papieru. Raz robiła z ust tak zwaną kaczkę, a chwilę później jej wargi tworzyły literę ‘o’. Miałam ochotę odczytać jej myśli, bo intuicja podpowiadała mi, że mogą mnie bardziej rozbawić niż zmienny wyraz twarzy.
W końcu ciotka zakończyła czytanie; zamknęła pewnym ruchem gazetę i wzięła ją do ręki, idąc w moją stronę. Spuściłam głowę udając zainteresowaną układaniem szklanek na suszarkę, aby tylko mnie ominęła i przeszła dalej bez słowa. Ale przecież życie byłoby za piękne, gdyby spełniały się wszystkie nasze życzenia tak po prostu, co nie?
- Znowu się zaczyna – powiedziała rozdrażniona, rzucając gazetę na blat baru, przy którym właśnie stałam. Przez włosy spoczywające na mojej twarzy wyszukałam jej wzrok, który wyraźnie prosił, abym zwróciła swoją uwagę na artykuł. Moja głowa odwróciła się w kierunku dwustronnego artykułu z wyraźnie pogrubionym nagłówkiem o nazwie ‘Prześladowcy Sydney powrócili?’
Byłam zdziwiona kiedy ciocia Eleanor z takimi emocjami czytała właśnie te strony, ale teraz już rozumiem, bo sama chętnie zaczęłam czytać gazetę. Usiadłam na podwyższonym krześle przysuwając kartki do siebie i zabierając się za lekturę.
‘ Kolejne morderstwa już za nami, co dalej? Kradzieże? Włamania? Prawdopodobnie gangi znowu powróciły, aby grasować po ulicach Sydney i toczyć ze sobą walki o władzę na dzielnicach oraz osiedlach. Tylko czemu znowu cierpią przez to niewinni ludzie? Około dwóch dni temu młody chłopiec Adam K. mający jedynie 14 lat został zamordowany blisko Sydney’owskiej promenady. Tydzień temu zginęły dwie 18latki wskutek brutalnego gwałtu oraz pobicia, a jeszcze miesiąc temu 30letni biznesmen z Newsweek’a! Kto będzie następny? Czego znowu chcą bandyci? Czy policja w końcu ich złapie? ‘
- Boże.. – szepnęłam drżącą dłonią odsuwając od siebie gazetę, kiedy tylko wspomnienia zaczęły krążyć po mojej głowie – Przecież podobno 3 lata temu złapali głównego członka gangu, więc czemu znowu jest to samo? – zapytałam jakby sama siebie.
- W tym mieście chyba nikt nigdy nie zazna spokoju – westchnęła ciotka zamykając prasę i wyrzucając ją do kosza na makulaturę. Kobieta podeszła do mnie i przeczesała dłonią moje blond kosmyki, zdejmując je z twarzy. Pech sprawił, że poczęła przyglądać się mojej twarzy. Gdy tylko zobaczyła zmęczenie, widoczne nawet w moich oczach, przeraziła się. – Boże dziecko jak Ty wyglądasz! Jesteś chora! – stwierdziła wykrzykując swoje słowa, a ja zaklęłam w duchu. Ciotka zaczęła mnie badać, przykładając rękę do mojego czoła i wpatrując się w moje zaspane, zmęczone oczy, które mało co się nie zamykały.
- Po prostu się nie wyspałam – wyjaśniłam, zdejmując jej dłonie z mojej twarzy oraz podchodząc do lady – Została mi jeszcze godzina pracy, wytrzymam, a potem pójdę się położyć – powiedziałam uśmiechając się do rudowłosej, która odpowiedziała mi tym samym z wymalowaną troską na buzi.
Nie zwracając uwagi na kazania ciotki stanęłam przy kasie i zaczęłam obsługiwać klientów. Chciałam udowodnić jej, że nieprzespana noc nie sprawia mi problemu w pracy więc po prostu to zrobiłam. Wydawałam pieniądze i podawałam drinki najszybciej jak tylko umiałam. Ciemnooka postała chwilę obserwując mnie, po czym wróciła na zaplecze do biura zajmując się płatnościami. Ja tymczasem starałam się wyglądać profesjonalnie i optymistycznie, co chyba mi się udało, ponieważ nikt z gości nie narzekał na naszą obsługę.
Kiedy podawałam whisky ostatniemu klientowi przy kasie, do baru wszedł kolejny mężczyzna. Wysoki brunet z niebieskimi oczami skupił swój wzrok na mojej osobie. Jego spojrzenie nie należało do najsympatyczniejszych jakie zdarzyło mi się widzieć, wręcz przeciwnie, było gniewne, nieprzyjemne.  Wzrok mężczyzny świdrował mnie od góry do dołu co wywołało pieczenie na moich policzkach. Opuściłam głowę czekając w ciszy aż podejdzie do blatu po zamówienie, denerwując się. Coś go wyróżniało. Po wejściu nie zdjął kaptura spod którego wystawały ciemne końcówki włosów, ubrany był na czarno i nawet się nie rozejrzał, jakby już tu kiedyś był, ale ja nigdy go nie widziałam. Może nie było go podczas mojej zmiany. Zachowywał się jakby znał każdy zakątek tego pomieszczenia.
- Caitlin, pozwolisz na moment? – usłyszałam głos ciotki i automatycznie pokierowałam się na zaplecze prosząc George’a aby przypilnował kasy.
- Tu masz proszki na spadek gorączki, a to.. to tabletki przeciwbólowe. – ciotka trzymała w garści kilka opakowań lekarstw, które chwile potem przekazała do moich rąk. Wzięłam głęboki wdech, hamując swoje emocje. Ta kobieta była zbyt troskliwa, co naprawdę czasami doprowadzało mnie do złości.
- Dz.. dzięki. – wydukałam odpuszczając i zabierając ze sobą leki. Wrzuciłam je hurtem do torebki, nawet nie spoglądając na opakowania. Wiedziałam, że nie skorzystam z jej środków pomocy, ponieważ nie czułam się chora. Przyjęłam leki tylko dlatego, że ciotce nie da się przemówić do rozumu. 
Ku mojemu zdziwieniu, gdy wróciłam na przód baru, tajemniczego mężczyzny już nie było. Rozejrzałam się po całym pomieszczeniu, jednak moje oczy nie zarejestrowały jego sylwetki. Przygryzłam dolną wargę stając na palcach i po raz kolejny przemierzając wzrokiem każdy stolik, ale faktycznie facet musiał wyjść. W pewnym sensie jego tajemniczość mnie zainteresowała, ale z drugiej strony przeraziła. Zdecydowałam więc zapomnieć o tym człowieku najszybciej jak się da, kimkolwiek on był i zająć się rzeczami pożytecznymi jak zakończenie mojej pracy na dziś. Entuzjastycznie zdjęłam z siebie fartuch po czym pobiegłam do ciotki zameldować moje ukończenie roboty. Moja opiekunka posłała mi uśmiech i życzyła miłego dnia, a następnie powróciła do wystukiwania palcami o klawiaturę komputera. Ulotniłam się z jej biura, następnie pośpiesznie żegnając się z Georgem. Ogarnęła mnie euforia i szczęście, że w końcu pójdę do domu i się prześpię.
Nie zapominajmy jednak, że los nie jest tak uprzejmy.
- Caitlin! – usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się, a już po chwili poczułam na sobie wielki ciężar. Cassie wskoczyła prosto na mnie mocno mnie ściskając. Moje kości były jak z gumy; było blisko, a leżałybyśmy na ziemi gdyby nie zeszła ze mnie w porę.
- Co tu robisz? – zapytałam zdezorientowana.
- Czas na zakupy! – Cassie klasnęła optymistycznie w  dłonie.
Na mojej twarzy pojawił się sztuczny uśmiech. W tym samym czasie moje całe ciało protestowało. Głos w mojej głowie stanowczo zabraniał mi zgadzać się na propozycję brunetki. Chętnie bym odmówiła, ale problem w tym, że moja przyjaciółka nie rozumie słowa NIE.