niedziela, 22 września 2013

Rozdział 3

Wraz z Cassie udałyśmy się do Paddington*, aby przejrzeć ubrania. Zastanawiałam się również nad wymianą zamków, ale na tą chwilę wybiłam sobie ten pomysł z głowy, ponieważ mam do zapłacenia jeszcze czynsz, a z nowymi kluczami jest również wiele zachodu. Tak, niestety, ale zarabiam sama na siebie i moje mieszkanie, które kosztuje. Zazwyczaj starcza mi na wszystko, jak i teraz, no chyba, że mam dodatkowe płatności, których często unikam. Taką dodatkową płatnością jest na przykład wymiana zamków. Preferuję spać z nożem pod poduszką, albo gazem pieprzowym niż mieć pustkę w lodówce. Ewentualnie jeszcze mogę zakupić paralizator, co raczej nie jest najgorszym i najdroższym pomysłem.
Cassie jak zwykle zaciągnęła mnie do stoiska z sukienkami. Nie miałabym nic przeciwko, gdybym chociaż w jednej wyglądała tak samo dobrze jak moja przyjaciółka. Ona była ideałem dla każdego chłopaka. Długie, kasztanowe włosy opadały z pełną swobodą na jej ramiona, a karmelowe, duże oczy błyszczały pod wpływem słońca. Szczupła, wysoka szatynka na której wszystko wyglądało przepięknie. Gdyby Cassie założyła najgorsze ubranie na świecie i tak każdy by ją chwalił, bo ciuch leżałby na niej perfekcyjnie. Dziewczyna miała ogromne powodzenie u mężczyzn, zwłaszcza na imprezach. Żaden z facetów będący w jednym pomieszczeniu z brunetką nie mógł jej się oprzeć i oderwać od niej wzroku. Poza tym, ona zawsze królowała na parkiecie, swoim tańcem kokietując każdego chłopaka. Trzeba przyznać, jest całkiem niezłą flirciarą.
Cassie poszła przymierzyć jedną z sukienek, którą sobie upatrzyła. Biała, asymetryczna kiecka z wydłużonym tyłem znając życie będzie wyglądać na niej świetnie, pomimo swojej zwyczajności. Ja zaś nadal rozglądałam się za czymś dla siebie, jednak ciężko było wypatrzeć coś ładnego i taniego w czym wyglądałabym dobrze.
- I jak? – usłyszam głos Cassie zza pleców. Odwróciłam się na pięcie i obejrzałam przyjaciółkę od stóp do głów. Sukienka na jej drobnym ciele wpasowała się idealnie. W dodatku Cassie dobrała do niej brązowy pasek, który oplotła wokół swojej talii podkreślając niewielkie, ale widoczne krągłości bioder.
- Wow – wykrztusiłam, a szatynka się zaśmiała.
- Czyli kupować? – spytała niepewnie, rozkładając materiał i obracając się kilkakrotnie przez lustrem. Skinęłam głową posyłając przyjaciółce uśmiech, a ona zawróciła do przymierzalni aby zdjąć z siebie sukienkę i ją zakupić.
Poczułam wibrację w kieszeni spodni i wsunęłam do niej rękę, aby wyjąć telefon. Kiedy już to zrobiłam spojrzałam w ekran komórki. Znowu on. Jeśli odbiorę, Cassie usłyszy rozmowę i będzie chciała dowiedzieć się czegoś więcej, jeśli nie odbiorę – będzie wciąż dzwonił. Najlepszym wyjściem było więc odrzucenie połączenia od mojego prześladowcy i wyłączenie komórki. Przytrzymałam palec na górnym przycisku telefonu, który po chwili zgasł. Wrzuciłam iphone’a do torebki w momencie gdy Cas opuściła przymierzalnie trzymając w ręku mierzoną wcześniej sukienkę.
- Ktoś dzwonił? – zadała pytanie, które wywołało u mnie dreszcze.
- Ym, tylko Dan, pytał co tam – odparłam po czym ugryzłam się w język. Idiotka! Jak mogłam zwalić na Dan’a? W każdej chwili Cassie mogła do niego zadzwonić i zacząć wypytywać po co dzwonił, albo po prostu o tym wspomnieć. To była najgłupsza myśl, jaka kiedykolwiek przyszła mi do głowy.
- Dziwne – Cas zmarszczyła brwi. – Przecież mówiłam mu, że będziemy na zakupach…
- Powiedziałam Dan? – zaśmiałam się nerwowo – Chodziło mi o ciotkę. – uderzyłam się ręką w głowę. Prawdopodobnie wyglądałam idiotycznie. Jak zawsze.
- I powiedziałaś ‘pytał’? – Cassie zaczęła swoje śledztwo.
- Chodziło mi o ciotkę Danielle, tą ze Stanów, nie mówiłam ci o niej? – po raz kolejny udałam głupią, po czym zabrałam sukienkę z rąk Cassie – Chodźmy zapłacić – pociągnęłam dziewczynę za rękę udając się razem z nią do kasy.
- Nigdy nie słyszałam o Danielle ze Stanów – Cas spojrzała na mnie zdziwiona.
- Opowiadałam Ci o niej ze sto razy Cassie! Nie słuchałaś mnie pewnie, albo byłaś pijana – zażartowałam.
Cassie była idealna… z wyglądu. I to właśnie wyglądem nadrabiała osobowość. Niektóre jej cechy charakteru podupadały lub były niepotrzebne. Jedną z nich, którą odrzucała od siebie ludzi przy bliższym poznaniu, a czasem – jak w tej chwili przydatną była jej naiwność i głupota. Czasem nawet mam wrażenie, że szatynka cierpi na amnezję, albo nigdy mnie nie słucha, bo kiedy tylko ją o coś pytam – ona tego po prostu nie pamięta, na przykład rzeczy o których mówiłam jej dzień wcześniej. W tym przypadku jej naiwność wzięła górę i Cassie uwierzyła w moją historię z ciotką z USA i odpuściła.
- Hm. – wzruszyła ramionami. – Może mi mówiłaś, widocznie nie pamiętam – uśmiechnęła się ciepło, a ja odwzajemniłam jej uśmiech. W duchu miałam ochotę zatańczyć makarenę, po raz pierwszy przyszło mi tak dobrze nabrać Cas. Kto jest górą? Caitlin!
Po ciężkich zakupach postanowiłyśmy coś przekąsić. McDonalds był najlepszą restauracją, jaką można było odwiedzić w Paddington. Do reszty nawet nie zaglądałyśmy, ponieważ były to tylko żenujące podróbki subway’a czy kfc. Obie zamówiłyśmy duże sałatki, a do tego średnie frytki i wodę, aby za bardzo się nie najeść. Zaczęłam dbać o siebie trochę bardziej niż wcześniej. Oczywiście frytki do niskokalorycznych posiłków nie należały, ale to i tak był już jakiś postęp.
Zajęłyśmy miejsce na tarasie z widokiem na miasto tuż przy samej barierce.  Był to czteroosobowy stolik, ale nasze torby z zakupami robiły za dwie dodatkowe osoby, czyli każde krzesło było zajęte. Cassie zapomniała poprosić o sztućce do sałatek, więc musiała zawrócić się do kasy. Ze względu na dużą kolejkę szatynka musiała czekać, bo nikt jej nie przepuścił mimo, że to tylko durne widelce, do tego plastikowe. Postanowiłam, że wykorzystam sytuację i włączę swoją komórkę z nadzieją, że anonim w końcu zrezygnował i się odczepił.
Czekając na włączenie się telefonu rozglądałam się na lewo oraz na prawo. Para nastolatków, matka z dziećmi, uczniowie, samolot lecący na niebie, autobus zatrzymujący się przy przystanku, sprzątaczka szorująca stolik obok… nic specjalnego. Aczkolwiek mój wzrok zatrzymał się na blondynie siedzącym w kącie tarasu. Zgarbiony, a zarazem skupiony wpatrywał się w swój telefon jakby przeglądając coś w sieci. Jego włosy rozwiewał wiatr i co chwila poprawiał swoją opadającą na twarz grzywkę. Prawdopodobnie był w moim wieku. Przyglądając mu się zauważyłam, że ma błękitne oczy i nieskazitelną cerę. Kiedy lustrowałam go wzrokiem, on nagle podniósł głowę i spojrzał w moim kierunku. Był bardzo przystojny. Patrzyliśmy się na siebie przez krótką chwilę, dopóki nie usłyszałam jak krzesło obok mnie się porusza. Moje oczy powędrowały na stojącą nade mną Cassie, która wyciągnęła w moją stronę dłoń trzymającą sztućce. Sięgnęłam po nie uśmiechając się słabo, a następnie kładąc je na stół i wracając wzrokiem do miejsca w którym widziałam niebieskookiego. Chłopak jednak zniknął z mojego pola widzenia. Rozejrzałam się wokół i spostrzegłam jego blond czuprynę kierującą się w stronę wyjścia. Był bardzo wysoki i chudy jak na swój wiek.
- Cait, słuchasz mnie? – zapytała dość zirytowana Cassie.
- Co? T-tak – wydukałam wracając na ziemię.
- To dobrze – usiadła odgarniając swoje ciemne loki z twarzy i rozcinając ketchup, a następnie polewając nim frytki – Jakiś dupek mało co nie wylał na mnie coli, co za brak szacunku  – odrzuciła puste opakowanie czerwonego sosu na tacę – A ty co porabiałaś?
- Ym Ja? – zapytałam jakby sama siebie, kiedy mój telefon kolejny raz zawibrował, a na jego wyświetlaczu pojawił się ten sam, dobrze znany mi numer.
- To znowu ta ciotka? – szatynka podniosła się z krzesła przechylając głowę w stronę mojej komórki, aby sprawdzić kto się do mnie dobija. Szybkim ruchem dłoni zsunęłam iphone’a na kolana odrzucając połączenie i po raz kolejny wyłączając sprzęt.
- Nie – zaprzeczyłam. – Rozładowuje się. Zapomniałam go dziś naładować, już w pracy mi padał – odparłam z wymuszonym uśmiechem. Cassie pokiwała jedynie głową, ale widziałam, że to co powiedziałam nie miało dobrej wiarygodności i w ogóle jej nie przekonało.
- Tak w ogóle to Dan planuje się z tobą umówić – Cassie urwała przygryzając jednego frytka. Ja natomiast mało nie zakrztusiłam się wodą, kiedy usłyszałam jej słowa.
- Że co?! – wybuchłam wstając z wrażenia.
- Ciszej Cait, robisz wiochę! – przyjaciółka mnie skarciła sadzając z powrotem na krzesło – Oh proszę cię, kocha się w tobie od siódmej klasy
- To nie znaczy, że ja w nim – odparłam zgryźliwie.
- Hej! – Cas obdarowała mnie kuksańcem -  Gdyby Dan to słyszał, byłoby mu przykro.
- Przepraszam – wymamrotałam opanowując się. – Ale on po prostu nie jest w moim typie. Jest dla mnie tylko i wyłącznie przyjacielem – spuściłam swoją głowę i zaczęłam bawić się swoimi palcami u dłoni. Było mi głupio. Wiem, że Dan bardzo mnie lubił, a nawet za bardzo, ale nie mogłam nic poradzić na fakt iż jest on dla mnie kumplem. Nie pociąga mnie pod względem mężczyzny. Po prostu by nam nie wyszło.
- Rozumiem – moja przyjaciółka głęboko westchnęła przeczesując swoje włosy. – Postaram się go odwieść od tego pomysłu ze względu na jego dobro i na twoje – Cas wysiliła się na uśmiech.
- Dzięki – mruknęłam biorąc do ust ostatniego kęsa sałatki. Nie zauważyłam, kiedy moje pudełko stało się puste; pochłonęłam sałatkę w dziesięć minut! Po ciężkiej pracy w barze byłam niesamowicie głodna zwłaszcza, że dochodziła godzina dziewiętnasta, a ja nie jadłam od jakiejś jedenastej. Prawdopodobnie gdy tylko dotrę do domu po raz kolejny się posilę, a potem od razu pójdę spać.  W tej chwili nie marzyłam o niczym innym jak o ciepłym łóżeczku w którym mogłabym odpocząć.
Nie tracąc czasu, zebrałyśmy z Cassie swoje rzeczy z krzeseł i opuściłyśmy Maccas* podążając na parking. Zapchałyśmy torbami cały bagażnik, a potem już tylko zasiadłyśmy w samochodzie kierując się do domu. Na szczęście to moja przyjaciółka prowadziła, gdyż ja miałam obawy co do mojej jazdy samochodem po nieprzespanej nocy. W czasie powrotu zdążyłam się zdrzemnąć na pół godziny, co w późniejszym czasie dodało mi trochę sił.
- Cait, jesteśmy pod Twoim blokiem – Cas delikatnie potarła swoją dłonią o moje ramię budząc mnie, a następnie pomogła mi odpiąć pasy. Byłam nieco zaspana, więc sprawiało mi to trudność. Otworzyłam drzwi zabierając swoje zwłoki z samochodu i pokierowałam się na jego tyły wyjmując z bagażnika dwie torby. Reszta była Cassie. Pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam w stronę wejścia do budynku. Stojąc pod drzwiami mieszkania musiałam poświęcić dwie minuty na znalezienie kluczy w mojej torebce. Kiedy już to zrobiłam dostałam się nareszcie do domu i zamknęłam go od środka. Z uśmiechem na twarzy zdjęłam ze buty, dając ulgę swoim zmęczonym nogom. Moje stopy nareszcie poczuły chłód paneli, co jeszcze bardziej poprawiło mój nastrój. Rzuciłam siatki w pokoju pod biurko z nadzieją, że jutro przed samym wyjściem do pracy uda mi się poukładać nowe rzeczy do szafek. Dziś nie miałam na to ochoty, ani sił. Rzuciłam się na łóżko głęboko wzdychając i zamykając zmęczone oczy. Jeszcze na chwilę ponownie je otworzyłam i wstałam, aby włączyć swój telefon, który najpierw musiał zostać odszukany jak każda inna przydatna rzecz w mojej torebce. Kiedy już kolorowe światło zaczęło poruszać się na ekranie komórki odblokowałam ją i wysłałam sms’a do Cassie.
Cała i zdrowa doszłam do mieszkania, nie padłam ze zmęczenia, dobranoc i dzięki za dziś J
Kliknęłam wyślij i wypełniłam swoje zadanie. Kolejnym było jedzenie. Tak jak myślałam. Po ciężkiej podróży zgłodniałam, więc popędziłam do kuchni i wyciągnęłam z szafki owocowe musli wsypując je do miski. Otworzyłam lodówkę z której wyjęłam mleko i zalałam płatki. Usiadłam na blacie kuchennym mocząc w misce łyżkę i nabierając na nią kilka kawałków owoców. Kiedy już jedzenie było blisko moich ust, telefon zaczął agresywnie wibrować.
- SERIO?! – wydarłam się zirytowana. Ktoś przerywa mi konsumpcję kolacji. Hm… Marny jego los.
- Czego!? – odebrałam wściekła wiedząc kto dzwoni.
- Dlaczego wcześniej nie odbierałaś? – męski głos będący również nie w humorze zapytał się mnie, jakby odbieranie jego telefonów było moim obowiązkiem.
- Hm, może dlatego, że nie jestem twoim psem i mam swoje życie? Uważasz, że będę codziennie w każdej chwili odbierać twoje durnowate telefony żebyś mógł się powygłupiać? – warknęłam odkładając miskę z musli. Zeszłam z blatu stołu podchodząc do okna i sprawdzając podwórko na którym nikogo nie było. Zsunęłam więc kremowe rolety, które obiły się o okna spadając na dół.
- Radziłbym ci to robić – syknął.
- Hm, niech pomyślę - mruknęłam - NIE – odparłam pewnie.
- Pożałujesz – burknął chłopak, rozłączając się.
Rzuciłam telefon na kanapę i powróciłam do kuchni biorąc do rąk miskę z płatkami. W końcu miałam za sobą rozmowę z prześladowcą, wysłałam sms’a do Cassie, więc już nic nie mogło mi przeszkodzić w delektowaniu się kolacją. 
- Pożałujesz, pożałujesz, ple, ple, ple - parodiowałam anonima - Dupek - urwałam, mieszając płatki.
Kiedy do moich ust wpadła pierwsza porcja musli odstawiłam jedzenie, aby ponownie zająć miejsce na blacie. W tym samym momencie w całym mieszkaniu zrobiło się ciemno. Moje serce przyśpieszyło tak samo jak mój oddech, a przez ciało przeszły ciarki. Teraz chyba zrozumiałam, co anonim miał na myśli mówiąc, że pożałuję swojej odpowiedzi.


Paddington* - centrum handlowe w Sydney.
Maccas* - McDonalds