wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 22


muzyka: klik


Michael siedział przy biurku przeglądając wszystkie dokumenty, jakie znalazł w piwnicy pod willą w Hurstville. Luke przyglądał się mapie, rozrysowując na kartkach prawdopodobną trasę, jaką jechali porywacze wraz z Cassie. Co chwila zgnieciona kartka papieru lądowała na podłodze, a gniew w ciele blondyna rósł, bo nie potrafił znaleźć żadnej wskazówki, która mogłaby pomóc w odzyskaniu mojej przyjaciółki. Ashton zaś ze spokojem wymalowanym na twarzy grzebał przy komputerze próbując wyśledzić miejsce, z którego dzwonił do mnie porywacz.
- To bez sensu – warknął Hemmings – W życiu nie znajdziemy!
Luke uderzył pięścią w stół, a każda z obecnych w mieszkaniu osób uniosła swoją głowę. Widząc złość i przejęcie blondyna zrobiło mi się przykro, ale nie potrafiłam wyrzucić ze swojej głowy myśli, że gdyby nie ich kłamstwa, nie musielibyśmy teraz martwić się o życie Cassie. Na pewno porywacz bawiłby się w grę, ale wiedząc, że Ashton żyje zmieniłby swoje zasady.
- Główkuj – odparł Ashton, uderzając palcami o klawiaturę. Usiadłam na kanapie, czekając, jednak moja cierpliwość dobiegała końca. Od dwóch godzin szukaliśmy nie znajdując niczego. Żaden z chłopaków nie był tajnym agentem, ani nie odbył szkolenia policyjnego. Nie posiadali również odpowiednich sprzętów, aby móc zbadać ślady opon czy zlokalizować Cassie za pomocą genialnego programu. Korzystali z kradzionych programów, ale słabszej kategorii. Byli amatorami, nie mogli nic zrobić poza skakaniem sobie do gardeł z powodu braku informacji. A ja mogłam siedzieć i przyglądać się każdej scenie albo zadziałać.
Wyjęłam swoją komórkę i wybrałam numer Willa. Przyłożyłam telefon do ucha, a gdy Ashton zauważył mój ruch, oderwał się od swojej pracy.
- Do kogo dzwonisz?
- Do Willa – szepnęłam.
- Oszalałaś?! – krzyknął Hemmings – Nie potrzebujemy psa!
- Owszem, potrzebujemy! – wstałam z miejsca, mówiąc tak głośno, jak Luke – Od dwóch godzin ślęczysz nad tą pieprzoną mapą i nie masz niczego poza głupią kropką! – wrzasnęłam – Cassie może być torturowana lub bliska śmierci! Nie będę traciła czasu na wasze łamigłówki!
Wargi Luke’a zadrżały i już miał znów się sprzeciwić podjętej przeze mnie decyzji, jednak przeszkodził mu Ashton. Wstał z miejsca, po czym podszedł bliżej i stanął tuż obok mnie. Odwrócił głowę w moim kierunku, patrząc na mnie z pełną powagą.
- Dzwoń – wtrącił się w naszą rozmowę, a swoją decyzją zwrócił naszą uwagę – Powiedz, że porwano Cassie, a porywacz sam cię o tym poinformował. Byłaś sama w domu, nikt więcej tego nie słyszał.
- Co z tobą jest nie tak?! – oburzył się Hemmings.
- Nie jesteśmy bohaterami, a przestępcami! – wydarł się Irwin – Nie mamy poszlak, to nawet nie nasza działka. A jeżeli później policja zobaczy, że przy tym grzebaliśmy, jak im wszystko wyjaśnisz? Jestem poszukiwany, Luke! Myślisz, że nie wpadną na to, że mogłem z wami działać w tej sprawie?
Luke westchnął ciężko, opadając bezsilnie na fotel. Schował swoją twarz w dłoniach, pocierając nimi skórę, aby otrzeźwieć i zacząć nareszcie myśleć. Pragnął uratować Cassie, ale nie był w stanie zrobić tego sam, a to go zabijało od środka. Czuł, że zawiódł.
Rozłączyłam się, gdy po trzecim razie powitała mnie poczta głosowa Willa. Jego nieobecność wkurzała mnie jeszcze bardziej. Wiedziałam, że między nami prawdopodobnie już nic się nie ułoży, ale wciąż miałam nadzieję, która nie dawała mi spokoju. Chciałam walczyć, ale Will widział to najwyraźniej inaczej. Kiedyś musiałam odpuścić. Może teraz nadszedł czas.
Ashton wrócił do komputera, który po chwili wyłączył. Przystanął przy oknie, oglądając otoczenie. Ze skupieniem gapił się na sklep naprzeciwko ulicy, jakby miał on jakieś znaczenie w sprawie. Ale nie miał. Ashton po prostu postanowił zakończyć poszukiwania, na co ja nie mogłam w żadnym wypadku pozwolić, mimo że chciałam zaangażować w nasz problem policję.
- To, że zaingeruje w poszukiwania Cassie policja nie znaczy, że ty masz tą sprawę w zupełności olać – zauważyłam, mówiąc poirytowana.
- Nie olewam, myślę – odparł.
- Obserwując piekarnię?
- Byłbym wdzięczny za więcej wyrozumiałości. Nie mogę latać po mieście, jak spiderman, zapomniałaś, że szukają mnie listem gończym?
- Brak mi wyrozumiałości, jeśli chodzi o kogoś, kto odegrał scenę własnej śmierci.
- Och, znowu zaczynasz? Przypomnieć ci, w czyich ramionach byłaś zaledwie dwie godziny temu?
- To była chwila słabości – warknęłam.
Ashton uśmiechnął się, ukazując szereg swoich śnieżnobiałych zębów. Jego oczy skupione były tylko i wyłącznie na mnie, a moje tylko i wyłącznie na nim. Zignorowaliśmy Michaela i Luke’a będących z nami w jednym pomieszczeniu i kontynuowaliśmy twardą dyskusję.
- Oczywiście – prychnął blondyn.
- Przytuliłam się do ciebie, bo myślałam że przyniesie mi to ukojenie – powiedziałam, nie spuszczając z Irwina oka – Ale zapomniałam, że ty przynosisz zupełnie co innego.
- Co?
- Ból.
Jedno słowo, które cięło serce jak najostrzejszy nóż spowodowało, że znowu negatywna energia wypełniła mieszkanie. Przyjaciele Ashtona milczeli, oglądając naszą porażkę, z której nie potrafiliśmy wybrnąć. Ashton za wszelką cenę chciał to zrobić, jednak pragnęłam, żeby zamienił się ze mną rolami i cierpiał tak samo lub chociaż w połowie jak ja, kiedy go przy mnie nie było.
Ashton jako pierwszy spuścił wzrok i wbił go w ziemię. Ciężko przełknął ślinę, a jego broda zadrżała. Nie odpowiedział na moje stwierdzenie. Nie starał się nawet przekonywać mnie, że nie mam racji. Odpuścił, najzwyczajniej w świecie odpuścił. To nie zdarzało się często, a gdy miało miejsce – wybierał nieodpowiedni moment, bo właśnie teraz powinien był walczyć w swojej obronie.
Zanim łzy zdołałyby pojawić się w moich oczach, postanowiłam ulotnić się z tego miejsca. Zabrałam swoje rzeczy. Próbowałam wyjść bez słowa, jednak nie pohamowałam swojego ciętego języka.
- Znajdziecie Cassie albo osobiście wybiorę ci celę w więzieniu, do którego cię zabiorą – zarządziłam, wskazując palcem na Ashtona.
- Czy ty nam właśnie grozisz? – zapytał Michael, wyraźnie zaskoczony moją postawą.
- Informuję – odpowiedziałam, uśmiechając się fałszywie.
- Nie wsypałabyś mnie, nie byłabyś do tego zdolna – syknął Ashton, posyłając mi spojrzenie pełne wrogości.
Nie mogłam się nie zgodzić. Nie wydałabym go, nie byłabym w stanie. Nieważne jak wielką krzywdę mi wyrządził, kryłam go i zamierzałam kryć dalej, bo uczucie, którym go darzyłam było o wiele silniejsze niż złość, jaka znalazła sobie miejsce w moim ciele. Za wszelką cenę musiałam odnaleźć Cassie, a to wiązało się ze zmotywowaniem Ashtona.
- Wszyscy szukają twojego ciała, a ja akurat mam je przed sobą. Chciałbyś może zgadnąć w przeciągu ilu sekund odbierają połączenia na komisariacie? – spytałam, unosząc brwi.
Irwin odwrócił się tyłem. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej. W odbiciu szyby widziałam jak przygryza dolną wargę, żeby nie wydusić z siebie nic, co mogłoby mnie obrazić. Wiedział, że przekreśliłby szansę na kolejną rozmowę. Był pewien, że sięgnęłabym wtedy po telefon i zadzwoniła na infolinię oznajmiając, że stoi przede mną Cień we własnej osobie. W duchu dziękowałam, że tym razem nie wybuchnął, bo przegrałabym kolejną walkę. Przecież blefowałam.
- Będę czekała na wiadomości – zawiadomiłam, po czym wyszłam z mieszkania.
Gdy tylko dotarłam do windy, oparłam się o ścianę. Zamknęłam oczy i wypuściłam powietrze wraz z całą goryczą, którą w połowie przelałam na Ashtona. Dotknęłam dłonią czoła, żeby sprawdzić jak bardzo rozgrzana jestem. Moje serce biło szybko i z ogromną siłą, jakbym przed chwilą przeszła przez starcie z seryjnym mordercą. W sumie to porównanie było dosyć trafione.
Nie umiałam się przełamać. Odezwanie się grzecznie, uśmiechnięcie się szczerze czy bycie w stu procentach szczęśliwą z jego obecności po prostu było niemożliwe. Niezależnie od tego, jak proste było osiągnięcie szczęścia, nie umiałam sobie na nie pozwolić. Bo ono wymagało wybaczenia, a wybaczenie nie przychodziło zbyt łatwo.
Znajdując się na zewnątrz, popatrzyłam tam, gdzie Ashton zawiesił swój wzrok kilka minut wcześniej. Ujrzałam zwyczajną piekarnię, o niezwykłej nazwie, która to zapewne przykuła uwagę Ashtona i pobudziła w nim myślenie. Zrozumiałam, że Irwin nie zastanawiał się nad Cassie. Zerkając na szyld i widząc napis „ Piekarnia Trefl „ szukał odpowiedzi na pytanie, co mogą znaczyć wysyłane karty, a raczej kto je nam śle.
~*~
Jeszcze kilka miesięcy temu śmiałabym twierdzić, że na świecie nie ma tak wielu oszustów, jak może nam się wszystkim wydawać. Z dnia na dzień przekonywałam się, że przez długi czas moja teoria była błędna, a ja sama żyłam w jednym wielkim kłamstwie. Dowodem był chociażby fakt, że otaczali mnie oszuści, z każdej możliwej strony.
- Jak to ma wolne, do cholery?! – wrzasnęłam, patrząc na grafik Willa, który pokazała mi w swoim komputerze Theresa – Mówił mi kilkakrotnie, że w czwartki ma dłuższą zmianę, a w piątki co dwa tygodnie szkolenia. Środy jego zdaniem miał wolne, ale rano zawsze bywał na siłowni. – przekazałam koleżance mojego byłego chłopaka wersję, którą mi sprzedawał i w którą naiwnie wierzyłam.
- Przykro mi, Cait – mruknęła Theresa, a potem zamknęła program z rozpiską funkcjonariuszy – Ten grafik pozostawał w takiej postaci od samego początku. Pamiętałabym, jeśli wprowadzałabym do niego zmiany, ale nic takiego nie robiłam.
- Co on wyprawia… - szepnęłam, zadając samej sobie pytanie, które zaczęło mnie nurtować.
Theresa usłyszała moje słowa. Przekręciła głowę w moim kierunku. Widziałam, jak przygryza od wewnątrz policzek, jakby powstrzymywała się przed powiedzeniem mi czegoś interesującego. Patrzyłam na nią dłuższą chwilę, chcąc wyczytać z jej twarzy, co może oznaczać dziwne zachowanie Willa. Dziewczyna jednak nie wytrzymała napięcia i postanowiła skomentować sprawę sama, bez moich próśb oraz błagań o jakiekolwiek wskazówki.
- Will od dawna wydaje mi się podejrzany – stwierdziła – Ciągle grzebie w aktach tego psychopaty Irwina, biega z jakimiś kopertami i dokumentami…
- On nie był psychopatą – wtrąciłam, poprawiając dziewczynę.
- Był, nie był, nieważne – blondynka machnęła ręką, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że nie obchodzi ją jakim człowiekiem jest Ashton - Chodzi mi o to, że wkręcił się w jego życiorys, jak w dobrą książkę. Ciągle analizuje poszczególne fakty, doszukuje się drugiego dna. Często wychodzi wcześniej z pracy i gdzieś jedzie, ale nie do domu. No chyba, że na około, bo przez okno widzę, że wyrusza w przeciwnym kierunku. – wytłumaczyła.
Zmarszczyłam brwi. To rzeczywiście wydawało się podejrzane. Will stawał się dla mnie coraz to większym znakiem zapytania. Sądziłam, że dobrze go znam, a tak naprawdę kolejny raz dałam się podpuszczać. A przynajmniej na to wychodziło, bo  nie mogłam wysnuwać wniosków tylko z opinii Theresy. Być może panikowałam, ponieważ w moim życiu wydarzyło się zbyt wiele, abym mogła myśleć spokojnie. Albo miałam powód do obaw i wcale nie martwiłam się na zapas.
- Porozmawiam z nim na ten temat, kiedy nareszcie się skontaktujemy – powiedziałam nieco zażenowana. Teraz nawet Theresa wiedziała, że między nami nic nie jest w porządku, a wręcz przeciwnie – pomiędzy mną a Willem znalazła się spora bariera, oddalająca nas od siebie. Na moje nieszczęście, on należał do wielkiej grupy osób, które odgradzały mnie od siebie stawiając mur. Z dnia na dzień stałam się samotna.
- Czy coś się stało? – zapytała z troską – Może mogę ci w czymś pomóc.
Oczywiście, że mogła, przecież pracowała w policji. Jednak liczyłam, że to Willowi opowiem o swoich zmartwieniach, a nie jego koleżance z pracy, która o dziwo była dla mnie dostępna częściej niż on.
Zawahałam się. Przyszłam na policję w konkretnym celu, aby zgłosić porwanie. Mój tok myślenia zmienił się na kilka sekund tuż po tym, gdy okazało się, że Will nie jest człowiekiem, którego powinnam darzyć zaufaniem. Niemniej jednak pomoc była potrzebna, więc musiałam się przełamać i o nią poprosić. Bez znaczenia, czy zająć się tym miał ktoś dobrze mi znany lub nie.
- Moja przyjaciółka… - mruknęłam – Ona… ona.. porwali ją – wymamrotałam po cichu, żeby nie wstrząsnąć całym komisariatem.
Oczy Theresy rozszerzyły się do nienaturalnych rozmiarów. Zamarła. Nie wiedziała w jaki sposób się zachować, ani co robić. Nagle straciła całą policyjną wiedzę. Tym razem sprawa nie dotyczyła obcej osoby, a mnie – dziewczyny, którą kojarzyła, rozmawiała z nią i prawdopodobnie lubiła. To było dla niej coś nowego. Z trudem przychodziło jej opanowanie.
- Ale.. jak to?! Kto? Co? Dlaczego? – dopytywała, mrugając szybko.
- Nie mam pojęcia – odparłam – Chciałam, aby pomógł mi w tym Will, jednak on odciął się i…
- Nie masz do kogo się zwrócić – dokończyła za mnie – Mogę iść do szefa, ruszymy niebo i ziemię.
- Wolałabym tego nie robić – delikatnie zaprotestowałam – Porywacz się nie określił, nie wiem czego chce, być może zaangażowanie policji jest złym pomysłem. Chciałam, żeby Will działał sam… rozumiesz?
Blondynka skinęła głową, po czym wyciągnęła czystą kartkę papieru i sięgnęła po długopis.
- Imię, nazwisko, kiedy i gdzie ją ostatnio widziałaś, dane wrogów, numer rejestracyjny jej wozu, dane rodziców, opisz charakter…
Odpowiadałam na każde pytanie Theresy, a ona spisywała je w dokumencie. Obiecała, że zajmie się wszystkim na moich zasadach. Theresa wyglądała na inteligentną i zaradną dziewczynę pomimo że większość czasu dane jej było spędzać przy biurku, gdyż szef brał na większe akcje jedynie mężczyzn. Jej zostawiał raporty oraz inne nazywane przez nią „pierdoły”. Teraz miała okazję się wykazać. Z tego co spostrzegłam, wykonywała swoją pracę starannie. Wypytywała o wszelkie szczegóły, rozrysowywała wszystkie możliwe sytuacje, a także wypisywała podejrzane osoby. Jedna z nich w ogóle nie przyszła mi na myśl, natomiast jej owszem. Z ciężarem na sercu, drżącym głosem spytała:
- Czy uważasz, że Will mógłby być w to zamieszany?

Przytaknęłam, sama nie wiedząc dlaczego. Najwyraźniej moja ostrożność w towarzystwie z intuicją zwyciężyły. 
_____________________________

Przepraszam. Naprawdę ogromnie Was przepraszam za spóźnienie, zwłokę i nie wyrobienie się w czasie. Niestety, studenckie sprawy i zmęczenie pracą dopadły mnie nieco wcześniej niż myślałam. Mam nadzieję, że ta sytuacja się nie powtórzy.
Dziękuję, że czekaliście. Mimo że pisałam, iż dodam rozdział po przerwie, robię to wcześniej, bo był spóźniony.

GŁOSOWANIE NA BLOG ROKU 2014 JUŻ SIĘ ROZPOCZĘŁO. JEŻELI UWAŻACIE, ŻE CIEŃ ZASŁUGUJE NA PRZEJŚCIE DO NASTĘPNEGO ETAPU, WYŚLIJCIE SMS O TREŚCI J11212 NA NUMER 7122 (koszt 1,23zł) PIENIĄDZĘ Z GŁOSOWANIA IDĄ NA FUNDACJE WALCZĄCĄ Z PRZEMOCĄ "DZIECI NICZYJE". Wasze smsy więc nie idą na marne, bo to dość szczytny cel. :) CZAS DO 10-TEGO LUTEGO. GŁOS MOŻNA ODDAĆ TYLKO 1! (dziennie lub ogólnie, raczej dziennie) DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY ODDANY GŁOS. To naprawdę miło, że angażujecie się i mnie wspieracie. Nigdy nie sądziłam, że zajdę z blogiem tak daleko. 

Dziękuję również za klikanie w reklamy, jeżeli nadal to robicie. (a robicie, bo widzę haha) Jestem mega, mega wdzięczna! 

Na razie robię mini przerwę ze względu na sesję egzaminacyjną. Widzimy się jakoś po 15tym lutego!

ps. Z niektórymi na pewno zobaczę się 13tego lutego na koncercie Eda Sheerana przed Torwarem bądź na płycie albo wcześniej w Złotych Tarasach około 13 na premierze 50 twarzy Greya! :) Nie mogę się doczekać!!

Pozdrawiam. xx