wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 24

Uwaga! Rozdział zawiera wstęp do scen, które powinny czytać osoby pełnoletnie. (Chociaż i tak wiem, że małe zboczuchy je przeczytają, nie mam na to wpływu, just inform ya.)

mjuzik: klik

Nigdy przedtem nie dane było mi przesłuchiwać nikogo, ponieważ nie przygotowywałam się  w żaden sposób do zawodu policjantki, jednak wydawało mi się, że dałabym sobie radę. W ciągu krótkiej podróży zaserwowałam Willowi co najmniej dwadzieścia pytań, na które w ogóle nie udzielał odpowiedzi. Pomimo milczenia byłam nieugięta i powtarzałam swoje słowa, dopóki nie odpowiadał.
- Gdzie wychodzisz w czwartki i piątki? Widziałam twój grafik. Nie chodzisz na siłownię, prawda? Czemu nie jeździsz do swojego domu? Z jakiego powodu mnie unikasz? Co jest tak ważnego w aktach cienia, że nie potrafisz nawet spotkać się ze swoją dziewczyną, aby z nią zerwać?! – wrzeszczałam w samochodzie zadając pytania – Nie ma cię, kiedy jesteś potrzebny! Wiesz co teraz dzieje się w moim życiu?!
Will jechał prosto, w ogóle nie zwracając uwagi na to, jakim tonem do niego mówię. Jakby fakt, że znałam prawdę nie wywoływał na nim wrażenia. Pozostawał obojętny, ignorował mnie, skupiony pokonując trasę samochodem. A ja wreszcie przestałam panować nad sobą i stanowczo zareagowałam.
- WILLIAM! – krzyknęłam.
Will przechylił rękę, skręcając gwałtownie kierownicą. Na autostradzie rozbrzmiały piski opon oraz dźwięki klaksonów, w które uderzyły pięści wściekłych kierowców, bo zagranie Willa stworzyło niebezpieczeństwo na drodze. Serce omal mi nie stanęło, kiedy przecięliśmy drogę mężczyźnie jadącemu na wprost. Wbiłam paznokcie w fotel i zatrzymałam powietrze w płucach, wypuszczając je ze swoich ust dopiero, gdy nasze auto znalazło się na poboczu. Po upewnieniu się, że jesteśmy cali i zdrowi, posłałam Willowi zabójcze spojrzenie. Ten zaś ze spokojem wymalowanym na twarzy przekręcił kluczyk w stacyjce, tym samym gasząc silnik. Odpiął pas bezpieczeństwa, po czym zajął się moim. Kiedy już siedzieliśmy swobodnie na siedzeniach, odwrócił swoją twarz w moją stronę. Przełknął ślinę, wziął głęboki wdech i przemówił.
- Nie chodzę na siłownię – odpowiedział – W czwartki i piątki jeżdżę do więzienia, aby odwiedzić ojca. Unikam cię, bo nie potrafię z tobą zerwać. Gdybym powiedział, że przestałem czuć to, co czułem do ciebie wcześniej nie uwierzyłabyś i kopałabyś głębiej. Wstydziłem się powiedzieć cokolwiek. Sprawa Cienia jest dla mnie ważna, bo dostanę za nią wysokie wynagrodzenie, a dzięki temu wpłacę kaucję i ojciec wyjdzie na wolność.
- Mówiłeś, że nie utrzymujesz kontaktu z ojcem…
- Do pewnego czasu nie utrzymywałem.
- Gdzie on jest?
- W Long Bay – odparł spokojnym tonem.
Obawa, że zepsuję naszą relację kolejnymi pretensjami była zbyt silna, abym mogła wykrztusić z siebie jakiekolwiek słowo. Śniadanie, którego dziś kosztowałam podeszło mi do gardła. Nie potrafiłam określić, czy to z powodu spieprzenia sytuacji związku z Willem czy mojego braku zdecydowania dotyczącego pomocy. Wiedziałam, że Ashton żyje; wiedziałam, gdzie może być; wiedziałam, jak mogę go znaleźć. Wystarczyło tylko wydusić z siebie kilka wyrazów i utworzyć zdanie, które kosztowało tyle, co sztabka złota. Z drugiej strony, czy byłam w stanie wydać Ashtona? Wsadzić do więzienia człowieka, który kilka miesięcy temu mnie uratował?
Pojawił się swego rodzaju dylemat.
Dwie możliwości, jednak jedna decyzja, którą ciężko było mi podjąć, ponieważ musiałam wybierać między dwoma osobami, które mimo licznych kłamstw znaczyły dla mnie więcej niż zwykły szlajający się po ulicach człowiek. Ale posiadanie ich obojga przy swoim boku nie wchodziło w grę zwaną życiem. Zostałam więc zmuszona do zadania sobie pytania, którego nigdy nie chciałam usłyszeć.
Na kim zależy ci bardziej, Caitlin? Na Ashtonie, a może Willu?
Problem polegał na tym, że nie umiałam wybrać czy odrzucić. Nie potrafiłam odnaleźć we własnym umyśle odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania. Nie umiałam określić, czy uczucie, którym darzę Ashtona jest złe; natomiast uczucie, którym darzę Willa jest silniejsze. Wiedziałam jednak, że jakie mogą być efekty wpuszczenia do mojego świata Ashtona po raz drugi. Nie byłam gotowa na następną porażkę. Nie byłam również gotowa na usunięcie go z życia. Brak zdecydowania więc zabijał mnie od środka i prowadził drogą błędów. Tym razem znowu zboczyłam z kursu.
Will widząc, że nie mam nic do powiedzenia, odpalił silnik i wyjechał na drogę. Zamknęłam się w swoich myślach myśląc nad teorią sprawdzenia siły moich uczuć. Zamierzałam walczyć, stoczyć bój z każdą komórką w moim ciele, żeby poznać odpowiedź na swoje pytanie. Z dwóch silnych uczuć wystarczyło zabić jedno – słabsze. I dziękowałam Bogu, że teraz miałam przy sobie Willa, bo mógł być moim królikiem doświadczalnym. Był w stanie pomóc mi rozwiać wszelkie wątpliwości.  
Cassie miała rację. Nie mogłam rozpocząć nowego rozdziału, dopóki nie zakończę poprzedniego. Wszystko będzie do mnie wracać, jeżeli nie znajdę sposobu, który postawi mur i zamknie przeszłość raz na zawsze. Bez znaczenia, kogo tyczy się nowy rozdział. Ja musiałam przestać żyć tym, co już nie istniało. Ja sama przywoływałam wspomnienia.
Wjeżdżaliśmy na moje osiedle. Dłoń Willa spoczywała na jego udzie. Patrzyłam na jego umięśnioną rękę. Nie widział mojego zachowania; tego, jak biłam się z myślami, czy wcielić mój plan w życie; czy zrobić pierwszy krok.
Nie miałam wyjścia, musiałam podjąć decyzję.
Will zatrzymał samochód przy ulicy. Jak to miał w zwyczaju, wysiadł z auta, obszedł je dookoła, a potem otworzył drzwi od strony pasażera, podał mi dłoń i pomógł wysiąść. Zamknął drzwi, przystanął obok i spojrzał w przestrzeń, biorąc głęboki wdech. Przygryzł wargę, co zdekoncentrowało mnie na krótką chwilę. Później wrócił wzrokiem do mnie i rzucił cicho ‘do zobaczenia’.
- Zaczekaj – powstrzymałam go przed odejściem – Zostań na noc – poprosiłam, nieśmiało spoglądając na jego twarz.
- C..c..co? Chcesz, żebym przenocował u ciebie? – dopytywał zaskoczony moją prośbą.
Skinęłam głową. Splotłam nasze dłonie i lekko pociągnęłam chłopaka za sobą, idąc w kierunku budynku. W ciszy odbyliśmy podróż do mojego mieszkania. Cały czas myślałam o tym, co za moment ma się wydarzyć i już chciałam się wycofać, kiedy Brytyjczyk objął mnie ramieniem. Wtedy zrozumiałam, że nie ma odwrotu. Wcielam swój plan w życie i nie mam prawa niczego żałować.
Zaprosiłam Willa do wejścia po otwarciu drzwi. Powiesiłam nasze kurtki i przeszłam do salonu. Po raz pierwszy czułam się tak nieswojo i obco we własnym domu; miejscu, które zawsze postrzegałam za bezpieczne. Dopadł mnie niesamowity stres, jak przy pierwszym ważnym egzaminie szkolnym. Zdam czy obleję, zdam czy obleję? Pozytywny wynik, a może negatywny…
- Na..napijesz się czegoś? – wydukałam, zachowując się tak, jakbym po raz pierwszy była sam na sam z chłopakiem w pustym mieszkaniu. Każdy dźwięk stał się intensywny, w tym bicie mojego serca. Odnosiłam wrażenie, że Will także jest w stanie je usłyszeć, ale na szczęście to były tylko i wyłącznie oznaki mojej paniki.
Podziękował. Usiadł na kanapie, potrząsając marynarką, aby ją wyprostować. Przetarł palcami brodę i oblizał usta. Bił się z myślami tak samo jak ja. Próbował rozgryźć moje zamiary. Zboczenie zawodowe. Policjant chcący dowiedzieć się, jakie przestępca ma zamiary. Uśmiechnęłam się, a on mi zawtórował i sytuacja przestała być tak napięta, przez kilka minut.
- Jesteś pewna, że to dobry pomysł? – spytał – Mogę jechać do domu.
Wzięłam głęboki wdech i ze spuszczoną głową burknęłam pod nosem.
- Zostań.
- Jest jakiś konkretny powód?
Tak! Oczywiście, że tak! Pisnęłam w duchu, ale zmniejszą ekscytacją wypowiedziałam kilka słów na głos.
- Will – mruknęłam – Chcę to zrobić.
- C…c…co? – prawie pisnął zaskoczony moim wyznaniem. – Masz na myśli…
Skończyłam rozmowę. Przycisnęłam swoje usta do jego. Byłam już wystarczająco skrępowana, nie mogłam dalej drążyć zbędnej gadki szmatki, skoro łaknęłam przejścia do rzeczy.
Will uniósł mnie z łatwością i przeprowadził przez korytarz, wpadając prosto do sypialni. Postawił mnie na podłodze, po czym objął w pasie i przyciągnął do siebie. Zatapiałam się w jego oczach. Czułam się dobrze, jak nigdy dotąd. Jego usta wydawały się idealnie wpasowane w moje. Całował zachłannie i nie hamował się w swoich poczynaniach, ale ja także. Przestałam widzieć granice. Wszystkie bariery zanikały.
Will usiadł na łóżku, a mnie pociągnął za sobą. Usiadłam okrakiem na jego kolanach. Wplotłam palce w lekko pokręcone włosy, ciągnąc za ich końce. Chłopak jęknął prosto w moje usta, wywołując uśmiech na mojej twarzy. Punkt dla mnie, był cały mój.
Rozpinałam jego koszulę powoli, koncentrując się bardziej na wolnym tańcu naszych języków. Will sztukę pocałunków opanował do perfekcji. Sprawiał mi przyjemność samym spotkaniem naszych ust, czy to nie jest niesamowite?
W końcu pozbyłam się jego koszulki, która wylądowała na podłodze. Wodziłam dłońmi po jego wyrzeźbionym brzuchu, zostawiając mokre pocałunki na klatce piersiowej. Wzdychał ciężko, pozwalając rozkoszy na panowanie, chociaż do największej przyjemności było jeszcze daleko. Nasze ciała były rozgrzane, niczym dwa wulkany, które dążyły do wybuchu. Hormony szalały w moim organizmie. Nie potrafiłam tego zatrzymać; nawet nie chciałam.
Will nie pozostał mi dłużny i szybko pozbył się górnej części mojej garderoby. Szeroko otworzył usta zerkając na moje piersi. Już miał ich dotknąć, gdy złapałam za jego dłonie i przełożyłam je na plecy. Ten zaś zsunął ręce na moje pośladki. Przysunął mnie do bioder. Poczułam wybrzuszenie w dolnej części jego ciała, co tylko mnie usatysfakcjonowało. Przygryzłam jego wargę, mrucząc cicho.
- Dość tych gierek – powiedział pewnie – Caitlin, chcę cię pieprzyć – oznajmił – TERAZ.
- A więc na co czekasz? – spytałam zachęcająco, unosząc brew.
Uwielbiałam droczyć się z facetami, ale Willowi brakowało cierpliwości.
Blondyn przerzucił mnie na drugą stronę łóżka. W tej chwili znajdował się nade mną. Z uniesioną głową i władczym spojrzeniem napawał się widokiem mojego ciała. Rozpiął guzik moich spodni i gwałtownym ruchem praktycznie zerwał ze mnie ubranie. Wędrował pocałunkami po moim brzuchu oraz udach. Doprowadzał mnie do obłędu. Jeszcze nigdy nie zaszliśmy tak daleko. Nie sądziłam, że może nam być razem tak przyjemnie.
Przycisnęłam blondyna do siebie, desperacko pragnąc jego bliskości. Kiedy poczułam jego oddech na swojej szyi, a później wilgotne wargi, wypuściłam powietrze. Wbiłam paznokcie w skórę na jego plecach, gdy delikatnie przygryzł zębami moje ucho.
Już miałam zabrać się za rozpinanie jego jeansów, ale stało się coś czego nie przewidziałam.
- Pragnę cię, Ashton – wyszeptałam prosto do jego ucha zupełnie nieświadomie.
- Co do cholery?! – wydarł się Will, wybudzony z transu, w którym oboje tkwiliśmy. Wstał i zsunął się z łóżka, o mało z niego nie spadając. Przystanął po drugiej stronie pokoju, mierząc mnie pełnym złości wzrokiem.
Zapomniałam jak się mówi. Sama nie mogłam uwierzyć w to, co przed kilkoma sekundami miało miejsce. Nie myślałam o Ashtonie, w ogóle! A jednak to jego imię wypowiedziałam, podczas przeklętej gry wstępnej z innym facetem. I właśnie tego się obawiałam. Może nie przewidziałam takiego obrotu wydarzeń, ale w mojej głowie tkwiła myśl, że popełnię niewybaczalny błąd. Szkoda, że nie posłuchałam samej siebie.
Usta otwarłam szeroko, a serce kołatało w mojej klatce piersiowej – niestety powodem nie było podniecenie, a ogromny strach. W oczach Willa widziałam ciemność, istną otchłań, która mogła kompletnie nim zawładnąć. Z doświadczenia wiedziałam, jak zachowuje się facet będący w furii i naprawdę wolałam nie być aktualnie w swojej skórze, bo na pewno miałam przerąbane – Will nie musiał mi tego uświadamiać.
Uraziłam go i jedyne co mogłam zrobić, to spojrzeć na niego z przepraszającym wyrazem twarzy i wstydem, wielkim wstydem. Czegokolwiek bym z siebie nie wykrztusiła, nie zrekompensowałoby bólu, jaki odczuł. Wbiłam nóż prosto w jego dumę. Zmiażdżyłam go jednym krótkim imieniem człowieka, na którego punkcie miał obsesję. Wypowiedziałam je w najmniej odpowiedniej chwili. To miał być piękny moment, a ja go zniszczyłam. Żadna nowość. Niszczyłam przecież wszystko i wszystkich, po kolei.
- Will… ja… - zdołałam wykrztusić tylko te dwa słowa, zanim chłopak machnął ręką i mi przerwał.
- Zastanów się, Caitlin – warknął, grożąc mi palcem wskazującym – Kogo byś chciała mieć w swoim łóżku.
Zabrał swoją koszulkę z podłogi. Szybko nałożył t-shirt na siebie i sięgnął po kurtkę. Wyszedł z pokoju, a następnie usłyszałam trzask drzwi wejściowych, co oznaczało że opuścił mieszkanie.
Siedziałam w miejscu, zaciskając swoją szczękę. Byłam wściekła, sama na siebie. Chciałam zrezygnować z Ashtona, zapomnieć o nim, o tym że kiedykolwiek byliśmy blisko. Nie potrafiłam zrobić nawet tak banalnej rzeczy. To doprowadzało mnie do białej gorączki. Fakt, że nie przyjmowałam faceta, który dawał mi swoje serce na tacy, tylko latałam myślami do oszusta i krętacza bez uczuć. Spieprzyłam swój związek, a o życiu już nie wspomnę, bo już dawno je przeklęłam. W moich oczach zebrały się łzy, ale one nie cisnęły mi się do oczu ze smutku. Miałam ochotę zrównać całe swoje mieszkanie z ziemię przez chłopaka mierzącego sto osiemdziesiąt dwa centymetry.
Wstałam z łóżka. Podeszłam do komody. Chwyciłam za szklany wazon i rzuciłam nim o ścianę.
- Nienawidzę cię Irwin, nienawidzę! – krzyknęłam, po czym popchnęłam drzwi, które zamknęły się, ale pod względem siły uderzenia również otworzyły. Wyłamałam zamek.
Nie panując nad nerwami, zdecydowałam się dać im upust. Pobiegłam do kuchni. Przeszukałam każdą szafkę, aż w końcu znalazłam zapałki. Wróciłam do pokoju i wysunęłam pudło, w którym schowałam ubrania oraz rzeczy związane z Ashtonem. Odpaliłam zapałkę, którą rzuciłam w środek pudełka. A później zapaliłam drugą, trzecią i czwartą.
Patrzyłam jak podarunki od Ashtona płoną. Zaciskałam zęby, aby żaden szloch nie uciekł z moich ust, chociaż w oczach już zbierały się łzy. Nie cisnęły mi się do oczu ze smutku. Byłam wściekła, głównie na siebie. Miałam ochotę zrównać całe swoje mieszkanie z ziemię przez osobę, której nie umiałam wybić sobie z głowy. Przez Ashtona krzywdziłam swoich bliskich. To była przełomowa chwila, gdzie wyzbywałam się Ashtona Cienia Irwina, usuwałam go ze swojego życia raz na zawsze.
Ale czy to był dobry pomysł?
Te rzeczy miały dla mnie szczególną wartość, a pewna część mnie wręcz wrzeszczała i zaklinała mnie, abym przestała, zatrzymała to, powstrzymała się przed największą głupotą.
- Nienawidzę cię.. – powtórzyłam, ale tym razem bez złości i nie tak pewnie, jak poprzednio – Nie.. nie nienawidzę cię.. – szepnęłam.
Rzuciłam się do biegu i wpadłam prędko do łazienki. Nalałam wody do wiaderka, a potem wbiegłam do pokoju gasząc ten mały pożar, który zainicjowałam. Wystarczyło jedno chluśnięcie wodą, która rozlała się po podłodze. Mogłam się założyć, że na następny dzień pod moimi drzwiami będzie stała sąsiadka skarżąc się na zacieki. Ale nieważne, to nie miało znaczenia.
Obrałam złą taktykę. Tu nie chodziło o Ashtona, a o uczucie, które żywiłam do niego i którego nie byłam w stanie pokonać, ani zaakceptować. A tocząca bitwa kończyła się zawsze tak samo – moją klęską.
Klęczałam nad popalonymi zdjęciami oraz ubraniami, wgapiając się w nie tępo i zastanawiając się, jak mogę rozwiązać swój problem, ale moje zmagania przerwał telefon. Niechętnie sięgnęłam po komórkę i sprawdziłam, kto stara się ze mną skontaktować. Widząc nazwisko Theresy, bez wahania odebrałam w nadziei na nowe informacje.
- Znalazłaś coś? – zapytałam bez powitania, zaciągając cicho nosem, żeby dziewczyna nie zorientowała się, że właśnie przechodzę przez kryzys.
- Właściwie chyba wiem, dokąd jeździ Will – oświadczyła, a ja jęknęłam z rezygnacją.
- Och, to już nieważne – burknęłam – Ta sprawa jest wyjaśniona, odwiedza ojca.
- Jego ojciec nie mieszka przecież w Manly.
Zmarszczyłam czoło.
- O czym mówisz?
- Wczoraj jechał w kierunku Cremorne, śledziłam go trochę – przyznała z zażenowaniem, a potem wróciła do tematu - Kiedyś wspominał, że jego ojciec mieszka w Nowym Jorku.
- Może kłamał – powiedziałam, przypominając sobie, jak Will tłumaczył mi swoje oszustwo.
- Przejrzałam jego papiery, jest w zmianka o Nowym Jorku.

Wystarczyło jedno zdanie, abym przestała żałować, iż wyszeptałam do ucha Willa nie jego imię. 

__________________________________________________

Uwielbiam się z Wami drażnić i wiem, że teraz kilka osób chce mnie pochlastać, bo myślały, że będzie tutaj co innego. Ach, moja złośliwość nie ma końca.
Ten rozdział w ogóle jest rozpaćkany i uważam go za lekką masakrę, bo.. ROZLENIWIŁAM SIĘ. Dzisiaj miałam wolne i mówię sobie: aaaa, spoko, skończę co to dla mnie. Godzina 19ta, a ja się wzięłam do roboty. Wybaczcie mi to, postanawiam poprawę. I obiecuję akcję. Wybuchy emocji, łzy, wrzaski, kłótnie, zgody, krew i wiele wiele innych. Dajcie mi chwilę.

Anyway.

Cień zakończył swoją przygodę z Blogiem Roku 2014 na drugim etapie, gdzie zajął pierwsze miejsce. Przeszliśmy do 3ciego etapu, ale niestety... no nie wyszło. Bez względu na to, czy jury podobał się mój blog czy nie, nie zamierzam się załamywać. Zamierzam pisać dalej, koniec, kropka, finito. Nic tego nie zmieni. Zgłoszę się za rok, spokojnie, nie dam tak łatwo za wygraną.
Pamiętajcie, najważniejsze to nigdy się nie poddawać.

Chciałabym, żeby każdy z Was wiedział, że jestem wdzięczna za głosy i wsparcie, jakie od Was dostałam. Porwałam się na ten konkurs, bo.. raz się żyje. Stworzyłam bloga z tego samego powodu, dla sprawdzenia siebie. Chciałam wiedzieć, czy jestem wystarczająco dobra, aby mieć czytelników, którzy będą śledzić moją twórczość i czekać na następne rozdziały. Ten konkurs to coś więcej niż zwykły konkurs blogowy. To coś wielkiego, oficjalnego, poważnego. Dlatego to również był dla mnie pewnego rodzaju test. Swoimi głosami udowodniliście mi, że nie piszę czegoś błahego, co nie ma sensu i żadnego znaczenia. Pokazaliście mi, że pomimo błędów, jakie walę co zdanie w każdym rozdziale, to opowiadanie ma swego rodzaju wartość. Dzięki Wam patrzę na Cienia trochę inaczej, nie krytykuję siebie tak, jak wcześniej. Pozwalacie mi wierzyć w moje możliwości. jestem Wam wdzięczna za pokazanie mi, że to opowiadanie coś dla Was znaczy i nie jest kolejnym fanfiction z Waszej półeczki. 
Serdecznie dziękuję.