piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 13

Ze snu wybudził mnie przeraźliwie głośny dzwonek do drzwi. Tak naprawdę nie robił tak dużego hałasu. Przez wczorajsze zalanie się w trupa każdy mój zmysł stał się nadto wrażliwy i nawet szept potrafił mi przeszkadzać. Nie miałam pojęcia jakim cudem znalazłam się w domu, ani z kim tak zabalowałam, ale najwyraźniej byłam szczęściarą, skoro obyło się bez żadnych siniaków czy krzywd. No może nie licząc silnego bólu głowy.
Chciałam zapomnieć i faktycznie zapomniałam, jednak zbyt wiele informacji wyleciało z mojej pamięci. Cały wczorajszy wieczór w moim umyśle przypominał czarną dziurę, która wylądowała tam tuż po pierwszym kieliszku wódki, o ile wódkę piłam. Wspomnienia z nocy wyparowały. Jedyną rzeczą, którą udało mi się przypomnieć to dziki taniec na stole w barze ciotki. Boże, jaka ogromna nadzieja, że Eleanor w trakcie moich wygłupów nie było, towarzyszyła mi odkąd przywróciłam to jedno wspomnienie. Z drugiej strony.. gdyby to oglądała, na pewno zadzwoniłaby z samego rana, aby dać mi niezłą nauczkę. W końcu budzenie osoby trzeźwiejącej nad ranem nie jest najmilszą rzeczą. 
Pomimo nie wyspania oraz braku pamięci wydawało mi się, że postąpiłam słusznie. Owszem, obudziłam się obolała, ale już od jutra zamierzałam być zwarta i gotowa do działania. Nie przejmować się niczym, pozwolić Ashtonowi odejść i cieszyć się życiem. Tak, oto nowa Caitlin Teasel.
Wygramoliłam się z łóżka, kiedy dźwięk dzwonka zmienił się w pukanie. Ktoś nie zdawał sobie odpuścić swojej wizyty, więc nie pozostawało mi nic innego jak otwarcie drzwi zanim zostałyby one wyważone, bo taka opcja zapewne również istniała w głowie gościa.
Oparłam się o blat stolika, aby wraz z jego pomocą ustać na własnych nogach. Przypadkiem zrzuciłam biżuterię, którą zostawiłam prawdopodobnie wczoraj. Westchnęłam ciężko i z oporem pochyliłam się, aby podnieść wisiorek. Ku mojemu zaskoczeniu zawieszką była literka 'C'. Otworzyłam usta z wrażenia. Nie wiedziałam skąd łańcuszek wziął się w moim mieszkaniu. Zostawiłam go na grobie Ashtona, więc jakim sposobem przed chwilą leżał na podłodze, a potem w mojej dłoni?
Do rzeczywistości znów przywołało mnie pukanie. Wydarłam się wkurzona, że za moment otworzę. W dalszym ciągu przyglądałam się biżuterii starając sobie przypomnieć, czy ją znalazłam, czy może ktoś mi ją oddał. 
Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza.
Włamywacz lub Cassie.
- Kurwa! - syknięcie wydobyło się zza drzwi.
Oczywiście, że Cassidy.
Podeszłam do drzwi i zanim dziewczyna uporała się z kluczami, pozwoliłam jej wejść za moją pomocą. 
- Dałabym radę - fuknęła, wymijając mnie i znikając w salonie.
- Jak zawsze - mruknęłam z uśmiechem, popychając drzwi, żeby same się zamknęły. Obróciłam się na pięcie i podążyłam za przyjaciółką, która zdążyła się rozgościć. Usiadła na kanapie, kładąc nogi na stół. Mało kulturalnie, ale taka właśnie była Cassie. Niby pochodziła z dobrego domu, gdzie liczyła się rodzina i szacunek, a jednak w praktyce wyglądało to nieco inaczej.
Usiadłam naprzeciwko brunetki, czekając na jej długą opowieść, która pozwoli mi dowiedzieć się, z jakiej przyczyny zjawiła się w moim gniazdku. Schowałam wisiorek głęboko w kieszeni spodni, aby Cassie przypadkiem go nie zauważyła. Ostatnim razem doglądała go kilka miesięcy temu. Wrzucałam wtedy ubrania Ashtona do pudła, a wraz z nimi schowałam także wisiorek. Potrzebowałam izolacji.
- Stałam tam jakieś pół godziny! Co z tobą?! - zapytała.
- Spałam - wyjaśniłam łapiąc się za głowę.
Jej głos tym razem irytował sto razy bardziej niż zazwyczaj.
- O szesnastej?! - dopytywała.
- Zdrzemnęłam się - kłamałam. Przecież nie powiem jej, że upiłam się do nieprzytomności po to, aby zapomnieć o kimś, kto nie żyje od sześciu miesięcy.
Ta zamiast uchylić mi rąbka tajemnicy, związanego z jej wizytą, wzięła jeden z magazynów leżących tuż obok i zaczęła lekturę. Podejrzewam, że w ogóle nie zabrałaby się za nią, gdyby nie zdjęcie Brada Pitta, którego redakcja umieściła na okładce. Nie raz wmawiała mi, że to jej ulubiony aktor, chociaż nie obejrzała żadnego filmu z jego udziałem. Podobała jej sie jego klata, a to wystarczyło na miano najseksowniejszego mężczyzny na tej planecie. 
Strząchnęłam ręką jej nogi ze stołu, a później wyrwałam z dłoni gazetę. Cassie posłała mi wrogie spojrzenie, na co odpowiedziałam wzruszeniem ramionami. 
- Chciałabym znać powód twojej wizyty - oznajmiłam spokojnie, przymykając oczy, aby dać im jeszcze trochę odpoczynku.
- Martwiłam się o ciebie - Cassie ścisnęła moją dłoń - Wiem, jaki nosisz w sobie ciężar, ale nie musisz się zadręczać. To wszystko nie jest twoją winą, Caitlin i... - mówiła. Zmarszczyłam brwi i słuchałam brunetki, mimo że kompletnie nie rozumiałam, dlaczego zebrało jej się na wyznania akurat dziś, akurat teraz. - Wiedz, że jestem dla ciebie w każdej chwili, bo też w tym siedzę - oświadczyła tak, jakby składała mi przysięgę. Liczyłam, że jej przemowa dobiegała końca. Moja głowa przypominała wulkan, który niedługo ma zamiar wybuchnąć, więc nie zapamiętywałam każdego słowa, którym rzucała przyjaciółka. Tylko jedno zapadło mi w pamięć i sprawiło, że zerwałam się z sofy niczym poparzona. - I w sumie dobrze zrobiłaś, że nie poszłaś do pracy, bo...
- Niech to szlag! - zawołałam. Biegiem ruszyłam do pokoju w poszukiwaniu oficjalnych ubrań, które potem narzuciłam na siebie. Cassie w międzyczasie gadała, krzyczała i protestowała, ale byłam zbyt pochłonięta moim zaniedbaniem obowiązków, żeby móc wysłuchiwać jej kolejnych wywodów. Żadne słowa do mnie nie docierały.
Związałam swoje włosy w kucyk, a pełny makijaż całkowicie odrzuciłam. Cierpiałam na brak czasu, upiększanie się spowolniłoby obrane tempo. Zdecydowałam się na podkręcenie rzęs i bezbarwną pomadkę. Wyglądałam jak upiór z opery, ale nawet makijaż nie służyłby tego dnia jako pomoc. Przydałby się sen, ale z niego nie mogłam już skorzystać.
Zabrawszy płaszcz oraz torbę, skierowałam się do wyjścia. Cassie wciąż chodziła za mną, próbując mnie zatrzymać. Dopuściłam jej piskliwy głos do mojej obolałej głowy dopiero, gdy otworzyłam drzwi.
- Caitlin, nie powinnaś tam jechać - poradziła.
Brunetka zachowywała się bardzo dziwnie.
- Co? Czemu? - dopytywałam się, chcąc rozszyfrować jej myśli. 
- Ty nie wiesz... - szepnęła, zakrywając dłonią fragment ust. Zacisnęła wargi, formując je w cienka poziomą linię. Wiedziała, że powiedziała za dużo i nie może się wycofać bo nie dam jej spokoju, dopóki nie dostanę wyjaśnień. Denerwowała się, mogłam to zobaczyć na własne oczy. Jej dłonie drżały, a czoło błyszczało, gdyż skóra zaczynała się pocić. Milczała, szukając wymówki, bo nie chciała zdradzić co tak naprawdę się dzieje. Być może bała się mojej reakcji.
- Cassie, przerażasz mnie, na litość Boską - mruknęłam, patrząc na dziewczynę, która z minuty na minutę stawała się coraz to większym kłębkiem nerwów. 
- Włącz wiadomości - podpowiedziała, nie zdradzając nic poza tą małą wskazówką.
Automatycznie moja ręka puściła drewniane drzwi. Wróciłam do salonu. Odnalazłam pilota, a następnie włączyłam pierwszy lepszy program informacyjny.
Z momentem odczytania nagłówka, rozbolało mnie serce. Otworzyłam szerzej oczy w nadziei, że źle przeczytałam najnowsze ogłoszenie, jednak mój wzrok mnie nie mylił. Nogi ugięły się pode mną i opadłam na kanapę. Gapiłam się w ekran czytając po kilka razy te same zdania. 
- Morderstwo w biurowcu popularnej firmy Silesia. Młoda sekretarka, a zarazem asystentka szefa nie żyje. Czyżby wrogowie Cienia opanowywali Sydney? - przeczytałam na głos - Znałam ją - powiedziałam w stronę Cassie - Czemu sądzą, że to ktoś, kto nie lubił Cienia? - zapytałam.
- Bo zostawił wiadomość - wydukała po cichu.
- Jaką? Jakiej treści? - pytałam nerwowo - Cassie! - wydarłam się, potrząsając dziewczyną.
Nie odpowiedziała.
Wybiegłam z domu. Odnalazłam swoje auto na parkingu. Agresywnie wyjechałam na ulicę, zmieniając swój typ jazdy z ekonomicznej na dynamiczną, aby znaleźć się jak najszybciej w pracy.
~*~ 
Budynek otoczono radiowozami. Tłumy gapiów oraz paparazzi stały za taśmą szukając dobrych miejsc, by zyskać najlepsze zdjęcia, a później sprzedać je gazetom lub serwisom. Już jutro temat miał trafić na pierwsze strony brukowców. Ww sieci i telewizji już szumiało.Komisarze krzątali się po terenie firmy. Biegali to w jedną to w drugą stronę, aby skonsultować się z partnerami lub swoimi pracodawcami. Niektórzy również spisywali zeznania świadków lub udzielali ogólnych informacji mediom. Panował chaos. Wszędzie znajdowali się ludzie. Zadawali mnóstwo pytań, wrzeszczeli i rzucali się na policjantów, którzy z bezradnością starali się jakoś opanować ten burdel, który tutaj zapanował. Bez skutku, rzecz jasna, bo większość zebranych tu osób miała gdzieś ich słowa pocieszenia lub ogólnikowe wypowiedzi. 
Przepchałam się przed napalonych na genialne fotki paparazzi. Wzrokiem szukałam Willa, ale nigdzie go nie było. Na szczęście do sprawy włączono Theresę, która stała przy jednym z aut, notując słowa jednej ze sprzątaczek.
- Theresa! - krzyknęłam, a dziewczyna odwróciła się. Gdy mnie poznała, zażądała, aby funkcjonariusze wpuścili mnie na zabezpieczony teren. Podziękowałam blondynce, a później weszłam do biura, gdzie według Theresy przebywał Will.
Schodami wbiegłam na czwarte piętro, nawet się nie męcząc. Pot nie spływał z mojego czoła, nie dyszałam, nie bolały mnie nogi. Wwidocznie adrenalina i strach nie pozwalały mi na myślenie o słabym stanie organizmu. 
Spostrzegłam blond loki na głowie pewnego wysokiego mężczyzny o wyrazistych kościach policzkowych. Skierowałam się tam. Kiedy błękitne tęczówki obejrzały się w moją stronę, zaczęłam biec. Wpadłam prosto w ramiona brytyjczyka. On zacisnął swoje dłonie na moich plecach i przyciągnął mnie do siebie. Nasze oddechy były nierównomierne. Towarzyszyło nam przerażenie. 
- Bałem się, że coś ci się stało - jego głos się załamywał - Że to ty tam leżysz...
- Zapomniałam o dzisiejszej zmianie - wyszeptałam do jego ucha - Co się stało, Will? Co takiego się tu wydarzyło?
- Jesteś pewna, że chcesz to zobaczyć?
Skinęłam.
Will splótł swoją dłoń z moją, po czym podążył do pokoju, w którym dokonano przestępstwa. 
Zbrodnia miała miejsce w łazience. Wszędzie wokół była krew. Na ścianach, na podłodze, przy zlewie, na drzwiach od kabiny. Pisnęłam, gdy zobaczyłam leżącą na ziemi asystentkę szefa. Sam widok sprawiał mi ból, przynosił falę żalu, smutku i gniewu. W pewnym sensie wiedziałam, że zginęła z mojej winy.Czułam niesamowite rozczarowanie samą sobą. Nigdy nie sądziłam, że ktoś zginie przeze mnie. On to zaplanował.  Ten sam człowiek, który jeszcze niedawno podawał się za Ashtona Irwina. Byłam pewna, że to on zabił biedną dziewczynę, dlatego dręczyło mnie poczucie winy.  To ja powinnam była leżeć na tej zimnej podłodze; to moje ubrania powinny zmienić kolor na czerwony; to z moich oczu powinno uchodzić życie, bo to ja miałam być jego celem. Leżała tam; jej ciało było zimne i sine. W oczach brakło tego błysku, który widniał, kiedy witała klientów bądź innych gości. Wokół niej biegali funkcjonariusze, ci z wydziału zabójstw. Robili zdjęcia, spisywali raporty, zabezpieczali miejsce zbrodni. Pierwszy raz uczestniczyłam w tego typu akcji. Na pewno nie będę wspominała jej dobrze. 
Wyobraziłam sobie przebieg sytuacji. Anastasia, bo tak miała na imię asystentka szefa, weszła do łazienki, aby umyć kubek, którego teraz części znajdowały się na podłodze. Szorowała naczynie, a gdy uniosła głowę, żeby obejrzeć swoją twarz w odbiciu lustra, on stał z tyłu. Zamaskowany, trzymając w ręku sztylet. Przysunął się do niej, obejmując. Zablokował dziewczynie drogę ucieczki. Następnie dźgnął ją, na początek raz, później zadawał losowe ciosy, zapewne w furii. Wściekał się, że nie ma mnie w pracy. Wyładował swoją złość na przypadkowej osobie, żebym mogła żałować i nosić w sobie ciężkie brzemię. Jej ciało osunęło się na ziemię, a on z uśmiechem spoglądał na swoje dzieło. Wiedział, jak we mnie uderzyć. Trafił w samo sedno. Starł z niej krew, a później przyłożył swój palec do ściany. Napisał na niej wiadomość dla mnie. Nie grał w żadne zgadywanki. Miał nadzieję, że zobaczę tą informację. A ja ją zobaczyłam. 
TY BĘDZIESZ NASTĘPNA, CT. 
Mój żołądek się zacisnął. Ledwo przełknęłam ślinę, widząc ciało.. martwe ciało, a gdy na końcu potocznie zwanej przesyłki spostrzegłam swoje inicjały, świat zaczął wirować. Zachwiałam się, ale Will wykazał się zwinnością i w odpowiedniej chwili objął mnie, ratując przed omdleniem. 
Wszelkie wątpliwości ustały po odczytaniu informacji. Wszystko wydawało się jasne i proste. Ktoś czekał na odpowiedni moment, aby mnie zabić. Tego dnia nie stawiłam się w pracy, a on w akcie zemsty zabił jedną z pracownic mojej firmy w ramach kary za "ucieczkę". Upicie się do nieprzytomności uratowało mnie przed śmiercią. Z drugiej strony policja mogła uznać mnie za podejrzaną, skoro oszukałam przeznaczenie. Nieświadomie, ale jednak.
- W...w...wiesz cokolwiek? Kim mógł być ten przestępca? Jakieś dane? - spytałam, patrząc na chłopaka załzawionymi oczyma. Ten jedynie pokręcił głową zasmucony. Chciał mi pomóc, dać wskazówkę, aczkolwiek był bezradny. Tak, jak ja.
- Will - zawołał jeden z funkcjonariuszy - Jest kolejna sprawa, zwijaj się.
- Co tym razem? - chłopak spojrzał na swojego kolegę pytająco.
- Jakiś chłopak został pobity, ma związek z Cieniem, to twoja broszka - odparł.
- Kto taki?
- George, George Brooks.
Sapnęłam, słysząc to imię i nazwisko. Krew odpłynęła z mojej twarzy, a ręce zaczęły drżeć. 
- Już jadę.
- Jadę z tobą - wtrąciłam, ściskając blondyna za rękę - To mój przyjaciel - powiedziałam, a Will skinął głową na znak zgody. Sprawy skomplikowały się. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Ktoś mnie zastraszał, ale nie tylko ja byłam na jego tarczy. Widnieli na niej również moi bliscy.  

__________________________
Zepsuła mi się ładowarka do laptopa, znowu. Dlatego czcionka tekstu jest inna, rozdział jest bez edycji, więc jest pewnie mnóstwo błędów.
Zanim dodałam. Mówiłam, że to nieważne, kto był w poprzednim rozdziale. Próbowałam Wam dać wskazówkę, ale cały czas każdy żył tym, że ktoś był na chacie Caitlin. Wszyscy zapomnieli, że ona się upiła i po prostu o tym zapomni. ;_____; Myślałam, że już się nauczyliście, że ze mną nie ma tak łatwo! Oh, cmon.. przecież to ja. 
Dziękuję za klikanie w reklamy. Nie są to jakieś rekordy, bo robi to kilka osób (4-10 kliknięć dziennie, nie więcej) I dziękuję właśnie tym osobom, które decydują się na pomoc. Miło mi, naprawdę.
Dziękuję za ponad 400 tysięcy na wattpad przy Cieniu i prawie 100 tysięcy przy Pułapce. Jeśli Cień dobije do pół miliona, a Pułapka do 100 tysięcy, to będzie najlepszy prezent urodzinowy ever. A już the best byłyby 2 miliony na blogu, ale bez przesady, bo wszystkiego od razu mieć nie można prawda? :) Będzie co będzie!
Love you x