sobota, 1 listopada 2014

Post Dodatkowy - Halloween

UWAGA! To tylko dodatek, który nie ma nic wspólnego z fabułą Pułapki. Na wattpadzie trwa akcja z one-shotami halloweenowymi, do której się przyłączyłam. To, co zostało opisane w tym shocie, nie będzie miało miejsca w Pułapce, chociaż można doszukać się małego spoilera.

________________

Siedziałam przy biurku, czytając po raz piąty to samo zdanie. Nic, co moje oczy zdołały wchłonąć nie miało najmniejszego sensu. Trzymając się za głowę, próbowałam otworzyć swój mózg na nowe informacje, ale nie widziałam żadnych efektów. Nadal nie rozumiałam niczego, co autor zawarł w książce od biologii.

- Cassie, gdybym wiedziała, że twoja praca domowa wymaga takiego główkowania, w ogóle nie zabierałabym się za jej wykonanie - powiedziałam, jakby sama do siebie z nadzieją, że Cassie za pomocą telepatii usłyszy moją skargę. Kiedyś byłam naprawdę dobra, jeżeli chodzi o nauki ścisłe, więc gdy tylko moja przyjaciółka poprosiła mnie o pomoc, zgodziłam się bez wahania, zwłaszcza, że w święto Halloween nie śniłam o wyjściu z domu. Teraz już wiem, że był to beznadziejny pomysł. 

Nagle w pokoju zgasły światła. Zaklęłam, uderzając plecami o oparcie krzesła. Znowu to samo. Nie mam dnia spokoju od głupawych żartów dzieci z osiedla. Dzięki Bogu zostawiłam swój telefon na biurku. Chwyciłam komórkę, po czym włączyłam za pomocą aplikacji latarkę. Rozejrzałam sie po pokoju. Wszystko wyglądało tak samo. 

Ściskając w dłoni telefon, wyszłam z mieszkania i skierowałam się do piwnicy. Skłamałabym zarzekając się, że nie czułam żadnego strachu. Dochodziła dwudziesta trzecia, a ja błąkałam się w podziemiach budynku. Żeby tego było mało, tunel oświetlały malutkie lampki rozwieszone co dziesięć metrów. W moim ciele zdecydowanie górowało przerażenie. Każdy szmer przyprawiał mnie o palpitację serca. Moje oczy skanowały ściany, podłogę i zauważone zakątki. Szłam szybko, ale nie bawiłam się znowu w wyścig szczurów. Chciałam tylko odnaleźć skrzynkę z włącznikiem prądu, nic więcej.

Gdy udało mi się włączyć prąd, odetchnęłam z ulgą. W moim mieszkaniu nastała zapewne jasność i nie musiałam się obawiać ciemności. 

Już miałam opuszczać piwnice, kiedy z końca tunelu usłyszałam nieprzyjemny i głośny stukot. Odwróciłam się. Wytężałam wzrok, ale nie zdołałam ujrzeć niczego poza zarysami sylwetki. Na moje oko, budową przypominał mężczyznę. Wysoki człowiek o szerokich oraz prawdopodobnie umięśnionych ramionach stał na końcu korytarza. W jego dłoniach spostrzegłam coś długiego, podobnego do kija, jednak jego wykończenie wyglądało zuepłnie inaczej. Umieszczono tam dużą; możliwe, że kwadratową rzecz. 

Postać zaczęła się zbliżać. Z czasem, gdy ten człowiek znajdował się wystarczająco blisko lamp, światło odbiło się od ostrza narzędzia, które ze sobą niósł. Dopiero wtedy zauważyłam, że jest to nic innego jak siekiera. Zrobiło mi się słabo. Widok tego typu broni zmroził krew w moich żyłach. Nie potrafiłam się ruszyć. Oddech uwiązł w moim gardle. Jakiś psychopata własnie zmierzał w moim kierunku, aby mnie zabić, a ja ułatwiałam mu zadanie staniem i gapieniem się. Starałam się odzyskać czucie w nogach, zmusić je do ucieczki. Udało mi się dopiero po kilku sekundach, kiedy tego człowieka oraz mnie dzieliło może pięć metrów. Z nadzieją, że jednak uda mi się przeżyć, zaczęłam się wycofywać, a już potem biec ile sił w nogach, byle tylko zwiać. 

Wydzierałam się, chociaż miałam świadomość, że nikt nie weźmie mnie na poważnie. Było Halloween. Pomyślałam nawet, że ten gość może być oszustem, aczkolwiek biorąc pod uwagę zdarzenia, które miały miejsce w moim życiu, nie byłam tego taka pewna. Wręcz przeciwnie - wierzyłam, że brak światła w moim mieszkaniu to jego sprawka. Chciał wykurzyć mnie z domu, żeby następnie zabić mnie w piwnicy, czyli tam, gdzie rzadko ktoś zagląda. Ukartował to i spisał się na medal, ponieważ połknęłam haczyk. Teraz zostało mu upolować swoją zdobycz. 

Wbiegłam w jeden z korytarzy, szukając drugiego wyjścia. Mijałam masę drzwi od piwnic lokatorów. Każdą z nich zamknięto na kłódkę. Możliwość ukrycia się w którymś ze schowków była nikła. Rozpłakałam się. Szlochałam, krzyczałam z nadzieją, że ktoś przejmie się moim losem. Niestety, nikt nie zamierzał mi pomóc. 

Schowałam sie za ścianą. Plecami przylgnęłam do muru, jakby miało to sprawić, że stanę się niewidzialna. Oddychałam głęboko, za głośno. Przytknęłam dłonie do ust, żeby stłumić szloch. Panikowałam, zastanawiając się, co wydarzy się potem. Czy zdołam wyjść z piwnicy? Czy ten człowiek zostawi mnie w spokoju? Czy może zginę? 

Usłyszałam kroki. Otworzyłam szerzej oczy z których wylewały się łzy. Bałam się, że mężczyzna zmierza w moim kierunku i zaraz jego narzędzie znajdzie się przy moim gardle. Trzęsłam się. Nie mogłam ustać na nogach. Zbliżał się. Słyszałam go coraz lepiej i czułam jego obecność. Mój koniec zbliżał się szybkim tempem. 

Nagle czyjaś dłoń zacisnęła się na moim ramieniu. Napastnik odciągnąć mnie od ściany, po czym delikatnie popchnął na przeciwną, zbliżając się do mnie. Rzucił siekierę na ziemię, a następnie zdjął kaptur ze swojej głowy. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.

- Cukierek albo psikus, skarbie - Ashton mruknął, uśmiechając się szeroko.

- Ty pieprzony dupku! - krzyknęłam uderzając go płaską dłonią w pierś. Odsunęłam się od niego, zwiększając dystans między naszymi ciałami. - Mało nie dostałam zawału.

- Oh, przestań Cait. Wiem jak bardzo lubisz adrenalinę. - blondyn zaśmiał się, chwytając moją dłoń - Mamy Halloween, mogłaś się na to przygotować.

Wywróciłam oczami, ocierając łzy.

- Nienawidzę cię - mruknęłam, wtulając się w chłopaka.

- Mnie? - dopytywał.

- Twoich durnych żartów.

- Tak myślałem - odparł, unosząc mój podbródek. Wpatrywałamsię w jego oczy, gdy mój oddech zaczął się powoli uspokajać. Ashton wytarł ostatnie łzy spływające po moich policzkach. Zbliżył się do mnie tak, że dzieliły nas jedynie milimetry.

- Powinnaś częściej malować się w stylu pandy, wyglądasz słodko - zachichotał, patrząc prosto w moje oczy.

- Palant - skwitowałam, wplatając palce w jego kręcone włosy. 

- Lubię, kiedy mnie komplementujesz - odparł.

Ashton złączył nasze wargi, przesuwając swoje dłonie na moje biodra. Rozwarłam swoje usta, a wtedy nasze języki odnalazły wspólny rytm. Drażniłam jego podniebienie, powodując przyjemne dla mojego ucha mruknięcia. Ten pocałunek był dość znajomy, ale za każdym razem tak samo ekscytujący. Nie potrafiłam oprzeć się Ashtonowi. 

Nigdy.