piątek, 12 września 2014

Rozdział 5

muzyka > klik < (wybierana na szybko więc don't judge me)

Z ręką przy ustach obserwowałam otaczające mnie ulice i budynki. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się głęboko nad przesłaniem karty Joker oraz telefonem z zakładu pogrzebowego. Próbowałam znaleźć w tym wszystkim sens, jakieś powiązanie, które pomogłoby rozszyfrować tą zagadkę. Nie miałam żadnego pomysłu. Nie pomagał mi irytujący zapach lawendy, który unosił się w powietrzu. Wszystko, co było związane z Cassie McGie, pachniało lawendą. To zapach oleju i benzyny powinien drażnić moje nozdrza. Tymczasem jechałam autem, które poprzez unoszącą się woń wyobrażałam sobie jako różowy rower.
W pewnym stopniu chciałam odbiec od rzeczywistości. Wyciszyć się, aby zapomnieć o siedzącej obok Cassie, która była wyjątkowo rozgadana. Sądzę, że mówiła o tym, co tylko przyszło jej na myśl z powodu tego całego zamieszania. Opowiedziałam jej o mojej rozmowie w pracy chcąc być szczerą. Nie jestem typem osoby, która wolałaby skrywać sekrety, już nie. Po wydarzeniach sprzed sześciu miesięcy nauczyłam się, że tajemnice przynoszą tylko więcej zła, a ja zła miałam już po dziurki w nosie.
Gdy tylko jej piskliwy głos dobiegał do mojej głowy, ochota, aby zamknąć się w dźwiękoszczelnym pokoju stawała się silniejsza niż zwykle. Cassie dyskutowała o rzeczach, które nie zmieniały biegu życiowego. To mnie frustrowało. Problemy, które aktualnie nas dotykały, znajdowały się na ostatnich miejscach jej listy tematów do rozmowy, a przynajmniej starała się, żebym tak właśnie to odebrała, bo w rzeczywistości przerażały ją wydarzenia dziejące się wokół nas. 
- Rozumiesz to, Cait? Ten baran miał czelność pomylić Gucci'ego z Pradą! - oburzała się brunetka podczas kierowania swoim autem, podczas gdy ja analizowałam szybę samochodu, doszukując się skaz, którymi mogłabym się zainteresować. Wolałam słyszeć cholerne bla, bla, bla i gapić się na plamę niż prowadzić zaciętą konwersacje o projektantach torebek lub ubrań. 
Cassie paplała, próbując za wszelką cenę rozładować atmosferę. Kiedy chciałam ją uspokoić, kazała mi dać sobie spokój.Twierdziła, że to głupie żarty, że ta informacja nie dotknęła jej w żaden sposób, ale kłamała. Dziewczyna nadmiernie gestykulowała, co oznaczało zdenerwowanie. Cassie w ogóle nie posługiwała się gestykulacją w ciągu normalnej rozmowy. Moja wiadomość dotknęła dziewczynę, przeraziła ją. Widziała przez co przechodziłam, a teraz ona grała główną rolę w tej sprawie. Pojawiła się w świecie, który przeraża, budzi największe lęki, a przede wszystkim - jest pełen zagadek, niebezpieczeństw i niespodzianek. Już dawno zauważyła, że wiele rzeczy uległo zmianie z powodu wydarzeń dotyczących Cienia. Mój świat stał się zupełnie inny - prymitywny, wyzbyty rozrywki, moich emocji oraz reakcji. Żyłam, bo musiałam. Można uznać to za pewną monotonię, w której utknęłam prawdopodobnie na wieki wieków. Próbowałam od niej uciec, ale za każdym razem kończyło się tak samo. Wspomnienia wracały, a ja nie znalazłam sił, aby pogrzebać je na zawsze. Co lepsze, z łatwością potrafiłam przyznać, że moje życie to jedna wielka klepsydra. Ta drewniana zabaweczka stała, ale piasek przelatywał z jednej strony na drugą. Podobnie wyglądała moja codzienność. Również zatrzymałam się, nie ruszając do przodu. Zapomniałam o zegarze, który wciąż tykał. Cassie wkraczała do tego życia, jako wybraniec. Bo oczywiście nie ona zadecydowała o swoim losie. Ktoś podjął tą decyzję za nią. Stała się czyimś celem, a przynajmniej na to wskazywało, gdyż moje myślenie zawsze mogło okazać się mylne. Szczerze mówiąc, w tej sytuacji wolałabym, żeby tak właśnie się stało. Za żadne skarby nie chciałabym, żeby moja przyjaciółka przechodziła przez to samo piekło.
Po tym co przeżyłam ciężko jest wydobyć z siebie jakiekolwiek emocje. Byłam świadkiem trzech morderstw, dwa razy zostałam porwana, usiłowano mnie zgwałcić, a ile razy oszukałam przeznaczenie i zamiast zginąć, przeżyłam? Tego już nie zliczę. Powinnam zmienić imię na "Szczęściara". Posiadam większą liczbę żyć, niż nie jeden kot. W dodatku myśli o Ashtonie nie opuszczały mnie nawet na minutę. Skomplikowaną sprawą jest wyrzucenie tego chłopaka ze swojego umysłu. Mimo że chemia, która istniała między nami nie zdążyła rozwinąć się do końca, ja i tak nie potrafiłam o nim zapomnieć. Zabawne, prawda? Mając faceta, myślałam o innym. Czy mogłam już nazwać się suką? Tak, chyba tak. Ale co poradzę? Serce nie sługa. Wiem, że zachowywałam się okrutnie. Nie potrafiłam podjąć decyzji, mimo że nie miałam nawet między kim wybierać. W końcu Ashton nie żył, a ja powinnam odciąć się od przeszłości.
O wiele prostszą sytuację miała Cassidy, która od razu odtrąciła zarówno Team Cashtlin, a także Team Waitlin. Ale taka była właśnie Cassie. Odkąd pamiętam, nie odpowiadał jej żaden facet z którym zamierzałam się spotykać. Możliwe, że moja przyjaciółka mierzyła za wysoko, nawet dla mnie, jeśli chodziło o kandydatów na chłopaka lub po prostu znała się na ludziach. Skreśl niepotrzebne. (Tak, skreślisz myśl drugą, też bym to zrobiła.) Przecież wszyscy dobrze wiemy, jaką osobą jest Cassie.
- Caitlin! - zawołała - Znowu o nim myślisz - stwierdziła, w dodatku z pretensją w głosie.
- Może? - burknęłam, odwracając głowę w stronę dziewczyny - Patrz na drogę - skinęłam w stronę przedniej szyby.
- Dlaczego sobie nie odpuścisz, Cait? On nie żyje. Co jest w nim takiego, że nie przestajesz o nim myśleć dzień i noc? - spytała, chcąc zrozumieć całą filozofię.
Ale Cassie nie mogła tego zrozumieć. I tak, to będzie dziwne, ale... nie dlatego, że nie należała do grona osób najbardziej inteligentnych na tej półkuli. Problem tkwił w tym, że ja również tego nie rozumiałam. Sama szukałam odpowiedzi na to pytanie. Dlaczego Ashton wciąż siedział w mojej głowie i nie miał zamiaru jej opuszczać? Cholera, gdybym wiedziała, na pewno znalazłabym sposób na usunięcie go ze swoich myśli, ale niestety pozostawało to tajemnicą.
Cassie pisnęła, hamując agresywnie. Całe moje ciało poleciało zgodnie z prawami fizyki do przodu. Dzięki Bogu zapięłam pasy przed jazdą z brunetką, jakbym przeczuła, że zrobi coś głupiego. Na szczęście nie uderzyłam ani o szybę, ani o panel, chociaż do wybicia zębów naprawdę niewiele brakowało. Opadłam na siedzenie, patrząc na dziewczynę niczym na wariatkę. Ona zaś ponowne wcisnęła gaz, ruszając. Miała szeroko otwarte oczy. Wystraszyła się? Co jej odbiło?!
- Co to do cholery było? - zapytałam, chcąc zabrzmieć spokojnie, ale mój głos drżał, a serce biło w niezmiernie szybkim tempie. Mogłam dostać zawału przez własną przyjaciółkę.
- O mój Boże - jęknęła pod nosem.
- Cassie! - wrzasnęłam - Mało mnie nie zabiłaś! Mów co ci się stało!
- Chyba wiem, dlaczego nie możesz o nim zapomnieć... - mruknęła ze smutkiem, uciekając wzrokiem od mojej przerażonej twarzy.
Cassie znalazła odpowiedź. Czy to było możliwe? Odpowiedź, której szukałam przez sześć miesięcy spoczywała w jej umyśle. Popatrzyłam na dziewczynę pytająco. Za wszelką cenę chciałam poznać jej teorię, chociaż liczyłam się z faktem, że moja przyjaciółka nie była posiadaczką wysokiego IQ i jej wypowiedź niekoniecznie mogła mnie satysfakcjonować. Postąpiłam słusznie nie robiąc sobie nadziei. 
- Uprawiałaś seks z Ashtonem prostakiem Irwinem! - wydarła się brunetka, a na jej twarzy uformował się szeroki uśmiech. Nie wiem czy miała na celu skompromitowanie mnie, rozbawienie czy poniżenie. W każdym razie na pewno udało się jej mnie zaskoczyć.
Otworzyłam usta i uderzyłam plecami o oparcie siedzenia. Uderzenie głową o mur było dość dobrym pomysłem po usłyszeniu słów, które padły z ust Cassie. Rzucenie się z klifu również wydawało się odpowiednie. Serio Cassidy McGie? Na nic lepszego cię nie stać? W dodatku ten pomysł był powodem nagłego hamowania i przyprawiania mnie o zawał? Litości, błagam.
- Nie spałam z nim - oznajmiłam wprost - Ostatni raz uprawiałam seks z Brian'em Hensmem dwa lata temu.
- Pieprzyłaś się z Brian'em Hensmem?! - po raz kolejny brunetka krzyknęła, przyprawiając mnie o migrenę.
Nie wiem w jaki sposób znosiłam Cassie, ale był to nie mały wyczyn. Dlaczego w ogóle rozmawiałam z nią na temat moich łóżkowych przygód? Wydawało mi się, że jestem w samochodzie, a nie w kościele, w trakcie spowiedzi. 
Przytaknęłam, a następnie podkręciłam poziom głośności radia, w którym właśnie grano najnowszą piosenkę Katy Perry. Tym samym zakończyłam tą przerażającą, a zarazem krótką dyskusję na temat mojego życia seksualnego z facetami. Nie mogłam pojąć jakim cudem właśnie seks wpadł do głowy Cassie. Nawet ja o tym nie pomyślałam. Chociaż... przez brunetkę zaczęłam fantazjować o wspaniałej i wymarzonej nocy z Ashtonem, aczkolwiek szybko powstrzymałam swoje brudne, a przede wszystkim CHORE myśli. Ten chłopak nie żył, a ja wyobrażałam sobie seks z nim. Gratulacje, Caitlin, wcale nie potrzebujesz odbyć wizyty u psychiatry. Miałam szczęście, że nikt nie może usłyszeć moich myśli. W innym przypadku, zostałabym posądzona o nekrofilię.
Nie odrywając się od tematu Ashtona, doszłam do wniosku, że poza intymnymi sprawami, na które i tak zapewne bym nie wyraziła zgody po naszej krótkiej znajomości, ominęło nas wiele wspaniałych chwil. Nie udało nam się zrobić wielu rzeczy, które zazwyczaj wykonują normalne osoby. Fakt faktem, nie byliśmy normalni, ale dostaliśmy szansę, aby to zmienić. Niestety - nie została ona wykorzystana. Nasze losy potoczyły się inaczej. On zniknął, a ja musiałam żyć dalej i radzić sobie z kolejną utratą bliskiej mi osoby. Pozostały mi wspomnienia, a także wyobraźnia, która tworzyła przyszłość nie mogącą wkroczyć do rzeczywistości.
- Długo jeszcze? - zapytałam, widząc, że zbliżamy się do zakorkowanej autostrady.
Celem naszej podróży było Paddington, które wydawało się być tak blisko, a jednak daleko. Cassie wyciągnęła mnie na szybkie zakupy przed kolacją z Willem licząc, że uda jej się trochę rozerwać. Latarnie oświetlały już ulice Sydney, a zegarek wskazywał późną porę. Została mi godzina do spotkania z moim chłopakiem. Miałam nadzieję, że uda mi się zjawić na czas.  
- Jakieś dziesięć minut, o ile to coś przed nami zamierza się ruszyć - odpowiedziała Cassie, ruszając w rytm muzyki - Cholera, co za upał. Włączę klimatyzację - poinformowała wciskając kilka guzików na panelu.
Śledziłam wzrokiem poczynania dziewczyny. Kilka przeróżnych funkcji, które posiadało auto nagle zaczęło działać, a Cassie jak gdyby nigdy nic prowadziła dalej, nie zwracając na to uwagi. Nie muszę chyba wspominać, że załamałam się, chowając twarz w dłoniach.
- Jesteś pewna, że odpaliłaś klimatyzację? - spytałam, załamanym głosem.
- A czemu pytasz?
- No może dlatego, że palą nam się światła przeciwmgłowe? - popatrzyłam na brunetkę, nie dowierzając, po czym wyłączyłam niepotrzebne opcje, ustawiając później siłę działania klimatyzacji. Cassie prychnęła, wyraźnie urażona moją wiedzą na temat pojazdów czterokołowych. Cóż, nie moja wina, że znam to auto lepiej niż jego właścicielka.
Jedną z kilku rzeczy, które sprawiały, że ja i Cassie pasowałyśmy do siebie była nasza niecierpliwość, kiedy chodziło o korek. Zawsze, gdy się śpieszysz, pojawiają się te przeklęte przeszkody, które ciężko jest obejść. Żadna inna droga nie prowadziła do Paddington, a poza tym nie miałyśmy możliwości zjazdu z autostrady. Pozostawało nam jedynie czekać.
- Wow, tamtym za nami przydałoby się światło, no chyba, że trwa jakaś impreza, ale wtedy wypadałoby mieć chociaż kulę dyskotekową - odezwała się Cassie, rozbawiona jadącymi za nami mężczyznami. Popatrzyłam w górne lusterko. Faktycznie, ledwo dostrzegłam samego kierowcę. Każdy z nich ubrany był na czarno. Możliwe, że jechali z innego miasta, ponieważ w zupełności nie ubrali się adekwatnie do pogody, gdzie termometr wskazywał ponad trzydzieści stopni. Na ich głowach spoczywały czapki z daszkiem. Oczy przysłaniały czarne, przeciwsłoneczne okulary. Przypominali gościów z mafii. Przez chwilę ogarnął mnie strach. Podejrzewałam, że nas śledzą. Telefon od zakładu namącił w mojej głowie. Niewiarygodne, że po sześciu miesiącach, kiedy całe Sydney ogarnął błogi spokój, ja nadal postrzegałam niektórych ludzi jako gangsterów. Robiłam się zabawna, wręcz komiczna. Nadawałam się do wariatkowa, zdecydowanie tak.
Zaśmiałam się, aby nie dawać Cassie powodów do złości. Kolejne stwierdzenie, iż wcale jej nie słucham wyprowadziłoby mnie z równowagi. Uznałam, że kłótnia jest zbędna. Sprzeczek miałyśmy wystarczająco dużo, jeśli chodziło o ostatni tydzień i cały szał związany ze studiami, na które nie zamierzałam iść.
Niespodziewanie nasze auto zatrzęsło się pod wpływem uderzenia, którego doświadczyło tuż po naszej krótkiej wymianie zdań. Obie odbiłyśmy się od siedzeń. O mały włos, a zrobiłabym sobie krzywdę, wpadając na przednią szybę. Odpięłam pasy, jak zbliżałyśmy się powoli się do kilkunastu stojących w rzędach samochodów. Nie sądziłam, że narażę się na niebezpieczeństwo. Cassie w ostatniej chwili pochwyciła kierownicę, prawie kładąc się na niej niczym płaski naleśnik. Przywołała samochód do porządku, prostując go i sprowadzając na swój pas, z którego nieco wyjechał. Od razu po ustabilizowaniu sytuacji wymieniłyśmy spojrzenia. Odwróciłam się. Samochód jadący za nami ewidentnie w nas wjechał. Przeraziłam się, tym razem na serio. Zastanawiałam się, czy kierowca tego wozu był trzeźwy. Prowadził jednego z nowszych modeli Range Rover'a przy okazji wjeżdżając w drugą, drogą furę. Ten człowiek musiał być bogaty, naćpany lub najzwyczajniej w świecie głupi. Istniała jeszcze możliwość "trzy w jednym" lub ta, o której myślałam wcześniej. Działał na zlecenie.
- Dupek - syknęła Cassie.
Dziewczyna otworzyła okno, a później wystawiła środkowy palec w kierunku nienormalnego kierowcy, czym sobie przy okazji ulżyła. Rzucała jeszcze kilkoma wyzwiskami w faceta, ale w końcu zrezygnowała, zdając sobie sprawę, że jestem jedyną osobą, która może wszystkie te obelgi usłyszeć.
Zaczęłyśmy zwalniać, będąc kilkanaście metrów od ogromnego korka z nadzieją, że w trakcie wolnej jazdy cokolwiek ruszy się na najbliższej drodze.
Czarny Range Rover po wrzuceniu kierunkowskazu zjechał na pas obok, po czym przyśpieszył, żeby nas dogonić, a następnie jak zgadywałam - wyminąć. Rozwiał moje wątpliwości. Był po prostu niecierpliwym człowiekiem, który zachował się wobec nas chamsko. Nie zamierzałyśmy podarować mu uderzenia w wóz. Mógł zostawić na nim ślady, więc Cassie wolała go zatrzymać zanim zwiałby bez ponoszenia kosztów za naprawę. Najpierw jednak zdecydowała się na małą rozmowę z tym nieprzyjemnym panem.
- Otwieraj okno, dam małą lekcję temu kutasowi z jazdy samochodem - warknęła przez zaciśnięte zęby Cassie, widząc jak kierowca dojeżdża do czubka naszego wozu. Posłuchałam przyjaciółki, ale nie dlatego, że jej prośba zabrzmiała jak rozkaz. Chodziło mi bardziej o zapewnienie sobie rozrywki. Ubliżająca ludziom Cassie to zabawna Cassie. Nie mogło być lepiej. Powinnam była tylko wyjąć telefon i nagrywać to całe zajście, bo wiedziałam, że pójdzie ogień. Wyobrażałam sobie moment, w którym po zjeździe na pobocze brunetka wysiądzie i wymierzy siarczysty policzek temu cieniasowi.  Aż żal nie robić popcornu i nie oglądać tej akcji z pełną ekscytacją.
Opuściłam szybę oczekując na podjazd Range Rover'a. Czułam w kościach, że z ust Cassie polecą nieziemskie bluzgi i będę się śmiała dziś, jutro, a także za dwa tygodnie.
Przyciemnione szyby auta obok osuwały się powoli, a gdy opadły całkowicie nastąpiła mała zmiana scenariusza. Zamiast dawki śmiechu otrzymałam paraliż na widok zamaskowanego faceta, celującego do mnie z pistoletu.
- Ca.. Ca.. Cas -  wyjąkałam, łapiąc dziewczynę za rękę - Przyśpiesz - poprosiłam.
- Tak, Cait, wiem! - powiedziała marudnie - To dla ciebie nic nie warty, zapewne stary, owłosiony i brzydki dziad, ale tknął moje maleństwo, a tego mu nie podaruję.
- Nawet jeśli ma w ręku broń wielkości penisa twojego byłego chłopaka? - spytałam dla pewności, ledwo przełykając ślinę.
- Skąd wiesz jakiej wielkości jest... - brunetka formułowała błędne pytanie, ale w ostatnim momencie wstrzymała się z kontynuacją, bo jej mózg przeanalizował to, co właśnie jej oznajmiłam - Czekaj, co? - odwróciła twarz.
- Padnij! - krzyknęłam, widząc jak nieznajomy pociąga za spust.
Dziewczyna pochyliła się, chowając twarz w kierownicę. Ja zaś skuliłam się, modląc o przetrwanie. Cassie dodała gazu, starając się utrzymać samochód na pasie pomimo braku widoczności. Dźwięk strzału rozbrzmiał w naszych uszach. Zaczęłyśmy panicznie krzyczeć. Wtedy zrozumiałam, dlaczego dzwonił do mnie zakład pogrzebowy. Ten atak był zaplanowany. Ktoś chciał zabić Cassie. Ale dlaczego? Padł kolejny strzał. Tym razem nie w naszym kierunku. Napastnik obrał za cel koło samochodu. Przedziurawił nam oponę. Auto wpadło w poślizg, idąc bokiem na piszczących kołach. Zjeżdżałyśmy z pasu, nie utrzymywałyśmy prędkości. Range Rover przyśpieszył; wyminął nas i odjechał z piskiem opon.
- Cassie! - zawołałam.
Tył bluzki brunetki był we krwi. Pierwsza kula musiała drasnąć jej ciało. W dodatku odłamki szkła wybitej szyby od strony kierowcy spadły na jej kręgosłup raniąc skórę. Cassie jęczała, odczuwając nie mały ból. Zauważyłam, że spod opon idą iskry. Jechałyśmy slalomem, a samochody podążające za nami trąbiły, nie mając pojęcia, co się dzieje. Wozem miotało. Cassie starała się przywrócić kontrolę nad samochodem, ale tylko marnowała czas. Siedzący w niej stres w ogóle nie pomagał, a utrudniał zapanowanie nad sytuacją. Płakała, bo wizja naszych zmiażdżonych ciał na pewno pojawiła się w jej głowie. Wołała o pomoc czując, że to już koniec. 
Wjeżdżałyśmy powoli w tłum stojących na światłach aut, nie mogąc się zatrzymać, gdyż za nami ciągnęły się następne pojazdy. Kierując się intuicją oraz wszystkim, czego nauczyłam się podczas jazd z Ashtonem oraz Lukiem, chwyciłam kierownice, przejmując prowadzenie. Wykorzystywałam swoje wspomnienia i całą wiedzę na temat aut, a także prędkości. Czekając na odpowiedni moment, przekręciłam gwałtownie kierownicę, zjeżdżając na sąsiedni pas prowadzący w drugą stronę. Nie prostując kierownicy, w miarę możliwości, które dzięki Bogu istniały, przecięłam oba pasy, wjeżdżając na chodnik. Nie zdążyłam upewnić się, czy nikogo na nim nie ma, więc uderzyłam pięścią w klakson, ostrzegając o swoich manewrach pieszych. Samochód przejechał na trawnik, wpadając na dziury. Miałyśmy szczęście, gdyż obeszło się bez dachowania. Gdy już znalazłyśmy się na w miarę równej ziemi, nakazałam Cassie wcisnąć awaryjnie hamulec. Auto gwałtownie zahamowało, na co odpowiedziałyśmy piskiem. Cassie podniosła nogi, puszczając wszystkie pedały. Zatrzymałyśmy się, obracając o dziewięćdziesiąt stopni. Samochód zgasł, a wtedy dopiero otworzyły się poduszki powietrzne, blokując nam widoczność. Patrzyłam na białe, napompowane prześcieradło dusząc się leśnym zapachem materiału. Dlaczego zapach kojarzył mi się z lasem? Na to pytanie chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi.
Genialnie.
Uderzyłam w poduszki pięścią, a gdy te zmniejszyły się, wysiadłam z wozu i popędziłam do Cassie. Pomogłam jej wysiąść. Na drżących nogach opuściła samochód, do którego teraz czuła już tylko wstręt zmieszany z obawami. Makijaż spływał wraz ze łzami po jej policzkach. Dzieliłam z nią zdenerwowanie. Nie miałam pojęcia kim byli ci ludzie, ani czego od nas chcieli. Mogłyśmy zginąć, a myśl o tym powodowała czterdziestostopniową gorączkę. 
Wyjęłam z kieszeni komórkę, telefonując szybko do jednego z przyjaciół Ashtona. Nikt inny nie mógł mi pomóc, nawet Will. Ta sprawa mogła dotyczyć Ashtona, a on spędził już masę czasu na słuchaniu o jego osobie. Luke odebrał połączenie, a ja wyjaśniłam mu w skrócie zdarzenie, jakie miało kilka minut temu miejsce. Blondyn bez wahania zgodził się przyjechać i pomóc nam. Pozostało nam czekać.
W bagażniku odnalazłam niewielką apteczkę. Opatrzyłam w miarę możliwości plecy Cassie, oczekując na Hemmings'a.
- Przykro mi - szepnęłam, gładząc dłonią ramię dziewczyny. Widok roztrzęsionej Cassie łamał moje serce.
- Cait - mruknęła - Ta sprawa nigdy się nie skończyła prawda? - spytała.
Objęłam Cassie ramionami chcąc okazać jej wsparcie. Nie odpowiedziałam na jej pytanie. Bałam się wyrazić swoją opinię na głos, a brzmiała ona następująco..
To, co nas spotkało... było dopiero rozgrzewką. 

__________________________________
Teraz już rozpoczynamy jazdę bez trzymanki, nie żartując. Kto strzelał? Kto wysłał Jokera? Kto jest kim? Dlaczego Cassie? O co kaman? Haha.

Notka ode mnie dziś będzie troszkę dłuższa, dlatego proszę o uzbrojenie się w cierpliwość i przeczytanie, bo to co piszę jest naprawdę istotne.

1. Po prawej stronie w ankiecie zdecydowaliście, że rozdziały powinny być w piątek. Nie mam z tym problemu, także jak wolicie - tak będzie.

2. Chciałam Wam podziękować za tak ogromne wsparcie przy tłumaczeniu pierwszej części Cienia na angielski i poszukiwaniu tłumaczki, bo znalazło się trochę osób chętnych, więc sądzę, że tłumaczenie zostanie uratowane. Możemy więc skakać z radości wszyscy, bo to nasza wspólna sprawa.


3. Mam nadzieję, że ktoś zainteresował się banerkami niżej czyli Pustą Miską i Karmimy Psiaki. Wchodźcie, bo naprawdę warto.

5. Wciąż nabijamy wyświetlenia dla sosów <klik>