sobota, 16 maja 2015

Rozdział 30

Siedziałam na kanapie, wbijając wzrok w telewizor. Cały czas odtwarzałam sobie słowa dziennikarki w głowie.
- Logan Fletcher, jeden z najgroźniejszych bandytów został znaleziony martwy w jednej ze swoich posiadłości. Policja nie chce podawać szczegółów, ale wciąż powtarza, że nie była to próba samobójcza. Być może ktoś próbował się zemścić na Fletcherze? Wszystkie podejrzenia padają na ukrywającego się pod pseudonimem Cienia, Ashtona Irwina, którego ciało jak się okazało nie znajduje się w grobie. Więcej informacji...
Złożyłam dłonie, a potem dotknęłam nimi ust. Wokół mnie panował chaos. Ashton zacięcie dyskutował z Calumem, starając się dojść do porozumienia. Luke nadal szukał wskazówek na temat położenia Cassie, a Michael kontaktował się z Theresą, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat morderstwa Logana. Nie dziwił mnie fakt, że mają do siebie numery, nie miałam czasu na przejmowanie się bzdurami. Dziewczyna przekazała, że przy zmarłym znaleziono kartę, ale tym razem damę. Na jej odwrocie zostawiono wiadomość, iż sprawca wyrównywał jedynie rachunki. Tyle usłyszałam z rozmowy, ponieważ później kompletnie wyłączyłam się, wracając do telewizji. Każdy wokół mnie krzyczał, biegał, robił cokolwiek, a jednak ja po prostu próbowałam zrozumieć ten ruch. Analizowałam pokolei wydarzenia, żeby odnaleźć logiczne rozwiązanie zagadki. Logan wydostał się ze szpitala psychiatrycznego, a tuż potem zginął. Tylko dwa pytania nasuwały mi się na myśl. Dlaczego? Kto rozdawał karty, jeżeli nie Fletcher? 
Moja głowa pękała, a serce biło niczym dzwon. Czułam napięcie, zbyt wiele energii, której nie potrafiłam utrzymać w swoim ciele. Z jednej strony uderzały we mnie wrzaski Ashtona oraz Caluma, a z drugiej słuchałam krzyczącego Luke'a, który powtarzał, że musi być jakieś wyjście. Uderzał pięściami w stół, jakby miało to przynieść swego rodzaju ukojenie. Obrazy przesuwały się przed moimi oczami, a głosy mieszały się ze sobą, powodując istny huragan. Nie wytrzymywałam tej presji, nie umiałam wyciągnąć wniosków. Masa kłopotów spadła na nas tak nagle, nie byłam na to gotowa. Świat zawirował przed moimi oczami. Dłużej nie mogłam usiedzieć w miejscu.
Wstałam i chwiejnym krokiem podążyłam w stronę drzwi. Pech sprawił, że moja ręka przebiegła po stoliku, popychając szklankę. Szkło spadło, rozbijając się na małe kawałeczki. Nagle w pomieszczeniu nastała cisza. Słychać było jedynie dziennikarkę powtarzającą informacje, które zdobyła od funkcjonariuszy. Oczy wszystkich w jednym momencie skierowały się na mnie. Oparłam się o framugę ciężko dysząc. Spojrzałam słabo na każdego z obecnych w pokoju. 
- Ja.. - urwałam.
- W porządku? - zapytał Ashton, ruszając w moim kierunku, ale wyciągnęłam dłoń, żeby go powstrzymać.
- Po prostu potrzebuję powietrza - powiedziałam cicho.
Ulotniłam się czym prędzej z mieszkania, aby poczuć jak wiatr muska moją skórę. Potrzebowałam oczyszczenia, ponieważ w pomieszczeniu, w którym znajdowałam się z całą ekipą, powietrze wydawało się zanieczyszczone, a wręcz toksyczne. Zajęłam miejsce na schodach przed budynkiem. Gdybym mogła, zapaliłabym papierosa, bo zdawało mi się, że on ukoi moje nadszarpane nerwy. 
Mój telefon zawibrował, a wtedy na wyświetlaczu pojawił się nikt inny, jak Jack. Odrzuciłam nadchodzące połączenie, jednak on ponownie zadzwonił. Kolejny raz zdecydowałam się nie odbierać, ale chłopak nie odpuszczał. Przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Westchnęłam ciężko, przygotowując się na następną trudną konwersację z człowiekiem, któremu brakowało skrupułów.
- Brakuje ci wrażeń? - spytałam zmęczonym głosem.
- Caitlin, posłuchaj.. - zaczął Jack, ale nie zamierzałam słuchać jego wywodów.
- Cokolwiek chcesz mi przekazać, nie obchodzi mnie to - warknęłam.
- Nawet, jeżeli chodzi o twoje życie i Ashtona?!
Zmarszczyłam brwi.
- O czym mówisz? - zapytałam wyraźnie zaciekawiona.
- On już wie - oświadczył - Jedzie do was.
Podniosłam się z miejsca. Kompletnie nie rozumiałam, o czym mówi Jack. Kto wiedział? Kto jechał do nas? Widzieliśmy się zaledwie kilka godzin temu, a akcja nabrała takiego tempa. Myślałam, że dostanę za chwilę szału. 
- Kto taki? - spytałam.
Nie zdążyłam usłyszeć odpowiedzi. Usłyszałam dźwięk odblokowywania pistoletu, a później poczułam, jak ktoś przystawia lufę broni do mojej głowy. Wstrzymałam oddech odsuwając komórkę od ucha. Chciałam odwrócić się i spojrzeć na napastnika, jednak zbrakło mi odwagi. Znieruchomiałam i zaniemówiłam. Nie miałam bladego pojęcia, kim mógł być zabójca Logana. Żaden człowiek nie przychodził mi do głowy. Domyślałam się, że stał on właśnie za mną i szybko mogłam poznać prawdę. Morderca mógł również uniemożliwić mi poszerzenie wiedzy, skoro trzymał mnie na muszce. W każdej chwili pocisk mógł strzelić. 
Jego dłoń dotknęła mojej dłoni. Zabrał mi telefon, po czym sam rozpoczął rozmowę z Jackiem.
- Za późno, mój przyjacielu - miękki i delikatny, a jednak męski głos rozbrzmiał w mojej głowie. Próbowałam czym prędzej dopasować do niego tożsamość, ale był mi zupełnie obcy. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym mężczyzną.
Rozłączył się, po czym rzucił komórkę na trawnik. Przysunął się do mnie. Kosmyki jego włosów muskały skórę blisko mojej szyi. Gdy był wystarczająco blisko, szepnął, a kiedy jego oddech obił się o płatek mojego, zadrżałam.
- Odwróć się - nakazał.
Powoli obracałam swoje ciało, żeby po kilku sekundach stanąć z nim twarzą w twarz. Nie wyglądał tak, jak go sobie wyobraziłam. Stał zgarbiony, ubrany w czarną elegancką marynarkę. Pod spodem miał zwykły czarny t-shirt. Spodnie opinały jego długie nogi, dzięki czemu mogłam zobaczyć, jak szczupły był. Jednak zdecydowajnie wyrówniały go średniej długości czarne niczym smoła włosy; kręcone jakby na lokówce. Zauważyłam tatuaż na środku jego klatki piersiowej. Na jego twarzy widniał lekki zarost, może trzydniowy. Smukła wydłużona twarz tylko podtrzymywała fakt, że był naprawdę szczupły. Przypominał wygłodzonego człowieka, albo narkomana. Na jego twarzy malował się spokój, a spojrzenie było obojętne, niezbyt groźne czy przeszywające. Nie umiałam rozpracować, ani określić jego intencji. 
- K-k-im... je..je..jesteś? - wydusiłam.
Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, oglądając mnie od stóp po głowę. Obszedł mnie naokoło. Znów stanął za mną, aby trzymać broń swobodnie przy mojej czaszce. Zdawało mi się, że grał na czas i miałam rację. 
- Starym znajomym - powiedział cicho - Minęło dokładnie jedenaście minut i dwadzieścia dziewięć sekund od twojego wyjścia - oznajmił - Spóźnia się - zaznaczył, a w jego głosie wyczułam pewne rozczarowanie.
Wtem zobaczyłam, jak Ashton schodzi po schodach. Moje serce zabiło szybciej, kiedy dowiedziałam się, na co czekał napastnik. Od razu drgnęłam, ale ręka ciemnowłosego zacisnęła się na moim ramieniu, nie pozwalając mi ruszyć do biegu, ani ostrzec chłopaka. Łzy stanęły mi w oczach, a w myślach błagałam, aby Ashton powstrzymał się przed wyjściem. On jednak patrzył pod nogi. Dopiero, kiedy otworzył drzwi i ujrzał mnie oraz mężczyzne trzymającego pistolet, przystanął. Otworzył oczy, automatycznie puszczając drzwi, które samoczynnie zamknęły się, trzaskając. Uniósł ręce na znak pokoju, powoli podchodząc bliżej. 
- Nie rób jej krzywdy - poprosił, a mężczyzna prychnął.
- Niewiarygodne - szepnął pełen podziwu - Nareszcie, po tylu latach odnalazłem twoją słabość, Irwin - stwierdził, przyciskając lufę do mojej skóry, żeby zobaczyć jak Ashton zaciska szczękę i drży. Oznaczało to, że znał tego faceta i obawiał się go, niczym nikogo innego.
- Nie mieliśmy z tym nic wspólnego - syknął Irwin, próbując opanować swój głos, by mówić grzecznie. 
- Dlaczego powinienem ci wierzyć, hm? - spytał - Każdy z was miał powód - warknął, przestając być takim miłym, niczym przedtem. 
- Bo dostajemy te same karty, jaką ktoś zostawił twojemu bratu - wyjaśnił blondyn - Ktoś próbuje urozmaicić twoją grę, Sean.
Dolna warga moich ust powędrowała w dół. Dreszcze przeszyły moje ciało, a imię mężczyzny niczym echo powtarzało się w mojej głowie. Znałam go, już wiedziałam kim jest. Za moimi plecami, swoją bronią groził mi nikt inny, a sam Sean Fletcher, który postanowił się zemścić za śmierć młodszego brata.


_____________________________________________
Rozdział krótki, ale treściwy i problematyczny. Zgaduję, że hm... ktoś tu ma kłopoty! :D
Dziękuję Wam za 2 miliony wyświetleń! Nawet nie wiecie jaka szczęśliwa jestem, chociaż leżę w łóżku z katarem i bolącym gardłem. To niesamowite, widzicie ile razem przebyliśmy? MEGA! Kocham Was!


Rozdziały powinny się pojawiać systematycznie.
Już 1 czerwca premiera książki!! Będę informowała na bieżąco. :)

Pozdrawiam i ściskam Was mocno!