czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 20

mjuzik: klik

ASHTON'S POV

Luke szykował się do odjazdu. Wsiadł do auta, zamykając drzwi. Odpalił samochód, a następnie otworzył okna. Założył okulary przeciwsłoneczne, w których zazwyczaj jeździł. Nie wiem, o co dokładnie chodziło - czy próbował poddać się najnowszym trendom, czy może starał się wykreować na czarny charakter. Zapalił jednego papierosa, czekając tylko na moje pozwolenie dotyczące wyjazdu.
Podszedłem do drzwi od strony kierowcy. Hemmings brał właśnie kolejnego bucha. 
- Gotowy? - zapytałem, a chłopak skinął - Dzisiaj masz dodatkową robotę.
- Co? - odparł zdziwiony - Chcesz to zrobić dzisiaj?
- Tak - potwierdziłem - To idealna okazja - mruknąłem.
Uderzyłem płaską dłonią o drzwi auta, dając Luke'owi znak gotowości. Blondyn włączył muzykę w radiu. Wrzucił bieg wsteczny, a później wyjechał z garażu. Wykonałem ten sam ruch, kiedy wraz z Michaelem zajęliśmy miejsca w drugim samochodzie.
Wiedziałem, że to będzie jedna z trudniejszym akcji w całym moim życiu.
Dojechaliśmy na miejsce w przeciągu godziny. Zacząłem wypakowywać sprzęt podczas gdy Michael ruszył na planowane "zwiady" w celu zorientowania się, ilu Logan wziął ze sobą ludzi. Być może udałoby nam się uratować przyjaciół bez zbędnych ofiar, chociaż bardzo chciałem tego dnia kogoś sprzątnąć. Musiałem się jednak powstrzymać, dla Caitlin.
- Wiesz, nie wydaje mi się, że to jest dobry pomysł - podszedł do mnie Luke wyraźnie zdenerwowany. 
- Luke - wypowiedzenie jego imienia tak poważnym tonem wywołało silniejsze zabicie serca nawet u mnie - To nie jest dobry pomysł - stwierdziłem - Ale jest jedynym sposobem, aby Caitlin została bezpieczna - wyjaśniłem, zabierając kamizelkę z bagażnika - Ona chce normalnego życia - mruknąłem - Poznając mnie, skreśliła taką możliwość. 
- I dlatego dasz się zabić Loganowi? 
- Teoretycznie, ponieważ w praktyce mój drogi przyjacielu wygląda to inaczej - pomachałem blondynowi przed nosem kamizelką kuloodporną - Słuchaj, twoim zadaniem jest tylko zabranie mnie z domniemanego miejsca postrzału. Resztą sam się zajmę.
Hemmings spuścił głowę, wzdychając ciężko. Oparł się o auto, chowając dłonie w kieszeniach spodni. Nadal nie wyglądał na przekonanego do tej akcji. Wiedziałem, że czuje się z tym źle, bo tylko on został wtajemniczony. Domyślałem się, że skrywanie przed chłopakami tak wielkiego sekretu przynosi mu ból, zwłaszcza jeśli chodzi o Caluma. Nie mogłem jednak powiedzieć im wszystkim. Michael powstrzymywałby mnie, a Calum urządziłby scenę. Na Luke'u mogłem polegać, bo w porównaniu do reszty przyjaciół, on nie sprzeciwiał mi się w żadnym wypadku. 
- Lucas - szepnąłem - To się nie skończy, jeżeli Cień nie zniknie na zawsze. Chcę się go pozbyć, bo mam dość nienawidzenia siebie. Mam dość tego, że non stop krzywdzę ludzi. Zabrałem Caitlin to, co najbardziej kochała. Wolność. A teraz chcę jej ją zwrócić, rozumiesz? 
- A ona chce ciebie, czemu nie rozważysz jej opinii?
- Bo nie mogę jej oddać siebie w całości i to jest główny problem. Ona jest dla mnie za dobra, jest moją siłą, ale też słabością. Jeżeli zostanę, będzie celem każdego mojego wroga. - wyjaśniałem, licząc na to, że Luke mnie zrozumie. 
- Dokąd więc zamierzasz się udać? - spytał.
- Odwiedzę matkę - odparłem pewnie - Udowodnię jej, że przez ten cały czas myliła się co do swojego syna. 
- A co z nami? Wrócisz?
- Poświęciliście się dla mnie - szepnąłem - Teraz pragnę się odwdzięczyć. Chcę, żebyście żyli. Policja nic na was nie ma poza pierdołami, których i tak nie udowodni. Będąc ze mną, skazujecie się na problemy.
- Lubiłem te problemy, wiesz.. zawsze jakieś zajęcie...
- Wiem, młody - poklepałem go po ramieniu - Ale tak będzie lepiej.
- Jak bardzo gejowsko to nie zabrzmi, już za tobą tęsknię, stary - oznajmił Hemmings, wywołując uśmiech na mojej twarzy. Roześmialiśmy się głośno. Objąłem mojego przyjaciela, ściskając go po raz ostatni. Ciężko wyrazić w słowach, co wtedy czułem. Cierpiałem. Towarzyszył mi żal i smutek, bo zdałem sobie sprawę, że wydaję na siebie dożywotni wyrok. Już nie porozmawiam z nim, ani Calumem, Michaelem czy Caitlin, która zawładnęła w jakiś sposób moim sercem. Sprawiła, że odnalazłem w sobie nadzieję. Pomyślałem, że mogę być dobry, jeśli tylko tego chcę. Wpadłem na pomysł, który muszę jedynie zrealizować, a później wszyscy będą szczęśliwi. Może nie na początku, ale czas leczy rany. Będę ich odwiedzał, ale nie będą mieli pojęcia, że to robię. Będę opiekował się każdym z nich. Będę sprawdzał, czy są bezpieczni, czy niczego im nie potrzeba. Będę tuż obok, ale żadne z nich nie będzie miało o tym pojęcia.
Bo tak po prostu będzie lepiej.
- Kretyni, mamy robotę, a wy cieszycie się z własnej głupoty tak głośno, że słyszeli was zapewne po drugiej stronie - zganił nas Clifford, pojawiając się znienacka. 
- Ilu? - zapytałem.
- Około pięciu - odpowiedział, biorąc do ręki broń.
- Amator - prychnął Hemmings.
- Typowy Fletcher - wzruszyłem ramionami, podając kamizelkę blondynowi - Idziesz pierwszy, jak załatwisz dwóch, daję ci stówkę.
Luke zasalutował, a po chwili zniknął w gąszczu drzew. 
- Gdzie twoja kamizelka? - spytał Michael, unosząc brew.
- Dzisiaj nie oberwę - skłamałem, ale zabrzmiałem tak pewnie, że Michael nie mógł wątpić w moje słowa. A jednak to zrobił.
- A co z bezpieczeństwem? Nie wiesz, co może się wydarzyć... - Clifford snuł refleksje i wywodził się w nieodpowiednim momencie.
- Wiem - ukróciłem jego przemowę - Ktoś dziś zginie - oznajmiłem - Ale tą osobą nie będzie nikt z naszej czwórki, ani Caitlin.

 ~*~

Obserwowałem całe show Logana zza krzaków. Mój wzrok zatrzymał się na Caitlin, w którą została wycelowana broń. Patrzyła prosto na pistolet z pogardą, ale wiedziałem, że właśnie teraz modli się o przeżycie. Widząc tą scenę, moje serce mało nie wyskoczyło z piersi. Gdyby Fletcher strzelił, gdyby trafił, ja... ja nie przeżyłbym tego, nie mógłbym. Musiałem go powstrzymać; zakończyć tą mękę. Chciałem, żeby zgnił w więzieniu, do którego zamierzałem go wysłać. 
Michael był w pobliżu. Komunikowaliśmy się za pomocą telefonu, ponieważ przez drzewa i ciemność nie mogliśmy dostrzec naszych twarzy czy znaków. Clifford czekał na mój głos, aż zdecyduję się wyjść i przejść do realizacji planu, o którym nie miał pojęcia. W ostatnim momencie wycofałem się, aby nikt nie był w stanie mnie zobaczyć. Założyłem kamizelkę pod koszulkę, po czym okryłem się grubą bluzą. Wróciłem na swoje miejsce dosłownie na kilka sekund, bo kiedy zauważyłem, że Logana palec zbliża się do spustu, nie wytrzymałem i wybiegłem z lasu, a tuż za mną pojawił się Hemmings.
- Nawet się nie waż bydlaku - warknąłem ostro. 
Michael szybko podszedł do Caluma, ratując go od upadku. Patrząc na niego, poczułem złość. Z trudem opanowałem swoje emocje. Mój przyjaciel ledwo utrzymywał się przy życiu przez tego gnoja. Chciałem dać mu nauczkę. Chciałem pokazać, że ze mną się nie zaczyna, ale musiałem trzymać się swojego planu. 
- Policja już tu jest - oświadczyłem - Co teraz zamierzasz gnoju? - uniosłem brew, pytając, chociaż znałem odpowiedź. 
Luke zajął się Calumem, a Michael odsunął w tył Caitlin. Zaciskałem swoje dłonie w pięści, a później rozluźniałem się, odgrywając rolę we własnym przedstawieniu. Kontrolowałem kątem oka sytuację, by zapewnić reszcie bezpieczeństwo. Zmuszałem się do zewnętrznego spokoju, podczas gdy wewnątrz wrzałem. Dochodziliśmy powoli do puenty. Czekałem na ruch Logana, który przewidziałem, a przynajmniej miałem nadzieję, że właśnie do takiego się posunie. Potrzebowałem go tylko sprowokować. Jego uśmiech dawał mi satysfakcję, bo oznaczał, że doprowadzam go do szału i przestaje myśleć logicznie. Próbuje coś wymyślić, ale dekoncentruję go. Jeszcze chwila.. jeszcze chwileczka...
- Nie rozumiem, co cię tak bawi Fletcher? Fakt, że za moment będziesz błagał o litość, czy może to, że skończysz w pudle - Michael nieświadomie odwalał za mnie robotę. 
I wtedy Logan spełnił moją cichą prośbę. Zagrał tak, jak sobie życzyłem. I nawet się nie domyślił.
- Chętnie ci powiem, Clifford - zwrócił się do ciemnowłosego, którego kolorowe pasemka zanikły z powodu braku większego światła. Wyszczerzył się. - Zamierzałem zabić dziś kochaniutką Caitlin - mówił, udając zastanowienie - Ale nastąpiła zmiana planów.
- O czym ty mówisz do cholery, pajacu? - wtrącił Calum, krztusząc się.
- Mówię o kimś, kto jest ważniejszy niż jakaś mała, wkurzająca suka - warknął - Nawet nie wiesz, jak cieszę się, że wpadłeś Ashton - rzucił zmieniając swój cel, a moja gra aktorska osiągnęła wyższy poziom. 
Pierwszy strzał był dość silny i szokujący. Kula popchnęła mnie do tyłu. Następna tylko o jeden, ale przez nią nie potrafiłem złapać oddechu. Trzecia przeleciała tuż obok, zupełnie tak jak czwarta. A piąta sprawiła, że znów się cofnąłem, po czym upadłem na kolana. Nie rozglądałem się, bo nikt, kto zostałby postrzelony nie obracałby się na wszystkie strony, patrząc czy jego znajomym nic nie jest. Zakrztusiłem się dwa razy, bo rzeczywiście zaparło mi dech w piersiach, a nawet zakręciło mi się w głowie. Słyszałem strzały, więcej niż pięć. Na pewno Calum otworzył ogień lub zrobił to Michael. Ja padłem na ziemię całym ciałem. Kiedy wystrzały ucichły, syknąłem delikatnie. 
Caitlin krzyczała. Wołała moje imię z desperacją w głosie. Chciała znaleźć się blisko mnie, ale Luke ewidentnie tego zakazał. Zostawił Caluma i podbiegł do mnie, osłaniając ciałem okolice mojej klatki piersiowej tak, aby nikt z daleka nie zobaczył braku krwi. Odwróciłem głowę, przymykając oczy. Z niewiadomej mi przyczyny odpływałem. Może kula przebiła się przez kamizelkę i naprawdę umierałem? Widziałem jak Caitlin próbuje wyrwać się z objęć Michaela i przybiec do mnie, ale on jej nie pozwolił. Słuchał poleceń Luke'a, który poniekąd znał się na pierwszej pomocy. Hemmings był na dziesięciu kursach, gdy zdawał prawo jazdy. Ostatecznie egzamin z wynikiem pozytywnym otrzymał dopiero za dwudziestym razem. Zawsze przekraczał prędkość i wykonywał manewry po swojemu, niezgodnie z bezpieczeństwem ruchu. 
- Caitlin.. - szepnąłem, a ona otwarła szeroko oczy wpatrując się we mnie i słuchając mojego głosu. Jej wargi drżały. 
- Nie rób mi tego, proszę.. - odpowiedziała szlochając.
- Chcia.. Chcia... - dukałem - Chciałem cię chronić, będąc twoim cieniem... - wymamrotałem - Przepraszam...
Zamknąłem oczy, a ostatnią rzeczą, jaką usłyszałem był jej krzyk, rozrywający moje serce na miliony kawałków. 
~*~

Otworzyłem gwałtownie powieki, biorąc do ust za dużą ilość powietrza. Pozycję leżącą natychmiastowo zmieniłem na siedzącą. Złapałem się za szyję, po czym dłońmi oklepywałem swoją klatkę piersiową. Nie czułem bólu, nie widziałem zadrapań. Rozejrzałem się po miejscu, w którym się znalazłem. Las, wciąż byłem w lesie.
- No w końcu, do jasnej cholery! - wydarł się Hemmings - Myślałem, że przekręciłeś się na drugi świat!
Oddychałem szybko, przypominając sobie ostatnie zdarzenie.
- Szczerze? Też tak na początku myślałem - popatrzyłem na niego ze strachem w oczach - Pociski są małe, ale dają niezłego kopa - skwitowałem - Nawet przy posiadaniu kamizelki. Co z nimi? - zapytałem, wstając z bagażnika, w którym położył mnie Luke.
- Zapewne są w Hurstville. Michael jest załamany, Calum milczy, Caitlin płacze. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem, że nie żyjesz. Udałem wariata, nagadałem mu, że nie wiem co mam robić i idę się powiesić. Mam cię pochować lub spalić. Co wybierasz? - dopytywał blondyn.
- Spal, nie będą mnie pożerać robaki - zdecydowałem - Dziękuję, Luke.
Przyjaciel rzucił w moim kierunku kluczyki.
- Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy - mruknął - Bo ja chyba nigdy nie pozbędę się wyrzutów sumienia.
- Po prostu o tym zapomnij. Pomyśl, że naprawdę zginąłem.
- Pewnie, to o wiele lepszy pomysł - ironizował.
Prychnąłem, kręcąc głową. 
- Żegnaj, Luke. 
- Żegnaj, Ashton.

~*~

Siedziałem na łóżku, w sypialni, trzymając w dłoni koszulkę, którą kiedyś Caitlin zostawiła w tym mieszkaniu. Od dłuższego czasu noszę ją przy sobie, bo przypomina mi o pierwszej nocy, którą tu spędziła; o naszych kłótniach; o zwykłych rozmowach; o niej. Ściskałem w dłoni materiał, mając nadzieję, że ukoi on mój ból, który sam zadałem - sobie, oraz wszystkim wokół. Splotłem dłonie, wciąż trzymając cienką bluzkę. Oparłem łokcie o kolana, a czoło o pięść, spuszczając głowę. Boże, dlaczego wszystko tak się skomplikowało? Nie tego chciałem. Marzyłem, aby dać przyjaciołom wolność, a Caitlin normalne życie. Czemu więc wróciliśmy do punktu, z którego nie dawno wychodziliśmy? 
- Dość często cię z nią widzę - moją ciszę zakłócił głos Luke'a - Jaki jest tego powód?
- Przypomina mi o czymś... - burknąłem, spoglądając na ubranie.
- O czym?
- O tym, jak bardzo spieprzyłem swoje i wasze życie - powiedziałem, zerkając na blondyna. 
Luke przekroczył próg pokoju, a następnie usiadł obok mnie. Pochylił się, również opierając łokcie na swoich kolanach, dzięki czemu wysokością był na równi ze mną. Nie patrzył z góry, czy z dołu. Spoglądał prosto w moje oczy, w dodatku z politowaniem, bo nie mógł zaprzeczyć. 
- Pamiętasz, kiedy mówiłeś mi, że wiesz czego Caitlin chce? - zapytał, a ja przytaknąłem - Podczas twojego pogrzebu mi również powiedziała, czego chce.
- Normalnego życia - odparłem.
- Nie pomyliłeś się, tego właśnie chciała - przyznał mi rację - Ale pomyliłeś się w czymś innym.
- Co? - spojrzałem na niego pytająco - W czym?
- Źle sprecyzowałeś jej życzenie - powiedział - Bo jej normalnym życiem byłeś ty, Ashton.
Zamilkłem. Oszołomiony gapiłem się na Luke'a w milczeniu dobre pięć minut.
- Ona mi nie wybaczy, Luke - westchnąłem.
- Nie wybaczy, jeżeli sobie odpuścisz - stwierdził - Jeśli faktycznie jej normalnością byłeś ty, to jesteś ją nadal i wiem, że tak jest, bo w ciągu pół roku nie umiała o tobie zapomnieć. Nie byłeś dla niej tylko wariatem wydzwaniającym z groźbami, a później porywaczem. Byłeś kimś więcej, jesteś i zawsze będziesz.
Hemmings poklepał mnie po ramieniu, uśmiechając się szeroko.
- Odzyskaj swoją Julię, Romeo - zawołał - Powinna skorzystać z twojego rumaka.
- A ty powinieneś skorzystać z wizyty u lekarza - zaśmiałem się, podając kumplowi rękę.
- Dobrze, że jesteś, Irwin - stwierdził Luke, uśmiechając się.
Naszą rozmowę przerwał jednak dialog między Calumem, a Michaelem.
- Gdzie ty idziesz? - pytał Clifford.
- Nie zamierzam brać udziału w tej farsie - syknął Calum, zarzucając na siebie kurtkę.
Razem z Lukiem wstaliśmy z miejsca i wyszliśmy z pokoju. Stałem na drugim końcu korytarza patrząc, jak ciemnowłosy szykuje się do opuszczenia domu. 
- Cal... - zacząłem.
- Nie nazywaj mnie tak, Irwin - fuknął, posyłając mi piorunujące spojrzenie - Tylko przyjaciele mają do tego prawo.
- Wiem, że jesteś wkurzony.
- Wkurzony? - zapytał od razu dając odpowiedź - Nie. 
- Hood, słuchaj, nie miałem innego wyjścia - tłumaczyłem, ale tylko rozzłościłem tym Caluma. W przeciągu kilku sekund jego pięści znajdowały się na mojej koszulce. Przyparł mnie do ściany i mierząc wzrokiem, mówił:
- Kto cały czas powtarzał, że zawsze jest kilka wyjść z sytuacji?! - pytał - Kto cały czas twierdził, że jesteśmy przyjaciółmi?! - wydarł się - Ashton Cień Irwin, podły kłamca!
- Chciałem dać wam wolność od tego chaosu związanego z Cieniem! - odkrzyknąłem, odpychając go na szafę. - Chciałem dać wam trochę życia. Normalnego życia.
- Poświęciłem dla ciebie rodzinę, przeklęty kretynie! - wrzasnął Calum, unosząc palec wskazujący - Wybrałem ciebie, a w zamian co dostałem? Setki kłamstw - wyrzucał z siebie żal.
Calum przeczesał dłońmi swoje włosy i odwrócił się, idąc powoli w stronę drzwi.
- Sam dokonałeś wyboru - burknąłem, ale po chwili pożałowałem swoich słów. Dopiero po uderzeniu Caluma zrozumiałem, jak wielki ból musiały mu sprawić moje słowa. Ciemnowłosy odwrócił się na pięcie, a potem wymierzył cios pięścią prosto w moją twarz, trafiając między środek policzka a oko. Jęknąłem, czując pieczenie na skórze, ale zasłużyłem. Słowa, które zostały przeze mnie wypowiedziane, nigdy nie powinny paść z moich ust. 
Popatrzyłem na Caluma. Całe jego ciało drżało. Z zaciśniętą szczęką oraz ciężkim oddechem patrzył na mnie z nienawiścią. Doskonale wiedziałem, jak źle się teraz czuł, jak go skrzywdziłem. 
- Przepraszam, Calum... - szepnąłem.
- Wiesz dlaczego Caitlin przyznała mi rację? - spytał, a ja nie odzywając się, czekałem na odpowiedź - Bo powiedziałem jej, że nigdy ci na niej nie zależało - wyznał, a moje oczy stały się szersze - Tak jak na nas - dokończył - Właśnie to udowodniłeś.
Hood skierował do wyjścia, tym razem zdecydowanym krokiem. Luke próbował go powstrzymać, ale Calum był nieugięty. Wyrwał się z uścisku swojego najlepszego przyjaciela, wyładowując swoją złość dodatkowo na nim.
- Wafluj mu dalej, Hemmings - poradził - Do tej pory szło ci świetnie, może znalazłeś wymarzony zawód.
Później usłyszeliśmy trzask drzwi, które mało nie wyleciały z zawiasów. Zatrzęsły się pod wpływem uderzenia, a klamka, która wyglądała na dobrze przymocowaną, opadła, znajdując swoje miejsce na chłodnej podłodze. Zapadła cisza. Każdy z nas słyszał tylko zmieszane głośne oddechy. Oparłem się o ścianę. Przełknąłem nerwowo ślinę, spoglądając na podłogę.
- Jest po prostu zły, przejdzie mu - bronił go Luke, jednak jego szept zupełnie mnie nie przekonywał.
- Przestań - wtrącił Michael, a później zwrócił się do mnie - Wiesz, że musisz wiele naprawić, Ash.
- Wierz mi - odparłem - Calum dał mi to wyraźnie do zrozumienia.
_________________________________________
Dzisiaj zmieniłam zdanie i ten rozdział, który miał być 21-ym, zrobiłam 20tym. Sorrki za zamieszanie.

A więc.. informacja dla Wattpadowiczów.
ZOSTAŁAM OFICJALNIE AMBASADORKĄ WATTPADA! Od teraz możecie zwracać się do mnie z problemami, a ja będę próbowała je rozwiązać. Jeśli macie także pytania - piszcie do mnie na portalu! Jestem dostępna dla Was 24/h! Mam nadzieję, że sprawdzę się w nowej roli. :)


Dziękuję Wam za pół miliona wyświetleń Cienia na Wattpad i 200k Pułapki!! Mam nadzieję, że kiedyś Cień dobije do miliona, to byłby ogromny sukces. No cóż.. pozostaje mi być dobrej myśli. :)

Cyaaaaa. xx