sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 1

Dział I - Oddech
Rozdział 1
Playlista > klik

Ashton zaciskał swoje dłonie w pięści, próbując się kontrolować. Zmuszał się do spokoju. Wiedział, że jest tutaj policja, która zajmie się Logan'em. Rozumiał, że musi się zmienić, a to miał być jego pierwszy krok. Zachowanie spokoju, co da mu tylko i wyłącznie przewagę.
Kąciki ust Logan'a uniosły się, tworząc tajemniczy, a zarazem niebezpieczny uśmiech.
- Nie rozumiem, co cię tak bawi Fletcher? Fakt, że za moment będziesz błagał o litość, czy może to, że skończysz w pudle? - wtrącił Michael, zadając arogancko pytanie.
- Chętnie ci powiem, Clifford - zwrócił się do ciemnowłosego, którego kolorowe pasemka zanikły z powodu braku większego światła. Wyszczerzył się. - Zamierzałem zabić dziś kochaniutką Caitlin... - mówił, udając zastanowienie - Ale nastąpiła zmiana planów.
- O czym ty mówisz do cholery, pajacu? - wykrztusił z siebie Calum.
- Mówię o kimś, kto jest ważniejszy niż jakaś niska, wkurzająca suka - warknął - Nawet nie wiesz, jak cieszę się, że wpadłeś Ashton - rzucił, zmieniając swój cel.
Wstrzymany oddechy.
Strzały.
Jeden.
Drugi.
Trzeci.
Czwarty.
Piąty....
A za nimi kolejne.
Calum pociągnął mnie za rękę w dół. Upadłam, chowając głowę, jak rozkazał. Przez chwilę ostrzeliwali się wzajemnie, gdy Logan rozpoczął swój atak. Bicie mojego serca nienaturalnie przyśpieszyło. Miałam ochotę krzyczeć, błagać, aby przestali. Zatkałam uszy, żeby uciszyć strzały. Nie wytrzymywałam napięcia. Podniosłam głowę, kiedy dźwięki strzałów pojawiały się coraz rzadziej.Wszystkie kule, pędzące z prędkością światła w kierunku Logan'a nie dotarły do określonego celu. Luke oraz Michael pudłowali. Fletcher zdążył dość szybko z naszego pola widzenia. Nie wiedzieliśmy dlaczego tak prędko zwiał, dopóki nie usłyszeliśmy syknięcia z lewej strony.
Dwa pociski.
Aż dwa pociski wylądowały w klatce piersiowej Ashton'a.
Krzyk.
Mój krzyk, a nawet wrzask. Paniczny wrzask, desperackie wołanie i szloch. Jego szeroko otwarte oczy spotkały się z moimi. Moje serce pękało. To się działo naprawdę.  Umięśnione ciało cofnęło się o kilka kroków, a później powoli spadało, aż dotknęło zazielenionego podłoża na moich oczach. Łzy niepohamowanie spływały po moich policzkach. Odtwarzałam w głowie tylko jedno słowo - Zwariowałam. Chciałam zwariować, chciałam, żeby to był pieprzony sen, z którego za moment miałam się wybudzić.
Wpadłam w histerię. Rzuciłam się do biegu, ale powstrzymał mnie Michael, obejmując ramionami. Pragnęłam być obok Ashton'a, właśnie teraz, ale jego przyjaciel powstrzymywał mnie. Nie wiedziałam dlaczego, może sam doznał szoku. Jego oczy załzawiły się. Patrzył na blondyna tym samym spojrzeniem, co ja - pełnym bólu.
- Caitlin - usłyszałam cichy szept Ashton'a.
Moje wargi drżały. Oddech zatrzymał się na kilka sekund.
- Nie rób mi tego, proszę - odpowiedziałam, czując jak w środku moja dusza zamyka się, zanika.
- Chcia.. Chcia.. - dukał, a moje serce rozrywało się - Chciałem cię chronić, będąc twoim cieniem... - wymamrotał, następnie kaszląc - Przepraszam...
Powieki Ashton'a opadły.
Odszedł.
- Nie... nie... nie... - powtarzałam, przechodząc do krzyku - Ashton, nie! - wydzierałam się, szarpiąc z Michael'em. Całą moją twarz zalały łzy, pogrążyłam się w głębokiej rozpaczy. Krzyki i uderzenia w klatkę piersiową ciemnowłosego stały się naturalnym zachowaniem. Byłam niczym w transie. Powtarzałam każdą czynność parę razy. Krzyk, błaganie, uderzenie; krzyk, błaganie, uderzenie...
Światła zaczęły migotać. W oddali spostrzegłam latarki zbliżających się policjantów.
- Zabierz ich stąd, ja się nim zajmę - powiedział Luke, sprawdzając tętno Ashton'a, jakby miał nadzieję, że żyje. Widząc brak ruchu Michael'a ponowił swój rozkaz. - No dalej do cholery! - wrzasnął, powodując drgawki u przyjaciela. 
Blondyn wziął ciało Ashton'a na swoje ręce, po czym wbiegł do lasu i zaginął w szeregu drzew. Ja zaś stałam nieruchomo, niczym kamień, patrząc na ziemię.
- Caitlin, musimy iść - mówił do mnie Michael.
- Caitlin! - starał się mu pomóc Calum.
Caitlin... Caitlin... Caitlin... Caitlin...

Obudziłam się zalana potem. Dziwnym uczuciem jest w jednej chwili przejść z głębokiego snu do pełnej świadomości. Tym razem nie krzyczałam, a jedynie przeniosłam się do pozycji siedzącej, otwierając pośpiesznie oczy i dysząc, jakbym przebiegła maraton.
Było późno, koło godziny trzeciej. Kiedy rozejrzałam się i spostrzegłam, że jestem w swoim domu, uspokoiłam nerwy.
Przetarłam dłońmi twarz.
Gdzie jest koniec? Miał nadejść. Tymczasem ja popadałam w monotonię.
Utknęłam.
To tak, jakbyś był w bańce, która nigdy nie pęknie. Nie możesz się uwolnić niczym od ładunku, z którym jesteś związana, czekasz na jego wybuch, a on nie wybucha. Masz ranę na skórze, w sercu oraz umyśle, która nie zamierza nigdy zniknąć. Wręcz przeciwnie - jej celem jest zostanie z tobą do końca życia, abyś nie mogła zapomnieć o tych wszystkich strasznych rzeczach, które cię spotkały. Może to ma na celu wzmocnienie mnie? Ale czy nie ma innego sposobu? Mniej bolesnego?
Co noc koszmary przychodziły do mojej głowy, ogarniało mnie wrażenie niepokoju. Nikomu nie mówiłam o problemie takiej rangi. Zamartwiałam się, mój umysł szalał, działał lepiej niż nowoczesny system komputerowy. Skanował każde wspomnienie, przywracając je i budził moje lęki. Obrazy w mojej głowie zmieniały się co parę sekund. Brakowało tylko ikonki „Kosz”, aby kilka z nich usunąć, aby odeszły. Mózg pracował, jakby nie potrzebował nawet pięciominutowej przerwy.
Paranoja.
Sięgnęłam po szklankę, stojącą na nocnej szafce. To zły sen czy może chore przeczucie? Nie... Znowu zaczynałam. Pogódź się z tym, idiotko. On położył temu kres. Zrozum.
Minęło sześć miesięcy. Gdyby cokolwiek miało się wydarzyć, wydarzyłoby się dawno. Powinnam czuć się wolna. Dni szarości dobiegły końca, a nastały te piękne, przepełnione kolorami. Moim zadaniem jest skorzystanie z szansy, którą dał mi los. Powracając do przeszłości cofam się, robię kilkanaście kroków w tył. Zataczam błędne koło.
Upiłam łyka wody. Oddychałam powoli. Ile jeszcze czasu zajmie mi akceptacja teraźniejszego życia? To trwało zdecydowanie za długo. Stałam się zupełnie inną osobą przez mój brak klimatyzacji w społeczności. To okropne, wiedziałam o tym, ale nie radziłam sobie.
Odstawiłam szklankę. Kątem oka widziałam unoszący się na niebie księżyc i kilka gwiazd.
On gdzieś tam był.
Po raz kolejny.
Dlaczego ponownie zaczynam jego temat?
Powtarzałam sobie w kółko - ZAPOMNIJ. Pamięć stanowiła mój problem. Czy inni ludzie też mają z tym kłopot? Z odstawieniem pewnych spraw na bok i zajęciem się zwykłą codziennością? Bo jeśli tak - mogę pocieszać się faktem, że nie jestem jedyna. Aczkolwiek, jeżeli odpowiedź brzmi "nie"... nie mam innego wyjścia, wychodzę na nienormalną.
Cóż, nie zaprzeczę. Od dłuższego czasu stabilność emocjonalna, ustatkowanie czy normalność to słowa dla mnie obce. Pojawiają się w moim życiu, owszem, jednak nic nie stanowią - po prostu są. Moja obojętność w stosunku do wszystkiego, co nie wiąże się z Ashton'em przeraża. Czemu tak bardzo przejmuję się i nie pozwalam sobie ruszyć dalej? Moje serce nie potrafi go pochować, chociaż nie zdążyliśmy się naprawdę do siebie zbliżyć. A może tylko tak mi się wydaje? Przecież oczy nie widzą tego, co serce. Możliwe, że swojego serca nie rozumiem. Tak, to prawdopodobne.  
Mój telefon zawibrował.
Momentalnie odwróciłam głowę. Kto to może być? Wiadomość o trzeciej nad ranem? Moje serce przyśpieszyło. Sen przeradzał się powoli w rzeczywistość. Ogarnęła mnie panika. Strach nie pozwalał sięgnąć po telefon. Jeżeli sytuacja miała się powtarzać, nie chciałam być tego świadoma.
Z drugiej strony… możliwe, że to ważna informacja. Może coś się wydarzyło? Ktoś potrzebuje pomocy? A możliwe, że to wiadomość od kogoś z facebook’a, pytającego „czemu nie śpisz?” bo zapomniałam wyłączyć wifi.
Wariowałam.
Kilkakrotnie zastanawiałam się, czy nie powinnam porozmawiać z psychologiem. Wszędzie widziałam niebezpieczeństwo. Nigdzie nie odczuwałam spokoju. Ciężko mi złapać głębszy oddech, odpuścić i żyć, jakby wszystko, co w moim życiu miało miejsce - nie istniało.
Próbowałam to zablokować.
Właśnie, próbowałam, ale to za mało.
Chwyciłam za komórkę, nie mogąc wytrzymać tej nieustannej presji oraz minimalnej ciekawości, która we mnie siedziała. Przesunęłam palcem po ekranie trzymając drugą dłoń przy sercu, które biło niesamowicie głośno. W trakcie ciszy, druga osoba mogłaby bezproblemowo usłyszeć ten niesamowity lub nawet przerażający odgłos.
Ekran telefonu podświetlił się, niosąc niewielką ilość światła na pokój. Nikogo w nim nie było. Wsłuchiwałam się również w ciszę, mimo że nie rejestrowałam żadnych dźwięków prócz tych wywoływanych przez siebie. Nie jestem do końca pewna, czy nie starałam się doszukać czegoś na siłę. Brakowało mi sekretów, strachu i adrenaliny. Tak? Tak, chyba tak. Nie znalazłam innego wyjaśnienia, jeśli chodzi o moje przedziwne zachowanie.
Na wyświetlaczu widniała jedna nieodczytana wiadomość. Najechałam palcem na opcję „Otwórz”, a następnie kliknęłam. Wzięłam głęboki wdech, po czym spojrzałam na sms.
Witam! W dniu 30 czerwca wystawiliśmy fakturę na numer…
Zablokowałam telefon i rzuciłam na pościel. Znowu to samo. Bezpodstawna panika. Kiedy w końcu dotrze do mnie, że ten rozdział mam już za sobą? Sama wywoływałam chaos.
Zakryłam twarz dłońmi. Opadłam na łóżko, zamykając na chwilę oczy. Spieprzyłam swoje życie. Po części dziękowałam Bogu, że moich rodziców nie ma ze mną. Ich duma z mojej osoby zanikłaby w momencie widoku wszelkich moich życiowych błędów. Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu? Jakim cudem pozwoliłam na takie potyczki?
~*~
Ranek, godzina siódma. Nie czułam się wypoczęta, ani trochę, mimo że obudził mnie przyjemny świergot ptaków. Kolejny dzień, którym byłam zmęczona otwierając ledwo oczy, właśnie miał swój początek. Spojrzałam na puste miejsce w łóżku, obok mnie, odczuwając tęsknotę. Kilka miesięcy temu spałam w jego koszulce, wtulona w jego klatkę piersiową, w najgorszym motelu na świecie. Niezapomniana historia.
Jego już nie ma, a ja wciąż wracam do wszystkich wydarzeń, w których miał swój udział. Powinnam się z tym uporać, dlaczego tego nie robię?
Zwlekłam się z łózka i podążyłam do kuchni leniwym krokiem. Moje włosy wyglądały jak po przejściu huraganu. Zazwyczaj proste i lśniące końcówki, wiły się teraz w różnych kierunkach, potargane oraz zniszczone. Idąc przez korytarz, ciągnęłam palcami za końce koszulki, którą właśnie miałam na sobie. Czując znajomy materiał, spojrzałam na nią. Dopiero wtedy zauważyłam, że to jego t-shirt. Nieświadomie narzuciłam go na siebie w nocy.
Czasami dociera do mnie, że wciąż męczy mnie poczucie winy, tęsknota oraz wspomnienia. Próbuję unikać tych myśli. Powtarzam wszystkim wokół, że jest w porządku. Staram się przekonać do tego samą siebie, chociaż wiem, że to kłamstwo. Wolę jednak tkwić w kłamstwie niż pieprzonej rzeczywistości, wykańczającej mnie doszczętnie.
 Stałam przy oknie, popijając herbatę. Słońce przysłaniały gęste chmury. Prawdopodobnie będzie dzisiaj padać. Na podwórku panowała cisza. Zero ludzi, przejeżdżających samochodów czy rowerzystów.
Westchnęłam, odchodząc od okna. Odłożyłam na blat stołu mój ulubiony kubek i skierowałam się do salonu, gdzie zostawiłam swoje rzeczy z dnia wczorajszego. Gdy zabrałam koszulkę leżącą na kanapie, ruszyłam w stronę sypialni. Odłożyłam ubranie do szafy, na jedną z półek. Wychodziłam z pomieszczenia, przechodząc obok niedużego, brązowego pudełka.  Nigdy nie potrafiłam jednak po zerknięciu na pudło wyjść z pokoju obojętnie. Tym razem również.
Ukucnęłam, otwierając tekturowy karton. Moje palce zacisnęły się na krawędzi ramki ze zdjęciem, a następnie uniosły ją. Zamknęłam oczy nie mogąc spojrzeć na twarz za szkłem. Potem otworzyłam je szybko. Wspomnienia nachodzące mnie w myślach również nie były do zniesienia.
Sądziłam, że moje serce nie może być bardziej złamane. Myślałam, że nie mogę być w większej rozsypce. Aczkolwiek za każdym razem, gdy patrzyłam na zastygłe oczy w fotografii, uświadamiałam sobie iż byłam w błędzie, a umysł jest w stanie podsuwać obrazy, których wcale nie chcesz ponownie widzieć.
Ale czy na pewno nie chcesz ich widzieć?
Czy na pewno nie chcesz, aby twoja głowa odtwarzała dźwięki, ukazywała pewne zdarzenia? Może po prostu wmawiasz sobie, że nie masz ochoty przypominać sobie niektórych wydarzeń, jednak w rzeczywistości jest zupełnie inaczej?
Serce. Sądzę, że ono jest za to wszystko odpowiedzialne. Pomimo że jest złamane, nie chce zapomnieć o żadnej z chwil, którą z nim spędziłam. O jego czarującym uśmiechu; smutnych, ciemnych oczach, które stawały się szczęśliwsze i jaśniejsze podczas naszych rozmów i spotkań; o jego irytującym śmiechu; sprośnych żartach – O nim.
Ściskając palcami literę ‘C’ znajdującą się na srebrnym łańcuszku, odtwarzałam w głowie sytuację sprzed kilku miesięcy. Przed oczami ukazał mi się obraz chowanej do ogromnego dołu trumny. Pogładziłam dłonią szkło ramki.
- Nie potrafię… - szepnęłam.
Poddałam się. Zostawiłam sztuczny uśmiech, a łzom pozwoliłam płynąć przez moje policzki. Sześć pieprzonych miesięcy, a ja wciąż nie potrafię ułożyć sobie życia. Nie jestem w stanie chodzić po ulicy i powtarzać ludziom, że wszystko jest w porządku skoro nie jest. Kłamanie przychodzi mi z trudnością. Wszyscy uważają, że ta katorga już się zakończyła. Przyjaciele ułatwiali mi wiele spraw, bylebym ruszyła dalej. Podsuwali pod nos ludzi, pracę, wszystko, uważając, iż w końcu żyję, jestem tą samą Caitlin, którą byłam rok i kilka miesięcy temu. Wróciłam do siebie, do normalności. Mam faceta, stałą pracę, stabilizuję się, wszystko jest tak, jak być powinno.
Gówno prawda.
Tkwię w jakiejś machinie, która nie posiada wyłącznika. Przenosi mnie do przeszłości, chcąc, abym właśnie nią cały czas żyła. Ale ja nie mogę. Ja mam życie - życie, które toczy się dalej. Zatrzymuję się, a jednocześnie niszczę wszystko, co napotykam.
Nie umiem ułatwić sobie sprawy.
Nie radzę sobie.
Ale nie tylko ja.
Schowałam wisiorek do kieszeni spodni. Wróciłam do sypialni, aby odnaleźć mój telefon. Szybko wyszukałam w książce telefonicznej potrzebny numer, a następnie kliknęłam zieloną słuchawkę nawiązując połączenie. Z niecierpliwością czekałam na odzew; głos, który nagle zapragnęłam usłyszeć. Ta osoba również miała powiązanie ze wspomnieniami, a właściwie ratowała mnie przed całym szaleństwem, gdyż znała mój ból. 
- Bezsenność? - usłyszałam w słuchawce telefonu.
- Mhm - przytaknęłam - Masz może ochotę na poranne spotkanie? - spytałam nieśmiało.